beatrycze_nowa
25.04.15, 20:02
czytam to forum od dłuższego czasu i biję się z myślami czy napisać. zaryzykuję, może coś mi sensownego doradzicie.
jestem w związku z mężem od kilkunastu lat. wcześniej miałam kilku przelotnych facetów.związek z mężem zaczął się wcześnie-miałam 21lat i ja byłam wystarczająco zakompleksiona by nie zastanawiać się czego naprawdę chcę i sądzić że nikt inny mnie nie zechce. to nigdy nie było szalone zakochanie tylko takie powoli rozwijające się uczucie. nigdy w czasie stosunku nie osiągnęłam orgazmu w zwykły sposób. do niedawna mi to nie przeszkadzało, jestem niskolibidowcem. mąż chciałby seks często ale godzi się z tym że nie jest tak często jakby chciał. mimo 40stki na karku jest sprawny jak młodzieniec i jak młodzieniec błyskawicznie kończy. jeśli robimy to drugi raz to owszem dużo dłużej może. ale to i tak nie doprowadza mnie do wzrostu podniecenia. niedawno zdałam sobie sprawę dlaczego. otóż on mnie nie kręci. jest zadbany, atrakcyjny. ale wychowywały go kobiety. jest zbyt delikatny i czuły w łóżku. nawet gdybym mu powiedziała żeby był bardziej zdecydowany (nie chcę pisać brutalny bo przemoc mnie nie kręci) to byłoby sztuczne.
niedawno otarłam się o zdradę. sama też z wiekiem odkrywam swoje potrzeby seksualne ale nie wiem czy jestem w stanie zrealizować je z mężem. jednak kocham go i odpowiada mi pod innymi względami. może to co czyni go dobrym partnerem do życia powoduje że nie podnieca mnie w łóżku? czasem mam wrażenie że żyję z bratem.
z drugiej strony mam 90% pewności że z innym facetem też nie osiągnęłabym orgazmu (kwestia pewnych przyzwyczajeń masturbacyjnych). ale podnieciłabym się już idąc do łóżka. a z mężem seks to jest coś jak zabieg higieniczny, kulturalnie, czysto, przyjemnie w sensie jak przytulanie czy masaż. ale nie ma tego 'czegoś'.
no dobra, wystawiam się na ocenę. a) mam tragiczne życie i należy mi współczuć, b) w d... mi się poprzewracało i powinnam się cieszyć z tego co mam, c) inna odpowiedź.