Dodaj do ulubionych

ja i on, i oni

17.01.10, 19:53


Kilka miesięcy temu dopadła nas chemia, magia, której wielu z Was
pewnie doświadczyło. Dziś mówimy o miłości.On ma żonę, ja mam męża.
Oboje mamy dzieci. czasem zastanawiamy się jakby to było, gdybyśmy
naprawdę byli razem i spróbowali zbudować coś tylko naszego. Chcąc
spędzać ze soba jak najwięcej czasu poznaliśmy ze sobą nasze
rodziny. Teraz mamy wspólne wakacje i weekendy. Wiem, ze to
karygodne. Przez pewien czas się sprawdzało, teraz coraz bardziej
boli.Kocham go coraz mocniej, więc widok żony przy nim staje się nie
do zniesienia. Wiem, pewnie wielu z Was mnie potępi. Niestety jak to
zwykle w życiu bywa rzeczywistość nie jest czarno - biała. Nie wiem
co robić...jak się z tego wyplątac. A może trwać w takim układzie i
czerpać z życia jak najwięcej- nawet za cenę bólu. Oni nie wiedzą,
więc mam nadzieję, że ich nie boli
Obserwuj wątek
    • superprawda Re: ja i on, i oni 17.01.10, 21:49
      Ja cie nie potepiam.

      Popelniasz jednak pewien blad logiczny. Z wesolej zabawy robisz cos
      powaznego. Po co? Spotykaj sie z nim od czasu do czasu i dbaj o swoja
      rodzine. Potraktuj to jako urozmaicenie a nie jako cel.

      Wcale nie ma gwarancji ze w sytuacji gdy bylibyscie razem cokolwiek
      by przetrwalo. Dlatego wyluzuj, baw sie dobrze i nie daz do rozbicia
      obecnej sytuacji.
      • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 22:38
        wiem, patrząc z dystansem to najlepsza rada. trudno spotykac się od czasu do
        czasu, bo po kilku godzinach zaczynamy tęsknić jak cholera i robimy wszystko
        żeby się zobaczyć (pracujemy blisko siebie, oboje jako handlowcy więc mamy sporo
        możliwości spotkań podczas pracy); jeśli tego mało, spotykamy się popołudniami
        rodzinnie...trudno przystopować...mam wrażenie, ze na szyi zaciskam sobie sama pętlę

        i zazdrość, jestem o niego coraz bardziej zazdrosna, o jego czas z żoną...wiem,
        ze to absurd
      • business3 Wspólny dom. Wspólne łóżko. Czworokąt. I git!!! 19.01.10, 23:50
        Wspólny dom. Wspólne łóżko. Czworokąt. I git!!!
      • mini_kosmos Re: ja i on, i oni 13.02.10, 12:35
        nie moge uwierzyc w to co tutaj piszecie w wiekszosci przypadkow.
        nie da sie zyc w klamstwie, bo mozna sie zadreczyc a przy okazji
        rodzine. jesli to jest ta jedyna, wielka i prawdziwa milosc to
        trudno, trzeba te decyzje podjac i sie rozejsc z mezem a on z zona.
        i zaczac zyc jak normalni ludzie. No chyba, ze on tego tak nie widzi
        i aktualny uklad mu odpowiada. Ale wtedy sytuacja jest chyba jasna,
        prawda?
        Bylam w podobnje sytuacji, zareczona, wielkie plany i poznalam tego
        drugiego. Fakt, nie mialam dziecie, zobowiazan, itp itd, on tez byl
        z kims, ale po miesiacu zdecydowalismy, ze chcemy byc ze soba i
        koniec. Jasna sytuacja. I jestesmy.
        Wiec to co ja bym zrobila na Twoim miejscu, to najpierw upewniła się
        co do intensywnosci i stalosci wlasnych uczuc a potem jego. Nie
        pozwol Kobieto, zeby romans z kolega z pracy zniszczyl Ci rodzine,
        jesli Twoj kochanek ma na uwadze tylko rozrywke.
        A jesli naprawde sie kochacie, to czas zaleczy rany i wszystko sie
        kiedys ulozyc, nawet jesli na poczatku to bedzie jakas masakra.
        Trzeba podjac dorosla decyzje, bo tak jak ktos juz tu napisal, jak
        sprawa sie rypnie, to zostaniesz na koniec sama i bardzo zraniona,
        bo jest spora szansa, ze kochanek ewakuuje sie do cieplego miejsca u
        bogu zony.
        Trzymam za Ciebie kciuki! Powodzenia! I pamietaj, ze faktycznie
        zwykla codziennosc moze Wasze uczucie zweryfikować negatywnie, bo
        zabraknie dreszczyku emocji i juz nic nie bedzie takie fajne...
    • nocnykowboj Re: ja i on, i oni 17.01.10, 22:01
      dopadł Cę "piorun sycylijski",pewnie się zakochałaś.Sielanka się
      skończy kiedy sprawa się rypnie(tzn.wyda)wtedy będzie
      ból,rozczarowanie i wściekłość waszych rodzin.Trudna sprawa,wszystko
      zależy od waszego zaangażowania.
      • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 22:35
        zakochałam się i to powaznie. myślę, że on też. z jednej strony świetny sex, z
        drugiej jakieś ponad cielesne porozumienie. widujemy się codziennie, rozmawiamy
        po kilka godzin kiedy tylko jest to możliwe. rozstajemy się i po drodze do domów
        dalej rozmawiamy przez telefon. wieczorem i długo w noc jakieś komunikatory. mój
        mąż to dobry facet, ale mam wrażenie zupełnie nie dostrzega mnie jako
        kobiety.jeśli ja nie inicjowałam naszych zbliżeń, sexu nie było po kilka
        tygodni, teraz nawet mi to na rękę...jego żona...też jest fajną babeczką, choć
        oststnio coraz więcej we mnie negatywnych uczuć względem niej (jestem chyba po
        prostu zazdrosna); czuję się przez to jeszcze gorzej ze sobą, bo przecież to nie
        ona mnie zabiera męża, tylko ja jej...wszystko to takie poplątane. Sytuację
        komplikuje fakt, ze bardzo chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko...ON mówi, ja z
        Tobą także chcę dzidziusia, ale żadne z nas tak naprawdę sobie tego nie
        wyobraża, bo jak to wszytsko poukładac...z drugiej strony dziecko pownno być
        owocem miłości, a nie rozsądku...choć to jedyne logiczne, mieć je ze swoim
        mężem...czy znacie jakies równie poplątane sytuacje? po jakim czasie taka
        gigantyczna chemia wygasa? może wtedy będzie łatwiej. choć w chwili kiedy pisze
        te słowa trudno mi w nie uwierzyć
        • zakletawmarmur Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:02

          A jak kochanek na to wszystko się zapatruje? Dał Ci sygnał wprost,
          że chce żonę opuścić, czy tylko tak wnioskujesz po jego zachowaniu?

          Z moich obserwacji wynika, że takie związki dla kobiety kończą się
          nieprzyjemnie. Ona się zaangażuje, zacznie wymagać "coś więcej". On
          zrobi bilans i okaże się, że jednak z żoną bardziej mu się opłaca
          być. Szczególnie, gdy nie jest sporo młodszą, bezdzietną,
          interesującą laską.

          Z dzieckiem bym się wstrzymała do czasu aż sprawa się nie rozwiąże.
        • superprawda Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:03
          Ale wiesz, dlatgo jest tak fajnie, bo wlasnie nie mozecie byc razem.
          Jakby to bylo mozliwe, wkradlyby sie demony codziennosci ktore by ten
          fajny filing zniszczyly.
        • superprawda Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:05
          chemia wygasa w zaleznosci od indywidualnych predyspozycji, ale pare
          miesiecy to taki standard. przetrzymaj.
          • anula36 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:12
            niepotrzebnie wymyslilas ta wiez towarzyska- jesli jego zona nie jest ostatnia idiotka kapnie sie szybciej niz sie spodziewasz.I tym szybciej ukochany bedzie musial zerwac z toba wszystkie kontakty,zeby jej bardziej nie podpasc.
            • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:23
              To trwa już ponad rok. BYliśmy dwa razy na wspólnych wakacjach, na kilkunastu
              wspólnych weekendach; wspólnie spędziliśmy nawet drugi dzień świąt, nasze dzieci
              się przyjaźnią (mamy dzieci w tym samym wieku. Póki co wszystko zamiast słabnąć
              - nasila się. Co jakiś czas wyjeżdzamy gdzieś razem pod pretekstem wyjazdów
              służbowych.

              Co do bycia razem- temat powraca jak bumerang. Też czasem myślę, że codzienność,
              by to zabiła. Sama sobie nie mogę jej wyobrazić. Ostatnio to on cześciej mówi o
              tym, ż enie wyobraża sobie, by dalej tak to trwało, ze mnóstwo ludzi się
              rozwodzi...ale nie wiem, czy po tym jak wszystko dodatkowo skomplikowali,
              doprowadzili do "małżeńskich przyjaźni". Oczywiście każde z nas chciałoby
              mieszkać z dziećmi, ale polska rzeczywistość jest taka, ze pewnie moja córka
              zostałaby ze mną, a jego dzieci z jego żoną. I co? Moja córka na weekend
              przenosiłaby się do swojego taty, a jego dzieci do nas? te dzieci, które teraz
              się uwielbiają pewnie zaczełyby ze sobą rywalizować, być może wzajemnie by się
              znienawidziły...co z ich poczuciem bezpieczeństwa...po prostu nie miesci mi się
              w głowie...czy widzicie jakąś szansę? czy jedyne rozwiązanie to przeczekać...na
              zasadzie- wbrew temu co minie serce, w końcu emocje ostygną?
              • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:24
                przepraszam za literówki...pisze pod wpływem emocji i tak jakoś wychodzi...
              • anula36 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:32
                a wy widzicie jakas szanse poza wspominaniem ze tyle ludzi sie rozwodzi?Jakies konkrety?
                • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:37
                  szansę...hmm widzimy możliwość, bo taka zawsze jest...pytanie czy wolno w imię
                  tej możliwości skrzywdzić tyle osób? chodzi oczywiście przede wszystkim o
                  dzieci... raz po raz, na zmianę mamy taki czas, że tak bardzo tego chcemy, ze
                  wydaje nam się, ze jakoś się to poukłada...pytanie tylko co znaczy "jakoś"
                  zwłaszcza dla dzieci

                  co innego gdybyśmy mieli w domach (swoich rodzinnych) jakieś piekło, ale każde z
                  nas ma spokojne, w miare poukładane życie... nie sielankę, ale po prostu
                  codzienność. z drugiej strony czy to możliwe, żeby po 7 i 11 latach małżeństwa
                  (takie mamy staże) było porywająco? Czasem wydaje mi sie, z emiędzy nami by było
                  zawsze, ale zdaje sobie sprawę, ze istnieje coś takiego jak złudzenia...być może
                  to przekonanie opiera się tylko na nich
                  • superprawda Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:49
                    Pytasz czy wolno, oczywiscie ze wolno.

                    Pytasz czy warto? nie sadze.
                    Stan w ktorym jestescie prawie na pewno nie sprawdzi sie w zyciu
                    codziennym. Dlatego jest wam dobrze, bo sie musicie ukradkeim spotykac.
                    To nie wypali w przypadku rozwodu i nowego malzenstwa z nim. Tak mi sie
                    wydaje.
                    • anula36 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:57
                      a mnie sie wydaje ze nie bedziecie wiedziec czy warto jesli nie sprobujecie- tylko do tego potrzeba konkretnych planow ktorych poki co brak. A skoro nie macie planow po roku "wielkiej milosci" to chyba niespecjalnie uwazacie ze warto je czynic.Obecna sytuacja jest bardzo wygodna dla wszystkich. Nie jest tak?
                      • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:04
                        i tak, i nie. pozornie bardzo wygodna... z punktu widzenia emocji cholernie
                        trudna i męcząca. Anula, a jak TY, tak na chłodno, uważasz , ze możnaby to
                        poukładac?
                        • anula36 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:09
                          jak poukladac to pytanie do kochanka.
                          Dla mnie sytuacja bylaby wygodna i nic bym nie ruszala. Dziecko zrobilabym z mezem - te pozamalzenskie w koncu i tak wychodzana jaw.
                          Dzieci pozostale zadowolone. Sielanka.
                          • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:12
                            tylko jak to zrobić, zeby nabrac takiego dystansu?
                          • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:13
                            dlaczego uważasz, że pytanie o to jak to poukładać jest pytaniem do kochanka?
                            • anula36 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:15
                              bo to z nim musisz sprawe ulozyc, nie z nami i naszymi dziecmi.
                    • natalie30 Re: ja i on, i oni 17.01.10, 23:57
                      Mądra kobieta z Ciebie...wielkie dziękuję. Instynktownie czuję, ze masz rację,
                      choć chciałabym wierzyć, ze byłoby inaczej...każda cząstka mnie krzyczy: BYŁOBY
                      INACZEJ, to pewnie niestety masz rację

                      ps. przepraszam, że zapytam, ale wiesz to z własnego doświadczenia?
                      • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:05
                        powyższy post i pytanie o doświadczenie był do superprawdy
                        • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:20
                          i jeszcze jedna sprawa...popadam w obłęd chyba; 40 minut temu poszedł się kąpać
                          i do tej pory go nie ma na skype'ie....przed oczami mam sceny z naszego sexu -
                          tylko zamiast mnie, jest z nim jego zona...nie chce się nad tym
                          zastanawiać...jak idiotka, ze łzami w oczach

                          staram się mu tego nie okazywac... choć on też ma z tym coraz większy problem
                          kiedy przeczuwa, że jestem blisko z moim mężem...albo kiedy podczas wspólnych
                          spotkań mój mąż żartobliwie klepnie mnie w pupę czy rozmowa schodzi luźno na
                          temat sexu.

                          zatem powtarzam pytanie: JAK NABRAĆ DYSTANSU?
                          • abdulian Re: ja i on, i oni 18.01.10, 00:46
                            Natalie,

                            Wkręciłaś się radośnie w przemiłą historię i nagle chcesz się błyskawicznie
                            wymiksować z "efektów ubocznych" jej skutków... Nie ma tak dobrze - trochę Cię
                            to wszystko pomęczy, to wszystko zależy od tego na czym oparty jest Twój
                            kręgosłup moralny w kilku kwestiach. Więc złaź na ziemię.

                            Posłuchaj tego co Ci mówi Anula, mądra kobieta (rozmawiałem z nią kilka razy w
                            realu), ja mogę Ci powiedzieć to samo tylko ciut dosadniej: zamiast szczebiotać
                            ze swoim kochasiem o "Dupie Marynie" porozmawiajcie poważnie na temat tego, co
                            chcecie z tym waszym fantem zrobić.

                            Porozmawiajcie o swoich oczekiwaniach, o tym co kogo boli, co go kręci, co go
                            przeraża, czego się boicie, co chcielibyście osiągnąć, co wam da zmiana sytuacji
                            itp. Posługując się terminologią "pracową" zrób sobie taką checklistę pytań i
                            odpowiedzcie sobie na nie krok po kroku. Albo Ci wyjdzie, że macie 100% zbieżne
                            cele i oczekiwania co do tej sytuacji i zdecydujecie się podjąć odpowiednie
                            kroki, albo wyjdzie to co wyjdzie i nabierzesz dystansu do całej sprawy.

                            Na razie mam wrażenie, że kompletnie nie wiesz na czym stoisz i nie
                            porozmawialiście bardzo poważnie tylko jesteście na etapie fascynacji i
                            zadurzenia...
                          • superprawda Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:07
                            natalie30 napisała:

                            > i jeszcze jedna sprawa...popadam w obłęd chyba; 40 minut temu
                            poszedł się kąpać
                            > i do tej pory go nie ma na skype'ie....przed oczami mam sceny z
                            naszego sexu -
                            > tylko zamiast mnie, jest z nim jego zona...nie chce się nad tym
                            > zastanawiać...jak idiotka, ze łzami w oczach
                            >
                            > staram się mu tego nie okazywac... choć on też ma z tym coraz
                            większy problem
                            > kiedy przeczuwa, że jestem blisko z moim mężem...albo kiedy podczas
                            wspólnych
                            > spotkań mój mąż żartobliwie klepnie mnie w pupę czy rozmowa schodzi
                            luźno na
                            > temat sexu.
                            >
                            > zatem powtarzam pytanie: JAK NABRAĆ DYSTANSU?

                            no jestes ugotowana, wiec nie nabierzesz dystansu. To sie musi
                            wszystko po prostu przemielic. Samo sie niesety wypali wczesniej czy
                            pozniej.
                        • superprawda Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:06
                          natalie30 napisała:

                          > powyższy post i pytanie o doświadczenie był do superprawdy

                          akurat jestem mezczyzna ale dzieki za mile slowa.
                          No tak z doswiadczenia, oczywiscie. Poza tym polecam Ci ksiazke -
                          bardzo dobra, na pewno Ci wiele wyjasni:

                          Autor Bogdan Wojciszke, Psychologia Milosci.

                          Bardzo pouczajaca. Chyba tylko na allegro mozna to usrztrzelc.
        • bi_chetny Re: ja i on, i oni 18.01.10, 15:42
          ech, jakbym własne słowa z niegdyś czytał...wtedy myślałem, że to tylko mnie coś
          tak wyjątkowego spotkało. Teraz wiem, że zawsze to taka sama piosenka. Nadejdzie
          przesilenie, niedługo.
    • babaa-jaga Re: ja i on, i oni 18.01.10, 01:05
      Kobieto aleś się wplątała
      Dziwne że Wasi małżonkowie przez rok nic nie zauważyli? Może i oni mają ze sobą
      romans?

      Dziecko? nie wyobrażam sobie jak można w takiej sytuacji pomyśleć o dziecku, no
      przepraszam bardzo bo ty byś chciała, a co to o nowego szczeniaka chodzi?
      Kobieto zastanów się trochę i daj sobie na razie spokój z taką decyzją. Bo co
      będzie jak lada dzień sprawa się rypnie?

      Uważam jak większość, że ten romans Was kręci bo się musicie ukrywać i jeśli
      nawet rozwalicie swoje rodziny, żeby być razem to po jakimś czasie nie będzie
      tak "kolorowo i wzniośle" jak teraz. Codzienność robi swoje.
      Myślę, że powinnaś się zastanowić czy warto niszczyć swoje małżeństwo, rodzinę
      Czy jesteś pewna że córka zostałaby z Tobą? Czy mąż by na to pozwolił?
      Widzę po Twoich postach że tak naprawdę nie wiesz czy on zostawi dla Ciebie żonę?

      • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 01:15
        nie wiem...to taki chyba punkt zwrotny...wiem tylko, że potrzebuję
        go jak powietrza...

        nie wiem czy on zostawiłby żonę, tak jak ja nie wiem czy
        zostawiłabym męża...

        wiem, ze dużo w tym chaosu, ale taki własnie stan mam w sobie;
        pewnie inaczej się odchodzi jeśli w domu sa awantury, duże problemy-
        u nas tego nie ma... nie ma też miłości, ani namiętności,,,taki
        troche marazm, ale dzieci mają się dobrze, mają poczucie
        bezpieczeństwa

        czy jest tu ktos kto sam przezył, albo zna z autopsji taką sytuację,
        że zakochali się w sobie ludzie oboje mający dzieci w podobnym
        wieku? jak potoczyły się ich losy...wiem, ż enikt za mnie nie
        podejmie decyzji, ale czasem dobrze spojrzeć na innych, by choć
        troche zobaczyć w nich siebie
        • anula36 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 04:37
          To raczej takie fora jak :
          Rozwod i co dalej
          Po przejsciach
          tam pisuja ludzie ktorzy zakonczyli jedne zwiazki i weszli w nastepne.
          • vella84 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 09:31
            nie dawno w tv leciał taki.. chyba teatr tvp z młodym
            Stuhrem,Kownacką,Szczepkowską,Englertem.. tam właśnie 2 małżeństwa
            na krzyż miały romans,poznali się bo ich dzieci chciały się pobrać..
            a schodząc na ziemię to dobrze Ci radzą - rozmowa z kochankiem o
            wspólnym życiu.. ja na dzień dzisiejszy nie wyrobiłabym w takiej
            sytuacji no i jeszcze to,że chcesz mieć dziecko.. i co? w ciąży z
            mężem będziesz się spoykać z kochankiem???
            • mantis_after_dinner Przerypane ... 18.01.10, 09:57

              W ekonomii jest takie pojecie jak 'dylemat wieznia'.

              Siedza dwa wiezniowie w areszcie i czekaja na sprawe sadowa - jeden
              z nich jest winny - my nie wiemy, ktory (zreszta nie ma to
              znaczenia).
              Jesli dobrowolnie przyzna sie pan A, to pan B jest wolny, za to pan
              A - 25 lat.
              Jesli przyzna sie pan B - na odwrot.

              Jesli przyznaja sie obaj - obaj dostaja po 5 lat.
              Nie przyzna sie zaden - po 25 lat obydwaj.

              Nie moga sie komunikowac i kazdy z nich ma w tej sytuacji wybrac
              najlepsza strategie.

              A teraz wyobraz sobie, ze dochodzicie z tym lubym do wniosku, ze
              jednak skladacie te wnioski rozwodowe i przetlumacz to sobie na
              powyzsza sytuacje.
              Masz do niego az tyle zaufania, zeby mu wierzyc ze to zrobi?
              Odwazylabys sie zrobic to piersza?

              Oczywiscie to takie rozumowanie z wylaczeniem emocji, bo wchodza
              jeszcze w gre takie kwestie jak dzieci, emocje, podzialy majatkow i
              caly ten niby taki 'bezbolsny' kram ...

              Warto?
              • natalie30 Re: Przerypane ... 18.01.10, 10:55
                na chłodny rozum wszystko wskazuje na to, że nie... czy szanse,
                że "chłodny rozum" powróci sa realne?
                może trochę o drugiej stronie. mój mąż, facet wybitnie towarzyski,
                dobry ojciec...praktycznie nie zwraca na mnie uwagi. kilkanaście
                miesięcy temu (wtedy byłam wierną żoną) usłyszałam od niego, że nie
                inicjuje sexu ze mną, bo nie może mnie zdobywac bo ja ciągle mam
                ochote na sex więc on nie czuje się jak łowca tylko upolowane
                zwierze, a faceci lubią wyzwania. bardzo mnie to zabolało. zawzięłam
                się i postanowiłam nie inicjować naszych zbliżeń. wieczorem
                wkładałam jakąś ładną koszulkę, nową bieliznę i czekałam. On kładł
                sie do łóżka obok mnie, brał książkę i mówił: poczytam trochę i ide
                spac, jestem padnięty...albo jeszcze gorzej, zasypiał na sofie przed
                tv. minęły dwa tygodnie, zacząl się trzeci i nic... w końcu po 3
                tygodniach nabrał na mnie ochoty. nas sex trwał może 2 minuty...sex?
                poczułam się jak worek na spermę, uczestnik najbardziej podstawowej
                fizjologii - poczuł napięcie w jądrach więc sobie o mnie
                przypomniał...powiedział, ż eprzeprasza, ż enie mógł dłużej
                wytrzymać. taka sytuacja zaczęła się powtarzać w miarę
                systematycznie. próbowałam rozmawiac, ale zawsze słyszałam: nie mam
                siły, jak kłócisz się ze mną w czasie dnia nie mam potem ochoty...a
                ja? nie potrafię funkcjonowac bez sexu. nie twierdze, że jest
                najwazniejszy, ale ja jestem prosta w obsłudze: kiedy jest dobry
                sex, jestem absolutnie nieskomplikowaną partnerką, mam mnóstwo siły,
                codzienność nie stanowi problemu...
                w końcu pojawił się ON. I tak bez przerwy od roku czuję sie pożądana
                i szczesliwa. czuję się kochana i czuję się bardzo kobieco. kochamy
                się codziennie, czasem nawet finałów jest więcej, jesli tylko
                okoliczności sprzyjają. ostatnio kiedy po długiej przerwie znów
                byłam z mężem, poczułam jakbym miała obok obcego faceta. całe jego
                ciało, było takie zupełnie nie moje...dziwne to wszystko
                • anula36 Re: Przerypane ... 18.01.10, 10:59
                  i coraz bardziej zalatuje trollem;)
                  • natalie30 Re: Przerypane ... 18.01.10, 11:04
                    słucham? co masz na myśli?
                    • porucznikowa Re: Przerypane ... 18.01.10, 14:05
                      Superprawda napisał<Ale wiesz, dlatgo jest tak fajnie, bo wlasnie nie mozecie
                      byc razem.
                      Jakby to bylo mozliwe, wkradlyby sie demony codziennosci ktore by ten
                      fajny filing zniszczyly>I może ma racje.. .Natalie zastanawiam się tylko po co
                      ci następne dziecko z kochankiem ?Uważasz,że wasz związek ta mała istotka
                      bardziej z cementuje?
                      • vella84 Re: Przerypane ... 18.01.10, 15:32
                        natalie wspominała o dziecku z mężem.. wiesz co Natalie sytuacja się
                        skomplikowała ale ja Ciebie za nią nie potępiam,też bym z takim
                        małżonkiem nie dała rady.. rozmawiaj z kochankiem.. i w sumie to
                        fajnie,że się znależliście.. jak ta druga oziębła jak Twój mąż,bo te
                        teksty o zdobywaniu to średnio mnie przekonują.. z resztą sam
                        pokazał.., to może faktycznie coś by z tego mogło być.. może
                        powiecie im to jak będziecie we 4kę?
                      • natalie30 Re: Przerypane ... 18.01.10, 15:37
                        Dziecko po prostu chcę. Taki etap w życiu kobiety. Nie wiem z
                        kim...ale jeśli nie odważe się na rozstanie pewnie nie z
                        kochankiem...z drugiej strony mieć dziecko z kims kogo sie nie
                        kocha...nie wiem, nie wiem, nie wiem
                        • bi_chetny Re: Przerypane ... 18.01.10, 15:47
                          niestety twoja skrzynka nie działa
                          • natalie30 Re: Przerypane ... 18.01.10, 15:58
                            ?
                            • bi_chetny Re: Przerypane ... 18.01.10, 16:03
                              próbowałem napisać na natalie30@gazeta.pl - nie działa
        • superprawda Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:15
          Jestes w stanie glebokiego uzaleznienia od kochanka. Kazde spotkanie z
          kochankiem, mysl o nim lub widok jego zdjecia powoduje, ze w twoim
          mozgu wydzielaja sie endorfiny - wywołują doskonałe samopoczucie i
          zadowolenie. Dlatego jestes uzalezniona od niego, bo twoj organizm zada
          endorfin jak narkotyku po prostu. W pewnym momencie to sie jednak
          skoczny. Postaraj sie panowac nad soba i nie robic glupst (rozwod) to
          samo po prostu przejdzie.
    • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 18.01.10, 16:55
      zniosle uczucia beda tak dlugo az nie powachasz jego brudnych
      majtek i popatrzysz na jego brudne skarpetki przy praniu, i
      zobaczysz jego zle nawyki ktorych teraz ci nie pokazuje.

      Jestescie w tak zwanym stadium podrozy poslubnej.
      • bi_chetny Re: ja i on, i oni 18.01.10, 16:58
        z tym wąchaniem majtek to przesadziłaś ;p
        • porucznikowa Re: ja i on, i oni 18.01.10, 18:16
          Mam 2 koleżanki,których dopadła chemia.Jedna z nich miała podobną sytuacje do
          twojej.(Mąż,dzieci,on też).Postanowili być razem..Rozwód itd.Pobrali się z
          wielkiej miłości,mają wspólne dziecko.Po 5-ch po chemii został tylko wielki
          smród.Druga koleżanka postanowiła się nie wiązać.Są kochankami od 7lat chemia i
          magia ich nie opuszcza.Spotykają się 2 razy w tygodniu i wszyscy są
          zadowoleni.Uważam,że Skarpetka-szara ma racje pisząc< zniosle uczucia beda tak
          dlugo az nie powachasz jego brudnych
          majtek i popatrzysz na jego brudne skarpetki przy praniu, i
          zobaczysz jego zle nawyki ktorych teraz ci nie pokazuje.
          • superprawda Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:01
            Nic dodac nic ujac.

            Proba legalizacji ulotnego romansu jest skazana na porazke.
            • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:08
              tylko po czym poznać, że jest ulotny? czy wychodzisz z założenia, że
              każdy romans z założenia taki jest?
              • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 19.01.10, 20:12
                Tak, Tak Tak! zakochanie sie mija. Zakochanie sie jest stanem
                biologicznym stworzone przez hormony w celu zlaczenia pary na czas
                3-5 lat (plus/minus) w celu zrodzenia potomka i wychowania go razem
                az bedzie mogl jako tako przezyc. To evolucjia wytworzyla to
                uczucie i ktotkotrwalosc tego uczucia ma swoje przyczyny.

                Po przejsciu stanu zakochania moze byc milosc. Milosc drugiej
                osoby jaka jest, z wadami i cechami. to jest akceptacjia drugiego
                czlowieka. Jezeli nie umiesz cieszyc sie mezem, gdy ten dal Tobie
                tyle lat z wlasnego zycia - to dlaczego myslisz ze bedziesz w
                stanie cieszyc sie tym drugim? I vice versa. On widocznie nie umie
                sie cieszyc swoja zona po latach malzenstwa. Myslisz ze po 10
                latach z Toba nie bedzie myslal o zmianie - tak jak teraz mysli o
                swojej obecnej partnerce?
                • natalie30 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 21:16
                  nie wiem. nikt chyba nigdy nie moze zagwarantować drugiemu
                  człowiekowi czegoś takiego. uczucia, emocje nie są constans...
          • natalie30 Re: ja i on, i oni 18.01.10, 21:17
            i jak to się potoczyło w życiu tej Twojej koleżanki, która podjęła
            decyzję o rozwodzie?wielki smród? nie są już razem, czy sa, ale się
            męczą?
            • porucznikowa Re: ja i on, i oni 18.01.10, 22:01
              Są razem,ale strasznie się męczą ze sobą....Sytuacja jest bardzo
              skomplikowana.Każdy z nich posiada dzieci.Mają: moje, twoje i nasze.Kocioł...I
              teraz każdy myśli o swoich dzieciach.. Dzieci rywalizują ze sobą . I kto na tym
              ucierpiał.. dzieci.A im się odechciało bzykać.
              • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 00:01
                eeeeeeeeetam a jak ja Ci powiem,że znam takich,którym się udało to co?? a
                serio znam.. ona jedno swoje dziecko (ojciec tego dziecka też ma jedno z
                żoną),on jedno swoje i jedno razem.. jak na razie szczęśliwi.. porucznikowa
                napisała,że jacyś kochankowie się męczą ze sobą.. a Ty możliwe,że będziesz
                męczyć się z mężem.. porozmawiaj z kochankiem itd
                a superprawda zawsze przekreśla trwałość miłości,wierności,atrakcyjności i
                generalnie (chyba przez większość tutaj ??) nie jest polecane zwracanie uwagi
                na jego wypowiedzi.. z resztą dotyczących głównie kulinariów; że ktoś się
                znudzi bo jak w kółko można szarlotkę tudzież pomidorową..
                • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 00:14
                  cytuję -"Skarpetka-szara ma racje pisząc< zniosle uczucia beda tak
                  dlugo az nie powachasz jego brudnych
                  majtek i popatrzysz na jego brudne skarpetki przy praniu, i
                  zobaczysz jego zle nawyki ktorych teraz ci nie pokazuje."
                  ja nie wiem jak można w ogóle coś takiego napisać?? wąchać brudy?? chyba,że
                  ktoś lubi..
                  fakt,że często faceci rozpuszczeni przez mamuśki robią bajzel,ale nie wszyscy
                  i można to zwalczyć a przynajmniej zminimalizować..
                  można też wcześniej pogadać na wiele tematów,jak on patrzy na różne sprawy..
                  przypomina mi się kumpel -idiota,który powiedział kiedyś,że jakaś super laska
                  jechała z nim w autokarze ale poszła do wc i jak wychodziła to zaleciał smród-
                  i już mi się przestała podobać - tacy ludzie to jak nie ludzie,zero kultury i
                  głupota niezmierzona
                • porucznikowa Re: ja i on, i oni 19.01.10, 00:23
                  Do velli 84.Fajnie,że im się udało,a ich dzieci też są szczęśliwe.Już widzę jak
                  rzuciły się na szyję nowym rodzicom....No cóż dzieci i ryby nie mają głosu.
                  • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 00:44
                    to nie była identyczna sytuacja.. nie chce mi się wnikać w szczegóły.. a
                    ludzie mądrzy,spokojni ..z klasą.. dobrzy.. nie uważam po prostu,że trzeba być
                    z biologicznym ojcem/matką swojego dziecka.. warto powalczyć,próbować,ale
                    jeśli się nie udaje..
                    myślę,że poza rozmowami z kochankiem w razie zmian warto byłoby poradzić się
                    psychologa apropo dzieci..
                    • porucznikowa Re: ja i on, i oni 19.01.10, 01:12
                      e: po zdradzie
                      Autor: vella84 18.01.10, 09:50
                      Dodaj do ulubion
                      <powiem Ci jeszcze,że minęło już parę lat od czasu tamtego mojego
                      związku a jeszcze miewam takie myśli,że szkoda,że się rozpadł..
                      to ja byłam stroną,która pierwsza narozrabiała w temacie zdrady>Vella84 autorka
                      wątku ma dzieci,męża i dobrze by było gdyby to przemyślała.Moja koleżanka też
                      tak jak ty żałuje.Jest pedagogiem w szkole,pomaga innym,a sama sobie nie może pomóc.
                      • natalie30 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 07:27
                        a ja..na dzień dobry, obudziłam się z myślę jak bardzo go
                        kocham...przez sen jeszcze dotknęłam torsu mojego męża i się
                        przeraziłam, bo zanim odzyskałam poranną jasność myślenia
                        pomyślałam, że obok śpi obcy facet. Wystraszyłam się, ale kiedy
                        uświadomiłam sobie co się dzieje, strach zamienił się na smutek. to
                        przerażające tak myśleć o własnym mężu. pewnie nigdy głosno bym tego
                        nie powiedziała. tu pomaga anonimowość...fakty sa takie: mój mąż to
                        fajny towarzysz na imprezy, ale go nie kocham...a moze za dużo bym
                        chciała. może poukładane zajmowane się domem i córką powinno
                        wystarczyć? może po tylu latach nie może już byc namiętności? u nas
                        nie ma jej ani tyci:(
                      • natalie30 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 07:27
                        a ja..na dzień dobry, obudziłam się z myślę jak bardzo go
                        kocham...przez sen jeszcze dotknęłam torsu mojego męża i się
                        przeraziłam, bo zanim odzyskałam poranną jasność myślenia
                        pomyślałam, że obok śpi obcy facet. Wystraszyłam się, ale kiedy
                        uświadomiłam sobie co się dzieje, strach zamienił się na smutek. to
                        przerażające tak myśleć o własnym mężu. pewnie nigdy głosno bym tego
                        nie powiedziała. tu pomaga anonimowość...fakty sa takie: mój mąż to
                        fajny towarzysz na imprezy, ale go nie kocham...a moze za dużo bym
                        chciała. może poukładane zajmowane się domem i córką powinno
                        wystarczyć? może po tylu latach nie może już byc namiętności? u nas
                        nie ma jej ani tyci:(
                        • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 10:18
                          mi się wydaje,że to jednak za mało i ja wierzę,że namiętność,miłość
                          może trwać do śmierci.. przykre być z kimś kogo się nie kocha
                          szczególnie,że jest ktoś kogo kochasz.. przerabiałam to kiedyś i
                          długo to nie trwało..
                          porucznikowa mnie zacytował":powiem Ci jeszcze,że minęło już parę
                          lat od czasu tamtego mojego
                          związku a jeszcze miewam takie myśli,że szkoda,że się rozpadł..
                          to ja byłam stroną,która pierwsza narozrabiała w temacie zdrady"
                          a sama napisała:
                          "autorka wątku ma dzieci,męża i dobrze by było gdyby to
                          przemyślała.Moja koleżanka też
                          tak jak ty żałuje.Jest pedagogiem w szkole,pomaga innym,a sama sobie
                          nie może pomóc."
                          -a ja na to: oczywiście,że powinna przemyśleć,ustalić wiele
                          szczegółów,psycholog itp powiem Wam,że ja sama nie pochodzę z
                          modelowej rodziny;rozwód jak miałam może 3latka- nic nie
                          pamiętam,ojciec bardzo często przychodził,zabierał mnie na wakacje
                          itp.. był ojczym akurat taki sobie,ale dzieciństwo uważam,że miałam
                          wspaniałe,przede wszystkim dlatego,że czułam się kochana:) za to
                          teraz moja matka ma świetnego faceta:) i mimo,że ja już nie
                          dziecko,mówi że jestem jego ukochana córcia.. ojca zabrakło mi w
                          czasie liceum,w okresie dorastania,co uświadomiłam sobie dużo
                          póżniej ale co było to było,teraz mamy bardzo dobry kontakt..
                          • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 10:28
                            kliknęło mi się a chciałam jeszcze coś napisać..
                            co do tego,że napisałam,że ja czasem żałuję.. to owszem,ale rzadko
                            (przeważnie jak się kłócę z aktualnym partnerem) no i w końcu różne
                            myśli się miewa.. zdaję sobie sprawę,że tamten facet miał
                            wady,których wiele osób nie byłoby w stanie zaakceptować.. a zaletą
                            była na pewno wielka namiętność,podobny temperament towarzyski i był
                            bardzo wylewny i opiekuńczy..
                            oj dawno to było.. taka pierwsza miłość.. tęsknię nie za nim bo to
                            bezsensu,ale za pewnymi cechami,które mam wrażenie są dość rzadkie u
                            facetów.. albo ciężko mi je znależć.. ale szukać warto:)
                            • porucznikowa Re: ja i on, i oni 19.01.10, 13:20
                              Vella nie ma co wracać do przeszłości..liczy się teraźniejszość.Pozdrawiam
                              serdecznie.A autorce wątku życzę dobrego wyboru.
                              • vella84 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 17:44
                                :)dokładnie:) i przyszłość,też pozdrawiam:) i dobrych wyborów i
                                miłośnych związków życzę Nam wszystkim!
                                • natalie30 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 18:36
                                  dziś spędziliśmy razem świetny dzień; było po prostu wspaniale,
                                  mimo, ze nie robiliśmy nic takiego niezwykłego. nie zobaczymy się
                                  przez dwa dni (wyjeżdżam) i już strasznie tęsknię. to jakaś
                                  psychoza. w dodatku wracając do domu tak się zamyśliłam, że na
                                  parkingu, w idiotyczny sposób, walnęłam w inny samochód. nie wiem
                                  już co się ze mną dzieje
    • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 19.01.10, 20:27
      Nie chce cie oceniac, ale chyba nie moge sie powstrzymac.

      Trzeba naprawde byc specyficznym czlowiekiem aby swojego kochanka
      przyprowadzac do domu i spotykac sie z kochanka zona i
      miec "rodzinne" wakacjie.

      Tzn, rozumiem rozne sytuacjie zyciowe i chociaz zdrad nie popieram
      to przynajmniej intelektualnie je rozumiem. Ale aby paradowac z
      kochankiem w takiej atmosferze? Moze Was takie podchody rajcuja i
      dlatego miedzy wami jest tyle emocji? Ze musicie udawac z jednej
      strony, a z drugiej planujecie jakby tu przechytrzyc maloznkow aby
      wykrasc potajemnie pocalunek? Takie niebezpieczne gierki?

      Nasuwa mi sie mysl ze musisz szczerze nieszanowac swojego meza, i
      go nawet bardzo, bardzo nienawidzec, aby taki brak szacunku mu
      okazywac.
      • natalie30 Re: ja i on, i oni 19.01.10, 21:14
        rozumiem, ze tak to może z boku wyglądac, ale trudno mi się zgodzić
        z Twoją oceną. szanuję mojego męża i lubie, ale to niestety za mało
        do pełnego szczęścia. co do żony mojego kochanka - wobec niej mam
        większe wyrzuty sumienia, może solidarność kobieca. jest porządną
        kobieta. nigdy nie pracowała, zajmuje się dziećmi, ale tak jej chyba
        wygodnie, bo nikt nie ma nic przeciwko temu, żeby wróciła do
        pracy.duzo o niej napisałam, ale skasowałam, bo czuję, ze nie mam
        prawa jej oceniać...życie czasami po prostu pisze nam różne
        scenariusze, a my z różnych przyczyn przyjmujemy role w filmach,
        które nam proponuje..trudno to racjonalnie wyjaśnic. kocham go -
        tyle mam na swoją obronę
        • vella84 Re: ja i on, i oni 20.01.10, 00:42
          myślisz,zastanawiasz się co zrobić.. co dalej stąd rozkojarzenie.. a
          opinia 'skarpetki' -na początku pomyślałam podobnie jak przeczytałam
          o tych wspólnych spotkaniach.. ale wniknęłam głębiej,poza tym po tym
          co pisze natalie jest wrażliwą,mądrą i dobrą osobą i dobrze to
          ujęła.. życie pisze nam różne scenariusze..
          • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 20.01.10, 15:32
            > co pisze natalie jest wrażliwą,mądrą i dobrą osobą i dobrze to
            > ujęła.. życie pisze nam różne scenariusze..


            Oj, tam, od razu jakies romantyczne bzdety ze zycie pisze nam
            scenariusze. Tak samo moge powiedziec ze my, sami jestesmy
            aktorami ktorzy moga interpretowac scenariusz i zmieniac jego
            tekst. To jest JEJ wybor aby wyjezdzac na wspolne wakacjie.
            Powinna wiedziec ze takie afery wkoncu wychodza na wierzch i
            powinna swojej rodzinie zaoszczedzic przykrosci. Kto im zabrania
            wynajac hotel w miescie? po co robic takie parodie?
        • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 20.01.10, 15:26
          Ale nikt Tobie nie zabrania kochac. Tylko wiesz... jest takie
          przyslowie: Nie straj tam gdzie spisz. A ty laczac te rodziny
          wlasnie to robisz.

          Meza nie kochasz, nie sypiacie, ok, rozumiem, ale po co ta cala
          parada? Nie mozecie po prostu sie spotykac razem, nie wlanczajac w
          to rodzin?

          I tak zranicie/ranicie swoich partnerow, a zranicie ich podwojnie
          tylko dlatego ze przez WASZ egoizm nie umiecie trzymac waszej wiezi
          oddzielnie. To jest wbijanie noza w plecy.

          Postaw sie w sytuacji tej kobiety, gdy dowie sie ze te wszystkie
          twoje usmiechy do niej byly gdy sypialas z jej mezem. moim zdaniem
          jest to sadystyczne zachowanie.
        • zakletawmarmur Re: ja i on, i oni 20.01.10, 21:31
          ale trudno mi się zgodzić
          > z Twoją oceną. szanuję mojego męża i lubie, ale to niestety za
          mało
          > do pełnego szczęścia. co do żony mojego kochanka - wobec niej mam
          > większe wyrzuty sumienia, może solidarność kobieca.

          To jeszcze trzeba zdefiniować słowo "szanuje". Popatrz na to z jego
          perspektywy.
          Wyobraź sobie, że jesteś swoim mężem. Dobry z Ciebie facet. Dbasz o
          żonę i dzieci, jesteś wierny, poświęcasz rodzinie swoją energie
          życiową. Mógłbyś przecież robić to wszystko dla innej kobiety. Twoja
          żona nie narzeka, nie mówi nic co wskazywałoby na problemy.
          Nagle okazuje się, że zdradza Cię ze znajomym. Co gorsza zapoznała
          was ze sobą i spędzasz z tym chłopem dużo czasu. Nawet zdążyłeś go
          polubić. Przypominasz sobie wszystkie te sytuacje w których
          wspominałeś przy nim coś o seksie. Może nawet trochę się
          pochwaliłeś... Przypominasz sobie chwile, w których oni byli sobą
          zajęci (a może umawiali się na seks, wspominali jak fajnie było
          ostatnio). A przede wszystkim oczami wyobraźni widzisz, jak on Ci tą
          żonę posuwa... I tak we wszystkich możliwych pozycjach, a ona
          wydziera się w niebogłosy, wykrzykując jego imię. Ty niczego
          nieświadomy w tym czasie siedziałeś w domu z dziećmi lub w
          pracowałeś zarabiając pieniądze, które szły na rodzinę. Jak
          skończony frajer...

          Myślisz, że Twój mąż nie poczułby się upokorzony?
    • esteraj Zdradzałam i zostałam zdradzona 20.01.10, 12:53
      Szukasz podobnej sytuacji, więc opowiem Ci moją historię.

      Jestem mężatką od 15 lat. Mam jedno dziecko. Po 5 latach małżeństwa rozpoczął
      się mój romans z facetem, w którym byłam zakochana przed poznaniem mojego męża.
      To taka niespełniona miłość. Czułam, że mój mąż nie poświęca mi dostatecznie
      dużo uwagi. Nawiązałam więc kontakt z moją wcześniejszą miłością. Okazało się,
      że pomimo tylu lat, nie pozostałam mu obojętna. Stan zakochania jak u Ciebie,
      chociaż nie byłam o niego zazdrosna. On też już miał swoją rodzinę i jedno
      dziecko. Były telefony i spotkania. Myślami byłam przy nim. Żadne z nas nie
      opuściłoby swojej rodziny. Wiedziałam, że to wszystko jest złe. Oszukiwanie,
      zdradzanie. Uczucia były jednak silniejsze. Nie umiałam się od tego uwolnić.
      Chciałam, żeby zrobił mi jakieś świństwo, żebym nie widziała w nim doskonałego
      człowieka. Ale rozumieliśmy się bardzo dobrze, czułam w nim bratnią duszę.
      Widziałam w nim wady, bo nikt nie jest idealny, ale nie przebywając z nim na co
      dzień, one mi nie przeszkadzały.
      W końcu sumienie nie dawało mi spokoju. Postanowiłam ostatecznie zakończyć
      romans. Zero telefonów, zero spotkań. Nie było łatwo, gdzieś tam w sercu była
      ciągła tęsknota.

      Z mężem nie układało mi się najlepiej. Widziałam w nim egoistę, który nie dba o
      moje dobro. Oddaliliśmy się od siebie. Każde z nas żyło własnym życiem, razem, a
      jednak osobno. Podjęłam decyzję o rozstaniu. Przez przypadek, dowiedziałam się,
      że mój mąż ma romans.

      Przyznał się do tego, bo nie mógł dalej żyć w kłamstwie. Ja przyznałam się do
      swojej zdrady. Chciałam, żeby był szczęśliwy i rozpoczął życie ze swoją
      kochanką. Jednak utrata rodziny i układanie życia na nowo bardzo go przeraziło.

      Rozmawialiśmy ze sobą zawalając całe noce. Zrobiliśmy dogłębną analizę naszego
      związku. Każde z nas otworzyło się przed sobą mówiąc o swoich bolączkach.
      Odkryłam w swoim mężu innego człowieka. Jego zachowania w większości były
      spowodowane moim błędnym postępowaniem z nim. Nie okazywałam mu wystarczająco
      uczuć, nie dawałam mu poczucia męskości. Obrażaniem się i pretensjami do niego
      chciałam uzyskać zainteresowanie, pomoc, itp.
      Otworzyły mi się oczy, jak wiele błędów popełniłam. Zżerała mnie zazdrość, że
      inna kobieta umiała wykrzesać z mojego męża tak wspaniałego człowieka. Widziałam
      jak troszczy się o nią, jak jej pomaga, jaki jest zakochany i szczęśliwy. Czułam
      się przegraną, nic nie wartą kobietą. Schudłam parę ładnych kilo. Nie mogłam się
      pozbierać. Zobaczyłam co straciłam i nie mogłam się z tym pogodzić. Wiedziałam,
      że dostałam za swoje. Nie mogłam mieć pretensji. Chociaż mój mąż nie był
      wcześniej świadomy mojej zdrady, to przekonałam się co by czuł, gdyby się
      dowiedział.
      Mój mąż zdecydował się zostać z rodziną. Jednak rozstanie z kochanką nie było
      proste. W końcu nie można powiedzieć od tak "żegnaj" kobiecie, która kochała
      szczerze i prawdziwie. Poza tym razem ze sobą pracowali. Rozumiałam jego
      rozterki, jego uczucia i trudne położenie. Pomimo tego dopadał mnie ból związany
      z tą sytuacją, zazdrość, z którą nie mogłam sobie poradzić i cholera wie co
      jeszcze. Jeden wielki koszmar, trwający przez około dwa lata. Chciałam rozwodu,
      ale wspólne mieszkanie, dziecko utrudniało ostateczne podjęcie tej decyzji.
      Ciągłe zawirowania i niepewność jego uczuć rujnowało moje życie. Ten długi i
      ciężki okres miał swoje pozytywne skutki. Nastąpiło oczyszczenie atmosfery,
      głęboka przemiana w nas obojgu, większe zrozumienie i długie rozmowy bez
      owijania w bawełnę.

      Uczucie między mężem i kochanką też się uspokoiło. On twierdzi, że się z tego
      wyleczył. Dziewczyna nadal go kocha i trudno jej ułożyć sobie życie z kimś
      innym, ale powoli dociera do niej, że to wszystko zbliża się ku końcowi.

      Co będzie z nami? Tego do końca nie wiem, chociaż chciałabym mieć szansę naprawy
      swoich błędów.
      Po moim romansie, wielkim uczuciu, nie pozostało już nic. Jedynie wspomnienie,
      że coś takiego było, ale czy to byłam na pewno ja...
      • superprawda Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 20.01.10, 22:43
        esteraj napisała:

        > Szukasz podobnej sytuacji (...) to byłam na pewno ja...

        Az dziw bierze, jak bardzo potraficie sobie uprzykrzyc zycie. Po co
        chcesz miec meza na wylacznosc, skoro juz mu sie lozkowo znudzilas?
        Niech sobie ma te kochanke a ty kochanka a rozstawac sie nie musicie
        bo po co?
        Wyjscie z sytuacji jest tak proste... wystarczy sie troche przelamac
        ;-)
        • kawitator Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 21.01.10, 20:11
          Zawołam jak Hamlet

          Yoric-ku przybywaj i patrz jak teoria socjobiologi, że niektórzy ludzie nie wyrośli z poziomu nagiej małpy objawiają się w pełnej krasie

          Zobaczysz tu bezmózgą osobniczkę kierująca się popędami li tylko i wyłącznie

          Pod względem intelektualnym nie mądrzejsza od ćmy która leci do płomienia aby opalić skrzydełka bo nie widzi gdzie leci Tak samo autorka tego wątku rozpieprza wszystko wokół siebie Niszczy życie kilku lub nawet kilkunastu osobom bo „się zakochała„ Czytaj jej gadzi móżdżek powiedział ten ci będzie dobrym tatusiem drugiego dziecka. Ona zaraz chce mieć dzidziusia z tym drugim. Dlaczego ? Bo chceeee! I to wszystko tłumaczy.
          Lud wsi Małopolskiej i Podkarpacia nazywa taki stan umysłu kobitki „wścikiem macicy „ Jakże trafnie
          Socjobiologia w pełnej krasie klinicznego przypadku a cała reszta to nieudolne próby usprawiedliwienia siebie i nadania pozoru sensu temu co robi.
          Na nic twoje rady Abdulianie bo ona żyje w malignie a rozumu u niej za grosz. To co radzisz jest dobre dla ludzi.
          Sama mówi facet nie chce rozmawiać bo ma dobrze. Dupę na boku i dom. Jak się sprawa rypnie to wróci do żonki bo
          1 faceci chętniej wracają na domowe pielesze
          2 Kobitka częściej wybacza a szczególnie taka całkowicie ekonomicznie zależna od męża ( niepracująca )
          Ona już wie, że nie będzie dalszego ciągu ale brnie w to bo jej szare trzy komórki nie oszołomione hormonami służą do utrzymania równowagi jak idzie i na nic innego nie mają już mocy.
          A Natalia będzie lata układać sobie życie na nowo bo ten rozpieprz który będzie (to tylko sprawa czasu) najbardziej dupnie ja samą.
          Powinna już gromadzić kompresy na tyłek

          Porównaj to z wątkiem Symetrycznego zobaczysz różnice.
          Tu zdziwienie i obrzydzenie Tam widać ze ludzie myślą. Czują się odpowiedzialni za to co robią za swoja rodzinę, dzieciaki, za otoczenie Widza coś w życiu poza swoja dupą.

          Miałem już napisać coś „pochlebnego” o kobitkach w ogólności ale zauważyłem ze nawet na tym forum jest spora grupa używająca mózgu w sposób perfekcyjny więc się wyjątkowo powstrzymałem :-PP
          • vella84 Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 21.01.10, 20:54
            hmmm oj znam kobiety co nie wybaczają i facetów,którzy odchodzą..
            a "wściek macicy" -cóż jest po prostu jakiś tam czas,w którym lepiej
            jest mieć dziecko,a i czas może nadejść kiedy się go już mieć nie
            da.. niszczy życie mówisz? a pozbawianie ukochanej sexu to co to
            niby jest? niekoniecznie też zdrady wychodzą na jaw..
            różnie to bywa.. może być jak Ty mówisz może być też inaczej..
            • bi_chetny Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 22.01.10, 13:40
              vella84 napisała:
              > hmmm oj znam kobiety co nie wybaczają i facetów,którzy odchodzą..

              w/g Starowicza, statystycznie ok 1% romansów kończy się faktycznie założeniem
              nowego związku przez obie zaangażowane w romans osoby. w przypadku obojga z
              rodziną, spada to jeszcze bardziej.
              • bi_chetny Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 22.01.10, 13:48
                Daleki jestem od wydawania ostrych sądów w takich sprawach. Sam to przeżyłem i
                wiem jak wtedy wygląda świat. Nie lubię takich radykalizmów, bo każdy przypadek
                jest inny.
                Uważam, że lepiej trafiają do rozumu doświadczenia i pokazanie, jaki z reguły
                bywa finał.
          • possessive Re: Zdradzałam i zostałam zdradzona 22.01.10, 09:11
            No i pięknie kawitator podsumował wszystko. Dosadnie ale jakże
            trafnie. Najgorsze jest to, wiem, że niektóre kobiety podnieca myśl,
            że facet zdradza z nimi żonę. Ach, jak wygrały. Wolał mnie od żony.
            Poczucie satysfakcji i doskonały lek na własne kompleksy, oszukać
            inną kobietę. Pełny blask świec, wszystkie światła na mnie i
            najlepsza jest zazdrość o żonę. Niech mi udowadnia, że
            jestem "lepsza" od innej kobiety, marna pociecha że od żony no ale
            zawsze tym się karmimy, nieprawdaż?
    • natalie30 Re: ja i on, i oni 21.01.10, 21:28
      Pewnie wszyscy macie rację. Jak czytam te wypowiedzi na chłodno,
      musze przyznać , ż epewnie napisałabym podobnie. Miałam kiedyś duża
      łatwość oceniania innych, oduczyłam się tego raz na zawsze. W końcu
      kto pierwszy rzuci kamień...
      • porucznikowa Re: ja i on, i oni 21.01.10, 23:07
        Jak przeżyłaś te dwa dni bez kochanka..A za córką też tak samo się stęskniłaś.
        • natalie30 Re: ja i on, i oni 21.01.10, 23:24
          no co Ty, a co mnie obchodzi córka? taką odpowiedź ułozyłas sobie w
          głowie, prawda? i nie miałoby znaczenia co odpowiem, bo Ty
          porucznikowa i tak wiesz lepiej. W Twoim czarno- białym świecie
          wszystko jest takie poukładane, jest takie oczywiste i takie....nudne
          • porucznikowa Re: ja i on, i oni 22.01.10, 00:04
            Dobrze,że chociaż ty masz takie kolorowe życie i twoi bliscy:))Ty to jednak
            potrafisz ludziom życie umilić....
            • superprawda Re: ja i on, i oni 22.01.10, 00:08
              A porucznikowa ty to musisz takie kuresko nudne zycie prowadzic jak
              pies ogrodnika... :-))
            • natalie30 Re: ja i on, i oni 22.01.10, 00:29
              przeczytałam kilka Twoich wypowiedzi na tym forum i wszystko stało
              sie jasne; oto jedna z nich:

              Mój kiepski był w wieku 30lat,i tak pozostało."A nadzieje miałam
              ogromne".Przeliczyłam się ...moje ryzyko.Od Ciebie zależy
              wybór.Uratowałam
              RODZINĘ,ale sama jestem nieszczęśliwa,kobieta jest na przegranej
              pozycji.Co Ty
              na to pozdrawiam:)) - to tyle jeśli chodzi o cytat z
              porucznikowej...

              ja nie chcę być nieszczęśliwą kobietą,sfrustrowaną, szukająca
              pocieszenia w SPA (jak to napisałaś gdzie indziej)...myślisz, że
              Twoje dzieci nie czuły tego Twojego nieszcześcia, że Twoje
              małżeńskie męczeństwo pomoże im w dalszym życiu...oby ich los się
              nie powtórzył, bo historia lubi zataczać koło
              • kwiatek2-1 Re: ja i on, i oni 22.01.10, 08:35
                Nie chciałam się wypowiadać w tym wątku, bo bałam się, że zbyt radykalnie
                sformułuję to, co myślę. Ale teraz nie mogę się powstrzymać. Skąd ten kretynizm
                powtarzający się w wypowiedziach kobiet zdradzających mężów, że życie uczciwe,
                to życie nudne?! Czy tylko zdrada, nieuczciwość jest ciekawa i pasjonująca.
                Żyłam uczciwie, ale na pewno moje życie nie było nudne!
                I jeszcze jedno: zapewniam Cię, natalie,że dla dzieci jest znacznie lepiej być
                wychowywanymi przez matkę uczciwą, u której nie wyczuwają obłudy i dwulicowości.
                Uczymy dzieci pewnych zasad; jak można to robić, jeśłi samemu się ich nie
                przestrzega? Dzieci wyczuwają fałsz na kilometr.
                W tym momencie, w którym jestem, czuję się nieszczęśliwa, ale nie żałuję tego
                jak żyłam m.in. ze względu na dzieci: są fantastyczne.
                • superprawda Re: ja i on, i oni 22.01.10, 16:38
                  Kwiatek, kto ci dal prawo do oceny postaw zyciowcch innych ludzi?

                  myslisz ze prezentujesz jedynie sluszna opcje? Gratuluje cegly w mozgu.
                  • kawitator Re: ja i on, i oni 22.01.10, 17:33
                    Kwiatek, kto ci dal prawo do oceny postaw życiowcch innych ludzi?

                    Myślę ze ten sam co dał Tobie prawo do pieprzenia swoich głupot na forum ;-P
                    Też masz swoje poglądy i od pewnego czasu nie robisz nic innego jak oceniasz innych, ich postawy i czyny
                    Jeżeli uważasz to za nieuprawnione to przeproś i spadaj.
                    Jeżeli ze masz prawo sobie pisać co uważasz to przeproś Kwiatka
                    Kwiatek jak i inni korzystają ze swojego demokratycznego prawa do wypowiedzi Po to maja rozum i poglądy aby mówić to myślą a nie stosować polityczno poprawną modę na słowa zastępcze i broń Boże nie oceniające Robienie świństwa chcę móc nazywać robieniem świństwa a nie czynieniem dobra inaczej Palanta trzeba nazywać palantem bo nawet jak go nazwać wyjątkowo dobrym ale troszke inaczej według swoich indywidualnych kryteriów to i tak palantem zostanie
                    Howgh!

                    Bucza
              • skarpetka_szara Re: ja i on, i oni 22.01.10, 17:11
                Akurat TY natalie jestes ostatnia osoba ktora powinna ludzi
                pouczac, tzn, wiesz, z twoimi wartosciami rodzinnymi i w ogole.

                Zaczynam widziec dlaczego maz nie widzi w tobie obiektu
                seksualnego. Twoj kochanek po kilku latach tez to zobaczy.


                natalie30 napisała:

                > przeczytałam kilka Twoich wypowiedzi na tym forum i wszystko
                stało
                > sie jasne; oto jedna z nich:
                >
                > Mój kiepski był w wieku 30lat,i tak pozostało."A nadzieje miałam
                > ogromne".Przeliczyłam się ...moje ryzyko.Od Ciebie zależy
                > wybór.Uratowałam
                > RODZINĘ,ale sama jestem nieszczęśliwa,kobieta jest na przegranej
                > pozycji.Co Ty
                > na to pozdrawiam:)) - to tyle jeśli chodzi o cytat z
                > porucznikowej...
                >
                > ja nie chcę być nieszczęśliwą kobietą,sfrustrowaną, szukająca
                > pocieszenia w SPA (jak to napisałaś gdzie indziej)...myślisz, że
                > Twoje dzieci nie czuły tego Twojego nieszcześcia, że Twoje
                > małżeńskie męczeństwo pomoże im w dalszym życiu...oby ich los się
                > nie powtórzył, bo historia lubi zataczać koło
      • kolina Re: ja i on, i oni 22.01.10, 19:09
        Od miesięcy tylko czytam co tu piszecie, ale dziś nie moge
        powstrzymać i chce odpowiedziec natalie: moja matka zrobiła to samo
        co ty robisz teraz. Ja miałam lat 14, moje siostry 10 i 7. zreszta
        liczba dzieci nie tu nic do rzeczy. Myslę, że wiedziałam co sie
        dzisje szybciej niz ojciec. PASKUDNA wiedza dla dziecka..Niestety-
        dla dziecka w każdym wieku! Dzis mam ponad 30 lat.Przyrodniego brata
        z tego związku mojej matki(zresztą wychowywanego bez udziału ojca
        biologicznego),głęboko przezyty rozwód rodziców, choc rozstali się
        dopiero 2 lata temu(czyli , gdy była dorosłą kobietą), macochę(mój
        ojciec odbija sobie lata niesczęśliwego życia). I głeboki brak
        szacunku dla matki.Choc kocham ją bardzo.

        To co robisz jest straszne. I kiedys powie ci to w oczy Twoja córka.
        Nie chodzi o miłość . Ale brak szacunku do
        zasadniczych/fundamentalnych w zyciu człowieka "instytucji":
        rodziny,dziecka,męża, szczerości,zaufania i takich tam innych.
        Kochasz-to wyjdz z jednej rodziny,załóż druga. Bądz szczera i pokaż
        jak potrafisz walczyć o szczęście. Pokaż córce, jak ważne są w życiu
        wartości uniwesalne...

        osobiście uważam żresztą, że już jest za późno. Twoje dziecko rosnąc
        będzie nosiło w sercu pogardę do Ciebie, a im starsze będzie tym
        bardziej będzie to ciążące uczucie. Matce nie wolno tak zawieść
        dziecka.Mówi co to ZAWIEDZIONA przez matkę córka.

        Nie będę tu omawiał tej kwa=esti z punktu widzenia Twojego
        męża,rodziców,przyjaciól- nie chce mi się szczerze mówiąc. Napisał
        Ci , o czy porozmawia z Toba Twoja córka za kilkanaście lat.. za
        obłudę nie dostaniesz medalu, sama to wiesz
        • bi_chetny Re: ja i on, i oni 26.01.10, 13:32
          kolina: a możesz powiedzieć, ile masz lat ?
          • kolina Re: ja i on, i oni 26.01.10, 14:20
            mogę, choć dałoby się to pewnie policzyć z treści postu;-)
            ... 30+
            • bi_chetny Re: ja i on, i oni 26.01.10, 14:33
              no właśnie niekoniecznie, stąd moje pytanie. A wiekiem mnie jednak zdziwiłaś :D
              • kolina Re: ja i on, i oni 26.01.10, 14:51
                co tu się dziwic, każdy kiedyś skończy lat 30..:-)
                Żartuję oczywiście. Ale teraz ja nie wiem dlaczego zdzwił cię mój
                wiek w kotekście posta skierowanego do Natalie.
                • bi_chetny Re: ja i on, i oni 26.01.10, 14:57
                  W sumie to nie powinienem się dziwić, w końcu każdy patrzy przez pryzmat
                  własnych doświadczeń. Niemniej jednak, wydaje mi się że nie można z góry oceniać
                  tak czarno/biało decyzji, jakie podejmujemy
                  • zakletawmarmur Re: ja i on, i oni 26.01.10, 16:35

                    Bi, mnie reakcja nie dziwi. Też mam koleżankę, której matka latami
                    zdradzała ojca. Typowy schemat: mąż- opiekun i kochanek do seksu
                    (jeden a później następny). Dziewczyna jest w moim wieku i do
                    niedawna była dziewicą, tak brzydziła się seksu...

                    Tacy ojcowie z reguły rewelacyjnie wywiązują się ze swojej roli,
                    przez co mają bardzo silny kontakt z dzieckiem. Kiedy nagle okazuje
                    się, że mamusia tego ukochanego tatusia zdradza na boku z jakimś
                    łajdakiem to budzi to w dziecku bardzo silny sprzeciw. Dzieci (nawet
                    jeśli już wiekowo dziećmi nie są) stają po stronie poszkodowanego
                    rodzica. Boli je ta świadomość, że tak bliska im osoba została
                    potraktowana niesprawiedliwie, była oszukiwana.

                    Po lekturze tego forum człowiek zaczyna rozumieć pewne sprawy,
                    jednak nie możesz oczekiwać od osoby, która nigdy z tymi wszystkimi
                    problemami nie spotkała się osobiście, że zrozumie i momentalnie
                    wybaczy. Szczególnie jeśli ma kilka, kilkanaście lat.

                    --
                    Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek
                    powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał i kota, który
                    będzie go ignorował...
                  • kolina Re: ja i on, i oni 26.01.10, 16:49
                    Ach, więc oceniłeś mnie jako osobe młodą wiekiem, infaltylną i
                    mającą przed soba wiele do przezycia, czyli nie mającą doświdczenia
                    zyciowego, która ocienia świat na zasadzie białe/czarne..:-)
                    Post skierowany do natalie faktycznie zawiera w sobie wiele żalu
                    dziecka, dziecka którym w głębi duszy nadal jestem. Ale ten żal
                    filtruję doświdczeniem życiowym trzydziesokilkuletniej osoby. I z
                    tego punktu widzenia ostrzegam ją przed chorym układem pt:"kochanek
                    wprowadzony do rodziny" . To jest syf, bago emocjonalne i moralne.
                    Zgadzam się z tobą, że zycie nie jest czarno-białe, ludzie mają
                    różne punkty widzenia/odniesia, sytuacje życiowe sa skomplikowane, a
                    realcje międzyludzkie trudne. Ale czy to oznacza, że
                    zawsze "poprawnie politycznie" jest głaskanie po główce tych ,
                    którzy robią źle i krzywdzą tym innych? w tym konkretnym przypadu
                    chodzi mi o córkę nalie. Uważam , że mam prawo pokazać natalie(na
                    tyle, na ile potrafię) skutki takiego postępowania, bo jak juz
                    pisałam- skutki identycznego zachowania swojej matki , odczuwam po
                    dzis dzień. A jak się ma taki ekscytujący erotycznie związek jak
                    ona, który pali wszystko wkoło to o konsekwencjach w odniesieniu do
                    wlasnego dziecka nie zaczyna się myśleć.
                    Nie uzywam epitetów w stosunku do niej, bo nie jestem skłaonna do
                    podejmowania się oceny jej osoby. Oceniam nieodpowiedzialne i
                    egoistyczne zachowanie - jednoznacznie negatywnie..


                    • bi_chetny Re: ja i on, i oni 26.01.10, 17:08
                      Pewnie, że powinnaś pokazać, co może się wydarzyć. Ale może nie w tak
                      emocjonalny sposób ?
                      Aha, nie infantylną. Mało doświadczoną.
                      • dosia2308 Re: ja i on, i oni 26.01.10, 19:03
                        Myślę, że wypowiedź Koliny jest bardzo ciekawa. Z jej punktu widzenia ta
                        sytuacja może być oceniona bardzo mocno. Dziwię się, że pozwoliłaś i chciałaś
                        wciągnąć w swój romans tylu ludzi. Własne dzieci. Nie umiem sobie wyobrazić na
                        co liczyłaś i czego oczekiwałaś. Po prostu wydaje mi się to tak makabryczne, że
                        aż nieludzkie. Co innego gdybyście byli znajomymi wcześniej ale wprowadzać w
                        życie taki plan to po prostu niepojęte. Jakim prawem wplątujecie w swój
                        niepoukładany świat sexu i jakiej taniej konspiry dzieci w swoich partnerów.
                        Przede wszystkim dzieci. Twojego romansu nie oceniam na nie. Nie mam prawa. Też
                        wiele przeszłam. Ale nie umiejąc kochać męża odeszłam od niego z dwójką małych
                        dzieci. Więc nie uważam, że należy bezwzględnie poświęcać się dla rodziny. Jeśli
                        nie ma już tej szczególnej więzi między mężczyzną i kobietą. Ale przecież wiemy,
                        że ta chemia jest ulotna. Kończy się i wypala. Nie wiem jak to odkręcisz ale
                        zerwij te chore kontakty z jego rodziną i swoją też chroń przed fałszywymi
                        relacjami. Chroń ją przed tym co zwiemy właśnie "wścieklizną macicy". Wiem co to
                        jest. To mija jak opryszczka. I wraca jak opryszczka i uwierz-nie warto
                        przeciągać dzieci przez te dramaty rozstań, nowych facetów, uniesień i euforii.
                        Zostaw ten zestaw dla siebie. Życie toczy się również poza sferą doznań
                        okołołechtaczkowych. Zachowujesz się histerycznie i nieodpowiedzialnie. Obudź
                        się zanim będzie za późno.
                        • efi-efi Re: ja i on, i oni 27.01.10, 09:34
                          Ale Ci się oberwało.
                          Ale w takich sytuacjach nawet sławni oceniani są negatywnie . Przypomnij sobie
                          Hannę odbijającą Kindze Tomaszka.

                          Pytasz czy w Twojej sytuacji możliwym jest poukładanie sobie życia z kochankiem.
                          Moim zdaniem wszystko jest możliwe, pytanie tylko czy oboje chcecie tego. Do
                          tego żeby rozwalić do końca to co zaczeliście rozwalać, przejść przez syf
                          rozwodowy, alimenty, podziały majątków, udowadnianie kto jest winny, przez
                          psychologów z RODK-u i być może inne rozprawy, które często towarzyszą rozwodom,
                          a potem żeby zbudować coś sensownego potrzeba silnej konstrukcji psychicznej
                          samozaparcia i uczucia, które daje napęd do działania i tej pewności, że
                          chcecie być razem bez względu na wszystko.
                          Jesteś pewna, że oboje jesteście na to gotowi?
                          Z Twoich postów jakoś nie wynika żeby Twój kochanek palił się do pomysłu rozwodu.
                          Ja proponuję przyciśnij go do muru i każ mu się jakoś określić.
                          Jeżeli facet ma chociaż trochę oleju w głowie i resztki przyzwoitości powie Ci,
                          żebyś nie liczyła na nic innego niż romans.
                          Tobie może przydałby się taki zimny prysznic na głowę .

                          Z Twoich postów wynika, że masz nadzieję na to, że uda Wam się związać ze sobą
                          na stałe jakoś tak bezboleśnie. Ja wyprowadzam Cię z błędu.
                          Rozwód jest porażką, a rozbicie rodziny to tragedia dla dzieci.
                          Do tego całego cyrku dochodzi taki detal, że jego żona nie pracuje. Czyli oprócz
                          alimentów na dzieci, jeszcze alimenty na nią dopóki nie znajdzie pracy.
                          Zdaj sobie też sprawę z tego, że żaden obcy facet nie będzie kochał Twojego
                          dziecka , tak jak Ty nie pokochasz jego dzieci. A dzieci w takich syuacjach
                          często bywają kością niezgody.

                          Wiem, że jesteś w tej chwili w fazie amoku seksualnego i dopóki Ci ta głupawka
                          nie minie będziesz kombinowała jak koń pod górę co zrobić żeby być ze swoim
                          narkotykiem.
                          I szukasz tutaj wypowiedzi, któe dadzą Ci nadzieję, że jak postawisz wszystko na
                          jedną kartę to Wam się uda.
                          Popatrz na wypowiedzi większości osób i sama widzisz jak to z boku wygląda.
                          • natalie30 Re: ja i on, i oni 31.01.10, 16:33
                            hmm cóż moge powiedzieć...pewnie w każdej z tych wypowiedzi sporo
                            jest prawdy. pomagaja mi powalczyć o spojrzenie z dystansem. nie
                            jest to jednak łatwe. mam na myśli poukładanie tego w praktyce. nie
                            wiem co będzie dalej. nawet jak mocno reagowałam na krytykę to w
                            środku nie sposób, osobom ją wypowiadającym, nie przyznac racji.
                            nieco boje się przyszłości, z drugiej strony mocno mnie ona ciekawi.
                            mam nadzieję, że jakkolwiek sie skończy, skończy się szczęśliwie.
                            choć pewnie wielu z Was powie, że życie to nie bajka....
                            • mama.studentka Re: ja i on, i oni 13.02.10, 01:30
                              myslisz, ze jak zaczniecie tworzyc związek, jak poodchodzcie od
                              mężow, zon itd. to wam ulzy w jakimś stopniu? Na krotki czas. Potem,
                              gdy kurz opadnie, wytworzy sie zawiesina... I znowu bedę problemy
                              pt. marazm w nowym związku, jak odświeżyć związek, zakurzone
                              relacje..

                              Zaskakujące, jak bardzo zmienia się punkt widzenia, gdy to co było
                              nieosiągalne, zaczyna byc na porządku dziennym..
                              Bierz, co najlepsze i nie ujawniaj romansidła, a już na pewno nie
                              zabijaj go trwałym związkiem.
                              Zamienił stryjek siekierkę na kijek!
    • ambx A co w Walentynki? 13.02.10, 13:17
      Może też z rodzinami? Jedyna wasza szansa (pół żartem, pół serio) -
      to jakoś wyswatać ze sobą... waszych współmałżonków, a wtedy już
      będzie "z górki".
    • szczebrzeszyn123 up 23.02.10, 15:24
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka