archigen
30.01.17, 23:27
Czesc,
Na wstepie przepraszam za brak polskich znakow.
Czasem czytam tu o Waszych problemach ale nie wypowiadam sie za bardzo, bo jestem raczej z obserwatorow niz aktywnych uczestnikow.
Prosze Was o w miare nie zatruta jadem, uczciwa opinie. Pisanie tutaj dla mnie jest troche ostatnia deska zdobycia jakiejs oceny i perspektywy mojej sytuacji.
W przyszlym tygodniu koncze 30 lat. Nie mieszkam w Polsce. Mam dobra prace.
Moj 10letni zwiazek sie sypie od 2-lat.
Mojego obecnego chlopaka poznalam majac 20 lat na studiach (on jest tylko rok starszy, jest moim trzecim chlopakiem). Na studiach nie mieszkalismy ze soba bo on byl z miasta w ktorym studiowal wiec mieszkal z rodzicami. Przez 6 lat nie mieszkalismy ze soba. Nie mielismy seksu przez 6 miesiecy kiedy "poznawalismy sie", co wtedy uznawalam ze sile charakteru, teraz mysle ze on chyba bal sie seksu.
Seks mielismy rzadko jako studencka para - glownie ze wzgledow mieszkaniowych (mieszkal z mama). Nie chcial sie od niej nigdy wyprowadzic, co doprowadzalo mnie do rozpaczy, bo ja bylam bardzo gotowa zeby zamieszkac ze soba jak 'dorosli' (haha).
Jego mama czesto wyjezdzala wiec w pewnym momencie mialam wystarczajaco seksu, poza tym zaczelam uczyc sie orgazmow w zwiazku z czym bylam dosyc zadowolona z naszego zycia seksualnego. Moze nie bylo szalone, ale wystarczajace. Orgazmy byly nowowscia i byly OK. Bylam na pigulkach, powiedzialabym ze mialam bardzo przecietne jesli nie obnizone libido.
Po studiach wyjechaslimy za granice - wreszcie moglam zamieszkac razem z nim. Niestety, stresy moje i jego w pracy sprawialy ze super seksu nie bylo. Zreszta mialam wrazenie ze po tylu latach to juz... meh... kto by tam myslal o seksie, sa wazniejsze rzeczy... I nagle jakos przed 29 urodzinami kompletnie mi odbilo (ginekolog zmienil mi pigulki co prawda ale to bylo tuz po przyjezdzie - czyli mialam 26-27 lat - nie sadze zeby efekty zamiany pigulek pokazaly sie dopiero po 2 latach). Zaczelam czuc ze chce seksu prawie codziennie, zaczylam sie normalnie uaktywniac stojac blisko co atrakcyjniejszych kolegow z pracy (a jest ich sporo). Ze zdziwieniem rowniez odkrylam, ze i mnie uwaza sie za atrakcyjna (w Polsce takich jak ja na peczki, to i spojrzen meskich mniej).
Na domiar zlego mniej wiecej w tym samym okresie czasu (no dobra - kilka miesiecy wczesniej) on zaczal miec problemy z utrzymaniem erekcji i przedwczesnym wytyskiem. I mowie tu naprawde o tym ze nie mogl go postawic przez kilkanascie minut, po czym w koncu kiedy wkladal po dwoch ruchach mial wytrysk.... Na pocztaku tlumaczyl sie stresem,
powiedzial ze jak oglada pornole to mu stoi wiec to musi byc psychologiczne bo fizycznie penis mu dziala. Zignorowalam to, myslalam ze mu przejdzie, udawalam ze nie szkodzi, nie zwracalam uwagi... Ale po jakims czasie gdy sytuacja powtorzyla sie kilkakrotnie, on chyba zaczal unikac seksu, ja sie coraz bardziej napalalam, ale rownoczesnie chcialam seksu na moich zasadach bo jego gra wstepna okropnie mnie irytowala. Im bardziej ja na moich zasadach, tym bardziej on unikal.... W koncu w Listopadzie 2015 powiedzialam ze moze powinnismy dac sbie troche przestrzeni - zareagowal bardzo zle, powiedzial ze on mnie potrzebuje i ze tego nie przezyje.Przyznal sie tez ze oglada sporo ostrego porno kiedy mnie
nie ma i ze czuje sie z tym raczej obrzydliwie. Wtedy jeszcze nie zapalila mi sie czerwona lampka, nawet pomyslalam ze to troche moja wina, bo mnie nie ma duzo w domu i jestem nudna w lozku.
W Grudniu zaiskrzylo miedzy mna a kolega z pracy i poczulam ze jestem na granicy wytrzymalosci i ze ta moja posucha seksualna doprowadzi do czegos glupiego (w tym momencie nie mieliscmy juz stosunku jakos od Sierpnia? czyli ok 5 miesiecy), postanowilam dzialac. Powiedzialam mojemu ze jest zle i ze mysle o wyprowadzce i 'separacji' (nie
jestesy malzenstwem ale 10 lat zobowiazuje) powiedzial ze 'pracuje nad sytuacja'.
Do Lipca nic sie nie zmienilo - zakomunikowalam ze sie wyprowadzam we Wrzesniu 2016, mialismy duzo rozmow - on powiedzial ze byl u lekarza i ze badania wyszly dobrze, ja zwrocilam uwage pierwszy raz na temat porno i ze ono moze byc przyczyna jego impotencji. Powiedzialam ze czytalam o tym i jest to problemem, rowniez mozna znalezc doniesienia ze dlugotrawale palenie ziola (on palil dosyc mocno w pewnym momencie - dzien w dzien mocno sie bakal) moze powodowac impotencje. Co do ziola nic nie powiedzial, co do porno powiedzial ze 'sprobuje odstawic'. We wrzesniu tak jak obiecalam - wyprowadzilam sie. Od tametgo czasu chodzimy na 'randki'. Raczej platonicze. Mielismy JEDNA probe penetracji, nie udalo sie dojsc zadnemu z nas - bo mu opadl w miedzyczasie. Ja przestalam brac pigulki zeby sie wsluchac w swoje cialo i wykluczyc ze moje libido jest jakos nie zdrowo zaafekowane chemia, ale to uerzylo rykoszetem bo on w 'kondomie nic nie czuje' i opada mu bardzo szybko.
Chodzi do psychologa, ale nie wiem czy rozmawia na ten temat. Wiem ze wspomnial o pornografii i psycholog sie zgodzila ze mu to nie pomaga.
W styczniu 2017 pochwalil sie ze 'nie oglada porno od nowego roku". Pogratulowalam, ale w srodku zjadla mnie zlosc - bo wyprowadzilismy sie od siebie we Wrzesniu, a on TERAZ rzucil porno....
W Lutym ja koncze 30 lat.
Moi rodzice mieli zwiazek bez intymnosci i WIEM ze nie chce czegos takiego, to nie jest zwiazek tylko UKLAD EKONOMICZNY, a ja jestem niezalezna finansowo i nie mam dzieci na utrzymaniu zeby sie poswiecac w imie wyzszych celow.
Jest moim przyjacielem, zaczal pracowac nad problemem - poszedl do lekarza, poszedl do psychologa, ale to idzie TAK WOLNO..... Mam wrazenie ze ja zyje tylko jednym problemem. Jestem zafiksowana na seks, nie moge sie skupic, nie moge myslec ani mowic o niczym innym. Tylko brak seksu i ta cala sytuacja i czy da sie ja naprawic... Super chemii miedzy nami nigdy nie bylo, ale szczerze myslalam ze to nie wazne bo inne rzeczy sie licza.... No i co jak na koniec zacznie mu stawac a okaze sie ze i tak mamy rozne libida??? Chociaz mowi ze masturbuje sie 7 razy w tygodniu, czyli jakies libido ma - ja co prawda masturbuje sie dwa razy dziennie ale mysle ze gdybym miala jakosciowy seks to raz- dwa razy w tyg byloby wystarczajaco.... Czuje sie stara i nie atrakcyjna... Juz nie bede mowic ze sfrustrowana bo to da sie wyczytac miedzy wierszami....
Moje pytanie: Marnuje czas czy jest szansa? Jezeli dac mu czas na naprawe to ile jeszcze? Mam wrazenie ze zycie mi ucieka... Jak sie pytam o postepy, to reaguje zloscia ze ja oczekuje 'raportow' i ze te rzeczy wymagaja czasu.... Ale 'dowodow' w postaci seksu (juz nie mowie ze dzikiego- zwyklego na poczatek) tez nie widze, wiec po prostu chce wiedziec czy stoimy w miejscu czy nie.....Wyszlo na jaw tez, ze on od zawsze taki zimny w lozku przez to porno, ktore oglada cale zycie ('ale przeciez wszyscy ogladaja')....
Co robic? Rozejsc sie, zaplakac, zapic, zapomniec i zaczac nowe zycie poki jeszcze jestem wzglednie mloda czy ratowac to?