Dodaj do ulubionych

Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję Nas

21.08.13, 18:49
Rozwijając temat roli i czym są związki inspirowanych przez tbis i zawle idealnie mi pasuje tekst z ostatnich Charakterów jak Związek może dodawać skrzydeł (bo jak podcinać to często trafia na forum) >>>

Za każdym facetem, który osiągnął sukces, stoi kobieta, a za nią jego żona - ironizował Groucho, jeden z braci Marx. W tym żarcie ukryty jest jednak sens. Badania potwierdzają, że to, kim jesteśmy, zależy od tego, z kim jesteśmy. Nasz partner niczym rzeźbiarz wydobywa z nas lepszą wersję nas samych.
Kocham Cię za to, kim stałam się dzięki Tobie… wyznała w swoim wierszu Elisabeth Barret Browning, dziewiętnastowieczna poetka. Zdarza się, że gdy spotykamy ukochaną osobę, przeglądając się w jej oczach, rozkwitamy. Jesteś piękna, jesteś mądry – mówi jej spojrzenie. I tacy się przy niej czujemy. Ale bywa, że w takiej relacji dzieje się coś więcej. Zakochana osoba odkrywa w nas lepszą wersję nas samych i swym zachwytem inspiruje do jej spełniania. (...)
Historia zna jednak wiele związków, w których partnerzy mogliby za Elisabeth Browning powiedzieć: Kocham Cię za to, kim się stałem dzięki Tobie. Psychologia zajęła się tym zjawiskiem niedawno. Pod koniec minionego wieku, bo w 1999 roku, psycholog amerykański Stephen M. Drigotas wraz ze współpracownikami w tekście pod znamiennym tytułem „Close partner as a sculptor of ideal self” opisał tzw. efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, który uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadanie rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i wydobyć ukryte w kamieniu kształty.
Podobny proces zachodzi czasem w relacji partnerów. Jak bryły marmuru nosimy w sobie idealne wizje własnej osoby ukryte w marzeniach, planach i pragnieniach. Tkwią tam w potencjalnej formie i być może nigdy by się nie ujawniły, gdyby nie reakcje zakochanego partnera. On je w nas odkrywa i – zachwycając się tym, co widzi – pobudza nas do urzeczywistnienia idealnej wizji siebie. Sprawia, że przybliżamy się do niej, spełniamy swe marzenia i osiągamy upragnione cele. Bliskie sobie osoby mogą czasem „rzeźbić” siebie nawzajem, wydobywając jedno z drugiego to, co w partnerze najlepsze i zgodne z jego Ja idealnym.
całość
www.charaktery.eu/artykuly/Psychologia-dla-Ciebie/1334/B%C4%85d%C5%BA-mi-Micha%C5%82em-Anio%C5%82em/
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 19:22
      urquhart napisał:

      > Rozwijając temat roli i czym są związki inspirowanych przez tbis i zawle idealn
      > ie mi pasuje tekst z ostatnich Charakterów jak Związek może dodawać skrzydeł (b
      > o jak podcinać to często trafia na forum) >>>

      Tak sie zastanawiam Urqu czy Ty nie masz jakies kasy z tych linkow, ktore tak licznie tu wstawiasz? Tak jak czasem wstawiaja zupelnie bezmyslnie tacy pojedynczy, przypadkowi pseudouzytkownicy, z ta roznica, ze Ty z zamyslem i hurtowo :) Jesli z tego zyjesz to doprowadziles ta fuche do mistrzostwa. Podziwiam :)
      • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 19:30
        hello-kitty2 napisała:

        > Tak sie zastanawiam Urqu czy Ty nie masz jakies kasy z tych linkow, ktore tak l
        > icznie tu wstawiasz? Tak jak czasem wstawiaja zupelnie bezmyslnie tacy pojedync
        > zy, przypadkowi pseudouzytkownicy, z ta roznica, ze Ty z zamyslem i hurtowo :)
        > Jesli z tego zyjesz to doprowadziles ta fuche do mistrzostwa. Podziwiam :)

        Jesteś genialna Kitty :) Absolutnie utalentowana, inteligentna dziewczyna o ogromnej intuicji :) Mam ochotę Cię wyściskać, bo parę puzzli mi się w głowie teraz poukładało :D
        • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 19:56
          rafill napisał:

          (...)" bo parę puzzli mi się w głowie teraz poukładało :D"

          Tobie niewiele potrzeba do ekscytacji...Napisz w co ci się te puzzle ułożyły;-)
          • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 20:05
            mojemail3 napisała:

            > Tobie niewiele potrzeba do ekscytacji...Napisz w co ci się te puzzle ułożyły;-)

            O:
            ecsmedia.pl/c/castorland-jas-i-malgosia-puzzle-60-elementow-m-iext6112201.jpg
            • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 20:12
              rafill napisał:

              > mojemail3 napisała:
              >
              > > Tobie niewiele potrzeba do ekscytacji...Napisz w co ci się te puzzle ułoż
              > yły;-)
              >
              > O:
              > ecsmedia.pl/c/castorland-jas-i-malgosia-puzzle-60-elementow-m-iext6112201.jpg

              Szkoda,że nie w "Śpiącą królewnę"...
              • that.bitch.is.sick Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:42
                mojemail3 napisała:

                >
                > Szkoda,że nie w "Śpiącą królewnę"...
                >
                >
                Bardziej Ciotka Dewotka:)
                • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 17:32
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Bardziej Ciotka Dewotka:)

                  Dlaczego Ciotka Dewotka ? Kto jest dewotką ?
                  • that.bitch.is.sick Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 18:18
                    rafill napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > Bardziej Ciotka Dewotka:)
                    >
                    > Dlaczego Ciotka Dewotka ? Kto jest dewotką ?

                    Cycki zdewocialy bredza o chrystusie
                    • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 19:05
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Cycki zdewocialy bredza o chrystusie

                      No ale w sumie ciekawy temat, ten cały Jezus Chrystus. Najciekawsze, że tyle się o Nim dyskutuje. Chociaż z naszym forum ma wspólnego wiele, to przecież jedynie pośrednio. Właściwie to o nim da się jedynie bredzić, bo nie wiemy o samym człowieku praktycznie niczego wiarygodnego. W sumie czego się spodziewać - arbitralne ustalenia Synodu Kartagińskiego z 397 r. ? A pozostałe księgi ? Apokryficzne Ewangelie ? Kto czytał cokolwiek z tego zakresu, ten wie, że odbiegają wydźwiękiem od przyjętego przez chrześcijaństwo a następnie katolicyzm kanonu Biblii. O ludziach którzy żyli powiedzmy trzy wieki temu można powiedzieć niewiele. A o kimś tak mało istotnym dla swoich współczesnych, żyjącym dwa tysiąclecia temu ? Zbiór legend z mchu i paproci. Równie dobrze możemy dywagować o tym, czy Żwirek rzeczywiście kręcił z Muchomorkiem :)
                      • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 19:56
                        rafill napisał:

                        > that.bitch.is.sick napisała:
                        >
                        > > Cycki zdewocialy bredza o chrystusie
                        >
                        > No ale w sumie ciekawy temat, ten cały Jezus Chrystus. Najciekawsze, że tyle si
                        > ę o Nim dyskutuje. Chociaż z naszym forum ma wspólnego wiele, to przecież jedyn
                        > ie pośrednio. Właściwie to o nim da się jedynie bredzić, bo nie wiemy o samym c
                        > złowieku praktycznie niczego wiarygodnego. W sumie czego się spodziewać - arbit
                        > ralne ustalenia Synodu Kartagińskiego z 397 r. ? A pozostałe księgi ? Apokryfic
                        > zne Ewangelie ? Kto czytał cokolwiek z tego zakresu, ten wie, że odbiegają wydź
                        > więkiem od przyjętego przez chrześcijaństwo a następnie katolicyzm kanonu Bibli
                        > i. O ludziach którzy żyli powiedzmy trzy wieki temu można powiedzieć niewiele.
                        > A o kimś tak mało istotnym dla swoich współczesnych, żyjącym dwa tysiąclecia te
                        > mu ? Zbiór legend z mchu i paproci. Równie dobrze możemy dywagować o tym, czy Ż
                        > wirek rzeczywiście kręcił z Muchomorkiem :)

                        No to jest kwestia wiary. A jak Urqu "bredzi" o demonach i aniolach i ich wplywie na ludzi to sie nikt nie zastanawia czy sie filmow naogladal czy Biblii naczytal czy myslicie ze zdewocial? Ja wierze podobnie jak Urqu, ze one istnieja ale nie zgadzam sie, ze nie przezywaja emocji. Rozmawialismy o milosci. To bylo dobre odniesienie.

                        Sabat jak nie wierzysz to wypisz sie z Kosciola, bo takimi slowami wydajesz wspolwiernym zle swiadectwo. Slub w Kosciele brales, dzieci chrzciles? Masz dwie twarze? Po co to robiles skoro nie wierzysz? Deklarowales cos, a potem na to srasz publicznie.
                        • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 20:21
                          hello-kitty2 napisała:

                          > No to jest kwestia wiary. A jak Urqu "bredzi" o demonach i aniolach i ich wplyw
                          > ie na ludzi to sie nikt nie zastanawia czy sie filmow naogladal czy Biblii nacz
                          > ytal czy myslicie ze zdewocial? Ja wierze podobnie jak Urqu, ze one istnieja al
                          > e nie zgadzam sie, ze nie przezywaja emocji. Rozmawialismy o milosci. To bylo d
                          > obre odniesienie.

                          Dobre odniesienie, jako Chrystusa biblijnego, pewnego symbolu przedstawianego przez religię ? To możliwe, rzeczywiście może i jako odniesienie było to uprawnione.

                          > Sabat jak nie wierzysz to wypisz sie z Kosciola, bo takimi slowami wydajesz wsp
                          > olwiernym zle swiadectwo. Slub w Kosciele brales, dzieci chrzciles? Masz dwie t
                          > warze? Po co to robiles skoro nie wierzysz? Deklarowales cos, a potem na to sra
                          > sz publicznie.

                          Nie przesadzaj, po co to nieprzejednanie. Ja też nie rozumiem, jak jednocześnie możesz przytaczać Chrystusa i Boga, ze swoim podejściem do seksu i używania sobie cieleśnie. Nie wierzysz w zmartwychwstanie, ale w Boga i Chrystusa tak ? A surowe zasady moralne głoszone przez religię chrześcijańską - dotyczą Ciebie, czy nie ?
                          No widzisz - każdy ma swoje dwie twarze.
                          Nie widzę sensu kontestowania religii i robienia z tego cyrku. Ateista wie, że Boga nie ma. Ja nie wiem. Powątpiewam, żeby był taki jak opisują go religie, chociaż skłaniam się ku temu że coś na kształt Boga istnieje, podobnie jak coś na kształt duchowych bytów, takich jak anioły i demony. Ale to bardzo nieuchwytna rzecz, kwestia raczej intuicji i domysłów, bo badaniom się wymyka.
                          • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 21:52
                            rafill napisał:

                            > Nie przesadzaj, po co to nieprzejednanie. Ja też nie rozumiem, jak jednocześnie
                            > możesz przytaczać Chrystusa i Boga, ze swoim podejściem do seksu i używania so
                            > bie cieleśnie. Nie wierzysz w zmartwychwstanie, ale w Boga i Chrystusa tak ? A
                            > surowe zasady moralne głoszone przez religię chrześcijańską - dotyczą Ciebie, c
                            > zy nie ?
                            > No widzisz - każdy ma swoje dwie twarze.

                            Jakie dwie twarze? NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczywiscie, ze wierze. Surowe zasady moralne oczywiscie, ze mnie dotycza i dlatego, ze wg nich nie zyje nie jestem czlonkiem zadnej religii, bo nie moge, rozumiesz? Bo zadnej z nich ze swoim stylem zycia bym nie mogla godnie reprezentowac, bo jestem niewierna. Dlatego nie bralam slubu koscielnego i nie chrzcilam dziecka i poniose odpowiednia kare, w ktore tez wierze. Wiec pytam: jakie dwie twarze?
                            • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 21:59
                              hello-Kitty2 napisała:

                              (...)"NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczyw
                              > iscie, ze wierze. Surowe zasady moralne oczywiscie, ze mnie dotycza i dlatego,
                              > ze wg nich nie zyje nie jestem czlonkiem zadnej religii, bo nie moge, rozumiesz
                              > ? Bo zadnej z nich ze swoim stylem zycia bym nie mogla godnie reprezentowac, bo
                              > jestem niewierna. Dlatego nie bralam slubu koscielnego i nie chrzcilam dziecka
                              > i poniose odpowiednia kare, w ktore tez wierze (...)"

                              Kitty, bo Tyś jest Marią Magdaleną tego forum...Gdybyś jeszcze poszła i nie "grzeszyła więcej" to prawie święta Maria Magdalena;-)

                              Żartuję, ale nie z Ciebie.
                              Prawdziwych chrześcijan...już nie ma, a od tych "ortodoksyjnych"...strzeż nas Panie Boże...
                              • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:21
                                mojemail3 napisała:

                                > Kitty, bo Tyś jest Marią Magdaleną tego forum...Gdybyś jeszcze poszła i nie "gr
                                > zeszyła więcej" to prawie święta Maria Magdalena;-)
                                >
                                > Żartuję, ale nie z Ciebie.
                                > Prawdziwych chrześcijan...już nie ma, a od tych "ortodoksyjnych"...strzeż nas P
                                > anie Boże...

                                :-) Seks to tylko jeden grzech, mam jeszcze mase w innych dziedzinach :) Ortodoksyjna nie jestem, zyje (jak widzisz, czytasz) jak chce ale pokornie wezme na siebie za to wszystkie konsekwencje.
                                • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:43
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  (...)" Ortodoksyjna nie jestem, zyje (jak widzisz, czytasz) jak chce ale pokornie wezme na
                                  siebie za to wszystkie konsekwencje."

                                  Czyli jednym zdaniem "Lepiej pić niż wisieć" ( cytat ze sławetnego choć marnego serialu o Janosiku)
                                  A przed ślubem, to znakomita większość katoliczek, to dziewice, tylko nie-ortodoksyjne...
                                  • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:51
                                    mojemail3 napisała:

                                    Czyli jednym zdaniem "Lepiej pić niż wisieć" ( cytat ze sławetnego choć marnego
                                    > serialu o Janosiku)
                                    > A przed ślubem, to znakomita większość katoliczek, to dziewice, tylko nie-ortod
                                    > oksyjne...

                                    Wolna wola :-) Wszystko wolno, tylko nie wszystko jest pozyteczne. Fanatykiem religijnym nie jestem, bo nie naleze do zadnej religii, moj syn tez nie.

                            • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:01
                              hello-kitty2 napisała:

                              > Jakie dwie twarze? NIe wierze w zmartwychwstanie? A kto Ci to powiedzial? Oczyw
                              > iscie, ze wierze.

                              Jak to kto ? Ty. Wczoraj zdaje się.

                              "hello-kitty2 napisała:

                              > Spac pojdziesz, bez podsumowan, dokladnie tak jak chce ci sie spac i sie kladzi
                              > esz, zeby wreszcie odpoczac, tylko, ze sie nie obudzisz. Tez czesto mysle o smi
                              > erci (nie tylko w kryzysie). Odbieram ja jako oczekiwany, zasluzony odpoczynek.
                              > Nie ma w tym nic smutnego dla mnie. Wreszcie spokoj :)"
                              • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:28
                                rafill napisał:

                                > Jak to kto ? Ty. Wczoraj zdaje się.
                                >
                                > "hello-kitty2 napisała:
                                >
                                > > Spac pojdziesz, bez podsumowan, dokladnie tak jak chce ci sie spac i sie
                                > kladzi
                                > > esz, zeby wreszcie odpoczac, tylko, ze sie nie obudzisz. Tez czesto mysle
                                > o smi
                                > > erci (nie tylko w kryzysie). Odbieram ja jako oczekiwany, zasluzony odpoc
                                > zynek.
                                > > Nie ma w tym nic smutnego dla mnie. Wreszcie spokoj :)"

                                No chwileczke, rozmawialismy o smierci, o tym dokladnie momencie, tak? Pisales:

                                > Nie histeryzuję, jestem spokojny. Tylko wskazuję na pewną możliwość zmiany pers
                                > pektywy, szerszego spojrzenia na swoje życie. Nie mam na myśli forum, bo to tyl
                                > ko zabawa słowami.
                                > Oczywiście mam na myśli śmierć.

                                Wiec napisalam Ci jak wyglada smierc = zasypiasz. I teraz jak spisz, co czujesz ile godzin spisz zanim sie rano obudzisz? Wdaje Ci sie jak sie obudzisz, ze dopiero co zasnales, tak? W czasie snu nie masz poczucia uplywajacego czasu ale rano wiesz, ze minelo np 8 godzin, tak? No wiec w momencie smierci urywa Ci sie film, iles tam spisz i po czym zostajesz wskrzeszony do zycia na sad ostateczny. Wiec rozumiem, ze o zmianie perspektywy, spojrzenia na zycie mowiles w momencie smierci (=umierania), bo potem jak juz sie z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz) to juz nic nie mozesz sobie zmienic cwaniaczku, potem to juz jest po ptokach :) Ja sie wtedy budze na potepienie, a Ty? NIe odpowiadaj. Tak to widze.

                                O odpoczynku pisalam w rozumieniu, ze juz sie nie musisz wiecej borykac z problemami swiata, wylaczysz sie. Pisalam tez ze zasypiasz bez podsumowan, bo mozesz nie miec czasu, umrzec mozesz nagle, w spiaczce, mozesz nie wiedziec, ze umierasz, moze nie byc czasu, fizycznie. Ale moze bedziesz go mial, jak bedziesz umieral dostatecznie dlugo i swiadomie, tylko czy wtedy to ma znaczenie? Co zmienisz cos? KIedy?
                                • rafill Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 22:43
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > . Wiec rozumiem, ze o zmianie perspektywy, spojrzenia na zycie mowiles w momenc
                                  > ie smierci (=umierania), bo potem jak juz sie z powrotem obudzisz (zmartwychwst
                                  > aniesz) to juz nic nie mozesz sobie zmienic cwaniaczku, potem to juz jest po pt
                                  > okach :) Ja sie wtedy budze na potepienie, a Ty? NIe odpowiadaj. Tak to widze.

                                  Ja wtedy będę szeptał mojemu ojcu po lewicy do ucha Twoje grzechy. Cwaniaczku :)

                                  Bardzo sprytnie to sobie obmyśliłaś, przewidziałem że tak odpowiesz. Ale niestety, bardzo mi przykro, napisałaś wyraźnie: "NIE OBUDZISZ SIĘ". A za chwilę piszesz: "Bo potem jak już się z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz)". No to się w końcu obudzę, czy nie ?
                                  Ale spoko, nie odpowiadaj. Nie interesują mnie Twoje niespójne wizje, bo mam od tego swoje własne schizy :)
                                  I na szczęście od tego jak Ty to widzisz niewiele zależy. A już na bank nie moje poglądy religijne.
                                  I jeszcze tak gwoli ścisłości - chrześcijaństwo nie wyklucza skruchy w chwili śmierci, proponuję się dokształcić. Tak więc, nawet gdyby, to od głębokiego żalu za grzechy może zależeć dosłownie wszystko. Być może Adolf Hitler jest zbawiony, bo zanim kula przeszyła jego mózg, gorzko pożałował całego zła, które wyrządził :) Ponoć Bóg, o którym mówisz jest niebywale miłosierny.
                                  Ale ja bym na to nie liczył ;)
                                  • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 22.08.13, 23:14
                                    rafill napisał:

                                    > Bardzo sprytnie to sobie obmyśliłaś, przewidziałem że tak odpowiesz. Ale nieste
                                    > ty, bardzo mi przykro, napisałaś wyraźnie: "NIE OBUDZISZ SIĘ". A za chwilę pisz
                                    > esz: "Bo potem jak już się z powrotem obudzisz (zmartwychwstaniesz)". No to się
                                    > w końcu obudzę, czy nie ?

                                    NIe obudzisz sie do swojego zycia, ktore miales, juz do tego nie wrocisz, nie bedzie juz Twoich bliskich, nie bedzie juz Twojego domu, juz nic nie zmienisz, nie bedziesz mial powrotu do wczesniejszego zycia. W tym rozumieniu. Ja to tak rozumiem.

                                    > Ale spoko, nie odpowiadaj. Nie interesują mnie Twoje niespójne wizje, bo mam od
                                    > tego swoje własne schizy :)
                                    > I na szczęście od tego jak Ty to widzisz niewiele zależy. A już na bank nie moj
                                    > e poglądy religijne.

                                    Odpowiadalam, bo pytales. Dla mnie mozesz nie wierzyc w nic = wolna wola. Zwyczajnie zwrocilam uwage, ze niefajnie jest osmieszanie prawd wiary religii, do ktorej nalezysz, bo to stawia Katolikow w bardzo zlym swietle.

                                    > I jeszcze tak gwoli ścisłości - chrześcijaństwo nie wyklucza skruchy w chwili ś
                                    > mierci, proponuję się dokształcić. Tak więc, nawet gdyby, to od głębokiego żalu
                                    > za grzechy może zależeć dosłownie wszystko. Być może Adolf Hitler jest zbawion
                                    > y, bo zanim kula przeszyła jego mózg, gorzko pożałował całego zła, które wyrząd
                                    > ził :) Ponoć Bóg, o którym mówisz jest niebywale miłosierny.
                                    > Ale ja bym na to nie liczył ;)

                                    Ja nie licze.
                                    • that.bitch.is.sick no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:00
                                      Tj. jakoś mi się twój nick kojarzy z Fafikiem, mogę tak mówić? Sorry że się wtrącam w wielce uczoną debatę teolo...ale ja nie gwoli meritum i tak. Mówiłam ci że się w końcu pokłócisz bo wylazło że Ci brudne myśli chodzą po łbie zamiast religijne. Bo fantazje o pośladkach i cyckach to za dużo grzybów w barszcz. Dwie sroki za ogon tj i jedno i drugie złapać się nie da. Jedno z drugim się nie chce zgodzić. I teraz straciłeś nadzieję na to drugie a pośladki i tak samopas po lesie nie chodzą, ani na drzewie nie rosną.;)))
                                      • hello-kitty2 Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:10
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Tj. jakoś mi się twój nick kojarzy z Fafikiem, mogę tak mówić?

                                        A mnie z fulfill = zaspokoic :)
                                      • rafill Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:12
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Bo fantazje o pośladkach i cyckach to za dużo grzybów w barszcz. Dwie
                                        > sroki za ogon tj i jedno i drugie złapać się nie da. Jedno z drugim się nie ch
                                        > ce zgodzić.

                                        Chodzi o to, że albo cycki albo pośladki ? :) Nie no, to chyba jedno z drugim spokojnie się godzi, czyż nie ? :)
                                        • that.bitch.is.sick Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:46
                                          rafill napisał:

                                          > that.bitch.is.sick napisała:
                                          >

                                          >
                                          > Chodzi o to, że albo cycki albo pośladki ? :) Nie no, to chyba jedno z drugim s
                                          > pokojnie się godzi, czyż nie ? :)

                                          Chyba w wątku o trójkątach ty świntuszku. Bo jak cycki są religijne a pośladki pogańskie to nie mogą z jednego źródła pochodzić. Mogą jedne z południowej polski pochodzić na przykład, a drugie być poniemieckie. Ponadto zostają trudności natury moralnej.
                                          • rafill Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:56
                                            that.bitch.is.sick napisała:

                                            > Ponadto zostają trudności natury moralnej.

                                            Ale fafiki nie posiadają moralności, to chyba Ci umknęło :P Widzą suczkę, wyczuwają feromony - to wskakują od tyłu i bum, bum, bum, bum... (da capo al fine)
                                          • zawle Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 11:13
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > Chyba w wątku o trójkątach ty świntuszku. Bo jak cycki są religijne a pośladki
                                            > pogańskie to nie mogą z jednego źródła pochodzić. Mogą jedne z południowej pols
                                            > ki pochodzić na przykład, a drugie być poniemieckie. Ponadto zostają trudności


                                            a ludowe powiedzeni,e że ona porządną kobietą była, tylko miała pi...... łajdaczkę;)
                                      • mojemail3 Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:16

                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        (...)"Mówiłam ci że się w końcu pokłócisz bo wylazło że Ci brudne myśli chodzą po łbie zamiast religijne(...)"

                                        Ale to przynajmniej dobrze świadczy o jego zdrowiu fizycznym;-)
                                        Że zdrowy chłopiec z niego...

                                        A jak bredził o dobrowolnej ascezie to powątpiewałam w jego zdrowie psychiczne...
                                        Lepszy frustrat niż wariat? Oto jest pytanie...
                                        • rafill Re: no i fafillll nie wytrzymałeś 23.08.13, 00:42
                                          mojemail3 napisała:

                                          > A jak bredził o dobrowolnej ascezie to powątpiewałam w jego zdrowie psychiczne.

                                          Chwila, nigdzie nie mówiłem o dobrowolnej ascezie...
        • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:01
          rafill napisał:

          > Jesteś genialna Kitty :) Absolutnie utalentowana, inteligentna dziewczyna o ogr
          > omnej intuicji :) Mam ochotę Cię wyściskać, bo parę puzzli mi się w głowie tera
          > z poukładało :D

          Rafill spokojnie, potraktuj to jako zarcik ;-) NIe chcialo mi sie juz czytac kolejnego gotowego tekstu, wole czytac wypowiedzi sformulowane wlasnymi slowami i stad reakcja. A jak bede na Slasku dam sie wysciskac (w miejscu publicznym :), Stary kope lat, napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic.
          • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:13
            hello-kitty2 napisała:

            (...)"napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic (...)"

            Kitty, przecież on nie pije chyba...ryby mu szkodzą na stawy, a alkohol niechybnie na wątrobę i trzustkę;-)
            • hello-kitty2 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 22:57
              mojemail3 napisała:

              > hello-kitty2 napisała:
              >
              > (...)"napijemy sie. Kiedys czesto latalam z Katowic (...)"
              >
              > Kitty, przecież on nie pije chyba...ryby mu szkodzą na stawy, a alkohol niechyb
              > nie na wątrobę i trzustkę;-)

              Przesadzilam z entuzjazmem? :) Napijemy sie herbaty :( Czekaj czekaj to ze on nie pije to nie znaczy, ze ja nie, przeciez samolotu nie prowadze, nie? A kto to pisal, ze nalewke robi? Jezu wisni to nie jadlam z kilka lat, tu nie ma, a takie wisnie z nalewki, co ja bym dala za to cudo.
              • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:00
                hello-kitty2 napisała:
                > Przesadzilam z entuzjazmem? :) Napijemy sie herbaty :( Czekaj czekaj to ze on n
                > ie pije to nie znaczy, ze ja nie, przeciez samolotu nie prowadze, nie? A kto to
                > pisal, ze nalewke robi? Jezu wisni to nie jadlam z kilka lat, tu nie ma, a tak
                > ie wisnie z nalewki, co ja bym dala za to cudo.

                Przesadziłaś chyba...A nalewkę to pewnie dla kochanej teściowej, he he...

                Ależ Ty masz tęsknoty, jak polska emigracja w Paryżu za Mickiewicza;-)
              • zawle Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:01
                Wiśniową próbuję od 3 dni:))Tegoroczna. Na ciasto z wiśniami ze spirytusu zapraszam.
                • mojemail3 Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:02
                  zawle napisała:

                  > Wiśniową próbuję od 3 dni:))Tegoroczna. Na ciasto z wiśniami ze spirytusu zapra
                  > szam.

                  Szkoda do ciasta, alkohol wyparuje...
              • loppe Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:03
                A ja dzisiaj właśnie pierwszy raz od wielu lat jadłem wiśnie i jeszcze trochę zostało. Po 7zł kilogram:)
                • zawle Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:04
                  A widzisz..ja kupowałam po 3, prosto z drzewa rwane specjalnie dla mnie na nalewkę. Od gospodyni.
                  • loppe Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:07
                    zawle napisała:

                    > A widzisz..ja kupowałam po 3, prosto z drzewa rwane specjalnie dla mnie na nale
                    > wkę. Od gospodyni.


                    Wiśnie są śmiesznie tanie w porównaniu z czereśniami bo mało kto je chce, bo cierpkie. Jak pojawiają się czereśnie to zjadam kilka kg w kilka dni; wiśniami się dziś zainteresowałem dokładnie dlatego powodu co i Kitty - nie jadłem ich już wieki całe
                    • loppe Re: Mistrzowska fucha Urqu? 21.08.13, 23:08
                      powinno być: dla tego powodu, pardon
    • gomory Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:29
      > Zdarza się, że gdy spotykamy ukochaną osobę, przeglądając się w jej oczach, rozkwitamy.

      No jakby coś w tym jest.
      Żona zasuwająca do kochanka ma przemyślaną każdą część garderoby i wykonane te wszystkie bolesne zabiegi o których mężczyźni mają mgliste pojęcie.
      A staremu w domu to wiadomo - obnosi się w gustownym dresiku cętkowanym w zaschnięte rzygi potomka :).
      Nawet rozsądne. Ten pierwszy wzrokiem ćpuna gapiącego się na działkę dragów dowartościuje jak trzeba. No a ślepak w chałupie i tak nie zaskoczy, że mu ślubna wyfruwa z domu na skrzydłach.

      Myślicie, że to możliwe by kobiety krwawych dyktatorów nakręcały ich do zbrodni?
      • marek.zak1 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:33
        Piszesz z własnego doświadczenia?
      • urquhart Muza i Inspiracja? 22.08.13, 08:41
        gomory napisał:
        > Żona zasuwająca do kochanka ma przemyślaną każdą część garderoby i wykonane te
        > wszystkie bolesne zabiegi o których mężczyźni mają mgliste pojęcie.
        > A staremu w domu to wiadomo - obnosi się w gustownym dresiku cętkowanym w zasch
        > nięte rzygi potomka :).

        Co powoduje że taka kobieta staje się dla jednych mężczyzn muzą i inspiracją do rozwoju, a w innych okolicznościach uwsteczniającą karzącą policjantką domowych rytuałów tzw. "dla dobra dzieci"?
        Każdy facet który coś osiągnął ma swoją muzę, muza musi dbać o piękno które promieniuje na jego życie.
        No może Buonarroti miał muza. :)
        To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju, sprawnym przewodnikiem kobiety (nawet w tańcu, nauce tenisa, golfa, na siłowni, jazdy konnej, i wszystkim co on robi z pasją a ona podziwia) łatwo staje się kochankiem i wzbudza seksualne pożądanie wytłuszczone jest w każdym poradniku do uwodzenia czy PUA.
        • zawle Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:26
          urquhart napisał: > To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju, sprawnym przewodnikiem kobiety (
          > nawet w tańcu, nauce tenisa, golfa, na siłowni, jazdy konnej, i wszystkim co on
          > robi z pasją a ona podziwia) łatwo staje się kochankiem i wzbudza seksualne po
          > żądanie wytłuszczone jest w każdym poradniku do uwodzenia czy PUA.

          Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Kobieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.
          • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:36
            > Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką
            > i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Ko
            > bieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.

            No jest jeszcze druga opcja o której często Starowicz przypomina wzburzonym jak ty.
            Kobiety sukcesu mają satysfakcjonujące związki seksualne z uznanymi artystami i muzykami.
            Ci przynajmniej na jakimś innym polu czują się niekwestionowanie lepsi :)
            (Meska kobieta, kobiecy mężczyzna, ale z osiągnięciami muszą sobie dorównywać)
            p.s.
            kobieta zawsze będzie się czuła lepszym rodzicem matką, więc na tym polu niezależnie od starań mężczyzna nie ma szans na jej uznanie, rola drugich matek tak często propagowana dziś w mediach to utopijna ślepa uliczka
            • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:11
              Urquhart napisał:

              (...)p.s.
              "kobieta zawsze będzie się czuła lepszym rodzicem matką, więc na tym polu niezależnie od starań mężczyzna nie ma szans na jej uznanie, rola drugich matek tak często propagowana dziś w mediach to utopijna ślepa uliczka"

              Na pewno nie we wszystkich przypadkach, ale rzeczywiście, matki uzurpują sobie rolę tych "bardziej kompetentnych" rodziców, co często ma katastrofalne skutki w wychowaniu( brak konsekwencji i stanowczości do dzieciarni...)
              Może to wynika z zasady " ze matka jest tylko jedna";-)
              A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi, w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...
              • zawle Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:51
                mojemail3 napisała: > Na pewno nie we wszystkich przypadkach, ale rzeczywiście, matki uzurpują sobie
                > rolę tych "bardziej kompetentnych" rodziców, co często ma katastrofalne skutki
                > w wychowaniu( brak konsekwencji i stanowczości do dzieciarni...)
                > Może to wynika z zasady " ze matka jest tylko jedna";-)
                > A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi
                > , w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...

                Rozumiem że w Twojej ocenie w większości wypadków matka= brak konsekwencji? Skąd takie przemyślenia? Widziałam wiele rodzin i nie mogę potwierdzić Twoich wniosków.Brak konsekwencji i zasad ze strony matki występuje najczęściej wtedy gdy szwankuje męska strona związku. Przemoc w rodzinie, uzależnienie, brak pieniędzy, mężczyzna z gatunku tych co ograniczają swój udział w wychowaniu ( pasje, rozwój zawodowy, praca za granicą). Z moich obserwacji wynika że najczęstszą przyczyną braku konsekwencji jest zmęczenie materiału. Chore dziec, trudne dzieci i brak "dobrego wsparcia" ze strony ojca.
                Wiem że są matki zaborcze, które nie dopuszczają swoich mężów do dzieci, nie twierdzę że to sprawa marginalna. Ale nie czyniłabym matek głównymi sprawcami niekonsekwencji.
                Za to zgadzam się że zbyt opiekuńcze i zabiegające matki potrafią wychować potworów. Podobnie z przemocowymi czy też unikającymi ojcami
                Znam kilku fajnych ojców. Są dla sowich dzieci autorytetami, nie wstydzą się dziecka przytulić, towarzyszą im w dorastaniu, chcą z nimi dzielić swój czas, pasje i uczyć ich. Ich zony to fajne babki, nie są zazdrosne o te kontakty. Mają do swoich mężów zaufanie bo sprawdzili się jako mądrzy rodzice. Szkoda że jest ich tak niewielu. No i chyba uśmieliby się oni i ich żony ( moje przyjaciółki) gdyby przeczytali tu o muzach, odpowiedzialności kobiet za ich sukcesy oraz innych słabych egzemplarzach płci męskiej.
                • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 23.08.13, 11:40
                  zawle napisała:
                  "Rozumiem że w Twojej ocenie w większości wypadków matka= brak konsekwencji? Skąd takie przemyślenia? Widziałam wiele rodzin i nie mogę potwierdzić Twoich wniosków.Brak konsekwencji i zasad ze strony matki występuje najczęściej wtedy gdy szwankuje męska strona związku(...)"

                  Może nie brak konsekwecji, ale konsekwencja jakby mniejsza...
                  Przemyślenia z obserwacji, z przykrością również stwierdzam to zjawisko u siebie;-)
                  W przypadkach patologicznych to widzę próby zrekompensowania dzieciom całego zła, nie wiem jak to oceniać szczerze mówiąc.
              • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 11:55
                mojemail3 napisała:
                > A "drugim ojcem" można być? Bo ja mam wrażenie,ze dziecko traktuje nas na równi
                > , w kwestii oczekiwań co do czułości i wyjaśniania mu świata...

                Twoje podejście rodzicielskie jest bardzo pragmatyczne zamiast typowo emocjonalno zawłaszczajacego.
                bardzo Podejrzane. Może jesteś tu kolejnym podszywającym sie pod kobietę facetem? :)
                • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 12:02
                  A może podejście "emocjonalno -zawłaszczające" nie jest podejściem typowym?
                  • urquhart Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 12:28
                    rekreativa napisała:

                    > A może podejście "emocjonalno -zawłaszczające" nie jest podejściem typowym?

                    Wśród babek o męskiej psychice i podwyższonym testosteronem z tego forum na pewno nie typowym.
                    • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 18:49
                      Znowu ta cudowna, wszystko tłumacząca, nobilitująca "męska psychika".
                      A może Ty po prostu rozszerz swoją wizję kobiecości?
                      • that.bitch.is.sick Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 19:00
                        rekreativa napisała:

                        > Znowu ta cudowna, wszystko tłumacząca, nobilitująca "męska psychika".
                        > A może Ty po prostu rozszerz swoją wizję kobiecości?

                        Zaraz, to ty mialas z tym problem biorac niektore
                        "siostry" za facetow. Malo mnie tu nie poddalyscie naturalizacji wy tradycjonaliski;-)cale to wasze,archeo to jedno wykopalisko:-). A teraz ciebie i nas wszyskich jesod posadza o bycie facetem:-p. urqu jakos nie ma problemu by rozroznic kto baba a kto chlop. To wasza "otwartosc" i tolerancja jak szemrana kazdy widzi.
                        • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 19:25
                          Nie niektóre, tylko Ciebie. Na samym początku. Za cholerę nie pamiętam, dlaczego właściwie.

                          Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tylko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typowej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.
                          • rafill Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 19:43
                            rekreativa napisała:

                            > Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tyl
                            > ko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typ
                            > owej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.

                            Przyprawianie męskiego mózgu brzmi smakowicie. Chociaż ciekawiej brzmi przyprawianie rogów. Swoją drogą ciekawe czemu jest to obecnie określenie pejoratywne, dawniej szaman przyprawiał sobie rogi jako oznakę zwierzęcej siły i kontaktu ze światem przyrody, który był groźny, potężny i tajemniczy. Dzisiaj rogi - niegdyś oznaka samczej dumy wśród zwierząt a także płodności - są symbolem odtrącenia, zażenowania, braku męskiego pierwiastka. Język ewoluuje i bywa wyjątkowo w tym zaskakujący.

                            Wracając do mojej rzekomej wizji kobiecości. Otóż - nie wiem czy zauważyłaś - ale moja obecność na forum zazwyczaj ociera się o prowokację i przekomarzanie się z innymi uczestnikami.
                            Specjalnie dla ciebie, przez chwilę będę "na serio":
                            W gruncie rzeczy jeśli chodzi o ostre podziały, jasne definicje i sprawdzone reguły - jestem ogromnym sceptykiem w zakresie ludzkiej psychologii. To są tak pogmatwane i złożone kwestie, że uważam większość teorii na ten temat za proste, a często wręcz prymitywne uproszczenia, dające jedynie ubogim na duchu pewien pierwiastek oswajania nieznanej sobie rzeczywistości.
                            Mówiąc o szczęśliwych związkach czy o atrakcyjności, można podważyć większą część "złotych reguł" serwowanych nam przez konserwatywne spojrzenie na rzeczywistość i upraszczające podziały "damsko-męskie". One są zwykle tak daleko idącym uproszczeniem, że nie sposób z nich nie drwić. A im kto prostszy tym sobie bardziej świat upraszcza, bo inaczej go nie jest w stanie ogarnąć :)
                            • that.bitch.is.sick Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 20:31
                              rafill napisał:


                              >
                              > Wracając do mojej rzekomej wizji kobiecości. Otóż - nie wiem czy zauważyłaś - a
                              > le moja obecność na forum zazwyczaj ociera się o prowokację i przekomarzanie si
                              > ę z innymi uczestnikami.
                              > Specjalnie dla ciebie, przez chwilę będę "na serio":
                              > W gruncie rzeczy jeśli chodzi o ostre podziały, jasne definicje i sprawdzone re
                              > guły - jestem ogromnym sceptykiem w zakresie ludzkiej psychologii. To są tak po
                              > gmatwane i złożone kwestie, że uważam większość teorii na ten temat za proste,
                              > a często wręcz prymitywne uproszczenia, dające jedynie ubogim na duchu pewien p
                              > ierwiastek oswajania nieznanej sobie rzeczywistości.
                              > Mówiąc o szczęśliwych związkach czy o atrakcyjności, można podważyć większą czę
                              > ść "złotych reguł" serwowanych nam przez konserwatywne spojrzenie na rzeczywist
                              > ość i upraszczające podziały "damsko-męskie". One są zwykle tak daleko idącym u
                              > proszczeniem, że nie sposób z nich nie drwić. A im kto prostszy tym sobie bardz
                              > iej świat upraszcza, bo inaczej go nie jest w stanie ogarnąć :)

                              Rafill ty jesteś tak złożony że zastanawiam się czy sam rozumiesz co żęś powyżej nadźgał. Jak już przestałeś powtarzać przetrawione tezy urqu przez lat kilka, to "wzięłeś" się za gender.
                              Upraszczanie podziałów poprzez robocze kategoryzacje oraz klasyfikacje, to operacje myślowe które dały początek nauce i jej paradygmatom. Nie wykluczają one rozumienia złożoności zjawisk, wręcz porządkują, umożliwiają kumulację wiedzy i ułatwiają widzenie złożoności. Niestety - typologie, klasyfikacje, wszelkie formy porządkowania wiedzy to domena "męskich" umysłów, "kobiece" lepiej sie czują w twórczym chaosie. Nic dziwnego że masz rafill problemy z tymi subtelnościami.
                              • rafill Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 21:38
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > Upraszczanie podziałów poprzez robocze kategoryzacje oraz klasyfikacje, to oper
                                > acje myślowe które dały początek nauce i jej paradygmatom. Nie wykluczają one r
                                > ozumienia złożoności zjawisk, wręcz porządkują, umożliwiają kumulację wiedzy i
                                > ułatwiają widzenie złożoności. Niestety - typologie, klasyfikacje, wszelkie for
                                > my porządkowania wiedzy to domena "męskich" umysłów, "kobiece" lepiej sie czują
                                > w twórczym chaosie.

                                Najwyraźniej to jednak Ty nie rozumiesz.
                                Ja nie neguję potrzeby klasyfikowania rzeczywistości, tylko wyszydzam traktowanie tego procesu jako tworzenia ostatecznego wykładnika prawdy. Bo takie łopatologiczne podejście nie jest objawem "męskiego umysłu" tylko klapek na oczach.
                                • rekreativa Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 21:42
                                  To może jeszcze podpowiedz: jak poznać, kto ma klapki na oczach, a kto się tylko "przekomarza"?
                                  Czy też według Ciebie nie ma to znaczenia?
                                  • rafill Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 22:03
                                    rekreativa napisała:

                                    > To może jeszcze podpowiedz: jak poznać, kto ma klapki na oczach, a kto się tylk
                                    > o "przekomarza"?
                                    > Czy też według Ciebie nie ma to znaczenia?

                                    Nie wiem, ale tutaj się wszyscy przekomarzają. To forum to wielka piaskownica :)
                                    Idę ulepić sobie babkę. :P
                                    • mojemail3 Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 22.08.13, 22:08
                                      rafill napisał:
                                      > "Nie wiem, ale tutaj się wszyscy przekomarzają. To forum to wielka piaskownica :
                                      > )
                                      > Idę ulepić sobie babkę. :P"

                                      Ulep sobie ulep, taką co by chętna była i grosza nie chciała;-)
                                      • jesod Ulep sobie 22.08.13, 22:11
                                        mojemail3 napisała:
                                        > Ulep sobie ulep, taką co by chętna była i grosza nie chciała;-)

                                        Zwłaszcza, że lepienie kosztuje. Prawda? I to powinien jej natychmiast uświadomić. :)
                                      • aniuki Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 23.08.13, 11:27
                                        Ja tam za każdym razem jak jestem z mężem nad jakąś wodą z piaskiem (rzeczka lub Bałtyk nasz słony), to lepię mu piękną syrenę w skali 1:1 wygrzewającą się z rękami za głową, czubki sutek (z muszelek) kierującą ku niebu.
                                        "Ta ci nie będzie zrzędzić kochanie"
                                    • jesod Idę sobie 22.08.13, 22:09
                                      rafill napisał:
                                      > Idę ulepić sobie babkę. :P

                                      Tylko nie zacznij jej dmuchać.
                                      A potem... jak się już rozwali, nie włóż sobie wiaderka na głowę i napierdzielaj łopatką, za karę, gdzie popadnie. :D
                                      • mojemail3 Re: Idę sobie 22.08.13, 22:11
                                        jesod napisała:

                                        > rafill napisał:
                                        > > Idę ulepić sobie babkę. :P
                                        >
                                        > Tylko nie zacznij jej dmuchać.
                                        > A potem... jak się już rozwali, nie włóż sobie wiaderka na głowę i napierdziela
                                        > j łopatką, za karę, gdzie popadnie. :D

                                        No i kto tu ma męski mózg?
                                        Mi, subtelnej kobiecie nie przyszło by do głowy, a i przez język by nie przeszło " dmuchanie babek" ;-)
                                        • jesod Re: Idę sobie 22.08.13, 22:16
                                          mojemail3 napisała:
                                          > Mi, subtelnej kobiecie nie przyszło by do głowy, a i przez język by nie przeszł
                                          > o " dmuchanie babek" ;-)

                                          A w jakim innym celu Rafill chciał ją sobie ulepić, na tym forum?
                                          Aaaa, co do subtelnych kobiet... Bywa, że przypominają Fionę. ;)
                                          • rafill Re: Idę sobie 22.08.13, 22:20
                                            jesod napisała:

                                            > Aaaa, co do subtelnych kobiet... Bywa, że przypominają Fionę. ;)

                                            A te mniej subtelne ? Podobne do Shreka ?
                                            • zawle Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:27
                                              ?????
                                              Ja uważam że tu bardzo schamiałam;))) Nowa, lepsza JA? ;)))
                                              • jesod Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:39
                                                zawle napisała:
                                                > ?????

                                                Nie słyszałaś nigdy o różnorodności wcieleń??? :)))
                                                • zawle Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:44
                                                  Jestem agnostyczką. Za to słyszałam o osobowości wielorakiej:)
                                                  • rafill Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:47
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jestem agnostyczką. Za to słyszałam o osobowości wielorakiej:)

                                                    Jak dobrze pamiętam, mówiłaś coś kiedyś o bardzo starych duszach kołaczących się w niektórych z forumowych ciałek. Chyba że to jak w tej reklamie - "metafora taka" ? :)
                                                  • zawle Re:Co się robi z naszą Jesod 22.08.13, 22:50
                                                    rafill napisał:
                                                    > Jak dobrze pamiętam, mówiłaś coś kiedyś o bardzo starych duszach kołaczących si
                                                    > ę w niektórych z forumowych ciałek. Chyba że to jak w tej reklamie - "metafora
                                                    > taka" ? :)

                                                    A ja tam wiem o co mi chodziło, o ile dobrze pamiętasz:))
                                • urquhart Re: Przyprawianie męskiego mózgu. 23.08.13, 08:51
                                  rafill napisał:
                                  > Najwyraźniej to jednak Ty nie rozumiesz.
                                  > Ja nie neguję potrzeby klasyfikowania rzeczywistości, tylko wyszydzam traktowan
                                  > ie tego procesu jako tworzenia ostatecznego wykładnika prawdy.

                                  Przypominam że każda nauka sztuki to nauka reguł po to żeby je kreatywnie łamać.
                                  Nowe dziedziny nauki korygują stare.
                                  Dobrze udokumentowana neuropsychologia w zasadzie dziś rozbiła w pył "nauki" gender, które życzeniowo przedstawiały kobiety jako lepszą i dojrzalszą płeć.
                                  Myślę że tbis rozumie to dobrze, a i ty rozumiesz ale wyszydzasz i odzuczasz nie bedać w stanie pogodzić sie z konsekwencjami
                          • that.bitch.is.sick Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 20:22
                            rekreativa napisała:

                            > Nie niektóre, tylko Ciebie. Na samym początku. Za cholerę nie pamiętam, dlaczeg
                            > o właściwie.
                            >
                            > Piszesz, że urqu nie ma problemu z rozróżnianiem płci nicków. No nie ma. On tyl
                            > ko wszystkim żeńskim nickom, które piszą coś, co nie pasuje do jego obrazu "typ
                            > owej kobiety" przyprawia męski mózg i wysoki testosteron.
                            >

                            Urqu dość konsekwentnie, pewien stały zestaw cech nazywa męskimi i potem analogicznie ten przymiotnik rozciąga na kobiety u których się takich cech dopatruje. Jest to poprawna logicznie opeacja. Podłóż sobie pod "męska" inną nazwę to się przekonasz. Nie podważa jednak faktu bycia kobietami przez osoby które bycie kobietami deklarują. Ty zaś i inne osoby z premedytacją, mimo iż pisze jak wół "kobieta" na profilu moim i innych osób podważacie np. moją tożsamość płciową i negujecie fakt bycia przeze mnie kobietą nie określając przyczyny takich insynuacji.
                            Więc, powtarzam to chyba ty i inne "siostry" powinnyście rozszerzyć swoje horyzonty i rozumienie kobiecości a nie urqu, który horyzonty rozszerzył, jednak nadał tej operacji swoją tradycyjną nazwę.
                            • rekreativa Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 20:59
                              Raz na tym forum, w sytuacji żartu, a nie na serio, nawiązałam do tego, że część osób bierze Cię za faceta. Więc o jakiej premedytacji piszesz pod moim adresem i o jakim podważaniu?
                • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 15:51
                  urquhart napisał:
                  (...)" Podejrzane. Może jesteś tu kolejnym podszywającym sie pod kobietę facetem? :)"

                  Nie ma nic pewnego na tym świecie...
          • rafill Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 17:40
            zawle napisała:

            > Jakoś mną zatrzęsło...trudną rolę nam rozdzieliłeś. Mamy być równocześnie matką
            > i osobą o niższym statusie w dziedzinie osiągnięć? Z tym ze to 100% prawdy. Ko
            > bieta musi być druga, żeby jemu stawał. Lub na tyle cwana żeby on tak myślał.

            Nie masz racji, kobieta może być przed mężczyzną, ale pod warunkiem, że akurat wypina gołą pupę. ;P

            Poza tym, zupełnie odwracasz kota ogonem Zawle. Facet musi być przed nią nie żeby mu stawał, bo prawdziwy facet przeleci wszystko w zagrodzie, nawet psa przy budzie, pod warunkiem, że ten niesiony przerażeniem nie odkryje swoich nienaturalnych gatunkowo zdolności we wspinaniu się na pobliskie drzewa w akompaniamencie żałosnego skowytu. Facet musi być przed nią, żeby ona mu dawała. Bo jak będzie za nią, to ona go prędzej czy później oleje. Raczej prędzej niż później. To facet musi imponować kobiecie, a nie odwrotnie. Sorry, ale naturalna kolej rzeczy jest taka, że to babki dają fajniejszym od siebie facetom, a nie że faceci przelatują mniej fajne od siebie babki. To drugie może być co najwyżej konsekwencją tego pierwszego :)
            • marek.zak1 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 18:39
              Rafil,
              Brawo. Taka błyskotliwość upoważnia Cię do odpuyszczenia sobie siłowni przynajmniej do niedzieli.
        • mojemail3 Re: Muza i Inspiracja? 22.08.13, 09:52
          urquhart napisał:
          (...)"No może Buonarroti miał muza. :)"

          Z tego co pamiętam z "Udręki i ekstazy" miał żeńską Muzę, platoniczną miłość damy z rodu Medyceuszy...
          Ale to jednak może być literacka fikcja, książka była dla młodzieży, a autora poprawność polityczna nie obowiązywała;-)

          urquhart napisał:
          (...)"To że mężczyzna który jest inspiracją rozwoju(...)) łatwo staje się kochankiem"

          Tak się zdarza i nic złego w tym nie widzę...W moim przypadku brydż i wędkarstwo sobie odpuściłam, niech ma swój czas, swoje sprawy, ale np. w narciarstwo ja go mocniej wciągnęłam...Zasadniczo dobrze, gdy ciągniemy się w górę a nie w dół...
    • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:36
      urquhart napisał:

      (...)"efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, który uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadanie rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i wydobyć ukryte w kamieniu kształty (...)"

      Bardzo to piękna metafora, ale...czy w związkach nie ma zastosowania prosta zasada : " z kim przestajesz takim się stajesz" ???
      Ileż to jest współuzależnionych itp.
      Ale...prawdą jest,że w zdrowym związku, można się przy partnerze rozwijać, pokonywać ograniczenia własne, nie żerując na kimś, ale jednak wyzbywac się lęków i uprzedzen.
      • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 21:43
        Urquhart napisał:
        >" (...)"efekt Michała Anioła. Nazwą nawiązał do wypowiedzi słynnego rzeźbiarza, k
        > tóry uważał, że bloki marmuru ukrywają w sobie piękno, idealne figury, a zadani
        > e rzeźbiarza polega jedynie na usunięciu kamienia, który je zasłania. Odkryć i
        > wydobyć ukryte w kamieniu kształty (...)"

        A najlepsze jest to,że ten boski Michał Anioł Buonarroti, wyznania był homoseksualnego, brzydki jak noc i jeszcze się w tym samym dniu marca co ja urodził...
        Ale, jak ktoś na żywo widział jego dzieła, to za tą teorią pójdzie jak w dym...
        • that.bitch.is.sick Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 22:40
          mojemail3 napisała:

          >
          > A najlepsze jest to,że ten boski Michał Anioł Buonarroti, wyznania był homosek
          > sualnego, brzydki jak noc i jeszcze się w tym samym dniu marca co ja urodził...
          > Ale, jak ktoś na żywo widział jego dzieła, to za tą teorią pójdzie jak w dym...

          :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Michale Aniele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako niewolnik twórczej pasji, rzeczywiście była tam teza że w bloku marmuru zaklęty jest kształt w którym oko rzeźbiarza dostrzega kształt przyszłego dzieła. Jeśli to ma się odnosić do związków to metafora jest piękna ale ja nie potrzebuję wzniosłej metafory, poszukiwania zbawcy - Chrystusa co za mnie umrze w mojej pościeli, nie potrzebuję też bycia dla nikogo zbawcą, kagankiem, demiurgiem mój boże:), moje cycki nie zdewociały jeszcze jak niektórym na szczęście.
          Michał Anioł w istocie wg Vasariego ponoć był pozbawionym artystycznych chimer i egzaltacji sprawnym rzemieślnikiem i w tym jego geniusz. Nie dorabiał wyszukanych znaczeń do swojej roboty. Stąd trafiają do mnie ludzie którzy nie mają potrzeby dorabiania ideologii do swojego seksu, bo przecież tylko o tym tu gadamy:) zazwyczaj. A ja "Lubię wrony" choć W berżeretkach, balladach, canzonach
          Bardzo rzadko jest mowa o wronach,
          A ja mam taki gust wypaczony,
          Że lubię wrony...:)))))
          • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 22:52
            tchat.bitch.is.sick napisała:
            >" :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Michale An
            > iele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako niewo
            > lnik twórczej pasji (...)"

            Czytałam, jeszcze w podstawówce, ogromnie byłam tą książką zafascynowana...
            Nie wiem, jak teraz odebrałabym tą lekturę?

            tchat.bitch.is.sick napisała:

            (...)" Michał Anioł w istocie wg Vasariego ponoć był pozbawionym artystycznych chime
            > r i egzaltacji sprawnym rzemieślnikiem i w tym jego geniusz. Nie dorabiał wyszu
            > kanych znaczeń do swojej roboty. (...)"

            Myślę,że w istocie tak było, tym bardziej,że w tamtych czasach artyści nie byli zbyt wysoko w społecznej hierarchii, ot rzemieślnicy-najemnicy...
            Daj nam Panie Boże takich rzemieślników wśród lekarzy, co się często za artystów uważają niestety...( szczególnie w naszym kraju)

            Widziałam kaplicę Sykstyńską, która mnie poraziła ogromem i kunsztem pracy i Pietę, co ją pewien wariat młotkiem zmasakrował, dlatego teraz jest za szybą kuloodporną i nie mogę się oprzeć wrażeniu boskości tych dzieł...

            • urquhart Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 08:53
              > tchat.bitch.is.sick napisała:
              > >" :))) mam nadzieję, że czytałaś "udrękę i ekstazę", Irvinga Stone'a o Mic
              > hale An
              > > iele? Uwielbiam tą książkę, choć tam Michał Anioł jest przedstawiony jako
              > niewo
              > > lnik twórczej pasji (...)"
              >
              > Czytałam, jeszcze w podstawówce, ogromnie byłam tą książką zafascynowana...
              > Nie wiem, jak teraz odebrałabym tą lekturę?


              Książki o twórczej pasji Michała Anioła... proszę mieliśmy podobne inspiracje w podobnym czasie :)
              Ale mnie jeszcze bardziej wtedy wkręciły książki Leonardzie o da Vinci. Dziś stał się modny.
              • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 10:09
                urquhart napisał:
                > Książki o twórczej pasji Michała Anioła... proszę mieliśmy podobne inspiracje w
                > podobnym czasie :)
                > Ale mnie jeszcze bardziej wtedy wkręciły książki Leonardzie o da Vinci. Dziś st
                > ał się modny.
                >

                Ten sam autor napisał biograficzną beletrystykę o Zygmuncie Freudzie ( nie wiem, czy to tak można " spolszczyć" ;-) nie pamiętam tytułu, musiałabym poszukać, to już była fascynacja wczesnolicealna, o popędach...
                • that.bitch.is.sick Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 10:27
                  Stone napisal tez o van Goghu , pasja zycia?
                  • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 11:00
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > Stone napisal tez o van Goghu , pasja zycia?

                    Okazuje się,że pan Sone "wrzucił na taśmę" sporo wielkich nazwisk:
                    www.inbook.pl/search?query=stone+irving&lkst=52340&rdir=gwa
                    Ale że dobrym rzemieślnikiem był, wyszła całkiem niezła seria biograficzna...
    • loppe Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 23:05
      Bardzo na miejscu i na czasie tekst. Zauważyłem że i ja mam taką moc wydobywania lepszej wersji.
      • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 23:08
        loppe napisał:

        > Bardzo na miejscu i na czasie tekst. Zauważyłem że i ja mam taką moc wydobywani
        > a lepszej wersji.

        Pochwal się cóżeś to wydobył z tego "bloku kamienia"...
        • loppe Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 23:12
          Wenus z Milo jak zwykle hi hi
          • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 23:15
            loppe napisał:

            > Wenus z Milo jak zwykle hi hi

            No tak...a pewnie Twoja żona wyciosała...boskiego Dawida ?
            • loppe Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 21.08.13, 23:16
              mojemail3 napisała:

              > loppe napisał:
              >
              > > Wenus z Milo jak zwykle hi hi
              >
              > No tak...a pewnie Twoja żona wyciosała...boskiego Dawida ?
              >
              >

              Coś w tym rodzaju, też jest dobra w te klocki
    • glamourous Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 00:49
      www.youtube.com/watch?v=h_L4Rixya64
      Lyrics jak w temacie :)
      • urquhart Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 09:03
        Pisałem kiedyś że będąc ostatnim klientem w Lidlu usłyszałem symptomatyczną rozmowę dwu kasjerek w temacie.
        Wiesz mój brat zdradza żonę. A to męska świnia! mówi druga, powinnaś jej powiedzieć i razem go ukarać! No ale wiesz, on się od dwu miesięcy strasznie zmienił na lepsze, zaczął się często myć, kupować dobrą wodę kolońską i ładne stylowe koszule, biegać i zrzucił parę kilo, chodzi rozpromieniony, zupełnie inny, A ta żona , co na to? Ogląda dalej seriale jest zapyziala i nic nie zauważyła. I w sumie nie wiem teraz myśleć: czy to dobrze czy to źle że zdradza.
        :)
        • prosty_facet Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 23.08.13, 00:04
          urquhart napisał:

          > Pisałem kiedyś że będąc ostatnim klientem w Lidlu usłyszałem symptomatyczną roz
          > mowę dwu kasjerek w temacie.
          > Wiesz mój brat zdradza żonę. A to męska świnia! mówi druga, powinnaś jej powied
          > zieć i razem go ukarać! No ale wiesz, on się od dwu miesięcy strasznie zmienił
          > na lepsze, zaczął się często myć, kupować dobrą wodę kolońską i ładne stylowe k
          > oszule, biegać i zrzucił parę kilo, chodzi rozpromieniony, zupełnie inny, A ta
          > żona , co na to? Ogląda dalej seriale jest zapyziala i nic nie zauważyła. I w s
          > umie nie wiem teraz myśleć: czy to dobrze czy to źle że zdradza.
          > :)

          No przecież się facet zmienił na lepsze - a przecież Wy kobiety tego oczekujecie - znaczy że dobrze ;-)
    • bgz0702 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 21:55
      Napisz jak to się ma do ciebie, nigdy nie piszesz nic o sobie. Działasz jak doręczyciel prasy;)
      • mojemail3 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 22:02
        bgz0702 napisała:

        > Napisz jak to się ma do ciebie, nigdy nie piszesz nic o sobie. Działasz jak dor
        > ęczyciel prasy;)

        Bgz, do kogo to pytanie? Bo jest pod relacją Urquharta z rozmowy podsłuchanej w Lidlu;-)
        • bgz0702 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 22:13
          mojemail3 napisała:

          > bgz0702 napisała:
          >
          > > Napisz jak to się ma do ciebie, nigdy nie piszesz nic o sobie. Działasz j
          > ak dor
          > > ęczyciel prasy;)
          >
          > Bgz, do kogo to pytanie? Bo jest pod relacją Urquharta z rozmowy podsłuchanej w
          > Lidlu;-)
          >
          Dotyczy Urgu i treści jego wątku ;)
      • hello-kitty2 Re: Związek? Partner wydobywa z nas lepszą wersję 22.08.13, 22:06
        bgz0702 napisała:

        > Napisz jak to się ma do ciebie, nigdy nie piszesz nic o sobie. Działasz jak dor
        > ęczyciel prasy;)

        hehe doreczyciel linkow :)

        Pisze pisze, za kazdym razem otwierajac usta opisuje siebie.
    • aniuki Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:33
      Wysoko poszybowaliście z tym ciosaniem marmuru.
      A mi i tak najgłębiej utkwiła w głowie historia gołębiarza. Z rosołem z gołębi. I nową żoną, przy której gołębiarz zaczął zdobywać medale na wystawach...

      Dlaczego stara żona nie chciała zaakceptować gołębiarza?
      Dlaczego nowa żona go zaakceptowała razem z jego obsrywającymi gołębnik medalistami?

      Dlaczego przy starej nie mógł tych medali zdobyć - choćby jej na złość?

      To wszystko jest dla mnie bardziej pouczające niż Sykstyna.
      Gdyż albowiem niedawno byłam bardzo blisko tej starej żony... Za blisko.
      • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:48
        aniuki napisała:

        (...)"Dlaczego stara żona nie chciała zaakceptować gołębiarza?
        Dlaczego nowa żona go zaakceptowała razem z jego obsrywającymi gołębnik medalistami?"

        A już musisz podpytac Urquharta, ale nie wiem, czy to nie tajemnica rodzinna;-)

        Może to była żona z gatunku tych, co ją wszystko wkurza?
        Jak w tym kawale, przychodzi baba do lekarza i mówi,że ją wszystko wkurza ( dosadniej...) nawet seks, bo niech się ten mąż zdecyduje, do przodu czy do tyłu;-)
        Nie mylić z " od przodu czy od tyłu"...
      • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 11:50
        W związku partnerzy nie powinni ustawiać się w opozycji do pasji partnera., a umozliwiać ich realizację. Widziałem wiele razy, jak po ślubie żony widziały pasje jako swoich konkurentów i były o nie bardzo zazdrosne, próbując zniechęcić mężów do nich. Jest to jednakże, moim zdaniem, element walki o władzę i wpływy w związku.
        • that.bitch.is.sick Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:14
          marek.zak1 napisał:

          > W związku partnerzy nie powinni ustawiać się w opozycji do pasji partnera., a u
          > mozliwiać ich realizację. Widziałem wiele razy, jak po ślubie żony widziały pa
          > sje jako swoich konkurentów i były o nie bardzo zazdrosne, próbując zniechęcić
          > mężów do nich. Jest to jednakże, moim zdaniem, element walki o władzę i wpływy
          > w związku.

          Jakze plynnie przeszlismy od opcji insprowania do odpowiedzialnosci zony za sukcesy meza lub ich brak .Zaczelas aniuki, a ty sie nie czujesz winna jesli sie okaze ze maz ma jednak kochanke? A moze powinnas. zawle by miala pewnie okreslenie na taki uklad. I chyba bym sie z nia zgodzila tym rqzem
          • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:20
            Żona nie jest odpowiedzialna za sukcesy męża, ale może pomóc albo niekoniecznie. Ostatnio Robert Lewandowski powiedział po ślubie, że spokój i stabilizacja w domu pomagaja mu skoncentrować się wyłącznie na piłce. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem.
            • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:28
              marek.zak1 napisał:

              (...)"Lewandowski powiedział po ślubie, że spokój i stabilizacja w domu pomagaja mu skoncentrować się wyłącznie na piłce. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem (...)"

              A to nie jakieś autoryzowane bujdy dla celebryckich magazynów?
              Jak chciał spokoju i stabilizacji to raczej się nie powinien na małżeństwo decydowac...


              Najmi
              • zawle Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:52
                Mam za ścianą pana z pasją. Żona ( druga) z gatunku tych, które gdy kochają to wszystko. I tak pokochała jego pasję miłością wielką. Wspiera, jeździ razem z nim, pomaga. W zamian prosi ( nie żąda) aby on czasami wsparł ją. Czasami zauważył i zrozumiał jej potrzeby. Ni chuja. Wsparcie ma działać w jedną stronę, jej potrzeby to niepotrzebne, wypowiedziane w niewłaściwym momencie fanaberie. Ona powoli zaczyna w jego pasjach widzieć rywala.
                Znam inną rodzinę. Facet zasuwa na dwa etaty, przynosi do domu zarobione pieniądze. Jeśli nawet nie spełnia wszystkich potrzeb żony, ona wie że albo, albo. Decyzje podejmują wspólnie. Też ma pasję. Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie. To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też musi zrobić coś dla siebie. Jego pasje nie są rywalem dla niej. Oczywiście można upraszczać i twierdzić że ONE są winne. Ale czasami nie o te pasje chodzi. Tylko o to co się dzieje poza nimi.
                • zawle Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 13:01
                  A teraz porozmawiajmy o badaniach jakie mogłyby zostać przeprowadzone na tą okoliczność. Urgu zapodałby nam nowego linka. Wnioski byłyby prawdziwe, jednak nie wyjaśniałyby nic. Z tego powodu dawno temu nie zostałam na uczelni.
                • jesod Wsparcie w jedną stronę 23.08.13, 15:13
                  zawle napisała:
                  > Wsparcie ma działać w jedną stronę, jej
                  > potrzeby to niepotrzebne, wypowiedziane w niewłaściwym momencie fanaberie.

                  Piotruś Pan i jego zabawki.

                  zawle napisała:
                  > Ona powoli zaczyna w jego pasjach widzieć rywala.

                  Wcześniej zaślepiły ją złudzenia i własna moc dokonania ewentualnych zmian na wypadek nieprzewidzianej, przez nią, awarii.

                • kutuzow bo ona mu POZWALA 23.08.13, 15:23
                  zawle napisała:

                  zawle jasne, że nie trudno trafić na osobniki które ciągną tylko do siebie (niezależnie od płci).

                  Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się na bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wolał mnie od swojej pasji".

                  przed chwilą linkowałem powyżej art dla Aniuki
                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html

                  Zobacz że nawet Ty napisałaś:
                  > Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie.
                  > To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też musi zro
                  > bić coś dla siebie.

                  Słowo klucz: POZWALA. Widzisz nie użyłaś innego słowa np. akceptuje, rozumie itp. użyłaś tego które sugeruje że to partner ma decyzję czy druga strona może czymś się zająć czy nie.

                  Po drugiej stronie skali jest podejście takie jak ma Marek (i ja), czyli poinformowanie partnera na zasadzie uprzedzenia o planach a nie pytanie o ZGODĘ.

                  Mam np. kolegę który prowadzi dużą firmę, zarabia na cały dom, powodzi im się nieźle. Zasuwa po 12-14 godz /dobę i czasami gdy ma ochotę ze mną pograć w jakąś strategię wieczorem (dla odprężenia), to biedak musi się pytac o zgodę własnie żony. Co ciekawe dostaje zgodę tak raz na 2-3 miesiące na jeden "wolny" wieczór (gramy tak do od 22 do 1-2 w nocy). Dla mnie to niepojąte. Rozumiem że dziecko musi się pytac matki o zgodę, ale mąż żony?
                  • that.bitch.is.sick Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 15:40
                    kutuzow napisał:

                    > zawle napisała:
                    >
                    > zawle jasne, że nie trudno trafić na osobniki które ciągną tylko do siebie (nie
                    > zależnie od płci).
                    >
                    > Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się n
                    > a bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wol
                    > ał mnie od swojej pasji".
                    >
                    > przed chwilą linkowałem powyżej art dla Aniuki
                    > www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
                    >
                    > Zobacz że nawet Ty napi

                    O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co sie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo za malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR






                    >
                    • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:08
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o
                      > kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co s
                      > ie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo z
                      > a malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly
                      > po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR

                      Aniuki to jest jedna z niewielu osob, ktora pisze szczerze i otwarcie o swoim zyciu na forum. Czy to nie Ty Bitch stwierdzilas ostatnio, ze przez obecnosc paru osob na forum nie jestes w stanie sie zwierzyc czy otworzyc? A teraz sama osobiscie pracujesz solidnie nad tym, zeby nawet Aniuki sie zamknela.
                      • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:51
                        ha!
                        i tutaj trochę chyba rozczaruję z tą otwartością

                        Bo właśnie trzeci raz od wczoraj próbuję sklecić posta, który dobrze opisze mój trójkąt z czterema bokami ja-mąż-pasja-wspólniczka
                        i trzeci raz go kasuję - bo zbyt się odsłaniam, albo to robi się tak skomplikowane że bez wodki nie razbieriosz.
                        Efekt jest taki, że wskutek moich niedomówień Wasza dyskusja skręca w stronę "żona kontra pasja męża". Też ciekawe, ale u mnie nie do końca trafione.


                        OK, spróbuję na tych gołębiach. Bardzo dobrze. Albo rybki, whatever.

                        A więc hodowaliśmy gołebie 15 lat, karmienie ich i sprzątanie po nich to było coś w czym oboje byliśmy happy. Zakochani w sobie i gołębiach. Wystawialiśmy je wspólnie na wystawach, było git. Dla niego to był zawód, a ja mu pomagałam.
                        Mijały lata a się nam rozjechały wizje nt. użytkowania oraz diety gołębia. Oraz terminów regulowania faktur za karmę.
                        Zatem każde hodowało od tej pory swoje stado, na własnych zasadach, ale wciąż w jednym gołębniku, wciąż wystawy. Choć sporo konfliktów i szarpaniny...
                        I wtedy w moje stado pierdolnął piorun i moje gołębie szlak trafił.
                        Próbowałam zająć się gołębiami męża, ale nic z tego nie wyszło.

                        Pewnego dnia powiedziałam "zostawiam to, nic mnie już tu nie trzyma, zresztą zmęczyłam się".
                        I poszłam w swój zawód + dzieci. Odcięłam się zupełnie. Oczywiście nie mogłam chodzić na starówkę bo jak widziałam gołębia to ryczałam - ale odcięłam się psychicznie i czekam aż zachce mi się wrócić na innych warunkach. I tak nie mam teraz kasy na nowe stado.

                        Mężowi samemu trudno z tym gołębnikiem. Więc znalazła się menedżerka, dołączyła swoje stado. Mają wspólne wizje nt. chowu i żywienia, ona mu mniej marudzi niż ja kiedyś. Jest więcej sukcesów z wystaw.

                        Nie odciągam go od pasji, tylko sama się od niej odpiłowałam po latach.
                        Nasz związek był zbudowany na pasji.
                        Gdy jedna strona się od tego odcięła, fundamentem nieco zachwiało.

                        Fascynacja też w tym jest - ta nowa jest/była mężem zafascynowana. Dobrze że nie w drugą stronę (dobrze dla mnie).
                        Odpowiedzialność za sukcesy w zawodzie - niby nie biorę jej na siebie, bo i tak mam na grzbiecie sporo. Ale - jakiś to wszystko wpływ na męża i jego działanie ma.
                        On wciąż czeka aż ja wrócę, drzwi gołębnika otwarte.
                        Dojrzewam do tego i nie wykluczam - ale nie mam pojęcia na jakich zasadach.


                        No i co, teraz to już zupełnie namotałam. W dodatku w wątku pobocznym do mojego.
                        • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:45
                          aniuki napisała:

                          > On wciąż czeka aż ja wrócę, drzwi gołębnika otwarte.
                          > Dojrzewam do tego i nie wykluczam - ale nie mam pojęcia na jakich zasadach.

                          Ale o co chodzi jak sie bedziecie dzielic kasa, kto ma rzadzic czy ze ta babka ma wypad zrobic? :-) Negocjujcie.
                          • rafill Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:59
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Ale o co chodzi jak sie bedziecie dzielic kasa, kto ma rzadzic czy ze ta babka
                            > ma wypad zrobic? :-) Negocjujcie.

                            Najsmutniejsze, że jeśli terytorium zostanie obronione, to najprawdopodobniej prędzej niż później czapla znów strzeli dąsy :) Dlatego z punktu widzenia faceta moim zdaniem nie warto w to wchodzić, tzn. nie warto składać broni. Pożądanie będzie tak długo, jak długo będzie ją trzymał w szachu.
                            To nie jest tak, że baby są wredne i niewdzięczne. Z facetem byłoby podobnie - tak nas zaprogramowała natura. Proste mechanizmy pogoni i ucieczki.
                          • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:08
                            Tak, to co napisałaś, też.
                            Ale największa trudność jest chyba w tym:
                            dla mnie ta pasja to pasja
                            dla niego ta pasja to zawód

                            Rozpatrywałam nawet powrót do tego od nowa, w zupełnie innym ośrodku/środowisku, byle nie łączyć pasji z mężem i nie wchodzić w stare konflikty....
                            Ale to było zimą, gdy jeszcze byłam na niego wściekła i podsycaliśmy oboje wzajemną złość.
                            Teraz topór zakopany, jestem nastawiona pokojowo i negocjacyjnie.

                            I moja decyzja by wrócić do tej pasji np. w innym ośrodku 30 km od domu, podczas gdy on ma zaplecze itp - czy to by nie był właśnie cios dla niego? Byłby.
                            To byłaby widoma oznaka, że już z własnym mężem nawet wśród tych "gołębi" nie mogę wytrzymać. Ślepa uliczka.
                            Druga uliczka to olać gołębie, i zająć się wspinaczką/malarstwem, czymś nowym. Tylko że serce wzywa do starych emocji...

                            Muszę to na spokojnie przemyśleć a potem podjąć ten temat z mężem.
                            O tym w ogóle jeszcze nie rozmawialiśmy.

                            (Wyobraziłam sobie obrazek jak z reklamówek jehowów:
                            Ja, ona i mąż, wspólnie zaangażowani w te "gołębie", w zgodzie i miłości jedziemy na wystawę i wszyscy troje odbieramy medal a nad naszą grupą rozpościera się siedmiobarwna tęcza.
                            Może się jeszcze kiedyś w wątku swing odezwę? ;) :)

                            <<po raz pierwszy od kiedy to się wszystko dzieje, udało mi się to ubrać w słowa, dziękuję że mogę tu sobie popisać>>
                            • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:23
                              Jak robicie to samo, czy aktorstwo, czy gołębie, zawsze będzie konkurencja i konflikty. Skoro dla niego gołębie to zawód, a dla Ciebie pasja, to raczej Ty powinnaś była ustąpić, co uczyniłaś i zająć się np. strusiami. Nosi Cię do starej pasji i to zwiastuje konflikty.
                              • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 08:06
                                Nosi mnie.
                                Także dlatego, że na tym przez 15 lat budowaliśmy związek.

                                Rozmawiałam wczoraj z człowiekiem z tej branży, który ma taką samą sytuację w małżeństwie. Sam ma etat w klubie, a dla żony jest to zajęcie po godzinach. Identycznie jak my poznali się przed laty nawet w tym samym miejscu i jak u nas ich związek oparty jest na tej wspólnej bazie.
                                Powiedział mi: słuchaj, jak będziesz miała na papierze staż 21 lat, to będziesz już wiedzieć :)
                                No więc mam dopiero połowę.. może dlatego tak trudno...

                                Poza tym powiedział mi, że dotąd nie rozumie mojego odejścia, że sam miał wiele kryzysów, ale odejścia od pasji sobie nie wyobraża. Na jego miejscu też bym nie rozumiała swojego postępowania..
                            • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:28
                              aniuki napisała:

                              > Tak, to co napisałaś, też.
                              > Ale największa trudność jest chyba w tym:
                              > dla mnie ta pasja to pasja
                              > dla niego ta pasja to zawód

                              Ano wlasnie. A Ty nie chcialabys, zeby ta pasja stala sie Twoim zawodem? Bo jesli nie to wg mnie Twoja pozycja negocjacyjna w tym temacie jest slabsza.

                              Widywalam czesto takie obrazki gdy kobieta ''pomagala'' mezowi w prowadzeniu wlasnej firmy. To bylo bolesne dla wszystkich lacznie z pracownikami :)))

                              A inna sprawa czy chcialabys z mezem spedzac czas zarowno w pracy, jak i w domu? Czy to by oznaczalo ciagly, calodzienny kontakt? Nie jest to rozwiazanie dobre dla wszystkich.
                              • aniuki Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 08:17
                                Mam swój własny zawód, uwielbiam go, jestem w nim lepsza niż w tej pasji i mam w nim lepsze możliwości rozwoju.
                                Aczkolwiek dorabianie na ukochanej pasji też było miłe.

                                Mam wrażenie, że właśnie fakt, że mam własną niezależną drogę (zawód) i sobie nią poszłam nie oglądając się za siebie znacznie wzmacnia moją pozycję.
                                Może jestem w błędzie.

                                Pomagać już nie mogę. Wkurwia mnie jego specyficzne podejście, niestety żałuję, ale odpadam. Jakoś mi to nie przeszkadzało gdy miałam 20 lat. Teraz mam dość tłumaczenia się przed ludźmi.
                                A tyle lat robiliśmy to tylko we dwójkę.... Jak to się udawało, do cholery? Może brak dzieci, tego wszystkiego. dystans do wielu spraw.. Tak, chyba naprawdę macierzyństwo mnie zmieniło w dużym stopniu.


                                Z małżonkiem cały dzień w pracy i to przez całe małżeństwo - znam takie pary i podziwiam. Rzadko ale się zdarza. Wymaga jakiegoś niesamowitego dotarcia.


                    • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 17:56
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > O boze teraz zacznie sie kutuzow, rozbryzgi urojonej wojny plci i jego mantra o
                      > kobietach uwieszonych na partnerze. Nie o tym byla rozmowa tylko o aniuki co s
                      > ie czuje oepowiedziana za obsrany golebnik i ptasich medalistow w domysle, bo z
                      > a malo mezowi w pasji sie przysluzyla, sorry pilnujac by sie dzieci nie chowaly
                      > po romsku. Co to ma wspolnego z pozwalaniem? Moze by tak na temat plizz MR

                      Bitch -zerknij sobie łaskawie na drzewko i zobacz KOMU odpisuje. Rozmawiam sobie z zawle więc nie podniecaj się tak z łaski swojej bo potem robisz się zadziorna ;-)
                  • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 16:48
                    kutuzow napisał:
                    > Przyznasz jednak że jest coś w tym że duża grupa kobiet, gdy tylko okopią się n
                    > a bezpiecznych pozycjach zaczynają próbę sił, na zasadzie "chciałabym, żeby wol
                    > ał mnie od swojej pasji".

                    Przyznam. Przyznam też że o ekstremach fajnie się gada. I fajnie czyta. Zwłaszcza radochę mają panowie z pierwszej bajki.

                    > Zobacz że nawet Ty napisałaś:
                    > > Lubi łowić ryby. Również dalekomorskie.
                    > > To nie jest bogata rodzina. Ale ona mu na to pozwala....wie że on też mus
                    > i zro
                    > > bić coś dla siebie.
                    > Słowo klucz: POZWALA. Widzisz nie użyłaś innego słowa np. akceptuje, rozumie it
                    > p. użyłaś tego które sugeruje że to partner ma decyzję czy druga strona może cz
                    > ymś się zająć czy nie.

                    Bo akceptować można fakt że facet nie potrafi wcelować do kibla, ale przyzwolić/pozwolić można mu na unikanie sprzątania po sobie. I tu analogicznie...jak już wspomniałam, nie jest to bogata rodzina i taki wydatek jest sporym wydatkiem. Żona uważa że mu się to należy. Należy za to jakim jest człowiekiem i co dla nich robi. Pozwala mu na ugryzienie dużego kawałka tortu, bo go szanuje-bo on ją szanuje.

                    > Mam np. kolegę który prowadzi dużą firmę, zarabia na cały dom, powodzi im się n
                    > ieźle. Zasuwa po 12-14 godz /dobę i czasami gdy ma ochotę ze mną pograć w jakąś
                    > strategię wieczorem (dla odprężenia), to biedak musi się pytac o zgodę własnie
                    > żony. Co ciekawe dostaje zgodę tak raz na 2-3 miesiące na jeden "wolny" wieczó
                    > r (gramy tak do od 22 do 1-2 w nocy). Dla mnie to niepojąte. Rozumiem że dzieck
                    > o musi się pytac matki o zgodę, ale mąż żony?

                    Poszliśmy w las poszukać przemocy domowej.
                    • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 17:54
                      skoncentruje się na jednym żeby nie rozwadniać:

                      zawle napisała:
                      > Bo akceptować można fakt że facet nie potrafi wcelować do kibla, ale przyzwolić
                      > /pozwolić można mu na unikanie sprzątania po sobie. I tu analogicznie...jak już
                      > wspomniałam, nie jest to bogata rodzina i taki wydatek jest sporym wydatkiem.
                      > Żona uważa że mu się to należy. Należy za to jakim jest człowiekiem i co dla ni
                      > ch robi. Pozwala mu na ugryzienie dużego kawałka tortu, bo go szanuje-bo on ją
                      > szanuje.

                      Po pierwsze między akceptowaniem a POZWALANIEM jest duża różnica. Możesz akceptować lub nie coś co już się wydarzyło lub się dzieje. Przy pozwalaniu jest DECYZYJNOŚĆ.
                      I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje decyzyjność. Jest to zupełnie odmienne z tym co np. pisał Marek.

                      Kolejna kwestia to finanse w związku, tutaj także napisałaś że ona mu POZWALA wydać kasę. Co ciekawe gdyby to facet POZWALAŁ kobiecie wydawać kasę (czyli ew. mogłby NIE POZWALAĆ czasami jeśli by czegoś nie akceptował) to nagle byłoby że to przemoc ekonomiczna itp.
                      Sorry ale czemu ona ma mu POZWALAĆ na wydanie kasy, czemu on sam nie może decydować ta kasą -wyjaśnij mi to proszę, bo to jest tak odległe od moich klimatów że tego nie rozumiem.

                      Oczywiście kolejne pytanie które się nasuwa, od czego zależy kto ma decydować czyj pomysł na wydatki jest wazniejszy. Przykład, mamy 500 PLN "wolnych" pieniędzy na koniec miesiąca.
                      Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa karta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z nich ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?
                      • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:24
                        Mam kolegę, który jest przedsiebiorca i bardzo zamożnym człowiekiem. Jemu żona pozwala grać w tenisa, albo nie. Zależy o humoru i kierunku wiatru.
                        Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, tu wracam do tematu, kto ma decydujacy głos wtedy, gdy kompromis jest niemozliwy. Ten, kto rządzi.
                        • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:58
                          marek.zak1 napisał:

                          > Mam kolegę, który jest przedsiebiorca i bardzo zamożnym człowiekiem. Jemu żona
                          > pozwala grać w tenisa, albo nie. Zależy o humoru i kierunku wiatru.
                          > Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy, tu wracam do tematu, kto ma decydujacy głos
                          > wtedy, gdy kompromis jest niemozliwy. Ten, kto rządzi.


                          Twój kolega doświadcza przemocy. Polecam terapię. No chyba że jest szczęśliwy..nie warto takich ludzi budzić.
                          • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:08
                            Tez tak to widzę. Na przyjeciu on ja objął, a ta stwierdziła: ,,Nie dotykaj mnie. Brzydzę się tobą" Kolega grzecznie wziął ręke z jej ramienia i odszedł. Masochizm ?
                            • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 19:38
                              A może minutę wcześniej przeleciał jej koleżankę w kibelku?:)
                      • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 18:56
                        kutuzow napisał:> Po pierwsze między akceptowaniem a POZWALANIEM jest duża różnica. Możesz akcept
                        > ować lub nie coś co już się wydarzyło lub się dzieje. Przy pozwalaniu jest DECY
                        > ZYJNOŚĆ.
                        > I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje de
                        > cyzyjność.

                        Masz rację. W mojej ocenie akceptacja to więcej niż przyzwolenie. Ale rzeczywiście przy pozwalaniu jest decyzyjność. A w zdrowym związku w pewnych sprawach każda strona może podejmować swoje decyzje, ale są tematy w których te decyzje powinny być wspólne. Oczywiście granice między jednym a drugim są sprawą indywidualną. Jeśli kobieta/mężczyzna nie pozwala partnerowi na uprawianie swojej pasji, chociaż to z niczym nie koliduje ( kasa, obowiązki) to jest to to o czym mówisz...walka o władzę/chęć poniżenia- jednym słowem przemoc. Ale ludzie z pasjami potrafią się w nich tak zatracić, że zapominają że założyli rodzinę i podjęli się pewnych zobowiązań/obowiązków.
                        Wydaje mi się że to co Ty nazywasz nieuprawnioną potrzebą decyzyjności jest tak naprawdę uprawnioną potrzebą dzielenia się trudami dnia codziennego.

                        > Kolejna kwestia to finanse w związku, tutaj także napisałaś że ona mu POZWALA w
                        > ydać kasę. Co ciekawe gdyby to facet POZWALAŁ kobiecie wydawać kasę (czyli ew.
                        > mogłby NIE POZWALAĆ czasami jeśli by czegoś nie akceptował) to nagle byłoby że
                        > to przemoc ekonomiczna itp.
                        > Sorry ale czemu ona ma mu POZWALAĆ na wydanie kasy, czemu on sam nie może decyd
                        > ować ta kasą -wyjaśnij mi to proszę, bo to jest tak odległe od moich klimatów ż
                        > e tego nie rozumiem.

                        Nie jest tak do końca. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie przemocą ekonomiczną sytuacji w której facet nie da babie 400 zł na nowe buty. Nie będę Ci tu linkować jakie kryteria spełnia przemoc bo uważam Cię na mądrego faceta. W wydawaniu kasy na przyjemności musi być umiar lub współdecydowanie, bo jest to temat dotyczący nie podstawowych POTRZEB ( dajmy sobie spokój z piramidą Masłowa).

                        > Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone
                        > szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa k
                        > arta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z ni
                        > ch ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?

                        :)))
                        Myślę że wiem o czym mówisz. I myślę że Ty też wiesz o czym ja mówię. W pewnym momencie nie chodzi o pasje, tylko o coś zupełnie innego....o przemoc, o skrajny egoizm, o brak rozmowy i brak słuchania. Są kobiety którym będzie leciała krew z nosa ale dla posiadania/uszczęśliwienia innej osoby zrezygnują z siebie. Albo może nawet nie mają z czego rezygnować, bo same istnieją tylko jako tło? Ale protestuję żeby te kobiety nazwać dobrymi. To one chowają maminsynków i potworów. Umiar i dbanie o siebie na równi z bliskimi.
                        Co do butów...no cóż:)))))
                      • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:13
                        kutuzow napisał:

                        I o to mi własnie chodzi, że częśc kobiet sobie niejako domyślnie przypisuje de
                        > cyzyjność.

                        Ale chwileczke to czeste, ze ludzie przypisuja sobie wladze, moj syn lat 6 rowniez. Ale czy ja ide do syna i PYTAM sie go o pozwolenie na wyjscie do Ciebie na pol nocki, zeby pograc? No daj spokoj. Przeciez zeby nastapilo pozwolenie to musialo byc zapytanie czy prosba. Po co Twoj kolega czy kolega Marka pyta/prosi/szuka pozwolenia malzonki? Oni ta wladze oddali.

                        > Oczywiście kolejne pytanie które się nasuwa, od czego zależy kto ma decydować c
                        > zyj pomysł na wydatki jest wazniejszy. Przykład, mamy 500 PLN "wolnych" pienięd
                        > zy na koniec miesiąca.
                        > Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone
                        > szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa k
                        > arta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z ni
                        > ch ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?

                        To jest proste. Ekonomiczni Holendrzy juz to roztrzaskali :) W zwiazku kazdy ma swoje konto, na ktore wplywaja pensje partnerow. Oprocz osobnych kont partnerzy maja wspolne konto, na ktore przelewaja miesiecznie kase na wspolne zycie wg % ustalonego z gory, na jedzenie, czynsz, wspolne wakacje, ogolnie wspolne zycie. Jesli z tej kasy zostaje cos na koniec miesiaca przechodzi na nastepny. Zatem w nastepnym partnerzy moga przelac mniej kasy z wlasnych kont (oszczedzili). Buty babka kupuje sobie z tego co zostalo jej na jej koncie, a facet karte ze swojej kasy. Nie ma zatem takich dylematow, bo wsolna kasa jest TYLKO do wspolnych celow.

                        ps 1 Jesli facet ma gest moze jej kupic te buty z tego co jemu na koncie zostalo :)
                        ps 2 I jak latwo sie rozstac, bo nie ma sie o co zrec :)
                        ps 3 Kwestie wspolnego konta sa najczesciej uregulowane notarialne wiec dylematow nie ma na co wydajemy, bo jest to zapisane w akcie notarialnym! :)
                        • kutuzow Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:23
                          hello-kitty2 napisała:
                          > Ale chwileczke to czeste, ze ludzie przypisuja sobie wladze, moj syn lat 6 rown
                          > iez. Ale czy ja ide do syna i PYTAM sie go o pozwolenie na wyjscie do Ciebie na
                          > pol nocki, zeby pograc? No daj spokoj. Przeciez zeby nastapilo pozwolenie to m
                          > usialo byc zapytanie czy prosba. Po co Twoj kolega czy kolega Marka pyta/prosi/
                          > szuka pozwolenia malzonki? Oni ta wladze oddali.

                          Obstawiam, że część facetów wie jak się kończy takie "rumakowanie". Zona strzeli focha i nie będzie bzykanka. Ci co nie mają jaj, żeby sie postawić pewnie wolą przymknąć oko na to "pozwalanie" i miec seks, niż się "buntować" (w rozumieniu żony) i tego seksu nie mieć.
                          Nie raz już było, tu na forum stwierdzane, że gdy pojawiają się pisklaki pole manewru faceta się zacieśnia, a pozycja negocjacyjna kobiety rośnie znacznie.

                          > To jest proste. Ekonomiczni Holendrzy juz to roztrzaskali :) W zwiazku kazdy ma
                          > swoje konto, na ktore wplywaja pensje partnerow.

                          Wiesz że w Polsce ponad połowa Polek jest nieaktywnych zawodowo, a nawet spora część tych aktywnych chce mieć 2-3 lata na wychowanie pociech kiedy to robią urlop od pracy (więc utrzymanie spada na męża/partnera).

                          Całość rozumiem i mam podobne podejście. Chciałem tylko zwrócić uwagę że w Polsce to rzadkość.
                          • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:43
                            kutuzow napisał:

                            > Wiesz że w Polsce ponad połowa Polek jest nieaktywnych zawodowo, a nawet spora
                            > część tych aktywnych chce mieć 2-3 lata na wychowanie pociech kiedy to robią ur
                            > lop od pracy (więc utrzymanie spada na męża/partnera).

                            Wg mnie jesli ja nie pracuje, a partner mnie utrzymuje, to w tym okresie ja go moge ladnie prosic o te buty ale zdecyduje on. Sorry ale kto zarabia ten decyduje. Nie podoba sie to idz i zarob (mowie wtedy sobie).

                            > Całość rozumiem i mam podobne podejście. Chciałem tylko zwrócić uwagę że w Pols
                            > ce to rzadkość.

                            a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniejszych wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."

                            :-) Moze pochodzicie z innych srodowisk. Niewazne wiadomo o co chodzi.

                            Co do bata na faceta, przemocowcow to oddzielny temat, w rzeczy samej.
                            • rafill Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:56
                              hello-kitty2 napisała:

                              > a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniejszych
                              > wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."

                              Najczęstsze warianty są dwa - Każdy ma osobne konto na które spływa pensja + konto wspólne (oszczędnościowe), lub każdy z małżonków ma osobne konto + wymiennie każdy jest upoważniony do rachunku męża / żony.
                              Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji kiedy kobieta nie pracuje.
                              • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 21:07
                                Ale dla wielu mężczyzn/kobiet najbardziej kręcąca jest opcja:
                                www.youtube.com/watch?v=5zENR8oLJLQ
                              • mojemail3 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 21:21
                                rafill napisał:
                                (...)"Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji kiedy kobieta nie pracuje(...)"

                                A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspólne na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budżetowych...
                                A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.

                                Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i wkładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opłaca;-)
                                • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 21:24
                                  ,,Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i wkładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie"

                                  Dokładnie tak.
                                • jesod Jak się zaczyna wyliczanie 23.08.13, 21:51
                                  mojemail3 napisała:
                                  > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.

                                  Czyli... miłość obumiera w warunkach licytacji partnerskiej. :)))
                                • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:32
                                  mojemail3 napisała:

                                  > A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspóln
                                  > e na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budż
                                  > etowych...
                                  > A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.
                                  >
                                  > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                  > No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opł
                                  > aca;-)

                                  Ja nie pisalam o malzenstwie. Zalozeniem malzenstwa jest, ze wszystko dzielone jest po polowie (chyba, ze stosowne dokumenty stanowia inaczej), wiec moge nie wlozyc nic, a wyjac moge, bo kto mi zabroni? Zatem najwygodniejszym jest posiadanie jednego konta, jak najbardziej.

                                  Jednak zwracam uwage, ze nie kazdy chce dzielic z druga osoba wszystko co ma. Wtedy rozwiazanie przyjete przez Holendrow jest dobre i milosc im sie tez z tego powodu nie konczy najczesciej :)
                                  • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:42
                                    Bylem tamże nie raz.W Amsterdamio spodobało mi sie, jak w dzielncy...przekrzykiwali się, ze akceptują company cards i wszystko będzie jako kolacja.... Bzykanie na koszt firmy to jest jednak coś ;)
                                  • bgz0702 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:48
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Jednak zwracam uwage, ze nie kazdy chce dzielic z druga osoba wszystko co ma. W
                                    > tedy rozwiazanie przyjete przez Holendrow jest dobre i milosc im sie tez z tego
                                    > powodu nie konczy najczesciej :)

                                    No to widać inna samoświadomośc i mentalność ale też jak pisałaś kiedyś mają inne wzory partnerstwa, ja czułabym się urażona ze mąż nie chce mnie dopuścić do swoich finansów a nie mając jego zaufania to już w ogóle nie weszłabym chyba w zadne układy a już absolutnie żadne małżeńskie relacje
                                    • marek.zak1 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:50
                                      Koleżanko bgz. Pelna zgoda. Żona, jak wiesz, jest częścię mnie i dzieli wszystko.
                                      • bgz0702 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 23:11
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Koleżanko bgz. Pelna zgoda. Żona, jak wiesz, jest częścię mnie i dzieli wszystk
                                        > o.

                                        Tak, wiem kolego marku
                                    • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:56
                                      bgz0702 napisała:

                                      > No to widać inna samoświadomośc i mentalność ale też jak pisałaś kiedyś mają in
                                      > ne wzory partnerstwa, ja czułabym się urażona ze mąż nie chce mnie dopuścić do
                                      > swoich finansów a nie mając jego zaufania to już w ogóle nie weszłabym chyba w
                                      > zadne układy a już absolutnie żadne małżeńskie relacje

                                      Ja nie pisalam o malzenstwie. Ludzie, ktorzy nie chca sie wszystkim dzielic zwykle nie pobieraja sie. Malzenstwo to inny wymiar i inne zasady, wiadomo.

                                      Ja moze wprowadzam w blad, bo jednak nie mysle z automatu o malzenstwie gdy rozmawiamy o zwiazku, a moze powinnam z uwagi na nazwe forum? Sorrki.
                                • zawle Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:51
                                  mojemail3 napisała: > Nie chcę generalizować, ale jak się zaczyna wyliczanie, kto ile włożył kasy i w
                                  > kładu pracy, to się miłość kończy w małżeństwie.
                                  > No i do tego się sprowadza większość dyskusji o związku, na ile to się komu opł
                                  > aca;-)

                                  dlatego, aby tego uniknąć trzeba się umówić przed lub bardzo się po polsku kochać. Bo chyba zakładasz, że inne narodu mają inną mentalność?
                                  A co do opłacalności związku..jestem jak najbardziej ZA. Warto sobie robić co jakiś czas takie podsumowania, żeby nie okazało się że życie roztrwoniłam.
                                  • mojemail3 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 23:12
                                    zawle napisała:
                                    (...)"Bo chyba zakładasz, że inne narody mają inną mentalność? (...)"

                                    Raczej zakładam, a mylę się?

                                    Idealizuję, wiem, bo przecież mam przykłady w bliskim otoczeniu dość specyficznej małżeńskiej rachunkowości, z której zbyt wiele ponad konflikty i pretensje nie wynika.
                                • rafill Re: bo ona mu POZWALA 24.08.13, 11:36
                                  mojemail3 napisała:

                                  > A nieprawda, nas bank zjednoczył, kusząc obniżeniem oprocentowania, mamy wspóln
                                  > e na które spływają zarobki oraz oszczędnościowe na cele przeróżnych dziur budż
                                  > etowych...
                                  > A ja pracuję, choć wkład zdecydowanie mniejszy.

                                  No bo zgaduję, że mieliście konta w dwóch różnych bankach. Pewnie brałaś wspólny kredyt z mężem i dostaliście niższe oprocentowanie (jak dla stałych klientów), pod warunkiem że oboje podpiszecie zobowiązanie do przelewanie środków do banku męża (lub Twojego - bo nie wiem czy to Ty się przenosiłaś czy on).
                                  To jest pierwszy etap :) Bank najpierw musi pozyskać wpływy klienta. Zobaczysz, że prędzej czy później dostaniesz propozycję otwarcia indywidualnego rachunku. Bank musi sprzedawać, w związku z czym jego pracownicy mnożą wirtualne byty, w postaci rozdzielania kont itd. Jeśli tylko są dwa wpływy, to najlepiej jakby były dwa osobne konta.
                                  To są zawsze dwie pozycje w rankingach sprzedażowych a nie jedna :D
                                  Jeśli tylko pojawisz się na odpowiedniej liście - telemarketer zadzwoni.
                                  Chociaż może już nie telemarketer, bo jak odchodziłem z tego rynku, to banki były na etapie demontowania swoich call center, obarczając tymi obowiązkami pracowników oddziałowych. Tzn to co robił call center musieli zacząć robić pracownicy liniowi "między klientami". Ponieważ w banku rzadko kiedy w ciągu pracy oddziału jest czas, żeby sobie chociażby zjeść kanapkę, to zazwyczaj to między klientami oznaczało nadgodziny po pracy, rzecz jasna nie płatne - no bo skoro miałeś to zrobić między klientami, tzn. że nie podołałeś swoim podstawowym obowiązkom pracowniczym - a zatem z nadgodzinami nikt się nie afiszował. Normalka.
                              • hello-kitty2 Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 22:20
                                rafill napisał:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                >
                                > > a Rafill w tym samym czasie: "W Polsce też to jest jeden z najpopularniej
                                > szych
                                > > wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem."
                                >
                                > Najczęstsze warianty są dwa - Każdy ma osobne konto na które spływa pensja + ko
                                > nto wspólne (oszczędnościowe), lub każdy z małżonków ma osobne konto + wymienni
                                > e każdy jest upoważniony do rachunku męża / żony.
                                > Wariant konta wspólnego jako jedynego faktycznie występuje głównie w sytuacji k
                                > iedy kobieta nie pracuje.

                                No to zadna z opcji wymienionych nie pokrywa sie z tym co napisalam w kontekscie przykladu Kutuzowa czyli on mial racje to rzadkosc.
                            • jesod Ładnie prosić o buty 23.08.13, 21:43
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Wg mnie jesli ja nie pracuje, a partner mnie utrzymuje, to w tym okresie ja go
                              > moge ladnie prosic o te buty ale zdecyduje on. Sorry ale kto zarabia ten decydu
                              > je. Nie podoba sie to idz i zarob (mowie wtedy sobie).

                              O! Matko... O! Jezusieńku.... :/ Taki partner to sknerus i menda, która stosuje przemoc psychiczną.
                              Taki Ebenezer Scrooge na prywatny użytek to masochizm ze strony kobiety i zniewolenie.
                              • hello-kitty2 Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 22:41
                                jesod napisała:

                                > hello-kitty2 napisała:
                                > > Wg mnie jesli ja nie pracuje, a partner mnie utrzymuje, to w tym okresie
                                > ja go
                                > > moge ladnie prosic o te buty ale zdecyduje on. Sorry ale kto zarabia ten
                                > decydu
                                > > je. Nie podoba sie to idz i zarob (mowie wtedy sobie).
                                >
                                > O! Matko... O! Jezusieńku.... :/ Taki partner to sknerus i menda, która stos
                                > uje przemoc psychiczną.
                                > Taki Ebenezer Scrooge na prywatny użytek to masochizm ze strony kobiety i zniew
                                > olenie.

                                Ty na powaznie? Przeciez ja pisze o sobie, a nie o moim partnerze. Chodzi Ci, ze sie sama zniewalam uwazajac, ze jesli nie pracuje i partner mnie utrzymuje to jesli chce pieniadze na buty to prosze go i pozwalam zeby zdecydowal czy da? :)
                                • bgz0702 Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 22:55
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > Ty na powaznie? Przeciez ja pisze o sobie, a nie o moim partnerze. Chodzi Ci, z
                                  > e sie sama zniewalam uwazajac, ze jesli nie pracuje i partner mnie utrzymuje t
                                  > o jesli chce pieniadze na buty to prosze go i pozwalam zeby zdecydowal czy da?
                                  > :)

                                  ja robie tak samo, facet to nie jest sknerus ale fajnie żeby wiedział ze kiedy zarabia a ja chwilowo nie to jestem mu wdzieczna i zapytuję o pozwolenie choć i tak wiem zeby się zgodził, w moim przypadku taki facet wchodzi tylko grę
                                • jesod Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 22:59
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  > Ty na powaznie? Przeciez ja pisze o sobie, a nie o moim partnerze. Chodzi Ci, z
                                  > e sie sama zniewalam uwazajac, ze jesli nie pracuje i partner mnie utrzymuje t
                                  > o jesli chce pieniadze na buty to prosze go i pozwalam zeby zdecydowal czy da?
                                  > :)

                                  Jak najbardziej. :)
                                  Przede wszystkim rozwiązanie, o którym piszesz zupełnie nie pasuje do Twojego wizerunku. Poza tym, jeśli nie pracujesz, a partner Ciebie utrzymuje to jest to układ wymuszony lub uzgodniony w waszym związku, ale to nie powód byś czuła się jak wyrzut sumienia i musiała go za każdym razem prosić o zgodę, jeśli tylko znasz stan Waszych finansów, faktyczną możliwość nabycia tego co jest Ci potrzebne (lub podoba się) oraz zachowujesz rozsądny umiar w swoich wydatkach mając na uwadze wspomniany stan wspólnych finansów.

                                  Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej żenujące i upokarzające, a czymś innym zasygnalizować mu, że podobają Ci się jakieś tam buty, jesteś na nie chora i masz chęć je kupić. O ile w budżecie domowym, partnerskim, rodzinnym jest możliwość finansowa dokonania takiego zakupu. To są dwie różne informacje.
                                  Kobieta powinna mieć wyczucie, ale mężczyzna utrzymujący kobietę (skoro się na to świadomie godzi) raczej nie powinien pakować ją psychicznie w dyskomfort bycia utrzymanką, zależną finansowo od niego, która bez jego formalnej zgody nigdy nie może sobie nic kupić.
                                  • zawle Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:05
                                    jesod napisała: > Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej że
                                    > nujące i upokarzające, a czymś innym zasygnalizować mu, że podobają Ci się jaki
                                    > eś tam buty, jesteś na nie chora i masz chęć je kupić.

                                    Tu chyba raczej chodzi o zwrot grzecznościowy. Gdy byłam na utrzymaniu męża robiłam po prostu oczy kota ze Shreka;) Dwa razy w ciągu 11 lat. Pamiętam...raz płaszcz, raz kozaki. Nie jestem wymagająca, nie? Aż sama sobie się dziwię skąd mam tyle szmat;)
                                  • bgz0702 Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:05
                                    jesod napisała:

                                    > Jak najbardziej. :)
                                    > Przede wszystkim rozwiązanie, o którym piszesz zupełnie nie pasuje do Twojego w
                                    > izerunku. Poza tym, jeśli nie pracujesz, a partner Ciebie utrzymuje to jest to
                                    > układ wymuszony lub uzgodniony w waszym związku, ale to nie powód byś czuła się
                                    > jak wyrzut sumienia i musiała go za każdym razem prosić o zgodę, jeśli tylko z
                                    > nasz stan Waszych finansów, faktyczną możliwość nabycia tego co jest Ci potrzeb
                                    > ne (lub podoba się) oraz zachowujesz rozsądny umiar w swoich wydatkach mając na
                                    > uwadze wspomniany stan wspólnych finansów.

                                    Jak to nie pasuje do jej wizerunku, a dlaczego?

                                    > Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej że
                                    > nujące i upokarzające, a czymś innym zasygnalizować mu, że podobają Ci się jaki
                                    > eś tam buty, jesteś na nie chora i masz chęć je kupić. O ile w budżecie domowym
                                    > , partnerskim, rodzinnym jest możliwość finansowa dokonania takiego zakupu. To
                                    > są dwie różne informacje.
                                    > Kobieta powinna mieć wyczucie, ale mężczyzna utrzymujący kobietę (skoro się na
                                    > to świadomie godzi) raczej nie powinien pakować ją psychicznie w dyskomfort byc
                                    > ia utrzymanką, zależną finansowo od niego, która bez jego formalnej zgody nigdy
                                    > nie może sobie nic kupić.

                                    a trwanie w zenujących zwiazkach to stan chorobowy, kto z nas lubi chorować? Kitty chyba nie, ona dba o diete i gania na siłke ;))
                                    • jesod Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:10
                                      bgz0702 napisała:
                                      > a trwanie w zenujących zwiazkach to stan chorobowy, kto z nas lubi chorować? Ki
                                      > tty chyba nie, ona dba o diete i gania na siłke ;))

                                      Jak to mam rozumieć w odniesieniu do tego, co napisałam, bo nie widzę związku?



                                      • bgz0702 Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:16
                                        jesod napisała:

                                        > bgz0702 napisała:
                                        > > a trwanie w zenujących zwiazkach to stan chorobowy, kto z nas lubi chorow
                                        > ać? Ki
                                        > > tty chyba nie, ona dba o diete i gania na siłke ;))
                                        >
                                        > Jak to mam rozumieć w odniesieniu do tego, co napisałam, bo nie widzę związku?
                                        >
                                        "Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej żenujące i upokarzające"- czuć zażenowanie i upokorzenie w rozmowie z PARTNEREM?, to nie partner to jakiś dziwny gościu i rzeczywiście formalne zapytywanie, niedługo chciałby pewnie podania na piśmie i kilka zdjęć do tego
                                        • jesod Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:28
                                          bgz0702 napisała:
                                          > "Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej ż
                                          > enujące i upokarzające"- czuć zażenowanie i upokorzenie w rozmowie z PARTNEREM?

                                          A to, o czym teraz piszesz to jest tylko rozmowa, czy też pytanie jego o wyrażenie formalnej zgody na ten wydatek?
                                          • bgz0702 Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:30
                                            jesod napisała:

                                            > bgz0702 napisała:
                                            > > "Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to ra
                                            > czej ż
                                            > > enujące i upokarzające"- czuć zażenowanie i upokorzenie w rozmowie z PART
                                            > NEREM?
                                            >

                                            > A to, o czym teraz piszesz to jest tylko rozmowa, czy też pytanie jego o wyraże
                                            > nie formalnej zgody na ten wydatek?

                                            Teraz to ja już nie wiem o co ci chodzi;))) dla mnie jest już rzeczywiscie późno, ale jestem trzeźwa a ty? ;))
                                            • jesod Re: Ładnie prosić o buty 23.08.13, 23:54
                                              bgz0702 napisała:
                                              > Teraz to ja już nie wiem o co ci chodzi;)))

                                              Nie wszystko mędrca szkiełkiem i okiem, i.... kalkulatorem. Czasem przydaje się serce, empatia i zrozumienie. :)

                                              bgz0702 napisała:
                                              >dla mnie jest już rzeczywiscie późno, ale jestem trzeźwa a ty? ;))

                                              W ogóle nie piję. Jestem sową, więc lubię tę porę dnia. :)
                                  • hello-kitty2 Re: Ładnie prosić o buty 24.08.13, 00:19
                                    jesod napisała:

                                    > Przede wszystkim rozwiązanie, o którym piszesz zupełnie nie pasuje do Twojego w
                                    > izerunku.

                                    Tez tego nie rozumiem ale zostawmy to, juz sobie wyobrazam co ja mam za wizerunek :)

                                    Poza tym, jeśli nie pracujesz, a partner Ciebie utrzymuje to jest to
                                    > układ wymuszony lub uzgodniony w waszym związku, ale to nie powód byś czuła się
                                    > jak wyrzut sumienia i musiała go za każdym razem prosić o zgodę, jeśli tylko z
                                    > nasz stan Waszych finansów, faktyczną możliwość nabycia tego co jest Ci potrzeb
                                    > ne (lub podoba się) oraz zachowujesz rozsądny umiar w swoich wydatkach mając na
                                    > uwadze wspomniany stan wspólnych finansów.
                                    > Czymś innym jest pytać za każdym razem o formalną zgodę partnera - to raczej że
                                    > nujące i upokarzające, a czymś innym zasygnalizować mu, że podobają Ci się jaki
                                    > eś tam buty, jesteś na nie chora i masz chęć je kupić. O ile w budżecie domowym
                                    > , partnerskim, rodzinnym jest możliwość finansowa dokonania takiego zakupu. To
                                    > są dwie różne informacje.
                                    > Kobieta powinna mieć wyczucie, ale mężczyzna utrzymujący kobietę (skoro się na
                                    > to świadomie godzi) raczej nie powinien pakować ją psychicznie w dyskomfort byc
                                    > ia utrzymanką, zależną finansowo od niego, która bez jego formalnej zgody nigdy
                                    > nie może sobie nic kupić.

                                    CZekaj po kolei.

                                    1. Przede wszystkim obie podajemy w pierwszym zdaniu naszych wypowiedzi informacje 'JESLI', co wskazuje na sytuacje hipotetyczna, warunek. Bo na ten moment to ja pracuje wiec taka dokladnie sytuacja nie ma miejsca ale miala w przeszlosci wiec na tym bazuje.

                                    2. NIe jestesmy malzenstwem.

                                    3. Czy to sytuacja czy uzgodniona? Wymuszona. Moj partner wolalby zebym pracowala. Ja 'wymuszam'/ sytuacja wymusza na nim, ze czasowo nie pracuje (trace prace, zmieniam prace, rezygnuje z pracy, nie mam czasu pracowac, bo zdaje jakies egzaminy, nie moge znalezc pracy, musze byc z dzieckiem w domu, ect).

                                    4. Czy nasz stan finansow pozwala na zakup butow? Moj na pewno nie, wiadomo pkt 3. Jego? Ha! A potrafisz ocenic stan finansow drugiej osoby? Ja az tak bardzo sie nie interesuje ile i gdzie moj partner ma kasy. Mam dostep ale nie sprawdzam. Po co?

                                    5. Umiar w wydatkach? Hmm najpierw patrze do szafy: ile tam jest butow? ile nienoszonych? Kupa.

                                    6. W budzecie domowym pieniadze sa ale umowa nie obejmuje dokonywania zakupow ciuchow z budzetu domowego.

                                    REasumujac: w rzeczywistosci ja w takiej sytuacji nawet nie wyskocze z propozycja-prosba zakupu butow, paste do zebow, chleb, mieso, wejscie na basen dla mnie i dla dziecka kupie bez pytania ale buty dla mnie kupie wylacznie jak na nie zarobie. Zwyczajnie nie czulabym sie dobrze. Wole nie chodzic po sklepach i sie nie wystawiac na pokuszenie. Kiedys zarobie to sobie kupie. Buty nie zajac. Ale jakby jednak mnie cos sieknelo na te buty to bym poprosila ale nigdy mi sie nie zdarzylo.
                                    • kutuzow Re: Ładnie prosić o buty 24.08.13, 13:19
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      Kitty -bardzo dobrze rozumiem Twoje podejście. Jest ono bliskie mojemu.

                                      > 2. NIe jestesmy malzenstwem.

                                      Zastanawiam się tylko co by się zmieniło w tym podejściu gdybyś rozpatrywała wariant "jesteśmy małżeństwem". Czy sam fakt małżeństwa i wspólnoty majątkowej jest tak mocny że pozwala na nie przejmowanie się tym co pisałaś jak: umiar w wydatkach, czy zastanawianie się czy finanse pozwalają na taki zakup (butów)?

                                      Dla mnie to jedna i ta sama bajka. Jeśli jest kasa to nie ma problemu z kupnem przez partnerkę i 3 par butów ze wspólnego budżetu.
                                      Jeśli zaś jest kryzys i zaciskamy pasa żeby było na rachunki, to wtedy i kupno jednej extra pary (która nie jest niezbędna) dla mnie to zbędny wydatek.
                                      • jesod Re: Ładnie prosić o buty 24.08.13, 13:31
                                        kutuzow napisał:
                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        (...)
                                        > umiar w wydatkach, czy zastanawianie się czy finanse pozwalają na taki zakup (butów)?

                                        Czy w swojej wybiórczości i selekcji interpretacji celowo nie zauważyłeś, że ja też o tym pisałam?

                                        • kutuzow Re: Ładnie prosić o buty 24.08.13, 13:37
                                          jesod napisała:

                                          >Czy w swojej wybiórczości i selekcji interpretacji celowo nie zauważyłeś, że ja
                                          > też o tym pisałam?

                                          Chyba mam problem ze zrozumieniem Ciebie, bo po takim tekście jak tutaj (gdzie potwierdziłaś jeszcze później, ze jest to na serio), nie za bardzo wiem gdzie niby jest to Twoje podobne podejście:

                                          "
                                          Kitty:
                                          > Wg mnie jesli ja nie pracuje, a partner mnie utrzymuje, to w tym okresie ja go
                                          > moge ladnie prosic o te buty ale zdecyduje on. Sorry ale kto zarabia ten decydu
                                          > je. Nie podoba sie to idz i zarob (mowie wtedy sobie).

                                          Jesod:
                                          O! Matko... O! Jezusieńku.... :/ Taki partner to sknerus i menda, która stosuje przemoc psychiczną.
                                          Taki Ebenezer Scrooge na prywatny użytek to masochizm ze strony kobiety i zniewolenie."
                        • rafill Re: bo ona mu POZWALA 23.08.13, 20:23
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Po co Twoj kolega czy kolega Marka pyta/prosi/
                          > szuka pozwolenia malzonki? Oni ta wladze oddali.

                          Niekoniecznie. W związkach tego typu najczęściej przemocowiec ma jakiegoś bata na to drugie. Jakiegoś trupa z szafy, którego wyciąga, żeby w razie czego nim postraszyć. Proces zostawania ofiarą wymaga najpierw pracowitego omotania.
                          Na jakiejś tv leci teraz wieczorami serial o kobietach -morderczyniach. Ciekawym wspólnym mianownikiem jest to, że większość na początku jest słodka jak aniołek, a przy okazji - co charakterystyczne - zazwyczaj są określane jako niezrównane i namiętne kochanki. Wybierają sobie mężczyzn, których same uważają za nieporadnych i słabych, a następnie oplątują wokół nich sieć różnych zależności, z których trudno im się potem wyplątać.
                          Kitty, to się łatwo mówi, ale każdy ma jakieś słabe strony, a typ przemocowy szuka w drugiej osobie takich słabych punktów wręcz desperacko.

                          > To jest proste. Ekonomiczni Holendrzy juz to roztrzaskali :) W zwiazku kazdy ma
                          > swoje konto, na ktore wplywaja pensje partnerow. Oprocz osobnych kont partnerz
                          > y maja wspolne konto, na ktore przelewaja miesiecznie kase na wspolne zycie wg
                          > % ustalonego z gory, na jedzenie, czynsz, wspolne wakacje, ogolnie wspolne zyci
                          > e. Jesli z tej kasy zostaje cos na koniec miesiaca przechodzi na nastepny.

                          Nie tylko w Holandii. W Polsce też to jest jeden z najpopularniejszych wariantów zarządzania małżeńskim majątkiem.
                      • jesod Rozwiązanie konkursu 23.08.13, 22:40
                        kutuzow napisał:
                        > Oczywiście kolejne pytanie które się nasuwa, od czego zależy kto ma decydować c
                        > zyj pomysł na wydatki jest wazniejszy. Przykład, mamy 500 PLN "wolnych" pienięd
                        > zy na koniec miesiąca.
                        > Żona wpadła na pomysł że skoro jest kasa do wydania to on kupi sobie wymarzone
                        > szpilki za 400 PLN. Mąż w tym samym czasie pomyślał że przydałaby mu się nowa k
                        > arta graficzna bo nowe gierki lepiej będą działały za 460 PLN. Pytanie kto z ni
                        > ch ma decydować co jest ważniejsze? Kto komu ma pozwolić na wydatek?

                        Jak to, kto komu ma pozwolić na wydatek??? Oni muszą się najpierw, każde z osobna, nauczyć decydować o swoich (wspólnych) sprawach, uwzględniając ich indywidualne potrzeby.

                        Rozwiązanie Twojego konkursu jest proste:
                        1. Odkładają całą "wolną" kasę do następnej nadwyżki, która pozwoli obojgu równocześnie zrealizować wymarzone zakupy.
                        2. Dzielą się nadwyżką po połowie i każde z nich odkłada na to, co chce sobie kupić.
                        3. Umawiają się kto dokona zakupu pierwszy, a kto zrealizuje swój jako następny - przy następnej nadwyżce kasy.
                        Nikomu nic nie ucieka, nikt nie jest pokrzywdzony, a realizacja wymarzonych zakupów rozkłada się jedynie w czasie. Każdy będzie miał to, co mu się zamarzyło. I na pewno nikogo nie będzie bolało takie rozwiązanie, jeśli jest tylko uczuciowe porozumienie.
                        • kutuzow Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 23.08.13, 23:14
                          jesod napisała:

                          > Rozwiązanie Twojego konkursu jest proste:
                          > 1. Odkładają całą "wolną" kasę do następnej nadwyżki, która pozwoli obojgu równ
                          > ocześnie zrealizować wymarzone zakupy.

                          Czyli NIKT nic nie kupuje -jak dla mnie słabe rozwiązanie (w końcu nie wiadomo kiedy będzie kolejna nadwyżka). To troche tak jakby w przysłowiowym sporze jedziemy nad morze czy w góry wybrali...zostajemy w domu. Tak też można...tylko czy któreś z nich będzie bardziej szcześliwe?


                          > 2. Dzielą się nadwyżką po połowie i każde z nich odkłada na to, co chce sobie k
                          > upić.

                          Zasadniczo wariacja pkt. 2
                          Nadal nikt nic nie ma -czyli znów, ani morze,ani góry...tylko siedzimy w domu i czekamy co przyniesie przyszłość.

                          > 3. Umawiają się kto dokona zakupu pierwszy, a kto zrealizuje swój jako następny
                          > - przy następnej nadwyżce kasy.

                          I tutaj dopiero dochodzimy do sedna. To politycznie poprawne "umawiamy się" jest intrygujące. Bo kto ma kogo przekonać że jego zakup jest ważniejszy? Nie wiadomo kiedy będzie kolejna nadwyżka. Tak naprawde wracamy w tym punkcie do tego "pozwalania" o którym pisała Zawle.

                          > Nikomu nic nie ucieka, nikt nie jest pokrzywdzony, a realizacja wymarzonych zak
                          > upów rozkłada się jedynie w czasie.

                          Taaa. w 2 z 3 pkt OBOJE nie mają NIC. W trzecim tak na prawde wracamy do pytania -kto ma pierszeństwo.


                          > Każdy będzie miał to, co mu się zamarzyło.

                          Podobnie obiecywał socializm. Tylko ciągle przesuwano termin kiedy ma to się ziścić.


                          > I na pewno nikogo nie będzie bolało takie rozwiązanie, jeśli jest tylko uczuci
                          > owe porozumienie.

                          Kto ocenia czy jest UCZCIWE?
                          • jesod Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 23.08.13, 23:49
                            kutuzow napisał:
                            (...)

                            Jeśli nie zrozumiałeś o czym pisałam to rzeczywiści z efektami tego wpisu jest gorzej. Nawet powiem, że w ogóle nie warto go było pisać. Po co rzucać grochem o ścianę???

                            Może Ci się nie podobać moja piękna teoria, bo jak się chce znaleźć dziurę w całym - to się znajdzie. Można jęczeć i marudzić, wprowadzić pseudoargumentację, a nawet odwoływać się do socjalizmu.
                            Była mowa o butach i grach, a teraz jest już wyjazd nad morze albo w góry... Zdecyduj się, co Cię uwiera, bo mam wrażenie, że wszystko, a to już raczej niebezpieczny sygnał. Z której strony by nie podchodzić, to zawsze jest źle - znajdzie się argument i forma by zdyskredytować.

                            Muszę Ci powiedzieć, że ludzie potrafią się kochać, a nie tylko kochać pieniądze i dogadują się w sprawach dla nich ważnych, nawet jak im nieraz tej kasy brakuje. Potrafią się dogadać, bo im na sobie zależy. Nie jesteś w stanie tego pojąć?
                            Dla kochanych i wartościowych facetów kobiety potrafią w jednych butach chodzić i chleb ze smalcem żreć, a nie jęczeć, że jest im źle.

                            kutuzow napisał:
                            > Bo kto ma kogo przekonać, że jego zakup jest ważniejszy?

                            A tu naprawdę chodzi o ustalenie ważności zakupu?
                            W jakim celu?
                            Dla dupka jego zakup zawsze będzie ważniejszy. Dupek może być rodzaju żeńskiego lub męskiego. Mogą być nim obydwoje i stanowić parę.

                            • rafill Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 06:41
                              jesod napisała:

                              > Muszę Ci powiedzieć, że ludzie potrafią się kochać, a nie tylko kochać pieniądz
                              > e i dogadują się w sprawach dla nich ważnych, nawet jak im nieraz tej kasy brak
                              > uje. Potrafią się dogadać, bo im na sobie zależy. Nie jesteś w stanie tego poją
                              > ć?
                              > Dla kochanych i wartościowych facetów kobiety potrafią w jednych butach chodzić
                              > i chleb ze smalcem żreć, a nie jęczeć, że jest im źle.

                              Tak można kochać tylko dwa razy - pierwszy i ostatni. Chyba że ktoś ma popieprzone w głowie i będzie tak "kochać" za każdym razem, ale to mu szczęścia w życiu nie przysporzy.

                              Ja myślę, że nie rozumiesz się z Kutuzowem, bo on w taką miłość jaką przedstawiasz zwyczajnie nie wierzy.
                              Ja go doskonale rozumiem. Byłem wychowywany latami w przekonaniu, że coś takiego jak przedstawiasz jest celem i wzorem. Teraz rozumiem, że to były mrzonki i rojenia. Także to, że wiara w ten idiotyczny schemat "miłości" musi prędzej czy później zaprowadzić człowieka na manowce.

                              Nie wierzę że uczucia między ludźmi są dobrą bazą do stworzenia relacji. Taka relacja musi przede wszystkim opłacać się obu stronom, inaczej oboje ponoszą potężne ryzyko.
                              W związku wielu ludzi bardzo się odsłania, traktuje drugą osobę jako kogoś bliskiego. To ryzyko otrzymania potężnego ciosu, ze strony z której najmniej można się tego spodziewać. Normalni, zwykli ludzie potrafią być obłąkańczo okrutni dla siebie nawzajem, kiedy mogą i chcą, jako te wilcy co w lesie jagnię zdybali.

                              Dlatego według mnie związki powinny być budowane na bazie wspólnoty interesów. W uczucia to ja nie wierzę, bo one się w ludziach zmieniają jak chorągiewki.

                              Podobnie jak Kutuzow nie wierzę w taką miłość, jaką przedstawiasz. Może mądry Polak po szkodzie, ale dobrze żeby przynajmniej po szkodzie był mądrzejszy. Teraz mam synów, których muszę nauczyć, żeby tak nie postępowali. Moja wiedza na temat ludzi i życia jest już wyższa niż moich rodziców, stąd - być może - mam szansę przerwać ten wielopokoleniowy chocholi taniec, i nauczyć dzieci co ma realne znaczenie w życiu.
                              A żeby nie doświadczać permanentnego cierpienia i poniżenia liczą się jedynie rzeczowe argumenty. To jak z małym rycerzem, panem Wołodyjowskim. Ojciec powiedział mu: albo się będą ciebie bać, albo się będą z ciebie śmiać. A jeszcze za Piłsudskim: Tylko miecz waży coś dziś na szali narodów.
                              Za to dziś - nie tylko na szali narodów, ale i na szali czysto ludzkiej.
                              Albo zbudujesz swój sukces butami podkutymi stalą, albo cię rozdepczą inni.
                              Tak zwanej miłości też to dotyczy. To irracjonalny bełkot. Jeśli będzie się postępować na bazie emocji, miłości i dobra, kobieta i tak w końcu odejdzie do kogoś silniejszego, albo sama stanie się silniejsza - w obu wariantach dostaniesz po dupie.
                              Bo tego dobra, miłości i wrażliwości nikt nie ceni. Wszyscy na to srają. Chcą dóbr, nie dobra.
                              • aniuki Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 07:57
                                rafill napisał:
                                > Bo tego dobra, miłości i wrażliwości nikt nie ceni. Wszyscy na to srają. Chcą d
                                > óbr, nie dobra.

                                Zdajesz sobie sprawę, że zawsze tak było?
                                Zdajesz sobie sprawę, jak by ten świat wyglądał, gdyby wszyscy dawno machnęli ręką na dobro i jakąkolwiek skalę wartości na nim opartę, i faktycznie skupili się tylko na dobrach?
                                Dobre dobra to wg. mnie najbezpieczniejszy kierunek. A nie "dobra" bezprzymiotnikowe.

                                To raz.
                                A dwa, moim zdaniem przekaz idący do dzieci, to nasze czyny. Słowa też, ale jeśli słowa są w konflikcie z postępowaniem, które dziecko widzi i którego jest częścią, to te słowa się nie przebiją z przekazem, albo przebiją się w bardzo niewielkim stopniu.

                                Też chciałabym dać nieco inny przekaz moim dzieciom niż sama otrzymałam od rodziców - nie całkowicie inny, a jedynie w jednej płaszczyźnie, która im się średnio udała. I na pewno, na pewno podczas tych prób sama (tzn. wspólnie z mężem, ojcem mych dzieci) spieprzę coś dla odmiany innego.
                                I wtedy one będą miały swój temat do uwolnienia się w dorosłym życiu..
                                I tak zawsze na tej ziemi.
                                • rafill Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 08:12
                                  aniuki napisała:

                                  > Zdajesz sobie sprawę, że zawsze tak było?
                                  > Zdajesz sobie sprawę, jak by ten świat wyglądał, gdyby wszyscy dawno machnęli r
                                  > ęką na dobro i jakąkolwiek skalę wartości na nim opartę, i faktycznie skupili
                                  > się tylko na dobrach?

                                  Zdaję sobie sprawę z tego, to oczywistość. Niemniej - ci którzy kierują się na dobro, zamiast na dobra, najbardziej dostają od świata po dupie. A ja nie jestem Jezusem, żeby cierpieć za miliony, a nie odpowiada mi też misja zbawienia świata. Raczej wolę misję zabawienia się niż zbawienia :)
                                  W świecie gdzie większość machnęła ręką na dobro, bycie dobrym jest mało rozgarniętą postawą. To jak za czasów wojny - powstańcy ginęli, a szmalcownicy i kolaboranci potem wypinali piersi po ordery. Rzeczywistość skrzeczy.
                              • mojemail3 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 08:00
                                rafill napisał:

                                (...)" Teraz mam synów, których muszę nauczyć, żeby tak nie postępowali. Moja wiedza na temat ludzi i życia jest już wyższa niż moich rodziców, stąd - być może - mam szansę przerwać ten wielopokoleniowy chocholi taniec, i nauczyć dzieci co ma realne znaczenie w życiu (...)"

                                Przekomarzasz się, czy masz już niepokojące zmiany w osobowości??

                                Cały problem w tym,że nie musisz synów niczego uczyć, wystarczy,że będą nasiąkać atmosferą domu, tym jakie Ty masz podejście do ich matki, jakie ona do Ciebie, jakość waszej relacji przełoży się na ich schematy w związkach w przyszłości.

                                A Ty zabierz się może za pisanie legend i baśni,dobrze Ci to wychodzi...
                                • rafill Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 08:20
                                  mojemail3 napisała:

                                  > Przekomarzasz się, czy masz już niepokojące zmiany w osobowości??

                                  Jeśli osobowość to także stawiane sobie w życiu priorytety, postawy "moralne" (nie podoba mi się to słowo), to jak podchodzimy do świata - to owszem, doświadczam potężnych zmian.
                                  Po prostu dochodzi do mnie, że bycie uczciwym, lojalnym, wiarygodnym, przyzwoitym czy co tam sobie można przyjąć za te pojęcia, jest drogą do doświadczania w życiu ogromnych nieprzyjemności. A ja już mam dosyć tych nieprzyjemności.
                                  Postawa przyzwoitego człowieka, altruisty - to w oczach większości postawa naiwnego łosia - a zatem - dopierdolić łosiowi, skoro jest słaby.
                                  Dopiero gdy bijesz, gryziesz, kopiesz i poniżasz - wtedy wszyscy się ciebie boją i zaczynają się z tobą liczyć. Niestety ludzie mimo gęby wypchanej frazesami, generalnie liczą się tylko z siłą.

                                  Jak Stalinowi powiedzieli, o stanowisku Papieża na jakiś temat, Stalin zapytał ile Papież ma dywizji.
                                  • mojemail3 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:13
                                    rafill napisał:
                                    (...)"Postawa przyzwoitego człowieka, altruisty(...)"

                                    Przyzwoity człowiek,to zdrowa mieszanka altruizmu, zdrowego egoizmu, rozsądku, dystansu etc.
                                    Na jednym z murali w moim mieście jest taki napis " przyzwoity człowiek sam lepiej żyje".
                                    Trochę poszukałam,autorem jest Leszek Kołakowski, pełne brzmienie:

                                    „Przyzwoity człowiek, sam lepiej żyje. Nie dlatego, że ma o sobie lepsze mniemanie, ale dlatego, że nie cierpi duchowo, z powodu zła, które wyrządza"


                                    A ja kiedyś w rozmowie z prostym dość człowiekiem, usłyszałam znamienne słowa:

                                    " SZKODA SENSU"

                                    Nie przypuszczałam, jak często mi na myśl za złota myśl będzie przychodzić, gryze się w język, w dyskusję nie wchodzę, bo...szkoda sensu;-)
                                  • marek.zak1 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:31
                                    Po prostu dochodzi do mnie, że bycie uczciwym, lojalnym, wiarygodnym, przyzwoitym czy co tam sobie można przyjąć za te pojęcia, jest drogą do doświadczania w życiu ogromnych nieprzyjemności. A ja już mam dosyć tych nieprzyjemności.

                                    To jest nieprawda. Nigdy nie doznałem nieprzyjemności z powodu mojej lojalności.

                                    ,,Postawa przyzwoitego człowieka, altruisty - to w oczach większości postawa naiwnego łosia - a zatem - dopierdolić łosiowi, skoro jest słaby".

                                    Dobro musi byc silne. Odsyłam do pierwszego z brzegu westernu. jak nie dopierdoli złu, to złu zrobi to jemu.
                                    • mojemail3 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:37
                                      marek.zak1 napisał:
                                      > Dobro musi byc silne. Odsyłam do pierwszego z brzegu westernu. jak nie dopierdo
                                      > li złu, to złu zrobi to jemu.

                                      Marku, znam kilku chłopców wychowanych na westernach, to rzeczywiście całkiem przyzwoici ludzie...
                                      • marek.zak1 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:44
                                        Wlaśnie to tłumaczę. Trzeba byc przyzwoitym, ale nie oznacza to, że jest sie slabym. Te cechy, wbrew temu, co pisze Rafil, nie maja ze sobą nic wspólnego.
                                    • rafill Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:43
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Dobro musi byc silne. Odsyłam do pierwszego z brzegu westernu. jak nie dopierdo
                                      > li złu, to złu zrobi to jemu.

                                      W westernie sprawa jest prosta. Dobry jest kowboj ubrany na biało.

                                      Historia jest pisana piórem zwycięzcy i póki tak będzie, dobro zawsze zwycięży :)
                                      • marek.zak1 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 09:46
                                        No i wyszło. Nie oglądałes westernów. Taki John Wayne nigdy na biało sie nie nosił, był uprzejmy i dopierdalał wszystkim bandytom.
                                        • zawle Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 10:53
                                          Przyzwoitym jest się dla siebie, nie dla korzyści od innych. Ale do tego trzeba być silnym. Raz żeby nie oczekiwać niczego ( wtedy masz w nosie co dostaniesz w zamian, bo robisz to dla siebie). Dwa żeby potrafić nie winić siebie za chujnię innych.
                                          • that.bitch.is.sick Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruje:) 24.08.13, 11:36
                                            Dla pań które wciąż się trapią czy dość zrobiły żeby pasja męża właściwie się rozwijała i biją się w piersi w kontekście bycia INSPIRACJĄ (jestem tu złośliwa ale trzęsie mnie na takie coś), przypominam że INSPIRACJĄ jest się mimowolnie, nie czyniąc starań w celu stania się powiernicą, piętaszkiem, czy matkowania(to MAMUSIA się właśnie wiąże z owym pozwalaniem). INSPIROWANIE to zupełnie inna relacja, jestem sobie jaka jestem - ale inspiruję. Za przykład niech przytoczę Zeldę Fitzgerald, jestem świeżo po biografii - znaną piękność która rozpieszczana przez rodzinę i zupełnie nie przyzwyczajona do poświęceń wyszła za mąż za znakomitego pisarza Francisa Scotta Fitzgeralda, autora Wielkiego Gatsby'ego i innych wspaniałych dzieł. Zelda nie była dobrą żoną, nastawiona na wygody i samolubna, serwowała mężowi skandale towarzyskie i huśtawkę emocjonalną. Materialistka, wkrótce okazało się że zaburzenia psychiczne Zeldy komplikują życie pary.
                                            Mimo to Zelda była dla Scotta (mimo romansów późniejszych), wyjątkowo intensywną inspiracją, żadna kobieta nie zafascynowała go tak jak żona. A może dlatego że nie była aż tak dobra?
                                            Wikipedia potwierdza że to Zelda była muzą
                                            "Zelda Fitzgerald była inspiracją wielu najbardziej znanych bohaterek płci żeńskiej w utworach Francisa Scotta Fitzgeralda (np. Nicole Diver w utworze Czuła jest noc), a także inspiracją tytułowej bohaterki popularnej serii gier komputerowych, The Legend of Zelda"

                                            Jaki wniosek z tegoż? Otóż, że mężczyzna power do działania, gdy musi pokonywać trudności, gdy kobieta nie podstawia mu pod nos rozwiązania problemów i zachcianek, wręcz przeciwnie: kobiety które wymagały poświęceń od mężczyzny, opieki i ojcowania, a także przerzucały na nich odpowiedzialność za związek - były raczej kochane i sprawiały że mężczyzna podejmował wyzwanie zamiast jęczeć.
                                            • mojemail3 Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 12:46

                                              that.bitch.is.sick napisała:
                                              (...)"Otóż, że mężczyzna power do działania, gdy musi pokonywa
                                              > ć trudności, gdy kobieta nie podstawia mu pod nos rozwiązania problemów i zachc
                                              > ianek, wręcz przeciwnie: kobiety które wymagały poświęceń od mężczyzny, opieki
                                              > i ojcowania, a także przerzucały na nich odpowiedzialność za związek - były rac
                                              > zej kochane i sprawiały że mężczyzna podejmował wyzwanie zamiast jęczeć "

                                              Bitch, dokonałaś zgrabnej wolty,w celu powrotu do tematu...
                                              Inspiracje artystyczne a w końcu i tak sprowadzamy temat do parteru, czyli do własnych prozaicznych związków...
                                              Dojrzały mężczyzna matkowania nie potrzebuje, jednak w trakcie związku dotykają nas często przeciwności losu, bez opieki wzajemnej ciężko czasem przetrwać.

                                              Co do pytania o pozwolenie...No cóż, niektórzy mężczyzni rodzą się chyba z dyplomacją, wyczuciem i kurtuazją we krwi, co z tego,że mnie pyta, przecież jeśli nie ma przeciwskazań organizacyjnych, nigdy nie mówię nie, lecz to pytanie o zgodę zawsze mnie rozśmiesza i rozczula;-)
                                              Najmi
                                            • zawle Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 12:54
                                              that.bitch.is.sick napisała: INSPIRACJĄ jest się mimowolnie,
                                              > nie czyniąc starań w celu stania się powiernicą, piętaszkiem, czy matkowania(to
                                              > MAMUSIA się właśnie wiąże z owym pozwalaniem

                                              I tu przyznam Ci rację, Jeden potrzebuje mamusi co mu gile z nosa wyciera i pyłki zdmuchuje, inny ześwirowanej baby co mu życie urozmaica. I jak tu właściwie się ustawić?;)
                                              • that.bitch.is.sick Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 13:04
                                                zawle napisała:

                                                >
                                                > I tu przyznam Ci rację, Jeden potrzebuje mamusi co mu gile z nosa wyciera i pył
                                                > ki zdmuchuje, inny ześwirowanej baby co mu życie urozmaica. I jak tu właściwie
                                                > się ustawić?;)

                                                Nie mam się za alfę i omegę, ale nie wierzę aby wycieranie nosa i usuwanie kłód spod nóg, prowadziło dokądkolwiek, Zelda nie jest też przykładem bezspornego sukcesu dla mnie w związku (miała schizofrenię) jednak sygnalizuje ważną tendencję (mężczyzna jest zdolny do poświęceń i potrzebuje wyzwań), ale chyba można z tych przykładów, przy pomocy kreatywnej kumacji:) wyssać jakąś formę złotego środka, albo znajomość tendencji pozwala poszerzyć horyzont poza prostą zależność: im więcej dobroci i starania tym lepiej.
                                                >
                                                >
                                              • kutuzow Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 13:08
                                                zawle napisała:

                                                > I tu przyznam Ci rację, Jeden potrzebuje mamusi co mu gile z nosa wyciera i pył
                                                > ki zdmuchuje, inny ześwirowanej baby co mu życie urozmaica. I jak tu właściwie
                                                > się ustawić?;)

                                                Jak sądzisz, który z tych dwóch typów pyta o "pozwolenie" np. na wyjazd na ryby swojej partnerki, a który działa sam (bo partnerka nie jest mamusią żeby ją pytać o zgodę,)?
                                                wg mnie co innego zadać pytanie na zasadzie, czy nie mamy jakiś wspólnych planów na dany termin (zazwyczaj kobiety lepiej pamiętają takie akcje jak wizyta znajomych umówiona 3 tygodnie wczesniej), a co innego pytac o zgodę.

                                                Co do Fitzgeralda, to przy okazji ostatniej premiery "Gatsby'iego" czytałem ciekawy art o tym iż gość żeniąc się był biedniejszy od rodziny swojej żony i całe życie próbował osiągnąć odpowiedni status finansowy żeby jej zaimponować. Także bliżej tutaj do tego co pisze Urqu i Sabat (że kobiety cenią facetów sukcesu) niż do prostej bajki o pisarzu i jego muzie.
                                                Zelda min. zerwała np. pierwsze zaręczyny z tego powodu iż w jej mniemaniu Scott nie był w stanie zapewnić jej życia na (obecnym) wysokim poziomie (jaki miała u bogatych rodziców). Nic dziwnego że gostek musiał sie potem ciągle napinać żeby pokazać że jest z jej "półki".
                                                • that.bitch.is.sick Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 13:21
                                                  kutuzow napisał:


                                                  > Zelda min. zerwała np. pierwsze zaręczyny z tego powodu iż w jej mniemaniu Scot
                                                  > t nie był w stanie zapewnić jej życia na (obecnym) wysokim poziomie (jaki miała
                                                  > u bogatych rodziców). Nic dziwnego że gostek musiał sie potem ciągle napinać ż
                                                  > eby pokazać że jest z jej "półki".

                                                  Ważne że facet był płodny twórczo nie przy dobrej i wspierającej żonie, tylko w obliczu wyzwań jakie przed nim stawiano - fakt że był zafascynowany Zeldą a nie możliwością wejścia do bogatej rodziny, ponieważ na swój sukces finansowy sam musiał zapracować.
                                                  Do zawle: skąd wiesz kto potrzebuje matkowania, a kto nie? A może są tylko reakcje na określoną rzeczywistość.
                                                  • kutuzow Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 13:41
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Ważne że facet był płodny twórczo nie przy dobrej i wspierającej żonie, tylko w
                                                    > obliczu wyzwań jakie przed nim stawiano - fakt że był zafascynowany Zeldą a ni
                                                    > e możliwością wejścia do bogatej rodziny, ponieważ na swój sukces finansowy sam
                                                    > musiał zapracować.

                                                    Może przewrotnie, ale zapytam, skąd wiesz że był twórczy dzięki wyzwaniom?
                                                    Może był po prostu uzdolniony (i to wykorzystywał), a te wyzwania były bardziej materialne. Zobacz że nie chciał zaimponować żonie statusem pisarza światowej klasy, tylko chodziło mu najzwyczajniej o kasę. Odpowiedni status finansowy i towarzyski.

                                                    Wg tego standardu można powiedzieć że wielu korporatów/pracoholików ma takie wyzwania stawiane przez swoje małżonki, które chcą wyższego statusu i lepszego samochodu od sąsiadki. Tylko czy tym ktoś się zachwyca?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 24.08.13, 13:57
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Może przewrotnie, ale zapytam, skąd wiesz że był twórczy dzięki wyzwaniom?
                                                    > Może był po prostu uzdolniony (i to wykorzystywał), a te wyzwania były bardziej
                                                    > materialne. Zobacz że nie chciał zaimponować żonie statusem pisarza światowej
                                                    > klasy, tylko chodziło mu najzwyczajniej o kasę. Odpowiedni status finansowy i t
                                                    > owarzyski.
                                                    >
                                                    > Wg tego standardu można powiedzieć że wielu korporatów/pracoholików ma takie wy
                                                    > zwania stawiane przez swoje małżonki, które chcą wyższego statusu i lepszego sa
                                                    > mochodu od sąsiadki. Tylko czy tym ktoś się zachwyca?

                                                    Fitzgerald w każdym swoim dziele umieszczał nawiązania do małżonki, Zelda była pierwowzorem dla wielu jego postaci. Nawet w wielkim Gatsby pojawia się motyw materialistki, kobiety z wyższych sfer. Jeśli to nie był konik i fantazja Scotta to co?
                                                    Co pełniej odzwierciedla i spełnia kryteria bycia muzą?
                                                  • zawle Re: Zelda Fitzgerald,czyli niedobra żona inspiruj 25.08.13, 00:19
                                                    that.bitch.is.sick napisała: > Do zawle: skąd wiesz kto potrzebuje matkowania, a kto nie? A może są tylko reak
                                                    > cje na określoną rzeczywistość.

                                                    Potrzebuje? Do czego?
                                        • bgz0702 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 14:05
                                          marek.zak1 napisał:

                                          Taki John Wayne nigdy na biało sie nie no
                                          > sił, był uprzejmy i dopierdalał wszystkim bandytom.

                                          do dzisiaj mam słabość do tego pana ;) miałam ojca miłośnika gatunku, wszystkie filmy oglądało się u nas z napięciem i zaangażowaniem, tata cieszył się kiedy dzieci smuciły się i płakały bo negatywny bohater krzywdził dobre postaci, a nie daj panie zabił jeszcze jakiegoś konia to już w ogóle musiał nas uspokajać bo była krzywda wielka jego dzieciom, o jak płakałyśmy...;)))
                                          • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 18:36
                                            Ja też za młodu uwielbiałem westerny - bo chyba mało gdzie jednak w końcu sprawiedliwość mimo wszystko wygrywa. Jak na przykład tutaj - to chyba ostatni naprawdę znakomity film z tej bajki - www.youtube.com/watch?v=5GkAH7IUWOE
                                      • bgz0702 Re: Piękna teoria...gorzej z efektami... 24.08.13, 13:59
                                        rafill napisał:

                                        > marek.zak1 napisał:
                                        >
                                        > > Dobro musi byc silne. Odsyłam do pierwszego z brzegu westernu. jak nie do
                                        > pierdo
                                        > > li złu, to złu zrobi to jemu.
                                        >
                                        > W westernie sprawa jest prosta. Dobry jest kowboj ubrany na biało.
                                        >
                                        > Historia jest pisana piórem zwycięzcy i póki tak będzie, dobro zawsze zwycięży
                                        > :)
                                        nie, oni tam nie bywali raczej ubrani na biało bo śmiesznie by wyglądali chłopcy i nieźle by się umorusali;) mieli raczej podział na jasne albo ciemne rękawiczki a ci dobrzy mieli dodatkowo częściej dobrze skrojone i lepiej leżące na nich ubrania co czyniło ich bardziej schludnymi w opini widza
                              • jesod Bo tego dobra 24.08.13, 11:36
                                rafill napisał:
                                > Bo tego dobra, miłości i wrażliwości nikt nie ceni. Wszyscy na to srają. Chcą d
                                > óbr, nie dobra.

                                Nie uogólniaj i wypowiadaj się za siebie.
                                Ja nie mam więcej nic do dodania w tej sprawie, ponieważ w takich klimatach i z takim nastawieniem nie ma to już zupełnie żadnego sensu.
                              • kutuzow Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 13:54
                                rafill napisał:

                                > Ja myślę, że nie rozumiesz się z Kutuzowem, bo on w taką miłość jaką przedstawi
                                > asz zwyczajnie nie wierzy.

                                Widzisz Sabat, ja wierze w Wielką Miłość, tylko nie widzę potrzeby dawać się sobą sterować pod jej płaszczykiem.

                                Niektóre kobiety mają tutaj podwójne standardy. Jak kobieta siedzi w domu (bez dzieci -załóżmy że jest na bezrobociu), a facet zarabia na dom, to oczywiście wszystko jest WSPÓLNE i nie powinna się jego o nic prosić, bo to przecież też jest JEJ (wątek Kitty o butach). Jeśli sytuacja jest odwrotna i gość siedzi w domu, to nagle jest Obibok i leń i trzeba "kopnąć drania". Nie ma że to Wspólne i tej całej bajki.

                                Ten podwójny standard dobrze obrazuje także lista rzeczy które zagrażają rozpadem związku (kiedyś tu linkowałem). O ile bezrobocie kobiety nie jest zupełnie ryzykiem, o tyle bezrobocie faceta miało bardzo wysokie miejsce.

                                Ja po prostu nie daje się karmić bajkami o tym "zgodnym i pokojowym" wspólnym decydowaniu co jest ważniejsze. To taka sama bajka jak to że małżeństwo jest dla dobra dziecka. (nie raz tu pisałem ze dziecko ma swoje interesy zabezpieczone i bez małżeństwa, a małżeństwo jest dobre dla kobiety).
                                • rafill Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 22:38
                                  kutuzow napisał:

                                  > Widzisz Sabat, ja wierze w Wielką Miłość, tylko nie widzę potrzeby dawać się so
                                  > bą sterować pod jej płaszczykiem.

                                  A jak ją rozumiesz ?
                                  Dla mnie to ciekawe. Pod tym względem zauważyłem w sobie spore zmiany. Jako młody chłopak zakochiwałem się często. Teraz od wielu lat nie zakochałem się w żadnej kobiecie, chociaż raz chyba było do tego blisko. Nie wiem jak to wyjaśnić.
                                  • hello-kitty2 Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 23:52
                                    rafill napisał:

                                    > Dla mnie to ciekawe. Pod tym względem zauważyłem w sobie spore zmiany. Jako mło
                                    > dy chłopak zakochiwałem się często. Teraz od wielu lat nie zakochałem się w żad
                                    > nej kobiecie, chociaż raz chyba było do tego blisko. Nie wiem jak to wyjaśnić.

                                    hehe dobre, przeciez jestes zonaty, to chyba trudno czesto sie zakochiwac, nie? I nie chodzi o sam papier tylko o to ze jestes w zwiazku, czynnie, na zonie Ci zalezy jak pisales.
                                • bgz0702 Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 22:38
                                  kutuzow napisał:

                                  > Ja po prostu nie daje się karmić bajkami o tym "zgodnym i pokojowym" wspólnym d
                                  > ecydowaniu co jest ważniejsze. To taka sama bajka jak to że małżeństwo jest dla
                                  > dobra dziecka. (nie raz tu pisałem ze dziecko ma swoje interesy zabezpieczone
                                  > i bez małżeństwa, a małżeństwo jest dobre dla kobiety).

                                  dla kobiety?;)) co ty piszesz? jaja jakieś? a co my ułomne jesteśmy czy co? dla większości gości małzeństwo to wygodny układ: w domu obiad czeka, pranie zrobione, chatka posprzątana a dzieci się "same" wychowują, tak więc spokojnie po pracy prosto do domku żeby wykorzystać to co dobre a co złe to przekwiczeć albo przespać. Jaja sobie robisz prawdą?
                                  • rafill Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 22:44
                                    bgz0702 napisała:

                                    > dla kobiety?;)) co ty piszesz? jaja jakieś? a co my ułomne jesteśmy czy co? dla
                                    > większości gości małzeństwo to wygodny układ: w domu obiad czeka, pranie zrobi
                                    > one, chatka posprzątana a dzieci się "same" wychowują, tak więc spokojnie po pr
                                    > acy prosto do domku żeby wykorzystać to co dobre a co złe to przekwiczeć albo p
                                    > rzespać. Jaja sobie robisz prawdą?

                                    Serio ? Mi się jakieś wybrakowane trafiło, gdzie można złożyć reklamację ? :)
                                  • kutuzow Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 20:57
                                    bgz0702 napisała:

                                    > dla kobiety?;)) co ty piszesz? jaja jakieś? a co my ułomne jesteśmy czy co? dla
                                    > większości gości małzeństwo to wygodny układ: w domu obiad czeka, pranie zrobi
                                    > one, chatka posprzątana a dzieci się "same" wychowują, tak więc spokojnie po pr
                                    > acy prosto do domku żeby wykorzystać to co dobre a co złe to przekwiczeć albo p
                                    > rzespać. Jaja sobie robisz prawdą?

                                    Stosujesz to o czym pisze Urqu. Najpierw przypisujesz facetom marzenia o rodzinie i dzieciach, a potem pokazujesz jak to kobiety "łaskawie" im pomagają w tych marzeniach. Tylko prawda jest taka że to kobietom zależy na rodzinie i dzieciach. Jak pokazuje często to forum czasami znacznie bardziej niż na partnerach. Owszem jest część "kobiecych" facetów, ale to zdecydowana mniejszość.
                                    Zobacz, że facecji w czasach studenckich radzą sobie wyśmienicie i z "gotowaniem" i z praniem. Że jest to pizza i wygląd domu nie spełnia standardów kobiecych to osobna historia.

                                    Jak sądzisz kto jest osoba którą podziwiają młodzi facecji: Hugh Hefner i jego króliczki? Czy raczej Martha Stewart i jej świat gospodarstwa domowego? Odpowiedz na to pytanie pokaże Ci czy dla faceta ważniejszy jest fajny seks czy raczej myśli o rodzinie i dzieciach.

                                    "Grupa kontrolna"
                                    Zeby nabrać odpowiedniej perspektywy, zerknij proszę na to jak żyją znani geje. Im jakoś żona nie jest potrzebna do codziennego życia i radzą sobie bardzo dobrze. Także teza że to kobiety wspaniałomyślnie "ratują" mężczyzn jest słaba. Często po prostu kobiety mocno podkręcają standard (np. czystości), żeby potem je samemu realizować (facetom to nie jest potrzebne do szczęścia).

                                    Także sorry, ale w dzisiejszych czasach taniego seksu facecji radzą sobie i bez małżeństwa*. Za to dużo gorzej sobie radzi grupa singielek 30+, które desperacko chcą dziecka i nie mają odpowiedniego partnera żeby je z nim wychować.


                                    * "Yes, sex is clearly cheap for men. Women's "erotic capital," as Catherine Hakim of the London School of Economics has dubbed it, can still be traded for attention, a job, perhaps a boyfriend, and certainly all the sex she wants, but it can't assure her love and lifelong commitment. Not in this market. It's no surprise that the percentage of 25- to 34-year-olds who are married has shrunk by an average of 1 percent each year this past decade."

                                    www.slate.com/id/2286240
                                    • mojemail3 Re: Rubens, Rembrandt... 25.08.13, 21:21
                                      kutuzow napisał:

                                      (...)"Także sorry, ale w dzisiejszych czasach taniego seksu facecji radzą sobie i bez małżeństwa*. Za to dużo gorzej sobie radzi grupa singielek 30+, które desperacko chcą dziecka i nie mają odpowiedniego partnera żeby je z nim wychować (...)"

                                      Jasne,jasne.
                                      Znam też dobrze radzących sobie, 40 latków, którym się odezwała potrzeba ojcostwa, a którzy desperacko szukają kandydatek na matki swoich dzieci...

                                      A nawaracając " na temat": Rembrandt van Rijn i jego żona Saskia, Rubens i jego druga żona Helena...w drugim przypadku, inspiracją malarza było całe stado dziatwy...
                                    • bgz0702 Re: Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 21:54
                                      kutuzow napisał:

                                      > bgz0702 napisała:
                                      >
                                      > > dla kobiety?;)) co ty piszesz? jaja jakieś? a co my ułomne jesteśmy czy c
                                      > o? dla
                                      > > większości gości małzeństwo to wygodny układ: w domu obiad czeka, pranie
                                      > zrobi
                                      > > one, chatka posprzątana a dzieci się "same" wychowują, tak więc spokojnie
                                      > po pr
                                      > > acy prosto do domku żeby wykorzystać to co dobre a co złe to przekwiczeć
                                      > albo p
                                      > > rzespać. Jaja sobie robisz prawdą?
                                      >
                                      > Stosujesz to o czym pisze Urqu. Najpierw przypisujesz facetom marzenia o rodzin
                                      > ie i dzieciach, a potem pokazujesz jak to kobiety "łaskawie" im pomagają w tych
                                      > marzeniach.

                                      a z czego wnioskujesz ze was podejrzewam o takie grupowe marzena? ;)) nie mam akcji na walkę płci, odpowiedziałam na twój tekst o kobiecej potrzebie bycia żoną, nie jestem łaskawa, nie mam ochoty tez za nikogo odwalac roboty, a faceci z którymi mnie coś łączy nie chcą nawet zeby za nich robotę odwalać. NIe rób jaj, świat nie jest tylko biało i czarny, zastosuj to o czym nie raz pisze urqu, rozejrzyj się, to nie wojna to tylko życie w stadzie
                                      • rafill Re: Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 22:05
                                        bgz0702 napisała:

                                        > NIe rób jaj,
                                        > świat nie jest tylko biało i czarny, zastosuj to o czym nie raz pisze urqu, ro
                                        > zejrzyj się, to nie wojna to tylko życie w stadzie

                                        Wojna występuje tam, gdzie pojawia się konflikt interesów.
                                        Akurat słowo "wojna" znakomicie oddaje moim zdaniem klimat tego konfliktu, który często pojawia się między płciami, a właściwie między rolami płciowymi, pewnymi grupami postaw, które ludzie przyjmują.
                                        Bo może być tak, że kobieta z męskim umysłem bierze sobie na męża rodzinnego, emocjonalnego, żeńskiego faceta, a potem na forum narzeka na brak seksu. Te związki są zwyczajnie przebiegunowane pod względem ról płciowych.

                                        Ja generalnie zgadzam się z Kutuzowem. Gość zwykle jest rzeczowy i inteligentnie pisze. A że przeciwko wam, to z lubością przyprawiacie mu gębę mizogina. Ja to rozumiem, czasem trudno przejrzeć się w lustrze, szczególnie jeśli nie przedstawia ono przyjemnego widoku.
                                        • bgz0702 Re: Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 22:15
                                          rafill napisał:

                                          > Ja generalnie zgadzam się z Kutuzowem. Gość zwykle jest rzeczowy i inteligentni
                                          > e pisze. A że przeciwko wam, to z lubością przyprawiacie mu gębę mizogina. Ja t
                                          > o rozumiem, czasem trudno przejrzeć się w lustrze, szczególnie jeśli nie przeds
                                          > tawia ono przyjemnego widoku.

                                          a nie, nie, ja tam mu nic nie przyprawiam. Dziwić się mogę co najwyżej skąd takie jednokierunkowe i negatywne postrzeganie ale przygód jego nie znam, zycia z nim nie dziele, walczyć nie będę a mogę spróbować tylko delikatnie wspomnieć, że nie ma baby nie są takie ograniczone, mają trochę więcej rozumku niżby można się po nich spodziewać ;) czasami tak dla zmylenie przeciwnika zachowujemy się trochę dziwnie ale nie dajcie się zmylić;))
                                          • bgz0702 Re: Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 22:18
                                            bgz0702 napisała:

                                            > rafill napisał:
                                            >
                                            > > Ja generalnie zgadzam się z Kutuzowem. Gość zwykle jest rzeczowy i inteli
                                            > gentni
                                            > > e pisze. A że przeciwko wam, to z lubością przyprawiacie mu gębę mizogina
                                            > . Ja t
                                            > > o rozumiem, czasem trudno przejrzeć się w lustrze, szczególnie jeśli nie
                                            > przeds
                                            > > tawia ono przyjemnego widoku.
                                            >
                                            > a nie, nie, ja tam mu nic nie przyprawiam. Dziwić się mogę co najwyżej skąd tak
                                            > ie jednokierunkowe i negatywne postrzeganie ale przygód jego nie znam, zycia z
                                            > nim nie dziele, walczyć nie będę a mogę spróbować tylko delikatnie wspomnieć, ż
                                            > e nie ma baby nie są takie ograniczone, mają trochę więcej rozumku niżby można
                                            > się po nich spodziewać ;) czasami tak dla zmylenie przeciwnika zachowujemy się
                                            > trochę dziwnie ale nie dajcie się zmylić;))

                                            "...że nie ma baby nie są takie ograniczone"- to właśnie było dla zmylenia przeciwnika ;)) mam nadzieję ze was zmyliłam ;)))
                                          • rafill Re: Hugh Hefner vs Martha Steward 25.08.13, 22:44
                                            bgz0702 napisała:

                                            > a mogę spróbować tylko delikatnie wspomnieć, ż
                                            > e nie ma baby nie są takie ograniczone, mają trochę więcej rozumku niżby można
                                            > się po nich spodziewać ;) czasami tak dla zmylenie przeciwnika zachowujemy się
                                            > trochę dziwnie ale nie dajcie się zmylić;))

                                            Ale to powszechnie wiadoma sprawa. Kobiecy aspekt umysłu ludzkiego ewoluował nieco inaczej niż męski. Typowo kobiece jest uciekanie się do podstępu, posługiwanie się kłamstwem i intrygą. Kobiety są w swoich postępowaniach częściej skryte i posługują się subtelniejszymi metodami. Ze swoimi mężami postępują w podobny sposób, stąd potrafią uzyskać w związku czasem znaczącą przewagę.
                                            Na uwagę zasługuje fakt, że mężczyźni którzy są eunuchami, zazwyczaj posiadają wiele z tych cech, które wymieniłem jako kobiece, stąd np. w starożytnych kulturach azjatyckich często byli sprawnymi dworzanami i urzędnikami. Arkana społecznej szermierki były im bliższe niż mężczyznom pozostającym pod wpływem testosteronu, którzy byli bardziej skłonni do prostolinijnych a zarazem brutalnych rozwiązań.
                                    • that.bitch.is.sick Kutuzow masz obok ściągawkę - raport izdebskiego 26.08.13, 10:28
                                      kutuzow napisał:


                                      >
                                      > Jak sądzisz kto jest osoba którą podziwiają młodzi facecji: Hugh Hefner i jego
                                      > króliczki? Czy raczej Martha Stewart i jej świat gospodarstwa domowego? Odpowie
                                      > dz na to pytanie pokaże Ci czy dla faceta ważniejszy jest fajny seks czy raczej
                                      > myśli o rodzinie i dzieciach.
                                      >
                                      > "Grupa kontrolna"
                                      > Zeby nabrać odpowiedniej perspektywy, zerknij proszę na to jak żyją znani geje.
                                      > Im jakoś żona nie jest potrzebna do codziennego życia i radzą sobie bardzo dob
                                      > rze. Także teza że to kobiety wspaniałomyślnie "ratują" mężczyzn jest słaba. Cz
                                      > ęsto po prostu kobiety mocno podkręcają standard (np. czystości), żeby potem je
                                      > samemu realizować (facetom to nie jest potrzebne do szczęścia).
                                      >
                                      > Także sorry, ale w dzisiejszych czasach taniego seksu facecji radzą sobie i bez
                                      > małżeństwa*. Za to dużo gorzej sobie radzi grupa singielek 30+, które desperac
                                      > ko chcą dziecka i nie mają odpowiedniego partnera żeby je z nim wychować.
                                      >
                                      > A
                                      A może zamiast myślenia życzeniowego, powołajmy się na badania Izdebskiego,które przytoczył rafill. może nie należysz do większości mężczyzn Kutuzow?:) Może większość mężczyzn ma normalne i typowe dla danego wieku i rozwoju emocjonalnego aspiracje typu rodzina, żona, dziecko, jednak skoro większość ma w życiu niewielką 2-3 partnerki i większość jest zadowolona ze swojego życia seksualnego (niemal 70 procent) to świadczy o tym że jednak sytuacja nie wygląda tak jak chciałbyś to widzieć.

                                      P.S. Rafill nie przytoczył całości faktów ksztatłujących sytuację. M.in. że Polacy choć monogamiczni, nie są zaściankowi, eksperymentują w łóżku, a kobiety dorównują aktywnością facetom, nie jest tak jak rafill bredzi żę "pilnują wianka"
                                      • kutuzow Ograniczenia i możliwości 26.08.13, 11:08
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > A może zamiast myślenia życzeniowego, powołajmy się na badania Izdebskiego,któr
                                        > e przytoczył rafill. może nie należysz do większości mężczyzn Kutuzow?:) Może w
                                        > iększość mężczyzn ma normalne i typowe dla danego wieku i rozwoju emocjonalnego
                                        > aspiracje typu rodzina, żona, dziecko, jednak skoro większość ma w życiu niewi
                                        > elką 2-3 partnerki i większość jest zadowolona ze swojego życia seksualnego (ni
                                        > emal 70 procent) to świadczy o tym że jednak sytuacja nie wygląda tak jak chcia
                                        > łbyś to widzieć.

                                        Bitch, pomijasz bardzo wazny aspekt (o którym pisał takżs Sabat na którego się tutaj powołujesz). Są to MOŻLIWOŚCI i ograniczenia. Co z tego że przeciętny facet chciałby przespać się z Angeliną Jolie, jeśli nie ma na to szans. To że przeciętny facet ma 2-3 partnerki to nie jest efekt tego, że po 3-ciej powiedział "eee mam w d**ie ten seks -jest mocno przereklamowany", tylko że raptem tyle kobiet było chętnych.

                                        Raz jeszcze posłużę się gejami jako grupą kontrolną.
                                        Oni z racji podobnego temperamentu swoich partnerów nie muszą bawić się w to całe "...czy trzeba z Tobą chodzić" i nagle średnia liczba partnerów seksualnych skacze pod sufit (w porównaniu z hetero).

                                        Także sorry, ale tym razem to strzeliłaś zupełnie kulą w płot ze swoimi wnioskami.
                                        • rafill Re: Ograniczenia i możliwości 26.08.13, 11:49
                                          kutuzow napisał:

                                          > Raz jeszcze posłużę się gejami jako grupą kontrolną.
                                          > Oni z racji podobnego temperamentu swoich partnerów nie muszą bawić się w to ca
                                          > łe "...czy trzeba z Tobą chodzić" i nagle średnia liczba partnerów seksualnych
                                          > skacze pod sufit (w porównaniu z hetero).
                                          >
                                          > Także sorry, ale tym razem to strzeliłaś zupełnie kulą w płot ze swoimi wnioska
                                          > mi.

                                          Gratuluję żelaznej, logicznej argumentacji.
                                          Teraz żeby z Tobą polemizować pozostało już tylko zaatakować ad personam.
                                        • that.bitch.is.sick Re: Ograniczenia i możliwości 26.08.13, 12:17
                                          kutuzow napisał:


                                          >
                                          > Bitch, pomijasz bardzo wazny aspekt (o którym pisał takżs Sabat na którego się
                                          > tutaj powołujesz). Są to MOŻLIWOŚCI i ograniczenia. Co z tego że przeciętny fac
                                          > et chciałby przespać się z Angeliną Jolie, jeśli nie ma na to szans. To że prze
                                          > ciętny facet ma 2-3 partnerki to nie jest efekt tego, że po 3-ciej powiedział "
                                          > eee mam w d**ie ten seks -jest mocno przereklamowany", tylko że raptem tyle kob
                                          > iet było chętnych.
                                          >
                                          > Raz jeszcze posłużę się gejami jako grupą kontrolną.
                                          > Oni z racji podobnego temperamentu swoich partnerów nie muszą bawić się w to ca
                                          > łe "...czy trzeba z Tobą chodzić" i nagle średnia liczba partnerów seksualnych
                                          > skacze pod sufit (w porównaniu z hetero).
                                          >

                                          Taa? To czemu gejom tak zależy na odtwarzaniu schematów heteroseksualnych? czemu walczą o możliwość adopcji dzieci i legalizację związków, wytłumacz mi:))? Uważam że nie ma co przykładać seksualności gejów, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa i zmuszonych czasami stosować obyczaje seksualne ad hoc do heteryków. My nie byliśmy zmuszeni do krycia się, do parzenia po kryjomu w tajemnicy przed rodziną i znajomymi. A jednak w gejach też jest potrzeba stałych związków, dziedziczenia, rodziny - co za szok!

                                          > Także sorry, ale tym razem to strzeliłaś zupełnie kulą w płot ze swoimi wnioska
                                          > mi.

                                          To chyba wyraz twojej zaściankowości, że utożsamiasz gejów ze zboczeńcami rodem z Nieodwracalne. Jeśli mają wiekszą liczbę partnerów, to nie dlatego że potrzebują sobie tak dywersyfikować, tylko że ich związki są narażone na dużo większe perturbacje i boleśniejsze komplikacje.
                                          • rafill Re: Ograniczenia i możliwości 26.08.13, 12:23
                                            Bitch, ale kutuzow wskazuje jedynie na poziom zainteresowania nowymi partnerami ze strony gejów, a nie na brak skłonności do wiązania się. Według mnie to mieszanie dwóch różnych pojęć. To że mężczyzna ma skłonność do przelatywania maksymalnej możliwej liczby partnerek nie musi od razu oznaczać, że nie chce się z nikim wiązać.
                                            Po prostu seks i związek to dla wielu facetów mentalnie dwie różne sprawy.
                                            Dla wielu kobiet - nie, stąd nieporozumienie.
                                          • that.bitch.is.sick Elon Musk, Jeff Bezos, Bill Gates 26.08.13, 12:41
                                            ... oni wszyscy wg waszej argumentacji nie muszą "chodzić" z kobietami, są lub byli "ustatkowani" związkach małżeńskich, mają dzieci, ADOPTUJĄ DZIECI, kolonizują Marsa, zakładają fundacje finansujące poważne badania i kupują Washington Post. Czy aby na pewno wzorem marzeń i aspiracji dla dzisiejszego młodego mężczyzny jest Hefner czy ONI?

                                            Owszem niektórzy są kobieciarzami jak i wśród kobiet trafiają się takie ze wścieklizną macicy ale czy wszyscy są aspołecznymi wilkami chcący szarpać damskie mięso? to już myślenie życzeniowe kutuzowa.
                                            • kutuzow przykładny mąż i głowa rodziny....do czasu 26.08.13, 13:03
                                              that.bitch.is.sick napisała:

                                              > Owszem niektórzy są kobieciarzami jak i wśród kobiet trafiają się takie ze wści
                                              > eklizną macicy ale czy wszyscy są aspołecznymi wilkami chcący szarpać damskie m
                                              > ięso? to już myślenie życzeniowe kutuzowa

                                              Bitch, tak sie jakoś dziwnie składa, że wiele z tych cudownych rodzin/par jest cudowna do czasu gdy wychodzi na jaw jakiś smaczek. Na zdjęciu cudnie pięknie, a jak pogrzebiesz głębiej wychodzą kochanki, nieślubne dzieci i inne historie.

                                              Kiedyś, Tiger Woods, Mel Gibson, Arnlod Szwarceneger, król Belgii Albert II, też uchodzili za idealnych mężów...do czasu.

                                              Jeśli spojrzysz na liste sławnych i bogatych -czyli takich którzy mają możliwości i mogą sobie pozwolić na rozwód i nowego partnera/partnerkę, to zobaczysz że tych którzy poprzestają na jednym jedynym związku jest zdecydowana mniejszość.

                                            • that.bitch.is.sick większość polaków woli seksić się w związku 26.08.13, 13:13
                                              "Większości Polaków (71 proc.) do szczęścia wystarczy jeden stosunek seksualny w tygodniu. Regułą jest, że częściej kochają się osoby będące w stałych związkach. O ile raz w tygodniu kocha się 19 proc. singli, to w przypadku związków formalnych lub nieformalnych równie często uprawia miłość 28 proc. badanych. Aż 47 proc. partnerów w stałych związkach kocha się 2-3 razy w tygodniu. Jeśli chodzi o ludzi samotnych, tak samo często uprawia seks jedynie 11 proc. osób.

                                              - Pozostawanie w związku w istotny sposób wpływa na satysfakcję z życia seksualnego. 83 proc. respondentów będących w związku przyznaje, że są dla siebie atrakcyjni seksualnie. Głównym powodem życia w pojedynkę jest brak odpowiedniej osoby do założenia stałego związku - powód ten podała niemal połowa Polaków żyjących obecnie samotnie - twierdzi prof. Zbigniew Izdebski, ekspert Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego."

                                              www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Raport-prof-Izdebskiego-o-seksualnosci-Polakow,123042,11.html
                                              • that.bitch.is.sick ale to wszystko 26.08.13, 13:14
                                                ..to zmanipulowani przez kobiety mężczyźni tylko czekający na dużą ilość partnerek mężczyźni:)
                                              • kutuzow Re: większość polaków woli seksić się w związku 26.08.13, 13:31
                                                that.bitch.is.sick napisała:

                                                > "Większości Polaków (71 proc.) do szczęścia wystarczy jeden stosunek seksualny
                                                > w tygodniu.

                                                Bitch jest taki stary dowcip:
                                                " Kiedy facet przestaje się onanizować?
                                                - tuż po rozwodzie"

                                                Jak pokazuje to forum związek nie oznacza stałego i satysfakcjonującego seksu.
                                                Sabat moze Ci coś opowiedzieć o tym.
                                                (Sorry sabat ale ty tutaj jesteś aktywny na forum niejako "pod ręką" , innych nicków musiałbym szukac).

                                                Co do seksu w małżeństwie do seksu w wolnym związku... był taki drugi dowcip że różnica jest jak między polowaniem a świniobiciem.

                                                Zobacz że ilość nie zawsze odzwierciedla jakość.
                                                To tak jak z jedzeniem. Wcinanie codziennie fastfooda nie oznacza ze jesteś bardziej zadowolona z jedzenia niż gdy jadasz w restauracjach co drugi dzień.

                                                Oczywiście to uproszczenia i przejaskrawienia -jasne ze sa szczesliwe zwiazki i pary. Po prostu nie chce pisac tutaj rozprawki na 10 stron, skoro rozmawiamy o statystycznych 70%.


                                                • bgz0702 Re: większość polaków woli seksić się w związku 26.08.13, 13:46
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > that.bitch.is.sick napisała:
                                                  >
                                                  > > "Większości Polaków (71 proc.) do szczęścia wystarczy jeden stosunek seks
                                                  > ualny
                                                  > > w tygodniu.
                                                  >
                                                  > Bitch jest taki stary dowcip:
                                                  > " Kiedy facet przestaje się onanizować?
                                                  > - tuż po rozwodzie"
                                                  >
                                                  > Jak pokazuje to forum związek nie oznacza stałego i satysfakcjonującego seksu.
                                                  > Sabat moze Ci coś opowiedzieć o tym.
                                                  > (Sorry sabat ale ty tutaj jesteś aktywny na forum niejako "pod ręką" , innych n
                                                  > icków musiałbym szukac).
                                                  >
                                                  > Co do seksu w małżeństwie do seksu w wolnym związku... był taki drugi dowcip że
                                                  > różnica jest jak między polowaniem a świniobiciem.

                                                  jak to kurna jest, ze skoro takie są twoje doswiadzcenia, skoro wiesz którą drogą dojść do osiągnięcia celu nadal się nad tym rozdrabniasz, gadasz, rozprawiasz a po prostu nie bierzesz się za pracę i nie robisz sobie w końcu dobrze na polowaniu ciesząc sie życiem i bawiąc dobrez? Na litośc, masz jedno życie, nie żal ci marnować czasu na plucie żółcią zamiast brać się za jakieś fajne konkrety?
                                                  • kutuzow Re: większość polaków woli seksić się w związku 26.08.13, 13:51
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > jak to kurna jest, ze skoro takie są twoje doswiadzcenia, skoro wiesz którą dro
                                                    > gą dojść do osiągnięcia celu nadal się nad tym rozdrabniasz, gadasz, rozprawias
                                                    > z a po prostu nie bierzesz się za pracę i nie robisz sobie w końcu dobrze na po
                                                    > lowaniu ciesząc sie życiem i bawiąc dobrez? Na litośc, masz jedno życie, nie ża
                                                    > l ci marnować czasu na plucie żółcią zamiast brać się za jakieś fajne konkrety?

                                                    Czemu uważasz, że jestem nieszczęśliwy i brakuje mi seksu?
                                                    Na tym forum piszą także tacy którzy tego seksu mają pod dostatkiem. Dzielą się radami jak to osiągneli (Urqu, Yorik i inni).
                                                    Właśnie dzięki temu że znam pułapki i mielizny które opisuję potrafiłem je ominąć i cieszyć się udanym życiem erotycznym w bardzo szczęśliwym związku.
                                                  • bgz0702 Re: większość polaków woli seksić się w związku 26.08.13, 13:54
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    > > jak to kurna jest, ze skoro takie są twoje doswiadzcenia, skoro wiesz któ
                                                    > rą dro
                                                    > > gą dojść do osiągnięcia celu nadal się nad tym rozdrabniasz, gadasz, rozp
                                                    > rawias
                                                    > > z a po prostu nie bierzesz się za pracę i nie robisz sobie w końcu dobrze
                                                    > na po
                                                    > > lowaniu ciesząc sie życiem i bawiąc dobrez? Na litośc, masz jedno życie,
                                                    > nie ża
                                                    > > l ci marnować czasu na plucie żółcią zamiast brać się za jakieś fajne kon
                                                    > krety?
                                                    >
                                                    > Czemu uważasz, że jestem nieszczęśliwy i brakuje mi seksu?
                                                    > Na tym forum piszą także tacy którzy tego seksu mają pod dostatkiem. Dzielą się
                                                    > radami jak to osiągneli (Urqu, Yorik i inni).
                                                    > Właśnie dzięki temu że znam pułapki i mielizny które opisuję potrafiłem je omin
                                                    > ąć i cieszyć się udanym życiem erotycznym w bardzo szczęśliwym związku.

                                                    bo jak czytam teksty, które umieszczasz to myślę sobie: chyba chłop ma zrąbane relacje z babami bo zawsze jesteśmy gorsze od niego i innych samców
                                                  • that.bitch.is.sick Kutuzow 26.08.13, 14:01
                                                    Czemu tak wypierasz ze świadomości że wśród mężczyzn nie są same ogiery pozbawione potrzeb emocjonalnych i związkowych? To ciekawe i to z pewnością wiąże się z jakimiś negatywnym doświadczeniami. Nie da się wszystkiego podciągnąć pod niewolę i konfabulację, tej rzeszy facetów zadowolonych i realizujących się jako tatusiowie i mężusiowie. Nie da się tej masy chłopa wytłumaczyć niskim testosteronem. Dlaczego bogaci mężczyźni praktykują wielodzietność i ostatnie pokolenie mężczyzn bez skrępowania ujawnia szczęście rodzinne, oczywiście kto mówi że to szczęście musi być do grobowej deski?? Po prostu faceci też do udanego seksu potrzebują bardzo często fascynacji, więzi emocjonalnej i atmosfery związku, a co do rodziny - to naprawdę już mężczyźni praktykują bez skrępowania. Brad Pitt jest z pewnością bardzo sfrustrowany i tylko marzy o ucieczce. Przykładów jest mnóstwo.
                                                    Ty jesteś wrogiem rodziny bo jesteś szalenie uprzedzony. Bardzo. Tak ja to widzę.
                                                    Ja nie jestem rodziny fanką ale nie zamykam oczu na oczywistości.
                                                  • zawle Re: Kutuzow 27.08.13, 10:08
                                                    Mnie natomiast rozwala maniera podpierania się w rozmowie życiem "gwiazd". Jakbym czytała pudelka dla wykształciuchów;)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Kutuzow 27.08.13, 11:02
                                                    zawle napisała:

                                                    > Mnie natomiast rozwala maniera podpierania się w rozmowie życiem "gwiazd". Jakb
                                                    > ym czytała pudelka dla wykształciuchów;)

                                                    Tak, tak offkors:) Ja też jestem hipsterem, piję tylko kopi luvak, chodzę w gaciach z konopi, nie oglądam tv, robię przetwory z patisonów i jebie mnie ten świat bogatych i sławnych pudelków. Po tym obowiązkowym wyznaniu wiary można coś powiedzieć?? To sie chyba za mało wczytałaś bo to nie miejsce na twoje wrażenia estetyczne. Tu to było meritum podyktowane. . Chodzi o to że bogaci geniusze i miliarderzy WG genialnych koncepcji Kutuzowa i rafilla stanowią magnes na te wszystkie worki silikonu, które się pokazują z hefnerem, a oni sami nie mają takich ograniczeń jak my, tzn rafill się może do woli usprawiedliwiać że nie posuwa i generalnie w tym przykładzie gra gitara, bo oni wedle tej polityki powinni posuwać laski ze wszystkich szczebli społecznych jak guru kościoła fundamentalistycznych mormonów. :)
                                                    Znalazłam więc tylu miliarderów żeby im gębę zatkać! :))

                                                    PS. Podrzuć przepis na marmeladęę z patisona jak będziesz już myła słoiki.
                                                  • zawle Re: Hasło na dziś: Mniej porno, wincyj weków 27.08.13, 20:25
                                                    that.bitch.is.sick napisała: > Tak, tak offkors:) Ja też jestem hipsterem, piję tylko kopi luvak, chodzę w gac
                                                    > iach z konopi, nie oglądam tv, robię przetwory z patisonów i jebie mnie ten św
                                                    > iat bogatych i sławnych pudelków.

                                                    Gdybyś chociaż z raz zrobiła marmeladę z patisona, to nie byłabyś taka spięta i najeżona. Polecam, Tera wkłodom pumidory, słoiki zmywa mi zmywarka.
                                                  • kutuzow Re: Kutuzow 27.08.13, 13:15
                                                    zawle napisała:

                                                    > Mnie natomiast rozwala maniera podpierania się w rozmowie życiem "gwiazd". Jakb
                                                    > ym czytała pudelka dla wykształciuchów;)


                                                    Zawle -podaje takie dane jakie są. Chodzi o ludzi z kasą, którzy moga sobie pozwolić na kosztowne rozwody i układanie nowego życia. Z oczywistych przyczyn dziennikarze prześwietlają życie gwiazd i polityków. Co interesuje przeciętnego czytelnika gazety ile kochanek ma jakiś prezes mało znanej firmy w Ameryce. Widziałaś gdzieś jakiś artykuł o prywatnym życiu np. p. Filipiaka (najlepiej zarabiający prezes firmy w Polsce -roczny dochód 12 mln)?

                                                    Gdyby były dane o innych zawodach to bym się na nie powoływał. Ponieważ nie ma to powołuję się na to co jest. Zamiast po próżnicy strzępić język że mi się tak wydaje.
                                        • zawle Re: Ograniczenia i możliwości 27.08.13, 10:02
                                          kutuzow napisał:
                                          To że prze
                                          > ciętny facet ma 2-3 partnerki to nie jest efekt tego, że po 3-ciej powiedział "
                                          > eee mam w d**ie ten seks -jest mocno przereklamowany", tylko że raptem tyle kob
                                          > iet było chętnych.

                                          czy ta zasada dotyczy też kobiet? :)
                                          • hello-kitty2 Re: Ograniczenia i możliwości 27.08.13, 10:37
                                            zawle napisała:

                                            > kutuzow napisał:
                                            > To że prze
                                            > > ciętny facet ma 2-3 partnerki to nie jest efekt tego, że po 3-ciej powied
                                            > ział "
                                            > > eee mam w d**ie ten seks -jest mocno przereklamowany", tylko że raptem ty
                                            > le kob
                                            > > iet było chętnych.
                                            >
                                            > czy ta zasada dotyczy też kobiet? :)

                                            Chyba nie. U kobiet to inne priorytety wychodza. O tu bgz0702 wspomniala:
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146520326,146561379,Re_Efekt_Bobby_ego_Peru.html
                                            • that.bitch.is.sick Re: Ograniczenia i możliwości 27.08.13, 11:12
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > zawle napisała:
                                              >
                                              > > kutuzow napisał:
                                              > > To że prze
                                              > > > ciętny facet ma 2-3 partnerki to nie jest efekt tego, że po 3-ciej
                                              > powied
                                              > > ział "
                                              > > > eee mam w d**ie ten seks -jest mocno przereklamowany", tylko że rap
                                              > tem ty
                                              > > le kob
                                              > > > iet było chętnych.
                                              > >
                                              > > czy ta zasada dotyczy też kobiet? :)
                                              >
                                              > Chyba nie. U kobiet to inne priorytety wychodza. O tu bgz0702 wspomniala:
                                              > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146520326,146561379,Re_Efekt_Bobby_ego_Peru.html

                                              Tylko jakoś u rafilla/żorżyka i całego męskiego grona też podobne priorytety wychodzą. A rafill to nie kobieta? Czy żórżyk? Popraw mnie jeśli zbadałaś. Nie słychane.
                                              • hello-kitty2 Re: Ograniczenia i możliwości 28.08.13, 00:26
                                                that.bitch.is.sick napisała:

                                                > Tylko jakoś u rafilla/żorżyka i całego męskiego grona też podobne priorytety wy
                                                > chodzą. A rafill to nie kobieta? Czy żórżyk? Popraw mnie jeśli zbadałaś. Nie sł
                                                > ychane.

                                                Taa wychodza dopoki nie wypniesz golej dupy i nie zaprosisz do darmowej jazdy :) Wymowki.

                                                Zreszta priorytety no wlasnie. A komu z nas wszystkich tu tak naprawde zalezy az tak bardzo na seksie? Kto by nie mogl zyc bez? Top 3 to mezczyzni :) Na bank.
                                          • kutuzow w koło Macieju 27.08.13, 13:24
                                            zawle napisała:

                                            > czy ta zasada dotyczy też kobiet? :)

                                            Zawle ---> wydawało mi się że jesteś już na tym forum na tyle długo że powinnaś zauważyć, że rzadko kiedy kobiecie zależy na samym seksie (rozumianym jako rozładowanie -w stylu szybki numerek w toalecie). Zazwyczaj bardziej lub mniej świadomie jest stawiane oczekiwanie co do jakości potencjalnego kochanka, jakiejś miłej otoczki, atmosfery romansu itp.
                                            Poza tym dla części kobiet opieka nad dzieckiem jest substytutem tego czego nie mają w związku (bliskość, bezwarunkowa miłość malucha itp).
                                            Przecież Panowie nie raz o tym pisali.

                                            Pominę już sławne doświadczenia z oferowaniem seksu przez kobietę grupie przypadkowych mężczyzn i mężczyznę grupie przypadkowych kobiet, wpływ testosteronu na poziom libido, brak rozbudzenia erotycznego niektórych kobiet i kilka innych kwestii związanych z Twoim pytaniem bo one były tu na forum nie raz poruszane.

                                            • zawle Re: w koło Macieju 27.08.13, 20:48
                                              kutuzow napisał: Zawle ---> wydawało mi się że jesteś już na tym forum na tyle długo że powi
                                              > nnaś zauważyć, że rzadko kiedy kobiecie zależy na samym seksie (rozumianym jako
                                              > rozładowanie -w stylu szybki numerek w toalecie).

                                              Ja mam całkiem odwrotne spostrzeżenia. I wniosek z tego forum. Że kobietom seks jest tak samo potrzebny jak facetom. Jeśli zaś chodzi o miejsce...rzecz gustu.My mamy po prostu zbyt wysoko ustawione standardy czystości;)))

                                              Zazwyczaj bardziej lub mniej
                                              > świadomie jest stawiane oczekiwanie co do jakości potencjalnego kochanka, jaki
                                              > ejś miłej otoczki, atmosfery romansu itp.
                                              > Poza tym dla części kobiet opieka nad dzieckiem jest substytutem tego czego nie
                                              > mają w związku (bliskość, bezwarunkowa miłość malucha itp).
                                              > Przecież Panowie nie raz o tym pisali.

                                              Smutny wniosek mi się wypluł. Że faceci nie patrzą w ogóle z kim, gdzie i jak. No i że będąc w związku z kobietą nie potrafią dać jej bliskości, miłości i dlatego chcemy mieć dzieci, żeby swoje potrzeby realizować z nimi. Wy niestety w tym czasie przebywacie w kiblu- nieczuli, nie wymagający i nastawieni na zaliczenie.
                                              Skąd w takim razie u was tyle strachu? Czy nie mam za małego? Czy byłem dobry? Skąd zamiłowanie do anturażu- makijaż, bielizna? I skąd te potworne szeregi męskich widm skrzywdzonych przez złe kobiety? Nic mi tu nie pasuje
                                              • rafill Re: w koło Macieju 27.08.13, 22:57
                                                zawle napisała:

                                                > Skąd w takim razie u was tyle strachu? Czy nie mam za małego? Czy byłem dobry?
                                                > Skąd zamiłowanie do anturażu- makijaż, bielizna? I skąd te potworne szeregi męs
                                                > kich widm skrzywdzonych przez złe kobiety? Nic mi tu nie pasuje

                                                Bo my nie kochamy was. My kochamy siebie.
                                                Rozjaśniłem coś ?
                                                Przecież wiedziałaś - mężczyźni to chuje.
                                              • kutuzow Re: w koło Macieju 28.08.13, 10:35
                                                zawle napisała:

                                                > Ja mam całkiem odwrotne spostrzeżenia. I wniosek z tego forum. Że kobietom seks
                                                > jest tak samo potrzebny jak facetom. Jeśli zaś chodzi o miejsce...rzecz gustu.
                                                > My mamy po prostu zbyt wysoko ustawione standardy czystości;)))

                                                Wiesz to forum nie jest reprezentatywne. To tak jak na forum dla AA wysnuwać wniosek że wszyscy piją. Zerknij na "Życie Rodzinne" lub na "eMatki" to zobaczysz druga stronę.

                                                tutaj zaś specjalnie dla Ciebie mały eksperyment. Zerknij na reakcje mężczyzn i kobiet (w rogu masz licznik ile osób się zgodziło).
                                                izismile.com/2013/08/28/asking_random_strangers_if_theyre_up_for_a.html

                                                > Smutny wniosek mi się wypluł. Że faceci nie patrzą w ogóle z kim, gdzie i jak.
                                                Część na pewno. Stąd popularność Tirówek w lasach przy drogach i innych ekstremalnych zachowań (jak udział w biciu seksualnego rekordu świata z koszulką z numerem 456).

                                                > No i że będąc w związku z kobietą nie potrafią dać jej bliskości, miłości i dla
                                                > tego chcemy mieć dzieci, żeby swoje potrzeby realizować z nimi.

                                                Tutaj to już różnie bywa. Pewnie są i takie przypadki, gdy facet nie dba o przyjemność kobiety w seksie to jasne ze z czasem przestanie jej na tym seksie zależeć. Jest jednak także taka grupa która od razu myśli o dzieciach, a facet i związek z nim jest tylko środkiem do celu.
                                                Obstawiałbym że to także odpowiedź na to Twoje pytanie:

                                                >I skąd te potworne szeregi męskich widm skrzywdzonych przez złe kobiety?

                                                Co do :
                                                > Skąd w takim razie u was tyle strachu? Czy nie mam za małego? Czy byłem dobry?

                                                Ta kwestia dotyczy obu płci. Kwestia ego i dobrego samopoczucia. Obie płcie martwią się o co innego. Czy nie jestem gruba? Czy wyglądam staro? Temat rzeka.
                                                • zyg_zyg_zyg Re: w koło Macieju 28.08.13, 12:37
                                                  > Wiesz to forum nie jest reprezentatywne. To tak jak na forum dla AA wysnuwać wn
                                                  > iosek że wszyscy piją. Zerknij na "Życie Rodzinne" lub na "eMatki" to zobaczysz
                                                  > druga stronę.

                                                  Może sam zerknij. Zamiast przyjmować z góry taką wersję rzeczywistości, która potwierdza Twoje tezy. Albo sam zapytaj - tak jak, specjalnie dla Urqu, zapytała raz Aandzia: forum.gazeta.pl/forum/w,567,127159447,127225610,Seks_bez_intencji_wchodzenia_w_zwiazek.html?s=0&v=2
                                                  • kutuzow Re: w koło Macieju 28.08.13, 13:10
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Może sam zerknij. Zamiast przyjmować z góry taką wersję rzeczywistości, która potwierdza Twoje tezy. Albo sam zapytaj - tak
                                                    jak, specjalnie dla Urqu, zapytała raz Aandzia:

                                                    zyg_zyg_zyg -->
                                                    Po pierwsze czynnik wieku. To że komuś w wieku lat 18-tu czy 20-tu w ramach eksperymentów zdarzyła się jakaś przygoda, bez liczenia na związek i do teraz ją wspomina, nie oznacza że tak samo podchodzi do tej kwestii będąc np. singielką 30+
                                                    Zobacz że średnia wieku na BSwM jest pewnie w okolicach 30 lub wyżej.

                                                    Po drugie prawdomówności nicków rozpoznawalnych na forum. To nie ty ustalasz grupę kontrolną -to grupa tworzy się sama. Taka ankieta ma taki sam sens jak pytanie facetów np. "Jaką długość ma twój członek", Mogę się założyć że Ci którzy by pisali byli by mooocno ponad średnią.
                                                    Bo Ci co mają "małego" albo by nie pisali nic (i mamy wtedy nad reprezentatywność tych z "dużymi", albo by skłamali).

                                                    Wystarczy jednak poczytać uważnie posty i rady które padają i już jest trochę inny obraz.
                                                    Nawet na naszym forum była dyskusja o seksie dla przyjemności, gdzie wyszło że owszem jest możliwy, ale w przypadku kobiet lista warunków które muszą zostać spełnione jest bardzo długa i inna u każdej z kobiet. Co ciekawe z badań wychodzi że nawet wtedy wiele kobiet jest "otwartych" na związek jeśli taka erotyczna znajomość jest OK (i będzie rozczarowana jeśli to będzie numerek na jedną noc).

                                                  • zyg_zyg_zyg Re: w koło Macieju 28.08.13, 13:31
                                                    To że komuś w wieku lat 18-tu czy 20-tu w ramach eks
                                                    > perymentów zdarzyła się jakaś przygoda, bez liczenia na związek i do teraz ją w
                                                    > spomina, nie oznacza że tak samo podchodzi do tej kwestii będąc np. singielką 30+

                                                    Ale co do tego, że singielkom 30+ w większości bardziej zależy na związku niż na seksie bez zobowiązań, ma fakt o którym dyskutujemy - że kobiety potrzebują seksu, tak samo (nie takiego samego) jak potrzebują go mężczyźni?
                                                  • kutuzow Re: w koło Macieju 28.08.13, 13:48
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:
                                                    > Ale co do tego, że singielkom 30+ w większości bardziej zależy na związku niż n
                                                    > a seksie bez zobowiązań, ma fakt o którym dyskutujemy - że kobiety potrzebują s
                                                    > eksu, tak samo (nie takiego samego) jak potrzebują go mężczyźni?

                                                    Sama przecież sobie odpowiedziałaś na to pytanie:
                                                    "... singielkom 30+ w większości bardziej zależy na związku niż na seksie bez zobowiązań,"

                                                    co do:
                                                    " że kobiety potrzebują seksu, tak samo (nie takiego samego) jak potrzebują go mężczyźni?"

                                                    To właśnie nie jest prawdą. Facecji po pewnym czasie bez seksu czują np. fizyczny ból w jądrach i z racji wysokiego poziomu testosteronu zdecydowanie zmienia im się zachowanie*. (stąd np. celibat sportowców przed walką lub zawodami itp).

                                                    Gdyby to była prawda co piszesz to przemysł porno dla kobiet i dla mężczyzn miałby podobne obroty (byłyby tylko inne rodzaje filmów) i dużo bardziej popularne byłyby męskie prostytutki (dla kobiet).

                                                    Dużo bardziej zgodne z prawdą (wg mnie) jest to co napisała ostatnio Kitty, że gdy nie ma ODPOWIEDNIEGO partnera na widnokręgu to potrafi uspokoić swoją seksualność i żyć w celibacie.


                                                    * bez problemu można poznać po kumplach w pracy który miał dzisiaj fajne bzykanko (uśmiechnięty rano jak młody Bóg, a który od dawna nie bzykał -wk**rw o byle co).
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: w koło Macieju 28.08.13, 14:14
                                                    Kutuzow,
                                                    mężczyźni, którzy pragną potomstwa, bo go nie mają, nie należą do rzadkości. Tylko nie szukaj ich w populacji bezdzietnych dwudziesto i trzydziestolatków, a raczej wśród czterdziesto i pięćdziesięciolatków.

                                                    > To właśnie nie jest prawdą. Facecji po pewnym czasie bez seksu czują np. fizycz
                                                    > ny ból w jądrach i z racji wysokiego poziomu testosteronu zdecydowanie zmienia
                                                    > im się zachowanie*. (stąd np. celibat sportowców przed walką lub zawodami itp).
                                                    >

                                                    Ja w przeciwieństwie do Kitty nie umiem wygaszać swojej seksualności, natomiast wiem, że istnieją mężczyźni w stanie duchownych i we wcale nie małej liczbie, którzy żyją w celibacie. Oni to umieją, tylko na co to ma być dowód?

                                                    > Gdyby to była prawda co piszesz to przemysł porno dla kobiet i dla mężczyzn mia
                                                    > łby podobne obroty (byłyby tylko inne rodzaje filmów) i dużo bardziej popularne
                                                    > byłyby męskie prostytutki (dla kobiet).

                                                    Ja akurat nigdy nie oglądałam "kobiecego porno", za to "męskie" jak najbardziej. Ale mniejsza z tym - to co napisałeś może być tylko dowodem na to, że kobiety potrzebują seksu w innej oprawie, niż mężczyźni. Nie, że potrzebują go mniej.
                                                • rekreativa Re: w koło Macieju 28.08.13, 13:10
                                                  " Zerknij na "Życie Rodzinne" lub na "eMatki" to zobaczysz
                                                  > druga stronę."

                                                  Dlaczego to forum nie jest reprezentatywne, a forum "eMatki" już jest? Dlaczego uważasz, że jakiekolwiek forum jest reprezentatywne? To raz.
                                                  A dwa - odnieś się z łaski swojej do tego, co napisała zyg, a konkretnie do odpowiedzi, które uzyskała niejaka Andzia zadając pewne pytanie na forum "eMatki".
                                                  • kutuzow Re: w koło Macieju 28.08.13, 13:20
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Dlaczego to forum nie jest reprezentatywne, a forum "eMatki" już jest? Dlaczego
                                                    > uważasz, że jakiekolwiek forum jest reprezentatywne? To raz.

                                                    Żadne forum TEMATYCZNE nie jest reprezentatywne ponieważ skupia osoby zainteresowane DANYM TEMATEM. tutaj jest to brak seksu, gdzie indziej są to problemy matek, albo problemy małżeńskie.
                                                    Jeśli wejdziesz na forum "Rozwód i co dalej", to odniesiesz wrażenie że każdy związek się rozpada, WSZYSCY się zdradzają itp.

                                                    Dlatego to co proponowałem to nie jest szukanie reprezentatywnego forum, ale zwrócenie uwagi, że istnieje inne zdecydowane odmienne podejście kobiet do seksu niż to prezentowane przez koleżanki na naszym forum.

                                                    > A dwa - odnieś się z łaski swojej do tego, co napisała zyg, a konkretnie do od
                                                    > powiedzi, które uzyskała niejaka Andzia zadając pewne pytanie na forum "eMatki"

                                                    Odniosłem się przed chwilą pod jej postem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Samanthy nigdy nie spotkalam 28.08.13, 14:00
                                                    Ja juz nie pamietam o czym jest ten watek wiec moze mam spostrzezenie nie na temat. Algladam sobie ostatnio Sex an the city i nasunela mi sie taka uwaga:

                                                    owszem kobiety potrzebuja seksu tak, jak i mezczyzni ale takiej Samanthy to ja jeszcze nigdy w zyciu nie spotkalam. Meskie wersje owszem ale damskiej nie. Znacie ta postac? Nie ma takich kobiet :)
                                                  • mojemail3 Re: Samanthy nigdy nie spotkalam 28.08.13, 14:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja juz nie pamietam o czym jest ten watek wiec moze mam spostrzezenie nie na te
                                                    > mat. Algladam sobie ostatnio Sex an the city i nasunela mi sie taka uwaga:
                                                    >
                                                    > owszem kobiety potrzebuja seksu tak, jak i mezczyzni ale takiej Samanthy to ja
                                                    > jeszcze nigdy w zyciu nie spotkalam. Meskie wersje owszem ale damskiej nie. Zna
                                                    > cie ta postac? Nie ma takich kobiet :)

                                                    Kitty, wątek jest o tym,że partner może być żródłem inspiracji i rozwiju, w uproszczeniu;-)

                                                    Ja taką kobietę spotkałam, był to rodzaj seksoholizmu, uwodzenia na akord, chętni byli mimo średnich walorów urodowych wymienionej.
                                                    Teraz koło 40 tki dziewczyna jest alkoholiczką, więc seks był może formą kompensacji braków emocjonalnych? Sama nie wiem...
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Samanthy nigdy nie spotkalam 28.08.13, 14:25
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    >
                                                    > owszem kobiety potrzebuja seksu tak, jak i mezczyzni ale takiej Samanthy to ja
                                                    > jeszcze nigdy w zyciu nie spotkalam. Meskie wersje owszem ale damskiej nie. Zna
                                                    > cie ta postac? Nie ma takich kobiet :)

                                                    Ja też nie spotkałam białego kinder bueno. Wszyscy mówią że istnieje i jest pyszny, a ja nie spotkałam. Za to wiele czarnych pożarłam. Białe kinder bueno nie istnieją. Żelazna, bokozrywna logika.
                                                    Tak jak "żelazna" argumentacja sabata.
                                                • zawle Re: w koło Macieju 28.08.13, 17:25

                                                  > zawle napisała:
                                                  > > Ja mam całkiem odwrotne spostrzeżenia. I wniosek z tego forum. Że kobieto
                                                  > m seks
                                                  > > jest tak samo potrzebny jak facetom

                                                  kutuzow napisał:
                                                  > Wiesz to forum nie jest reprezentatywne. To tak jak na forum dla AA wysnuwać wn
                                                  > iosek że wszyscy piją. Zerknij na "Życie Rodzinne" lub na "eMatki" to zobaczysz
                                                  > druga stronę.

                                                  Wydaje mi się że to forum właśnie jest reprezentacyjne. Nie tu rozmawia się o seksie? Na e- matkach się rozmawia o matkowaniu, a to jak wszyscy wiedzą leży na innym kontynencie niż pieprzoty;)

                                                  Jest jednak także taka grupa która od razu myśli o dzieciach, a facet i zw
                                                  > iązek z nim jest tylko środkiem do celu.

                                                  Wśród mężczyzn też taka grupa istnieje. No chyba że myślą o antykoncepcji - pochwalamy?


                                                  > > Skąd w takim razie u was tyle strachu? Czy nie mam za małego? Czy byłem d
                                                  > obry?
                                                  >
                                                  > Ta kwestia dotyczy obu płci. Kwestia ego i dobrego samopoczucia. Obie płcie mar
                                                  > twią się o co innego. Czy nie jestem gruba? Czy wyglądam staro? Temat rzeka.

                                                  Nie przesadzaj. Ja optuję za tym że różnice między płciami są, nie se jednak te nasze płcie aż tak inne. Gdyby nie wychowanie, myślę że mogłyby się prawie zatrzeć.
                                                  • urquhart Re: w koło Macieju 28.08.13, 18:05
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie przesadzaj. Ja optuję za tym że różnice między płciami są, nie se jednak te
                                                    > nasze płcie aż tak inne. Gdyby nie wychowanie, myślę że mogłyby się prawie zat
                                                    > rzeć.

                                                    I kto to mówi ? Czy nie tak dawno nie byłaś tu brana za przefarbowanego faceta? :)
                                                    Gender rulez czyli ucisk patriarchlnego wychowania vs neuropsychologia która łatwo porządkuje różnicę płcią psychologiczną i działaniem hormonów na mózg płodu :)
                                                  • rekreativa Re: w koło Macieju 28.08.13, 18:10
                                                    A co ta neuropsychologia mówi o potrzebach seksualnych?
                                                  • urquhart Re: w koło Macieju 28.08.13, 18:51
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > A co ta neuropsychologia mówi o potrzebach seksualnych?

                                                    Męskie kobiety mają znacznie wyższe libido niż średnia, podobnie jak kobiecy mężczyźni znacznie niższe.
                                                    Stymulacja testosteronem podwyższa potrzeby, ale ma skutki ma spore niepożądane skutki uboczne.
                                                    www.netdoctor.co.uk/sex-and-relationships/medicines/intrinsa-patches.html
                                                  • zawle Re: w koło Macieju 28.08.13, 20:53
                                                    urquhart napisał: > I kto to mówi ? Czy nie tak dawno nie byłaś tu brana za przefarbowanego faceta?
                                                    > :)
                                                    > Gender rulez czyli ucisk patriarchlnego wychowania vs neuropsychologia która ła
                                                    > two porządkuje różnicę płcią psychologiczną i działaniem hormonów na mózg płodu
                                                    > :)

                                                    Trochę nie "po męsku" ( nie logicznie;) gadasz...co mnie obchodzi że KTOŚ mnie za kogoś bierze? Co do reszty...nie zaczytuję się bezmyślnie w głupawych opracowaniach głupawych badań zbudowanych na bazie stereotypicznego postrzegania płci.
                                                  • urquhart Re: w koło Macieju 28.08.13, 21:19
                                                    > Trochę nie "po męsku" ( nie logicznie;) gadasz...co mnie obchodzi że KTOŚ mnie
                                                    > za kogoś bierze? Co do reszty...nie zaczytuję się bezmyślnie w głupawych opraco
                                                    > waniach głupawych badań zbudowanych na bazie stereotypicznego postrzegania płc
                                                    > i.

                                                    Logiczne gadanie jest całkowicie nieskuteczne i trafia w próżnie... Kawi mnie tego tu uczył :)
                                                    Anne Moire pisząca w Płci Mózgu o klinicznych przypadkach męskich mózgów kobiet i kobiecych mózgach mężczyzn jest więc też stereotypiczna czy nie? Bo wyznawczynie gender ją za to nienawidzą.
                                                  • rekreativa Re: w koło Macieju 28.08.13, 21:25
                                                    " Anne Moire pisząca w Płci Mózgu o klinicznych przypadkach męskich mózgów kobiet
                                                    > i kobiecych mózgach mężczyzn jest więc też stereotypiczna czy nie?"

                                                    Już to, że są "męskie" mózgi u kobiet, a "żeńskie" u mężczyzn wskazuje, że podział na mózgi "męskie" i "żeńskie" jest podziałem stereotypowym.
                                                  • zawle Re: w koło Macieju 28.08.13, 23:03
                                                    rekreativa napisała: > Już to, że są "męskie" mózgi u kobiet, a "żeńskie" u mężczyzn wskazuje, że podz
                                                    > iał na mózgi "męskie" i "żeńskie" jest podziałem stereotypowym.

                                                    No wyrwałaś mi to z trzewi:) od siebie dodam, że słowo w rękach ludzi może mieć różne zastosowanie. To tylko semantyka.
                                                  • bgz0702 Re: w koło Macieju 31.08.13, 09:10
                                                    urquhart napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    > > Nie przesadzaj. Ja optuję za tym że różnice między płciami są, nie se jed
                                                    > nak te
                                                    > > nasze płcie aż tak inne. Gdyby nie wychowanie, myślę że mogłyby się prawi
                                                    > e zat
                                                    > > rzeć.
                                                    >
                                                    > I kto to mówi ? Czy nie tak dawno nie byłaś tu brana za przefarbowanego faceta?
                                                    > :)
                                                    > Gender rulez czyli ucisk patriarchlnego wychowania vs neuropsychologia która ła
                                                    > two porządkuje różnicę płcią psychologiczną i działaniem hormonów na mózg płodu
                                                    > :)
                                                    >
                                                    no tak, a więc gender- różnie postrzegany nawet w samej Europie oraz unisex- całą gamę odzieży chociażby, wymyśliły spiskujące feministki. O tak, feministkom mówimy stop, bo okazuje się ze różnice psychologiczne podyktowane działaniem hormonów na mózg płodu są na tyle małe, ze te wredne baby zatra je zupełnie. Zastopujmy tez gender, niech hormony robią swoje i determinują mózgi naszych nienarodzonych dzieci, ciekawe coby byłoi gdybyśmy zostawili to tylko matce naturze?;)))

                                                    A "przefarbowani faci" to takie niskie, rozczarowujesz mnie, masę masz opracowań w zanadrzu a takie stereotypy stosujesz głupkowate ku swojej obronie
                                    • that.bitch.is.sick Mark Zuckenberg- mężczyźni bez kompleksów 26.08.13, 10:55
                                      Martha Steward. Była modelką, potem maklerem potem właścicielka wielkiej medialnej fortuny, sądzę że większość mężczyzn marzyłaby o takim sukcesie.
                                      Natomiast Hefner najwyraźniej marzy o udanym związku, jak dotąd bez przerwy usiłuje się szczęśliwie ożenić, choć nie powiodło się chyba odkąd ostatnia partnerka uciekła od niego przed ślubem.:)Silikonowa blondi nie chciała uprawiać seksu z zaślinionym dziadem? Dziwne, a może intercyza była zbyt mało korzystna dla niej?
                                      Generalnie tego typu wzorce męskości to się chyba coraz bardziej kompromitują we współczesnym świecie. Groteskowy Berlusconi ustępuje pola Marcowi Zuckenbergowi który ma w dupie sztuczne kobiety z playboya wyglądające jak transwestyci i ożenił się ze zwykłą skromną dziewczyną. Po co mu jakaś lala wyciągająca od niego kasę? Normalne życie.
                                      Idzie nowe pokolenie mężczyzn, bez kompleksów groteskowych dinozaurów "tradycyjnej męskości", co nie oznacza że kobiety zyskują władzę czy coś. Bez jaj.
                                      • kutuzow niczym blondynka oglądająca pornosa 26.08.13, 11:54
                                        that.bitch.is.sick napisała:
                                        > Martha Steward. Była modelką, potem maklerem potem właścicielka wielkiej medial
                                        > nej fortuny, sądzę że większość mężczyzn marzyłaby o takim sukcesie.

                                        taaa. już widzę te plakaty w sypialniach młodych chłopców. Biznes dla gospodyń domowych to jest to o czym marzą facecji.

                                        > Natomiast Hefner najwyraźniej marzy o udanym związku, jak dotąd bez przerwy usi
                                        > łuje się szczęśliwie ożenić, choć nie powiodło się chyba odkąd ostatnia partner
                                        > ka uciekła od niego przed ślubem.:)Silikonowa blondi nie chciała uprawiać seksu
                                        > z zaślinionym dziadem? Dziwne, a może intercyza była zbyt mało korzystna dla n
                                        > iej?

                                        Bitch, piczesz czasami całkiem fajnie, ale teraz to przywaliłaś niczym w tym dowcipie;
                                        "Blondynka zaczyna szlochac po zakończeniu pornola, druga jej się pyta. Czemu płaczesz? Ta zapłakana na to: a bo ja myślałam że on się z nią ożeni".

                                        Ty masz podobnie z Hefnerem. Może gdybyś wiedziała że Hefner urządza sobie bzykanko w którym poszczególne jego dziewczyny mają za zadanie go dosiadać, to byś nie pisała o kwestii braku seksu. Dopóki imperium Playboya miało się dobrze nie brakowało chętnych lasek. Teraz gdy widmo bankructwa zagląda Hefnerowi w oczy i partnerki zaczynają zwiewać z posiadłości.

                                        Moim zdaniem jeśli facet przez kilkadziesiąt lat (Hefner swój wiek już ma) miałby ochotę się ustatkować to raczej by to zrobił. Serio myślisz że on "marzy o udanym związku, jak dotąd bez przerwy usiłuje sie ożenić"? Jesteś tak naiwna czy się zgrywasz. Gdzie ta Bitch z pazurem, którą znamy z tego Forum? Bo teraz to pisała chyba Bitch która za chwilę wraca do liceum.
                                        • that.bitch.is.sick Re: niczym blondynka oglądająca pornosa 26.08.13, 12:12
                                          kutuzow napisał:
                                          > Moim zdaniem jeśli facet przez kilkadziesiąt lat (Hefner swój wiek już ma) miał
                                          > by ochotę się ustatkować to raczej by to zrobił. Serio myślisz że on "marzy o u
                                          > danym związku, jak dotąd bez przerwy usiłuje sie ożenić"? Jesteś tak naiwna czy
                                          > się zgrywasz. Gdzie ta Bitch z pazurem, którą znamy z tego Forum? Bo teraz to
                                          > pisała chyba Bitch która za chwilę wraca do liceum.

                                          Argumenty ad personam stosujesz widzę, skoro nie masz do czego się odnieść. Trochę z dupy taka dyskusja. To zdaje się Hefner wg twojej argumentacji, nie musi "chodzić z" laskami a jednak się żeni i ma gromadkę dzieci:) Widzę, że jak się denerwujesz to tracisz urok tego opanowanego dyskutanta, gdzie ten logicznie myślący Kutuzow, nie manipulujący argumentami?

                                          Co do Marthy Steward, to już zupełnie nie rozumiem argumentacji, nie ma znaczenia na czym ktoś zrobił pieniądze skoro jest gigantem. Ilu jest właścicieli gastronomicznych biznesów, śmieciowych, przetwórczych, kurczaków z rożna płci męskiej. a Jeff Bezos właściciel wirtualnego bazaru Amazon? Generalnie jesteś mocno uprzedzony ze względu na płeć, mówiłam Ci i twoja argumentacja na tym cierpi.
                                          A jamie olivier - taki trochę odpowiednik marthy steward jest szalenie seksowny i ma mnóstwo fanek.
                                          • kutuzow Re: niczym blondynka oglądająca pornosa 26.08.13, 13:23
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > Argumenty ad personam stosujesz widzę, skoro nie masz do czego się odnieść.

                                            Bitch:
                                            czyli jak Ty piszesz:
                                            "To chyba wyraz twojej zaściankowości, "
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146485900,146559290,Re_Ograniczenia_i_mozliwosci.html
                                            to jest to rzeczowa dyskusja. Za to jak ja zwracam uwagę na to że stawiasz naiwne tezy (jak ta że Hefner od lat pragnął się ożenić bzykająć coraz to inne laski) to jest to argument ad personam.

                                            Ciekawe podejście :-)

                                            >To zdaje się Hefner wg twojej argumentacji, nie musi
                                            > "chodzić z" laskami a jednak się żeni i ma gromadkę dzieci:)

                                            Gdybyś doczytała uważniej to byś wiedziała że:
                                            a) jego małżeństwo było zawarte w czasach gdzie gość bez żony był uważany za element podejrzany. (1949)
                                            b) nie przeszkadzało mu to w prowadzeniu "kawalerskiego życia" -nadal się bzykał z kolejnymi Miss miesiąca danego numeru Playboya.

                                            Hefner jest idealnym przykładem na to jak dużą rolę odgrywają ograniczenia w życiu erotycznym faceta. Gdy ich nie ma ich życie częściej zaczyna przypominać to Hefnera niż to Kowalskiego z 2-3 partnerkami w całym zyciu.


                                            > Co do Marthy Steward, to już zupełnie nie rozumiem argumentacji, nie ma znaczen
                                            > ia na czym ktoś zrobił pieniądze skoro jest gigantem.

                                            Owszem dla mężczyzn ma. Sama napisałaś:
                                            " A jamie olivier - taki trochę odpowiednik marthy steward jest szalenie seksowny
                                            > i ma mnóstwo fanek."
                                            - pokreślę FANEK ! (nie fanów).

                                            Po prostu pieczenia ciast, przygotowywanie idealnej zastawy stołowej i własnoręczne haftowanie nie jest zbyt interesujące dla większości facetów.

                                            Widzisz kobiety pociąga sukces finansowy (nie zależnie czy jest to król nieruchomości czy młody informatyk). Facetów pociąga raczej konkretna dziedzina. W przypadku kobiet na pewno ważna jest uroda a nie status finansowy.
                                            Dlatego np. sławny z "Przyjaciół" i popkultury motyw "Księżniczki Lea i złote bikini" składzie akcent na bikini, i wygląd księzniczki a nie na jej tytuł i ew. majątek.
                          • hello-kitty2 Re: Piękna teoria Jesod...gorzej z efektami 24.08.13, 00:28
                            kutuzow napisał:

                            > > I na pewno nikogo nie będzie bolało takie rozwiązanie, jeśli jest tylko u
                            > czuci
                            > > owe porozumienie.
                            >
                            > Kto ocenia czy jest UCZCIWE?

                            "UCZUCIOWE porozumienie". Hehe tez sie na ten przymiotnik przygladalam. Co to jest "uczuciowe porozumienie" w sprawie rozdysponowania nadwyzki budzetowej to ja nie wiem :) Mialam tez pytac ale odpuscilam.
              • jesod Jak chciał spokoju i stabilizacji 23.08.13, 15:15
                mojemail3 napisała:
                > Jak chciał spokoju i stabilizacji to raczej się nie powinien na małżeństwo decy
                > dowac...

                Otóż to! Trzeba się umieć podzielić, wtedy można osiągnąć spokój i stabilizację.
          • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 12:25
            marek.zak1 napisał:

            > "W związku partnerzy nie powinni ustawiać się w opozycji do pasji partnera., a u
            > mozliwiać ich realizację(...)"

            Marku, rzecz chyba w tym, czy jest to kwestia chęci czy powinności.
            Bo gdybym miała poczucie,że coś powinnam, to chęci bym nie miała na "umożliwienie realizacji"
            Mimo tego,że okoniem nie staję, zawsze jestem pytana czy się zgodzę na wyjazd, turniej itp.
            • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 13:33
              Chęć, powinność. Gdy moja żona mnie informuje, ze chce spotkać się z z kuzynka np. w Krakowie, albo zapisała się na kurs samby, ja to przyjmuję do wiadomości i koniec. Skoro ma ochotę, dlaczego nie? Nie bardzo wiem, dlaczego ma mnie o to pytać?
              • zawle Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 13:53
                marek.zak1 napisał:

                > Chęć, powinność. Gdy moja żona mnie informuje, ze chce spotkać się z z kuzynka
                > np. w Krakowie, albo zapisała się na kurs samby, ja to przyjmuję do wiadomości
                > i koniec. Skoro ma ochotę, dlaczego nie? Nie bardzo wiem, dlaczego ma mnie o to
                > pytać?

                A gdybyście mieli małe dzieci i to oznaczałoby że wracasz z pracy wcześniej oraz musisz z czegoś zrezygnować? No i dać kasę, może nawet dorobić? A może nie musi Cię nawet pytać, bo kasa jest, dzieci duże i w niczym to nie zaburza twojego grafiku?
              • mojemail3 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 14:07

                marek.zak1 napisał:

                > Chęć, powinność. Gdy moja żona mnie informuje, ze chce spotkać się z z kuzynka
                > np. w Krakowie, albo zapisała się na kurs samby, ja to przyjmuję do wiadomości
                > i koniec. Skoro ma ochotę, dlaczego nie? Nie bardzo wiem, dlaczego ma mnie o to
                > pytać?


                Choćby ze względów czysto logistycznych, Marku:)

                Mówisz,żeś Pan dobry i łaskawy?
                • marek.zak1 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 14:19
                  Ze względów logistycznych i organizacyjnych mnie informuje. Jeszcze jestem sprawny i nie musi się mnę opiekować. Uważam, że zainteresowania partnera należy wspierać, a nie traktować je jako konkurencji.
                  Zapomniałyście już, ze żona jest częścią mnie :)
                  • jesod Zapomniałyście 23.08.13, 15:04
                    marek.zak1 napisał:
                    > Zapomniałyście już, ze żona jest częścią mnie :)

                    Pytanie: czy Ty jesteś częścią żony?

                    • marek.zak1 Re: Zapomniałyście 23.08.13, 15:18
                      Mam taką nadzieję.
                      • jesod Re: Zapomniałyście 23.08.13, 21:30
                        marek.zak1 napisał:
                        > Mam taką nadzieję.

                        Po tylu latach razem wypadałoby mieć pewność.
      • kutuzow Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 15:14
        aniuki napisała:
        > Dlaczego stara żona nie chciała zaakceptować gołębiarza?
        > Dlaczego nowa żona go zaakceptowała razem z jego obsrywającymi gołębnik medalis
        > tami?
        >
        > Dlaczego przy starej nie mógł tych medali zdobyć - choćby jej na złość?
        >
        > To wszystko jest dla mnie bardziej pouczające niż Sykstyna.
        > Gdyż albowiem niedawno byłam bardzo blisko tej starej żony... Za blisko.

        Aniuki ---> Mi osobiście podobał się bardzo art o przestrzeni w związku który już tu wcześniej linkowałem.
        Polecam np. ten fragment:

        "Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

        Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?

        Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał.

        Jaka jest przyszłość związku, w którym kobieta dąży do symbiozy?

        Albo związek przestanie istnieć, często dlatego, że mężczyzna nie jest w stanie w nim już wytrzymać, albo trwa, ale partnerzy są nieszczęśliwi. Ona dlatego, że on nie jest z nią przez 24 godziny na dobę, a on dlatego, że jest przytłoczony poczuciem winy. "

        Może więc pierwsza żona Pana od gołębi widziała w nich konkurencję na zasadzie "woli gołębie ode mnie"

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
        • hello-kitty2 Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 15:48
          kutuzow napisał:

          > Może więc pierwsza żona Pana od gołębi widziała w nich konkurencję na zasadzie
          > "woli gołębie ode mnie"

          Ktos pisal, ze pierwsza miala pretensje, ze nie zajmowal sie dziecmi tylko golebiami. Moze z druga nie mial dzieci i mogl poswiecic sie golebnikowi. Czy nawymyslalam?, nie chce mi sie szukac.
      • sea.sea Re: Piety, Anioły - a gołębniki? 23.08.13, 21:36
        Jeżeli stara żona miała z nim dzieci, a nowa nie, to by wiele tłumaczyło :]
    • prosty_facet Partner wydobywa z początku wersję pokazową 23.08.13, 13:31
      Taką "reklamówkę". Stąd może się wydawać, że to lepsza wersja nas.
      A potem, jak już znikną motylki w brzuchu, to obie strony wracają do
      prawdziwego obrazu siebie.
      • urquhart Re: Partner wydobywa z początku wersję pokazową 23.08.13, 14:14
        No a zostac reklamowka na stale? Nie spotkales sie z takim przypadkiem¿
      • jesod Motyl na całe życie 23.08.13, 15:08
        prosty_facet napisał:
        > A potem, jak już znikną motylki w brzuchu, to obie strony wracają do
        > prawdziwego obrazu siebie.

        Taaak, po motylkach ich poznacie... :)
      • loppe Re: Partner wydobywa z początku wersję pokazową 23.08.13, 16:12
        prosty_facet napisał:

        > Taką "reklamówkę". Stąd może się wydawać, że to lepsza wersja nas.
        > A potem, jak już znikną motylki w brzuchu, to obie strony wracają do
        > prawdziwego obrazu siebie.
        >
        >
        Wiesz, są dwie kategorie ludzi - ci którzy zyskują przy bliższym poznaniu i ci którzy nie zyskują

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka