30-tka-2-ka
07.07.06, 17:24
Mój nick zdradza wiek. Mniej więcej tyle czekałam, żeby się naprawdę
rozbudzić. Kiedyś miałam ochotę bardzo rzadko, nawet arcyrzadko, w najlepszym
razie raz na tydzie lub dwa. Różnie też było z jakością tych zbliżeń. Mąż sam
nie wiedział, czy mnie 'nagabywać', czy dać sobie spokój. A teraz jest
inaczej i to z tym samym mężem :-). Co tak na mnie wpłynęło? Sama się
zastanawiam i sądzę, że czynnikó było wiele. Od tych spoza sfery seksu - jak
dobra, satysfakcjonująca praca, stabilizacja finansowa, podbudowanie ogólnej
wiary w siebie, po takie, które z seksem łączą się mniej lub bardziej
bezpośrednio. Mianowicie - mój miły ogląda sobie różne filmiki, a lubi takie,
gdzie przyjemność kobiety jest 'na świeczniku'. I wiecie co - żadne moje
wskazówki nie zdziałały tyle, ile ten 'instruktaż'. Z drugiej strony ja sama
otworzyłam się na różne eksperymenty, drobne gadżety (sama kupiłam - była
frajda). Wyluzowałam się, mówiąc lapidarnie i zaczęłam wreszcie coś z tego
wszystkiego brać dla siebie i to garściami. I z takiej, którą do małżeńskiego
łoża trzeba było ciągnąć prośbą i groźbą, stałam się żoną inicjującą seks i
szykującą niespodzianki. Żeby z drugiej strony nie przesadzić - nie rzucam
się na męża każdego wieczora, bywa, że jest parę dni przerwy, ale w moim
konkretnym przypadku postęp jest niewiarygodny. I jeszcze coś. Nie wiem, czy
to ma rzeczywiście związek, ale jakiś jednak chyba tak - w obecnej pracy mam
koleżanki (mężatki), które lubią seks, coś tam zawsze sympatycznie skomentują
w tym temacie i ogólnie, atmosfera jest bardzo 'pro'. A kto z kim przestaje...