Dystans....

18.11.06, 13:04
Moja historia jest stara jak świat. Małżeństwo z kikluletnim stażem,
oddalenie emocjonalne,kochanka....
Przed kilkoma laty odkryłam, że mąż ma kochankę. Płakałam i błagałam,
zostaliśmy razem z zamiarem pracy nad nami. I co? I na obietnicach się
skończyło. Zarówno z mojej jak i jego strony. Na propozycję pójścia do
psychologa mówił, że to ja mam problem a nie on. Więc starałam się zapomnieć
o problemie, nawracających depresjach(diagnoza kliniczna nie moja he,he),
wróciłam do religii w formie mało dewocyjnej, raczej takiej dającej mi spokój
wewnętrzny. Staram się panować nad sobą, bo jak mówią, dama czasem musi
udawać, że nie widzi. Ale problem z tym, że nie mogę do końca zaufać mojemu
mężowi. Każdy nieodebrany przez niego telefon, każde spóźnienie jest powodem
mojej złości.
I tu właśnie pojawia się dystans..., którego tak bardzo mi brak.
Nie potrafię zaufać ponownie, nie potrafię złapać tego luzu w miłości.
Nie mogę go przytulić, ponieważ się brzydzę...:(. Właściwie dopiero tu
przyznaję się do tego uczucia. Niech to diabli, co robić?????
    • mreck Re: Dystans.... 18.11.06, 14:20
      rozstać sie na kilka miesiecy , lat, bez gwarancji że bedzie powrót.
      • petra68 Re: Dystans.... 18.11.06, 17:26
        Taaak, jest to jakieś rozwiązanie, ale czy jak to zrobić technicznie?? On się
        nie chce wyprowadzić, nie chce sprzedać domu i podzielić sprawiedliwie
        majątku, mnie nie stać na kupno następnego mieszkania. Jednym słowem pat.....
        Chyba, że przeżyję do lata i wyprowadzę się pod namiot......:)
    • thistle Re: Dystans.... 18.11.06, 17:36
      to WY macie proble,spowodowany (równoeż)przez niego. Nie ma sensu leczyć tylko
      połowy problemu, więc terapia tylko dla Ciebie nie da wiele zwiazkowi. Da za to
      Tobie.

      Jeśli jesteś osobą wierząca, a on nie wykazuje checi załatania dziur w zwiazku
      razem z Tobą, to zostaje separacja.

      • petra68 Re: Dystans.... 18.11.06, 18:35
        Niby prawda. ale jak to przetłumaczyć mężowi????
        • thistle Re: Dystans.... 18.11.06, 19:48
          Ty nie możesz tłumaczyć komuś,kto nie chce zrozumieć, bo szkoda Twojego cennego
          czasu. Możesz wypełnić wniosek o separację i pokazać. Jeśli argumenty nie
          działają, czasem pomaga ultimatum.
          Czasem.


          • your_and Re: Dystans.... 25.11.06, 10:35
            > czasu. Możesz wypełnić wniosek o separację i pokazać. Jeśli argumenty nie
            > działają, czasem pomaga ultimatum.

            Poznaliśmy kij. A marchewka jakaś jest?
            Czy on ma sie zmienic a ty łaskawie znowu bekiesz dla niego miła i wrócą uczucia?
            Bo pewno porównując Cie do odskoczni ma mieszane uczucia. Ciepłe uczucia,
            uznanie ma tam od pierwszej chwili spotkania...
            Czy motywacją jest jedynie wspólny kredyt i mieszkanie?
    • piter1966 Re: Dystans.... 18.11.06, 20:44
      to jest w nas ,brzydzisz się bo twój facet dotykał inną kobiete, pewnie jest w
      tym jakiś sens.
      facet to nie towar w sklepie żeby go każda dotykała.
      dzielenie się w ten sposób z innymi to nie powinno mieć miejsca.
      a walizka za drzwiami to ostateczność,po tym kroku będzie ciężko żyć ,
      samemu jest trudniej.u mnie to mam z żoną ale ona mnie jeszcze nie
      zdradziła ,tak mi mówi.a ja jej jeszcze nie ,na razie .wszystko jest na
      najlepszej drodze.
      bo powstały niedomówienia z kilku lat .mało rozmów i teraz to wszystko wyszło
      pozdro piter1966
    • misssaigon Re: Dystans.... 19.11.06, 00:13

      a/ pojsc do psychologa - sama
      b/ pojsc do prawnika - sama , przygotowac sie do sprawy rozwodowej...

      mozesz trwac w tej sytuacji nabierjac coraz wiecej obrzydzenia do meza i do siebie
      mozesz trwac dopoki maz nie znajdzie sobie nastepnej kochanki - o ile tego juz
      nie zrobil - ale pomny przeszlosci - lepiej sie kryje - wtedy bedzie juz za malo
      czasu i za duzo emocji zeby sprawe zalatwic spokojnie i bez emocji.

      podziału majatku dokonuje sad na wniosek powoda - maz nie moze "nie zgodzic sie"
      - przygotuj sie do tego rzetelnie - nie trwal na pozycji "ofiary" - "on mnie
      zdradził", "on sie nie chce wyprowadzic", "on sie nie chce sprawdliwie podzielic
      majatkiem" -
      zmiana myslenia o sobie w wtej sytuacji to poczatek efektywnego działania
      chyba, ze wolisz swoja niechec do działania tłumaczyc "nawracajaca depresje" -
      coz .....wtedy bedzie nawracac czesciej
    • prosty_facet Już za późno 19.11.06, 22:08
      Jak się go brzydzisz to już po ptokach :-(
      • petra68 Re: Już za późno 24.11.06, 19:29
        Właściwie to jest tak. Jak dopuszczę do siebie myśl, że gdzieś tam, coś tam się
        zdarzyło między nim i kimś, kto nie był mną, to obrzydzenie i żal wraca.
        Kiedy odpędzam te myśli a kysz :)), wtedy jakoś jestem w stanie go utulić.
        Bo ogólnie to on jest fajny facet, lubię jego zapach, dłonie, oczy... Ma taki
        seksowny głos. Po 20 latach bycia razem fakt, że jeszcze to wszystko zauważam
        jest sukcesem:))
        Żeby tylko zbliżyć się do siebie znów.....
        • your_and W oczach innej 25.11.06, 10:41
          > Bo ogólnie to on jest fajny facet, lubię jego zapach, dłonie, oczy... Ma taki
          > seksowny głos. Po 20 latach bycia razem fakt, że jeszcze to wszystko zauważam
          > jest sukcesem:))

          Bez zgryźliwości.
          Bo pewno jak zobaczyłaś to podoba sie też innej to od nowa doceniłaś dopiero.
          Paradoks.

          Widze to często w dziecinnym pokoju. Jak przyjdzie kolega i zachwyci się ciekawą
          zakurzoną zabawką to nie mam mowy żeby dał sie koledze pobawić, wszystkimi tylko
          nie tą. Choć wcześniej przez pół roku jej nie dotknął. Przez nastepne pare dni
          to jest ulubiona zabawka i zabawa ma nowy smak.
    • petra68 Re: Dystans.... 26.11.06, 19:00
      No nieee...... nie sądzę, żeby to porównanie mnie dotyczyło, aczkolwiek nie
      przeczę, że zazdrość w umiarkowanych dawkach podtrzymuje namiętność.
      Powiem Ci, że raczej zaczynam ignorować to, co robi mój mąż. Nie wiem, czy nie
      zabujał się znowu, w jakiejś niewinnej, słabej, potrzebującej pomocy
      białogłowie... I to mnie raczej bawi. Bo widzę w nim słabość faceta, którego
      można poderwać "taniochą". Nie brakuje babek, które nie potrafiły do 30+ ułożyć
      sobie życia osobistego a teraz chętnie przyjdą na gotowe :)
      Dom w dużym mieście(kasa!!)zbudowany, dziecko odchowane, kredyty spłacone,
      facet ma jakąś pracę, może warto sie koło niego zakręcić.... A nuż sie uda? I
      wierz mi, nie skrzywdziłabym mojego męża, ale w pamięci brzmią mi słowa sprzed
      dwóch lat, kiedy chciał się rozstać..... I nie byłby to rozwód z klasą. Nie
      dam zrzucać na siebie winy za to, co robi mój mąż. Sam musi rozwiązać swoje
      problemy, ja stoję z boku i obserwuję.
      Doceniam to, co w nim fajne, bez zachwytów i specjalnego rozczulania się. Wiem,
      czego moge się po nim spodziewać. I nigdy nie byłam od niego zależna. Ani
      finansowo, ani w inny sposób.
    • klaris29 Re: Dystans.... 26.11.06, 22:12
      Jestem ze swoim mężem 12 lat. Od kilku żyjemy w zalegalizowanym związku.
      Należeliśmy do tzw. "burzliwych" par. Zrywaliżmy kilka razy. Zdradziliśmy się
      oboje. Mniej więcej w tym samym czasie. Cięzko mi było przeżyć to
      wszystko...może dlatego ja również się puściłam. Nie wiem, czy na złość, byłam
      zakochana, przez chwilę. TO mi niezwykle pomogło. Nie sugeruję Ci zdrady. Moja
      była "zrobieniem czegoś dla siebie". Pozwoliła mi zrozumieć M. i wybaczyć. On
      musiał zrobić to samo. Postanowiliśmy zbudować związek od podstaw. Myślę, że
      kluczem do rozwiązania Twoich problemów, jest dostrzeżenie SIEBIE w tym
      wszystkim. Nie siebie w kontekście JEGO, ani z nim, ani dla niego, ani przez
      niego... . Jesteś człwoiekiem, masz jakieś marzenia, coś lubisz robić, jakoś
      lubisz spędać czas, jeśli do tej pory koncetrowałaś się na budowaniu związku,
      na dbaniu, zabieganiu, błaganiu teraz to zostaw i odpowiedz sobie na pytanie CO
      Z TOBĄ! Życie z kimś to wybór. Dobrowolny. Nie musisz dźwigać ciężarów. Nawet
      Bóg tego nie chce. Religia i wiara nie wiążą rąk, jesli tak człwoeik myśli, to
      znaczy że nie wiem, co to znaczy wierzyć. Wiara daje siłę, ale sprawia też, że
      zaczynamy widzieć człwoeika, tam, gdzismy go nie dostrzegali. Zobacz więc go w
      sobie. Życzę powodzenia.
      Klara
      • petra68 Re: Dystans.... 26.11.06, 22:33
        Klaris,podobały mi się Twoje wypowiedzi na forum. Cieszę się, że przedstawiłaś
        mi swój punkt widzenia, który, nawiasem mówiąc, jest podobny do mojego. Zadbać
        o siebie, nie kosztem partnera, ale zatroszczyć o to, co dla mnie ważne. Tak
        staram się postępować, chyba nawet zaczyna mi to coraz lepiej wychodzić. A i
        na męża znajdę sposób-chyba lekka ironia jest tym, co działa na niego
        otrzeźwiająco. Nie przeczę, sama nie jestem bez wad, ale szczerość i uczciwość
        zawsze były moją mocną stroną. I cieszę się, że w tym całym bajzlu ciągle mogę
        powiedzieć, że lubię moje życie, nie oszukuję, staram się zachować klasę. I
        tyle... A swoja drogą robię się coraz bardziej autonomiczna, nie zadowolę
        wszystkich, grunt, żeby nikogo nie zwodzić i grać fair. W pracy i w domu. Mam
        wrażenie, że to zaczyna przynosić efekty:) A powiedz, czy Ty czasem wracasz do
        tego, co było?
Pełna wersja