Dodaj do ulubionych

w końcu sie odważam coś tu napisać

13.03.07, 03:17
Cześć wszystkim!
Czytam to forum już od ponad miesiąca, ale cały czas nie mogłam sie odważyć,
żeby też tu coś napisać. Tzn. napisałam parę komentarzy do cudzych historii,
ale bałam sie opisać własną.
Dlaczego?
Dlatego, że, chociaż podobnie jak inni mam kłopot z (a)seksualnością swojej
drugiej połowki, to, w przeciwieństwie do innych (chyba), uważam, że sama
jestem sobie winna (najprawdopodobniej).
Już wyjaśniam, o co chodzi.
Otóż jestem z moim obecynm partnerem 2,5 roku. Dość krótko. Od około roku z
seksem jest bardzo kiepsko: kochamy się średnio raz na dwa miesiące lub
rzadziej. Tylko z mojej inicjatywy. Jeśli jej nie wykazuję, nie kochamy się w
ogóle. Jak się już kochamy, seks jest, jak piszecie, drewniany. On robi to
tak, jakby odwalał pańszczyznę, jest jakby nieobecny. Niby ma erekcję, ale
tego podniecenia po nim w ogóle nie widać.. Wiele razy go przyłapałam
(odwróciłam się po prostu) jak biorąc mnie od tyłu patrzy gdzieś w bok z
totalnie obojętnym wyrazem twarzy.. Kiedy wie, że go widzę, stara się
bardziej udawać podniecenie, czy zaangażowanie.. Ale i tak nie wykazuje
żadnej inwencji.. Robimy tylko to, co ja chcę, jak długo chcę, kiedy pytam,
co by mu sprawiło przyjemność, on mówi, że tak jest dobrze, że nic mu nie
potrzeba.. Ja mam orgazm, jeśli w ogóle, od razu na początku, potem już tylko
mnie to męczy.. Nie mogę stosować tabletek, on nie chce prezerwatywy, więc
kończy u mnie w buzi, co kiedyś bardzo lubiłam, ale teraz mam wrażenie, że i
to mu nie sprawia przyjemności.. Ze najszczęśliwszy jest już po orgaźmie,
kiedy już jest w ogóle po wszystkim.. Nie wiem, jak to opisać.. Po prostu
chyba nawet mu nie sprawia przyjemności, że zajmuję się jego siusiakiem (co
kiedyś uwielbiał). W związku z tym mi to też już nie sprawia przyjemności i
robię to automatycznie, bo tak zwykliśmy kończyć seks.
Teraz, jak to napisałam, wydaje mi się to nieskończenie smutne..

Ja oczywiście potrzebuję więcej.. I na pewno nie w ten sposób..
Na początku też nie było zbyt wesoło z jego strony, ale myślałam, że się
rozkręci. Wiadomo, ludzie muszą się dotrzeć itd. Niestety wszystko się
zmienia tylko na gorsze. On już od początku nie był zbyt namiętny, tzn. już
od początku ten seks był właśńie jakiś taki drewniany.. On mnie tylko pytał,
co ja chcę i to wykonywał lub nie. Wiadomo, że to zbytnio nie podnieca..
Ja na początku chyba robiłam błąd i dobierałam się do niego przy każdej
okazji. Sprawiało mi przyjemność dawanie mu przyjemności. Po prostu przy
różnych okazjach wyciągałam siusialca i daalej..
On nie podszedł tak do mnie nigdy, teraz to widzę.
Pytałam go o jego fantazje i spełniałam je wszytskie (dużo ich nie było),
chciałam się bawić, chciałam żywego seksu, sprawiało mi dużo radości
przebieranie się dla niego itp.
Potem powiedziałam mu o swoich fantazjach, ale on nie spełnił żadnej z nich,
bo, jak mi powiedział, nie wiedział dokładnie, kiedy ma to zrobić.. Nie
chodziło o nic szczególnego.. chciałam, żeby siedział w fotelu i troche mi
porozkazywał..
On mi totalnie odmawia współudziału.
Przeszłam już okres buntu, wkurzenia, awantur. Przeszłam okres czekania na
niego w pończochach, które kiedyś tak lubił, seksownej bielizny.. On się
tylko kulił na ten widok i mówił, że jest bardzo zmęczony po pracy.
Pracę rzeczywiście zmienił na bardziej stresogenną, pracuje 8 godzin. Biorę
pod uwagę, że jest wrażliwcem i to przeżywa. (naprawdę przeżywa) Tylko to już
trwa rok.

Przytulamy się często, siorbiemy ta herbatę na kanapie, on mnie całuję,
dotyka moich piersi, pupy.. i właśnie nic. Jest bardzo czuły, daję mi masę
wsparcia. Jest totalnie wyrozumiały dla moich odpałów..
No właśnie.. teraz będzie o mnie.

Więc ja łatwego dzieciństwa nie miałam (kto je miał). Wyszłam z tego z
zaburzeniami (depresje + borderline), mam za sobą uzależnienie od opiatów i
nie tylko. Mam trudności z orgazmem (zawsze miałam). Powiedziałam o tym
partnerowi po jakimś czasie udawania. Myślę, że to samo mogło go zniechęcić
do seksu, mimo, że mówił na pocżatku, że będziemy walczyć o mój orgazm.
Trudności z orgazmem mam tylko z mężczyznami, bo sama mogę mieć nawet 6 jeden
po drugim. Obecny partner jest w zasadzie moim pierwszym. Mam 32 lata, ale
wcześniej bałam się mężczyzn, miałam kogoś tam jak brałam, ale to właściewie
nic nie było, zawsze uważałam, że jestem brzydka (podobno nieprwada), miałam
anoreksję i bulimię.. itd. Ogólnie nie wierzyłam, że mogę się komuś podobać.
Podobno byłam wykorzystywana przez ojca, ale nie mogę sobie tego do końca
przypomnieć, więc nie wiem, czy to prawda. Były też inne rzeczy.
Skutkiem tego jestem emocjonalnie wykolejona. Mam napady szału. Robię
awantury o nic. Tnę się (blizny są aseksualne). Wrzeszczę i biję się
pięsciami po całym ciele. (borderline w stani czystym).
Oczywiście chodzę na terapię od paru lat. Tzn odkąd pamiętam chodzę na
terapię, ale dopiero 3 lata temu znalazłam dobrego terapeutę. Biorę leki, bo
terapia w tym zaburzeniu pomaga niewiele (zmiany w mózgu).
Powiedziałam o tym mojemu obecnemu partnerowi od razu na początku, ale on
powiedział, że mu to niestraszne, bo też ma problemy (rzeczywiście ma,
chociażby z tym zamknięciem i wycofaniem). W ogóle, jeśli chodzi o problemy,
dgadujemy się świetnie, on mnie rozumie, ja jego.. Ale jest jeszcze normalne
zycie..
Mam wrażenie, że sytuacja go chyba przerosła..
Może nie wiedział, że będzie aż tak ciężko.. Że ja będę też czegoś wymagała
poza cierpliwością.. Jest jeszcze taki aspekt, że on wcześniej przez całe
życie mieszkał z rodzicami, a teraz niemszka ze mną.. Oczywiście zmiana.. Ja
mamą raczej nie jestem.
O rany, strasznie dużo napisałam, nie wiem, czy się tu komuś będzie chciało
to czytać. Tyle wyszło, bo chciałam opisać sytuację, która z jendej strony
jest bardzo "toforumowa", a z drugiej, kurczę, zdaję sobię sprawę z tego, że
ja sama nie jestem łatwa w kontakcie.
Może niepotrzebnie napisałam. Po prostu czytałam to forum, bo strasznie
cierpię z powodu seksualnego odrzucenia, z tego powodu, że nie czuję się juz
kobietą (czułam się nia na krótko tylko, jak jego poznałam, bo wcześniej też
raczej nigdy). No i teraz wszytsko mi się jakby potwierdza, że rzeczywiście
nic nie jestem warta, że to była tylko chwila, kiedy się tak dobrze czułam i
teraz wszytsko wraca do normy. Czyli ja to aseksuanle ono. Tak zawsze o sobie
myślałam. Wiem, że może odbierzecie mnie jak nienormalną, ale niestety tacy
ludzie też mają problemy z seksem. Co zrobić.
Czy uważacie, że ja mogłam "zdusić" psychicznie, emocjonalnie, seksualnie
mojego partnera? Przez swoje stany, które on musi wytrzmywać? To moja wina,
że oziębł? Mężczyźni? Jak to jest? Tylko nie piszcie, że jestem potworem,
który zaszczuł dobrego faceta (to pewnie prawda, ale co dalej???)
Obserwuj wątek
    • kropka991 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 08:28
      Przeczytałam dwa razy - trudna historia. Ale każdy dla siebie jest trudną
      historią. Trzymaj się kluska! Nic Ci nie poradzę, nie podrzucę ze swojego
      życia. Inne miałam trudności. Ale czytać bedę jak zechcesz dalej opowiadać o
      sobie. A starać się trzeba, choć jest pod górkę, bo to jedyne życie. I żadnych
      premii za to, że masz najtrudniej nie będzie. Dla własnego interesu, dla tych
      paru szczęśliwych chwil w przyszłości - codziennie trzeba się zbierać w sobie.
      Powodzenia!
      • groszek_73 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 10:46
        może on też powinien pójść na terapię ? To bardzo trudny związek, ale skoro
        nadal z tobą jest, to mu chyba zależy. Więc może taka terapia i jemu by pomogła ?
        • tusku Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 14.03.07, 08:01
          Za dużo jest 'dupiastych'facetów.
        • tlustaklucha Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 15.03.07, 01:58
          On chodził kiedyś na terapię, ale nie trafił tak obrze jak ja. Tzn. o dobrego
          terapeutę u nas naprawdę trudno, sama też długo szykałam. On jest teraz
          zniechęcony, ale postanowiliśmy, że jesli ja złoże magisterkę do 15 kwietnia,
          on zacznie szukać terapeuty od nowa. Z racji pokiereszowanego życiorysu dopiero
          kończę studia.
    • m_aggi Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 11:33
      Przeczytałam Twoją historię z uwagą i zaciekawieniem. Pojęcia nie mam co można
      Ci poradzić. Może Twój partner też powinien chodzić z Tobą na tę terapię?
      Jesteś napewno fajną osobą, atrakcyjną i temperamentną kobietą, nie jeden facet
      chciałby mieć tak urozmaicane życie seksualne:-) Myślę, że nie powinnaś za
      jakiekolwiek niepowodzenia obwiniac tylko i wyłącznie siebie! Ale nad chyba
      pracujecie na terapii... Łatwo powiedzieć, wiem. Może szczera rozmowa z
      partnerem? Hmm to takie błahe, ale tylko w ten sposób można rozwiązać problemy.
      Życze wszystkiego najlepszego!! Pozdrawiam cieplutko.
    • gomory Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 11:39
      > Czy uważacie, że ja mogłam "zdusić" psychicznie, emocjonalnie, seksualnie
      > mojego partnera? Przez swoje stany, które on musi wytrzmywać? To moja wina,
      > że oziębł? Mężczyźni? Jak to jest? Tylko nie piszcie, że jestem potworem,
      > który zaszczuł dobrego faceta (to pewnie prawda, ale co dalej???)

      Uwazam, ze przede wszystkim powinnas sie skupic na swojej osobowosci. Najlepiej wspomnij o tym swojemu terapeucie, niech on to rozstrzyga.
      Przyznasz sama, ze ocena sytuacji "kiedys mocno erotyczny zwiazek, a teraz seksualna posucha" doskonale pasuje do typu Twojej osobowosci i widzenia swiata z pozycji hustawki. Na tej grupie mozesz znalezc tylko wspolczucie nas wszystkich. Niestety zadnej rozsadnej porady nikt tutaj nie bylby w stanie Tobie udzielic, bo nie jestesmy specjalistami. Po prostu mozemy Cie tylko wirtualnie mocno przytulic :).
      • justysialek Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 11:43
        No to ja też przytulam.

        Wygadać się zawsze możesz, nie krępuj się.
        • czerwone_francuskie Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 12:24
          kluska, a moze on zaczyna popadac w stany niskie i depresyjne? wtedy zazwyczaj ochota bna seks pryska
          jak banka? moze on czuje sie niedoceniony albo wprost seksualnie wykorzystywany? Moze sie zamyka w
          sobie z innych powodow a TY obserwujesz efekt rykoszetu?
          Poczytaj co pisza inne dziewczyny generalnie...ale awantury o seks i histerie to jest moim zdaniem drogo
          do nikad...
          trzymaj sie, moze napisz tez na jakims depresyjnym forum?
          • maka2007 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 14:44
            Witaj Kluseczko ;-)

            Jestem facetem tak dla jasności, bo z tych moich nicków nie wiele wynika.

            Seks w związku nie jest najważniejszy ale tylko do czasu gdy z nim jest wszystko
            w porządku. Jestem żonaty od ponad dziesięciu lat i od początku małżeństwa
            kochanie się z żoną raz na miesiąc lub dwa destrukcyjnie wpływało na moją
            psychikę. Wieczne bóle głowy, żołądka, wątroby, palca i ciągłe zmęczenie
            dobijały mnie systematycznie i skutecznie. Leżenie w jednym łóżku tyłkami do
            siebie potrafi doprowadzić do szaleństwa. I te pytania kłębiące się pod czaszką
            Co robię nie tak? Czy ze mną wszystko jest w porządku? Wieczne szukanie winy w
            sobie również nie poprawia samopoczucia. Rozmowy z żoną, nie było ich wiele
            jestem facetem który z trudem mówi otwarcie o uczuciach i swoich potrzebach, nie
            zdały się na nic, słowne zrozumienie i całkowity brak czynów, które by to
            zrozumienie potwierdziły.
            Wyobrażacie sobie dwa tygodnie wakacji na Krecie tylko we dwoje i zero seksu.
            Szukając winy w sobie doszedłem do wniosku, że jestem zbyt nachalny,
            postanowiłem odpuścić, tydzień, dwa tygodnie itd. bez prób z mojej strony i....
            nic żadnej reakcji. Nagle żona oświadczyła, że czas na dziecko i obliczyła kiedy
            może dojść do zapłodnienia no i miałem seks raz w miesiącu o odpowiedniej porze
            dnia czy nocy tak żeby zrobić dziewczynką, a to że w jeden z takich dni byłem
            przeziębiony i miałem naprawdę wysoką gorączkę to nie było ważne, bo następna
            okazja dopiero za miesiąc. Czwarta próba była udana, mam wspaniałą córkę ma
            teraz 7 lat. Oczywiście seks w ciąży wykluczony.
            Długotrwały stres przerodził się w depresję, całkowity brak akceptacji dla
            samego siebie, brak chęci do jakiegokolwiek działania, brak chęci do życia bo po
            co wstawać rano. Takie podejście odbiło się na życiu zawodowym, strata pracy.
            Kłopoty ze znalezieniem nowej, bo po co nowa praca. Narastające myśli o
            przeprowadzce do świata równoległego. Na szczęście córka, mała istota, którą
            kocham bezwarunkowo, okazała się znakomitą kotwicą.
            Pewnego dnia, ponad pół roku temu, trafiłem na podobne forum jak to nasze.
            Zobaczyłem, że nie jestem sam, że nie tylko ja mam tego typu problemy i nagle
            dosłownie z dnia na dzień zrozumiałem, że ten mój związek jest chory,
            patologiczny. Odkryłem również, że nie kocham mojej żony, że świat bywa również
            piękny i że są na nim inni ludzie, uśmiechają się do mnie nawet mnie lubią.
            Nie minęło wiele czasu gdy poznałem kogoś, moja "Samotność w sieci", po depresji
            zostało niemiłe wspomnienie, znowu patrzę w lustro z uśmiechem. W wieku prawie
            czterdziestu lat odkryłem co to jest seks i normalna miłość. Rozwód nadchodzi
            wielkimi krokami.

            Może się dziwisz, że Tobie to opisałem. Nie potrafię Tobie udzielić żadnej rady,
            chcę tylko abyś zauważyła, że inni mają lub mieli podobne problemy i nabrała
            choć trochę dystansu do swojej sytuacji. Zmiana perspektywy patrzenia pozwala
            czasem dostrzec rozwiązanie, które do tej pory nie było widoczne.

            Pozdrawiam i przepraszam za pewien chaos w mojej wypowiedzi.
            • gomory Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 13.03.07, 15:32
              > chcę tylko abyś zauważyła, że inni mają lub mieli podobne problemy i nabrała
              > choć trochę dystansu do swojej sytuacji. Zmiana perspektywy patrzenia pozwala
              > czasem dostrzec rozwiązanie, które do tej pory nie było widoczne.

              Wspolczuje, ze takie smutne doswiadczenia Ciebie dotknely. Ale sorry... ja nie widze bys mial podobne problemy co autorka tego watku. Podobienstwo jak miedzy krzeslem i krzeslem elektrycznym ;). Lepiej chyba byloby gdybys swoja historie wrzucil do wlasnego watku.
              • maka2007 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 14.03.07, 10:17
                Zgadzam się z Tobą, to nie są podobne historie ale skutki różnych przeżyć dały
                podobny efekt, i dlatego wpisałem to w ten wątek.

                Pozdrawiam
            • tlustaklucha maka 2007 15.03.07, 02:20
              Dobrze, że się zdecydowałeś na rozwód. Oczywiście nie znam Twojego życia, ale
              jeśli związek był destrukcyjny dla Was obojga, to było jedyne wyjście. Nie
              matrw się o dziecko. Dużo się mówi o tym, że dzici najbardziej cierpią podczas
              rozwodu. Powiem tak: dzieci cierpią potwornie, jeśli rodzice się nie dogadują,
              krzyczą na siebie, obwiniają o wszystko dziecko, mówią mu, że to ono jest
              wszystkiemu winne, werbalnie lub nie. Ja jestm dzieckiem z takiego małżeństwa.
              Ojciec zawsze brałmnie do pokoju i mówił, wiesz elu, to przez ciebie się
              pokłociliśmy, gdybyś była grzeczniejsza, to.. Nie mówię, że Wy tak robicie, ale
              mówię, że dziecko świetnie wszystko wyczuwa i się strasznie męczy, jełśi jest
              jakaś chora atmosfera pełna wzajemnych urazów. Wtedy naprawdę lepiej się
              rozejść, kochać córeczkę, rozpieszczać ją i niech nie czuje się winna i niech
              nie zyje w takiej atmosferze. Rozwód przeżyje, ale to jest przeżycie
              JEDNOKROTNE, potem każde z was może jej pomóc, byle byście nie oskarżali się
              wzajemnie. Niech ona o tym nie wie.
              • tlustaklucha Re: maka 2007 15.03.07, 02:23
                Tzn, niech nie wie, o co się oskarżacie, że tata albo mama są źli z jakiegoś
                powodu, bo te powody są wasze, ona was po prostu kocha.
    • misssaigon szczerze 13.03.07, 19:03
      klucho (cóz za pociagajacy nick) - moze tak:
      - każde z was cos ma z tego związku..ale to cos to dla ciebie za mało, a dla
      Twojego partnera?

      - uważam, że clou waszego zwiazku jest przyciaganie sie ludzi z problemami -
      którzy uważaja, ze od osoby , która ma za soba specyficzne stany psychiczne sa w
      stanie dostac wiecej wsparcia, zrozumienia i tolerancji

      - twój partner długo nie mógl sie usamodzielnic (mieszkanie z rodzicami,
      prawiczek)- zapewne patzy na siebie jak na rodzaj zyciowego raroga, którego to
      żadna "normalna" partnerka nie zechce - ty zechciałas - a on akceptuje twoje
      "odpały"
      - twoje przezycia psychiczne -dziecinstwo, uzywki, depresje etc - determinuja
      twoje obecne zycie - mozesz sobie tym tłumaczyc przeszlosc ale nie mozesz
      terazniejszosci - jezeli nie zaczniesz podchodzic do sibie jak do normalnej
      osoby - stawiac poprzeczke na wlasciwym poziomie - nie bedziesz czuc sie
      normalnie i nie znajdziesz normalnego partnera - nie traktuj siebie jako osoby
      "specjalnej troski" - juz czas z tym skonczyc...

      zreszta widac to po tym, ze przestałas swoj zwiazek uwazac za ekwiwalentny -
      czas przejsc na inny poziom...


      moim zdaniem - pożadnie to efemeryda..jak juz zniknie - rzadko sie pojawia znowu
      ..a jesli nie bylo go od samego poczatku - nie wyczarujesz go rózdzka ani
      robieniem loda 10 razy dziennie..

      - uważam, ze dla włąsnego dobra powinniscie sobie obydwoje poszukac zupelnie
      nowych "nieobciażonych" partnerów i nie przedstawiac od razu na poczatku
      znajomości calej "historii choroby"


      - mysle, klucho, ze zaczynasz dojrzewac do takiej decyzji

      powodzenia
      • vesper_lynd Re: szczerze 13.03.07, 19:50
        Nie zgodzę się z powyższym - nie można tak nagle odwrócić się od przeszłości i radykalnie "odciąć" się od tamtego etapu w życiu przez znalezienie innego partnera. Szczególnie że klucha jest w trakcie terapii, także rozpoczynanie nowego związku, w którym nie zostanie wszystko powiedziane o problemach jednej ze stron może zakończyć się źle. Ile można ukrywać przed ukochanym, że ma się depresję i problemy ze sobą? Chyba nie chodzi o to.
        Tym bardziej, że znalezienie nowej miłości nie jest takim hopsiemasz...
        Ja bym dała partnerowi szansę, spróbowała odwiedzić seksuologa? Faktycznie chłop może być zmęczony i sam popadać w stany depresyjne, uważam że pomoc z zewnątrz może okazać się nieodzwona.
        • misssaigon vesper 14.03.07, 09:23
          mozna sie odciąć a nawet nalezy, trzeba zmienic miejsce, warunki,
          otoczenie...unikac sytuacji, ludzi, którzy przypominaja dawne zycie i toksyczne
          sytuacje...mozna wiele rzeczy zmienic i moze to sie uda - wiem, ze tak jest...
          wiem równiez, ze zyciu zawsze bedzie towarzyszyc obawa przed powrotem do tej
          "ceimnej strony", ze sa moemnty kiedy wręcz teskni sie do alienacji, zanurzenia
          sie w depresji...dlatego uważam, ze nalezy unikac sytuacji i ludzi, którzy
          powoduja w nas frustracje, podtrzymuja poczucie obnizej wartosci...
          mechaniczny seks nie daje bliskosci - jest po prostu dodatkiem do przyjazni,
          uspokojeniem sumienia...a to nie jest konstruktywne
          • vesper_lynd Re: misssaigon 16.03.07, 22:44
            Zgadzam się z Tobą w 100% - tyle, że do takiego radykalnego cięcia trzeba być gotowym. Być pewnym tego, że to dobry czas na rozpoczęcie nowego etapu i być jednocześnie pewnym siebie, aby dobrze znieść początkowy okres rozłąki - zazwyczaj niełatwy. Ciężko oceniać na jakim etapie jest autorka, dlatego napisałam o swoich obiekcjach dotyczących postawienia grubej kreski akurat TERAZ.

            Druga sprawa to podejście do partnera - nie wiem, czy mechaniczne "rzuć go" jest dobrą postawą. Tym bardziej że facet sam wydaje się być zagubiony i potrzebujący jakiejś pomocy z zewnątrz (seksuolog? psycholog?). Nie skreślałabym tak brutalnie lat razem, tym bardziej, że lat trudnych dla obojga, które przeżyli RAZEM. Czasem ta "czarna" przeszłość może dzielić, ale i cementować. Może partner kojarzy się z okresem w życiu, który chce się tylko zapomnieć, ale człowiek to nie zabawka, czy wizyty u terapeuty, które po prostu się przerywa jeśli nie ma potrzeby ich kontynuacji.
            Mechaniczny seks mechanicznym seksem, ale wydaje mi się, że jest on taki a nie inny z powodu kryzysu w związku, nad którym może warto popracować? Jeśli oczywiście oboje są zdecydowani podjąć taki wysiłek!
            pozdrawiam
      • tlustaklucha misssaigon 15.03.07, 02:50
        Nick jest taki, jak się właśnie czuję. Co zrobić..
        Masz całkowitą rację z tym przyciąganiem się ludzi z problemami, tylko nie
        wiadomo, jak z tego wyjść. Moje problemy po prostu widać, dosłownie i w
        przenośni. Po pierwsze mam bliżny na całym ciele, kązdy zapyta, skąd są.
        Ostatnio musiałam się zwolnić z pracy, bo uczeń zauważył(jestem letkorem
        rosyjskiego), mimo, że noszę zawsze długi rękaw i nie miałam po co wracać. Poza
        tym to widać w całym moim życiorysie: dopiero skończyłam studia, piszę
        magisterkę, mimo, że mam 32 lata, właściwie nigdzie na stałe nie pracowałam,
        nie licząc lektoratów i tłumaczeń raz na jakiś czas. Mam ogromne kłopoty ze
        swoimi emocjami, mimo terapii i mimo leków. To wychodzi na drugim, trzecim
        spotkaniu. Żaden normalny facet nie chce takiej kobiety, przecież wybieramy dla
        siebie jak najlepsze warianty i nie mozna mieć o to do nikogo prestensji. Druga
        sprawa, to taka, że jak pisałam, ja też miałabym kłopot z zaakceptowaniem
        norlmalnej osoby. Jak ktoś cały czas doświadczał czegoś złego, to zwyczajnie
        boi się dobrego, bo nie wie, co ma ztym zrobić. Ja zawsze uważałam, że mi sie
        nie należy, że za wysokie progi, jak na moje nogi, byłam strasznie podejrzliwa,
        jak kotś mi okazywał zainteresowanie.
        Jak znaleźć nieobciążonego partnera i skłonić go, by pozostał z taką osobą jak
        ja? Nie wiem. Prawdą jest, że nie próbowałam.

        A pożądanie?
        Mam nadzieję, że jednak odżyje. Na razie daliśmy sobie czas do sierpnia, tzn,
        to był jego pomysł. Jak nic się nie zmieni (jego słowa, nie wiem, co ma sie
        zmienić, jeśli nie będziemy nad tym pracować), rozejdziemy się.
    • kama4445 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 14.03.07, 03:04
      Witaj.
      Przeczytałam Twoją wypowiedź i ..postanowiłam napisać.
      Robię to pierwszy raz i do tego jeszcze jestem świeżo cholernie rozgoryczona -
      obawiam się zatem, że wypowiedź moja może być nieco nazbyt emocjonalna i
      pogubiona.
      Mam 35 lat/rocznikowo 36 ale dopiero w listopadzie-hiih- zaczynam sobie
      odejmować?-hihihi/
      W związku małżeńskim od 15 lat.
      I co dalej? Co ja w zasadzie chciałam tu napisać? Co,oprócz tego,że chciałabym
      wykrzyczeć na cały świat ,że jak to zaraz wszystko piernicznę,to tylko huk
      zostanie?
      Czytając Twoją wypowiedź, doszłam do wniosku,że jakbym... częściowo czytała o
      swoim życiu. To mnie troszkę podniosło na duchu, bo jeśli ja teraz w środku
      nocy siedzę przy komputerze, bo z nerwów omal mi czaszka nie pęknie, jeśli
      poszukałam tego forum o tej konkretnej tematyce, jeśli jeszcze do tego
      wszystkiego odnalazłam słowa, które pasują również do mojej sytuacji / choćby
      częściowo/ i napisała je inna kobieta=to już mi jakoś raźniej, już wiem,że nie
      tylko ja czuję się taka jakaś...
      Sytuacja z dziś- niczym nie różniąca się od dziesiątek tego typu sytuacji
      każdego innego dnia.
      Czekałam na męża aż wróci z jakiejś "fuchy".Wiem,że on ciężko pracuje-doceniam
      to.
      Ja z kolei zajmuję się wszystkim innym,łącznie z przetkaniem zlewu.Mój mąż nie
      wie chyba nawet gdzie są sztućce w naszym mieszkaniu.
      No cóż, sama do tego doprowadziłam.
      Staram się jak tylko mogę-staram się być doskonałą gospodynią, wzorową matką i
      rewelacyjną żoną.
      Czy ja oczekuję aż tak wiele? Moją główną potrzebą jest potrzeba czułości i
      choćby szczątkowego zainteresowania.
      Dziś, późnym wieczorem, gdy mąż wreszcie wrócił do domu, czekałam na niego.
      I tu się zaczynają "schody",ponieważ mój mąż zachowuje się jak panienka , którą
      trzeba adorować i zdobywać.Chyba zawsze tak było,że to ja inicjowałam wszelkie
      intymne sytuacje- może kiedyś tak mi to nie przeszkadzało ale teraz z czasem
      zaczęłam odbierać to bardzo osobiście. Wbiłam się w przekonanie ,że ja już go
      nie pociągam, że on mnie ma dosyć, że jak widzi mnie w "lekkim natarciu" to
      chyba dostaje gęsiej skórki na myśl, że będzie się musiał ze mna pokochać.
      Przesadzam? Możliwe, ale jak ma się czuć kobieta, która wie,że jeśli nie
      zacznie,to nic nie będzie? Jego trzeba ugłaskać żeby... zechciał być łaskaw i
      dał się popieścić!Później mocniejsze pieszczoty łącznie z oralem a ja w tym
      czasie to powinnam chyba sobie jakiś guziczek załączyć bo jak on uzna że już
      chyba by chciał- ja mam być absolutnie gotowa.
      Mało tego! Dziś dosłownie trwało to ..jakieś 5 ruchów i ..miał odlot.Dosłownie
      aż mnie zatkało.Poczułam się jak gumowa lalka. Zaraz wylazły ze mnie wszystkie
      moje "bóle"-tzn.te wszystkie sytuacje gdy traktował mnie tak przedmiotowo,
      sytuacje gdy wiedziałam że zanim przyszedł do łóżka to "wgrzewał się" w
      łazience na swoej porno gazetce.
      Próbowałam z nim o tym rozmawiać-że jest gdzieś kłopot,że może damy radę go
      rozwiązać.Zawsze w takiej sytuacji robił ze mnie jakąś wariatkę, czepialską i
      maniaczkę.Kiedy któregoś dnia nie wytrzymałam i we łzach zapytałam go o to czy
      on już faktycznie ma taki niesmak do mnie i jaki jest jego kanon urody kobiety-
      odpowiedział mi żebym pooglądała sobie Fashion TV.
      Zabolało! Tak, czyli ja mam popatrzeć sobie na kanał z modelkami i zobaczyć jak
      wiele mi brakuje?!
      W takiej sytuacji chyba jestem troszkę usprawiedliwiona ,że fala rozżalenia
      wypełniła mnie już chyba po czubek głowy.
      Powiedz mi jak zrozumieć jego zachowanie? Co zrobić żeby tak nie cierpieć? Jak
      sobie z tym poradzić?Jak nie czuć się taką odrzucona kobietą? Czy to we mnie
      jest coś nie tak? Czy to może jest normalne zachowanie u faceta i tylko ja Bóg
      wie czego oczekuję? Sama juz nie wiem!
      • gomory Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 14.03.07, 10:09
        A co od niego otrzymujesz, ze jestescie razem? Dlaczego?
        • kama4445 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 16.03.07, 03:44
          Nie wiem co od niego otrzymuję.
          Jeśli się zastanowić i spojrzeć krytycznym okiem na całą sytuację, to nic
          takiego od niego nie dostaję. Wmawiałam sobie, że on mi daje poczucie
          bezpieczeństwa ale to bzdura- kiedy gorzej się czułam /stany lękowe,
          depresyjne/ - potrzebowałam tylko bliskości i wszystko by przeszło natychmiast-
          on potrafił mi zaproponowac tylko to,że zawiezie mnie na pogotowie a tam dadzą
          mi głupiego jasia na uspokojenie i po wszystkim.
          On doskonale wie,że ja nie mam dokąd odejśc i dlatego cokolwiek zrobi i tak
          jakoś mu ujdzie bo i cóz ja bym miała ze soba zrobic?
          Przekonałam się, że nie moge na niego liczyć tylko dlatego że go potrzebuję-
          owszem, może mi pomóc ale tylko wtedy jesli to nazbyt nie zburzy jego planów.
          Zgadzam sie z tym,że nie jestem modelką- ale to przecież nie upoważnia nikogo
          do tego aby sprawiac mi ból, lekceważyc mnie itp.
          Pewnie,że nagle sie "obudziła"-teraz mi to przeszkadza? on zawsze był mało
          czuły a z czasem ..jeszcze mniej- więc wcale nie ma się co dziwić,że on teraz
          raptem nie może pojąć skąd u mnie tyle żalu? skąd on się wziął jeśli tyle lat
          było ok?nie docierało do niego to, co mówiłam- sygnalizowałam że coś złego się
          dzieje- bagatelizował to- zawsze traktował mnie jak półidiotke-a kiedy mówiłam
          ze sprawia mi ból takim traktowaniem nnie- odpierał zarzuty twierdząc ze sobie
          coś wymyśliłam. A ja? ..Cóż ja? Uspokajałam sama siebie bo... jak mocno walczyc
          to do końca , a jesli tylko troche pobuczec, to lepiej już zamilknąć.


      • tlustaklucha kama 15.03.07, 03:21
        Hej!
        No, mamy bardzo podobnie, ja też robię w domu wszystko sama (bo głownie pracuję
        w domu, więc wydaje się, że tak naprawdę nie pracuję, więc mam czas)i moja
        gwiazdka też jest/była panienką, którą trzeba było rozgrzać. Ja rozgrzewałam, a
        on w końcu mi wkładał. Dziwił się, że ja też potrzebuje pieszczot, że nie
        wystarcza mi, że pieszczę jego, a potem się kochamy. Mój w czasie stosunku
        robił, co chciałam, ale tylko na moje życzenie. Tzn. pytanie, co byś chciała
        teraz i wykonanie (np. od przodu, od tyłu, z boku itp.) ale już bez
        zaangażowania. Czekał na ten kończący wszystko oral. Nie wiem. Tak jakby
        początek, kiedy to ja go pieszcze był fajny, potem coś beznadziejnego, czyli
        stosunek, no i potm w końcu orgazm u mnie w buzi..
        Wiesz co, ale gdyby mój mi powiedział to, co Tobie z tymi modelkami z
        fashion... Zastanowiłambym się.. Nie podejmuj pochopnie decyzji.. Ale taka
        wypowiedź o czymś świadczy. Nawet jeśli się chciał po prostu na Tobie za coś
        odegrać. Zapytaj go wprost: o co ci chodzi? Po co mi to mówisz? To jest pewnie
        jego odpowiedź na to, że się czepiasz. Tzn. czepiasz w jego odczuciu. To pewnie
        jest drażliwa kwestia dla niego i dlatego tak reaguje.
        To nie jest normalne zachowanie faceta, który kocha swoją partnerkę.
        Na pewno z Tbą jest wszystko w porządku, chociaż wyobrażam sobie, że on jest
        wkurzony, bo być może tak jak ja, mając na głowie cały dom, czasem mu
        przygadasz, żeby po sobie sprzątnął albo chociaż uszanował, że ty to zrobiłaś.
        U mnie czasem są nieporozumienia z tego powodu i on mi to wprost wygarnął, że
        zrzędzę i dlatego nie ma ochcoty na seks (ale juz nie zrzędzę i dalej nie ma).
        Zresztą ja nie jestem na etacie gospodyni. W koncu ustaliliśmy, że każdy o coś
        w domu dba i tyle.
        Ja też czuję się odrzucona (to chyba najgorsze) i czuję, że go nie pociągam.
        Moim zdaniem robisz błąd, że chcesz być wzorową gospodynią, matką, żoną. Z
        matką się zgadzam, bo dziecko nic nie zawiniło. Ale żoną, gospodynią? Po co?
        Facetów to nie podnieca, jak jest posprzątene i ugotowane. Przecież on Cię
        zacznie trakotwać jak kucharkę i pokojówkę, ale na pewno nie jak kochankę.
        Musisz spowodować, żeby on zaczął odbierać Cię jak kobietę, o którą musi
        zawalczyć (zobacz tu wszyscy tak piszą i chyba mają rację), a przede wszystkim
        jak kobietę właśnie! Z fochami, tajemnicami, ze swoim światem. Jak masz mieć
        swój świat, jak w ogóle nie myślisz o sobie? Kiedy Cię ostatni raz zaprosił do
        restauracji? Kiedy razem piliście wino przy świecach? Może dzieci dawno nie
        były u babci??
        Jeśli dalej będzie Ci gadał teksty w rodzaju tego o FTV i tego jakoś sensownie
        nie wytłumaczy, chyba czas pomyśleć o rozstaniu. Albo chociaż separacji.
    • gossie Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 14.03.07, 16:03
      kluska, ja trzymam za was kciuki! wedlug mnie te jego obecne problemy lozkowe
      niekoniecznie sa powiazane z klopotami o podlozu psychicznym. nie doszukuj sie
      winy u siebie! on Ciebie kocha baaaardzo! wiesz o co tu chodzi? ano o to, ze
      Twoj luby ma za latwo! mieszkasz z nim, to raz. jestes otwarta na sex i chyba
      wszystko juz zademonstrowalas i zrealizowalas, jestes zawsze gotowa i do tego
      masz wspaniala wyobraznie, to dwa. ehh, wydawaloby sie ze superkochanka, jednak
      jest ale! on mysli ze juz niczym go nie zaskoczysz, a przeciez przed Wami cale
      zycie. po co mu seks teraz, jak wie ze bedzie zaraz, jutro, pojutrze, itd. nie
      ma tej emocji, zanikl w nim instynkt lowczy.
      wedlug mnie ta teoria rzadzi swiatem meskim! otworzyla mi oczy nasza
      forumowiczka glamourous - poczytaj sobie jej posty, serio. jej sytuacja ulegla
      znacznej poprawie, ja sama wprowadze nowe zasady do mojego pozycia seksualnego
      (nic nie bedzie oczywiste, nie zawsze i nie wszedzie, nie bede gotowa zrobic
      wszystkiego,aby mu zrobic przyjemnosc) i zobaczymy co sie stanie (musze jednak
      jeszcze troche poczekac bo partner wciaz daleko).

      Oczywiscie, to moze miec glebsze podloze, ale warto zaczac od tego.
      Wierze, ze bedzie dobrze!

      goraca pozdrawiam
      • tlustaklucha Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 15.03.07, 01:54
        Hej...
        O rany..
        Strasznie dziękuję wszystkim za odpowiedzi! Jestem totalnie zaskoczona.
        Nie zaglądałam tu przez parę dni, bo byłam pewna, że przeczytam same straszne
        wypowidzi na swój temat. Potem, jak już przeczytałam, to z kolei nie mogłam się
        odnaleźć z tym, że tu wszyscy tacy dobrzy.. U mnie to zawsze powoduje szok. Nie
        wiem, co mam z tym robić. Z wymówkami być może bym sobie nawet lepiej
        poradziła..
        Dlatego to nie jest tak, że sowje problemy można tak po prostu zostawić za sobą
        i iść dalej. Bo to z powodu swoich problemów mam kłopot zarówno z akceptacją,
        jak i z nieakceptacją innych. Nie odpowiada mi partner, który nie zwraca na
        mnie uwagi (jako kobietę), ale patner zbyt dobry, zbyt kochający, w którym
        budziłabym zbyt duże pożądanie pewnie też byłby dla mnie nie do zaakceptowania.
        Tak, jak Wasze wypowiedzi. Długo musiałam się uspokajać, zanim się odanlazłam z
        tym, że właściwie wszystkie są przychylne..
        Naprawdę zupełnie czegoś innego się spodziewałam. Strasznie dziękuję. Jesteście
        na pewno bardzo dojrzałymi i empatycznymi ludźmi i przykro mi, kiedy myślę, że
        wszystkich nas łączy podobny problem.
        Myślę, że problemy nie podlegają gradacji - dla kązdego jego własny problem
        jest najstraszniejszy. Zawsze tak jest. Dlatego w sumie nie myślę, że mam
        gorzej. Opisałam swoją i partnera sytuację nie po to, żeby obudzić współczucie,
        czy coś takiego, tylko żeby jasno przedstawić, jak jest. Piszemy o seksie, a
        seks jest odbiciem tego, co dzieje się w związku. No a związek jest taki, jakcy
        ludzie go tworzą i w jakich są relacjach. Opisałam kłopoty partnera, więc
        opisałam też swoje, żeby nie było że jestem taka różowa, a partner be i nie
        wiadomo dlaczego. Naprawdę się zastanawiam, czy ja się nie dołożyłam do jego
        oziębłości.
        Jeszcze raz dzięki, dodaliście mi bardzo otuchy!
        Aha, nie piszę na forum depresyjnym, bo to mnie już właściwie nie dotyczy (leki
        działają), pisałam na forum dla ludzi z borderline (ta diagnoza oznacza po
        prostu totalne nie radzenie sobie ze swoimi emocjami i spowodowaną tym agresję
        wobec siebie i innych), ale to jest babranie się w problemach. To forum jest
        moją pierwszą nieśmiałą próbą zaistnienia wśród ludzi zdrowych. Sama jestem
        ciekawa, czy sobie poradzę.
        • tlustaklucha Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 15.03.07, 02:09
          Dzięki za wszystkie przytulanki, za życzenia, za przeczytanie!!
          Beznadziejnie, bo jak odpisuję, widzę tylko ostatni post inie widzę wszystkich
          Waszych nicków i nie pamiętam ich jeszcze i nie mogę wymienić każdego z osobna!
          Trzymam za nas wszystkich kciuki i jestem pewna, że nam sie uda.
          Jak zaczęłam czytać to forum, pomyślałam, rany, ale tu są fajni ludzie,
          naprawdę wiedzą, czego chcą, tak głęboko analizują swój problem..
          To niemożliwe, żebyśmy sobie w końcu nie dali rady, w ten czy inny sposób.
          Niech będą świadectwem posty Glam (wiem, czytałam), czy innych, którzy
          zdecydowali się jednak na rozwód. Moi rodzice gniją w nieudanym małżeństwie do
          dziś. Oboje przypłacili to ciężką chorobą, a ja zaburzeniami psych.
          Uważam, że ludzie mają prawo popełniać błedy i nkit nie jest zobowiązany trwać
          w nich, aż go Bóg nie rozłączy..
          • gossie Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 15.03.07, 19:26
            ja uwielbiam to forum! mimo, ze jeszcze nie-mezatka, w zwiazu z rocznym stazem
            to juz z problemami o podlozu seksualnym. mialam taki kryzyz, ze codziennie
            plakalam jak bobr,obwiniajac siebie za wszystkie niepowodzenia, wmawiajac sobie
            ze jestem do niczego,przeczuwajac najgorsze. az trafilam tutaj, poczytalam,
            wyzalilam sie, otrzymalam pare rad, wskazano mi droge. zobaczylam ze jest nas
            duzo :) a w gromadce razniej i wspolnymi silami staramy sie dochodzic do
            jakichs sensownych rozwiazan. siedza tu na prawde madrzy ludzie, a do tego z
            poczuciem humoru. nawet nie probuj wracac na tamte przytlaczajace fora:/ kazdy
            z nas ma powazne lub mniej powazne problemy! kazdy jest w pewien sposob czyms
            naznaczony. powiedz sobie, ze od dzisiaj bedziesz zyla zwyczajniej i postarasz
            sie funkcjonowac w grupie.widze ze masz wielka ochote na zycie. po twych
            wypowiedziach wnosze ze jestes otwarta ambitna osoba. nie boj sie ludzi, bo
            tylko ten strach stoi Ci na drodze. co z tego ze ktos sie zapyta o blizny..
            odpowiedz cos, usmiechnij sie i idz dalej. ciesz sie z tego, ze masz kogos kto
            Ciebie rozumie i kocha, ciesz sie ze konczysz studia, ze masz marzenia.
            wszystko sie ulozy, zobaczysz.
            • raqu46 Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 17.03.07, 09:25
              ano pstanowiłem napisać, moze bardziej szczerze niz zwykle.
              otóż od czterech lat, zyję z partnerką która zachowuje sie podobnie jak ty.
              tez miała przprawy z ojcem, do tego stopnia, ze jej mama wsadziła ja w autobus
              i wywiozła do miatsa odległego o 300 km od domu rodzinnego (16 dziewczynę) do
              mieszkania po siostrze, i pod opieke ciotek. zaprawde desperacki krok tej
              kobiety, bo znam ja i wiem, ze strasznie kocha te swoje kulawe kaczatka.
              moja A. tez ma tak jak ty.
              deprechy, awantury, nadaktywność w łóżku, okresy "że do rany przyłóż" i nagłe
              zwroty akcji" bo ty nie zmyłeś naczyń (dwa kubeczki po kawie)
              dużo cierpliwości wykazałem zanim zrozumiałem, ze musze stawiać na swoim.
              ale do rzeczy: na seksie sie odbiło jak najbardziej. jak mam sie do niej
              zabierać po tych kubeczkach?
              zwisło mi trochę i zacząłem seks traktować jak mycie zębów: jak nie wymyje to
              co sie stanie?
              To, ze A, jest atrakcyjna, ze mnie kocha, ze zaczęła sie starać, to juz troche
              zapóźno.
              zalała woda ten ogiń i dmuchanie w popiół nie wchodzi w grę.
              ot tak. złota miska jeść nie daje.
              więc moja rada taka: znormalniej. Ja też lubie finał w buzi. pierwszy raz był
              niesamowity, ale teraz po każdym takim "numerku" mam tylko jedno uczucie "NIGDY
              WIĘCEJ!" ale finał normalny, przywraca zdrowy porzadek rzeczy, a desery sa od
              swieta.

              pozdrawiam.
              • misssaigon eh 17.03.07, 18:22
                mreck, twoja rada ma ten sam cięzar gatunkowy co powiedzenie osobie chorej na
                depresje "wez sie w garsc".
    • tlustaklucha Re: w końcu sie odważam coś tu napisać 18.03.07, 21:52
      Gossie, Misssaigon, DZIĘKI!
      Nieustającego powodzenia. Żeby was też ktoś tak dobrze rozumiał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka