tomry1
17.01.06, 12:11
Sądzę, że wielu z nas do jednego worka wkłada stabilizację związku nudę wraz
rutyną. Podświadomie dążymy do stabilizacji oraz bezpieczeństwa szeroko
rozumianych w związku. Jednak, gdy to osiągniemy, to paradoksalnie patrzymy
na związek poprze pryzmat nudy czy rutyny. Zaczynam nam brakować „chemii”.
Czym właściwie jest „chemia” (pomijam nieco zbadany aspekt biochemii miłości
np. www.atvn.pl/archiwum_pliki/walentynki.ram )? Często się pada
słowo klucz - feromony. Nie ma jeszcze wiarogodnych badań na temat wpływu
fermonów na ludzi. [W przypadku zwierząt na procesy chemiczne związane z
rozrodem mają wpływ m. in takie czynniki jak cykl świetlny, temperatura, pora
roku etc.]
Może sami przypisujemy magiczne znaczenie feromonów? Może sami wpływamy
na „produkcje” tych związków, może po kilku latach spędzonych razem 24/24
uodporniliśmy się na ich działanie?
Nie mniej jednak, my sami bardziej lub mniej świadomie przyczyniamy się do
spadku „chemii” w związkach - właśnie poprzez realizacje potrzeby
stabilizacji i bezpieczeństwa w związku. Zmuszając niejako nasz organizm i
naszego partnera/kę do „stagnacji” i realizacji innych celów (dom, praca,
dzieci). Taką oto ukułem sobie hipotezę .:))))))))))))))))
Pozdr.