myszyna
10.01.10, 03:35
Coś jest w tym forum smutnego.
Dwa miesiące temu zostałam porzucona przez faceta, który był dla mnie
marzeniem, rajem, kochankiem, ojcem i wszystkim na świecie. Był dla mnie
cudowny, a ja dla niego najwyraźniej nie. Zdarza się, chociaż jest smutno.
Ale przerażeniem napełnia mnie myśl, że za jakiś czas, gdy już posmakuję
samotności, lęku, tęsknoty i zwykłych, codziennych trudów mogłabym się zgodzić
na takie kłamstwo, w jakim żyje część tu piszących. Na "wspólne" życie bez
miłości, bez zaufania i bez wspólnoty dusz, spraw i życia.
Spać w jednym łóżku z kimś, kto mnie nie chce? Siadać do śniadania z kimś, kto
mnie nie kocha? Wracać z pracy do kogoś, kto żyje w swoim świecie? Udawać, że
to problem w komunikacji, a nie nieodwzajemniona miłość?
Proszę, niech mnie to nie spotka, niech chociaż to mnie nie spotka! Żyć samej
jest i tak ciężko, żyć samej w ciągłym upokorzeniu? Niech to mnie nie spotka!
Bo formalnie, faceta którego kocham jak nikogo na świecie rzuciłam ja. Zanim
on zdążył...
Szukam kobiet, które żyją same i nie czekają tak zachłannie i z taką tęsknotą
i nadzieją, jak ja. Chcę się nauczyć żyć sama...
A po co Wy tak żyjecie? Czy za rok stanę się tak samo zgłodniała uczucia, że
zgodzę się na każdy szajs i kłamstwo?
Bo teraz jestem sama, przeraźliwie samotna, ciągle pytam, co schrzaniłam, ale
jeszcze nie jestem upokorzona. Będę upokorzona?