Dodaj do ulubionych

niedotykalna

27.07.06, 17:52
Witam,
poczytuję już Was od b. długiego czasu, ale dopiero wczoraj odważyłam się
odezwać.
Moja historia jest zupełnie inna niż wszystkie tu opisane (czy raczej
wszystkie, które przeczytałam). Między moimi rodzicami nie było seksu. Między
moimi rodzicami nie było dotyku, nawet tego przyjacielskiego, serdecznego.
Między mną a moimi rodzicami nie było dotyku. Nikt mnie nigdy nie przytulał,
nie całował, nie głaskał po głowie, nie opowiadał bajek, nie bronił przed
burzą i przed potworem w szafie. Jedyny dotyk to było ściskanie się przy
opłatku i wielkanocnym jajku - po pijanemu, śmierdząco i nieprzyjemnie dla
wszystkich.
Dziś jestem dorosła, skończyłam studia, dobrze zarabiam , mam mieszkanie i
pieniądze. Do dziś nikt mnie nie dotykał. Nawet serdecznie i po przyjacielsku.
Dla mnie dotyk nie jest normalny. Nie jest obrzydliwy, poprostu nie jest
normalny, jak chodzenie na rękach - da się zrobić, ale to nie jest normalne. I
tak sobie wegetuje... zupełnie sama.
Nie piszę tego, aby uzyskać od Was pomoc - bo jak niby moglibyście mi pomóc?
Piszę troche po to, żeby się przedstawić, piszę troche ku Waszemu opamiętaniu
- ludźmi zawsze COŚ kieruje i to nie jest ich wina. Piszę troche ku Waszemu
opamiętaniu - dzieci widzą zawsze i widzą wszystko, nie ważne jak bardzo
staracie się ich w to nie mieszać. Gdziekolwiek Wasze życie zmierza, cokolwiek
zmiany miały by nie oznaczać róbcie coś...próbujcie...nie czekajcie na
cud...nie mówcie "poczekamy zobaczymy".
To tyle. Nie napisałam wszystkiego. Nie wiem do końca, co by to miało być. Mam
nadzieję, że macie jakiś, chociażby mglisty obraz tego, co chcialam przekazać.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • your_and Re: niedotykalna 27.07.06, 18:03
      Jak zdefinujesz problem, stawiasz pierwszy krok na drodze jego rozwiązania.
      Pisaliśmy tu już o destrukcyjnych schematach wyniesinych z rodziny i
      przenoszacych sie na życie w związku. Trudniej się przyznać do tego niż do
      problemów z seksem. Zajmuje sie tym najbliżej terapia DDA i DDD.
      Jest taka ksiażka o tym: Lęk przed bliskością.
      • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 18:08
        Czytałam większość tutejszych wątków. Czytałam tą książkę. Wiem wszystko o
        terapiach DDA i DDD - uczestniczę w jednej z nich. Ja ten problem w końcu
        rozwiążę , lepiej lub gorzej. Mimo to szkoda tych wszystkich lat, tego
        wszystkiego, czego nie zrobiłam i co zrobiłam, a nie powinnam (albo można było
        lepiej). Jedyne co może z tego wyniknąć, to to, że ktoś to przeczyta i wyciągnie
        jakieś wnioski. Innych dobrych stron nie widze:)
        • your_and Re: niedotykalna 27.07.06, 18:11
          > lepiej). Jedyne co może z tego wyniknąć, to to, że ktoś to przeczyta i wyciągne
          > jakieś wnioski. Innych dobrych stron nie widze:)

          Zawsze coś. Szansa że ktoś sie nauczy na Twoich błędach, to już coś na tym
          swiecie...
    • carinaa1 Re: niedotykalna 27.07.06, 18:11
      Piszesz tu nie tylko o dotyku ale i o więzi między ludzmi -tak czerpiemy uczymy
      sie od rodziców potem od rówieśników -tak zwyczajnych reakcji jakimi są sam
      dotyk przytulanie,podbudowywanie-to jest ważne.I tak wkraczmy w świad ludzi
      dorosłych, gdzie nadchodzi ten czas gdy znajdujemy kogoś drugiego nie
      koniecznie nasz połówki i wtedy stajemy sie jak nasi rodzice-w zależnosci czy
      nauczyli nas tego dotyku, tej miłości-a co gorsza sami stajemy sie lub możemy
      sie tacy stać dla swoich dzieci-dlatego należy uczyć sie kochać, i nie bać sie
      dotykać-to nie boli.
      • your_and Re: niedotykalna 27.07.06, 18:17
        Wyrażania miłości trzeba sie uczyć począwszy od tego co sie wyniesie z domu.
        Jedynie głód miłości jest wrodzony. Temat jest istotny. Bo ile osób jest ze
        soba, "poświeca się" "ze względu na szczęście dzieci" ziejąc rozgoryczeniem i
        nienawiścia na codzień? Czy rzeczywiście przynosi to komuś szczescie?
      • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 18:21
        carinaa1 napisała:

        > Piszesz tu nie tylko o dotyku ale i o więzi między ludzmi -tak czerpiemy uczymy
        >
        > sie od rodziców potem od rówieśników -tak zwyczajnych reakcji jakimi są sam
        > dotyk przytulanie,podbudowywanie-to jest ważne.I tak wkraczmy w świad ludzi
        > dorosłych, gdzie nadchodzi ten czas gdy znajdujemy kogoś drugiego nie
        > koniecznie nasz połówki i wtedy stajemy sie jak nasi rodzice-w zależnosci czy
        > nauczyli nas tego dotyku, tej miłości-a co gorsza sami stajemy sie lub możemy
        > sie tacy stać dla swoich dzieci-dlatego należy uczyć sie kochać, i nie bać sie
        > dotykać-to nie boli.
        Widzisz, to jest samonapędzający się mechanizm. Bo nie nauczę się dotyku bez
        drugiego człowieka, to oczywiste. Ale bez dotyku z nikim nie wejdę w bliższą
        relację.
        A jeżeli chodzi o dotyk, to on rzeczywiście nie boli. Ale dla mnie nie jest
        normalny. Dla mnie fizyczność jest jak chodzenie na rękach: no można, ale nie za
        dużo i właściwie po co? Można kogoś poklepać po ramieniu, ale po co? Można kogoś
        uściskać ale po co? Innym problemem jest to, że dla większości ludzi to ja
        właśnie chodzę na rękach i nie rozumieją mnie. Dla nich jestem poprostu
        niedotykalna, a przecież nie podejde do nikogo i nie powiem: cześć, jestem
        zgniłapannamłoda i nie wiem co to dotyk, nauczysz mnie? To było by śmieszne:)
        • cranberry11 Re: niedotykalna 27.07.06, 18:27
          A wlasciwie dlaczego nie? Dlaczego na poczatku znajomosci nie powiedziec ze ma
          sie z tym problem? Jesli uczciwie stawia sie sprawe? Jestem pewna ze niejeden
          by sie zdecydowal.
          • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 18:33
            Bo niejeden by się zdecydował, ale niejeden by podziękował i tego się boję. Brak
            więzi z innym ludźmi to nie jest mój jedyny problem i nie największy, choć
            najbardziej mi doskwiera.
            Bo potrzebuje kogoś, kto będzie moim przyjacielem i tylko przyjacielem, a na to
            niewielu już się zgodzi. Poza tym nie poznaję ludzi w celu... no właśnie w jakim
            celu? Matrymonialnym? Przyjacielskim? Zazwyczaj na piwnym kumplostwie się kończy.
        • kawitator Re: niedotykalna 27.07.06, 18:42
          przecież nie podejde do nikogo i nie powiem: cześć, jestem
          > zgniłapannamłoda i nie wiem co to dotyk, nauczysz mnie? To było by śmieszne:)
          A dalczego nie ????? dlaczego smieszne?????
          To co opisujesz nazywa się inaczej dodatnim sprzężeniem zwrotnym Taka
          samonanpędzająca się spirala Nie dotykam bo nie potrafię, nie potrafię bo nie
          dotykam. Jak dotychczas ta droga nigdzie cię nie doprowadziła. Trzeba ja zmienić
          Na początku malutki Jak zrobisz malutki kroczek to bedzie powód aby zrobic
          większy i pójdzie samo. Abyś czuła się bezpiecznie musisz mieć możliwość
          zrobienia w kazdej chili kroku w tył . Do roboty
          • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 18:45
            No dobrze, robię mały krok. Podchodzę do kawitatora i mówię to co mówić się
            boję:) I co? Jak się moge wycofać? Jaki krok? Co teraz? Co zrobi kawitator?
            • kawitator Re: niedotykalna 27.07.06, 18:50
              Pochodzisz do kawitatora i mówisz witaj stary pierniku całujesz go z dubeltówki
              w oba policzki a on zaskoczny czymś takim rumieni się ja pensjonarka.
              Jak Ci się spodobałao to mówisz- naprawdę mnie nie poznajesz On nie wie co
              powiedzeć bo z jednej strony to nie poznaje a zdrugiej strony dziewczyna
              fajna . Moze skleroza zatarła rysy, a może córka kolegi co to nagle z chudego
              pokracznego podlotka zamieniła się w laskę nebeską
              jak ci sie nie spodobało to muwisz Sorki przepraszam strasznie pan podbny do
              mego dziadzia i znów kawtatorowi głupi a ty idziesz swoja drogą
              • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 18:54
                kawitator napisał:

                > Pochodzisz do kawitatora i mówisz witaj stary pierniku całujesz go z dubeltówki
                >
                > w oba policzki a on zaskoczny czymś takim rumieni się ja pensjonarka.
                > Jak Ci się spodobałao to mówisz- naprawdę mnie nie poznajesz On nie wie co
                > powiedzeć bo z jednej strony to nie poznaje a zdrugiej strony dziewczyna
                > fajna . Moze skleroza zatarła rysy, a może córka kolegi co to nagle z chudego
                > pokracznego podlotka zamieniła się w laskę nebeską
                > jak ci sie nie spodobało to muwisz Sorki przepraszam strasznie pan podbny do
                > mego dziadzia i znów kawtatorowi głupi a ty idziesz swoja drogą

                O Jesusicku!! W życiu bym czegoś takiego nie zrobiła!! Ale co się uśmiałam to
                moje:) Dzięki!
              • kawitator Re: niedotykalna 27.07.06, 19:00
                Jak widze zdiagnozwałaś swój problem Wiesz już o co biega Teraz należy się z
                nim zaprzyjaźnić i go polubić, po to aby jak do zaprzyjaźnionego w odpowiednim
                momencie powiedzieć- spadaj już cie tu nie ma. Zacznij podchodzić do tego jak
                do zabawy a nie jak do problemu. W zabawie łatwiej. Dotyk bliskość dla nikogo
                nie jest łatwą sprawą To nie jest tak ze to tylko ty masz problem Ty masz go
                tylko troszke większy jak inni. Jak sie na nim skupisz to urośnie i nie
                zapanujesz. Jak zaprzyjaźnisz i potraktujesz lżej to banka mydlana trzasnie i
                wróci do swoich nauralnych rozmiarów czyli takiego sobie problemiku.
                • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 19:21
                  Spróbuje, chociaż nie mam bladego pojęcia, jak to zrobić. Bo widzisz ponad 20
                  lat myślałam, że to z ludźmi jest coś nie tak. A tu się okazuje, że nie tak, że
                  to ja się muszę zmienić. A ja bym chciała już! Bo już jest czas żeby sobie życie
                  układać, a ja jestem na poziomie 4-latka, który nie umie się zaprzyjaźnić z
                  nikim w piaskownicy...Nie potrafię tego zaakceptować, nie potrafię się
                  zaprzyjaźnić z tym, to było by jak zgoda na to, ze już tak zostanie na zawsze, a
                  to bardzo długo. Nie potrafię tego zaakceptować, patrząc na to jak inni sobie
                  układają powoli życie, a dla mnie wyzwaniem jest podać komuś rękę na powitanie.
                  Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, ale bywają takie momenty, że juz nie
                  mam nadziei na zmiane. I tak do upadłego...
                  eh życie...
    • misssaigon Re: niedotykalna 27.07.06, 19:53
      moja rada: kup sobie psa, malego szczeniaczka, pozwol mu sie przytulac do
      siebie, lizac, bawiac, to nie czlowiek, on cie nie oceni, nie skrytkuje, nie
      wysmieje...jesli przyzwyczaisz sie do jego karesow moze latwiej przyjdzie ci
      zaakceptowac przyjacielski dotyk czlowieka
      • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 20:02
        Dziękuję za radę. Już próbowałam. Miałam ślicznego szczeniaczka, puchatą kochaną
        przytulankę, ale los sprawił, że musiałam ją oddać. Przepłakałam tydzień i
        postanowiłam, że nie będę miała psa, jeżeli nie będę pewna, że będę mogła go
        zatrzymać. A teraz dużo wyjeżdżam i pies by się bardziej przyzwyczaił do
        sąsiadki niż do mnie:)
        • misssaigon Re: niedotykalna 27.07.06, 20:38
          przykro mi bardzo...ale czy to doswiadczenie ze szczeniakiem przynioslo jakas
          odmiane
          i co z psychoterapia? czy oprocz terapii DDA cos jeszcze robisz?
          • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 27.07.06, 20:51
            misssaigon napisała:

            > przykro mi bardzo...ale czy to doswiadczenie ze szczeniakiem przynioslo jakas
            > odmiane
            > i co z psychoterapia? czy oprocz terapii DDA cos jeszcze robisz?
            ze szczeniakiem nic...moze dlatego, że szczeniak poprostu był, bez żadnych
            zamiarów.
            Już od bardzo dawna interesuję się psychologią i patologiami, ale dopiero
            niedawno zaczęłam terapię indywidualną. Są już jakieś pierwsze efekty, ale
            jeszcze długa droga. Staram się jakoś zebrać do kupy i pomóc sobie w jakiś
            jeszcze inny sposób, ale szczerze mówiąc nie bardzo mam koncepcję:) Przede
            wszystkim staram się znaleźć jakieś dobre strony tego, co było (bo tego co jest
            to raczej cieżko, przynajmniej na razie), ale nie jest to łatwe. Człowiek nie
            chce widzieć dobrych rzeczy, raczej woli obwiniać, krzyczeć i płakać, pogrążać
            się w pewnym stopniu w bólu. Taki mały-duży masochizm.

            PS. Tez piszesz w czasie reklam na TVN-ie? :D
            • carinaa1 Re: niedotykalna 27.07.06, 22:41
              Jesteś dorosłą kobietą-nie wierze że żaden facet nie kręcił sie koło Ciebie.Oni
              czyli panowie potrafią cuda zrobić-ja nie wyobrażałam sobie że po ślubie będe
              spac w jednym łóżku z kimś,teraz już nie usnę jeżeli nie ma go koło mnie, nawet
              jak juz chrapie to chociaż nogą ale musze go dotknąc musze czuć go obok mnie -
              mojego męża.I bez wachania podawaj ludzią ręke, rozmawiaj,to nic strasznego a z
              czasem sie przyzwyczaisz i sama zobaczysz że dotyk -dotykanie np bliskiej osoby
              jest bardzo miłe i można wtedy w objęciach mruuuuuczeć.
            • misssaigon Re: niedotykalna 28.07.06, 08:40
              zpm - kazda terpaia moze sie powiesc lub nie - to truizm - ale najwazniejsze
              jest w ogole do niej przystapic i to wlasnie do terapii indywidualnej - ludzie
              staraja sie pzrezwyciezyc lek wysokosci, agorafobie, klaustrofobie, prowadzi sie
              terapie z dziecmi autystycznymi, ofiatami gwaltow etc - nikt nie zagwarantuje
              calkowitego wyleczenia ale zwykle efekty pozwal;aja na prowadzenie w miare
              normalnego zycia.
              ty sie przyzwyczailas do swojej "odmiennosci" radzisz sobie , ale smiem
              twierdzic ze potzreba bliskosci z drugim czlowiekiem kiedys sie w tobie
              odezwie - i wtedy bedzie jeszcze trudniej..czyli im wczesniej zaczniesz terapie
              tym lepiej dla ciebie.
              mysle ze nie nalezy zaczynac od razu od proby zblizania sie do jednej osoby -
              moze znalezc sobie grono znajomychz ktorymi bedziesz uprawiac jakies hobby, albo
              sport ktory wymusza kontakt fizyczny...z drugiej strony mam wrazenie ze tak
              naprawde boisz sie zaangazowania emocjonalnego w pierwszej kolejnosci myslac co
              bedzie kiedy nastapi etap zblizenia fizycznego...wyprzedzasz fakty niepotrzebnie
              • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 28.07.06, 11:40
                Masz rację. Przyzwyczailam się do tego braku. Więcej - nie znam innego życia.
                Masz rację, że potrzeba drugiego człwieka jest silna i pojawiła się w końcu
                bardzo natrętnie, dlatego zdecydowałam się na terapię.
                Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale tak trudno przyznać się do porażki -
                bo tak na początku odbierałam terapię, sama sobie przecież nie poradziłam. Liczę
                na to, że w końcu zaakceptuję to, kim jestem, uchwycę w sobie głos, który mi
                podpowiada głupoty i go uciszę.
                Masz rację mówiąc, że boję się zaangażować w strachu przed tym, co z tego
                wyniknie. Muszę się nauczyć żyć chwilą dzisiejszą, a nie przyszłością (czy nie
                daj Bóg, przeszłością), jak do tej pory. Zaczynam od dzis:)
                • kawitator Re: niedotykalna 29.07.06, 11:45
                  Po pierwsze zmien Nick. Wybacz ale ten jest do niczego proponuje panno młoda
                  młoda panno czyli Młodapanna
                  Po drugie zbytnio koncentrujesz sie na drobnym problemie który masz i którym
                  możesz sie uporać. Przysłonił ci cały świat. Siadł na umyśle i nie daje cieszyć
                  sie życiem. Czy możesz mie albo sobie odpowiedzieć na kilka pytań ?
                  -czy widzisz i nie musisz stosowac okularów powyżej +8 lub poniżej -8
                  -czy masz dwie ręce
                  -czy masz dwie nogi a na dodatek czy te nogi nie różnią się od siebie wiecej
                  niz 3 cm
                  - czy jesteś łysa
                  - czy masz raka
                  - czy masz zaawansowana cukrzycę
                  - czy jąkasz się w sposób uniemożliwjający porozumiewanie
                  - czy jestes sparalizowana po złamaniu kręgosłupa
                  - czy słyszysz
                  - czy masz nadwagę i ważysz w granicach 140 kg
                  - czy ma celuti..... kurde to naprawde nie wazne.
                  Mogę odpowiedzieć za ciebie Na każde z tych pytań odpowiesz NIE Gdybyś mogła
                  odpowiedziec tak, to nie poswięcałabyś tyle uwagi swojemu problemowi . Zastanów
                  sie na spokojnie i wyobraź sobie że na jedno lub wiecej pytań musisz
                  odpowiedziec tak . Zastanów się wtedy jaki ważny byłby wtedy problem z którym
                  się zmagasz. Zmalał ? Schował się? Jest to drobiazg do załatwienia. Tak myślę
                  Jak zobaczysz go we właściwych proporcjach to pokonasz bez trudu bowiem baby
                  niedobite i twarde som
                  • misssaigon kawi - nick to tytuł filmu 29.07.06, 13:14
                    to gwoli wyjasnienia..a hierachie wlasnych problemow ukladamy sobie sami
                    czasami z malymi trudniej sobie poradzic niz z duzymi...
                    a problem niedityklanej jet glebszy bowiem wywodzi sie z wychowawania w
                    dysfunkcjoanlnej rodzinie....i jesli nie pozwala niedotykalnej funkcjonowac w
                    normalnym zwiazku i doznawac z tego powodu uczucia szczescia - to wybacz - jest
                    to powazny problem -
                    rozumiem ze chciales aby niedotykalna spojrzala na swoja sytuacje z innej
                    perspektywy ...ale wyszlo ci to dosyc trywialnie
                  • niezapominajka333 Re: niedotykalna 29.07.06, 13:56
                    Popieram w jednym i w drugim. Mogłabym dorzucic jeszcze kilka pytań, ale już te
                    są wystarczające.
                    W podobny sposób jeden doktor zmienił podejście do choroby mojego wujka. Wujek
                    należał do osób przekonanych, ze cukrzyca jest największym nieszczęściem jakie
                    może spotkac człowieka, a jego cukrzyca jest najgorszą z cukrzyc.
                    Miał on zwyczaj udowadniac otoczeniu, jak ciężkie jest życie chorego na
                    cukrzycę. Że dieta, badania cukru, zastrzyki z insuliny , hipoglikemia,
                    powikłania, wizyty u lekarzy itp.
                    W jakimś towarzystwie trafił na lekarza, który zaczął mu tłumaczyc, że teraz
                    tyle udogodnień, że są glukometry, że lepsza insulina i wygodne podawanie i
                    wiele innych argumentów, żeby facet zmienił trochę podejście do choroby. Ale
                    skutek był dokładnie odwrotny.
                    W końcu lekarz zapytał:
                    -Od jak dawna choruje pan na cukrzycę?
                    -Już będzie 15 lat
                    -A od ilu lat bierze pan insulinę?
                    -Już panie 12 lat biorę te zastrzyki.
                    -A wie pan, że dawniej nie miałby pan tych wszystkich problemów z badaniem
                    cukru, insuliną, tabletkami?
                    -Naprawdę panie doktorze?! Jak to?!
                    - Bardzo prosto. Przed odkryciem insuliny takiej cukrzycy nie dało się leczyc.
                    Wpadłby pan w śpiączkę i umarł i w ten sposób uniknąłby pan tych wszystkich
                    problemów, które pan teraz ma.
                    • misssaigon Re: niedotykalna 29.07.06, 14:28
                      niezapominajko - a wiesz jak trudno pozbyc sie nerwicy natrectw? nie taka
                      powazna sprawa a jak moze zycie utrudnic..
                      • niezapominajka333 Re: niedotykalna 29.07.06, 15:37
                        Ależ ja tego nie podważam. Pytanie tylko, w jakich warunkach jest łatwiej z tym
                        walczyc? Czy gdy się problem wyolbrzymia, czy wtedy, gdy widzi sie go we
                        właściwym wymiarze ?
                        Autorka wątku ma problem, niezawiniony przez nią, ale ma.
                        Chce go rozwiązac, czy chce tylko ponarzekac i pokazac innym, jaka jest biedna.
                        Jeśli chce ponarzekac i poużalac się nad sobą to spoko - dostanie współczucie.
                        Jeśli chce żeby jej sytuacja była przestrogą dla osób mających dzieci to też
                        ok. Mamy przykład traumy, jaką fundują czasem rodzice swoim dzieciom.

                        Teraz musi sobie odpowiedziec na pytanie, czy chce to zmienic. Podobno chce.
                        Ale odnoszę wrażenie, ze każda próba doradzania jest odpierana. Że ona próbuje
                        i próbuje, ale jakoś cała para idzie w gwizdek.
                        Skupiając się na problemie wyolbrzymia go nadmiernie, a
                        Kawi doradził prosty sposób na to, żeby zobaczyła problem we właściwym
                        wymiarze.
                        Nie może zmienic przeszłości. Skupianie się na przyczynie nic nie daje. Może
                        tylko pogłębiac zal do rodziców.
                        "Niedotykalnośc" jej przeszkadza, utrudnia życie, ale ważne jest jej podejście.
                        Wyolbrzymianie problemu paraliżuje i odbiera siły.
                        Widzisz, moje dzieciństwo też nie było wesołe, ale nie skupiałam się na tym,
                        jaka jestem biedna i nieszczęśliwa, tylko jak sobie poradzic, a czasem jak
                        przeżyc. I chociaż jestem DDA, to ze zdziwieniem zauważyłam, że wiele cech
                        charakterystycznych dla DDA u mnie nie występuje. Dlatego, ze mając problem z
                        psychiką szukałam rozwiązania, a nie tylko przyczyny. I wiedziałam, ze jedyną
                        osobą, która może mi pomóc jestem ja sama.
                        Gdybym była na miejscu autorki wątku najpierw zaczęłabym od nabrania dystansu
                        do całej sprawy
                        Następnie szukałabym informacji, obserwowałabym siebie, analizowałabym rózne
                        zachowania, moje reakcje, sytuacje w których do nich dochodziło itp. Ja mam w
                        ogóle analityczny umysł i nawet jak nie chcę, to patrzę na daną sprawę z dwóch
                        stron.
                        Żeby nabrac wiary w powodzenie szukałabym inspiracji. Kto sobie z takim, albo
                        podobnym problemem poradził i czy ja mogę jego sposób wykorzystac.
                        Autorce poradziłabym jakieś zwierzątko, ale jak napisała nie da się.
                        Następnie kontakt z dziecmi. Wolontariat w szpitalu, działalnośc w jakiejś
                        fundacji, pomoc w opiece nad dziecmi w rodzinie czy u znajomych. Może byc też
                        jakaś forma opieki nad kimś, komu trzeba pomóc w prostych czynnościach typu
                        ubieranie, poruszanie się itp.
                        Uczenie sie dotyku, a właściwie dobrej reakcji na dotyk , stopniowe
                        przyzwyczajenie się, oswojenie dotyku wymaga czasu, obserwowania własnych
                        reakcji i modyfikowania zachowania.
                        To są takie schodki, wchodzenie stopniowo coraz wyżej i wyżej, aż do punktu, w
                        którym chcemy się znaleźc.





                        • linusia_75 Re: niedotykalna 29.07.06, 18:30
                          niezapominajko, nie można mierzyć wszystkich swoją miarą, a już napewno nie w
                          kwestii konstrukcji ludzkiej psychiki.
                          to, że sobie poradziłaś dowodzi jedynie tego, że pomimo doświadczeń jesteś silną
                          osobowością i dzielną dziewczyną. może masz to w genach ;), a może, pomimo
                          sytuacji rodzinnej, był ktoś, kto pomógł zachować/zbudować Ci poczucie własnej
                          wartości i siłę.
                          natręctwo, jak każda nerwica potrafią być bardzo groźne, zwłaszcza jeśli są
                          tylko wierzchołkiem przysłowiowej góry lodowej.
                          ja jednak zalecałabym oddanie się w ręce fachowca, twoje propozycje mogą być
                          niejako dodatkiem. do takiej terapii i tak potrzeba grupy.
                          co do małych kroczków, to w 100% się zgadzam. co do tego, że pomóc sobie można
                          tylko samemu - także masz absolutną rację. każda terapia to tylko wsparcie w
                          walce, którą prowadzi się samemu ze swoimi problemami.
                          • niezapominajka333 Re: niedotykalna 30.07.06, 10:06
                            Ale ja jak najbardziej popieram terapię, jako jeden z elementów rozwiązania
                            problemu.
                            Chodzi mi tylko o zmianę postrzegania.
                            Może opiszę to na podstawie przykładu sprzed prawie dwóch miesięcy.
                            Córka moich znajomych choruje na łuszczycę. Dolegliwości nie były bardzo
                            nasilone, ale dotychczasowe leczenie nie skutkowało i lekarz podjął decyzje o
                            leczeniu w szpitalu. Do końca roku szkolnego zostało 3 tygodnie (druga klasa
                            gimnazjum). Po pierwszym tygodniu dziewczyna wyszła na przepustkę do domu i nie
                            chciała wracać. W domu bardzo nerwowy nastrój. Znajoma załamana. Dziewczyna
                            płacze, mówi, że muszą się tam smarować śmierdzącymi maściami, które trudno
                            zmyć, ze na całym oddziale cuchnie, że nigdzie nie wychodzą, że są odizolowane
                            od świata, że jedzenie niedobre, że nie widuje się z koleżankami. Zaparła się i
                            już. Nie ma mowy o kontynuacji leczenia. Ona jest taka nieszczęśliwa, załamana,
                            dlaczego ja to spotkało, dlaczego ona ma tą chorobę. Inni sobie chodzą,
                            spotykają się, nie muszą iść do szpitala, a ona jedna taka biedna na tym
                            świecie. Normalnie TRAGEDIA odmieniana przez wszystkie przypadki.
                            Problem urósł do gigantycznych rozmiarów. W tym rozmiarze był nie do
                            przeskoczenia. Nie pomagały żadne argumenty ani obietnice.
                            Na początku pozwoliłam jej się wygadać, a potem zapytałam:
                            -Często pobierają wam krew, robią zastrzyki, podłączają kroplówki?
                            -Nie, wcale.
                            -A macie jakieś badania? Gastroskopię? Wziernikowanie oskrzeli? Prześwietlenia?
                            -Nie mamy takich badań. A co to jest?
                            -Wprowadzają taką rurkę do żołądka, albo do oskrzeli i oglądają od środka.
                            -Nie, na szczęście czegoś takiego nie robią.
                            - Dużo jest dziewczyn spoza naszego miasta?
                            -Mniej więcej połowa
                            -Do nich też mama codziennie przyjeżdża z obiadem?
                            -Nie
                            -Dzwonią do ciebie koleżanki czy już o tobie zapomniały?
                            -Dzwonią codziennie
                            -A koledzy też?
                            -Jasne
                            -Czy ktoś ze znajomych dokucza Ci z powodu tej choroby?
                            -Nie
                            -A twoim koleżankom z oddziału?
                            -Niektórym tak. Jedna jest załamana, bo jak się w klasie dowiedzieli, to
                            wszyscy się od niej odsunęli.
                            -Czy łuszczyca jest śmiertelna?
                            -Nie
                            -A czeka cię operacja? Będą Ci coś wycinać? Jakaś amputacja ci grozi?
                            -Nie
                            -Czy leczenie jest bardzo bolesne?
                            -Nie, to nie boli.
                            -A co mówią lekarze? Czy to leczenie daje rezultaty?
                            -Mówią, ze będzie dobrze, tylko trzeba kilka tygodni leczenia.
                            -Czy twoja choroba jest najgorszym przypadkiem na oddziale?
                            -Nie. Odwrotnie.
                            -Hm…tak powiadasz…A więc ta tragedia polega na tym, że musisz wrócić do
                            szpitala na kilka tygodni i smarować się maściami. Możesz wychodzić na
                            przepustki, mama cię regularnie odwiedza, nikt ze znajomych o tobie nie
                            zapomniał.
                            A więc to nie jest tragedia. Tragedia to była w Biesłanie. Tragedia to fala
                            tsunami. Tragedia to trzęsienie ziemi i tysiące ofiar. Tragedia byłaby wtedy,
                            gdyby cała twoja rodzina zginęła w wypadku.
                            Ty masz po prostu przewlekłą chorobę, uciążliwą w leczeniu. Na razie nie ma
                            całkowicie skutecznego leczenia, mogą być nawroty, ale za kilka lub kilkanaście
                            lat to się może zmienić.
                            Wracasz do szpitala po to, żeby smarować się maściami, a nie po to, żeby wziąć
                            kolejną, nie wiadomo czy skuteczną chemię. Nie po to, żeby się dowiedzieć, że
                            zanik mięśni postępuje i wkrótce będziesz jeździć na wózku.
                            Pytasz, czemu ciebie spotkało takie nieszczęście? Może pojedziesz ze mną do
                            szpitala. Przejdziemy przez oddział onkologii, hematologii, neurologii,
                            ortopedii. Popatrzysz na takie same dziewczyny jak ty. Powiesz mi, która z nich
                            wyciągnęła lepszy los od ciebie. Z którą z nich chciałabyś się zamienić. Czy z
                            tą sparaliżowaną, czy z tą, która ma białaczkę i czeka na przeszczep szpiku,
                            czy z tą z wczorajszego wypadku połamana we wszystkich możliwych miejscach?
                            Rozmowa trwała kilka minut. Nadmuchany do gigantycznych rozmiarów balon pękł.
                            Córka szybciutko się spakowała i grzecznie dała się odwieźć do szpitala. Matka
                            mówiła potem, że nawet maści nie były już tak śmierdzące i łatwiej je było
                            zmywać.
                            Większość osób, może taką rozmowę przeprowadzić sama z sobą. Pomaga to w
                            uzyskaniu właściwej perspektywy. A to pomaga w terapii. I nie chodzi mi o to,
                            żeby problem bagatelizowac, ale żeby nie analizowac bez końcana, co sie czuje,
                            tylko skupic się na tym, jak to zmienic.
                            • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 31.07.06, 00:25
                              Rozumiem, co masz na myśli, ale to nie do końca jest tak jak mówisz. ZAWSZE jest
                              większa tragedia, niż to, co nam się przydarzyło. Są nawet większe tragedie niż
                              ta w Biesłanie. ZAWSZE mogło być gorzej. Nie o to tu chodzi. Waga problemu
                              ustalana jest przez osobę, której ten problem dotyczy. Jak byłam mała to moim
                              ogromnym problemem było to, że na wf-ie miałam kiepskie wyniki i był to mój mały
                              koszmar. Teraz wydaje się trywialny, ale wtedy to była moja tragedia.
                              Poza tym, to nie jest tak, że siedzę cały dzień w kącie, płaczę i myślę o tym
                              jak to mam okropnie. Mam inne zajęcia i musicie mi uwierzyć na słowo:) Poprostu
                              postanowiłam akurat o tym problemie napisać i z Wami podyskutować.
                              Oczywiście wszyscy, którzy mówią że powinnam nabrać dystansu, mają rację. I to
                              nie jest tak, że odrzucam wszystkie próby pomocy - niektóre rady przyjęłam i
                              staram się jest zastosować, ale to, że tamte posty przeczytałam w piątek, a dziś
                              jest niedziela, nie znaczy wcale, że dziś już jestem inną osobą, a moje życie to
                              nagle pasmo szczęścia i rozkoszy.
                    • linusia_75 Re: niedotykalna 29.07.06, 15:00
                      ciekawe, czy równie łatwo wytłumaczył by molestowanej seksulanie dziewczynie, że
                      jej lęk przed dotykem jest 'banałem' czy wydumanym problemem.
                      ludzie, trochę wyobraźni. żeby oceniać, dobrze jest chociaż poznać przyczyny. a
                      nawet jak je się pozna, to zalecłabym ostożność w diagnozie.
                      ludzka psychika to nie ciało pozbawione insuliny. nie wystarczy zastrzyk.
                  • anula36 Re: niedotykalna 29.07.06, 14:48
                    zeby spojrzec na zycie z takiej perspekty, jaka przedstawiles trzeba duzo
                    dojrzalosci;) Niestety wiekszosci przychodzi to dopiero w wiekiem:)
                  • ewolwenta Re: niedotykalna 30.07.06, 09:12
                    Myślę, że Kawi przesadzasz, że Panna jest normalną dziewczyną dobrze radzącą
                    sobie w życiu ale świadomą swego problemu, który w pewnych aspektach
                    przeszkadza. Spotykając ją realnie w kontakcie towarzyskim nawet byś nie
                    dostrzegł tego.

                    Aż taka koncentracja na problemie jaką podejrzewasz jest pozorna i zapewne, po
                    prostu na tym forum i w tym miejscu skupiłaś się Panno na takim aspekcie życia.
                    Podejrzewam, że pewnie intencją było – akurat tu- pokazać możliwą przyczynę
                    problemów innych użytkowników.

            • misssaigon tvn 28.07.06, 08:41
              ja sporadycznie ogladam tv - czasami jakies bajeczki razem z moim dzieckiem
    • xvqqvx Re: niedotykalna 28.07.06, 07:31
      Echhh...
      Może to, co napiszę, będzie dla Ciebie truizmem, ale...
      Za bardzo myślisz o dotyku etc., a za mało o całej relacji z tym "kimś".
      Po prostu spróbuj pobyć, rozmawiać, znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i
      zainteresowań.
      I mam wrażenie, że odstrasza Cię bardziej nie sam "nienormalny" dotyk (i jak
      mniemam w dalszej perspektywie zgodnie z tematyką tego forum seks:-)), ale to,
      że kojarzysz to przede wszystkim z "techniką" i boisz się, że będziesz "źle"
      dotykała.
      A przecież nie o to chodzi.
      Z tym jest jak z malowaniem obrazów, albo (zgodnie z mą męską płcią:-))
      walkami powietrznymi lub szermierką bojową.
      Wcale nie najlepszymi malarzami byli mistrzowie techniki malarskiej (trzymanie
      pędzla, rysowanie kresek etc...), wirtuozi akrobacji lotniczej nie byli asami,
      a specjaliści od kunsztownych technik szermierczych szybko w bitwach ginęli.
      Prawdziwa sztuka polega na tym, że wie i czuje się, co chce się namalować czy
      jest się dobrym taktykiem w walce.
      Tyle tylko, że talent malarski trzeba mieć, "talent" taktyczny - chyba da się
      go nauczyć, to do "dotyku" IMHO wystarczy mieć prawdziwą więź z tą drugą osobą.
      I idę o zakład, że jak kogoś takiego spotkasz, to znając odpowiedź na 3
      pytania "Co?", "Gdzie?" i "Kiedy?", bez problemu sobie poradzisz z "Jak?".:-)
    • matylda_n Re: niedotykalna 28.07.06, 13:52
      Rozumiem, to, że nie masz sama potrzeby inicjowania dotyku, podania reki na
      przywitanie, przyjacielskiego klepniecia... A jak sama reagujesz na takie
      przyjazne gesty tobie okazane ? Co robisz ?
      Mam nadzieję, że pytanie nie wyda ci się niedyskretne.
      • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 28.07.06, 14:10
        Nie jest niedyskretne:)W końcu jesteśmy tu anonimowi.
        Odpowiadając na pytanie. W takich sytuacjach poprostu sztywnieję. Czasem uda mi
        się zrobić krok w tył, przestraszoną minę itp. Nawet jak nic nie zrobię to czuję
        strach i myślę, że ludzie to czują.
        • matylda_n Re: niedotykalna 28.07.06, 14:19
          Ok, ale czy odbierasz ten gest jako nieprzyjemny, drażniący, przykry ?
        • linusia_75 Re: niedotykalna 28.07.06, 18:38
          mroki niepamięci zatarły szczegóły, ale jest specjalna terapia dotycząca
          oswajania dotyku, jej elementy przerabiałam kiedyś chyba w ramach treningu
          asertywności.
          jeśli problem nie wynika z jakiś bardzo dramatycznych doświadczeń, to jest duża
          szansa, że uczestnicząc w takiej terapii poradziłabyś sobie z problemem.
          jeśli jest to tylko objaw problemu wchodzenia w bliskie relacje /a z tego co
          piszesz takie odnoszę wrażenie/, to oczywiście terapię taką trzeba tylko dodać
          do tej 'właściwej'.
          jest mnóstwo ludzi, dla których dotyk innego człowieka jest prolemem, dla
          jednych mniejszym dla innych większym. większość z nas nie lubi przypadkowego
          dotyku obcej osoby - to naturalne. każdy kiedyś musiał oswoić dotyk innej osoby,
          tyle, że zazwyczaj dokonywało się równolegle z budowaniem bliskiej relacji
          emocjonalnej.
          do dziś nie zapomnę łomotu serca, kiedy chłopak pierwszy raz wziął mnie za rękę
          :). niby chcialam, ba, marzyłam o tym, ale ta ręka mnie parzyła a jkiedy mnie
          puscił pod domem - odetchnęłam z ulgą ;).
          to błędne koło - żeby osowić dotyk potrzebne są emocje, a te aby się rozwijać i
          trwać - potrzebują dotyku.
          życzę przerwania tego koła. naprawdę się da.
          • w_incognito OT 29.07.06, 13:21
            Czy moderatorzy maja wpływ na nicki? Za każdym razem robi mi sie niedobrze,
            kiedy czytam nick autorki tego watku. Gdybym wpadła na pomysł nicku: psia_kupa
            lub cos w tym rodzaju to tez przejdzie???
            • anula36 Re: OT 29.07.06, 13:24
              a dla mnie to zabawne nawiazanie do bohaterki filmu Tima Burtona " Gnijaca
              panna mloda". Film jest slodki i nie tylo dla dzieci- polecam.W zasadzie to
              dobry film o milosci.
          • mpingo Re: niedotykalna 30.07.06, 22:24
            A po co niby trzymać się za ręce ? To kretyńskie tudzież zwyczajnie
            ograniczające swobodę. Jesli tabuny ludzi tak robią, to tak - są dziwni.
            Nie widzę powodu żeby naśladować.
          • aghara Re: niedotykalna 04.08.06, 13:56
            Polecam zajęcia z tańca.Jakiegokolwiek (na początek moga być np. tańce w kole -
            tylko dla kobiet). W tańcu TRZEBA się dotykać. I da się ten dotyk oswoić.
    • kinia.p Re: niedotykalna 31.07.06, 10:23
      A co powiecie na coś takiego: facet, ładny i przystojny (opinia kobiet, nie
      jego), 32 lata. Ponadprzeciętnie inteligentny, erudyta, nieszablonowe
      i zaskakujące poczucie humoru. Miły, grzeczny, bardzo chętny do bezinteresownej
      pomocy innym. Lubi dziewczyny ale płytko - porozmawiać, pośmiać się,
      pożartować.
      Nigdy w życiu nie trzymał dziewczyny za rękę. Nigdy nie przytulał żadnej.
      Ani razu nie pocałował w usta (nie mówiąc o pocałunku namiętnym). Nie dotknął
      piersi ani pupy. Nie miał nigdy partnerki. Nie jest gejem - sprawdzone dzięki
      wieloletnim obserwacjom w środowisku ekstremalnym (studia, akademik :) i
      normalnym.
      Jego stosunki z innymi ludźmi - mężczyznami i kobietami są płytkie tj. nie
      nawiązuje żadnych bliższych relacji, nie przyjaźni się z nikim ale z drugiej
      strony nie nienawidzi czy coś w tym rodzaju. Łagodnie usposobiony, zimny.
      Jest mu z tym dobrze, przez myśl mu nie przejdzie aby to zmienić.
      • sagittka Re: niedotykalna 31.07.06, 14:05
        Typowy aseksualizm.
        • misssaigon socjopata 31.07.06, 17:02
          sagittka - to jest osobowosc socjopatyczna, czyli osoba, ktora z roznych powodow
          jest niezdolan do przezywania tzw uczuc wyzszych...dla dobra innych lepiej jesli
          sie z nikim nie wiaze
          • sagittka Re: socjopata 01.08.06, 09:03
            Ale uczuć niższych rownież, jak choćby popędu seksualnego.
            Z opisu tego mężczyzny wynikało, że seks także go nie interesuje, a do tego
            uczucia wyższego rzędu nie są potrzebne.
            Więc może to socjopata aseksualny? :)
            • petar2 Re: socjopata 01.08.06, 09:37
              Facet nie potrafi nawiązać relacji, które choćby w minimalnym stopniu stają się
              inntymne, w których przekraczamy sferę bliskości, również fizycznej.

              O popędzie seksualnym nic nie wiemy. Może mieć normalny i zaspokajać go sam czy
              choćby w agencjach. Podejrzewam jednak, że w sferze seksu też może być duży
              problem.
              • yeti323 Re: socjopata 01.08.06, 15:14
                Dużo jest takich ludzi , a nawet bardzo dużo . Różne sa powody takiego
                zachowania i nie jest to zadne odstępstwo od normy.
          • kinia.p Re: socjopata 02.08.06, 23:42
            BTW, Miss, jesteś może psychologiem ? :)
            • misssaigon Re: socjopata 02.08.06, 23:50
              btw... to nawet zapedow nie mam w tym kierunku ...pzdr
              • kinia.p Re: socjopata 03.08.06, 00:17
                ... a bo tak mi jakoś zabrzmiało. :)
        • kinia.p Re: niedotykalna 02.08.06, 23:40
          Chyba nie. Ma imponującą kolekcję porno. :)
      • cranberry11 Re: niedotykalna 07.08.06, 22:31
        Zdaje sie jakies problemy z osobowoscia... Moze niekoniecznie socjopatia (to
        chyba przesada, jesli nie widac, zeby facet wykorzystywal innych dla wlasnych
        celow). W kazdym razie przypadek odbiega do tzw. normy (ale - ja tez znam
        takich!)
    • kici10 Re: niedotykalna 04.08.06, 22:32
      To ja może napiszę co mi przyszło na myśl. Nie grasz przypadkiem w grę pod
      tytułem "tak, ale". Tzn. że ktokolwiek coś zaproponuje, albo poradzi,
      odpowiadasz "tak, ale", i tu następuje cała lista argumentów dlaczego tego nie
      możesz zrobić. Czy nie jest czasem tak, że niechęć do dotyku coś Ci daje? Coś
      Ci załatwia. Nie toleruję dotyku, w związku z tym nie nawiążę z nikim bliskiej
      relacji. Czy nie jest to poprostu lęk przed ludźmi, przed jakąkolwiek bliższą
      relacją z nimi? Czy nie jest to lęk przed odrzuceniem? Czy w głębi duszy nie
      czujesz się gorsza od innych i nie wierzysz, że ktokolwiek jest w stanie Cię
      pokochać lub polubić? Bardzo tego pragniesz, ale jednocześnie potwornie się
      boisz porzucenia. Tak więc na wszelki wypadek sama porzucasz. Czy ta niechęć do
      dotyku nie załatwia za Ciebie tego lęku? To tylko to, co nasunęło mi się na
      myśl. Ale może warto się nad tym zastanowić?
      • zgnilapannamloda Re: niedotykalna 07.08.06, 21:54
        Jest właśnie tak, jak mówisz. Nie jestem pewna, co do gry w "tak, ale", choć
        pewnie to też jest prawdą. Nawiasem mówiąc, ciekawe czemu ludzie z takim zapałem
        w to grają...
        Zastanowiła mnie jedna sprawa: nie jesteś pierwszą osobą na tym forum, która
        wspomniała o strachu przed bliskością ( i jednocześnie nieumiejętności
        nawiązywania bliskich relacji z ludźmi). Dla Was to było coś, co się nasuwało,
        coś dość oczywistego. Dla mnie to było odkrycie Ameryki. Nie żartuję wcale.
        Tylko, że nie wiem, co z tą wiedzą zrobić...Bo jak ktoś się boi pająków, to
        widzi pająka i wie, że trzeba uciekać. A tu...?
        > Czy w głębi duszy nie
        > czujesz się gorsza od innych i nie wierzysz, że ktokolwiek jest w stanie Cię
        > pokochać lub polubić? Bardzo tego pragniesz, ale jednocześnie potwornie się
        > boisz porzucenia.
        Jasne, że tak jest. W końcu nie kochało mnie dwoje ludzi, od których miłość niby
        należała mi się z urzędu, za to tylko, że jestem, tak po prostu. Więc dlaczego
        miałby mnie kochać ktoś obcy, który nie będzie mnie kochał bezwarunkowo?
        Oczywiście, że czuję się niewarta cieplejszego uczucia. A odrzucenie? Dobrze
        pamiętam jak bolało dorzucenie przez rodziców i dobrze pamiętam jak bolało
        odrzucenie przez jedynego człowieka, w którym się zakochałam.
        A czy traktuję brak dotyk jak lekarstwo na swój strach? Może. Ale z drugiej
        strony unikanie dotyku nie jest tak powszechne jak niskie poczucie wartości, a z
        tego by wynikało, że tak właśnie powinno być...
    • gypsy_woman Re: niedotykalna 07.08.06, 23:34
      Zupełnie inaczej....
      W mojej rodzinie było wiele miłości.Tato głaskał Mamę po głowie zawsze,gdy koło
      Niej przechodził.Po 30 latach małżeństwa,też Ją głaskał....
      Kolana ojca były najbezpieczniejszym miejscem na świecie.Zawsze.
      Mój dom rodzinny,to dom pełen miłości i ciepłych gestów,dom pełen dobrych dłoni
      i ciepłych dotyków.
      Mój dom rodzinny nie nauczył mnie,że mężczyźni bywają agresywni i podli,a dłonie
      groźne i niebezpieczne.Otwarta na dotyk,musiałam się nauczyć ostrożności i
      oswić z męską podłością...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka