Dodaj do ulubionych

"Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczość

05.01.15, 12:16
urquhart napisał:
"Szczęście się uśmiecha w niespodziewanych momentach tylko niektórzy nie potrafią rozpoznać okazji, bo niby gdzie i kiedy mieliby się tego nauczyć?
Może to następny temat wymagający przyjrzenia się?"

Zachęcony przez Urqu, postanowiłem założyć nowy wątek dotyczący męskiej spostrzegawczości.
Osobiście odczuwałem bowiem problem o którym pisał Urqu:

"Wychowywany w kobiecym kręgu w żalu i rozgoryczeniu facetami podobnie jak ty miałem kiedyś skopaną męską samoocenę i brak wzorców i doskonale to rozumiem. Drwiąc z twojego ględzenia zwalczam jednocześnie te same trendy w sobie, utrwalone wychowaniem."

Dekolty:
Jak wiadomo, zazwyczaj oceniamy po sobie -bowiem to często jedyny punkt odniesienia jaki mamy. Ja bardzo długo (tak gdzieś do połowy studiów) nie wiedziałem że wielkość dekoltu ma wiele funkcji. Wychodziłem z założenia, że skoro ja zakładam koszulki na zasadzie która pasuje do reszty ubioru kolorystycznie (i wtedy to czy to jest Polo, czy T-shirt w "serek" czy zwykły) jest wypadkową danego modelu, to byłem przekonany że z dekoltami jest podobnie. Widząc kobietę z wielkim dekoltem myślałem że po prostu ta bluzka pasowała jej do reszty ubioru.

Dopiero moja Ex wyjaśniła mi to na przykładzie koleżanki, która na wspólne spotkanie wpadła z dekoltem po pępek, że to kobieta co to złe intencje miała ;-)

Mowa ciała
Wychowany na "grzecznego chłopca" nie zwracałem uwagi na żadne typowe sygnały kobiece. Gdy kobieta obok coś zrzuciła, to podniosłem (tak jak się pomaga np. starszym ludziom), gdy się "potknęły" i otarły/wpadły na mnie to pomogłem (ale zupełnie nieświadomy znaczenia). Spojrzeń w oczy unikałem bo to niegrzeczne, typowych znaków (zabawa włosami, butem, oblizywanie ust, wypinanie biustu) zupełnie nie dostrzegałem. W męskim gronie takich znaków nie było, a nikt nie wspomniał, że to ma jakieś znaczenie "tajemne" -od taki koloryt bez znaczenia ;-)

Dopiero praca własna spowodowała, że cokolwiek zacząłem zauważać, ale nadal blisko mi do ksywki "kret" którą miałem przez czas studiów.

Tą zmianę dobrze oddają dwie sceny z "Love Actually"
www.youtube.com/watch?v=nnY1fBrebb4
wcześniej dostrzegałem komunikaty na poziomie sceny z 46:20min
teraz zaś wyłapuje juz takie jak ta z 32:50 min

Może inni panowie przyłączą się i podzielą się swoimi doświadczeniami w tej kwestii.
Obserwuj wątek
    • zawle Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 12:56
      Skoro mowa o męskiej spostrzegawczości, to ja powiem coś od siebie. Kilka razy w życiu, zanim się SPOSTRZEGŁAM, miałam na głowie rozjuszonego pana, który robił śmiałe awanse. Niczym sobie na nie nie zasłużyłam, poza jedną rzeczą. Traktowałam ich NORMALNIE. Uśmiechnęłam się, pogadałam jak człowiekiem. Kilka razy skończyło się niemal bijatyką pomiędzy moimi ówczesnymi a domniemanymi, kilka razy musiałam użyć słów powszechnie uważanych za wulgarne w celu odstraszenia zalotnika.

      Co do potknięć- nie mam zawrotów głowy. Gdy coś upuszczam to sama podnoszę ( czasami kończy się to stuknięciem w łeb z POMOCOWYM). Dekolty zaczęłam nosić od czasu gdy zaczęłam mieć cycki ( pewnie Twoja była nie miała- tylko błagam bez zdjęć- uwierzę jeśli powiesz że miała;).
      • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:23
        zawle napisała:

        Dekolty zaczęłam nosić od c
        > zasu gdy zaczęłam mieć cycki ( pewnie Twoja była nie miała- tylko błagam bez zd
        > jęć- uwierzę jeśli powiesz że miała;).

        Jesli chodzi o dekoldy to ja mam nieco inny gust. Najbardziej podobaja mi sie glebokie dekoldy u pan z malym biustem typu odwrocone talerzyki od filizanek, max to rozmiar Beyonce. Rowki, placki i szczury przy wycieciach do pasa to pomylka ;) Natomiast fajnie wypelniaja sukienki, golfy i inne zabudowane czesci garderoby. W ciagu dnia znaczy.
        Jakby co to wierze tez, ze wszystkie panie uzytkowniczki, zony, dziewczyny i kochanki maja ladne cycki, a terminy, ktorych uzylam to te, ktorymi operowali moi kumple ogladajac z 10 lat temu jakis festiwal jeszcze przed era silikonu ;)
        • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:28
          A jakie to są "szczury"?
          • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:52
            rekreativa napisała:

            > A jakie to są "szczury"?

            Tak koledzy ocenili wystep juz nie pamietam ktorej polskiej piosenkarki, co wyskoczyla ostro tancujac w bluzce lejacej bez stanika. Okreslenie bylo trafne trzeba przyznac. Wyobraz sobie dwa szczury wiszace za ogony i dyndajace dynamicznie obok siebie ;) Jak tak sobie posluchalam wtedy tych meskich komentarzy to przypomnialam sobie, ze jak olowek sie trzyma pod cyckiem to bez stanika sie na dwor nie wychodzi ;-) To bylo kupe czasu temu. Gdybym pamietala, o kogo chodzilo to pewnie do wygrzebania w necie ten wystep by byl. Tyle, ze teraz to juz sie nie zdarza na scenie, bo sylikon trzyma konstrukcje w ryzach ;) Z plackow z kolei to kojarze np Edyte Gorniak z dawniejszych lat, jak schudla po porodzie bodajze, bo teraz cycek ma jedrny.
            • slepafuria15 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:58
              Ja słyszałam jeszcze określenie uszy jamnika. :)
              • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 14:14
                slepafuria15 napisał(a):

                > Ja słyszałam jeszcze określenie uszy jamnika. :)

                Uszy spaniela byly chyba na tym forum tez. Niemniej tak jak powiedzialyscie dekoldy bywaja mylace, bo zaleza czesto od biustu, a nie od intencji.
        • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 16:14
          Zauważyłem że jest w internecie jakaś debata dekolty czy dekoldy. Mnie forma dekoldy, Kitty, zadziwia tak jak zadziwiałaby mnie forma klejnody, zamiast klejnoty. Ale to fajne, chętnie dowiem się więcej:). Język żyje!
      • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 15:54
        zawle napisała:

        > Skoro mowa o męskiej spostrzegawczości, to ja powiem coś od siebie. Kilka razy
        > w życiu, zanim się SPOSTRZEGŁAM, miałam na głowie rozjuszonego pana, który robi
        > ł śmiałe awanse. Niczym sobie na nie nie zasłużyłam, poza jedną rzeczą. Traktow
        > ałam ich NORMALNIE. Uśmiechnęłam się, pogadałam jak człowiekiem. Kilka razy sk
        > ończyło się niemal bijatyką pomiędzy moimi ówczesnymi a domniemanymi, kilka raz
        > y musiałam użyć słów powszechnie uważanych za wulgarne w celu odstraszenia zalo
        > tnika.


        Jakiś czas temu w USA żona senatora, która z mężem odwiedziła pilotów w kokpicie, oświad czyła że jeden z pilotów widocznie musiał być bardzo złakniony ciepła, ponieważ zwykłą serdeczność obejścia senatorowej zinterpretował - jak się okazało z późniejszych prób nawiązania z nią kontaktu - jako przejaw erotycznej słabości senatorowej do siebie.

        Poza tym - oprócz ogólnej takie powiedzmy serdeczności obejścia niektórych pań - jeszcze bardziej a perfidnie mylące może być, wydaje mi się coraz bardziej popularne, rzeczywiste wyrażanie zainteresowania jakiegoś przez kobietę, ale tylko po to żeby sobie zmanipulować "wielbiciela" (na chwilę lub dłużej), a nie żeby coś dać z siebie panu de facto.

        Ja na szczęście sygnały odbierałem i okazje rozpoznawałem raczej w XX niż XXI wieku. Od XXI wieku przyjąłem czy naturalna ewolucja moralno-hormonalna to sprawiła doktrynę "pójdę tylko proszony", a i to nie na pewno... No i nie chodzę na boki he he he!
        • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 16:52
          Sam wyślę czasem - a co mam tak stać? - jakiś sygnał, ale raczej zachwytu, poparcia nie okazji...

          -"Proszę powiedzieć tej pani że jest niezwykle zgrabna."
          -"Sam niech pan powie!" (mało zgrabna koleżanka tamtej, obie dwudziestolatki)
          -"Ale nie mogę bo tu jest głośno, a pani stoi między nami"
          Odeszła z fuknięciem na bok, a ja powiedziałem tamtej do ucha (jak tej pierwszej, też do ucha bo hałas):
          - "Pani jest...
          coś przeszkodziło i musieliśmy się odsunąć od siebie, wróciłem po sekundzie do jej uszka:
          -"Pani jest niezwykle zgrabna"
          Uśmiechała się cały ten czas, nieco szerzej niż Mona Lisa, nie patrząc raczej na mnie, starszego miłego konesera...
          • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 17:40
            Z kolei - i to są naprawdę mówiące sygnały, na które wystarczy poczekać emanując swoją naturalną kobiecością czy tam męskością, co tam kto ma - dwie babeczki po 30-tce się do mnie przysiadają, we wrześniu w ciasnym miejscu, bo nie ma miejsc. Rozmowa (rozmowa, nie mowa ciała) idzie jak po sznureczku, komitywa znakomita, w krótce jesteśmy kumplami, tańczymy, całujemy się, klepiemy po pupach... Kilka godzin...
            • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 17:49
              Więc słuchajcie, ja bym nie przeceniał tych zawoalowanych sygnałów (świetny film Urqu niżej, i ja się uczyłem rozszyfrowywać sygnały mowy ciała, to jest bardzo ciekawe, ale... w ogromnej większości sytuacji dowiesz się/zdarzy się via b.ewidentne sygnały ciała, nie wymagające szarad plus otwarte teksty...).

              • marek.zak1 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:04
                loppe napisał:

                > Więc słuchajcie, ja bym nie przeceniał tych zawoalowanych sygnałów (świetny film Urqu niżej, i ja się uczyłem rozszyfrowywać sygnały mowy ciała, to jest bardzo ciekawe, ale... w ogromnej większości sytuacji dowiesz się/zdarzy się via b.e widentne sygnały ciała, nie wymagające szarad plus otwarte teksty...).

                Na początku filmu jest powiedziane , że te sygnały są bardzo wazne od dnia pierwszego spotkania do dnia ślubu.
                Skoro założyleś wątek o wielkiej miłości do żony, rozumiem, że tychże sygnałów już nie wysłuchujesz / nie spostrzegasz / ignorujesz?
                • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:10
                  marek.zak1 napisał:
                  >
                  > Na początku filmu jest powiedziane , że te sygnały są bardzo wazne od dnia pie
                  > rwszego spotkania do dnia ślubu.
                  > Skoro założyleś wątek o wielkiej miłości do żony, rozumiem, że tychże sygnałów
                  > już nie wysłuchujesz / nie spostrzegasz / ignorujesz?

                  Rozwiń jak Ty to widzisz i stosujesz, trochę szerzej Marku:)
                  • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:12
                    marek.zak1 napisał:
                    >
                    > Na początku filmu jest powiedziane , że te sygnały są bardzo wazne od dnia pie
                    > rwszego spotkania do dnia ślubu.

                    Pytanie - Ale dlaczego tylko wtedy i aż bardzo ważne?
                    • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:16
                      loppe napisał:

                      > marek.zak1 napisał:
                      > >
                      > > Na początku filmu jest powiedziane , że te sygnały są bardzo wazne od dn
                      > ia pie
                      > > rwszego spotkania do dnia ślubu.
                      >
                      > Pytanie - Ale dlaczego tylko wtedy i aż bardzo ważne?

                      Bo moim zdaniem, jak nadmieniłem trochę już, te sygnały nie są BARDZO ważne, a dodam że nie TYLKO w okresie od pierwszego spotkania do ślubu, czyli w okresie zalotów przedślubnych... Są dość ważne i potem. tak to widzę.
                  • marek.zak1 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 19:31
                    loppe napisał:

                    > marek.zak1 napisał:
                    > >
                    > > Na początku filmu jest powiedziane , że te sygnały są bardzo wazne od dn
                    > ia pierwszego spotkania do dnia ślubu.
                    > > Skoro założyleś wątek o wielkiej miłości do żony, rozumiem, że tychże sygnałów już nie wysłuchujesz / nie spostrzegasz / ignorujesz?
                    >
                    > Rozwiń jak Ty to widzisz i stosujesz, trochę szerzej Marku:).

                    Sygnały te są ważne, jesli możesz je odpowiednio wykorzystać do zorganizowania seksu. Jesli z jakiegoś wzgledu takiego zamiaru nie masz (pani Ci się nie podoba, jesteś akurat po seksie z żoną, nie chcesz problemów itp.) te sygnały są jak w przypadku kobiety, której się facet nie podoba, a jest natarczywy - a więc dosyć kłopotliwe.
                    Z kolei podjecie takowej gry , kiedy wiesz, ze finału i tak nie będzie jest powiedzmy niepotrzebne, a dla drugiej strony rozczarowujące..
                    Czyms zupełnie innym jest flirtowanie, jeśli obie strony wiedzą, że jest to flirt.



                    • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 19:49
                      No przecież sygnały że facet jest atrakcyjny i budzi minimalne pożądanie są jedynie wspomnianą szansą. Warunkiem koniecznym niewystarczającym. Czasami się facet wtedy odezwie prostacko lub niezdecydowanie i czar pryska.
                      Można ją wykorzystać do flirtu, można do seksu, albo zignorować lub niezauważyc.
            • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:33
              loppe napisał:
              > Z kolei - i to są naprawdę mówiące sygnały, na które wystarczy poczekać emanują
              > c swoją naturalną kobiecością czy tam męskością, co tam kto ma - dwie babeczki
              > po 30-tce się do mnie przysiadają, we wrześniu w ciasnym miejscu, bo nie ma mie
              > jsc. Rozmowa (rozmowa, nie mowa ciała) idzie jak po sznureczku, komitywa znakom
              > ita, w krótce jesteśmy kumplami, tańczymy, całujemy się, klepiemy po pupach...
              > Kilka godzin...

              Scenariusz Jak z dokumentu NGeo o przekrętach na turystach w Brazylii.
              Za kilka godzin pojawia budzisz się z bólem głowy po GHB bez portfela. Albo pojawia się alfons po kasę , płacisz za towarzystwo albo kanceruje Ci facjatę i i tak zabierze portfel :)

              Ale do rzeczy:
              A. Jeżeli czekasz na otwarty ruch od kobiety, przegapiasz okazje i możesz sie nigdy nie doczekać, a do tego zapracować na opinię gbura albo opóźnionego umysłowo.
              B. Jeżeli nie czekasz na zachętę i startujesz na chybił trafił zapracujesz na opinię zbooka, oblesia, chama a w najgoszym razie mogą cię przymknąć za naruszanie nietykalności cielesnej.

              Nawet w związku ważne jest żeby wykorzystać TEN moment. A w dodatku jeżeli bedziesz przezroczysty dla kobiet wokół wkrótce stajesz się przezroczysty także dla własnej partnerki.
              • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 18:47
                urquhart napisał:

                > loppe napisał:
                > > Z kolei - i to są naprawdę mówiące sygnały, na które wystarczy poczekać e
                > manują
                > > c swoją naturalną kobiecością czy tam męskością, co tam kto ma - dwie bab
                > eczki
                > > po 30-tce się do mnie przysiadają, we wrześniu w ciasnym miejscu, bo nie
                > ma mie
                > > jsc. Rozmowa (rozmowa, nie mowa ciała) idzie jak po sznureczku, komitywa
                > znakom
                > > ita, w krótce jesteśmy kumplami, tańczymy, całujemy się, klepiemy po pupa
                > ch...
                > > Kilka godzin...
                >
                > Scenariusz Jak z dokumentu NGeo o przekrętach na turystach w Brazylii.
                > Za kilka godzin pojawia budzisz się z bólem głowy po GHB bez portfela. Albo poj
                > awia się alfons po kasę , płacisz za towarzystwo albo kanceruje Ci facjatę i i
                > tak zabierze portfel :)

                A właśnie! Zgadza się. Tu jest prawdziwa szkoła odczytu, a nie taka nominalna. Gdy czytasz i sercem i umysłem wyczuwasz fałsz i kurestwo. Plastusie PUA-owscy czytają tylko umysłem, ja się czujnie ulatniam w tego typu intuicji. Zdarzyło mi się może 2-3 razy w życiu, kurwy nie lgną do mnie. Straszne:(
                >
                > Ale do rzeczy:
                > A. Jeżeli czekasz na otwarty ruch od kobiety, przegapiasz okazje i możesz sie n
                > igdy nie doczekać, a do tego zapracować na opinię gbura albo opóźnionego umysło
                > wo.

                To nie jest tak, ale nie rozwinę.

                > B. Jeżeli nie czekasz na zachętę i startujesz na chybił trafił zapracujesz na o
                > pinię zbooka, oblesia, chama a w najgoszym razie mogą cię przymknąć za naruszan
                > ie nietykalności cielesnej.

                Zgoda. Ale zachęta jest nieraz niewiele warta, dlatego nie bardzo ważna. Niektóre panie omiatają np. takim zainteresowanym spojrzeniem etc. ale tylko żeby sobie dobrze zrobić a nie tobie, trzeba wejrzeć jeszcze głębiej niż objawy zainteresowania kobiety. Ale ja nie chce brzmieć jak jakiś ekspert, bo mnie to nie pociąga, nie interesuje w 21. wieku bardzo, tylko trochę.

            • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:07
              ... ale to nie była sesja łóżkowego gruppen sex dla jasności, wszystko się działo w clubie, wśród ludzi

              Owszem, miałem potem propozycję - tylko z 1 z 2 do łożnicy, ale ja mówię pas w 21 wieku
              • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:50
                21 wiek - wiek coraz bardziej cynicznego rozumu i konsumpcjonizmu zjadającego swój własny ogon

                Coraz więcej niedobrych zjawisk zwiastujących poważną katastrofę naszej cywilizacji

                Wydaje mi się że najlepszy czas ludzkości to były lata 60-70, tak patrzę na filmy, książki, muzykę (zwykle dodaje się dziś XX wieku, ale ponieważ XXI wiek nie miał jeszcze swoich lat 60-70, to niepotrzebnie)

    • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:10
      No, niektórzy jak te krety, a inni z kolei są "spostrzegawczy" za bardzo, to znaczy spostrzegają znaki, których nie ma.
      Bo ten dekolt np. - może wynikać jedynie z gustu pani, która ubiera się tak i na randkę i do kościoła i do babuni na imieniny. Z samegoż dekoltu nie wysnuwałabym dalekosiężnych wniosków, podobnie jak z potknięć i ocierań.
      Mnie się raz zdarzyło zupełnie przypadkiem podeprzeć dłonią prosto na kroczu jednego pana i przysięgam, że nie miałam żadnych złych intencji :)
      • slepafuria15 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:42
        Jak kobieta daży do kontaktu fizycznego to jest znak. Jak długo patrzy w oczy, jak przygryza wargę. Dekolty sie nie sprawdzają. Ja na randki bardzo czesto chodze zapięta pod sama szyje.
      • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 13:49
        Dlatego kombinacja sygnałów jest ważna : )
        Do zdekodowania ważna jest i znajomość kodu ale i inteligencja emocjonalna.

        I osobnicy wykluczeni i odrzuceni w tej grze sfrustrowani reagują agresją nie zawsze wycofaniem to też nie do uniknięcia.
        • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 15:05
          No właśnie, kombinacja sygnałów i jeszcze okoliczności, bo jak babka np. co chwila Cię dotyka na trudnej trasie w górach, to niekoniecznie dlatego, że na Ciebie leci, ale po to, by nie zlecieć :)
          • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 17:14
            Pamiętam dokument ciekawą analizę podświadomych mikrosygnałów uprawniających intencje w zachowaniu kobiet
            m.youtube.com/watch?v=SBOtj1RmaUE
            -
            Żony wtedy są najlepszymi słuchaczami, gdy ich mąż mówi do innej kobiety.(Henri Torré)
    • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 19:03
      Ale takie sygnały nie muszą być od razu preludium do rozpoczęcia czegoś, tylko do takiej fajnej interakcji na odległość, mnie się to nagminnie zdarza w autobusie, czy tramwaju-nagle łapię spojrzenie jego, potem ja zerkam, albo odwrotnie, ja pierwsza zaczynam, i taka wymiana spojrzeń obustronna się zawiązuje.Nagle, cholera , trzeba wysiąść , no i ostatnie spojrzenie i koniec .
      • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostr 05.01.15, 19:05
        ninek04 napisała:

        > Ale takie sygnały nie muszą być od razu preludium do rozpoczęcia czegoś, tylko
        > do takiej fajnej interakcji na odległość, mnie się to nagminnie zdarza w autobu
        > sie, czy tramwaju-nagle łapię spojrzenie jego, potem ja zerkam, albo odwrotnie,
        > ja pierwsza zaczynam, i taka wymiana spojrzeń obustronna się zawiązuje.Nagle,
        > cholera , trzeba wysiąść , no i ostatnie spojrzenie i koniec .

        Dokładnie. I tak to trzeba traktować. Płcie łakną jakiegoś przelotnego potwierdzenia i to jest cały sens ogromnej większości interakcji i... odczytów prawidłowych. To nie jest bardzo ważne, powtarzam:)
    • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:20
      Rozpoznawanie okazji na co? Na niezobowiazujacy flirt? Jest ich mnostwo, dostrzegam je na kazdym kroku. Kobiety uwielbiaja flirtowac, kusic, droczyc sie. Chyba dla wiekszosci taka relacja jest budujaca i szalenie je wzmacnia. Tak jak kot - lubi walczyc z wyimaginowana mysza albo drzec pazurami po drapaku. Kobiety podobnie - lubia pocwiczyc z facetami, ktorych traktuja niepowaznie, aby w poradzic sobie w sytuacji walki o wlasciwego faceta.
      • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:26
        sabat.77 napisał:

        > Rozpoznawanie okazji na co? Na niezobowiazujacy flirt? Jest ich mnostwo, dostrz
        > egam je na kazdym kroku. Kobiety uwielbiaja flirtowac, kusic, droczyc sie. Chyb
        > a dla wiekszosci taka relacja jest budujaca i szalenie je wzmacnia. Tak jak kot
        > - lubi walczyc z wyimaginowana mysza albo drzec pazurami po drapaku. Kobiety p
        > odobnie - lubia pocwiczyc z facetami, ktorych traktuja niepowaznie, aby w porad
        > zic sobie w sytuacji walki o wlasciwego faceta.

        No właśnie. Zaczynamy zdobywać jakieś zrozumienie dla prostego faktu że jak kobieta albo facet dupą:) ponętnie zakręci przed oczyma raz i drugi, to jeszcze nie znaczy że się zakochała.
        Pięknie tu Sabat sformułowałeś potrzebę pogłębienia zrozumienia tematu... Potrafisz werbalizować, co ja jakby trzymam w chmurze, chmurze zrozumienia...
        • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:29
          Kitty ma też fenomenalny dar werbalizacji...
      • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:35
        . Kobiety p
        > odobnie - lubia pocwiczyc z facetami, ktorych traktuja niepowaznie, aby w porad
        > zic sobie w sytuacji walki o wlasciwego faceta.

        Takie wysyłanie sygnałów to w ramach ćwiczeń?Jak mogę traktować faceta, którego nie znam, z góry zakładając,niepoważnie?Zaczepienie wzrokiem, uśmiech, niezobowiązująca wymiana zdań-to jest miłe, ale to nie oznacza, że chcę go mieć, zdobyć,że go osaczam.
        Poza tym, ja nie zamierzam walczyć o faceta, to już daleko za mną, więc takie wprawki nie są mi potrzebne.
        • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:45
          A czy kot zastanawia sie czemu bawi sie z klebkiem welny i czy to bedzie mu kiedys potrzebne w polowaniu? Uwazasz ze wszystkie dzialania czlowieka to wynik logicznego planu? O wiele bardziej prawdopodobne jest dla mnie to, ze kierujemy sie mieszanina planowania i instynktow, a rzadza nami regula poszukiwania przyjemnosci i unikania przykrych doznan.
          • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:52
            Kłębek wełny jest całkowicie bezwolny i zdany na łaskę kota.
            Na jakiej podstawie ustawiasz wszystkich facetów w tej roli? Naprawde myślisz, że jesteście takimi ofiarami? Że facet, który flirtuje całą parą, to jest jakieś bezbronne dzieciątko we mgle?
            • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:03
              rekreativa napisała:

              > Kłębek wełny jest całkowicie bezwolny i zdany na łaskę kota.
              > Na jakiej podstawie ustawiasz wszystkich facetów w tej roli? Naprawde myślisz,
              > że jesteście takimi ofiarami? Że facet, który flirtuje całą parą, to jest jakie
              > ś bezbronne dzieciątko we mgle?

              No nie - oni sa raczej jak krewetki przetrzasajace kolejne ziarenka w podlozu w poszukiwaniu czegos do zarcia. Wchodza we flirt w nadziei, niklej bo niklej, ze bedzie z tego jakies ruchanie. Zatem motywacja jest.
              • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:19
                " Wchodza we flirt w nadziei, niklej bo niklej, z
                > e bedzie z tego jakies ruchanie. Zatem motywacja jest."

                Ale mają też całkiem dobrą świadomość, że w 9 na 10 przypadków z flirtu seksu jednak nie będzie i akceptują ten fakt.
                Chodzi mi o to, że to nie jest dla nich jakiś wielki zawód. Bo Ty z kolei tak piszesz, jakby kobiety popełniały tu jakies perfidne oszustwo i wodziły nieszczęsnych na manowce, a oni potem cierpią z tego powodu.
                Myślisz, że krewetki odczuwają jakies szczególne emocje odgarniając te swoje ziarnka?
                • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:35
                  Nie, pisze ze w kobiecej naturze lezy silniejsza potrzeba flirtowania niz mezczyznach. Flirt jest dla kobiety zyskiem emocjonalnym a dla faceta strata, ale z reguly gotow jest to zaakceptowac bo jak nie odfiltruje tych ton ziarenek to nigdy nie znajdzie nic do zarcia. I gdyby to byli 9/10 to by bylo zajebiscie. Sklaniam sie do 99/100 albo raczej 999/1000 :) to juz zalezy od statusu faceta.
                • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:42
                  Krewetki nie odczuwaja rozpaczy z tego tytulu ale nie czuja tez przyjemnosci w kreceniu tymi ziarenkami.
                • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:52
                  rekreativa napisała:

                  > Chodzi mi o to, że to nie jest dla nich jakiś wielki zawód. Bo Ty z kolei tak p
                  > iszesz, jakby kobiety popełniały tu jakies perfidne oszustwo i wodziły nieszczę
                  > snych na manowce, a oni potem cierpią z tego powodu.
                  > Myślisz, że krewetki odczuwają jakies szczególne emocje odgarniając te swoje zi
                  > arnka?

                  Wg mnie jakies emocje sa i musza byc. Nie moze byc tak, ze ktos ma nie przejawiac zadnych emocji, bo jak przejawia jakies to jest wariat i psychopata (vide opinia Wonta w watku River). Ja tez mam emocje jak mowie publicznie po holendersku do grupy Holendrow. Problem w tym ze z emocjami trzeba sobie umiec radzic. No przeciez jak walne iles baboli to nie znienawidze tych perfidnych Holendrow, ze przez ich wstretny jezyk to zrobilam byki i mnie nie zrozumieli tudziez zmarszczyli brwi i sie zastanawiaja, o co mi biega. Ani oni nie sa winni, ze moja komunikacja jest niedrozna ani ja nie moge sie poddawac i zanim sie ponownie nie odezwe to juz z gory weszyc, ze te chamy na pewno juz czekaja az znowu popelnie ten zasrany blad ;-)))) Tu jest cos nie tak. Jak odbieram niepowodzenie? Jak oceniam jego rozmiar? Czy skala emocji jest adekwatna do rozmiaru niepowodzenia? Co dalej? Czy mi sie od razu rujnuje obraz calej mojej osoby?
                  • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:15
                    "Czy skala emocji jest adekwatna do rozmiaru niepowodzenia?
                    > Co dalej? Czy mi sie od razu rujnuje obraz calej mojej osoby?"

                    O to mi dokładnie chodziło, dlatego uzyłam sformułowania "jakieś szczególne emocje".
                    Że jak sobie flirtujesz z kimś fajnym, to możesz czuć lekkie podekscytowanie, ale kiedy nic z tego nie wyniknie , to nie idziesz i nie płaczesz w poduszkę, nie?
                    Sabat porównał kobiety do kotów, a mężczyzn do kłebków wełny, a ja mówię, że oboje jesteśmy kotami, które bawią się kłębkiem - tylko jedenemu się zabawa nudzi szybciej, a drugi jeszcze by sie pobawił...
                    • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:20
                      rekreativa napisała:

                      > O to mi dokładnie chodziło, dlatego uzyłam sformułowania "jakieś szczególne emo
                      > cje".
                      > Że jak sobie flirtujesz z kimś fajnym, to możesz czuć lekkie podekscytowanie, a
                      > le kiedy nic z tego nie wyniknie , to nie idziesz i nie płaczesz w poduszkę, ni
                      > e?
                      > Sabat porównał kobiety do kotów, a mężczyzn do kłebków wełny, a ja mówię, że ob
                      > oje jesteśmy kotami, które bawią się kłębkiem - tylko jedenemu się zabawa nudz
                      > i szybciej, a drugi jeszcze by sie pobawił...

                      Tak jest. Malo tego. Jesli Sabat odbiera flirt jako z gory niesymetryczny to powinien popracowac nad uzyskaniem symertii albo obrocic ten brak symetrii na swoja korzysc. Inteligencji mu nie brakuje.
      • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:47
        "Kobiety p
        > odobnie - lubia pocwiczyc z facetami, "

        Ćwiczenia to chyba w wieku nastoletnim.
        Potem się flirtuje dla samej przyjemności flirtu, co Tobie jest obce, jak rozumiem.

        "ktorych traktuja niepowaznie,"

        A ten facet, który do mnie puszcza oczko w autobusie MPK, to mnie traktuje poważnie?
        Przecież chyba nie oczekuje, że mu się oddam na kolejnym przystanku?
        • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 20:58
          rekreativa napisała:

          > Ćwiczenia to chyba w wieku nastoletnim.
          > Potem się flirtuje dla samej przyjemności flirtu, co Tobie jest obce, jak rozum
          > iem.

          No ja ciebie strasznie przepraszam :) ale to juz racjonalizacja swiadomego umyslu. No bo mamy partnerow, jestesmy juz dorosli to nie musimy cwiczyc itd. Czlowiek caly czas cwiczy interakcje i pozycjonuje sie wsrod innych. Miedzy innymi takiemu pozycjonowaniu sluzy flirt.

          > A ten facet, który do mnie puszcza oczko w autobusie MPK, to mnie traktuje powa
          > żnie?
          > Przecież chyba nie oczekuje, że mu się oddam na kolejnym przystanku?

          Sprobuj mu kiedys dac do zrozumienia, ze ma na to szanse, to przekonasz sie o "powadze" jego zainteresowania :)))
          On testuje sytuacje, ale generalnie bierze pod uwage realny seks.
          • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:12
            "ale to juz racjonalizacja swiadomego umys
            > lu."

            Ale jaka racjonalizacja? Że flirt według Ciebie zawsze jest polem manewrowym, a nie przyjemnością?


            "On testuje sytuacje, ale generalnie bierze pod uwage realny seks."

            Tak, ja też generalnie biorę pod uwagę, że kiedyś gdzieś pójdę z kimś do łóżka...
            Brac pod uwagę, że gdyby jednak, to skorzystam, a liczyć na seks i czuć rozczarowanie, kiedy nie nastąpi, to sa bardzo różne rzeczy.
            Ja mam na mysli tę właśnie różnicę. Że jednak chyba większość gości flirtując sobie z panią w autobusie, nie liczy na seks i nie czuje jakiegoś wielkiego zawodu, że się na flircie skończyło. Krótko mówiąc nie są to ofiary demonicznych kocic, jak cały czas próbujesz przedstawiać.
            • lybbla Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:41
              rekreativa napisała:

              > Tak, ja też generalnie biorę pod uwagę, że kiedyś gdzieś pójdę z kimś do łóżka...

              Wałkowaliśmy to przy okazji dyskusji o friendzone. Słowa kluczowe Kutuzov, Friendzone.
              Sytuacja nie jest symetryczna.

              Ja tylko przypomnę o co chodzi, posłużę się przykładem, który jest odpowiednikiem niezobowiązującego flirtu:
              Kobieta decyduje się na seks z zatwardziałym singlem a ten odrzuca jej oświadczyny.

              W obu przypadkach w wyniku niedopowiedzeń następuje rozdźwięk w interpretacji między uczestnikami
              potrzeba adoracji vs seks
              seks vs związek

              Zatwardziały singiel, też generalnie bierze pod uwagę, że kiedyś się z kimś zwiąże...

              Zarówno flirt i seks są przyjemne. To woda na nasz młyn.
              No ale ja to przeżarty gender jestem.
              • triismegistos Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostr 07.01.15, 13:11
                Oświadczając się, komukolwiek- nie tylko singlom zatwardziałym, po okazjonalnym seksiku udowadniamy, że bardziej niz ślub przydał by nam się dobry terapeuta.
          • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:19
            sabat.77 napisał:

            >

            >
            > > A ten facet, który do mnie puszcza oczko w autobusie MPK, to mnie traktuj
            > e powa
            > > żnie?
            > > Przecież chyba nie oczekuje, że mu się oddam na kolejnym przystanku?
            >
            > Sprobuj mu kiedys dac do zrozumienia, ze ma na to szanse, to przekonasz sie o "
            > powadze" jego zainteresowania :)))
            > On testuje sytuacje, ale generalnie bierze pod uwage realny seks.

            Sabat, zaraz pęknę ze śmiechu, no chyba nie myślisz, że jak facet spojrzy na babkę, albo babka na niego, nawet takim znaczącym spojrzeniem, to zapraszajä się do seksu? Owszem testują się, może nawet pomyślę: o , fajny, mogłabym z nim to i tamto, ale przecież nie zaproszę go do łóżka, ani on mnie.To takie testowanie się wzrokiem i wyobraźnia, co by było,gdyby,ale z realnością nie ma nic wspólnego.
            • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:37
              Zgadzam sie. On by moze i chcial, ale ma swiadomosc, ze to raczej malo prawdopodobny scenariusz.
        • marek.zak1 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:05
          rekreativa napisała:
          > A ten facet, który do mnie puszcza oczko w autobusie MPK, to mnie traktuje poważnie? Przecież chyba nie oczekuje, że mu się oddam na kolejnym przystanku?

          Ja tez nie raz puszczam oczko do dziewczyn. Rzadko która się nie uśmiechnie.
          • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:17
            marek.zak1 napisał:

            > rekreativa napisała:
            > > A ten facet, który do mnie puszcza oczko w autobusie MPK, to mnie traktuj
            > e poważnie? Przecież chyba nie oczekuje, że mu się oddam na kolejnym przystank
            > u?
            >
            > Ja tez nie raz puszczam oczko do dziewczyn. Rzadko która się nie uśmiechnie.

            Ja puszczam baka. Dlatego staram sie unikac komunikacji miejskiej, bo wtedy najczesciej wykopuja mnie ze srodka, a stare babcie napierdalaja mnie parasolkami.

            A bardziej serio - coz Ci Marku pozostalo? Mi tez nie, dodam dla scislosci :)
            • rekreativa Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:22
              No ale myślisz, że gdyby ta dziewczyna, której Marek puszcza oczko, podeszła i szepnęła "za godzinę tu i tu", to Marek by poszedł?
              A Ty byś poszedł? No chyba jednak nie za bardzo?
              • marek.zak1 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:39
                rekreativa napisała:

                > No ale myślisz, że gdyby ta dziewczyna, której Marek puszcza oczko, podeszła i szepnęła "za godzinę tu i tu", to Marek by poszedł?
                > A Ty byś poszedł? No chyba jednak nie za bardzo?

                Jak to napisałem w jednej z książek: Najedzony lew nie poluje :)
                Mój współpracownik - biolog, to potwierdził. A tak naprawde, to ćwiczę czary. Uśmiech i mrugnięcie . To działa :).
              • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:40
                Ja bym nie poszedl, bo brzmi tak nieprawdopodobnie, ze to musialby byc podstep.
                • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:57
                  sabat.77 napisał:

                  > Ja bym nie poszedl, bo brzmi tak nieprawdopodobnie, ze to musialby byc podstep.

                  A jak w ogole sobie wyobrazasz prawdopodobny scenariusz pojcia z kims do lozka na dzien dzisiejszy?
                  • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:06
                    hello-kitty2 napisała:

                    > sabat.77 napisał:
                    >
                    > > Ja bym nie poszedl, bo brzmi tak nieprawdopodobnie, ze to musialby byc po
                    > dstep.
                    >
                    > A jak w ogole sobie wyobrazasz prawdopodobny scenariusz pojcia z kims do lozka
                    > na dzien dzisiejszy?
                    >

                    Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe do zrealizowania.
                    • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:22
                      sabat.77 napisał:

                      > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe do zrealizowania.

                      A jak Ci nie stanie?
                      • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:40
                        hello-kitty2 napisała:

                        > sabat.77 napisał:
                        >
                        > > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe do zrealizowa
                        > nia.
                        >
                        > A jak Ci nie stanie?

                        To co? To chyba normalny scenariusz, nie jedna diva reanimowała ptaka. W sumie pójść na dziwki to jest dość krępująca dla faceta sytuacja, więc nic dziwnego - może się tak stać. Dla mnie osobiście to nie byłby żaden problem, gdyby mi nie stanął w takiej sytuacji. Na zasadzie - raz stanie a raz nie.
                        • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:20
                          sabat.77 napisał:
                          > To co? To chyba normalny scenariusz, nie jedna diva reanimowała ptaka. W sumie
                          > pójść na dziwki to jest dość krępująca dla faceta sytuacja, więc nic dziwnego -

                          Z tego co zauważyłem to jedynie dla wrażliwego faceta jest krępująca więc nie tak często.
                        • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:31

                          >
                          > > sabat.77 napisał:
                          > >
                          > > > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe do zrea
                          > lizowa
                          > > nia.

                          To jest niewykonalne, w Twoim przypadku, nie przekonasz mnie, że jest
                          >
                          • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:37
                            ninek04 napisała:

                            >
                            > >
                            > > > sabat.77 napisał:
                            > > >
                            > > > > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe d
                            > o zrea
                            > > lizowa
                            > > > nia.
                            >
                            > To jest niewykonalne, w Twoim przypadku, nie przekonasz mnie, że jest

                            Dlaczego tak uważasz?
                            • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:57
                              sabat.77 napisał:

                              > ninek04 napisała:
                              >
                              > >
                              > > >
                              > > > > sabat.77 napisał:
                              > > > >
                              > > > > > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i moz
                              > liwe d
                              > > o zrea
                              > > > lizowa
                              > > > > nia.
                              > >
                              > > To jest niewykonalne, w Twoim przypadku, nie przekonasz mnie, że jest
                              >
                              > Dlaczego tak uważasz?

                              Bo masz zasady, które wyznajesz, bo jesteś w związku małżeńskim i trzyma Cię w nim, jeśli nie miłość, to lojalność i poczucie przyzwoitości w stosunku do żony,i bo-, to chyba najważniejsze,jesteś wrażliwym człowiekiem, właśnie człowiekiem, a nie tworem, którego określa jakieś tam LMS,i dlatego nie dla Ciebie płatny seks i dziwki, czy nawet divy, tak uważam.
                              • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 00:21
                                Tak bardzo po kobiecemu to wszystko postrzegasz :)
                                Brzmi fajnie, ale trudno wziac to za dobra monete. Mezczyzni z taka osobowoscia maja chyba najbardziej pod gorke w zyciu. Diagnoza fatalna dla pacjenta. Ale czy prawdziwa? Licze po cichu, ze jednak nie.
                                • urquhart osoba nadmiernie wierna normom moralnym, które prz 06.01.15, 00:30
                                  sabat.77 napisał:
                                  > Tak bardzo po kobiecemu to wszystko postrzegasz :)
                                  > Brzmi fajnie, ale trudno wziac to za dobra monete. Mezczyzni z taka osobowoscia
                                  > maja chyba najbardziej pod gorke w zyciu. Diagnoza fatalna dla pacjenta. Ale c
                                  > zy prawdziwa? Licze po cichu, ze jednak nie.

                                  frajer - (1.1) pot. osoba dająca się łatwo nabrać, naiwna; osoba nadmiernie wierna normom moralnym, które przez innych nie są przestrzegane (...)
                                  • sabat.77 Re: osoba nadmiernie wierna normom moralnym, któr 06.01.15, 00:43
                                    No wlasnie, tez tak to odebralem :) ale bez zlych intencji, tylko niekorzystna dla mnie interpretacja faktow. Chociaz moze nie, bo z frajerami kobiety nie sypiaja - a to by sie zgadzalo :)
                                  • rekreativa Re: osoba nadmiernie wierna normom moralnym, któr 06.01.15, 13:00
                                    "osoba nadmiernie wie
                                    > rna normom moralnym, które przez innych nie są przestrzegane "

                                    Po pierwsze, jak można nadmiernie przestrzegać norm moralnych?
                                    Nie bardzo to rozumiem. No chyba albo ktoś jest uczciwy, albo nie jest, albo jest wierny zonie, albo nie jest itd. Nie można być trochę w ciąży...
                                    (żebym nie została źle zrozumiana: nie mam tu na myśli, że norm moralnych, które nam narzuca kultura trzeba koniecznie przestrzegać i że wszystkie one są słuszne i sensowne. Chodzi mi tylko o to, że albo się danej normy przestrzega, albo nie - nie widzę tu miejsca na stopniowanie np. wierności małżeńskiej)

                                    Po drugie: to, że inni nie przestrzegają jakichś zasad, nie powinno mieć związku z moim własnym systemem wartości - bo to jest moralność zewnątrzsterowna, moralność złodzieja, który nie żałuje tego, że zabrał cudzą własność, ale tego że go złapali.
                                    Jest to też postawa infantylna: skoro Jasio ukradł cukierki, to i ja ukradnę, a co!
                                    Mozna świadomie i z wyboru złamać normę moralną, ale po co się zasłaniać parawanem w postaci "bo inni też łamią"?
                                    • urquhart jak można nadmiernie przestrzegać norm moralnych? 06.01.15, 14:20
                                      rekreativa napisała:
                                      > Po pierwsze, jak można nadmiernie przestrzegać norm moralnych?
                                      > Nie bardzo to rozumiem. No chyba albo ktoś jest uczciwy, albo nie jest, albo je
                                      > st wierny zonie, albo nie jest itd. Nie można być trochę w ciąży.

                                      To albo masz słabą spostrzegawczość albo jesteś następnym przykładem frajerki.
                                      Łatwo przestrzegać norm tam gdzie inni są wobec ciebie fair i w porządku, szanują cię, a nie chcą wydymać.

                                      Przykład 1.
                                      Rząd nas mnoży podatki rabunkową gospodarką wyciskając obywateli, nie ma miesiąca bez podniesienia lub wprowadzenia kolejnego podatku lub parapodatku , przy obciążeniach realnych (ZUS, kwoty zwolnień) dawno najwyższych w europie i żałosnej sile nabywczej. Myślisz że luzie mający sie za ucziwych jak ich facet z warsztatu zapyta z fakturą (musi doliczyć 23% więcej) proszą z podatkiem? Czy nie kombinująć mają przeknanie że są łupieni? Albo jak kupuj coś od znajomego lub pożyczą 1000 PLN lub wiecej jak zaproponujesz umowę i zapłątę wymaganego prawem podatku od umów cywilny prawnych 2% najucziwszy nie spojrzy na ciebie jak na kompletnego idiotę?

                                      Przykład 2.
                                      Jedno dziecko dostało drogie piekne samochodziki i niszczy je z premedytacją jeden po drugim. Myślisz że drugie dziecko ma skrupuły zabrać jeden z nich i uznaje to za kradzeż? Przecież ono ratuje coś co jest cenne , a oczach drugiego nie ma żadnej wartości.
                                      Podobnie jest z kradzieżą, mój syn rozrzuca i nie ceni rzeczy, pojechał na zawody sportowe do biednej wsi i wszytko mu ukradli, kurtkę, strój itp. Tylko jemu. Wcale mnie to nie zdziwiło.

                                      Normy moralne są po to by nie krzywdzić innych, oparte na empatii.
                                      Czasem nie mają ostrości nie jest jasne kto kogo naprawdę krzywdzi .

                                      Podobnie nie mają oporów kochanki jak widzą jak niektóre żony traktują mężów pomiatając nimi , a one widzą w nich coś cennego (np. Zamachowskiego cytując jak stare niepotrzebne w domu krzesło) i uważają się że postępują uczciwie.
                                      • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 14:47

                                        Jeszcze raz powtórzę: nie uważam, że wszystkie normy zwane moralnymi, szczególnie dotyczące obyczajowości to dobro wcielone.
                                        Natomiast chodzi mi o nazywanie rzeczy po imieniu: możesz uważać, że rząd Cię okrada, ale jeśli nacyganisz gdzieś w podatkach, to popełniłeś oszustwo i tyle. Tak to się nazywa - oszustwo.

                                        Po drugie: człowiek moralny to dla mnie ktoś, kto ma tę moralność uwewnętrznioną - nie zależy ona od okoliczności zewnętrznych. On nie kradnie, bo po prostu uważa, że to nie jest dobre, a nie dlatego, że inni patrzą, albo ze strachu o konsekwencje.
                                        W związku z tym dla niego to nieistotne, czy inni przestrzegają norm, czy nie, cudza moralność nie stanowi dla takiej osoby usprawiedliwienia do czegokolwiek.
                                        Wszystko powyższe nie ma z kolei wiele wspólnego ze zrozumieniem postępowania danej osoby i ewentualnym potępieniem jej lub nie.
                                        Ja moge uznać, że ktoś złamał normy moralne, ale jednocześnie mogę uznać, że jego motywacja była słuszna. Co więcej, czasami normy moralne wręcz należy złamać, jeżeli wymaga tego tzw. wyższe dobro. Niemniej fakt pozostaje faktem, że normy zostały złamane.
                                        Człowiek natomiast, który to, czy zachowa się przyzwoicie, czy nie, uzależnia od okoliczności, jest człowiekiem niemoralnym. Po prostu.
                                        Co do Twoich przykładów: ja se mogę być Robin Hoodem, zabierać bogatym i dawać biednym i może to nawet byłoby słuszne z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej, ale nie zmienia to faktu, że kradnę - bo nikt mi tych swoich dóbr nie oddał przecież dobrowolnie. Twój chłopczyk mógł kraść w dobrej wierze, ale kradł te cholerne autka, no. Po prostu.
                                        • wont Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:28
                                          rekreativa napisała:


                                          > Natomiast chodzi mi o nazywanie rzeczy po imieniu: możesz uważać, że rząd Cię o
                                          > krada, ale jeśli nacyganisz gdzieś w podatkach, to popełniłeś oszustwo i tyle.
                                          > Tak to się nazywa - oszustwo.
                                          -------------
                                          Idealistyczne to bardzo co napisałaś. Jesteś albo bardzo naiwna (o to cię nie posądzam) albo już mocno zakorzeniona w ideałach cywilizacji zachodniej, do której w Polsce wciąż aspirujemy. Silne imperatywy moralne, tak, tak - nie, nie. Szkoda, ale to tutaj tak nie działa niestety. My trochę jednak tkwimy w cywilizacji bizantyjskiej odziedziczonej cholera wie po czym - czy po zaborze rosyjskim czy też po PRL-u. Fajnie niedawno Wacław Radziwinowicz, genialny korespondent Gazety Wyborczej w Moskwie, napisał a propos sposobu życia w Rosji - ''srogość naszych praw łagodzi nieobowiązkowość stosowania się do nich''. I to jak ulał, choć na szczęście w mniejszym zakresie, pasuje do Polski.

                                          Niestety na przestrzeni ostatnich lat obserwuję niepokojące zjawisko. Myślałem, że po wstąpieniu do UE, stopniowo będziemy łagodzić srogość naszych praw i wzmacniać obowiązkowość stosowania się do nich. A jest chyba jednak trochę inaczej - nasze prawa są tak srogie (i idiotyczne) jak do tej pory (a czasami bardziej) a jednocześnie wzrasta obowiązek stosowania się do nich.

                                          Podam przykład - policja. W latach dziewięćdziesiątych dało się z policjantem DOGADAĆ. Jak z człowiekiem. Nie mówię o łapówkach, ale jak się coś przeskrobało to się przeprosiło i naprawiło i pamiętało, żeby już nigdy więcej. A teraz policja psika dezodorantem na dzień dobry w twarz, pałuje trochę zbyt jowialnego posła, próbuje rozjechać staruszkę, która przechodzi ulicę na czerwonym. No coś jest jednak nie tak.
                                          • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:36
                                            wont napisał:

                                            > rekreativa napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > Natomiast chodzi mi o nazywanie rzeczy po imieniu: możesz uważać, że rząd
                                            > Cię o
                                            > > krada, ale jeśli nacyganisz gdzieś w podatkach, to popełniłeś oszustwo i
                                            > tyle.
                                            > > Tak to się nazywa - oszustwo.
                                            > -------------
                                            > Idealistyczne to bardzo co napisałaś. Jesteś albo bardzo naiwna (o to cię nie p
                                            > osądzam) albo już mocno zakorzeniona w ideałach cywilizacji zachodniej, do któr
                                            > ej w Polsce wciąż aspirujemy.

                                            No nie... Zawsze podkreślam i jeszcze raz to zrobię, że Zachód nie jest homogeniczny jak się wielu w Polsce wydaje. "Najprawdziwszy" zachód XX i XXI wieku (2000 lat temu było inaczej) to kraje i kultura anglosaska! Zabałaganionej, skorumpowanej i byle jakiej Portugalii brakuje do tego wzorca tyle samo co Polsce, która RÓWNIEŻ jest w XXI wieku zachodem! A we Włoszech - następny kraj południa - właśnie wprowadzono obowiązek przeprowadzania bezgotówkowo (a via karty płatnicze) wszystkich transakcji powyżej jakiejś smiesznie małej kwoty, taka tama anarchia i oszustwa - ukrywanie obrotów przez opodatkowaniem - odchodzą. Gdy Włosi imigrowali do Ameryki w XX wieku byli traktowani przez Anglosasów jako ludzie niższej kultury. Jak Polacy. Różne są Zachody powtarzam...
                                            • wont Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:47
                                              loppe napisał:
                                              Różne są Zachody powtarzam...
                                              -----------------
                                              Masz rację. Oczywiście kraje zachodu różnią się od siebie w sposób znaczący. Pisząc "cywilizacji zachodniej" byłem nieprecyzyjny, bo miałem na myśli "cywilizacji łacińskiej" w kontrze do "cywilizacji bizantyjskiej", w rozumieniu Feliksa Konecznego. Moim zdaniem my wciąż jesteśmy mieszanką cywilizacji łacińskiej i bizantyjskiej. Albo inaczej - należymy do kręgu cywilizacji łacińskiej ale wciąż bardzo silne są elementy obce w postaci pozostałości narzuconej nam przez zabór rosyjski i PRL cywilizacji bizantyjskiej.

                                              pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny
                                          • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:48
                                            Po pierwsze: skąd ta moda, by kogoś, kto ma ochote trzymać się zasad, nazywać naiwnym czy frajerem?
                                            Dlaczego nazywacie to naiwnością? Jest to przecież po prostu pewna postawa życiowa, która bynajmniej nie musi się wiązać z jakimś przekonaniem, że świat jest piękny, a ludzie dobrzy i że jeśli ja zrobię uczciwie, to inni też.
                                            Po drugie: skąd przekonanie, że ja jestem tą moralną osobą? Przecież równie dobrze mogę postępować niemoralnie, ale tego nie relatywizować, czyli nazywać rzecz po imieniu - tak, kradnę, tak, oszukuję, tak, zdradzam męża.
                                            Po trzecie: chyba nie bardzo rozumiecie, że ja nie utożsamiam postępowania zgodnie z obowiązującymi w danym społeczeństwie normami z byciem dobrym człowiekiem, a postępowania wbrew tym normom nie uznaję za godne potępienia z automatu.
                                            Ja jak najbardziej mogę zrozumieć, dlaczego taki np. sabat zdradziłby swą żonę i jestem ostatnią osobą, która by go za to potępiła. Niemniej fakt byłby taki, że zdradził żonę i że złamał złożoną przysięgę (bo zdaje się ślub był w kościele). A zatem postąpił sprzecznie z normami, które nakazują wierność małżeńską.
                                            Czy same te normy sa słuszne czy nie, to już zupełnie inny temat, bo przecież normy, szczególnie obyczajowe, mogą być żródłem i dyskryminacji, i niesprawiedliwości i ludzkiej krzywdy.
                                            Co uważam, to, że uzależnianie własnego kodeksu postepowania od tego, czy inni postępują przyzwoicie może być bardzo zgubne, bo taka postawa w odpowiednich okolicznościach niejednokrotnie prowadzi do grubych podłości, a nawet zbrodni.
                                            • guderianka Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:56
                                              10/10
                                            • wont Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:03
                                              rekreativa napisała:

                                              > Po pierwsze: skąd ta moda, by kogoś, kto ma ochote trzymać się zasad, nazywać n
                                              > aiwnym czy frajerem?
                                              -----------------
                                              Kontynuując moje nudne wywody o podziałach kulturowych to to co teraz napisałaś jest bliższe cywilizacji żydowskiej, bo ona nie wnika w sens istnienia danej zasady a jedynie ją twórczo interpretuje. Cywilizacja zachodnia zastanawia się (a raczej zastanawiała się) - czy dana zasada jest racjonalna.

                                              Podam przykład - zakaz podróżowania w szabat (chyba, że na morzu - bo przecież nie da się zatrzymać statku).

                                              Otóż jak ta nieracjonalna "zasada" jest lub byłaby obchodzona w różnych kręgach cywilizacyjno-kulturowych (wg typologii Konecznego):
                                              - cywilizacja żydowska: utrzymujemy zasadę, bo pochodzi od Boga, ale ponieważ podróżować trza, to sobie w samochodzie, pociągu albo samochodzie podkładamy butelkę wody pod tyłek,
                                              - cywilizacja łacińska: zasada jest bzdurna i ją zmieniamy,
                                              - cywilizacja bizantyjska: zasada jest jaka jest a jak nas złapią to damy w łapę.
                                              • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:13
                                                Dobre!

                                                Ale... Interesujące co się stało z kulturą łacińską w Italii i Grecji...
                                              • urquhart Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:13
                                                > Otóż jak ta nieracjonalna "zasada" jest lub byłaby obchodzona w różnych kręgach
                                                > cywilizacyjno-kulturowych (wg typologii Konecznego):
                                                > - cywilizacja żydowska: utrzymujemy zasadę, bo pochodzi od Boga, ale ponieważ p
                                                > odróżować trza, to sobie w samochodzie, pociągu albo samochodzie podkładamy but
                                                > elkę wody pod tyłek,
                                                > - cywilizacja łacińska: zasada jest bzdurna i ją zmieniamy,
                                                > - cywilizacja bizantyjska: zasada jest jaka jest a jak nas złapią to damy w łap
                                                > ę.

                                                Swietny podział Wont! :)

                                                Ja bym jeszcze dodał że Jesus w swoim światopglądzie sie odciął od żydowskiej cywilizacji kiedy jego uczniowie złamali prawa szabatu gdy byli głodni
                                                "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu."
                                              • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:15
                                                Mam wrażenie, że przeczytałeś tylko pierwsze zdanie mojego postu.
                                                Przeciez ja właśnie piszę, że normy i zasady można, a czasem wręcz trzeba poddawać w wątpliwość, bo bywają one szkodliwe, dyskryminujące, niesprawiedliwe dla pewnych grup społecznych.
                                                Czy ja naprwdę tak mętnie się wyrażam?
                                                • urquhart Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:24
                                                  rekreativa napisała:

                                                  > Mam wrażenie, że przeczytałeś tylko pierwsze zdanie mojego postu.
                                                  > Przeciez ja właśnie piszę, że normy i zasady można, a czasem wręcz trzeba podda
                                                  > wać w wątpliwość, bo bywają one szkodliwe, dyskryminujące, niesprawiedliwe dla
                                                  > pewnych grup społecznych.
                                                  > Czy ja naprwdę tak mętnie się wyrażam?

                                                  Odnoszę się do tego co kwestionuję i do tego że troche metnie dla mnie rozmywasz co jest naprawdę ważne ogniskując dyskusje na literze reguł - wracając do twojego nie można być troche w ciąży lub trochę uczciwym.
                                                  Niemcy trzymając sie prawa i posłuszeństwa nie tak dawno zdziesiatkowali ludność Europy i własną.
                                                  • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:28
                                                    urquhart napisał:


                                                    > Niemcy trzymając sie prawa i posłuszeństwa nie tak dawno zdziesiatkowali ludnoś
                                                    > ć Europy i własną.

                                                    To niemieckie elementy Bizancjum jakby powiedział Wont:)

                                                    Dlatego Niemcy - choć dość wybitni - ustępują w rankingu Zachodu Anglosasom.
                                                    USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia i Nowa Zelandia - top nadal.
                                                  • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:30
                                                    loppe napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Niemcy trzymając sie prawa i posłuszeństwa nie tak dawno zdziesiatkowali
                                                    > ludnoś
                                                    > > ć Europy i własną.
                                                    >
                                                    > To niemieckie elementy Bizancjum jakby powiedział Wont:)
                                                    >
                                                    > Dlatego Niemcy - choć dość wybitni - ustępują w rankingu Zachodu Anglosasom.
                                                    > USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia i Nowa Zelandia - top nadal.

                                                    Anglosasi osiągnęli najlepsza w świecie mieszankę wolności i porządku, uspołecznienia i indywidualizmu.
                                                  • wont Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 18:48
                                                    loppe napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Niemcy trzymając sie prawa i posłuszeństwa nie tak dawno zdziesiatkowali
                                                    > ludnoś
                                                    > > ć Europy i własną.
                                                    >
                                                    > To niemieckie elementy Bizancjum jakby powiedział Wont:)
                                                    --------
                                                    Możesz się śmiać, ale tak jest - przedwojenne Niemcy Koneczny zaliczył do cywilizacji bizantyjskiej. Na szczęście Niemcy dostali w dupę i się trochę po wojnie zmienili.

                                                    > Dlatego Niemcy - choć dość wybitni - ustępują w rankingu Zachodu Anglosasom.
                                                    > USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia i Nowa Zelandia - top nadal.
                                                    --------
                                                    Zgadzam się. Ale, trochę grając ci na nosie, kraje anglosaskie też się bardzo różnią od siebie :) Na przykład US i Kanada.
                                                  • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 17:31
                                                    A można być trochę uczciwym? No nie można przecież. Co nie znaczy, że zawsze trzeba.
                                                    No właśnie - podejrzewam, że tej różnicy nie wyłapaliście w moich wywodach.
                                                    Dla mnie bezwzględność dotyczy nie przestrzegania zasad, ale nazewnictwa poszczególnych działań i postaw.
                                                    Przykład: jeśli zapytam, jaki dzisiaj dzień tygodnia, a Ty odpowiesz, że niedziela, to skłamałeś. Powiedzmy teraz, że to kłamstwo było konieczne, ażeby uratować komuś życie. Zatem z etycznego punktu widzenia należało skłamać. Niemniej słuszność decyzji o skłamaniu nie zamienia kłamstwa w prawdę.
                                                    I tak samo jest ze wszystkim innym: kradzież jest to zabranie czegoś, co do mnie nie należy, podwędzenie cudzego dobra - taka jest definicja. Można dokonać kradzieży w celu moralnie dobrym np. zabrać komuś samochód, by dowieźć ranną osobę do szpitala - niemniej jest to kradzież, a nie pożyczka, nie leasing, nie cokolwiek innego, bo podpierniczyłam komuś auto bez pytania.
                                                    Czyli, kurczę , moja postawa to jest właśnie nietrzymanie się kurczowe litery prawa - wręcz odwrotnie, ale też nie zamienianie czarne w białe a białe w czarne. Jak zastrzelisz gościa, który trzyma nóż na szyi Twojej żony, to Cię nikt nie potępi, ale fakt jest taki, że popełniłeś zabójstwo.
                                                    Mówiąc jeszcze inaczej: to, co wedle oficlajnych wykładni jest normą i społecznym oczekiwaniem, może być z humanistycznego punktu widzenia nieetyczne. Prawa, które dyskryminują , godzą w prawa człowieka, umacniają niesprawiedliwość społeczną itd. należy zmieniać. Czasem, jeśli kraj jest niedemokratyczny, trzeba to zrobić siłą.
                                                    Niemniej też nie przesadzajmy, bo istnieją pewne kanony uniwersalne, co do zasadności których raczej się zgadzamy. Morderstwo jest złe, oszczerstwo jest złe, gwałt jest zły, oszukiwanie w niecnych celach kogoś, kto nam ufa jest złe, wykorzystywanie cudzej słabości i bezbronności jest złe...

                                                    Kolejny punkt, gdzie się nie rozumiemy- moim zdaniem to, czy ja osobiście przestrzegam jakiegoś zestawu zasad nie powinno zależeć od zachowania innych osób, bo wtedy czyni mnie człowiekiem bez zasad.
                                                    Skoro ja dobrowolnie, z własnego przekonania uznam, że łamanie danego słowa jest nieetyczne, to nie złamię go tylko dlatego, że ktoś inny nie dotrzymał swojego. Jeśli uważam, że kradzież nie powodowana wyższą koniecznością jest nieetyczna, to nie zacznę kraść, bo akurat jest okazja i można to zrobić bezkarnie, albo dlatego, że inni kradną.
                                                    Stąd budzi we mnie opór takie tłumaczenie, że skoro żona jest nie fair, to ja też mam prawo być nie fair. Czy to żona jest Twoim kręgosłupem? Czy to ona ma budować Twoją moralność, czy Ty sam? Posiadasz przecież jakiś system wartości? Coś myślisz o wierności w związku? Jesli uważasz ją za nieistotny bzdet, to się nie będziesz zachowaniem żony podpierał, by zdradzić. Jesli zaś uważasz, że wierność jest wartością, to jest ona tą wartością bez względu na zachowanie żony, teściowej, sąsiadki spod siódemki czy księdza proboszcza.
                                                  • wont Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 18:38
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > A można być trochę uczciwym? No nie można przecież. Co nie znaczy, że zawsze tr
                                                    > zeba.
                                                    --------
                                                    Można. Ty postulujesz jakiś ekstremalny rygoryzm moralny. Jeśli ktoś kiedyś popełnił jakiś czyn, jakąś nieuczciwość, której żałuje - to co? Jest i już zawsze będzie nieuczciwym człowiekiem? Ludzie mają prawo do błędów. I wszystko podlega stopniowaniu.

                                                    > No właśnie - podejrzewam, że tej różnicy nie wyłapaliście w moich wywodach.
                                                    > Dla mnie bezwzględność dotyczy nie przestrzegania zasad, ale nazewnictwa poszcz
                                                    > ególnych działań i postaw.
                                                    --------------------
                                                    Nazewnictwo to jest rzecz bardzo wtórna.

                                                    > Przykład: jeśli zapytam, jaki dzisiaj dzień tygodnia, a Ty odpowiesz, że niedzi
                                                    > ela, to skłamałeś.
                                                    -------------
                                                    Nie. Nie zawsze oznacza to, że skłamałem. Na pewno nie powiedziałem prawdy. Wyraz "skłamać" jest powiązany z działaniem rozmyślnym. Ja mogłem nie wiedzieć, że dzisiaj jest wtorek i myśleć, że jest niedziela i nie powiedziałem ci prawdy, wprowadziłem cię w błąd. Ale nie skłamałem.

                                                    Powiedzmy teraz, że to kłamstwo było konieczne, ażeby uratow
                                                    > ać komuś życie. Zatem z etycznego punktu widzenia należało skłamać. Niemniej sł
                                                    > uszność decyzji o skłamaniu nie zamienia kłamstwa w prawdę.
                                                    ---------------
                                                    Dlatego w takich przypadkach mówi się "nie powiedziałem mu prawdy" a nie "okłamałem go", bo wyraz kłamać jest nacechowany negatywnie. Jak ktoś umierający zapyta się mnie - "umieram?" a ja odpowiem mu "nie, wszystko będzie dobrze, oddychaj" to nikt przecież nie będzie mi mówić, że go okłamałem, bo samo użycie tego słowa już jest krytyką mojego zachowania.

                                                    > I tak samo jest ze wszystkim innym: kradzież jest to zabranie czegoś, co do mni
                                                    > e nie należy, podwędzenie cudzego dobra - taka jest definicja. Można dokonać kr
                                                    > adzieży w celu moralnie dobrym np. zabrać komuś samochód, by dowieźć ranną osob
                                                    > ę do szpitala - niemniej jest to kradzież, a nie pożyczka, nie leasing, nie cok
                                                    > olwiek innego, bo podpierniczyłam komuś auto bez pytania.
                                                    ------------
                                                    To nie jest kradzież tylko krótkotrwałe przywłaszczenie. Zresztą zdaje się, że na początku lat 90-tych był taki przepis w kodeksie karnym, z którego ochoczo korzystali złodzieje samochodów (był niższy wymiar kary). Kradzież, tak jak ja ją rozumiem, to jest zabranie komuś jego własności w celu jej dalszej odsprzedaży/użytkowania/przekazania komuś innemu w użytkowanie.

                                                    > Czyli, kurczę , moja postawa to jest właśnie nietrzymanie się kurczowe litery p
                                                    > rawa - wręcz odwrotnie, ale też nie zamienianie czarne w białe a białe w czarne
                                                    > .
                                                    ------------
                                                    A mi chodzi o to, żeby to prawo (nie tyle litera prawa bo to niemożliwe ale jego wykładnia) podążała za duchem sprawiedliwości. Czyli, żeby Temida nie była daltonistką ale odróżniała różne odcienie szarości.

                                                    Jak zastrzelisz gościa, który trzyma nóż na szyi Twojej żony, to Cię nikt nie
                                                    > potępi, ale fakt jest taki, że popełniłeś zabójstwo.
                                                    ------------
                                                    Zabójstwo, podobnie jak w twoich poprzednich przykładach - kłamstwo i kradzież są silnie nacechowanie negatywnie. Proponuję nie używać tych określeń w przypadku czynów moralnie słusznych (jak zabicie osoby trzymającej nóż przy szyi mojej żony) bo wtedy osłabia się jego wymowę w przypadkach klasycznych. W związku z tym - nie popełniłem zabójstwa tylko zabiłem napastnika.

                                                    > Mówiąc jeszcze inaczej: to, co wedle oficlajnych wykładni jest normą i społeczn
                                                    > ym oczekiwaniem, może być z humanistycznego punktu widzenia nieetyczne. Prawa,
                                                    > które dyskryminują , godzą w prawa człowieka, umacniają niesprawiedliwość społe
                                                    > czną itd. należy zmieniać. Czasem, jeśli kraj jest niedemokratyczny, trzeba to
                                                    > zrobić siłą.
                                                    ------------
                                                    Zgadzam się.

                                                    > Niemniej też nie przesadzajmy, bo istnieją pewne kanony uniwersalne, co do zasa
                                                    > dności których raczej się zgadzamy. Morderstwo jest złe, oszczerstwo jest złe,
                                                    > gwałt jest zły, oszukiwanie w niecnych celach kogoś, kto nam ufa jest złe, wyko
                                                    > rzystywanie cudzej słabości i bezbronności jest złe...
                                                    ------------
                                                    Tak, ale... Tak jak we wcześniejszych przykładach - czasami zabicie kogoś, zabranie komuś rzeczy czy powiedzenie nieprawdy jest czynem dobrym a nie złym. Nie da się wszystkiego kategorycznie określić, skatalogować. Proces wychowania to powinien być etap wyposażania człowieka w busolę moralną. Prawo jest prawem, ale jak ktoś nie posiada wewnętrznego nawigatora i tylko stosuje się do litery prawa albo jest społecznym oportunistą i obserwuje co uchodzi a co nie uchodzi to z takim człowiekiem my lepszego świata nie stworzymy.

                                                    > Kolejny punkt, gdzie się nie rozumiemy- moim zdaniem to, czy ja osobiście przes
                                                    > trzegam jakiegoś zestawu zasad nie powinno zależeć od zachowania innych osób, b
                                                    > o wtedy czyni mnie człowiekiem bez zasad.
                                                    --------------
                                                    Jeśli uważasz, że jakaś zasad jest nieracjonalna i na dodatek inni jej nie przestrzegają, to tylko frajer jej przestrzega. Bo przestrzega jej tylko dlatego, że ona istnieje. Przykład- abonament radiowy. Ktoś w ogóle płaci abonament radiowy?

                                                    > Skoro ja dobrowolnie, z własnego przekonania uznam, że łamanie danego słowa jes
                                                    > t nieetyczne, to nie złamię go tylko dlatego, że ktoś inny nie dotrzymał swojeg
                                                    > o. Jeśli uważam, że kradzież nie powodowana wyższą koniecznością jest nieetyczn
                                                    > a, to nie zacznę kraść, bo akurat jest okazja i można to zrobić bezkarnie, albo
                                                    > dlatego, że inni kradną.
                                                    ---------
                                                    Zgadzam się. W idealnym świecie z idealnymi ludźmi tak powinno być.


                                                    > Stąd budzi we mnie opór takie tłumaczenie, że skoro żona jest nie fair, to ja t
                                                    > eż mam prawo być nie fair. Czy to żona jest Twoim kręgosłupem? Czy to ona ma bu
                                                    > dować Twoją moralność, czy Ty sam? Posiadasz przecież jakiś system wartości? Co
                                                    > ś myślisz o wierności w związku? Jesli uważasz ją za nieistotny bzdet, to się n
                                                    > ie będziesz zachowaniem żony podpierał, by zdradzić. Jesli zaś uważasz, że wier
                                                    > ność jest wartością, to jest ona tą wartością bez względu na zachowanie żony, t
                                                    > eściowej, sąsiadki spod siódemki czy księdza proboszcza.
                                                    -----------------
                                                    Tutaj się nie zgadzam. Bo mówisz o niedotrzymaniu umowy wobec kogoś kto też niedotrzymuje umowy. Jak wiesz nie mam żony więc posłużę się przykładem mi bliższym. Jak ktoś nie karmi psa i widzę, że ten biedny zagłodzony pies wyjada resztki ze śmietnika to nie mam pretensji do psa tylko do właściciela.
                                                  • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 21:03
                                                    " Ty postulujesz jakiś ekstremalny rygoryzm moralny. Jeśli ktoś kiedyś pop
                                                    > ełnił jakiś czyn, jakąś nieuczciwość, której żałuje - to co? Jest i już zawsze
                                                    > będzie nieuczciwym człowiekiem? Ludzie mają prawo do błędów. I wszystko podlega
                                                    > stopniowaniu."

                                                    Nadal mnie nie rozumiesz. Jesli ktoś popełnił nieuczciwość, to popełnił nieuczciwość - jest to FAKT. Sam uzywasz tego słowa - NIEUCZCIWOŚĆ. Natomiast ocena moralna jego postepowania to już jest inna sprawa, w której, jak piszę po raz n-ty dopuszczam relatywizm czyli odcienie szarości wszelkiej.

                                                    "Nie zawsze oznacza to, że skłamałem. Na pewno nie powiedziałem prawdy. Wyr
                                                    > az "skłamać" jest powiązany z działaniem rozmyślnym. Ja mogłem nie wiedzieć, że
                                                    > dzisiaj jest wtorek i myśleć, że jest niedziela i nie powiedziałem ci prawdy,
                                                    > wprowadziłem cię w błąd. Ale nie skłamałem. "

                                                    Dobra, powinnam zaznaczyć, że chodzi o rozmyślne i z premedytacją, a nie o wynikające z niewiedzy, upośledzenia umysłowego albo upojenia alkoholowego.


                                                    "mówi się "nie powiedziałem mu prawdy" a nie "okłam
                                                    > ałem go", bo wyraz kłamać jest nacechowany negatywnie. "

                                                    Eufemizmy to rodzaj poprawności politycznej. A fakt jest taki, że jeśli mówisz komuś, że nie umrze, choć wiesz, iż umrze, to kłamiesz - no przecież świadomie wprowadzasz te osobę w błąd, podając jej nieprawdziwe informacje. Że ty se to nazwiesz tak, a nie inaczej, nie zmienia niczego.

                                                    "Zabójstwo,"

                                                    Zabójstwo jest terminem prawnym i tu popełniłam błąd - powinnam napisać "zabicie".

                                                    " Tak jak we wcześniejszych przykładach - czasami zabicie kogoś, zabr
                                                    > anie komuś rzeczy czy powiedzenie nieprawdy jest czynem dobrym a nie złym. Nie
                                                    > da się wszystkiego kategorycznie określić, skatalogować. "

                                                    Przecież piszę to samo, więc z czym tu polemizujesz?


                                                    " Jeśli uważasz, że jakaś zasad jest nieracjonalna i na dodatek inni jej nie prze
                                                    > strzegają, to tylko frajer jej przestrzega. Bo przestrzega jej tylko dlatego, ż
                                                    > e ona istnieje. Przykład- abonament radiowy. Ktoś w ogóle płaci abonament radio
                                                    > wy?"

                                                    Jezu, przecież właśnie tłumaczę, że powinniśmy używać własnej głowy do tego, a nie oglądać się na innych. Robić coś/nie robić czegoś z własnych przekonań o tego słuszności/niesłuszności, a nie dlatego, że inni robią lub nie robią.
                                                    Co mnie obchodzi, czy Kowalski płaci abonament? Jesli uważam, że powinnam płacić, to płacę bez względu na Kowalskiego. A jak uważam, że to idiotyzm, to nie płacę też bez względu na Kowalskiego.

                                                    Z drugiej strony - między faktyczną irracjonalnością jakiegoś przepisu/zasady, a tym, co się komuś wydaje jest cienka granica. Polskie drogi np. pełne są gości, którzy uważają przepisy drogowe za irracjonalne.

                                                    "Zgadzam się. W idealnym świecie z idealnymi ludźmi tak powinno być."

                                                    Ja pierniczę, z jakimi idealnymi ludźmi? Naprawdę uważasz, że powstrzymanie się od capnięcia cudzego TV z opuszczonego przez powodzian domu to jakiś niedostępny dla śmiertelników heroizm?
                                                    Bo ja takie własnie okazje miałam na myśli. Wyraźnie przecież piszę "niespowodowane wyższą koniecznością" - czyli nie zalezy od tego moje zdrowie, życie, przetrwanie.


                                                    "Bo mówisz o niedotrzymaniu umowy wobec kogoś kto też nie
                                                    > dotrzymuje umowy. "

                                                    Cały czas się nie rozumiemy, ale ja już nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć.
                                                    Nie twierdzę przecież, że ta żona dotrzymuje umowy - choć można zadać pytanie, czy faktycznie była taka umowa, czy dałeś kiedykolwiek do zrozumienia, że brak seksu oznacza dla Ciebie zaspokajanie tej potrzeby poza związkiem? Bo może ona nieświadoma, że jakąś umowę zawarła?
                                                    Ale do rzeczy - o to mi chodzi, że jednak związek nie jest transakcją handlową - jeśli przysięgasz w kościele wierność, to nie ma tam aneksu - pod warunkiem, że druga strona wywiązuje się ze swojej przysięgi. A skoro uważasz, że taka przysięga jest absurdalna, bo po kiego choojka przysięgasz? Bo teściowa prosiła?
                                                    Nie wiem, po prostu niech każdy bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Bo trochę mi to przypomina tłumaczenia gościa lejącego żonę, że "zupa była za słona".

                                                    "Jak ktoś nie karmi psa i widzę, że ten biedny zagłodzony pies wyjada resztki
                                                    > ze śmietnika to nie mam pretensji do psa tylko do właściciela. "

                                                    Serio chcesz robić takie porównania?
                                                  • hello-kitty2 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:15
                                                    rekreativa napisała:

                                                    Czy to żona jest Twoim kręgosłupem? Czy to ona ma bu
                                                    > dować Twoją moralność, czy Ty sam? Posiadasz przecież jakiś system wartości? Co
                                                    > ś myślisz o wierności w związku? Jesli uważasz ją za nieistotny bzdet, to się n
                                                    > ie będziesz zachowaniem żony podpierał, by zdradzić. Jesli zaś uważasz, że wier
                                                    > ność jest wartością, to jest ona tą wartością bez względu na zachowanie żony, t
                                                    > eściowej, sąsiadki spod siódemki czy księdza proboszcza.

                                                    Oczywiscie masz racje. Jest to dla mnie proste i klarowne. Zdrada jest zdrada, klamstwo jest klamstwem, a kradziez jest kradzieza, nawet jak sobie z pracy wezme do domu olowek, bo mi sie nim dobrze pisze. Postawy panow z Toba dyskutujacych to postawy niemoralne. Tu nie ma o czym dyskutowac. Natomiast interesujaca dla mnie jest potrzeba panow do wybielania sie PRZED SOBA, bo przeciez np przede mna wybielic sie nie moga. Pytanie po co udawac tzw 'dobrego czlowieka'? Czy ktos to w ogole kupuje? Czy trzeba to sprzedawac samemu sobie? A po cholere?
                                                  • marek.zak1 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:32
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Oczywiscie masz racje. Jest to dla mnie proste i klarowne. Zdrada jest zdrada, klamstwo jest klamstwem, a kradziez jest kradzieza, nawet jak sobie z pracy wezme do domu olowek, bo mi sie nim dobrze pisze.

                                                    I tak i nie. Bo jak piszę na służbowym kompie powieśc to jest kradzieć, a jak na prywatnym słuzbowe maile w święto, jak dziś, czy na urlopie, to co to jest? Prezent dla pracodawcy? Żyjemy coraz bardziej w matrixie i NIE jest ani proste ani klarowne.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:50
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > I tak i nie. Bo jak piszę na służbowym kompie powieśc to jest kradzieć, a jak n
                                                    > a prywatnym słuzbowe maile w święto, jak dziś, czy na urlopie, to co to jest?
                                                    > Prezent dla pracodawcy? Żyjemy coraz bardziej w matrixie i NIE jest ani proste
                                                    > ani klarowne.

                                                    Zapytam wprost: a nie mozesz kiedys czegos ukrasc i sie przyznac przed soba? Co myslisz, ze jak sobie zrelatywizujesz w sposob wygodny dla siebie to do nieba pojdziesz? Czy co Cie niby powstrzymuje? Przeciez to Twoj wlasny rozrachunek z soba. Jeszcze jakby ktory z Was w Boga wierzyl i o opinie jego dbal jejciu to moze by bylo o co walczyc, a tak to po co te szopki? :)
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:12
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:14
                                                    Ja tam pare rzeczy w zyciu ukradlem. Udalo sie, nikt mnie nie zlapal. Kali byc zadowolony :)
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:08
                                                    Ja też ukradłam - różowe szpilki dla Barbie od koleżanki, gdy miałam 10 lat.
                                                    Ona miała tych lalek i bucików tyle, że nawet straty nie zauwazyła, ale ja wciąż uważam, że zrobiłam źle. Bucików oddać nie mogłam jednak, bo to była znajomość wakacyjna bez dalszego ciągu.
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:13
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Ja też ukradłam - różowe szpilki dla Barbie od koleżanki, gdy miałam 10 lat.
                                                    > Ona miała tych lalek i bucików tyle, że nawet straty nie zauwazyła, ale ja wcią
                                                    > ż uważam, że zrobiłam źle. Bucików oddać nie mogłam jednak, bo to była znajomoś
                                                    > ć wakacyjna bez dalszego ciągu.

                                                    Jak nie mogłaś zwrócić to nie mogłaś ukraść. Pożyczyłaś po prostu. I do tego jesteś dobrym człowiekiem bo chciałaś. :)))
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:25
                                                    " Jak nie mogłaś zwrócić to nie mogłaś ukraść. Pożyczyłaś po prostu."

                                                    No niestety, nie, bo nie oddałabym ich nawet gdybym mogła. Żądza posiadania wygrała z moralnością - stąd wyrzuty sumienia.
                                                    Natomiast zgodnie z kierunkiem panów powinnam mieć pretensje do tej dziewczynki, bo swoim zachowaniem i pokazywaniem mi tych wszystkich Barbie sprowokowała do niecnego czynu.
                                                  • marek.zak1 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Zapytam wprost: a nie mozesz kiedys czegos ukrasc i sie przyznac przed soba? Co myslisz, ze jak sobie zrelatywizujesz w sposob wygodny dla siebie to do nieba pojdziesz?

                                                    Kitty, jest jeszcze oprócz kradzieży 9 innych przykazań a nie wszystkich przestrzegam :)
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:34
                                                    hello-kitty2 napisała: Pytanie po co udawac tzw 'dobrego czlowieka'? Czy k
                                                    > tos to w ogole kupuje? Czy trzeba to sprzedawac samemu sobie? A po cholere?
                                                    Ustawienia

                                                    Dobre pytanie:))
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:45
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała: Pytanie po co udawac tzw 'dobrego czlowieka'? Czy k
                                                    > > tos to w ogole kupuje? Czy trzeba to sprzedawac samemu sobie? A po choler
                                                    > e?
                                                    > Ustawienia
                                                    >
                                                    > Dobre pytanie:))
                                                    -----------------
                                                    A co jest niby dobrego w tym pytaniu?
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:42
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Oczywiscie masz racje. Jest to dla mnie proste i klarowne. Zdrada jest zdrada,
                                                    > klamstwo jest klamstwem, a kradziez jest kradzieza, nawet jak sobie z pracy wez
                                                    > me do domu olowek, bo mi sie nim dobrze pisze. Postawy panow z Toba dyskutujacy
                                                    > ch to postawy niemoralne. Tu nie ma o czym dyskutowac. Natomiast interesujaca d
                                                    > la mnie jest potrzeba panow do wybielania sie PRZED SOBA, bo przeciez np przede
                                                    > mna wybielic sie nie moga. Pytanie po co udawac tzw 'dobrego czlowieka'? Czy k
                                                    > tos to w ogole kupuje? Czy trzeba to sprzedawac samemu sobie? A po cholere?
                                                    --------------
                                                    Nikt tu nie pisze, żeby się wybielać bo ani nie ma z czego ani nie ma przed kim. Po prostu - dyskutujemy, bo mądrość wykuwa się w ogniu dyskusji na argumenty i doświadczeń życiowych a nie jest dana nam a priori. I widzisz, mam rację, bo do tej pory zakładałem, że zabranie z pracy ołówka to może być uznane za kradzież tylko w Korei Północnej albo jak się pracuje na linii produkcyjnej ołówków. Wstyd się przyznać, ale w ciągu kilkunastu lat mojej pracy zabrałem z pracy pewnie z kilkanaście długopisów. Nie z premedytacją, po prostu dopiero w domu orientowałem się, że wsadziłem długopis mojego pracodawcy do wewnętrznej kieszeni prywatnej marynarki. Całe szczęście, że mnie nie rewidowali jak wychodziłem z pracy, bo bym jak nic poszedł siedzieć.
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:50
                                                    wont napisał: > Nikt tu nie pisze, żeby się wybielać bo ani nie ma z czego ani nie ma przed kim
                                                    > . Po prostu - dyskutujemy, bo mądrość wykuwa się w ogniu dyskusji na argumenty
                                                    > i doświadczeń życiowych a nie jest dana nam a priori.

                                                    Nie wiem czy kitty dobrze zrozumiałam, ale też mam takie przemyślenia. Niestety muszę Cię tu Kitunia zmartwić. Niedawno robiłam sobie badania psychologiczne. Jestem neurotyczką o obniżonym poziomie kłamstwa. Bo wiesz Kitka, ludzie zdrowi, normalsi mają to do siebie, że się wybielają, przedstawiają w lepszym świetle. Mi jednak bliższe jest sformułowanie mojej koleżanki forumowej która napisała, że od czasu gdy pozbyła się przyzwoitości, honoru i potrzeby bycia dobrym poczuła się jak bez garba.

                                                    I widzisz, mam rację, b
                                                    > o do tej pory zakładałem, że zabranie z pracy ołówka to może być uznane za krad
                                                    > zież tylko w Korei Północnej albo jak się pracuje na linii produkcyjnej ołówków
                                                    > . Wstyd się przyznać, ale w ciągu kilkunastu lat mojej pracy zabrałem z pracy p
                                                    > ewnie z kilkanaście długopisów.

                                                    Bo to wont była kradzież. Ołówki zabierać możesz tylko z castoramy i w mojej ocenie tylko wtedy gdy coś notujesz i nie więcej niż 1:) Różnica jest tylko taka że w Korei może by cię wybatożyli na rynku, w Polsce kradnie się prawie legalnie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:10
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie wiem czy kitty dobrze zrozumiałam, ale też mam takie przemyślenia.

                                                    Ty mnie zawsze dobrze rozumiesz.

                                                    Niestety
                                                    > muszę Cię tu Kitunia zmartwić. Niedawno robiłam sobie badania psychologiczne.
                                                    > Jestem neurotyczką o obniżonym poziomie kłamstwa. Bo wiesz Kitka, ludzie zdrowi
                                                    > , normalsi mają to do siebie, że się wybielają, przedstawiają w lepszym świetle
                                                    > . Mi jednak bliższe jest sformułowanie mojej koleżanki forumowej która napisała
                                                    > , że od czasu gdy pozbyła się przyzwoitości, honoru i potrzeby bycia dobrym poc
                                                    > zuła się jak bez garba.

                                                    LOjezu to teraz sa nawet takie badania? Pewnie dlatego panicznie boje sie psychologow i roznych tam mozgomieszaczy ;) Juz nie dlugo nie da sie ukryc kim sie jest naprawde ;-) Albo trzeba bedzie wymyslec nowe sposoby.
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:11
                                                    Neurotyzm o obnizonym poziomie klamstwa? Ciekawe. Ja chyba jestem psychopata z zaburzeniem histrionicznym.
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:26
                                                    zawle napisała:
                                                    >
                                                    > Nie wiem czy kitty dobrze zrozumiałam, ale też mam takie przemyślenia. Niestety
                                                    > muszę Cię tu Kitunia zmartwić. Niedawno robiłam sobie badania psychologiczne.
                                                    > Jestem neurotyczką o obniżonym poziomie kłamstwa.
                                                    --------------------
                                                    Halo halo. Przecież zdaniem rekreativy i waszym też - nie powinno być coś takiego jak obniżony (czy podwyższony) poziom kłamstwa. Kłamstwo jest kłamstwem. Żadnych szarości. Jesteś kłamcą :)
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:31
                                                    Kazdy jest klamca, ty tez.
                                                  • urquhart Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:37
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Kazdy jest klamca, ty tez.

                                                    Ja nie, ja tam używam wybielacza.
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:37
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Kazdy jest klamca, ty tez.
                                                    -----------
                                                    To do mnie? Bo można się zajebać w tym drzewku. I ty brutusie?
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:43
                                                    No ale chyba chociaz raz sklamales? No to kazdy kto chociaz raz sklamal jest klamca? Mam racje?
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:11
                                                    Każdy BYWA kłamcą, nie jest, bo przeciez nie kłamiesz zawsze.
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:41
                                                    wont napisał: > Halo halo. Przecież zdaniem rekreativy i waszym też - nie powinno być coś takie
                                                    > go jak obniżony (czy podwyższony) poziom kłamstwa. Kłamstwo jest kłamstwem. Żad
                                                    > nych szarości. Jesteś kłamcą :)


                                                    hehe...czytaj ze zrozumieniem. pani psycholog mi wydała taką opinię.

                                                    Przypomniały mi się młodzieży rozmowy:
                                                    - Ja tam się kurwa, go nie boję.Co mi może zrobić? Pierdolnie mi? No nie pierdolnie.
                                                    - A jak Ci pierdolnie?
                                                    - To mu powiem: I masz kurwa grzech!!! Wypierdalaj stąd. No już, już.....tera ja jestem Bogiem
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:53
                                                    zawle napisała:

                                                    >
                                                    > Przypomniały mi się młodzieży rozmowy:
                                                    > - Ja tam się kurwa, go nie boję.Co mi może zrobić? Pierdolnie mi? No nie pierdo
                                                    > lnie.
                                                    > - A jak Ci pierdolnie?
                                                    > - To mu powiem: I masz kurwa grzech!!! Wypierdalaj stąd. No już, już.....tera j
                                                    > a jestem Bogiem
                                                    -------------------
                                                    I co? Było skuteczne? Bo przyznam się, że trochę czasu minęło od kiedy skończyłem szkołę ale świat nie zmienia się chyba tak szybko. I za moich czasów argument siły był zawsze silniejszy niż siła argumentu (szczególnie tak słabego jak w Twojej historii). No ale po dwudziestu kilku latach nauczania religii w szkołach może się coś zmieniło...*


                                                    * Nie no, jaja sobie robię he he :)
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:57
                                                    wont napisał: > I co? Było skuteczne? Bo przyznam się, że trochę czasu minęło od kiedy skończył
                                                    > em szkołę ale świat nie zmienia się chyba tak szybko. I za moich czasów argumen
                                                    > t siły był zawsze silniejszy niż siła argumentu (szczególnie tak słabego jak w
                                                    > Twojej historii). No ale po dwudziestu kilku latach nauczania religii w szkołac
                                                    > h może się coś zmieniło...*

                                                    hehe..odpowiem Ci to samo co moim podopiecznym gdy mówią do mnie Jezu...źle trafiłeś, nawet nie jestem katoliczką:))) I proszę o ciąg dalszy. Lałeś, czy Ciebie leli? TO mi wiele w głowie poukłada:))
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:15
                                                    W tym teście zawle chodziło najpewniej o skłonnośc do kłamstwa - jeden ma wyższą, inny niższą.
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:18
                                                    I jeszcze jedno - bo to znowu niejasne było.
                                                    Mianowicie ja cały czas mam na myśli poszczególne zdarzenia i sytuacje, a nie jakiś całokształt. Czyli postępujesz uczciwie bądź nie w konkretnej sytuacji. To "jesteś uczciwy lub nie" to skrót myślowy, bo przecież to oczywiste, że nikt nie jest bnezwzględnie uczciwy całe swoje życie lub zawsze nieuczciwy.
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 19:58
                                                    Kurde, czy ten ołówek w pracy kupiłeś za własną kasę? Czy była jakaś zrzutka? Czy pracodawca powiedział: macie i bierzcie z tego wszyscy?
                                                    Bo jeśli nie, to go ukradłeś, no co tu jest do relatywizowania?
                                                    Szkodliwość społeczna tegoż czynu niemal żadna, ale co to niby jest innego?
                                                    "Zabrałem sobie" - koleś, który Ci podpierdoli portfel z kieszeni, tez pewnie gada "zabrałem sobie".
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:08
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Kurde, czy ten ołówek w pracy kupiłeś za własną kasę? Czy była jakaś zrzutka? C
                                                    > zy pracodawca powiedział: macie i bierzcie z tego wszyscy?
                                                    > Bo jeśli nie, to go ukradłeś, no co tu jest do relatywizowania?
                                                    > Szkodliwość społeczna tegoż czynu niemal żadna, ale co to niby jest innego?
                                                    > "Zabrałem sobie" - koleś, który Ci podpierdoli portfel z kieszeni, tez pewnie g
                                                    > ada "zabrałem sobie".
                                                    -------------
                                                    Czyli powinienem zostać zwolniony z pracy. No bo jak wyniosłem długopis (czyli w twoim mniemaniu ukradłem) to powinienem być co najmniej zwolniony z pracy. Jeśli nie ukarany sądownie. Na szczęście to tylko wykroczenie, więc nie poszedłbym siedzieć.

                                                    A jakbym wyniósł spinacz? Albo wypił w lecie więcej wody niż mi to przysługuje zgodnie z przepisami (jak są upały powyżej iluś stopni to pracodawca ma obowiązek zapewnić wodę) - to co, też ukradłem wodę?
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:49
                                                    " Czyli powinienem zostać zwolniony z pracy. No bo jak wyniosłem długopis (czyli
                                                    > w twoim mniemaniu ukradłem) to powinienem być co najmniej zwolniony z pracy. Je
                                                    > śli nie ukarany sądownie. Na szczęście to tylko wykroczenie, więc nie poszedłby
                                                    > m siedzieć."

                                                    Albo nie czytasz moich postów, albo czytasz po łebkach, albo nie rozumiesz, co czytasz.
                                                    Skąd te wnioski, że miałbys zostać zwolniony? Gdzie ja według Ciebie napisałam, że za każdą kradzież należy upierdolić rączki?
                                                    Przeciez w kółko piszę, że nazwa to jedno, a ocena moralna i ewentualna kara to drugie. I nie łączę tego bezwzględnie razem.
                                                  • kutuzow Kradzież w pracy 07.01.15, 19:07
                                                    wont napisał:
                                                    > A jakbym wyniósł spinacz? Albo wypił w lecie więcej wody niż mi to przysługuje
                                                    > zgodnie z przepisami (jak są upały powyżej iluś stopni to pracodawca ma obowiąz
                                                    > ek zapewnić wodę) - to co, też ukradłem wodę?

                                                    Wont, przecież to jest naprawdę proste. (BTW: w pełni zgadzam się z rekreativą).
                                                    Pamiętasz czasy PRL=u gdy ludzie z roboty wynosili wszystko co się dało: papier z łazienki, żarówki, itp?
                                                    Podajesz przykład wody. Jeśli to woda z kranu lub dystrybutora, to bierz ile chcesz. Tutaj jej "zużycie" ogranicza Twoja własna pojemność. Jeśli to byłaby butelkowana woda, a Ty wziąłbyś np. 4 zgrzewki -żeby mieć w domu zapas na cały miesiąc (bo po co masz do sklepu chodzić skoro w magazynku firmowej kuchni tyle zgrzewek jest), to już byłaby kradzież.
                                                    Tak samo może być z herbatą. Jeden weźmie 1 saszetkę, a drugi zapieprzy całe opakowanie firmowego Liptona, bo po co ma kupować jak ta jest niby gratis. Co z tego że gratis w detalu a nie w hurcie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:02
                                                    wont napisał:

                                                    I widzisz, mam rację, b
                                                    > o do tej pory zakładałem, że zabranie z pracy ołówka to może być uznane za krad
                                                    > zież tylko w Korei Północnej albo jak się pracuje na linii produkcyjnej ołówków
                                                    > . Wstyd się przyznać, ale w ciągu kilkunastu lat mojej pracy zabrałem z pracy p
                                                    > ewnie z kilkanaście długopisów. Nie z premedytacją, po prostu dopiero w domu or
                                                    > ientowałem się, że wsadziłem długopis mojego pracodawcy do wewnętrznej kieszeni
                                                    > prywatnej marynarki. Całe szczęście, że mnie nie rewidowali jak wychodziłem z
                                                    > pracy, bo bym jak nic poszedł siedzieć.

                                                    'Jak ktos jest wierny w malym, to i jest wierny w duzym.'

                                                    Przyklad:
                                                    Matka ucznia zlapanego na kradziezy drugiemu uczniowi (zalozmy) dlugopisu zostala wezwana do szkoly.
                                                    Nauczycielka: 'Pani syn ukradl koledze dlugopis.'
                                                    Matka do syna: 'Synku, po co ukradles dlugopis Kazikowi? Przeciez mamusia mogla ci przyniesc z pracy.' ;)
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Matka do syna: 'Synku, po co ukradles dlugopis Kazikowi? Przeciez mamusia mogla
                                                    > ci przyniesc z pracy.' ;)
                                                    ----------------
                                                    Chodzi mi o to, co pisałem wcześniej rekreativie - że nie da się wszystkiego ująć w ramy przepisu, zasady, że potrzeby jest zdrowy rozsądek. No i według mojej busoli moralnej to, że jeśli przez pomyłkę wyniosę w pracy długopis, bo go używałem na spotkaniu, wsadziłem do kieszeni marynarki, zapomniałem o tym i zorientowałem się w domu to to nie jest żadna kradzież. Natomiast jakbym z premedytacją podbierał z pracy długopisy, ołówki, kartony papieru etc po to, żeby to używać w domu to to jest kradzież.

                                                    Ale to jest oczywiście tylko moje zdanie, wy możecie mieć inne, bardziej rygorystyczne.
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:21
                                                    Z ta busola moralna to pojechales. Moja busola kreci sie wokol kutasa, widocznie jest namagnesowany :) Potrzeby kutasa wyznacznikiem mojej moralnosci :)
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:35
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    Moja busola kreci sie wokol kutasa,
                                                    ---------------
                                                    U mnie odwrotnie. Kutas kręci się wokół busoli. Ale tylko tej niemoralnej, bo wokół moralnej to strata czasu :)
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:35
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Z ta busola moralna to pojechales. Moja busola kreci sie wokol kutasa, widoczni
                                                    > e jest namagnesowany :) Potrzeby kutasa wyznacznikiem mojej moralnosci :)

                                                    Co Ty pierdolisz sabat?
                                                  • sabat.77 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 20:39
                                                    Niestety tylko zone, w dodatku rzadko. Czasami. Prawie wcale wlasciwie :)
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:21
                                                    " Ale to jest oczywiście tylko moje zdanie, wy możecie mieć inne, bardziej rygor
                                                    > ystyczne."

                                                    A odniosłeś ten długopis do pracy, kiedy już się zorientowałeś? Bo jeśli nie, to już swiadomie i z premedytacją przywłaszczyłeś cudzą własność.
                                                  • wont Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:39
                                                    rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > A odniosłeś ten długopis do pracy, kiedy już się zorientowałeś? Bo jeśli nie, t
                                                    > o już swiadomie i z premedytacją przywłaszczyłeś cudzą własność.
                                                    ----------
                                                  • rekreativa Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 21:50
                                                    Nie rozumiem, dlaczego masz taki opór, żeby nazwać rzeczy po imieniu?
                                                    Jak zrobisz kupę, to mówisz, że wiersz napisałeś?
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 22:38
                                                    Dżentelmeni nie robią kupy ;)
                                                  • urquhart Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 22:45
                                                    zawle napisała:

                                                    > Dżentelmeni nie robią kupy ;)
                                                    >

                                                    Własnie, dżentelmeni się wypróżniają.
                                                    Wszystko kwestia nazewnictwa.
                                                  • zawle Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 06.01.15, 22:49
                                                    Dżentelmeni nie mają dziury do srania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 07.01.15, 00:45
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Nie rozumiem, dlaczego masz taki opór, żeby nazwać rzeczy po imieniu?
                                                    > Jak zrobisz kupę, to mówisz, że wiersz napisałeś?

                                                    Proponuje nie stosowac okreslenia 'zrobilem kupe', bo jest to wyrazenie negatywnie nacechowane, wskazuje bowiem na efekt w postaci smrodu. Dodatkowo oslabia wymowe w przypadkach klasycznej sraki. W zwiazku z tym 'nie zrobilem kupy' tylko 'postawilem klocka' lub 'odcedzilem kartofelki' ;-))))

                                                    Rekreativa poplakalam sie ze smiechu i to w pociagu ;)
                                                  • guderianka Re: Zgadzam sie co do nazywania rzeczy po imieniu 07.01.15, 10:01
                                                    ale "odcedzić kartofelki" to oddać mocz
                                            • urquhart Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:04
                                              rekreativa napisała:
                                              > Co uważam, to, że uzależnianie własnego kodeksu postepowania od tego, czy inni
                                              > postępują przyzwoicie może być bardzo zgubne, bo taka postawa w odpowiednich ok
                                              > olicznościach niejednokrotnie prowadzi do grubych podłości, a nawet zbrodni.

                                              Jeżeli skupiasz się na literze nazywając oszustami wszyskich co uchybili w podatkach to ma jakieś konseksecje oceny i decyzji potem. To właśnie naiwność.

                                              Na tym poniekąd co przedstawiasz jedzie dziś całe Platformerstwo w skali makro, komplikuje prawo i podwyższa podatki, wbija w przekonanie ludzi że są sami oszustami i nie mają żadnego mandatu na rozliczanie władzy z korupcji i nadużyć. I powinni siedzieć cicho bo oni u władzy przestaną przymykać oko, a na niepokornych rzucają kontrole i inspektorów skarbowych i rozliczą. Oczywiście przypadkiem.
                                              Proste.
                                              • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:15
                                                Ci ludzie którzy ostatnio rządzą cofnęli nas w cywilizacji umysłowej, kulturalnej...
                                                Niepowetowane straty. Zapaść...
                                                • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:16
                                                  Mętna woda...
                                                  • loppe Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:18
                                                    Na szczęście młodsi, statystycznie do 30+, odrzucają ten syf, więc ich dni są już policzone...
                                                  • urquhart Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:38
                                                    loppe napisał:
                                                    > Na szczęście młodsi, statystycznie do 30+, odrzucają ten syf, więc ich dni są j
                                                    > uż policzone...

                                                    A na razie wyjechało z Polski najwiecej ludnośći w historii, którzy normalnie są motorem zmian
                                                    Jakby ktoś świadomie relizował plan Hansa Franka Generalnej Guberni:
                                                    "Polacy muszą być tak biedni, by sami chcieli dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec"
                                              • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:18
                                                Ale ja się nie skupiam na żadnej literze, na miłość boską. Przecież wyraźnie piszę, że ocena czynu dla mnie jest względna. Czyli ktos może postąpić wbrew normom czy prawu, a ja to uznam za etycznie słuszne.
                                                Co nie zmienia faktu, że postąpił wbrew - co jest w tym takiego niezrozumiałego, że żaden z was nie może załapać?
                                        • urquhart Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 15:28
                                          rekreativa napisała:
                                          > Jeszcze raz powtórzę: nie uważam, że wszystkie normy zwane moralnymi, szczególn
                                          > ie dotyczące obyczajowości to dobro wcielone.
                                          > Natomiast chodzi mi o nazywanie rzeczy po imieniu: możesz uważać, że rząd Cię o
                                          > krada, ale jeśli nacyganisz gdzieś w podatkach, to popełniłeś oszustwo i tyle.
                                          > Tak to się nazywa - oszustwo.

                                          I tu własnie idziesz emocjonalnie nieuchronnie w kierunku definicji pojęcia frajerstwa , przywiązany do zachowania litery norm moralnych frajer wykazuje naiwność i daje się wykorzystywać.

                                          Tworząc wyśrubowane i skomplikowane zasady których nie da się przestrzegać, trzymasz wszystkich nieustannie za jaja i możesz manipulować, i na tym polega wiele systemów politycznych i religinych.
                                          • rekreativa Re: jak można nadmiernie przestrzegać norm moraln 06.01.15, 16:10
                                            " I tu własnie idziesz emocjonalnie nieuchronnie w kierunku definicji pojęcia fra
                                            > jerstwa , przywiązany do zachowania litery norm moralnych frajer wykazuje naiwn
                                            > ość i daje się wykorzystywać."

                                            Ale czy Ty nie widzisz, że idąc Twoim kierunkiem , to moralności w ogóle nie ma? Nie ma czegoś takiego jak zasady, normy, bo wszystko jest względne i wszystko mozna podeptać w zalezności od tego, jak wiatr powieje.

                                            " Tworząc wyśrubowane i skomplikowane zasady których nie da się przestrzegać, trz
                                            > ymasz "

                                            No ale ja to wiem i o tym piszę pod postem Wonta - że dyskusyjna jest sama zasadność i słuszność tychże poszczególnych norm moralnych. Bo przeciez poza pewnym kanonem typu nie zabijaj, nie kradnij, nie rób krzywdy, który jest uniwersalny , to cała reszta, a już szczególnie normy obyczajowe zw. z seksulanością czlowieka są zmienne i zależą od religii, kraju, kultury itp. W związku z tym mozna dyskutowac nad ich sensem i można się na nie nie zgadzać i nie przestrzegać. Na szczęście w naszym kręgu kulturowym te sprawy nie są objęte kodeksem karnym - za zdradę małżeńską nikt nie idzie do więzienia, czy za nieślubne dzieci.
                                            Kwestia pozostaje tego, na jaki zestaw norm sami się godzimy - jaki przyjmujemy we własnym domu i stadle. Jeżeli godzimy się na wierność małżeńską i jej oczekujemy, ale sami zdradzamy, to postepujemy niemoralnie. I co tu ma do rzeczy zachowanie drugiej strony? Że jeśli ta strona zachowuje się nie fair, to mnie przestaje obowiązywać kodeks moralny, który przyjąłem dobrowolnie? Nie, on nadal obowiązuje, ale ja mogę dokonać wyboru i go rozmyślnie złamać. Tylko po co zrzucać wtedy odpowiedzialność na kogo innego? Skoro uważasz, że masz prawo i postępujesz słusznie?
                                • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 00:44
                                  Diagnoza fatalna dla pacjenta. Ale c
                                  > zy prawdziwa? Licze po cichu, ze jednak nie.

                                  A to już zależy, czy pacjent jest gotowy podjąć leczenie , terapię z własnej, nieprzymuszonej roli, czy jednak nie zdecyduje się ,bo wyznaje zasadę:lepiej nie ruszać,nie drażnić, i tkwi dalej w niepewności?,zawieszeniu?marazmie?A "choroba"postępuje , po cichu, ale jednak.
                                  • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 08:25
                                    ninek04 napisała:

                                    > A to już zależy, czy pacjent jest gotowy podjąć leczenie , terapię z własnej, n
                                    > ieprzymuszonej roli, czy jednak nie zdecyduje się ,bo wyznaje zasadę:lepiej nie
                                    > ruszać,nie drażnić, i tkwi dalej w niepewności?,zawieszeniu?marazmie?A "chorob
                                    > a"postępuje , po cichu, ale jednak.

                                    Ja nie mam żadnej choroby ninek :) Od lat uważam, że kwestie seksualności koncentrują się wokół umów społecznych i generalnie obyczajowości, nie jest to jakaś głęboka moralność. Zdrada w kontekście małżeńskim jest zwykłym niedotrzymaniem przyrzeczenia - niczym więcej, ale uważam też, że działa to w dwie strony i jeśli partner zlewa/leci sobie w chuja/odmawia współpracy - to druga strona ma zielone światło na robienie co sobie chce.
                                    Szczególnie jeśli w okolicznościach wykorzystywania sytuacji przed drugą osobę - czyli zależności ekonomicznej czy społecznej.
                                    Właściwie to "nie dająca" strona pierwsza zrywa umowę, ponieważ przysięgała, że nie opuści aż do śmierci. A seksualna olewka jest właśnie opuszczeniem drugiej osoby, pozostawieniem samej sobie w trudnej sytuacji.
                                    Na obecną chwilę nie mam wyrzutów sumienia, więc nie mów mi, że jestem dobrodusznym frajerem ;)
                                    • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 13:55
                                      sabat77 napisał:
                                      > Na obecną chwilę nie mam wyrzutów sumienia, więc nie mów mi, że jestem dobrodus
                                      > znym frajerem ;)

                                      O jakich wyrzutach sumienia myślisz, skoro nie zrobiłeś chyba jeszcze nic niezgodnego ze swoim wewnętrznym przekonaniem.
                                      A po drugie, gdzie wyczytałeś, że nazywam Cię dobrodusznym frajerem? Masz swoje zasady, których się trzymasz i których nie przeskoczysz,ale to Twój wybór i nie ma nic wspólnego z frajerstwem.Przecież sam piszesz, że wali Cię, co inni Ci doradzają, czy mówią, co masz robić.TylkoTy sam możesz podjąć decyzje (nie podjąć)w wiadomym temacie, a reszta to miłe gawędzenie.
                    • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:25

                      > >
                      > > A jak w ogole sobie wyobrazasz prawdopodobny scenariusz pojcia z kims do
                      > lozka
                      > > na dzien dzisiejszy?
                      > >
                      >
                      > Place i ide do lozka. To wykonalne, prawdopodobne i mozliwe do zrealizowania.


                      Płacenie jest wyzute z emocji, sam pisałeś, że w relacji z kochanką też pojawiają się jakieś uczucia, a teraz po raz kolejny zaprzeczasz sobie.Ty jesteś Dr Jekyll&Mr Hide.To niewykonalne, nieprawdopodobne i niemożliwe do zrealizowania w Twoim przypadku w praktyce, ale to wykonalne i możliwe w teorii i wyobraźni, Twojej.
                      • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:44
                        ninek04 napisała:

                        > Płacenie jest wyzute z emocji, sam pisałeś, że w relacji z kochanką też pojawi
                        > ają się jakieś uczucia, a teraz po raz kolejny zaprzeczasz sobie.Ty jesteś Dr J
                        > ekyll&Mr Hide.

                        Ale racjonalna część mnie podpowiada jakie warianty są możliwe. Nie zajmuję się wariantami teoretycznie możliwymi, ale tymi, które są możliwe do zrealizowania w praktyce.

                        > To niewykonalne, nieprawdopodobne i niemożliwe do zrealizowania w
                        > Twoim przypadku w praktyce, ale to wykonalne i możliwe w teorii i wyobraźni,
                        > Twojej.

                        Chcesz się założyć? Lepiej tego nie rób, bo przegrasz.
                        • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 22:55
                          sabat.77 napisał:


                          .
                          >
                          > Chcesz się założyć? Lepiej tego nie rób, bo przegrasz.

                          Mogę założyć siē o wszystko, bo przegrana jest po Twojej stronie, chociaż chciałabym, żebyś wygrał i pokazał, kto rządzi w stadzie, ale Sabat to niewykonalne, przecież to wiesz
                          • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 23:15
                            ninek04 napisała:

                            > Mogę założyć siē o wszystko, bo przegrana jest po Twojej stronie, chociaż
                            > chciałabym, żebyś wygrał i pokazał, kto rządzi w stadzie, ale Sabat to niewykon
                            > alne, przecież to wiesz

                            Co jest niewykonalne??
            • ninek04 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 05.01.15, 21:36

              > ie.
              >
              > Ja puszczam baka. Dlatego staram sie unikac komunikacji miejskiej, bo wtedy naj
              > czesciej wykopuja mnie ze srodka, a stare babcie napierdalaja mnie parasolkami.
              >
              > A bardziej serio - coz Ci Marku pozostalo? Mi tez nie, dodam dla scislosci :)

              Ale Marek ma przynajmniej satysfakcjonujący seks z żoną,więc oko może puszczać, niezobowiązująco, a u Ciebie , oprócz oka, muszą puścić inne hamulce, bo inaczej jazda , zanim się zacznie,skończy się, a jazda niekiedy jest przyjemna
    • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 08:57
      kutuzow napisał:

      > Może inni panowie przyłączą się i podzielą się swoimi doświadczeniami w tej kwe
      > stii.

      Ja się podzielę, kolego Kutuzow.
      Otóż uważam, że większość facetów pod tym względem to patentowani idioci i nie umieją odróżnić skali zainteresowania jakim obdarza ich kobieta.
      Pierwszy etap to klasyczny "uśmiech w autobusie" - na przykład ja na tym poziomie kontaktu ja otrzymuję "głaski" od dziewczyn z forum. Kobieta w niezobowiązujący sposób posyła ci uśmiech, okazuje sympatię, mówi coś miłego, interesuje się twoim życiem - generalnie przekracza zwyczajową uprzejmość. NIC Z TEGO NIE WYNIKA, NA BOGA ŻYWEGO :D
      Drugi etap to flirt. Kobieta ma świadomość, że rozpoczyna niewinną grę, zakłada że nie będzie prowadziło do niczego więcej. Potrafi być kokieteryjna, prowadzi gry słowne, ale gdy mężczyzna zbytnio się nakręci to daje mu klapsa na ostudzenie. Utrzymuje gościa na pewnym dystansie, żeby prowadzić z nim gry słowne.
      Trzeci etap - uwodzenie/kuszenie. Podobnie jak drugi, ale o dużo większej intensywności. Duża huśtawka emocjonalna, kobieta jest nieczytelna w ocenie bo w jednej chwili przechodzi z wielkiego zainteresowania w silny opór - i odwrotnie. Trzeba szczególnie pamiętać, że kobiety uwodzą i kuszą z bardzo wielu powodów - możliwa relacja seksualna jest tylko jedną z ewentualności.
      Czwarty etap - pożądanie. Pewnie Ci się przytrafiło, skoro i mnie to parę razy spotkało :)
      Nie masz stary wątpliwości. Dr Buss chyba nie wziął tego pod uwagę - ale mamy tu panią, co się po prostu chce rżnąć. To proste do rozpoznania, bo każda dziewczyna, która to zaprezentowała miała identyczne zachowanie. A mam pewność, bo przetrenowane na żonie, która na początku znajomości też robiła taką "napaloną sukę". Jak tak wyglądała, to wiedziałem, że ma totalny kisiel w majtkach i było to potwierdzalne organoleptycznie ;)
      Jak wygląda napalona dziewczyna? Uśmiech, który nazywam "uśmiechem krokodyla". Wbite w ciebie ślepia, lekko niegrzeczny wzrok - może być przygryziona warga - no... każdy to zna, tak wygląda drapieżnik, który znalazł tłustą świnkę i wie, że za chwilę będzie jadł smaczny posiłek.
      Piąty etap - "love overwhelming". Kobieta, która zafascynowała się tobą tak dalece, że traci swój wrodzony szyk, elegancję. Przestaje grać, jest cała twoja i wcale tego nie ukrywa. Widzisz, że waży każde swoje słowo, które wypowiada w twojej obecności. Stara się wypaść jak najlepiej. Robi się nieśmiała, mówi niewyraźnie, czerwieni się i spuszcza wzrok. Sam twój dotyk wywołuje jej rozkosz, pocałunki drżenie ciała. Jesteś jej narkotykiem, twoja obecność, pieszczoty, seks - wzbudzają w niej fale oszałamiających, pulsujących neuroprzekaźników, jak po strzale twardego narkotyku ze strzykawki. Ma napisane na czole "Game Over", jesteś jej "Mistrzem", tak jak dla wielu facetów kobieta może być "Boginią".

      Oczywiście ten podział jest mocno umowny :)
      Ale nie ma sensu mówić o zainteresowaniu kobiety z perspektywy pojedynczych zachowań. Powinniśmy mówić raczej o głębokości tego zainteresowania, bo może ono przybierać formy od przelotnego zaciekawienia aż do fanatycznego oddania i pożądania przewracającego dęby :)
      • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 09:38
        Obywatelu nie pierdol po proznicy tylko skoro wybrales scenario wyjscia do burdelu to idz, wybierz tam jakas divke i ja wypieprz (tylko z finalem ;) Staniesz sie wtedy chyba pierwszym facetem, ktorego wszyscy tu stali uzytkownicy poklepia po ramieniu i powiedza 'Sabat, stales sie mezczyzna' ;-) A nie jebaka teoretykiem. A jak nie wiesz co i jak to sie umow z tym dziwkarzem Wontem, niech on Ci jakas ze swoich stalych nagra. Jak sie nadal bedziesz cykal to niech Ci powie w szczegolach co i jak robisz po kolei, zapisz sobie w punktach, wyryj sie na pamiec i realizuj. Kup sobie wino 0,25 czy tam 0,30 na odwage. Raz kozie smierc ;) A jak nie to wez daj sobie spokoj z tym seksem na zawsze.
        • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 09:46
          To calkiem dobra rada, wrecz genialna - wyobraz sobie, ze z wontem juz rozmawialem na ten temat jakis czas temu. Niestety nie bede dzielil sie szczegolami na forum bo to nie jest jakies pieprzone Truman Show, tylko moje zycie. Co by mi dalo to wasze klepanie po ramieniu? Szczerze mowiac wali mi wasza opinia, chociaz wiekszosc userow nawet lubie.
          • marek.zak1 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 09:50
            sabat.77 napisał:

            Szczerze mowiac wali mi wasza opinia, chocia z wiekszosc userow nawet lubie.

            Sabat, my Cię też lubimy i chcemy, żebyś był wreszcie zadowolony.
            • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 10:58
              Wierze Ci Marek. Wierze ze tak myslisz. Ale sadze, ze nie wszyscy. Pamietam co pisal Potwor - ordery przy sercu. To byla dobra rada. Nie nalezy uzbrajac potencjalnego lub rzeczywistego wroga. Mowienie wszystkiego to zwyczajna glupota, za ktora placi sie wysoka cene.
          • hello-kitty2 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 11:20
            sabat.77 napisał:

            > To calkiem dobra rada, wrecz genialna - wyobraz sobie, ze z wontem juz rozmawia
            > lem na ten temat jakis czas temu. Niestety nie bede dzielil sie szczegolami na
            > forum bo to nie jest jakies pieprzone Truman Show, tylko moje zycie. Co by mi d
            > alo to wasze klepanie po ramieniu? Szczerze mowiac wali mi wasza opinia, chocia
            > z wiekszosc userow nawet lubie.

            Nic nie musisz mowic, po prostu idz i zalatw to, o czym tu sie rozpisujesz od lat. Lubienie nielubienie nie ma tu nic do rzeczy.
            • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 11:45
              Ale wiesz, ze w ten sposob uwolnie forum od swojej obecnosci? :) Nie zebym byl tu jakis specjalnie potrzebny, ale fajnie sie z wami gada.
            • urquhart Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 11:46
              Nie sądzę kitty ze to dobra rada. On polaryzuje rozwiazania żeby sobie obrzydzic to wyjście. A dla wrażliwej osoby seks bez bliskości, namiętności będzie rozczarowujacy
      • guderianka Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 13:10
        O, sabat, zgadzam się, szczególnie z pierwszą częścią tego co napisałeś.

        "większość facetów pod tym względem to patentowani idioci i nie
        > umieją odróżnić skali zainteresowania jakim obdarza ich kobieta."

        i to co dalej

        Przykłady jak widzi sytuacje mój M
        Koleżanka dzwoni mówiąc, że zostawiła w jego aucie telefon

        Jak widzę ja- patrząc szerzej i WIEDZĄC jakie są kobiety
        Jeżdzą razem autem. Koleżanka gubi telefon. Dzwoni do męża w niedzielny wieczór około 22 by powiedzieć, że chyba zostawiła w jego aucie telefon..
        Druga sytuacja
        Mąż widzi to tak, ze koleżanka zostawiła w jego aucie papierosy
        Ja widzę szerzej tak
        Koleżanka jeździ z mężem jego autem. Przez przypadek zostawia pół paczki papierosów ( hehe, paliłam i nigdy fajek nie zostawiłam, zwłaszcza w cudzym aucie), dodatkowo korzysta bez pytania z podkładek jednorazowych na wc. MOICH. Otwiera nie naruszoną paczkę , korzysta i obok przypadkowo gubi fajki

        Sabat
        I co Ty na to ?
        • loppe Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 13:16
          Użycie jednorazowych podkładek na wc w aucie połączone z gubieniem paczki papierosów może wskazywać na kotłowanie w aucie.
          • guderianka Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 13:22
            ;) Nie wiem jak powiązałeś podkładki + fajki = kotłowanie
            mi nie udało się zajść w spekulacjach aż tak daleko
        • sabat.77 Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 14:24
          Rzuca ci wyzwanie. Z drugiej strony nie chodzi jej o zdrade z twoim mezem, bo by sie z tym kryla. Dzwonila w niedziele wieczorem, zebys byla przy rozmowie. "Obsikuje twoje drzewko", symbolicznie wkracza na twoj teren i go bezczesci.
          Prawdopodobny scenariusz to proba uwiedzenia twojego meza i zrobienie z tego afery, gdy podazy za tym tropem. Chce cie upokorzyc.
          Co jej zrobilas? :>
          • guderianka Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 15:43
            Dokładnie tak to odbieram.
            Nic nie zrobiłam , nie ma przy mnie szans :P
        • wont Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 15:35
          guderianka napisała:

          > Koleżanka dzwoni mówiąc, że zostawiła w jego aucie telefon
          >
          > Mąż widzi to tak, ze koleżanka zostawiła w jego aucie papierosy

          > I co Ty na to ?
          ---------------------
          Zaawansowana arterioskleroza. Koleżanka powinna rzucić papierosy (zwężają tętnice) i więcej spacerować zamiast jeździć samochodem z twoim mężem (ruch fizyczny ma podstawowe znaczenie w walce z miażdżycą).

          Dobrze, że dbacie o higienę (ty i koleżanka) korzystając z publicznych toalet.
          • guderianka Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 06.01.15, 15:48
            hehe ;)
            fajki zdecydowanie powinna rzucić- źle wpływają na cerę, krążenie, oddech i ogólne wrażenie
            z tym jeżdżeniem to niedługo się skończy- są niejako zmuszeni do przebywania ze sobą ;)

            koleżanka mogłaby dbać korzystając ze swoich rzeczy higieny osobistej -a nie moich-a jak już chce z moich-to niech chociaż spyta;)
      • urquhart większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 13:35
        sabat.77 napisał:
        > Otóż uważam, że większość facetów pod tym względem to patentowani idioci i nie
        > umieją odróżnić skali zainteresowania jakim obdarza ich kobieta.
        > Pierwszy etap to klasyczny "uśmiech w autobusie" - na przykład ja na tym poziom
        > ie kontaktu ja otrzymuję "głaski" od dziewczyn z forum. Kobieta w niezobowiązuj
        > ący sposób posyła ci uśmiech, okazuje sympatię, mówi coś miłego, interesuje się
        > twoim życiem - generalnie przekracza zwyczajową uprzejmość

        A ja myślę że ty nie potrafisz odróżnić że przekroczenie zwyczajowej uprzejmości to wstęp i zaproszenie a dalsz ciąg zależy od twojego zachowania bardziej niż od czegokolwiek innego.
        A twoje zachowanie szamotania miedzy skrajnościami i rozterkami moze byłoby nawet urocze u kobiety, ale u faceta jest niemęskie i sam pozycjonujesz sie tu jako ów giermek vel błazen.

        Pewny siebie mężczyzna po przekroczeniu wymienionej zwyczajowej uprzejmośći może wykorzystać to ja babka go kręci by wzbudzić podziw, dysponując takimi atutami jaki posiada ci wrażliwi wykorzystują że artystcznie są lepsi od innych. A Podziw jest skorelowany z pożądaniem. To jest to wzbudzanie emocji o których pisaleś sam niedawno które także mogą być pozerstwem jednie.
        PUA piszą dużo sktótów z psychologii co do tego jak kluczowe jest magia pierszego wrażenia. Nic nie wiedząc o człowieku sugerujemy się i szufladkujemy go na podstawie tego co sam o sobie sądzi, stąd arogancja i pewność siebie przy dopisaniu sobie pozorów cech może budować podziw.
        To co ty robisz cały czas to pompujesz niepewność i niezdecydowanie co do siebie, i przekazując tą emocje od razu wiadomo ze filtr zakończy się zrobieniem giermka, albo skończy na uprzejmości.
        Sam dokonujesz tego wyboru.
        I nie raz o tym sam czytałeś wielokrotnie i o tym nawet pisałeś.
        Masz racje , że większość facetów pod tym względem to patentowani idioci .

        Natomiast Pierwsze Wrażenie oparte na ZACHOWANIU decyduje do jakiej grupy babka klasyfikuje szufladkuje faceta jednoznacznie w ciągu paru sekund i bardzo trudno to zmienić potem, co ma wpływ na szanse jakie mu może dać - o tym mówiliśmy w kontekście podświadomych sygnałów atrakcyjności. (tu podeprę się doskonałym skrótem z bloga kefir2010) Wiekszość facetów w tym wzgledzie płci i seksu to idioci i frajerzy , tak też zresztą wynika z tego podziału.

        płeć pierwsza. Inaczej: samiec alfa. Najczęściej mężczyźni tego typu są traktowani przez kobiety jako faceci do okazjonalnego seksu, rzadziej jako faceci do stałych związków. Jeśli samiec alfa widzi, że nie musi robić właściwie nic, a kobiety mdleją na jego widok i same mu pchają się do łóżka, to nie będzie on „inwestował” w rozwój innych cech osobowości. Takich jak: oddanie, czułość, opiekuńczość, bycie w porządku.. itp itd. Jeśli kobieta zdradza mężusia czy swojego faceta z samcem alfa (a 60% zdradza) to robi z nim w łóżku takie rzeczy, o jakich wstydziłaby się nawet powiedzieć swojemu stałemu partnerowi.

        płeć druga. Inaczej: typowy, poczciwy facet, nie mający zbyt wielkiego powodzenia u kobiet. Inaczej: „facet od kochania, facet od związku”. Druga płeć męska, co zrozumiałe, to także „facet od płacenia” czyli utrzymywania najważniejszego celu życia kobiety – dziecka. Taki facet ma seks, ale najczęściej przez pierwsze kilka lat relacji. Gdy kobieta już wie, że mężczyzna dał się zapędzić pod pantofel, nie może już uciec (bo zaangażowanie uczuciowe, ślub bez intercyzy, dzieci, kredyty), to najczęściej traci zupełnie pociąg seksualny. Mężczyzna tego typu, co zrozumiałe, zdaje sobie sprawę, jak trudno jest mu zdobyć kobietę. Stąd jest on zazdrosny, kontrolujący, zdesperowany, daje się zapędzić pod pantofel, naiwnie sądząc, że utrzyma w ten sposób kobietę.

        płeć trzecia. Czyli typowy friendzone – „przyjaciel”. Mało która dziewczyna przyzna, że doskonale zdaje sobie sprawę, że koleś który koło niej skacze jako „przyjaciel”, jest w niej zakochany. Mało która przyzna się, że nie traktuje owych „przyjaciół” inaczej niż resztę „śliniących się na widok jej tyłka frajerów”. Friendzone różni się od czwartej płci męskiej tym, iż tego typu „przyjaciel” to najczęściej jednostronna relacja emocjonalna – kobieta wykorzystuje takiego „przyjaciela” do wyrzucenia na niego negatywnych emocji. Stąd pojęcie alternatywne dla friendzone – „tampon emocjonalny”.

        płeć czwarta. Czyli szczególna odmiana friendzone – „orbiter”. Co różni typowego friendzone’ a od orbitera? Orbiter to facet, który jest gotów przynosić kobiecie góry prezentów, podwozić ją zawsze kiedy tylko ona chce, kupować jej drogie obiady w restauracji. I czynić wiele innych, często kosztownych przysług. W nadziei, że kiedyś tam taka kobieta go doceni.

        kefir2010.wordpress.com/2014/06/10/kobiety-fakty-ktore-przerazaja-mezczyzn-18/
        • marek.zak1 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 14:08
          urquhart napisał:

          generalnie sie zgadzam, ale:
          >
          > Pewny siebie mężczyzna po przekroczeniu wymienionej zwyczajowej uprzejmośći może wykorzystać to ja babka go kręci by wzbudzić podziw, dysponując takimi atutam i jaki posiada ci wrażliwi wykorzystują że artystcznie są lepsi od innych. A Podziw jest skorelowany z pożądaniem.

          Tu OK.

          > PUA piszą dużo sktótów z psychologii co do tego jak kluczowe jest magia pierszego wrażenia. Nic nie wiedząc o człowieku sugerujemy się i szufladkujemy go na podstawie tego co sam o sobie sądzi, stąd arogancja i pewność siebie przy dopisaniu sobie pozorów cech może budować podziw.

          Tu juz niekoniecznie. Wszystko jest dynamiczne i tez liczy się, czy przy blizszym poznaniu facet zyskuje, czy traci. Pamiętaj o taktyce Columbo :)

          Jeśli samiec alfa widzi, że nie musi robić właściwie nic, a kobiety mdleją na jego widok i same mu pchają się do łóżka, to nie będzie on inwestował” w rozwój innych cech osobowości.

          Nie tylko osobowosci ale intelektu. Spotykam czasem samców alfa ze szkoły czy uczelni. Są juz poniżej Gamma. Zaniedbani i zwyczajnie nieciekawi.
          >

          Płeć druga. Inaczej: typowy, poczciwy facet, nie mający zbyt wielkiego powodzenia u kobiet. Inaczej: „facet od kochania, facet od związku”. Druga płeć męska, co zrozumiałe, to także „facet od płacenia” czyli utrzymywania najważniejszego celu życia kobiety – dziecka. Taki facet ma seks, ale najczęściej przez pierwsze kilka lat relacji. Gdy kobieta już wie, że mężczyzna dał się zapędzić pod pantofel, nie może już uciec (bo zaangażowanie uczuciowe, ślub bez intercyzy, dzieci, kredyty), to najczęściej traci zupełnie pociąg seksualny.

          Widzisz i tutaj nie bierzesz pod uwagę dynamiki życia i związku. Jest tzw. ,,development curve", tak więc jedni ludzie sie zwijają, a inni rozwijają. Skoro w młodości facet moze nie byc specjalnie przystojny, i to ma wpływ na postzreganie, później ten element traci na znaczeniu, a liczą sie sukcesy, osiagnięcia, rozwój fizyczny i intelektualny, w a wiec Look, status i kasa. Taki facet ,,rodzinny" może po pewnym czasie stać się obiektem zainteresowanka i podziwu kobiet. Co z tego, ze facet jest alfa, kiedy ląduje w chórze, a inny, mniej pozorny, staje się gwiazdą sceny teatralnej/operowej. Życie jest dynamiczne.

          Mężczyzna tego typu, co zrozumiałe, zdaje sobie sprawę, jak trudno jest mu zdobyć kobietę. Stąd jest on zazdrosny, kontrolujący, zdesperowany, daje się zapędzić pod pantofel, naiwnie sądząc, że utrzyma w ten sposób kobietę.

          Tak bywa własnie w przypadku, gdy zachowany jest status-quo.
          • urquhart Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 14:33
            marek.zak1 napisał:
            > Tu juz niekoniecznie. Wszystko jest dynamiczne i tez liczy się, czy przy blizsz
            > ym poznaniu facet zyskuje, czy traci. Pamiętaj o taktyce Columbo :)

            Jedni bedący postrzegani jako alfa staczają się a ich miejsce zajmują inni. Podobnie jest z pieknymi kobietami, że często są puste bo wszystko przychodzi im w życiu bez wysiłku, i są potem rozgoryczone i jadowite kiedy ich miejsce zamjują inne młodsze i piękniejsze.

            Życie jest dynamiczne. Sukcesy rozleniwiają. A porażki jednych motywują do rozwoju innych pogrążają w zgorzknieniu.

            Nie ma to żadnej sprzeczności z podziałem powyżej. Przecież dlatego zachowanie jest ważne.
            Facet dla żony jest jedynie betą dostarczycielem dóbr bo jest pantoflem a dla kochanki może jawić się jako alfa bo widzi go w pracy i podziwia za zdolności kierowania zespołem lub pomysły.
            • marek.zak1 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 14:57
              urquhart napisał:

              > Życie jest dynamiczne. Sukcesy rozleniwiają. A porażki jednych motywują do rozwoju innych pogrążają w zgorzknieniu.

              To jest moim zdaniem istotą i źródłem sukcesu badź jego braku.
              • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 17:05
                marek.zak1 napisał:

                > urquhart napisał:
                >
                > > Życie jest dynamiczne. Sukcesy rozleniwiają. A porażki jednych motywują d
                > o rozwoju innych pogrążają w zgorzknieniu.
                >
                > To jest moim zdaniem istotą i źródłem sukcesu badź jego braku.

                Tak!, jednak istota jest wydaje się jakby głębiej i dopiero odpowiedź na pytanie co sprawia że jednych porażki motywują, a drugich pogrążają...
                • marek.zak1 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 17:11
                  loppe napisał:

                  > marek.zak1 napisał:
                  >
                  > > urquhart napisał:
                  > >
                  > > > Życie jest dynamiczne. Sukcesy rozleniwiają. A porażki jednych motywują do rozwoju innych pogrążają w zgorzknieniu.
                  > >
                  > > To jest moim zdaniem istotą i źródłem sukcesu badź jego braku.
                  >
                  > Tak!, jednak istota jest wydaje się jakby głębiej i dopiero odpowiedź na pytanie co sprawia że jednych porażki motywują, a drugich pogrążają...

                  Wrodzony optymizm, ambicja, chęć odniesienia sukcesu, wytrwałość, wiedza, że nic łatwo nie przychodzi, a więc cechy charakteru, doswiadczenie i wplyw otoczenia.
                  W szkole o tym nie uczą, niestety.
          • urquhart Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:06
            marek.zak1 napisał:
            > Tu juz niekoniecznie. Wszystko jest dynamiczne i tez liczy się, czy przy blizsz
            > ym poznaniu facet zyskuje, czy traci. Pamiętaj o taktyce Columbo :)

            Zbudować można z czasem poczucie wartości, podziw nie tak oczywisty sposób przekłąda sie na pożadanie, to taktyka Columbo, owszem ale nie pożadanie, ono kształtuję sie na podstawie pierwszego wrażenia, było o tym w wielu badaniach, musi być choćby minimalne od początku w postaci zaintrygowania.
            Tu możne sprawdzić się taktyka tajemniczości gdzie pierwsze wrażenie jest zaintrygowaniem, jeżeli się ma choć jedną atrakcyjną cechę w oczach danej osoby.
            Tu podobnie jak wypali się w związku, niepielegnowane zejdzie poniżej pewnego minimum, jest nie do przywrócenia, można je przywrócić jedynie z nową osobą. To smutne ale powinno być przestrogą.
            • marek.zak1 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:17
              urquhart napisał:

              > Zbudować można z czasem poczucie wartości, podziw nie tak oczywisty sposób przekłąda sie na pożadanie, to taktyka Columbo, owszem ale nie pożadanie, ono kształtuję sie na podstawie pierwszego wrażenia, było o tym w wielu badaniach, musi być choćby minimalne od początku w postaci zaintrygowania.

              Oczywiście, ale róznica między pierwszym wrażeniem WOW i minimalnym zaintrygowaniem jest kosmiczna. Po prostu widziałem zachwyt, który to z czasem siadał. Gdy jest WOW na początku, trudno jest to utrzymać.

              > Tu możne sprawdzić się taktyka tajemniczości gdzie pierwsze wrażenie jest zaintrygowaniem, jeżeli się ma choć jedną atrakcyjną cechę w oczach danej osoby.

              Tak, ale jedni ludzie przy bliższym poznaniu tracą, a inni zyskują. Tez zależy to od taktyki. Stopniowe dozowanie zalet jest moim zdaniem skuteczniejsze od pokazania wszystkiego na początku.
            • zawle Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 16:01
              urquhart napisał: > Zbudować można z czasem poczucie wartości, podziw nie tak oczywisty sposób prze
              > kłąda sie na pożadanie, to taktyka Columbo, owszem ale nie pożadanie, ono kszta
              > łtuję sie na podstawie pierwszego wrażenia, było o tym w wielu badaniach, musi
              > być choćby minimalne od początku w postaci zaintrygowania.


              Ja absolutnie przeczę tej teorii. Faceci którzy na początku znajomości mnie zaintrygowali/spodobali mi się/podkręcili mnie byli zwyczajowo przeze mnie przeleceni. Nudzili mnie średnio po paru tygodniach. Trzy przypadki mojej wielkiej namiętności to mężczyźni którzy wywoływali początkowo odruch wymiotny. Tak zwani fuje. Kompletnie bezpieczni i aseksualni. Niestety dalsze nasze przebywanie rodziło powolną i bardzo silną namiętność, która potrafiła trwać latami.
        • rekreativa Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 14:27
          "To co ty robisz cały czas to pompujesz niepewność i niezdecydowanie co do siebi
          > e, i przekazując tą emocje od razu wiadomo ze filtr zakończy się zrobieniem gie
          > rmka, albo skończy na uprzejmości.
          > Sam dokonujesz tego wyboru."

          Widzę to podobnie.
          Sabat cały czas podkreśla, że forumki sa dla niego miłe niezobowiązująco, że nie traktują go poważnie, że to nic nie znaczy i żadnego dalszego ciągu by nie miało itd, ale jednocześnie całym swoim pisaniem i postawą na forum robi wszystko, by forumki utrzymać na dystans i by żadnej nie przyszło jednak do głowy go na serio podrywać.
          On jest po prostu niedostępny.
          • urquhart Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 14:43
            rekreativa napisała:
            > Widzę to podobnie.
            > Sabat cały czas podkreśla, że forumki sa dla niego miłe niezobowiązująco, że ni
            > e traktują go poważnie, że to nic nie znaczy i żadnego dalszego ciągu by nie mi
            > ało itd, ale jednocześnie całym swoim pisaniem i postawą na forum robi wszystko
            > , by forumki utrzymać na dystans i by żadnej nie przyszło jednak do głowy go na
            > serio podrywać.
            > On jest po prostu niedostępny.

            Fakt.
            Ale wygodnie mu racjonalizować że to ich nie jego decyzja.
            • sabat.77 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:19
              A czy nie probowalem sie pozycjonowac inaczej pod trzema innymi nickami? Ilez mozna, nie dalo sie :)
              • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:24
                sabat.77 napisał:

                > A czy nie probowalem sie pozycjonowac inaczej pod trzema innymi nickami? Ilez m
                > ozna, nie dalo sie :)

                Strategia winna nie przekraczać natury podmiotu, w przeciwnym razie będzie trącić nienaturalnością. Nienaturalność jest zaś błędem nr 1. Twoich trzech wcieleń ja nie jestem w stanie oceniać. Chyba jednak nie były jakieś bardzo różne, bo jak się pojawiłeś pod Nickiem na literę "r" to po pierwszym wpisie umysł mój odnotował: "O, Sabat". He he.
                • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:25
                  Z tego co pamiętam, ujawniłeś się wtedy (zostałeś rozpoznany?) po wielu wpisach i dłuższym czasie. Ciekawe...
                • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:28
                  loppe napisał:

                  > sabat.77 napisał:
                  >
                  > > A czy nie probowalem sie pozycjonowac inaczej pod trzema innymi nickami?
                  > Ilez m
                  > > ozna, nie dalo sie :)
                  >
                  > Strategia winna nie przekraczać natury podmiotu, w przeciwnym razie będzie trąc
                  > ić nienaturalnością. Nienaturalność jest zaś błędem nr 1. Twoich trzech wcieleń
                  > ja nie jestem w stanie oceniać. Chyba jednak nie były jakieś bardzo różne, bo
                  > jak się pojawiłeś pod Nickiem na literę "r" to po pierwszym wpisie umysł mój od
                  > notował: "O, Sabat". He he.

                  Analitycznie nie potrafiłbym wtedy wskazać co konkretnie w tekście... To ogólna chmura zrozumienia mówiła jasno - "O, Sabat". He he he.
              • rekreativa Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:24
                A jak szybko Cię pod tymi nickami rozpoznawano? Bo chyba tylko strach na wróble był nieoczywisty.
                • rekreativa Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:29
                  I jeszcze coś: czy kiedy kajałeś się za stracha na wróble, to nie powiedziałeś czegos w rodzaju, że musiałeś się ujawnić, bo Cię niektóre osoby zaczęły brać zanadto poważnie?
                  • urquhart Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:42
                    rekreativa napisała:

                    > I jeszcze coś: czy kiedy kajałeś się za stracha na wróble, to nie powiedziałeś
                    > czegos w rodzaju, że musiałeś się ujawnić, bo Cię niektóre osoby zaczęły brać z
                    > anadto poważnie?

                    :)
              • marek.zak1 Sabat - do bloga. 06.01.15, 16:03
                sabat.77 napisał:

                > A czy nie probowalem sie pozycjonowac inaczej pod trzema innymi nickami? Ilez mozna, nie dalo sie :).

                Nie uważasz, że mogłbys zacząć pisać bloga? Masz duże zdolności literackie, które by okrzepły.
                Tytul mogłby być: ,,Co robić?" lub ,,W niewoli wlasnej żony", bądź ,,W pętach wątpliwości". A może ,,Moja droga do zdrady".
                Trzymam kciuki.
                • loppe Re: Sabat - do bloga. 06.01.15, 16:07
                  marek.zak1 napisał:

                  > sabat.77 napisał:
                  >
                  > > A czy nie probowalem sie pozycjonowac inaczej pod trzema innymi nickami?
                  > Ilez mozna, nie dalo sie :).
                  >
                  > Nie uważasz, że mogłbys zacząć pisać bloga? Masz duże zdolności literackie, któ
                  > re by okrzepły.
                  > Tytul mogłby być: ,,Co robić?" lub ,,W niewoli wlasnej żony", bądź ,,W pętach w
                  > ątpliwości". A może ,,Moja droga do zdrady".
                  > Trzymam kciuki.


                  Absolutnie. Sabat wydaje mi się mógłby stworzyć bloga który b. szybko osiągnąłby rynkową wartość kilkadziesiąt tysięcy złotych.
                  • loppe Re: Kitty - do bloga. 06.01.15, 16:11
                    Kitty też mogłaby pomyśleć o blogu i kosić kasiorkę ze swojego pobytu w internecie...!
                    • loppe Sabat&Kitty blog 06.01.15, 17:35
                      Powiem więcej, mogliby może razem w jednym blogu werbalizować i kosić kasiorkę...
                      • loppe Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 17:37
                        Ma już ponad 3 lata

                        loppe.blox.pl/html
                        • marek.zak1 Re: Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 17:55
                          loppe napisał:

                          > Ma już ponad 3 lata
                          loppe.blox.pl/html

                          Bardzo mi się podoba. Dalem, jako pierwszy, lajka.
                          W ramach rewanżu Sowa też Cię prosi o coś takiego. Ona jest bardzo zadowolona, że obecne kłopoty z lekarzami pierwszego kontaktu jej nie dotyczą, gdyz weterynarze nie są opłacani z NFZ i nie strajkują.
                          zakbajka.blog.onet.pl/2015/01/05/lekarze-strajkuja-doctors-on-strike/
                          • loppe Re: Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 18:06
                            marek.zak1 napisał:

                            > loppe napisał:
                            >
                            > > Ma już ponad 3 lata
                            > loppe.blox.pl/html
                            >
                            > Bardzo mi się podoba. Dalem, jako pierwszy, lajka.
                            > W ramach rewanżu Sowa też Cię prosi o coś takiego. Ona jest bardzo zadowolona,
                            > że obecne kłopoty z lekarzami pierwszego kontaktu jej nie dotyczą, gdyz weteryn
                            > arze nie są opłacani z NFZ i nie strajkują.
                            > zakbajka.blog.onet.pl/2015/01/05/lekarze-strajkuja-doctors-on-strike/

                            Zaczyna się rozkręcać na czwarte urodziny, co znaczy wytrwałość:).
                            I like Marek&Sowa blog, ale nie używam Facebooka!
                            • marek.zak1 Re: Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 18:17
                              loppe napisał:

                              > Zaczyna się rozkręcać na czwarte urodziny, co znaczy wytrwałość:).
                              > I like Marek&Sowa blog, ale nie używam Facebooka!

                              Szkoda, bo bym Cię zaprosił jako znajomego. Mógłbyś wtedy dawać lajki Sowie bez ograniczeń.
                          • wont Re: Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 18:43
                            marek.zak1 napisał:

                            > loppe napisał:
                            >
                            > > Ma już ponad 3 lata
                            > loppe.blox.pl/html
                            >
                            > Bardzo mi się podoba. Dalem, jako pierwszy, lajka.
                            > W ramach rewanżu...
                            ------------------
                            A co ci się w nim podoba, Marek? Ma cztery lata, jeden wpis i dwa zdania :)
                            • marek.zak1 Re: Pokażę Wam mój blog:) 06.01.15, 19:28
                              wont napisał:
                              > > Bardzo mi się podoba. Dalem, jako pierwszy, lajka.
                              > > W ramach rewanżu...
                              > ------------------
                              > A co ci się w nim podoba, Marek? Ma cztery lata, jeden wpis i dwa zdania :).

                              a E=mc2 to było więcej? :)
                            • kutuzow Re: Pokażę Wam mój blog:) 07.01.15, 19:22
                              wont napisał:
                              > A co ci się w nim podoba, Marek? Ma cztery lata, jeden wpis i dwa zdania :)

                              Serio?
                              Nie wchodziłem i nie sprawdzałem. Jeśli jest tak jak piszesz, to sądzę że znam rozwiązanie tej zagadki. Loppe sam pisał że całą swoją "moc lingwistyczną" kieruje na kutasików....widocznie mu już na bloga nie stykło ;-)

                              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150953405,150969331,_moc_lingwistyczna_Loppe_.html
                              • marek.zak1 Re: Pokażę Wam mój blog:) 07.01.15, 20:14
                                kutuzow napisał:

                                > wont napisał:
                                > > A co ci się w nim podoba, Marek? Ma cztery lata, jeden wpis i dwa zdania
                                > :)
                                >
                                > Serio?
                                > Nie wchodziłem i nie sprawdzałem. Jeśli jest tak jak piszesz, to sądzę że znam rozwiązanie tej zagadki. Loppe sam pisał że całą swoją "moc lingwistyczną" kieruje na kutasików....widocznie mu już na bloga nie stykło ;-).

                                Tu jest świat surrealistyczny. Za bardzo odbierasz to wprost.

                      • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 06.01.15, 19:39
                        loppe napisał:

                        > Powiem więcej, mogliby może razem w jednym blogu werbalizować i kosić kasiorkę.
                        > ..

                        Hm Tak sie zastanawiam czy nie zaczac pisac na forum z nowym nickiem, meskim np, a Kitty wypierdzielic w kosmos. Poza sfera moich marzen natomiast jest to co kiedys napisal o sobie Abrigado 'nie moge w to uwierzyc, ze kiedys pisalem w ogole na forum BSwM' ;)
                        • 5chantal Re: Sabat&Kitty blog 06.01.15, 19:42
                          > kiedys napisal o sobie Abrigado 'nie moge w to uwierzyc, ze kiedys pisalem w og
                          > ole na forum BSwM' ;)

                          W sensie, że problemy z bezseksiem odeszły w siną dal czy że pisanie tutaj to obciach? ;-)
                          • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 01:04
                            5chantal napisał(a):

                            > > kiedys napisal o sobie Abrigado 'nie moge w to uwierzyc, ze kiedys pisale
                            > m w og
                            > > ole na forum BSwM' ;)
                            >
                            > W sensie, że problemy z bezseksiem odeszły w siną dal czy że pisanie tutaj to o
                            > bciach? ;-)

                            Mysle ze to pierwsze + pewnie roztrzasanie zamiast dzialania, co przeciez nie musi sie wykluczac ;)
                        • wont Re: Sabat&Kitty blog 06.01.15, 19:47
                          hello-kitty2 napisała:
                          >
                          > Hm Tak sie zastanawiam czy nie zaczac pisac na forum z nowym nickiem, meskim np
                          > , a Kitty wypierdzielic w kosmos. Poza sfera moich marzen natomiast jest to co
                          > kiedys napisal o sobie Abrigado 'nie moge w to uwierzyc, ze kiedys pisalem w og
                          > ole na forum BSwM' ;)
                          -----------------
                          Nie uda ci sie kitty. Masz może męski umysł czy tam palce ale sposób pisania, wyrażania myśli masz jednak kobiecy.
                          • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 01:02
                            wont napisał:

                            > Nie uda ci sie kitty. Masz może męski umysł czy tam palce ale sposób pisania, w
                            > yrażania myśli masz jednak kobiecy.

                            Ale by nikomu nie przyszlo do glowy zeby mnie sparowywac z Sabatem (zbieznosc przypadkowa). Po prostu zeby pozbyc sie na forum cipki, a zostawic umysl ;) Bonus: dobrac sie do cipki Zawle! ;) Ale mowisz, ze moj umysl bez cipki jest niewiele wart?
                            • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 10:47
                              Twoj umysl jest najwiecej wart dla ciebie samej. Natomiast bez cipki jest on niewiele wart dla mezczyzn, ktorzy chcieliby z tej cipki zrobic sobie wilgotny garaz do pojezdzenia kutasem tam i z powrotem. Umysl bez cipki jest wartosciowy tylko dla kogos, kto chce wejsc w interakcje z twoim umyslem a nie z twoja cipka.
                              • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 10:51
                                sabat.77 napisał:

                                > Twoj umysl jest najwiecej wart dla ciebie samej. Natomiast bez cipki jest on ni
                                > ewiele wart dla mezczyzn, ktorzy chcieliby z tej cipki zrobic sobie wilgotny ga
                                > raz do pojezdzenia kutasem tam i z powrotem. Umysl bez cipki jest wartosciowy t
                                > ylko dla kogos, kto chce wejsc w interakcje z twoim umyslem a nie z twoja cipka
                                > .

                                A co bys powiedzial jak bysmy sie wymienili loginami? ;) Ja bym popisala Sabatem, a Ty Kitty. Ciekawe ile randek, ktore z nas by mialo po tej zamianie nagranych?
                                • urquhart Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 11:03
                                  Szach i Mat ;)
                                  • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 11:26
                                    urquhart napisał:

                                    > Szach i Mat ;)

                                    Bredzisz.
                                    Kitty - w moich danych do edycji konta nie ma nic co mogłoby Cię zainteresować, a wiem jak lubisz szukać prawdziwych tożsamości ludzi z sieci. Takie hobby? ;)
                                    Nie umieściłem ich, na wypadek gdyby moderatorzy mieli tam też wgląd.
                                    No, może poza zapasowym mailem, ale założyłem trzecie - anonimowe i nie umieszczane na sieci - konto, specjalnie na taki wypadek. I kod pocztowy - niestety.
                                    Niemniej - dopóki nie mam pełnego wglądu co mogłabyś z nim zrobić, albo co tam planujesz - to zabawy bym nie podjął.
                                    Poza tym - automatyczny dostęp do konta pocztowego też mnie nie przekonuje jakoś. Musiałbym skasować wszystkie maile, a niektóre mają dla mnie wartość... emocjonalną ;)
                                    • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:20
                                      sabat.77 napisał:

                                      > urquhart napisał:
                                      >
                                      > > Szach i Mat ;)
                                      >
                                      > Bredzisz.
                                      > Kitty - w moich danych do edycji konta nie ma nic co mogłoby Cię zainteresować,
                                      > a wiem jak lubisz szukać prawdziwych tożsamości ludzi z sieci. Takie hobby? ;)
                                      > Nie umieściłem ich, na wypadek gdyby moderatorzy mieli tam też wgląd.
                                      > No, może poza zapasowym mailem, ale założyłem trzecie - anonimowe i nie umieszc
                                      > zane na sieci - konto, specjalnie na taki wypadek. I kod pocztowy - niestety.
                                      > Niemniej - dopóki nie mam pełnego wglądu co mogłabyś z nim zrobić, albo co tam
                                      > planujesz - to zabawy bym nie podjął.
                                      > Poza tym - automatyczny dostęp do konta pocztowego też mnie nie przekonuje jako
                                      > ś. Musiałbym skasować wszystkie maile, a niektóre mają dla mnie wartość... emoc
                                      > jonalną ;)

                                      He? Cos takiego Ci przyszlo do glowy? W zyciu bym nie pomyslala, a gdybym pomyslala to bym nic nie napisala. Skad Ci w ogole strzelilo, ze ja moge sie Toba w jakis sposob interesowac? Ja Ci chcialam dac do zrozumienia, ze bym na Twoje konto byla w stanie wyrywac laski, rozkrecac i rozpalac do czerwonosci, tak zeby kazdy widzial i zeby Ci opinie zmienic chocby wsrod panow. Przeciez napisalam wyraznie 'ile randek po zamianie'.

                                      Dziwny jestes i strachliwy. Z jednej strony tak sie deprecjonujesz, a z drugiej przypisujesz sobie takie rzekome wplywy i czar. Przeciez to nielogiczne. Urqu Ci klarowal popelniajac jeden z ostatnio lepszych postow, a Ty nadal nie rozumiesz. Jak sie przedstawiasz tak jestes odbierany. Przypomne:

                                      urquhart napisał:
                                      Nic nie wiedząc o człowieku sugerujemy się i szufladkujemy go na p
                                      > odstawie tego co sam o sobie sądzi, stąd arogancja i pewność siebie przy dopisa
                                      > niu sobie pozorów cech może budować podziw.
                                      > To co ty robisz cały czas to pompujesz niepewność i niezdecydowanie co do siebi
                                      > e, i przekazując tą emocje od razu wiadomo ze filtr zakończy się zrobieniem gie
                                      > rmka, albo skończy na uprzejmości.
                                      > Sam dokonujesz tego wyboru.

                                      A Ty sie od poczatku przedstawiasz tak:

                                      urquhart napisał:
                                      > A twoje zachowanie szamotania miedzy skrajnościami i rozterkami moze byłoby naw
                                      > et urocze u kobiety, ale u faceta jest NIEMESKIE

                                      I jak widac nie tylko ja Cie tak postrzegam. Kutuzow od lat punktuje Twoje zwroty podkreslajac ich skale (o 180 st!). Skad wiec moglo Ci przyjsc do glowy, ze ktoras ze stalych uzytkowniczek moglaby sie Toba zainteresowac jako mezczyzna? Moga owszem nowe osoby, a i tak spalasz wszystko az zal dupe sciska. Dla mnie mezczyzna musi byc jak potezne drzewo, mocno ukorzenione. Jego trwalosci i sile ma nie zaszkodzic zadna zawierucha. Mezczyzna ma byc opoka, jak skala, staly i twardy ma byc. A Ty jestes przeciwienstwem, obrazem rozchwiania.

                                      ps nie mam zwyczaju szukac ludzi po internecie, nigdy nie grzebie, nie googluje. O nie przepraszam szukalam kiedys jednego faceta, bo chcialabym sie z nim przespac i sie przespalam ;)
                                      • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:32
                                        Rozumiem. To co napisałaś jest dla mnie bardzo budujące. Od razu mam lepszy nastrój :)
                                      • marek.zak1 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:36
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        Dla mnie mezczyzna musi byc jak potezne drzewo, mocno ukorzenione. Jego trwalosci i sile ma nie zaszkodzic zadna zawierucha. Mezczyzna ma byc opoka, jak skala, staly i twardy ma byc.

                                        Bardzo mi sie podoba to określenie. Całkowicie się z nim zgadzam. Tylko wiesz, w moim pobliskim lesie, to tylko niektore drzewa takie są. Wiekszość to takie delikatne, wysokie sosny. Jak wiatr to sią uginaja, a gdy powieje trochę wiekszy to widzę zaraz dużo złamanych.
                                        • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:51
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Bardzo mi sie podoba to określenie. Całkowicie się z nim zgadzam. Tylko wiesz,
                                          > w moim pobliskim lesie, to tylko niektore drzewa takie są. Wiekszość to takie d
                                          > elikatne, wysokie sosny. Jak wiatr to sią uginaja, a gdy powieje trochę wiekszy
                                          > to widzę zaraz dużo złamanych.

                                          Sosna Marek to nie jest delikatne drzewo. Rosnie na kiepskich, piaszczystych glebach i doskonale sobie tam radzi. Wiatry jej nie wywalaja, bo wyksztalca palowy system korzeniowy, ktory dobrzy kotwiczy ja w podlozu. Co innego swierk- choc piekny i majestatyczny, to przy wichurze kladzie sie pokotem, bo w przeciwienstwie do sosny ma plaski (talerzowy) system korzeniowy. Jesli moglabym porownac mezczyzne do drzewa, to bylby to cis- nieformowany przyjmuje brzydki, rozczochrany pokroj i -uwaga-prawie caly jest trujacy ;-))
                                          • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:57
                                            mabelle2000 napisała:

                                            > Jesli moglabym porownac
                                            > mezczyzne do drzewa, to bylby to cis- nieformowany przyjmuje brzydki, rozczoch
                                            > rany pokroj i -uwaga-prawie caly jest trujacy ;-))

                                            Potem rodzisz takiego cisa i rośnie... jak młody buk, na twych ramionach :D
                                            • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:15
                                              sabat.77 napisał:

                                              > Potem rodzisz takiego cisa i rośnie... jak młody buk, na twych ramionach :D

                                              Dlatego dwa smutki, a nie jeden :-D

                                              PS Buk to samiec alfa- atawistycznie pozostawia suche liscie na zime, troche tak jakby nie godzil sie ze zmiennoscia por roku.
                                          • marek.zak1 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:15
                                            mabelle2000 napisała:

                                            Sosna Marek to nie jest delikatne drzewo. Rosnie na kiepskich, piaszczystych glebach i doskonale sobie tam radzi. Wiatry jej nie wywalaja, bo wyksztalca palowy system korzeniowy, ktory dobrzy kotwiczy ja w podlozu. Co innego swierk- choc piekny i majestatyczny, to przy wichurze kladzie sie pokotem, bo w przeciwienstwie do sosny ma plaski (talerzowy) system korzeniowy. Jesli moglabym porownac mezczyzne do drzewa, to bylby to cis- nieformowany przyjmuje brzydki, rozczochrany pokroj i -uwaga-prawie caly jest trujacy ;-)).

                                            Sa faceci trujacy, ale też są brzydcy, ale słodcy i mili :).
                                            Na Mazowszu sa gleby piaszczyste i rosnie duzo sosen. Z tym, że sa to drzewa z nasadzeń, a więc nie tak odporne jak rosnące naturalnie i stąd slabsze. Wieksza wichura i widzę sporo złamanych.
                                            • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:21
                                              marek.zak1 napisał:

                                              > Na Mazowszu sa gleby piaszczyste i rosnie duzo sosen. Z tym, że sa to drzewa z
                                              > nasadzeń, a więc nie tak odporne jak rosnące naturalnie i stąd slabsze.

                                              Nie ma znaczenia czy drzewo jest z odnowienia naturalnego czy sztucznego, wazne jest na jakim siedlisku rosnie/zostalo posadzone.

                                              > Wieksza
                                              > wichura i widzę sporo złamanych.

                                              Ja nie pisalam o wiatrolomach, pisalam o wiatrowalach.
                                              • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:31
                                                mabelle2000 napisała:

                                                > Ja nie pisalam o wiatrolomach, pisalam o wiatrowalach.

                                                Otoz i kobieta (wiatrowal?) potrzebuje drzewa zeby sie w nim wreszcie zatrzymac ;-) Podoba mi sie drzewny watek. Mabelle to jakie drzewo widzisz w moim snie o trwalym i silnym mezczyznie?
                                                • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:48
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Otoz i kobieta (wiatrowal?) potrzebuje drzewa zeby sie w nim wreszcie zatrzymac
                                                  > ;-) Podoba mi sie drzewny watek. Mabelle to jakie drzewo widzisz w moim snie o
                                                  > trwalym i silnym mezczyznie?

                                                  Marek powiedzial, ze niektorzy mezczyzni sa slodcy, wiec moze klon ? Zawsze mozna go wydoic i uzyskac syrop klonowy. Zartuje oczywiscie.
                                                  Ty zaslugujesz na ktores z "drzew zelaznych" (nie tona), albo na milorzab, bo robilby gimnastyke Twojemu mozgowi, a wiem ze to lubisz ;-)
                                                  • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:58
                                                    Poprawka- drzewa zelazne tona, inaczej -nie poddaja sie pradowi, nie plyna z nurtem. Sa wiec tak twarde i niezlomne jak ten poszukiwany, wspanialy mezczyzna :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:01
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Marek powiedzial, ze niektorzy mezczyzni sa slodcy, wiec moze klon ? Zawsze moz
                                                    > na go wydoic i uzyskac syrop klonowy. Zartuje oczywiscie.
                                                    > Ty zaslugujesz na ktores z "drzew zelaznych" (nie tona), albo na milorzab, bo r
                                                    > obilby gimnastyke Twojemu mozgowi, a wiem ze to lubisz ;-)

                                                    O o dobry trop z zelaznymi. Milorzab? Co Wy powymyslaliscie z tymi nazwami ;-) Zaraz sobie tego milorzaba wygoogluje, a co!
                                                  • mabelle2000 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Zaraz sobie tego milorzaba wygoogluje, a co!

                                                    Tylko uwazaj, bo podobno zastepuje wiagre ;-))
                                                  • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:22
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Tylko uwazaj, bo podobno zastepuje wiagre ;-))

                                                    Z fryzury podobny do Marka, taki przerzedzony, poczochrany ;) Kiedys widzialam taki film, ze drzewa przenosily jakiegos wirusa czy cos chemicznego, co powodowalo, ze ludzie masowo popelniali samobojstwo. Taka zemsta natury.

                                                    Fajna scenka z tego fimu, fajne ciacho, zajebisty glos.
                                                    www.youtube.com/watch?v=jhmEo-46vUQ
                                                  • marek.zak1 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:13
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > O o dobry trop z zelaznymi. Milorzab? Co Wy powymyslaliscie z tymi nazwami ;-)

                                                    Drzewo ma:
                                                    - byc twarde, odporrne na zewnętrzne czynniki,
                                                    - duże, ale nie grube,
                                                    - dać schronienie,
                                                    - oparcie,
                                                    - miłe dla chroniacych się, grożne dla obcych.
                                                    - dające pożywienie,
                                                    - słodkie (tu klon)
                                                    - dostępne :).

                                                    Sama widzisz, nie ma takich wiele.

                                                    Sosna ostrze ma pazury,
                                                    Niech sie tylko zbliży który,
                                                    Wbije iglę w ciało w oko.
                                                    Może nawet wbić głęboko.
                                                  • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:30
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Sosna ostrze ma pazury,
                                                    > Niech sie tylko zbliży który,
                                                    > Wbije iglę w ciało w oko.
                                                    > Może nawet wbić głęboko.

                                                    Ja juz mam glupawke. Watek zyje swoim zyciem. Kutuzow zaczal o deklodach, a skonczylismy na sosnie. Przynajmniej sea sea nie pogoni mnie za to co najlepiej cwiczyc zima ;-) Uwielbiam to forum.
                                                  • zawle Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 15:55
                                                    marek.zak1 napisał: > Drzewo ma:
                                                    > - byc twarde, odporrne na zewnętrzne czynniki,
                                                    > - duże, ale nie grube,
                                                    > - dać schronienie,
                                                    > - oparcie,
                                                    > - miłe dla chroniacych się, grożne dla obcych.
                                                    > - dające pożywienie,
                                                    > - słodkie (tu klon)
                                                    > - dostępne :).

                                                    Nie do końca się zgodzę. Grube..mrauuu. Dostępne tylko dla mnie.:))) No i słodko-kwaśno-słono-gorzkie.
                                                  • marek.zak1 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 20:18
                                                    zawle napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał: > Drzewo ma:
                                                    > > - byc twarde, odporrne na zewnętrzne czynniki,
                                                    > > - duże, ale nie grube,
                                                    > > - dać schronienie,
                                                    > > - oparcie,
                                                    > > - miłe dla chroniacych się, grożne dla obcych.
                                                    > > - dające pożywienie,
                                                    > > - słodkie (tu klon)
                                                    > > - dostępne :).
                                                    >
                                                    > Nie do końca się zgodzę. Grube..mrauuu. Dostępne tylko dla mnie.:))) No i słodko-kwaśno-słono-gorzkie.


                                                    Gruby to tylko dąb:


                                                    Dąb jest duży, dąb jest gruby,
                                                    W cieniu rosną na nim huby.
                                                    Mrówki po nim spacerują,
                                                    I jedzenia poszukują.

                                      • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 12:54
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > Ja Ci chcialam dac do zrozumienia, ze bym na Twoje ko
                                        > nto byla w stanie wyrywac laski, rozkrecac i rozpalac do czerwonosci, tak zeby
                                        > kazdy widzial i zeby Ci opinie zmienic chocby wsrod panow. Przeciez napisalam w
                                        > yraznie 'ile randek po zamianie'.

                                        Ale, cytując Ciebie - pycha kroczy przed upadkiem.
                                        Dobrze. Nie musisz wydźwigiwać się z takiego wizerunkowego gówna jakim jest nick "Sabat.77". Nie jestem sadystą, a w każdym razie nie aż takim.
                                        Daje Ci Kitka zadanie na rok 2015. Odczekaj trochę, wrzuć na wyciszenie sprawy - a potem załóż nowego, męskiego nicka i uwódź panny na tym forum. Pokaż nam, frajerom, jak to się robi :)
                                        Czekam z niecierpliwością na Tajemniczego Don Pedro. Pokaż klasę i zdeklasuj żałosnych samców z tego forum.
                                        • hello-kitty2 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:56
                                          sabat.77 napisał:

                                          > Ale, cytując Ciebie - pycha kroczy przed upadkiem.
                                          > Dobrze. Nie musisz wydźwigiwać się z takiego wizerunkowego gówna jakim jest nic
                                          > k "Sabat.77". Nie jestem sadystą, a w każdym razie nie aż takim.
                                          > Daje Ci Kitka zadanie na rok 2015. Odczekaj trochę, wrzuć na wyciszenie sprawy
                                          > - a potem załóż nowego, męskiego nicka i uwódź panny na tym forum. Pokaż nam, f
                                          > rajerom, jak to się robi :)
                                          > Czekam z niecierpliwością na Tajemniczego Don Pedro. Pokaż klasę i zdeklasuj ża
                                          > łosnych samców z tego forum.

                                          W ogole to to byl zart (moja propozycja). A Ty od razu wyskoczyles z podejrzeniami zabezpieczeniami. I tak sie we wszystkim nie zabezpieczysz. Ostatnio widzialam w programie na zywo iluzjoniste, co odgadywal ludziom na ulicy pin kody ;-) Facet medycyne skonczyl (!)
                                          No i teraz wyobrazam sobie, ze jak kobieta proponuje Ci seks zalozmy wprost to dzwonisz na policje ;-))))

                                          Swoja droga ciekawy zabieg wskoczenia w liczbe mnoga w odniesieniu do jak ich nazwales frajerow z forum ;-)
                                          • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 14:04
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > W ogole to to byl zart (moja propozycja).

                                            Domyśliłem się, dlatego odpowiedziałem żartem.

                                            :>
                                    • zawle Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:20
                                      sabat.77 napisał: > Nie umieściłem ich, na wypadek gdyby moderatorzy mieli tam też wgląd.
                                      > No, może poza zapasowym mailem, ale założyłem trzecie - anonimowe i nie umieszc
                                      > zane na sieci - konto, specjalnie na taki wypadek. I kod pocztowy - niestety.
                                      > Niemniej - dopóki nie mam pełnego wglądu co mogłabyś z nim zrobić, albo co tam
                                      > planujesz - to zabawy bym nie podjął.
                                      > Poza tym - automatyczny dostęp do konta pocztowego też mnie nie przekonuje jako
                                      > ś. Musiałbym skasować wszystkie maile, a niektóre mają dla mnie wartość... emoc
                                      > jonalną ;

                                      sabat..ty jesteś jakąś wersją próbną, czy pomyłką z dodatkowymi bezpiecznikami które powodują że życie przestaje być zabawne a ryzykowanie jest śmiertelne?;)
                                      • sabat.77 Re: Sabat&Kitty blog 07.01.15, 13:26
                                        zawle napisała:

                                        > sabat..ty jesteś jakąś wersją próbną, czy pomyłką z dodatkowymi bezpiecznikami
                                        > które powodują że życie przestaje być zabawne a ryzykowanie jest śmiertelne?;)

                                        Nie, ale mam naczelną zasadę by nie wsiadać do samochodu z obcymi!
                                        www.youtube.com/watch?v=880t46tEMzY
                    • hello-kitty2 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 01:14
                      loppe napisał:

                      > Kitty też mogłaby pomyśleć o blogu i kosić kasiorkę ze swojego pobytu w interne
                      > cie...!

                      Nie dla mnie. Ja nie lubie pisac tylko rozmawiac, nie lubie czytac tylko uczyc sie. Pisanie i czytanie to tylko narzedzia. Poza tym wole pic do lustra zamiast pisac do ekranu ale kazdy alkohol sie kiedys konczy, a rozmowca idzie spac ;)
                      • marek.zak1 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 08:45
                        hello-kitty2 napisała:

                        >
                        > Nie dla mnie. Ja nie lubie pisac tylko rozmawiac, nie lubie czytac tylko uczycsie. Pisanie i czytanie to tylko narzedzia. Poza tym wole pic do lustra zamiast pisac do ekranu ale kazdy alkohol sie kiedys konczy, a rozmowca idzie spac ;)

                        I wtedy robisz wpis na blogu podsumowujący dzień. Spostrzeżenia, wnioski itp.
                        • hello-kitty2 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 10:29
                          marek.zak1 napisał:

                          > I wtedy robisz wpis na blogu podsumowujący dzień. Spostrzeżenia, wnioski itp.

                          Wzielam sobie do serca wontowe stwierdzenie, ze pisze jak kobieta, wzielam na plus, bo to co proponujesz Marek to jest potwornie nudne. To jest jak publikacja mojego kalendarza, w ktorym zapisuje ktorego dostalam okres, jak blog Twojego psa, ktory na kazdym zdjeciu ma taka sama mine, bo to jest pies, przeciez sie nie usmiechnie ;) Sorry tak to widze. Ale ale czytalam ostatnio fajny wpis na blogu i to chyba naszego kolegi forumowego. Musze sie nim bardziej zainteresowac, w sensie zaczac sluchac co ma do powiedzenia, bo mnie tym wpisem rozbawil. I to bylo cos, bo kupa mezczyzn zwyczajnie przynudza.
                          • sabat.77 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 10:40
                            Psy sie usmiechaja, pyskiem. Nie tak szeroko jak czlowiek, ale zauwazalnie. Malpuja chyba zachowanie ludzi, bo wilki w naturze tylko szczerza kly.
                            Co do bloga, to podzielam twoj brak zainteresowania. To musi byc strasznie nudne. Poza tym ja uwazam, ze bloga powinien prowadzic ktos, kto ma cos do powiedzenia innym, a ja nie mam. Podobnie jest z ksiazkami. Jak moglbym napisac ksiazke, skoro nie mam nic do przekazania innym ludziom? Moje mysli nie sa wiecej warte niz mysli kogos, kto to czyta, wiec szkoda papieru. Pisac powinni ludzie wybitni albo specjalisci, a ja nie jestem ani jednym ani drugim.
                            Za to rozmawiac moze kazdy, dlatego lubie fora internetowe.
                          • marek.zak1 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 11:30
                            Wzielam sobie do serca wontowe stwierdzenie, ze pisze jak kobieta, wzielam na plus, bo to co proponujesz Marek to jest potwornie nudne.

                            Erotyczne czy z erotycznym podtekstem blogi kobiet sa bardzo ciekawe i maja tysiące wejść.
                            • hello-kitty2 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 13:13
                              marek.zak1 napisał:

                              > Wzielam sobie do serca wontowe stwierdzenie, ze pisze jak kobieta, wzielam na
                              > plus, bo to co proponujesz Marek to jest potwornie nudne.
                              >
                              > Erotyczne czy z erotycznym podtekstem blogi kobiet sa bardzo ciekawe i maja tys
                              > iące wejść.

                              Aha 'erotyczne', zapomniales dodac ;)
                              • marek.zak1 Re: Kitty - do bloga. 07.01.15, 13:17
                                hello-kitty2 napisała:

                                > > Erotyczne czy z erotycznym podtekstem blogi kobiet sa bardzo ciekawe i maja tys
                                > > iące wejść.
                                >
                                > Aha 'erotyczne', zapomniales dodac ;).

                                Sex sells :).
                                >
                  • 5chantal Re: Sabat - do bloga. 06.01.15, 19:24
                    > Absolutnie. Sabat wydaje mi się mógłby stworzyć bloga który b. szybko osiągnąłb
                    > y rynkową wartość kilkadziesiąt tysięcy złotych.

                    Już dawno o tym myślałam, żeby to zaproponować, tylko jakoś się nie zebrałam.
                    Mało kto zdaje sobie sprawę, jak dochodowym zajęciem jest blogowanie, oczywiście pod warunkiem osiągnięcia wysokiego czytelnictwa, co nie staje się z dnia na dzień, tylko wymaga systematycznej pracy przez kilkanaście miesięcy. Ale Sabat i tak dużo i systematycznie pisze - tutaj ;-)
                    Myśl o blogowaniu Sabata nasunęła mi się, gdy przeczytałam, ile zarabia. Na pisaniu taką kwotę mógłby zarobić w parę dni, a pisać potrafi. Marnujesz swój potencjał, Sabat!
                    Sabat, przeczytaj wszystie trzy książki Tomka Tomczyka (zna się na polskiej blogosferze jak mało kto) i do dzieła!
                    I bez wykrętów, że nie uda się, że bez sensu, itp ;-)
                    • urquhart Kurestwo 06.01.15, 20:13
                      Myśle że dla kążdego nie jest oczywiste sprzedawanie przemyśleń i intymności.
                      Tak samo jak sprzedawanie seksu nawet jak się go lubi.
                      Jeszcze wiecej byśmy zarobili pewnie jako żigolacy i dziwki z naszymi umiejętnościami...
        • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:16
          > A ja myślę że ty nie potrafisz odróżnić że przekroczenie zwyczajowej uprzejmośc
          > i to wstęp i zaproszenie a dalsz ciąg zależy od twojego zachowania bardziej niż
          > od czegokolwiek innego.

          Tadeusz Boy-Żeleński zalecał by z kobietą doświadczoną procedować szybko i zdecydowanie, a z niedoświadczoną niespiesznie i skromnie.
          • urquhart Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:35
            loppe napisał:
            > Tadeusz Boy-Żeleński zalecał by z kobietą doświadczoną procedować szybko i zdec
            > ydowanie, a z niedoświadczoną niespiesznie i skromnie.

            Ja bym sugerował za neuropsychologami przyjrzeć się stosunkowi długości palców wskazującego do serdecznego i już możemy przewidzieć czy można startować zdecydowanie czy powoli stopniować :)
            • loppe Re: większość facetów pod tym względem to idioci 06.01.15, 15:38
              urquhart napisał:

              > loppe napisał:
              > > Tadeusz Boy-Żeleński zalecał by z kobietą doświadczoną procedować szybko
              > i zdec
              > > ydowanie, a z niedoświadczoną niespiesznie i skromnie.
              >
              > Ja bym sugerował za neuropsychologami przyjrzeć się stosunkowi długości palców
              > wskazującego do serdecznego i już możemy przewidzieć czy można startować zdecyd
              > owanie czy powoli stopniować :)

              Tak, warto pamiętać!:)
          • slepafuria15 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 08.01.15, 14:26
            Trzeba umieć wyczuć atmosferę i odpowiednio ja zbudować. Niedawno obejrzalam film Allena (ogólnie to jego filmów nie lubię) Vicky Cristina Barcelona. Tam mężczyzna proponuje przypadkowo poznanym kobietom spędzenie razem weekendu i seks. Jedna jest chętna druga nie. Kończy sie na rym, ze chętna spędza weekend w lozku - lecząc zatrucie a nie chętna spędza z tym mężczyzną noc. Oczywiście to tylko film, ale dobra atmosfera czyni cuda. Muzyka na żywo czy tez zwiedzanie urokliwych miejsc - na mnie to działa. Potrafię sie wtedy wzruszyć i jakoś tak sie otwieram na relacje.
            • marek.zak1 Re: większość facetów pod tym względem to idioci 08.01.15, 14:37
              slepafuria15 napisał(a):

              > Trzeba umieć wyczuć atmosferę i odpowiednio ja zbudować. Niedawno obejrzalam fi
              > lm Allena (ogólnie to jego filmów nie lubię) Vicky Cristina Barcelona. Tam mężczyzna proponuje przypadkowo poznanym kobietom spędzenie razem weekendu i seks.

              Dodaj że ciekawy i wlasnym samolotem :). Film bardzo fajny. Ciekawa rozmowa z narzeczonym w Stanach.
    • midnight_lightning Re: "Rozpoznawanie okazji" - męska spostrzegawczo 13.01.15, 22:22

      @urquhart
      "Szczęście się uśmiecha w niespodziewanych momentach tylko niektórzy nie potrafią rozpoznać okazji, bo niby gdzie i kiedy mieliby się tego nauczyć?"


      @urquhart
      "Dlatego kombinacja sygnałów jest ważna : )
      Do zdekodowania ważna jest i znajomość kodu ale i inteligencja emocjonalna.

      I osobnicy wykluczeni i odrzuceni w tej grze sfrustrowani reagują agresją nie zawsze wycofaniem to też nie do uniknięcia."
      -----------------------------------------------------------------------

      To nie tak, że ci wykluczeni, nie dostający szans na nauczenie się mają "zerową" wiedzę. Oni dostają kopniaki, oni obserwują, jakich to one uważają za lepszych, też się czegoś uczą. Tej najprawdziwszej natury kobiet.

      A że potem reagują wycofaniem lub agresją? taki jest wybór kobiet, same tego chciały. I mi się zdarzało odrzucać zupełnie jawne propozycje na seks. Niech i one poczują, jak to fajnie być wykluczanym, być może pierwszy raz w życiu.


      Tak zdobyte doświadczenie zdaje egzamin. Np. w pracy jakieś kobiety odzywają się do mnie, robią oczy, oczywiście ja te sygnały olewam, dokładnie tak jak i mnie kobiety olewały w mlodości. I dobrze robię, zawsze okazuje się, że to takie strasznie samotne mamuśki. One już wybrały, jaki typ faceta je kręci.


      Bardzo poprawna politycznie teoria o dynamice zmian mnie nie przekonuje. Niech i ten samiec alfa stacza się z wiekiem w rynsztok, tym gorzej dla kobiet uważających takich za super gości. Dla reszty jednak zjadanie żałosnych resztek z tortu po takich obszczymurach to żadna alternatywa. I nie da się pominąć kilkunastu zmarnowanych lat najlepszego okresu życia.

      To odpowiedni wiek jest ważny, i cały sztafaż doświadczeń, w przypadku młodych mężczyzn często negatywnych.

      _____________________________________________________________________________

      Pewnie już był na tym forum wspominany eksperyment Calhouna. Efekty wykluczania przez samice są tak podobne:

      - Samce, którym nie powiodło się zdobycie samic "wycofały się".

      - Społecznie wycofany samiec nr 29 składa propozycję seksualna samcowi nr 16, który niedawno był atakowany. Można zauważyć, że jeden z nich przyjmuje rolę żeńską. Coraz więcej starszych samców zaleca się do młodszych - w ten sposób pojawia się mysi homoseksualizm.


      I co najważniejsze:

      -Dr Halsey Marsden (1972) pobrał kilka myszy w połowie fazy D (wymierania) i umieścił w nowych warunkach - w populacji o bardzo niskim zaludnieniu. Wszystkie wykazywały prawie całkowitą utratę zdolności do rozwijania tej populacji, jak również do angażowania się w jakiekolwiek zachowania rozrodcze.

      Jak widać, zrażonym do samic samcom nie pomaga przeniesienie na wyspę pełną wolnych samic, widocznie są inteligentni i dobrze pamiętają lekcję, jaką otrzymali od innych samic. Być może te myszki są równie moralne jak i my, i uznają, że tak żałosny gatunek nie zasługuje na przetrwanie ?


      i ciekawostki:

      - Gangi samców dopadają pojedynczą samicę i odbywają z nią wielokrotny stosunek.

      - Samice też wykazują homoseksualne zachowania. Tutaj samica 47 próbuje odbyć stosunek z dominującą samicą 35, która ją odpędza. Chociaż żyje wśród wielu samców nie miała licznego potomstwa.





      www.physicsoflife.pl/dict/eksperyment_calhouna.html

      www.physicsoflife.pl/dict/calhoun%27s_experiment_appendix.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka