samsam77
24.11.15, 22:45
Udzielałem się na tym forum kilka lat temu jako mąż "oziębłej". Od tego czasu było już tylko gorzej. Był moment 3 lat abstynencji, zaciskałem zęby, nie inicjowałemi jakoś sobie radziłem poprzez nowe hobby itp. Bez jakiejkolwiek reakcji drugiej strony. Potem były jakieś sporadyczne 2-3 razy bez fajerwerków, na siłę z mojej inicjatywy. Nawet kondomy się przeterminowały.... bo oczywiście seks wyłącznie na warunkach drugiej strony (wyłącznie prezerwatywy czego nie lubię, określony i umówiony czas uniemożliwiający spontan, sposób, pozycje, bez loda itp.). Przestraszony upływem czasu, przewlekłą chorobą postanowiłem zawalczyć raz jeszcze. Mały: początek września pada moja propozycja po 1/2 roku posuchy - odpowiedź krótka: NIE. Koniec września: MAM okres. Październik: NIE!. Początek listopada: Co, mam czekać aż dziecko uśnie? (chodzi spać po 22, równo z małżonką) I usnęła przed córką. Poczekałem do ostatniego weekendu kiedy nie musi wstawać wcześnie do pracy (ok. 6.30) i można sobie pozwolić na dłuższe odespanie: JESTEM ZMĘCZONA. (pracuje na 3/4 etatu, ja uczestniczę w obowiązkach domowych sprawiedliwie robiąc jak trzeba obiady i zakupy, nie mówiąc, że pracuję dłużej i zarabiam 4 x więcej). Rozpocząłem chyba ostateczną rozmowę, jak to sobie wyobraża, że przeciętny ksiądz ma częściej, mam potrzeby itp. - reakcja agresywna: ZNOWU BĘDZIESZ MNIE OBWINIAĆ O WSZYSTKO, NIE ZAMIERZAM CI SIĘ TŁUMACZYĆ!!! Efekt końcowy: wylądowałem w burdelu..... I wiecie co? Nie mam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Zobaczyłem po latach, jak może się w łóżku zachowywać kobieta, przy pełnej świadomości że za to zapłaciłem. Wolę kupić niż dostać wyżebrany ochłap. To już absolutny koniec. Nie odejdę jednak na razie ze względu na dziecko, z którym jestem związany. Po prostu mała mnie potrzebuje. Nawet ze świadomością, że córka ma negatywny przykład toksycznego związku - staram się to łagodzić i jej wynagradzać kontaktem oraz wspólnym czasem. Tak pisze Q przestrodze żebyście mogli zobaczyć do czego prowadzi patologiczny niby związek, zły dobór oczekiwań i temperamentów. Nie warto tez być za dobrym, bo tacy mają twarde tyłki. Jeśli jest możliwość lub macie siłę to uciekajcie z takich związków jak najprędzej. Nie oczekuję wyrazów wsparcia, współczucia i porad. Biorę to na klatę. Realizuję się inaczej jako już ponad 40-letni facet. A jak przyciśnie, to sobie poradzę. Głowa do góry, życie jest paskudne, ale jest jedno.