notyouraveragegirl
09.09.14, 20:48
Przeczytałam setki jeśli nie tysiące wątków i nie jestem przekonana czy mój przypadek czymkolwiek różni się od innych opisanych na forum. Może tylko tym, że choć nie uprawiamy seksu to zwykle śpimy przytuleni i nie powiedziałabym, że nie ma między nami bliskości.
Jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami, w związku od czasu ostatniej klasy liceum. Wszyscy postrzegali nas jako najbardziej zakochaną parę na świecie, a teraz postrzegają jako wzorowe małżeństwo. Długo ze względów religijnych (co teraz wydaje mi się głupie) czekaliśmy z seksem. Nasze kontakty zaczynały się od pettingu i kiedy z tej mało wymagającej formy mieliśmy przejść na dużo trudniejszy i, na początku bolesny, seks byliśmy zniechęceni. Ale udało się. Ja byłam bardzo seksualnie aktywna - chciałam sprawiać mężowi przyjemność choć sama jej doświadczałam znacznie rzadziej - głównie podczas pettingu. Wielokrotnie czułam się odrzucona bo wręcz żebrałam o seks. Miewialiśmy momenty dobrego, częstego współżycia, ale im bardziej ja chciałam, tym bardziej on się ode mnie odsuwał. Kiedyś powiedział mi, że mam nie inicjować bo on się czuje osaczony. Więc przestałam. Właściwie wycofałam się kompletnie, przestałam cokolwiek w tej dziedzinie robić, cokolwiek ulepszać, zaprzestałam przebieranek i kupowania super seksownej bielizny na jedną noc. Wzięłam się za siebie (nie żebym wcześniej wyglądała źle), zaczęłam się zdrowo odżywiać i regularnie ćwiczyć co pozytywnie wpłynęło na moje poczucie własnej wartości. Wyglądam i czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Praktycznie codziennie doświadczam oznak zainteresowania innych mężczyzn - ale nie tego, na którym mi zależy. Myślę, że pornografia go zniszczyła, że nie potrafi się mną cieszyć bo nie wyglądam jak plastikowa lala. Mówi mi często, że jestem ładna, że ładnie wyglądam, jest zazdrosny o innych facetów. Napisałam mu dziś smsa, że nie umiem żyć z tym, że mu się nie podobam. On na to, że to przecież nie jest prawda. Ja, że czuję się dla niego seksualnie nieatrakcyjna. On, że jestem seksualnie atrakcyjna, że nie wie w czym tkwi problem bo nie powinno być żadnych przeciwności. Odpisałam, że nie ma we mnie nic co wywołuje w nim efekt "WOW", a on, po kilku godzinach, odpisał, że "twarz, szyja, ramiona, skóra, dłonie i brzuch". Napisałam tylko, że zapomniał wspomnieć o paznokciach od stóp i zakończyłam ten wątek bo nie mam siły, żeby znosić dalsze upokorzenia. Zaznaczę, że na początku związku zachwycał się moimi piersiami i pośladkami.
Ewidentnie jestem nie w jego typie - nie docenia żadnych moich atutów za wyjątkiem brzucha, nawet moje długie nogi go nie kręcą bo jemu się podobają nieproporcjonalne - z chudymi łydkami i grubymi udami! Nie wiem jak się wyplątać z tego związku. Kocham go, jednocześnie na 10 lat naszego bycia razem od przynajmniej 7 jest źle w tej kwestii. Nie chcę się decydować na dzieci bo wiem, że już w ogóle nie będzie seksu i że jeszcze trudniej będzie mi się z nim rozstać. Nie widzę szansy na poprawę, choć czasem, jak ostatnio, zdarzają się cuda i np. w ciągu 2 dni kochamy się 3 razy. I wtedy jestem zwykle radosna, nabieram nadziei, tylko po to, by w ciągu tygodnia znów popaść w depresję. Chciałabym coś zmienić, ale zupełnie nie wiem jak. Mam 27 lat i poczucie, że to ostatni dzwonek by dokonać radykalnych zmian.