zawiedzionazona
01.06.06, 11:44
Pobraliśmy się z mężem z wielkiej miłości. 12 miesięcy po ślubie urodziło się
dziecko i od tego czasu jest fatalnie. O wszystko się kłócimy i to zawsze ja
wyciągam do niego ręke bo on uważa że to ja jestem wszystkiemu winna. Tak go
nauczyłam. Każdy wieczór spędza przed komputerem a ja albo sprzątam albo
zajmuje się dzieckiem albo samotnie przed telewizorem w innym pokoju.Nie idę
do niego bo to nie ma sensu jest tak zaczytany w internecie że każde zdanie
muszę powtarzać. Uważa że czas spędza przed komputerem bo ja się o wszystko
czepiam. Obiecaliśmy sobie że poporodzie będę brała pigułki ant. i nie wiem po
co je biore skoro przez pięć miesięcy kochaliśmy się 4 razy. On zaspakaja się
sam twierdzi że to lepsze od zdrady bo ze mną nie ma ochoty się kochać bo
chamsko się do niego odnoszę. Tak twierdzi. Nie jestem święta czasem
faktycznie prowokuje kłótnie ale to wynika z tego że jestem z nim samotna. Nie
przytula mnie nie pociesza a gdy mu się zwierzałam to twierdził że
wyolbrzymiam. Podczas kłótni używa w stosunku do mnie wylgarnych słów typu
jesteś popier..... albo musisz się leczyć.Często mówimy sobie że gdyby nie
dziecko rozstalibyśmy się potem się przepraszamy za te słowa ale ja wiem ze on
tak mysli. Przestał mi mówić jakieś komplementy chodz nie przestałam o siebie
dbać. Nie dostaję kwiatów a największą przykrość mi zrobił gdy zapomniał o
moich imieninach. Na drugi dzień przyniósł mi czekoladki i twierdził że myślał
ze moje imieniny przypadaja w inny dzień. Wczoraj chciałam sie do niego
przytylić a on mnie odsunął. On spał ja płakałam to go nie rusza bo ja on
twierdzi ja przesadzam. Ja również łapie się na tym że coaz mniej myśle już o
nim. Przestaje myśleć co robi myśli i czuje. Co spowodowało taką zmiane i czy
to ma jeszcze sens? Dodam że mamy po dwadzieścia pare lat. Są chwile a
niestety jest ich coraz więcej że zaczynam żałować że doszło do ślubu bo nie
tak wyobrażałam sobie życie z ukochaną osobą.