Dodaj do ulubionych

Brak presji - recepta na przywrocenie pozadania?

26.02.07, 13:23
Nie chce zeby wygladalo na to ze zalozylam ten watek po to zeby sie powtarzac
czy chwalic, ale po by podsumowac pewne sprawy i byc moze udzielic wskazowki
(opartej na psychologicznych rozmyslaniach oraz solidnym doswiadczeniu ;-)
parom ktore cierpia z powodu niedomagan libido u jednej ze stron (podczas gdy
druga strona pragnie, usycha i wiednie ;-).

Moje male "sprawozdanie" dedykuje zwlaszcza nowym forumowiczom, ktorzy
wczesniej nie sledzili moich watkow.

Otoz tak sobie obserwowalam moj zwiazek w ciagu ostatnich dwoch miesiecy i
moge juz chyba powiedziec ze zmiany ktore w nim zaszly sa dosc trwale. Po
niemal dwoch latach bycia seksualnym leniem, moj kochany maz odzyskal swoj
dawny wigor i wreszcie naprawde mnie pragnie, niemal tak goraco jak w
poczatkowej fazie zwiazku.

Ma z powrotem te wszystkie cudowne meskie odruchy ktorych tak bardzo mi
wczesniej brakowalo - wrocilo jego podniecenie przy nawet niewinnych
pocalunkach czy przytuleniach, wrocilo nocne dobieranie sie do mnie w
polśnie, wrocila jego chec na praktycznie codzienny, a w kazdym razie duuuzo
czestszy niz wczesniej seks (calkowicie przez niego inicjowany, nawet po
intensywnych treningach czy sportowych zawodach, po ktorych zazwyczaj
przyjezdzal skonany i nie chcial nawet slyszec o seksie!) Wrocily nawet - co
napawa mnie szczegolna radoscia, a co uznawalam za symbol starych dobrych
czasow - spontaniczne erekcje od samego patrzenia na mnie, nawet kompletnie
ubraną ;-)

I tak jest przynajmniej na razie, od jakichs dwoch miesiecy. Dwa miesiace to
nie jest oczywiscie dlugi "okres pomiarowy", ale widze juz ze te zmiany to
nie sa jakies pojedyncze "jaskolki" ktore jak wiadomo "nie czynia wiosny",
ani punktowe zwyciestwa po ktorych nastepuje obowiazkowe pogorszenie (jak tu
sie czesto na forum sugeruje). To sie dzieje codziennie!

Czyli w zasadzie moge juz odpowiedziec (odpukujac jednoczesnie zeby nie
zapeszyc!!!) na pytanie czy da sie rozbudzic uspione pozadanie partnera. W
kazdym razie mi sie udalo. Recepta w naszym przypadku okazal sie calkowity
brak presji z mojej strony, lekkie zobojetnienie na sprawy seksu oraz
schowanie pazurkow wiecznie gotowego wampa. Pamietam jak ubolewalam, ze maz
przytula sie do mojej nagiej pupy w lozku i NIC, zero reakcji i erekcji ;-)
Ze mnie caluje i zero podniecenia. Ze sie juz nie budzi w nocy zeby mnie
przeleciec. Ze biegam w bieliznie a tu zero zainteresowania. Teraz juz wiem,
ze czul sie osaczony moja ciagla gotowoscia i kuszeniem - i to zabijalo w nim
samca.

Mam rowniez za soba weekendowa rozmowe z mezem na temat postepow, ktore
poczynilismy w kwestii przywrocenia jego libido oraz czestotliwosci
wspolzycia. Maz przyznal mi z cala stanowczoscia, ze jego problemy z utrata
checi i brakiem inicjatywy wynikaly rzeczywiscie z presji i tempa, ktore mu
narzucilam, czul sie przytloczony moja ciagla pozadliwoscia i jak sie
wyrazil, "w domysle napastowany" ;-) co gasilo jego ochote. Powiedzial mi ze
np. w pracy mial ochote, po czym przychodzil do domu, widzial mnie od progu
taka cala w rumiencach i polnagą, i jakos odchodzila mu ochota bo zdobycz
byla ZA LATWA, to wszystko bylo takie zbyt OCZYWISTE i przewidywalne !!!)

No wlasnie, teraz juz robie tak, ze nic z mojej strony nie jest oczywiste,
ani przewidywalne. Zamiast podawania mu sie na tacy, pozwalam mu teraz
budowac krok po kroku nastroj erotyczny, przyciagam i odpycham, pozwalam sie
zdobywac nie dajac gwarancji na rezultat. Inna sprawa ze nie musze udawac tej
lekkiej obojetnosci w sprawach seksu - to jest notabene cena jaka zaplacilam
za odzyskanie jego namietnosci. Ale to juz inna para butow, bo generalnie
jestem zadowolona. Wole juz czuc sie pozadana i zdobywana - ale miec sama
srednio ochote, niz desperacko pozadac w sposob nieodwzajemniony i sie non
stop frustrowac.

PS. Oczywisicie na koniec mojego podsumowania czy jak kto woli sprawozdania z
udanej misji ;-) zaznacze jeszcze ze moja metoda "no pressure" poki co sie
powiodla, ale byc moze dlatego ze w gruncie rzeczy nasz zwiazek jest mocny i
zdrowy, nie mamy nawet jeszcze trzydziestki ani dzieci, a razem jestesmy
stosunkowo krotko, bo zaledwie kilka lat. Nie wiem czy ta metoda zadzialalaby
rowniez w malzenstwie z 20 letnim stazem, chociaz uwazam ze zawsze sprobowac
warto!

Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki - za trwalosc moich zmian i postepy
Waszych!

glam
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 13:41
      doskonale!

      jakby ofuknąć przy pierwszym przytuleniu seksualnym mającym znamiona brania,
      oddać się przy ponowieniu próby
      • glamourous Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 13:50
        > jakby ofuknąć przy pierwszym przytuleniu seksualnym mającym znamiona brania,
        > oddać się przy ponowieniu próby

        ...ale jeszcze nie przy drugim, tylko dopiero przy trzecim ponowieniu proby ;-
        ))))!a niech nie ma za latwo!;-))))))
        (to tak coby podwyzszyc skutecznosc metody ;-))))
    • glamourous i jeszcze jedno 26.02.07, 13:47
      Te wszytskie nocne rozmowy pt. "dlaczego juz mnie nie pragniesz tak jak
      kiedys?", pelne placzów i mocnych postanowien poprawy sa faktycznie
      nieskuteczne i jeszcze bardziej podnosza zabojcza dla libido presje. Powoduja
      ze partner stara sie przez jakis czas - na zasadzie zmuszania sie i checi
      sprostania naszym oczekiwaniom, ale jako ze z niewolnika nie ma pracownika, i
      ze przymuszanie zabija w nas naturalna motywacje, te desperackie proby
      naprawienia sytuacji szybko rodza frustracje i kompletnie zabijaja pozadanie.

      Moj maz powiedzial mi nawet z przymruzeniem oka, ze gdybysmy zaliczyli jesczcze
      kilka takich "rozmow naprawczych", to chyba zupelnie przestalby mu stawac ;-)))

      Czyli : nie walkowac tematu! Pogadac raz a konkretnie, coby wysondowac jakie
      moga byc przyczyny oslabienia libido u partnera (i nie dajcie sie za bardzo
      zwiesc argumentom pt "jestem przemeczony praca" - no chyba ze partner pracuje
      jako rozladowujcy wagony na rampie i dziennie przewala 10 ton wegla ;-))))
      A potem sprobowac jakos dzialac, ale nie gadac i nie jeczec partnerowi w
      nieskonczonosc! I nie zebrac o seks, to oczywiste.
      • mahcokog Re: i jeszcze jedno 26.02.07, 15:32
        Lepiej bym tego ujac nie mogla :-). Podpisuje sie pod tym i to jako osoba "po
        ktorej stronie wina lezy";-).
        • witkacy1975 Ale go kochasz :)) 26.02.07, 21:04
          • mahcokog Re: Ale go kochasz :)) 27.02.07, 15:10
            Cala soba:-)
    • avide Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 16:52
      Na początek gratulacje.
      Jakoś tak niezwykle miło mi że wśród tych wszystkich narzekań jest jednak ktoś
      komu sie udało.
      Ciśnie mi się tu teraz słowotok komentarzu do powyższego wątku jednak zanim się
      o to pokuszę czy mogłabyś Glam w ramach rozjaśnienia sytuacji napisać ile trwał
      u was okres różowych okularów w którym i ilość szła w parze z jakością i kiedy
      to tak naturalnie gdzieś umarło, że stałaś się uczestniczka dyskusji na
      przewodni temat forum ????
      Avide
      PS To tak do moich prywatnych celów dydaktycznych :)))
      Pozdrawiam.
      • glamourous Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 20:16
        Okres rozowych okularow byl troche nietypowy, bo mieszkalismy daleko od siebie i
        wydywalismy sie w weekendy, tak z grubsza co 2 tygodnie. Pomieszkiwalismy ze
        soba okresami, do tego dochodzily wspolne wyjazdy urlopowe itp, ale generalnie
        nie mielismy czasu sie soba znudzic i to trwalo tak mniej wiecej 3 lata.

        Potem okres spadku czestotliwosci zbiegl sie ze wspolnym zamieszkaniem. Od
        poczatku ja chcialam kontynuowac dawne szalenstwa, a moj facet troszke sie
        rozleniwil.

        I tak to jakies poltora roku temu trafilam na to forum ;-)

        A teraz po prawie dwoch latach frustrowania sie - nareszcie nastapil przelom.

        Aha, avide, à propos slowotokow, masz @ ;-))))
    • mack01 do glamourous 26.02.07, 17:05
      Myślisz, że ta metoda może pomóc w mojej sytuacji:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=57764712
      • glamourous od mack01 27.02.07, 13:04
        mack01 napisał:

        > Myślisz, że ta metoda może pomóc w mojej sytuacji?

        Hmmm, przeczytalam Twoj watek i raczej nie sadze zeby ta metoda zadzialala w
        Waszym przypadku - z tego prostego powodu, ze Wasz problem ma zupelnie inne
        podloze. Tu nei chodzi o przesyt seksem, o to ze ktos kogos osacza swoim
        pozadaniem i chce wiecej niz druga osoba jest w stanie dac.

        Twoja dziewczyna najprawdopodobniej troszke sie zrazila do seksu bolem podczas
        stosunku, a uwierz mi - nie jest to mile. Jest mloda, jeszcze w okresie
        ksztaltowania swoich reakcji seksualnych (oraz podejscia do seksu w ogole),
        wiec drobne lozkowe niepowodzenia wywoluja u niej zniechecenie seksem jako
        takim i strach przed podjeciem na nowo wspolzycia powodujacego przykre
        doznania. To tak jak uczen nizszych klas podstawowki przezywa bolesniej
        pierwsze jedynki czy uwagi niz uczen gimnazjum na przyklad, bo im dalej w las
        tym bardziej uodparnia sie na drobne potkniecia. Gdyby mi sie przytrafila teraz
        jakas bolesna penetracja, to machnelabym na to reka i nie robilabym z tego
        traumy. Ale pamietam ze jeszcze kilka lat temu zniechecalam sie do seksu kiedy
        cos mi z danym partnerem nie wychodzilo. Taka jest specyfika nieuksztaltowanej
        jeszcze seksualnosci i dotyczy to rowniez facetow.

        A rada dla Ciebie - nie ptrzetrzymuj swojej kobiety, tylko po pierwsze -
        zasugeruj jej wizyte u ginekologa (bo takie bolesne obcieranie podczas stosunku
        jest z duza doza prawdopodobienstwa spowodowane infekcja bakteryjna (a nie
        brakiem nawilzenia jako takim)- to typowe objawy.

        Po drugie - kiedy Twoja dziewczyna sie juz wyleczy, bedzie musiala sie troszke
        przelamac i przekonac ze nie bedzie juz tej bolesnej suchosci. Wiec polecam
        maximum seksu oralnego (w Twoim oczywiscie wykonaniu) przed stosunkiem - po
        dawce dobrego lizanka problem suchosci i strachu przed bolem w ogole nie bedzie
        istnial! ;-).
        W ostatecznosci w aptekach i sekshopach sa rozne zele nawilzajace, mozna
        sprobowac. Ale nie przetrzymywac jej na sile, bo w tej sytuacji to zla metoda,
        dac jej co najwyzej dwa tygodnie zeby sie w pelni zresetowala, a zle
        wspomnienia o bolu podczas stosunku troche sie zatarly ;-)

        Aha, i badz delikatny i cierpliwy, zeby jej nie zrazic, bo jak widac jej
        seksualnosc jest jeszzce troche wrazliwa i do konca nie okrzepla.
        Pozdrawiam i zycze powodzenia!
        • mack01 Re: glamourous 27.02.07, 22:27
          Próbowałem delikatnie zasugerować wizytę u ginekologa, ale spotkało się to z
          gniewem z jej strony. Uważa że w ten sposób odejmuje jej kobiecości, że uważam
          ją za wybrakowaną, a tak nie jest. Uważam ją za wspaniałą kobietę, którą bardzo
          mocno kocham.
          I bądź tu człowieku mądry.
    • malinakalina Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 22:10
      kurcze, to chyba GENIALNE jest!!!!!!!!!!!!!!!!
      Bo jak tak sobie myśle o sobie ( u nas to ja jestem tą która nie chce ;-( To
      rzeczywiście jest tak że jak on mnie olewa i nie jest taki nakręcony to ja
      jestem zaniepokojona , zaczynam sie nakręcać i zaczynam prowokować go żeby było
      jak wcześniej i zwykle wtedy seks jest super......
      Tylko jak ja to mam temu swojemu wytłumaczyć :-(
      Mój W. twierdzi że jakby on czekał aż ja się nakręce to pewnie seksu nie byłby
      miesiącami...więc nigdy nie ma dość cierpliwości żeby sobie trochę odpuscić i
      dać mnie szansę......niestety
      Ale nie zaałauję się dam mu Twój post do przeczytania, może to będzie bardzej
      przekonujące..........
      Dzięki Glamourous - może zbawisz jeszcze jedną duszyczkę !! ;-)
      • mata811 zgadzam się 15.03.07, 12:10
        j.w.
    • kseniax potwierdzam !!! 26.02.07, 22:17
      Jestem w zwiazku o prawie 10 letnim stazu i bardzo podobnych doswiadczeniach.
      Po trzyletnim okresie szalenstwa (w pozytywnym sensie)seksualnego,
      zamieszkalismy razem i dramatycznie spadla czestotliwosc seksu. Moj niemaz mial
      coraz rzadziej ochote, ja natomiast bylam zawsze chetna, zalotna, dostepna a po
      pewnym czasie dodatkowo sfrustrowana. Doprowadzilo to do bezposredniego i
      posredniego wywierania na nim presji i ... jak sie domyslacie bylo jescze
      gorzej. Niedzielny seks jako cotygodniowy obowiazek :( Ja wlasciwie dosc szybko
      zrozumialam, ze wywieranie presji, pytanie po tysiackroc : Czy ja ci sie
      jeszcze podobam? Czy jestem atrakcyjna? mialo wlasciwosci kastrujace, ale
      nadal "kastrowlam" kwasna mina, wzdychaniem itp. Cala ta beznadziejna sytuacja
      trwala ok 2 lata, z malymi przerwami na renesans seksualnych ekscesow (wakacje
      np). Po 2 latch wspolnego mieszkania ciąża i ... sytuacja sie zmienila. Moze
      nowa sytuacja, moj sexy brzuszek podzialaly na niego stymulujaco, bo z seksem
      bylo bardzo ok. Ja, zajeta myslami czym innym troche odpuscilam, przestala sie
      przejmowac. I to byl chyba strzal w 10. Teraz, po ponad 3 latach jest bardzo
      dobrze. Czestotliwosc nie jest moze powalajaca, ale ja czuje się pożądana.
      Nadal jestem zawsze chetna (ech ten moj temperament:)), ale juz sie z tym nie
      afiszuje. Nie wzdycham tez zbolala "nie kochalismy sie juz tydzien " tylko
      staram sie o tym nie myslec. Dzieki temu jestem bardziej wyluzowana, nie
      pzrejmuje sie tygodniowa czy nawet dwutyg posucha. I to naprawde dziala ! Juz
      prawie 4 lata. Wiec nie dosc, ze podpisuje sie obiema rekami za tym co napisala
      glam, to jescze poswiadczam, ze metoda ta dziala dlugoterminowo! Ale, nie bez
      znaczenia jest pewnie fakt, ze bez milosci, przyjazni i jescze pewnie paru
      skladnikow ta metoda na nic by sie zdala. pozdrawiam
      • glamourous Re: potwierdzam !!! 26.02.07, 22:57
        kseniax napisała:

        > Nadal jestem zawsze chetna (ech ten moj temperament:)), ale juz sie z tym nie
        > afiszuje. Nie wzdycham tez zbolala "nie kochalismy sie juz tydzien

        Skad ja to znam, ta kwasna mina, to dasanie sie i liczenie dni posuchy, to
        wypominanie...
        Biedny byl ten moj maz, z jednej strony kobieta napastliwie pozadliwa, z drugiej
        strony dasajaca sie i biadolaca ze "juz 4 dni sie nie kochalismy"
        Toz to koszmar musial byc dla faceta. My kobiety stawiamy sie w takiej sytuacji
        w roli ofiary ( ze takie biedne, zaniedbywane i niezaspokojone) ale jaki
        pregierz psychologiczny maja wtedy ci biedni faceci! Takie ciosanie kolkow na
        glowie, zamienianie seksu w niezreczny obowiazek - i jednoczesne wymaganie od
        niego entuzjazmu w lozku i radosnej erekcji na sam nasz widok. Brrr. Dobrze ze
        sie w pore opamietalam!

        > I to naprawde dziala ! Juz
        > prawie 4 lata. Wiec nie dosc, ze podpisuje sie obiema rekami za tym co
        napisala glam, to jescze poswiadczam, ze metoda ta dziala dlugoterminowo

        Mam nadzieje, kseniax, ze podobnie jak Ty za 4 lata tez sobie pogratuluje jako
        szczesliwa, spelniona - i nadal pozadana - mezatka!
        Pozdrawiam!

    • wolfinka Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 26.02.07, 23:03
      Napisałaś to naprawdę pięknie i prawdziwie. I ja ze swojego zycia znam
      mechanizm który powoduje w nas zmainę na lepsze choć w innej dziedzinie.Wg mnie
      nie jest to już jaskólka zwiastująca wiosnę ale etap dochodzenia do normalności
      w związku. I nie mam tylko na mysli seksu ale w ogóle wzajemnych relacji. Twój
      list jest dowodem / dla wszystkich niedowiarków / na to , że jak się chcę to
      mozna zrobic wszystko ,żeby polepszyc więz w związku. Gratuluję
      psychologicznego i sercowego podejścia do problemu. Teraz tylko podtrzymywać i
      pielęgnować odnaleziona na nowo miłośc.Tak Trzymać.Powodzenia.
    • vesper_lynd Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 01:00
      Wydaje mi się, że sfera seksualna związku zaczyna się zmieniać tak jak wszystkie inne na określonych etapach trwania związku. Jak tylko związek przechodzi na "osiadłą stronę mocy", tzn oboje mieszkają w jednym miejscu i zaczyna się szara codzienność zamiast romantycznych randek częściej/rzadziej - seks przestaje być NIEPEWNY. Wręcz jest dostępny jak niemal powietrze ;) A to, co się ma w nadmiarze i w każdej chwili dnia i nocy, przestaje być tak atrakcyjne. Niby logiczne więc, że seks jest rzadziej. Tyle, że jak jedna strona ma większe libido zaczyna się frustracja i żale, wymuszanie, rozmowy nocne (idealnie to co pisała glamourous), jako skutek - drewniany seks wymuszony. Smutne. Dobra rada, zbastować z żalami, przestać oczekiwać, ale co z tego, gdy jest to już tak psychicznie zaogniony i wrażliwy temat, że ciężko trzymać się w każdej chwili w ryzach?
      Swoją drogą ciekawe ile musiałabym czekać na odtrącenie pierwszej, drugiej, trzeciej jego próby, aby zobaczyć czy się obudzi w nim samiec-zdobywca. Spróbować nie wadzi, tyle że trzeba się uzbroić w żelazną cierpliwość, mnóstwo czasu i jakiś zamiennik do wyładowania - tyle że nie seksualny ;)
      • avide Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 09:15
        vesper_lynd święte słowa z tą żelazną cierpliwością, mnóstwem czasu, i
        aseksualnym zamiennikiem.
        Muszę przyznać że w tym miejscu podziwiam trochę autorkę wątku że potrafiła w
        sobie zdusić na tyle pożądanie i pragnienie ukochanego człowieka i zwyczajnie
        przetrzymała go. :))))
        Podziwiam bo również próbowałem takiej metody. Cały grudzień nie dawałem żadnych
        podtekstów seksualnych zonie. Więcej, wydałem fortunę na ciuchy ... dla siebie
        :)) zacząłem sie dobrze ubierać, dyskutowałem z zoną na temat urody innych
        kobiet, itp. Takie delikatne podkreślanie uroków świata z jednoczesnym spadkiem
        zainteresowania seksualnego osobą zony. Oczywiście żeby nie czuła sie zbyt
        zagrożona co noc "po staremu" przytulałem się do niej w nocy, ale żadnych
        działań prokreacyjnych :)) Z czułościami tez trochę przystopowałem itp.
        Wytrzymałem miesiąc. Po miesiącu lekko zasugerowałem że dawno się nie kochaliśmy
        aby sprawdzić jej reakcje i pamiętam odpowiedź żony.
        Cytuję :"Hymmm (tutaj chwila zastanowienia) faktycznie trochę CIĘ zaniedbałam
        ostatnio." :((( Wiecie tak jak by to było dla niej nie wiem pranie czy
        sprzątanie które sie "zaniedbało" przez jakiś czas. Tak mnie to wtedy dobiło, że
        sobie odpuściłem te Werterowskie umartwiania i przystąpiłem do ponownego
        molestowania seksualnego żony :))). No bo skoro dla niej to bez różnicy ... no
        cóż. Przecież ona MNIE zaniedbuje a nie czuje SIĘ PRZEZE MNIE zaniedbywana. Nie
        udało mi się w niej obudzić pożądania. Być może trzeba było wyczekać jeszcze
        dłużej.. ??? w końcu 30 dni to nie tak długo. Nie wiem. Pewnie spróbuje jeszcze
        raz tej metody, no bo co mi innego pozostaje. ??? Tylko tym razem będzie
        zupełnie inne podłoże psychologiczne z mojej strony bo powolutku zauważam jak
        dokonuje się we mnie pewna zmiana myślenia, czucia, ale to temat na zupełnie
        inny watek.
        Ale wracając jeszcze do tematu.
        Powyżej zapytałem Glam, nie bez kozery zresztą o to jak było miedzy nimi na
        początku i jak długo to trwało.
        I co mamy ???? 3 lata związku na odległość a w momencie wspólnego zamieszkania
        pojawiają się pierwsze oznaki i problemy. Z tego co widzę to faktycznie, w
        oczach męża, Glam jawiła się jako kobieta wamp. Chciała ciągle i ciągle, więcej
        i więcej. A faceci to takie dziwne stworzenia że czasami potrzebują zwyczajnie
        złapać oddechu. Wygląda na to że osaczyła swoja seksualnością faceta który
        nagle znalazł się w nowej nietypowej sytuacji. Zdobywał ją, zabiegał o nią, a
        nagle mieszkamy razem i co ??? i nie ma kiedy znowu o nią powalczyć, znowu ja
        poderwać, zrobić jej jakąś niespodziankę bo kobieta przerastała go
        temperamentem. Niejeden "twardziel" by się pogubił w takiej sytuacji. Efekt
        utraty gruntu pod nogami jest taki że spada drastycznie pożądanie a u faceta
        wiadomo z czym to sie wiąże. Teraz niech jeszcze facet zacznie się bać o to czy
        sprosta w łóżku i gotowe kłopoty z erekcją i lawina samozniszczenia sie rozkręca.
        Jednak stosując ta metodę (no presure) należy mieć pewność do zagubienia
        wysokiego libido u partnera. O co mi chodzi ?? Czasami bywa tak że libido jest
        tylko pozornie wysokie. Dlatego własnie nie na wszystkich to działa.
        Na początku gdy działają różowe okulary i czynnik nowości. Wtedy często sie
        łapiemy na kochanka/ke która może dużo i często. Później jak się sobie opatrzymy
        burza hormonów stabilizuje się i zaczyna się "żebranie o seks".
        Wychodzi libido rzeczywiste = średnie bądź niskie.
        Natomiast jeśli początkowe wysokie libido, faktycznie jest wysokie po okresie
        różowych okularów zduszone jest przez jakieś czynnik typu przepracowanie, czy
        napastliwa partner/ka czy inny taki, usunięcie tego czynnika "zakłócającego"
        przywraca naturalny stan rzeczy.

        Facet z natury łowca. Lubi być zdobywcą. Zazwyczaj. Dlatego czasami gdy zostanie
        ustawicznie i notorycznie wytrącony z takiej naturalnej roli potrafi się pogubić.
        Niedawno rozpadło się małżeństwo moich znajomych. Przyczyna ??? Ona kobieta z
        temperamentem, lepiej wykształcona, lepsza praca, zarobki, wszystko lepsze. Nie
        wiem tylko jak tam było im w łóżku bo tego się nie dopytywałem. On .. prosty
        kochający, facet, na początku, cały czas niedowartościowany jak mężczyzna, mąż,
        głowa rodziny, ojciec (ciągle coś źle robił), i kto wie może jako i kochanek.
        Kobieta kochała go do dnia rozwodu, rozpadło się bo on zażądał rozwodu.
        Mniejsza o powód jaki podał. Krótko potem znalazł sobie dziewczynę... prostą
        nieskomplikowaną, dla której jest wzorem, facetem, samcem... Wniosek ???? Mimo
        ogromnej miłości dynamiczna, zdobywcza, władcza natura kobiety stała się
        przyczyna rozpadu jej związku. Facet zwyczajnie nie wytrzymał podświadomej
        presji jaka nieustannie gdzieś tam była na jego barkach. Zabrakło tego "no
        presure" nie tylko w sferze seksualnej ale również w takiej naturalnej.

        Dlatego właśnie owo "no presure" czasami daje takie zbawienne efekty.
        Zwłaszcza przy osobnikach płci męskiej którzy lubią czuć lekką przewagę.
        wiem co pisze bo sam kiedyś przeżyłem sytuacje w której to kobieta sobie mnie
        upatrzyła i próbowała zdobyć. Mimo iż cholernie mi sie podobała, taka dominacja
        i odwrócenie ról spowodowało, że uciekłem gdzie pierz rośnie. Gdyby dała mi
        tylko do zrozumienia że się jej podobam i pozwoliła działać ... :)))) pewnie
        było by dużo przyjemniej.
        I na koniec jeszcze jedno.
        Z własnego doświadczenia wiem że ciągłe naciskanie w jakiejś kwestii na faceta
        (piszę z męskiego punktu widzenia) jest zabójcze. Moja żona np. ciągle chce być
        ze mną. Takie 200% bycia ze sobą. Niby fajnie, bo mnie kocha, bo chcemy spędzać
        ze sobą każda wolną chwilę, bo razem czujemy się dobrze.. ale ... no właśnie...
        od czasu do czasu czuje taką potrzebę wsadzenia jej w samochód i wysłania
        gdziekolwiek byle tylko pojechała sobie i zostawiła mnie na przynajmniej 2 dni.
        Nie nie chodzi o to że potrzebuje sie wyszaleć gdzieś na imprezie z jakąś inną
        laską. Potrzebuję zwyczajnie oddechu od tej jej nieustającej miłości. Siedzę
        sobie wtedy sobie sam w domku (zazwyczaj to weekend) mam wszystko gdzieś i robie
        tylko to co lubię. Po 2-óch takich dniach spędzonych w samotności :))) jak wróci
        mi ukochana to wycałowałbym ją i wyściskał tak jak bym jej z miesiąc nie widział
        :))))))))).
        Tą chwile sam na sam ze sobą nazywam "męską potrzebą upodlenia" Czemu ??? :)))
        Może kiedy indziej to pisze.
        No się trochę rozpisałem. Mam nadzieję że wiecie co chciałem wam przekazać.
        Gdyby było to bez ładu i składu przepraszam ale zdaje się że chyba mam dziś
        jakiś niż intelektualny :))).
        Pozdrawiam wytrwałych którzy doczytali do końca
        Avide
        • glamourous do avide i vesper_lynd 27.02.07, 12:26
          avide napisał:

          > Muszę przyznać że w tym miejscu podziwiam trochę autorkę wątku że potrafiła w
          > sobie zdusić na tyle pożądanie i pragnienie ukochanego człowieka i zwyczajnie
          > przetrzymała go. :))))


          Ja mialam o tyle ulatwiona sytuacje ze moj maz, chociaz jest troche mniej
          wrazliwy seksualnie ode mnie, to jednak swoj temperament ma i dluzej bez seksu
          niz kilka dni jednak nie wytrzymuje. Wiec wystarczylo ze go przetrzymalam przez
          doslownie tydzien a juz sam sie wsciekal i pytal co z tym seksem ;-)) Byl
          powaznie zaniepokojomy, obawial sie ze moze ktorys z kolegow w pracy zakrecil
          mi w glowie - i w rezultacie az rwal sie do lozka (przetrzymanie plus jego
          prywatna paranoja - ze w koncu komus ulegne - zrobily swoje ;-)

          Gdybym zas miala czekac przez caly miesiac az maz sie laskawie ocknie i
          zorientuje ze nie ma seksu, to chyba bym sie jednak wczesniej zdazyla kilka
          razy porzadnie wkurzyc i walnac mu piescia w stol. Bo z cierpliwoscia to u mnie
          jednak ciezko, niestety ;-)) A tak trudnego zadania nie mialam, bo ostatecznie
          tydzien bez seksu w imie wyzszych idei to dla mnie nie byl az taki wielki
          problem. Potem zas tylko "odswiezalam" sytuacje nie przejmujac zadnej
          inicjatywy, kladac sie z ksiazka do lozka i od czasu do czasu odmawiajac.
          Zauwazylam ze zwlaszcza ta ksiazka do lozka dziala na mojego meza jak wyjatkowy
          afrodyzjak ;-), stala sie chyba dla niego symbolem mojej niedostepnosci i braku
          ochoty na seks. A to na niego dziala wyjatkowo stymulujaco.

          Wychodzi na to, ze ksiazka w reku jest lepsza jako sposob na faceta niz
          najlepsza bielizna czy gadzety z sekshopu ;-))))
          Och, pokreceni ci dzisiejsi mezczyzni, nie ma co! ;-D

          pozdrawiam :-)

          • mack01 Re: 27.02.07, 13:48
            Szkoda tylko że taka metoda działa tylko wtedy, gdy mężczyzna unika seksu, a
            nie kiedy kobieta. Ja już czekam kilka miesięcy i nic (a dodam że nic nie
            wymuszam, nie robię awantur itp.). Więc ile jeszcze przyjdzie mi czekać?

            Ok zgodzę się że pomijanie tematów związanych z seksem (przez jakiś czas)może
            odblokować drugą stronę i zachęcią ją do działania, ale też może się zdarzyć
            tak, że brak rozmów zostanie odebrany jako sygnał że nic się nie dzieje i że
            dobrze jest tak jak jest (czyli bez seksu).
          • avide Ludzie o zdrowych zmysłach lepiej niech tego nie 27.02.07, 14:16
            czytają (miało być w temacie)

            No widzisz Glam było tego nie pisać co powyżej :)))))
            Aby być zupełnie w zgodzie ze sobą muszę teraz napisać sprostowanie, taką swego
            rodzaju erratę do mojego poprzedniego postu. :)))

            "Otóż będąc przy zdrowych zmysłach, świadom moich wcześniejszych poczynań na
            forum przyznaję zatem otwarcie wszem i wobec iż powstało ogromne
            nieporozumienie. W wyniku niekompletnego stanu informacji dotyczącej faktycznego
            stanu rzeczy wyciągnąłem daleko idące wnioski całkowicie nie mające
            najmniejszego pokrycia w w rzeczywistej sytuacji. :)) Pisząca od czasu do czasu
            na niniejszym forum niejaka "Glamourous" znana również jako "Glam" sobie tylko
            znanymi sposobami wywiodła mnie w pole i sprawiła iż przez moment zyskała w moim
            niezwykle subiektywnym odczuciu rzeczywistości wyrazy uznania i szacunku dla jej
            niezwykłej wytrwałości i determinacji w dążeniu do obranego wcześniej celu, z
            wytrwałością godną spartańskiego wojownika i uporem gorliwej feministki :)))).
            Zatem oświadczam co następuje iż tak naprawdę była to łatwizna spowodowana
            wcześniejszą przenikliwością w dobrze nosiciela odpowiednio dużej dawki
            testosteronu osobnika płci odmiennej, nie wymagającej wspomnianej już wielkiej
            dozy uporczywości i determinacji. Osobnik płci odmiennej powodowany naturalnymi
            instynktami, stymulowany i pobudzany przez niniejszą Glam nie mając innego
            wyjścia poddał się zwyczajnie drzemiącej wewnętrznej żądzy i rzucił na nijaką
            Galm jak to na osobnika z dużą dawką testosteronu przystało.
            Wszelakie zatem wyrazy uznania za determinacje były jak najbardziej na wyrost i
            nie nadają się do dalszego publikowania czy przetwarzania, zaś za powstałe w
            związku z tym nieścisłości wszystkich czytelników chciałbym przeprosić."
            Avide

            PS Ufff bardziej juz pokręci mi sie tego nie udało choć starałem się jak mogłem
            :))))))))))))
            Ps2. :)))) Ale i tak w sumie było miło przeczytać że komuś sie udało wśród całej
            sterty narzekań :))))))))).
            Pozdrawiam.
            • glamourous Re: Ludzie o zdrowych zmysłach lepiej niech tego 27.02.07, 18:57
              "Wywiodlam Cie w pole"???
              Avide, musze przyznac ze mnie rozczarowales, bo z tego co widze, to kompletnie
              mnie nie zrozumiales.
              Wiec moze sprobuje jasniej.

              Otoz problemem w moim zwiazku byla owszem, niewystarczaja czestotliwosc.
              Owszem, moj maz mial, o czym wielokronie pisalam, libido wyjsciowe troche
              mniejsze od mojego. I nie kochal sie ze mna tak czesto jak bym sobie tego
              zyczyla.

              ALE nie czestotliwosc byla moim glownym problmem. Glowna moja bolaczka byl
              fakt, ze jego pozadanie gdzies sie ulotnilo niemal w momencie kiedy ze soba
              zamieszkalismy. Po prostu z zakochanego, goracego faceta z seksownym blyskiem w
              oku, gotowego do seksu ze mna o kazdej porze dnia i nocy, "napastujacego" mnie
              w sklepie, w kinie i pod stolem na obiedzie u tesciowej, przeistoczyl sie w
              zakochanego, owszem, ale szescdziesieciolatka, miska ktory zone trzyma za
              raczke, czule patrzy jej w oczy, ale nic ponad to. Nagle moj maz zrobil sie
              strasznie, nie wiem, aseksualny. Zadnych zachowan o erotycznym podtekscie,
              zadnego zaczepiania, zadnej erotycznej atmosfery. Nasz zwiazek, za jego sprawa,
              z goracego i pelnego namietnosci przeistoczyl sie w taki kumpelsko-
              przyjacielski. Wspolne siedzenie na kanapie i siorbanie herbaty gadajac o tym
              co dzis powiedzial kolega w pracy to byl jego ulubiony sposob na spedzanie
              wspolnych wieczorow. No, ewentualnie lezenie w lozku, nago, przytuleni i...
              gadanie o doopie maryni. Ale zaden tam seks. Jezeli wzielam np. jego reke i
              polozylam sobie na udzie, to dostawalam jakies niemrawe glaskanie z ktorego i
              tak nic nie wynikalo, bo on nie mial ochoty. I tej ochoty nie budzilo w nim
              NIC, cokolwiek bym zrobila. Ani bielizna, ani striptizy, ani prowokujace
              spojrzenia. Ignorowal moje najbardziej czytelne sygnaly. Malo tego. Moj dotyk
              tez specjalnie nie wywolywal w nim zadnych reakcji. Bolalo mnie to bardzo.
              Zwlaszcza ze jestm kobieta przyzwyczajona do tego ze nawet obcy faceci reaguja
              na mnie tak a nie inaczej. A tu - moj wlasny facet ktory kiedys tak mnie
              pragnal, nagle prostu PRZESTAL. Mogl mnie godzinami przytulac nago w lozku i
              NIC. Mogl mnie gleboko calowac i NIC. Mogl piescic moje piersi, brzuch, pupe i
              NIC. Zadnego ognia, zadnego narastajacego podniecenia, zadnej erekcji. Co z
              tego, ze seks mialam dosc czesto - w porownaiu z innymi forumowiczami - to nie
              zanczy ze bylo OK. Sam wiesz, ze seks bez tego "ognia" jest wart tyle co nic.
              Moj maz mial owszem swoje potrzeby seksualne, fizjologiczne cisnienie na seks
              mial i owszem, bo po tygodniu go nosilo i musial to gdzies "upuscic". Ale co z
              tego - kiedy sie kochalismy, to bylo takie czysto fizjologiczne,
              odpersonalizowane, to byla po prostu fizyczna potrzeba spuszczenia z krzyza raz
              na kilka dni. Taki jego onanizm w mojej pochwie. A nie namietnosc do mnie, do
              swojej kobiety. Czasami mialam wrazenie ze gdyby zamiast mnie w lozku obok
              niego lezala sztuczna wagina, efekt bylby ten sam - do tego stopnia nie czulam
              z jego strony zadnego goraca, zadnego podniecenia, pozadania, zadnego
              zaangazowania. Mechaniczne, beznamietne ruchy. Nawet zeby doszlo do penetracji,
              musial sie przez 15 minut ocierac czlonkiem o mnie, zeby mu w ogole stanal. Bo
              nie stawal mu od glebokich pocalunkow. Ani od prztulania nago w lozku. Ani od
              pieszczenia mnie. Tylko od czysto mechanicznej stymulacji. Wykrzyczalam mu
              kiedys w klotni, ze teraz jego fiuta to trzeba chyba dzwigiem podnosic bo
              inaczej sie nie da. Obrazil sie na mnie wtedy, ale nic biedny nie mogl zrobic -
              jego pozadanie w stosunku do mojej osoby gdzies sie ulotnilo.

              Bylismy klasyczna para z gatunku, ze zona staje w sexi bieliznie przed mezem
              siedzacym na kanapie, a on mowi "kochanie przesun sie, bo mi telewizor
              zaslaniasz, a w ogole to jestem zmeczony". Tez nasluchalam sie historyjek o
              przemeczeniu (bzdura, ma niestresujaca umyslowa prace - prowadzi badania
              kliniczne), o stresie, o zlej fazie ksiezyca i o rozldowanych czakramach (sic!)
              To u nas bylo nagminne. Nie pomagala bielizna, kuszenie, on w oczywisty sposob
              ignorowal moje ewidentne sygnaly. Czasami zamiast telewizora byl komputer.
              Notabene pisalam tu kiedys dawno temu, ze przylapalam go pare razy na radosnym
              waleniu konia przed kompem. Podczas gdy ja, spragniona, nie mialabym nic
              przeciwko pokochaniu sie wlasnie w tamtym momencie. Bylam wtedy dostepna,
              chetna, nic tylko wyciagnac reke i mnie skonsumowac. Wolal jednak komputer i
              laski na ekranie - swiadomy wybor. Po porstu wizja seksu ze mna kompletnie go
              nie krecila, a ze cisnienie mial (ta rzekoma "duza dawka testosteronu" o ktorej
              piszesz avide z taka ironia ;-/) no to reka i do przodu. A nie wlasna zona
              lezaca w lozku w sasiednim pokoju.

              Sytuacja byla okropna i bardzo mnie to wszystko bolalo. A ty mi tu piszesz,
              jaka to latwizne mialam... ;-/

              > Zatem oświadczam co następuje iż tak naprawdę była to łatwizna spowodowana
              > wcześniejszą przenikliwością w dobrze nosiciela odpowiednio dużej dawki
              > testosteronu osobnika płci odmiennej, nie wymagającej wspomnianej już
              wielkiej
              > dozy uporczywości i determinacji.

              "Latwizna", mowisz... Ile ja sie nafrustrowalam, nawalczylam, nadenerwowalam,
              naglowkowalam, jak wyjsc z impasu, ktory trwal w koncu 2 lata! Ile sie
              nakombinowalam - ale nie pod katem "jak sklonic go do czestszego seksu", tylko
              bardziej konstruktywnie : jak sprawic zeby SAM odzyskal motywacje - bo to jest
              klucz do wszystkiego. Bo spadek czestotliwosci to tylko produkt uboczny utraty
              motywacji do seksu, uwiądu pozadania u jednej ze stron, a nie problem sam w
              sobie. Wiec ja, zamiast zmuszac, i prosic o seks, probowalam pracy u podstaw :
              jak rozpalic na nowo jego pozadanie. No coz, mialam szczescie ze akurat
              trafilam w dziesiatke i na mojego meza moja metoda podzialala, co nie oznacza
              ze nie poprzedzala jej faza testow innych metod oraz mozolnych prob i bledow
              (nawet nie masz pojecia ile razy dostalam "po lapach"!), okupiona godzinami
              frustrujacych rozmyslan, kombinowania co by tu jesczze wymyslic. Czyli nie taka
              znowu latwizna! I to ze teraz mam faceta, od ktorego autentycznie bucha goraco,
              kiedy przytula mnie nago w lozku, to ze czuje jego autentyczne pozadanie i ze
              znow ma spontaniczne erekcje takie "do mnie" i autentyczna motywacja do seksu
              ze mna, ze wreszcie czuje sie jak pozadana kobieta a nie jak
              szzescdziesieciolatka po menopauzie - to wszysko zawdzieczam odwaleniu sporej
              psychologicznej roboty, wlasnie takiej "pracy u podstaw". I to jest wazne, a
              nie jakas licytacja i ocenianie, czy jestem warta szacunku czy moze nie - bo
              niby "latwizna"...;-/

              Chaotyczne to strasznie, ale mam nadzieje ze mnie tym razem zroumiales.
              • avide Re: Ludzie o zdrowych zmysłach lepiej niech tego 28.02.07, 09:01
                Och to nie tak.
                Może i była dawka ironii ale takiej pozytywnej.
                Wczytaj sie bardziej i dokładniej.
                a najlepiej @
                pzdr.
                Avidek.
              • vesper_lynd Re: Ludzie o zdrowych zmysłach lepiej niech tego 02.03.07, 20:24
                Optymizmem wieje z Twojego posta, mimo dość obrazowego opisu wcześniejszego uwiądu pożądania ;)
                Obecnie jestem po etapie "zabieraj łapy", bo już nie chce mi się tych swoich łap wystosowywać w jego kierunku. Trochę smutno jak czytam o tym "braku erekcji w moją stronę" i jej jakimkolwiek braku, dopiero po dość długotrwałym mechanicznym wywoływaniu... Diablo to analogiczne z moim, a właściwie jego przypadkiem :/
                Właściwie to mi się odechciewa czegokolwiek, już po trochu przestaję czuć pożądanie. Próbowałam, badałam o co może chodzić, od 1,5 tygodnia stosuję metodę wypięcia zadka na dobranoc i żadnych prowokacji czy ocierań. Zaczęłam od rana do wieczora nie przebywać w domu, ogólnie być w akcji, niedostępną i otoczoną ludźmi płci obu, raczej (JAK DOTĄD!) bez nacisku na męską. Efekt? Żaden. Wydaje się być zadowolony jak nie wiem, przytula, całuje, etc. no ale coż z tego. Jestem przytulanką wygraną na strzelnicy czy kobietą, do jasnej Anielki?! ANI RAZU nie byłam zmuszona do odmówienia. Do magicznej trójki chyba dotrę za jakieś 2 miesiące.
                Tracę siły, przestaję czuć 'dreszczyk' jak na niego patrzę, staram się mijać w domu, to jego przytularstwo i niemoc łóżkowa zaczynają mnie... mierzić (sic).
                Nie wiem czy sobie zdaje sprawę z moich odczuć, na 99% nie, ale jak przekazać tak delikatną kwestię ukochanemu mężczyźnie i przy okazji nie zacząć histeryzować (brr)?
                • glamourous do vesper 08.03.07, 18:22
                  I pewnie w momencie kiedy stracisz pozadanie, nastapi przesilenie. Bo wtedy on
                  poczuje ze ty NAPRAWDE juz go nie chcesz. Takie udawane "niechcenie", czyli
                  odwracanie sie w lozku tylkiem, niby obojetnie, a jednak zaciskajac zeby z
                  rozczarowania - DA SIE WYCZUC. I wtedy system nie dziala. Zadziala dopiero
                  kiedy naprawde, szczerze Ci sie odechce i kilka razy dasz mu porzadnego kosza.
                  Taka to ironia losu i przekora ludzkiej psychologii ;-/
                  I jeszzce jedno : ja bym mu ograniczyla te przytulanki. Chce sie przytulic,
                  prosze bardzo, ale jak facet kobiete, a nie jak dziecko misia! Niech cie
                  przytuli na kilka sekund, a potem mu sie wywin na zasadzie "mam cos pilnego do
                  roboty"
                  I poczekaj jeszzce troche, moze w koncu "zaskoczy" ;-)W koncu powinien sie
                  zaniepokoi ze Ty tak ciagle NIC...
                  Pozdrawiam :-)
                  • vesper_lynd do glam 10.03.07, 19:41
                    Kurde, kurde, kurde.
                    Jeśli post wyjdzie chaotycznie to przepraszam, ale efekt chwili ;)

                    No więc zrealizowałam Twoje "zalecenia" ;> Efekt - o 180 stopni inny od zakładanego, bo wystrychnął mnie chyba na dudka (?)
                    Od 2-3 miesięcy zaprzestałam czegokolwiek, odwrócony tyłek na dobranoc i przytulanie, nic poza tym. Sporadycznie seks przez niego inicjowany, z moją blokadą i drewnianym wzrokiem wbitym w sufit, bo przecież raz na 2-3 tygodnie być pożądaną to jak nie być pożądaną w ogóle, czułam się skrępowana całą tą sytuacją i seksem samym w sobie. Samoocena poniżej zera. Jakby mi robił łaskę, albo mówiąc wulgarnie: musiał sie spuścić...
                    Odkąd dałam mu raz po łapach, zdopingowana Twoim sukcesem, okazało się że w nim złe emocje narastają tak samo, wybuchło. Wzięcie na przetrzymanie osoby o innym libido pewnie daje efekt. Problem w tym, że libido mamy chyba zbliżone (szczególnie że po tabletkach wyraźnie mi opadło zapotrzebowanie ;>) tyle że on nie czuł się specjalnie zachęcony moją postawą PODCZAS tego wyczekanego przeze mnie seksu i brakiem inicjatywy. Inicjował raz na te 3 tyg, ale moja blokada wywołana etapem "dostawania po łapach" nie pozwala mi się cieszyć ze zbliżenia i okazywać to. Oboje się napędzamy. On nie pamięta zaś, że dawał mi po tych łapach, bo nie odczytywał tego co robiłam jako zachętę do seksu. To mnie przyznam lekko zraniło. Nie wiem jak mam już okazać że chcę się z nim kochać - zatańczyć na rurce, dorwać i z zaskoczenia postymulować oralnie (co mnie w jakiś sposób nie pociąga, bo dostać rekuzę z penisem w ustach to już przesada..!!!)?
                    Tyle, że nie wiedziałam o tym, że od jakiegoś czasu reaguję podczas seksu jak na "służbę Bożą" z miną "niech to się już skończy"... Wcześniej nie miałam żadnych problemów! Mam w głowie mętlik, bo z całej tej rozmowy wynika to, że nasz związek ostatnio się zaczął jadzić, seks był kiepski i rzadki z MOJEGO powodu. Bo się zablokowałam z powodu wyimaginowanej odmowy. On nie odmawiał, on nie wiedział o co mi chodzi i nie kręciła go moja inicjatywa, bo nie widział jej w kategorii inicjatywy! Ej, albo jestem paskudna, albo jestem fatalną kochanką, albo już sama nie wiem co!

                    Nie wiem co z tym fantem zrobić. Raz, że cieszę się, że oczyściliśmy atmosferę po 2tygodniach jadu w powietrzu, że WRESZCIE odważył się powiedzieć coś o naszych problemach z seksem. Dwa, że oboje daliśmy sobie do myślenia - był wyraźnie zaskoczony, że to, co dla mnie było "inicjatywą" dla niego było "zabawą" i przekomarzankami. I że moja reakcja w trakcie stosunku to efekt nie zaspokojonych potrzeb, odepchnięcia ("jak to odepchnięcia, jesteśmy tak blisko że się bardziej nie da!"). Trzy, jestem przybita tym, że oboje obok siebie cierpieliśmy w ciszy z tego samego powodu, chociaż moje próby rozmowy na ten temat skazane były na fiasko, bo on nie umie rozmawiać o tej sferze życia.

                    Chyba dużo pracy przede mną i przed nim. Czas się zabrać za edukację w ars amandi, zrobić zakupy, starać się walczyć z tą cholerną blokadą. I chyba muszę zrewidować zdanie na temat swoich możliwości i umiejętności seksualnych...
    • malinakalina Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 17:40
      Im dluzej mysle o tym co napisala niejaka Glamourous. Tym wiecej przemyslen sie
      pojawia............hmmmmm......Bo moj W. upiera sie ze gdyby on nie zadbal
      nie " molestowal " mnie to sekscu nie byloby pewniw wcale ;-( ale niestety nie
      daje nam szansy sie o tym przekonac - bo nie ma cierpliwosci, tak naprawde.
      Czasem jak jest zmeczony lub mega zestresowany praca i nie bardzo ma ochote to
      ja sie super napalam, albo jak wlazi do lozka z czasopismem komputerowym ( cos
      jest z tym czytelniczym afrodyzjakiem )
      Czyli cos jest z tym o czym pisala autorka z tym ze u mnie odwrotnie ale
      mechanizm podobny - tylko checi i determinacji do zmiany nie ma widocznie
      takiej jak autorka watku ;-(
      No nic nie trace nadzieii.......mnie checi i determinacji do zminy we mnie
      samej nie zabraknie.
      Z nadzieja na lepsze seksualne jutro
      pozdrawiam.
    • malinakalina Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 17:43
      Ach i gratulacje i zyczenia trwalego i niepohamowanego pozadania ze strony
      meza...... ;-)
    • rumcajs-wrocek Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 19:34
      Moje gratulację glamour , naprawdę cieszę się, ze udało się chociaż Tobie :))
      Zazdroszcze Ci takiego odwrócenia sytuacji, ale u mnie nie zdało to rezultatu,
      chyba , że pół roku bez sexu i mojego zainteresowania żoną to za mało, ale ja
      już nie miałem siły dalej walczyć ;( Powiem tylko, że odkąd więcej przesiaduje
      w necie żona stała sie bardziej zazdrosna i z jednego razu w m-cu , zrobiło sie
      cztery w zeszłym m-cu , ale to na ranie tylko jeden taki m-c , Zobaczymy co
      dalej ?? Pozdrawiam
      • glamourous Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 20:33
        powiem Ci tylko ze kazda roza ma niestety swoj ciern i nigdy nie jest idealnie.
        Bo jakkolwiek renesans pozadania u mojego meza jest zjawiskiem chyba w miare -
        odpukac - trwalym, to moja ochota na seks z mezem jakos odleciala i nie bardzo
        chce wrocic, choc bardzo sie staram.
        Czyli klasyczna ironia losu.
        Zaczynam podejrzewac, ze jedynym sposobem na to, zeby znowu poczuc "motylki w
        brzuchu" jest inny facet...;-/

        pozdrawiam rowniez
        • rumcajs-wrocek Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 27.02.07, 20:48
          Oj cholera , mamy podobne mysli ;))
        • groszek_73 Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 08.03.07, 13:47
          mam podobnie - jest super, ale między innymi dlatego, że ja nie czuję aż takiego
          pożądania. I jest mi łatwiej powiedzieć że nie chcę :)
        • asers Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 04.04.07, 00:14
          witam

          jestesmy mloda para, po 23 lata, dopiero 1,5 roku razem, a niestety juz czytam
          forum na ten temat...

          na poczatku to nawet nie liczylem ile razy sie kochalismy, bo jesli napisze ze
          kilkanasie na tydzien to nie przesadze, a teraz....1-2 na miesiac, i to tylko
          wtedy jesli bede wykazywal inicjatywe:/

          metoda na przetrzymanie w naszym przypadku sie nie sprawdza, moja dziewczyna
          poprostu zupelnie chyba juz nie potrzebuje seksu, a ja wrecz przeciwnie, moglbym
          co chwile:(

          powiedzialem sobie ze sie przyzwyczaje, ze nie bede wywieral presji, ze bedziemy
          sie kochac jesli ona bedzie miala ochote...........no i niestety efektem bylo
          brak seksu zupelnie.

          duzo rozmawialismy na ten temat, ale wlasnie takie nocne rozmowy koncza sie
          placzem mojej dziewczyny, i slysze "Ty mnie w koncu zostawisz", "znajdziesz
          sobie inną" itp. a z drugiej strony jak ja nie zabiegam o seks, to jest "czy ja
          Ci sie juz nie podobam, czy Cie nie pociagam?" wiec zabiegam, ale konczy sie
          przytulaniem, calowaniem, i na wiecej nie ma juz ochoty, kiedy mysle ze "o tym
          razem cos poszlo do przodu" zaraz widze jej wzrok "i tym razem nie mam ochoty na
          seks"
          nie wiem co sie stalo........nawet na seks oralny nie ma juz ochoty, wczesniej
          moglem ja piesic po 2-3 razy dziennie Sama co chwile mnie zaczepiala zeby dobrac
          sie do rozporka:(

          Czuje sie juz tym znudzony, juz nie wiem co mam robic, metoda na przetrzymanie
          sie nie sprawdza, ciagle wychodzenie z iniciatywa tez konczy sie na niczym:(
          Nie wiem co robie nie tak, coraz bardziej meczy mnie to, i coraz bardziej oddala
          od niej:( a kocham Ja bardzo mocno i nie wyobrazam sobie zeby to moglo byc
          powodem naszego rozstania, ale brakuje mi seksu coraz bardziej, i coraz czesciej
          mysle o seksie z innymi kobietami....
          • asers Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 04.04.07, 00:52
            i juz nie wiem czy to ja jestem "erotomanem" ktory ma ochote ciagle na seks???:/
            az juz sie zle czuje sam z tym, i chcialbym czuc mniejsza ochote na seks z moja
            dziewczyna, to nie bylo by problemu.

            Ubiera sie bardzo seksownie, tak jak lubie o robi to specialnie czesto dla mnie,
            wie ze mam wtedy jeszcze wieksza ochote na seks, ale chyba nie zdaje sobie
            sprawy jak mi z tym ciezko.

            Nie chce jej mowic ze dla mnie to jest wielki problem, ze to cos psuje w naszym
            zwiazku, nie chce jej krzywdzic w ten sposob.

            moze to jest problem, to ze nie powiem jej wprost, po ktoryms kolejnym razie,
            kiedy wychodza nici z seksu, ze mnie to juz bardzo meczy.
            Ona czesto mnie przeprasza wtedy, ale ja nie chce przeprosin, mowie jej ze nic
            sie nie stalo, przytulam ja wtedy, mowie ze nie ma w tym niczyjej winy (bo nie
            chce zeby sie czula winna z tego powodu), ze tak widac jest, i mam wrazenie ze
            jej ta odpowiedz wystarcza.

            nie wiem jak z nia o tym porozmawiac juz zeby jej nie urazic, przeciez nie
            chodzi mi o to zeby na niej wymusic seks, bo to juz by zupelnie wszystko popsulo.

            i zastanawiam sie ze moze rzeczywiscie ona tak zadko ma ochote na seks, ze moze
            juz tak bedzie, i nie wiem jak sobie z tym poradze:(

            tyle ze wczesniej czesto sama inicjowala seks, miala ochote kochac sie czasem i
            po pare raze dziennie. wiec cos sie musialo stac, nie wiem czy moze ja cos
            popsulem, gdy ja o to pytam, mowi ze nie, ze to ona stracila ochote, ze to nie
            moja wina, ze jest jej przykro, bo nie wie czemu nie chce sie kochac.

            Duzo rozmawialismy, stwierdzila ze pewnie potrzebuje dluzszej gry wstepnej ze
            bardzo to lubi, zreszta wiedzialem o tym, wiec nie spiesze sie, duzo pocalunkow,
            pieszczot, masaze, szepty, przytulanie...ale nie pomaga:(

            Kiedy raz rozmawialismy, zeszlo cos na czestotliwosc seksu polakow, i ona
            stwierdzila ze z nami nie jest zle, po czym powiedzialem ze 1 raz w zeszlym
            miesiacu to chyba jednak nie ma sie czym "chwalic"....

            koncze juz to pisanie, bo moglbym tak jeszcze pewnie dlugo....

            jestem juz tym zalamany:(
        • to.ja.kas Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 09.04.07, 00:41
          "Zaczynam podejrzewac, ze jedynym sposobem na to, zeby znowu poczuc "motylki w
          brzuchu" jest inny facet...;-/"
          Oby nie inna kobieta w jego zyciu. To tez pobudza :-)
    • ewulka202 Re: Brak presji - recepta na przywrocenie pozadan 08.04.07, 18:59
      DO GLAMUROUS:
      HEJ, mam dokladnie taki sam problem ktory ty mialas.. mam wazne pytanie- kocham
      sie z moim facetem moze raz na 3 miesiace, wtedy gdy on wyrazi swoje szanowne
      checi..gdy juz wiedzialas ze bak presji i obojetnosc Ci pomoze, to czy gdy Twoj
      facet wyrazal chec na sex to mowials ze nie? zmienialas temat? czy oddawalas mu
      sie w obawie ze znow dlugo bedziesz czekac na nastpeny raz bo nie wiem co mam
      robic..nie wiem czy oddawac sie na jego kazde skinienie? czy odmowic..jak to
      wszystko rozegrac? Pomoz mi prosze..jestem w takiej samej pulapce jakiej bylas
      Ty
      • ewulka202 do GLAM-- WAZNE!! 08.04.07, 19:02
        DO GLAMUROUS:
        HEJ, mam dokladnie taki sam problem ktory ty mialas.. mam wazne pytanie- kocham
        sie z moim facetem moze raz na 3 miesiace, wtedy gdy on wyrazi swoje szanowne
        checi..gdy juz wiedzialas ze bak presji i obojetnosc Ci pomoze, to czy gdy Twoj
        facet wyrazal chec na sex to mowials ze nie? zmienialas temat? czy oddawalas mu
        sie w obawie ze znow dlugo bedziesz czekac na nastpeny raz bo nie wiem co mam
        robic..nie wiem czy oddawac sie na jego kazde skinienie? czy odmowic..jak to
        wszystko rozegrac? Pomoz mi prosze..jestem w takiej samej pulapce jakiej bylas
        Ty

        • ewolwenta Re: do GLAM-- WAZNE!! 08.04.07, 20:10
          ewulka202 rozegrać?
          Bardzo zły pomysł, rozwalisz co masz. Gierki do niczego nie prowadzą.
          • karmazynowa_dama Re: do GLAM-- WAZNE!! 08.04.07, 20:36
            heh na mojego nie działa:/ próbowałam, niestety po pół roku miałam dość
            • ewulka202 Re: do GLAM-- WAZNE!! 08.04.07, 20:52
              wiem ze na mojego zadziala bo sam mi to mowil, tylko ze to jest cholernie
              ciezkie:/ a oprocz tego miedzy nami wszytko jest super wiec moze
              faktycznie 'podaje mu wszystko gotowe' i facet nie ma gdzie pokazac swojej
              meskiej natury w zdobywaniu..kurcze tylko nie wiem zbyt jak mam sie zachowac w
              tym wszystkim..jak bede odmawiac teraz ja na sex to uzna ze sie na nim
              odgrywam..:/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka