Dodaj do ulubionych

zdradzona czy nie zdradzona

04.09.10, 15:14
Piszę po raz pierwszy ale czytuję regularnie od dłuzszego czasu. Bardzo cenne okazały sie dla mnie
rady dla innych, a które i ja w praktyce wykorzystałam. Jednak teraz mam problem i chciałabym
wsparcia od Was szanowni forumowicze. Jestem mężatką z długoletnim stażem. Z seksem
wszystko u nas ok, tzn tak myślałam do przedwczoraj kiedy dorwałam męża komórkę. Nie
wytrzymałam, ciagle cos pisał więc postanowiłam mu ją zabrac. Oczywiście wyrwał z ręki ale
ponownie udało mi sie ją przejąc. Tak oto doznałam olśnienia. Sms-y do dziwek, telefony,
oczywiscie tylko z ostatnich dwóch dni, starsze usunięte. To co przechodzę jest nie do opisania.
Mięśnie mnie palą jak ogień, w ciagu dwuch dni schudłam 3 kg. Miał wszystko, nigdy nie
odmawiałam seksu ( niezwykle żadko w wyjatkowych sytuacjach), sama lubię dobre
bzykanko.Nigdy nie sprawdzałam komórek ma ich 3, nie mamy wspólnego konta, nie
kontrolowałam, miałam pełne zaufanie. Nawet nie odbierałam telefonów jak ktoś do męża dzwonił.
Ja pracuję zawodowo i zajmuję się domem , mąż ma firmę dobrze prosperującą, nigdy nie myślałam,
że brakuje mu czegoś. Zawsze zapewniał mnie, że mnie kocha i tak też to odczuwałam. Moje
uczucia zawsze były bardzo szczere, wiedzał o tym. Najstarszy syn potwierdził, że zauważył ok 3 m-
ce temu dziwne kontakty w telefonie. Czytajac te sms-y myślałam, że zwariuję, propozycje godzin
spotkań, prosby o zniżki a on mi mówi, że nigdy nie miał z żadną kontaktu seksualnego tylko tak
sms-ował i ew. dzwonił. Czy to możliwe, żeby tylko tak wirtualnie flirtował. Przenigdy bym nie
myślała, że potrafi tak mnie skrzywdzic. Nadmienię, że naprawdę nic mi nie brakuję. Mały biust mam
to fakt tzn. worki po cyckach (macierzyństwo), ale jestem szczupła, atrakcyjna( tzn. widzę
spojrzenia facetów na ulicy ). Moje zaptytanie brzmi:
czy to możliwe aby tylko flirtował wirtualnie.
Z góry dziekuję za wszystkie odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • mujer_bonita Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 15:54
      blu_blue napisała:
      > Czytajac te sms-y myślałam, że zwariuję, propozycje godzin
      > spotkań, prosby o zniżki a on mi mówi, że nigdy nie miał z żadną kontaktu seksu
      > alnego tylko tak
      (...)
      > czy to możliwe aby tylko flirtował wirtualnie.

      Te zniżki to na wirtualny flirt miały być? Jeżeli tak to frajer bo do tego chętną za darmo znaleźć trudno nie jest ;)
    • megan.margaritka Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 15:59
      przykro że to pisze ale swoje już też w życiu przezyłam,dlatego traktuję ich
      przedmiotowo..oczywiście że cię zdradza,nie bądź naiwna.A to że mu nigdy niczego wg ciebie nie
      brakowało o niczym nie świadczy,widocznie on potrzebuje silniejszych doznań,ja już nie wierzę w
      wierność,tego już nie ma,to mit.
    • gacusia1 Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 16:14
      Nie miej zludzen...Przepraszam ale w takim wypadku wmawianie sobie,ze maz tylko wirtualnie
      zdradzal to glupota. Facet przylapany na zdradzie wyprze sie wszystkiego...tak jak maz mojej
      znajomej,ktory przylapany z kochanka w lozku wmawial zonie,ze przeciez tu nikogo nie ma i ze ona
      ma jakies urojenia...
      • m00nlight Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 20:39

        Ta, złapiesz takiego na babie to Ci wmowi że to nie on ^^ pewnie się bidulka
        zakrztusiła i musial jej życie ratować przez dopompowanie.

        Taka prawda, każd normalny facet się wyprze. Ten co sie przyzna to nie facet, bo
        nie ma jaj żeby sam się uporać z problemem, woli 'ciężar' zrzucić na żonę, na
        zasadzie: przyznalem sie rob z tym co chcesz.
        • sisi_kecz Normalny facet sie wyprze, bo co? 05.09.10, 20:39
          każd normalny facet się wyprze. Ten co sie przyzna to nie facet, bo
          > nie ma jaj żeby sam się uporać z problemem, woli 'ciężar' zrzucić na żonę, na
          > zasadzie: przyznalem sie rob z tym co chcesz.

          weź mi to wytłumacz.

          Na przykładzie tego rekordzisty, co pisała gacusia:

          żona weszła, gość bara bara z kochanką w łóżku i mówi do żony: "wydaje Ci sie skarbie że Cie
          zdradzam, tu nikogo nie ma oprócz nas. Jak sie uspokoisz to pojedziemy do lekarza, da Ci jakieś
          proszki, nie martw sie, pomogę Ci w Twoim problemie."

          To jest prawdziwy, normalny facet, bo nie zrzuca na żonę ciężaru swojej zdrady?
          On wmawia jej urojenia i robi z niej psychiczną, a jak mu sie to uda, to zachowa sie jak prawdziwy
          men, bo żonie będzie lżej się żyło z myślą, że jest wariatką, niż z myslą- mąż to kawał ch.ja?

          To jakieś karkołomne bzdety natchnionej sajkologii, z kręgu: żaden człowiek nie jest w środku zły,
          złym widzi go tylko otaczający świat.

          duze pozdro!!!
    • ore.ona Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 20:03
      Zdradzona czy nie zdradzona?
      To jest dla Ciebie najważniejsze pytanie.
      Pewnie zdradzona jak imo pozostałe 90% kobiet w związkach:)
      Nie wiem czy jest sens dociekać tego. Myślę że powinnaś skoncentrować się na tym jaki właściwie
      jest Twój mąż oraz czy wszedł w romans, czy notorycznie Cię zdradza, czy też zdarzyło mu się
      urozmaicić długie pożycie małżeńskie. Sama nie przejmuj się, nie zadręczaj a jego krótko i
      konkretnie:) Jeżeli masz do niego tylko takie zastrzeżenia to może nie ma sensu robić z tego
      tragedii. Większość mężczyzn piszących tu, opisuje swoje męki monogamicznego związku i
      pozytywne uczucia do żon. Pozostaje brać no to poprawkę, cieszyć się uczuciem jeśli jest w
      związku i mieć oko na ewentualny romans.
      • gravedigger1 Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 14:04
        ore.ona napisała:

        > Pewnie zdradzona jak imo pozostałe 90% kobiet w związkach:)

        Twoje "imo" ma ciekawe dane:)
    • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 20:32
      Khem, z punktu widzenia nawet domorosłej ekonomii zniżek raczej nie negocjuje
      się w handlu detalicznym :)
    • m00nlight 'Flirtował wirtualnie' z dziwkami? E? 04.09.10, 20:34

      No sorry, one z tego żyją a za esemesy z propozycjami godzin spotkań raczej się
      nie płaci..

      Ja myślę że Ty sama dobrze wiesz, co jest grane, tylko najwyraźniej bardzo nie
      chcesz tego przyjąć do wiadomości, i wciąż masz nadzieję.

      Niestety...

      To naturalne że teraz jesteś w szoku, takie 'supernewsy' zwykle spadaj jak grom
      z jasnego nieba i okazuje się że żyliśmy x-lat w iluzji... spójrz na to z tej
      strony że właśnie masz szansę zmienić coś w swoim życiu, zmienić na lepsze,
      rozwinąć się, wzbogacić. Zajmij się sobą, a niewiernego olej.

      Współczuję serdecznie i życzę szybkiego pozbierania się i wyjścia na prostą.
    • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 22:24
      dziwne bo dziwki sie nie targuja, alfons powie ile i koniec, chyba ze odejmuja
      od swojej czesci. Poza tym z dziwkami sie nie sms-uje o niczym innym niz na
      ktora godzine jest wolna.

      Chyba ze jakas cichodajka.

      Imo Cie zdradzil, 100%, nawet jezeli jest dziwka ktora sie smsami targuje to
      przeciez nie targuje sie na pierwsze ruchanie, nie? Rob jak uwazasz, ja bym
      takiemu podziekowal za wspolprace. Jak papierow nie podpisywalas to koles jest
      idiota a Ty masz utrzymanie za free.
      • rumpa Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 22:54
        Jak papierow nie podpisywalas to koles jest
        > idiota a Ty masz utrzymanie za free.

        Znaczy problem tylko że tak powiem, intelektualny?
        a on nie jest męska kurew?
        i nie trza zawołac paru łysych ABS-ów co by pana z manelami wystawili przez balkon?
        A jak mu z liscia strzelą to sie pewnie i przyzna, bo jak tak bez ząbków na panienki?

        :)))
        • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 04.09.10, 23:33
          rumpa napisała:

          > Znaczy problem tylko że tak powiem, intelektualny?
          > a on nie jest męska kurew?
          > i nie trza zawołac paru łysych ABS-ów co by pana z manelami wystawili przez bal
          > kon?
          > A jak mu z liscia strzelą to sie pewnie i przyzna, bo jak tak bez ząbków na pan
          > ienki?
          >
          > :)))

          on jest meska kurew to chyba oczywiste ;)

          w morde na pewno mu dala zaraz po tym jak obejzala smski

          wiecej nie mozna bo prawo surowo zabrania, sam tez wiecej nigdy nie dalem niz
          otrzezwiajacy lisc na twarz zdziwionej ksiezniczki, chyba pisalem

          kaman rumpa, przynajmniej nie Ty z tymi durnymi tekstami, badz madrzejsza od
          sisi_kecz ;)
        • tomek_abc99 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 00:12
          a wczesniej wykastrować we snie...tak?
          • rumpa Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 13:09
            eee tam, nasz kochany kolega bardzo się przejmuje takimi akcjami w wykonaniu kobiet i nie żałuje potu
            i energii na wychowywanie zrogaczonych mężów.
            Pare pań tutaj odczuwa pewną - nierównowagę - jeśli chodzi o reakcje :)))
            a porady żywcem wziete z kolegi :)))
      • gravedigger1 Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 14:05
        ditchdoc napisał:

        > Imo Cie zdradzil, 100%,

        Na 100% to możemy tylko powiedzieć, że każdy z nas umrze...
    • edypia111 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 08:44
      To, co robił Twój mąż, nie da się określić wirtualnym flirtem. On się umawiał i dogadywał szczegóły transakcji, to nie ma z flirtem nic wspólnego.
      I tak. Zdradził Cię. Nie wiem czy jest tu ktokolwiek, kto ma wątpliwości.
      • blu_blue Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 12:33
        Dziękuję wszystkim za trzezwą ocenę mojej sytuacji. Też tak od początku
        myślałam, że zdradził i to pewnie nie raz, jednak chciałam się pocieszyć
        Oczywiście w mordę po przeczytaniu sms- ów dostał i nawet nie próbował mi oddać.
        Mam jeszcze zapytanie do ditschoc
        o jakich papierach pisałeś, których to nie powinnam była wcześniej podpisywać? (
        rozdzielność majatkowa, kredyty)
        • lucyliu Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 13:29
          Blue niestety ja też potwierdzę że wg mnie zdradził i to nie raz, ale w tej
          sytuacji w której jesteś na spokojnie sie teraz zastanów co dla Ciebie
          najwazniejsze.. daj sobie trochę czasu np miesiąc, dwa, pół roku i dopiero wtedy
          postanów co zrobisz, przez ten czas na pewno dojdziesz do jakichś wniosków czy
          chcesz czy nie chcesz być już z tym człowiekiem, bo czasem okazuje się że takie
          zdarzenie może przekuć się na coś dobrego, ale to nie reguła. Ten czas poświęć
          m.in. na zbieranie "dowodów winy" bo jeśli zdecydujesz się na rozwód to musisz
          mieć naprawdę twarde papiery żeby dorwać faceta. Możesz jeszcze też tak dac mu
          "popalić" w sensie pokazać co stracił, że będzie naprawdę szczerze żałował tego
          co zrobił. W takich sytuacjach najczęściej jest tak że jak kobieta dowie się,
          następnie zrobi larum i raban to facet czuje się wręcz uspokojony tym że miał
          rację że poszedł w tango, bo ma taką "wstrętną" babę w domu.... Ja bym mu dała
          "popalić" ale w inny dość paskudny i wysublimowany sposób, "oko za oko ząb za
          ząb" niech przećwiczy na swojej skórze jak można się fatalnie poczuć po takim
          "odkryciu", wtedy zrozumie jak "to działa", a potem konsekwentnie postępuj wg
          własnego uznania i samopoczucia.
          • errare_humanum_est Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 16:49
            lucyliu napisała:

            > najwazniejsze.. daj sobie trochę czasu np miesiąc, dwa, pół roku i dopiero wtedy
            > postanów co zrobisz, przez ten czas na pewno dojdziesz do jakichś wniosków czy
            > chcesz czy nie chcesz być już z tym człowiekiem, bo czasem okazuje się że takie
            > zdarzenie może przekuć się na coś dobrego, ale to nie reguła.

            Chcę tylko zauważyć, że jeżeli przez ten czas będą ze sobą mieszkać i podtrzymywać "więź psychiczną, fizyczną i gospodarczą" to może być wzięte przez sąd jako dowód że ona mu wybaczyła i wtedy uzyskanie rozwodu z orzeczeniem winy może być cokolwiek utrudnione.
            • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:23
              > gospodarczą" to może być wzięte przez sąd jako dowód
              Errate, zadziałałeś coś ostatnio w tym temacie czy może przegapiłem jakieś 'wieści z frontu'? :)
              • errare_humanum_est Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 13:55
                songo3000 napisał:

                > > gospodarczą" to może być wzięte przez sąd jako dowód
                > Errate, zadziałałeś coś ostatnio w tym temacie czy może przegapiłem jakieś 'wie
                > ści z frontu'? :)

                W temacie działam, wieści z frontu będą jak będę miał o czymś konkretnym napisać, ale to co napisałem powyżej to niestety z mojej autopsji :(
            • lucyliu Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 21:12
              Nie do końca tak jest, bo ważne są też oświadczenia stron, jeśli sąd na ich
              podstawie ustali że oprócz faktu zamieszkiwania razem wszystko szlag trafił to
              rozwód i tak będzie.
              • errare_humanum_est Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 13:52
                lucyliu napisała:
                > Nie do końca tak jest, bo ważne są też oświadczenia stron, jeśli sąd na ich
                > podstawie ustali że oprócz faktu zamieszkiwania razem wszystko szlag trafił to
                > rozwód i tak będzie.

                Rozwód dostaną, oczywiście. Jeżeli obie strony tego chcą to sąd nie będzie wnikać tylko przyklepie sprawę, no chyba że będą faktycznie jakieś mocne powody przeciwko, np. te wymienione w stosownych przepisach.
                Mi chodzi tylko o orzeczenie winy: jak napisałem, fakt dalszego zamieszkiwania razem może takie orzeczenie mocno utrudnić.
          • gravedigger1 Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 13:58
            lucyliu napisała:

            > Ja bym mu dała
            > "popalić" ale w inny dość paskudny i wysublimowany sposób, "oko za oko ząb za
            > ząb" niech przećwiczy na swojej skórze jak można się fatalnie poczuć po takim
            > "odkryciu", wtedy zrozumie jak "to działa",

            Jeżeli ktoś stosuje takie metody w stosunku do partnera, to oznacza, że jedynym rozsądnym wyjściem jest szybkie rozstanie. Po co męczyć się, podsycać w sobie chęć zemsty, nienawiść i psuć sobie żółć?
            • sisi_kecz Przejście sytuacji traumatycznej 08.09.10, 15:07
              Lucy zameldowała co u niej słychać, ale wymeldowała sie z pisania, mam nadzieję ze jednak odpowie, a sisi wrzuci tylko mały wkręt "w tzw. międzyczasie" ;)

              Wszystko, co sie przeżywa w wyniku znalezienia sie w sytuacji traumatycznej jest pewnym schematem opisanym w psychologii. Nie znam sie, ale podobnie jak przy np. śmierci członka rodziny, tak i tutaj przechodzi sie kolejne etapy.
              Szok, rozpacz,wyparcie, zanegowanie, agresja, odreagowanie, próba znalezienia wyjścia, rezygnacja, depresja, światełko w tunelu, zmierzenie sie z faktami, pogodzenie sie z faktami, wyciszenie, odzyskanie spokoju, równowaga, itp....
              Sajkolodzy mówią, że jak sie jakiś etap pominie i nie przepracuje, to sie człowiek nie otrząśnie i będzie w tym nierozliczeniu tkwił latami.

              Ona tych metod nie stosuje na partnerze, ona je stosuje jako samoobronę dla swojej duszy.
              Mówię jako kobieta i osoba, która to przeszła.

              duze pozdro!!!
              • sisi_kecz Re: Przejście sytuacji traumatycznej 08.09.10, 15:11
                porąbało mnie z tą lucy, sorry
                oczywiście, Autorka wątku to: blu_blue.

                (muszę zwiększyć dawkę prochów;)
        • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 15:57
          blu_blue napisała:

          > Oczywiście w mordę po przeczytaniu sms- ów dostał i nawet nie próbował mi oddać
          > .
          > Mam jeszcze zapytanie do ditschoc
          > o jakich papierach pisałeś, których to nie powinnam była wcześniej podpisywać?
          > (
          > rozdzielność majatkowa, kredyty)

          widzisz jak ja dalem w pysk kobiecie ktora mnie zdradzila to zostałem wyzwany od
          chujow, prostakow i chamow...

          tak chodzilo mi o intercyze, rozdzielnosc, nieruchomosci itd. Jak sie nie
          zabezpieczyl i zakrecil taki numer to biezesz polowe + alimenty do usranej
          smierci albo momentu wstapienia w nowy zwiazek ;)
          • blu_blue Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:07
            Rozdzielności majatkowej nie mamy, gorzej z kredytami. Mąz prowadząc firmę zaciągał kredyty i ja
            jako współmałżonka równiez podpisywałam je. Ma sporo nieruchomości zarówno prywatnych jak i
            zakupionych na firmę przy tym niektóre obciążone kredytem lub hipoteką.
            • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 18:19
              blu_blue napisała:

              > Rozdzielności majatkowej nie mamy, gorzej z kredytami. Mąz prowadząc firmę zaci
              > ągał kredyty i ja
              > jako współmałżonka równiez podpisywałam je. Ma sporo nieruchomości zarówno pryw
              > atnych jak i
              > zakupionych na firmę przy tym niektóre obciążone kredytem lub hipoteką.

              nie wiem czy sie zdecydowalas

              ale najlepiej z prawnikiem o tym gadaj. Wiem ze bywaja problemy z odtworzeniem
              sms'ow, nie techniczne tylko sad sie czasem nie zgadza a dowod jest raczej
              znaczacy.
          • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:25
            > chujow, prostakow i chamow...
            O masz, a ja jako jedyny sprawiedliwy i bez grzechu nigdy bym Cię od chujów nie wyzwał... bo na Chuja to trzeba sobie zasłużyć :DDD
            • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 18:20
              songo3000 napisał:

              > O masz, a ja jako jedyny sprawiedliwy i bez grzechu nigdy bym Cię od chujów nie
              > wyzwał... bo na Chuja to trzeba sobie zasłużyć :DDD
              >

              nie szkodzi ;)
              i tak to tylko przez monitor ;)
              • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 20:12
                Nooo, teraz wchodzą 3D, niedługo 4D, 5D, itD... Trzeba będzie uważać ;)))
                • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 21:06
                  songo3000 napisał:

                  > Nooo, teraz wchodzą 3D, niedługo 4D, 5D, itD... Trzeba będzie uważać ;)))
                  >

                  tak do 11D az w koncu dojrzymy do prawdy o teorii strun
    • potwor_z_piccadilly Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:13
      Pierwsze.
      - Popelnilas blad wciagajac w te sprawe syna. Od tego rodzaju spraw potomstwo
      trzeba trzymac z daleka.
      Drugie.
      - Jeszcze w latach miedzywojennych w wiekszosci miast a nawet w malych
      miasteczkach byly burdele. Byly, bo faceci nagminnie zdradzali swoje zony.
      Zdradzali bo taka maja nature zapisana w genach. Jesli byli lub sa jacys ktorzy
      nie zdradzali, lub dzis nie zdradzaja, robili to/ robia w fantazjach. Tego nikt
      nie zmieni. Dzis mamy media i wielu w duszy niewiernych odranicza sie do zdrad
      wirtualnych, bo toi wygodniej i taniej.
      W waszym przypadku jest podobnie. Facetowi przyszla ochota sie wystrzelac.
      Pewnie Cie zdradzil, lecz zastanow sie co to zmienia. Przeciez wraca do domu,
      szanuje Cie, pewno nawet kocha i generalnie nie ma zamiaru zmieniac na powaznie
      nic w Waszym zyciu. Pomysl czy dla przyszlej pogodnej starosci nie warto
      potraktowac szalenstw wieku sredniego twierdzeniem " to nie mydlo i sie nie
      wymydli ". Cos za cos. Takie zycie.
      Na koniec drugiego apel. Najwazniejszy jest spokoj. Wycisz sie i na spokojnie
      rozwaz wszystkie za i przeciw, bo czesto zdrada jednej strony bywa korzystna dla
      zdradzanej. Zdradzajacy powodowany wyrzutami sumienia moze starac sie jakos
      wynagrodzic zdradzanemu krzywdy.
      Trzecie.
      Tu przysram Twojemu facetowi. Napisalas ze prowadzi intratny interes. Jesli tak,
      to targowanie sie z dziwkami jest wypisz, wymaluj gownolepstwem. Dochodzi do
      tego jeszcze naiwna nieostroznosc. Gosc widocznie lekce sobie wazy zasade " co
      oczy nie widza tego sercu nie zal ", Swawolny Dyzio, psia krew. Tak po prawdzie
      czy jest Dyziem, czy nie, Ty ocenisz, znasz go lepiej.
      • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:33
        > to targowanie sie z dziwkami jest wypisz, wymaluj gownolepstwem.
        Nie no, sorry, Bonda się naoglądałeś. To czy ktoś jest czy tylko wydaje mu się, że jest biznesmenem nie zależy od wolumenu obracanych pieniędzy tylko od umiejętności i praktycznie stylu całego życia. Właśnie takie podejście: złapałem trochę kasy to tera sram nią w Juracie jest synonimem 'słomy z pantofli' ('włoskiej' firmy Gino Rossi zapewne ;)

        Jest to więc naturalne, że pan biznesmen negocjując hurtowe zamówienie starał się uzyskać jak najkorzystniejszy rabat :DDDD
        • ciezka_cholera Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:43
          "moja" prostytutka opowiadala mojemu mezowi anegdote, jak to klient z Turcji
          proponowal jej 1/6 stawki twierdzac, ze mu wystarczy 10 minut :-D
          • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:57
            A co, nie miał racji? :DDD
            • ciezka_cholera Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 18:00
              tego sie nigdy nie dowiemy, bo go nie przyjela, a przeciez niewykluczone, ze
              facet by zdarzyl. Moglaby nastawic timer :-)
        • potwor_z_piccadilly Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:49
          Rozgranicz sprawy biznesowe od zyciowych.
          Pamietaj tez ze " nie stac nas na rzeczy tanie". W tym przypadku wytargowana
          dziwka moze sie odwdzieczyc rzezaczka.
          • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:56
            Prostytutka. Dziwki są za darmo i nikt ich nie chce z powodu charakteru.
            • potwor_z_piccadilly Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 18:18
              Jak zawal, tak zwal.
              Wybacz, lecz ze wzgledu na fakt ze nie korzystam, terminologia jest mi nie znama.
              Znam natomiast mentalnosc wiekszosci naszych menow. Mianowicie, gowno by spod
              siebie zjedli, byleby bylo taniej. Boja sie jak diabel swieconej wody prawidla
              ze biznesy sa od zarabiania pieniedzy a pieniadze od wydawania.
              Tyle.
      • lucyliu Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 21:22
        "W waszym przypadku jest podobnie. Facetowi przyszla ochota sie wystrzelac.
        Pewnie Cie zdradzil, lecz zastanow sie co to zmienia. Przeciez wraca do domu,
        szanuje Cie, pewno nawet kocha i generalnie nie ma zamiaru zmieniac na powaznie
        nic w Waszym zyciu. Pomysl czy dla przyszlej pogodnej starosci nie warto
        potraktowac szalenstw wieku sredniego twierdzeniem " to nie mydlo i sie nie
        wymydli ". Cos za cos. Takie zycie."
        Mądre słowa, chociaż dla wielu kobiet gorzka prawda...Przykładem dla mnie jest pewne małżeństwo które obchodziło niedawno 70-lecie pożycia małżeńskiego, pan ma ok. 95 lat, pani chyba 91, pogodni staruszkowie...Mama opowiadała mi o tym fakcie i wspomniała też że jak byli "piękni" i "młodzi" to Pan chodził "szeroko" i miał kobiety na boku, a teraz... idą sobie pod rękę do kościoła... Niesamowite....
        • sisi_kecz Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 21:33
          Przykładem dla mnie jest pewne małżeństwo które obchodziło niedawno 70-lecie pożycia
          małżeńskiego, pan ma ok. 95 lat, pani chyba 91, pogodni staruszkowie...Mama opowiadała mi o
          tym fakcie i wspomniała też że jak byli "piękni" i "młodzi" to Pan chodził "szeroko"
          > i miał kobiety na boku, a teraz... idą sobie pod rękę do kościoła... Niesamowite....

          taaa, niesamowite jacy dobrani konformiści ;)

          Co tu podziwiać?
          że babcia godziła sie na renomę "szeroko zdradzanej" i wysokie ryzyko zapadnięcia na kiłę?
          że dziadek, kiedy po swawolnych hulankach z wiekiem laska mu opadła uczepił sie pełnego koryta i
          darmowej pielegniarki?
          że ktoś stawia ich za wzór dobrych życiowych wyborów?
          podziwiać, naprawdę niesamowite!

          duze pozdro!!!
          • lucyliu Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 23:56
            Nie za wzór tylko jako przykład dziwnych losów ludzkich, jak to czasem w życiu bywa, czasami trzeba przeczekać sztorm i huragany a potem wszystko sobie spokojnie płynie.. Dla mnie to niesamowite, że pomimo pewnych faktów obecnie ta para jest od iluś tam lat zgodnym i pogodnym małżeństwem.
    • ciezka_cholera Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 17:41
      teza jakoby dobra i nieodmawiajaca, a do tego jeszcze urodziwa zona nie moglabyc
      zdradzona jest szkodliwym mitem. Szkodliwym poniewaz nawet w tak ewidentnej
      sytuacji, jak Twoja, zdradzona kobieta sama jeszcze sobie doklada cegielke w
      postaci wnikliwej analizy, co tez ona uczynila zle. To Twoj maz postapil zle,
      nie Ty. Postaraj sie nie zadreczac.
      Pozdrawiam i zycze duzo sily i rozwagi.
    • yulija Re: zdradzona czy nie zdradzona 05.09.10, 20:11
      Nie to niemożliwe i nie wmawiaj sobie, że tak było.... Przykro mi, bo pewnie
      oczekiwałaś, że potwierdzimy jego wersję...

      Zrobisz z tym, co będziesz uważała za słuszne, ale nie pocieszaj się bajeczkami...
    • sisi_kecz Nie ma róży bez ognia; 05.09.10, 21:04

      Piszę po raz pierwszy ale czytuję regularnie od dłuzszego czasu. Bardzo cenne o
      > kazały sie dla mnie rady dla innych, a które i ja w praktyce wykorzystałam. Jednak teraz mam
      problem i chciałabym wsparcia od Was szanowni forumowicze. Jestem mężatką z długoletnim
      stażem. Z seksem wszystko u nas ok, tzn tak myślałam

      czyli jak?
      czytujesz regularnie,
      rady dla innych wykorzystałaś,
      teraz masz problem,
      seks ok z tego co wiesz.

      do czego te rady wczesniej, skoro ok. było wg Ciebie i dopiero teraz masz problem?

      duze pozdro!!!
      • potwor_z_piccadilly Re: Nie ma róży bez ognia; 05.09.10, 22:40
        Sisi.
        Bojowa z Ciebie kobieta, oj bojowa. Uwazaj jednak by nie przegiac. Uroda
        przeminie a zyc trzeba jeszcze dziesiatki lat. Dzis drwisz z ludzi starych ze
        byli ugodowi. Jutro byc moze zrozumiesz ze to ugodowosc to wpisana w nasze zycie
        koniecznosc kompromisow. Spytasz dlaczego kompromisy sa konieczne. Ano dlatego
        ze raj na tej ziemi skonczyl sie z chwila wygnania z niego adama i ewy.
        • sisi_kecz Re: Nie ma róży bez ognia; 05.09.10, 23:33
          Ugodowość i kompromis okey, ale do pewnych granic, i u każdego są to inne granice.

          Akceptacja, że mąż będzie łaził na baby, i to tak aby cala okolica latami miała o czym plotkować- dla
          kogoś to rozsądny kompromis, bo ten mąż przynosi pieniążki na chlebek, nie chce sie rozwieść i
          można wystroić sie do kościółka, by wkroczyć z nim pod rękę w niedzielę.
          A dla kogoś innego to poniżające przystanie na odgrywanie fasady małżeństwa, w którym nie
          szanowana jest podstawowa wartość przysięgana w sakramencie małżeństwa, w tym samym
          kościółku.

          Erzac, nie małżeństwo- popłuczyny z życia, które chcesz mi tu panie potworu, wcisnąć jako
          rozsądny i jedynie słuszny wybór w otaczającym dzikim i bezwzględnym świecie?
          Przecież nad grobem nie powiesz sobie nawet wtedy: "Żyłem", bo to była wegetacja.

          I ja tu nic nie sugeruję Autorce wątku, są inne czasy, ostracyzm społeczny jej nie grozi, grożą jej
          pozaciągane kredyty- wiec zupełnie innymi kryteriami musi sie kierować- ale na pewno w sytuacji
          zawiedzionego zaufania, nie musi być lojalna wobec partnera- on swoim czynem zwolnił ją z tego
          obowiązku i zakończył myślenie "MY".

          duze pozdro!!!
          --
          Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
          Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
          by Cejrowski
    • maracooja Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 01:12
      Zdradzał, aż furczało. Teraz ma pewnie mu się pod d.u.p.ą pali, bo nie wie, jak to rozegrasz.
      Współczuję tak czy owak...
      Tylko nie daj sobie samej wmówić, że to nic. Że wybaczysz i będzie jak kiedyś. Bo nie będzie.
      Słuchaj przede wszystkim siebie, wsłuchuj się w swoje ciało, jak na niego reagujesz. Do niczego się znie zmuszaj. Albo to przepracujesz/przepracujecie albo zdecyduj. Co miało runąć, już runęło.
      Tylko nie przykrywaj g.ó.w.n.a pozłacanym papierkiem. Potem wybije szambo deprechy lub innego dziadostwa.


      • blu_blue Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 02:02
        Bardzo, bardzo pomogły mi Wasze sugestie ale chyba sama sobie nie poradzę. Jutro poszukam
        psychologa. Chciałabym go zabic, rozstac się ale za bardzo kocham męża. Kolejną noc nie mogę
        spac.A szanowny M oczywiście wyniósł się do innego pokoju i śpi w najlepsze. Do tego dzisiejsza
        kłótnia całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Zarzucał mi takie bzdury aby mnie jeszcze bardziej
        zdenerwowac i zdołowac. Nigdy nie piłam alkoholu (mężulek wcześniej prawie codziennie lekko
        nawiany-odstresowywał się po ciężkim dniu), tak od tamtego dnia codziennie wypijam butelkę
        wina natomiast mężuś jak nigdy zupełnie trzezwy. Byłoby mi łatwiej gdybysmy nie mieli dzieci i mniej
        kasy. Nic idę spac. Rano trzeba iśc do pracy, dzieci zaprowadzic do szkoły itd, itd...
        • edypia111 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 07:48
          Naprawdę z nim zostaniesz? Nie pojmuję tego.
          Nie rozumiem tych wszystkich kobiet, które sądzą, że są rozsądniejsze niż reszta świata. Używają przy tym różnorakich argumentów: że go kochają, że wspólny majątek, że nie dadzą innej dziwce wygrać, że on się zmieni, itd. Argumenty zresztą nie mają znaczenia. Za każdym razem dochodzi w krótkim czasie po wyjściu zdrady na jaw, że mąż staje się centralną postacią związku, żona zaczyna zabiegać (nawet jeśli nie wprost) o to, by wszystko poskładać. On zaś dostaje informację o tym, że nie zrobił znowu tak źle.
          Ile na tym forum jest takich historii? Ile jest ich na forum o kochankach, zdradzonych żonach itd? I ilu mężczyzn nie zdradza dalej? Te kobiety nie pojmują nigdy, że jeśli mąż ma romans, to po prostu zacznie go lepiej ukrywać, a jeśli chodzi na dziwki, to będzie to robił dyskretniej. Niektóre poznają prawdę dość szybko, inne wystarczająco późno, by zapomnieć, że to już raz miało miejsce i ponownie dawać ostatnią szansę. I tak dociągają do późnej starości. Z mężem dupczącym na boku. I bardzo mnie ciekawico myślą nad grobem. Że to fajne życie było? Czy że można było je inaczej z kimś innym ułożyć, gdyby się miało siłę.
          Tu nie chodzi o dzieci i o pieniądze. Chodzi o głupotę i bezsilność kobiet i o wygodnictwo. O nic więcej. Kochasz męża? I on też mówi, że przeprasza i Cię kocha? To świetnie. Dlaczego śpi spokojnie? Bo wie, że nic się nie zmieni, że musi odbyć małą pokutę i tyle. Ty zostałaś z poczuciem winy, problemem i odpowiedzialnośćią. A jak będziesz za bardzo fikać, to on się wyprowadzi, więc zapewne za bardzo fikać nie będziesz.
          Głupie, głupie kobiety.
          • kwiatek2-1 do edypii111 06.09.10, 08:49
            edypia111 napisała:
            ....

            Na tym forum jedyne stanowisko, które zajmujesz, to "porzuć go", "odejdź", "na
            pewno zdradza", etc. Przyznałaś się, że Twoje małżeństwo przestało istnieć, ze
            jesteś "tą trzecią" - czy to, że mąż Cię zostawił (?) sprawia, że tyle w Tobie
            cynizmu, że nie wierzysz w miłość, nie potrafisz wybaczyć błędów (i nie chcesz,
            by inni wybaczyli)? Czy dlatego, że jesteś kochanką żonatego faceta sprawia, że
            nie znosisz żon, które o swoje małżeństwo walczą?
            • edypia111 Re: do edypii111 06.09.10, 08:58
              Nigdy i nigdzie nie napisałam, że to mąż mnie zostawił. Przeciwnie, spakowałam się i w ciągu kilku godzin zabrałam z jego życia, zostawiając mu niemal wszystko. Do nikogo. I nie zdradził mnie, nigdy zresztą tego nie zrobił. Zrobiłam to, czego kobiety tu nie potrafią zrobić mimo, że mężowie je zdradzają. I stąd wiem, że można odejść i można znaleźć w sobie sporo siły. Więcej niż nam się wydaje. I od dawna nie jestem też tą trzecią. Zresztą w jakimś sensie nigdy nią nie byłam.
              I właśnie dlatego, że sporo już widziałam i przyglądam się też temu, co tu się dzieje, to wyciągam wnioski. To nie cynizm, jestem realistką. Te kobiety, które wierzą, że im się coś udało odbudować, albo dalej są oszukiwane, albo niedługo znowu będą i tyle. Nie piszę tu o jakichś jednorazowym wyskoku po alkoholu na imprezie, ale o tych panach, którzy mieli romans, albo kilka, albo którzy po prostu chodzą do burdelu.
              I to nie jest walka o małżeństwo, to jest oddanie siebie i poniżanie się. Nic więcej. Znam takie żony. Powalczyły i zdaje im się, że wygrały. A całe otoczenie litościwie pozwala im robić z siebie pośmiewiska, gdy mówią, że już jest dobrze w domu i może nawet dziecko będzie następne, a pan na boku ma ciągle kolejne dziewczyny. I najczęściej za wiedzą i przyzwoleniem wszystkich. Jeśli ktoś ma ochotę tak żyć, to proszę bardzo, ale nie wymagaj ode mnie, bym pisała komuś, że wszystko będzie dobrze, on cię kocha i będziecie razem, bo tak się po prostu dzieje skrajnie rzadko. To odroczenie wyroku śmierci na małżeństwo i przesunięcie granicy. Gdy następne zdrady wyjdą na jaw, będzie boało mniej i tyle.
              • kwiatek2-1 Re: do edypii111 06.09.10, 09:03
                edypia111 napisała:


                > . I od dawna nie jestem też tą trzecią. Zresztą w jakimś sensie nigdy nią nie b
                > yłam.

                Jesteś samotna?

                > I właśnie dlatego, że sporo już widziałam i przyglądam się też temu, co tu się
                > dzieje, to wyciągam wnioski.

                Wnioski bardzo jednostronne, cyniczne, pozbawione nadziei. Smutne.

                ale nie wymagaj ode mnie, bym pisała komuś, że
                > wszystko będzie dobrze, on cię kocha i będziecie razem, bo tak się po prostu d
                > zieje skrajnie rzadko.

                Więc jednak przyznajesz, że czasami tak się dzieje.

                Smutne jest Twoje życie. Współczuję.
                • edypia111 Re: do edypii111 06.09.10, 09:18
                  Jestem mężatką. Szczęśliwą i w małżeństwie pełnym miłości. Odeszłam od pierwszego męża, bo nie chciałam skończyć jak większość ludzi w związku opartym na przyzwyczajeniu, w którym mówi się sobie: kocham cię, nie zastanawiając się nad tym i w którym wszystko jest średnie i normalne, a ludzie w to uwikłani myślą, że tak po prostu w życiu jest i za każdym razem jak widmo porzucenia zagląda im w oczy stwiedzają, że naprawdę kochają męża/żonę. Odeszłam po wielu latach, unikając wciągnięcia w to dzieci, na które przyszedł najwyższy czas. I rozumiem teraz dlaczego drugie małżeństwa bywają lepsze. Nie wiem jak będzie za lat 10, ale wiem, że jesteśmy dojrzali na tyle by wiedzieć co i jak budować i czego unikać. I wiem też, że jeśli mąż mnie zdradzi - a nie wykluczam tego mimo, iż żyje nam się cudownie - to nie będę z nim dyskutować, ani się układać. Po prostu się pożegnamy. Choćbym miała zamieszkać w wynajętym jednym pokoju, oddać samochód i nie wiadomo co jeszcze.

                  Oczywiście, że te wnioski są smutne. Życie nie jest zawsze radosne i optymistyczne. Tak widzą je tylko szczebioczące przyjaciólki, które zaraz po wyjściu zdradzanej żony robią sobie z niej żarty, a w najlepszym przypadku kiwają głową ze współczuciem i politowaniem.

                  Moje życie nie jest smutne, ale bywało. Nie mam z tym problemu. Nie wymagam i nie wymagałam współczucia. Nie żyję dla innych.

                  Wiem, że czasem tak się dzieje, daleko mi do wyciągania bezwzględnych praw z jednostkowych wydarzeń. Więcej nawet, wiem, że te oszukiwane kobiety często wolą nie wiedzieć i część z tych żon jest po prostu szczęśliwa bez wiedzy o tym, że jest zdradzana. I w tej kwestii mam wątpliwości najpowazniejsze - czy jeśli nie wiedzą i wiedzieć nie chcą i myślą, że coś odbudowały, to to jest naprawdę szczęście? Bo wydaje się, że jest i to jest właśnie smutne.
                  • kwiatek2-1 Re: do edypii111 06.09.10, 20:16
                    edypia111 napisała:

                    > Jestem mężatką. Szczęśliwą i w małżeństwie pełnym miłości.

                    To krótko jesteś mężatką, bo jeszcze w styczniu pisałaś o tym, że jesteś kochanką żonatego mężczyzny i - tak jak teraz swoim małzeństwem - zachwycałaś się tym układem, pisząc:

                    >Dla mnie to zabawa. Nie przyszłoby mi do głowy zadzwonić do żony. Mam to gdzieś i będę >miała gdzieś, jeśli się dowie. Nie ukrywamy się szczególnie, by nie rzecz,że w ogóle (duże >miasto), więc pewnie kiedyś się wszystko wyda.
                    >Nie kopnę w d... kochanka, bo jest mi z nim dobrze. Mam świetny seks, mam wiele uwagi, >mam zabiegania, flirty, smsiki, kwiatuszki, maile miodzik. I mam czas dla siebie, mogę robić >co chcę i kiedy chcę. On się spina, kombinuje, itd. Ja nie. Ja jestem wolna i niezależna.
                    • sisi_kecz Kwiatek i edypia111 06.09.10, 20:27

                      Jak możecie wstawiać te pyskowki personalne w wątku zrozpaczonej osoby?

                      Znaczy sie możecie jak widać, ale to jest skrajna chamówa, idźcie sobie na priw.
                      • edypia111 Re: Kwiatek i edypia111 06.09.10, 20:34
                        > Jak możecie wstawiać te pyskowki personalne w wątku zrozpaczonej osoby?

                        Normalnie. Sama zresztą widzisz. Podejrzewam, że na moim przykładzie kwiatek chce coś wyjaśnić tej kobiecie. Wskazać, że moje rady są bezużyteczne.
                        • kwiatek2-1 Re: Kwiatek i edypia111 06.09.10, 21:44
                          Po trosze masz rację, sisy. Autorkę wątku przepraszam. Ale faktycznie chciałam pokazać bezużyteczność "prostych" , często powtarzanych i identycznych (choć kierowanych do różnych adresatów) rad osoby, która, wg mnie - zamiast chęci pomocy - wyładowuje w ten sposób własne frustracje.
                          • edypia111 Re: Kwiatek i edypia111 06.09.10, 22:02
                            No. Wszak i ja o tym napisałam, że po to to robisz. Bo przecież pokazałaś, nie?
                          • aandzia43 Re: Kwiatek i edypia111 06.09.10, 22:38
                            kwiatek2-1 napisała:

                            > Po trosze masz rację, sisy. Autorkę wątku przepraszam. Ale faktycznie chciałam
                            > pokazać bezużyteczność "prostych" , często powtarzanych i identycznych (choć ki
                            > erowanych do różnych adresatów) rad osoby, która, wg mnie - zamiast chęci pomoc
                            > y - wyładowuje w ten sposób własne frustracje.

                            Rady Edypii, która ma życiorys taki, jaki ma, dziwnie przypominają rady osób z (zapewne) innymi życiorysami. Nie wydaje mi się, by były bezużyteczne. Nie skorzystałaś z takich rad, nei po drodze ci z nimi było - OK. Nic nam do tego. Może ktoś inny się załapie i być może dobrze na tym wyjdzie. A może nie, kto wie.
                    • edypia111 Re: do edypii111 06.09.10, 20:32
                      No zgadza się, a co to ma do rzeczy? Wcześniej byłam mężatką 11 lat. Czy było lepsze? Nie. Nie bardzo rozumiem w czym i komu ma pomóc analizowanie mojej biografii.
                      I ciągle uważam, że romans jest naprawdę dobrą zabawą. W moim życiu przyszedł czas na coś innego i tyle. Jednak gdy mój mąż mnie zdradzi, to - niestety - kochanka będzie miała zabawę, a ja tragedię i tyle.
          • aandzia43 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 10:32
            Za każdym razem dochodzi w krótkim czasie po wyjściu zdr
            > ady na jaw, że mąż staje się centralną postacią związku, żona zaczyna zabiegać
            > (nawet jeśli nie wprost) o to, by wszystko poskładać. On zaś dostaje informacj
            > ę o tym, że nie zrobił znowu tak źle.

            Witaj, Edypia, cudny tekścik :-)
            Małżonek naszej bohaterki zdaje się kwitnąć niemalże, podczas, gdy ona przeżywa koszmar. Jeśli odpuści, skończy się to dla niej tak, jak w twoim poście.
            Małżeństwo po zdradzie można uratować tylko wtedy, gdy nie skleja się go na siłę i gdy weźmie się pod uwagę bardzo poważnie możliwość zakończenia go. Jednym słowem: zacząć od nowa, bez pudrowania kupy pachnącym pudrem.
            • edypia111 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 10:39
              Małżonek naszej boahterki po prostu bierze na przetrzymanie. Przypuszczalnie obojętne mu co będzie. Jeśli ona go nie wyrzuci ( a już tego nie zrobiła), to po prostu zagryzie zęby, poznosi jej jęki i płacze, trochę się postara i wszystko przypudrowane. W innym wypadku się wyprowadzi, no już trudno, tylko tego taszczenia się z tymi rzeczami tyle, a jemu się nie chce. Na razie ów mąż ma ciężko, bo wpadł, nie pobzyka na boku i będzie przez chwilę na cenzurowanym.
              No i czekajmy, aż żona zacznie rozmyślać, co też ona zrobiła źle. Bo przecież dlatego ją zdradził, nie? Zadziwiające, że na forach internetowych niewielu jest panów mających romanse, lub takich, którzy nie wiedzą co zrobić, bo zdradziła ich żona.
              • maracooja Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 11:01
                A wystarczyłoby iść za ciosem "z liścia" dla pana męża.
                Wygodnictwo jest fajne ale na bardzo krótką metę.
                Bądźmy jednak dobrej myśli, bohaterka postanowiła szybko skorzystać z pomocy psychologa.
                A to już naprawdę bardzo dużo w średniej statystycznej zdradzanych.
            • sisi_kecz Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 20:41

              Małżonek naszej bohaterki zdaje się kwitnąć niemalże, podczas, gdy ona przeżywa
              > koszmar. '

              Człowiek mysli, że ma indywidualny żywot, a tu u kazdego w tej sytuacji podobny schemat;)

              Mój eks po wyjściu na jaw sporego przekroczenia w relacji z kolezanką, tez spał snem sprawiedliwego- no bo jakże inaczej ma spać skoro sprawiedliwego odgrywa w zaparte do końca? tylko bić brawa za konsekwencje.
              Po fakcie i po wielu latach, mam tylko jedną radę- jak najmniej sie przejmowac, naprawdę nie warto.
              Ty wychudniesz, osiwiejesz i zostaniesz z nerwami jak postronki, a on przejdzie sucha stopą i otrzepie to "nieporozumienie" jak pyłek z ramienia, ruszając raźnym krokiem w słoneczną stronę świata.
              Znowu trzeba patrzeć jak mężczyźni- mistrzowie zdrowego egoizmu radzą sobie i śmiało od nich zrzynać.

              Szkoda zycia- stało sie i sie nie odstanie- skup sie tylko na siebie, w ten sposób więcej zdziałasz i zminimalizujesz swoje straty: moralne, finansowe, uczuciowe.

              duze pozdro!!!
              --
              Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
              Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
              by Cejrowski
              • gravedigger1 Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 09:44
                sisi_kecz napisała:

                > Znowu trzeba patrzeć jak mężczyźni- mistrzowie zdrowego egoizmu radzą sobie i śmiało od > nich zrzynać.

                Prezentujesz tutaj jeden ze stereotypowych osądów jednej płci w stosunku do drugiej. Wiem, że nie Ty pierwsza i nie jedyna, ale zawsze gdy trafiam na takie opinie, dziwię się, że tak łatwo przypinamy łatki innym. Znałem dość blisko pewną kobietę, która powtarzała: "Mężczyźni to egoiści i niech nikt mnie nie próbuje przekonać, że jest inaczej, bo nie uwierzę." A co robiła ona sama jako przedstawicielka kobiet? Realizowała swoje potrzeby erotyczne, zaczynając od flirtów "pozazwiązkowych", odstawiając męża coraz bardziej na boczny tor, aż do regularnego seksu pozamałżeńskiego bez poczucia winy wobec partnera. Patrząc na to z boku, można taką postawę ocenić jako egoizm, ale sama zainteresowana tak tego nie oceniała, bo potrafiła znaleźć 100 powodów na usprawiedliwienie swojej postawy. Czy jest w tym coś dziwnego? Nie, to niezbyt chwalebne, ale mieszczące się w "normie". Natomiast, dziwne dla mnie jest, że kierując się egoizmem we własnych wyborach, twierdzimy, że my jesteśmy OK, a ci inni (w tym przypadku mężczyźni) są egoistami.
                • sisi_kecz Wszyscy jesteśmy egoistami :) 08.09.10, 12:07
                  Hej grabażu :)

                  Moje powiedzenie o zdrowym męskim egoiźmie w tej sytuacji (bo w innych popieram) kiedy małżeństwo sie zawala, tchnie troche sarkazmem, ale przecież nie wyklucza, że kobiety egoistkami nie są.

                  Coś nieprawdziwego było w stwierdzeniu Twojej znajomej? po prostu nie widziała tego egoizmu u siebie, co nie wyklucza że egoizm wśród facetów zauważyła.

                  Rozmawiajmy o sytuacji Autorki wątku, bo zachowanie jej męża w tej sytuacji komentuję.
                  Nie jest na miejscu jego egoizm teraz, bo i moralnie jest to nie w porządku- narobić gnoju i obrócić sie plecami do skrzywdzonek osoby, i strategicznie też na tym przegrywa, bo lucy zacięła sie w sobie i daje mu teraz popalić bez żadnych skrupułów.
                  Wybrał egoizm, dlatego że nie jest w stanie zmierzyć sie z sytuacją, porozmawiać szczerze z żoną, przedsięwziąć kroki, by rozwiązać problem- więc woli sie wyspać i udawać, że problemu nie ma- bo osobę, którą kocha najbardziej, czyli siebie, to najmniej kosztuje i męczy.

                  Takie jest moje zdanie, jako facet możesz mi lepiej wyjaśnić, dlaczego mąż lucy w tak dramatycznym momencie udaje, że go to nie dotyczy?
                  Może też widzisz egoizm lucy, chętnie podyskutuję na ten temat, ale na tą chwilę nie rozumiem Twojego zarzutu.

                  duze pozdro!!!
                  • sisi_kecz errata 08.09.10, 12:16
                    powinno być: grabarzu, egoizmie.

                    pierwsze z przyzwyczajenia do :Grabaża z zespołu Strachy na Lachy,
                    drugie to ordynarny byk.

                    przepraszam.
                  • gravedigger1 Re: Wszyscy jesteśmy egoistami :) 08.09.10, 13:52
                    sisi_kecz napisała:

                    > Moje powiedzenie o zdrowym męskim egoiźmie w tej sytuacji (bo w innych popieram
                    > ) kiedy małżeństwo sie zawala, tchnie troche sarkazmem, ale przecież nie wykluc
                    > za, że kobiety egoistkami nie są.

                    Twoje stwierdzenie jest nieprawdziwe z logicznego punktu widzenia. Napisałaś, że mężczyźni są mistrzami egoizmu, a to stwierdzenie odnosi się do wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Gdybyś napisała, że niektórzy mężczyźni są mistrzami egoizmu, albo że mężczyźni bywają mistrami egoizmu, to zgodziłbym się z Tobą.

                    > Coś nieprawdziwego było w stwierdzeniu Twojej znajomej? po prostu nie widziała
                    > tego egoizmu u siebie, co nie wyklucza że egoizm wśród facetów zauważyła.

                    Tak, stwierdzenie mojej znajomej było z gruntu nieprawdziwe, bo jak już wyjaśniłem powyżej jest ono uogólniające, a oczywistością jest, że są wśród mężczyn zarówno skrajni egoiści jak i skrajni altruiści; są też mężczyźni, których na skali egoizmu można umieścić pomiędzy tymi dwoma skrajnymi punktami.

                    A co do zauważania, to najpierw trzeba dostrzec tę belkę w swoim oku, a dopiero później źdźbło w oku kogoś innego. :0

                    > Wybrał egoizm, dlatego że nie jest w stanie zmierzyć sie z sytuacją, porozmawia
                    > ć szczerze z żoną, przedsięwziąć kroki, by rozwiązać problem- więc woli sie wys
                    > pać i udawać, że problemu nie ma- bo osobę, którą kocha najbardziej, czyli sieb
                    > ie, to najmniej kosztuje i męczy.

                    To tylko gdybanie. Mamy opis sytuacji z jednej strony, a jak uczy mnie doświadczenie taki jednostronny obraz przekazany przez jedną osobę jest mniej lub bardziej subiektywny. Nie mam zamiaru wróżyć z fusów, jak bardzo jest on skrzywiony przez osobistą perspektywę Autorki i dlatego nie mam zamiaru analizować sytuacji i doradzać w tej srawie.

                    > Takie jest moje zdanie, jako facet możesz mi lepiej wyjaśnić, dlaczego mąż lucy
                    > w tak dramatycznym momencie udaje, że go to nie dotyczy?

                    Nie, jako facet nie mogę, bo nie jestem mężem Autorki i nie mam wzorca zachowań męskich, żeby według niego wytłumaczyć wszystko co robią różni mężczyźni. Równie dobrze Ty możesz to wytłumaczyć z kobiecego, czyt. ludzkiego, punktu widzenia, bo znam przypadki, gdy to kobiety zdradzające zachowywały się tak jak nieobecny tu podsądny.
                    • sisi_kecz Re: Wszyscy jesteśmy egoistami :) 08.09.10, 14:27
                      Jesli chodzi Ci o to, że generalizuję, to owszem, ale obstaję przy swoim uogólnieniu, w którego prawdziwość wierzę, że mężczyźni jako zbiór maja wyższą średnią w byciu zdrowym egoistą, od średniej w zbiorze kobiet.

                      To, że najpierw powinno sie widzieć belke w oku niż drzazgę u bliźniego, to właściwe założenie, ale życie swoją drogą.
                      A jest jeszcze powiedzenie, że: najchętniej wytyka sie innym swoje własne wady ;)

                      Pisałam tylko, że mógłbys mi z punktu widzenia faceta objasnić, dlaczego mąż Autorki poszedł w żółwika w tej sytuacji. Swój punkt widzenia podałam, faktycznie nie jest on ani męski ani damski, ale jednak swoja osobowość i zbiór doświadczeń na to nałożyłam, a pomimo braku talii jestem kobietą. Możemy być zwolennikami równouprawnienia, ale za jednolitosc to ja podziekuję ;)

                      Również unikam w tym wątku odpowiedzi na tytułowe pytanie: zdradzona, czy nie zdradzona.
                      Nie mam rentgena do ludzkich myśli, nie mam nagrania z każdej minuty jaką spędził mąż Autorki, niczego tu nie przesądzam, co do konsumpcji tych esemesowych przyjaciółek.
                      Faktem jest, że lucy czuje sie zdradzona w swoim zaufaniu do męża oraz pokrzywdzona i osamotniona w sytuacji jaka nastąpiła później.
                      I tylko odniesienie sie do tych spraw Ci proponowałam.

                      duze pozdro!!!

                      Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                      Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                      by Cejrowski
                      • gravedigger1 Re: Wszyscy jesteśmy egoistami :) 08.09.10, 15:04
                        sisi_kecz napisała:

                        > Jesli chodzi Ci o to, że generalizuję, to owszem, ale obstaję przy swoim uogóln
                        > ieniu, w którego prawdziwość wierzę, że mężczyźni jako zbiór maja wyższą średni
                        > ą w byciu zdrowym egoistą, od średniej w zbiorze kobiet.

                        Ty wierzysz w swoje, a ja jestem pewien, że stwierdzenia typu "mężczyźni są mistrzami egoizmu" czy "mężczyźni są egoistami" są nieprawdziwe. Jeśli jednak w tych stwierdzeniach wstawisz słowo "bywają" zamiast "są", to otrzymasz zdania prawdzie. To wszystko:)

                        > To, że najpierw powinno sie widzieć belke w oku niż drzazgę u bliźniego, to wła
                        > ściwe założenie, ale życie swoją drogą.

                        To prawda, ale trzeba zmieniać zastaną rzeczywistość, najlepiej zaczynając od siebie. Ja już zacząłem, choć nie było łatwo:)

                        > Pisałam tylko, że mógłbys mi z punktu widzenia faceta objasnić, dlaczego mąż Au
                        > torki poszedł w żółwika w tej sytuacji.

                        Nie sądzę, żeby rozważanie tego problemu z punktu widzenia faceta było właściwe. Powinno to być raczej rozważanie z punktu widzenia osoby przyłapanej prawdopodobnie na czymś, co w tym związku jest zabronione (przynajmniej z punktu widzenia Autorki). Uważam, że jest to zachowanie, które nie może być określone jako typowe dla jednej płci.

                        > Swój punkt widzenia podałam, faktycznie
                        > nie jest on ani męski ani damski, ale jednak swoja osobowość i zbiór doświadcz
                        > eń na to nałożyłam, a pomimo braku talii jestem kobietą. Możemy być zwolennikam
                        > i równouprawnienia, ale za jednolitosc to ja podziekuję ;)

                        Nie jesteśmy jednolici (przynajmniej nie fizycznie:)), ale doświadczenie podpowiada mi, że mężczyźni i kobiety postępują podobnie w przypadku przyłapania na robieniu rzeczy zabronionych w związku. Nie oznacza to, że wszyscy zachowują się tak samo - zarówno przedstawiciele jednej jak i drugiej płci prezentują wachlarz różnorodnych postaw w tym względzie .

                        > Faktem jest, że lucy czuje sie zdradzona w swoim zaufaniu do męża oraz pokrzywd
                        > zona i osamotniona w sytuacji jaka nastąpiła później.
                        > I tylko odniesienie sie do tych spraw Ci proponowałam.

                        Ma prawo czuć się pokrzywdzona, wiedząc, że mąż w ukryciu przed nią kontaktował się z w taki a nie inny sposób z innymi kobietami. Tylko tyle mogę w tej kwestii powiedzieć.
        • ditchdoc Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 08:28
          blu_blue napisała:

          > Bardzo, bardzo pomogły mi Wasze sugestie ale chyba sama sobie nie poradzę. Jutr
          > o poszukam
          > psychologa. Chciałabym go zabic, rozstac się ale za bardzo kocham męża. Kolejną
          > noc nie mogę
          > spac.A szanowny M oczywiście wyniósł się do innego pokoju i śpi w najlepsze. Do
          > tego dzisiejsza
          > kłótnia całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Zarzucał mi takie bzdury aby mni
          > e jeszcze bardziej
          > zdenerwowac i zdołowac. Nigdy nie piłam alkoholu (mężulek wcześniej prawie codz
          > iennie lekko
          > nawiany-odstresowywał się po ciężkim dniu), tak od tamtego dnia codziennie wyp
          > ijam butelkę
          > wina natomiast mężuś jak nigdy zupełnie trzezwy. Byłoby mi łatwiej gdybysmy nie
          > mieli dzieci i mniej
          > kasy. Nic idę spac. Rano trzeba iśc do pracy, dzieci zaprowadzic do szkoły itd,
          > itd...

          standard

          wypierdol go za drzwi i przedstaw prawnikowi. Odmieni mu sie w sekunde.

          Jak mu wybaczysz, "bo za bardzo go kochasz", to jak myslisz, przestanie?
          not
        • wil-li Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 09:14
          No i widzisz do czego prowadzi wścibstwo... nie trzeba było grzebać w cudzym
          telefonie, bo czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Zastanów się nad swoim
          małżeństwem - czy rzeczywiste wszystko w nim było w porządku czy to tylko
          twoja subiektywna ocena... może jednak był jakiś brak, było czegoś brak
          A tymi buteleczkami bardziej się teraz pogrążasz i tracisz klasę. Piszesz , ze
          byłoby ci łatwiej gdyby nie było dzieci... no tak może wtedy mogłabyś jeszcze
          więcej wypić. A dzieci powinny być twoja siłą, motywacja do działania i nie
          powinny widzieć matki wstawionej dzień w dzień.
          No tak - jest jeszcze kasa a z nią się trudno rozstać :D.
          • sisi_kecz Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 20:22

            Zaś Ty sie zastanów wil-li, po co ona ma sie teraz zastanawiać, co by było gdyby było?

            Ma rozpamiętywać, co zrobiła źle jako kobieta, gdzie nawaliła, czego nie dopilnowała i w czym była za słaba, że małżonek wziął i (przynajmniej) esemesy do dziwek zaczął pisywać?
            puknij się w czółko, bo to co sugerujesz, to dokładnie odwrotne od prawidłowego zachowanie by było.
            Skoro pisze, że miała bezgraniczne zaufanie, nie spodziewała sie że tak ją skrzywdzi, ocenia że było wszystko okey, to nawet jeśli sie oszukiwała, nie fair jest oczekiwać że ta- zadowolona i nieświadoma zagrożeń strona była winna sytuacji- nie sytuacji, ze czegoś tam mężowi brakowało- bo tu wina jest zawsze po obydwu stronach (nie wliczając tego seksoholizmu, ale to wyjątek)- tylko sytuacji, że mąż wziął i poszedł no... esemesy wysyłać.
            Z czego ma robić rachunek sumienia?
            Na wyciąganie wniosków, gdzie kto zawalił będzie jeszcze czas, na razie kobietka jest w szoku, bo dostała jak obuchem w głowę od najblizszej osoby, a wymagania takiego przedstawiciela społeczeństwa jak Ty juz lecą :
            zastanów sie nad swoim małżeństwem, blebleble...

            Sam(a) sie zastanów, bo moze teraz za plecami ktoś Ci świnię podkłada, gdyż jedno ucho masz bardziej i gdzies musi to odreagować ;)


            Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
            • wil-li Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 21:35
              Nie indycz się tak , Sisi, bo nie masz o co.
              To co pisze Blue, to tylko jej wersja wydarzeń, jej subiektywny punkt widzenia. A przecież każdy medal ma dwie strony... i nie wiadomo jaka jest ta druga.
              Sama pisze, ze coś jej zarzucał - wg niej bzdury (wg niego być może nie). Czyli jednak jakiś brak... komunikacji?
              A nad swoim małżeństwem, to ona jeszcze może porozmyślać, bo de facto ono jeszcze trwa (na myślenie nigdy nie jest za późno), no i dodatkowo są w tym wszystkim dzieci i... majątek...

              Ps. na koniec z tego rozindyczenia chyba myśl Ci się lekko zwichrowała i jej sens gdzieś uleciał... a o moje plecy się nie martw - mają się świetnie ;)
        • sisi_kecz Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 09:20
          Blu, nie lubię słowa "współczuję" więc napiszę, że wiem, co czujesz.

          Psycholog to zajebiście wspaniały pomysł! ja skorzystałam dopiero po pół roku od krachu i miałam
          już wtedy prawie samobójczą fazę, więc im szybciej tym łatwiej.
          Proszki na uspokojenie też by Ci sie przydały, bo pewnie głowa Ci pęka od tych wszystkich
          okropnych myśli- to bardzo destrukcyjne.
          Ja czułam sie jakby trucizna płynęła mi w żyłach i wypalała mnie od środka, znikąd ratunku, a
          chwilowy odpoczynek tylko przez kilka godzin snu.
          Jak sie budzisz to po sekundzie znów przypomina Ci sie, że jesteś w samym środku ciemnej dupy.
          Pardon mój język, ale to sie nie da wersalem opisać.

          Psycholog rozładuje troche to napięcie, oswoi lęk, pomoże odnaleźć grunt pod nogami.
          Leć tam w te pędy.

          duze pozdro!!!
    • esteraj Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 11:49
      Myślę, że nie wszystko jest takie proste i jednoznaczne w postępowaniu przy zdradzie. Każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje.
      Jedni z Was radzą, żeby autorka wykopała faceta jak najszybciej. Ale nie wiemy jaki jest właściwie mąż blu_blue.
      Jeśli tak zrobi, ów mąż może sobie pomyśleć, że widocznie i tak ona go nie kochała, bo z łatwością się go pozbywa, nawet nie próbuje zawalczyć. Może się okazać, że mąż cierpi na seksoholizm i jest to uzależnienie takie samo jak inne (np. alkoholizm), a ona może powinna mu pomóc w leczeniu. Mam właśnie kolegę cierpiącego na tę przypadłość. Żonę kocha najbardziej na świecie. Podjął się leczenia i wszystko jest na dobrej drodze.
      Oczywiście wszystko to zależy od postawy faceta i jego dojrzałości. Nie można leczyć, ani być z kimś, kto tego nie chce.

      Miłość objawia się na różne sposoby i różne słabości ma człowiek. Wszystko zależy od umiejętności podejścia do życia.
      • edypia111 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 12:08
        Seksoholizm, powiadasz. Rany julek!
        • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 21:53
          Skorzystaj z Wikipedii skoro do biblioteki daleko. Jak sama już zauważyłaś jeszcze będzie czas w Twoim życiu na wieele interesujących doświadczeń. A nuż się ta wyrocznia dla trudnych pojęć jeszcze przyda?
          • edypia111 Re: zdradzona czy nie zdradzona 06.09.10, 22:03
            Możliwe, że się przyda. Pomyślę o tej bibliotece. Podszkolę się. Nigdy nie zaszkodzi.
            • blu_blue Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 08:48
              Podzielę sie rozwojem sytuacji. Jestem drugi dzień po wizycie u psychologa. Była to najrozsądniejsza rzecz jaką mogłam zrobić. Otrząsnęłam się , złapałam grunt pod nogami, wreszcie sie wyspałam i coś zjadłam. Nie chodzę juz jak zbity pies. Rady psychologa takie :
              1. Żeby się nie rozwodzić. Na to zawsze przyjdzie czas.
              2. Mąż miał za dużą swobodę. Powinien jednak czuć pewien dozór z mojej strony.
              3. Dać przy tej okazji pewne ulimatum w niektórych sprawach np. alkohol.

              Tak więc dziękuję wszyskim za wielkie wsparcie. Bardzo mi pomogliście. Zajmę sie więcej sobą. Idę na siłownię, kursy i co tam będę chciała. Zmiana mojego nastawienia spowodowała, że mąż chodzi jak zegarek. Proponuje zakupy, wyjazdy a ja jestem twarda , nic od niego nie chcę. Śpimy oczywiście osobno. Do usłyszenia. Pisać raczej nie będę bez potrzeby ponieważ jestem z tych co to wolą czytać niż pisać oraz słuchać niż mówić. Jesze raz wielkie dzięki.
              • songo3000 Re: zdradzona czy nie zdradzona 08.09.10, 13:19
                Tylko zaobserwuj kiedy będzie punkt przegięcia bo wiesz... śpimy osobno, mężulo się stara a ja ostentacyjnie mam to w dupie - każdemu w końcu by się znudziło i finito. Nie napisałaś czego tak naprawdę chcesz. Jeśli sama nie wiesz to warto się zastanowić, co już Ci pewnie psychiczna wyłuszczyła.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka