Dodaj do ulubionych

Smutny koniec kochania...

24.11.11, 12:31
Właśnie pojechał do pracy po awanturze a ja siedze sama, łzy mi kapią na klawiaturę i zadręczam się pytaniem "co ze mną jest nie tak?". Zawsze tak samo, choć dziś wykrzyczałam mu, że to może nie ze mną jest problem tylko z nim. Bo CZYJA to WINA, że nie mam ochoty na seks- MOJA, bo to JA nie mam, czy JEGO, że to na NIEGO nie mam? NIENORMALNE jest, że się kobiecie nie chce, ale czy NORMALNE jest, że facet przychodzi do domu i wyciąga rękę po obiad, po piwko, po żonę... Wybuchłam dziś, bo od tygodnia dziennie opędzam się i już mnie to zmęczyło, a on zamiast pomyśleć dlaczego nie, nalega coraz bardziej. Dla mnie to też nie jest miłe - odawiać, ale dać tym bardziej miłe nie jest.
Obserwuj wątek
    • belli_sima Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 12:42
      Jeśli mówisz mu "nie, bo nie" to on tego na pewno nie zrozumie.
      Porozmawiajcie o przyczynach takiego stanu rzeczy.
      • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 12:57
        Próbowałam... Może ciężo to ubrać w słowa, ale próbowałam. Sytuacja pogorszyła się. On uważa seks jako jedną z rzeczy, które się po prostu należą. Może i ma trochę racji, bo ślubowałam, ale mnie się też coś w tym wypadku należy...
        • hello-kitty2 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 13:34
          claudia78 napisała:

          "On uważa seks jako jedną z rzeczy, które się po prostu należą. Może i ma t
          > rochę racji, bo ślubowałam, ale mnie się też coś w tym wypadku należy..."

          Co? Co ci sie nalezy?
          • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 16:48
            Chcę się czuć zachęcona a nie emocjonalnie zmuszona. Pragnę bliskości a nie tylko czuć jego penisa w mojej pochwie. Chodzi niby o to samo a jednak nie...
            • arronia Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 17:00
              To działa w dwie strony...
              On też nie chce wymuszać szantażem seksu, tylko dostawać od ciebie bliskość fizyczną "za nic" - tak jak ty chcesz "za nic" dostawać bliskość emocjonalną.
              Sea.sea ładnie to kółko opisała niżej.
              Może sięgnijcie z mężem po "Inteligencję erotyczną" Esther Perel?
              • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 17:30
                Dzięki za propozycję, poczytam chętnie. Dzięki za pytania poniżej, odpowiedzi na nie dużo mnie kosztowały. Mnie też podoba się tak łatwo określony problem. Właśnie dzwonił mąż i chyba będzie szczera rozmowa dziś, przydadzą się łatwe określenia ;-) Postaram się być dziś bardziej logiczna może on będzie bardziej wrażliwy? Tak dla odmiany.
            • hello-kitty2 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 17:07
              claudia78 napisała:

              "> Chcę się czuć zachęcona a nie emocjonalnie zmuszona. Pragnę bliskości a nie tyl
              > ko czuć jego penisa w mojej pochwie."

              Claudia78, czy potrafisz okreslic, w jaki sposob chcialabys "byc zachecana" i w czym sie brak bliskosci przejawia w twoim zwiazku?
              • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 17:20
                Może to dziwnie zabrzmi ale czuję się szczęśliwą żoną z wyjątkiem tego jednego aspektu. Mamy dla siebie mało czasu ale dużo rozmawiamy przez telefon, często się razem śmiejemy a nawet w ciągu dnia czy wieczorem kiedy mnie przytula bez podtekstu seksualnego lub kiedy wygłupiamy się z dzieckiem i tażamy na łużku wszystko jest OK. Problem polega na tym, że dziecko idzie spać a ja zaczynam się obawiać, że on będzie chciał a ja nie i znów odmowa ( co wierzcie mi wcale nie sprawia mi przyjemności) i znów pretensje i odwracamy się tyłkami i idziemy spać. Próbowałam w ciągu dnia, czasami jesteśmy rano sami, więc próbuję sobie wyobrazić coś miłego i zainicjować zbliżenie ale czuję jakbym się sama oszukiwała. Do tego mąż zazwyczaj nie wyczuwa tego i nie rozpala tej myśli we mnie (może wtedy coś by z tego wyszło?). Mam wrażenie, że oboje jesteśmy chłodni tylko inaczej. Ja fizycznie (może faktycznie trzeba zrobić jakieś badania) a mąż emocjonalnie (na to badań raczej nie trzeba). Nie wiem jak to pogodzić.
    • bjbax Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 13:40
      Tylko czy to tak nagle zaczęlo Ci przeszkadzać ??
      Ja po 10 latach też się dowiedziałem, że to JA jestem winny, że jej się nie chce bo to co kiedyś było do zaakceptowania już nie jest. Zostało mi starać się aby była zadowolona to znowu będzie dobrze, tylko nie mam żadnej gwarancji że moja tytaniczna praca ją zadowoli.
      I co wtedy ??
      • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 16:54
        Nie. Nie nagle takie sytuacje zwykle narastają latami i chyba trzeba reszty życia, żeby je odkręcić. Chyba do końca trzeba się starać bez rzadnych gwarancji, że się uda, bo to właśnie o ten wysiłek chodzi a nie o jakiś końcowy cel.
    • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 13:56
      Kochana wiem że nie chciałaś aby to tak zabrzmiało ale wymsknęło ci się niechcący. Za seks to się coś należy tylko bitch, slut itd. w każdym razie profesjonalistkom, myślałam że żona robi to w ramach abonamentu:)wiesz, niższa jakość oszczędność kasy.
      A tak warto by powiedzieć chłopakowi że nie współpracujesz bo gaża za niska:)
      • belli_sima Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 15:12
        Nie sądzę, by autorce watku przydała sie taka doza sarkazmu.

        Przykre, że mąz traktuje ją tak instrumentalnie. No ale czy przed ślubem bylo inaczej?
        • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 17:04
          Sarkazm do przełknięcia.
          W sumie coś w tym jest tyle, że to nie o kasę tu chodzi, walutą są emocje. Operujemy zupełnie nieprzeliczalnymi dla siebie jednostkami. Zawsze byliśmy inni pod względem priorytetów ale umieliśmy się dogadać i pójść na kompromis. Od jakiegoś czasu to się zmieniło i pogłębia się. Odsuwamy się od siebie coraz dalej i mam wrażenie, żę mój mąż z tym nic nie robi co w naszej damskiej logice oznacza, że mu nie zależy. I choć to pewnie nie prawda to i tak boli.
        • kag73 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 19:01
          "Przykre, że mąz traktuje ją tak instrumentalnie. No ale czy przed ślubem bylo inaczej?"

          Wcale nie jestem pewna czy maz traktuje ja instrumentalnie. Pisze, ze rozmawiaja sie, smieja sie, wyglupiaja a ze facet chce seksu od zony, wydaje mi sie zdrowe i normalne. Problem w tym, ze on probuje ale go nie dostaje, wiec probuje dalej. Ja wkurza ta nachalnosc a on po prostu niezaspokojony jest i wk..wiony chodzi. Facet tez czlowiek i ma uczucia, przykro mu ciagle dostawac kosza od ukochanej.
          pewnie gdyby czesciej "dostawal" bylby spokojniejszy i mialby wolna lepetyne i mogl zadbac o inne sprawy.
          Kolejna kwestia to brak ochoty u autorki. Czym jest spowodowany? Warto sie zastanowic i poszukac odpowiedzi.
          Bo pewnie milo byloby gdyby wziala sprawe w swoje rece, zainicjowala seks i pokierowala akcja tak jak chce. problem w tym, ze nie ma ochoty.
          Proponuje "zacisnac" zeby i przetestowac jak facet bedzie sie zachowywal kiedy wreszcie seks dostanie, poczuje sie chciany i pozadany. I potem po tym zaspokojeniu szukac okazji i stwarzac miejsce na romantycznosc i bliskosc emocjonalna. Czesto, prawie zawsze zreszta, seks bardzo zbliza ludzi i stwarza mila poufalosc i inymnosc rowniez poza lozkiem.

          Aha, a ze przyzwyczailas do obiadkow. Raz zamiast obiadu zaserwuj seks, na pewno nie powie "nie" i wybierze numerk zamiast obiadku. Przyzwyczailas meza, mozesz tez odzwyczaic.

          Aha i jeszcze jedno, to wcale nie musi byc "smutny koniec kochania". Trzeba sie zabrac do pracy, wszystko w Waszych rekach. A etapy w zwiazkach bywaja rozne. Nadal sie kochacie z zatem rozmawiajacie, probujcie, szukajcie rozwiazan.
          • be_3 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 11:43
            Zgadzam się z kag73...
            Nie rozumiem skąd wniosek, że jesteś traktowana instrumentalnie. Myślę, że masz sporo szczęścia - dogadujesz się z mężem, śmiejecie się razem (co niestety okazuje się rzadkością w związkach, w których "szwankuje" seks)...Mąż chce się kochać...to wspaniale - tzn, że Cię pragnie, że mu się podobasz. Myślę, że my kobiety lubimy komplikować sobie życie. Mężczyzna to prosta konstrukcja ;) - lubi mieć pełny brzuszek i "puste jajka" ;))...(bez urazy dla Panów). Tak to już jest, że mężczyźnie wiele do szczęścia nie trzeba. Jeśli facet jest "normalny" (bez przerpstu ego i bez problemów z libido) - to chyba standart, że uwielbia seks.
            Oczywiście masz prawo czuć się, tak jak się czujesz, ale sądzę, że obiektywne spojrzenie innych osób, uświadomi Tobie...jakie duże masz szczęście! Seks potrafi być cudowny, nie wiem po co z niego rezygnować! Pozdrawiam i życzę wszystko dobrego! :)
        • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 20:46
          belli_sima napisała:

          > Nie sądzę, by autorce watku przydała sie taka doza sarkazmu.
          >
          > Przykre, że mąz traktuje ją tak instrumentalnie. No ale czy przed ślubem bylo i
          > naczej?

          Sorry kotek trochę was porąbało, bez sarkazmu tu się nie da.
          Ja serdecznie współczuję mężowi autorki. Jak mężczyzna chce się kochać z żoną to jest przedmiotowe traktowanie? Kochana współczuję twojemu psychoanalitykowi.
    • arronia Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 15:16
      Pewnie przydałoby się zadać sobie i takie pytania:
      - nie chcesz seksu czy nie chcesz seksu z tym mężczyzną
      - jak się czuje związek poza seksem
      - czy kiedyś seks sprawiał ci przyjemność i dawał satysfakcję
      - jak się ma twoje zdrowie? ogólne badania, tarczyca itd.
      - czy nie bierzesz antykoncepcji hormonalnej (mogłaby być źle dobrana / źle robić na libido)
    • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 15:27
      Kółko z gatunku zamkniętych: im bardziej Ty "nie dajesz", tym bardziej mu frustracja pada na mózg i okolice, w związku z tym on nie jest w nastroju na bycie miłym i staranie się, a co za tym idzie - Ty jeszcze bardziej nie masz nastroju, żeby mu "dać".

      Pytanie się rodzi, czy był bardziej znośny w codziennym obyciu, jak jeszcze "dostawał" regularnie...
      • elsa33 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 18:42
        no właśnie ktoś już wcześniej zadał to pytanie, jaki był wasz seks, czy nie zniechęciłaś się do niego z powodu marnej jakości seksu?
        To że presja potęguje w tobie zniechęcenie mnie nie dziwi, trzymam kciuki za konstruktywną rozmowę. Daj znac jak poszło.
        • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 18:49
          Wydaje mi się, że zaczęło się od problemów czysto fizycznych. Po ciąży nie odzyskałam równowagi hormonalnej albo coś obniża moje libido, nie wiem. Nie chciałam tak jakoś bez powodu. Z biegiem czasu i pogłębiającej się różnicy w wrażliwości i podejcia emocjonalnego doszło do tego błędnego koła.
          Dziękuję i sama również trzymam za nas kciuki. Idę "zmęczyć" dzieciaka, żeby szybko i twardo usnął.
          • kag73 Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 19:05
            No to masz opowiedz. Tobie sie poprzstawialy hormony, jemu nie. On chcial Ty nie. W koncu zaczal sie frustrowac i odechcialo mu sie emocjonalnej bliskosci, bo barkowalo bliskosci fizycznej.
            Rozmawiaj szczerze z mezem. Co Ty, co on, co kto czuje, co sie komu nie podoba i co by tutaj z tym zrobic. bez wyrzutow i nie zapominajac, ze nadal sie kochacie, macie jedno zycie i nie chcecie go marnowac.
          • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 24.11.11, 21:25
            Ale jak już jest ten seks, to jak się czujesz w trakcie i po? Bo zdarza się, że człowiekowi się nie chce, a jak zacznie, to się robi fajnie i potem jest zdziwiony, że mu się nie chciało - po prostu rozkręca się w trakcie, mimo, że chwilę wcześniej seks był ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę. Zdarza Ci się tak? :)
          • arronia Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 11:12
            Napiszę o swoich doświadczeniach z "wycięciem seksu". Bo miałam taki moment w życiu, że choroba skasowała mi niemal do zera zdolność do osiągania podniecenia, pociąg do seksu.

            Dziwne odczucie... Miałam ochotę na bliskość z partnerem, ale praktykowanie seksu jako takie mnie nie interesowało. W sumie mogłabym wtedy powiedzieć to samo: "Pragnę bliskości a nie czuć jego penisa w mojej pochwie." Bo seks jakoś tak wtedy odczuwałam, zewnętrznie, naskórkowo, jakbym patrzyła na to z zewnątrz. Taki najwyraźniej jest seks, kiedy się nie jest podnieconym. Albo nie dość.

            I tak sobie myślę - z tego co piszesz, jest między wami więź, są pozytywne emocje, komunikacja jakaś. Czyli jakby to nie tu był problem (choć tak to na początku przedstawiłaś). Tylko jednak w samym seksie - pociągu, libido etc. Jesteś pewna, że twoje hormony wróciły do normy? Wszystko sprawdzone?

            Jeśli coś w nich nie tak - najwyższy czas je uporządkować i wrócić do zdrowia. (Jeśli do ciebie przemówi bardziej dziecko niż seks - wróć do zdrowia dla dziecka, zdrowa matka ma sens).
            Jeśli wszystko z nimi w porządku, a to "tylko psychika" - pewnie warto zacząć próby przywrócenia seksu i radości z niego, fizycznej bliskości, odkręcenia oddalenia. Tzn. nawet w pierwszym przypadku oba podejścia potrzebne.
    • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 00:08
      Coś tam próbujesz na męża znaleźć, że niedomaga emocjonalnie ale nie chcesz (nie potrafisz?) podać żadnego konkretu.

      To, że facet bez seksu przez dłuższy czas chodzi sfrustrowany to jest zjawisko które po prostu występuje w przyrodzie i to dość często.

      Oczywiście bez seksu mężczyzna nie umrze, ale jeśli ma babkę pod ręką z którą miał nadzieję ten seks mieć - to już jest prosta droga do poczucia się oszukanym. Tymczasem poza łóżkiem tworzy z Tobą fajny związek i tylko seks który jemu jest potrzebny, Tobie akurat nie jest więc się "opędzasz". Ponieważ, jak zrozumiałem, Twój mąż nie żenił się z bryłą lodu, to nie masz żadnego prawa oczekiwać, że bryłę teraz zaakceptuje. Zresztą na szczęście dla siebie nie robi tego, wobec czego wpędza Cię we łzy i na forum "brak seksu w małżeństwie" co jest pierwszym krokiem do poprawienia jego sytuacji i najprawdopodobniej Twojej. Gdyby był emocjonalnie dopasowany i jak rozumiem, nie przyciskał Cię tak, Tobyś sobie żyła szczęśliwa bez seksu, on masturbował by się po kątach czując do Ciebie coraz większy żal i niechęć. W końcu na którymś spotkaniu z kumplami, kiedy ktoś rzucił by tekst w stylu " ta moja Anka to diabeł w łóżku" Twojemu mężowi do reszty strzeliłaby gumka od emocjonalnej wrażliwości i wreszcie zdałby sobie sprawę, że ma jedno życie i jeśli chce być w nim szczęśliwy to musi znaleźć kobietę której wachlarz erotycznych zachowań jest szerszy od opędzania się. Tak więc nie wiń go za to, że próbuje coś robić z Tobą. Mężczyzna może grzecznie się odwrócić na pięcie, na wieść, że z seksu nici jeśli
      a) zna powód
      lub
      b) jest to sytuacja incydentalna

      Pewnie, że nie jest Ci łatwo przekonać się do seksu gdy patrzysz jak mu ślina kapie z pyska, porozmawiaj więc z nim o tym, jednak tylko wtedy, jeśli będziesz pewna, że kiedy on przestanie wyciągać łapska Ty sama spróbujesz w nie wejść; a nie na zasadzie "Ty odpuść a Ja zobaczę" bo to oznaczałoby, że to Ty jesteś niedopasowana emocjonalnie (do związku)
      • elsa33 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 07:51
        I jak Claudia?
        Mnie się wydaje, chociaż Claudia nic nie pisała na ten temat, że seks z nim nie jest satysfakcjonujący dla niej. Właśnie przez tę niewspółmierną wrażliwość i po raz kolejny słabą komunikację. Jak to ktoś tu kiedyś fajnie napisał, żeby kobieta była demonem seksu, musi czuć się uwodzona i dopieszczana w innych chwilach też, podniecenie u kobiety narasta bardzo powoli. No a jeśli facet ma prostą filozofię w stylu "Najadłem się, napiłem, to teraz kładź się" to wcale się nie dziwię że ona odmawia.
        Jedna lub kilka szczerych rozmów i odnajdziecie drogę do siebie, warunek oczywiście jest taki, że ciągle się kochacie.
        • urquhart Iluzja cudownej mocy szczerych rozmów 25.11.11, 08:21
          elsa33 napisała:
          > Jedna lub kilka szczerych rozmów i odnajdziecie drogę do siebie, warunek oczywi
          > ście jest taki, że ciągle się kochacie.

          Jak myślisz czy szczera rozmowa lub ich kilka z szefem w pracy rozwiąże twoje problem że chciałabyś dostawać większą pensję jeżeli się starasz?
          Czy lepiej zadziała to że dowie się że interesuje się tobą konkurencja i kusi Cię wiekszymi zarobkami?
          • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy szczerych rozmów 25.11.11, 09:18
            Mogę odniesc sie do porównania, chociaz jest chybione, to zależy czy szef jest wystarczająco inteligentny żeby docenić moją wartość.
            Chybione porównanie, bo w związku nikt nie jest szefem
            • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy szczerych rozmów 25.11.11, 09:38
              Iluzja mocy szczerych rozmów? U mnie wystarczyły rozmowy, wielkrotne i z coraz lepszym skutkiem. Jeśli dwoje ludzi się kocha mogą zmienić swoje życie pod warunkiem że są na tyle inteligentni, żeby spełniać swoje wzajemne potrzeby. Wiesz jest rozmowa i rozmowa....przeszłam też przez trochę tych nic nie wnoszących rozmów, żebyśmy mogli dojść tu gdzie jesteśmy, każdemu życzę takich zmian jakie nastąpiły w moim związku, chociaż..... cholera wie, może było w międzyczasie jakieś dotknięcie czarodziejskiej różdżki, ale wolę o tym nic nie wiedzieć, na chwilę obecną jestem szczęśliwa (pod wpływem cudownej mocy oklepanych szczerych rozmów)
            • urquhart Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 10:32
              Nie chodzi kto jest szefem ani kto jest inteligentniejszy (dojrzalszy?).
              Porównanie jest typowe w psychologicznych publikacjach.
              Rozmowa to dużo za mało.
              Typowo kazdy szef wie ze jego pracownik ile by nie zarabiał chciałby wiecej i bez rozmowy.
              Podobnie jak Claudia wie że małżonek chce wiecej i ciekawiej seksu.
              I co? I nic.
              Chce najpierw rekompensaty dla siebie, jeżeli tylko może "wycenia" się coraz wyżej - tu patrz sygnaturka.
              A jest to żądanie o tyle złudne że to jedynie jej racjonalizacja, statystyczne mężowie "starajacy sie bardziej" maja mniej, a nie wiecej seksu.

              Założę się jednak że jak Claudia wyczuje że mąż ma początek romasu i atrakcyjną koleżankę która pali się żeby dawać dupy, to jej nagle "ochota" wzrosnie. :)
              Tak samo jest z szefem...
              • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 10:48
                Ty naprawdę sądzisz, że kobiety są takie proste? Facet przejawia atawistyczną formę życia, chce jeść pić i rżnąć (bez urazy Claudia - wyolbrzymiam to celowo) a ty myślisz, że jak włoży ch. w inną to nagle żona się przed nim rozłoży. Sorry za wulgarny obrazek. Gdyby mnie coś takiego spotkało usłyszałby ciętą ripostę i mógłby się więcej nie pokazywać.
                • urquhart Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:02
                  > y za wulgarny obrazek. Gdyby mnie coś takiego spotkało usłyszałby ciętą ripostę
                  > i mógłby się więcej nie pokazywać.

                  Przykład z szefem jest tu też dobrą pararelą. Jeżeli pracownik jest kiepski, niech go konkurencja sobie bierze męczy się z nim i krzyzyk na droge.
                  Jeżeli zaś cenny i trudny do zastąpienia, dobrze wypełni obowiązki, to co innego, trzeba znaleźć ochote na spełnienie jego oczekiwań. Ot i stabilizuje się pewna równowaga między oczekiwanianiami a skłonnością do ich spełniania przez partnera czy szefa.

                  Proszę Cię Elsa, doceniam twoją dobrą wolę w przezentowaniu życzenowych schematów cudownych rozwiązań, ale naukowcy bapadają owe zależności partnerstwa od dawna i slogan że przedstawienie oczekiwań w rzekomej "szczerej rozmowie" rozwiaże problem to zabawna naiwność wałkowana tu przez początkujących forumowiczów od dawna.

                  pozdr
                  • urquhart Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:54
                    > Przykład z szefem jest tu też dobrą pararelą. Jeżeli pracownik jest kiepski, ni
                    > ech go konkurencja sobie bierze męczy się z nim i krzyzyk na droge.
                    > Jeżeli zaś cenny i trudny do zastąpienia, dobrze wypełni obowiązki, to co inneg
                    > o, trzeba znaleźć ochote na spełnienie jego oczekiwań. Ot i stabilizuje się pew
                    > na równowaga między oczekiwanianiami a skłonnością do ich spełniania przez part
                    > nera czy szefa.

                    Dodam jeszcze że to tłumaczy zdaniem psychoterapeutów dlaczego wychodzą lepiej satysakcjonujaco i harmonijnie dla obu stron DRUGIE stałe związki czy małżeństwa, bo ów stan równowagi niepełnonych i spełnionych czekiwań ma wypracowany pewien realny poziom odniesienia.
                    W drugich związkach też obiektywnie typowo znacznie wiecej seksu, kompromisu i równowagi w spełnianiu wzajemnych oczekiwań.
                    Bo obie strony podchodzą też bardziej racjonalnie (bo mają doświadczenie), a nie naiwnie i życzeniowo co do realności zastąpienia obecnego partnera (ki) przez ewentualnego lepszego.
                    A i niedogodności zwiazane z odejściem małzonka (ki) (czy TŻ) są znacznie bardziej realną i przykrą alternatywą.
                  • aandzia43 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 14:00

                    > Przykład z szefem jest tu też dobrą pararelą. Jeżeli pracownik jest kiepski, ni
                    > ech go konkurencja sobie bierze męczy się z nim i krzyzyk na droge.

                    Tak, ten pan jest faktycznie kiepski i niech go sobie konkurencja bierze. Takie ujęcie sprawy też jest możliwe, nie sądzisz?
              • that.bitch.is.sick Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:09
                Urquhart ja to ciebie podziwiam, że ci się jeszcze chce nieść kaganek oświaty:)
                • urquhart Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:15
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Urquhart ja to ciebie podziwiam, że ci się jeszcze chce nieść kaganek oświaty:)

                  Utrwalam sobie przy okazji bo widziec to jeszcze mało, mysi wejść w odruchy warunkowe :)
                  • that.bitch.is.sick Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:20
                    urquhart napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > Urquhart ja to ciebie podziwiam, że ci się jeszcze chce nieść kaganek ośw
                    > iaty:)
                    >
                    > Utrwalam sobie przy okazji bo widziec to jeszcze mało, mysi wejść w odruchy war
                    > unkowe :)

                    Szkoda że wobec "ciotek" boję się swojego opisać.., ciekawe czy byś nie zjadł zębów:)
                  • aandzia43 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 14:10

                    > Utrwalam sobie przy okazji bo widziec to jeszcze mało, mysi wejść w odruchy war
                    > unkowe :)

                    Możesz oprócz utrwalania odruchów jeszcze poszerzać horyzonty ;-)
                • aandzia43 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 14:04
                  Kaganek oświaty Urquharta niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem.
                  • urquhart niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 15:54
                    aandzia43 napisała:

                    > Kaganek oświaty Urquharta niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem.

                    A najgorzej że jątrzy oświetlając wycinek ideowo niesłuszny!
                    Faszystowskimi metodami, jako pochołek patriarchatu inspirowany przez podrzegaczy ze znanego skądinąd mizogińskiego spisku (Milska, Starowicz, Perel, Brizendine i spółka) śmie podważać podstawy nowego postepowego feministycznego porządku!
                    :)
                    • kutuzow Re: niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 16:00
                      urquhart napisał:
                      > A najgorzej że jątrzy oświetlając wycinek ideowo niesłuszny!


                      Co jeszcze gorsze, ma rację! Sama autorka wbrew temu co próbowały pisać tutaj niektóre Panie wykazała, czego oczekuje. sea.sea to pięknie podsumowała:

                      "Ad nauseam: on ma się zastanawiać, czemu Tobie się nie chce, mimo, że Ty sama nie wiesz, czemu Ci się nie chce. Ma coś zrobić, ale nadal nie wiadomo, co - poza tym zastanawianiem. Wyszłaś za jakiegoś faceta, czy za wróżkę Aidę? :)

                      Na forum, spokojnie, pisząc bez emocji nie jesteś w stanie sformułować KONKRETNIE i zadaniowo o co Ci właściwie chodzi, a mąż ma to wymyślić?"

                      Cytuje całość bo na prawdę pięknie ujęte w kilku zdaniach.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131012910,Re_psychologiczne_publikacje.html
                      • that.bitch.is.sick Re: niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 16:03
                        kutuzow napisał:

                        >
                        > Co jeszcze gorsze, ma rację! Sama autorka wbrew temu co próbowały pisać tutaj n
                        > iektóre Panie wykazała, czego oczekuje. sea.sea to pięknie podsumowała:
                        >
                        > "Ad nauseam: on ma się zastanawiać, czemu Tobie się nie chce, mimo, że Ty sama
                        > nie wiesz, czemu Ci się nie chce. Ma coś zrobić, ale nadal nie wiadomo, co - po
                        > za tym zastanawianiem. Wyszłaś za jakiegoś faceta, czy za wróżkę Aidę? :)
                        >
                        > Na forum, spokojnie, pisząc bez emocji nie jesteś w stanie sformułować KONKRETN
                        > IE i zadaniowo o co Ci właściwie chodzi, a mąż ma to wymyślić?"

                        Kutuzow przestań w kółko to samo powtarzać. Nic własnego nie potrafisz wymyślać tylko cytować innych.
                        • urquhart Re: niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 16:15
                          Bitch, nie tak ostro, u ciotek masz przechlane, a nie roztrwaniaj niepotrzebnie zebranego kapitału sympatii u wujków :)
                          Kutuzow, znów to samo, jezyk logiki forsujesz i bedziesz niezrozumiany, tam gdzie kluczem jest język emocjonalny, trenuj! :)
                          • aandzia43 Re: niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 16:25
                            Bitch kapitał sympatii cioć i wujków zdaje się mieć głęboko w pięcie ;-) I dobrze.
                            Język logiki Kutuzowa całkiem zrozumiały jest, nie wiem o co ci chodzi.
                    • aandzia43 Re: niewątpliwie świeci, ale dość wąskim pasmem 25.11.11, 16:14
                      Plizzz, mnie nie rusza ideowa słuszność czy nie słuszność odcinka. Chyba już zdążyłeś zauważyć, że nie rzucam się na każdy wątek z pasją i jedną jedyną mantrą. W przeciwieństwie do wielu osób zachowuję zdolność różnicowania i nie widzę nawet w okolicy słonia sprawy polskiej ;-) Wyluzuj. I weź przykład ze mnie, hehehe ;-[
              • mujer_bonita Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 11:59
                urquhart napisał:
                > Założę się jednak że jak Claudia wyczuje że mąż ma początek romasu i atrakcyjną
                > koleżankę która pali się żeby dawać dupy, to jej nagle "ochota" wzrosnie. :)

                Mhm. Na 5 minut a potem efekt jo-jo. Nie ma to jak złota rada Urquhqrta :D
                • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 12:27
                  Bicht :) :) czekałam na ciebie :) bez ciebie wątek nie ten sam

                  Ur, no proszę cię, skąd ty wiesz ile związków ma za sobą Claudia, może ten to już kolejny o który jednak chce jej się zadbać a nie go rozwalić kolejnym...

                  Nie dociera do waszych głów, że czasem wystarczy szczera rozmowa? Przykro mi że macie inne doświadczenia i do waszych byłych partnerów nie trafiały żadne słowa
                  • that.bitch.is.sick Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 15:37
                    elsa33 napisała:

                    > Bicht :) :) czekałam na ciebie :) bez ciebie wątek nie ten sam
                    >
                    Elsa ta kobieta i wasze poglądy mnie zupełnie załamują. I ta postawa obawiam się to przypadek beznadziejny. Faceci będą się męczyć żeby wam wytłumaczyć o co im chodzi, a pewien typ kobiet będzie gadał swoje. Jest to nudne i męczące. Nie chce mi się bo te problemy są mi całkowicie obce. Bez urazy ale ta kobieta mnie przeraża. Ona uważa że w zamian za seks coś jej się należy od męża, na dodatek sama nie wie czego chce, bo jest w sferze seksualnej kompletnie w powijakach. W takim układzie małżeństwo to więzienie z punktu widzenia faceta. Brrrr...
                    • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 17:35
                      bitch, to tyko twój punkt widzenia, nie dajesz ludziom szansy, nie jestes w stanie strawic zdania innych, pracuj nad soba.
                      jestes tak prosta ze az razi, seks to seks, rozmowa to rozmowa, a przypadki wszystkie wg ciebie beznadziejne. Co ty w ogóle gadasz????????Jak to w zamian za seks coś się jej należy. Ona wcale nie musi uprawiać z nim seksu, on to na niej wymusza i stroi fochy jak spotyka się z odmową. Sorry ona nie ma ochoty, niech się wysili żeby zrozumieć dlaczego. Jak mój m. nie miał ochoty to ja zgłębiałam temat i starałam się wyeliminować przyczynę, a na pewno od mnie wyszła inicjatywa. Trochę empatii bitch, ciekawe co byś zrobiła jakby po ciebie ktoś sięgał jak po hamburgera.
                      • that.bitch.is.sick Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 18:04
                        elsa33 napisała:

                        > bitch, to tyko twój punkt widzenia, nie dajesz ludziom szansy, nie jestes w sta
                        > nie strawic zdania innych, pracuj nad soba.
                        > jestes tak prosta ze az razi, seks to seks, rozmowa to rozmowa, a przypadki wsz
                        > ystkie wg ciebie beznadziejne. Co ty w ogóle gadasz????????Jak to w zamian za s
                        > eks coś się jej należy. Ona wcale nie musi uprawiać z nim seksu, on to na niej
                        > wymusza i stroi fochy jak spotyka się z odmową. Sorry ona nie ma ochoty, niech
                        > się wysili żeby zrozumieć dlaczego. Jak mój m. nie miał ochoty to ja zgłębiałam
                        > temat i starałam się wyeliminować przyczynę, a na pewno od mnie wyszła inicjat
                        > ywa. Trochę empatii bitch, ciekawe co byś zrobiła jakby po ciebie ktoś sięgał j
                        > ak po hamburgera.

                        Ojej co za nudy. Seks w małżeństwie jest obowiązkowy bez tego następuje "rozkład pożycia". To kwestia odpowiedzialności i dojrzałości. Tłuc ci rzeczy oczywiste?
                        Ja ci powiem, że się nie dziwię że ktoś ją traktuje jak hamburgera. A jak traktować głupią, infantylną pindzię która nie wie czego chce i w wieku trzydziestu paru lat śni o romatnycznych przejażdżkach, ptaszkach i pszczółkach. Jak widzisz lateksową zdzirę albo dodę która kręci tyłkiem to żywisz do niej szacunek? A tu jest podobny przypadek, zachowuje się jak pinda to normalne że facet doszedł do wniosku że nadaje się tylko do seksu.
                        Mnie tak nikt w życiu nie potraktuje i nie potraktował ponieważ umiem wyegzekwować od faceta szacunek do siebie, nie narzekam dzięki wszyscy zdrowi.
                        Pytanie czemu pindzia zadaje się z buractwem? Czy to przypadek? Może nie ma nic więcej do zaoferowania czym wrażliwy normalny facet mógłby się zainteresować, więc czym zainteresowała buraka? Tym co ma każda baba. To proste. Bystrości tu nie zauważam.
                        • elsa33 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 26.11.11, 09:14
                          Powtórzę znowu jak mantrę, to twój punkt widzenia. Otóż nie masz żadnego obowiązku sypiać z mażonkiem, jeśli nie sprawia ci to satysfakcji. Niech sąd orzeknie rozpad pożycia, niech odchodzi jak nie chce mu się negocjować. Nie moja droga, w małżeństwie nic ci się nie należy, ani seks ani nic w zamian za seks. Jesteśmy wolnymi ludźmi, każdy może odejść w każdej chwili. Nie wiem dlaczego bronisz faceta skoro ich nie znasz. Przeczytaj to , co napisałaś. Sugerujesz, że ona to głupia pinda, a on burak, koloryzujesz, tylko po co? I jeszcze bredzisz coś , że ciebie nikt tak nie potraktuje. Tego nie wiesz, być może nie, być może tak. I to nie jest kwestia szacunku. On jej nie wyzywa i nie traktuje jak szmaty
                          Wiem, że są ciężkie przypadki, gdzie nie pomoże zwykła rozmowa, ale głupim byłoby pominąć ten etap.
                          • that.bitch.is.sick Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 26.11.11, 10:45
                            To nie jest mój punkt widzenia tylko prawda obiektywna. Zapamietaj może cię oświeci: odmawianie seksu przy jednoczesnym oczekiwaniu monogamii jest draństwem bo jest to podstawowa potrzeba człowieka jak jedzenie, spanie itd. Ja uważam że jeśli ktoś odmawia seksu celowo, żeby na kimś coś wymusić to jest nie fair. Wszystkim można pogrywać ale nie seksem. To wstrętne. I żadnego burackiego zachowania nie mogę oceniać gorzej.
                            Jakim trzeba być kretynem żeby na równi stawiać jakąś potrzebę przytulania i inne potrzeby afiliacyjne.
                            • mujer_bonita Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 26.11.11, 11:43
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Jakim trzeba być kretynem żeby na równi stawiać jakąś potrzebę przytulania i i
                              > nne potrzeby afiliacyjne.

                              Jaką trzeba być kretynką, jeżeli już rozmawiamy na tym poziomie, żeby nie potrafić zrozumieć, że ludzie mają różne potrzeby i akurat Twoje to nie koniecznie pępek świata?

                              Swoją drogą podziwiam Twój brak zrozumienia dla walki o JAKOŚĆ życia i seksu. Seks się należy. Rżnięcie. Orgazm - tylko jemu. Seks sztuk jeden. Bez rozróżnienia czy sprawia przyjemność czy nie. Orgazm. Rozładowanie. Mniej więcej jak sikanie :D Należy się jak psu buda.
                              • sea.sea Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 26.11.11, 14:46
                                No IMO za orgazm kobiety odpowiada także ona sama. I jeżeli mówi "nie szkodzi, następnym razem", jeżeli nie komunikuje, że chce i w jaki sposób chce - no to niestety, faceci mają boską intuicję w tym względzie wyłącznie w harlequinach.

                                Kag73 to dobrze opisała, że mąż autorki dostaje seks taki, jaki chce, ponieważ do niego bezpośrednio dąży. Autorka - chlipie w łokieć i czeka, aż mąż się domyśli, że jej się odmieniło i że ona teraz chce bez wulgów i romantycznie. Gdyby napisała, że mówi mu jasno, czego chce, a on ją i tak zlewa - to bym była pierwsza do nazwania go burakiem. Ale tymczasem nie widzę jakoś w mężu znamion zburaczenia, natomiast widzę u autorki problem z komunikowaniem i egzekucją potrzeb.

              • elsa33 psychologiczne publikacje 25.11.11, 12:34
                Dlaczego zasłaniasz się psychologicznymi publikacjami. Literatura literatuą a życie życiem.

                Druga sprawa, sądzisz, że jesteśmy chciwi emocji i seksu tak jak kasy w nieskończoność? Właśnie problem w tym że małżonek chce seksu zaniedbując emocje. Nie przymierzając "prostytutki" nie kochanki.

                Wszystko zależy jak facet się stara, jak kładzie się jak dywan pod jej pantoflem, to oczywiście jej nie ożywi
                • that.bitch.is.sick Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 12:52
                  elsa33 napisała:

                  > Dlaczego zasłaniasz się psychologicznymi publikacjami. Literatura literatuą a ż
                  > ycie życiem.
                  >
                  > Druga sprawa, sądzisz, że jesteśmy chciwi emocji i seksu tak jak kasy w nieskoń
                  > czoność? Właśnie problem w tym że małżonek chce seksu zaniedbując emocje. Nie p
                  > rzymierzając "prostytutki" nie kochanki.

                  U facetów seks i emocje to jedno dziewczyno.
                  • elsa33 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 13:37
                    a skąd ty tak znasz wszystkich facetów? Myślisz że to maszynki, u których wszystkie mechanizmy są takie same. Poza tym co ty za bzdury pleciesz, facet posuwający dziwkę w burdelu żywi do niej jakieś emocje?
                    • that.bitch.is.sick Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 15:30
                      elsa33 napisała:

                      > a skąd ty tak znasz wszystkich facetów? Myślisz że to maszynki, u których wszys
                      > tkie mechanizmy są takie same. Poza tym co ty za bzdury pleciesz, facet posuwaj
                      > ący dziwkę w burdelu żywi do niej jakieś emocje?

                      Ależ oczywiście. Boże jak ty nic nie rozumiesz. Jak dla kogoś seks to sprawa profanum, a romantyczne uczucia to kwestia sacrum - a tak wynika z twej wypowiedzi, to znaczy że odciął się od seksualności i generalnie jest porąbany.
                    • urquhart Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:06
                      elsa33 napisała:
                      > a skąd ty tak znasz wszystkich facetów? Myślisz że to maszynki, u których wszys
                      > tkie mechanizmy są takie same. Poza tym co ty za bzdury pleciesz, facet posuwaj
                      > ący dziwkę w burdelu żywi do niej jakieś emocje

                      Elsa zamiast spekulować i powielać parafialne rewelacje o facetach posuwajacych dziwki, zaloguj się na garsonierze i poczytaj jak i za co owi "faceci" oceniają konkretne dziwki.
                      Zdziwisz się zapewne że umijętność nawiazania zażyłości i kontaku (była jak przyjaciółka, była jak kochanka) jest najważniejszym kryterium że warto do danej dziwki wrócić i zapłacić ile żąda, ważniejszym niz cycki czy inne.
                      • that.bitch.is.sick Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:15
                        urquhart napisał:


                        > Elsa zamiast spekulować i powielać parafialne rewelacje o facetach posuwajacych
                        > dziwki, zaloguj się na garsonierze i poczytaj jak i za co owi "faceci" oceniaj
                        > ą konkretne dziwki.
                        > Zdziwisz się zapewne że umijętność nawiazania zażyłości i kontaku (była jak prz
                        > yjaciółka, była jak kochanka) jest najważniejszym kryterium że warto do danej d
                        > ziwki wrócić i zapłacić ile żąda, ważniejszym niz cycki czy inne.

                        Urquhart jak uroczo bronisz tej relacji, aż wzruszyłeś do głębi, thx;)
                        • urquhart Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:31
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > Urquhart jak uroczo bronisz tej relacji, aż wzruszyłeś do głębi, thx;)

                          Szczerze? Sam byłem kiedyś raczej tym zdziwiony. Nie piszę o własnym stosunku bo z usług seksualnych nie korzystam, ale poczytać, szczególnie punkt widzenia div, czasem lubię.
                          • that.bitch.is.sick Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:37
                            urquhart napisał:

                            >
                            > Szczerze? Sam byłem kiedyś raczej tym zdziwiony. Nie piszę o własnym stosunku b
                            > o z usług seksualnych nie korzystam, ale poczytać, szczególnie punkt widzenia d
                            > iv, czasem lubię.
                            >

                            To się widzi że nie korzystasz. Nie ten typ.:)
                      • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:44
                        > Zdziwisz się zapewne że umijętność nawiazania zażyłości i kontaku (była jak prz
                        > yjaciółka, była jak kochanka) jest najważniejszym kryterium że warto do danej d
                        > ziwki wrócić i zapłacić ile żąda, ważniejszym niz cycki czy inne.

                        Mnie to akurat bardzo nie dziwi, bo jako feministka oświecona wiem, że męzczyzna to też człowiek (tak, tak ;-P) i więzi różnorakich łaknie. Nie przekonuje mnie to jednak do tezy (nie wiem, czy taką tu stawiałeś, wszystkeigo nie czytałam, ale inni często stawiają), że tej więzi w stadle nie ma, bo żona jest zła kobieta i dlatego mus iść do prostytutki. Wiesz, prostytutką nie jestem, ale na potrzeby chwili umiem nawiązać z facetem taką więź, że zaczyna mu się wydawać, że jestem cudowną kobietą i że ja jedna na swiecie go rozumiem. To całkiem proste i nawet nie z ładunkiem erotyzmu wkładanym w relację związane. Ja tymczasem gram (czy może raczej uruchamiam jakieś swoje części ;-) i myśle sobie: "Kurwa, ale palant, za chińskeigo boga nie chciłałabym być jego żoną". I jeśli ta żona nie chce mieć z nim już żadnego kontaktu, to ja jej się wcale nie dziwię.
                        Dajmy więc spokój przekładaniu deklaracji, dla kórych panowie chodzą do agencji, na rzeczywiste przyczyny.
                        • urquhart Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 17:03
                          aandzia43 napisała:
                          > Dajmy więc spokój przekładaniu deklaracji, dla kórych panowie chodzą do agencji
                          > , na rzeczywiste przyczyny.

                          No przyczyny dla których chodzą są zgoła inne, ale ja piszę o przyczynach dla których jak sami piszą WRACAJA do ciagle tych samych zamiast szukać nowości. Klasyka.

                          > eta i dlatego mus iść do prostytutki. Wiesz, prostytutką nie jestem, ale na pot
                          > rzeby chwili umiem nawiązać z facetem taką więź, że zaczyna mu się wydawać, że
                          > jestem cudowną kobietą i że ja jedna na swiecie go rozumiem.

                          He, he, wszystko da się za pieniadze, piszą że najgorsze od spełniania porypanych zachcianek jak muszą wysłuchiwać zalów i przytakiwać godzinami jakie te żony to najgorsze suki są. :)
                          :)
                          • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 17:15
                            >
                            > No przyczyny dla których chodzą są zgoła inne, ale ja piszę o przyczynach dla k
                            > tórych jak sami piszą WRACAJA do ciagle tych samych zamiast szukać nowości. Kla
                            > syka.

                            To pewnie są ci sami, z kórymi ja rozmawiałam (poprzedni post) ;-) Lubią sobie pogadać, nowe babki nie kręcą ich tak, jak kręci ich możliwość pofilozofowania.
                • janznepomuka Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 13:25
                  > Druga sprawa, sądzisz, że jesteśmy chciwi emocji i seksu tak jak kasy w nieskoń
                  > czoność? Właśnie problem w tym że małżonek chce seksu zaniedbując emocje. Nie p
                  > rzymierzając "prostytutki" nie kochanki.

                  Bredzisz!!!! Tak byś miała PRAWO powiedzieć w sytuacji, gdy po paru tygodniach (najmarniej) regularnego loda czy innych sposobów codziennego zaspokajania męża on nadal nie był w stanie dać się jej emocjonalnie, zgodnie z artykułowanymi przez nią potrzebami. Są takie związki, tacy faceci i takie poniżające się (tak, tak) kobiety, ale EWIDENTNIE nie jest to ta sytuacja. Tak więc BREDZISZ potężnie.
                  • elsa33 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 13:41
                    To ty bredzisz janie, to emocje są podstawą udanego seksu, a nie odwrotnie. To chyba logiczne, że najpierw się zakochujemy a potem idziemy do łóżka. Co ty sugerujesz, ma robić loda mężowi codziennie zmuszając się i spodziewać się, że nagle zacznie spełniać jej potrzeby. Oj bredzisz jeszcze potężniej
                    • arronia Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 14:06
                      Ale emocje nie wyczerpują podstaw dobrego seksu. Emocje się liczą, ale bez ciała, chętnego, na niewiele dadzą.
                  • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 13:58
                    Są takie związki, tacy faceci i takie poniżające się (tak,
                    > tak) kobiety, ale EWIDENTNIE nie jest to ta sytuacja. Tak więc BREDZISZ potężn
                    > ie.

                    A skąd ty wiesz, że to ewidentnie nie jest taka sytuacja? Czy Claudia napisała gdzieś, że odmawiała dawniej mężowi zaangażowanego seksu? Chyba lubi seks, seks był i co.... ona dalej nei ma tego, czego potrzebuje.
                    • bigbadpig Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 15:14
                      "A skąd ty wiesz, że to ewidentnie nie jest taka sytuacja? "

                      a skąd Ty wiesz, że kosmici nie przeprowadzili na niej eksperymentów które spowodowały spadek libido?

                      ona napisała: "po ciąży nie odzyskałam równowagi hormonalnej albo coś obniża moje libido, nie wiem"

                      czyli nie wskazała żadnego powodu, wskazała tylko zbieżność w czasie z ciążą

                      wszelkie projekcje dyskutantów, jakoby ona odmawiała mu bo on emocjonalnie niedomaga to myślenie życzeniowe, aby wsadzić go w rolę winowajcy. oparte tylko i wyłącznie na tych słowach autorki w których opisuje, że choć ma z nim udany związek to ma żal do niego, że on chce seksu i się go domaga i w jej przekonaniu czyni go to winnym 'emocjonalnego wybrakowania'

                      Przekonanie kilku dyskutantów, wbrew słowom autorki wątku, że pierwotna przyczyna leży po jego stronie i formułowanie wobec męża autorki listy zarzutów jest komiczne. Pomijając, że autorka napisała sama, że nie wie czemu jej się nie chce; napisała również inne znamienne słowa:

                      "od tygodnia dziennie opędzam się i już mnie to zmęczyło, a on zamiast pomyśleć dlaczego nie, nalega coraz bardziej"

                      No więc, ona nie wie, ale on powinien pomyśleć i pewnie wymyślić, albo ewentualnie pomyśleć dla samego myślenia i zajęcia się czymś innym niż okazywaniem jej swoich oczekiwań i pożądania. Dla mnie ta sytuacja wg. słów autorki daje się streścić tak:

                      Nie chce jej się seksu, nie wie dlaczego, przestało jej się chcieć po ciąży. Jemu się chce i ciągle to okazuje. Ona się opędza i jest niezadowolona, że w ogóle musi to robić, więc uważa go za winnego niewłaściwych zachowań. Autorka, przynajmniej tu na forum nie poświęca wiele uwagi (w ogóle?) kwestii co mogłaby zrobić sama, ale chciałaby aby jej mąż przemyślał dlaczego jej się nie chce i równocześnie zaprzestał "wyciągania w jej stronę swoich łap", że tak powiem metaforycznie.

                      Od początku było widać, że choć oboje nie znają przyczyn stanu rzeczy, to znamy jej relację wedle której on powinien wziąć na siebie ciężar tej sytuacji i przestać się zachowywać jakby chciał seksu.

                      znamienna jest ilość postów poświęcona roztrząsaniu jak bardzo wybrakowany emocjonalnie mężczyzna jest winowajcą braku seksu, gdy jedyne konkrety jakie sformułowała pod adresem męża autorka to:

                      a) Mamy dla siebie mało czasu ale dużo rozmawiamy przez telefon, często się razem śmiejemy a nawet w ciągu dnia czy wieczorem kiedy mnie przytula bez podtekstu seksualnego lub kiedy wygłupiamy się z dzieckiem i tażamy na łużku wszystko jest OK

                      b) on chce seksu, gdy dla niej to nie jest przyjemne, choć odmawianie też nie

                      to, że mąż jest "chłodny emocjonalnie" pomijam ponieważ autorka nie podała żadnego innego świadczącego za tym faktu, poza tym, że mąż oczekuje seksu, a fakt tarzania się w łóżku z dzieckiem, przytulania bez kontekstu seksualnego, częstego śmiania świadczy o czymś przeciwnym. zakładam a priori, że autorka w ten sposób racjonalizuje sobie negatywne oceny jego pożądania - nazywa to chłodnością emocjonalną.

                      autorka piszę jeszcze o awanturze i pretensjach, ale jak rozumiem, można ich nie roztrząsać tutaj bo po pierwsze ona o to nie prosi, po drugie biorą w tym udział oboje i są to konsekwencje stanu rzeczy.

                      A teraz dla porównania, kojarzycie może te wszystkie wątki w których kobieta pisała tu na forum, że nie odczuwa w ogóle pożądanie wobec partnera, nie jest w stanie sama znaleźć przyczyny i pisze z prośbą o podpowiedź CO MOŻE BYĆ PRZYCZYNĄ oraz CO MOŻE ZROBIĆ (tu przyznaję, że nigdy nie widziałem takiego wątku pisanego przez mężczyznę)

                      Jest różnica? Sytuacja niby ta sama, tylko
                      - jedna osoba, nie znająca powodu swojego braku pożądania, szuka na forum (i znajduje) potwierdzenie, że mąż domagający się seksu jest automatycznie winnym jego braku (poprzez samo domaganie) jeśli tylko jej się nie chce
                      - druga osoba szuka na forum podpowiedzi jakie są możliwe przyczyny zaniku libido, czasem wystawia swój związek na analizę.

                      Od pierwszego postu intencje autorki są jasne: "NORMALNE jest, że facet przychodzi do domu i wyciąga rękę po obiad, po piwko, po żonę"

                      Pomijam piwko i obiad, bo nic później autorka nie napisała na ten temat, natomiast obustronne wyciąganie ręki po partnera, które ma prowadzić w efekcie do seksu jest moim zdaniem fajne i należy do esencji związku kobiety i mężczyzny. W szczególności związku w którym kiedyś (przed ciążą?) to było akceptowalne.
                      • claudia78 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 15:27
                        Problem, jak zwykle to bywa jest złożony i nie zaczął się wczoraj.
                        Staram się właśni nie obwiniać tylko mojego męża. Wiem, że coś ze mną się stało. Do niego mam żal, że mi nie pomaga tylko wymaga żeby było normalnie. Emocjonalna pustka to właśnie to nic nie robienie w jgo wykonaniu. Pisałam, że mamy dobre relacje poza łóżkiem po to aby ukazać, że mąż nie jest bryłą lodu. Wydaje mi się, że po prostu mu się nie chce. Nie chcę, żeby wymyślił dlaczego mi się nie chciało jakieś 5lat temu. Chcę, żeby się zastanowił dlaczego nie chce mi się tearz bo podów mógł się zmienić na przestrzeni lat. U większości kobiet tak jest, że zaczyna się od czegoś ale dochodzi do tego kolejna rzecz i kolejna i na końcu okazuje się, że właściwie sprawa wyjściowa jest najmniej ważna.
                        • sea.sea Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 15:35
                          Ad nauseam: on ma się zastanawiać, czemu Tobie się nie chce, mimo, że Ty sama nie wiesz, czemu Ci się nie chce. Ma coś zrobić, ale nadal nie wiadomo, co - poza tym zastanawianiem. Wyszłaś za jakiegoś faceta, czy za wróżkę Aidę? :)

                          Na forum, spokojnie, pisząc bez emocji nie jesteś w stanie sformułować KONKRETNIE i zadaniowo o co Ci właściwie chodzi, a mąż ma to wymyślić?
                        • bigbadpig Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 15:38
                          Ale oczekujesz od swojego męża, żeby zmienił co konkretnie? Ciebie?
                          Jeśli wiesz co ma zmienić wg. Ciebie to mu powiedz coś na zasadzie: "tak mnie wkurzają twoje wyjścia ciągłe z kolegami, że noszę żal w sobie ciągle i nie chce mi się Ciebie dotykać"

                          Jeśli nawet Ty nie wiesz o co Ci chodzi, to on z konieczności jest o wiele dalej od rozwiązania i to od Ciebie musi wyjść analiza. Jeśli będziesz w stanie sformułować wobec niego listę rzeczy które mają związek z brakiem seksu dobra wasza, jeśli będziesz mówiła "mam żal, że on czegoś nie wymyśli i nie zrobi" no to sorry

                          Piszesz o jego emocjonalnym chłodzie, co mnie nie przekonuje ponieważ fakt, że on nie wie co ma zrobić dużo bardziej od Ciebie, mówiącej "nie wiem dlaczego", jest immanentny w dla tej sytuacji. I nie oczekuj od niego, że aby Tobie się zachciało on ma przestać pokazywać, że jemu się chce. To racjonalizacja która ma dać Ci święty spokój. Sama mówisz, nie było przecież tak, że on chciał i efekcie Tobie się przestało chcieć. On może podjąć widoczne działania np. przestać, jak będzie WIEDZIAŁ, że Ty ze swojej strony też podejmiesz widoczne działania, a nie że =zostanie frajerem bo zgodził się, że będzie sie już tylko uśmiechał i przytulał bez kontekstu seksualnego w zamian za deklarację "naprawdę chciałabym aby to pomogło"
                        • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje 25.11.11, 16:02
                          Tak, Claudia, ludzie mają rację, zbierz myśli do kupy i wyłuszcz mężowi spokojnie, co ci leży na sercu. To pierwszy krok. Obśmiane "szczere rozmowy" nie rozwiązują zazwyczaj problemów same w sobie, ale od wyraźnego wyartykułowania myśli i uczuć trzeba zacząć. No i żeby nei było potem, że "nic mi o tym nie mówiłaś" ;-) Tylko proponuję taką kolejność: najpierw zbierasz myśli, na spokojnie, w miarę możliwości dystansując się od targającego cię żalu, spisujesz sobie pewne przemyślenia, potem piszesz list do męża. Ale tylko O SWOICH EMOCJACH I UCZUCIACH! Żadnego "bo ty jesteś taki i taki", żadnego oceniania i żadnych sądów nad nim. Nie będzie łatwe, jeśli nie masz lekkości emocjonalnego odsłaniania się.
                        • janznepomuka Re: psychologiczne publikacje 26.11.11, 23:37
                          To mu to kuźwa powiedz! Powiedz mu: "stary, chcę się z Tobą pieprzyć codziennie jak suka i robić Ci loda na klęczkach na życzenie, tylko, kurwa, coś mnie ZABLOKOWAŁO. Pomóż, odblokuj, NAREPERUJ, jak zepsute auto. Sama nie dam rady, a niczego tak nie chcę.....itp itd."

                          Tylko po pierwsze to nieprawda.....Bo Ty nie chcesz. Bo jakbyś chciała, to byś nie żaliła się na forum. Ty rozdmuchałaś wątek, by pozbyć się poczucia winy (a to poczucie to jedyna dla was szansa). A tu, poza paroma bredzącymi babkami, kubeł zimnych pomyj, że tak powiem.

                          Ja osobiście, im więcej emocjonalnie siebie dawałem, tym mniej miałem seksu. Sprawa przekroczyła w końcu dla mnie granice absurdu i już jest pozamiatane. Ciekawe, że psycholog, któremu kiedyś opowiadałem o sobie stwierdził (kobieta!!!), że granice absurdu to zostały przekroczone co najmniej 10 lat wcześniej.
                          • sea.sea Re: psychologiczne publikacje 27.11.11, 03:10
                            No właśnie po dzisiejszym mam wrażenie, że autorka przyszła li i jedynie się pożalić i utwierdzić w poczuciu, że mąż jest cham i prostak i w tym uczuciu z radosnym masochizmem pozostać. Padło tu parę postów od różnych osób w temacie co można uczynić i parę pytań dodatkowych także, ale zostały olane łukiem wysokim - za to mamy zaprezentowanego focha "no tak, ja go rozpieściłam, ale wypraszam sobie konsekwencje, my, uciśniony ród kobiecy musimy robić wszystko same, a faceci to wygodne i niedomyślne buraki, jaki ten świat jest bzidki i niedobly".
                            • mujer_bonita Re: psychologiczne publikacje 27.11.11, 10:27
                              sea.sea napisała:
                              > Padło tu parę postów od różnych osób w temacie co można uczynić

                              A to ciekawe. Rozumiem, że pod 'co można zrobić' kryją się teksty stylu 'tak się nie da' i 'wypić piwo, które nawarzyła'? Bo to są porady że hej! Konkretów raczej tutaj nie było.

                              Autorka odniosła się za to do zalinkowanego artykułu, gdzie jest napisane co można zrobić ale tego nie zauważyłaś. Znamienne.
                              • sea.sea Re: psychologiczne publikacje 27.11.11, 12:48
                                Kag 73 chociażby podała przykłady konkretnych zachowań do wypróbowania na mężu. Ja zresztą też. Z poparciem Andzi :)

                                Ale ja uważam, że autorka się ustosunkowuje tylko do tych postów, do których jej wygodnie, bo tak naprawdę wcale nie chce seksu, tylko chce wymówki i świętego spokoju na czas nieokreślony :)

                                Nie wiem jak Ty, ale jak mi się bardzo chce kochać, to nie jestem w stanie usiedzieć czekając, aż chłop się domyśli. Daję sygnały, że chcę i jak chcę i muszę mieć to najlepiej zaraz, bo inaczej wylezę ze skóry. Gdyby jej się naprawdę chciało, to by wzięła ten cholerny olejek czy strusie piórko i powiedziała: zrób mi to i tamto. Zwłaszcza, że mąż ją rzekomo pociąga jako obiekt, tylko jego łóżkowe modus operandi nie bardzo.
                                • mujer_bonita Re: psychologiczne publikacje 27.11.11, 12:54
                                  sea.sea napisała:
                                  > Ale ja uważam, że autorka się ustosunkowuje tylko do tych postów, do których je
                                  > j wygodnie, bo tak naprawdę wcale nie chce seksu, tylko chce wymówki i świętego
                                  > spokoju na czas nieokreślony :

                                  A ja uważam, że autorka wątku odniosła się do wypowiedzi, w których zauważyła, że ktoś zrozumiał jej sytuację (np. do zalinkowanego artykułu). W Twoich słowach tego nie znalazła i ja też nie. Ty masz po prostu swoją teorię i masz do tego prawo. Tylko jeżeli piszesz 'ja uważam, że ona coś tam' a ona tak nie uważa, to się nie dziwię, że nie odpowiada. W sumie po co?
                      • kutuzow bigbadpig -duże brawa rozgryzłeś to w 100% 25.11.11, 15:46
                        Co też sama autorka grzecznie potwierdziła w poście:

                        Chcę, żeby się zastanowił dlaczego nie chce mi się tearz bo podów mógł się zmienić na przestrzeni lat.
                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131012680,Re_psychologiczne_publikacje.html
                        Brawa także dla seasea, która pięknie ujęła całą sytuację w tym poscie:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131012910,Re_psychologiczne_publikacje.html
                        ciekawy jestem czy jeszcze jakieś panie będą próbowały pokazać w tym wątku, że "samiec Twój wróg"?
                        • aandzia43 Re: bigbadpig -duże brawa rozgryzłeś to w 100% 25.11.11, 17:51
                          > ciekawy jestem czy jeszcze jakieś panie będą próbowały pokazać w tym wątku, że
                          > "samiec Twój wróg"

                          A to ktoś próbuje? :-O
              • aandzia43 Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 13:54
                > Założę się jednak że jak Claudia wyczuje że mąż ma początek romasu i atrakcyjną
                > koleżankę która pali się żeby dawać dupy, to jej nagle "ochota" wzrosnie. :)
                > Tak samo jest z szefem...

                A ja się założę, że kiedy mąż wyczuje, że Claudia dostaje od kolegi z pracy to, czego nie dostaje od niego (kontakt emocjonalny na linii kobieta-mężczyzna, adoracja), i że zanosi się na to, że w związku z tym, Claudia da koledze to, czego nie daje jemu, bo on jest skąpy emocjonalnie (nie płaci skąpiec, jednym słowem;-)), to w te pędy sypnie zasobami (staraniami i adoracją) w jej stronę ;-P
                • hello-kitty2 Re: Aandzia43 - Kontakt emocjonalny? 25.11.11, 14:23
                  aandzia43 napisała:

                  "dostaje od kolegi z pracy to, czego nie dostaje od niego (kontakt emocjonalny na linii kobieta-mężczyzna, adoracja), i że zanosi się na to, że w związku z tym, Claudia da koledze to, czego nie daje jemu, bo on jest skąpy emocjonalnie (nie płaci skąpiec, jednym słowem;-)), to w te pędy sypnie zasobami (staraniami i adoracją) w jej stronę ;-P"

                  Aandzia43 mozesz prosze zdefiniowac co to jest "kontakt emocjonalny" z facetem, o ktorym piszecie w tym watku? Ja mam mozg zresetowany rozwodem, w konsekwencji wszystkie kwestie emocji/uczuc to dla mnie science fiction i zyje tak dobre 10 lat. Chcialabym sie czegos nauczyc.
                • urquhart Re: Iluzja cudownej mocy - I co? I nic. 25.11.11, 15:38
                  aandzia43 napisała:
                  > A ja się założę, że kiedy mąż wyczuje, że Claudia dostaje od kolegi z pracy to,
                  > czego nie dostaje od niego (kontakt emocjonalny na linii kobieta-mężczyzna, ad
                  > oracja), i że zanosi się na to, że w związku z tym, Claudia da koledze to, czeg
                  > o nie daje jemu, bo on jest skąpy emocjonalnie (nie płaci skąpiec, jednym słowe
                  > m;-)), to w te pędy sypnie zasobami (staraniami i adoracją) w jej stronę ;-P

                  A no właśnie, oczywiście z grubsza to tak działa!
                  Gdzieś jest równowaga zaspokajania wzjemnych potrzeb, i kosztu, "ochoty" stosowna do potencjalnej atrakcyjności na "wolnym rynku" jej i jego.
                  Problemem jest że pierwszym związku nie ma relanej płaszczyny odniesienia ani do owej "wyceny" jak gdzie jest ta równowaga.

                  Z grubsza bo jednak mocno niesymetryczne w tym porównaniu jest to że wiekszość uwodzicieli chce jedynie bzyknąć meżatkę, a nie zająć miejsce męża, w odróznieniu od kochanek które jednak typowo chcą zajać miejsce "złej" żony i przejąć zasoby.
    • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 13:48
      Nie jest problemem sam seks, nie prawdą jest, jakoby poza łóżkiem tworzyli idealną parę, pani sobie nic nie uroiła - szwankują fundamenty związku.
      Jeśli wyłożyłaś mu jak sołtys krowie na miedzy, czego potrzebujesz, a czego nie dostajesz, i jeśli nie było odzewu, próby wszczęcia procesu myślowego na zadany temat, a zaganianie do łóżka na sucho, po wypiciu piwa i beknięciu dalej ma miejsce, to znaczy, że pan nie przejawia ochoty by zrobić ci dobrze. Pewnie czuje, że nie musi. Ma babę pod ręką, w razie czego zawsze fochem zmusi do rżnięcia, trochę rzadziej, niżby chciał, to fakt, ale za to może sobie być taki, jaki jest i niczego nie zmieniać w sobie i swoim świecie. Teraz pytanie: czy jesteś w stanie wygenerować sytuację, w której mąż poczuje że MUSI podjąć wysiłek załapania mózgownicą, o co ci chodzi (chociaż podejrzewam, że to już wie), i załapania, że trzeba będzie spróbować zmienić się ciut, by mieć to, czego się potrzebuje? Może się okazać, że ty do szczęścia nie potrzebujesz żadnej gwiazdki z nieba, tylko całkiem banalnych zachować męża. Sęk w tym, że te zachowania mogą być dla niego nie tyle niedostępne, co wymagające bardzo niewygodnych działań na własnej psychice. Ten silny opór męża przed banalnymi działaniami mającymi na celu uszczęśliwienie cię, pozwoliłam sobie zakwalifikować do fundamentalnych problemów w związku kobiety i mężczyzny.

      Tak, panowie, zgadza się, to jest druga strona medalu, czyli sytuacji, gdy kobieta z fochem odmawia mężczyźnie drobnych przyjemności (założenia bielizny erotycznej, spróbowania seksu oralnego, spróbowania czegokolwiek nowego itd.), bo jest przekonana, że NIE MUSI. Ma, co jej się należy i nei musi! ;-P
      • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 14:38
        A to na tym forum czy na innym był casus, że jakaś niewiasta przyszła z płaczem, że owszem, mąż się zaczął starać, nawet mu to wychodzi, ale ona wie, że on się stara bo chce dupy, a ona by chciała, żeby on się starał tak sam z siebie, z potrzeby serca, bezinteresownie, w związku z tym ją to blokuje psychicznie i nadal nie ma ochoty mu "dać"?

        Jak kobieta nie ma ochoty na seks z przyczyn absolutnie jakichkolwiek, choćby i zdrowotnych czy naturalnie niskiego libido - to sobie zawsze spokojnie może znaleźć jakąś wymówkę wskazującą na winę męża, ponieważ żaden mąż nie jest idealny, a przecież gdyby był, to ależ ona by była wulkanem seksu, że ho ho. Ot, co.
      • kutuzow Czytałaś uważnie te zdania autorki ? 25.11.11, 14:42
        aandzia -cenię sobie Twoje posty, lecz mam wrażenie ze pisząc powyższą wypowiedź pominęłaś kilka istotnych zdań autorki wątku:

        "Mamy dla siebie mało czasu ale dużo rozmawiamy przez telefon, często się razem śmiejemy a nawet w ciągu dnia czy wieczorem kiedy mnie przytula bez podtekstu seksualnego lub kiedy wygłupiamy się z dzieckiem i tażamy na łużku wszystko jest OK. Problem polega na tym, że dziecko idzie spać a ja zaczynam się obawiać, że on będzie chciał a ja nie i znów odmowa ( co wierzcie mi wcale nie sprawia mi przyjemności) i znów pretensje i odwracamy się tyłkami i idziemy spać. "

        Nawet szczury w klatce uczą się prędzej czy później, że jeśli powtarzanie jakiejś czynności wywołuje negatywne odczucia (np. porażenie prądem) to przestają daną czynność ponawiać.
        Tutaj mamy podobny mechanizm. Bliskość w ciągu dnia nie przekłada się na bliskość i seks w nocy. Gość mimo starań zamiast nagrody (seks) dostaje karę (stan pobudzenia bez rozładowania). Do tego nie jest kawalerem który wróci do domu i pójdzie spać sam, tylko musi podniecony zasnąć obok ponętnego ciała swej małżonki (co tylko podtrzymuje podniecenie).

        Po kilku próbach zakończonych w ten sposób, gość pojmie w końcu, że łatwiej mu będzie zasnąć jeśli wcześniej nie będzie całego tego przytulania/miziania i bliskości, która u niego wywołuje podniecenie a dla jego żony jest atrakcyjne samo w sobie.

        Widzisz podobieństwo w tej warstwie redukcji nieprzyjemnych odczuć?


        idąc dalej:
        "Próbowałam w ciągu dnia, czasami jesteśmy rano sami, więc próbuję sobie wyobrazić coś miłego i zainicjować zbliżenie ale czuję jakbym się sama oszukiwała. Do tego mąż zazwyczaj nie wyczuwa tego i nie rozpala tej myśli we mnie (może wtedy coś by z tego wyszło?). Mam wrażenie, że oboje jesteśmy chłodni tylko inaczej."

        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,130984674,Re_Smutny_koniec_kochania_.html
        Jak dla mnie to klasyczny przykład pt "Pani zmieniło się po ciąży",:
        "Po ciąży nie odzyskałam równowagi hormonalnej albo coś obniża moje libido, nie wiem. Nie chciałam tak jakoś bez powodu"

        Można iść w stronę wątku: "zbadaj się na X, Y, X chorób", a można także postawić na podejście Urqu, wg którego wygodne życie tępi bodźce (nie trzeba się starać), plus dziecko które zapewnia poczucie miłości bezwarunkowej.


        aandzia43 napisała:
        "mąż poczuje że MUSI podjąć wysiłek załapania mózgownicą, o co ci chodzi"
        Trochę nie rozumiem Twojego podejścia w stylu "to Pani się odwidziało, ale to MĄŻ MUSI coś zrobić w tej kwestii". Może Pani sama zakasa rękawy i zastanowi się chwilkę?
        Może warto zacząć prace od własnej psychiki?

        Wyjaśnij proszę na jakiej podstawie oceniłaś że to mąż ma pracować tutaj nad zmianą postawy żony? Jakiś cytat z jej wypowiedzi?

        • aandzia43 Re: Czytałaś uważnie te zdania autorki ? 25.11.11, 15:46
          A ty czytałeś uważnie to:

          "Sarkazm do przełknięcia.
          W sumie coś w tym jest tyle, że to nie o kasę tu chodzi, walutą są emocje. Operujemy zupełnie nieprzeliczalnymi dla siebie jednostkami. Zawsze byliśmy inni pod względem priorytetów ale umieliśmy się dogadać i pójść na kompromis. Od jakiegoś czasu to się zmieniło i pogłębia się. Odsuwamy się od siebie coraz dalej i mam wrażenie, żę mój mąż z tym nic nie robi co w naszej damskiej logice oznacza, że mu nie zależy. I choć to pewnie nie prawda to i tak boli."

          > Tutaj mamy podobny mechanizm. Bliskość w ciągu dnia nie przekłada się na blisko
          > ść i seks w nocy. Gość mimo starań zamiast nagrody (seks) dostaje karę (stan po
          > budzenia bez rozładowania).

          To prawda, ale bliskość w ciągu dnia moze byc różnego rodzaju bliskością. Może to byc fajne kumplostwo dwojga ludzi (miewamy przecież takie ciepłe relacje z niekoniecznie małżonkami), a może to być bliskość kumplowska wzbogacona o element erotyczny. Dla wielu kobiet i mężczyzn jest to ideał małżeństwa. Są też jednak kobiety i mężczyźni z jakichś względów nie wchodzący w tę drugą relację. Są dobrymi partnerami w ciągu dnia, dobrymi i empatycznymi rozmówcami, bezerotycznymi jednakże. W nocy zaspokajają swoje potrzeby seksualne i zasadniczo starają się z grubsza i technicznie zaspokoić potrzeby partnera, bo przyzwoici i edukowani z nich obywatele, ale nijak te nocne poczynania nie wiążą im się z ich ciałem, myślami i uczuciami, które przecież powinny stanowić jedność całą dobę. Nie wiem, czy mąż naszej bohaterki pisze do niej w ciagu dnia erotyczne, a nei tylko traktujące o zakupach, obiedzie i trosce o jej zdrowie esemesy? Czy po przyjściu do domu lub podczas jazdy windą uśmiecha się do niej znacząco, jak mężczyzna do swojej kobiety? Czy podczas krzątaniny po domu poklepuje czasem znacząco (bez intencji bezpośredniego skonsumowania poklepywanego rejonu;-)? Jeśli on nie robi tego w ogóle, albo raz na rok, a dziewczyna ma organiczną potrzebę takich gestów, to świetnie rozumiem jej żal. Tym bardziej, że ona generalnie seks raczej lubi, hormony hormonami (warto zbadać swoją drogą), ciąży jej ta sytuacja, nie okopała się w samozadowoleniu i obojętności na potrzeby małżonka. Nie możemy traktować jej, jak typowej pani, co jej się diametralnie po porodzie odmieniło, bo dopadło ja odpieluszkowe zapalenie mózgu, a mąż to dla niej tylko dawca spermy i bankomat.
          • kutuzow Re: Czytałaś uważnie te zdania autorki ? 25.11.11, 15:54
            aandzia ---> zauważ że piszesz tu swój własny scenariusz, a nie trzymasz sie tego co pisze nam autorka. Jasne że mogłoby być tak jak piszesz...ale tego nie wiemy. Wiemy za to coś co napisała nam autorka a sea.sea to pięknie wychwyciła:

            sea.sea napisała:
            Ad nauseam: on ma się zastanawiać, czemu Tobie się nie chce, mimo, że Ty sama nie wiesz, czemu Ci się nie chce. Ma coś zrobić, ale nadal nie wiadomo, co - poza tym zastanawianiem. Wyszłaś za jakiegoś faceta, czy za wróżkę Aidę? :)

            Na forum, spokojnie, pisząc bez emocji nie jesteś w stanie sformułować KONKRETNIE i zadaniowo o co Ci właściwie chodzi, a mąż ma to wymyślić?

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131012910,Re_psychologiczne_publikacje.html
      • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 14:53
        Aż łzy stanęły mi w oczach. Dosadnie ale dość konkretnie ujęte. Właściwie chciałam napisać coś innego, chciałam podziękować za wsparcie bo tego zawsze mi brakuje gdy się kłócimy o te sprawy (nie ma z kim o tym pogadać), dzięki za różne spojrzenia na ten sam problem. Właściwie w każdej wypowiedzi jest coś co daje mi do myślenia, jest tyle różnych myśli w mojej głowie, raz krew mnie zalewa i mam mu wszystko za złe, za chwilę go bronię w myślach bo to nie tylko jego wina. Wczoraj zaszliśmy w pół drogi - przerwała nam choroba dziecka. Zjednoczeni jako rodzice dotrwaliśmy ranka. Chciałabym być tak samo dobrą żoną jaką jestem matką i tak samo z mężem... Emocje po kłótni opadły i powróćił stary schemat, przepraszam, ale o co właściwie chodzi, będzie lepiej i to ja poczekam jak będziesz chciała to daj znać.
        K...wa mać!!!
        Przepraszam za wyrażenie ale słów mi brak.
        Ja nie chcę, żeby czekał aż mi przejdzie lub właściwie jak mi się zachce. On to postrzega jako mój problem , z którym ja mam sobie poradzić, bo właśnie nie chce mu się zmieniać, bo nie chce mu się starać, bo ma dostać co mu się należy bez fochów.
        A mi się nic nie należy?!
        • kutuzow Naprawdę nie rozumiesz jego zachowania? 25.11.11, 15:04
          ...czy nie chcesz zrozumieć?

          piszesz:
          claudia78 napisała:
          > powróćił stary schemat, przepraszam, ale o co właściwie chodzi, będzie lepiej i to ja poczekam jak będziesz chciała to daj znać.
          > K...wa mać!!!
          > Przepraszam za wyrażenie ale słów mi brak. Ja nie chcę, żeby czekał aż mi przejdzie lub właściwie jak mi się zachce. On to postrzega jako mój problem , z którym ja mam sobie poradzić, bo właśnie nie chce mu się zmieniać, bo nie chce mu się starać, bo ma dostać co mu się należy bez fochów.

          przeczytaj sobie moją wypowiedź do andzi powyżej, tam masz na przykładzie rozpisane o co chodzi Twemu mężowi i czemu on nie chce już w ciemno bawić się w "bliskość".
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131011343,Czytalas_uwaznie_te_zdania_autorki_.html

          Zadaj sobie pytanie ile razy to mąż przychodził do Ciebie i dawał Ci bliskość (nawet jeśli była to z jego strony "gra wstępna" mająca na celu wprowadzenie Cię w dobry nastrój i seks wieczorem, a ile razy to Ty inicjowałaś np. jakiś szybki numerek lub "loda". ?
        • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 15:09
          Ale nadal nie wiemy, co on robi, a czego nie, względnie: czego byś chciała. Tak zadaniowo. Kwiatka raz w tygodniu, kolacji w restauracji raz w miesiącu, oglądania z Tobą komedii romantycznych, masażu stóp, zmywania garów, komplementów - czego?

          Bo ja jestem kobietą, ale gdyby mój stanął przede mną i rzucił ot tak, że nie daję mu wystarczająco wiele emocjonalnej bliskości to bym wytrzeszczyła oczy i zapytała "aleosochoziii?".
          • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 15:49
            >
            > Bo ja jestem kobietą, ale gdyby mój stanął przede mną i rzucił ot tak, że nie d
            > aję mu wystarczająco wiele emocjonalnej bliskości to bym wytrzeszczyła oczy i z
            > apytała "aleosochoziii?".

            Zapewne moja pierwsza, odruchowa reakcja byłaby taka sama, ale zaraz potem zapytałabym poważnie, co przez to rozumie. I nie traktowałabym go z góry jak roszczeniowego petenta. I sama też nie chciałabym być tak traktowana.
            • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 15:54
              No to jasne, ale gdyby prezentował postawę: "coś bym chciał, ale nie wiem co... śledzia w czekoladzie, albo żeby ciocia Basia umarła..." i nie był w stanie wyłuszczyć paszczą jakich konkretnie zachowań ode mnie oczekuje, to by sobie mógł czekać na zmiany i czekać, bo nawet jakbym siadła i się zaczęła domyślać, to diabli wiedzą, czy bym się domyśliła tego, co trzeba :)
            • kutuzow ależ to TY masz wiedzieć :-) 25.11.11, 15:57
              aandzia43 napisała:
              > Zapewne moja pierwsza, odruchowa reakcja byłaby taka sama, ale zaraz potem zapy
              > tałabym poważnie, co przez to rozumie. I nie traktowałabym go z góry jak roszcz
              > eniowego petenta. I sama też nie chciałabym być tak traktowana.

              trzymając się konwencji autorki wątku, to Ty sama aandzia powinnaś wiedzieć co ON przez to rozumiem i jeszcze MU podpowiedzieć.

              vide:
              "Chcę, żeby się zastanowił dlaczego nie chce mi się tearz bo podów mógł się zmienić na przestrzeni lat"
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,130975790,131012680,Re_psychologiczne_publikacje.html
          • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 15:50
            Czułości. Całowania i przytulania, może być masaż stóp jak najbardziej ale bez konieczności stosunku jako celu. Wiem, że na tym etapie niewyżycia mojego męża jest to może absurdalne ale tego właśnie pragnę, żęby dał mi czułośc dla niej samej. Jeśli zaspokoję ten brak to mam nadzieję sama będę chciała więcej.
            • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:00
              Kutuzow Ci już wyłuszczył, że tak się nie da i dlaczego nie. Jak mu się chce seksu za każdym razem jak Cię przytula, a wieczorem słyszy "wypad na drzewo, nieczuły, roszczeniowy chamie" to jest nie do zniesienia dla faceta - fizycznie i psychicznie. Jeżeli mu nie wyjdziesz w pół drogi i nie dasz mu czasem tego, czego on potrzebuje, to zwyczajnie wymagasz od niego poświęcenia ponad wytrzymałość.
              • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:01
                Edit: "jeżeli mu nie wyjdziesz naprzeciwko, by spotkać się w pół drogi" miało być :)
              • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:06
                To nie jest tak, że ja mu wogóle nie daję. Może nie tak często jak by chciał, ale seks jest. Tylko, że ja nie mam z tego przyjemności. Czasami zaspokajam tylko jego. Dla mnie problemem jest to, że on nigdy nie zaspokaja TYLKO mnie i PRZEDE WSZYSTKIM mnie. Tzn. tak jak pisałam wyżej ja nigdy nie dostaję tylko przytulania tak jak on dostaje tylko loda.
                • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:10
                  No wreszcie się coś klaruje konkretniejszego. Ale nie masz przyjemności, bo on nie dba o Twój orgazm, zlewa grę wstępną, nie pieści Cię tak, jak lubisz - czy ogólnie czynności związane z seksem są Ci w tej chwili wstrętne, niezależnie od tego czy facet się w łóżku stara, czy nie?
                  • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:17
                    Chyba przeszłam z pierwszej fazy w drugą.
                    Nie odczuwałam pociągu ale starałam się o jego przyjemność. Błędem chyba również było kiedy to on dochodził a ja nie, nie domaganie się więcej. "To nic, następnym razem ja też dojdę..." Chyba sama się podłożyłam a teraz idiotka wymagam od męża...
                    • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:24
                      claudia78 napisała:

                      > Chyba przeszłam z pierwszej fazy w drugą.
                      > Nie odczuwałam pociągu ale starałam się o jego przyjemność. Błędem chyba równi
                      > eż było kiedy to on dochodził a ja nie, nie domaganie się więcej. "To nic, nast
                      > ępnym razem ja też dojdę..." Chyba sama się podłożyłam a teraz idiotka wymagam
                      > od męża...

                      Claudia, jak ty chcesz cokolwiek odczuwać w seksie jak ty jesteś na poziomie jakiegoś dziecka jeśli chodzi o elementarną wiedzę na ten temat. Oczekujesz od faceta który cię pragnie że cię poprzytula i grzecznie pójdzie spać?:) Jeśli nie rozumiesz prostej jak cep zależności seksualnej u mężczyzn to jak chcesz zrozumieć skomplikowaną kobiecą zależność.
                      RAny. Facetem który chce od ciebie seksu można tak sterować że da ci wszystko. Dziewczyno. CZemu nie wykorzystasz potencjału?
                • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:20
                  No, właśnie, nareszcie jakieś konkrety :-) Odpowiedz sobie też na pytanie: czy mąż w ogóle pociąga cię jako mężczyzna?
                  • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:28
                    On - tak.
                    Jego zachowanie - nie.
                    • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:34
                      A teraz konkretnie: co nie podoba ci się w jego zachowaniu wobec ciebie?
                      • urquhart psychologiczne publikacje raz jeszcze 25.11.11, 16:48
                        aandzia43 napisała:

                        > A teraz konkretnie: co nie podoba ci się w jego zachowaniu wobec ciebie?

                        Co by nie wymieniła, to i tak na z naukowego punktu widzenia pewno bedzie racjonalizacja umysłu i klasyka spadku pożądania partnera długoterminowego wg psychowewo.
                        Według psychoewo bowiem, jeżeli już mąż ZAPEWNI bezpieczeństwo i stabilność (potomstwo?) MUSI być przestać pożądany, by miała szansę dywersyfikacja genów i przekazanie i wychowanie lepszych genów partnera krótkoterminowego, który jako wysokotestosteronowy nigdy nie zaopiekuje się i nie zadba o własne potomstwo i nie przekazałby innaczej genów ważnych dla populacji samca alfa.
                        Tyle jezykiem logiki.
                        Jezykiem emocjonalnym zaś kobity sa wredne z natury i jedyna szansa że rozumowo i z miłości ta wedną nature okiełznają.
                        :)
                        • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje raz jeszcze 25.11.11, 17:02
                          > Co by nie wymieniła, to i tak na z naukowego punktu widzenia pewno bedzie racjo
                          > nalizacja umysłu i klasyka spadku pożądania partnera długoterminowego wg psycho
                          > wewo.

                          Hurra! Panowie, już nie musicie główkować i starać się być OK! Każde zażalenie w waszym kierunku po urodzeniu się dzieci jest tylko ewolucyjnie wytłumaczalnym fochem ze strony wrednej samicy! Jakie to proste! Hmmm... tylko właściwie co z tego dla was wynika? Wredna samica dalej chce czegoś poza tym naukowym tłumaczeniem ;-P
                          • urquhart Re: psychologiczne publikacje raz jeszcze 25.11.11, 17:12
                            Psychoweo ogarniasz przecież. Jest generalnie jest tak w teorii czy nie?
                            Załóżmy że atawizmów które panowie mają za uszami nie kwestionujemy, ale omówimy je później :)
                            • aandzia43 Re: psychologiczne publikacje raz jeszcze 25.11.11, 17:26
                              > Jest generalnie jest tak w teorii czy nie?

                              Teoria mnie nie interesuje. Jaka by nie była kusząca. Generalnie w wielu przypadkach jest tak, jak głosi mądra księga. Związek dwojga ludzi płci przeciwnej to jednak bardziej skomplikowany układ. Niechęć do partnera/ki zaczyna się pojawiać najczęściej z przyczyny braku styku między naszymi potrzebami, a sposobem odnajdywania się partnera/ki w nowych układach życiowych. Życie płynie, pojawiają się wyzwania, nowe sytuacje, my nie dajemy rady, partner nie wyrabia na zakrętach, klops gotowy. Jak to się ma do bohaterki wątku? Może tak, że kiedyś jej mężczyzna był jednak bardziej zabiegajacy o nią, może ona była mniej świadoma swoich potrzeb, może miała wyższe libido, więc i zachęty do pospolitego rżnięcia wyrafinowanej nie potrzebowała. Ale czas płynie, nikt nie może powiedzieć, że trzeba kochać i pożądać człowieka, nawet jeśli ten nie zmienia się ani o milimetr i stoi w miejscu, jak ten relikt z poprzedniej epoki. Bo jak nie, to jest się wredną samicą lub roszczeniowym samcem ;-)
                      • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 16:53
                        Podejście "chce mi się, rozłóż nogi", często wręcz wulgarne nazywanie czynności, obmacywanie (nie przyjemne pieszczenie lub czułe gesty) w trakcie np. zmywania, brak czułych znaczących spojrzeń, brak pocałunków (namiętnych, nie jakby całował coitkę), wymuszanie seksu po alkoholu.
                        • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:00
                          Zawsze tak miał?
                          Jak całujesz namiętnie, to się opędza, czy chodzi o to, że sam na to nie wpadnie?
                          Jak werbalizujesz paszczą, że chciałabyś, żeby np dłużej popieścił, to robi to, czy nie?
                          A gdybyś złapana za biust przy zmywaniu wzięła jego rękę, pogłaskała się nią po cycku i powiedziała "ooo, tak jest fajniej, bo jak ściskasz, to mnie boli" - to jak sądzisz, jaka byłaby reakcja?
                          Do wulgarnego nazywania czynności się nie odniosę, są tacy, których to po prostu kręci i podnieca i nie wynika to z niewychowania czy nieumiejętności nazwania inaczej.
                          • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:17
                            Jak byliśmy młodsi to spotykaliśmy się tak chyba w pół drogi. Ja byłam trochę bardziej "niegrzeczna" a on bardziej romantyczny. Potem było długo długo nic. Potem ja pragnęłam więcej romantyzmu a on zwykłego zadowolenia fizycznego. Teraz on staje się nie wiem jak to nazwać Sprośny, świntuszny, czym mnie jeszcze bardziej odrzuca, a ja potrzebuję coraz więcej czułości i romantyzmu co mu wogóle nie w głowie. Próbowałam mówić o swoich potrzebach, nie wiem może nie dość jasno to określałam. Kiedy mówię na przykład o pocałunku to obraca to żart, "całują się nastolatki".
                            • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:35
                              Mąż - "całują się nastolatki"
                              Claudia - "widocznie masz nieletnią żonę, bo ja uwielbiam się z Tobą całować, bardzo tego potrzebuję, kręci mnie to do niemożliwości, cudownie całujesz".

                              Itd. Wprost, paszczą, dokładnie czego potrzebujesz, tudzież powzmacniać trochę jego ego i zachowania pożądane, gdy się już da na nie namówić. Jak myślisz, jaka byłaby reakcja?

                              Nie kombinuj z aluzjami i sugestiami, bo nie każdy jest w stanie je odczytać - no chyba że akurat myśli o tym samym. Nie ma, że "się domyślić". Jak wyłuszczysz wprost, w czym rzecz, czego chcesz, a co Cię boli, jakich zachowań dokładnie oczekujesz [ale nie "bądź czulszy" bo to za szerokie pojęcie, lepiej "lubię jak mnie tak głaszczesz albo całujesz w szyję"] a on tego nie załapie albo się wypnie, to dopiero wtedy będzie powód, żeby mieć do niego żale.
                              • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:44
                                No, warto przeprowadzić akcje, które poleca Sea. Jeśli po iluś tam sugestiach, zagrywkach, podchodach będzie się dalej wypinał na twoje potrzeby, to sprawa będzie jasna. A może już były takie próby delikatnego a uwodzicielskiego nakłonienia go zmiany zachować erotycznych i seksualnych?
                        • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:31
                          w kontekście waszych relacji to jest dla mnie zaskakujące, ja akurat bezpardonowo obmacuję moją żonę ile wlezie w przerwach od delikatnego obmacywania i "wulgarnie nazywam czynności" :P aczkolwiek u nas to jest dozwolone, poza tym, z tego co mnie życie nauczyło, większość moich kolegów traktuje seks jako jeden z najważniejszych powodów dla utrzymywania związku ale mniejszość ma taką relację z partnerką, żeby jej to zakomunikować w mniej lub bardziej kulturalnej czy lekkiej formie. gdyby mężczyźni mówili częściej "w tym momencie kocham Cię za cycki i tyłek" można by uniknąć wielu nieporozumień

                          w Twoim przypadku sytuacja jest o tyle inna, że nie ma chyba obecnie płaszczyzny potrzebnej do stworzenia odpowiedniego dystansu dla wyrażania bezpośrednio tego typu odczuć, więc dziwi mnie to obmacywanie. ja bym się nie odważył obmacywać zony, która mnie konsekwentnie wyrzuca z łózka, aczkolwiek znowu być może on nie zauważa, że przekroczony został już, ten moment gdzie seks zamiast tematem swobodnej rozmowy staje się przysłowiowym sznurkiem w domu powieszonego.

                          z drugiej strony jeśli jest tak jak mówisz, może być również tak jak czujesz - Twój mąż jest burakiem i kiedy mówi "rozłóż nogi" chce tylko i wyłącznie abyś rozłożyła nogi, nie czuje żadnej życzliwości do Ciebie i nie bawi się taką konwencją w sposób świadomy.
                          • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:40
                            Dobrze powiedziane.
                            "Wulgarne nazywanie czynności" i ciut brutalne obmacywanie są OK, jeśli są zabawą konwencją i pieprzem do zupy. Zupa z samego pieprzu sprowadza tylko ból.

                            aczkolwiek znowu być może on
                            > nie zauważa, że przekroczony został już, ten moment gdzie seks zamiast tematem
                            > swobodnej rozmowy staje się przysłowiowym sznurkiem w domu powieszonego.

                            Ale do realizacji popędu dąży. Dlaczego? Burak, emocjonalnie upośledzony, nie interesują go elementarne potrzeby żony?
                            • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 17:51
                              no akurat buractwem nazwałem jego sposób wyrażania pożądania jeśli nie jest on elementem gry o której wspomniałem.

                              natomiast dążenie do realizacji popędu to wg. mnie trochę bardziej skomplikowane zagadnienie - ma przestać dążyć do seksu bo żona tego nie chce, albo jednak jest "Burak, emocjonalnie upośledzony, nie interesują go elementarne potrzeby żony?

                              Już wcześniej ta koncepcja była wyłożona nie musisz jej powtarzać, facet chce seksu więc ma coś z emocjami, wiem, słyszałem. Ja raczej oceniam formę tego dążenia, niż to czy dąży, co więcej jak już wspomniałem nie znając szczegółów na dwoje można wróżyć, albo on tak czuje komunikację potrzeb seksualnych i potrzebuje czytelniejszych kontrpropozycji, albo ma to gdzieś co ona czuje, a on tak to umie tylko nazwać i wtedy jest burakiem, co nie ma nic wspólnego z dążeniem do realizacji popędu. Tzn wg. mnie bo jak widzę dla części uczestników dyskusji jak najbardziej :P
                              • kutuzow "...długo długo nic" 25.11.11, 18:01

                                bigbadpig napisał:
                                "...albo on tak czuje komunikację potrzeb seksualnych i potrzebuj
                                > e czytelniejszych kontrpropozycji, albo ma to gdzieś co ona czuje,"

                                autorka napisała nam, że długo się nie kochali:
                                "Ja byłam trochę bardziej "niegrzeczna" a on bardziej romantyczny. Potem było długo długo nic. Potem ja pragnęłam więcej romantyzmu a on zwykłego zadowolenia fizycznego."

                                Jeśli facet był odstawiony na dłuższy czas (wspomniane długo długo nic) czyli ona miała w nosie jego potrzeby, to może być tak, że teraz dla odmiany on ma w nosie jej potrzeby (emocjonalne).

                                Nie jestem mężem autorki wątku, ale po lekturze jej postów, odniosłem wrażenie że ona oczekuje takiego związku jakie lubią nastoletnie dziewczyny, dużo romantyzmu, trzymania się za rączkę i wzdychania przy świetle księżyca. Może gdy mąż mówi:
                                "całują się nastolatki", ma na myśli własnie taki szerszy kontekst (całusy i bliskość bez seksu)?
                                • urquhart przecież to typowy scenariusz krzysu w związku 25.11.11, 18:23
                                  > Jeśli facet był odstawiony na dłuższy czas (wspomniane długo długo nic) czyli o
                                  > na miała w nosie jego potrzeby, to może być tak, że teraz dla odmiany on ma w n
                                  > osie jej potrzeby (emocjonalne).

                                  Paradoksalnie mezczyźnie brak emocjonalnego kontaku tez z reguły doskwiera, ale często podświadmowmie gra na wycofaniu doświadczając że to jedyna skuteczna waluta jaką dysponuje w grze (burak użyje wczesniej przewagi fizycznej lub finansowej). Deficyt się powieksza i powieksza.
                                  Ale wtedy z reguły wczesnie czy później do gry wchodzi emocjonalnie owarta rozgrywajaca - pocieszycielka, objawienie, która jest lekiem na wszelkie tęsknoty i deklasuje konkurencję na każdym polu :)

                                  Przecież to typowy scenariusz krzysu w związku , brak sesku determinuje narastanie pustki emocjonalnej, a natura nie znosi próżni.
                                  • urquhart kompensowanie - paradoks deficytu bliskości 25.11.11, 18:51
                                    A o ile kobieta może kompensować sobie pustke emocjonalną relacjami z dziećmi, rodziną, przyjaciółkami, to mężczcyzna nie ma takiej opcji. On otwiera sie emocjonalnie tylko przed kobieta - partnerką. Nie tą, to inną. Deficyt bliskości może być grą (ty mi odmawiasz seksu ja ci bliskości na której ci zależy), ale zawsze jak piszą jest zabójczy dla związku.
                                    Ot, to moim zdaniem ciekawy i pouczający w konseksencjach paradoks.
                                    • mujer_bonita Re: kompensowanie - paradoks deficytu bliskości 25.11.11, 18:56
                                      urquhart napisał:
                                      > A o ile kobieta może kompensować sobie pustke emocjonalną relacjami z dziećmi,
                                      > rodziną, przyjaciółkami, to mężczcyzna nie ma takiej opcji. On otwiera sie emoc
                                      > jonalnie tylko przed kobieta - partnerką. Nie tą, to inną. Deficyt bliskości mo
                                      > że być grą (ty mi odmawiasz seksu ja ci bliskości na której ci zależy), ale zaw
                                      > sze jak piszą jest zabójczy dla związku.
                                      > Ot, to moim zdaniem ciekawy i pouczający w konseksencjach paradoks.

                                      Tyle, że akurat ta kobieta nie chce sobie kompensować braku bliskości gdzie indziej. Chce jej od męża.
                                      • aandzia43 Re: kompensowanie - paradoks deficytu bliskości 25.11.11, 20:51
                                        > Tyle, że akurat ta kobieta nie chce sobie kompensować braku bliskości gdzie ind
                                        > ziej. Chce jej od męża.

                                        Daj spokój, nie zauważył. Każdy przypadek opisywany na forum jest przecież "typowy". Czarno-biały świat wg. Urquharta.
                                        • urquhart Re: kompensowanie - paradoks deficytu bliskości 25.11.11, 21:41
                                          > Daj spokój, nie zauważył. Każdy przypadek opisywany na forum jest przecież "typ
                                          > owy". Czarno-biały świat wg. Urquharta.

                                          I kto tu się fiksuje ?
                                          Napisałem to w kontekście że facet może grać używając deficytu bliskości jeżeli boli partnerkę równie mocno jak jego brak seksu. A to paradoksalnie samobój i tylko pogarsza jego samopoczucie. Ale pewno nie chce się czytać całości i bo masz gotową diagnozę "czarno-biały świat wg. Urquharta" :)
                              • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:04
                                > Już wcześniej ta koncepcja była wyłożona nie musisz jej powtarzać, facet chce s
                                > eksu więc ma coś z emocjami, wiem, słyszałem.

                                Oj weź, Big, nei żartuj ;-)

                                > no akurat buractwem nazwałem jego sposób wyrażania pożądania jeśli nie jest on
                                > elementem gry o której wspomniałem.

                                No najwyraźniej w tym przypadku nei ejst to element gry między nimi. Jego gry solowej, może i tak. Definicję buraka chyba mamy podobną ;-)

                                > natomiast dążenie do realizacji popędu to wg. mnie trochę bardziej skomplikowan
                                > e zagadnienie - ma przestać dążyć do seksu bo żona tego nie chce, albo jednak j
                                > est "Burak, emocjonalnie upośledzony, nie interesują go elementarne potrzeby żo
                                > ny?

                                Ma przestać dążyć do seksu za wszelką cenę, jak baran usiłujący przebić głową mur. Trochę empatii by się przydało.
                                • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:17
                                  aandzia43 napisała:
                                  Ma przestać dążyć do seksu za wszelką cenę, jak baran usiłujący przebić głową m
                                  > ur. Trochę empatii by się przydało.
                                  >
                                  >
                                  Ma, a ciekawe jak chcesz go zmusić? możesz sobie życzyć na święta. Nie zmienisz świata wokół, jedyne co można zrobić to zmusić autorkę, żeby zaczęła się uczyć jak radzić sobie z piciem piwa które sama sobie nawarzyła. To ona musi zmienić nastawienie, to jedyny sposób zmiany zachowania. Mężczyźni nie reagują na słowa tylko na to co robisz.
                                  • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:20
                                    aandzia nie chciała chyba zmuszać tylko kontynuowała myśl z mojego posta "ma zrobić coś tam albo będzie burakiem"
                                    to się zasadniczo różni od "ma to zrobić" :P
                                  • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:24
                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                    > Ma, a ciekawe jak chcesz go zmusić? możesz sobie życzyć na święta. Nie zmienisz
                                    > świata wokół, jedyne co można zrobić to zmusić autorkę, żeby zaczęła się uczyć
                                    > jak radzić sobie z piciem piwa które sama sobie nawarzyła. To ona musi zmienić
                                    > nastawienie, to jedyny sposób zmiany zachowania. Mężczyźni nie reagują na słow
                                    > a tylko na to co robisz.

                                    Czy Ty tak na poważnie? Zastanowiłaś się przez chwilę PO CO ona ma to zrobić? Po co ma z siebie zrobić dmuchaną lalę do spuszczania z krzyża? Co w związku w którym służy jedynie do seksualnego wyładowania się męża jest DLA NIEJ? Co z JEJ potrzebami? Jego nie może zmusić to sama ma się zmusić? PO CO?
                                    • urquhart Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:29
                                      mujer_bonita napisała:
                                      > Czy Ty tak na poważnie? Zastanowiłaś się przez chwilę PO CO ona ma to zrobić? P
                                      > o co ma z siebie zrobić dmuchaną lalę do spuszczania z krzyża? Co w związku w k
                                      > tórym służy jedynie do seksualnego wyładowania się męża jest DLA NIEJ?

                                      He, he. Chyba przegapiłaś liste pozytywnych stron związku i męża wymienianych przez Claudię :)
                                      • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:35
                                        pewnie to za mało :P
                                        a co z listą kolejnych tym razem potencjalnych korzyści wynikających z udanego seksu w związku? co ze wpłwem seksu na relację, co z przypuszczalną rangą seksu jako głównego spoiwa związku wg. męzczyzny?

                                        nie wydaje mi się aby mujer kiedykolwiek dostrzegała takie niuanse, więc zostaje z pytaniem "po coi?!"
                                      • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:41
                                        urquhart napisał:
                                        > He, he. Chyba przegapiłaś liste pozytywnych stron związku i męża wymienianych p
                                        > rzez Claudię :)

                                        O tak - śmieją się razem i tarzają z dzieckiem po łóżku. Bomba :P
                                        • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:44
                                          Chciałoby Ci się śmiać z mężem, gdybyś miała akurat do niego żal, że wraży podlec odważył się nie pozmywać po obiedzie albo nie zmienić dziecku w porę pieluszki? Wyciągnij wnioski ;)
                                          • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:51
                                            sea.sea napisała:

                                            > Chciałoby Ci się śmiać z mężem, gdybyś miała akurat do niego żal, że wraży podl
                                            > ec odważył się nie pozmywać po obiedzie albo nie zmienić dziecku w porę pielusz
                                            > ki? Wyciągnij wnioski ;)

                                            Kobita ściemnia. Wątek jest do bani:(
                                    • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:31
                                      mujer_bonita napisała:

                                      > Czy Ty tak na poważnie? Zastanowiłaś się przez chwilę PO CO ona ma to zrobić? P
                                      > o co ma z siebie zrobić dmuchaną lalę do spuszczania z krzyża? Co w związku w k
                                      > tórym służy jedynie do seksualnego wyładowania się męża jest DLA NIEJ? Co z JEJ
                                      > potrzebami? Jego nie może zmusić to sama ma się zmusić? PO CO?

                                      Nie na dawaniu d..polega egzekwowanie szacunku nieprawdaż? A jego szacunek jest podstawą żeby jej potrzeby miały jakiekolwiek znaczenie dla niego. Tu nie ma szacunku wzajemnego. Oczywiście że nie może być na każde zawołanie jeśli on ma ją szanować.
                                    • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:36
                                      > Co w związku w którym służy jedynie do seksualnego wyładowania się męża
                                      E, skąd Ci wyszły takie wnioski? Mnie z opisu wynikło, że im ogólnie dobrze, rozmawiają, przyjaźnią się, śmieją się - i gdyby on nie chciał seksu, to ogólnie byłaby totalna sielanka, jego potrzeba seksu i sposób jej komunikowania - z czego wynikają kłótnie i pretensje - jest jedynym, co tę sielankę burzy.
                                      • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:40
                                        czytając posty mujer odnoszę wrażenie, że sama sytuacja gdzie mężczyzna jest chętny na seks już jest alarmująca :P
                                        • urquhart Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:05
                                          bigbadpig napisał:

                                          > czytając posty mujer odnoszę wrażenie, że sama sytuacja gdzie mężczyzna jest ch
                                          > ętny na seks już jest alarmująca :P

                                          he, he, he, Big, nie moge oprzeć się złośliwości że to przykład zbyt dosłownej inspiracji feministyczą retoryką. Poniekąd ikona feminizmu Andrea Dworkin kawę na ławę wyłozyła jak to jest z tym mężczyną chetnym na seks którego klasowo swiadoma jednostka powinna się przeciwstawiać i zwalczać:
                                          "Współżycie jest jednym ze środków, a może i nawet naczelnym środkiem fizjologicznego poniżenia kobiety; uświadomienia każdej jej komórce, że ma niższy status przez każde kolejne pchnięcie, aż ulegnie”.
                                          :) :) :)
                                      • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:44
                                        sea.sea napisała:
                                        > E, skąd Ci wyszły takie wnioski? Mnie z opisu wynikło, że im ogólnie dobrze, ro
                                        > zmawiają, przyjaźnią się, śmieją się - i gdyby on nie chciał seksu, to ogólnie
                                        > byłaby totalna sielanka, jego potrzeba seksu i sposób jej komunikowania - z cze
                                        > go wynikają kłótnie i pretensje - jest jedynym, co tę sielankę burzy.

                                        A skąd Ci wyszedł wniosek, że autorka chciałaby, żeby mąż przestał chcieć seksu? Bo ja mam wrażenie, że ona chce się kochać a nie uprawiać seks i tu jest problem. Z resztą sama pisze:
                                        'Chcę się czuć zachęcona a nie emocjonalnie zmuszona. Pragnę bliskości a nie tylko czuć jego penisa w mojej pochwie. Chodzi niby o to samo a jednak nie... '
                                        • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:55
                                          ona chce się kochać i dlatego znalazła konstruktywne rozwiązanie "od tygodnia dziennie opędzam się i już mnie to zmęczyło"

                                          taaa, ona chce się kochać i wyraża to dobitnie: "Bo CZYJA to WINA, że nie mam ochoty na seks"
                                          "Po ciąży nie odzyskałam równowagi hormonalnej albo coś obniża moje libido, nie wiem"

                                          sens powinien być odczytywany a nie dopisywany
                                          • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:00
                                            bigbadpig napisał:
                                            > ona chce się kochać i dlatego znalazła konstruktywne rozwiązanie "od tygodnia d
                                            > ziennie opędzam się i już mnie to zmęczyło"

                                            A potrafisz odróżnić seks od kochania się?
                                            • bigbadpig Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:14
                                              nie potrafię bo u mnie tylko rżnięcie się odbywa
                                              a tak na poważnie oczywiście, że nie potrafię bo nie wiem jak ty je akurat definiujesz
                                              ja w ogóle na zewnątrz mówię generalnie, że kocham się, nawet gdy zwiąże żonie ręce na plecach i trzymam za włosy, wciskając jej głowę w łóżko.

                                              to nie są pojęcia które mają ogólnie przyjęte opozycyjne znaczenia w jakimkolwiek elemencie, ale, że są dwoma różnymi słowami to oczywiście mogą być narzędziem ułomnej erystyki pt. "potrafisz odróżnić"
                                        • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:59
                                          Cytuję:
                                          > Mam wrażenie, że oboje jesteśmy chłodni tylko inaczej. Ja fizycznie (może faktycznie trzeba
                                          > zrobić jakieś badania) a mąż emocjonalnie

                                          ---
                                          > Po ciąży nie odzyskałam równowagi hormonalnej albo coś obniża moje libido, nie wiem. Nie
                                          > chciałam tak jakoś bez powodu.

                                          ---
                                          > Czułości. Całowania i przytulania, może być masaż stóp jak najbardziej ale bez
                                          > konieczności stosunku jako celu. Wiem, że na tym etapie niewyżycia mojego męża jest to
                                          > może absurdalne ale tego właśnie pragnę, żęby dał mi czułośc dla niej samej. Jeśli
                                          > zaspokoję ten brak to mam nadzieję sama będę chciała więcej.

                                          Wnioskuję choćby z powyższych. Autorka MA NADZIEJĘ, że jeżeli mąż zrobi to lub tamto, to jej się zachce. Ale pewności nie ma.
                                          • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:04
                                            sea.sea napisała:
                                            > Wnioskuję choćby z powyższych. Autorka MA NADZIEJĘ, że jeżeli mąż zrobi to lub
                                            > tamto, to jej się zachce. Ale pewności nie ma.

                                            No fajnie tylko odwołujesz się do kwestii, które były wg. niej parę lat temu. IMO ona odzyskuje libido i chciałaby, żeby było tak jak kiedyś albo nawet bardziej romantycznie a on się zradykalizował w drugą stronę i się rozjeżdżają. Ona to widzi on najwidoczniej nie.
                                            • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:11
                                              No ja w postach autorki nie wykryłam przesłanek świadczących, że odzyskuje libido...
                                            • urquhart on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 19:30
                                              mujer_bonita napisała:
                                              > MO ona odzyskuje libido i chciałaby, żeby było tak jak kiedyś albo nawet bardzi
                                              > ej romantycznie a on się zradykalizował w drugą stronę i się rozjeżdżają. Ona t
                                              > o widzi on najwidoczniej nie.

                                              Może to i to.
                                              Scenarusz który sugerujejesz też jest ksiązkowo typowy i tu opisany w skócie w schemacie kryzysu bliskości po urodzeniu dziecka:
                                              www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=87
                                              Tak czy owak i tu też elementem typowego przesilenia jest dopiero pojawienie się pocieszycielki :)

                                              Lepiej zapobiegać niż leczyć nie?
                                              • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 19:47
                                                urquhart napisał:
                                                > Scenarusz który sugerujejesz też jest ksiązkowo typowy i tu opisany w skócie w
                                                > schemacie kryzysu bliskości po urodzeniu dziecka:
                                                > rel="nofollow">www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=87

                                                'Gdy dziecko trochę podrośnie, kobieta pragnie na pierwszym miejscu powrotu uczucia bliskości z mężczyzną - wtedy potrzeby seksualne zwykle stawia na drugim miejscu. Ale partner, od dawna nie doświadczający tego stanu emocjonalnego, nie potrafi go w sobie wskrzesić na nowo. Potrzeby sygnalizowane przez kobietę są dla niego całkowicie niezrozumiałe. Ona z kolei nie wie, że on nie potrafi już odczuwać bliskości; ma do niego pretensje o to, że on całe uczucie sprowadza do seksu. I tak dochodzi do całkowitego rozminięcia się oczekiwań obu stron. Nie rozumiejąc tego mechanizmu, obwiniają się nawzajem, ich wzajemne relacje ulegają ochłodzeniu. Współżycie seksualne nie sprawdza się niestety jako panaceum na brak uczucia bliskości między partnerami.'

                                                No i bingo :)

                                                Ostatnie zdanie jest ciekawe:
                                                'Współżycie seksualne nie sprawdza się niestety jako panaceum na brak uczucia bliskości między partnerami.'

                                                I dalej propozycja rozwiązania:
                                                'Co więc pozostaje? Terapia polegająca na fizycznym kontakcie bliskości bez seksu. Terapia ta jest polecana przez niektórych psychologów. Aby nie doszło do błędnych interpretacji zachowań, obie strony muszą wiedzieć, na czym ona polega.

                                                Należy w miarę możliwości oderwać się od codziennych kłopotów i w ogóle od rozwiązywania problemów. Wskazane jest na kilka dni zmienić otoczenie i pozostać tylko we dwoje. W tym czasie lepiej unikać jakichkolwiek prób wyjaśnienia sobie spiętrzonych nieporozumień. Czas najlepiej spędzić na spacerach. W nocy należy położyć się razem do łóżka, przytulając się przodem do siebie, przy czym ręce absolutnie muszą znajdować się daleko od stref erogennych. W tej pozycji najlepiej byłoby zasnąć. Absolutnie nie należy podejmować żadnych czynności erotycznych! Po pewnym czasie, może to być któraś z kolei noc, podczas przytulania się mężczyzna może poczuć, że coś dziwnego dzieje się z jego uczuciami.

                                                Przemiana musi nastąpić samoczynnie, niczego nie należy przyspieszać na siłę. Jeżeli mężczyzna doświadczy dotychczas nieznanego sobie stanu psychicznego, powinien się mu poddać, a potem sam już będzie wiedział, co dalej robić. Partnerzy powinni jednak przez jakiś czas powstrzymać się od seksu, aby mężczyzna miał szansę lepiej poznać to nowe dla niego odczucie. Po pewnym czasie, na drugą, lub trzecią noc od momentu, gdy mężczyzna doznał uczucia bliskości, można zrezygnować z abstynencji seksualnej.

                                                Jednak podczas tego wskazane jest zachowanie pewnej profilaktyki. Wstępem do jakichkolwiek igraszek erotycznych powinno być przywołanie uczucia bliskości, tak jak się to działo w poprzednich dniach. Panowie, nie wolno mylić przywoływania uczucia bliskości z erotyczną grą wstępną! Po współżyciu również powinno się pozostać w pozycji przytulenia (powrót do uczucia bliskości). Nic tak nie oddala mężczyzny i kobiety, jak odwrócenie się lub nawet tylko odsunięcie partnerów po współżyciu oraz szybkie zaśnięcie mężczyzny. I nic tak nie zbliża, jak zaśnięcie kobiety w ramionach mężczyzny! Reguły te warto zachować w całym późniejszym życiu seksualnym. Poza tym partnerzy powinni spać w jednym łóżku, zachowując fizyczny, bliski kontakt, choćby trzymając się za rękę lub dotykając się nieerotycznie w jakikolwiek inny sposób. Uczucie bliskości, aczkolwiek pożądane głównie przez kobietę, jest nie mniej ważne dla mężczyzny, bo pozwala mu na lepszy kontakt uczuciowy z partnerką. Pamiętać również należy o częstym przytulaniu, zwłaszcza koniecznie na przywitanie i pożegnanie, tak jak to zwykle czynią kobiety przyjaciółki. '

                                                > Lepiej zapobiegać niż leczyć nie?

                                                Jak we wszystkim.
                                                • aandzia43 Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 21:39
                                                  No właśnie, oswajanie się z bliskością początkowo bez seksu. Ciekawe, czy Urquhart przeczytał w ogóle ten linkowany przez siebie tekst ;-)
                                                  • urquhart Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 21:46
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > No właśnie, oswajanie się z bliskością początkowo bez seksu. Ciekawe, czy Urquh
                                                    > art przeczytał w ogóle ten linkowany przez siebie tekst ;-)

                                                    Albo drugie wyjście... może jego świat nie jest taki czarno biały? :)
                                                    E, tam, na pewno nie przeczytał!!!
                                              • that.bitch.is.sick Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 19:56
                                                urquhart napisał:

                                                > Może to i to.
                                                > Scenarusz który sugerujejesz też jest ksiązkowo typowy i tu opisany w skócie w
                                                > schemacie kryzysu bliskości po urodzeniu dziecka:
                                                > www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=87
                                                > Tak czy owak i tu też elementem typowego przesilenia jest dopiero pojawienie si
                                                > ę pocieszycielki :)
                                                >
                                                > Lepiej zapobiegać niż leczyć nie?

                                                ło matko przeczytałam, ciężka nuda. Tylko nasuwa mi się pytanie. Ilu mężczyznom będzie się chciało bawić z infantylnymi partnerkami, ilu z nich bawi się w ten mały domek z laleczkami a po cichu korzysta z agentury, a ilu po wpadnie w depresję, odejdzie, rzuci się z jakiegoś budynku. W końcu są na świecie dorosłe kobiety, mające normalny stosunek do seksu o boziu..
                                                • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:01
                                                  that.bitch.is.sick napisała:
                                                  > ło matko przeczytałam, ciężka nuda. Tylko nasuwa mi się pytanie. Ilu mężczyznom
                                                  > będzie się chciało bawić z infantylnymi partnerkami, ilu z nich bawi się w ten
                                                  > mały domek z laleczkami a po cichu korzysta z agentury, a ilu po wpadnie w dep
                                                  > resję, odejdzie, rzuci się z jakiegoś budynku. W końcu są na świecie dorosłe ko
                                                  > biety, mające normalny stosunek do seksu o boziu..

                                                  Bliskość między dwojgiem ludzi postrzegasz jako 'infantylność'. Upsss...

                                                  No cóż... 10dkg rodzynek dla Pani :) Szkoda tylko, że nie poznasz innych smaków życia...
                                                  • that.bitch.is.sick Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:05
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Bliskość między dwojgiem ludzi postrzegasz jako 'infantylność'. Upsss...
                                                    >
                                                    > No cóż... 10dkg rodzynek dla Pani :) Szkoda tylko, że nie poznasz innych smaków
                                                    > życia...

                                                    to nie tak. Ja po prostu inaczej rozumiem bliskość, bardziej po dorosłemu. nie lubię jedzenia sobie z dzióbków, świec, romantycznego świergotania i całej otoczki wolę konkretnie polegać na facecie niż przyjmować puste hołdy.
                                                  • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:11
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > to nie tak. Ja po prostu inaczej rozumiem bliskość, bardziej po dorosłemu. nie
                                                    > lubię jedzenia sobie z dzióbków, świec, romantycznego świergotania i całej otoc
                                                    > zki wolę konkretnie polegać na facecie niż przyjmować puste hołdy.

                                                    Dlaczego wartościujesz? Dlaczego swój pogląd uważasz za 'doroślejszy'?

                                                    Nie przyszło Ci na myśl, że niektórzy lubią bliskość celebrować? Jak z posiłkiem - najesz i w 5-gwiazdkowiej restauracji i w barze na dworcu. Bar lepszy bo bez otoczki, 'doroślejszy'?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:16
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Nie przyszło Ci na myśl, że niektórzy lubią bliskość celebrować? Jak z posiłkie
                                                    > m - najesz i w 5-gwiazdkowiej restauracji i w barze na dworcu. Bar lepszy bo be
                                                    > z otoczki, 'doroślejszy'?
                                                    >
                                                    Bliskość oparta na zrozumieniu, wspólnych poglądach jest bardziej autentyczna niż przytulanki. I trwalsza. Co nie wyklucza że może być i to i to.
                                                  • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:24
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Bliskość oparta na zrozumieniu, wspólnych poglądach jest bardziej autentyczna n
                                                    > iż przytulanki. I trwalsza. Co nie wyklucza że może być i to i to.

                                                    Prawda. Pytanie brzmi - jakie zrozumienie oni mają dla siebie. Autorka wątku zdaje się rozumieć problem rozminięcia się. Jej mąż czeka aż 'jej się zachce' tak jak jemu. Wszelkie rozmowy o jej potrzebach spełzają na niczym nawet w łóżku o nią nie dba. Fakt - jej błąd, że to bagatelizuje ale litości - to przecież dorosły facet!

                                                    IMO w tym zlinkowanym artykule nie chodzi o przytulanki ale o oddzielenie okazywania czułości od seksu. O nauczenie się okazywania czułości bez podtekstów seksualnych. O docenienie nieseksualnego aspektu czułości fizycznej.
                                                  • sea.sea Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:32
                                                    > Wszelkie rozmowy o jej potrzebach spełzają na niczym nawet w łóżku o nią nie dba.
                                                    Pytanie, jak wyglądały te rozmowy, bo tu forum musiało się trochę naprężyć, żeby wyciągnąć z autorki o co dokładnie jej chodzi, natomiast motywem wiodącym było "chciałabym, żeby się domyślił". Ja prywatnie w zetknięciu z postawą "mogłabyś się domyślić" i przymusem wyciągania z osoby sfoszonej skrawków informacji i półsłówek - dostaję wysypki i odpadam :)
                                                  • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 20:36
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Pytanie, jak wyglądały te rozmowy, bo tu forum musiało się trochę naprężyć, żeb
                                                    > y wyciągnąć z autorki o co dokładnie jej chodzi, natomiast motywem wiodącym był
                                                    > o "chciałabym, żeby się domyślił". Ja prywatnie w zetknięciu z postawą "mogłaby
                                                    > ś się domyślić" i przymusem wyciągania z osoby sfoszonej skrawków informacji i
                                                    > półsłówek - dostaję wysypki i odpadam :)

                                                    Abstrahując od rozmów o potrzebach- ileś razy słyszał 'nie szkodzi następnym razem dojdę' i jakoś nie przyszło mu na myśl bardziej się postarać????
                                                  • sea.sea Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 21:07
                                                    > Błędem chyba również było kiedy to on dochodził a ja nie, nie domaganie się więcej.
                                                    Tu się akurat sprawa robi skomplikowana, bo nie wiemy jak to właściwie wygląda u autorki. Są kobiety, które czasem dochodzą, a czasem nie, choćby facet pękł, po prostu nie mają dnia i już (mimo to seks nie sprawia im wtedy przykrości). Jeżeli wcześniej, jak jeszcze było ok, ona raz miała orgazm a raz nie i nie stanowiło to dla niej problemu, to facet może być zdezorientowany gdy nie otrzymuje jawnego sygnału "dzisiaj mam życzenie i fizjologiczną możliwość mieć orgazm, więc czyń swą powinność, jak nie ptakiem, to palcami".

                                                    To jest doszukiwanie się trzeciego dna, że komunikat "nie szkodzi, następnym razem" nie oznacza "nie szkodzi, następnym razem", tylko "tak naprawdę to ja chciałam mieć ten orgazm, ale Ty mnie egoistycznie olałeś".

                                                    Może on faktycznie olewa i nie dba, ale pytanie, czy on o tym wie? Czy usłyszał wprost od autorki, że "ja już tak nie lubię, chociaż lubiłam, teraz bym chciała inaczej"?
                                                  • urquhart propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 21:26
                                                    > IMO w tym zlinkowanym artykule nie chodzi o przytulanki ale o oddzielenie okazy
                                                    > wania czułości od seksu. O nauczenie się okazywania czułości bez podtekstów sek
                                                    > sualnych. O docenienie nieseksualnego aspektu czułości fizycznej.

                                                    IMO cała diagnoza jak i propozycja rozwiązania zakłada mocną niesymetryczność, kobieta i jej potrzeby przeżycia i potrzeby są elementem centralnym, mężczyzna zaś powinien ją rozumieć, dopasowywać do niej, dostosować swoje potrzeby i działania, przeczekać brak potrzeb to seksualnych to bliskości, odbudowywać relacje, a wtedy może ona łaskawie otworzy się na jego potrzeby. To on ma być jedynie nadskakujący wyrozumiały, cierpliwy. Całkowicie zmarginalizowany. A ona jak się ma do jego potrzeb w tym czasie? A gdzie postulowane tak równouprawnienie?
                                                    :)
                                                    Dość wymagające podejście któremu raczej normalni faceci z jajami którzy postrzegają siebie jako równoprawne jednostki, a nie jedynie satelity krążące wokół wymagającej ciągle uwagi mogą nie podołać.
                                                    Ale faktycznie dla odpowiednio zdeterminowanych menów jest to propozycja odbudowy zerwanej relacji.

                                                    Tylko że wchodząc w to założenie, zauważ że babka narzeka jedynie na uciążliwe brak bliskości i zradykalizowane oczekiwania seksualne męża a to powierzchowne objawy, tymczasem ma na karku całkiem poważne następstwa kryzysu po urodzeniu dziecka.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 21:40
                                                    urquhart napisał:

                                                    > > IMO w tym zlinkowanym artykule nie chodzi o przytulanki ale o oddzielenie
                                                    > okazy
                                                    > > wania czułości od seksu. O nauczenie się okazywania czułości bez podtekst
                                                    > ów sek
                                                    > > sualnych. O docenienie nieseksualnego aspektu czułości fizycznej.
                                                    >
                                                    > IMO cała diagnoza jak i propozycja rozwiązania zakłada mocną niesymetryczność,
                                                    > kobieta i jej potrzeby przeżycia i potrzeby są elementem centralnym, mężczyzna
                                                    > zaś powinien ją rozumieć, dopasowywać do niej, dostosować swoje potrzeby i dzia
                                                    > łania, przeczekać brak potrzeb to seksualnych to bliskości, odbudowywać relacje
                                                    > , a wtedy może ona łaskawie otworzy się na jego potrzeby. To on ma być jedynie
                                                    > nadskakujący wyrozumiały, cierpliwy. Całkowicie zmarginalizowany. A ona jak się
                                                    > ma do jego potrzeb w tym czasie? A gdzie postulowane tak równouprawnienie?
                                                    > :)
                                                    >

                                                    O to to. Dokładnie, jakbym w sobie w myślach czytała..
                                                  • aandzia43 Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:08
                                                    odbudowywać relacje
                                                    > , a wtedy może ona łaskawie otworzy się na jego potrzeby. To on ma być jedynie
                                                    > nadskakujący wyrozumiały, cierpliwy. Całkowicie zmarginalizowany. A ona jak się
                                                    > ma do jego potrzeb w tym czasie? A gdzie postulowane tak równouprawnienie?
                                                    > :)

                                                    On w tym czasie dostawał seks, bez satysfakcji z jej strony tez, dostawał lodzika, ona twierdzi, ze adoracji i czułości nie dostała. Nie zarejestrowałeś?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:14
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > On w tym czasie dostawał seks, bez satysfakcji z jej strony tez, dostawał lodzi
                                                    > ka, ona twierdzi, ze adoracji i czułości nie dostała. Nie zarejestrowałeś?
                                                    >

                                                    A powiedz dlaczego są kobiety które odczuwają przyjemność z normalnej dojrzałęj freudowskiej relacji "genitalnej" czyli seksu z mężczyzną, a niektóre do szczęścia potrzebują miziania? I jak to się ma do etapów rozwoju seksualnego człowieka.
                                                    Jak kiedyś mówił eichelberger niektóre kobiety wcale nie są "podłączone" do swojej seksualności, nie rozumieją swoich potrzeb infantylizują je, natomiast faceci są "podłączeni" mają świadomy dostęp do swojej seksualności, ale jest on byle jaki, pozbawiony pewnego celebrum :). Ja bym tak to widziała, co ty na to?
                                                  • aandzia43 Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:34

                                                    > A powiedz dlaczego są kobiety które odczuwają przyjemność z normalnej dojrzałę
                                                    > j freudowskiej relacji "genitalnej" czyli seksu z mężczyzną, a niektóre do szcz
                                                    > ęścia potrzebują miziania? I jak to się ma do etapów rozwoju seksualnego człowi
                                                    > eka.
                                                    > Jak kiedyś mówił eichelberger niektóre kobiety wcale nie są "podłączone" do swo
                                                    > jej seksualności, nie rozumieją swoich potrzeb infantylizują je, natomiast face
                                                    > ci są "podłączeni" mają świadomy dostęp do swojej seksualności, ale jest on byl
                                                    > e jaki, pozbawiony pewnego celebrum :). Ja bym tak to widziała, co ty na to?

                                                    Nie wiem, dlaczego istnieję ja, kobieta odczuwająca od kilkudziesięciu lat wielką frajdę z genitalnej relacji z mężczyzną, czyli z seksu. Do filozofa z tym, albo do księdza ;-P Żeby sprawę zagmatwać jestem również tą, co do szczęścia potrzebuje miziania. No to juz kompletny chaos, nie? A jak się to ma do etapów rozwoju seksualnego człowieka? Może sobie jednak tym główki nie zaprzątaj, bo jeszcze ci się loczki rozprostują ;-)
                                                    Potrzebuję i fizycznego rozładowania, i odrobiny teatru i miziania, i dużo więzi emocjonalnej powstałej na podłożu erotyki (nie wspólnych pasji, dzieci czy gotowania obiadków). Samo rżnięcie, jak masturbacja, żadnej więzi mi nie buduje. Nie wydaje mi się, żebym infantylizowała, nei miała łączności ze swoimi potrzebami. Śmiem twierdzić, że mam całkiem świadomy dostęp do swojej seksualności. Radocha z seksu nie implikuje jednak odmóżdżenia i odcięcia tej sfery od pozostałych. To dopiero integracja sfer czyni człowieka dojrzałym, czyli zdolnym do życia w harmonii ze sobą i światem, czyli zdolnym do czerpania maksimum szczęścia z tego, co nam się od życia dostaje.
                                                  • mujer_bonita Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:41
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Radocha z seksu nie implikuje jednak odmóżdżenia i odcięcia tej sfery od
                                                    > pozostałych. To dopiero integracja sfer czyni człowieka dojrzałym, czyli zdolnym
                                                    > do życia w harmonii ze sobą i światem, czyli zdolnym do czerpania maksimum
                                                    > szczęścia z tego, co nam się od życia dostaje.

                                                    Świetnie napisane!
                                                  • that.bitch.is.sick Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:53
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Nie wiem, dlaczego istnieję ja, kobieta odczuwająca od kilkudziesięciu lat wiel
                                                    > ką frajdę z genitalnej relacji z mężczyzną, czyli z seksu. Do filozofa z tym, a
                                                    > lbo do księdza ;-P Żeby sprawę zagmatwać jestem również tą, co do szczęścia pot
                                                    > rzebuje miziania. No to juz kompletny chaos, nie? A jak się to ma do etapów roz
                                                    > woju seksualnego człowieka? Może sobie jednak tym główki nie zaprzątaj, bo jesz
                                                    > cze ci się loczki rozprostują ;-)

                                                    Ja nie muszę sobie zaprzątać tobą główki, bo ja akurat jestem niesłychanie prosta, sztucznych czułości nie potrzebuję, tak jak "ten burak" mąż autorki, i co nam pani zrobi?
                                                  • mujer_bonita Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:58
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Ja nie muszę sobie zaprzątać tobą główki, bo ja akurat jestem niesłychanie pros
                                                    > ta, sztucznych czułości nie potrzebuję, tak jak "ten burak" mąż autorki, i co n
                                                    > am pani zrobi?

                                                    Czemu uważasz, że czułość to coś sztucznego? Względnie co to jest czułość sztuczna i nie sztuczna?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 26.11.11, 00:07
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Czemu uważasz, że czułość to coś sztucznego? Względnie co to jest czułość sztuc
                                                    > zna i nie sztuczna?

                                                    Czułość sama w sobie nie jest sztuczna. Może wynikać z realnych emocji. Sztuczna czułość to oczekiwanie tak jak autorka wątku: przytulania, czułych acz nie prowadzących do seksu dotyków, westchnień,spojrzeń oraz innych romantycznych uniesień. Sęk w tym że w normalnym życiu nie jest możliwe ciągłe unoszenie się metr nad ziemią na różowej chmurce, ani ciągłe romantyczne westchnienia. To nieprawdziwa nadbudowa, egzaltacja w stylu pani Bovary. Mało który facet będzie przez ileś lat wspólnego życia zachowywał się jak Romeo, nie da się ciągle być w stanie romantycznej egzaltacji, oczekiwanie że nagle zacznie się tak zachowywać jest zmuszaniem kogoś do udawania.
                                                    Natomiast seks jest jak najbardziej konkretną, normalną potrzebą ludzką. Nie mechaniczny, tylko satysfakcjonujący dla obojga i powinien być źródłem bliskości. Co tu jest niejasnego..nie jest normalne że dorosła kobieta nie potrzebuje seksu i nic z tym nie robi. Nie jest normalne, że normalny seks chce zastąpić infantylną przyjacielską relacją przejawiającą się przytulaniem, głaskaniem i całowaniem w dzióbek nie prowadzącym do seksu.
                                                  • aandzia43 Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 26.11.11, 00:45
                                                    > Czułość sama w sobie nie jest sztuczna. Może wynikać z realnych emocji. Sztuczn
                                                    > a czułość to oczekiwanie tak jak autorka wątku: przytulania, czułych acz nie pr
                                                    > owadzących do seksu dotyków, westchnień,spojrzeń oraz innych romantycznych unie
                                                    > sień. Sęk w tym że w normalnym życiu nie jest możliwe ciągłe unoszenie się met
                                                    > r nad ziemią na różowej chmurce, ani ciągłe romantyczne westchnienia. To niepra
                                                    > wdziwa nadbudowa, egzaltacja w stylu pani Bovary. Mało który facet będzie przez
                                                    > ileś lat wspólnego życia zachowywał się jak Romeo, nie da się ciągle być w sta
                                                    > nie romantycznej egzaltacji, oczekiwanie że nagle zacznie się tak zachowywać je
                                                    > st zmuszaniem kogoś do udawania.
                                                    > Natomiast seks jest jak najbardziej konkretną, normalną potrzebą ludzką. Nie me
                                                    > chaniczny, tylko satysfakcjonujący dla obojga i powinien być źródłem bliskości.
                                                    > Co tu jest niejasnego..nie jest normalne że dorosła kobieta nie potrzebuje sek
                                                    > su i nic z tym nie robi. Nie jest normalne, że normalny seks chce zastąpić inf
                                                    > antylną przyjacielską relacją przejawiającą się przytulaniem, głaskaniem i cało
                                                    > waniem w dzióbek nie prowadzącym do seksu.

                                                    Wszystko się zgadza, sama święta prawda, tylko tekst nie pasuje do przypadku :-)
                                                  • mujer_bonita Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 26.11.11, 11:39
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Czułość sama w sobie nie jest sztuczna. Może wynikać z realnych emocji. Sztuczn
                                                    > a czułość to oczekiwanie tak jak autorka wątku: przytulania, czułych acz nie pr
                                                    > owadzących do seksu dotyków, westchnień,spojrzeń oraz innych romantycznych unie
                                                    > sień. Sęk w tym że w normalnym życiu nie jest możliwe ciągłe unoszenie się met
                                                    > r nad ziemią na różowej chmurce, ani ciągłe romantyczne westchnienia. To niepra
                                                    > wdziwa nadbudowa, egzaltacja w stylu pani Bovary. Mało który facet będzie przez
                                                    > ileś lat wspólnego życia zachowywał się jak Romeo, nie da się ciągle być w sta
                                                    > nie romantycznej egzaltacji, oczekiwanie że nagle zacznie się tak zachowywać je
                                                    > st zmuszaniem kogoś do udawania.

                                                    Blah. Powiem szczerze - jeżeli dla Ciebie rezygnacja z potrzeb 'bo się nie da', 'bo życie to nie bajka' jest wyrazem dorosłości to szczerze Ci współczuję.

                                                    To co napisałaś jest okropne. Coś w stylu tego dowcipu, gdzie para spóźnia się na ślub a panna młoda mówi do świadkowej 'właśnie zrobiłam ostatniego w życiu loda'. Jassssnnne.... po pewnym czasie nic się nie należy. Co ciekawe - w drugim zdaniu piszesz, że czułość wynika z REALNYCH EMOCJI. Czyli co? W wieloletnich związkach realne emocje przestają istnieć? Pozostaje podawanie obiadków i rżnięcie??? To ja pieprzę taki związek :D

                                                    Bliskości dwojga ludzi w związku nie da się zastąpić seksem. Związek oparty tylko i wyłącznie na seksualnej bliskości wydaje mi się strasznie pusty. Możesz mnie nazwać 'infantylną' ale będąc w wiele lat z tym samym partnerem chcę czuć, że jestem dla niego czymś więcej niż obiektem zaspokajania potrzeb seksualnych. Może po prostu jestem bardziej wymagająca od Ciebie. Tylko to nadal nie ma nic wspólnego z dorosłością :)
                                                  • aandzia43 Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 23:13
                                                    >
                                                    > Ja nie muszę sobie zaprzątać tobą główki, bo ja akurat jestem niesłychanie pros
                                                    > ta, sztucznych czułości nie potrzebuję, tak jak "ten burak" mąż autorki, i co n
                                                    > am pani zrobi?

                                                    Nic nie zrobi, bo pani zdaje sobie sprawę z różnych odmian ludziów ;-)
                                                  • mujer_bonita Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 22:14
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A gdzie postulowane tak równouprawnienie?

                                                    Masz rację. Próba pokazania facetowi nowych doznań jest zbrodnią. Nic poza piwem i mechanicznym seksem NIE ISTNIEJE :D Facet 'z jajami' się na to pisać nie będzie :P
                                                  • urquhart Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 23:09
                                                    mujer_bonita napisała:
                                                    > Masz rację. Próba pokazania facetowi nowych doznań jest zbrodnią. Nic poza piwe
                                                    > m i mechanicznym seksem NIE ISTNIEJE :D Facet 'z jajami' się na to pisać nie bę
                                                    > dzie :P

                                                    Niepotrzebnie emocjonalnie przejaskrawiasz, ja nie kobieta :)
                                                    Napisałem że wymaga dużo determinacji od faceta.
                                                    A czego wymaga od kobiety? To jest przemilczane. Bo nie modne.

                                                    Cały kryzys jest zdefiniowany w przyczynie jako wycofanie emocjonalne kobiety bliskości ze związku i przeniesienie w macierzyństwo czego facet nie może ogarnąć ani doświadczyć, potem wycofuje ona jeszcze relacje seksualną ze zwiazku - bo tak już naturalnie ma a facet powinien się dostosować i nauczyć odczuwać bliskość na nowo znów kiedy ona jest na to gotowa.
                                                    Więc to nie jest pokazanie NOWYCH doznań tylko ODBUDOWA wycofanej więzi emocjonalnej a dopiero później seksualnej.
                                                    W mojej opinii w przypadku optymalnym a nie omawianym kryzysowym nic nie trzeba odnawiać tylko wcześniej kontrolować zachować równowagę i nie dopuścić do wycofania się emocjonalnego przez kobiety uczuć i bliskości ze związku i przeniesienia w macierzyństwo.
                                                    Pozdr
                                                  • mujer_bonita Re: propozycja odbudowy zerwanej relacji 25.11.11, 23:20
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Niepotrzebnie emocjonalnie przejaskrawiasz, ja nie kobieta :)

                                                    E tam emocjonalnie - tylko się nabijam :)

                                                    > W mojej opinii w przypadku optymalnym a nie omawianym kryzysowym

                                                    Tia - tylko my tu właśnie mamy przypadek kryzysowy więc skupmy się może na nim.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 21:48
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    >
                                                    > IMO w tym zlinkowanym artykule nie chodzi o przytulanki ale o oddzielenie okazy
                                                    > wania czułości od seksu. O nauczenie się okazywania czułości bez podtekstów sek
                                                    > sualnych. O docenienie nieseksualnego aspektu czułości fizycznej.

                                                    Ale to jest zmuszanie faceta do robienia czegoś co jest dla niego obce, nieprzyjemne i przynosi napięcie. Popatrz na przedszkole, czy chłopcy są uczeni pocieszać się wzajemnie w ten sposób? Mężczyzna to nie miś-przytulanka. Najlepszy efekt będzie że się podnieci zapachem, bliskością i pozostanie niezaspokojony.. zresztą czemu facet ma się dostosowywać do kobiety, a nie odwrotnie?Bo co dziewczynki lubią się rozczulać? Ja nie chcę rozczulającego się faceta, jak chcę faceta który jest megaseksualny, ostry, twardy, męski, a nie skłonny do mizianek. Nie widzę tego, nie popieram takich porad. :)
                                                    >
                                                  • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 22:09
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Ale to jest zmuszanie faceta do robienia czegoś co jest dla niego obce, nieprzy
                                                    > jemne i przynosi napięcie.

                                                    Ojej! Przytulanie zabija :D Tortura normalnie :D

                                                    I co proponujesz? Zmuszanie się autorki wątku do mechanicznego seksu, którego nie lubi? To jest 'dorosłe'?

                                                    > Ja nie chcę rozczulającego się faceta, jak chcę facet
                                                    > a który jest megaseksualny, ostry, twardy, męski, a nie skłonny do mizianek. Ni
                                                    > e widzę tego, nie popieram takich porad. :)

                                                    Rozumiem, że autorka wątku też ma takiego chcieć? Bo co? Bo to 'dorosłe'? I tak - do seksu super. Tylko wiesz - związek to nie tylko seks :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 22:20
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Rozumiem, że autorka wątku też ma takiego chcieć? Bo co? Bo to 'dorosłe'? I tak
                                                    > - do seksu super. Tylko wiesz - związek to nie tylko seks :)

                                                    Oj nie nie, nie denerwuj się. Mówiłam o sobie. Autorka wątku według mnie powinna popatrzeć realnie, co się da wykrzesać z męża, no bo wiesz z neandertalczyka nie zrobisz don juana a tkwienie w krainie fantazji niczego nie zmieni.
                                                    >
                                                  • mujer_bonita Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 22:24
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Oj nie nie, nie denerwuj się. Mówiłam o sobie. Autorka wątku według mnie powinn
                                                    > a popatrzeć realnie, co się da wykrzesać z męża, no bo wiesz z neandertalczyka
                                                    > nie zrobisz don juana a tkwienie w krainie fantazji niczego nie zmieni.

                                                    No ale co właściwie proponujesz. Bo od 'realnego' patrzenia nic się raczej nie zmieni.
                                                  • kag73 Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 22:43
                                                    Ja tam mysle, ze ciezko jest. Babka byla kiedys "niegrzeczna", teraz sie ugrzecznia. Nie latwo to zaakceptowac facetowi.
                                                    On dostaje czasem czego chce, bo dosadnie i bezposrednio to komunikuje i sie domaga. Ona by chciala, zeby on chcial tak jak ona i zeby sie tego domyslal. Ale to niestety nie koncert zyczen. A zatem skoro nie pomaga czekanie, kobieto, bierz sprawe w swoje rece, nie mow "nie calujesz mnie", tylko podchodz i caluj. Faceta za raczke i do sypialni, wcisnij mu olejek do masazu w raczke i powiedz "zrob mi masaz, bo go potrzebuje albo mam ochote". Poobserwujesz jaka bedzie reakcja. Moze szczesliwym trafem facet zauwazy, ze to lubisz i to Cie kreci i nastepnym razem zaserwuje to sam przez siebie. Jest tez nadzieje, ze sie "rozkrecisz". Twoj facet tez tylko dlatego dostaje czego chce, bo przejmuje inicjatywe i odwala cala robote. Skoro i Ty chcesz cos dostac, musisz popracowac. Nadzieje, ze seks nakreca seks i potem pojdzie jak z platka.
                                                  • aandzia43 Re: on się zradykalizował w drugą stronę 25.11.11, 22:16
                                                    Ja nie chcę rozczulającego się faceta, jak chcę facet
                                                    > a który jest megaseksualny, ostry, twardy, męski, a nie skłonny do mizianek. Ni
                                                    > e widzę tego, nie popieram takich porad. :)

                                                    Możesz sobie popierać lub nie. A ja chcę gwiazdki z nieba, więc też nie popieram!
                                                    Megaseksualny nie oznacza psychopatyczny i nie potrafiący powstrzymać się przed realizacją swoich potrzeb.
                                                  • janznepomuka Re: on się zradykalizował w drugą stronę 27.11.11, 00:38
                                                    > IMO w tym zlinkowanym artykule nie chodzi o przytulanki ale o oddzielenie okazy
                                                    > wania czułości od seksu. O nauczenie się okazywania czułości bez podtekstów sek
                                                    > sualnych. O docenienie nieseksualnego aspektu czułości fizycznej.

                                                    Nie ma czegoś takiego. Miłość to jedność ciała i duszy (kolejność alfabetyczna, trzeba wszak jakoś wypisać). W miłości nie ma miejsca na mechaniczne rżnięcie bez kontekstu czułości (choć ten można odłożyć w czasie, boć szybki seks w krzakach
                                              • claudia78 Re: on się zradykalizował w drugą stronę 26.11.11, 22:45
                                                Dziękuję, dziękuję, dziekuję!!!
                                                Tak się właśnie czuję. Ciekawe tylko, że sposób opisany w artykule ma podziałać na mężczyznę a to jest w 100% to czego MNIE potrzeba. Co zrobić? Zmusić go? Może na niego też podziała...
                                        • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 26.11.11, 22:31
                                          EXACTLY
                                      • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:49
                                        sea.sea napisała:

                                        > E, skąd Ci wyszły takie wnioski? Mnie z opisu wynikło, że im ogólnie dobrze, ro
                                        > zmawiają, przyjaźnią się, śmieją się - i gdyby on nie chciał seksu, to ogólnie
                                        > byłaby totalna sielanka, jego potrzeba seksu i sposób jej komunikowania - z cze
                                        > go wynikają kłótnie i pretensje - jest jedynym, co tę sielankę burzy.

                                        Cuś tu się nie zgadza, skoro on ma wulgarne i buracje sposoby inicjowania seksu, to skąd nagła więź emocjonalna na innym polu? Oboje są na tym samym poziomie tylko seksualnie ona na etapie romatnycznych świec, a on na etapie hardkur porno? Dziwna ta jej relacja. To niemożliwe.
                                        • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:58
                                          that.bitch.is.sick napisała:
                                          > Cuś tu się nie zgadza, skoro on ma wulgarne i buracje sposoby inicjowania seksu
                                          > , to skąd nagła więź emocjonalna na innym polu? Oboje są na tym samym poziomie
                                          > tylko seksualnie ona na etapie romatnycznych świec, a on na etapie hardkur porn
                                          > o? Dziwna ta jej relacja. To niemożliwe.

                                          Przecież autorka napisała, że się rozjechali:
                                          'Jak byliśmy młodsi to spotykaliśmy się tak chyba w pół drogi. Ja byłam trochę bardziej "niegrzeczna" a on bardziej romantyczny. Potem było długo długo nic. Potem ja pragnęłam więcej romantyzmu a on zwykłego zadowolenia fizycznego. Teraz on staje się nie wiem jak to nazwać Sprośny, świntuszny, czym mnie jeszcze bardziej odrzuca, a ja potrzebuję coraz więcej czułości i romantyzmu co mu wogóle nie w głowie. Próbowałam mówić o swoich potrzebach, nie wiem może nie dość jasno to określałam. Kiedy mówię na przykład o pocałunku to obraca to żart, "całują się nastolatki". '
                                          • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:08
                                            mujer_bonita napisała:
                                            Teraz
                                            > on staje się nie wiem jak to nazwać Sprośny, świntuszny, czym mnie jeszcze bar
                                            > dziej odrzuca, a ja potrzebuję coraz więcej czułości i romantyzmu co mu wogóle
                                            > nie w głowie. Próbowałam mówić o swoich potrzebach, nie wiem może nie dość jasn
                                            > o to określałam. Kiedy mówię na przykład o pocałunku to obraca to żart, "całują
                                            > się nastolatki". '

                                            Jeśli robi to serio, nie świntuszy z przymrużeniem oka to świadczy o kiepskim stosunku do niej. To już mówili przedmówcy, burak i inne określenia. Ale nawet burak potrafi mieć szacunek do kobiety z którą się liczy i na której mu zależy.
                                            • that.bitch.is.sick Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 19:14
                                              Pani Bovary:) To idealny opis naszej autorki:)
                                        • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 21:08
                                          > Cuś tu się nie zgadza, skoro on ma wulgarne i buracje sposoby inicjowania seksu
                                          > , to skąd nagła więź emocjonalna na innym polu? Oboje są na tym samym poziomie
                                          > tylko seksualnie ona na etapie romatnycznych świec, a on na etapie hardkur porn
                                          > o? Dziwna ta jej relacja. To niemożliwe.

                                          Też zwróciłam na to uwagę w tym wątku. Moim zdaniem więź może być nie najgorsza, ale na innych płaszczyznach. Być może niedostępne jest dla niego nawiązanie więzi emocjonalnej w sferze erotycznej, lub jest dostępne, ale chłopak łatwo płoszy się/odpuszcza sobie wysiłek/wycofuje się z innych przyczyn. Rucha, bo ruch, ma przecież fizyczne potrzeby, ma też pewnie potrzebę ruchania osoby akceptującej go. Chce to mieć i uparcie powtarza zachowania wcale go do tego nie przybliżające.
                                          Poza tym być może masz rację, że jej po prostu nie szanuje. Scenariuszy widzę kilka. Zazdroszczę więc niektórym pewności siebie w kreśleniu jednego jedynego ;-P
                                          • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 21:24
                                            > Chce to mieć i uparcie powtarza zachowania wcale go do tego nie przybliżające.
                                            Obydwoje mają tendencje do fiksowania się na bezskutecznych działaniach - on namolnie prosi, z nadzieją, że ona mu wreszcie "da", ona uporczywie mu "nie daje" z nadzieją, że mu to da do myślenia. Obie strategie jak widać przynoszą zerowe efekty, ale obydwoje uparcie w nich trwają.
                                            • aandzia43 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 21:47
                                              Toteż właśnei jest nadzieja, że Claudia nasłuchawszy się naszych mądrości na forum przestanie trwać przy starych schematach ;-)
                                            • urquhart Rnieprawada, efekty nie są zerowe tylko wyraźnie u 25.11.11, 21:54
                                              sea.sea napisała:
                                              > molnie prosi, z nadzieją, że ona mu wreszcie "da", ona uporczywie mu "nie daje"
                                              > z nadzieją, że mu to da do myślenia. Obie strategie jak widać przynoszą zerowe
                                              > efekty, ale obydwoje uparcie w nich trwają.

                                              To nieprawda, efekty nie są zerowe tylko wyraźnie ujemne. Niezależnie od oceny kto jest winny, bilans ujemny się nieuchronnie nabija. Rozczarowanie, zgorzknienie, przykrość narasta, potrzeba potencjalnie wiele pozytywnych wspólnych przeżyć żeby je w perspektywie je zrównoważyć i wyjść na satysfakcjonujący plus.
                                              • sea.sea Re: Rnieprawada, efekty nie są zerowe tylko wyraź 25.11.11, 22:08
                                                Pisząc "zerowe efekty" miałam na myśli nieuczesanej brak efektów pozytywnych - ale faktycznie masz rację z tymi ujemnymi.
                                    • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 26.11.11, 22:25
                                      Dla mnie ważnirjszym pytaniem od "Po co?" jest "dlaczego ja ? dlaczego ZNOWU ja?". Tak jest ze wszystkim, jak coś jest nie tak to ja muszę zadbać o to, żeby to zminić ( czy to w sobie, czy wykombinować jak to zmienić w nim ale żeby nie był świadomy zmian). To jest błąd kobiet, już matki uczą dziewczynki jak manipulować facetem. Może to i w pewnych momentach się przydaje, ale jak potem wymagać od takiego gościa, żeby zrobił coś sam od siebie? Nie jestem przygłupią pindą tylko rozpuściłam tak swojego męża robiąc wszystko za nas dwoje, że on teraz nie umie przyjąćdo wiadomości, że to nie ja zmienię wszyskie okoliczności na sprzyjające tylko on musi coś sam w sobie zmienić. Dlatego odmawiam wypicia piwa, które sama sobie nawarzyłam. Dla mnie ważne jest, żeby on zauważył moje potrzeby, tak odmienne od jego ( i nie ma znaczenia czy chcę rżnięcia w lateksie czy całowania jak 15latka - to jest sprawa drugorzędna). Dochodzę do wniosku, że jednak mój mąż wszedł w jakąś fazę zburaczenia.
                                      • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 02:59
                                        Ale - po raz enty - komunikowałaś mu te potrzeby wprost i zadaniowo, czy cały czas jest odwrót dupą i "domyśl się, nieczuły penisie"? Jak widzisz, strategia "domyśl się" - nie działa, a raczej działa, ale w przeciwnym kierunku. Popełniasz dokładnie ten sam błąd, co mąż: walisz głową w ścianę i chcesz, żeby Twoje potrzeby zostały zaspokojone bez żadnej Twojej inwestycji w tym kierunku. Tak samo uparcie jak on domaga się seksu, ale nie wpada na to, że powinien zainwestować w czułość, tak Ty domagasz się seksu na Twój sposób, nie wpadając na to, że powinnaś zainwestować w informowanie WPROST o swoich potrzebach.

                                        Rób tak dalej, a zostaniesz samotną matką, względnie progenitura będzie wyrastać w domu, gdzie mijają się dwa lodowce.

                                        • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 10:35
                                          sea.sea napisała:
                                          > Ale - po raz enty - komunikowałaś mu te potrzeby wprost i zadaniowo, czy cały c
                                          > zas jest odwrót dupą i "domyśl się, nieczuły penisie"? Jak widzisz, strategia "
                                          > domyśl się" - nie działa, a raczej działa, ale w przeciwnym kierunku. Popełnias
                                          > z dokładnie ten sam błąd, co mąż: walisz głową w ścianę i chcesz, żeby Twoje po
                                          > trzeby zostały zaspokojone bez żadnej Twojej inwestycji w tym kierunku. Tak sam
                                          > o uparcie jak on domaga się seksu, ale nie wpada na to, że powinien zainwestowa
                                          > ć w czułość, tak Ty domagasz się seksu na Twój sposób, nie wpadając na to, że p
                                          > owinnaś zainwestować w informowanie WPROST o swoich potrzebach.

                                          Hmmm. To czekam na rady jak wymusić na kimś potrzebę 'pomyśl czasem o mnie, zwróć na mnie uwagę'. Jakieś pomysły oprócz nieustannego przypominania na czym to NIE POLEGA?

                                          Abstrahując od błędów w komunikacji, które autorka popełnia w związku chyba normalnym jest dostrzeganie drugiej osoby? Próba zrozumienia czego potrzebuje? Zwrócenia na nią uwagi?

                                          Żeby nie było - piszę z pozycji osoby, która jest w związku z mężczyzną, u którego żadne 'domyślanie się' nie wchodzi w grę a jednak kurcze zazwyczaj wie czego ja chcę i o co mi chodzi. Magia? Nie bardzo - po prostu odrobina wysiłku włożona w zauważanie mojej osoby zamiast wygodnego niezauważania problemów.
                                          • urquhart Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 10:59
                                            mujer_bonita napisała:
                                            > Abstrahując od błędów w komunikacji, które autorka popełnia w związku chyba nor
                                            > malnym jest dostrzeganie drugiej osoby? Próba zrozumienia czego potrzebuje? Zwr
                                            > ócenia na nią uwagi?

                                            Problemem jest że myśląc życzeniowo ona owych błędów ciągle nie dostrzega albo co bardziej prawdopodobne babska duma nie pozwala się jej do nich przyznać.
                                            I przedstawia przed chwilą typowe babskie panaceum zrzucenie winy na faceta "byłam dla niego za dobra", "rozpuściłam go". To wygodna i częsta iluzja która oddala rozwiązanie a przybliża katastrofę.

                                            Miałem w domu treninig który musiałem konsekwentnie prowadzić równie dumnej małżonki że która tak miała: foch, bo mogłeś się domyśleć.
                                            Przeszkodą była właśnie duma. On powinien sam to wiedzieć (skoro ja to wiem).

                                            Oczywiście że naturalne jest dostrzeganie drugiej osoby. Mniej naturalne oczekiwania domyślania się. Naturalne jest komunikowanie: wiem że potrzebujesz (tzw. potwierdzenie zwrotne) ... ja zaś potrzebuję ... W sobotę robimy po twojemu, w niedzielę po mojemu.

                                            Jak po takim postawieniu sprawy mąż zostanie zaspokojony w potrzebach a oleje potem zaspokojenie potrzeb żony to faktycznie mamy do czynienia ze zburczeniem.
                                            • mujer_bonita Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 11:21
                                              urquhart napisał:
                                              > Oczywiście że naturalne jest dostrzeganie drugiej osoby. Mniej naturalne oczeki
                                              > wania domyślania się. Naturalne jest komunikowanie: wiem że potrzebujesz (tzw.
                                              > potwierdzenie zwrotne) ... ja zaś potrzebuję ... W sobotę robimy po twojemu, w
                                              > niedzielę po mojemu.

                                              No widzisz - dla niektórych nie jest naturalne. A to co opisujesz nie jest 'dostrzeganiem'. Jeżeli komuś trzeba nieustannie mówić to znaczy ewidentnie, że ta osoba tego nie widzi. Mało tego, nawet wskazanych palcem rzeczy nie zapamiętuje. Jak to o człowieku świadczy?
                                              • urquhart Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 11:42
                                                mujer_bonita napisała:
                                                > No widzisz - dla niektórych nie jest naturalne. A to co opisujesz nie jest 'dos
                                                > trzeganiem'. Jeżeli komuś trzeba nieustannie mówić to znaczy ewidentnie, że ta
                                                > osoba tego nie widzi. Mało tego, nawet wskazanych palcem rzeczy nie zapamiętuje
                                                > . Jak to o człowieku świadczy?

                                                TU jest jeszcze jeden typowy efekt defektu damskiej komunikacji: nadmiar, przepełnienie bufora i brak akcentu. Kobiety są znacznie bardziej wymagające. Kobieta wysyła tyle komunikatów że są one ja znaki drogowe na polskich drogach, co parę metrów, ich ilość znieczula i przekracza zdolność percepcji.
                                                Mam przykład co chwile: Typowo żona biadoli że syn nie zrobił czegoś. Ja mu nakazuje, zrobi, pytam dlaczego olewasz co matka mówi, on na to: tato tyle tego jest, mama cały czas czegoś chce. Jak ty mówisz to wiem że to jest ważne. Oczywiście nie zrobił rzeczy najważniejszej, która najwięcej kosztuje go wysiłku z listy :)
                                                • mujer_bonita Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 11:55
                                                  urquhart napisał:
                                                  > Mam przykład co chwile: Typowo żona biadoli że syn nie zrobił czegoś. Ja mu nak
                                                  > azuje, zrobi, pytam dlaczego olewasz co matka mówi, on na to: tato tyle tego je
                                                  > st, mama cały czas czegoś chce. Jak ty mówisz to wiem że to jest ważne. Oczywiś
                                                  > cie nie zrobił rzeczy najważniejszej, która najwięcej kosztuje go wysiłku z lis
                                                  > ty :)

                                                  No dobra ale COŚ z tej listy zrobił. I ŚWIADOMIE nie zrobił tej, która wymagała najwięcej wysiłku. Czyli proces myślowy zaszedł pod kątem działań po linii najmniejszego oporu? No nieładnie....

                                                  A wracając do wątku - co słyszy autorka, kiedy stara się wyartykułować swoje potrzeby? 'Przepraszam, ale o co właściwie chodzi, będzie lepiej i to ja poczekam jak będziesz chciała to daj znać.' Fajnie?


                                                  PS. Odnośnie lepiej komunikujących ojców - zapominasz o tym drobnym fakcie, że większość wychowania spada na matki, nic dziwnego, że na ich liście jest więcej. Hit ostatniego miesiąca u mojej rozwiedzionej koleżanki: ex odwodzi dziecko po weekendzie. Dziecko z silnymi objawami alergii (tatuś przygarnął kotka, dziecko mocno uczulone). Od progu tatuś woła 'powiedz jej, żeby nie bawiła się z kotem, bo się dusi'. A potem piszą o matkach 'mama cały czas czegoś chce' ;)
                                                  • urquhart Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 13:12
                                                    mujer_bonita napisała:
                                                    > No dobra ale COŚ z tej listy zrobił. I ŚWIADOMIE nie zrobił tej, która wymagała
                                                    > najwięcej wysiłku. Czyli proces myślowy zaszedł pod kątem działań po linii naj
                                                    > mniejszego oporu? No nieładnie....

                                                    Niekoniecznie lista długa, zanim dotarł do końca zapomniał, a to że zaczął od rzeczy najłatwiejszych i najprzyjemniejszych to zrozumiałe.
                                                    W tym przypadku "domyśl się" zamienia się na "domyśl się co jest ważne" jeżeli nie jest jano i wyraźnie wyartykułowane.

                                                    > PS. Odnośnie lepiej komunikujących ojców - zapominasz o tym drobnym fakcie, że
                                                    > większość wychowania spada na matki,

                                                    Moim zdaniem to dyskusyjne co nazwiesz wychowaniem, klasyka z podręcznika ze matki są opiekuńcze (pamietaj o czapce, o lekcjach) a ojcowie uczą odpowiedzialności i inspirują samodzielność.
                                                    Przykład z kotem to nieodpowiedzialność i pomylenie co jest priorytetem.
                                                    Ja stosuje odwrotną zależność, problem z porządkiem? Wyrzucić zmniejszyć ilość rzeczy w mieszkaniu. Problem ze sprzątaniem zabawek? wyrzucić połowę zabawek.
                                                • aandzia43 Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 20:18
                                                  > TU jest jeszcze jeden typowy efekt defektu damskiej komunikacji: nadmiar, przep
                                                  > ełnienie bufora i brak akcentu. Kobiety są znacznie bardziej wymagające. Kobiet
                                                  > a wysyła tyle komunikatów że są one ja znaki drogowe na polskich drogach, co pa
                                                  > rę metrów, ich ilość znieczula i przekracza zdolność percepcji.
                                                  > Mam przykład co chwile: Typowo żona biadoli że syn nie zrobił czegoś. Ja mu nak
                                                  > azuje, zrobi, pytam dlaczego olewasz co matka mówi, on na to: tato tyle tego je
                                                  > st, mama cały czas czegoś chce. Jak ty mówisz to wiem że to jest ważne. Oczywiś
                                                  > cie nie zrobił rzeczy najważniejszej, która najwięcej kosztuje go wysiłku z lis
                                                  > ty :)

                                                  No popatrz, mam tak jak ty: konkretnie, krótko i na temat do członków rodziny, którym coś zlecam :-) To cecha bardzo wielu znanych mi kobiet. Przede wszystkim tych, które dobrze radzą sobie z ogarnięciem burdelu zwanego domem rodzinnym. Dobrze, to znaczy: wszystko gra, funkcjonuje całkiem nieźle, a one nie padają na pysk i nie czują się wyżęte, jak stara szmata. Nie są to kobiety testosteronowe (żeby ci nei ułatwiać błogiego snu w starych koleinach ;-)) - zwyczajne, kobiece kobitki z głową na karku (nawet jesli mają skończoną tylko zawodówkę).
                                                  To skrajne kobiece rozbabranie w szczegółach można zlikwidować u dziewcząt wychowaniem. Zdolność kobiecego mózgu do ogarniania wielu szczegółów naraz nie musi owocować czymś takim, jak u twojej żony. Zachowanie twojej żony wobec dzieci nie jest zachowaniem wrodzonym i "typowo kobiecym". Jest tylko efektem odpowiedniego wychowania, które miało dobre podłoże w neurologii charakterystycznej dla kobiet. Możesz pracować nad tym, by twoja córka taka nie była (może wtedy łatwiej jej będzie ułożyć sobie relacje w swojej rodzinie), a możesz też zrobić z niej tatusiną córeczkę - typową dziewczynkę. Ponieważ zdajesz się żyć w świecie mocno stereotypowych kobiet i mężczyzn, bardziej prawdopodobne wydaje mi się rozwiązanie drugie, nawet jeśli będziesz się mocno starał. Nie ma tragedii, ale twój zięć też będzie przekonany, że "kobiety to takie już są i nic się na to nie poradzi" ;-)
                                                  • urquhart Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 20:57
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > owocować czymś takim, jak u twojej żony. Zachowanie twojej żony wobec dzieci n
                                                    > ie jest zachowaniem wrodzonym i "typowo kobiecym". Jest tylko efektem odpowiedn
                                                    > iego wychowania, które miało dobre podłoże w neurologii charakterystycznej dla
                                                    > kobiet.

                                                    Wybacz, ale przy całej sympatii dla Ciebie bardziej przekonały mnie np. Moire i Brizendine że jest zachowaniem wrodzonym i "typowo kobiecym" związanym z nie tyle z płcią co zdeterminowanym kobiecymi hormonami.
                                                    Jakkolwiek zgadzam się że to nie musi być ostatecznie i wychowanie może te zachowania korygować w dużym stopniu.

                                                    > kobiet. Możesz pracować nad tym, by twoja córka taka nie była (może wtedy łatwi
                                                    > ej jej będzie ułożyć sobie relacje w swojej rodzinie), a możesz też zrobić z ni
                                                    > ej tatusiną córeczkę - typową dziewczynkę. Ponieważ zdajesz się żyć w świecie m
                                                    > ocno stereotypowych kobiet i mężczyzn, bardziej prawdopodobne wydaje mi się roz
                                                    > wiązanie drugie, nawet jeśli będziesz się mocno starał.

                                                    Wrócimy do tego kiedyś, ale staram się zrobić użytek z tego co wiem. Na razie mam satysfakcję ze np. nauczyłem ją skutecznie negocjować coś za coś, oduczając skutecznie fochów i szantażów.
                                                  • aandzia43 Re: Duma (i uprzedzenie)? 27.11.11, 21:32

                                                    > Wybacz, ale przy całej sympatii dla Ciebie bardziej przekonały mnie np. Moire i
                                                    > Brizendine że jest zachowaniem wrodzonym i "typowo kobiecym" związanym z nie t
                                                    > yle z płcią co zdeterminowanym kobiecymi hormonami.
                                                    > Jakkolwiek zgadzam się że to nie musi być ostatecznie i wychowanie może te zach
                                                    > owania korygować w dużym stopniu.

                                                    Nie zrozumiałeś mnie. Chodziło mi nie o typową dla kobiet umiejętność oganiania masy szczegółów, artykułowania kilku myśli naraz, robienia kilku rzeczy naraz - tu nikt rozsądny nie będzie spierał się z autorytetami takimi jak Moire ;-) Nie jest dla mnie natomiast wrodzone czy zdeterminowane działaniem hormonów na mózg (w każdym razie spowodowane biologią) nie dawanie sobie rady z dziećmi czy resztą domowników. Nie jest, bo są kobiety jak najbardziej kobiece, które sobie świetnie radzą ze sobą, dziećmi, mężami i resztą świata. Dlaczego? Myślę, że np. dlatego, że dobrze robiły to ich matki. Predyspozycje predyspozycyjami, bardzo silna biologiczna więź z potomstwem więzią. To wszystko nie determinuje jednak tkwienia w kołowrocie bezskutecznego pokrzykiwania na rodzinę i wyrywania sobie włosów z głowy z powodu braku posłuchu u tejże.
                                                    Więc zachowanie, które opisałeś na przykładzie swojej żony, nie jest zdeterminowane biologicznie (zdeterminowane jest tylko szeroko pojęte podłoże) i nei jest "typowo kobiece" w wielu środowiskach i rodzinach.

                                                    Swoją drogą znam wielu facetów, którzy w ten sam sposób, co twoja żona (biedaczka, pewnie jej pypeć na języku wyrósł przez te nasze obmowy ;-)) nei radzą sobie z ludźmi wokół siebie. Z dziećmi też. I nie wyglądają na zniewieściałych czy kochającyh inaczej. Kwestie osobowości skomplikowane są mocno. Płeć nie zawsze wysuwa się na pierwszy plan przy kształtowaniu się tychże.
                                          • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 12:36
                                            Pytanie: po czym wnosisz, że autorka cokolwiek jasno wyłożyła mężowi. Sama pisała, że była bardziej "niegrzeczna" a potem jej się odmieniło. On ma się domyślić, że jej się odmieniło, w dodatku wiedzieć w którą stronę i sam z siebie wpaść na to, jakie ona ma aktualne życzenia. Ja się jakoś nie doczytałam, że była rozmowa, gdzie padło wprost: "kochanie, odmieniło mi się. Potrzebuję więcej czułości. Zrób mi masaż stóp z olejkiem. Nie łap mnie tak za biust, ale pogłaszcz, głaskanie lubię, łapanie mnie boli. Jednak chciałam mieć orgazm teraz, popieść mnie aż skończę" Było tylko, że jak wspomniała o całowaniu, to została zgaszona tekstem "całują się nastolatki". Nic więcej. Jeżeli była taka rozmowa i mąż dalej swoje, to zwracam honor, jest burakiem.

                                            Ja akurat przeciwnie, żyję z medium, które wyczuwa moje zmiany stanu psychicznego i potrzeby w takim tempie i z taką dokładnością, jakbym miała sygnalizator z brzęczykiem.
                                            Tyle, że dostał wcześniej milion jawnych i nie do odparcia komunikatów na temat tego co lubię, czego potrzebuję i co mi się podoba. Nie tylko w łóżku :)
                                            • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 12:50
                                              sea.sea napisała:
                                              > Pytanie: po czym wnosisz, że autorka cokolwiek jasno wyłożyła mężowi. Sama pisa
                                              > ła, że była bardziej "niegrzeczna" a potem jej się odmieniło.

                                              Podziwiam Twoją wybiórczość :)

                                              Po pierwsze - nigdzie nie napisałam, że ona cokolwiek jasno mu wyłożyła - wręcz przeciwnie.

                                              Po drugie - ona nigdzie nie pisze, że była 'niegrzeczna' a później jej się do odmieniło. Pisze, że na początku związku ona była bardziej niegrzeczna a on bardziej romantyczny. To nie to samo. Czemu pomijasz tę drugą część? Niewygodna w Twojej teorii? Czemu nie piszesz, że JEMU się 'odmieniło'????



                                              PS.
                                              > Ja akurat przeciwnie, żyję z medium, które wyczuwa moje zmiany stanu psychiczne
                                              > go i potrzeby w takim tempie i z taką dokładnością, jakbym miała sygnalizator z
                                              > brzęczykiem.
                                              > Tyle, że dostał wcześniej milion jawnych i nie do odparcia komunikatów na temat
                                              > tego co lubię, czego potrzebuję i co mi się podoba. Nie tylko w łóżku :)

                                              Tak na marginesie - w tym opisie sama sobie przeczysz. Twój partner nic nie 'wyczuwa' tylko po prosu się NAUCZYŁ.
                                              • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 13:12
                                                Czyli ona nie wyłożyła, ale on się ma domyślić, bo tak.
                                                No fakt, jemu się też odmieniło, tyle, że ona o tym wie, bo on jawnie demonstruje, że mu się odmieniło i czego chce. I czasami to jednak dostaje. A ona demonstruje focha li i jedynie. A on się ciągle nie domyśla. Mogą sobie tak to ciągnąć ad nauseam. No ale niech będzie, znaleźliśmy winnego, mąż jest niedomyślnym burakiem - to co teraz? Radzimy autorce wziąć rozwód, żeby nie musiała przypadkiem sama paluszkiem ruszyć, skoro "nie będzie piła piwa i zmieniała faceta, którego sama wcześniej rozpieściła" - czy czekamy aż mąż jej zrobi piekło w domu a potem uczyni ją samotną matką a może nawet samotną matką z tryprem? :)

                                                Co do wyuczania/wyczuwania - napisałam akapit a potem skasowałam, nie chcę się aż tak wywlekać z życiem prywatnym na forum, więc może ustalmy, że z grubsza - z grubsza, acz nie do końca - niech będzie, że masz rację, natomiast - niezależnie jak to nazwiemy, grunt, że działa jak złoto. I tą konkluzją zamknijmy ten temat :)
                                                • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 13:36
                                                  sea.sea napisała:
                                                  > No fakt, jemu się też odmieniło, tyle, że ona o tym wie, bo on jawnie demonstru
                                                  > je, że mu się odmieniło i czego chce. I czasami to jednak dostaje. A ona demons
                                                  > truje focha li i jedynie. A on się ciągle nie domyśla.

                                                  A skąd wiesz? Może jest tak jak pisze autorka, że jemu jest WYGODNIEJ nie zauważać? Bo niestety tak bardzo często jest niezależnie od płci.

                                                  I nie szukamy winnego tylko przyczyn, mechanizmu powstania problemu i rozwiązania. IMO przyczyny dość dobrze opisuje zalinkowany artykuł i leżą bardziej po stronie autorki wątku (co ona sama zdaje się widzieć). Rozwiązanie tam opisane jest jednak trudne. Ja bym skłaniała się raczej przy metodzie 'listowej' - to jest dokładnym opisaniu bez oskarżania na czym komu zależy. I konsekwentnym rozliczaniu. Moje potrzeby - Twoje potrzeby. Jeżeli autorka sama nie potrafi tego zrobić - zwrócić się do specjalisty.

                                                  > Co do wyuczania/wyczuwania - napisałam akapit a potem skasowałam, nie chcę się
                                                  > aż tak wywlekać z życiem prywatnym na forum, więc może ustalmy, że z grubsza -
                                                  > z grubsza, acz nie do końca - niech będzie, że masz rację, natomiast - niezależ
                                                  > nie jak to nazwiemy, grunt, że działa jak złoto. I tą konkluzją zamknijmy ten t
                                                  > emat :)

                                                  Ja nie napisałam tego co napisałam, żeby Ci coś wytykać tylko zauważyć. Nie trzeba być medium, żeby się 'domyślać' o co kobiecie chodzi. Można się tego nauczyć. Wystarczy zwracanie na nią uwagi i jasne wskazówki. Ani jedno ani drugie samo nie zadziała. Do tego niestety trzeba chęci ale łatwiej zwalić na fochy czy PMS-a. Z drugiej strony kobiety nie są uczone artykułowania swoich potrzeb - wręcz przeciwnie - od dziecka tresowane jesteśmy do grzecznego stania w kąciku i czekania aż ktoś nas zauważy.
                                                  • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 14:07
                                                    Ale wiesz, tak sobie zauważyłam poniewczasie, że my tu lecimy podwójnym standardem.
                                                    Mąż chce seksu. I musi sobie na niego "zasłużyć", wypracować. Czułością. Pewnie by chciał, żeby ona tak sama z siebie rzucała się na niego krzycząc "rżnij mnie", żeby aż tak go pożądała, żeby nic nie musiał specjalnego robić, żeby go chciała ["nic" jest metaforyczne, nie chodzi o to, że królewicz leży i czeka a gary w zlewie też leżą i czekają ;)]. Ale tak się jak widać nie da.

                                                    Claudia chce czułości. Za darmo. I się okazuje nagle, że jego potrzeby są "płatne", ale zaspokojenie jej potrzeb należy się jak psu micha. On się ma domyślić i jej tę czułość dać. Claudia się żali: "dlaczego on nic nie robi, żeby mi się chciało tego seksu". Mąż pewnie mógłby zapytać: "dlaczego ona nic nie robi, żeby mi się chciało być czułym" :) Ona jest rozżalona, że on jej nie przytula, więc skąd ona ma mieć melodię na seks, skoro seks bez przytulania jej nie cieszy, a on zapewne ma nagromadzone żale z tytułu, że - jak sama pisała - przez jakiś czas w ogóle seksu nie było, więc skąd on ma mieć melodię na przytulanie, skoro tulenie bez seksu go frustruje seksualnie. Jej też wygodniej jest tego nie zauważać :) Są jak najbardziej siebie warci :)

                                                    Kobiety nie są uczone artykułowania swoich potrzeb, a chłopcy nie są uczeni czułości, a czasami są tak do nieprzytomności rozpieszczeni przez matki, że zwyczajnie im się w światopoglądzie nie mieści, że świat się nie wokół ich pępka kręci. Taki lajf, ale to nie oznacza, że nie można i nie należy tego odkręcać.

                                                    Co do linku - no ja też nie jestem przekonana do wykonalności metody tam opisywanej, stąd uporczywie się do niego nie odnoszę. Ale metoda listowa pasuje do mojego powtarzanego z uporem maniaka "komunikuj się, dziewczyno" i brzmi nieźle :)
                                                  • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 14:45
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Claudia chce czułości. Za darmo. I się okazuje nagle, że jego potrzeby są "płat
                                                    > ne", ale zaspokojenie jej potrzeb należy się jak psu micha

                                                    A dlaczego 'za darmo'? On seks dostaje - ona czułości i dbania o nią nie. Znów tego nie zauważasz? Straszne skrzywienie wychodzi.

                                                    > Mąż pewnie mógłby zapytać: "dlaczego ona nic nie robi,
                                                    > żeby mi się chciało być czułym" :)

                                                    A ja myślę, że on może przyjmować filozofię Bitch - czyli przy dłuższym związku czułość jest sztuczna, to dziecinada, całują się tylko nastolatki itp.

                                                    > Taki lajf, ale to nie oznacza, że nie można i nie należy tego odkręcać.

                                                    Oczywiście, że trzeba odwracać. Tylko niestety większość tu twierdzi 'ucz się dziewczyno komunikować bo faceci tacy są i już'. Hę? I to nie są PODWÓJNE standardy???
                                                  • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 15:09
                                                    > A dlaczego 'za darmo'? On seks dostaje - ona czułości i dbania o nią nie. Znów
                                                    > tego nie zauważasz? Straszne skrzywienie wychodzi.
                                                    Zauważam. Tyle, że dlaczego on ma seks? Nie dlatego, że ona się d o m y ś l i ł a, że on chce, albo dlatego, że ona ma potrzebę uprawiać seks z nim, to nie jest jej inicjatywa - tylko dlatego, że wyżebrał, wyprosił, wymusił, "dała mu" dla świętego spokoju - nazwijmy to jak chcemy :) Dlaczego ona nie ma czułości? Bo nie sklamrze o nią równie nachalnie jak on o seks. Dlaczego on mimo wymiauczanego raz na x czasu seksu nie jest dla niej czuły? Hm, nie wiem, ale jakbym prosiła faceta 40 razy, żeby mi tu przywiesił obrazek, to w momencie w którym by już to zrobił nie byłabym w nastroju "aaach, kochanie, dziękuję" a raczej "k****, wreszcie!". Uprzedzając słuszne pytanie, dlaczego on w takim razie błaga o seks, zamiast odpuścić - no cóż, widocznie potrzebuje seksu tak bardzo, że jest to silniejsze niż duma. Albo faktycznie jest burakiem bez uczuć :)

                                                    > Oczywiście, że trzeba odwracać. Tylko niestety większość tu twierdzi 'ucz się dziewczyno
                                                    > komunikować bo faceci tacy są i już'.
                                                    Może dlatego, że to dziewczyna tu przyszła po poradę, a nie mąż? Nie mam niestety czarodziejskiej różdżki, żeby na odległość odmienić jej faceta :] A jak panowie przychodzą po poradę żaląc się na niechcące żony to dostają przecież notorycznie rady nt kwiatków, ptaszków, kolacji, olejków, świeczek, komplementów, nienachalności i sprawiedliwszego podziału domowych obowiązków :) Jakby nie patrzeć, mąż się sam z siebie nie ustawi bez żadnego udziału autorki - chyba, że przyjdzie na forum i się nasłucha z drugiej strony :)
                                                  • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 15:47
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Dlaczego ona nie ma czułości?
                                                    > Bo nie sklamrze o nią równie nachalnie jak on o seks. Dlaczego on mimo wymiaucz
                                                    > anego raz na x czasu seksu nie jest dla niej czuły? Hm, nie wiem, ale jakbym pr
                                                    > osiła faceta 40 razy, żeby mi tu przywiesił obrazek, to w momencie w którym by
                                                    > już to zrobił nie byłabym w nastroju "aaach, kochanie, dziękuję" a raczej "k***
                                                    > *, wreszcie!".

                                                    Racja! To też należałoby dopisać do listy. Ważna wskazówka 'za rzeczy przypominane dziesiątki razy ludzie nie czują wdzięczności'.

                                                    I w związku z powyższym ja nie jestem zwolenniczką nieustannego wiercenia dziury w brzuchu, które przez facetów i tak odbierane jest jako jędzowatość. Raczej do jasnego postawienia listy priorytetów - moje potrzeby/ twoje potrzeby. I równomiernego ich egzekwowania.

                                                    > Może dlatego, że to dziewczyna tu przyszła po poradę, a nie mąż? Nie mam nieste
                                                    > ty czarodziejskiej różdżki, żeby na odległość odmienić jej faceta :]

                                                    No też prawda tylko dla mnie jest różnica w 'zacznij od siebie bo Ty widzisz problem' z 'zmień siebie bo jego się nie da'. Może niewielka ale jednak znacząca :)
                              • sea.sea Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 18:42
                                Zauważmy, że ona była wcześniej bardziej "niegrzeczna". Wtedy pewnie teksty w stylu "chodź się chędożyć" były ok. Teraz nie są, bo ona nie ma ochoty na seks. Facet pewnie łamie głowę "o co chodzi, zawsze tak pytałem i było ok" i nie wie, co się stało. W związku z tym nagle fakt, że on jest wulgarny, jawi się z pewnego punktu widzenia jako doskonała wymówka dla niemania ochoty, bo przecież jakoś to niemanie ochoty trzeba sobie wytłumaczyć i zracjonalizować.
            • janznepomuka Re: Smutny koniec kochania... 26.11.11, 23:42
              >> Jeśli zaspokoję ten brak to mam nadzieję sama będę chciała więcej.

              No to KONIEC.
    • be_3 Re: Smutny koniec kochania... 25.11.11, 22:01
      Claudio....u mnie w małżeństwie jest podobna sytuacja, z tą różnicą, że to mój mąż odczuwa pewne emocjonalne niedostatki...a ja związane z seksem. Powiem Ci jak to wygląda z mojej perspektywy... Otóż z uwagi na fakt, że moje potzreby seksualne są bagatelizowane, strasznie mnie wku****, gdy mój M. pyta "czy się wieczorem przytulimy"...Na samą myśl czuję złość...Jestem tym zarówno zmęczona jak i znudzona. Dlatego jestem w stanie zrozumieć frustrację Twojego męża. Nie dziwię się, że nie ma ochoty na czułości. Niestety, ale seks i potrzeba zaspokojenia popędu jest znacznie silniejsza od potrzeby "bliskości" (w sensie fizycznym znacznie bardziej daje się we znaki brak seksu, niż brak przytulania). Jeśli masz problem z libido, to należy nad tym popracować...Z drugiej strony sądzę, że jak tylko zaczniecie częściej sypiać...to i to czego Ty pragniesz pojawi się zamoistnie...Póki co tkwicie w błędnym kole...i któreś z Was musi to przerwać. Skoro masz tego świadomość, powinnaś to być Ty....Pozdrawiam :)
      • claudia78 Re: Smutny koniec kochania... 26.11.11, 23:32
        <Otóż z uwagi na fakt, że moje potzreby seksualne są bagatelizowane, strasznie mnie wku****, gdy mój M. pyta "czy się wieczorem przytulimy"...Na samą myśl czuję złość...Jestem tym zarówno zmęczona jak i znudzona.>
        Ja czuję się dokładnie tak samo, więc dlaczego nie rozumiesz frustracji mojej i swojego męża? To nie jest licytacja co jest ważniejsze, która potrzeba jest na pierwszym plani a która na drugim, bo jak pokazuje życie dla każdego coś innego ma większą wartośc. Błędem jest, że skoro ludzie się kochają to NAJważniejsze nie jest WSPÓLNE dobro i zaspokajanie się nawzajem bez wartościowania.
        Skoro masz tego świadomość... To babo zakasaj rękawy i sama się wszystkim zajmij, bo od faceta wymagać czegoś jest grzechem.
        Może i faceci są prości jak budowa cepa a my skoplikowane i dlatego im tak ciężko nas pojąć a może jest im wygodniej twiedzić, że niezauważają problemu?
        • be_3 Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 11:11
          Nie wiem czy mój mąż jest sfrustrowany, bo jakby nie było staram się być dla niego. Choć nie ukrywam, że szalenie mnie wkurza to w jaki sposób się mijamy. Tak czy inaczej...z pewnością jak człowiek jest sfrustrowany seksualnie, to nie w głowie mu czułości....
          • mujer_bonita Re: Smutny koniec kochania... 27.11.11, 11:18
            be_3 napisała:
            > Nie wiem czy mój mąż jest sfrustrowany, bo jakby nie było staram się być dla ni
            > ego. Choć nie ukrywam, że szalenie mnie wkurza to w jaki sposób się mijamy. Tak
            > czy inaczej...z pewnością jak człowiek jest sfrustrowany seksualnie, to nie w
            > głowie mu czułości....

            Zapewne jest. Tak jak piszesz - człowiekowi sfrustrowanemu seksualnie nie w głowie czułości a człowiekowi, któremu brakuje czułości nie w głowie seks. I tak się ludzie mijają...
            • elsa33 do Urquharta 27.11.11, 13:05
              "Może to i to.
              Scenarusz który sugerujejesz też jest ksiązkowo typowy i tu opisany w skócie w schemacie kryzysu bliskości po urodzeniu dziecka:
              www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=87
              Tak czy owak i tu też elementem typowego przesilenia jest dopiero pojawienie się pocieszycielki :)"

              Urquhart, napisałeś kilkadziesiąt postów i ciągle do znudzenia straszysz tą kochanką. A wiesz to z książek, czy twoją żonę kochanka postawiła do pionu? hehe

              A i zastanów się co wynika z tego co piszesz. Ja nie kwestionuję, że Claudia być może zaczęłaby walczyć o męża wiedząc, że z kimś flitruje. Pewnie każdy dostałby w twarz takim zachowaniem partnera. Ale co ona ma zrobić? Może doradzić mu, weź ty chłopie poobracaj jakąś inną panienkę, a nie mizdrzysz się do mnie do znudzenia? Twoje rady może byłyby i cenne, gdyby to mąż Claudii narzekał, że nie chce się z nim kochać.
              • urquhart straszysz=jak by to było na forum motoryzacyjnym 27.11.11, 19:44
                elsa33 napisała:
                > Urquhart, napisałeś kilkadziesiąt postów i ciągle do znudzenia straszysz tą koc
                > hanką. A wiesz to z książek, czy twoją żonę kochanka postawiła do pionu? hehe

                Nic nie załapałaś co do intencji Elsa, ale Cię lubię i wyłuszczę.
                Ludzie zmieniają zwykle swój sposób myślenia dopiero pod wpływem traum. A i to nie zawsze. Warto się wysilić i zrobić coś zanim mleko się rozleje.

                Jak nie zrozumiałaś tego do tej pory odpowiem ci jak by to było na forum motoryzacyjnym:
                Pani skarży się że męczy ją i irytuje podczas jazdy zółta lampka przy małej wskazówce (brak seksu i bliskości). Doświadczeni forumowicze o dobrym sercu mówią że to znane ostrzeżenie o rezerwie (kryzys) że kończy się paliwo (satysfakcja ze związku) i jeżeli nic z tym nie zrobi to auto stanie (zdrada lub rozpad) i problem nie jest z lampką tylko znacznie poważniejszy. Niektórzy nawet cytują opisy z instrukcji (psychologia) gdzie to jest jasno opisane. Inni się kłócą że to brednie bo jeżeli auto potrzebuje paliwa do jazdy to jedynie niezbity dowód że jest do dupy, beznadziejne i trzeba go zmienić na inne (myślenie życzeniowe). Inne dumne radzą: olej lampkę i nie daj sobą pomiatać i cokolwiek wymuszać.

                To wcale nie absurd i żart, znam parę autentycznych przypadków gdy znajome kobiety dzwoniły po męża, pomoc drogową bo auto "się NAGLE zepsuło" a przyczyczyą okazał się właśnie brak paliwa, niewątpliwie wcześniej sygnalizowany przez ostrzegawczą lampkę.

                Pozdrawiam
                • aandzia43 Re: straszysz=jak by to było na forum motoryzacyj 27.11.11, 20:38
                  > Pani skarży się że męczy ją i irytuje podczas jazdy zółta lampka przy małej wsk
                  > azówce (brak seksu i bliskości). Doświadczeni forumowicze o dobrym sercu mówią
                  > że to znane ostrzeżenie o rezerwie (kryzys) że kończy się paliwo (satysfakcja z
                  > e związku) i jeżeli nic z tym nie zrobi to auto stanie (zdrada lub rozpad) i pr
                  > oblem nie jest z lampką tylko znacznie poważniejszy. Niektórzy nawet cytują opi
                  > sy z instrukcji (psychologia) gdzie to jest jasno opisane. Inni się kłócą że to
                  > brednie bo jeżeli auto potrzebuje paliwa do jazdy to jedynie niezbity dowód że
                  > jest do dupy, beznadziejne i trzeba go zmienić na inne (myślenie życzeniowe).
                  > Inne dumne radzą: olej lampkę i nie daj sobą pomiatać i cokolwiek wymuszać.

                  Jest jeszcze jedno rozwiązanie: sprawdź, jaki jest problem z autem, że mimo regularnego dolewania paliwa nie rewanżuje się porządną pracą silnika ;-)
                  • elsa33 Re: straszysz=jak by to było na forum motoryzacyj 28.11.11, 08:51
                    dobre Andzia43

                    umieram ze śmiechu jak tata Urquhart próbuje mnie edukować motoryzacyjną metaforyką. Urquhart, też cię lubię ale nie zmienia to faktu, że ty też nie rozumiesz problemu autorki. Co ona ma zrobić jeśli z powodu jego zachowania nie czuje do niego pożądania. Nie wydaje ci się że oboje muszą coś z tym zrobić, czy ciągle powtarzasz, że to tylko jej problem. Nie sądzisz, że istnieje tyzyko że to właśnie ona prędzej "zareaguje" (że się tak kolokwialnie wyrażę) na innego kolegę niż na jego horyzoncie pojawi się "owa nimfa" , hehe.
    • claudia78 Nowe fakty 27.11.11, 15:22
      Nie odpisuję na wszystkie posty bo czas mnie ogranicza, pisałam wcześniej, że mam chore dziecko i jest ono ważniejsze od wszystkich moich problemów. Jak czytam po kilkanaście postów naraz to odpisuję tam gdzie mi najbardziej zależy i coś z danych słów wynika dla mnie (sory za egoizm ale chcę rozwiązać problem a nie tylko powymieniać opinie). Jak dotąd z największym zrozumieniem spotkałam się u mujer_bonity (wielkie dzięki!) choć wszystkie wypowiedzi dają do myślenia.
      Nie mam pojęcia jak to rozumieć bo nie dokończyliśmy rozmowy, ale mój mąż złości się, że napisałam na forum. Myślę, że teraz on ma problemy z komunikacją i zwerbalizowaniem odczuć. Zobaczymy może do wieczora coś wymyśli (mamy wrócić do rozpoczętej rozmowy).
      Za radą kilku osób dość konkretnie wyłuszczyłam o co kaman i wprawiłam go w zakłopotanie. Miałam dużo czasu na przemyślenia, więc się przygotowałam on podchodził do rozmowy z marszu, więc na każde "zbycie" mnie miała kolejne pytanie. Coś drgnęło. Myślę o tych listach. To chyba dobry pomysł. Nie wiem co mój mąż na to, ale spróbować nie zaszkodzi.
      • sea.sea Re: Nowe fakty 27.11.11, 15:38
        Mało kto by się ucieszył z tego, że jego problemy poruszane są bez jego wiedzy przed gronem obcych osób :) W razie gdyby próbował zmieniać niewygodny dla niego temat Waszej dyskusji na "Ty zła kobieto, obnażyłaś mnie na forum" - nie daj się wpędzić w poczucie winy. Rozwaliłaś mu system przekonań na temat Waszego związku i chwilę to może potrwać, zanim przetrawi, poskłada i wyciągnie wnioski. Bądź dzielna :)

        A skoro wyłuszczyłaś konkretnie, to trzymam kciuki za efekty - by wystąpiły i to w miarę szybko :)
        • claudia78 Re: Nowe fakty 27.11.11, 15:56
          Może doceni to, że działam w naszym wspólnym ineresie. Pierwszy raz usłyszałam od mężczyzny "potrzebuję czasu by poskładać myśli"... Dzięki, ja też trzymam za nas kciuki. :-)
          • mujer_bonita Re: Nowe fakty 27.11.11, 16:03
            claudia78 napisała:
            > Może doceni to, że działam w naszym wspólnym ineresie. Pierwszy raz usłyszałam
            > od mężczyzny "potrzebuję czasu by poskładać myśli"... Dzięki, ja też trzymam za
            > nas kciuki. :-)

            Jak już poskłada te myśli to przygotuj się, że możesz usłyszeć parę gorzkich słów o sobie. I prawdopodobnie będą one baaardzo prawdziwe - choć przejaskrawione żalem odkładającym się przez parę lat. Warto dobrze tego wysłuchać i zrozumieć swoje winy zamiast okopywać się na pozycji obronnej i odbijać piłeczkę.
            • claudia78 Re: Nowe fakty 27.11.11, 16:25
              W sumie to dobrze, że musieliśmy zawiesić tą rozmowę, bo na razie to on przyjął pozycję obronną i próbował odbijać piłeczkę.
              Gorzka prawda... zawsze to lepsze od słodkich kłamstw. Myślę, że jestem na to gotowa. Wiem, że nie jestem aniołem. Myślę, że dało się wyczuć w moich wypowiedziach, że ja nie tylko jego obwiniam za tą sytuację, mało tego wydaje mi się, że ja to zainicjowałam. Tylko, że ja nie szukam winnych tylko chcę zmiany sytuacji, bo go kocham. Mam żal owszem, że nic nie robi, że olewa, że bywa chamski. Mam żal, nie chcę go za to rozstrzelać. Chcę, żeby też zauważył problem, a raczej żeby mu się chciało rozwiązać go, nie samemu, nie cudem, ale razem ze mną w imię wspólnego szczęścia.
      • mujer_bonita Re: Nowe fakty 27.11.11, 15:56
        claudia78 napisała:
        > Za radą kilku osób dość konkretnie wyłuszczyłam o co kaman i wprawiłam go w zak
        > łopotanie. Miałam dużo czasu na przemyślenia, więc się przygotowałam on podchod
        > ził do rozmowy z marszu, więc na każde "zbycie" mnie miała kolejne pytanie. Coś
        > drgnęło. Myślę o tych listach. To chyba dobry pomysł. Nie wiem co mój mąż na t
        > o, ale spróbować nie zaszkodzi.

        Co do rozmowy o ja jeszcze dopiszę:

        1. Staraj się mówić o sobie i swoich odczuciach bez oskarżeń. Nie 'bo Ty ciągle jak cham chwytasz mnie za cycki' tylko 'kiedy chwytasz mnie za cycki CZUJĘ SIĘ jak przedmiot' albo 'przykro MI, że już mnie nie całujesz'. Jeżeli rzucisz oskarżenie on skupi się na jego odpieraniu a nie ma meritum.

        2. Zastanów na czym Ci najbardziej zależy i tego się trzymaj. Nie ma nic gorszego niż rozmowa na 100 tematów, która w końcu nie dotyczy niczego.

        3. Nie ma lepszych i gorszych. Nie ma niczego co jest normalne lub nie. Są tylko Twoje potrzeby vs. Jego potrzeby. Nie gorsze, nie lepsze. Inne.

        4. Dajcie sobie czas. Pewne kwestie najlepiej przemyśleć, napisać na kartce (trudniej się pisze, więcej zastanowienia to wymaga).
        • sea.sea Re: Nowe fakty 27.11.11, 16:03
          Ale i pogłaszcz go trochę, bo jednak każdy potrzebuje pozytywnych wzmocnień - np "tak lubiłam, kiedy robiłeś coś tam, coś tam, teraz już tego nie robisz a mi tego bardzo brakuje" :)

          Mujer - gdybym ja była zdania, że facet jest niereformowalny, to bym zalecała raczej "rzuć go albo zamknij oczy i myśl o Anglii" a nie "wyłóż co Cię boli i zobacz jaka będzie reakcja" :)
          • mujer_bonita Re: Nowe fakty 27.11.11, 16:10
            sea.sea napisała:
            > Mujer - gdybym ja była zdania, że facet jest niereformowalny, to bym zalecała r
            > aczej "rzuć go albo zamknij oczy i myśl o Anglii" a nie "wyłóż co Cię boli i zo
            > bacz jaka będzie reakcja" :)

            Ja nie wiem czy on jest reformowalny czy nie. To się okaże. Zwracam jednak uwagę, że do zreformowania siebie potrzebny jest pewien poziom świadomości - siebie i problemu. No i chęci. Pierwszą kwestię Claudia może załatwić w zasadzie sama - reszta już leży po stronie męża.
            • elsa33 Re: Nowe fakty 28.11.11, 09:05
              Claudia ja tez ci kibicuję. Cudowna moc rozmowy jednak Urquhart, co ty na to?
            • claudia78 Re: Nowe fakty 28.11.11, 11:57
              Mam nadzieję, że jednak jest reformowalny. Jeśli chodzi o świadomość problemu to przeszliśmy od negowania, przez bagatelizowanie po jako takie zrozumienie. To już jakiś sukces. Uświadomił sobie powagę mojego nieszczęścia w momencie jak przyznał się sam przed sobą, że też nie jest szczęśliwy.
              Chcemy coś dla siebie zrobić, a ta chęć jest obecnie najważniejsza. Oddamy dziecko babci (jak wyzdrowieje) i zadbamy o siebie. Jak na razie pierwszy raz od kilku lat zasnęłam w jego ramionach, tak po prostu głaskan po plecach, jak dziecko. Infantylne? Może, dla mnie bezcenne!
              • elsa33 Re: Nowe fakty 28.11.11, 12:02
                tak trzymać Claudia
              • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 12:08
                claudia78 napisała:

                Jak na razie pierwszy raz od ki
                > lku lat zasnęłam w jego ramionach, tak po prostu głaskan po plecach, jak dzieck
                > o. Infantylne? Może, dla mnie bezcenne!

                Kurcze. Nie wolisz dostać od mężczyzny tego co on rzeczywiście szczerze chce ci dać, zamiast tego co wymusisz płaczem i szantażem? Infantylne? No pewnie. Trzylatki tak robią swoim mamom.
                • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 12:22
                  that.bitch.is.sick napisała:
                  > Kurcze. Nie wolisz dostać od mężczyzny tego co on rzeczywiście szczerze chce ci
                  > dać, zamiast tego co wymusisz płaczem i szantażem? Infantylne? No pewnie. Trzy
                  > latki tak robią swoim mamom.

                  No pewnie. Brać co Ci 'szczerze' dają zamiast tego co potrzebujesz? Czy Ty się czasem zastanawiasz co piszesz? To może ona powinna 'szczerze' dawać mężowi całusa w czoło zamiast seksu????? Luuuuudzie!
                  • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 12:47
                    mujer_bonita napisała:
                    To może ona powinna 'szczerze' dawać mężowi cał
                    > usa w czoło zamiast seksu????? Luuuuudzie!

                    Taa? A ja myślałam że oni są w związku małżeńskim, a nie w przedszkolu. A seks jest w małżeństwie, przedszkolaki całują się w czółko.
                    No jak ktoś nie wie po co dorośli ludzie wiążą się ze sobą to jakąś resocjalizację?
                    >
                    • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 12:58
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Taa? A ja myślałam że oni są w związku małżeńskim, a nie w przedszkolu. A seks
                      > jest w małżeństwie, przedszkolaki całują się w czółko.
                      > No jak ktoś nie wie po co dorośli ludzie wiążą się ze sobą to jakąś resocjalizację?

                      Już chyba ustaliliśmy, że małżeństwo, związek dwojga 'dorosłych' ludzi to dla Ciebie tylko seks. Cóż... Twoja sprawa. Warto jednak zrozumieć, że sporo ludzi żyje inaczej, że dla nich seks to jeden z filarów związku ale nie jedyny. 'Dorośli' ludzie wiążą się ze sobą nie tylko dla seksu. Tak ciężko to pojąć?
                      • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 13:40
                        mujer_bonita napisała:

                        > Już chyba ustaliliśmy, że małżeństwo, związek dwojga 'dorosłych' ludzi to dla C
                        > iebie tylko seks. Cóż... Twoja sprawa. Warto jednak zrozumieć, że sporo ludzi ż
                        > yje inaczej, że dla nich seks to jeden z filarów związku ale nie jedyny. 'Doroś
                        > li' ludzie wiążą się ze sobą nie tylko dla seksu. Tak ciężko to pojąć?
                        >
                        Nie no bywasz bezczelna. Nie. Nie ustaliłyśmy, tylko ty to imputujesz. Akurat tak się składa że nie udowodniłaś jeszcze powiązań innych "filarów" z życiem seksualnym bo ich nie ma. Hipolipidemia może wynikać z różnych grup czynników, więc się nie mądrzyj bo denerwujesz ludzi.
                        • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 13:40
                          hipolibidemia
                          • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 13:47
                            Jeszcze jaśniej: mam na myśli to że wszelkie awersje seksualne, hipolibidemia, może być z winy partnera, ale może też ni chuja nie być w tym winy partnera, więc twoje ciągłe próby oskarżania mężczyzn są zwyczajnym spaczeniem, bo przykładasz uporczywie jeden schemat do każdego przypadku. Czy pojmujesz wreszcie?
                            • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 14:04
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Jeszcze jaśniej: mam na myśli to że wszelkie awersje seksualne, hipolibidemia,
                              > może być z winy partnera, ale może też ni chuja nie być w tym winy partnera, wi
                              > ęc twoje ciągłe próby oskarżania mężczyzn są zwyczajnym spaczeniem, bo przykład
                              > asz uporczywie jeden schemat do każdego przypadku. Czy pojmujesz wreszcie?

                              Nie - tego bełkotu niestety nie da się zrozumieć. Jedyne co z tego wynika to to co wcześniej pisałam. Jakoś strasznie Cię boli jak ludzie chcą w związku czegoś poza seksem. Teraz piszesz, że jak chcą to są wg. Ciebie chorzy, 'spaczeni'. Powinni do siebie czuć tylko chuć, reszta jest 'infantylne'. Cóż... masz prawo tak żyć, na szczęście reszta nie musi.
                            • urquhart Re: Nowe fakty 28.11.11, 14:41
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > ęc twoje ciągłe próby oskarżania mężczyzn są zwyczajnym spaczeniem, bo przykład
                              > asz uporczywie jeden schemat do każdego przypadku. Czy pojmujesz wreszcie?

                              Mujerka nie ukrywa że inspiruje się radykalnym feminizmem w którym imperatywem jest opresyjność kobiet przez mężczyzn a seks jest narzędziem tej opresji.
                              Złośliwi nazywają ten nurt feminazimem.
                              pl.wikipedia.org/wiki/Radykalny_feminizm
                              • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 14:49
                                urquhart napisał:
                                > Mujerka nie ukrywa że inspiruje się radykalnym feminizmem w którym imperatywem
                                > jest opresyjność kobiet przez mężczyzn a seks jest narzędziem tej opresji.

                                To akurat kłamstwo.
                                • urquhart Re: Nowe fakty 28.11.11, 16:46
                                  mujer_bonita napisała:
                                  > To akurat kłamstwo.

                                  A to ciekawe bo zdarzało się że broniłaś tezy wyjęte żywcem z tego radykalnego nurtu.
                                  Wiec nie wiem która część miałaby być wg Ciebie kłamstwem: Czy że tego nie ukrywasz, czy że się inspirujesz radykalnym feminizmem, czy że jego imperatywem jest opresyjność, czy może że seks jest narzedziem tej opresji?
                                  Zadeklarujesz się?
                                  • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 17:21
                                    urquhart napisał:
                                    > Wiec nie wiem która część miałaby być wg Ciebie kłamstwem:

                                    Netykieta drogi Urqu - cytuję słowa do których się odnoszę.
                            • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 14:48
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Jeszcze jaśniej: mam na myśli to że wszelkie awersje seksualne, hipolibidemia,
                              > może być z winy partnera, ale może też ni chuja nie być w tym winy partnera, wi
                              > ęc twoje ciągłe próby oskarżania mężczyzn są zwyczajnym spaczeniem, bo przykład
                              > asz uporczywie jeden schemat do każdego przypadku. Czy pojmujesz wreszcie?

                              Swoją drogą to niby o co ja oskarżam 'mężczyzn'? Tutaj przecież nie o linię podziału płciowego chodzi. Są ludzie z różnymi potrzebami - zdaje się, że be_3 ma odwrotną sytuację niż autorka wątku. Więc kto kieruje się płcią? To chyba Ty tutaj twierdzisz, że dla mężczyzn w związku liczy się tylko seks - nic więcej odczuwać nie potrafią. Uczucia inne nić pociąg seksualny są dla nich 'sztuczne'. Ja uważam, i z doświadczenia wiem że jednak nie są ułomni.
                • claudia78 Re: Nowe fakty 28.11.11, 15:14
                  Nie wolisz dostać od mężczyzny tego co on rzeczywiście szczerze chce ci
                  > dać. - tzn. czego? 100ml spermy? rżnięcie do rana żebym nie mogła złożyć razem nóg?
                  Wiesz coś o miłości? Bo samo rżnięcie to dla mnie kurestwo.
                  Na szczęście mój mąż też wierzy w małżeństwo i udowodnił mi, że w miłość też. Kocha mnie nadal jak Ciebie chyba jeszcze nigdy nikt i choć pogubiliśmy się gdzieś po drodze to nadal chce mnie uszczęśliwiać MOJĄ miarą miłości a nie zmuszać mnie do cieszenia się z JEGO.
                  A prościej jak dajesz komuś prezent n urodziny to chcesz żeby on się cieszył czy ty?
                  • that.bitch.is.sick Re: Nowe fakty 28.11.11, 16:44
                    claudia78 napisała:

                    > Nie wolisz dostać od mężczyzny tego co on rzeczywiście szczerze chce ci
                    > > dać. - tzn. czego? 100ml spermy? rżnięcie do rana żebym nie mogła złożyć
                    > razem nóg?

                    ło matko ale hardkur:)

                    > Wiesz coś o miłości? Bo samo rżnięcie to dla mnie kurestwo.
                    > Na szczęście mój mąż też wierzy w małżeństwo i udowodnił mi, że w miłość też. K
                    > ocha mnie nadal jak Ciebie chyba jeszcze nigdy nikt i choć pogubiliśmy się gdzi
                    > eś po drodze to nadal chce mnie uszczęśliwiać MOJĄ miarą miłości a nie zmuszać
                    > mnie do cieszenia się z JEGO.
                    > A prościej jak dajesz komuś prezent n urodziny to chcesz żeby on się cieszył cz
                    > y ty?

                    Ok. , piszę w tym wątku bardziej żeby porozmawiać na temat pewnych mechanizmów z osobami które mnie ciekawią niż zajmować się twoim smutnym przypadkiem:) Swoje zdanie wypowiedziałam: uważam że jesteś infantylna, twoje relacje nie są spójne logicznie co oznacza że albo konfabulujesz albo wcale nie myślisz racjonalnie tylko kierujesz się jakimiś chaotycznymi emocjami których sobie nie uświadamiasz (np. twoje negatywne podejście do seksu patrz: powyżej, idealizowanie partnera na przemian z deprecjonowaniem jego potrzeb). Jedyne co ci mogę doradzić to fachową pomoc żeby uporządkować swoje niespójne życie emocjonalne. Nie widzę sensu żeby z Tobą dyskutować wybacz, to nie ma sensu:).
                    • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 17:24
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > ie tylko kierujesz się jakimiś chaotycznymi emocjami

                      A Ty w ogóle wiesz co to są emocje? Bo jak na razie piszesz jedynie o popędzie seksualnym.
                      • elsa33 Re: Nowe fakty 28.11.11, 17:42
                        bitch, nie uznajesz innych punktów widzenia niż twój, to dopiero gówniarskie podejście, ale o Claudii powiesz, że jest infantylna....bez komentarza.

                        • mujer_bonita Re: Nowe fakty 28.11.11, 17:47
                          elsa33 napisała:
                          > bitch, nie uznajesz innych punktów widzenia niż twój, to dopiero gówniarskie po
                          > dejście, ale o Claudii powiesz, że jest infantylna....bez komentarza.

                          Uznawać jak uznawać ale ja mam wrażenie, że ona po prostu torpeduje wszystko, czego sama nie rozumie albo nie doświadczyła. Żeby mieć punkt widzenia na sprawę to jeszcze trzeba wiedzieć o co w tej sprawie chodzi ;)
                        • that.bitch.is.sick Do pań 28.11.11, 21:09
                          Naprawdę sądzicie, że wasze ujadanie zmieni coś? zablokuje inne opinie? zamierzacie się kisić we własnym sosie, to sio na e-mamy tam są babskie kółka adoracji i ubolewania nad facetami. Tylko pytanie Bonita, czemu tu siedzisz i tropisz zdrajców? I kogo będziecie kąsać po nogawkach? Andzia - jeśli jesteś infantylna i mam nie czytać twoich postów zdecyduj się i nie zwracaj się do mnie, dzięki sama sobie dobiorę rozmówców:), to po pierwsze, po drugie Elsa jakaś tam proponuję przytaczać argumenty a nie pyskować i ta sama prośba: dyskutuj sobie z histeryczką na twoim poziomie vel szanowną Claudią. Jak napisałam - wątek jest niespójny tytuł wątku jest: koniec kochania - ale tu już nagle mamy miłość idealną, jeśli to nie są zaburzenia emocjonalne, to co pytam się? Jeśli któraś z pań ma argumenty na temat wiarygodności autorki - zapraszam, jeśli nie - adorujcie się łaskawie nawzajem a ode mnie odczepcie, nie mam dzisiaj cierpliwości przepychanek w stylu "feministki kontra zły patriarchat", tfu nie mam nigdy do tego cierpliwości - to poniżej poziomu istot myślących. :)
                    • aandzia43 Re: Nowe fakty 28.11.11, 17:58
                      >
                      > Ok. , piszę w tym wątku bardziej żeby porozmawiać na temat pewnych mechanizmów
                      > z osobami które mnie ciekawią niż zajmować się twoim smutnym przypadkiem:)

                      Nie wiem, czy zaliczasz mnie do osób, które cię ciekawią, ale gdybyś jednak przypadkiem, niechcący zaliczała, to zaprzestań tego zaliczania: ja też jestem infantylna. Potrzebuję od swojego mężczyzny seksu jak cholera i potrzebuję czułości i adoracji też jak cholera. Jedno bez drugiego w stadle mnie interesuje. Rozumem więc Claudię i rozumiem Becośtam (z sąsiedniego wątku, co mąż się chętnie przytula, ale zerżnąć solidnie nei chce). Powiem więcej: mój chłop też ceni sobie przytulanki bez seksu i czułe spojrzenia bez podtekstów (chociaż woli z seksem i z podtekstem). To on według ciebie jest infantylny impotent, prawda? Nie trać czasu kobieto, na czytanie postów infantylnych ludzi.
                      • that.bitch.is.sick i do andzi ciurkiem 28.11.11, 21:25
                        Wszyscy zdrowi w domu? Ile razy mam tłumaczyć że infantylność to dla mnie: przytulanki zamiast seksu plus w tym przypadku pewne elementy świadczące o zaburzeniach emocjonalnych. Ale: ile razy mam kuźwa podkreślać ZAMIAST. Głucha jesteś? Jeśli ty lubisz seks i przytulanki to jesteś jak większość ludzi, kapewu? Autorka łaknie przytulanek, natomiast nie wiadomo czy w zamian za przytulanki ma się odbywać to brudne i tak zniesmaczające autorkę "rżnięcie", zakończone zresztą wytryskiem ohydnej a fuj spermy:), halo? Tu ci się nie zapaliło światełko alarmowe, że cuś z tą panią jest nie teges?
                        Czy też być może (bo kto to wie nieprawdaż, na pewno nie autorka) przytulanki mają stanowić broń boże (śmiechu warte) grę wstępną? NIe, aż boję się pomyśleć: przytulanki mają być bezinteresowne jak między bratem i siostrą, a autorka ma pozostać czysta jak ta lelija i nie skażona ohydnym seksem.
                        To mnie właśnie przeraża, natomiast jak już nadmieniłam jej relacja nie jest dla mnie wiarygodna i nie chcę dłużej na ten temat już strzępić języka.


                        bitch albo nie bitch
                        • zyg_zyg_zyg Re: i do andzi ciurkiem 28.11.11, 23:08
                          > Ile razy mam tłumaczyć że infantylność to dla mnie: prz
                          > ytulanki zamiast seksu plus w tym przypadku pewne elementy świadczące o zaburze
                          > niach emocjonalnych. Ale: ile razy mam kuźwa podkreślać ZAMIAST.

                          Bitch, a w ogóle gdzieś wcześniej tu o TYM pisałaś...? Szczerze mówiąc, ja pierwszy raz widzę to twoje "zamiast".

                          Może wystarczy mniej wycieczek osobistych i ustawiania rozmówców, a więcej skupienia na jasnym formułowaniu własnego zdania? I obejdzie się bez nieporozumień, i podyskutować będzie można...

                          No wiesz, nie bądź baba - bo jak mówi słynny cytat: "mężczyźni dyskutują używając logiki i argumentów, a kobiety języka emocji" (he he he...)
                        • mujer_bonita That Bitch is really SICK :D 29.11.11, 08:24
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > Wszyscy zdrowi w domu? Ile razy mam tłumaczyć że infantylność to dla mnie: prz
                          > ytulanki zamiast seksu plus w tym przypadku pewne elementy świadczące o zaburze
                          > niach emocjonalnych. Ale: ile razy mam kuźwa podkreślać ZAMIAST. Głucha jesteś?
                          > Jeśli ty lubisz seks i przytulanki to jesteś jak większość ludzi, kapewu? Auto
                          > rka łaknie przytulanek, natomiast nie wiadomo czy w zamian za przytulanki ma si
                          > ę odbywać to brudne i tak zniesmaczające autorkę "rżnięcie", zakończone zresztą
                          > wytryskiem ohydnej a fuj spermy:), halo? Tu ci się nie zapaliło światełko alar
                          > mowe, że cuś z tą panią jest nie teges?

                          Skąd tyle jadu, agresji i negatywnych emocji? Nie potrafisz pisać bez rzygajania na wszystkich dookoła? Wszyscy, którzy mają inaczej niż Ty są do odstrzału?

                          Nadal chyba nie rozumiesz tego co autorka pisze. Nie mieści Ci się to w głowie co nie jest dziwnym. Ty jednak agresywnie reagujesz na to, czego nie rozumiesz. Nie potrafisz argumentować swojego zdania - jedyne co potrafisz to pluć i bluzgać. Czytać też nie potrafisz, bo autorka wątku nigdzie nie napisała 'zamiast', nigdzie mnie napisała o 'ohydnej' spermie. To są Twoje CHORE projekcje. Masz bardzo trafnego nicka :D
                          • that.bitch.is.sick Re: That Bitch is really SICK :D 29.11.11, 10:04
                            wiem
                          • elsa33 Re: That Bitch is really SICK :D 29.11.11, 10:08
                            to teraz ja się zniżę do poziomu bitch. Działasz kobieto wszystkim na nerwy, bo to twoje wypowiedzi są niespójne, w twoich postach widać najwięcej pyskówki bez sensu. A na temat wiarygodności, bardziej wiarygodna jest dla mnie Claudia niż ty.
                            • that.bitch.is.sick Re: That Bitch is really SICK :D 29.11.11, 10:13
                              elsa33 napisała:

                              > to teraz ja się zniżę do poziomu bitch. Działasz kobieto wszystkim na nerwy, bo
                              > to twoje wypowiedzi są niespójne, w twoich postach widać najwięcej pyskówki be
                              > z sensu. A na temat wiarygodności, bardziej wiarygodna jest dla mnie Claudia ni
                              > ż ty.

                              Dlatego uprzejmię Cię proszę, rozmawiaj z Claudią a nie ze mną. Może zastosuję technikę "zdartej płyty", tak długo będę powtarzała aż dotrze..
                    • claudia78 Re: Nowe fakty 29.11.11, 15:10
                      Tak to prawda jestem rozchwiana emocjonalnie i co z tego? Ja w przeciwieństwie do ciebie nie przyszłam tu pogadać o dupie maryny bo na nadmiar czasu nie cierpię, tylko przyszłam z problemem w nadzieji, że ktoś mi pomoże, skoro sama nie potrafię. Bardzo się cieszę, że trafiłam na osoby, które pomogły mi zrozumieć co się ze mną dzieje, pomogły nazwać uczucia i sprecyzować pragnienia. Dostałam to czego potrzebowałam a może i więcej za co wszystkim serdecznie dziękuję.
                      Tobie też dziękuję bo bez łyżki dziegciu może było by za słodko :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka