aiszka4
07.05.05, 21:04
Jakiś czas temu zapieprzałam w pracy tak, że czasem nie wiedziałam, jak się
nazywam, w dodatku obniżyli mi wynagrodzenie dokładając obowiązków. Po pracy
pędem do domu, zakupy, dzieci, obowiązki itd. Padałam na pysk, zasypiałam,
zanim jeszcze przyłożyłam głowę do poduszki.
Na seks miałam ochotę najwyżej w weekendowe poranki, a i to nie zawsze...
Mąż w tym czasie miał pracę, w której się nie przemęczał, dzwonił czasem do
mnie z nudów i nie rozumiał, że nie mam czasu z nim rozmawiać.
Zamiast odciążyć mnie od obowiązków, bym miała więcej czasu i sił dla niego,
znalazł sobie kochankę, która z racji samotności i specyfiki pracy miała
jedno i drugie.
Teraz sytuacja się odwróciła. Rano mówi, z przepraszającym uśmiechem, że sam
nie wie, kiedy zasnął. A mnie tak kusi, żeby go spytać, czy zasługuje na moje
zrozumienie, czy może też mam znaleźć sobie kogoś dyspozycyjnego.