justysia34
14.06.05, 13:14
Witam,
po raz pierwszy na forum (chodzi o rozpoczecie wątku).
Mam parę przemyśleń, które mnie nurtują, wię pozwoliłam sobie napisać.
1. dlaczego my, baby, jesteśmy traktowane i dajemy się traktować jako remedium
dla życiowych nieudaczników, którym nawet seks z własną ślubną nie wychodzi?
2. w związku z powyższym, dlaczego dajemy się uprzedmiotowić tworząc na własną
potrzebę otoczkę sentymentalno-uczuciową powyższego faktu?
3.dlaczego tak trudno jest nam zrozumieć, że jeśli seks mu nie wychodzi, to
jest to już tylko gwóźdź do trumny, bo wszystko zaczęło się od czegoś innego?
4. w związku z powyższym, dlaczego jesteśmy mimo wszystko tak zadufane w
sobie, ze sądzimy, że z nami cokolwiek mu wyjdzie?
5.co jest takiego w niektórych kobietach, ze przyciągają same życiowe męskie
klęski, co więcej, dumne są z faktu egzystowania z taką klęską, która nie
wstydzi się przyznać, że "żona mu nie daje"?
6. dlaczego, jak taka klęska odchodzi (z reguły do żony - zaczęła dawać? ;-),
zamiast odetchnąć z ulgą, wpadamy w otchłań rozpaczy?
7.i gdzie jest nasz mózg?
8. itakdalej.
pozdrawiam - Justysia