pozdradzie
08.11.14, 03:26
Nie wiem czy to dobre forum, ale o seks się tu rozchodzi, a właściwie o jego brak...
rok temu dokładnie dowiedziałam się o istnieniu K, po tym jak pewnego wieczoru mój mąż wyszedł z domu na noc i wrócił rano. Trudno było mi w to uwierzyć wtedy, 6 lat po ślubie, 2 małych dzieci, udanym seksie, (średnio raz w tyg. bo małe dzieci, karmienie i zmęczenie), ale satysfakcjonującym.
Przez następne miesiące chodziliśmy na terapię małżeńską. Próbowaliśmy naprawiać, bo czym nagle mąż wyprowadził się z domu...
Do końca kłamał, że chce być sam, że już się po prostu odkochał, że jestem beznadziejną żoną...
Po 2 m-ach wrócił. Ja cała w skowronkach. Dzieci przeszczęśliwe. Chciałam mu pokazać, że jestem lepsza niż K. Mnóstwo czasu spędzaliśmy razem, było mnóstwo seksu i namiętności...
I nagle... koniec...
Czuję się jak przykurcz, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie nic. Stałam się oziębła. Muszę się porządnie upić, żeby pójść z nim do łóżka.
Wracają przykre wspomnienia...
On deklaruje chęć naprawy. Zapisał się na terapię. Mówił, że z K. juz koniec... i tak minął rok.
A u mnie nic się nie zmieniło. Nie wiem czy uda się to naprawić... czasem wydaje mi się, że będzie dobrze, ale przy najmniejszych problemach które się pojawiają, ja mam asa w rękawie - bo to on zdradził!
Czasem myslę, że może powinnam sie rozwieść, ale jako mąż -on jest teraz chodzącym ideałem, w łóżku czuły, w życiu wyrozumiały... to chyba ja mam problem... tylko jak go rozwiązać?
Moje ciało nie chce z nim się kochać, nawet jeśli rozum podpowiada co innego:(