wusemek
02.02.11, 11:30
Mam dość o grubych babach- jestem brzydka i gruba - i zgodnie z waszymi opiniami nie zasługuję na seks i go nie mam. No i ok.
Ale dlaczego nie mówicie, że problem ma też inną przyczynę - to mężczyźni dużo mniej mogą niż mówiono nam przez lata. Teraz, gdy okazało się, że kobiety nie muszą bać się niechcianej ciąży i mogą odbierać seks jako przyjemność nie tylko jako obowiązek - to nagle panowie są przepracowani, brzydzą się swoich "słonic" i "pasztetów", sami jak młodzi bogowie. Chodzę po ulicach - no i gdzie wy bogowie jesteście? Przepraszam za to rozgoryczenie, ale naprawdę jestem zdenerwowana. Ja seksu nie mam - i słusznie - jestem pasztetem, ale mam ekstra laski w pracy i wszystkie mają ten sam problem - mało seksu. Mężowie nudzą się nami i koniec. Po prostu. Oczywiście należy dbać o siebie, ale - błagam- nie mówcie , że o wszystkim decyduje figura! Ja mimo braku urody zawsze o siebie dbam, chodzę do dobrego fryzjera, starannie dobieram kolory, strój, jestem już specjalistką od tricków "makijażowych" . Mój szalenie przystojny mąż - owszem zauważył, gdy rok temu schudłam, stwierdził, że super wyglądam, nawet odbył ze mną dwa stosunki! Oczywiście odliczył mi potem jeden w następnym miesiącu ( bo mieliśmy limit przynajmniej jeden stosunek w miesiącu). To ja gwiżdżę, tyle wyrzeczeń, a wcale nie czułam się po schudnięciu lepiej. Teraz czuję się - fizycznie - świetnie i mam dobre wyniki badań.
Czytałam kiedyś poradniki Mastertona i to był błąd. Tam mężczyzna był zawsze chętny - gdy tylko ty wyraziłabyś ochotę. Różni mężczyźni mają bardzo różne potrzeby, seks ma teraz konkurencję m.in. w postaci gier komputerowych, a i te panie na stronach pornograficznych są takie piękne , że ogromna większość z nas to przy nich pasztety (pomijam sprawę ulepszeń drukarskich). Stres i temp życia robią swoje, kobieca otwartość w sprawach seksu też robi swoje, mężczyźni na nowo przepracowują swoje role społeczne. Przyglądam się bliskiemu otoczeniu - mam dwie grubaśne siostry, których mężowie chcą miłości fizycznej dzień i noc (obaj ok 50-tki). Mam trzy szczuplutkie i piękne koleżanki, które wciąż o tym, że są za grube bo mężowie wolą nocą komputery (30-latkowie). Nie, nie generalizuję, chcę trochę odbić się od dna niskiej samooceny. Ja spróbowałam ( czytam to forum od lat) - schudłam, nic to nie dało. Nie znajdę kochanka - bo nawet gdy byłam dużo młodsza i chudsza to " podpierałam ściany" na dyskotekach, a ten ekstra ładny mąż to chyba cud (syn- bogu dzięki- podobny do tatusia). Mam duży temperament, mąż w zasadzie żadnego. Bywa różnie. Ale nie zwalajcie na grube kobiety powodzi i trzęsień ziemi! Dla mnie szczytem brzydoty jest przesadna opalenizna z solarium, długie tipsy czy spalone rozjaśnianiem włosy. O poziomie inteligencji w tym wątku nie wspomniałam, bo to zupełnie oddzielny temat.
Pozdrawiam opuszczone seksualnie żony - te grube i te chude. Jest nas już Legion.