yoric
18.06.06, 15:11
Historia jak tutaj wiele. Na początku było fajnie blah blah blah, po 6 latach
jest seks góra co 2 tygodnie w pozycji na zimną rybę. Kochamy się, nie chcemy
się rozstawać. Małżeństwem nie jesteśmy.
ONA: mówi, że to normalne, że z czasem się chce mniej; że seks nie jest już
czymś nowym; że dawniej kiedy było niby fajnie ona czasami się zmuszała dla
mnie; że moje podejście ją przeraża, bo chcę tylko jednego; że czuje się
osaczona moim podejściem; że boi się normalnie przytulić, bo zaraz będę
wymagał; że dawniej nie zdawała sobie sprawy, że to aż tak dla mnie ważne; że
nie czuje już mojego zaangażowania w związek.
JA: odpowiadam, że dla mnie to kluczowy (nie jedyny, ale kluczowy) element
związku; że jeśli się miało post od kilku tyg. to ciężko jest myśleć o czymś
innym; że ciężko jest wtedy przytulać się do atrakcyjnej dziewczyny, kłaść się
koło niej spać i nie myśleć o seksie; że również nie czuję tej bliskości co
dawniej i zaangażowania z jej strony.
Moje propozycje: może Vamea? może wspólna wizyta u fachowca?
Jej propozycje: to nie ma sensu. Musiałbym zmienić nastawienie, nie wymagać,
dać czas i wtedy może się zmieni.
Ja: czyli de facto musiałbym w ogóle zrezygnować z seksu na czas nieokreślony,
może na zawsze?
Sytuacja się pogłębia od paru lat. Po licznych zapowiedziach, że wreszcie
zacznę tę sferę życia spełniać z kimś innym, zacząłem tak robić. Na żywo na
razie nie, mimo kilku bardzo dobrych okazji 'uczciwość' (wygoda?) zwyciężyła.
Natomiast w internecie już wcześniej wszedłem w bardzo przyjemną znajomość,
ale po rozmowie z moją dziewczyną zakończyłem ją; jednak ponieważ w naszym
związku nic się nie poprawiło (wręcz przeciwnie), znów rekompensuję to sobie
internetowo, nie kryję się z tym i kończyć nie mam zamiaru.
Czy to jest fair?
Pozdrawiam