Dodaj do ulubionych

"życzliwie donoszę"

27.06.05, 14:47
Mysle, że temat, który wypłynął z okazji mało przyjemnej (domniemana zdrada)
jest szerszy i zasługuje na oddzielny wątek. Ktos coś zobaczył, moze nie do
końca, nadał temu własną interpretację i życzliwie donosi - w interesie osoby
informowanej, of course. Dla mnie jest to wtykanie nosa w cudze sprawy ,
niejednokrotnie powodowane bezinteresowna zawiścią. Fuj, fuj i jeszcze raz
FUJ!
Obserwuj wątek
    • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 14:52
      W takim "ujęciu" jak to przedstawiłaś, to zaiste. Petar coś też tak pisał, że w
      prl etc.

      De facto liczą się okoliczności i ponad wszystko - intencje interwencji

      No chyba że chcecie znieczulicy społecznej i olewania prawa...
      • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 14:58
        przyjaciele pversion którzy widzieli jego żonę za rekę z innym młodzieńcem
        zachowali się bardzo lojalnie mówiąc mu o tym i być może dzięki nim ten związek
        sie uratuje
        • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:02
          jak ktos tu juz napisal chyba madrzej by zrobili biorac ta laske na dywanik.
          • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:04
            hm, niby kto miał brac laskę na dywanik, jego przyjaciele?!
            • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:04
              to sa jakieś koncepcje "wielkiej rodziny" z Bośni chyba
              • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:08
                moment,moment
                znaja ci ludzie jego zone?? Znaja. Wiec sa WSPOLNYMI znajomymi.
                Gdyby powiedzieli pannie ze ja widzieli w sytuacji niedwuznaczej z innym i ma
                tydzien zeby sie wytlumaczyc mezowi bo inaczej sami wykabluja i wtedy panna by
                sie miotala a nie jej maz.
                • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:11
                  ha! a ja Ci mowię że ich lojalnośc jest przy nim, skoro do niego przyszli a nie
                  do niej (teraz zamknij oczy i przypomnij sobie znajomych po kądzieli i po
                  mieczu by sprawę empatować)
                  • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:12
                    WSPÓLNYMI - Anulka, nie wygłupiaj się takimi założeniami, gdy "nie masz" wiedzy
                    na ten temat
                    • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:15
                      dla mnei znajomi to ludzie ktorzy znaja.
                      Znaja ta kobiete jako zone przyjaciela.
                      Zreszta wielu danych tu nie znamy a duzo gadamy- rzekalbym im bardziej rozmyte
                      dane tym zywsza dyskusja.
                      • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:17
                        słuchaj....twój np. kierowca zna twoją np. najlepszą przyjaciółkę....
                        • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:22
                          czepiasz sie, a ja dzis nie mam nastroju na czepliwych chlopow.
                          • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:25
                            uuu, to niegodna odpowiedź
                            znam wielu fajnych ludzi którzy nigdy by tak nie powiedzieli
                            :)
                            • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:28
                              jeszcze nei zauwazyles ze jestem niefajna?
                              spozniony refleks ale lepiej pozno niz wcale.
                              • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:33
                                NO
                              • paszczak54 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:17
                                anula36 napisała:

                                > jeszcze nei zauwazyles ze jestem niefajna?
                                > spozniony refleks ale lepiej pozno niz wcale.
                                Jesteś fajna
                • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:13
                  absolutnie się zgadzam z Anulą, żona żyła w niewiedzy i byc może błogiej
                  szczęśliwości, a facet był na skraju załamania nerwowego wyobrażając sobie
                  przeróżne warianty zdarzenia; opcja Anuli to opcja, którą ja bym wcieliła w
                  czyn, gdyby miała nieprzyjemność znalezienia się w podobnej sytuacji
                  • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:16
                    żona żyła w niewiedzy i byc może błogiej
                    szczęśliwości, a facet był na skraju załamania nerwowego wyobrażając sobie
                    przeróżne warianty zdarzenia


                    hm, he, he
                    podaj może jeszcze ludziom którzy to czytaja wątek tego faceta w depresji o
                    którego żonie piszesz "żyła w niewiedzy" he, he (nie o nim zaś)
                    • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:29
                      Żona (winna czy nie) nie miala pojecia o sugestii znajomych i zyla jak zyla, a
                      maz w tym czasie przezywal mini koszmar. To jest w porzadku? On nie wiedzial co
                      robic z domyslami, nie wiedzial nawet czy powiniene rozmawiac z zona o
                      wiadomosci znajomych, uwazajac ze to ona powinna wyjsc z rozmowa, mimo ze nawet
                      nie mial jeszcze pewnosci, ze cokolwiek w jej zyciu sie zmienilo na gruncie
                      malzenskim. A ona nadal, bez swiadomosci zaistniales sytuacji sobie spokojnie
                      zyla. Jesli faktycznie przyprawia facetowi rogi rozsadniej byloby to pieklo
                      urzadzic jej, sugerujac, ze winna powiedziec mezowi o swoim ewentualnym
                      romansie.
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:16
      anula: "jak ktos tu juz napisal chyba madrzej by zrobili biorac ta laske na
      dywanik."

      a facet niech sobie żyje w nieświadomości?

      nie wyobrażam sobie, bym pijąc wódkę z kolegą z pracy gadał z nim, przemilczając
      jednocześnie fakt, że widziałem jego kobietę z kimkolwiek pod rękę.
      Jakby to o mnie świadczyło ?
      • anula36 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:19
        Krzyhu nie czytasz do konca- laske na dywanik z dead line.
        pare dni a potem podpytujesz kumpla jak mu sie z laska uklada i wyciagsz sprawe.
      • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:23
        A co byś mu powiedział? Że widziałeś jego kobietę z kimś innym? A skąd masz
        pewnośc, że ów facet chce to wiedzieć... Znam gościa, który ma uklad z żoną -
        rob co chcesz, ale ja mam o tym nie wiedziec, a tu nagle dowiaduje sie od
        kumpla... I co? Ty masz czyste sumienie, a kumpel wpada w szambo domysłów,
        których nie chce... Uczciwsze chyba jest jednak zasugerować "winnemu", ze byl
        widziany i poprosic o wyjasnienie partnerowi, nim sami to uczynimy. Dobrymi
        uczynkami wybrukowane jest pieklo...
        • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:31
          Uczciwsze chyba jest jednak zasugerować "winnemu", ze byl
          widziany i poprosic o wyjasnienie partnerowi, nim sami to uczynimy.

          W istocie, tak by było lepiej, niestety jest to bardzo trudna metoda ponieważ
          ociera się o szantaż. <
          • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:35
            A w drugą stronę jest to forma donosu... Co lepsze? Donos czy szantaż?
            • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:44
              szantażowany może cię zaatakować (a jak umie to robic to już niewiele powiesz
              swojemu przyjacielowi...)
              • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:06
                Donosząc też możemy obawiać się, że zostaniemy zaatakowani przez a) tego na
                kogo donieslismy, zwlaszcza gdy okaze sie, ze pomylilisy osoby, ktore rzekomo
                widzielismy, b) męża (żonę), któremu donieśliśmy, zwlaszcza gdy ktos stwierdzi,
                ze owa wadomosc szkaluje partnera(ke)... Zatem ten argumant dla mnie jest
                bezasadny;)
                • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:12
                  a w ogóle to co tu robi czasownik "donosić" ? w języku polskim mający okreslone
                  pejoratywne zabarwienie

                  to juz nawet nie można z przyjacielem/przyjaciółką porozmawiać szczerze, trzeba
                  ukrywać przed nią "posiadaną wiedzę" he, he?
                  • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:14
                    Jeśli ta wiedza tyczy sie kogos, komu wczesniej o tym nie mowisz, to juz to nie
                    jest zwykla rozmowa, ow komunikat zaczyna nabierac pejoratywnego charakteru.
                    • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:24
                      Zgadzam się co do zasady i jeśli zaiste potrafisz nigdy nie powiedziec O KIMŚ
                      czegoś krytycznego zanim JEMU nie powiedziałaś, to chylę czoła.
                      • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:28
                        Cenię szczerość. Z zasady nie mówię o kimś czegoś, czego temu komuś wcześniej
                        nie powiedziałam. Lubie patrzeć ludziom w oczy bez wstydu.
                        • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:36
                          Bez absolutyzowania please (zreszta wiesz, że nieraz łamiesz swoją zasadę). Nie
                          powiesz przecież zbójowi że zaraz zadzwonisz na policję jeśli wiesz, że
                          uniemożliwiłby ci to zadzwonienie. Intencje i okoliczności decydują czy dany
                          akt jest prawy czy nie, nie zaś sztywne zasady.
                          • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 17:02
                            Mówimy teraz o zyczliwych "donosach"...i obgadywaniu... Zatem staram się ani
                            jednego ani drugiego nie robic. Dodaję - staram się. Aniolem nie jestem.
                            • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 17:11
                              Przyjaciele tego męża, prawda, z drugiego wątku też strali się - tydzień chyba
                              się bili z myślami - czy mu wyznać czy nie, ostrzec, czy siedzieć dalej przy
                              stole jak gdyby nigdy nic...Wiesz co sie z nimi stanie jak oni sie juz
                              pogodzą...? Otóz tacy dzielni lojalni dostawcy złych wiadomości na ogół ida pod
                              nóż (czyli w tym kontekście sytuacyjnym - pogodzeni już małżonkowie będa od
                              nich być może stronić jako nieprzyjemnego przypomnienia kryzysowych,
                              wstydliwych chwil). Dlatego ja bynajmniej nie palę się do szczerych "donosów",
                              a nawet mam prywatną politykę utajniania tego co wiem na tego typu damsko-
                              męskie tematy na b. wiele lat. A po cholerę mi to...
                              • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 17:35
                                Z doświadczenia wiem, ze owe donosy zyczliwych powoduja szereg zawirowań miedzy
                                malzonkami, czesto - gdy wychodzi na jaw, ze wiadomosci podane jako news z
                                pierwszej reki na niewiernosc wspolpatnera, sa tylko pomylka osoby donoszacej,
                                pojawiaja sie pretensje, ze partner(ka) zaufal(a) bardziej kumplowi(eli) niz
                                wlasnej zonie(mezowi). Później pozostaje niesmak do siebie, do patrnera i do
                                znajomego. Oczywiscie pisze teraz tylko o swoich doswiadczeniah, ktore
                                NIESTETY w tym wzgledzie mam (woalalbym nie).
          • aqada Re: "życzliwie donoszę" 15.07.05, 13:29
            wieice co jest uczciwe?? nie wpiprzać się w nie swoje sprawy bo ludziom jest
            najlepiej jak sami swpoje problemy rozwiązuja a takich "życzliwych" przyjaciół
            to wrogowi nie życze! niech każdy zajmie sie swoimi sprawami to bedzie
            najlepiej a nie uszczęśliwianie...i jacy to oni dobrzy!! nie ważne kto jest
            zdradzany ani zdradzającym pierzmy swoje bródy sami, a nie juz leca już węsza
            bo widzieli męża/zone sensacja normalnie na całe małomiateczkowe zadupie!
            Zyjcie swoim życiem pilnujcie spraw swoich a nie wsadzajcie nos a w cudze!!
            • woman-in-love Re: "życzliwie donoszę" 15.07.05, 13:34
              Brawo, Agada! To własnie miałam na myśli. Niech kazdy pilnuje swojego nosa.
              Boże, strzeż nas od przyjaciół, z wrogami poradzimy sobie sami!
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:34
          wiesz, postępuję z ludźmi tak, jak sam bym chciał być traktowany :) Nie mogę
          dostosować swego postępowania do KAŻDYCH układów i okoliczności - bo to niemożliwe

          widzę pannę kumpla z kimś pod rękę - więc mówię mu "słuchaj, nie tam, zebym był
          wścibski, ale widziałem twoją kobietę z kimś tam pod rękę. Nie wiem jakie macie
          układy - nie moja to sprawa, uznałem tylko, że jako kumplowi powinienem o tym
          ci powiedzieć"
          POwiedziałbym to - bo dokładnie to chciałbym w podobnej sytuacji usłyszeć
          • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:44
            W zależności od tego jak ktos wygłosi komunikat, wiadomość może być różnie
            odebrana. Jeśli powiedziałbyś tak jak to wyżej napisałeś, to jeszcze pól biedy,
            gorzej gdy ktoś od razu feruje wyrok w swym stwierdzeniu.
            Jestem uprzedzona do tego typu informatorów - swego czasu kolo mnie byla
            moc "zyczliwych", tylko ze mi wszyscy mowili co widzieli w glebokim zaufaniu i
            prosili, bym nie mowila od kogo "to" wiem. Czuli sie znajomymi i moimi (wiec
            uwazali, ze powinnam wiedziec), i męża (wiec nie chcieli, by o nich myslal jak
            o kapusiach). Stąd teraz moja antypatia do tego typu wynurzeń.
            • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:57
              anais_nin666 napisała:
              > prosili, bym nie mowila od kogo "to" wiem. Czuli sie znajomymi i moimi (wiec
              >uwazali, ze powinnam wiedziec), i męża (wiec nie chcieli, by o nich myslal jak
              > o kapusiach). Stąd teraz moja antypatia do tego typu wynurzeń.

              No właśnie, Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, "dobrzy" znajomi.
              Jak kogoś korci to można delikatnie wybadać sytuację. Gdy facet od dawna ma
              przyprawiane rogi i wszyscy o tym wiedzą oprócz niego to jasne, że trzeba go
              uświadomić. Ale w sytuacjach niejasnych lepiej trzymać język za zębami.

              • loppe Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 16:13
                tak jest, wszystko zależy od okoliczności i intencji
          • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 27.06.05, 15:52
            A nie uważasz, że ta zasada "postępuję tak, jak sam bym chciał być traktowany"
            jest dość małostkowa i egoistyczna?
            Ja na przykład chciałbym usłyszeć od atrakcyjnej, nieznajomej
            dziewczyny "pragnę się kochać z Tobą" ale sam tak nie postępuję :)

            A bardziej serio, pytanie czy postępowanie znajomych było etyczne. Trochę
            zależy od sytuacji, czy wiedzieli coś o problemach tego związku, czy
            okoliczność była jednoznaczna (wszystko wskazuje, że nie) itd.
            Tak czy inaczej postąpili nieetycznie wg mnie. Mogli, jak piszecie wyżej
            powiedzieć to jego żonie, a najlepiej zrobić to delikatnie choćby pytając "kim
            jest ten facet z którym Cię widzieliśmy tu i tu?"

            Pomyślność związku nie polega chyba na tym żeby wyłapać jak najszybciej oznaki
            zdrady przy pomocy "dobrych" ludzi. To trochę bardziej złożone.
    • ewolwenta Pożądana delikatność... 27.06.05, 16:45
      W kontekście tego wątku o życzliwych znajomych wpadłam w stan dziwnej
      ekscytacji, bo niedawno też szłam z kolegą za rękę. I było to kompletnie
      aseksualne!
      Jakieś 4-5 lat temu poznałam człowiek, który przyjechał do Polki na parę lat w
      sprawach zawodowych. Zafascynował mnie i bałam się, że mogę w coś się wplątać.
      Jestem realistką i wiem, że mogło by mnie ponieść, a nie lubię pakować się w
      sytuacje trudne i dwuznaczne. Ponieważ kocham swego życiowego partnera,
      przyjaciela i człowieka, z którym od nastu lat mogę konie kraść, to nie
      chciałam tego zaprzepaszczać. Zaniechałam więc wszelkich pozazawodowych
      kontaktów z cudzoziemcem. Ponieważ kontrakt tegoż znajomego wkrótce się kończy
      uznałam, że zagrożenie nie jest już aktualne i postanowiłam spotkać się z nim
      na pogaduchy. Jakoś tak nam się dobrze rozmawiało i zasiedzieliśmy się gdzieś w
      jakiejś knajpie do jej zamknięcia o trzeciej nad ranem.
      Kiedy wracaliśmy do domów za nami przyplątało się jakieś towarzystwo. Miałam
      stracha i mój kolega wziął mnie za rękę. Szliśmy tak dość długo. Może to było
      bez sensu i niepotrzebne ale czułam się po prostu bezpieczniej.

      Z całą jednak pewnością nie było tam ani krzty erotyzmu, fascynacja minęła już
      dawno. Jednak dziś, po lekturze wątku pversion’a zastanawiam się co pomyśleliby
      znajomi gdyby mnie widzieli z obcym dla facetem z rękę o 3 nad ranem w środku
      miasta?

      Mam nadzieję, że wykazali by się delikatnością i ze swoimi wątpliwościami
      przyszli do mnie. Czułabym się dziwnie gdybym miała za to awanturę.

      Specjalnie piszę o tym w tym wątku, choć uważnie przeczytałam wątek pversion’a.
      Czytałam go dziś i trudno mi było uporządkować własne odczucia. Raz zgadzałam
      się z Krzyśkiem raz z WiL.
      Tak sobie teraz myślę, że wszystko zależy od sytuacji i chyba trzeba być bardzo
      delikatnym jak się w butach włazi do czyjejś sypialni. Nie jestem jednak
      przekonana czy zawsze powinno się pozostać za jej drzwiami.
      • ewolwenta Do loppe 27.06.05, 17:25
        Przeczytałam, co wyżej napisał Loppe o utracie przyjaciół i chyba wniosę
        autopoprawkę. Trzeba być bardzo, bardzo, bardzo delikatnym i nie śpieszyć się z
        otwieraniem drzwi.
        • woman-in-love Re: Do loppe 27.06.05, 19:04
          a ja powtórzę swoje: dyskrscja i jeszcze raz dyskrecja. I pamiętać o tem, że
          mowa jest srebrem, a milczenie - złotem. Nie ma żadnego obowiązku kablowania w
          sprawach damsko - męskich. Bardzo typowy jest przykład ewolwenty.
          • selfmademan Re: Do loppe 27.06.05, 19:25
            Jak widać dyskusja rozwija się na dobre :-)
            Panowie patrzą przez pryzmat szczerej, męskiej, jasnej, przyjaźni oraz z lekką
            dozą zrozumienia dla kolegi i jego logiki, panie zaś preferują dyskrecję,
            delikatność, wątpliwość i tak naprawde wcale nie wiadomo czy coś tu było ( a
            może to on jest winien tej sytuacji w ogóle...;-).
            Pożywiom - uwidzim - jak mawiali starożytni - miejmy nadzieję, że usłyszymy
            jeszcze ciąg dalszy historii.
            • ewolwenta Re: Do loppe 27.06.05, 19:45
              Ach te generalizacje.
              Ciekawe, bo myślałam, że Loppe jest mężczyzną. To tak w kontekście tytułu tego
              postu.
            • loppe Re: Do loppe 27.06.05, 20:15
              he he, dokładnie
    • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 09:37
      Uważam, że jeśli widzi się jednoznaczną sytuację w której partner/partnerka
      oszukuje naszego przyjaciela (czyli osobę nam bliską) to nie ma co czekać:
      trzeba rzetelnie powiedzieć co się widziało, ale bez wyciągania wniosków i
      oceniania. tylko suche fakty, ta osoba zrobi z nimi co chce. bo oglądanie
      bliskiej nam osoby robionej w konia wcale nie jest miłe. ale tą informację
      powinniśmy też zachować tylko dla tej osoby, bez gadania zaraz wszystkim kogo i
      z kim się widziało.
      • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 09:59
        Nie zgadzam się.
        Specjaliści twierdzą, że jeśli zrobiło się skok w bok czy wpadło w
        niezobowiązujący romans i zakończyło to, to nie ma sensu się przyznawać.
        Poczyni to tylko szkody, spowoduje przelanie części odpowiedzialności na
        partnera itd.
        "Bezinteresowna i obiektywna" informacja od znajomego(ej) też w tym przypadku
        nic nie daje. Może natomiast okazać się niedzwiedzią przysługą.
        Jeśli natomiast jest to długi, poważny romans lub też permanentne skoki w bok,
        partner(ka) prędzej czy później sam to odkryje. Nie da się takich spraw ciągnąć
        zbyt długo w tajemnicy w bliskim związku. Nawet jeśli nie znajdzie dowodów to
        poszlaki z pewnością.
        • ewolwenta Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 10:17
          Całkowicie zgadzam się z Petar2. Trzymać gębę na kłódkę, niepotrzebna spowiedź
          tylko pogorszy sprawę.
        • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 10:35
          nie ma takiego czegoś jak "niezobowiązujący romans". zawsze się coś wtedy
          odbiera partnerowi: prawdę, czas, prawo do wyłączności. romans nawiązuje się z
          jakiegoś powodu, a jeśli bez powodu, bo komuś się tak chce i podoba, to ta osoba
          nie zasłużyła na bycie z kimś, czyjąś miłość i oddanie!
          • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 11:29
            alien81 napisała:
            > nie ma takiego czegoś jak "niezobowiązujący romans".

            Słowo "niezobowiązujący" w pojęciu "niezobowiązujący romans" dotyczy relacji
            do kochanki a nie żony/partnerki. I uwierz mi, jest coś takiego i to często.

            > romans nawiązuje się z
            >jakiegoś powodu, a jeśli bez powodu, bo komuś się tak chce i podoba,to ta osoba
            > nie zasłużyła na bycie z kimś, czyjąś miłość i oddanie!

            Ewolwenta prosiła o wyrozumiałość w stosunku do Twojego młodzieńczego
            idealizmu, więc no comments :-)

            • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 11:58
              to nie jest czysty idealizm, ale jasno określone życiowe priorytety. nie umiesz
              utrzymać fiutka/cipki z dala od innych - nie wiąż się. taką mam zasadę. rozumiem
              różne sytuacje życiowe, długotrwały brak uczuć, rozpad związku, pozorne bycie z
              kimś. wtedy nie dziwię się, że ktoś sobie kogoś znajdzie (o ile próbował
              wcześniej rozmawiać z partnerem). ale dla niektórych każdy powód do zdrady i
              kombinowania na boku dobry, a tłumaczenie takiej postawy tym, że się więcej
              przeżyło i widziało jest nie na miejscu. chcesz wolności i fruwania to tu, to
              tam to miej odwagę być uczciwym. tłumaczenie się, że kłamie się dla dobra
              partnera to ćwierć prawdy. 3/4 to strach że się wyda i jak ta osoba zareaguje. a
              wtedy można stracić sprzątaczkę-kucharkę lub sponsora-ojca dzieci.
              • drobiazg Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:10
                alien81 napisała:

                > każdy powód do zdrady i
                > kombinowania na boku dobry, a tłumaczenie takiej postawy tym, że się więcej
                > przeżyło i widziało jest nie na miejscu. chcesz wolności i fruwania to tu, to
                > tam to miej odwagę być uczciwym.

                mocne ...tylko najtrudniej przed samym sobą
                • anula36 w temacie donosow... na wesolo 28.06.05, 12:24
                  ostanio klient na mnie wysmarowal donos do szefostwa, do dzis cale biuro z tego
                  polewa.

                  A napisal mianowicie :
                  ...poza tym chcialbym zaznaczyc ze pani K. nie jest mna zainteresowana jak
                  nalezy...
                  • alien81 Re: w temacie donosow... na wesolo 28.06.05, 12:52
                    dobre, co na to szef?:)
                    • anula36 Re: w temacie donosow... na wesolo 28.06.05, 12:56
                      szefowa sie smiala najglosniej:)
                • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:31
                  > mocne ...tylko najtrudniej przed samym sobą

                  Jakie tam mocne. Po prostu infantylny punkt widzenia kobiety.
                  Stawianie w opozycji absolutnej wierności do "wolności i fruwania to tu to tam".
                  • drobiazg Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:45
                    petar2 napisał:

                    > Jakie tam mocne. Po prostu infantylny punkt widzenia kobiety.
                    > Stawianie w opozycji absolutnej wierności do "wolności i fruwania to tu to
                    tam".

                    Petar czego sie denerwujesz ?? i co to za tekst "infantylny punkt widzenia
                    kobiety", że niby wszystkie kobiety sa infantylne ?? nie przesadzasz ? niektóre
                    może sa i dobrze im z tym ;-)
                    • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:48
                      Dlaczego od razu wszystkie? Góra 99% ;-)
                      No a niektóre lubią słówko "infantylne" i przyznawać się przekornie do niej :-)
                      • drobiazg Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:57
                        petar2 napisał:

                        > Dlaczego od razu wszystkie? Góra 99% ;-)
                        > No a niektóre lubią słówko "infantylne" i przyznawać się przekornie do niej :-

                        Czemu zaraz przekornie ? jestem dumna z mojego podejścia do życia, z faktu, że
                        dla mnie przyjaciel jest przyjacielem ;-) z pluszowego niedźwiedzia i
                        pomarańczowych tenisówek ;-) jedyne co mi ostatnio nie wyszło to bycie
                        promycziem ale w sumie nikt nie jest idalny prawda ? ;-)
                        • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 14:12
                          Prawda. I pewnie nie warto żałować tego promyczia.
                          • drobiazg Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 14:15
                            a to już moja sprawa ;-)
                    • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:53
                      > petar2 napisał:
                      >
                      > > Jakie tam mocne. Po prostu infantylny punkt widzenia kobiety.
                      Brawo Petar... Nie wiem jak chciałeś by te słowa zabrzmiały, ale wyszło
                      fatalnie...
                      • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:57
                        > Brawo Petar... Nie wiem jak chciałeś by te słowa zabrzmiały, ale wyszło
                        > fatalnie...

                        No przecież nie pisałem tego w celu uzyskania entuzjastycznego poklasku u płci
                        pięknej. Skromne "brawo" wystarczy.
                  • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 12:57
                    wierność to wierność. co to jest "wierność absolutna"? to jest zatem też
                    wierność połowiczna? wierność na pół etatu? wierność nieabsolutna? albo się chce
                    z kimś być, albo nie. dorabianie ideologii i 120 stronnicowych historii to
                    zwyczajnej, brzydkiej, głupiej zdrady to nadużycie. i tyle. żona/mąż ci się
                    znudził - bądź uczciwy przed nią/nim.

                    rozmowa - na to tu tyle osób stawia, ale nagle rozmowa przestaje być drogą do
                    rozwiązywania problemów, gdy ktoś ma coś na sumieniu. jesteś szczery w życiu -
                    bądź szczery do końca. bo szczerym na forum czy czacie być łatwo, obnosić się z
                    romansami i byciem ok wobec siebie. trudniejsza jest szczerość wobec osoby,
                    które dobro ma się podobno na 1 miejscu. wielkie kłamstwo: to swoje dobro,
                    wygodę i przyjemności takie osoby mają na 1 miejscu. na 2 i 3 również:) i tego
                    się będę trzymać, bo jestem alien i przeszłam inną ewolucję niż ludzie:P ave!
                    • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 13:01
                      a infantylnym można być niezależnie od płci wbrew pozorom i głoszenie
                      seksistowskich uwag nie robi na mnie wrażenia. każdy facet, który wiecznie się
                      rozgrzesza zamiast pracować nad sobą powie o silnej, zdecydowanej w swoich
                      poglądach kobiecie, że jest infantylna, albo marudzi. bo inne pojęcia nie
                      przychodzą mu do głowy:)
                      • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 13:13
                        Nie powiedziałem, że jest infantylna, tylko że wygłoszony pogląd taki jest.
                    • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 13:09
                      Można postrzegać świat i budować jego obraz na skrajnościach, kategorycznych
                      zasadach (tych, które wygodne) i poczuciu wiedzy o wszystkim. Jest to
                      charakterystyczne dla młodzieży dorastającej i podeszłego wieku. Ale nie
                      przejmuj się, już Bismarck powiedział, że kto w młodości nie był socjalistą
                      musi być kanalią.
                      • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 13:14
                        zapewne nie dostrzegasz tego, że taką samą skrajnością jest zdradzanie i
                        udawanie, że się jeszcze coś robi dla dobra partnera. a w jednym z postów wyżej
                        - które czytasz wybiórczo - napisałam, że w życiu rozumiem różne sytuacje, ale
                        wynikające z rozsądnych, uzasadnionych jakoś okoliczności życiowych. nie
                        potępiam zatem wszystkim a to już dalekie od skrajności. niektórzy zawsze znajdą
                        coś wygodnego na wytłumaczenie się. bo zupa za słona, bo ona nie chce analnie,
                        bo on nie przytula 10 razy dziennie... jakie to wygodne. a zasady są dobre,
                        swego czasu ich zabrakło i mamy narkomanię, zabójstwa dla 5 zł i powszechną
                        korupcję. jasne, odrzućmy zasady moralne. ciekawe gdzie wtedy się znajdziemy?
                        • petar2 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 13:35
                          > zapewne nie dostrzegasz tego, że taką samą skrajnością jest zdradzanie i
                          > udawanie, że się jeszcze coś robi dla dobra partnera.

                          To nie skrajność i nie jest to godne pochwały. Jeśli mi przypisujesz taki
                          pogląd to się mylisz.

                          > niektórzy zawsze znajdą
                          > coś wygodnego na wytłumaczenie się. bo zupa za słona, bo ona nie chce analnie,
                          > bo on nie przytula 10 razy dziennie...

                          Nie mówimy o takich wydumanych sytuacjach, raczej o życiowych.

                          > a zasady są dobre,
                          > swego czasu ich zabrakło i mamy narkomanię, zabójstwa dla 5 zł

                          To z braku zasad moralnych? dobre :-)

                          > jasne, odrzućmy zasady moralne. ciekawe gdzie wtedy się znajdziemy?

                          Ależ skąd! Są potrzebne tak jak przepisy ruchu drogowego. I tak jak jadąc za
                          szybko albo źle parkując godzimy się na konsekwencje.
                          • alien81 Re: "życzliwie donoszę" 29.06.05, 09:17
                            petar2 napisał:
                            >
                            > > a zasady są dobre,
                            > > swego czasu ich zabrakło i mamy narkomanię, zabójstwa dla 5 zł
                            >
                            > To z braku zasad moralnych? dobre :-)
                            >

                            oczywiście, że z braku zasad. może z nadmiaru miłości i poświecania czasu
                            dzieciom? ludzie zamiast uczyć dzieci co jest dobre a co złe wolą im kupić Play
                            Station lub dać 100 zł "na odczepnego". dzieci są "wychowywane" przez tv, gry
                            wideo i kumpli z podwórka. niestety zasady takie, jak uczciwość, życzliwość,
                            szacunek zastąpiło prawo silniejszego, sprytniejszego, umiejącego lepiej kraść.
                            i to jest widoczne w naszym społeczeństwie, w niektórych grupach mniej, w innych
                            bardziej. statystyki i opinie socjologów są dosyć jednoznaczne. od pewnych zasad
                            zbyt pochopnie odeszliśmy. zastąpiliśmy je czymś, co nie daje na służszą metę
                            ani oparcia ani szans na rozwój. i zbytnia tolerancja dla absolutnie wszystkiego
                            też nie jest dobra.
              • ewolwenta Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 14:45
                Alien, masz rację ale z drugiej strony ludzie są tylko ludźmi i popełniają
                błędy. Czasem lepiej wybrać mniejsze zło i milczeć.
                • woman-in-love Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 14:53
                  Przypomnę jeszcze jedno z mądrzejszych przysłów: Jest to cnota nad cnotami -
                  trzymać język za zębami!
                  • selfmademan Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 20:11
                    Qrczę, naprawdę wątek się rozwija....;-)
                    Tak po 3-krotnym przeczytaniu kusi mnie czy aby nie załozyć osobnego
                    wątku np. pod takim tytułem :
                    "Stałe łącze do internetu w pracy lub w domu a czas poświęcany
                    rodzinie/partnerowi" lub też :
                    "Wpływ czatów na kształtowanie postaw i oczekiwań seksualnych w związkach"

                    Administracja pozwoli ?

                    ps. to może i ja się zapiszę na tę parasolkę - ciekawość to pierwszy stopień..
                    • anais_nin666 Re: "życzliwie donoszę" 28.06.05, 23:21
                      Świetne tematy wątków;) Mój czas w pracy ostatnio faktycznie pochłania net, zbyt
                      mnie blisko stoi pc, bym nie miała pokus. W domu oczywiście też okupuję, na
                      zmiane z mezem. Rodzina kuleje. Ale zaczelam wchodzic na czat, forum, rozmawiać
                      na gg, gdy zaczelo brakowac bliskosci w zwiazku. T
                      rafiłeś w 10 z wpływem rozmów na czacie na oczekiwania seksualne. Gratuluję
                      trafnych obserwacji. Znasz problem z autopsji;)? Pozdrawiam.
                      • selfmademan Re: "życzliwie donoszę" 29.06.05, 07:37
                        Pierwszy temat, a w zasadzie problem znam i przerobiłem na własnej skórze
                        skutecznie na tyle, że wnioski były jdnoznaczne i z dużą dozą samozaparcia i
                        uporu wprowadzałem je póżniej w swoje/nasze życie.
                        Temat drugi to w moim przypadku bynajmniej nie był/jest problemem, ale myślę,
                        że może wynikać z pierwszego wątku - a wtedy....hm...róznie bywa.

                        Czuję się z lekka zaczęcony, więc zakładam wątek osobno - co by nie komplikować
                        dyskusji o mniej lub bardzie życzliwych krewnych i znajomych królika ;-)
    • loppe wracając do 29.06.05, 09:48
      WYPOWIEDŹ KTÓRA ROZPOCZĘŁĄ: Mysle, że temat, który wypłynął z okazji mało
      przyjemnej (domniemana zdrada)
      jest szerszy i zasługuje na oddzielny wątek. Ktos coś zobaczył, moze nie do
      końca, nadał temu własną interpretację i życzliwie donosi - w interesie osoby
      informowanej, of course. Dla mnie jest to wtykanie nosa w cudze sprawy ,
      niejednokrotnie powodowane bezinteresowna zawiścią. Fuj, fuj i jeszcze raz
      FUJ!


      Hm...fuj?... dziś już wiemy, że On jest wdzięczny przyjacielowi (15 lat) że mu
      powiedział że widział żonę z innym, że ona rzeczywiście była z innym i żałuje
      tego, i że On uważa że postawa przyjaciela pomogła ich małżeństwu...

      I ten oto prawdziwy przyjaciel czytając tutaj wypowiedzi dowiedziałby się że
      jest łobrzydliwcem...ludzie...

      • loppe Re: wracając do 29.06.05, 10:13
        dziewczyny, przeproście pana przyjaciela...
        • alien81 Re: wracając do 29.06.05, 10:24
          ja nie mam za co przepraszać, bo jestem za mówieniem prawdy - ale tylko jak się
          ma 100% pewność, że się coś konkretnego rzeczywiście widziało i tylko jeśli
          dotyczy to przyjaciela!

          ja powiedziałam kiedyś przyjaciółce o tym, co robił jej chłopak (gdy akurat miał
          szukać pracy, a był na dyskotece tulący jakąś brunetę). powiedziałam tylko co i
          jak, bez wniosków, przypuszczeń. uznała, że zastanowi się nad tym i sama
          wyciągnie wnioski. wyciągnęła, od kilku lat ma innego, wspaniałego faceta, który
          nie test typem oszusta. a tak, jeżeli bym milczała jak wszyscy, byłaby z tamtym
          już po ślubie, pewnie z dzieckiem i wielkim "zonkiem" gdyby się dowiedziała, ile
          naprawdę znaczy dla niego słowo "miłość". gdybym wiedziała, że wierność to dla
          niej zbędne zawracanie głowy milczałabym. ale wiedziałam co jest dla niej ważne
          i co jest niedopuszczalne.
          • alien81 Re: wracając do 29.06.05, 10:26
            ps. ale wnioski wyciągnęła też na podstawie jego innych zachowań, podpytywania
            innych osób, które nie miały odwagi wcześniej niczego jej powiedzieć i na
            podstawie własnej intuicji. jeden donos nie zburzy czegoś, co jest naprawdę
            dobre i solidne.
            • woman-in-love Re: wracając do 22.07.05, 07:08
              Alien, co innego chłpoak, co innego mąż.
      • anais_nin666 Re: wracając do 29.06.05, 10:52
        Nie obrażałam pana przyjaciela:) zatem przepraszać nie mam za co. Nadal stoje
        przy stanowisku, że tylko w wyjątkowych sytuacjach warto wtrącać się w czyjeś
        życie. Niezmiernie mnie cieszy za to, ze między bohaterami wątku wszystko się
        pomyślnie ułożyło. Zakończenie wręcz filmowe;)
        • petar2 Re: wracając do 29.06.05, 11:27
          > Niezmiernie mnie cieszy za to, ze między bohaterami wątku wszystko się
          > pomyślnie ułożyło. Zakończenie wręcz filmowe;)

          Tylko te filmowe (hollywoodzkie) zakończenia nie za bardzo przystają do życia.
          Mamy relację z jednej strony, na gorąco, pod wpływem dużych (uzasadnionych)
          emocji (od "jestem zdradzany" do "moje małżeństwo będzie mocniejsze").
          Sytuacja jeszcze ciepła, wygląda optymistycznie i oby tak było.
          Jak będzie czas pokaże.

          A wątek bardziej dotyczy pytania czy cel może uświęcać środki.
          Zgodzę się z Anais, że tylko w wyjątkowych sytuacjach.
          • loppe Re: wracając do 29.06.05, 11:31
            tu nie było wyjątkowych okoliczności
            ani -zresztą- wyjątkowych środków hm...

            ps. szczęścia etc. życzcie im w ich wątku a nie tu w tym konfidencjalno-
            łobrzydliwym
            • gwiazda37 Nie byłoby ..... 17.07.05, 14:45
              Nie byłoby tego tematu gdyby nie to co zrobiłam.
              Wiem, że to do mnie. Wiecie co zrobiłam i wiecie dlaczego to zrobiłam. Ale do
              rzeczy:
              ............
              >aqada napisała
              wieice co jest uczciwe?? nie wpiprzać się w nie swoje sprawy bo ludziom jest
              najlepiej jak sami swpoje problemy rozwiązuja a takich "życzliwych" przyjaciół
              to wrogowi nie życze! niech każdy zajmie sie swoimi sprawami to bedzie
              najlepiej a nie uszczęśliwianie...i jacy to oni dobrzy!! nie ważne kto jest
              zdradzany ani zdradzającym pierzmy swoje bródy sami, a nie juz leca już węsza
              bo widzieli męża/zone sensacja normalnie na całe małomiateczkowe zadupie!
              Zyjcie swoim życiem pilnujcie spraw swoich a nie wsadzajcie nos a w cudze!!
              ............
              Pozwólmy żyć wszystkim po swojemu.
              Ktoś widział kolegi żonę z innym facetem, ktoś inny przyjaciela z super babką
              (nie żoną), czy to jest już zdrada? Chyba nie. Czy ten ktoś widział ich w łóżku
              podczas upojnych chwil? Chyba nie. Czy same domysły dają już tej osobie
              jakiekolwiek prawo? Chyba nie. Więc o co chodzi? o moralność? Jeśli im jest z
              tym dobrze to po co się wtrącać.
              A czy my jesteśmy (sory) wszyscy tacy cacy? Czy nic nie mamy na sumieniu? (no
              ja teraz mam), ale czy nikt z ręką na sercu nie miał nawet małego flirtu? Jeśli
              nie mamy sobie nic do zarzucenia wtedy proszę, idźcie i mówcie co widzieliście
              ale bez koloryzowania, bez dodawania, bez upiekszania całego zajścia.

              A ja teraz jestem szczęśliwa.........To tyle co chciałam napisać



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka