Dodaj do ulubionych

Frustracja

31.05.04, 16:56
Oranyboskie! Przysięgam, zwariuje!
Jestem rok po ślubie. I nie wiem co się właściwie dzieje. Czy ja coś
przeoczyłam przed ślubiem?
Brak seksu wręcz boli! Moj mąz powtarza, że mnie kocha, ze jestem jedyna,
cudowna i wspaniała. Ale dlaczego nie kocha się ze mną? Przysięgam, że nie
wiem co robić. Prosiłam, błagałam, próbowałam rozmawiać, starałam
się ""tworzyć" różne nastroje. Szantażowałam i "robiłam sceny". Nic. Po
prostu nic. Jestem bardzo atrakcyjną kobietą i nigdy wcześniej nie spotkałam
się z tym problemem. Miałam wielu mężczyzn, wiem co lubią, próbowałam
różnych "sztuczek". Nic. I powiem szczerze, że nie wiem co dalej.
Wybaczcie, że to powiem, ale cieszę się, że przynajmniej nie jestem sama i
ten problem nie dotyczy tylko mnie.
Pozdrawiam Was serdecznie,
Kocia
Obserwuj wątek
    • mickey.mouse Re: Frustracja 31.05.04, 21:35
      kociakk napisała:

      > Oranyboskie! Przysięgam, zwariuje!
      > Jestem rok po ślubie. I nie wiem co się właściwie dzieje. Czy ja coś
      > przeoczyłam przed ślubiem?
      > Brak seksu wręcz boli! Moj mąz powtarza, że mnie kocha, ze jestem jedyna,
      > cudowna i wspaniała. Ale dlaczego nie kocha się ze mną? Przysięgam, że nie
      > wiem co robić. Prosiłam, błagałam, próbowałam rozmawiać, starałam
      > się ""tworzyć" różne nastroje. Szantażowałam i "robiłam sceny". Nic. Po
      > prostu nic. Jestem bardzo atrakcyjną kobietą i nigdy wcześniej nie spotkałam
      > się z tym problemem. Miałam wielu mężczyzn, wiem co lubią, próbowałam
      > różnych "sztuczek". Nic. I powiem szczerze, że nie wiem co dalej.
      > Wybaczcie, że to powiem, ale cieszę się, że przynajmniej nie jestem sama i
      > ten problem nie dotyczy tylko mnie.
      > Pozdrawiam Was serdecznie,
      > Kocia


      No to witamy w klubie.
      Niestety, to gorzkie powitanie.
      • woman-in-love Re: Frustracja 31.05.04, 22:20
        Powtórzę swoje: wiej dziewczyno, póki czas!
        • marcin1973 Re: Frustracja 31.05.04, 22:46
          W-i-L : to nie zawsze tak łatwo zwiać póki czas. Sama na pewno tak szybko nie
          zwialaś; teraz byś zwiała, to pewne, ale teraz jesteś bogatsza o wiele
          doświadczeń. A człowiek się łudzi, że coś wskóra, zmieni, naprawi, że kocha (a
          mu się tylko wydaje:::)))). To kwestia czasu, dojrzałości i utraty resztek
          złudzeń. Choć wciąż nie wiem dlaczego nasze partnerki/ nasi partnerzy nam to
          robią. Ja sobie czasami radzę (wcale mi nie jest z tym dobrze, tyle że
          frustracji jakby mniej, bo jajka czasami puuste). A w związku sa dzieci, na
          tyle małe, ze wymagaja ciągłej opieki etc. dużo by mówić. A złudzenia powoli
          tracę - niedawne jeszcze wierzyłem, że cokolwiek drgnie, że może przejściowe.
          Teraz odkrywam, że dla mojej żony już nawet moje pragnienia seksu z nią są
          stresujące. Dokładam wiec stresu mówiąc otwarcie które z naszych znajomych mi
          się podobaja i z którymi bym się chetnie przespał. Trochę mi wtedy ulży. A ona
          może przestanie wierzyć, że jestem "dobrem trwałym" przynoszącym dochód jak
          nieruchomość na głownej ulicy. I albo naprawdę drgnie, albo kazde z nas pójdzie
          w swoją stronę. Nie frustruję się już. Coraz mniej w każdym razie.
          Po. Marcin
          • woman-in-love Re: Frustracja 31.05.04, 23:19
            Taki związek bez seksu jest jak nieudana inwestycja. Wpakowałes swój potencjał
            zyciowy w "nietrafiona" osobę. Sa dzieci, które kochasz i za które odpowiadasz.
            Całe otoczenie, bliższa i dalsza rodzina patrzy i ocenia. Nikt nie zna twojej
            niedoli. Nie bedziez przecież wszem i wobec rozpowaidał, ze żona "nie daje".
            Ciągniesz więc ten wózek z dnia na dzień, ratując się przygodnym seksem, a lata
            mijają. Pewnego dnia dzieci odchodzą i budzisz sie jak z koszmarnego snu. Koło
            siebie masz obca osobe, z którą nic cię nie łączy. Życie przeszło obok...
            • kociakk Re: Frustracja 01.06.04, 09:12
              W pełni się z Tobą zgadzam, Woman.
              Przed ślubem złożyłam sobie przysięge, że męża nie zdradze. Uważałam, że
              wyszalałam się, zdradzałam, uprawiałam dziki sex, wiec czas na tego jedynego i
              tą cudowną miłość. Rzeczywistość jest o niebo inna! Nie mamy dzieci, on chce
              bardzo. Najlepiej już.
              Ja ostatnio straciłam zupełnie zapał do wszystkiego.
              Może mnie zdradza? Może ma inny temperament? Ile można płakać w łazience?
              Obawiam się takiego życia o którym pisze W-i-l, a przede wszystkim momentu, że
              obudze się któregoś dnia z koszmaru, a kiedyś napewno tak się stanie. I co
              wtedy?
              Serce mnie boli.
              Pozdrawiam Was.
              (To nieładnie ryczeć o 9:10 w pracy ;(
              • woman-in-love Re: Frustracja 01.06.04, 10:19
                Rzeczywistość jest o niebo inna! Nie mamy dzieci, on chce
                > bardzo. Najlepiej już.

                A ciekawe, jakim sposobem on chce zmontować dziecko. Chyba nie bedziesz tak
                lekkomyslna, zeby dac sie uziemić w ten sposób. Wyobrażasz sobie na co bys się
                skazała? Dodam, ze łatwiej znosić celibat w samotnosci, niż oglądac plecy
                ukochanego, który cie olewa.
                • kociakk Re: Frustracja 01.06.04, 10:55
                  Woman, dokładnie tak!
                  Też go o to pytałam - w jaki sposób chce mieć dziecko i po co?
                  Szczerze powiem, że podejrzewam zdradę. Nie chce być ślepa! Chce prawdy! Mam
                  prawo tego od niego żądać! Jestem jeszcze młoda i mogę ułożyć sobie życie.
                  Na moje wszystkie zarzuty on odpowiada, że jestem chorobliwie zazdrosna,
                  przecież mnie kocha, bo w innym przypadku nie byłby ze mną.
                  Zaczyna mi brakować sił, aby nadal to znosić.
                  Pozdrawiam
                  • sutra Re: Frustracja 10.06.04, 19:30
                    kociakk napisała:

                    > Na moje wszystkie zarzuty on odpowiada, że jestem chorobliwie zazdrosna,
                    > przecież mnie kocha, bo w innym przypadku nie byłby ze mną.

                    Nie wystarczy twierdzić, ze się kocha. Trzeba też być dobrym dla partnera.
                    Wykazywać zrozumienie i współczucie i starać się zaradzić problemom, które
                    partnera bolą do żywego. Samo trwanie nie jest oznaką miłości.

                    Wielu facetów tak mówi, ale to tylko ładnie brzmiący frazes.
              • sutra Re: Frustracja 10.06.04, 19:35
                kociakk napisała:

                > Ja ostatnio straciłam zupełnie zapał do wszystkiego.
                > Może mnie zdradza? Może ma inny temperament?

                Może mieć inny temperament. Może być nierozbudzony. Faceci bywaja
                nierozbudzeni, o czym sie sama przekonałam. Nie wiem.

                Na mojego zadziałało to, co kiedys rozbudziło i mnie - czułe gesty i pocałunki
                wypełnione uczuciem. Ale i tak chyba nie ma piekielnego temperamentu. Mam
                pewność, że mnie nie zdradza, że kocha, i że nie jest zainteresowany inną
                kobietą. Tylko że ta pewność, że kocha, bierze się stąd, że sie bardzo stara -
                a zanim sie rozbudził, starał sie, żebym nie cierpiała z powodu jego mniejszego
                temperamentu.
    • nastinka Re: Frustracja 31.05.04, 23:16
      Jesli na prawde kocha, to mala poprawe da sie wspolnie wywalczyc...
      Mnie to zabralo ze 2 lata
      Kosztowalo wiele lez (i czasem nadal kosztuje), awantur i kilkanascie
      nieudanych prob wyprowadzenia...
      Moze to nie ma sensu (tak pewnie powie w-i-l)
      i kiedys walnie z hukiem...
      Ale w najgorszym przypadku seks, to taka sama plaszczyzna jak nieumyta wanna,
      skapetki na srodku pokoju...
      Trzeba WYPRACOWAC kompromis,
      moze nie dostarcza to powalajacych uniesien,
      ale pozwala pozbyc sie napiecia ; )
      i mimo wszystko zbiza zwasnionione i naladowane emocjami pary...
      (Moj kompromis to 3 razy w tygodniu)
      • kociakk Re: Frustracja 01.06.04, 09:18
        Nastinko,
        Ok, kompromis. Moim kompromisem jest "wskakiwanie" na męża jak już zaśnie. Ja
        tak nie chce! Zazwyczaj po rozmowie, kiedy po raz kolejny błagam o sex, w końcu
        go dostaje (na zasadzie - "na odwal się"). Czasem musze go szantażować.
        Wiem, że on również jest tym zmęczony. I rozumiem go. Bo chce być jego
        przyjacielem, jeżeli nie mogę być kochanką. Ale ostatnio coraz gorzej mi to
        wychodzi.
        Pytanie do Ciebie, Naskinko, czy byliście u seksuologa. Poszukuje dobrego
        specjalisty w Warszawie. Pytałam na forum seksuologia. Nie otrzymałam
        odpowiedzi.
        Pozdrawiam,
        Kocia
        nastinka napisała:

        > Jesli na prawde kocha, to mala poprawe da sie wspolnie wywalczyc...
        > Mnie to zabralo ze 2 lata
        > Kosztowalo wiele lez (i czasem nadal kosztuje), awantur i kilkanascie
        > nieudanych prob wyprowadzenia...
        > Moze to nie ma sensu (tak pewnie powie w-i-l)
        > i kiedys walnie z hukiem...
        > Ale w najgorszym przypadku seks, to taka sama plaszczyzna jak nieumyta wanna,
        > skapetki na srodku pokoju...
        > Trzeba WYPRACOWAC kompromis,
        > moze nie dostarcza to powalajacych uniesien,
        > ale pozwala pozbyc sie napiecia ; )
        > i mimo wszystko zbiza zwasnionione i naladowane emocjami pary...
        > (Moj kompromis to 3 razy w tygodniu)
        • nastinka Re: Frustracja 01.06.04, 18:53
          Ja tez przewaznie wymuszam...
          tez tego nie lubie,
          i chce sie poczuc czasem molestowana...
          Dobrze, ze Ci nie spada samoocena,
          bo moja siegnela juz bruku...
          Tez jestem Jego przyjaciolka
          i dobra z nas para,
          i tez mnie to wszytko wkurza srednio 5 razy w tygodniu
          Moze jednak raguje na poziomie hormonow
          i byle co mnie wyprowadza z rownowagi
          (albo krzyk, albo placz, albo euforia)
          Ale i tak jest lepiej niz bylo,
          bo przynajmniej to sie regularnie zdarza
          i duuuzomniej placze...
          Mam wrazenie, ze moj maz juz doskonale wie, ze gwarancja spokoju i mojego
          swiergotliwego nastroju, ktory uwielbia (jak twierdzi) jest seks,
          wiec mniej sie ociaga...
          Nie bylismy u seksuologa,
          moja propozycja nie doczekala sie aplauzu
          (jak sie mozna domyslec)
          i moj maz twierdzil,ze dopoki nie robie schiz,
          to wszystko dziala swietnie,
          no coz trudno mi czasem/czesto zachowac spokoj
          i wylaczyc funkcje seks
          a co do oceny, to albo sie roznimy tak bardzo,
          albo udaje, ze nie dostrzega problemu
          Moze moj przyklad nie jest bardzo budujacy,
          ale na prawde sporo sie juz zmienilo
          • sutra Re: Frustracja 10.06.04, 19:25
            nastinka napisała:

            > Ja tez przewaznie wymuszam...
            > tez tego nie lubie,
            > i chce sie poczuc czasem molestowana...
            > Dobrze, ze Ci nie spada samoocena,
            > bo moja siegnela juz bruku...

            Miałam ten problem na poczatku aktualnego związku. Na szczęście wszystko sie
            zmieniło, może nie jest dokładnie tak, jakbym chciała, ale już w 90%. Brakuje
            mi takiej niewymuszonej, przelotnej czułości z jego strony, ale jesli chodzi o
            pieszczoty łóżkowe i inicjowanie seksu, to jest jak najbardziej w porządku. A
            udało się to w ten sposób, że po prostu mu wytłumaczyłam, że musi mnie
            molestować, bo inaczej jestem nieszczęśliwa, czuję się niekochana,
            nieatrakcyjna i spada mi samoocena. Na szczęście sie udało, ale mogło się
            oczywiście nie udać....
        • sutra Re: Frustracja 10.06.04, 19:28
          kociakk napisała:

          > Pytanie do Ciebie, Naskinko, czy byliście u seksuologa. Poszukuje dobrego
          > specjalisty w Warszawie. Pytałam na forum seksuologia. Nie otrzymałam
          > odpowiedzi.
          > Pozdrawiam,
          > Kocia

          Wysłałam @ na gazetę.
      • ja.b Re: Frustracja 02.06.04, 11:58
        3 razy w tygodniu! to niemal idealnie! nie miałabym nic przeciw temu...
        mój mąz nie potrzebuje więcej jak raz w miesiącu! a rekord to 4 miesiące:)
        i trwa to tak długo że już jestem prawie zrezygnowana. Do tego dochodzą
        wieczne "humory" a próba rozmowy kończy się obrażalstwem i po problemie,
        przynajmniej dla mojego meża...
        • marcin1973 Re: Frustracja 02.06.04, 12:22
          mnie tam 2 razy w tygodniu wystarcza:))) trzy to poziomo maksymalnie idealny:)))
          rekordem mojej żony było 5 miesięcy. Koszmar. Dla niej do tego, to sytuacja
          normalna była, bo jej sie nie "chciało" więc mnie też nie powinno się chcieć.
          Ale pracuje w kierunku dwóch razy w tygodniu + pieszczotki delikatne. No to już
          jest coś. Na pewno obniża do zera poziom frustracji i zniechęcenia (ale i na
          częstośc bywania na necie ma wpływ zniżkujący:))))
          Pozdr. Marcin

          > 3 razy w tygodniu! to niemal idealnie! nie miałabym nic przeciw temu...
          > mój mąz nie potrzebuje więcej jak raz w miesiącu! a rekord to 4 miesiące:)
          > i trwa to tak długo że już jestem prawie zrezygnowana. Do tego dochodzą
          > wieczne "humory" a próba rozmowy kończy się obrażalstwem i po problemie,
          > przynajmniej dla mojego meża...
          • twoofus Re: Frustracja 02.06.04, 15:34
            zawsze myslalem ze to faceci maja taki problem ze ich zonom sie nie chce - a tu
            zaskoczenie. Z tego co mowicie wychodzi na to ze jestescie mlode, atrakcyjne,
            chetne do zabaw a wasi mezowie nie chca. Moze jednak obiektywnie jest cos w was
            co waszym mezom przeszkadza, powoduje ze nie maja ochoty na seks - moze nie
            kochacie sie tak jak oni chca, nie lubicie jakis pieszczot. Bo szczerze
            powiedziawszy ciezko uwierzyc zeby zdrowy facet nie mial ochoty na seks.
            podkreslam zdrowy.
            PS moze oni cierpia na jakies zaburzenia i wstydza sie o tym powiedziec ?
            • woman-in-love Re: Frustracja 02.06.04, 16:47
              Wczesniej smakowało - nagle przestało. Dla mnie też to jest niepojęte. To samo
              zresztą dotyczy kobiet. Po mojemu przyczyna tkwi gdzieś w relacji, tzn " na
              łączach". Co to jest i skąd się bierze??? Czy nie zauważa sie jakichś oznak
              przed szkodą? Nie mam pojęcia. Prawda "obiektywna" chyba w ogóle nie istnieje...
              • sutra Re: Frustracja 10.06.04, 19:21
                woman-in-love napisała:

                > Wczesniej smakowało - nagle przestało. Dla mnie też to jest niepojęte. To samo
                > zresztą dotyczy kobiet. Po mojemu przyczyna tkwi gdzieś w relacji, tzn " na
                > łączach". Co to jest i skąd się bierze??? Czy nie zauważa sie jakichś oznak
                > przed szkodą? Nie mam pojęcia. Prawda "obiektywna" chyba w ogóle nie
                istnieje...

                Ja długich stażów w związkach nie miałam, ale miewałam problemy z własnym
                chceniem (jak i zresztą z oziębłością partnera). Teraz, po licznych
                doświadczeniach, natychmiast wychwytuję, kiedy nie mam ochoty na seks i
                dlaczego, staram sie jak najszybciej zakomunikowc partnerowi, czego mi trzeba,
                żeby nie zatrzasnac się w poczuciu beznadziejności, nierozumienia i
                niekochania, a ponieważ partnerowi autentycznie na mnie zależy, więc wszystko
                załatwiamy od razu. Natomiast kiedyś nie umiałam nazwać tego, co mi brakuje,
                tylko po prostu odechciewało mi się seksu, a najczęściej i w ogóle wszystkiego.
            • nastinka Re: Frustracja 02.06.04, 19:56
              Moze mnie twoofus wspomozesz,
              bo ja od 3 lat zachodze w glowe,
              co we mnie jest takiego strasznego,
              ze ukochany odmawia,
              alez ja wiekszosc rzeczy lubie,
              zwlaszcza jak widze, ze podniecaja mojego partnera,
              zreszta moj kochany nic raczej nie proponuje,
              twierdzac, ze on ma proste potrzeby...
              proste...czyli poligamiczne?
              bo jak domniemam, to jedna z przyczyn zaniku
              Jak to jest Panowie?
              • twoofus Re: Frustracja 03.06.04, 09:44
                po pierwsze podziwiam Cie ze wytrzymalas 3 lata. Nie wiem co Ci poradzic - ja
                zawsze twierdze ze jedynym rozwiazaniem problemu jest szczera rozmowa (choc na
                szczerosc czasami ciezko sie zdobyc i dotyczy to zarowno kobiet i mezczyzn). A
                jesli rozmowa nie pomaga to chyba trzeba sobie okreslic priorytety - czy seks
                jest dla nas tak wazny ze nie da sie bez niego zyc czy trwamy dalej w tym i
                nosimy brzemie matki polki.
                Dla mnie seks jest bardzo wazny i nie wyobrazam sobie zycia bez niego, zreszta
                pewnie kazdy potwierdzi ze zycie seksualne rzutuje na inne dziedziny zycia -
                wiec wychodzi na to ze bez udanego seksu nie ma udanego zwiazku.
                Jakie jest rozwiazanie - pewnie dla kazdego inne - jedni beda zyc i cierpiec,
                inni odejda, inni znajda sobie cos na boku, a jeszcze inni beda eksperymetnowac
                z innymi ukladami.
                Nie znam Ciebie ani twojego meza, nie wiem jak wyglada Twoja sytuacja rodzinna
                wiec ciezko mi cos radzic.
                Jesli chcesz pogadac na priv to nie ma sprawy
                • nastinka Re: Frustracja 05.06.04, 09:56
                  Dla mnie tez jest bardzo ważny
                  i wiem, ze rzutuje na wszystkie sfery
                  i bez udanego seksu nie ma udanego zwiazku,
                  tylko jak daleko relatywne jest pojecie udany seks?
                  Nie zdazylo Ci sie byc z dziewczyna, ktora Cie fascynowala,
                  z ktora bylo Ci bardzo dobrze,
                  ale powiedzmy seks nie byl najsilniejsza strona tego zwiazku?
      • googlemalysza Re: Frustracja 04.06.04, 14:18
        sex to tak jak nieumyta wanna i skarpetki (brudne) na srodku pokoju ???? no nie
        chyba jednak nie to samo
        • nastinka Re: Frustracja 05.06.04, 09:44
          Napisalam w najgorszym razie...
          poprostu trzeba sie dogadac,
          tak samo jak w przypadku innych spornych sparw,
          ktore wyplywaja gdy sie razem mieszka...
          Moze nie jest to sytuacja powalajaca emocjonalnie i fizycznie
          (taki wypracowany uklad),
          ale lepsza niz brak + agresja i frustracja
          • anula36 Re: Do woman -in - love 06.06.04, 15:45
            • anula36 Re: Do woman -in - love 06.06.04, 15:52
              mam jedno pytanie.
              Jesli tak sugerujesz ucieczke od meza z powodu braku seksu po roku po slubie,
              co bedzie jak nastepnemu tez szybko zwiednie? Nastepny, nastepny?Nastepny?
              Problemy mozna rozwiazywac, ucieczka nie zawsze jest jednym rozwiazaniem.
              Poza tym skoro sie komus obiecuje wspolne zycie to od razu kopa jak cos nie
              wychodzi?
              A gdyby to ona byla chora, albo by jej urwalo raczke czy nozke ( nie zycze,
              absolutnie) to radzialbys mezowei zeby uciekal gdzie pieprz rosnie, bo po co mu
              taka kaleka.A gdyby nie mogla miec dzieci? Tez bys tak mowila- uciekaj mezu, bo
              jak tu dziecko zrobic?
              Moze jestem glupia i naiwna, ale wierze w bycie razem na dobre i zle, co nie
              znaczy ze zgadzam sie na wszystko i nie probuje rozwiazac problemow, ktore
              wylaza z kazdego kata, jak w kazdym zwiazku pewnie.
              A moze by tak troche wiecej milosci??
              • woman-in-love Re: Do woman -in - love 06.06.04, 19:57
                Jeśli w rok po ślubie nie ma seksu - to za dwa, trzy i dziesięc lat - nie bedzie
                lepiej. Jesli uważasz, że warto marnować zycie - twoja rzecz. Brak pociągu
                seksualnego do zony/męża nie jest kalectwem, a bardzo często po latach okazuje
                sie, ze równolegle pielęgnowany był potajemny związek, gdzie seks buzował jak
                sie patrzy. Co ty na to??? A może wezwanie "wiecej miłosci" skieruj pod inny,
                własciwszy adres? Do tych, co odwracaja się plecami, nie chca sie leczyć ani nie
                widza problemu, a swoich wygłodzonych seksualnie partnerów sprowadzaja do
                parteru pod kazdym względem?
                • anula36 Re: Do woman -in - love 06.06.04, 23:12
                  Wezwanie bylo ogolne,do wszystkich.
                  Uwazam,ze jesli jest w zwiazku troche milosci i ludziom na sobie naprawde
                  zalezy, to wiekszosc impasow z pomoca pracy nad soba,terapeuty,nowoczesnej
                  medycyny,lekow, uda sie przelamac,czasem troche czasu na to potrzeba,nikogo nei
                  namawiam do czekania 10 lat.
                  uwazam jednak ,ze nie zawsze jedynym wyjsciem jest zmian partnera na nowego. W
                  koncu po cos sie ten slub bralo, prawda? Chyba po to,zeby byc razem. I RAZEM
                  rozwiazywac problemy. Partnera, ktory sie miga, albo prowadzi potajemne
                  zwiazki, skreslam od razu.
                  Ale ja odnosze takie wrazenie,ze wiekszosc osob na tym forum tak naprawde ma
                  bardzo marny kontakt z partnerem, wylewaja tu swoje zale, zamiast pogadac z
                  druga polowa. Placza, rozpaczaja, unosza sie ambicja, obrazaja,
                  podejrzewaja,tworza teorie, zamiast we wlasnych 4 scianach zajac sie wlasnym i
                  partnera zyciem. Sami siebie sprowadzaja do parteru.
                  Zieja niechecia rozczarowaniem,zadaniami...licze sie ja i moje potrzeby.
                  Apeluje o troche spokoju i wejrzenie w glab zwiazku,szczera rozmowe.Troche
                  empatii.
                  Przezylam to wszystko na wlasnej skorze i razem naprawilismy to co szwankowalo.
                  Dlatego moge cos o tym powiedziec.
                  To tylko moje sugestie, nie zamierzam nikogo, nawraca, moralizowac itp. Ja mam
                  swoje zasady, ty masz sowje, jeszcze ktos inny ma swoje.
                  Wybralas, jestes szczesliwa i dobrze, o to chodzi.
                  Ale moze czasem nie warto sie tak zaperzac...:)




                  • woman-in-love Re: Do woman -in - love 07.06.04, 04:44

                    > Ale ja odnosze takie wrazenie,ze wiekszosc osob na tym forum tak
                    naprawde ma
                    > bardzo marny kontakt z partnerem, wylewaja tu swoje zale, zamiast
                    pogadac z
                    > druga polowa. Placza, rozpaczaja, unosza sie ambicja, obrazaja,
                    > podejrzewaja,tworza teorie, zamiast we wlasnych 4 scianach zajac sie
                    wlasnym i
                    > partnera zyciem. Sami siebie sprowadzaja do parteru.

                    Anulo, na tym forum nie znalazłam ani jednej takiej osoby. Wszyscy, którzy maja
                    problem z brakiem seksu w małzeństwie próbowali rozmawiac, bezskutecznie.


                    Ale moze czasem nie warto sie tak zaperzac...:)

                    Własnie - warto, zeby wreszcie coś zrobic, zamiast tkwić w beznadziei. :-)
                    • anula36 Re: Do woman -in - love 07.06.04, 08:37
                      > Anulo, na tym forum nie znalazłam ani jednej takiej osoby. Wszyscy, którzy
                      maja
                      > problem z brakiem seksu w małzeństwie próbowali rozmawiac, bezskutecznie.
                      >
                      >
                      No, wlasnei z czego to wynika, ta bezskutecznosc? To jest pytanie:)
                      • alcine Re: Do woman -in - love 08.06.04, 21:11
                        A czy w ogóle znacie jakąś parę której udało się przezwyciężyć taki kryzys o
                        jakim piszemy? Bo jeśli nikt nie wie o takim przypadku, to co my tu wszyscy do
                        cholery robimy???
                        • anula36 znam, siebie i wlasnego faceta:) 08.06.04, 22:00
                          Wystarczylo szczerze pogadac, odwiedzic specjaliste,przebadac sie, wziasc leki.
                          Znow jest OK.
                          Tylko ze nam naprawde zalezalo na zwiazku-obojgu.
                          • anula36 Re: znam, siebie i wlasnego faceta:) 08.06.04, 22:08
                            Mimo ze nie mamy innego "dopingu" nie jestesmy malzenswem, nie mamy dzieci ,ani
                            wspolnej firmy:)
                            Teraz wiezre,ze juz z kazdym problem sobie poradzimy.
                          • lideczka_27 Re: znam, siebie i wlasnego faceta:) 08.06.04, 23:21
                            anula36 napisała:

                            > Wystarczylo szczerze pogadac, odwiedzic specjaliste,przebadac sie, wziasc
                            leki.
                            > Znow jest OK.
                            > Tylko ze nam naprawde zalezalo na zwiazku-obojgu.

                            Właśnie: NAPRAWDĘ i OBOJGU

                            bez tych dwóch warunków cała sprawa spali na panewce...

                            Czytałaś na tym forum jaka zazwyczaj jest reakcja strony tzw. zimnej na
                            słówko "specjalista"?

                            Gratuluję Wam i życzę szczęścia; fajnie, że Wam się udało :)
                            lida
                            • anula36 Re: znam, siebie i wlasnego faceta:) 09.06.04, 09:17
                              czytalam i troche mnie to przeraza, ze ludzie wola sie zamknac w swoich
                              problemach, unieszczesliwic siebie i partnera, a czasem tak nie wiele trzeba.
                              • woman-in-love Re: znam, siebie i wlasnego faceta:) 09.06.04, 10:09
                                "Zimniaki" wcale nie są zainteresowani poprawą sytuacji, ponieważ daje im ona
                                przewagę. Są w stanie swoja niedostepnoscia dosłownie "rzucić partnera/partnerkę
                                na kolana". A mało komu przyjdzie do głowy, ze to nieludzkie i nieuczciwe. Mówią
                                "kocham cie" i jednoczesnie z zimna krwią odtrącaja, jak psiaka. Znam przypadek,
                                kiedy pańcia przytulała i głaskała swego pieska na oczach męża, który nigdy nie
                                mógł dostąpić podobnej pieszczoty. Pan zazdroscił swojemu psu!!!
                                • anula36 Re: znam, siebie i wlasnego faceta:) 09.06.04, 10:54
                                  To Pan mial za przeproszeniem cos z glowka, albo byl 100% masochista.
                                  • woman-in-love kwestia interpretacji 09.06.04, 13:58
                                    • anula36 Re: kwestia interpretacji 09.06.04, 14:56
                                      a co tu jest do interpretacji? Ze niby milosc? Chore poswiecenie i danie sie
                                      zmanupulowac to nie milosc.
                                      • sutra Re: kwestia interpretacji 10.06.04, 19:16
                                        anula36 napisała:

                                        > a co tu jest do interpretacji? Ze niby milosc? Chore poswiecenie i danie sie
                                        > zmanupulowac to nie milosc.

                                        anulo, przed chwilą sama nawoływałaś do nieporzucania partnera. Więc on pewnie
                                        myślał tak samo. Granice wytrzymałości i poświęceń potrafią być bardzo
                                        elastyczne, niestety.
                  • sutra Re: Do woman -in - love 10.06.04, 19:18
                    anula36 napisała:

                    > Ale ja odnosze takie wrazenie,ze wiekszosc osob na tym forum tak naprawde ma
                    > bardzo marny kontakt z partnerem, wylewaja tu swoje zale, zamiast pogadac z
                    > druga polowa.

                    No dobrze, ale od kogo zależy ta niska jakość kontaktu? Oczywiście trudno
                    powiedzieć, ale partner ignorujący to, że druga osoba ma z brakiem seksu
                    poteżny problem, jest jak najbardziej (współ?)odpowiedzialny za to, że trudno
                    się im obojgu dogadac.
                    • anula36 Re: Do woman -in - love 10.06.04, 23:08
                      odpowiem hurtem:)
                      1. granice milosci i poswiecenia sa. Dla mnie oczywiste jest ze jesli
                      impotencja partnera nie wynika z jego zlej woli ( a na boku bzyka inna), ani z
                      lenistwa tylko z zaburzen ( psychicznych badz fizycznych) jesli widze,ze cierpi
                      z tego powodu, leczy sie ( nawet bez skutku),rozmawia to nigdy bym go nei
                      porzucila. Ale gdyby ktos sie zachowywal tak jak wiekszosc osob na opisanych na
                      tym forum ( do czwartej rano przy kompie, ale seksu to nie), to wybacz kop w
                      dupke murowany.Nie jestem masochistka, ktos mnie kopie ,a ja nadstawiam drugi
                      policzek, o nie.
                      2. kontakt w parze jest obustronny, chodzi mi o to,ze wychodzi na to,ze z kims
                      za zalozenia najblizszym ( maz, zona) nie mozna porozmawiac o najbardziej
                      podstawowych sprawach dotyczacych zwiazku. To po co zwiazek do cholery??? Dla
                      pieniedzy, dzieci bo na pewno nie sam w sobie.
                      Niska jakosc kontaktu zalezy od relacji obojga partnerow i oboje sa
                      wspolodpowiedzialni.
                      Tak czy inaczej znalezienie tego forum ( przypadkowe) uswiadomilo mi,jaka
                      fuksiara jestem:)
    • julian21 Re: Frustracja 27.06.04, 14:44
      Nie wiem ile macie wiosen ale jak to czytam to albo on ma pod 60 albo Ty jesteś
      bardzo brzydka no i a może to pedał? Nawet gdyby Cię zdradzał mężczyzna jest w
      stanie w wieku do 30 lat kochać się po godzinie od poprzedniego razu. A jak
      łykendy gdzie przez dwa dni jest z Tobą.
    • mikrosk Re: Frustracja 27.06.04, 15:59
      kociakk. Myślę, że jednak powinnaś poważnie się zastanowić nad ucieczką - im
      szybciej tym lepiej. Ja właśnie opisałam swoje małżeństwo, w kórym pierwsze
      symptomy tego co się dzieje teraz zaczęł się w pierwszym roku wspólnego
      mieszkania - jeszcze przed ślubem, ale miłość jest ślepa. Niestety
      potrzebowałam wielu lat, żeby stwierdzić, że taka sytuacja jest chyba
      niemożliwa do poprawienia (chociaż ciągle idiotka mam nadzieję).Zdecydowaliśmy
      się na dziecko gdy już nie było najlepiej, ale przyznam, że wiek nas gonił
      (jesteśmy mocno po 30) a ja stwierdziłam, że dziecko chcę mieć niezależnie od
      tego czy będę z nim czy sama. Jeżeli jednak twój wiek pozwala Ci poczekać z
      taką decyzją, to nie rób tego błędu- to tak ogromnie komplikuje wiele spraw i
      ogranicza możliwość podjęcia jakiejkolwiek sensownej decyzji, że czujesz sie
      jeszcze bardziej sfrustrowana (chociaż synek jest dla mnie światełkiem w tunelu
      dzięki, któremu jeszcze nie zwariowałam), ale Tobie radzę dobrze się
      zastanowić.Niestety z mojego doświadczenia wynika, że z każdym rokiem będzie
      coraz gorzej. Poczytaj dobrze to forum, udało się naprawdę niewielu i mam
      wrażenie, że też nie jest u nich jednak bezproblemowo. Powalcz jeszcze -idźcie
      do seksuologa, psychologa i gdzie się da (anulka podpowiada poziom
      testosteronu), ale szybciutko, nie czekaj latami, bo się zapędzisz w matnię bez
      wyjścia. Jeżeli nie pomoże zwiewaj, szkoda życia.
      • anula36 Re: Frustracja 27.06.04, 17:07
        A swoja droga ciekawe co u samej zainteresowanej:)
        • kociakk Re: Frustracja 30.06.04, 16:14
          Żyje, jeszcze ;-)
          Jestem po wielu nieprzespanych nocach. Zdecydowałam i wysłałam męża do mojej
          znajomej psycholog. Stwierdziłam że ten grunt musi wybadać ktoś, kto się zna na
          psychice ludzkiej i zachowaniach.
          Okazuje się że mój mąż boi się kobiet!
          Boi się mnie dotknąć, klepnąć po pupie, "zwiąć" mnie gdy zmywam naczynia.
          Szukam antidotum, lekarstwa czy mikstury.....
          Nadal walcze!
          Pozdrawiam Was serdecznie!
    • mikrosk Re: Frustracja 27.06.04, 17:19
      Właśnie właśnie, bo może tam już iskry lecą a my znowu naszą energię na darmo
      he he
      • anula36 Re: Frustracja 27.06.04, 17:32
        samiast sami sobie iskry krzesac:)
        Swoja droga kurcze po roku od slubu taki zwiad...rozumialabym jesli po 51
        latach. Nie wyobrazam sobie nastepnych 20-30 -40 lat bez seksu.
    • jacekkur Widziały gały co na męża brały 28.06.04, 17:36
      A teraz macie pretensję? Chyba do siebie. Trzeba było przed ślubem dokładnie
      sprawdzić czy pod względem potrzeb seksualnych do siebie pasujecie. Skoro sie
      tego zaniedbało, albo wykonało "po łebkach" (bo co ludzie na to powiedzą) to
      trzeba sobie kupić wibratorek, albo poszukać nowego, bardziej jurnego partnera
      • mikrosk Re: Widziały gały co na męża brały 28.06.04, 21:46
        Drogi jackukur- odpowiadam Ci ponieważ mam wrażenie, że pijesz do tego co
        napisałam. Ano nie widziały gały, bo (może o tym nie wiesz), ale miłość jest
        ślepa.Gdyby wszyscy przed ślubem zimno kalkulowali i np. rozpisywali w punktach
        swoje wymagania w stosunku do partnera i kombinowali czy związek z nim aby na
        pewno spełni moje wszystkie, z góry założone wymagania, to życie,a już na pewno
        miłość byłaby bardzo smutna (i nie wiem czy można by w takim związku doszukiwać
        się w ogóle miłości). Jeśli chodzi o opinie ludzi to ja akurat należę do ludzi,
        kórzy opinie tworzą (taki zawód), a nie im się podporządkowują i zawsze byłam
        raczej niepokorną dziewczynką, która nie przejmowała sie tym co ludzie
        powiedzą. Ty, jak wyczytałam w tekście pt. "Nie wszyscy panowie uprawiają
        lewiznę) najpierw się wyszumiałeś z lasencjami, a póżniej stwierdziłeś, że już
        nic nowego nie odkryjesz i czas wybrać sobie taką, która (no właśnie, która co?
        będzie dobrze brała i dobrze dawała?) Ja też miałam pewne doświadczenia
        wcześniej i trochę czasu na sprawdzenie się z obecnym partnerem, ale cóż
        zakochanej kobiecie wydaje sie, że wszystko jest do naprawienia (zresztą u mnie
        jak i u większości bywających tutaj początek i kilka następnych lat były
        szczęśliwe i satysfakcjonujące). Nie wiem czy zauważyłeś, że wiekszość z nas
        wciąż kocha swoich partnerów (ach ta ślepa miłość), i dlatego jesteśmy na tym
        forum, a nie np. na f.- "Jak zdradzać, żeby sie nie wydało?". Życzę Ci, żeby
        Twoja żona nigdy nie straciła ochoty, bo bedziesz chyba musiał kalkulować od
        początku. Pozdrawiam
        • twoofus Re: Widziały gały co na męża brały 29.06.04, 08:58
          bardzo madre. Tylko jedno ale - piszecie ze pierwszy okre rok, kilka po slubie
          jest ok i nagle cos trach i sie konczy. Tak logicznie rzecz biorac, musi byc
          jakas wytlumaczlana przyczyna tego, nie wiem kochanka, choroba, stres itp. Bo
          rozumiem jak to jest powolny okres ze zmniejsza sie czestotliwosc ale tak nagle
          trach bez przyczyny ?? raczej niemozliwe
          • twoofus Re: Widziały gały co na męża brały 29.06.04, 08:59
            poza tym jesli tak jest ze nagle trach po kilku latach wspolnego zycia to tak
            naprawde nie mamy zadnej gwarancji ze z nastepnym partnerem bedzie lepiej i
            schemat sie nie powtorzy
            • mikrosk Re: Widziały gały co na męża brały 29.06.04, 20:57
              Twoofus. Ja, po porzeczytaniu wszytkiego na tym forum, nie odniosłam wrażenia,
              że u wiekszości to było trach i już. Takie zrozumienie przez Ciebie sytuacji
              raczej wynika z faktu, że nikt nie opisuje narastania swoich problemów miesiąc
              po miesiącu, czy dzień po dniu, tylko w miarę na skróty dociera do momentu, w
              którym problem już stał się prawdziwym PROBLEMEM nie do przeskoczenia.
              Pozdrowienia
              • twoofus Re: Widziały gały co na męża brały 30.06.04, 09:18
                w takim razie moze jest rzeczywiscie tak ze jestesmy zaprogramowani na 5-7 lat
                milosci ? pozniej przychodzi rutyna, pchanie wspolnego wozka itp ale skoro
                problem jest narastajacy i nie daje sie go rozwiazac od ilus tam miesiecy to
                nie za dobrze wrozy na przyszlosc
    • ogolone_jajka Re: Frustracja 29.06.04, 21:18
      Hmm, moja żona też jest atrakcyjną kobietą, a mimo to, nie mam na nią ochoty. To znaczy mam, ale nie tak wielką jak na kogoś innego, nawet dużo brzydszego... Zresztą na moim forum (adres w stopce) znajdziesz wiele kobiet z podobnymi problemami.
    • little_crazy Re: Frustracja 30.06.04, 16:50
      nie czytalem postów od innych więc być może sie powtórzę, ale nie jestes sama
      sloneczko. Z tego co zdążylem się zorientować na forum jest nas facetów i
      kobiet zbyt wielu których dotyczy ten problem. Nawet bym powiedzial że chyba
      nasz naród jest jakiś taki porąbany i wynika z tego że mnóstwo ludzi poprostu
      nie pasuje do siebie w tych sprawach. Być może to jest nasza narodowa choroba:)
      Ja mam identyko sytuację tylko z tej drugiej strony, moja żona nie bardzo ma
      ochotę na te sprawy. Jak chcesz pogadać na te tematy to wal na priva.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka