kuzynka_muminka
23.10.05, 02:02
Bez sensu.
Jestem mezatka, mam 30 lat. Z mezem znamy sie od dziesieciu lat. Byly wzloty
i upadki. Teraz jest niemrawo.
Wlasnie odkrylam, ze pietro nizej mieszka Polak. Bo ja wiem? Jakas 40 moze.
Mam ochote zaprosic go na kawe, pogadac po polsku.
Powiedzialam o tym mezowi ale on na to kreci nosem. Odwodzi mnie od pomyslu.
No bo i po co?
Dzisiaj go znowu spotkalismy, tyle sobie pogadalismy co zjechalismy winda. Po
czym moj maz skomentowal, ze on to chyba rozwodnik bo nie widac z nim zadnej
kobiety. Osobiscie przypuszczam, ze ma syna bo widze go z nim czasem, a kiedy
sie wprowadzilismy to pamietam zwrocil moja uwage bo wydaje sie byc bardzo
opiekunczy wobec chlopca (wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze jest polski
tatus ;-)
Wobec uwagi mojego meza, czuje sie teraz glupio. Jakbym miala jakies
dwuznaczne zamiary. Sklamalabym gdybym zaprzeczyla, ze nie raz zdarzylo mi
sie fantazjowac o Polaku w lozku. Nie konkretnym, tak ogolnie. Tak jakos sie
stalo, ze wyjechalam z kraju mloda, zajeta studiami ... nie zdazylam
sprobowac. Sasiad mnie nie pociaga chyba w tym sensie.
Ale moze to i glupi pomysl go zaprosic? Moze lepiej diabla nie kusic? Z
drugiej strony przeciez to chyba normalne. Nie mam czesto okazji rozmawiac po
polsku. Od dziesieciu lat, moja praktyka jezyka ogranicza sie do rozmow
telefonicznych z rodzicami. Byloby mi bardzo milo z nim sobie porozmawiac.
Naprawde, mam ogromna ochote go zaprosic. Po prostu pogadac.
Co myslicie?