petra68
18.11.06, 13:04
Moja historia jest stara jak świat. Małżeństwo z kikluletnim stażem,
oddalenie emocjonalne,kochanka....
Przed kilkoma laty odkryłam, że mąż ma kochankę. Płakałam i błagałam,
zostaliśmy razem z zamiarem pracy nad nami. I co? I na obietnicach się
skończyło. Zarówno z mojej jak i jego strony. Na propozycję pójścia do
psychologa mówił, że to ja mam problem a nie on. Więc starałam się zapomnieć
o problemie, nawracających depresjach(diagnoza kliniczna nie moja he,he),
wróciłam do religii w formie mało dewocyjnej, raczej takiej dającej mi spokój
wewnętrzny. Staram się panować nad sobą, bo jak mówią, dama czasem musi
udawać, że nie widzi. Ale problem z tym, że nie mogę do końca zaufać mojemu
mężowi. Każdy nieodebrany przez niego telefon, każde spóźnienie jest powodem
mojej złości.
I tu właśnie pojawia się dystans..., którego tak bardzo mi brak.
Nie potrafię zaufać ponownie, nie potrafię złapać tego luzu w miłości.
Nie mogę go przytulić, ponieważ się brzydzę...:(. Właściwie dopiero tu
przyznaję się do tego uczucia. Niech to diabli, co robić?????