lin-ki
12.03.11, 01:52
Czytam kochani wasze opinie co jakiś czas od dwóch , trzech lat. Nie jest dobrze. Wybieram się w poniedziałek do psychologa, podobno wina jest we mnie. Nie mam siły nawet pisać, już nie płaczę, przynajmniej przy mężu, bo naśmiewał się ze mnie.
Praktycznie ze sobą nie rozmawiamy, schodzę mu z drogi, żeby nie słyszeć komentarzy na swój temat, szybki seks raz na dwa tygodnie. Nigdzie razem nie chodzimy, chyba, że ja coś zaproponuję i zorganizuję i nie koliduje to z jago planami. Faktem jest, że b. dużo pracuje
Moje próby rozmów nic nie dały, denerwuję go tym.
Powiedział, że on się nie zmieni.
Kiedyś mówił wszystkim, że dogadujemy się bez słów. Pewnie dlatego, że dobrze go interpretowałam. A teraz rozpadamy się, nie ma bliskości emocjonalnej, fizycznej.
Nie mam już siły. Ale bełkot. Raczej mam depresję.
Mówi, że nie myśli o rozwodzie.
Myślę, że terapia małżeńska, to ostatnia deska ratunku. Można coś zrobić żeby to poczuł i zechciał?