Dodaj do ulubionych

O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego

29.03.07, 13:29
Dwa lata temu dowiedziałam się że mąż ma kochankę. Że romas trwa od roku.
Pomimo że w domu jak później twierdził między nami było lepiej niż tylko ok.
Na moje pytanie o seks odpowiedział że było mu ze mną fantastycznie. Ja też
to tak czułam. Miałam mętlik w głowie.
Nie będę opowiadać co przeżywałam. Jak bardzo nie umiałam i nie umiem
zrozumieć dlaczego? Zaufanie prysnęło jak bańka mydlana.
Prosił o szansę. Zgodziłam się. Próba odbudowy czy jak on mówił naprawy. Z
zebranych przeze mnie informacji z tamtą kobietą zerwał kontakt. (a może mam
złe informacje? sama nie wiem) Ja w ogromnym stresie powoli pogrążałam się w
depresji. Brak poczucia własnej wartości, poczucie uprzedmiotowienia,
poczucie że jestem niepotrzebna, niekochana. Brak sensu życia i poczucie
straconych najlepszych lat na czekanie aż on wróci z kolejnych wyjazdów
służbowych do domu. Beznadzieja.

Z mojej strony strach przed kolejnym ciosem. Rezerwa. Oczekiwanie w jaki
sposób będzie próbował naprawić. Problemy które zamiatałam pod szafę bo
wcześniej uważałam za takie z którymi można żyć byle by było zaufanie
lojalność wypłynęły ze zdwojoną siłą. Jego długoletni brak okazywania uczuć,
czułości, wsparcia w różnych sytuacjach bolał podwójnie. Bo skoro tamtej
okazywał wszystko to co mnie nie okazywał... Na moje wcześniejsze uwagi że
tego mi brakuje jego reakcja była "czego ja chcę? przecież on haruje".

Z jego strony zaangażowanie się w prace fizyczne na rzecz mieszkania.
Remontuje wszystko po kolei. Od momentu kiedy mleko się wylało zaczął mnie
cmokać w policzek, przestał do mnie mówić kobieto (pomimo że ja do niego
mówiłam słoneczko) tylko przypomniało mu się jak mam na imię. Potrafi mnie
przytulić. Doczekałam się pierwszych kwiatków, pamięci o imieninach. I na tym
koniec.

Niestety teraz to dla mnie za mało jak na sposób naprawy związku. Rozmowy są
o rachunkach, pogodzie, dzieciach. Nie ma rozmowy o nas. O tym nie chce
rozmawiać. Według niego jeżeli mu nie wierzę to mogę sprawdzać on nic nie
poradzi na to że mam brak zaufania. Ja oczekuję wsparcia a on na to że
przecież remontuje. Oczekuję wsparcia a on na to że przecież zmywa naczynia.
Nie wiem jak dotrzeć do niego.

Ostatnio wypłynęła nowa sprawa. Wycofując autem na parkingu zahaczyłam
zderzakiem o krawężnik. Skutkiem czego zderzak do wymiany, czyli auto na
warsztat. Jego reakcja na to co zrobiłam: skoro zepsułaś to napraw, ja za tym
biegać nie będę. Zobaczysz jak to jest załatwiać takie sprawy. (on miał kilka
stłuczek na swoim koncie, a to był mój drugi raz od piętnastu lat) Uniosłam
się ambicją oczywiście że naprawię nie ma sprawy. Ale sam widzisz jak wygląd
twoje wsparcie. Rozpoczęła się wymiana zdań. Moje emocje puściły i
wyciągnęłam jego brudy wypominając że do tamtej pindy potrafił jechać
kilkadziesiąt kilometrów żeby jej pomóc a dla mnie nawet nie ma ciepłego
słowa typu "no trudno nie martw się, wszystko będzie dobrze, lub samochód to
nie koniec świata". Żadne słowo pociechy, tylko zepsułaś to napraw.
Przestałam się odzywać. Na drugi dzień odwoziłam go do pracy, chciał mnie
cmoknąć a ja powiedziałam "bez łaski". No i zaczęłam go traktować jak
powietrze. Z samochodem wszystko pozałatwiałam czekam tylko na sygnał kiedy
mam go postawić na warsztat. O tym go uprzejmie poinformowałam na co
usłyszałam "że gdyby wiedział że taka będzie moja reakcja to sam by to zrobił
i może dokończyć załatwianie tego tematu". Moja odpowiedź była - "dam sobie
radę, zaczęłam temat to skończę. A wogóle to chcę cię uprzedzić i to nie
straszenie, czy szantarz, że po naprawie oddaję kluczyki i auto a sama się
wyprowadzam. Nie mogę dłużej tego wyrzymać" Wszystko to mówiłam spokojnym
tonem.
Jego reakcja? Wykrzykiwanie, że ja od dawna to planowałam, że z góry
założyłam że się rozejdziemy. (nie jestem w żaden sposób zabezpieczona
finansowo).
Później gdy się uspokoił. Zaczęliśmy rozmawiać, powiedziałam po raz kolejny
że w tym co robi nie widzę odbudowy zaufania czy próby pokazania że nie mogę
liczyć na niego. Ponieważ jechał do miasta coś załatwić, zaproponował mi
wspólne wyjście do kawiarni i dokończenie rozmowy. Rozmowa w kawiarni nic nie
wniosła. Był chłodny i obcy.
W domu wróciliśmy do tematu. Stwierdził, że skoro jest tak jak jest to on ma
propozycje taką że, dajemy sobie szansę jeszcze pół roku a jeżeli nic się nie
zmieni to się rozwodzimy.

Doradźcie coś sensownego, bo ja już nie wiem co o tym myśleć, to wszystko
mnie przerasta
Obserwuj wątek
    • justyna.ada Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 29.03.07, 13:52
      Piszesz kilkakrotnie o wsparciu. Czy Twój mąż wie, o jakiego rodzaju wsparcie
      Ci chodzi? bo to jest wg mnie tak: bardzo dobrze się to odczuwa, kiedy ktoś NIE
      daje wsparcia. Ale co ma zrobić konkretnie żeby ono BYŁO, to trudniej powiedzieć
      (tym bardziej, jeśli sam ma słabe wyczucie). Co musiałoby być spełnione, żebyś
      mogła powiedzieć: daje mi wsparcie, mogę na niego liczyć?

      Aha, i P.S. Za mało danych, ale IMHO sprawa dawniejszego romansu i obecnej
      sytuacji nie maja powiązania.

      pozdrawiam
      • a.b1 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 29.03.07, 14:10
        jeśli 6 miesięcy nie jest dla Ciebie jakimś szczególbnie długim terminem to
        zobacz co z tego wyjdzie, ale wykorzystaj ten czas na naprawe a nie na
        szarpanine nerwów
        Powodzenia
      • gonia64 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 29.03.07, 14:12
        Niestety ta beznadziejna sytuacja trwa od momentu kiedy wyszedł romans. Nie tak
        trudno powiedzieć co rozumiem za wsparciem i otwarcie jemu wiele razy mówiłam.
        Odrobinę wczucia się w to co ja mogę czuć po tym wszystkim. Odrobinę empatii.
        Kiedy proszę go o coś nie odwracanie się do mnie plecami i mówienie radź sobie
        sama. Samochód to było ostatnie wydarzenie kiedy tak się zachował. Kiedy
        dziecko go o coś prosi zachowuje się dokładnie tak samo i mówi radź sobie sama.
        Chociażby kiedy córka wraca późnym wieczorem z pracy i boi się iść sama ulicą.
        Czasem pyta tata przyjedziesz po mnie? W zamian słyszy radź sobie sama. Wtedy
        biorę auto ja i jadę. Bo to przecież moje dziecko, nie jakaś obca osoba, tak
        samo mogę być zmęczona, ale jadę. Dla mnie jej bezpieczeństwo jest ważniejsze.
        Czy to takie trudne do pojęcia.
        Bardzo bolesne jest to, że tamtą kobietę potrafił wspierać, a nas nie potrafi,
        a może nie chce. Sama nie wiem
    • garava Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 29.03.07, 14:53
      Ja uważam, że nie warto kolejny raz próbować. Jeśli nawet by się teraz zmienił
      to z pewnością na chwilkę, do momentu aż poczułby, że już się starać nie musi.
      Miałam podobny przypadek, zawsze mojemu facetowi mówiłam czego od niego
      oczekuję, ale to było rzucanie słów na wiatr bo on i tak robił po swojemu.
      Odeszłam i muszę Ci powiedzieć, że od razu poczułam się lepiej. Szkoda marnować
      czasu przy facecie, który nie spełnia i nie chce spełnić naszych niewygórowanych
      oczekiwań.
    • misssaigon badz konsekwentna 29.03.07, 18:38
      nie wygoniłas go po romansie - postanowiłas z nim zyc wiec:

      - przebacz
      -zapomnij lub udawaj, ze nie pamietasz
      - nie rób wiecznych wyrzutów
      - nie dołuj sie sama

      to nie tylko twoj maz dostal druga szanse ale ty rowniez i ty tez mozesz ja
      zmarnowac

      nigdy nie jest tak ze roczny romans rozpoczyna sie bo w malzenstwie jest az tak
      wspaniale
      • misssaigon cd 29.03.07, 18:44
        i na marginesie - zaden partner nie bedzie do konca zycia odkupywac jednej winy

        twoj maz stara sie na swoj sposób - tak jak umie - jesli nie potrafisz
        zrozumiec, ze własnie w ten sposób on naprawia wasze relacje - to nie licz na
        jego zrozumienie twojego postepowania i to ze po takim krachu wasze małzenstwo
        sie utrzyma. Wtedy ty stwierdzisz, ze to jego wina bo on zdradzisz - a powód
        bedzie jeszcze i taki, że nic cie to nie nauczylo....
        wybaczyc to naprawde znaczy wybaczyc a nie do konca zycia wypominac

        pomysl raczej znalezc i uzewnetrznic w sobie cechy , których twoj maz szukal w
        tamtej kobiecie

        • gonia64 Re: cd 30.03.07, 10:45
          Uzewnętrznić cechy tamtej musiałabym mieć 20 lat mniej. To jest nierealne.
          A zagłębiając się odrobinę w szczegóły.
          To nie był romas gdzie facet znika na noce nie było takiej sytuacji kiedyby
          nocował poza domem, gdzie wyjeżdża z tą drugą. To był czas kiedy ja wychodziłam
          do pracy a on mógł się urwać ze swojej pracy.
          To książkowy przykład facet 50 lat i rozwódka 25 lat z dzieckiem bez pracy i
          tułająca się z miejszkania do mieszkania.
          No cóż wzięła go na swoje kłopoty. A facet jest bardzo pomocny. Lubi błyszczeć
          na forum publicznym.
          Zaraz spotkam się z zarzutem że za mało go chwalę, czy chwaliłam. Nie to nie
          tak. Chwalę, często chwalę, jednak sami popatrzcie wokół cenniejsze są pochwały
          kiedy ktoś obcy pochwali. Czyż nie tak.

          Ktoś mi wytknął że romans roczny to widocznie od dawna w związku było źle.
          Pewnie że jest w tym część prawdy. Mianowicie taka, że jego wcześniejsza praca
          polegała na częstych wyjazdach, kursach, praca cały czas z adrenaliną. Pozatym
          studia, fakultety. Brak czasu dla mnie dla dzieci. Brak seksu z prostej
          przyczyny bo go nie było. Kiedy wracał był fantastyczny seks. Cieszyliśmy się
          sobą jak dzieci. Tęskniłam kiedy wyjeżdżał i nie myślałam o zdradzie, choć
          bardzo brakowało mi u boku faceta który mnie przytuli i po prostu będzie.

          Bolał mnie fakt że jak już pojawiał się w domu to nie mógł znieść tego że córka
          pragnie się do niego przytulić. Konsekwencje tego ona spija do dzisiaj. Teraz
          ona go lekceważy tak jak on ją kiedyś.
          Pytania dzieci odkąd tylko nauczyły się mówić kiedy tata wyjedzie też o czymś
          świadczyły.
          Moje rozmowy o tym żeby próbował zmienić choć odrobinę swoje nastawienie nie
          skutkowały. Wszystko było bagatelizowane. Jednak nie robiłam z tego tytułu
          wyrzutów odsuwałam ten problem w głąb. Dawałam dzieciom miłość za dwojga
          rodziców.

          Wszystkie te lata w większości spędzone w samotności dzisiaj są dla mnie
          zmarnowanym czasem.
          Patrząc na to forum i czytam jak ludzie postępują w podobnych sytuacjach. Żona
          nie ma dla mnie czasu więc szukam sobie innej. Mąż nie ma dla mnie czasu więc
          szukam sobie innego. Może mają rację. Bo i po co się męczyć i usprawiedliwiać
          współmałżonka że pracuje i nie ma czasu. Ludzie muszą mieć dla siebie czas.
          Miłość i lojalność jednej strony powoduje tylko pewność siebie, i dobre
          spokojne warunki do pracy i życia dla drugiej strony. Wszystko wydaje się takie
          stabilne, wrócę do domu, a tam wszystko na swoim miejscu, żona kiedy się
          zachce, obiad, ciepłe kapcie, telewizor i miejsce do odpoczynku.

          Nie mam do nikogo pretensji poza sobą bo godziłam się na takie a nie inne
          życie. Tylko nie bardzo rozumiem dlaczego zostałam ukarana za to że nie mam już
          25 lat. On też nie jest.
    • nikkka5 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 29.03.07, 19:36
      Poł roku to bardzo mało czasu na odbudowę straconego zaufania i satysfakcji w
      związku, dlatego warto zacisnąć zęby i starać sie bardzo na serio.
      Wydaje mi sie ,ze on zamknął sie w swiecie męskich ,urażonych ambicji i stara
      sie okazywać swoja męskość wykonywaniem "ambitnych prac"-remont, a nie tracąc
      czasu na "babskie" pogaduszki o tym co było . Sprobuj dotrzeć do niego przez
      okazywanie mu ciepła, szacunku, pozytywnych emocji i oczywiście przez łózko.
      Jesteś pełna zali do niego i na pewno będzie to trudne dla Ciebie, ale przez to
      zaczniecie odbudowywać bliskość miedzy Wami, a od bliskości do rozmów to już
      bliska droga.
      Ból po zdradzie jest wielki i ciężko o tym zapomnieć, masz ciężka prace przed
      sobą, ale warto zawalczyć o szczęście w zwiazku.
      • kawitator Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 30.03.07, 09:58
        O co tu chodzi ?
        Tu chodzi o to ze bardzo się dziwie dlaczego ten facet jest z tobą?
        Z twoich postów wynika:
        było super ale do dupy
        było super bo :
        cytat :Na moje pytanie o seks odpowiedział że było mu ze mną fantastycznie. Ja też
        to tak czułam
        tez cytat z tego samego: Jego długoletni brak okazywania uczuć, czułości, wsparcia w różnych sytuacjach
        To jak było on nie okazywał ci uczuć w sposób dla ciebie zrozumiały Ty sie obrażałaś i miałaś za złe to się wasze rogi rozeszły .
        Kompletne niezrozumienie męskiej psychiki Taka duża dziewczynka i narzeka bo facet coś robi zamiast gadać bez sensu
        cytat: Rozmowy są o rachunkach, pogodzie, dzieciach. Nie ma rozmowy o nas. O tym nie chce
        rozmawiać.
        A po co w kółko wałkować to samo Facet naprawdę nie musi słyszeć tego co myśli aby wiedzieć co myśli
        Tak dla Twojej wiadomości Sprawa która znana jest większości rozgarniętych nastolatek Facet wyraża swoje uczucia działaniem Jak przyniesie bukiet róż, wino i zaczyna ci nawijać makaron na uszy to znaczy że ma ochotę na bzykanie i nic więcej Jak umyje i odkurzy samochód swoje kobitce to znaczy ze kocha. Takie trudne do pojęcia ?

        Żadne słowo pociechy, tylko zepsułaś to napraw.
        A co jak olewałaś i deprecjonowałaś jego działania będące wyrazem uczuć to powiedział sobie zrób sama Cóż w tym dziwnego.
        Musisz być niezłą cholera .
        I jeszcze to
        sama się wyprowadzam. Nie mogę dłużej tego wyrzymać" Wszystko to mówiłam spokojnym
        tonem.
        A on na to : Był chłodny i obcy.
        A jaki miał być miał płakać błagać czy rzucić się z rozpaczy pod pociąg aby zaspokoić ego swojej kobitki?
        I na koniec to
        Chociażby kiedy córka wraca późnym wieczorem z pracy i boi się iść sama ulicą.
        Czasem pyta tata przyjedziesz po mnie? W zamian słyszy radź sobie sama. Wtedy
        biorę auto ja i jadę. Bo to przecież moje dziecko, nie jakaś obca osoba, tak
        samo mogę być zmęczona, ale jadę. Dla mnie jej bezpieczeństwo jest ważniejsze.
        Czy to takie trudne do pojęcia.
        Czy to takie trudne do pojęcia ze jak się angażuje dzieci do walki ze współmałżonkiem do związek się rozpada On chce wychować córkę Nauczyć ją samodzielności a ty pokazujesz jej popatrz tatus cie nie kocha tylko mamusia cie kocha
        Obrzydliwe działanie
        • majowa.pani Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 30.03.07, 10:42
          Nie będę dyskutować z całą Twoją wypowiedzią, kawitator, bo pewnie masz sporo
          racji. Choć ja jako kobieta w takiej sytuacji też domagałabym się starań ze
          strony męża i nawet intensywnego zabiegania o mnie i o to, by sytuacja w domu
          wróciłą do normy. Nie mówię, że tak miałoby być już zawsze, bo nie po to
          naprawiamy nasze małżeństwo, bym już do końca jego trwania "jeździła" po mężu.
          Ale skoro swoim romansem ON zniszczył w domu to co najważniejsze - zaufanie,
          bliskość, poczucie bezpieczeństwa - to naprawdę nie rozumiem dlaczego teraz
          gonia, czy każda kobieta w jej sytuacji, ma być wyjątkowo delikatna i troskliwa
          o uczucia męża, nie rozdrapywać tego, co dla niego bolesne, czy raczej
          niewygodne. Ma prawo domagać się takiego traktowania, by czuła, że jemu
          rzeczywiście zależy. I ma prawo domagać się rozmów, jeśli one są jej potrzebne.
          I tylko facet może chyba uważać, że pozmywanie czy naprawa czegoś, to jest to
          właśnie naprawianie małżeństwa! To jest najzwyklejsze wypełnianie domowych
          obowiązków.
          Miałam nie dyskutować, ale jednak się rozpisałam :) A to, co mnie poruszyło w
          twoim wpisie, kawitator, to kwestia tego odbierania dziecka, (dużego już jednak
          zdaje się, ale zrozumialam, że chodzi o samotne wieczorne powroty jakąś
          nieprzyjemną trasą). No wybacz, ale to że on nie jedzie po córkę tylko mówi
          "radź sobie sama" to to jest uczenie samodzielności??!!!! To jest brak wsparcia
          i poczucia bezpieczeństwa ze strony rodzica jak dla mnie. Jestem jak najbardziej
          za uczeniem samodzielności, ale to lekcja dosyć drastyczna. A co gdyby "nie
          poradziłą sobie" córka sama za którymś razem? Gdyby okazało się np., że za wolno
          uciekała przed ewentualnym złoczyńcą? To dla mnie absurd. gdyby kiedyś mój
          ojciec wobec mnie, czy teraz mój mąż wobec dzieci w takiej sytuacji okazał
          obojętność, to byłaby to dla mnie porażka, a nie słuszna metoda wychowawcza.
          Jeśli chodzi o to angażowanie dzieci w rozgrywki rodziców - zgadzam się
          oczywiście w całości. Ale naprawdę uważasz, że pozostawienie córki nocą na
          odludnej ulicy tylko dlatego, by nie udowadniać mężowi, że ja jestem lepsza,
          jest słuszne??
          Facet narozrabiał. Nie ma wątpliwości. I to on ma się starać szczególnie, jeśli
          rzeczywiście mu zależy. A gonia powinna z nim współpracować, to oczywiste. Ale
          nie wbrew sobie, nie zamykając oczy i przemilczając to, co ją boli. Takie jest
          moje zdanie.
          Pozdrawiam.
          • gonia64 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 30.03.07, 11:18
            Kawiator rozbawiłeś mnie tym winem i kwiatami. Według tego co piszesz nigdy by
            nie było bzykanka.
            Po raz pierwszy ktoś mnie nazwał niezłą cholerą. Sorry ale jesteś
            bardzo "wyjątkowy" skoro nie umiesz rozmawiać na jakimś poziomie tylko obrzucać
            innych epitetami.

            Dokładnie natomiast zgadzam się z tobą majowa.pani
            Chcę z nim współpracować, nie daje mi zbyt wiele szans.
            Kiedy ja zaczynam okazywać, ciepło, czułość on natychmiast przyjmuje pozę pana
            na włościach.

            Dzieci są na tyle duże że nie dałyby się przez nikogo nastastawić. Obydwoje
            przyjęły pozycję dogadajcie się między sobą.
            • misssaigon hehe 30.03.07, 15:29
              naprawde trzeba miec duzo uczciwosci wewnetrznej zeby zgodzic sie z opinia o
              sobie niepochlebna - chocby najprawdziwsza

              w przypadku majowej pani widac jako zywo nieprzemijajaca solidarnosc jajników

              gonia - wezmiesz z forum co bedziesz chila - albo wykorzystasz te opinie takze
              takie , które które sa niekorzystne dla ciebie - albo odrzucisz i bedzisz tkwic
              w swoje krzywdzie oskarzajac tylko meza i nie majac sobie nic do zarzucenia
              oprocz bycia za dobra..
              rozumiem doskonale co wyczytla kawitotor z twojego listu poza wierszami...z
              tego co piszesz jawisz sie jako zimna, maksymalnie skoncentrowana na sobie
              kobieta, która chce zeby wszyscy ja rozumieli a ona nie stara sie zrozumiec
              nikogo...

              warto bys sobie poczytla inne watki o zdradze - naprawde sa edukujace - ty masz
              w miare komfortowa sytuacje - twoj maz chce i stara - nie robi ci łaski, ze
              wrocil , nie oskarza cie o to ze to przez ciebie zdradzil - stra sie na swoj
              sposob naprawic to co zepsul. jesli ktos cos psuje to to Ty - swoim
              egocentryzmme, zameczaniem rozmowami o zwiazku, rozdrapywaniem starych
              ran...sama grzebiesz szanse waszego małzenstwa

              zawsze znagdzie sie grono klakierów/klakierek które beda miały satysfakcje z
              nakrecania ludzi przeciwko sobie ...ale warto sie temu oprzec...

              zastanów sie - ty tez masz cos do stracenia - to nie jest tak, ze sie
              wyprowadzasz i koniec - a zostaniesz jak maz bedzie robil wszytsko pod twoje
              dyktando..
              postaraj sie byc taka kobieta za jak tesknij - ciepla, czuła, serdeczna...nie
              przelewjaca calego uczcuia na dzieci, zainteresowana jego zyciem i jego
              zajeciami..towarzysz mu w roznych pracach , ktore wykonuje - jesli nie mzoesz
              byc kochajaca - badz zyczliwa i przyjacielska - jak on ma ci dawac milosci
              czulosc skoro sam jej od ciebie nie dostaje????

              zapiekłas sie w swojej krzywdzie i przesłania co ona rzeczywisty obraz twojego
              zycia - wierz mi - zdrada nie bierze sie znikad - obydiwe strony sa zawsze winne
              - czasami wina rozkłada sie po rowno, czasami nie ale odpowiedzialni jestescie
              za to oboje...

              zejdz z tronu i zachowuj sie jak normalna kobieta i zona

              pisze to chcoiaz nie wierze zbytnio abys zrozumiala i przewartosciowała swoje
              zycie - przez pewne sytuacje przeszlam sama i uwazam, ze potrafie wyciagnac z
              tego wnioski
              • kici10 Re: hehe 31.03.07, 00:25
                Między jakimi wierszami to wszystko wyczytaliście? Ja tam wyczytałam coś
                zupełnie innego. Dziewczyna starała się całe życie, tak jak jej się wydawało
                najlepiej, dostała cios w serce i próbuje zrozumieć dlaczego. Czy to takie
                dziwne? A Wy jej każecie zdusić cały ból w środku i robić dobrą minę do złej
                gry. A to wszystko po to, by nie odstraszać męża. Tylko, że to nie działa.
                Zduszony ból nie znika, tylko bulgocze w środku, by eksplodować przy pierwszej
                okazji. Dziewczyna powinna cały ten ból wywalić z siebie, wykrzyczeć, wypłakać,
                a szanowny małżonek powinien znaleźć w sobie siły żeby to wytrzymać. Nie chce
                tego słuchać. Jasne, to niewygodne. Bardziej myśli o swoim samopoczuciu, niż o
                pomocy żonie w uporaniu się z tym. Mówicie, że winni są obydwoje. Polecacie jaj
                przyjęcie części winy na siebie. Ale jaka to wina, skoro małżonek nic o tym nie
                mówi. Gonia ma się domyślać, gdzie popełniła błędy? Chce pogadać i się
                dowiedzieć. A co mąż jej proponuje? Stało się, pogódźmy się z tym, zapomnijmy.
                Czyli co, nie wyciągajmy wniosków, niech dalej będzie tak jak kiedyś? Jeśli
                tak, to chyba było nieźle, bo w przeciwnym wypadku, chciałoby się zmian.
                Rozdrapywanie ran bez końca nie jest dobre, ale choć raz trzeba tę ranę
                rozdrapać do końca, po to by ją oczyścić, żeby mogła się zagoić. W przeciwnym
                wypadku zacznie ją toczyć gangrena.
                Zarzucacie jej egoizm. A ja jej mówię: tak Goniu, bądź egoistyczna. Ratuj
                siebie, swoje dobre samopoczucie, swoje dobre zdanie o sobie, swoje poczucie
                wartości. To Twoje życie, i masz prawo je przeżyć najlepiej jak umiesz. Czy to
                się komuś podoba, czy nie. Jeśli w kółko rozdrapujesz te rany, to znaczy, że
                tego potrzebujesz, że ich jeszcze nie oczyściłaś, że jeszcze nie zrozumiałaś co
                się stało i co to oznacza dla Ciebie.
                Jeśli chodzi o rzekome buntowanie dzieci. Jeśli dzieci są dorosłe, a ojciec
                jest dla nich dobry i zawsze taki był, to nie ma takiej siły, żeby im wmówiła,
                że ojciec jest zły. Predzej się odwrócą od kogoś takiego, niż mu uwierzą.
                Popatrzcie na siebie, czy dalibyście się w ten sposób manipulować jednemu
                rodzicowi przeciwko drugiemu? To absurdalne.
                Również absurdalne są rady, że Gonia ma się starać być taka jak tamta kobieta.
                Czyli co, ma się wyrzec siebie? Ma udawać kogoś kim nie jest? Męzowi mogą się
                gusty zmieniać co chwilę. A ona ma się za każdym razem dostosowywać? A może
                czas najwyższy, żeby zaczęła mówić własnym głosem.
                • misssaigon kici, kici 31.03.07, 23:59
                  w czyim ty imieniu mówisz ? Goni czy swoim? kogo bronisz i tłumaczysz? he?
                  • kici10 Re: kici, kici 01.04.07, 18:51
                    Za dużo czytasz między wierszami. Może czas zacząć traktować tekst literalnie.
                    • misssaigon Re: kici, kici 01.04.07, 20:25
                      raczej mam za dobra pamiec i za duzy szacunek do obiektywnosci;)))))))
                      • kici10 Re: kici, kici 01.04.07, 22:01
                        To raczej w swej subiektywnej obiektywności skup się na autorce wątku i
                        problemie przez nią zapodanym. Jeśli zechcę analizy swoich problemów to
                        wystartuję z własnym wątkiem.
                        Kiedyś czytywałam cię z przyjemnością, ale to już czas przeszły.
                        Ostatnio starasz się kąsać bez ładu i składu. Zważywszy na twój odmienny stan
                        dalszą dyskusję uważam za bezsensowną.
                        • misssaigon odpowiedź 04.04.07, 09:52
                          kiciu - twój przytyk do mojego stanu jest niekulturalny i niesmaczny - zapewniam
                          cie, ze od ciązy nie robia sie dziury w mózgu - o ile to jeszcze pamietasz

                          udzielam ci dyspensy od czytania moich wpisów :))

                          uwazam, ze za bardzo odnajdujesz swój zyciowy scenariusz w historii goni i
                          dlatego twoja ocena jej osoby jest hm...mało obiektywna - bronisz jej - tak
                          jakbys broniła siebie przed zarzutem bycia wspólwinna sytuacji..

                          mam ten wątpliwy konflikt psychiczny, ze byłam zdradzana i zdradzajacą w zwiazku
                          - wiem, jakie błedy popełnilam i dlaczego doszło do takich sytuacji - co
                          oczywiscie nie znaczy, ze wiem wszystko - ale uwazam, ze po zdradzie mozna zyc w
                          zwiazku - tylko, ze rola strony zdradzonej nie moze ograniczyc sie do
                          przyjmowania przeprosin, hołdów, dowodów ekspiacji etc - trzeba tez dwac a nie
                          tylko wymagac...

                          moze zadroscisz goni, ze jej maz przy nie pozostał - moze jestes rozgoryczona -
                          ale to nie tłumaczy twoich wycieczek osobistych pod moim adresem....

    • matylda_n Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 30.03.07, 17:09
      Po pierwsze przestań sie nakręcac przemysleniami w stylu on jej dawał/okazywał to czego mi nigdy nie chciał dać/ okazać. To prosta droga do warjactwa, więc jak tylko zaczynają cię takie mysli dręczyć, to z pełną świadomością odepchnij je od siebie jak najdalej.
      Po drugie oczekiwanie z rezerwą na to w jaki sposób on bedzie naprawiał wasze relacje jest nie na miejscu. Ty tez musisz w tym całym procesie naprawy aktywnie uczestniczyć. Oboje jestescie obciązeni pewnym balastem, na skutek urazów z minionych lat każde z was ma pewne zahamowania, których nawet możecie sobie nie uswiadamiać. Piszesz, że oczekujesz wsparcia. A jak to wsparcie ma byc wyrazone wiesz ?
      Kiedy pojawi sie kolejna sytuacja jak ta z samochodem, kiedy kolejny raz bedziesz chciała sie poprzytulać, a on bedzie sie zachowywał jak "pan i władca" nie unoś sie ambicją, nie zamykaj sie w sobie i nie odwracaj tylko pogadaj z nim spokojnie o swoich oczekiwaniach. Weź poprawkę, na to że on może odebrac rozmowę jako atak, więc nie daj się zapędzic w kozi róg.
      Oboje musicie wykazywac chęc dialogu. Nawet jesli popełni sie błąd na początku, to otwartość na porozumienie sie jest bardzo ważna, bo pozwala mimo niefortunnego początku zakonczyc sytuację/sprawe satysfakcjonująco dla obu stron.
    • renebenay Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 30.03.07, 19:04
      Wg.mnie caly problem jest w Twojej glowie,poprostu dalej kochasz meza ale nie
      wybaczylas mu jego zdrady,kochasz go i jestes zazdrosna o jego momenty spedzone
      z tamta.Twoja reakcje sa normalne bo kochasz i zarazem cierpisz,musi uplynac
      troche czasu aby ten bol gdzies sie uspokoil i aby znowu powrocilo zycie
      malzenskie z uczuciem i zaufaniem.Twoje odejscie nie zalatwi nic bo pozniej
      bedziesz zalowac ze,zbyt pohopnie podjelas decyzje,tu chodzi o wasza rodzine i
      mysle ze,warto sie jednak pomeczyc aby nie legla w gruzach.Wiem ze,Twoj maz nie
      jest swiety i wcale nie zamierzam go bronic czy usprawiedliwiac,jestem pewny
      ze,on tez cierpi na swoj sposob i poprostu ma niesamowitego stracha
      ze,odejdziesz i wasze malzenstwo sie rozleci.Dlatego jego reakcja na naprawe
      auta,pojechanie po corke i inne sa odmienne anizeli bys sobie zyczyla,on
      poprostu nie wie co ma robic bo w jego mniemaniu on robi wszystko dla was i nie
      jest rozumiany,to z kolei moze tak samo u niego wywolac rezygnacje jak rowniez i
      gwaltowna reakcje.Pozdrowienia
      • kici10 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 31.03.07, 00:42
        Zgadzam się z Tobą całkowicie. Gonia próbuje zrozumieć co czuje facet w takiej
        sytuacji. Zwłaszcze gdy pokazuje kamienne oblicze. Może jej się wydawać, że
        taki facet nic nie czuje i nic go to nie obchodzi. A to nie prawda. Szanowni
        panowie wytłumaczcie dziewczynie, że facet też to przeżywa. Może równie silnie
        jak ona, a może bardziej.
    • a_nuta Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 31.03.07, 23:39
      Czesc
      Nie wiem co Cie przerasta,berdzo jasno napisałas w mailu co sie dzieje,problemy
      w małzeństwie były od dawna ale skutki problemow były takie,ze bezpieczniej dla
      Ciebie wydawało sie zamieść je niz je rozwiazywac,koeljny skutek czyli zdrada
      jest na tyle bolesna,ze zastanawiasz sie jak rozwiazywac problemy-ta zdrada nie
      jest powodem zdrada jest skutkiem wczesniejszych problemow.bardzo dobrze
      rozumiem emocje,to poczucie odrzucenie,małej wartosci Twojej jako
      kobiety,zony,przede wszystkim metlik w głowie...
      Nie wiem czy przeczytasz tego maila,,ale co chcesz zrobic?Chcesz
      odbudowywac?,chcesz przeczekac 6 mcy i odejsc?Chcesz znowu pozamiatac?Jesli
      odbudowywac(celowo uzywam tego słowa)to trzeba sie wziaść do roboty,Ty tez
      musisz sie wziąść do niej
      1-nie rozmawiacie ze sobą w ogole(sama to zauwazasz)mowicie do siebie i to o
      sprawach mało waznych
      2-oczekujecie duzo ale nie mowicie czego,ot po prostu czekacie az druga strona
      sie domysli
      3-macie przebogaty zasob informowania sie pozawerbalnego a ten problem
      pozostawia wolną interpretacje co,kto chciał powiedziec tak czy tak sie
      zachowując-łatwo sie pomylic w ocenie,ale ta pomyłka zostaje.
      Z duzym zalem piszesz,ze mąz DAWAł tej kobiecie to czego nie dawał Tobie,ale
      moze on po prostu wiedział,został poinformowany czego Ona chce?
      Powiedziała chce od Ciebie tego ,tego i tego pomyslał ok,to mam,yo moge dac i
      dał,Ty nie mowisz czego chcesz,czekasz az On da a On daje ale daje to,co
      uwaza,ze powinien bo Ty nie mowisz ,czego chcesz-zaplątałam?Zobacz w mailu
      piszesz,ze zaczął sprzątac,remontować,pracuje,nawet cmoka w policzek,mowi po
      imieniu,dba o imieniny,kwiatki -wydaje mi sie,ze szuka sposobu,zeby trafic do
      Ciebie,ale Ty mowisz tylko "za mało,oczekuje wiecej" ale co to jest to wieciej??
      Ma wiecej pracowac?wiecej remontowac?wiecej cmokac?Nie ustawiaj sie w pozycji
      osoby czekającej tylko w pozycji osoby,ktora mowi co jest jej potrzebne tu i
      teraz,rozwaliłas błotnik?Wejdz do domu i powiedz "rozwaliłam błotnik,przytul
      mnie,tak sie wystraszyłam" to jest jasny komunikaT CO ZROBIŁAS I CZEGO
      POTRZEBUJESZ-zmywa naczynia a chcesz z nim pogadac?Stań i je wycieraj i
      powiedz,ze pomozesz,bo chcesz od niego kilka minut czasu-zacznij
      powolutku,małymi kroczkami,to jest ta szansa o,ktorą On prosi.Wczesniej w mailu
      piszesz "poprosił o sznase,zgodziłam sie "i jak ta sznasa wyglada?On
      lata,biega ,wymysla a Ty siedzisz pograzona w bolu i zalu,obudowana złoscią i
      czekasz az trafi w cudowny punkt,ktory wszystko odmieni?Tak sie nie stanie-
      poprosił o szanśe od Ciebie czyli o wpołpracę,nie
      owybaczenie,zapomnienie,poprosił o cos na co sie zgodziłas a teraz odmawiasz mu
      tego i tez nie mowisz dlaczego zmieniłas zdanie,poprosił Cie o wpolne podjecie
      problemu,to powazna prosba,prosba,ktora mowi"Jestem gotowy do zmian,pomoz mi w
      tym chodz ze mną" Ty mowisz"ok,chodzmy,jestem gotowa" a w konsekwencji stoisz i
      pztrzysz jak daleko On zajdzie sam.To duzy bład w komunikacji,bardzo duzy bo
      oboje sie słyszycie ale nie rozumiecie słow-zapytaj "co rozumiesz przez
      szanse,jak mam Ci ją dać?"wtedy okreslisz czy na jego oczekiwania w ogole
      jestes sie gotowa zgodzic-to są bardzo małe kroki,poczatki rozumienia sie w
      zwiazku,to Twoj mąz ale facet,syn jakiejs Matki a w końcu Ojcie waszych dzieci-
      macie sporo wspolnego ale On nie mysli tak jak Ty,nie czuje tak jak Ty i
      odwrotnie wiec,zeby sie zrozumiec trzeba czasem zejsc do poziomu prostych
      definicji i pytań.Z tych zachowań jego,ktore opisujesz wnioskuje jeszcze jedną
      rzecz,On sie czuje niesłychany,lekcewazony choc nie robisz tego celowo,Ty
      czujesz sie inaczej?A jesli oboje sie tak czujecie to jaki bład oboje
      popełniecie?Nie zakładam celowosci ranienia sie,nie zakładam,ze robicie sobie
      swiadomie na złosc,nie mam zamiaru pisac do Ciebie o Twoim męzu ale pisze do
      Ciebie o Tobie albo o tym co przebija z maila.jesli o zdradzie bedziesz mogła
      myslec jako o konsekwencji winy dwojga ludzi to i bledy jakie doniej
      doprowadziły pozwolą Ci na to,zebys zajeła sie naprawa tych bledow a nie
      oczekiwania,ze zostaną naprawione.ten facet dał Ci w zyciu sporo
      radosci,uczucią,innych dobrych rzeczy ale nie dziekujesz mu za to cały
      czas,teraz zrobił krzywdę i nie karaj go za to przez całe zycie,kara jest po
      to,zeby ją odbyc i potem moc pracowac z czystym kontem-to tak jak dziecko,jesli
      zrobi cos złego to dajesz kare,kara trwa 5 min,10 min tłumaczysz za co jest
      kara-kara mija ,przytulasz dziecko i pozwalasz zapomniec o winie,moze to jest
      droga do wyjscia z ipmasu?Ty oczekujesz,ze On naprwi,On oczekuje,ze
      powiesz,"widzę,doceniam,wiem ile wkładasz w to pracy,tym bardziej doceniam,ze w
      ogole Ci nie pomagam"-moze sprobuj takiej formy komunikacji?Nie rozmawiajcie o
      szansie na zwiazek o bolu,ale o prostych rzeczach-mow co czujesz jak dostajesz
      kwiaty(cieszy Cie to?,rozczula? wzrusza?)mów,ze np (boli,martwi,smuci) to,ze
      trudno Wam sie porozumiec,mow,ze czujesz zal i złosc ale jestes gotowa
      rozmawiac o zdradzie?oczekiwaniach?o marzeniach? o apetycie na cos?Nie karaj
      go,to nie masensu bop sama czujesz sie ofiarą a jemu karzesz przepraszac,im
      wiecej On przeprasza,nawet swoim zachowaniem tym bardziej Ty czujesz sie ofiarą
      i tym bardziej On musi przepraszac-kołko sie zamyka I jeszcze jeden przykład
      jak piszesz o wsparciu-to ja nie wiem o co chodzi,co to jest to wsparcie?
      połozenie pieniedzy na stoł?Zabranie samochodu do naprawy?Siedzenie i
      mowienie"Yhhhhhhhh!! Rany!! Jakie nieszczescie!!"Przysłanie pomocy drogowej?Co
      to jest wsparcie??Dla Ciebie to oczywiste: przytulenie-a jesli powiesz "Przytul
      mnie" i to dostaniesz to juz nie bedzie wsparciem?A jezeli skrecisz noge w
      kostce i zechcesz "wsparcia" to to tez bedzie ptzytulenie?Czy wziecie na rece i
      zawiezienie do pogotowia?Magiczne słowo"wsparcie" ale w kazdjej sytuacj i dla
      kazdej osoby ma inne znaczenie.Na końcu napisałas,ze nie wiesz co o tym myslec
      a skad masz wiedziec?Unikasz rozmow,tłumaczenia,konkretnych oczekiwań-milczysz
      niech On sie domysla,no to sie domysla i trafia jak kulą w płot,pewnie tez nie
      wie.Wiec zacznijcie rozmawiac,mowic do siebie i o sobie,pytac sie wzajemnie,jak
      sie dowiecie to bedzie wiedzieli czy mozna ,czy nie mozna tego zrobic--mysle,ze
      to swietny poczatek drogi,wejdzcie na tą droge,zobaczcie jak ona wyglada,ile ma
      dziur,wybojow gdzie są zakrety i zdecydujcie czy idziecie razem czy osobno-
      teraz jestescie na 2ch roznych drogach i nawet wektory tych drog sie nie
      zgadzają-stad mnostwo nieporozumień. Głowa do gory-podejmiesz decyzję i to
      sluszną decyzje jesli poznasz "za" i "przeciw",masz olbrzymią wolność,mozesz
      podjac decyzje ze wszelkimi konsekwencjami i zaletami tej decyzji- to stanowi
      twoją wolnosc i to jest twoją siłą,jestes człowiekiem,kobietą,masz prawo do
      błedow i do poprawek,tak jak wszyscy ,tak jak Twoj mąz:)Wierze w Ciebie,wiem,ze
      zdecydujesz dobrze,nic nie straciłas,zyskujesz nowe doswiadczenie nową wiedze o
      sobie,korzystaj z niej : Powodzenia
      • kawitator Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 01.04.07, 10:03
        Bardzo fajnie i mądrze napisane Gromkie brawa
    • tusku Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 01.04.07, 11:05
      Jestem doswiadczonym facetem .Sprubój wyjechac gzieś na jakis czs i puścic
      plotkę że poznałaś fantastycznego faceta ,który wyrwał cie z tej opresji.To
      tylko przykład.
    • anob problem tkwi w Tobie a nie w mężu 01.04.07, 11:13
      cały czas piszesz czego od Niego oczekujesz
      co ON robi źle
      czego się po Nim spodziewasz
      co On powinien ci dać

      a może to wszystko odrócić?
      może pomyśl, czego ty nie dajesz mężowi?
      w czym nie spełniasz jego oczekiwań?
      czego on od ciebie oczekuje daremnie?

      Jak facet szuka innej dziewczyny
      to zawsze dlatego, ze w domu czegoś mu brakuje
      i to twoja "zasługa" niestety
      • niezapominajka333 Re: problem tkwi w Tobie a nie w mężu 01.04.07, 13:34

        > Jak facet szuka innej dziewczyny
        > to zawsze dlatego, ze w domu czegoś mu brakuje
        > i to twoja "zasługa" niestety

        Hehe ...a ja sądziłam, że taką ma naturę :)

        Prawdę mówiąc zaskoczył mnie ten atak na autorkę wątku.
        Kobieta pisze, ze mąż miał romans, po wykryciu którego nie moze sobie dac rady
        ze swoimi uczuciami.

        "..a może to wszystko odwrócić?
        > może pomyśl, czego ty nie dajesz mężowi?
        > w czym nie spełniasz jego oczekiwań?
        > czego on od ciebie oczekuje daremnie?"

        Obawiam się, ze oczekuje głównie tego, zeby wybaczyła, zapomniała i zeby było
        tak jak dawniej. No i żeby nie domagała się tego głupiego okazywania uczuc.

        Kto to widział, żeby mąż, w ramach okazywania skruchy był zmuszany do takich
        zachowań, jak zwracanie sie do zony po imieniu, zamiast "kobieto", do
        ofiarowania kwiatów, pamiętania o imieninach, czy cmoknięcia w policzek. Prawda
        panowie, że to poswięcenie ze strony prawdziwych facetów?
        A on biedak to wszystko robi bez mrugnięcia okiem, żeby się baba nie czepiała,
        zeby widziała, że mu zależy, że chce naprawic to co zepsuł.
        A jej ciagle mało.
        Głowę mu truje że nie okazuje uczuc, że wsparcia nie ma, a kto mieszkanie
        remontuje, kto po obiedzie pozmywa, a o głupi samochód to teraz przez pół roku
        głowę bedzie mu suszyc. Normalnie w głowie się tej babie poprzewracało.

        Czego ona chce? Rozwaliła zderzak i pewnie myśli, że on będzie załatwiał
        naprawę. Jeszcze czego...rozwaliłas, to napraw. Zobacz, jakie to przyjemne.
        A w ogóle to jakim prawem ona wypomina mu, ze do kochanki jechał kilkadziesiat
        kilometrów, zeby jej pomóc w kłopotach, a do niej tak się odzywa. Czego ona
        chce z tym wsparciem?

        Wiesz Goniu, myslę, ze twój mąż nie potrafi okazywac uczuc. Przynajmniej nie w
        taki sposób, w jaki byś oczekiwała. Może należałoby się przyjrzec relacjom w
        jego domu rodzinnym? Może zwyczajnie sie tego nie nauczył.

        Zastanawia mnie jego stosunek do dzieci.
        "... Ktoś mi wytknął że romans roczny to widocznie od dawna w związku było źle.
        Pewnie że jest w tym część prawdy. Mianowicie taka, że jego wcześniejsza praca
        polegała na częstych wyjazdach, kursach, praca cały czas z adrenaliną. Pozatym
        studia, fakultety. Brak czasu dla mnie dla dzieci..."
        "...Bolał mnie fakt że jak już pojawiał się w domu to nie mógł znieść tego że
        córka pragnie się do niego przytulić...."
        "...Pytania dzieci odkąd tylko nauczyły się mówić kiedy tata wyjedzie też o
        czymś świadczyły. Moje rozmowy o tym żeby próbował zmienić choć odrobinę swoje
        nastawienie nie skutkowały. Wszystko było bagatelizowane...."

        Kawi napisał kiedyś, ze byc dorosłym facetem to miec serce dla rodziny. Co to
        znaczy miec serce dla rodziny? Zapewnic jej bezpieczeństwo finansowe?

        Czy przytulenie dzieci po powrocie do domu z wyjazdu to jakieś fanaberie
        wymyślone przez kobitki, a odepchnięcie ich to rzecz własciwa dla normalnego
        faceta?

        Pisałas Goniu, ze twój mąż okazywał kochance wsparcie jakiego tobie nie
        okazywał.
        Nie znam sytuacji, ale sądzę, że to wsparcie było tym, co on umie najlepiej:

        "...No cóż wzięła go na swoje kłopoty. A facet jest bardzo pomocny. Lubi
        błyszczeć na forum publicznym ..."
        Ona doceniła to, co tobie nie wystarczało....Kto wie, ile by z nim wytrzymała
        pod jednym dachem.

        Nie wiem, czy twój mąż potrafi sprostac twoim oczekiwaniom. Może to zwracanie
        sie do ciebie po imieniu, pamiętanie o imieninach, czy cmoknięcie w policzek to
        wszystko, na co go stac w kwestii okazywania uczuc.









    • dona47 Re:Gonia 01.04.07, 14:36
      Nigdy nie "porownuj sie" ,do Kochanicy meza.Badz soba .Nie zadreczaj sie ,co
      ona miala ,a czego Ty mu nie dalas.On 50lat lat ,ona 25 ,czy to nie przypadkiem
      kryzys wieku sredniego?.Mezczyzni ,tez to przechodza.
      • romulus11 Re:Gonia 01.04.07, 20:12
        Dla faceta kobieta mlodsza,znacznie mlodsza jest czesto eliksirem mlodosci z
        czym zona ma powazny problem,facet rowniez.Mysle ze romans sie nie skonczyl,a
        moze zostal "uspiony"przez obie zainteresowane strony.Kiepsko to widze i mysle
        ze skonczy sie rozwodem.Wybacz ze Cie nie pociesze ale tak mi intuicja i wiedza
        o facetach podpowiada.
        • misssaigon Re:Gonia 01.04.07, 20:31
          przyjmując, ze to kryzys wieku średniego...czy kazda para wierzy , ze akurta ich
          to nie dotknie, czy wszysyc sa slepi na wyrazne sygnały : glosowe, swietlne czy
          dymne rowniez?

          owe "kryzysy" widze zarówno u kobiet jak i u mezczyzn - ale jest tez widoczna
          jedna roznica - mezczyzna potrafi zyc swoim zyciem, a kobieta zwykle tylko
          zyciem swojego meza, dzieci...dlatego tez uważa, że za swoje "poswiecenie zycia"
          dla rodziny, meza powinna otrzymac dozgonna gwarancje na wiernosc malzenska:))
    • anob a ja jeszcze pytanka 01.04.07, 20:52
      ile ważysłaś w dniu slubu?
      a ile ważysz teraz?

      bo czesto bywa tak, że dziewczyny po zamązpójściu
      przestają dbac o siebie
      do tego znajdują sobie latwe alibi w stylu: "przeciez urodzilam dziecko" etc.
      oczywiście lata robią swoje
      i w wieku lat 40 rzadko ma sie firgurę 20-latki
      ale jak widzę naokolo
      te tabuny tłustych, obrzydliwie grubych bab
      to myslę, że ich mężowie powinni je po prostu wyrzucić z domu

      i jeszcze jedno
      moja gonia
      przeczytalem twoje wynurzenia raz jeszcze, spokojnie i uważnie
      i muszę stwierdzić
      że jesteś bardzo zrzędliwa, niestety
      • kici10 Re: a ja jeszcze pytanka 01.04.07, 22:10
        ale jak widzę naokolo
        > te tabuny tłustych, obrzydliwie grubych bab
        > to myslę, że ich mężowie powinni je po prostu wyrzucić z domu

        A ja tak się przyglądam kobietom i facetom w wieku 40+ i widzę bardzo dużo
        zadbanych atrakcyjnych kobiet i bardzo mało zadbanych facetów. Popatrz po ulicy
        i sam oceń jak dużo jest zapuszczonych facetów w tym wieku. Zresztą gdyby to
        było takie proste. Niestety porzucane bywają i te atrakcyjne i te nie
        atrakcyjne. Nie ma reguły.
        • anob Re: a ja jeszcze pytanka 03.04.07, 16:21
          odpowiadam tylko za siebie
          jestem 40 +
          i wyglądam przyzwoicie
          (oczywiście w opinii otoczenia a nie tylko własnym

          uważam, ze jednak więcej kobiet jest tłustych niz mężczyzn
          • kici10 Re: a ja jeszcze pytanka 04.04.07, 07:39
            Wiesz co, kiedyś była taka piosenka, która zaczynała się słowami:
            "Brzydka ona, brzydki on. A taka piękna miłość."
            Fajne, prawda? Wygląd może pomaga w stosunkach damsko męskich, ale niczego nie
            gwarantuje. Każdy z nas boleśnie się o tym kiedyś przekona, ponieważ czas nie
            oszczędza nikogo. Co prawda, niektórzy mają szczęście być obdarzeni dobrymi
            genami, które nieco opóźniają to zjawisko. Ale i tak wszyscy zmierzamy do tego
            samego miejsca.
            Czasami jednak w ludziach urodziwych rodzi się coś na kształt pychy. Wydaje im
            się, że stać ich na więcej, więcej im wolno. Poszukują więc ideału, który
            będzie ich godny. Czy ma to cokolwiek wspólnego z miłością? Wątpię. To raczej
            targowisko próżności.
            Oczywiście daleka jestem od promowania zaniedbywania się, ale czy z dbania o
            urodę trzeba od razu robić sens życia? To pogoń za tęczą. Zawsze się znajdzie
            ktoś bardziej urodziwy. Zresztą nie zależy mi na kimś pięknym, ale na kimś
            bliskim. Ale inni pewnie maja inaczej. Wolna wola.
    • vesper_lynd Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 01.04.07, 21:47
      Pan-Mąż jest z chyba gatunku tych, co uczucia okazują na początkowym etapie związku i wtedy też się starają adorować samiczkę w sposób standardowy (jak ową kochankę). Potem (jak pisała M. Samozwaniec), po etapie zalotów, "można wreszcie skończyć te wygłupy i zacząć żyć NORMALNIE" (vide: normalnie, czyli przaśnie, szaro, z pohukiwaniem na połowicę i obsztorcowywanie o byle pie*dołę).

      Jeśli przez te -dziesiąt lat pożycia nie nauczyłaś go choć trochę tego, jak ma Cię kochać na codzień to jest musztarda po obiedzie domagać się tego teraz. Okazuje jak umie, szorstko, bez wielkich słów, ale wygląda jakby chłopina po swojemu się starał. Jeśli oczekiwałaś po jego zdradzie scen jak z harlequina, łez, ton róż, błagań na klęczkach to chyba jesteś kiepską obserwatorką własnego męża. Jeśli tolerowałaś to "kobieto" kierowane do siebie i brak jakichkolwiek codziennych przejawów uczuć... cóż :/
      Jak sobie pościelesz, mawia lud.

      Moi rodzice (mimo że w pewnym już wieku) są szorstcy wobec siebie, żadnego okazywania uczuć, wręcz drobne prztyczki i niekiedy niemiłe słowa. Tyle, że oboje mają identyczne charaktery i to co dla innych może być fatalnym związkiem dla nich jest wielką miłością, są ze sobą już prawie 40 lat. Szczęśliwi, ale nie umieją sobie wyznać miłości sztampowym "kocham cię", tylko właśnie codzienną, szorstką troską.
      Ja i moje rodzeństwo wychowane w taki sposób TEŻ nie umiemy okazywać uczuć. Wstydzimy się tego do bólu. Obserwuję sobie nasze związki i popełniane błędy. Uczę się teraz otwierać, ufać i nie krytykować na każdym kroku, adorować i być adorowaną. To naprawdę nie jest łatwe.
      Może Twój mąż też "z tych"? ;) Zresztą sama wiesz najlepiej. Mam nadzieję że coś pomogłam.
    • kici10 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 01.04.07, 23:08
      Nie tak
      trudno powiedzieć co rozumiem za wsparciem i otwarcie jemu wiele razy mówiłam.
      Odrobinę wczucia się w to co ja mogę czuć po tym wszystkim. Odrobinę empatii.

      Goniu, jak możesz oczekiwać, żeby ktoś się wczuł w Twoją sytuację, od kogoś kto
      tego nie przeżył. Widzisz, jak ludzie rozmawiają ze sobą o zdradach, to
      najczęściej w formie żartobliwej, w formie kawałów. Bo tak naprawdę, jak się na
      to patrzy z boku, to to jest śmieszne. Podtatusiały facet urywa się z pracy i w
      pełnej konspirze biegnie do "zakochanej" młódki, myśląc, że jest wielkim
      myśliwym, a nie upolowaną zwierzyną.
      Jeśli chcesz, żeby zrozumiał, to mu przypraw rogi. Wtedy zrozumie. Inaczej
      nigdy w życiu. Tylko mu się wydaje, że rozumie. Nie wymagaj rzeczy niemożliwych.
      Przyjmij do wiadomości prosty fakt, że gdyby go coś przy Tobie nie trzymało, to
      już by go nie było. Z tego co piszesz nie są to dzieci. No więc co?
      Chciałabyś by okazywał Ci więcej czułości. Tego trzeba się nauczyć. Powolutku,
      krok za krokiem. Ale skoro już Ci okazuje tę czułość, to ją przyjmij, nie
      szukając drugiego dna.
      Jeśli wpadł w szał remontowania wszystkiego co się nawinie, to przyjmij to jako
      formę zadośćuczynienia. Remontuje to dla Ciebie. Robi to co umie. Nie umie
      prawić czułych słówek, umie pracować.
      Nie wypominaj w kółko. Zrób raz porządną zadymę. Taką z piorunami. A potem
      koniec. Umów się z nim, że będzie jednorazowa zadyma, a potem już nie będziesz
      do tego wracać.
      I na litość, nie porównuj się z kochanką. Trzeba wspólczuć tej dziewczynie.
      Samotna, z dzieckiem, bez pracy, bez mieszkania. Zainwestowała rok w faceta,
      myśląc, że w końcu ustabilizuje swoją sytuację materialną. Po czym dostała
      kopa.Czyli inwestycja poszła na marne. A ponadto dostała przekaz, że jej walory
      kobiece okazały się nie wystarczające.
      Ty, Goniu jeszcze tego nie wiesz, ale takie traumatyczne zdarzenia bardzo
      zmieniają ludzi. I to wcale nie na gorsze. Jest okazja, żeby zajrzeć w siebie i
      zapytać, czego Ty chcesz. Jeśli przez dwa lata nie odeszłaś od tego faceta, to
      też Cię coś przy nim trzyma.
    • chcacy Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 01.04.07, 23:30
      Mając podobna sytuacje mogę Ci wyjasnić. Twój mąż ma ogromne poczucie winy i
      swiadomość tego ż e zrobił poważny błąd wie że mógł starcic najwieksze szczęście
      swojego życia czyli ciebie. Wciąz mu nie ufasz on to czuje. Wszystko co stara
      się zrobić zostaje bez echa bo ty wciąż pamietsz mu tamta kobiete. Dla niego to
      nie znaczył nic i chciałby zapomnić jednak ty na każdym kroku mu przypominasz.
      Uwierz ż ewtedy łatwo stracic cierpliwość. Akcja z samochodem to tolko pikuś.
      Jesli mu nie wybaczysz i nie zaczniesz ufać będziecie kłócic sie o wszystko.
      Pamietaj że każdy popełnia błędy wazne by ich żałował i chciał naprawić.
    • sagittka Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 13:24
      anob napisał:
      "Jak facet szuka innej dziewczyny
      to zawsze dlatego, ze w domu czegoś mu brakuje
      i to twoja "zasługa" niestety"

      Nie znoszę takich bezsensownych uproszczeń.
      Wybacz, ale to trochę szczeniackie myślenie.
      Po latach spędzonych razem, nie ma już zakochania, nie ma gorącej namiętności,
      nie ma młodości. To oczywiście nie znaczy, że związek jest gorszy, bo przecież
      może być miłość, przyjaźń, intymność, itd. Jednak łatwo wpaść w pułapkę pokus,
      to czego nie ma już w związku, a pojawia się poza nim (fascynacja, namiętność)
      kusi i przyciąga.
      Nie wszyscy sobie z tym radzą. I w takich sytuacjach, ta "zasługa" o której
      piszesz, to to że nie ma się już 25 lat, nie wzbudza się takiego pożądania jak
      kiedyś, nie dostarcza się takich emocji jak kiedyś.
      • your_and Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 17:42
        sagittka napisała:
        > Nie znoszę takich bezsensownych uproszczeń.
        > Wybacz, ale to trochę szczeniackie myślenie.
        > Po latach spędzonych razem, nie ma już zakochania, nie ma gorącej namiętności,
        > nie ma młodości. To oczywiście nie znaczy, że związek jest gorszy, bo przecież
        > może być miłość, przyjaźń, intymność, itd. Jednak łatwo wpaść w pułapkę pokus,
        > to czego nie ma już w związku,

        Twoje myślenie to też pułapka.
        Namietność może i powinna sie tlić i być podsycana i po latach, ale owszem
        niepodsycana na pewno sama zgaśnie a wtedy pułapka pokus jest nieunikniona
        jeżeli jest sie w jako takiej równowadze homonalnej i zaniedbało się tak żeby
        byc skrajnie nieatrakcyjnym.
        Ale w to trzeba sie zaangażować, zresztą jak w kazdej dziedzinie w życiu w
        jakiej chce sie osiągnąć sukces.
        • sagittka Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 20:04
          > Twoje myślenie to też pułapka.

          Nie, bo ja nie ograniczam się do takiego myślenia, nie zamykam się na to
          twierdząc, że skoro są pokusy, to i tak nie ma co się starać, bo z upływającym
          czasem się nie wygra.

          > Namietność może i powinna sie tlić i być podsycana i po latach, ale owszem
          > niepodsycana na pewno sama zgaśnie a wtedy pułapka pokus jest nieunikniona
          > jeżeli jest sie w jako takiej równowadze homonalnej i zaniedbało się tak żeby
          > byc skrajnie nieatrakcyjnym.

          Racja, trzeba podsycać, ale nie da się ciągle i bez przerwy (albo może da, ale
          jest to trudne). W życiu są lepsze i gorsze okresy, raz czujemy się lepiej
          psychicznie, a raz jesteśmy w dołku, raz wyglądamy atrakcyjniej, a raz jesteśmy
          w dołku, raz mamy większe libido, a raz jesteśmy w dołku, .... no czasem
          jesteśmy w dołku po prostu. To są okresy, w których nie spodziewamy się że
          kolega w pracy się w nas zakocha, sąsiad będzie puszczał oko, ale jednak liczymy
          na to, że wieloletni partner (który zna nas na tyle, że wie, że to przejściowy
          dołek i który sam takie miewa) podejdzie do tego inaczej. Na tym polega poczucie
          bezpieczeństwa w związku i pewna stabilizacja. Oczywiście podkreślam jeszcze
          raz, że starać się trzeba zawsze, bo nic nie jest dane na zawsze.

          > Ale w to trzeba sie zaangażować, zresztą jak w kazdej dziedzinie w życiu w
          > jakiej chce sie osiągnąć sukces.

          Z tego zdaję sobie sprawę, zresztą niedawno pisałam o tym w innym wątku:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=59360559&a=59594020
          PS. Sama szukam odpowiedzi na pytanie jak podsycać namiętność w długim związku,
          gdy zmysły są przytępione (bo zna się partnera, jego reakcje i możliwości na
          wylot), gdy potrzeba silniejszych bodźców niż kiedyś, a atrakcyjność spada,
          choćby z powodów obiektywnych jak starzenie się.

          Sam cytowałeś ostatnio artykuł, który sobie skopiowałam, w którym czytamy:
          "Dobry związek zatem to taki, w którym namiętność stopniowo przekształca się
          w zażyłość", a u Wojciszke "Autor sugeruje dalej, że prawdopodobnie uniwersalnie
          nieuchronny jest (prędzej czy później) zanik namiętności w związku miłosnym."

          Sam więc widzisz, że to podsycanie, to wyzwanie trochę wbrew naturze długich
          związków.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • your_and Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 21:56
            sagittka napisała:
            > Sam cytowałeś ostatnio artykuł, który sobie skopiowałam, w którym czytamy:
            > "Dobry związek zatem to taki, w którym namiętność stopniowo przekształca się
            > w zażyłość", a u Wojciszke "Autor sugeruje dalej, że prawdopodobnie uniwersalnie
            > nieuchronny jest (prędzej czy później) zanik namiętności w związku miłosnym."

            Nieuchronnie, tak, ale rozplanować trzeba to tak aby ten etap wypadł kiedy oboje
            dochodzą do siedemdziesiątki (sześćdziesiątki) i akurat wygaśniecie namiętności
            zbiega sie z wygaśnięciem tych potrzeb.

            Po za tym może my myślimy podobnie ale większość kobitek rozpacza w ten ton:
            prałam, prasowałam, obiadki gotowałam a on świnia przebrzydła mnie zdradził. A
            podsycanie namiętności? No kiedyś, ale teraz dzieci, porządki, remonty. Tylko w
            międzyczasie nie ma już dawno czego podsycać...
            • kici10 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 23:41
              Nieuchronnie, tak, ale rozplanować trzeba to tak aby ten etap wypadł kiedy oboj
              > e
              > dochodzą do siedemdziesiątki (sześćdziesiątki) i akurat wygaśniecie
              namiętności
              > zbiega sie z wygaśnięciem tych potrzeb.

              Pięknie powiedziane - rozplanować! To prawie jak gospodarka planowana
              centralnie.
              Planowałem pierdnąć, się ze..łem.
              • your_and Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 04.04.07, 10:16
                kici10 napisała:
                > Pięknie powiedziane - rozplanować! To prawie jak gospodarka planowana
                > centralnie.
                > Planowałem pierdnąć, się ze..łem

                Właśnie. Zwłaszcza jeśli planuje tylko jedna strona za obie.
                Trzydziestka na karku, okres namietności w końcu za nami, czas na pieluchy,
                dzieci, stabilizacje, działka, ew. dom z ogródkiem, sielanka. Tylko właśnie
                najczęściej sie okazuje że taki plan ignoruje potrzeby drugiej strony (czasem
                kobiety, częściej mężczyzny) i misterny cały plan idzie w łeb bo nie
                uwzględznia praw przyrody że jak wygasi sie namietność w jednym miejscu,
                wybuchnie w innym.
                • kici10 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 04.04.07, 14:01
                  Trzydziestka na karku, okres namietności w końcu za nami, czas na pieluchy,
                  > dzieci, stabilizacje, działka, ew. dom z ogródkiem, sielanka. Tylko właśnie
                  > najczęściej sie okazuje że taki plan ignoruje potrzeby drugiej strony

                  A spróbuj zburzyć tą stabilizację, która rzekomo nie jest tak ważna. Nie jest
                  ważna, bo jest. A jak jej nie ma to okazuje się bardzo ważna. Nagle sobie
                  przypominasz, jak to było fajnie posiedzieć w ogródku, zjeść pyszny obiadek,
                  włożyć czystą koszulkę, obchodzić święta pełne ludzi itd.. Ale dopiero wtedy
                  kiedy tego nie masz. Faceci myślą, że kobiety to robią, bo lubią. Co za bzdury.
                  Robią to dlatego, że ktoś to zrobić musi. Uwolnienie się od tych obowiązków
                  jest często zrzuceniem brzemienia.
                  Innymi słowy zauważasz, że coś jest ważne, dopiero wtedy, jak ci czegoś
                  brakuje. Reszta jest przezroczysta. Tylko Your, nasycić się seksem też można,
                  choć wydaje Ci się to niemożliwe. Każdy ma swoją granicę, zwykle mniejszą niż
                  się mu wydaje. A przesyt jest dużo gorszy niż niedostatek.
                  • your_and Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 04.04.07, 15:41
                    kici10 napisała:
                    > Innymi słowy zauważasz, że coś jest ważne, dopiero wtedy, jak ci czegoś
                    > brakuje. Reszta jest przezroczysta. Tylko Your, nasycić się seksem też można,
                    > choć wydaje Ci się to niemożliwe. Każdy ma swoją granicę, zwykle mniejszą niż
                    > się mu wydaje. A przesyt jest dużo gorszy niż niedostatek.

                    Stabilizacji to też dotyczy -> przesyt jest dużo gorszy niż niedostatek.

                    Z tym że seks jest niżej w piramidzie potrzeb (potrzeba fizjologiczna) niż
                    stabilizacja (potrzeba bezpieczeństwa). I jej niezaspokojenie działa badziej
                    frustrująco i domaga sie zaspokojenia przed wszystkimi innymi potrzebami.
                    pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
                    • sagittka Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 04.04.07, 19:23
                      No to załóżmy, że kobieta nie stroni od seksu, jest dobrą kochanką i nie
                      przesadza z remontami, firankami itp. Jak pisałeś wyżej, namiętność się tli,
                      wygląda na to że wszystko (jak na długoletni związek) jest OK.

                      Tylko że nawet jeśli ta namiętność się jeszcze tli, to jest ona mniejsza, mniej
                      ekscytująca i interesująca, niż ta nowa, która potrafi zapłonąć wielkim
                      płomieniem. To co jest w domu, po pewnym czasie staje się normą (nawet podsycana
                      namiętność), to co kusi na zewnątrz jest czymś niezwykłym, pociągającym, kuszącym.
                      Także dlatego, że w domu, z wieloletnim partnerem jesteśmy sobą, a na zewnątrz
                      się kreujemy na lepszych niż w rzeczywistości. Wielu mężczyzn jest bardzo
                      szarmanckich wobec obcych pań, ale własnej żonie nie pomogą nieść siaty, nie
                      pocałują w rękę, itp.
                      Podobnie pisała gonia64, mimo że chwaliła i doceniała męża, to on jednak
                      bardziej czuły był na pochwały z zewnątrz, więc i bardziej chętny do wykazania
                      się na zewnątrz. Podobnie mają kobiety - komplement od obcego mężczyzny jest
                      bardziej wiarygodny niż od męża.

                      Łatwo się pisze o tym, że trzeba podsycać, pielęgnować, dbać, ale tak naprawdę
                      to tylko część sukcesu, wiele zależy od partnera, a nawet od czynników
                      zewnętrznych (typu pojawienie się w firmie młodej, chętnej i uwodzącej koleżanki).
                      • your_and Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 06.04.07, 07:52
                        sagittka napisała:
                        > Także dlatego, że w domu, z wieloletnim partnerem jesteśmy sobą, a na zewnątrz
                        > się kreujemy na lepszych niż w rzeczywistości. Wielu mężczyzn jest bardzo
                        > szarmanckich wobec obcych pań, ale własnej żonie nie pomogą nieść siaty, nie
                        > pocałują w rękę, itp.

                        To co napisałaś jest istotne i znamienne. Podobno pułapka zbytniego zżycia się i
                        braku pozostawienia sobie przestrzeni prywatnej obok wspólnej.
                        Tak, oczywiście sam się na tym złapałem.
                        Z tym że przedstawię drugą stronę medalu. Będąc szarmancki wobec innych
                        otrzymujesz głaski, zatrzyma sie na tobie na dłużnej miłe spojrzenie, czasem
                        nawet uwodzicielskie i zalotne, zwróci na ciebie na moment uwagę i prawie zawsze
                        taki gest jest doceniony.
                        Cóż z żoną, w zasadzie traktowany jest jako obowiązek, jedynie w przypadku może
                        spotkać cię święte oburzenie. Zaś gdy w wyniku szarmanckich gestów widzisz
                        jedynie zimną obojętność, czujesz sie nie wyjątkowo tylko jak uniżoność sługi.
                        Podobnie która z żon stara się wyjątkowo wyglądać dla męża gdy ten wraca do
                        domu, Podczas gdy przy wyjściu do pracy staranie sie o wygląd i mniej lub
                        bardziej świadome uwodzenie staranie sie podobać innym mężczyznom to norma.

                        Trzeba mieć świadomość pułapek bycia razem by się im nie dawać i w dodatku nie
                        zrzucać ich objawów na złą wolę partnera. Naturalna potrzebę odmiany można
                        próbować zagospodarować w ramach związku. Ale trzeba sie przyłożyć i wykazać
                        kreatywność. Jak i w innych sprawach decydujących o sukcesie w zyciu.
    • aandzia43 Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 03.04.07, 23:21
      Coś mi się tu bardzo nie podoba w stosunku szanownego małżonka do własnych
      dzieci. Jeśli Gonia nie ściemnia, a zakładam, że nie, to facet nie nawiązał
      kontaktu z dziećmi przez 20 lat ich życia. Solidnego, ciepłego i trwałego.
      Podejrzewam, że nikt mu w tym szczególnie nie przeszkadzał (np.jakaś podła
      zawłaszczajaca dzieci żona). Pewnie nie widział potrzeby, bo po co? Dzieci to
      konkurencja dla narcyza. Konkurencja do uczuć i uwagi żony. Konkurencja do bycia
      numerem 1 i gwiazdą wszystkich sezonów. Jakiś upierdliwy dodatek do
      codzienności. Chyba że wskakują w role wielbicieli, widowni lub opiekunów
      tatusia. Wtedy mogą liczyć na aprobatę rodziciela, ale wtedy to dopiero mają
      przerąbane i wodę z mózgu na całe życie! Jak tak sobie poczytałam powyższe
      teksty (dzieci uczepiłam się szczególnie, bo mnie te kwestie bardzo bolą), to mi
      wyszło ze sporym prawdopodobieństwem, że mąż Goni to narcyz. Dla narcyza
      uczucia, uwaga, poświęcenie, troska najbliższych nie są bardziej widoczne, niż
      powietrze, którym oddycha. To po prostu JEST i należy mu się jak psu buda za to,
      że ON ISTNIEJE. Zwraca uwagę tylko na to, co według siebie, mógłby stracić, więc
      jeśli ktoś trwa przy narcyzie kochający i oddany,ten jest ignorowany i skazany
      na cierpienie. Rada na początek: "Jedyną rzeczą, która niezawodnie zwiększa
      motywację wampirów narcystycznych, jest natychmiastowa utrata czegoś, co ma dla
      nich wartość". Jezu, jak to fantastycznie działa! Tylko to. Smutne, prawda?
    • palolinkaa Re: O co tu chodzi? poradźcie coś sensownego 04.04.07, 09:28
      Wiem co czujesz, przechodzisz bo ja mialam podobna sytuacje... Niestety wtedy
      byl jeszcze moim chlopakiem a ja bylam w nim tak zakochana ze wybaczylam
      (przynajmniej tak mi sie wydawalo..) teraz jestesmy malzenstwem, mamy dziecko a
      ja czuje sie nieszczesliwa bo nadal to pamietam, nadal to czuje (choc moze nie
      w takim stopniu jak na poczatku) rana jest otwarcta i caly czas z niej cos
      wycieka.... NIESTETY tego sie nie da zapomniec... Idac z nim ulica, czy gdzie
      kolwiek a on spoglada na jakas dziewczyne, ja widze w niej potencjalna kochane,
      wiem to nienormalne ale niestety tak jest.. a wiesz co jest najgorsze?? Ze on
      nadal pracuje z ta dziewczyna z ktora mial romans... i to jest chwilami nie do
      zniesienia... i wydaje mi sie ze nie ma takiego lekarstwa ktore mogloby wygoic
      ta rane ktora babra sie juz od paru lat.... upokarzajace, przykre, bolesne...
      mozesz pocieszyc sie tym ze nie jestes sama,ale co to za pocieszenie ??bardzo
      marne... nie wiem moze teraz powinien byc odwet i my powinnlysmy pozdradzac??
      moze byloby nam lepiej ??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka