pewna teoria...

19.01.07, 15:33
Witam, od jakiegos czasu czytam sobie to forum, a przy okazji czesto prowadze
rozmowy z ludzmi na temat zwiazkow, relacji miedzyludzkich, namietnosci lub
ich braku. To bardzo interesujacy i zawily temat, bliski rowniez i mi. W
mojej glowie, po tych wszystkich rozmowach, urodzila sie pewna teoria i
ciekaw jestem jakie jest Wasze zdanie na ten temat:

wydaje mi sie, ze wiekszosc osob, ktore maja problemy z niskim libido swoich
partnerow zawiazala owe zwiazki partnerskie na bazie przyjazni, slowem,
najpierw byla przyjazn a pozniej pojawila sie milosc i seks jako spelnienie
tej milosci...
Na drugim koncu sa pary, ktore poznaly sie poprzez iskrzenie, namietnosc,
pozadanie, ktore to uczucia ewoluowaly i wyksztalcila sie milosc i przyjazn

takie to moje przemyslenie

pozdrawiam
    • loppe Re: pewna teoria... 19.01.07, 15:45
      hm, niewykluczone

      lecz wiele historii z tego forum (na poczatku prawie nie wychodziliśmy z łóżka,
      teraz prawie nie wchodzimy doń) zdaje się nie potwierdzać hipotezy Twej
      • folavril zgadzam się 19.01.07, 19:55
        (niestety)
    • glamourous Re: pewna teoria... 19.01.07, 15:56
      Chyba dosc bledna teoria. Wiem po sobie.

      Moj zwiazek zaczal sie od czystego seksu, bez zadnych przyjazni czy glebszych
      uczuc, najpierw byla czysta fascynacja fizyczna i nieziemskie bzykanko. Potem
      okazalo sie ze jestesmy sobie bliscy jak koszula cialu, bardzo kompatybilni
      rowniez poza seksem i i tak zaczela sie milosc, zwiazek, przyjazn i wspolne
      zycie.
      A potem zamieszkalismy razem i moj partner stwierdzil widocznie, ze juz mnie
      zdobyl ze nie ma chyba juz po co tak szalec. I albo wyszlo na jaw jego
      prawdziwe (niskie) libido, albo libido ma OK, ale to seks ze mna mu sie
      przejadl...

      No i wlasciwie tu jest pies pogrzebany, bo po wspolnym zamieszkaniu miedzy nami
      w sferze seksu polecialo jak po rowni pochylej. I dlatego tak sie dzisiaj
      gryze - bo pamietam jak bylo kiedys namietnie, cudownie, czesto, jak on byl
      ciagle gotowy i napalony, jak mnie budzil w nocy zeby sie kochac, jak mu stawal
      na zawolanie na sama mysl o seksie ze mna - i zal mi jest ze dzisiaj juz tak go
      NIE KRECE, ze dzisiaj moze przytulac sie do mnie nago w lozku, przyciskac
      penisa do mojej nagiej pupy i nie miec nawet sladu erekcji :-//////

      Natomiast zwiazki ktore zaczynaja sie od przyjazni, nie rozwijaja az takiego
      poziomu potrzeb seksualnych u partnerow, nigdy nie bylo jakichs szczegolnych
      wzlotow, wiec latwiej zaakceptowac i pozniej fakt nijakosci w seksie.

      Najgorzej jest jezdzic mercedesem a potem byc zmuszonym wbrew wlasnej woli
      przesiasc sie do "malucha".

      I to nas tak, tych niewyzytych forumowiczow, boli ;-)
      • blaszany_dzwoneczek Re: pewna teoria... 19.01.07, 16:03
        No to u mnie odwrotnie - zupełnie. Najpierw przyjaźń, potem miłość, potem seks.
        Mało seksu z mojej winy. Praktycznie brak potrzeby, brak podniecenia, uniki. A
        teraz sie ta sfera u nas (u mnie) rozkręca dopiero, coraz bardziej - nie ma
        porównania z tym co było na początku. Więc też jakby nie do końca pasuje to do
        tytułowej teorii.
        • blaszany_dzwoneczek Re: pewna teoria... 19.01.07, 16:07
          Choć może właśnie pasuje, tylko że, mam nadzieje, z happy endem? :-)
      • sagittka Re: pewna teoria... 19.01.07, 16:09
        > Natomiast zwiazki ktore zaczynaja sie od przyjazni, nie rozwijaja az takiego
        > poziomu potrzeb seksualnych u partnerow, nigdy nie bylo jakichs szczegolnych
        > wzlotow, wiec latwiej zaakceptowac i pozniej fakt nijakosci w seksie.

        Myślę, że nie wszystkie związki kupmelskie tak wyglądają.


        > Najgorzej jest jezdzic mercedesem a potem byc zmuszonym wbrew wlasnej woli
        > przesiasc sie do "malucha".
        > I to nas tak, tych niewyzytych forumowiczow, boli ;-)

        Tylko, że to naturalne, że silna fascynacja erotyczna zmienia sie w czasie
        trwania zwiazku. Taka jest specyfika okresu zakochania, poznawania, odkrywania.
        Potem przychodzi czas, że trzeba wyjść z łóżka i zacząć razem żyć (a łóżko
        potraktować jako środek utrzymania dobrych relacji, a nie cel związku).

        Ja bym porównała to nie do mercedesa i malucha, tylko do krzesełka na karuzeli i
        fotela w bezpiecznym dużym samochodzie rodzinnym. Pierwszy to zawrotna prędkość,
        zawrót głowy i wielka radocha, drugi to stabilizacja, komfort i szansa na jazdę
        do przodu. Mnie też czasem żal, że nie ma już tego zawrotu głowy, dlatego też
        kuszą (nas, ludzi w długich związkach) takie wypady na karuzelę, ale na co dzień
        wolimy jechać vanem.
        • glamourous Re: pewna teoria... 19.01.07, 16:35
          sagittka napisała:


          > Ja bym porównała to nie do mercedesa i malucha, tylko do krzesełka na
          karuzeli
          > i
          > fotela w bezpiecznym dużym samochodzie rodzinnym. Pierwszy to zawrotna
          prędkość
          > ,
          > zawrót głowy i wielka radocha, drugi to stabilizacja, komfort i szansa na
          jazdę
          > do przodu. Mnie też czasem żal, że nie ma już tego zawrotu głowy, dlatego też
          > kuszą (nas, ludzi w długich związkach) takie wypady na karuzelę, ale na co
          dzie
          > ń
          > wolimy jechać vanem.


          tylko zeby ten van JECHAL jakos dla nas w miare satysfakcjonujaco, a nie
          pyrkotal na dwojce lub zupelnie stal :-/...
          A tu wiekszosc forumowiczow narzeka nie na samego nudnego i bezpiecznego vana,
          tylko na to ze on jechac, a czesto nawet odpalic nie chce ;-)
      • jaonmy Re: pewna teoria... 19.01.07, 16:25
        ja sie podpisuje pod glamurkiem :-/
        yhhh.. i u mnie ta teoria to tez jak kula w plot
    • anais_nin666 Re: pewna teoria... 19.01.07, 19:47
      Gdy zaczynałam zyć ze swoim obecnym mężem byłam młodziutka i mało wiedziałam,
      choć juz wówczas czułam, że mimo iz jest w seksie ok, bardzo ok;) to ja znacznie
      go przewyższam potrzebami. Byłam jednak zbyt nieswiadoma tego co taka
      rozbiezność w potrzebach może przynieśc poźniej. Zakochanie przysłania nieco
      trzeźwośc myślenia. ..
    • wena27 U mnie prawda.... 19.01.07, 20:49
      Uczucie zbudowane na solidnej przyjaźni :) I nadal ta przyjaźń jest, prócz
      tego, że jesteśmy małżeństwem jesteśmy też świetnymi kumplami.
      A seks, jak w twojej teorii, baaardzo rzadki....CZyli u mnie Twoja teoria się
      potwierdza.
    • bomba44 Re: pewna teoria... 20.01.07, 01:06
      No tak. Teoria na pierwszy rzut oka logiczna. Ale ma wielką dziurę. Otóż w
      tych Twoich hipotetycznych związkach, które zawiązały związki partnerskie na
      bazie przyjaźni, a potem mają problemy z niskim libido jednego z partnerów, ten
      partner z niskim libido będzie twierdził, że wszystko jest w porządku. I tym
      sposobem, na każdy taki związek będziesz miała przypadek człowieka, który jest
      jak najbardziej zadowolony z libido swojego partnera. I cała teoria się
      sypie. Trochę to zawiłe, ale chyba jednak logiczne.

      Oczywiście zgadzam się z moimi poprzedniczkami, które podały Ci argument z
      drugiej strony podając przykłady związków, w których na początku istniał tylko
      seks, a teraz cierpią z niedopasowania temperamentów.

      Więc, choć może przykłady znajdziesz, to na uogólnienie to jednak za grubymi
      nićmi szyte.

      Pozdrawiam,
Inne wątki na temat:
Pełna wersja