glamourous
26.02.07, 13:23
Nie chce zeby wygladalo na to ze zalozylam ten watek po to zeby sie powtarzac
czy chwalic, ale po by podsumowac pewne sprawy i byc moze udzielic wskazowki
(opartej na psychologicznych rozmyslaniach oraz solidnym doswiadczeniu ;-)
parom ktore cierpia z powodu niedomagan libido u jednej ze stron (podczas gdy
druga strona pragnie, usycha i wiednie ;-).
Moje male "sprawozdanie" dedykuje zwlaszcza nowym forumowiczom, ktorzy
wczesniej nie sledzili moich watkow.
Otoz tak sobie obserwowalam moj zwiazek w ciagu ostatnich dwoch miesiecy i
moge juz chyba powiedziec ze zmiany ktore w nim zaszly sa dosc trwale. Po
niemal dwoch latach bycia seksualnym leniem, moj kochany maz odzyskal swoj
dawny wigor i wreszcie naprawde mnie pragnie, niemal tak goraco jak w
poczatkowej fazie zwiazku.
Ma z powrotem te wszystkie cudowne meskie odruchy ktorych tak bardzo mi
wczesniej brakowalo - wrocilo jego podniecenie przy nawet niewinnych
pocalunkach czy przytuleniach, wrocilo nocne dobieranie sie do mnie w
polśnie, wrocila jego chec na praktycznie codzienny, a w kazdym razie duuuzo
czestszy niz wczesniej seks (calkowicie przez niego inicjowany, nawet po
intensywnych treningach czy sportowych zawodach, po ktorych zazwyczaj
przyjezdzal skonany i nie chcial nawet slyszec o seksie!) Wrocily nawet - co
napawa mnie szczegolna radoscia, a co uznawalam za symbol starych dobrych
czasow - spontaniczne erekcje od samego patrzenia na mnie, nawet kompletnie
ubraną ;-)
I tak jest przynajmniej na razie, od jakichs dwoch miesiecy. Dwa miesiace to
nie jest oczywiscie dlugi "okres pomiarowy", ale widze juz ze te zmiany to
nie sa jakies pojedyncze "jaskolki" ktore jak wiadomo "nie czynia wiosny",
ani punktowe zwyciestwa po ktorych nastepuje obowiazkowe pogorszenie (jak tu
sie czesto na forum sugeruje). To sie dzieje codziennie!
Czyli w zasadzie moge juz odpowiedziec (odpukujac jednoczesnie zeby nie
zapeszyc!!!) na pytanie czy da sie rozbudzic uspione pozadanie partnera. W
kazdym razie mi sie udalo. Recepta w naszym przypadku okazal sie calkowity
brak presji z mojej strony, lekkie zobojetnienie na sprawy seksu oraz
schowanie pazurkow wiecznie gotowego wampa. Pamietam jak ubolewalam, ze maz
przytula sie do mojej nagiej pupy w lozku i NIC, zero reakcji i erekcji ;-)
Ze mnie caluje i zero podniecenia. Ze sie juz nie budzi w nocy zeby mnie
przeleciec. Ze biegam w bieliznie a tu zero zainteresowania. Teraz juz wiem,
ze czul sie osaczony moja ciagla gotowoscia i kuszeniem - i to zabijalo w nim
samca.
Mam rowniez za soba weekendowa rozmowe z mezem na temat postepow, ktore
poczynilismy w kwestii przywrocenia jego libido oraz czestotliwosci
wspolzycia. Maz przyznal mi z cala stanowczoscia, ze jego problemy z utrata
checi i brakiem inicjatywy wynikaly rzeczywiscie z presji i tempa, ktore mu
narzucilam, czul sie przytloczony moja ciagla pozadliwoscia i jak sie
wyrazil, "w domysle napastowany" ;-) co gasilo jego ochote. Powiedzial mi ze
np. w pracy mial ochote, po czym przychodzil do domu, widzial mnie od progu
taka cala w rumiencach i polnagą, i jakos odchodzila mu ochota bo zdobycz
byla ZA LATWA, to wszystko bylo takie zbyt OCZYWISTE i przewidywalne !!!)
No wlasnie, teraz juz robie tak, ze nic z mojej strony nie jest oczywiste,
ani przewidywalne. Zamiast podawania mu sie na tacy, pozwalam mu teraz
budowac krok po kroku nastroj erotyczny, przyciagam i odpycham, pozwalam sie
zdobywac nie dajac gwarancji na rezultat. Inna sprawa ze nie musze udawac tej
lekkiej obojetnosci w sprawach seksu - to jest notabene cena jaka zaplacilam
za odzyskanie jego namietnosci. Ale to juz inna para butow, bo generalnie
jestem zadowolona. Wole juz czuc sie pozadana i zdobywana - ale miec sama
srednio ochote, niz desperacko pozadac w sposob nieodwzajemniony i sie non
stop frustrowac.
PS. Oczywisicie na koniec mojego podsumowania czy jak kto woli sprawozdania z
udanej misji ;-) zaznacze jeszcze ze moja metoda "no pressure" poki co sie
powiodla, ale byc moze dlatego ze w gruncie rzeczy nasz zwiazek jest mocny i
zdrowy, nie mamy nawet jeszcze trzydziestki ani dzieci, a razem jestesmy
stosunkowo krotko, bo zaledwie kilka lat. Nie wiem czy ta metoda zadzialalaby
rowniez w malzenstwie z 20 letnim stazem, chociaz uwazam ze zawsze sprobowac
warto!
Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki - za trwalosc moich zmian i postepy
Waszych!
glam