Dodaj do ulubionych

zwatpienie w zwiazek

24.06.06, 17:43
Jestem tu po raz pierwszy. Czesto tu zagladam..zwlaszcza kiedy kloce sie z
mezem. Jestem w zwiazku od 8 lat. Od jakichs 2 nie uklada nam sie najlepiej.
Tak jak u wiekszosci par - jest praca, obowiazki, nauka, itp. Coraz
intensywniej mysle o rozwodzie- glownie dlatego ze zaczelam watpic w zmiane.
Jestem osoba dosyc wrazliwa, stad moje rozne nastroje. Czesto na stres (praca
nauka i pewnie hormony..) reaguje wiekszym podenerwowaniem, placzem. Niestety
nie czuje wsparcia w moim mezu. Generalnie jestem b. czula osoba, jednak w
dla mnie ciezkich momentach on po prostu ucieka (doslownie i w przenosni) Nie
twierdze ze jestem aniolem. Z pewoscia jego ucieczki (do jaskinii) wynikaja
z wielu czynnikow. Jestem osoba, ktora mowi co mnie boli, mowie o
oczekiwaniach ( bo przeciez kazdy je ma. Czesto gdy gdy jestem nieufna(dal mi
kiedys powody), a do tego nie daje sobie rady z problemami na co dzien -
zamiast wysluchania, lub jakiegos wsparcia - dostaje "kopniaka" - zaczyna sie
wycofywac, nie jest w stanie wysluchac mnie dluzej niz pare minut,
ostetacyjnie patrzy na zegarek, zawsze wybieram zly moment, albo jest to moj
problem....Potem jest faza milczenia. Odbieram to jako kare. Po wczesniejszej
fazie (kiedys) kiedy to ja wyciagalam reke, nie potrafie juz tego robic.
Czesto go pytam czy dlugo tak wytrzyma odpowiada tak. Czeka az "ja zmadrzeje"
i nie bede sie czepiac i ciagle cos od niego chciec. .. Zazwyczaj chce
swietego spokoju.
Moje czepianie to pytania o sprawy ktore byly wczesniej wspolnie ustalane
jednak nie zrobione...to to ze smiem zwrocic uwage ze pewne rzeczy dobrze by
bylo robic kiedy jest taka potrzeba, a nie kiedy komu jest wygodnie. A propos
tematu w naglowku. Praktycznie nie sypiamy ze soba. Czuje sie ignorowana. Na
moje pytania co sie dzieje (wyduszone, wyplakane, spokojne itp..) jest
zmeczony, rutyna itp. Zawsze ma byc lepiej na wakacjach, dlugim weekendzie.
Jednak jest bez zmian. W ciagu ostatniego roku kochalismy sie pare razy.
Straszne. Ale to jest fakt. Nigdy problemem nie byla nasza fizycznosc.
Jestem po trzydziestce. Chcac nie chcac mysle o dziecku. Czasem lapie dola -
myslac jak ma byc dziecko jak nie ma seksu. Nie jestem wyrachowana. Nie
potrafie nic na sile... Ostatnio coraz czesciej sypiam oddzielnie. Nie umiem
godzic sie w lozku.W moim odczuciu to nie zalatwia sprawy. Pewne rzeczy nie
zostana przerobione. Do dzis mam poczucie ze maz ucieka od odpowiedzialnosci.
Mimo ze czesto wspomina o dziecku. Wiem ze podlozem mojego podenerwowania
jest presja wieku, strach, duzo zajec i zbyt czeste analizowanie:( niestety
kiedy kolejny raz slysze ze przesadzam, ze szukam kwadratowych jaj, zeby
zastanowila sie nad soba - robi mi sie niedobrze. Czy nie powinno byc tak
(idealistka?) ze jak jest problem to siadamy i zastanawiamy sie co zrobic?
Nie wiem co myslec, kiedy z jednej strony mamy zajsc w ciaze, a z drugiej
ciagle slysze o planach wyjazdowo-urlopowych na b. bliska przyszlosc. Zdarza
mi sie rzucic haslo rozstanie (dzialam w afekcie) jedyne co slysze to rob jak
uwazasz. Nie wiem czy moze lepiej by tak bylo dla niego. Czy wolalby zebym to
ja wszystko zalatwila... wtedy bedzie czysty. No wlasnie. Bardzo wazne jest
zeby nic nie bylo jego wina. Sprytnie odwraca kota ogonem.Przeinacza fakty.
Wiec rozmowa nie jest konstruktywna....A swoja droga czy facet 37 letni moze
zyc bez seksu (z kobieta) tak dlugo? (pytanie naiwnej?) Przepraszam ze tak
dlugo i chaotycznie. Chcialam opowiedziec o tym co mnie trapi, ale nie da sie
tego ujac krotko zwiezle. Problem nie ma ram, jedno o drugie sie zazebia.
Pozdrawiam wszystkich, r.
Obserwuj wątek
    • aksamitka35 Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 18:42
      Sytuacja jest bardzo trudna, ale tyle sie juz naczytalam, nasluchalam i sama
      doswiadczylam ze... mysle ze jest po prostu typowa. Jedyne co mi sie nasuwa -
      w tej sytuacji nie decydowalabym sie na dziecko. To tylko pogorszy stosunki a
      na pewno ich nie uzdrowi. Najpierw trezba wyjasnic i uleczyc wzajemne stosunki
      a potem wciagac w to trzecia istote - dziecko. Trzymam kciuki.
      Ps. zaraz posypia sie rady odnosnie terapii u psychologa. Mozna probowac ale
      trudno chlopa zaciagnac...
      • mis_fozzie Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 21:18
        Masz racje. Dziecko w tym wypadku to najgorsza "rzecz" jaka mozna zrobic. Nie
        dosc ze "uklepie" to juz prawie rozpadniety zwiazek (trudniej odejsc jak jest
        dziecko - tak mi sie przynajmniej wydaje) a wtedy co to za zycie? Jaki wzor
        bedzie mialo dziecko patrzac na rodzicow ktorzy sie nie kochaja? Wiem ze to
        banal i byl tutaj juz wiele razy mowiony ale taka jest prawda. Terapia u
        psychologa? Nie wydaje mi sie zeby to pomoglo. Nie da sie czlowieka nauczyc
        kochac druga osobe albo okazywac jej uczucia. To sie po prostu umie i ma
        wbudowane albo nie ma. A wydaje mi sie ze egzemplarz autorki jest tej funkcji
        pozbawiony. Poza tym nawet jesli juz sie uda goscia tam zaciagnac to on musi
        chciec cos zmienic. A w tym wypadku on ma to w dupie jak bedzie. Nie zalezy mu i
        tyle.
      • reginaa3 Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 21:19
        Dziekuje aksamitko a odpowiedz ( i kciuki). Rowniez uwazam ze najpierw musi byc
        ok a pozniej dziecko. Moj maz kiedys mowil ze dziecko nas bardzciej scali itp
        itd. Na pewno sie na to nie zgodze. A propos psychologa. Kiedy juz czulam
        (jakis czas temu ze jest juz b. zle samo to zaproponowalam). Uslyszalam cos o
        szamanach...(wlacza sie wtedy u faceta taki malpi rozum - a wszystko to po
        prostu strach, ale i tak mi przykro bylo, bo troche z psych. mam do czynienia)
        Stwierdzilam ze na sile nikogo nie bede zaciagac. Powiedzialam ok. Po tygodniu
        przyszedl i powiedzial ze jak tak bardzo chce to on pojdzie "do tego
        psychologa....Jednak jak odmowilam (moze to byl moment...) jednak stwierdzilam
        ze nie moze byc tak ze kiedy ja potrzebuje pomocy on nie, a kiedy on zarzadzi
        ja bez problemu... (droche dziecinne, ale tak bylo) ,,,
        Wiem ze za mnie nikt nie podejmie decyzji (nie mam z tym problemu) jednak
        ciagle nie mam 100% pewnosci (takiej wewnetrznej). Czesto mowie, ze moze lepiej
        by bylo by byl konkretny powod - zdrada, bicie (byc moze o czyms nie wiem,
        zawsze taka mala niepenosc..) wtedy bym miala z glowy. Troche takie
        przerzucenie odpowiedzialnosci...
        Mam 35 lat i ta presje czuje. pozdrawiam
        • anula36 Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 21:53
          a kto gwarantuje ze nastepny zwiazek ( jesli bedzie) bedzie lepszy?
          Warto popracowac nad tym co jest, zadbac troche o obecnego partnera- nie
          obrazac sie na meza tylko isc w koncu do tego psychologa. nie chce isc?? Idz
          sama- bedziesz miala okazje zastanowic sie nad soba, nazwac swoje leki,
          powiedziec glosno co budzi najwiekszy niepokoj, zastanowic sie czego w zyciu
          naprawde chcesz.Moze tak naprawde dziecko wcale nie jest dla ciebie priorytetem?
          Fakt w perspektywie posiadania dziecka seks kilka razy w roku moze zwyczajnie
          nie wystarczyc do poczecia - sama mialam takie obawy, tylko u mnie z roznych
          wzgledow nei bylo juz co poprawiac.
          • reginaa3 Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 22:13
            Anula, (bardzo cenie Twoje wypowiedzi - ogolnie, na forach), nie ludze sie
            swietlana przyszloscia w innym zwiazku. Nawet nie mam takiej potrzeby. Zdaje
            sobie sprawe ( przynajmniej w teorii...) ze polowe zwiazku tworze ja. Rowniez
            sama z soba powinnam pogadac,.,,No wlasnie moze dziecko nie jest moim
            najwiekszym priorytetem..(az strach to powiedziec) Zyjemy w spolecznosci z
            mocnym stereotypem kobiety-matki itd. Pewne "normy" wpaja nam sie od
            dziecinstwa i mimo ze mamy swoje zdanie, podswiadomie je realizujemy...
            Czasem sama jestem na siebie zla ze mam tyle lat, a sama do konca nie wiem o
            co mi chodzi...Jakis taki opozniony zaplon..(boje sie ze jak juz zrozumiem to
            bedzie za pozno..) Straszne te rozmyslania .
            • anula36 Re: zwatpienie w zwiazek 24.06.06, 22:38
              Wlasnie probujac pozbierac galopujace mysli mozna czasem troche ogluchnac na
              glos wlasnego "ja":) A czasem warto sie zastanowic czego chce ja jako ja sama,
              nie czego ode mnie chce maz, oczekuje spoleczenstwo i jakie role mam
              wypelnic.Czasem trudno sie wrecz przyznac samej przed soba do pewnych rzeczy:)
              Latwiej kiedy mozna pogadac z kims kto cie wspiera ( czasem to rodzic, czasem
              przyjaciel, obowiazkowo terepeuta- za to mu placa:)
              Mam taka prywatna teorie ze kobiety z prawdziwym " parciem" na dziecko -
              decyduja sie na nie bez wzgledu na okolicznosci ( status materialny, jakosc
              zwiazku), reszta musi sie w mozole i pocie czola zdecydowac - a im dalej, tym
              trudniej.
              Kolejna rzecz- choc w dobie kultu mlodosci niechetnie sie przyznajemy do tego
              ale gdzies w polowie miedzy 30-tka a 40-tka dopada nas kryzys polowy zycia-
              czas na refleksje co za nami, a co przed nami.
              Zacznij od siebie - okreslenia czego TY chcesz- a potem pojdzie juz z gorki:)
              Trzymam kciuki.
              • askastar regina 25.06.06, 13:56

                czytajac Twoj post....czytalam sama siebie....niesamowite,i straszne jednoczesnie
                zwlaszcza ta wielka odpowiedzialnoc, i to bolesne (jakby nie obochodzace go nic z niami zwiazanego :zrob jak uwazasz"
                brr,trzymam za Ciebie kciuki,musisz miec wiele sily-ja jej juz nie mam
    • sagittka Re: zwatpienie w zwiazek 25.06.06, 17:58
      Być moze twojemu mężowi odpowiada taki związek i gdybyś jeszcze nie wymagała
      seksu, to byłoby dla niego idealnie?
      Mówi, że pragnie dziecka, bo wtedy będziesz miała zajęcie, kogoś do przytulania
      i dasz mu spokój. Rozumiem, że dla ciebie takie małżeństwo nie ma sensu, bo mąż
      staje się tylko współlokatorem, ewentualnie rodzicem dla dziecka, ale nie jest
      prawdziwym parnerem zycia.
      • reginaa3 Re: zwatpienie w zwiazek 25.06.06, 19:12
        Dziekuje dziewczyny za wszystkie odpowiedzi. Sagittka - niestety czasami tez
        tak mysle....Ostatnio jest wspollokatorem. Tak jak wczesniej pisalam - uniki to
        jego specjalnosc. Rano wychodzi, przychodzi w nocy ( jest puste mieszkanie
        rodzinne w ktorym moze obejrzec np. mecz) Przychodzi gdy mu sie wydaje ze spie.
        Oczywiscie nie spie. Pewnie kazda z Was zna to oczekiwanie...(kurcze) Jesli
        jest w domu - tak jak w ten weekend - traktuje mnie jak powietrze....No coz mam
        swoja dume..ale czasami nie wytrzymuje. W zwiazku z tym - spytalam dzis - ze
        jestem dla ciebie taka i taka ( zacytowalam jego stwierdzenia, powiedziane z
        pelnia ironia i glupim usmieszkiem) to rozumiem ze odpowiada ci rozstanie, bo
        nie widze sensu zeby tak trwac... - zrobisz co zechcesz...(oczywiscie), ale to
        jest nasza sprawa i dotyczy obydwojga , zalatw to sama - no i oczywisci szybko
        wyszedl, zostawiajac mnie z niedopowiedzianymi slowami (nie chce sie tu
        oczywiscie wybielac...tez mu troche dogadalam, ze zaluje, ze pare lat temu
        zgodzilam sie go z powrotem przyjac itp...) Tak wiec..uciekl. po prostu.
        Dostalam jeszcze sms ze bedzie rozmawiac jak dostanie pismo z sadu..
        ha ha (smiech nerwowy). Wiem, ze nie panuje nad soba, i gowniarsko sie
        zachowuje. Ale nie moge wiecznie go tlumaczyc i czekac az "bedzie zalowal" ..to
        tyle na razie bo sie rozgadalam...pozdrawiam,
        • anula36 Re: zwatpienie w zwiazek 25.06.06, 22:37
          czytalam ostanio taka ksiazeczke o rozstaniach- fatalne wydanie typu pocket
          book, tresc tez nie jest super rewelacyjna ale jeden mechanizm tak opisany
          wydaje mi sie ze w pewien sposob pasuje do twojego meza- jesli jeden z
          partnerow w zwiazku nie jest w stanie tego zwiazku zakonczyc mimo ze o tym
          mysli robi wszystko zeby zniechecic do siebie tak bardzo druga strone zeby sama
          uciekla i wtedy bedzie mozna zwalic odpowiedzialnosc na uciekiniera.
          • reginaa3 Re: zwatpienie w zwiazek 25.06.06, 22:51
            Ech, chcialoby sie rzec, ze ja te ksiazeczke napisalam. Ale nie napisalam
            (kiepskie wydawnictwo ha ha (znowu nerwowy smiech..))
            Niestety facet czyli moj maz jest tak skoncentrowany na asekuracji ze nie widzi
            co sie wokol niego dzieje. Woli byc "niewinny" niz cos naprawiac... taka
            krotkowzrocznosc. A mnie sie juz nie chce patrzec zbyt daleko... i byc ta
            madra..
            Sadze, ze jest tak pewien swego ze nie zrobie kroku (rozstanie) bo przeciez
            nieraz to mowilam, a nie robilam (bo bylam ta madra...przemyslalam ), jedyne co
            widzi to to ze nie jestem konsekwentna... Az mnie zlosc bierze. Jedynie mnie
            prowokuje - to zrob to w koncu, tyle o tym mowisz. To jak z tymi ostrzezeniami,
            w 456(czy ktore tam..) juz nikt nie wierzy i traci czujnosc...W koncu przestane
            mowic....
    • matylda_n Re: zwatpienie w zwiazek 26.06.06, 08:50
      Wydaje mi sie, że koniecznie chcesz się postawić w roli ofiary. To taka wygodna
      pozycja...
      Kiedyś miałaś dobry pomysł i nie wiem czemu z niego zrezygnowałaś (mam na myśli
      wizytę u psychoterapeuty), przestraszyłaś się, czego ??? Że coś się może
      zmienić ? Bo mam wrażenie, że duuużo gadasz (ładnie napisalaś: analizujesz i
      mówisz o swoich oczekiwaniach)a mało działasz. Za rozmową i konkretnymi
      postanowieniami musi byc działanie aby w ogóle ruszyc z miejsca i zacząć
      zmiany. W przeciwnym razie to jest poprostu puste gadanie, którym można
      zamęczyc najwytrwalszego słuchacza.
      Facet prawdopodobnie robi uniki, bo czuje się bezradny. Być może czuje, że w
      trakcie rozmowy przerzucasz na niego swoje kłopoty, albo nie ma juz siły
      walczyc z kolejnym potokiem podobnych argumentów... Jeżeli masz tak silną
      potrzebę wylania żalów z minionego dnia, to może bardziej pomocna będzie
      poprostu bliska przyjaciółka albo ktoś z rodziny. I to przysłowiowe
      czepialstwo. Czy chciałabyś wracać do domu i w nim zdawać raport z tego co
      zostało zrobione a co nie ? Potem oczywiscie byłaby jakas kara za niewykonanie
      planu i jakś mowa umoralniająca o tym, że powierzone zadania należy
      niezwłocznie wykonać, brrrr. Może więc zamiast czepiać się warto nieco zmienić
      formę na dogodniejszą dla obu stron?
      Zmiany trzeba zacząć najpierw od siebie, dopiero potem można oczekiwać pewnych
      zmian od partnera. Więc nie oczekuj od kogoś, że będzie robił tak jak ty
      chcesz, a ty bedziesz robic tak jak ci wygodnie, bo z tego poprostu nic nie
      będzie.
      Oddziel najpierw swoje problemy osobiste, od problemów małżeńskich. Bo wydaje
      mi sie, że te nieuporządkowane osobiste bardzo mocno rzutują na te małżeńskie.

      >....A swoja droga czy facet 37 letni moze zyc bez seksu (z kobieta) tak dlugo?
      >(pytanie naiwnej?)
      A cóż to za pytanie ? Lubisz się zadręczać takimi myślami ?

    • em_em71 dziecko 26.06.06, 11:17
      Zajrzałam tu przypadkiem i co widzę? Siebie sprzed 3 lat. Reginoo, wierz mi lub
      nie, ale było IDENTYCZNIE! Nasz związek też był kilkuletni, oboje zapracowani,
      materialnie ustawieni, mąż ożywiał się i przejawiał chęć do rozmowy, jesli
      dotyczyła kolejnego wyjazdu, kupna nowego samochodu, tudzież innej umilającej
      życie rozrywki. Życie intymne praktycznie nie istniało, a każde poddanie w
      wątpliwość dalszego sensu bycia razem rodziło nerwową jego reakcję . Też
      się "czepiałam", też "marudziłam", moje pytania traktował jak natrętną muchę
      nad rosołem. Nadszedł czas, że zapragnęłam miec dziecko i to był kolejny temat
      tabu. On twierdził, ze mamy czas. Z wesołej, otwartej dziewczyny powoli
      zmieniałam się w histeryczne monstrum, co budziło także moją odrazę. Nie
      akceptowałam siebie, swoich zachowań, jednocześnie nie potrafiłam być dumna i
      odpowiedzieć mu taką samą postawą. Chyba dla świetego spokoju, zgodził się ze
      mną, że spróbujemy postarac się o potomstwo. Nasze dziecko zostało poczęte z
      czystego wyrachowania, powiedziałam pewnego dnia, że dziś jest duże
      prawdopodobieństwo, nie myliłam się. I stał się cud. Całą ciążę "nosił mnie na
      rękach". Z dumą wskazywał na rosnący brzuch, biegał na wszystkie wizyty, USG,
      itp, był przy porodzie... Jest bardzo troskliwym ojcem, bardzo zaangażowanym,
      na prawdę dobrym mężem. Myślę, że i mnie pokochał na nowo, inną miłością,
      mądrzejszą, dojrzalszą. A ja... nie zapomniałam tamtych lat, tego nie da się
      wymazać z pamięci, ale mam synka, który nie pozwala mi mysleć inaczej niż, tak,
      że to my jesteśmy rodziną, to my zapewniamy mu opiekę, jeśli między nami jest
      dobrze, to i on jest szczęśliwy. Dziecko scala, przynajmniej tak stało się w
      naszym przypadku. Na jak długo? To pytanie wraca, ale nie wymawiam go głośno,
      bo pewności, ze można przeżyć w spokoju i radości całe życie - nie ma chyba
      nikt.
      • gospodyni2 Re: dziecko 30.06.06, 13:48
        tak jakbym czytała o tym jak się czuje mój mąż w tej chwili. Też borykał się z
        takim "życiem" przez ostatni rok. W końcu się wyprowadził... miał już dość.
        Moja rada - ratować to małżeństwo, być może twój mąż chce pomocy ale nie wie
        jak o nią prosić. Przynajmniej tak było ze mną... a oddalanie się nie prowadzi
        do niczego dobrego. Trzeba zadziałać, iśc, pogadac z osobą bezstronną, nawet
        wbrew sobie dac szansę na uratowanie związku. Bo może być za późno i człowiek
        mysli, ze szkoda że nie spróbował czegos zmienić.
        Powodzenia!
    • kici10 Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 00:52
      Ciągłymi pretensjami i wyrzutami można zabić najsilniejsze uczucie. Strofujesz
      męza jak dziecko. A przecież to Twój parner. Równoprawny. Określasz co należy
      zrobić i oczekujesz natychmiastowej reakcji. Ale pewnie swojej niezależności
      bronisz jak niepodległości. Dzielisz włos na czworo. Po co? Żeby się dręczyć?
      Czy przybicie gwoździa w ścianie jest ważniejsze niż dobre słowo lub
      przytulenie? Każdy chciałby mieć w domu azyl, miejsce, gdzie czuje się
      bezpiecznie, gdzie jest oczekiwany, ważny, lubiany, potrzebny (nie tylko do
      przybicia gwoździa). Jak się przychodzi do piekła, a nie do azylu, to
      zrozumiałe, że z czasem wraca się coraz później. Poprostu, by uniknąć kolejnej
      awantury. Ucieczki są zawsze wyrazem bezradności. Nie chce Cię opuścić, a nie
      może znieść Twojego ględzenia, więc wraca coraz później, licząc, że może kiedyś
      Ci przejdzie. Czy tak trudno dać komuś trochę własnego pola w związku? I prawa
      do robienia rzeczy, które "należy zrobić" według własnego rytmu, a nie
      według "gospodarki nakazowo - rozdzielczej"? Takim zachowaniem możesz zabić
      Wasz związek na własne życzenie. O to Ci chodzi? Czy o poprawę relacji? Jeśli o
      poprawę relacji, to zmiane należy zacząć od siebie. Zmienisz się Ty, zmieni się
      cały układ, łącznie z Twoim mężem. Przychylnym nastawieniem można więcej
      zmienić niż pięścią. A sądzę, że warto. Pasuje Ci rola jędzy? Chcesz żeby mąż
      tańczył, jak Ty zagrasz. Ale jeśli do tego doprowadzisz, jeśli się podda,
      przestaniesz go szanować.
    • mateusz8p Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 01:50
      Nie wygląda to najciekawiej, ale nie warto się poddawać. Na razie oddalacie się
      od siebie, prowadzicie ciągle jakąś dziwną grę - mam wrażenie, że oboje chcecie
      siebie wzajemnie zmanipulować, chcecie dominować i dbacie o swoją wygodę
      kosztem uczuć drugiej osoby. Z tego co widać to on jest w takim układzie
      wygrywa, bo to Ty cierpisz, kiedy on odpowiada obojętnie: "rób jak uważasz". Na
      Twoim miejscu sprawę postarałbym się rozegrać inaczej. Kiedy przyszedłby do
      domu, myśląc, że już śpię, wstałbym z łóżka, zrobił mu i sobie herbaty,
      postawił na stoliku i powiedział, że mamy sobie coś do wyjaśnienia, i że tym
      razem musi znaleźć czas. Nie zaczynałbym rozmowy od tego, co mnie męczy, od
      żali i złości, zastanowiłbym się nad każdym zdaniem, wysłuchał, co przeszkadza
      jemu. Jeżeli milczałby z nadąsaną miną zapytałbym spokojnie, czy chce się
      rozstać. Pewnie próbowałby zrobić jakiś unik, ale ja odpowiedziałbym, że
      decyzja o rozstaniu nie może być jednostronna i chcę, żebyśmy rozstali się jak
      kulturalni ludzie. Mogłabyś wtedy zasugerować, że nie dopuścisz do tego, żeby
      mógł umyć ręce i zwalić kłopoty na Ciebie, bo wina leży po obu stronach i
      trzeba się do niej przyznać. Ale jeżeli Twoje słowa o rozwodzie były tylko
      próbą manipulacji i grą - nie rób tego więcej. Następne propozycje stawiaj
      wtedy, kiedy jesteś pewna, jakie niosą za sobą konsekwencje i co oznaczają.
      Podejdź do tej sprawy poważnie. Pozdrawiam, i trzymaj się! Czasami przychodzi
      kryzys, ale naprawdę warto go pokonać i walczyć o wspólne szczęście. Aha,
      zapomniałbym o kwestii psychologa - jeżeli mąż wykazał zainteresowanie taką
      wizytą to jest to dobry znak. Oczywiście spróbował wpleść w to manipulację, co
      chyba jest dla niego czymś zwyczajnym. Zareagowałaś na to torchę zbyt
      emocjonalnie - wykazał w końcu jakieś chęci. Może lepiej byłoby
      powiedzieć: "jeżeli nie chcesz iść do psychologa, to nie ma sensu, żebyśmy szli
      do niego tylko z mojego powodu, ale jeżeli sam też czujesz, że potrzebujemy
      takiej wizyty, to pewnie warto byłoby spróbować.". Tobie też poradziłbym osobną
      wizytę u psychologa, żeby dał Ci jakieś porady odnośnie tej sprawy, coś
      wyjaśnił. Powodzenia!
      • yvona73pol Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 02:57
        kici, ty widzisz "strofowanie meza"..... bo chyba nie bylas w sytuacji, gdy na
        partnera nie moglas liczyc nigdy...
        taki byl moj ojciec.... obcym zalatwil wszystko, mial czas zawsze, wszedzie i
        nawet jakby mogl, to by pokrywal koszty (jak milo byc chwalonym....), a
        wszystko to kosztem rodziny;
        sadze, ze gdyby mial pomoc sasiadowi naprawic sprzet domowy kosztem
        nieodebrania dziecka z przedszkola gdy zona lezy w szpitalu, to raczej na pewno
        by tak zrobil....
        przykre jest mowic tak o wlasnym ojcu, ale tyle razy widzialam takie sytuacje,
        tyle razy mialam z tego powodu ciezko, nie wspominajac o wielkim wstydzie
        (alkoholizm - dzieci maja poczucie winy wtedy, jakby to byla ich wina, one byly
        te gorsze...); cala historia jest mocno skomplikowana, ale... co chcialam
        powiedziec, ze sa osoby, ktore zawsze powiedza, ze "cos sie zrobi" w sensie -
        zostanie wykonane (w domysle - przez autora wypowiedzi), a nie jest zrobione
        nigdy, no, chyba, ze po wielkiej awanturze (i dluuugim czekaniu), i z wielkimi
        pretensjami (no bo przeciez "zaraz" mialem sie brac do roboty);
        taki unikacz, z jednoczesna postawa roszczeniowa do wszystkiego to straszne....
        a najgorsze jest to, ze jedynym sposobem wzbudzenia jego szacunku jest totalne
        olewanie i nieliczenie sie z nim - sprawdzilam :(
        • kici10 Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 11:27
          obcym zalatwil wszystko, mial czas zawsze, wszedzie i
          > nawet jakby mogl, to by pokrywal koszty (jak milo byc chwalonym....),

          No właśnie, jak miło być chwalonym. Obcy często docenią co dla nich robisz i
          pochwalą, a bliscy przyjmują to jako stan naturalny, coś co się należy. Na
          pochwałę trzeba czekać całe lata, a być może nigdy się nie zdarzy. I w domu
          masz tylko dwa stany: stan naturalny (nijaki), albo "opierdol". Jeśli tego
          drugiego stanu jest więcej, zaczynasz się czuć jak przedmiot przeznaczony tylko
          do wykonywania określonych zadań, jak trybik w maszynie, który nie może mieć
          własnego zdania, a musi się tylko kręcić. A ktoś go tylko paluszkiem włącza i
          wyłącza. Dziwisz się, że zaczyna uciekać z takiej fabryki? Celowo przesadzam,
          żeby uwypuklić jak to może wyglądać z drugiej strony.

          a najgorsze jest to, ze jedynym sposobem wzbudzenia jego szacunku jest totalne
          > olewanie i nieliczenie sie z nim - sprawdzilam
          To już zupełnie inna bajka. Szacunek wzbudza ten, kto sam go ma dla siebie. Kto
          potrafi określić swoje granice. Kto nie wije się po partnerze, jak bluszcz po
          ścianie. Ma swoje cele, swoje zadania, swój system wartości i potrafi i chce
          tego bronić.

          Jeśli chodzi o DDA, to chętnie z Tobą porozmawiam, ale na privie. Jeśli masz
          ochotę, napisz.
          • metalin Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 14:40

            kici10 napisała:

            > Szacunek wzbudza ten, kto sam go ma dla siebie. Kto
            > potrafi określić swoje granice. Kto nie wije się po partnerze, jak bluszcz po
            > ścianie. Ma swoje cele, swoje zadania, swój system wartości i potrafi i chce
            > tego bronić.

            Kici , z całym szcunkiem, ale czasami w realnym życiu, w zderzeniu z murem lub
            betonem na nic zdają się slogany i patetyczne hasła....to tylko piana ....no
            może z mydełka Fa , a nie z Białego Jelenia.
          • yvona73pol Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 14:43

            masz duzo racji z ta niewdziecznoscia rodziny ;) wydaje sie, ze sie
            nam "nalezy"... ale wiesz, znam kilka familii gdzie oni dziekuja sobie za wiele
            rzeczy, daja do zrozumienia, ze ta druga osoba wnosi wiele, wyrazy uznania
            czesto... to sie chyba wynosi z domu....
            jakos polskie domy smetne strasznie sa pod tym wzgledem; we Francji codziennie
            jestes pytana/y nie tylko jak sie czujesz, ale zyczy ci sie milych snow, milego
            dnia, dziekuje sie za cos, o co zostaniesz poproszony , ze masz to zrobic,
            dziekowanie podwoje, bo przed zrobieniem i po; a nawet jak cos zrobisz sam z
            siebie, to tez ci dziekuja ;) choc to byl twoj psi obowiazek ;)
            no, wiadomo, ze i tam nie jest zawsze lukier, a tutaj zawsze piolun,
            zaobserwowalam jednak taka prawidlowosc...
            a z tym chwaleniem poza domem, to czy nie jest tak, ze to jest pojscie na
            latwizne? takie pompowanie sobie ego szybko i tanio?.... w domu wiadomo, rozne
            napiecia sa, i zawsze to latwiej uciec, wyjsc, na ryby, do knajpy, niz
            porozmawiac, albo chociaz wyrazic chec komunikacji i ponegocjowac....
            a z tym olewaniem to mowilam na serio: to nie chodzi o szacunek i granice, ale
            o to, ze jak sie jest milym i mysli o tej drugiej, dysfunkcjonalnej, nazwijmy
            ja, osobie, to niestety, ona odbiera to jako "nalezy mi sie" i zachete do
            ewentualnego konenderowania i nieliczenia sie z naszym zdaniem... taka juz
            chyba nasza ludzka natura, tyle, ze w wiekszej okazalosci zawatra w osobnikach,
            ktorzy, z pewnych wzgledow, nie dojrzeli psychicznie do doroslej "zabawy"; i
            znow wracamy do domu rodzinnego, ale tak by mozna w kolo macjeju, wiec nie tedy
            droga...
            mysle, ze kazdy ma ochcte czasami sobie uciec, ale fajnie by bylo, gdyby mozna
            bylo to rowniez powiedziec tej drugiej osobie i bez niiezrozumienia.... no, ale
            do tego potrzebna komunikacja, a nie domysly i plany ze "jakos sie ulozy"
            wow, rozpisalam sie, koncze zatem ;)
    • agresada Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 17:06
      proponuję, abyście zrobili sobie trochę wolnego, czyli np. tydzień urlopu
      osobno. będziecie mieli czas zatanowić się nad związkiem, uczuciami,
      oczekiwaniami, potrzebami itp. może okazać się,że nie potraficie beż siebie żyć
      i potrzeba wam było trochę tęsknoty, ale efekt może też być odwrotny. mniej
      analizowania, więcej działania, to się sprawdza w związku!
      • reginaa3 Re: zwatpienie w zwiazek 01.07.06, 23:04
        czesc, dziekuje wszystkim za komentarze -lzejsze i ciezsze. Czytam je wszystkie
        z uwaga. Nie jest latwo. Ale postanowilam sie nie obrazac (czasem ten typ tak
        ma jak nie po jego mysli) tylko przemyslec... i tyle dzisiaj. Przeczytalam
        wlasnie "Wysokie obcasy", list tygodnia... wstyd mi ze mam takie problemy..i ze
        jestem duza...ryczec sie chce.. pozdrawiam. regina.
    • kredka271 Re: zwatpienie w zwiazek 02.07.06, 13:11
      też jestem tutaj pierwszy raz... mam bardzo podobny problem. Jestem w związku 7
      lat, 3 lata jesteśmy małżeństwem. Mam za sobą bardzo cieżki okres w życiu, i z
      przykrościa teraz stwierdzam że przez ten długi czas musiałam liczyc tylko na
      siebie, jeśli chodzi o sprawy łózkowe to także kilka razy w ciągu roku - nic
      więcej. Cały czas próbowałam z męzem rozmawiać o problemach, chciałam sie
      zwyczajnie przytulić i usłyszeć , że będzie ok. , ale niestety echo z jego
      strony. Zadnej po prostu reakcji. I wydaje mi sie, że po to ma sie partenra w
      zyciu, żeby cie wspierał, żeby był z tobą kiedy tego potrzebujesz i żeby razem
      rozwiązywać wspólne problemy. Wiele osób pisze, że najlepiej do psychoter.,
      tak - ja byłam, bo cały czas myślałam, że to ja stwarzam sama sobie te
      problemy, że ze mną jest coś nie tak, ciągle analizowałam każde swoje
      posuniecie, żeby mu nie zrobic przykrości, żeby było ok. , ale tak bardzo sie
      tym wszystkim zmęczyłam, tym ciągłym samotnym wojowaniem, bez wsparcia, że
      chyba coraz częściej myśle o odejściu... ale tu pojawia sie pewien kłopot..
      dziecko. Dziecko, które chce mieć z pewnościa swoich obu rodziców przy sobie,
      dziecko, któremu trzeba zapewnić byt, a nie wiem czy sama będę umiała, choć
      pracuję. Dziecko, które jest najważniejsze dla mnie, ale utrudnia bardzo mocno
      podjecie decyzji o odejsciu od męża. I gnębi mnie jeszce myśl, że mi nie
      wyszedł ten związek, który miał być "na dobre i na złe", a okazał sie tylko "na
      dobre". Pozdrawiam,
      • woman-in-love Re: zwatpienie w zwiazek 02.07.06, 13:16
        nie przejmuj sie słowami. Związek musi byc "na dobre" a jesli "na złe" - to
        tylko w sytuacji od Was niezależnej" choroba, wypadek, powódż, pożar (tfu tfu).
        Natomiast jesli jedna ze stron zwyczajnie "nawala" - jest zimna, nieuczynna,
        niezyczliwa, leniwa, oschła uczuciowo, nieużyta - to nie ma sensu trwac w tym
        jak w więzieniu. Dziecko kiedys będzie sie musiało z tego balastu leczyc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka