Dodaj do ulubionych

Do blossom_hill, kanał masz panna

14.08.10, 00:25
Nowy wątek, bo tamten jest za długi, żeby się sensownie dopisać.
Uczciwie przeczytałam prawie cały.
Strzeliłaś sobie w stopę, kobieto. Nigdy, przenigdy, nie należy się
pierwszej wyrywać z deklaracjami uczuciowymi. Można gryźć palce,
zwierzać się wylewnie przyjaciółkom, pisać do innych kobiet sążniste
maile, ale wobec mężczyzny zachowywać kamienną twarz. Dobremu
bzykaniu to nie przeszkadza kompletnie. Milczeć i czekać. Rolą i
zadaniem pana jest objawić się z wyrazami miłości zwerbalizowanymi
konkretnie i wprost. Mówisz pierwsza i nie słyszysz natychmiast
deklaracji wzajemnej - pokazałaś miękkie podbrzusze, shit happens,
pan ma fory. Teraz będzie racjonalizował i wymyślał dziesiątki
powodów dla których owa deklaracja uczuciowej wyłączności jest
zbędna, nadmierna i w ogóle o co Ci chodzi.
Dupą można szastać, ale szastanie serduszkiem kosztuje więcej.
Z własnego doświadczenia: jak chce to powie, objawi, zadeklaruje.
Żeby nie wiem jakie miał bloki psychiczne i emocjonalne, opory,
niefajne doświadczenia, światopogląd etc. Przełamie się, luzik.
Obserwuj wątek
    • blossom_hill Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 00:32
      Zawsze miałam taki pogląd żeby sie nie wyrywać z miłościa pierwsza i
      deklaracjami( i dotrzymywałam tej obietnicy )aż do związku z
      Kutuzowem ehh..wiem że głupio zrobiłam ale nie wytrzymałam. Uczucia
      były silniejsze.
      • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 00:42
        Uczucia piękna rzecz, ale dziób trzeba trzymać zamknięty. Co to
        znaczy "nie wytrzymałam"? To znaczy, że nie proszona wyrwałaś się z
        dość poważną - jak rozumiem - deklaracją. Więcej - nie masz
        smiałości zapytać czy uczucia są odwzajemniane z równym
        zaangażowaniem, siłą, natężeniem. Ponieważ obawiasz się, że
        usłyszysz, że pan nie wie, że to poważne i inne ecie pecie.
        Nie ma qrwa równouprawnienia w tym zakresie. Pan mówi pierwszy i
        oczekuje na odpowiedź.
        • blossom_hill Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 00:45
          triss_merigold6 napisała:

          Więcej - nie masz
          > smiałości zapytać czy uczucia są odwzajemniane z równym
          > zaangażowaniem, siłą, natężeniem.

          Niestety miałam tą śmiałość i dostałam bardzo szczerą odpowiedź.
          • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 00:53
            I nic się nie zmieniło, prawda? Mieszkacie razem, seks jest,
            najwyżej są długie rozmowy powodujące głównie Twój dyskomfort.
            Przyjęłaś na klatę, że on ma prawo "nie wiedzieć na 100% i
            podchodzić racjonalnie". I tłumaczysz sobie, że to lepsze niż miałby
            szastać słowami, oszukiwać i przynajmniej jest szczery. A trzeba
            było jebnąć drzwiami i nie wracać przez kilka dni + zero kontaktu,
            pan miałby chwilę na pomyślenie czy i jak bardzo mu zależy.
            Jedyne co mogę doradzić, ale i tak jest chyba za późno (+ otwarte
            forum, które Twój ukochany czyta) to maksymalne zdystansowanie się.
            Pułapka nie lata za myszami.
            • blossom_hill Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 01:01
              Trudno mi sie tak otwarcie z Tobą piszę wiedząc że mój ukochany
              czyta to forum:)
              Dzięki za rady i nie ocenianie mnie.Szczerze - dzięki!!!
    • zakletawmarmur Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 01:42
      Strzeliłaś sobie w stopę, kobieto. Nigdy, przenigdy, nie należy się
      > pierwszej wyrywać z deklaracjami uczuciowymi. Można gryźć palce,
      > zwierzać się wylewnie przyjaciółkom, pisać do innych kobiet
      sążniste
      > maile, ale wobec mężczyzny zachowywać kamienną twarz. Dobremu
      > bzykaniu to nie przeszkadza kompletnie. Milczeć i czekać. Rolą i
      > zadaniem pana jest objawić się z wyrazami miłości zwerbalizowanymi
      > konkretnie i wprost.

      Dokładnie!
      Pytanie czy dziewczyna ma chęci, żeby to zmienić bo jak narazie to
      ciągle się podkłada...
      • rozwazna35 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 10:43
        Uważam, że dla Blossom_hill to nie jest jeszcze kanał. W końcu nie
        ma ślubu z Kutuzowem i w sumie nic ich nie łączy. Jednakże ja bym
        się mocno zastanowiła, czy ciągnąć dalej taki związek. Jej post
        przybrał niebotyczne rozmiary w dużej mierze za sprawą Kutuzowa,
        który zacięcie dyskutował głownie o tym co kto daje w związku.
        Tylko, że życie to nie matematyka. Nie da się wszystkiego wyliczyć i
        przewidzieć. Nie zawsze układa się tak jak byśmy tego chcieli.
        Trzeba mieć w sobie trochę pokory, bo nigdy nie mamy pewności, co
        nas jutro spotka. Są przecież nieszczęścia, choroby i inne losowe
        zdarzenia, które nasze misterne plany mogą zburzyć w jednej chwili.
        To, że się nam teraz świetnie układa, nie znaczy, że tak będzie
        jutro.
        Kutuzow też kiedyś pewnie dojdzie do takich przemyśleń jak przeżyje
        trochę życia. Bo jak na razie widać, że żadne przykre doświadczenia
        go nie spotkały.
        W życiu nie tylko pieniądze są najważniejsze, ale również bliskość
        drugiego człowieka.
        Prawdziwej miłości nie kupi się niestety za pieniądze.
        • ore.ona Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 11:01
          Całości nie czytałam, ale skłaniam się tu do "kryzysowej
          narzeczonej" urqhart.
          Facet waży słowa, to dobrze, mimo wszystko wiesz na czym stoisz.
          Dalej życie samo zweryfikuje o ile Ty wcześniej nie zaryzykujesz
          próby rozstania. IMO nie kocha, ale dobrze mu tak jak jest.
          Niebezpieczne jest to że Ty zaangażowałaś się, a on w pewnym
          momencie MOŻE odpłynąć w uczucie do innej. I w sumie nie jego wina,
          nic nie deklarował.
        • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 11:39
          Ona się zaangażowała bardziej i niestety to okazała jako pierwsza.
          Zdaje się, że oboje twierdzą, że coś ich łączy, m.in. mieszkanie
          razem. Kanał o tyle, że Blossom hill może dać się pięknie wpędzić w
          lata i zostać na lodzie jako samotna stara panna, z nikłymi szansami
          na poważny związek i dzieci. Kobieta jednak powinna - we własnym
          dobrze pojętym interesie - brać pod uwagę biologię.
          • ditchdoc Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 12:56
            triss_merigold6 napisała:

            > Ona się zaangażowała bardziej i niestety to okazała jako pierwsza.
            > Zdaje się, że oboje twierdzą, że coś ich łączy, m.in. mieszkanie
            > razem. Kanał o tyle, że Blossom hill może dać się pięknie wpędzić w
            > lata i zostać na lodzie jako samotna stara panna, z nikłymi szansami
            > na poważny związek i dzieci. Kobieta jednak powinna - we własnym
            > dobrze pojętym interesie - brać pod uwagę biologię.

            tutaj sporo kobiet twierdzi ze malzenstwo nie jest im do niczego potrzebne, ba,
            tylko na tym traca ;)

            sam pewnie sie ozenie chociaz na mysl o tym przydstawieniu jakos mi sie nie
            chce, kompletna rozdzielnosc majatkowa karze podpisac tak czy inaczej
            niezaleznie od tego jak bardzo bede milowal moja kobiete ;), sytuacja w ktorej
            moja pani po kilku latach zawija sie z polowa mojej kasy i alimentami jest nie
            do przyjecia, chce isc niech idzie ale z tym co zarobila. Patrze naokolo ile
            jest rozwodow i raptem kilka szczesliwych malzenstw na krzyz to sie deko odechciewa.

            Jak ludzie chca byc razem to sa razem, jak chca sie rozejsc to sie rozchodza,
            chca sie zdradzac to sie zdradzaja, dyskoteka w bialej sukience wiele tutaj nie
            zmienia.

            Wiem tez, jako mezczyzna w "pewnym" wieku ze kobiety po 30 zaczynaja sie bac i
            po prostu lapia co moga i jak moga. Nie szczegolnie mam ochote wpasc w cos takiego.

            Z moja kobieta jestesmy 2 lata, o slubie zero rozmow a jest super. Dla mnie
            wystarczy tak jak jest.
            • arronia Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 13:12
              > kompletna rozdzielnosc majatkowa karze podpisac tak czy inaczej

              Na forum czasem widać kobiecą skłonność do traktowania faceta jak
              chłopca, co go trzeba wychowywać. A tu proszę - odwrotność. Każę
              dziewczynce podpisać i dziewczynka posłucha. (Albo nie ;)).

              Rodzielność majątkowa nic nie ma do alimentów, jakby co. Zabawki
              swoje i kasę można zabrać przy rozwodzie, ale obowiązku
              alimentacyjnego to nie zmienia.

              BTW pokarze Cię jeszcze za taką pisownię.
              • ditchdoc Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 13:31
                arronia napisała:

                > > kompletna rozdzielnosc majatkowa karze podpisac tak czy inaczej
                >
                > Na forum czasem widać kobiecą skłonność do traktowania faceta jak
                > chłopca, co go trzeba wychowywać. A tu proszę - odwrotność. Każę
                > dziewczynce podpisać i dziewczynka posłucha. (Albo nie ;)).
                >
                > Rodzielność majątkowa nic nie ma do alimentów, jakby co. Zabawki
                > swoje i kasę można zabrać przy rozwodzie, ale obowiązku
                > alimentacyjnego to nie zmienia.

                w sumie 2 lata z kobita jestem moze niedlugo podrzuci temat?

                Pojde z tym do prawnika ale moze Ty nim jestes, co zrobic zeby po rozstaniu
                wszystko co bylo moje przed slubem i co zarobilem w trakcie malzenstwa pozostalo
                moje po rozwodzie?

                Zero alimentow, na dziecko owszem ale nie na nia no chyba ze bedzie zarabiac
                wiecej ;), zero dzielenia, co moje pozostaje moje, to co ona zarobila/miala
                przed malzenstwem zostaje jej? ...

                Za dlugo zyje i za dlugo czytam te forum zeby wierzyc w milosc do konca zycia ;)
                • arronia Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 13:59
                  Prawnikiem nie jestem ;) Żebyś nie musiał jej płacić alimentów, jeśli
                  jej się pogorszy sytuacja po rozwodzie, to musiałaby być jedyną winną
                  rozpadu małżeństwa. Nie wiem, czy aż tak Ci zależy na byciu jedynym
                  świętym (ale majętnym).

                  Rodział majątkowy pozwoli Ci zabrać, co Twoje. Ale zobowiązania
                  alimentacyjne będziecie względem siebie mieli mimo to - jak ci, co
                  rozdzielności nie mają.

                  Ciekawe, czy Twoja kobieta należy do tych, co to "z terrorystami nie
                  dyskutują", czy nie. Czy na twarde ultimatum pokiwa głową, czy
                  pokręci i wyjdzie (nie na chwilę).
                  • ditchdoc Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:12
                    arronia napisała:

                    > Ciekawe, czy Twoja kobieta należy do tych, co to "z terrorystami nie
                    > dyskutują", czy nie. Czy na twarde ultimatum pokiwa głową, czy
                    > pokręci i wyjdzie (nie na chwilę).

                    nie interesuje mnie to, nie po to pracuje po 12h+ zeby np. za 10 lat jakby sie
                    dziewczynie odwidzialo malzenstwo ze mna polowe tego oddac i jeszcze walic
                    alimenty utrzymujac ja i jej nowego faceta ;)
            • kutuzow "męskie" pragnienia 14.08.10, 13:16
              ditchdoc napisał:

              "tutaj sporo kobiet twierdzi ze malzenstwo nie jest im do niczego
              potrzebne, ba, tylko na tym traca ;)"

              Mało tego -częśc obecnych tu kobiet próbuje wmówić nam że to my,
              facecji mamy presję na dziecko i że te 50% majątku jest własnie
              kosztem realizacji NASZYCH pragnień.
              • ditchdoc Re: "męskie" pragnienia 14.08.10, 13:33
                kutuzow napisał:

                >
                > Mało tego -częśc obecnych tu kobiet próbuje wmówić nam że to my,
                > facecji mamy presję na dziecko i że te 50% majątku jest własnie
                > kosztem realizacji NASZYCH pragnień.

                ale naturalnie jezeli mezczyzna nie chce slubu bo poza ulga podatkowa po co to
                "nie ma jaj", "boi sie" itd ;)
              • zakletawmarmur Re: "męskie" pragnienia 14.08.10, 14:53

                > Mało tego -częśc obecnych tu kobiet próbuje wmówić nam że to my,
                > facecji mamy presję na dziecko i że te 50% majątku jest własnie
                > kosztem realizacji NASZYCH pragnień.

                Po raz kolejny piszesz o mnie w trzeciej osobie. Czyżbyś bał się
                zwrócić wprost do mnie? O presji na dziecko pisałam tylko ja i w
                dodatku przytoczyłam badania statystyczne. Następnym razem napisz więc
                wprost do kogo bijesz. Starasz się pokazać jaki to nie jesteś logiczny
                a przed prostą statystyką uciekasz?
                Nie jesteś pępkiem świata! To jakie TY masz potrzeby nie musi się
                przekładać na potrzeby innych mężczyzn. Ba, jeśli jakiś facet ma inne
                potrzeby nie musi wcale oznaczać, że jest idiotą, naiwniakiem:-) Kiedy
                to zrozumiesz?? Ta dyskusja wcale nie miała na celu pisanie o
                potrzebach moich, czy innej kobiety. Wkurzające jest to, że nie
                potrafisz złapać dystansu i na wszystko patrzysz przez pryzmat własnego
                ja. Poszerz człowieku trochę horyzonty myślowe...
                • mujer_bonita Re: "męskie" pragnienia 14.08.10, 15:31
                  zakletawmarmur napisała:
                  > Starasz się pokazać jaki to nie jesteś logiczny
                  > a przed prostą statystyką uciekasz?

                  Tylko wtedy, kiedy statystyka nie pasuje do tezy ;)
                • kutuzow Statystyka i inne 14.08.10, 17:13
                  zakleta ---> nie pisałem tylko o Tobie stąd ta trzecia osoba.
                  Zerknij na posty Rumpy, która twierdzi że małżeństwo jest wręcz kulą
                  u nogi dla kobiet:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115085314,Re_Konformizm_jest_wygodny_.html


                  Poczytaj sobie dyskusję Mujer z poitevin o kobietach które zostają w
                  domu i dyskusję Mujer z Symmetryisall

                  zakleta -nie uciekam przed statystyką, po prostu Twoja odpowiedź
                  zgonęła w gąszczu innych. Przeczesałem tamten watek post po poscie i
                  odszukałem Twoja wypowiedz:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115215690,Re_Blad_logiczny_na_samym_poczatku_.html


                  napisałaś:
                  "Przecież to mężczyźni mają większe parcie na dziecko!" jest to
                  tylko połowa prawdy. Jeśli weźmiemy pod uwage czystą deklarację -
                  owszem. Z tym że mu tutaj rozmawialiśmy także o obowiązkach które są
                  związane z wychowaniem dzieci, a nie prostą decyzją. Na tej samej
                  zasadzie można powiedzieć pewnie że ponad połowa nastolatków chce
                  mieć dzieci (bo owszem rozważają taką decyzję kiedyś).


                  Jak jednak weźmiemy już pod uwagę odpowiedzialnośc za swoje decyzje
                  (świadomość że dzieci to także obowiązki, to już nie jest tak
                  różowo):

                  "...Natomiast te (kobiety), które je mają, skłonne są do
                  powiększenia rodziny znacznie rzadziej niż mężczyźni posiadający
                  dzieci. Stosunek kobiet do planowania kolejnego dziecka może wynikać
                  z faktu, że to głównie na nie spadają obowiązki domowe, a urodzenie
                  dziecka oddziałuje na ich kariery zawodowe w większym stopniu niż na
                  kariery ich partnerów."

                  pominęłas jeszcze jedne bardzo ważny fragment z tego artykułu:

                  "Badani poniżej 30. roku życia w zdecydowanej większości planują
                  posiadanie potomstwa (ok. czterech piątych z tej grupy), tylko
                  nieliczni deklarują, że nie zamierzają mieć dzieci. Jedynie w tej
                  grupie wiekowej to kobiety częściej niż mężczyźni wyrażają chęć
                  posiadania dzieci."

                  Jestem pewien że gdyby pytanie brzmiało:
                  "Czy jesteś gotowy wziąć połowę obowiązków przy wychowaniu swego
                  dziecka (co jest logiczną konsekwencją faktu jego posiadania), to
                  wyniki byłyby miażdzące jeśli chodzi o odpowiedzi facetów.

                  Wg mnie bardzo dobrze to widać właśnie w czasie rozwodów. Tutaj po
                  odrzuceniu wszelkich czynników zewnetrznych (którymi kierowali się
                  faceci przy decyzji o dziecku) widac dokładnie jak bardzo im zależy
                  na kontakcie ze swymi dziecmi i jak to się przekłada na kwestie
                  alimentów.
                  • mujer_bonita Przeczytaj co sam napisałeś :) 14.08.10, 17:32
                    kutuzow napisał:
                    > "Przecież to mężczyźni mają większe parcie na dziecko!" jest to
                    > tylko połowa prawdy. Jeśli weźmiemy pod uwage czystą deklarację -
                    > owszem. Z tym że mu tutaj rozmawialiśmy także o obowiązkach które są
                    > związane z wychowaniem dzieci, a nie prostą decyzją.
                    (...)
                    > "Czy jesteś gotowy wziąć połowę obowiązków przy wychowaniu swego
                    > dziecka (co jest logiczną konsekwencją faktu jego posiadania), to
                    > wyniki byłyby miażdzące jeśli chodzi o odpowiedzi facetów.


                    I widzisz Kutuzow - dochodzimy właśnie do sedna problemu z mężczyznami. Dziecka chce ale obowiązków nie! Ja to DOSKONALE rozumiem! Ba - im dłużej dyskutujemy na temat tym bardziej dochodzę do wniosku, że w swoim związku jestem typowym facetem :D :D :D

                    Tylko teraz w tym kontekście rozważ proszę jeszcze raz 'tradycyjny' podział w rodzinie. On zarabia - ona wychowuje. Czyż to nie sytuacja win-win? On ma dziecko, którego chce ale nie ma obowiązków, których nie chce. Może bez problemu robić karierę, której chce. Dlaczego uważasz zatem, że jest tak bardzo poszkodowany? Bo dostanie wszystkiego czego się chce nie jest darmowe? Bo wymaga to zaciągnięcia zobowiązania wobec drugiej osoby zamiast opcji 'rental' czyli jak mi się znudzi zabieram zabawki?
                    • kutuzow Re: Przeczytaj co sam napisałeś :) 14.08.10, 17:39
                      mujer---> ja nigdy nie broniłem mężczyzn pod tym względem. Pisałem
                      nie raz, że typowe zapisy dot majątku sprawdzają się w WIĘKSZOŚCI
                      przypadków. Chodzi mi o te kilka procent gdzie różnica w dochodach
                      jest duża i wtedy najbardziej uwidacznia się w tym przypadku że te
                      50/50 czasami wychodzi mało sprawiedliwie.

                      Założe zaraz osobny wątek a'propos tego żeby tutaj nie "śmiecić".
                    • m00nlight Re: Przeczytaj co sam napisałeś :) 14.08.10, 17:41

                      O, trafiłaś w sedno.

                      Ale to nic nowego- w filozofi wschodniej to jak najbardziej
                      oczywiste podejście- mężczyzna 'usługuje' kobiecie, kobieta-
                      mężcyźnie. Oczywiście na inne sposoby, ale tak jest 'sprawiedliwie'.
                      I ba! ardzo często obie strony w takim układzie są zadowolone, mają
                      swoje obowiązki, i swoje korzysci.

                      Mam natomiast nieodparte wrażenie że w naszej kulturze kobiety były,
                      są i zawsze będą w jakiś sposób poszkodowane, zawsze gorsze. Te
                      ktore poswiecają się rodzinie, to 'głupie kury domowe, pasożyty w
                      dodatku', a te ktore robią karierę i pieniądze kosztem rodziny
                      to 'wyrodne egoistki, materialistki' etc. Jak się nie obrocisz- i
                      tak dupa z tyłu, jak nie jesteś heroiczną atką polką co robi na 3
                      etatach, zarobi tyle co mąż i jeszcze w domu oporządzi- zawsze
                      społeczeństwo ją obsmaruje:P. Ale cóz, chcialysmy to mamy.
                  • zakletawmarmur Re: Statystyka i inne 14.08.10, 17:59

                    Ja jednak bardziej doceniam inteligencje mężczyzn:-) Ty twierdzisz, że
                    typowy facet to idiota, który nie rozumie, że dziecko=obowiązki.

                    > "Czy jesteś gotowy wziąć połowę obowiązków przy wychowaniu swego
                    > dziecka (co jest logiczną konsekwencją faktu jego posiadania), to
                    > wyniki byłyby miażdzące jeśli chodzi o odpowiedzi facetów.

                    To się nazywa "układ partnerski" i większość facetów przed 40 tak
                    wyobraża sobie życie (coby babie nie przyszło do głowy, że będą ją
                    kiedyś utrzymywać). Rozumiem, że przyznajesz, że to tylko ściema mająca
                    na celu wrobienie laski w niewolniczy układ- po zapyleniu tyraj na trzy
                    etaty a jak się panu i władcy znudzisz to "wracaj tam skąd przyszłaś"?

                    Pamiętaj, że Ty też na forum takie deklaracje składałeś...

                    > Wg mnie bardzo dobrze to widać właśnie w czasie rozwodów. Tutaj po
                    > odrzuceniu wszelkich czynników zewnetrznych (którymi kierowali się
                    > faceci przy decyzji o dziecku) widac dokładnie jak bardzo im zależy
                    > na kontakcie ze swymi dziecmi i jak to się przekłada na kwestie
                    > alimentów.

                    Bo w czasie rozwodów w facetach budzi się instynkt "zrobić na złość eks
                    żonie". Jak widać nie warto wierzyć w słówka obiecujące "układ
                    partnerski". Lepiej się prawnie zabezpieczyć przed wykorzystaniem.
                    • kutuzow Re: Statystyka i inne 14.08.10, 18:08
                      zakletawmarmur napisała:

                      " > Ja jednak bardziej doceniam inteligencje mężczyzn:-) Ty
                      twierdzisz, że typowy facet to idiota, który nie rozumie, że
                      dziecko=obowiązki. "

                      "Typowy" facet zajmuje się dzieckiem średnio tyle czasu ile trwa
                      wypalenie papierosa (widziałem ostatnio takie billboardy kampanii
                      społecznej w Wawie). Nie twierdzę że facet to idiota, po prostu
                      twierdzę że większosc (statystyczna) facetów ma tradycyjne
                      wyobrażenie co do ich roli w rodzinie -czyli facet jest od
                      zarabiania. I tym się starają zajmowąć.

                      W pytaniu o wzięciu odpowiedzialności chodziło mi o to że pewnie
                      wielu facetów po prostu nie decydowałoby się na dzieci.
                      Co do tych o niewolniczego układu -tacy pewnie też istnieją.

                      Co do moich deklaracji ---możesz to rozwinąć?


                      "Bo w czasie rozwodów w facetach budzi się instynkt "zrobić na złość
                      eks > żonie". Jak widać nie warto wierzyć w słówka obiecujące "układ
                      > partnerski". Lepiej się prawnie zabezpieczyć przed wykorzystaniem.

                      rozumiem że wszyscy faceci (mówimy tutaj o statystyce) chcą zrobić
                      na złość, a te biedne kobiety wychodziły za nich i nie wiedziały
                      jacy oni są?

                      Może po prostu wychodzi wtedy który z nich faktycznie dobro dziecka
                      stawia nade wszystko, a który zgodził się na dziecko bo nie miał jaj
                      żeby postawić sprawę jasno, albo było to wygodne dla obu stron. gdy
                      zaś "układ" się rypnąl następuje "nowe rozdanie".
                      • zakletawmarmur Re: Statystyka i inne 14.08.10, 19:02
                        > "Typowy" facet zajmuje się dzieckiem średnio tyle czasu ile trwa
                        > wypalenie papierosa (widziałem ostatnio takie billboardy kampanii
                        > społecznej w Wawie). Nie twierdzę że facet to idiota, po prostu
                        > twierdzę że większosc (statystyczna) facetów ma tradycyjne
                        > wyobrażenie co do ich roli w rodzinie -czyli facet jest od
                        > zarabiania. I tym się starają zajmowąć.

                        Tacy też istnieją! Nikt ich nie wrabia i nie są wcale idiotami! Wiedzą,
                        że obowiązki domowe nie są dla nich więc przynajmniej zarabiać na
                        rodzinę (którą sami chcieli!) chcą! To chyba sprawiedliwe? Ich żony to
                        wcale nie złodziejki:-)

                        > W pytaniu o wzięciu odpowiedzialności chodziło mi o to że pewnie
                        > wielu facetów po prostu nie decydowałoby się na dzieci.
                        > Co do tych o niewolniczego układu -tacy pewnie też istnieją.

                        Czyli sugerujesz, że panowie pytanie "czy chcesz mieć dzieci" rozumieją
                        jako "Czy chcesz zostać dawcą spermy"? Umieram ze śmiechu:-)

                        > rozumiem że wszyscy faceci (mówimy tutaj o statystyce) chcą zrobić
                        > na złość, a te biedne kobiety wychodziły za nich i nie wiedziały
                        > jacy oni są?

                        Dwie prawdy.
                        Facet myśli, że będzie lepszy niż jest w stanie być. Facet obiecuje
                        różne rzeczy, które chciałby, żeby były prawdą np. że będzie dzielił
                        się z kobietą obowiązkami a po rozwodzie będzie zajmował się dzieckiem.
                        Nie znam zbyt wiele kobiet, które dałyby się zapylić facetowi z którego
                        wiedzą, że nie będą mieć pożytku:-)

                        Druga strona medalu jest taka, że kobiety często widzą to co chciałyby
                        zobaczyć.

                        Tak czy inaczej po rozstaniu to na kobietę spada więcej obowiązków
                        związanych z dzieckiem. Jeśli więc mąż więcej zarabiał to warto się
                        zabezpieczyć finansowo. Nie widzę w tym złodziejstwa.
              • m00nlight Re: "męskie" pragnienia 14.08.10, 15:25

                Ech.

                Zarówno wśród koiet, jak i mężczyzn są tacy, dla których celem
                życiowym jest rodzina, i tacy, którzy wolą hulać i gromadzić dobra,
                dzieci i stały związek to dla nich zbędny balast. Nie jest to
                kwestią płci, a wartości.

                I nie zamierzam tu wartościować, kto robi słusznie, a kto nie. Ważne
                by człowiekowi było dobrze i wżne żeby te wartości i cele były
                spójne, o ile zamierzamy 'wpakować się' w związek. Jeśli jedna
                strona woli hulać, a druga chce się ustatkować, o albo się rozpadną-
                co jest najlepszym wyjściem- albo jedna strona się podporządkuje i
                będzie latami nieszczęśliwa. Znam różne przypadki, czasem to
                kobieta 'ciągnie' do ołtarza, ale czasem jest na odwrót.

                U mnie np jest dokladnie taka sytuacja, jak IRONICZNIE opisales- ja
                nie mam wścieklizny macicy, do niedawna byłam przeciwniczką
                macierzyństwa, natomiast mój M marzył o rodzinie. Jak że
                światopogląd trochę mi się załagodził, i poczyniliśmy stosowne
                ustalenia,on poszedl na pewne ustępstwa, zgodzilam się na
                macierzyństwo. No i jestem w ciąży, M w skowronkach, a ja tak sobie.
                Tzn nie to że się nie cieszę, ale żadnych fajerwerków. W naszym
                przypadku rodzina i dziecko to efekt dążenia mojego faceta.

                Ach. I to prawda, że kto się pierwszy 'zdeklaruje' przegrywa... Na
                szczęście ja swojego przetrzymalam i dopiero po wysluchaniu kilku
                ckliwych formułek niechętnie przyznałam że też cośtam mi drgnęło :P

                A wczesniej jak pytal czy kocham to się wykręcalam, ze to za wzesnie
                na takie poważne słowa itp itd, jak widac dobrze na tym wyszlam, M
                świata poza mną nie widzi i je mi z ręki ^^

                Ale to trza se umić chłopa ustawić :P
                • rumpa Re: "męskie" pragnienia 14.08.10, 15:39
                  no i trza być przytomną i mieć tę świadomość że jak facet kocha i nie
                  ma jakiś jazd psychicznych na tle rozwodu rodziców ewentualnie
                  zdradzających na potęgę byłych panienek - co też daje do myslenia, bo
                  w cuda że gość ma takiego pecha nie wierzę - on sam sobie takie
                  panienki wybiera :))) kierowany jakimś dobrze zakopanym imperatywem -
                  to będzie się pchał do deklaracji i zacieśniania związku.
                  A jak ma jazdy - to - podkreslam to cięzko - moim zdaniem - i tak nie
                  potrafi kochać. Dotyczy to oczywiście też kobiet.
                  Dlatego jedni mają fajne małżeństwa z miłosci a inni - tylko i
                  wyłącznie połączone układami - różnego typu - poletka do hodowania
                  swoich traum.
                  Co z tym zrobić - polecam sygnaturkę Andzi :)))
                  ale ja wiem i Kutuzow wie i wy wszyscy wiecie, że on nic z tym nie
                  zrobi :)))
                  ot taki ślimaczek w muszelce
        • kutuzow Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 13:12
          rozwazna35 napisała:

          "Jej post przybrał niebotyczne rozmiary w dużej mierze za sprawą
          Kutuzowa, który zacięcie dyskutował głownie o tym co kto daje w
          związku."

          Blossom_Hill prosiła mnie abym nei poruszał istoty wątku -czyli
          naszej relacji co uszanowałem i nadal szanuję (tutaj także nie będę
          się wypowiadał w tej kwestii). Kilkukrotnie zaczepiany przez Mujer w
          końcu odłożyłem na kołek swoją decyzję o nie wchodzenie w dyskusję z
          nią i stąd ten monstrualny off-top.

          "...Tylko, że życie to nie matematyka. Nie da się wszystkiego
          wyliczyć i przewidzieć. Nie zawsze układa się tak jak byśmy tego
          chcieli."

          -ja to bardzo dobrze rozumiem. Dlatego włąsnie uważam że wiara w to
          że Ślub rozwiąrze wszystkie problemy i zagwarantuje miłość po grup
          jest więcej niż naiwna. Skoro więc przysięga nic nie daje to pytanie
          co daje ta druga "prawna" strona małżeństwa. Nie będę zaśmiecał tego
          wątku swymi przemyśleniami.

          "Kutuzow też kiedyś pewnie dojdzie do takich przemyśleń jak przeżyje
          > trochę życia. Bo jak na razie widać, że żadne przykre
          doświadczenia go nie spotkały."

          Kutuzow ma takie podejście że poza kwestią zdrowia, na które nie
          mamy większego wpływu (choroby w stylu rak itp), większość
          problemów ludzie generują sobie sami, lub doprowadzają do sytuacji w
          której te problemy się uwidaczniają.

          "W życiu nie tylko pieniądze są najważniejsze,"

          - bawi mnie troche ta sytuacja, w której to kobiety twierdzą że
          pieniądze nie sa najważniejsze (oczywiście najważniejsza jest
          miłosć) po czym na wspomnienie o intercyzje obruszają się jak można
          coś takiego proponować. Sorry ale taka deklaracja brzmi nieszczerze.
          Żeby było jasne -nie wyciągam ręki po czyjeś. W życiu codziennym
          staram się dzielić proporcjonalnie (a nie po równo) do dochodów i
          możliwości. Jestem jedynie przeciwny "bonusom" na koniec związku w
          wysokości 50% dochodów.
          • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:05
            Bądź uprzejmy zauważyć, że odpisałam Blossom hill w kontekście tego,
            że pierwsza poleciała deklarować wielką miłość w jasnych łanach
            zamiast poczekać aż zrobi to mężczyzna z którym żyje.

            Co do małżeństwa to mam mieszane uczucia. Obecnie nie jest mi do
            niczego potrzebne, zwłaszcza, że dwa mam za sobą. Z aktualnym
            chłopem jest dobrze, w celach podatkowo-żłobkowych spokojnie mogę
            być samotną matką na papierze, zwłaszcza, że i mieszkaniowo i
            finansowo jestem niezależna.
            • kutuzow Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:46
              triss_merigold6 napisała:

              "Co do małżeństwa to mam mieszane uczucia. Obecnie nie jest mi do
              > niczego potrzebne, zwłaszcza, że dwa mam za sobą"

              Triss - jedno pytanie. Czy przed pierwszym małżeństwem także miałaś
              taki obojętny stosunek do małżeństwa (jak teraz), czy jednak wtedy
              uważałaś że jest to jedyna poprawna ściezka wyboru gdy dwoje ludzi
              jest ze sobą?
              • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:55
                Przed małżeństwem żyłam 3 lata w konkubinacie (mieszkaliśmy razem) i
                ten, bardzo młodzieńczy związek zakończył się rozstaniem -
                wyrośliśmy z siebie, chociaż wtedy bardzo to przeżywałam.
                Małżeństwo było z nowym panem, po dość krótkiej znajomości i
                gdybyśmy wcześniej pomieszkali ze sobą chociaż ze dwa miesiące to
                nie byłoby żadnego ślubu, oboje fascynację pomyliliśmy z poważnym
                zaangażowaniem. Klasyczny błąd, rozwód w zgodzie i zero kontaktów
                potem.
                Drugie to dłuższa historia, do tego forum pasuje zresztą.;)
                Stosunek do małżeństwa jako instytucji miałam niefanatyczny
                generalnie i zmieniał mi się z wiekiem. Ale uważam, że facet - jeśli
                chce być z kobietą i kocha ją bardzo - powinien się na ten ślub
                zgodzić dla jej świetego spokoju i poczucia emocjonalnego (nie
                finansowego, zaznaczam) bezpieczeństwa.
                • kutuzow bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 16:29
                  triss_merigold6 napisała:

                  "Stosunek do małżeństwa jako instytucji miałam niefanatyczny
                  generalnie i zmieniał mi się z wiekiem."

                  Triss -żeby było jasne. Nie oceniam Cię i Twych decyazji. Po prostu
                  chciałem na tym przykładzie pokazać że niektórzy (tak jak ja)
                  dochodzą do pewnych wniosków szybciej obserwując błędy innych, bez
                  konieczności przerabiania ich osobiście. Dlatego teraz nadal będąc
                  singlem mam podobne zdanie do Twego. Wkurzam sie tylko gdy
                  zwolennicy małżeństwa jako jedynie poprawnej drogi starają się
                  pokazać że nie ma innych wyborów w życiu.

                  "Ale uważam, że facet - jeśli chce być z kobietą i kocha ją bardzo -
                  powinien się na ten ślub zgodzić dla jej świetego spokoju i poczucia
                  emocjonalnego (nie finansowego, zaznaczam) bezpieczeństwa."

                  Widzisz, robienie czegoś dla świętego spokoju bardzo często kończy
                  się niefajnie. Szczególnie gdy w gre wchodzą kwestie prawne i
                  majątkowe.

                  Nie ukrywam, że jest mi bardzo ciężko (ze swego "męskiego" punktu
                  widzenia) zrozumieć to emocjonalne bezpieczeństwo. Skoro sama miałaś
                  2 małżeństwa za sobą -to chyba już wiesz że one niczego k9obiecie
                  nie gwarantują - nie jest to cudowna metoda na udane życie do
                  śmierci. Ja bym to raczej nazwał kosztowną ułudą.
                  • kutuzow błąd 14.08.10, 16:30
                    singlem - miało być kawalerem (chodziło mi o formalny stan wolny, a
                    nie rozwodnik)
                    • rumpa Re: błąd 14.08.10, 16:44
                      nie doszedłeś do żadnych wniosków, kutuzow, nie pochlebiaj sobie.
                      Ty się tylko boisz zaangażować, kochać, i w rezultacie cierpieć, jak
                      nie wyjdzie. a z twoich doswiadczeń wynika że musi nie wyjść.
                      Jestem bardzo ciekawa ile czasu poświęciłes na rozgryzanie schematu
                      swojej rodziny i tego co się za nim kryje, jakie mechanizmy, jakie
                      przeświadczenie, jakie sposoby reakcji w sytuacjach kryzysowych, jaki
                      spsób mówienia, jaka samoświadomość, co jest dobre a co złe wg mitu
                      rodzinnego, kim jest mężczyzna w twoje rodziniem kim kobieta, jaka
                      jest rola dzieci i czym są, itd...

                      to tak jak Chmielewska napisała - przecież nie zrezygnujemy z pójścia
                      do kina bo się film kończy.Jedni idą do tego kina a potem wychodzą a
                      inni stoja pod drzwiami i nasłuchują :))) niby z listy dialogowej też
                      się można dużo zorientować :)))

                      nie da rady być szczęśliwy człowiek który odrzuca cierpienie, tak
                      samo jak nigdy nie będzie się prawdziwie cieszył człowiek który
                      odrzuca smutek.
                      a ty jesteś nieszczęsliwy kutuzow, może zadowolony, nie wiem, ale na
                      pewno nie jesteś szczęsliwy.
                      • m00nlight Re: błąd 14.08.10, 17:14

                        Ale to ma jak najbardziej naukowe, psychologiczne przesłanki.

                        Jedni ludzie sa progresywni, rozwijają się, ryzykują i nie boją się
                        zmian, a nawet jeśli czasem się sparzą- wyciągają wnioski i idą
                        dalej do przodu. A są tacy, którzy osiągnąwszy pewien minimalny
                        pułap zadowolenia skupiają się tylko na tym by ten stan utrzymać- to
                        sa ludzie zachowawczy.

                        Tego raczej nie zmienisz, choć widywalam różne przypadki.

                        Sama- zawsze uważałam że kto nie ryzykuje- ten nic nie wygrywa i
                        choć w moim życiu układało się różnie, nigdy nie bałam się
                        największych zmian, jeśli tylko miałam minimalne szanse by cokolwiek
                        poprawić, ruszyć do przodu.

                        To, że teraz jest tyle rozwodów wynika przede wszystkim z tego że
                        ludzie są wygodniccy i niecierpliwi, coś nie trybi jak powinno-
                        łatwiej jest powiedzieć sobie 'ciao' i zacząć nowy ekscytujący
                        związek niż 'tracić czas i siły' na próbę naprawienia tego co
                        zepsute i pchać dalej ten wózek- a znam też pary które przetrwaly
                        wielki kryzys i teraz mają fantastyczny, dobry związek mimo
                        turbulencji i gorszych dni/miesięcy/czy nawet lat. Nie sztuką jest
                        trwać kiedy jest wszystko sielankowo, sztuką jest trwać mimo
                        przeciwności, rozwiązywać problemy, wychodzić z kryzysów. Tyle że
                        teraz ludziom się po prostu nie chce, są roszczeniowi, wszystko im
                        się 'należy' i to już, teraz, zaraz. To wynika w dużym stopniu z
                        niedojrzałości- tak jak dzieck ktore nie rozumie że nie wszystko
                        można miec od razu czego sie chce i robiące awanture w sklepie-
                        dorośli też często się zachowują jak te dzieci- nie potrafią
                        zaczekac i zapracować na 'dobre' za to momentalnie zarzucają foch,
                        zabierają zabawki i idą do innej piaskownicy.
                      • kutuzow uwielbiam takich co wiedzą lepiej 14.08.10, 17:16
                        rumpa ---> widze ze Ty znasz mnie lepiej niz ja sam, lepiej niż
                        Blossom_Hill i co ważne wiesz, że nie jestem szczęśliwy.

                        Co ja Ci moge odpisać na takie postawienie sprawy?
                        przecież już wyrok zapadł.
                        • rumpa Re: uwielbiam takich co wiedzą lepiej 14.08.10, 17:25
                          przecież widać jak piszesz i co piszesz :)))
                          jestes tam gdzie byłam i ja i Andzia jakiś czas temu :)))
                          jesteś przezroczysty jak sfrustrowany nastolatek , standardowy, wręcz
                          nudny z tymi odkryciami egzystencjalnymi
                          nie odpowiedziałeś na żadne proste podstawowe pytanie, bo jak
                          podejrzewam, w ogóle nie masz pojecia o co pytam. I dlaczego.

                          za to nie mam złudzeń, że jak trzeba będzie strzelić epistołę w
                          temacie bezsensowności małżeństwa, o którym żadna z nas tu nie pisze
                          :))) i nikt nie uważa za dowód na dojrzałość i co tam jeszcze byś nam
                          nie próbował wsadzić w usta :)))
                          znajdziesz siły i energię :)))

                          • kutuzow Re: uwielbiam takich co wiedzą lepiej 14.08.10, 17:35
                            ach ta wyższość przebija z Twego tekstu jak miło.

                            "jestes tam gdzie byłam i ja i Andzia jakiś czas temu"

                            szkoda, że nie poruszysz jeszcze tematu wieku na zasadzie "jak
                            dorosne to zrozumie" - byłaby już klasyka.
                            • rumpa Re: uwielbiam takich co wiedzą lepiej 14.08.10, 17:51
                              bo to nie kwestia dorosniecia :)))

                              no bo jestes :)))

                              taki fakt

                              a moja przyjaciólka jest parę zakretów przede mną, bo wcześniej
                              zaczęła :)))

                              i ta droga nie prowadzi w górę , wiesz?
                              tylko do domu
                              a jesli twój dom jest nad morzem, to może nawet ty jesteś wyżej ?
                              :)))
                              ja wolę dalej od wody i jestem ciekawa czy to tylko uraz związany ze
                              smiercią ojca czy też jakiś problem z kobiecością, tradycyjnie
                              wiązaną z tym żywiołem ?

                              niedługo znaczy za jakieś pare miesięcy napisze cos w rodzaju
                              spowiedzi i bedziesz się mógł ze mnie ponabijac :))) w rewanżu.
                            • aandzia43 Re: uwielbiam takich co wiedzą lepiej 14.08.10, 21:24
                              kutuzow napisał:

                              > ach ta wyższość przebija z Twego tekstu jak miło.
                              >
                              > "jestes tam gdzie byłam i ja i Andzia jakiś czas temu"
                              >
                              > szkoda, że nie poruszysz jeszcze tematu wieku na zasadzie "jak
                              > dorosne to zrozumie" - byłaby już klasyka.

                              Oczywiście, ze Rumpa nie napisze "jak dorośniesz, to zrozumiesz", bo to, o czym
                              piszemy, to nie jest w linii prostej kwestia wieku. Starych idiotów nie brakuje.
                              No, dojrzałych wiekiem ludzi z nierozwiązanymi problemami.
                  • aandzia43 Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:05
                    > Triss -żeby było jasne. Nie oceniam Cię i Twych decyazji. Po prostu
                    > chciałem na tym przykładzie pokazać że niektórzy (tak jak ja)
                    > dochodzą do pewnych wniosków szybciej obserwując błędy innych, bez
                    > konieczności przerabiania ich osobiście.

                    Pochlebiasz sobie. Obserwując innych nie popełnisz tylko tych błędów, których i
                    tak byś nie popełnił. Bo i obserwując wyławiasz tylko to, co jesteś w stanie
                    dostrzec. Reszta jest przed tobą ukryta, bo masz takie a nie inne traumy i
                    skrzywienia. Więc możesz tak sobie obserwować i obserwować innych długie lata i
                    mądrości większej niż tak, którą już masz, nie zdobędziesz. Zacznij lepiej
                    uczciwie obserwować siebie. Najlepiej na terapii. Praca nad sobą jest jedyną
                    drogą do mądrości. A owa praca nad sobą to nic innego, jak przerabianie swoich
                    problemów osobiście. Na terapii czy w życiu - jak kto woli. Ale i jedno i drugie
                    łączy się z odsłonięciem na ból.
                    Doskonale cię rozumiem, byłam taka sama.
                    • rumpa Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:09
                      nic dodać, nic ując
                      pozdrawiam Andzię :))
                      • aandzia43 Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:14
                        Czuję się pozdrowiona i pozdrawiam również :-)
                        • aandzia43 Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:17
                          Sorry, źle się podpięłąm. To miało być do Rumpy.
                    • kutuzow Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:26
                      aandzia43 ---> rozmawiamy tutaj o decyzji o małżeństwie. Skad wiesz
                      że nie popełnił bym tego błędu gdyby nie uważna obserwacja innych?

                      "Więc możesz tak sobie obserwować i obserwować innych długie lata i
                      > mądrości większej niż tak, którą już masz, nie zdobędziesz"

                      - gdyby tak było nie byłoby sensu czytania książek, analizowania
                      historii innych ludzi i uczenia się czegokolwiek o psychologii
                      społecznej.

                      " Zacznij lepiej uczciwie obserwować siebie."
                      - uwierz mi znam siebie dość dobrze, to jaki jestem teraz jest
                      efektem ewolucji i próby kształtowania swego charakteru. Widome jest
                      że każdy z nas wychodzi z domu rodzinnego z jakimś bagażem
                      doświadczeń i celów życiowych, ja swój powoli zmieniłem własnie na
                      podstawie obserwacji samego siebie i przemyslen.

                      Ponieważ nie chce wchodzić w temat związany z uczuciami,
                      zaprezentuje Ci to na przykładzie kwestii wiary.

                      Startowałem z pozycji grzecznego chłopca który chodził na msze do
                      kościoła (dwa razy był na pielgrzymce w Częstochowie jak miał 10 i
                      12 lat) i ma komplet sakramentów łacznie z maturą z religii którą
                      napisałem żeby nie mieć potem ew. bzdurnych nauk przedmałżenskich.

                      Obecnie zaś po latach przemysleń na temat wiary, poznawaniu innych
                      religii, podobieństwa religii katolickiej do innych wierzeń
                      starożytnych, naukowego wyjasnienia legendy "Wielkiego potopu"
                      i "Plag egipskich" jestem ateistą, który zgadza się z większością
                      tez zawartych w książce "Bóg urojony" Richarda Dawkinsa.
                      • rumpa Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:42
                        no widzisz a jak ja miałam 12 lat to juz nie chodziłam do koscioła po
                        potwornych bojach i awanturach rodzinnych a tego całego Dawkinsa bym
                        była wtedy w stanie przeczytać bez problemu :))) w ciagu jednego dwu
                        dni...

                        sam widzisz jakie masz opóźnienie :))) cwierć wieku ? ))))

                        Bardzo lubię czytać ksiązki, ale niestety ksiązki nie rozwiązują
                        problemów o jakich mowa :)))
                        Inaczej terapeuci byliby wzorami szczęslliwego zycia a jedną z
                        najlepszych terapeutek jaką znałam była dziewczyna ze skanerem
                        zamiast oczu która kapała się w ubraniu :)))

                        z kasiązek możesz się dowiedzieć generalnie jak działać, ale nie jak
                        dokopać się do zabetonowanych emocji, z których nie zdajesz sobie
                        sprawy.
                        A przykład z wiara doskonale pokazuje że całe życie rozgrywasz na
                        jednej płaszczyźnie - intelektu. A on potrafi strasznie wpuścić w
                        maliny gdy jest sterowany przez nadwyręzone złym przykładem emocje.
                        Dlatego jedni intelektualnie są nazistami inni pacyfistami - to tylko
                        inteletualny przejaw tego co zostało zbudowane w dziecinnym pokoju w
                        czasach, których nie pamietasz.
                        • kutuzow Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:48
                          rumpa -bo Ty wogóle jesteś genialna, masz niestandardowe podejście
                          do małżeństwa (BTW do tej pory nie napisałaś dlaczego małżeństwo
                          jest taką kulą u nogi dla kobiet) i wogóle jesteś naj. Gdzie mi
                          takiemu maluczkiemu do Ciebie.
                          • rumpa Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 18:04
                            a własnie...
                            już piszę :)))
                            zawraca głowę duperelami - jedzenie, sprzatanie, organizowanie całej
                            masy rzeczy, jak urodziny dzieci, świeta, zabiera mi czas na moje
                            ulubione aktywnosci, zmusza do wzmozonych kontaktów towarzyskich,
                            regularnego zycia i regularnego golenia nóg :)))
                            Stawia w pozycji - kariera albo dzieci, nie mylić praca albo dzieci,
                            w wiecznym rozdarciu

                            gdzie ja napisałam że mam niestandardowe?
                            wymyslasz sobie :)))
                            jak najbardzie standard - ja zajmuję się dziećmi, a on na to zarabia
                            poza tym jak jest dobrym ojcem to nawet na dziwki moze chodzic i nic
                            nie powiem :)))

                            poza tym mam zespól aspergera, adhd, hasimoto :)))
                            fatalnie gotuję
                            jestem uzalezniona od kompa
                            wolałabym aby na świecie byli tylko obojnacy :)))właśnie nad tym
                            pracuję na terapii :)))

                            ale w te klocki o których piszemy, jestem naprawdę niezła i już
                      • m00nlight Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 17:46
                        K'woli sprostowania:

                        Matura z religii nie zwalnia z koniecznosci nauk przedmałżeńskich. ;)
                        • kutuzow Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 18:10
                          m00nlight napisała:

                          > K'woli sprostowania:
                          >
                          > Matura z religii nie zwalnia z koniecznosci nauk
                          przedmałżeńskich. ;)


                          Widać mnie katecheta w konia zrobił, twierdził że 6-tka na maturze
                          będzie zwalniała. To była jeszcze ta "stara" matura, z nowymi
                          zmianami (ocena poza szkoła itp). jestem rocznik 76.
                          • m00nlight Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 18:14

                            Ja matury nie zdawalam, wypisalam sie z interesu w wieku ok 15 lat,
                            ale wiem ze matura wprawdzie jest do slubu koscielnego obowiązkowa (
                            w przeciwnym razie trzeba zdawac egzamin z katechizmu) natomiast
                            nauki przedmalzenskie to inna sprawa- trzeba odbimbac ksiedza,
                            psychologa, 'specjaliste od życia w rodzinie' i inne bzdety.

                            Natomiast matura i nauki to 2 rozne sprawy (tez zdawalam 'starą
                            mature'- i u mnie w LO 'matura' z religii byla obowiązkowa dla
                            kazdego kto na religie uczęszczal i chcial miec z niej ocene na
                            swiadectwie...)
                      • mujer_bonita Matura z religii? 14.08.10, 17:53
                        kutuzow napisał:
                        > łacznie z maturą z religii którą
                        > napisałem żeby nie mieć potem ew. bzdurnych nauk przedmałżenskich.

                        Od kiedy można zdawać maturę z religii bo mnie chyba ta informacja ominęła?
                        • kutuzow Re: Matura z religii? 14.08.10, 18:10
                          zerknij wyżej -odpisałem o tym m00nlight.
                      • aandzia43 Re: bezpieczenstwo emocjonalne 14.08.10, 21:38
                        > - gdyby tak było nie byłoby sensu czytania książek, analizowania
                        > historii innych ludzi i uczenia się czegokolwiek o psychologii
                        > społecznej.

                        To ma zawsze sens. Ale nie zmienia życia zainteresowanego na lepsze, jeśli
                        trauma/problem/skaza położone są głębiej, niż sięgają macki intelektu. A one
                        wbrew temu, co może ci się wydawać, nie są wszechmocne.

                        Jeśli chodzi natomiast o religię... Wiara jest kwestią łaski, jak twierdzą
                        wierzący, albo kwestią budowy mózgu, jak twierdzę ja. Nie masz specjalnego
                        wpływu na to, czy wierzysz w istnienie Stwórcy (czy jak tam sobie kto nazwie ten
                        twór). A wszystkie te książki mają znaczenie o tyle, o ile masz potrzebę
                        obudować swój intuicyjny punkt widzenia tzw. dowodami. Albo je czytasz, albo nie
                        czytasz, albo czytasz i twierdzisz, że piszą w nich same bzdury. Ja w IV klasie
                        podstawówki przeczytałam "Opowieści biblijne" Kosidowskiego i już wiedziałam:
                        alleluja, jestem w domu! Ale nie z powodu tej książki straciłam wiarę - ja jej
                        nigdy nie miałam. Była mi potrzebna do postawieniea kropki nad i. W innym
                        układzie przeczytałabym ją, nie zrobiłaby na mnie wrażenia i zapomniałabym
                        szybko. Czyli znowu: nie przeceniajmy intelektu w kluczowych kwestiach życiowych.
                        • kawitator Re: bezpieczenstwo emocjonalne 15.08.10, 12:01
                          > Jeśli chodzi natomiast o religię... Wiara jest kwestią łaski, jak twierdzą wierzący, albo kwestią budowy mózgu, jak twierdzę ja. Nie masz specjalnego wpływu na to, czy wierzysz w istnienie Stwórcy

                          Jeżeli temat Cię ciut więcej interesuje to polecam na długie jesienne wieczory David M. Wulff Psychologia religii WSiP 1999

                          To jest co prawda podręcznik ale napisany bardzo ciekawie
                          • aandzia43 Re: bezpieczenstwo emocjonalne 23.08.10, 02:17
                            Dzięki, sięgnę :-)
                        • gardenersdog Re: bezpieczenstwo emocjonalne 15.08.10, 22:31
                          Podobnie tłumaczy ten mechanizm Alice Miller:
                          "Z tego powodu trudno będzie uwolnić uzależnioną osobę od nałogu (traumy,
                          problemu, przymusu powtarzania - przypis mój), wyjaśniając jedynie, że nałóg ten
                          stanowi reakcję na chore społeczeństwo. Chętnie przyjmie takie wytłumaczenie i
                          uwierzy w nie, gdyż oszczędza ono bólu prawdy. Dopiero prawdziwe zrozumienie
                          uwarunkowań z dzieciństwa może uzdrowić, pozwalając odczuć oburzenie, złość,
                          smutek czy niemoc. To, czego nie potrafimy dostrzec, a więc przymusy całych
                          sekwencji zachowań społecznych, których scenariusze wchłonęliśmy za
                          pośrednictwem rodziców i których nie pozbędziemy się za pomocą lektury czy
                          zdobywania wiedzy, są prawdziwą przyczyną naszych chorób. Jest to nieświadoma
                          pamięć o przymusowych scenariuszach rodziców. Mówiąc inaczej: wielu ludzi
                          poszukujących pomocy jest bardzo inteligentnych: czytają w gazetach i książkach
                          o niszczeniu naszej planety, szaleństwie zbrojeń, zakłamaniu dyplomacji,
                          arogancji i manipulacjach władzy, przystosowaniu słabych, niemocy jednostki i
                          zastanawiają się nad tym. Nie widzą jednak, nie mogą zobaczyć,jak pełne przemocy
                          i zakłamania było postępowanie ich własnych rodziców wobec nich w dzieciństwie."
          • arronia Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:08
            To ja, jako że odezwałam się wyżej, napiszę, co mnie rozśmieszyło w
            związku z intercyzą i podpisywaniem rozdzielności majątkowej. Nie
            rozdzielność - wszystko dla ludzi. Można za obopólną zgodą, czasem
            można i na drodze sądowej (jak się trafi na utracjusza/szkę na
            przykład).

            Ale śmieszne jest:

            1. Opcja, że się drugiej stronie coś k a ż e podpisać. Albo próbuje
            kazać ;) Zwłaszcza po częstych tu męskich wypowiedziach w stylu "z
            terrorystami nie dyskutuję". Widać terror jest be, jak ultimatum
            stawia kobieta. Jak to samo robi facet, to jest cacy.

            2. Wiara, że to zniesie wszelkie zależności i zobowiązania między
            ludźmi, którzy się decydują ze sobą związać. Owszem, po rozwodzie
            można sobie zabrać, co się zarobiło, co się kupiło itd. Ale prawo
            alimentacyjne działa i tak. Nie da się związać z kimś (formalnie) i
            żadnych zobowiązań na siebie nie przyjąć. Takie życie. Próba
            zaprzeczania temu zdaje się z deka naiwna.
            • zakletawmarmur Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 15:31

              > 1. Opcja, że się drugiej stronie coś k a ż e podpisać. Albo próbuje
              > kazać ;) Zwłaszcza po częstych tu męskich wypowiedziach w stylu "z
              > terrorystami nie dyskutuję". Widać terror jest be, jak ultimatum
              > stawia kobieta. Jak to samo robi facet, to jest cacy.

              Też zwróciłam na to uwagę:-) Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny",
              facet "stawia ultimatum"!
              • kutuzow Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 16:38
                Obie strony stosują obie taktyki. Kwestią jest to "co" się mówi, a
                nie to "kto" to mówi.

                Jeśli facet mówi:
                "Jeśli mnie zostawisz to się zabiję" -to jest to szantaż emocjonalny.

                jesli dla odmiany kobieta stawia jakąś sprawę jasno (od początku) -w
                stylu "ja nie chce być kurą domową, jeśli chcesz mieć dzieci -Ty się
                nimi opiekujesz" - to jest to jak najbardziej OK.

                Co do podpisywania intercyzy przez partnerkę ditchdoc-a, ja to widze
                tak:
                partnerka może nic nie podpisywać i dalej być w takim związku jak
                jest, albo jeśli chce ślub, wtedy opcją ta jest dostepna, ale pod
                warunkiem podpisania intercyzy. Nikt jej siłą do tego nie zmusza -
                może:
                a) rozstać się
                b) żyć dalej w konkubinacie
                c) zawrzeć małżeństwo pod warunkiem podpisania intercyzy.

                ja nie widze tu nigdzie "negocjacji z terrorystami".

                • mujer_bonita Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:03
                  kutuzow napisał:
                  > jesli dla odmiany kobieta stawia jakąś sprawę jasno (od początku) -w
                  > stylu "ja nie chce być kurą domową, jeśli chcesz mieć dzieci -Ty się
                  > nimi opiekujesz" - to jest to jak najbardziej O

                  Kurka wodna - ja bym tak chętnie powiedziała tylko jaki facet na to pójdzie? :D :D :D
                  • zakletawmarmur Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:08
                    A mało na tym świecie desperatów? Prędzej czy później jakiś by się
                    znalazł:-) Tylko co to za przyjemność mieć w domu niewolnika?
                  • kutuzow Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:30
                    > Kurka wodna - ja bym tak chętnie powiedziała tylko jaki facet na
                    to pójdzie? :D :D :D

                    to już zupełnie inna kwestia. Facet ma jednak od początku wybór.

                    Jeśli ja deklaruję na pierwszej randce że ślub nie wchodzi w grę,
                    też mógłbym tak napisąc jak Ty.
                • arronia Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:07
                  Dobra, dobra, sklerozy nie mam. Jak była choćby o rozmowa o porodach
                  rodzinnych, to postawienie sprawy przez kobietę: "idziesz ze mną, albo
                  wypad ze związku" było uznawane za terroryzm / szantaż. A nie normalne
                  ultimatum. Tylko dlatego, że było "kobiece" a nie "męskie"?

                  Ten porodowy przykład to tak dla zilustrowania - bo schemat się nieraz
                  pojawiał w różnych wersjach.
                  • kutuzow Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:33
                    arronia ---> nadal twierdze że wszystko zależy od tego KIEDY sie tą
                    sprawę stawia jasno.
                    Jeśli ja od razu w czasie rozmowy o ew. planach związanych z ciążą
                    mzastrzegam że pomagać PRZED salą porodową moge, wspierać mogę, ale
                    za próg nie przejdę, to partnerka ma możliwośc decyzji czy spełniam
                    jej wymogi na bycie ojcem dziecka, czy może jednak ma szukać dalej.

                    Co innego gdy kwestia jest podnoszona w zaawansowanej ciązy, bo np.
                    wszystkie koleżanki miały poród rodzinny to partnerka też teraz taki
                    chce.
                  • m00nlight Re: Decyzja partnerki ditchdoc-a 14.08.10, 17:34

                    Porody rodzinne, co za wdzięczny temat :)

                    Moj powiedzial ze nie nadaje sie do porodu, to ja mu z grubej rury:
                    ok, ale w takim razie bulisz za CC- zgodzil sie :P

                    Wilk syty i owca cala czyli da sie :P
                    • gladys_g off top do M00nlight 14.08.10, 20:01
                      dżizas, m00nlight, zastanów się jeszcze nad tym cc. Trzy razy. A potem zastanów
                      się jeszcze raz.
                      Do porodu możesz zaprosić przyjaciółkę czy kogoś z rodziny, to nie musi być
                      partner. CC to naprawdę niefajna sprawa.
              • aandzia43 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 16:50
                > Też zwróciłam na to uwagę:-) Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny",
                > facet "stawia ultimatum"!

                hihihi ;-)
                Pozwolisz, że umieszczę to zdanie w sygnaturce? Nie zmieniałam jej od paru lat,
                ale sytuacja dojrzała :-)
                • zakletawmarmur Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 17:05
                  Będzie mi bardzo miło...
                  Poczułam się doceniona:-)
          • m00nlight Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 15:33

            Dobrze o Tobie świadczy że nie wywleksz osobistości na forum- w
            sumie- nie nasza to sprawa.

            Człowiek wolna istota, mózg i wybór ma.

            Fajnie że nie mydlisz Pannie oczu, nie obiecujesz gruszek na
            wierzbie 'tylko później, w przyszlosci nieokreślonej', tylko
            stawiasz sprawe jasno, i albo się podoba, albo strzałka. Nie ma tu
            mowy o 'wpędzaniu w lata' czy innych historiach- Blossom Hill sama
            wybiera czy godzi się na postawione warunki, i z jej postawy wynika
            że się godzi- tyle że sam fakt żalenia się publicznie na forum
            trochę burzy ten obraz.

            Niemniej jednak, od strony Kutuzowa wszystko jest ok, jasno i
            ucziwie. Ma poglądy jakie ma i można się z nimi nie zgadzać. Ja się
            nie zgadzam ale to nie ja z nim mieszkam pod jednym dachem, wobec
            tego wisi mi to kalafiorem.

            Co do intercyzy- nigdy nie widzialam w tym nic 'uwłaczającego'- sama
            wystosowalam ten pomysl wobec mojego M- zreszta w naszym przypadku
            to dość bezpieczne dla obu stron rozwiązanie- jak zawsze w przypadku
            prowadzenia firmy- różnie może być a interesy rodziny trzeba chronic.

            Tak czy srak dziecko będzie zabezpieczone- jak tylko się urodzi
            będzie mialo zalozony stosowny fundusz, więc nawet w przypadku
            największych kataklizmow bieda mu nie grozi.

            I to jest rozsądne, natomiast bronienie się rękami i nogami mimo
            braku stosownych argumentow poza wlasnym widzimisię- wygląda mi tak
            jakoś średnio :)
    • ciezka_cholera Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:17
      Nie kazdy lubi sie bawic nieustannie w kotka i myszke. Dziewczyna tylko
      zdeklarowala to co i tak czula. Wydaje mi sie Triss, ze masz racje, ze mozna
      wiecej ugrac zachowujac kamienna twarz, ale naprawde nie kazdy musi miec na to
      ochote. Ona i tak sporo ugrala, bo wie na czym stoi. To ze na tych przeslankach
      nie decyduje sie na zakonczenie tego zwiazku, to jej decyzja, czy sluszna czy
      nie, to ona sama pewnie oceni za jakis czas.
      • ciezka_cholera Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 14:20
        I jeszcze jedno - bylam kiedys w takim nieproporcjonalnym zwiazku (gdzie ja
        bylam strona bardziej zaangazowana), w koncu zerwalam, ale do tego trzeba
        dojrzec. I bardzo mile cale to doswiadczenie wspominam. Nie nabawilam sie
        ciezkiej traumy. Ale ja mam chyba dosc gruba skore, tak mysle.
      • zakletawmarmur Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 15:30

        Tylko pytanie czy faktycznie wie na czym stoi? Przypomina mi się
        kumpela w związku z żonatym gościem, który wprost jej mówił, że od żony
        nie odejdzie a ta nie potrafiła w to uwierzyć. Pewnie dlatego, że słowa
        to nie wszystko ważny jest też ten przekaz poza werbalny. Przez kilka
        lat starannie odrzucała wszystkie negatywne dla niej informacje
        pamiętając tylko te pozytywne. Po kilku latach pan zakończył związek
        oczywiście "dla dobra dzieci" a w niej pozostało poczucie
        wykorzystania, które przeszkadza jej w wejściu w nowy związek. Że już
        nie wspomnę, że w tym czasie mogła sobie bardziej poszaleć:-)

        Ja nie mam nic do kobiet, które ŚWIADOMIE decydują się na bycie
        kryzysowymi narzeczonymi. Wcale nie uważam, że ślub czy wielka miłość
        jest każdej kobiecie potrzebne do szczęścia. Jestem w stanie sobie taki
        związek wyobrazić w sytuacji, kiedy nie ma się ochoty poważnie
        angażować. Ba, to może być wygodne, gdy się do tego odpowiednio
        podejdzie. Problem zaczyna się, gdy kobieta w głębi duszy wierzy, że
        facet "ją kocha" i w ten sposób układa sobie życie. A później okazuje
        się, że jednak było inaczej a ona "tyle poświęciła".

        Z drugiej strony tu dziewczyna nie wygląda na jakąś mocno poświęcającą
        się:-) Jeśli jest szczęśliwa a ewentualne porzucenie nie będzie
        oznaczać dla niej jakiejś ogronej traumy to ok rozumiem:-)

        Tak czy inaczej można dać dziewczynę rady jak z facetami należy się
        obchodzić. Dziewczyna korzystać nie musi, ważne, żeby wiedziała, że ma
        wybór!
        • ciezka_cholera Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 16:21
          Droga Zakleto,
          jawisz mi sie jako osoba bardzo dbajaca o innych. Ale nie da sie dbac o innych
          bardziej niz tego sobie zycza. Mozna probowac otworzyc komus oczy, bo z pewnej
          perspektywy latwiej zauwazyc niefajne schematy, ale jesli ten ktos otwierania
          oczu sobie nie zyczy, to trzeba to uszanowac. Nawet jesli, a tego tez nie wiemy,
          decyzja Winka okaze sie bledna, to jedynie ona poniesie jej konsekwencje.
        • mujer_bonita He's just not that into ypu ;) 14.08.10, 16:34
          zakletawmarmur napisała:
          > ważny jest też ten przekaz poza werbalny. Przez kilka
          > lat starannie odrzucała wszystkie negatywne dla niej informacje
          > pamiętając tylko te pozytywne. Po kilku latach pan zakończył związek
          > oczywiście "dla dobra dzieci" a w niej pozostało poczucie
          > wykorzystania, które przeszkadza jej w wejściu w nowy związek.
          (...)
          > Problem zaczyna się, gdy kobieta w głębi duszy wierzy, że
          > facet "ją kocha" i w ten sposób układa sobie życie.

          Jest taki odcinek w 'Sex and the City' gdzie główne bohaterki zastanawiają się jak to jest z tymi facetami - mówią, że zadzwonią, potem nie dzwonią, mętnie się tłumaczą itp. I facet Carrie mówi, po prostu , że facet jak jest zainteresowany to zadzwoni choćby nie wiem co. Jak nie dzwoni to zwyczajnie 'he's not that into you' :) Żadnej filozofii. Później Miranda słyszy rozmowę dwóch kobiet i tak to się kończy:
          www.youtube.com/watch?v=c4WZnkbNmQA
          Powiem szczerze - nie wiem skąd się u kobiet to bierze. Często widzimy to co chcemy widzieć. Żyjemy złudzeniami, potrafimy wszystko sobie 'wytłumaczyć'. Nie zauważamy dzwonków alarmowych a wszystkie ostrzeżenia przyjaciółek traktujemy jakby były zazdrosne etc. Czujemy się 'te lepsze', 'nieschematyczne' i 'co oni tam wiedzą' itp. :) A zwykle potem zaliczamy twarde lądowanie :/
          • rumpa Re: He's just not that into ypu ;) 14.08.10, 16:54
            no i 100% racji
            nie ma relacji nieschematycznych itd...przynajmniej szczęsliwych
            to zdaje się Tołstoj napisał że wszystkie szczęśliwe rodziny są do
            siebie podobne.

            zupełnie inną sprawą są te układy damsko-męskie, ale one nie są
            szczęśliwe, bywają kręcące, podniecające, wpasowujące się w jakiś tam
            mit, ale - nie są szczęśliwe, nie przynoszą spełnienia i nadziei,
            miłości.
            Czasem, jak ktos jest wyjatkowo zaslepiony, daja własnie ułudę
            własnej oryginalnosci i niezwykłości. Bo zwykła kobieta/facet by się
            na to nie pisał. No pewnie że nie. Większość ma jednak instynkt
            samozachowawczy :)))
            • m00nlight Re: He's just not that into ypu ;) 14.08.10, 17:28

              Osobiscie, nie wyobrażam sobie dzielenia życia z kimś, kto nie liczy
              się ze mną tak jak powinien, to zwyczajna strata czasu.

              Tak samo, jak zawsze odchodziłam od kolesi, z którymi po jakimś
              czasie nie potrafilam się odpowiednio zaangażować- nawet jeśli
              prosili, błagali, i twierdzili że im to nie przeszkadza. Związek w
              którym poziom zaangażowania nie jest równomierny zawsze będzie w
              pewnym sensie nieszczęśliwy- dla jednej strony, bo w koncu czuje ona
              że inwestuje więcej nż otrzymuje i czuje się ofiarą, -dla drugiej
              strony- która otrzymuje więcej niż inwestuje i to też nie jest
              komfortowa sytuacja- przynajmniej dla osob o minimalnej choćby
              moralnosci.

              Nie da się pokochać kogoś na siłę, tak samo jak nie a się sprawic,
              by ktoś nas pokochal, bo my tak chcemy. To sie po prostu dzieje,
              albo nie. Że też ludzie mają czqas i ochotę na marnotrawstwo sporych
              kawałów życia- czasem najlepszych lat- na tkwienie w beznadziejnych,
              nierozwojowych związkach ktore wiadmo że zmierzają tylko do jednego-
              i wraz przeciągają to w czasie...
              • zakletawmarmur Re: He's just not that into ypu ;) 14.08.10, 18:27

                > Osobiscie, nie wyobrażam sobie dzielenia życia z kimś, kto nie liczy
                > się ze mną tak jak powinien, to zwyczajna strata czasu.

                Nie trzeba od razu dzielić całego życia:-) Znałam kobietę, która
                dzieliła tak kilka lat. W tym czasie pan powoził ją po świecie,
                pofundował trochę ciuchów, kosmetyków, zajął się psem, naprawił kran
                itp. Był przydatny na różne przydatne sposoby. Ona miała świadomość, że
                to wiecznie trwać nie będzie, była z tym pogodzona. W między czasie
                rozglądała się za "prawdziwą miłością". Nie poświęciła nic cennego. W
                końcu miłość się znalazła a z "kryzysowym narzeczonym" rozstała się w
                bardzo kulturalny sposób.

                IMO jeśli chodzi o uczucia to nie warto dawać więcej niż nam dają.
                Jeśli facet traktowałby mnie jak "kryzysową narzeczoną" to bardzo by mi
                to na samoocenę nie wjeżdżało. Po co jednak miałabym go traktować
                lepiej niż "kryzysowego narzeczonego"? Jak dla mnie pachnie to
                masochizm:-)
    • jesod Nie należy dupą szastać. 14.08.10, 15:51
      triss_merigold6 napisała:
      > Dupą można szastać,

      No, nie. Z tym się nie zgodzę. Nie można.
      Każda dupa powinna znać swoją wartość, a jeśli ją zna to nią nie
      szasta. To przecież takie proste.
      • blossom_hill Do blossom _hill kanał masz panna 14.08.10, 16:59
        Prosiłam grzecznie w poprzednim wątku o niewypowiadanie się już na
        mój temat ale widzę że nie macie innych problemów.
        Jeśli macie ochote dyskutować w nieskończonośc o ślubach i rozwodach
        to załóżcie sobie osobny wątek.
        • rumpa Re: Do blossom _hill kanał masz panna 14.08.10, 17:06
          moze i prosiłaś ale w tym watku na poczatku weszłaś znowu w tryb
          poza tym ja osobiście rozmawiam nie o tobie tylko o taniej filozofii
          zaburzonego wygodnickiego faceta, i rozpaczliwej wierze młodych mniej
          lub bardziej kobiet w "wyjątkowe" relacje.
          • rumpa nie o ślubach 14.08.10, 17:10
            i rozwodach?
            naprawdę tylko tyle z tego wychwyciłaś?
            • blossom_hill Re: nie o ślubach 14.08.10, 17:14
              Nie mam ochoty ani czasu aby wychwytywać wszystko z tego co piszecie
              dlatego napisłam hasłowo.
              • rumpa Re: nie o ślubach 14.08.10, 17:30
                czyli kompletnie nic nie załapałaś bo te hasła nijak sie mają do treści

                ciekawe swoją drogą skąd ci się te tak nieadekwatne hasła wzięły :)

              • m00nlight Re: nie o ślubach 14.08.10, 17:30

                To nie czytaj i nie udzielaj się, skoro nie masz ochoty, wątek żyje
                własnym życiem i widać jest interesujący, skoro ludzie MAJĄ OCHOTĘ
                się wypowiadać, czy ci się to podoba, czy nie :P
                • blossom_hill Re: nie o ślubach 14.08.10, 17:46
                  I Ty jesteś psychologiem??? hmm zastanawiajace
                  • m00nlight Re: nie o ślubach 14.08.10, 17:55

                    Dla mnie rownież jest zastanawiające jaki ma to związek :)

                    Sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa- założyłaś wątek na
                    publicznym forum a teraz masz pretensje że ludzie mają czelność się
                    wypowiadać ;)

                    O przepraszam, w poprzednim, ten nie jest Twoj :P

                    Zresztą, jakbys nie zauwazyla dyskusja już dawno zeszla z Twojego
                    tematu na ogolne, w Twoim chyba wszystko zostalo powiedziane- co z
                    tym zrobisz, Twoja sprawa.

                    Ne rozumiem natomiast czemu próbujesz mi (nieudolnie zresztą)
                    dogryzać :P
                    • blossom_hill Re: nie o ślubach 14.08.10, 18:48
                      A ja nie rozumiem czemu prawie wszystkie kobiety tutaj dogryzają mi?
                      wjeżdzając mi na inteligencje., mechanizmy obronne, czy sposób życia
                      i bycia w związku?
                      • kutuzow inni wiedzą lepiej 14.08.10, 18:59
                        Coś w tym jest. Zauważcie że zarówno w głównym wątku jak i tutaj
                        jakoś mało jest aktywnych facetów, a nadspodziewanie dużo kobiet
                        które "wiedzą lepiej" i z chęcią dzielą się swoją wiedzą z tą mniej
                        oświeconą trzódką.

                        moim numerem 1 jest "rada" Rumpy która twierdziła:

                        "no cóż, dla mnie uczciwy facet, gdybym wyleciała z wyznaniem
                        miłosci, to zamiast teoretyzować w temacie - a może sie pokocham a
                        może nie,bo ja jestem taki zajebiście uczciwy gość, powinien sam
                        zwinąć walizki. Żeby nie brać więcej niż może dać. Oczywiście w
                        sytuacji odwrotnej uważam tak samo."
                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115304942,115321970,Re_zasady_zyciowe_rodem_z_Alchemika.html


                        w naszym przypadku wyglądałoby to tak:
                        Blossom_Hill: "Kocham Cię"
                        Kutuzow: "Pakuj się i wynoś z domu."

                        Fajna rada - czyż nie?
                        • rumpa Re: inni wiedzą lepiej 14.08.10, 19:15
                          jasne tak własnie powinno być :)))

                          niektórzy jeszcze mają maniery i klasę, wiesz?

                          a poza tym, pakowac walizki powinno być w cudzysłowie :)))
                          innymi słowy, nie wiem jak może rozsądny/a facet/kobieta wpuścić do
                          domu dziewczynę/faceta której/go nie kocha.
                          Z wygodnictwa?
                          Z braku wyobraźni?
                          Z kompletnej nieznajomosci kobiecej psychologii?
                          Z uprzejmości ????


                          Dla mnie to tak absurdalna akcja że kompletnie wypadło mi z głowy że
                          razem mieszkacie :(((


                          • triss_merigold6 Abotak 14.08.10, 19:33
                            Abotak. Tak wyszło? Bo ona chciała? Bo taniej ze współlokatorem, a
                            Kutuzow sprawia wrażenie dość wrażliwego na punkcie kasy?

                            Dla mnie tez dziwna akcja, nie powiem ale ja należę do osób, dla
                            których wspólne przygotowywanie posiłku i chodzenie przy sobie w
                            gaciach to czynności bardzo intymne, w przeciwieństwie do techniczno-
                            relaksacyjnego ruchania. I nie wyobrażam sobie mieszkania z panem
                            pod względem uczuciowym niepewnym.
                            • rumpa Re: Abotak 14.08.10, 19:55
                              no więc właśnie, tak wyszło...

                              tylko że pamiętam taki filmik, dość marny, w każdym razie Sissy
                              Spacek po latach wraca do swojej wsi na wyspie i spotyka młodzieńczą
                              miłość, dawno ożenioną, bo zamiast z nią wyjechać nie wiadomo
                              dlaczego zrobił po pijaku dziecko grzecznej dziwczynie bez ambicji.
                              Teraz mu uczcuia odżywają. Ojciec Sissy jest niezadowolony i mówi jej
                              żeby się nie mieszała bo on tak zdecydował żeby tu zostać. Nas to
                              Sissy - on nie decydował, tak wyszło. Na co jej ojciec, mądry
                              mądrością starego człowieka - Niektórzy decydują, pozwalając żeby coś
                              się stało. Gdyby chciał wyjechać, toby nigdy w życiu do tego nie
                              dopuścił. Ale nie chciał, bo się bał, bo coś tam...bo może nie chciał
                              się przyznać przed sobą że woli życie na małej wysepce, spokojne i
                              poukładane, bo to takie niemęskie. Ale westchnął z ulgą gdy mógł się
                              wykręcić od męczących wyzwań w NY męskim wzięciem odpowiedzialności
                              za "przypadkowo" spłodzonego potomka :(((
                              Zmierzam do tego, że znalezienie odpowiedzi na pytanie dlaczego
                              "abotak" może tu wiele pomóc.
                              A co do "oszczędnosci" Kutuzowa - okrutna jesteś, tak daleko bym się
                              nie posunęła :))) naprawdę uważasz że Kutuzow to od kutwy? upssss

                              Nawiasem mówiąc nic mnie tak nie wkurza jak debilna informacja o tym
                              że został zarąbany jakiś człowiek "kompletnie bez powodu"
                        • zakletawmarmur Re: inni wiedzą lepiej 14.08.10, 19:49

                          Rumpa to faktycznie posiadaczka jedynej uniwersalnej parwdy. A Ty
                          jesteś jej męskim odpowiednikiem:-)
                          • rumpa Re: inni wiedzą lepiej 14.08.10, 19:57
                            a jakiej prawdy?

                            bo ja nie wiem czy on jej nie kocha czy jest tak zaimpregnowany że
                            sobie na miłość pozwolić nie może?
                            o czym cały czas tłukę w klawiaturę...
                            • zakletawmarmur Re: inni wiedzą lepiej 14.08.10, 20:16

                              Obojgu wam się wydaje, że wasza wizja związku jest najlepsza a wszyscy
                              inni, którzy mają inne potrzeby, nie mają racji...
                              • rumpa Re: inni wiedzą lepiej 14.08.10, 20:43

                                wszystkie potrzeby skądś się biorą
                                i coś dają
                                warto wiedzieć jak to jest w naszym przypadku
                                i wtedy podejmować decyzje

                                inaczej tworzymy zaiste piekną filozofię, jaką Kutuzow miał tutaj
                                niewątpliwą przyjemność po wielokroć nam prezentować.


                                A co do wizji związku - ja nie wiem czy mają się pobrać czy nie, mieć
                                dzieci czy nie, razem pływac na jachcie czy zbudować dom, kochać się
                                dzień w dzień czy raz na miesiąc z szykanami, mieszkać razem czy
                                osobno, dyskutować spokojnie czy rzucać od czasu do czasu talerzami,
                                być wierni czy swingować itd

                                ale przekonanie - i tak ludziom nie wychodzi więc lepiej za bardzo
                                się nie angażować, - jest mówiąc szczerze dla mnie czymś co bardziej
                                przypomina minę pod fundamentami niż fundament jakiegokolwiek
                                związku.
                  • rumpa Re: nie o ślubach 14.08.10, 18:06
                    nie musi byc terapeutka, moja kuzynka jest psychologiem społecznym i
                    głównie zajmuje się statystykami w ubezpieczeniach, a nawet jak jest to
                    nie jesteś u niej na terapii i jej nie płacisz, nie?
                    :)))
                    • m00nlight Re: nie o ślubach 14.08.10, 18:16

                      Dokladnie, jestem psychologiem pracy :P A 'TerapeUtą' żeby zostac
                      nie trzeba miec dyplomu z psychologii ;)

                      Tak czy srak, dalej nie wiem co ma piernik do wiatraka.
                      • rumpa Re: nie o ślubach 14.08.10, 18:26
                        chyba nie dość wrażliwa czy delikatna jesteś :)))

                        a czemu terapeuci dostaja taką cieżką kasę :)))
                        za tę delikatnośc własnie i cierpliwość dla kretynów :)))
                        mówię to z pozycji pacjentki :)))
        • mujer_bonita Re: Do blossom _hill kanał masz panna 14.08.10, 17:07
          blossom_hill napisała:
          > Prosiłam grzecznie w poprzednim wątku o niewypowiadanie się już na
          > mój temat ale widzę że nie macie innych problemów.
          > Jeśli macie ochote dyskutować w nieskończonośc o ślubach i rozwodach
          > to załóżcie sobie osobny wątek.

          Kobieto zdecyduj się:
          - albo nie chcesz, żeby o Twoim przypadku dyskutować ale wtedy po prostu NIE ODZYWASZ SIĘ
          - albo chcesz, żeby dyskutować i wtedy inne kwestie przenosimy się do innego wątku

          Bo zaczyna to wyglądać tak, że 'chcesz' dyskutować ale tylko w zakresach, które Tobie odpowiadają.
          • m00nlight Re: Do blossom _hill kanał masz panna 14.08.10, 17:20

            Zauważyłam to już wczesniej.

            Założyła wątek w nadziei że utwierdzimy ją w złudnym przekonaniu,co
            do którego sama ma wątpliwości, a że zdecydowana większość
            wypowiedziała się nie do końca po jej myśli, obruszyła się, zamiast
            wyciągnąć dla siebie odpowiednie wnioski.

            Często widzimy to, co chcemy widzieć, słyszymy to, co chcemy
            słyszeć, natomiast postronny obserwator z boku dostrzeże wszelkie
            zgrzyty bez większego problemu. Problem w tym że my dalej chcemy
            widzieć to co chcemy, a zamykamy się na prawdę. Wszyscy którzy
            objawiają 'dobrą' prawdę, są fajni, a wszyscy, którzy objawiają
            prawdę której nie chcemy znać to wstrętne kłamczuchy które tylko
            czekają na ludzkie nieszczęście, bo pewnie sami są nieszczęśliwi ;)

            Mechanizmy obronne w końcu czemuś muszą służyć ;)
      • potwor_z_piccadilly Re: Nie należy dupą szastać. 14.08.10, 17:16
        Popieram. Szastanie milosnymi deklaracjami wiele nie kosztuje. Natomiast
        szastanie dupa jest rownoznaczne z wprowadzaniem wirusow do systewmu
        komputerowego. Tyle tylko ze o ile z kompia wirusy mozna usunac lub wprost
        wywalic sprzet na smietnik, to wirusy w formie doswiadczen seksualnych wywalic
        sie nie da. Dozywotnio moga psocic.
        Odnoszac sie do omawianej sprawy twierdze ze doswiadczamy tu meskiej
        niedojrzalosci.
        Do Ciebie kutuzow. Czy Ci sie podoba czy nie, twierdze. Nie dojrzales, bo
        nastawiasz sie tylko na branie, z wygodnictwa unikasz ryzyka, unikasz pracy nad
        budowa harmonijnego zwiazku i olewasz lub nikt Ci nie wpoil dwoch zyciowych
        zasad "nie czyn drugiemu tego co tobie nie mile" i "zyj tak by inni przez ciebie
        nie plakali".
        Tyle.
        • kutuzow zasady życiowe rodem z Alchemika 14.08.10, 17:46
          Możesz rozwinąć dokładnie jak ten przypadek ma się do zasady:
          "nie czyn drugiemu tego co tobie nie mile".
          Rozumiem że szczere postawienie sprawy jest błedem? Powinienem
          ściemniac jak wielu innych -wtedy byłoby OK?

          Może napiszesz jak te Twoje zasady zrealizować w praktyce w tym
          przypadku.

          Podobnie z "zasadą":
          "zyj tak by inni przez ciebie nie plakali"
          Czy sam jesteś obecnie z pierwszą dziewczyną którą spotkałeś w swoim
          życiu? Bo jeśli nie (i tamte związki się rozpadły) to jest duża
          szansa że złamałeś tą zasadę.


          • m00nlight Re: zasady życiowe rodem z Alchemika 14.08.10, 18:00

            Powiem Ci o co może chodzić.

            Ktoś wczesniej postawił zarzut, że może jednak postawiles sprawe nie
            dośc jasno, że chociaż mówisz jakie masz zamiary- zachowaniem możesz
            wprowadzać dziewczynę w błąd i dawać nadzieję że kiedyś sytuacj
            się 'magicznie odmieni'. A ona, jak to większość kobiet ma w
            zwyczaju, widzi to, co chce widzieć, natomiast zamyka się na Twoje
            pozornie jasne sygnały. A kiedys jak jej się znudzi będzie miala do
            Ciebie żal o zmarnowane lata. Ja osobiscie nie widze w tym nic
            zlego, w końcu dziewczyna, teoretycznie, rozum jakiś ma i powinna go
            używc, a skoro decyduje się na coś świadomie (?), Twoja
            odpowiedzialność za nią tu się kończy. Próba brania
            odpowiedzialności za dorosłą, teoretycznie, średniointeligentną
            osobę byłoby ujmą dla jej intelektu. Z tym, że takie dzialanie może
            dla niektorych byc rownoznaczne z pewnym 'wykorzystywaniem'. Ot wsio.
            • kutuzow Re: zasady życiowe rodem z Alchemika 14.08.10, 18:14
              ja wiem że w Polsce duża część osób lubi z wyższością dyktowac jak
              mają życ inni i podejmować za nich jedynie słuszne decyzje, ale bez
              przesady. Jeśli wyjdziemy z założenia, że każdy sam dobrze wie co
              jest dla niego dobre, te "zasady" można sobie schować w d***.
              • m00nlight Re: zasady życiowe rodem z Alchemika 14.08.10, 18:18

                Też jestem zdania że dorosly czlowiek w normie intelektualnej
                powinien sam doskonale wiedziec jak o siebie zadbac.

                I jeśli sam siebie krzywdzi- jego brocha.

                Tyle w temacie.
            • rumpa Re: zasady życiowe rodem z Alchemika 14.08.10, 18:16
              no cóż, dla mnie uczciwy facet, gdybym wyleciała z wyznaniem miłosci,
              to zamiast teoretyzować w temacie - a może sie pokocham a może nie,
              bo ja jestem taki zajebiście uczciwy gość, powinien sam zwinąć
              walizki. Żeby nie brać więcej niż może dać. Oczywiście w sytuacji
              odwrotnej uważam tak samo.
              A co do zasady postepuj tak żeby nikt przez ciebie nie płakał - jest
              subtelna róznica czy ci nie wychodzi takie postepowanie, czy masz
              empatię i starasz się być uczciwy, czy lejesz z góry na tę zasadę.
              Innymi słowy , laska przychodzi i deklaruje uczcia - albo mówisz -
              nie kocham cię , sytuacja jest niesymetryczna i kończę te relację ,
              nie chcę wykorzystywać twojego uczucia dla włąsenj wygody , pasienia
              ego itd albo - no wiesz, ja cie w sumie nie kocham, ale może
              pokocham, póki co fajnie się bzyka, to nic nie zmieniajmy, ok? w
              domysle - postaraj się, to może cię nie kopnę w tyłek.Jak mi się nic
              lepszego nie trafi...
              I tu jest płacz i tu, prawda?
              ale inny jakościowo i inne perspektywy na życie i po prostu inne
              życie.
              • kutuzow Mówimy "kocham" na trzy, cztery 14.08.10, 18:23
                Rumpa ---> czasami czyta mi sie Ciebie miło, ale czasami jak z czymś
                wyskoczysz to aż strach.

                Napisałaś:
                " no cóż, dla mnie uczciwy facet, gdybym wyleciała z wyznaniem
                miłosci, to zamiast teoretyzować w temacie - a może sie pokocham a
                może nie, bo ja jestem taki zajebiście uczciwy gość, powinien sam
                zwinąć walizki. Żeby nie brać więcej niż może dać. Oczywiście w
                sytuacji odwrotnej uważam tak samo."

                Czyli rozumiem że u Ciebie, albo para umawia się i mówią
                oboje "kocham Cię" na trzy,cztery, albo jedno się wyrywa i od ręki
                to drugie ma odejśc.
                Rozumiem że u Ciebie wszyscy zakochują się w tym samym czasie?

                Czy może jednak wybierzesz wariant z hipokryzją i ta druga osoba
                powinna to powiedzieć tak dla świętego spokoju tej drugiej strony?

                • asocial Re: Mówimy "kocham" na trzy, cztery 14.08.10, 18:58
                  a mnie bardzo smieszy podanie na tacy swojego zwiazku (z dokladnymi
                  szczegolami) analizie domoroslych seksuologow/ psychologow; tj
                  forumowiczow TEGO FORUM. i gdyby chociaz wypowiadala sie tylko jedna
                  ze stron, ale zeby ta druga zaczela wnosic szczegoly i osobiste
                  wynurzenia....tego juz zrozumiec nie moge.
                  skoro blosom wiedziala, ze jej facet czyta to forum, to pewnie
                  liczyla na to, ze sam sie wypowie w jej watku piszac cos w stylu:
                  ´´co za kretyn, rzuc go, gdybym to byl ja...´´
                  • triss_merigold6 Re: Mówimy "kocham" na trzy, cztery 14.08.10, 19:18
                    Mam wrażenie, że Blossom chciała uzyskać potwierdzenie, że brak
                    otwartej deklaracji uczuciowej ze strony mężczyzny - przy mieszkaniu
                    razem, seksie, etc. - jest w porządku, normalny i standardowy oraz o
                    niczym niepokojącym nie świadczy.
                    Otóż świadczy.
                    Rozumiem, że są ludzie chcący zachować wyznania miłości dla jednej,
                    jedynej osoby w życiu, ale wtedy zwykle deklarują miłość wraz z
                    pierścionkiem zaręczynowym i chęcią podjęcia full zobowiązań na
                    resztę życia.
                • rumpa Re: Mówimy "kocham" na trzy, cztery 14.08.10, 19:24
                  u mnie się róznie zakochują, ale generalnie nie wyskakują z takimi
                  wyznaniami po dwu dniach i na kompletnym spontanie. Poprzedza to
                  okres macania wzajemnego :)))
                  Ale generalnie bez deklaracji - wzajemnej - nie zamieszkują razem i
                  nie marnują czasu partnera, gdy są niepewni. Na ogół jesli niepewność
                  nie przechodzi po paru miesiącach, to można spokojnie załozyć :
                  - miłosci nie ma - rozstanie
                  - pan/pani ma jakiś problem - rozstanie w celu poukładania sobie w
                  głowie spraw, może terapia - powrót lub rozstanie ostateczne. w innym
                  przypadku grozi szklarniowa hodowla problemu do rozmiarów palmy
                  kokosowej, która nastepnie zabije nas dojrzałym kokosem.

                  • claudel6 Re: Mówimy "kocham" na trzy, cztery 14.08.10, 20:02
                    >w innym
                    > przypadku grozi szklarniowa hodowla problemu do rozmiarów palmy
                    > kokosowej, która nastepnie zabije nas dojrzałym kokosem.

                    a to świetne :))))
          • triss_merigold6 Nie było błędem! 14.08.10, 19:25
            Zaznaczam, że Coehlo z jego pseudofilozoficznym bełkotem nie trawię.

            Kutuzow, szczere postawienie sprawy z Twojej strony nie było błędem.
            Takie masz potrzeby, oczekiwania i tyle możesz z siebie teraz
            zaoferować.
            ONA, Twoja partnerka, popełniła zasadniczy błąd, ponieważ wyskoczyła
            z wyrazami głębokiego uczucia PIERWSZA zamiast milczeć i czekać. To
            był strzał w stopę. Pokazanie, że jej zależy bardziej. I w zasadzie
            do tego mój post się sprowadza.
            • blossom_hill Re: Nie było błędem! 14.08.10, 19:42
              Pogadali sobie? i wystarczy. AMEN
              • triss_merigold6 Re: Nie było błędem! 14.08.10, 19:48
                A sorry, nie ma tak pięknie. To mój wątek. Nie narusza netykiety
                (chyba). Daliście pożywkę na otwartym forum, Kutuzow to pięknie
                rozkręcił dywagacjami finansowymi w Twoim wątku więc teraz nie miej
                pretensji. Przy okazji "waszego" tematu rozważane są różne kwestie
                na bardziej ogólnym poziomie.
            • rumpa Re: Nie było błędem! 14.08.10, 20:02
              ja też nie uważam że było błędem :)))
              zawsze jak najbardziej byłam za szczeroscią w zwiazku :)))

              ja w ogóle nie trawie literatury mniej czy bardziej pieknej
          • potwor_z_piccadilly Re: zasady życiowe rodem z Alchemika 15.08.10, 00:37
            Wybacz lecz jestem po malym przyjatku. Sprobuje jednak krotko wyjasnic jak ja to
            widze.
            Jestem zwolennikiem maksymalnie prostych rozwiazan w sprawach damsko meskich.
            Albo gra wszystko lub istnieje wyrazna szansa ze zagra, albo nie gram. Ty grasz
            nadal bedac swiadomym ze istnieje duze prawdopodobienstwo ze pregrasz Ty i
            przegra komplikujac sobie zycie Twoja obecna partnerka.
            Widzisz, Vito Corleone mawial synom "bledy moze popelniac kobieta, mezczyzna
            nigdy". Brniecie a czas plynie na Wasza niekorzysc. Zdobadz sie na zdecydowany ruch.
            Koncze bo zimna wodka w takiej duchocie jest gorsza od cieplego piwa.
            Pozdrawiam.
    • claudel6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 19:50
      Hmm..obserwuję ten gorący temat od kilku dni..i nie mam wiele do dodania do
      tego, co juz zostało napisane przez inne dziewczyny.
      Ale odniose sie do tego, co napisała triss. Wyglada to na radę jak z taniego
      pisma kolorowego dla kobiet, ale cos w tym jest.
      Bo o ile dorośli ludzie nie powinni bawić sie w kotka i myszkę, bac deklaracji,
      unikac mówienia o własnych uczuciach, o tyle sytuacja, gdy kobieta się
      powstrzyma z deklaracją, az złozy ją facet, pozwoli jej zaliczyć odrobinę
      mniejsza traumę w wypadku, gdy do jego deklaracji nigdy nie dojdzie. Jakoś
      bedzie miała poczucie wyjścia z sytuacji z twarzą.

      Byłam w takich związkach dwa razy. Własnie w takich, gdzie ja kcochałam, a on
      się nie deklarowal, bo tego nie czuł/nie był pewny - choc traktował mnie z
      troską, szacunkiem, zaangażowaniem. Tłumaczyłam sobie, ze mogę żyć bez tego
      słowa "kocham", że liczy się to, jaki on wobec mnie jest. Gówno prawda. To po
      prostu nie działa. Facet musi zadeklarować miłość, bo jest to równoznaczne z
      deklaracją pełnego zaangażowania i zakończenia poszukiwań na rynku:. Kocham
      znaczy mniej wiecej tyle: "Zrobię wszystko, by ten związek się udał i by
      przetrwał. Stawiam na ciebie wszystkie swoje karty, nie zostawiam żadnych w
      rękawie. Nie czekam na lepsza okazję, ty jesteś ostatecznym celem mojej drogi.
      Nie szukam dalej."

      Żaden z tamtych moich związków nie przetrwał nawet jeśli z zaślepionej miłości
      godziłam sie na tę nierównowage, nie żądalam niczego dla siebie, byłam gotowa
      zyć z dnia na dzień, bez myślenia o przyszłości. Żaden nie przetrwał, bo zaden z
      tamtych facetów w takim związku nie był szczęśliwy. Żadne z nas nie było.
      Ja wiem, ze kutuzow twierdzi, ze jest szczęśliwy. Ale dla mnie taki stan, taki
      związek - w niczym nie przypomina szczęścia. To raczej zahibernowany świety
      spokój, jak to rumpa powiedziała - ślimak w skorupce.

      Jeśli on Cie nie pokocha, to się NIGDY nie uda.
      • claudel6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 19:53
        Hej, ale mam coś na pocieszenie :)
        Minimalna co prawda, ale jakas szansa na to pokochanie jest. Ale kutuzow
        musiałby wykonać pracę, ktorej na ten moment nie zamierza - bo uważa, ze jest
        całkowicie "zdrowy". Pójśc na terapie i przepracowac swoją historię.

        Jedna z tych moich dwóch historii ma to dobre zakonczenie. Ale było rozstanie,
        były łzy i był ogromny ból. Facet musiał zostać sam i musiał zrobic ze sobą i
        swoimi zagrzebanymi głeboko emocjami i traumami porządek. Żeby wrócić gotowy do
        miłości.

        • triss_merigold6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 20:08
          To samo życie, a nie kolorowe czasopismo.P
          Na bazie własnych doświadczeń - jak facet kocha to powie. Nieważne
          ile wczesniej bredził o tym, że nie nadaje się do związków, nie ma
          wizji przyszłości, za dużo z tym zachodu etc. Aktualny się
          zwerbalizował po półtora roku. A jest to facet, który tydzień po
          moim mailu, że odeszłam od męża, zostawił pracę za granicą (załatwił
          kogoś na swoje miejsce) i wrócił do Polski. Wczesniej nie
          widzieliśmy się ROK. ROK Z ZEROWYM KONTAKTEM.
          Jak wrócił to wybuchł romans. Ulewało nam się niewerbalnie, dumka na
          dwa serca i te klimaty, ale ja trzymałam dystans. Prędzej bym sobie
          rękę odgryzła niż powiedziała PIERWSZA.
          • rumpa Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 20:16
            ale to inny typ mężczyzny, przecież on dla Ciebie ryzykował. Jak dla
            mnie taka akcja jest warta więcej niż "kocham"
            ale i tak bym robiła tak jak Ty :)))
            łon pierwszy i nie ma bata
          • claudel6 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 20:29
            tak, tak, ja im dłużej żyję, tym bardziej sprawdza mi się gdzieś wyżej
            powiedziane przez rumpę, że schematy się w życiu świetnie jednak sprawdzają.
            związek bez obustronnej miłości nie przetrwa, a tam gdzie jest miłość, musi paść
            słowo "kocham". i żadnych ale.
            truizmy, z którymi człowiek godzi się po wielu latach wiary w "wyjątki",
            "specjalne okoliczności", "niepowtarzalne układy" itd.
        • zygfryda512 Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 15.08.10, 09:38
          Czyli, że zawsze jest jakaś tam niewielka nadzieja.

          Ja odeszłam, bo ciągle była jedna i ta sama melodia, że kocham to owszem Ci
          powiem, ale na koniec życia, a nie teraz, teraz to ja nie jestem pewien i w
          ogóle to ja nie jestem zbyt uczuciowy i chcę być z tobą ale kocham to poważne
          słowa itp.
          Generalnie postawa typu : fajnie się bzyka i w ogóle ale na więcej to ja nie
          jestem gotowy.
          W końcu sobie poszłam,ale tez powiedziałam to słowo kocham.
          Minęło pół roku, jestem sama, cholernie boli i łzy też się czasem zdarzają, ale
          nie wyobrażam sobie jakbym mogła z Nim być nadal bez tej deklaracji chcenia mnie.
          Myślę, że jest niedojrzałym facetem.
          Powiedział mi trzy miesiące po rozstaniu, że mnie kocha, tzn zawsze będę dla
          niego kimś wyjątkowym, to znaczy lubi mnie bardzo.
          W międzyczasie znalazł sobie kogoś, mimo tego nadal się odzywa.

          Nie powiem, że nie jest mi trudno, ale jestem wobec siebie w porządku.
      • rumpa Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 14.08.10, 20:04
        Kocham
        znaczy mniej wiecej tyle: "Zrobię wszystko, by ten związek się udał i
        by
        przetrwał. Stawiam na ciebie wszystkie swoje karty, nie zostawiam
        żadnych w
        rękawie. Nie czekam na lepsza okazję, ty jesteś ostatecznym celem
        mojej drogi.
        Nie szukam dalej."


        jeszcze lepiej jak to powie tymi słowy :)))
        ale nie wymagajmy za wiele i bądźmy realistkami :)))
        • ore.ona Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 15.08.10, 19:56
          Dopiero zorientowałam się że tu chodzi o Kutuzowa:)
          I oboje piszecie na forum.. Ja bym się chyba nie odważyła..
          Dziewczyno/nie pamiętam Nicka/ masz duże obawy skoro odważyłaś się i
          niestety potwierdzę to co napisała mOOnlight” Problem w tym że my
          dalej chcemy
          widzieć to co chcemy, a zamykamy się naprawdę” IMO prawda jest taka
          że Kutuzow powinien Ci powiedzieć: nic się nie zmieni w temacie
          moich uczuć, ale jak nie zakocham się to będziemy razem dopóki
          będziesz mnie kręcić/do 35lat?/, bo dobrze mi tak NA RAZIE”
          Kutuzow- nie wiem czy byłeś kiedyś zakochany lub inaczej-czy jesteś
          zdolny do miłości, wiem że w momencie gdy przestaniesz obliczać co i
          ile, a myśleć intensywnie co zrobić by właśnie ta ZECHCIAŁA być z
          Tobą wtedy to będzie właśnie to. Może więc pora postawić sprawę
          jasno? Chyba że faktycznie masz problem z zdolnością do uczuć
          wyższych;)
    • zamysloneniebo Re: Do blossom_hill, kanał masz panna 16.08.10, 02:31
      No proszę, Blossom ucieszyła się i podziękowała za słowa Triss, jak
      się jej podobały, potem zaczęła czynić próby uciszenia towarzystwa,
      bo o niej się tu nie będzie pisało, ona zabrania. Cóż, potwierdziło
      się, że bardzo wybiórczo przyjmuje do wiadomości posty i, że
      przyszła tu po odpowiedź tylko taką, jakiej oczekiwała, nie po
      opinie ludzi z tego forum.

      A Kutuzow... znalazł sobie temat zastępczy, czym jeszcze bardziej
      obnaża swój problem. Tak jak zauważyła Rumpa, znalazłby czas i
      energię, by podyskutować na swój ulubiony temat, a jak już padają
      niewygodne pytania, to zasłania się tym, że dziewczyna chce, żeby tu
      na ten temat nie pisał. Wcześniej jakoś wypowiadał się na jej temat
      niezbyt przyjemnie.
      Kutuzow, powtarzasz w kółko, że kobiety mężczyzn chcą oskubać z kasy
      (uwaga, to bardzo ważne, z KASY! nie tam z innych, niematerialnych
      dóbr, najważniejsze i najbardziej bolesne, że finansowo mógłbyś
      stracić). Liczą się dla Ciebie może uczucia,emocje, np. bliskość? Z
      uporem maniaka wałkujesz temat finansowych strat, na wyjątek
      rozwodu. Czy w ogóle do niego musi dojść? Według Ciebie należy od
      razu założyć, że się nie uda.
      Poza tym, strasznie generalizujesz. Dziwiłeś się nawet, że kobieta
      napisała, że pieniądze nie są najważniejsze. Jak to, cóż za
      hipokryzja, myślisz, przecież dla kobiet pieniądze są niezwykle
      ważne. Jak na razie, to sorry, ale głównie Ty poruszasz temat
      pieniędzy. Bierzesz w ogóle pod uwagę, że kobieta może mężczyznę
      kochać, szanować, być z nim dla wartości (ok, korzyści) innego
      rodzaju?
      Skąd u Ciebie taki negatywny stosunek do kobiet? Zastanawiałeś się
      kiedyś nad tym?
      Boisz się zaangażować, bo okazałbyś słabość, straciłbyś kontrolę?
      Musisz przecież trzymać rękę na pulsie, uważać, żeby kobieta Cię
      przypadkiem nie wykorzystała. Musisz być panem sytuacji.
      • kutuzow Prośba 16.08.10, 09:28
        zamysloneniebo napisała:

        "A Kutuzow... znalazł sobie temat zastępczy, czym jeszcze bardziej
        > obnaża swój problem. Tak jak zauważyła Rumpa, znalazłby czas i
        > energię, by podyskutować na swój ulubiony temat, a jak już padają
        > niewygodne pytania, to zasłania się tym, że dziewczyna chce, żeby
        tu
        > na ten temat nie pisał. Wcześniej jakoś wypowiadał się na jej
        temat
        > niezbyt przyjemnie."

        Po pierwsze gdybym miał problemy z odpowiedzią na pytania, po prostu
        bym się nie przyznawał tutaj iz jestem (drugą) stroną w tej sytuacji.
        Po drugie pisałem do momentu aż moja dziewczyna poprosiła mnie żebym
        przestał wypowiadać się na ten nasz temat. Na inne tematy
        wypowiadałem się tutaj na forum nie raz i nadal będę. Tak ciężko Ci
        to zrozumieć, że staram się (raz wdałem się tutaj w polemikę z Rumpa
        i użyłem znów przykładu z naszego poletka) uszanować jej prośbę?

        Mam prośbę, ponieważ nie będę pisał w tym watku na nic co jest
        związane z tematem mnie i Blossom_Hill, jeśli chcesz pogadać o
        innych sprawach -zapraszam do wątku który założyłem.

        Tam także odpowiedziałem Ci na poruszone przez Ciebie kwestie
        finansowe.
        • zamysloneniebo Re: Prośba 16.08.10, 21:16
          > Po pierwsze gdybym miał problemy z odpowiedzią na pytania, po
          prostu
          > bym się nie przyznawał tutaj iz jestem (drugą) stroną w tej
          sytuacji.
          > Po drugie pisałem do momentu aż moja dziewczyna poprosiła mnie
          żebym
          > przestał wypowiadać się na ten nasz temat.

          Widzisz, gdybyś przewidział, że będą padały niewygodne pytania,
          kierowane do Ciebie, to może byś się nie przyznał. Zrobiłeś to. Nie
          zauważyłam jednak, żebyś nie miał problemów z odpowiedzią na
          pytania, ponieważ bardzo szybko zmieniłeś temat i wdałeś się chętnie
          w dyskusję (swoją drogą, nie prowadzi ona do niczego, jak widać) na
          temat kwestii finansowych w małżeństwie.
          Cóż, Twoja dziewczyna sama przedstawiła tu Wasz problem (a właściwie
          tylko jej problem), Ty dołożyłeś swoje, więc zostały tu
          przedstawione opinie na temat tej sprawy. OK, rozumiem, zmieniła
          zdanie, bo przestraszyła się tego, że potwierdza się to, że jej nie
          kochasz. Zaczęła się wycofywać już po chwili, bo nie chce czytać tej
          prawdy. Weź tylko pod uwagę, że sami to wywołaliście (najpierw ona).

          A czy dziewczyna zabroniła Ci też pisać tu o Tobie samym? Szczerze
          mówiąc, wątpię. Żaden z partnerów tak naprawdę nie ma takiego prawa.
          Gdybyś się zdecydował, chętnie dowiem się, jakie są Twoje
          przemyślenia w pewnej kwestii.

          Pozdrawiam.

          • kutuzow Re: Prośba 16.08.10, 21:35
            " Widzisz, gdybyś przewidział, że będą padały niewygodne pytania,
            > kierowane do Ciebie, to może byś się nie przyznał"

            Jak już zauważyłaś zapewne z innych wątków ja ogólnie taki
            zalękniony jestem i staram się o sobie nie pisać ;-)
            ... a już po pierwszym ciężkim pytaniu znikam na długie miesiące z
            forum, aż wszyscy zapomną.

            "A czy dziewczyna zabroniła Ci też pisać tu o Tobie samym?"

            - nie zabroniła, lecz ja nie mam takiej potrzeby. W końcu i tak
            znalazło się tyle osób które wiedza lepiej jaki jestem, że nie ma
            sensu pisac jak jest na prawdę. Po co niszczyć obraz stworzony przez
            domorosłych psychologów (vide post Inni wiedzą lepiej).
            • zamysloneniebo Re: Prośba 17.08.10, 00:42
              > Jak już zauważyłaś zapewne z innych wątków ja ogólnie taki
              > zalękniony jestem i staram się o sobie nie pisać ;-)
              > ... a już po pierwszym ciężkim pytaniu znikam na długie miesiące z
              > forum, aż wszyscy zapomną.
              >

              Przedstawiasz to w sposób przerysowany i żartobliwie, ale niestety,
              może nie uciekasz na długie miesiące (bo po co tracić rozrywkę, w
              postaci udzielania się na forum), ale odwracasz kota ogonem i
              konsekwentnie unikasz odpowiedzi na pewne pytania, czyż nie? ;-)

              > - nie zabroniła, lecz ja nie mam takiej potrzeby. W końcu i tak
              > znalazło się tyle osób które wiedza lepiej jaki jestem, że nie ma
              > sensu pisac jak jest na prawdę. Po co niszczyć obraz stworzony
              przez
              > domorosłych psychologów (vide post Inni wiedzą lepiej).

              Widzisz, sam masz wpływ na to, co sądzą o Tobie ludzie.
              Przedstawiasz się w określony sposób na forum, skupiasz się na
              pewnych kwestiach, a inne pomijasz, co skłania do wyciągania takich,
              a nie innych wniosków na Twój temat. Gdybyś zechciał wyjaśnić pewne
              kwestie, może ktoś zobaczyłby, że się pomylił w ocenie Twojej osoby,
              jednak Ty i tego unikasz, a więc dajesz kolejne dowody na to, że
              masz określone problemy.

              Możesz oczywiście stwierdzić, że nie obchodzi Cię to, co myślą o
              Tobie inni, masz do tego prawo, ale pytanie, czy naprawdę Cię to w
              ogóle nie obchodzi i czy nie warto czasem zastanowić się, czy nie ma
              choćby odrobiny prawdy w tym, co na nasz temat sądzą inni...
              Poza tym, czy naprawdę Twoje problemy nie przeszkadzają Ci w życiu?
              Rozumiem, skonstruowałeś sobie świat, w który wplecione są te
              problemy, wszystko fukncjonuje w porządku, bo... w ogóle
              funkcjonuje. Tylko czy to jest zdrowe... to jest pytanie.

              • kutuzow Re: Prośba 17.08.10, 01:23
                zamysloneniebo napisała:

                "ale odwracasz kota ogonem i konsekwentnie unikasz odpowiedzi na
                pewne pytania, czyż nie? ;-)"

                - obiecałem Blossom że nie będę ciągnąl niczego co się wiąze
                z "naszym" wątkiem - także na takie pytania nie odpowiadam. Na inne -
                nie ma problemu. Poza tym moje odczucie bardzo dobrze ujeła Sisi w
                tej wypowiedzi:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115012953,115102196,Swietny_ten_watek.html


                "Widzisz, sam masz wpływ na to, co sądzą o Tobie ludzie."

                -prosze, chyba żartujesz. Jeśli coś przedstawiam/dyskutuje to raczej
                nad jakimś problemem. To jak dużo jest warte zdanie innych możesz
                najlepiej zaobserwować w tym wątku:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115238076,115238076,za_bardzo_macho_.html

                - na podstawie dwóch zdań autorki posta kilkadziesiąt osób zrobiło
                wnikliwą analizę jej chłopaka.

                "czy naprawdę Cię to w ogóle nie obchodzi i czy nie warto czasem
                zastanowić się, czy nie ma choćby odrobiny prawdy w tym, co na nasz
                temat sądzą inni..."

                uwierz mi -nie warto, choćby dla tego że 95% tych tekstów to brednie.
                (nie ukrywam że moim osobistym nr 1 są teksty Rumpy które mnie
                rozgryzła tak że, aż jestem w szoku po prostu i do tej pory się nie
                pozbierałem ;-)

                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115304942,115322906,inni_wiedza_lepiej.html
                • rumpa Re: Prośba 17.08.10, 18:23
                  odwracasz kota ogonem i tyle
                  i to absurdalnie
                  napisałam ci co o tym sądzę,odpisałam na post co starannie pominąłeś.
                  bo nie pasuje do wywodu?
                  nie chodzi mi o fragment z manierami ale gentelman potrafi wybrnąć i z
                  bardziej kłopotliwych sytuacji :)))
                • aandzia43 Re: Prośba 23.08.10, 02:29
                  > "czy naprawdę Cię to w ogóle nie obchodzi i czy nie warto czasem
                  > zastanowić się, czy nie ma choćby odrobiny prawdy w tym, co na nasz
                  > temat sądzą inni..."
                  >
                  > uwierz mi -nie warto, choćby dla tego że 95% tych tekstów to brednie.

                  Aż 95%?! Nadspodziewanie dużo, jak na niegłupie w sumie forum, nie sądzisz? Chce
                  ci się jeszcze tu tracić czas? Ja bym olała je i udała się spędzać czas w
                  bardziej godnym mnie towarzystwie;-) Wiesz, mocno bym się zastanowiła, gdyby mi
                  taki procent uczestników szanowanego przeze mnie grona coś sugerowało. No ale ja
                  jestem nastawiona również na przyswajanie, nie tylko na ględzenie w ramach
                  swoich wyślizganych ścieżek (choć to też lubię nadzwyczaj;-)
                  • sisi_kecz Re: Hill-ka i kutuzow :) 23.08.10, 13:22
                    Kurka wodna, macie chyba ponad tysiąc wpisów w Waszych trzech
                    wątkach- ogromna jest potrzeba zaglądactwa i mentorstwa w narodzie.
                    A skoro sami wystawiacie sie na pokaz, to może jakiś biznes na tym
                    zróbcie?

                    chociażby blog o Waszym "układzie"- na reklamach mogłoby trochę
                    kaski wpłynąć ;)

                    duze pozdro!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka