Dodaj do ulubionych

Nie żałuje.(Oziębła żona)

    • volta2 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 30.01.07, 12:01
      Bardzo ciekawy wątek startowy...
      nie czytałam wszystkich wypowiedzi i niewiele dodam od siebie
      w twojej sytuacji wszystko wydaje się poukładane, nawet z punktu widzenia żony
      chyba też lepiej by było, żebyś za seks płacił i nie nawiązywał głębszych
      relacji z ewentualną kochanką - i wcale nie jest powiedziane, że żona chodzenie
      na boki uznałaby za zdradę.
      mnie jak się nic w łóżku pokombinować nie chce, to wysyłam tego swojego
      najukochańszego, by wybrał się do pobliskiej agencji, coby mnie tam dziewczyny
      odciążyły nieco od obowiązków(i to mówię serio)
      wiem, że w czasach samotności mój mąż chadzał do takich przybytków, a skoro
      bariera została kiedyśtam przełamana, to niewykluczone, że w sytuacji
      kryzysowej wiedziałby gdzie iść. (a może i był?)
      nie traktowałabym tego jako zdrady, a że na chleb nam nie brakuje to i nie
      miałabym żalu o takie wizyty. zdecydowanie nie chciałabym przeżywać kryzysu
      małżeńskiego z przyczyn romansowo-kochankowych, a agencja - to nic strasznego

      • sagittka Re: volta2 30.01.07, 15:49
        > mnie jak się nic w łóżku pokombinować nie chce, to wysyłam tego swojego
        > najukochańszego, by wybrał się do pobliskiej agencji, coby mnie tam dziewczyny
        > odciążyły nieco od obowiązków(i to mówię serio)

        > nie traktowałabym tego jako zdrady, a że na chleb nam nie brakuje to i nie
        > miałabym żalu o takie wizyty. zdecydowanie nie chciałabym przeżywać kryzysu
        > małżeńskiego z przyczyn romansowo-kochankowych, a agencja - to nic strasznego

        Śmiałe wyznanie. Brawo za szczerość.
        Czy jednak do końca jest to szczere?
        Zupełnie ci to nie przeszkadza? A może jednak, skoro wiesz, że mąż i tak by tam
        chadzał, wmawiasz sobie, że to nic takiego, że jesteś liberalną kobietą, która
        takie wyczyny męża akceptuje?
        To jest typowe zachowanie psychologiczne, jeśli np. nie stać nas na kupno
        czegoś, to wmawiamy sobie, że to wcale nam sie nie podoba, albo nie jest
        potrzebne i wtedy nie jest tak przykro.

        I jeszcze pytanie, czy nie obawiasz się zarażenia chorobą weneryczną, oraz czy
        nie obserwujesz żadnych negatywnych skutków tego na wasz seks małżeński.
        Czy seks z tobą jest jeszcze dla męża atrakcyjny, skoro może legalnie i bez
        wyrzutów sumienia, przebierać w pannach agentkach?
        • woman-in-love Re: volta2 30.01.07, 19:59
          volta, czy nie pomyliłeś się co do swojej płci? Nie jesteś facetem tak na
          codzień? he he długoterminowy forumowicz nie da się nabrać na twój kit.
          • sagittka Re: volta2 30.01.07, 20:15
            o rany, woman a ja w to wszystko uwierzyłam :)
            (mimo ze nie jestem ani początkującą forumowiczką, ani młodą mężatką)

            nawet jeśli jest to rzadkie zjawisko, to przecież jest prawdopodobne, dlatego
            chciałam przeczytać coś więcej na ten temat, skoro jednak uważasz, że to facet,
            to panu już podziękujemy, męski punkt widzenia w tej kwestii już znamy :)
          • radi_7 Re: volta2 30.01.07, 20:26
            woman-in-love napisała:
            > volta, czy nie pomyliłeś się co do swojej płci? Nie jesteś facetem tak na
            > codzień? he he długoterminowy forumowicz nie da się nabrać na twój kit.
            Czyli to stwierdzene to wynika z filozofii jeśli fakty są przeciw moim
            przekonaniom to tym gorzej dla faktów? ;-)

            • volta2 Re: volta2 30.01.07, 22:33
              o, nie zaglądałam tu od popołudnia, a tu takie zarzuty:)
              nie pomyliłam się co do swej płci, to primo
              to nie jest prowokacja, to secundo
              a tertio jest proste nie zostałam właściwie zrozumiana:
              użyłam trybu przypuszczającego, to że ja chłopa swego wysyłam do tajnos
              agentos, to nie znaczy, że on chodzi. a ja pisząc, że tak uważam że byłoby
              lepiej, to nie jestem w 100% przekonana, że nie przeżywałabym/cierpiała

              o stażu forumowym to lepiej nie pisać, fakt, że użyłam swojego "prawdziwego"
              nicka nieco mnie przeraża, bo jestem dość znana w realu(w pewnej grupie osób
              oczywiście:) i prawdę mówiąc, to boję się trochę tego występu tutaj, miałam
              chęć na okazję pierwszego posta tu, na tym forum znaleźć nicka specjalnego.
              bo na tym forum to faktycznie mój pierwszy występ - byłam tu kiedyś ale nic nie
              pisałam

              no i jeszcze jedno, nigdy nie byłam, i nie jestem póki co liberalną kobietą -
              to, że żona godzi się na trwanie w małżeństwie obok agentki, to nie jest
              liberalizm, gdyby tak było, to instytucja małżeństwa już 200 lat temu byłaby na
              zachwianej pozycji, a nie dopiero dziś

              sorry, że nie cytuję ale mi to nigdy nie wychodziło
    • prinxia Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 05.02.07, 20:53
      żałosne życie...
    • lilith76 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 15:51
      Wszytko chyba już zostało powiedziane, ale mam uwagi:

      1. Żona okazała się spryciulą lepszą od hordy studentek, bo doi męża finansowo, trzymając go na odległość kija.
      2. Co by było, gdy onnormalny w wyniku wypadku stracił możliwość prowadzenia życia erotycznego, a libido jego żony skoczyło z wiekiem? Zgodziłby się aby płaciła biednym studentom za mechaniczny seks z nią, a potem wracała i przytulała się do swojego misia? Jeśli tak - to nie ma dyskusji.
      3. Znam mężczyzn, których ojcowie zdradzali żony - naiwnym jest sądzić, że dorastające dzieci nie wpadną w końcu na to. Dla nich ojcowie są jak wysmarowani gównem. Czy onnormlany, wie już jak spojrzy synowi w twarz?
      4. Też znam osobiście oziębłe żony. Oziębłe - z mężami...

      Popieram woman-in-love - dulszczyną i podwójnymi standardami moralnymi jedzie na kilometr.
      • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 16:22
        > 2. Co by było, gdy onnormalny w wyniku wypadku stracił możliwość prowadzenia
        życia erotycznego, a libido jego żony skoczyło z
        wiekiem? Zgodziłby się aby płaciła biednym studentom za mechaniczny seks z nią,
        a potem wracała i przytulała się do swojego misia?
        Jeśli tak - to nie ma dyskusji.


        Tylko, że żona onnormalnego nie straciła możliwości prowadzenia życia
        erotycznego w wyniku wypadku. Po prostu rzadko ma ochotę na seks. Jest różnica.
        (co oczywiście, nie zmienia oceny faktu).
        • woman-in-love Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 16:43
          Skąd wiesz, że ma rzadko ochotę na seks??? Owszem, zgodzę sie, ze na seks z
          własnym mężem. Bo tak w ogóle to jestem dziwnie spokojna, że roluje starego. A
          co do dzieci - one bardzo szybko rozgryzaja sytuację. Nie zazdroszczę im.
          Lecz , ponieważ mamy do czynienia ze współczesna dulszczyzna - dorastające
          dzieci po krótkim okresie buntu powórzą historię z dokładnością kalki.
          • your_and Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 19:14
            > Skąd wiesz, że ma rzadko ochotę na seks??? Owszem, zgodzę sie, ze na seks z
            > własnym mężem

            To trafne spostrzeżenie odnosi się nie tylko do tego jednego wątku.

            > Lecz , ponieważ mamy do czynienia ze współczesna dulszczyzna - dorastające
            > dzieci po krótkim okresie buntu powórzą historię z dokładnością kalki.

            Żeby mieć szansę wyzwolić sie ze schematu, najpierw trzeba go sobie uświadomić.
          • sagittka Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 21:11
            > Skąd wiesz, że ma rzadko ochotę na seks??? Owszem, zgodzę sie, ze na seks z
            > własnym mężem. Bo tak w ogóle to jestem dziwnie spokojna, że roluje starego.

            Nie wiem, tak założyłam.
            A dlaczego uważasz, że roluje?
            Na dwoje babka wróżyła :)
            Są kobiety, które rolują i są takie, które NAPRAWDĘ nie przepadają za seksem
            (choć nam, niewyżytym może się to w głowie nie mieścić :)).
        • your_and Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.02.07, 19:11
          > Tylko, że żona onnormalnego nie straciła możliwości prowadzenia życia
          > erotycznego w wyniku wypadku. Po prostu rzadko ma ochotę na seks. Jest różnica.
          > (co oczywiście, nie zmienia oceny faktu).

          Tak obiektywnie. Kto utraci możliwość pracy w wyniku wypadku dostaje rentę. Kto
          nie pracuje bo rzadko ma ochotę, może dostać jedynie kopa na rozpęd.
          • kawitator czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 11:56
            Woman in love
            > Skąd wiesz, że ma rzadko ochotę na seks??? Owszem, zgodzę sie, ze na seks z
            > własnym mężem

            Your_and
            To trafne spostrzeżenie odnosi się nie tylko do tego jednego wątku.

            Chyba trzeba będzie się zgodzić z diagnozą Waśćki i Waszeci
            Biorąc pod uwagę dane statystyczne , badania określające stopień prawdomówności w testach czy ankietach oraz pewne prawidłowości psychologiczne można przyjąć prawie za pewnik ze znaczna większość facetów piszących tu o braku seksu ma spore poroże.
            Po przeczytaniu wielu postów nasuwa się następujący obraz:

            Jak facet opisuje swoją partnerkę która mu domawia seksu to praktycznie nie spotyka sie podejrzeń o to że kobitka gdzieś się bzyka na boku. Co więcej nawet takie sugestie na forum są przyjmowane z niechęcią jako mało prawdopodobne
            Wszystkie opisywane na forum przypadki wykrycia niewierności partnerek były w sumie przypadkowe. Faceci nie śledzili nie kontrolowali Ot otwarty na ekranie mail czy wprost donos zawistnej przyjaciółki. Takie sobie naiwne misie co to do pracy do domu a żona poza podejrzeniami.
            Jak kobitka opisuje swojego partnera który jej odmawia seksu to pierwsze o czym pisze to o tym że sprawdziła dokładnie czy przypadkiem nie ma możliwości bzyknąć sobie gdzieś na boku . Sprawdzeniu podlega wszystko telefon, komputer, rozkład dnia wyciągi z konta oraz jest przeprowadzony wywiad środowiskowy Jak cos znajdzie to nie stanowi to dla niej jakiegoś takiego wielkiego szoku bowiem w przeciwieństwie do faceta zdrada swoja lub faceta zawsze siedziała jej w głowie.
            Jeśli by faceci zastosowali procedurę stosowana przez kobitki czyli na każdą najmniejszą zmianę zachowania nie tylko w seksie ale także w życiu, nagłe bóle głowy czy inne podejrzane zachowania robili kompletny sprawdzian czy nie ma kogoś na boku to liczba rozwodów wzrosła by w bardzo znaczy sposób a opinia o kobitkach jako strażniczkach domowego ogniska byłaby na zawsze zaprzepaszczona.
            • woman-in-love Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 12:00
              Kawi, jak zwykle jesteś zwięzły i konkretny. A ja jeszcze dopowiem: nikt nie
              jest tak ślepy jak ten, kto nie chce widzieć.
            • thistle Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 19:45
              nie czytałam całego watku, trochę za dużo tego, jedna uwaga:
              wszyscy mówią o przewadze potrzeb emocjonalnych u kobiet, a nie doceniają
              efektu czysto emocjonalnego zauroczenia.
              Wydajemi sie, ze sporo kobiet"zauracza" się dosć platonicznie, niczym podlotki
              w gimnazjum, czesto w wyidealizowanym obiekcie, jednocześnie izolując partnera
              który dalece odbiega od niezweryfikowanego ideału, a jednoczesnie czując się
              fair, bo fizycznie sa czyste jak łza.
              Automatyczne podejrzenia o noszenie poroża są albo aplikowaniem męskich
              standardów, nieprzystających do kobiecego modelu,albo czymś na kształt atawizmu
              (moje biedne, zagrożone geny....)
              Choć niekiedy są ,niestety trafne. Ale nie przesadzajmy. Wielu kobietom
              naprawdę nie trzeba romansu do utraty ochoty na seks.
            • your_and Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 20:03
              Moja ulubiona psycholog rodzinna Milska Wrzesińska parokrotnie pisała o tym
              paradoksie docierania się związków damsko męskich. Kobieta zazwyczaj ma plan
              wychowawczy i paradoksalnie jak trafi na partnera który daje sie "wychowywać",
              wysłuchuje, jest czuły, sprząta, zmywa, przynosi pensję i jeszcze zajmuje sie
              dziećmi efektem jest to że taki "ułożony" partner, choć staje się "mężem
              idealnym" całkowicie przestaje podniecać ją seksualnie, a życie seksualne
              związku zamiera.
              A zaczynają ją pociągać tak zwane "samotne wilki" nieodpowiedzialni, zwierzęcy,
              brutalni, nieułożeni, wulgarni.
              • sagittka Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 20:10
                U mężczyzn jest inaczej?

                Cenią zaradne, gospodarne, grzeczne i wierne żony, wzorowe matki, dobre synowe.
                Oglądają się za wymalowanymi tlenionymi zdzirami w różowej mini i czarnych
                szpilkach.

                Myślę, że to takie samo uproszczone uogólnienie, jak opisane przez ciebie.
                • your_and Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 20:19
                  > Myślę, że to takie samo uproszczone uogólnienie, jak opisane przez ciebie.

                  Róznica jest taka że ci którzy nie układa sie w związku erotycznie namawiają
                  zony raczej na wspomniane szpilki i na mini, a nie żeby były jeszcze bardziej
                  gospodarne i wzorowe w matkowaniu, a babki jak je facet nie kreci, (przejrzyj
                  nawet ostatnie wątki) uważają mylnie że to z powodu ze jest nie dość czuły, za
                  mało pomaga przy dzieciach, itp
                  • anais_nin666 Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 20:55
                    Róznica jest taka że ci którzy nie układa sie w związku erotycznie namawiają
                    > zony raczej na wspomniane szpilki i na mini, a nie żeby były jeszcze bardziej
                    > gospodarne i wzorowe w matkowaniu,

                    Po czym jest często wielkie rozczarowanie, bo tandetny strój z "mamuski" nie
                    zrobi kocicy. Nie w szpilkach i mini tkwi ogień. Jesli "mamuska" go nie posiada
                    bądź nie chce dla męża wykrzesać, to żaden sexy strój niczego nie załatwi.
                    Często mąz sam wpędza zone w role "mamuski", bo tak mu wygodnie. Gorzej gdy żona
                    w tej roli się rozsmakuje. Wówczas mogiła:D

                    a babki jak je facet nie kreci, (przejrzyj
                    > nawet ostatnie wątki) uważają mylnie że to z powodu ze jest nie dość czuły, za
                    > mało pomaga przy dzieciach, itp

                    Często właśnie w tym tkwi problem. W braku emocjonalnej bliskości. Nie ma jej -
                    nie ma cin-cin;) Jest bliskośc, zainteresowanie - jest seks. To kobiety kręci -
                    poczucie, że są wazne dla męża. Nie skóra, nie buńczuczny (często skretyniały z
                    lekka) wzrok, nie papieros zwisający w kąciku ust i włosy wystające spod
                    rozpiętej koszuli;) Typ macho jako kochanek, za którym tęsknią kobiety... Ech,
                    te mity. Sa na tym forum panie, który pognałyby za takim egzemplarzem...???
                    Nawet wśród tych spragnionych seksu? Ciekawe.
                    • woman-in-love Re: czy Oziębła żona ??? 07.02.07, 22:41
                      jak na razie onnormalny pognał na studentki he he he
                      • onnormalny Re: czy Oziębła żona ??? 09.02.07, 01:11
                        woman-in-love napisała:

                        > jak na razie onnormalny pognał na studentki he he he


                        Witam, nie pognałem na studentki. Czytam, i zastanawiam się co Cię spotkało w
                        życiu, że tak Ci skrzywiło zdolność postrzegania . Jesteś bardzo podobna do
                        naszej władzy , przytakują Ci staży wierni czytacze . Jeżeli pojawia się
                        problem którego nie jesteś w stanie wytłumaczyć prostymi komunikatami typu "
                        jak na razie onnormalny pognał na studentki he he he" , po prostu nie udzielasz
                        się .
                        Polecam zmienić nicka i starać się zdobyć poklask u osób ,których IQ przekracza
                        temperaturę pokojową. Chyba że czujesz się spełniona .
                        • flourish Re: czy Oziębła żona ??? 09.02.07, 11:17
                          przeczytaj raz jeszcze niektóre wypowiedzi, być może jest tak iż fakt że Twoja
                          żona ma intensywne życie seksualne ale nie z Tobą jest dla Ciebie za trudny do
                          przyjęcia teraz ale tak może być na 99%...
                          sprawdź babę
                          swoją drogą jestem pewien że ona wie...
                          • woman-in-love Re: czy Oziębła żona ??? 09.02.07, 12:54
                            odpowiedż na pytanie "co cię spotkało w zyciu" jest oczywista - spotkałam
                            hipokrytę podobnego do onnormalnego i teraz mam alergie
                            • ekonomistapoznan Re: czy Oziębła żona ??? 09.02.07, 13:29
                              czytam forum od 30 min
                              absolutnie rozumiem normalnego - to mężczyzna
                              inne wyjście z sytuacji: masturbacja połączona z fantazjowaniem na temat
                              ukochanej (tylko że niestety,jest to jak mało co upokarzające)
                              Przeżywam coś podobnego, tylko że nie jesteśmy małżeństwem. Staram się jej
                              jakoś dogodzić. Pieszczę na całym ciele, masując szczególnie plecy i stopy po
                              każdym męczącym dniu. Po orgaźmie jest wniebowzięta, chce żeby ją jeszcze mocno
                              przytulić, w ramach wdzięczności podrapie mnie chwilę po brzuchu i ...czas spać.
                              Dla mnie to koniec upojnej nocy...:(
                              Do innej nie pójdę a Jej nie zostawię, kocham ją nad życie
                              • sagittka Re: czy Oziębła żona ??? 09.02.07, 16:27
                                > Do innej nie pójdę a Jej nie zostawię, kocham ją nad życie

                                Widocznie ona ciebie mniej.
                                • woman-in-love Re: czy Oziębła żona ??? 10.02.07, 11:42
                                  uwielbiam zwrot:"kocham nad zycie" - słowa,słowa,słowa,słowa
                      • dhea Pani "woman..." leczy swoje frustracje na forum? 01.03.07, 15:15
                        Tak się składa, że jestem skłonny zrozumieć onnormalnego, zapewne dlatego, że
                        jestem w podobnej sytuacji i jestem mężczyzną... Od 5 lat jestem związany z
                        kobietą, a od roku wspólnie planujemy ślub. Nasza początkowa znajomość pełna
                        była namiętności, pragnień i seksu. Jednak odkąd zamieszkliśmy razem (wcześniej
                        widywaliśmy się średnio raz na dwa tygodnie) zauważyłem, że jej libido wyraźnie
                        spadło, a może przebywając codziennie razem po prostu odkryłem że jest niskie i
                        takie było zawsze? Sam już nie wiem. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie - po
                        prostu ona nie ma ochoty na seks - takie były zawsze konkluzjie. Czasem lubi
                        się przytulić, nie lubi jednak gdy ją dotykam - drażni ją to. Uprzedzam
                        sugestie, jakoby mogła mnie zdradzać - zapewniam was, że nie - chyba, że
                        poczułaby do kogoś miłość platoniczną ;) Problem jest dosyć złożony i sam nie
                        wiem co robić. Kocham ją i ona też mnie kocha - a może pozostało już tylko
                        przywiązanie. Nie wiem, nie chiałbym redukować naszego związku do roli czysto
                        seksualnej, jadnak często brakuje mi TEGO. Sytuacja jest o tyle złożona, że nie
                        wiem czy powinniśmy brać ślub, skoro nasze pożycie ma wyglądać tak jak teraz. A
                        jak wygląda? Kochamy się raz-dwa razy w miesiącu, inicjatywa zawsze przychodzi
                        z mojej strony, a w łóżku jest ona bierna (leży jak kłoda drewna)... Taki seks
                        nie daje mi przyjemności, jej również, więc co pozostaje? Wniosek - człowiek
                        nie nadaje sie do monogamii - trzy - cztery lata i powinien szukać nowego
                        partnera. Myślę, że wynika to z naszej biologii i ewolucji naszego gatunku...
                        Ale co ja mam robić?
                        • lilith76 Re: Pani "woman..." leczy swoje frustracje na for 01.03.07, 15:50
                          1. Wejść w frustrujące małżeństwo, chyba z góry skazane na zdradę.
                          2. Przed podjęciem decyzji o ślubie spóbować skorzystać z pomocy specjalistów.
                          3. Rozstać się.

                          Co bardziej uczciwe?
                          • woman-in-love juz wyleczyłam :-) n/t 01.03.07, 17:36

                        • avide Re: Pani "woman..." leczy swoje frustracje na for 02.03.07, 13:20
                          wiej jak najszybciej.
                          Kochasz ją ... trudno, będzie bolało, ale teraz jeszcze możesz spokojnie
                          powiedzieć pa pa
                          Przy takiej różnicy temperamentów nic dobrego to nie wróży.
                          Zobaczysz jaki będzie ból jak wyda się że ja zdradzasz.
                          Niech znajdzie sobie innego aseksualnego faceta co to ja poprzytula i pogada o
                          poezji, a Tu znajdziesz sobie taka dla której oral nie stanowi problemu, a
                          kochać się będzie z Tobą kilka razy w tygodniu.
                          Tak niskie libido na tym etapie związku to koszmar dla ciebie w późniejszych latach.
                          To nieprawda że człowiek stworzony jest do poligamii.
                          Gdyby ona spełniała wszystkie twoje seksualne pragnienia pewnie długo byś
                          jeszcze nie myślał o innej. Oczywiście z czasem i tak jak się człowiek opatrzy
                          zwraca uwagę na inne. Ale to co innego. A frustracja seksualna to chyba jedna z
                          najgorszych możliwych frustracji, a konsekwencje pozamałżeńskiego zaspokojenia
                          moga byc zabójcze, dosłownie i w przenośni.
                          Pozdrawiam
                          Avide.
                          PS. Przemyśl poważnie. Poczytaj watek Abduliana ... może znajdziesz odpowiedź na
                          kilka swoich pytań.... i .... wiej!!!!!!!!!!!!!
    • weea ciekawi mnie jedno 05.03.07, 22:30
      czy jeśli kiedyś zakazisz sie od takiej prostytutki, jakąś
      chorobą /prezerwatywa przed wszystkim nie chroni/ chorobą, która będzie
      bolesna, trudna do wytępienia itp, czy wtedy też będziesz miał poczucie, że to
      dobra decyzja...
      znam faceta, który raz poszedł do burdelu, zakaził siebie /choroba baardzo
      bolesna, na całe życie/ zaził żone /która ponoć bardzo kocha, żona jeszcze w
      fazie nieujawnienia sie choroby zaszła w ciąże, dziecko też chore /będzie to
      miało całe życie.../
    • aandzia43 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 06.03.07, 00:06
      Onnormalny pisze, że "żona podczas seksu szaleje, jest jej naprawdę dobrze".
      Tylko że co? Raz na 3-4 miesiące? Szaleństwo trzy razy do roku? Coś mi tu nie
      pasuje. Okresowo pojawiającą się ruję to mają tylko zwierzęta. Ta babka jak nic
      lubi sexik tylko chyba zazwyczaj nie z mężem. Gratuluję onnormalnemu
      przenikliwości. Chyba że hałaśliwie udaje orgazm (żona). No to też gratuluję
      przenikliwości. Paskudna sytuacja, nie zazdroszczę.
      • ginestra Do Autora wątku 07.03.07, 00:09
        Współczuję Ci bardzo Twojego problemu oraz jego skutków. Sam pisałeś, że nie
        czujesz się w tej sytuacji komfortowo, no bo faktycznie wszystko wygląda trochę
        "nie tak", choć niby wyjście z trudnej sytuacji się znalazło, i to salomonowe.

        Nurtuje mnie jedna rzecz i dlatego zdecydowałam się napisać. Otóż wspomniałeś,
        że próbowaliście z żoną wszystkiego, że byliście też na terapii małżeńskiej.
        Ja mam jednak wrażenie, że wcale nie zakończyliście tej terapii lub ewentualnie
        przerwaliście ją. Nie wiem też czy byliście na tej terapii u prawdziwie
        doświadczonej i kompetentnej osoby. Mam wrażenie, że terapia to była dobra
        ścieżka, tyle, że zapewne została porzucona. Można zawsze do niej wrócić. I nie
        mam tu wcale tak bardzo na tę chwilę na myśli terapii wspólnej, ale nawet
        indywidualną - Twoją, jeśli żona nie chce się takowej poddać.

        Wiadome jest - jak się zresztą przekonałeś bardzo dobitnie - że na drugą osobę
        nie mamy wpływu, jedynie możemy mieć na siebie. Moim zdaniem dobrym pomysłem
        byłoby to, gdybyś poszedł do doświadczonego psychologa we własnej indywidualnej
        sprawie - jakoś tak nawet skonsultować to co się dzieje. Mam takie wrażenie, że
        to co przeżywasz teraz wiąże się bardzo silnie z Twoją indywidualną historią, z
        Twoim dzieciństwem i rodziną pierwotną.

        Sam wiesz najlepiej jak jest, ale moim zdaniem przy żonie odtwarzasz być może
        (nieświadomie!) znany z dzieciństwa i relacji z matką lub osobą, która pełniła w
        Twoim życiu jej rolę, wzorzec zachowania: postrzegasz ją jako osobę bez skazy,
        ze wszech miar piękną i godną miłości i będącą ___w porządku___, jednocześnie
        chroniąc cały czas jej wizerunek i wolisz raczej poświęcić siebie i swoje
        potrzeby, przeżywać poczucie winy, że to Ty jesteś nie w porządku, niż dopuścić
        do świadomości, że to raczej ta osoba jest niedostępna, nie chce bliskości z
        Tobą, nie chce dopuścić Cię prawdziwie do siebie, nie chce poznać tego jaki
        jesteś naprawdę i jakie masz potrzeby i - być może znów - tak jak w dzieciństwie
        - musisz sobie radzić sam: z chronieniem jej wizerunku w swoich oczach, z
        dostosowaniem się do tej osoby, z ukrywaniem przed nią prawdziwego siebie i
        swoich potrzeb, z ukrywaniem złości na nią, żalu i frustracji, z poświęcaniem
        potrzeby prawdziwego bliskiego kontaktu i uczeniem się bez niego obywać. Być
        może tak jak w dzieciństwie musisz również teraz jakieś uczucia odszczepiać i
        rozdzielać, żeby móc funkcjonować tak, by nie ucierpiał wizerunek osoby, co do
        której masz oczekiwania by Cię kochała. Mówiąc, że Twoja żona "nie chce"
        dostrzec tego jaki jesteś Ty prawdziwy oraz "nie chce" bliskiego kontaktu z
        Tobą, mam na myśli to, że najprawdopodobniej ona także robi to nieświadomie - z
        jakichś mocno utrwalonych mechanizmów z jej własnej rodziny pierwotnej, a więc
        prawdopodobnie nie robi tego specjalnie. Może jednak nieświadomie także "karać
        Cię" robiąc Ci najpierw nadzieję, a potem porzucając Cię, frustrując itp. W ten
        sposób wyładowuje na przykład złość na kogoś (ojca?), którą kiedyś wyparła. Albo
        jest to coś obronnego z lęku, że bliskość zagraża. Albo jeszcze coś innego, nie
        wiem.

        Chcę jeszcze powiedzieć, że wszyscy do jakiegoś stopnia (jedni bardziej inni
        mniej) przenosimy pewne wzorce z naszych relacji z rodzicami i nasze nie
        spełnione przez rodziców oczekiwania na osobę partnera. Tyle,że jedni mieli tej
        rodzicielskiej miłości, zrozumienia i uwagi w miarę wystarczająco, a inni za
        mało, niektórzy doświadczali wręcz od rodziców także przemocy, zaniedbania lub
        innych nadużyć. Ci ludzie najczęściej byli zmuszeni głęboko wpychać w
        podświadomość swoje uczucia i musieli nauczyć się ich nie odczuwać i nie
        dopuszczać do świadomości. Potem w dorosłym życiu te różne deficyty i mechanizmy
        dochodzą do głosu - najczęściej wobec partnera życiowego. Ale jak nauczymy się
        je rozpoznawać i mieć ich jak największą świadomość, to wówczas nie mają one nad
        nami takiej władzy. I wtedy możemy zobaczyć tę drugą osobę prawdziwie. Oraz
        siebie. I stworzyć prawdziwą relację, wolną od tych rzeczy j.w.

        U Ciebie sytuacja jest taka, że w sumie mimo znalezienia przez Ciebie prawie
        złotego środka na utrzymanie "status quo" i tej równowagi, jednak nie jest tak
        jak być powinno i w Tobie dzieje się cała masa rzeczy i utrzymanie tej równowagi
        kosztuje Cię na pewno wiele życiowej energii. Na pewno odczuwasz też mieszankę
        uczuć wobec żony, tylko pewnie dalej spychasz pewne trudne emocje w wyuczony
        sposób do podświadomości i one nie znikają, a spychanie ich i trzymanie ich tam
        w tej podświadomości też kosztuje masę energii. Na pewno kiedyś te uczucia
        zechcą dojść do głosu, tyle że obrócą się albo przeciwko Tobie (w postaci na
        przykład choroby czy depresji) albo przeciwko innym ludziom - też na przykład
        dzieciom.

        Ja nie mam wielkiej wiedzy psychologicznej, bardziej taką na podstawie książek i
        tego co sama przeżyłam i zaobserwowałam, ale jestem przekonana o tym, że różne
        rzeczy w związkach, takie tworzenie dziwnych układów, jak na przykład w opisanej
        przez Ciebie sytuacji, które pozornie funkcjonują, ale dalekie są od sytuacji w
        której oboje partnerzy są spełnieni i zadowoleni, ich potrzeby są nawzajem
        rozumiane i szanowane i każde z nich ma prawo je realizować, być sobą i jest
        także autentyczna bliskość, porozumienie, kontakt i akceptacja (a do tych
        wartości __nieomylnie__ i uporczywie dąży coś w środku w nas i tego się nie
        oszuka), otóż według mnie istnienie takich dziwnych układów jest dowodem na to,
        że w ci ludzie nie uwolnili się od tego co wydarzyło się w ich dzieciństwie.
        Najlepszą i jedyną drogą jest przezwyciężenie strachu przed poszukiwaniem
        własnej prawdy - prawdy o tym co się wydarzyło w naszej rodzinie pierwotnej i
        skąd wzięły się te mechanizmy rządzące naszym dorosłym życiem. To poszukiwanie
        własnej prawdy jest może trudne, bolesne, ale naprawdę wyzwala.

        Polecam Ci ___bardzo___ książkę "Bunt ciała" - autorki Alice Miller. O ile wiem
        jest dostępna w księgarniach w dalszym ciągu, nie mówiąc o księgarniach
        internetowych. Bardzo polecam, myślę, że właśnie dla Ciebie byłaby pomocna.
        Oczywiście polecam ją też wszystkim.

        Widzę też z Twoich wypowiedzi, że jest wciąż o co walczyć w waszym związku -
        kochasz żonę i dzieci, masz wiele najlepszej woli, aby się wam ułożyło.
        Gdyby poznać te mechanizmy, poszukać własnej prawdy, to myślę, że wszystko jest
        do pokonania. Jeśli zaczniesz od siebie, to odzyskasz swoją prawdę i spokój
        wewnętrzny i wielką siłę do tego, żeby porzucić maskę i zacząć wreszcie żyć w
        zgodzie ze sobą i nie zdradzać siebie, wtedy też - gdy Ty będziesz bardziej
        prawdziwy - nieuchronnie żona będzie się musiała skonfrontować z prawdziwym
        Tobą, a także ze sobą i z własnymi mechanizmami, które wniosła do związku, a
        które też nie są zbyt różowe - zważywszy jej postawę wobec bliskości z Tobą i
        wobec seksu, bo za tą jej postawą naprawdę coś się kryje, mi osobiście
        przynajmniej wydaje się, że jeśli nie ma jakichś medycznych czynników czy wpływu
        jakichś leków itp., to to co objawia Twoja żona nie jest "normalne" i coś
        głębszego, psychologicznego się za tym kryje.

        Mam nadzieję, że też coś zechce z tym zrobić. Jest wiele po temu, że się wam uda.
        Trzymaj się! Pozdrawiam!
    • mofisto31 Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 31.05.20, 07:04
      zamiast iść do burdelu powinieneś spróbować pomóc żonie bo bidulka pewnie zmaga się z problemem słabego libido. Ja miałem podobną sytuację i pomogłem żonie takimi tabletkami Feminam Libido i nasze małżeństwo zostało uratowane. A do burdelu to i tak bałbym się iść bo co to za przyjemność być dzisiaj 10
    • kekoo Re: Nie żałuje.(Oziębła żona) 11.06.20, 08:01
      znam te tabletki ja je rozpuszczałem naprawdę dobrze działają na brak ochoty na seks u kobiet
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka