sabat.77
07.02.15, 23:18
Czołem. Naczelny problemowy forum się kłania. Ostatnio udziela mi się rad będąc nieproszonym, ale tym razem będzie inaczej. Potrzebuję waszego feedbacku, będę wdzięczny.
Przeanalizowałem wiele aspektów mojego życia i doszedłem do dość oczywistych wniosków.
Nie jestem w stanie podjąć żadnego ruchu z najprostszego z możliwych powodu - otóż przez te wszystkie lata mojego małżeństwa jakoś tak uwiesiliśmy się na sobie nawzajem. Siedzę kurde w klatce, co tu dużo gadać. Moja żona to typ odludka, spotyka się ze znajomymi w moim towarzystwie, ja z kumplami też raz na kwartał, bo rozjechali się po świecie... Codzienność to wspólne siedzenie w czterech ścianach ze sobą tuż obok, od przyjścia z pracy aż do snu. W zasadzie gdybym gdzieś po prostu wyszedł to żona zrobiłaby mega wielkie oczy. Bo z kim i po co.
Jak wyjść z tego impasu, co robić poza domem, co powiedzieć - czy w ogóle coś mówić?
U nas jest całkowity brak przestrzeni, tylko sen, praca, dom, sen, praca, dom. W tle bez przerwy dzieci. Na nic nie ma czasu, tym bardziej na seks.
To jest według mnie krok nr 1 we właściwym kierunku. Ale jak zacząć?