Dodaj do ulubionych

co mi pomogło?

07.07.06, 17:24
Mój nick zdradza wiek. Mniej więcej tyle czekałam, żeby się naprawdę
rozbudzić. Kiedyś miałam ochotę bardzo rzadko, nawet arcyrzadko, w najlepszym
razie raz na tydzie lub dwa. Różnie też było z jakością tych zbliżeń. Mąż sam
nie wiedział, czy mnie 'nagabywać', czy dać sobie spokój. A teraz jest
inaczej i to z tym samym mężem :-). Co tak na mnie wpłynęło? Sama się
zastanawiam i sądzę, że czynnikó było wiele. Od tych spoza sfery seksu - jak
dobra, satysfakcjonująca praca, stabilizacja finansowa, podbudowanie ogólnej
wiary w siebie, po takie, które z seksem łączą się mniej lub bardziej
bezpośrednio. Mianowicie - mój miły ogląda sobie różne filmiki, a lubi takie,
gdzie przyjemność kobiety jest 'na świeczniku'. I wiecie co - żadne moje
wskazówki nie zdziałały tyle, ile ten 'instruktaż'. Z drugiej strony ja sama
otworzyłam się na różne eksperymenty, drobne gadżety (sama kupiłam - była
frajda). Wyluzowałam się, mówiąc lapidarnie i zaczęłam wreszcie coś z tego
wszystkiego brać dla siebie i to garściami. I z takiej, którą do małżeńskiego
łoża trzeba było ciągnąć prośbą i groźbą, stałam się żoną inicjującą seks i
szykującą niespodzianki. Żeby z drugiej strony nie przesadzić - nie rzucam
się na męża każdego wieczora, bywa, że jest parę dni przerwy, ale w moim
konkretnym przypadku postęp jest niewiarygodny. I jeszcze coś. Nie wiem, czy
to ma rzeczywiście związek, ale jakiś jednak chyba tak - w obecnej pracy mam
koleżanki (mężatki), które lubią seks, coś tam zawsze sympatycznie skomentują
w tym temacie i ogólnie, atmosfera jest bardzo 'pro'. A kto z kim przestaje...
Obserwuj wątek
    • erkaplus Re: co mi pomogło? 08.07.06, 10:42
      Gratuluje mężowi takiej fajnej żoneczki :-) Ech gdyby moja taka była.. pozazdrościć
    • domi_mikolka Re: co mi pomogło? 08.07.06, 11:32
      kurcze, nareszcie jakiś optymistyczne tekst:) bardzo fajnie, gratulacje!
      • woman-in-love koleżanki z pracy... 08.07.06, 13:43
        ...mają duży wpływ! Wystarczy, że któraś powie od niechcenia - " eh, ja tam bym
        nie mogła bez ptaszka..." albo - przyjdzie spóżniona, rozczochrana i
        powie: "sorry, ale przytuliłam męża nieopatrznie...". wszystkie momentalnie
        zazdroszczą i pędzą obiadek gotowac miłemu, coby siły miał na wieczór.
        Przynajmniej u mnie w pracy tak bywało ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka