Dodaj do ulubionych

dość długie, przeczytacie?

12.05.07, 08:17
Witajcie,
Podczytywałam czasami forum, tyle tu dobrych rad i pozytywnych mysli

A więc w skrócie opiszę mój problem.

Jestesmy małżeństwem od kilkunastu lat, mamy dwójkę dzieci- 6-latka i 5-
miesięczniaka.
Za nami poważny kryzys: mąż zdradził mnie (to był ponadpółroczny związek z
dawną miłością. Miało to miejsce 2 lata temu. Zanim to się stało oboje
popełniliśmy mnóstwo błędów, których jesteśmy swiadomi i nie wypieramy sie.
Postanowilismy jednak ratowac nasze małżeństwo.

I wydawało mi się, że się udało. Chodziliśmy do psychologa, dużo
rozmawialiśmy, urodził nam się drugi synek... Nie dalej jak dwa miesiące temu
poczułam, że coś jest nie tak. Mąż przestał się starac o nasz związek.
Przestał mówić, że mnie kocha, przestał przytulać, myślami był daleko.

Po wielogodzinnych rozmowach mąż wyznał, że się wypalił. Nie wrócił do tamtej
kobiety, to wiem. Prosiłam, żebyśmy spróbowali to posklejać. Mamy w końcu
dwójke dzieci, nie kłócimy się, nie walczymy ze sobą. Szanujemy się i staramy
sie być dla siebie wsparciem. Dobrze nam też układało się w sprawach łóżkowych

Mąż najpierw zgodził się, powiedział, że spróbuje zaangażowac się w nasz
związek i w jego ratowanie.

Po kilku dniach stwierdził jednak,że nie wierzy, że nam się uda. Że czuje, że
nie jest w stanie zaagazowac się w budowanie więzi między nami. Nawet nie
chce mu się starać, bo czuje, że to nie ma sensu.
Lepiej dla dobra wszystkich (mnie, jego i dzieci) rozstać się i ułożyć
życie na nowo (choć on twierdzi, że nie myśli o czymś takim, na dodatek nie
wie czy będzie w stanie zaangażować się w inny związek)

Udało mi się go namówić na spotkania małżeńskie, tylko to mi przyszło do
głowy. Też nie wierzy, że to przyniesie efekt. Ja prawdę mówiąc też
przestaję wierzyć. Takie spotkania są dla ludzi, którzy nie potrafią
rozmawiać, my jednak rozmawiamy.
On twierdzi, że widzi jak bardzo jestem zaangażowana w związek, ile dobrego
wydarzyło się przez ostatnie dwa lata. Dlatego właśnie uważa, że nic nie jest
w stanie zmienić tego, co czuje (a własciwie nie czuje). Uważa, że zostając
ze mną skrzywdzi mnie bardziej, bo nie da mi tego, czego potrzebuję. Ja
natomiast uważam, że gdyby chciał się zaangażować, możemy odbudować nasze
relacje, bo więcej nasz łączy niż dzieli.Dzieli nas właściwie tylko jego upór
i to, co sobie zafiksował w głowie.
Ja jednak proszę go, abyśmy wykorzystali wszystkie możliwości, bez tego będę
miała poczucie, że nie wzięliśmy pod uwagę wszystkich okoliczności,nie
wykorzystaliśmy szans.

Nie wiem jak zakończyć, chyba bardziej się zwierzyłam, niż pytam co robić, bo
Bóg mi świadkiem nie wiem co robić. Jak chcecie o coś dopytać, pytajcie
pozdrawiam
pieg00ska

Obserwuj wątek
    • ivone7 Re: dość długie, przeczytacie? 12.05.07, 09:38
      przykro mi to powiedziec, ale on juz decyzje podjal..i stad jego upor
      podziwiam Cie, ze chcesz za wszelka cene ratowac wasz zwiazek..jedyna rada jaka
      przychodzi do glowy, to po prostu, przestan go o to nagabywac, pozwol plynac
      czasowi...moze on nie bedac pod presja cos zrozumie..i sie zatrzyma..
      zycze z calego serca..
    • kici10 Re: dość długie, przeczytacie? 12.05.07, 09:51
      Dzieli nas właściwie tylko jego upór
      > i to, co sobie zafiksował w głowie.

      Kolejny przykład, jak takie zafiksowanie jest odporne na czynniki zewnętrzne.
      Niektórym sie wydaje, że moga sobie tak po prostu odwrócić się na pięcie i
      zacząć nowe życie. Owszem, mogą, ale są obciążeni dziećmi, które nie należą
      tylko do partnerki. Jeśli więc mogą odwrócić się od partnerki, to nie powinni
      odwracać się od swoich dzieci. Dla tych, co mają trudności ze zrozumieniem tego
      został wymyślony kodeks rodzinny.
      Twój mąż zakłada, że to on będzie tym, który się wyprowadzi i poszuka szczęścia
      gdzie indziej, Tobie zaś ograniczy takie poszukiwania obarczając Cię dwójką
      dzieci.
      Mam propozycję trochę przewrotną. Może to Ty się wyprowadzisz na jakiś czas,
      powierzając mu opiekę nad Waszymi dziećmi. Może to Ty poszukasz odosobnienia,
      żeby przemyśleć swoje życie. Może to Ty sprawdzisz, czy nie żyje Ci się lepiej
      bez niego. Pozwól mu zmierzyć się ze swoim wypaleniem i zafiksowaniem. Ale
      pozwól również zmierzyć się z prawdziwym życiem, pozostawiając pod opieką
      dwójkę dzieci.
      Myślę, że występowanie z pozycji ofiary i osoby proszącej nigdy nie przynosi
      dobrych efektów. Wygląda na to, że to przede wszystkim Ty ratowałaś to
      małżeństwo, a Twój mąż biernie się temu poddał. Sama nie jesteś w stanie temu
      podołać. Tu trzeba chęci obu stron. Zwłaszcza po tak traumatycznych przejściach.
      I jak zawsze powielę stare odpowiedzi. Zajmij się soba i tym co Ty czujesz.
      Męża i jego dylematy egzystencjalne pozostaw jemu. Postaraj się zminimalizować
      swoje koszty psychiczne.
      • pieg00ska Re: dość długie, przeczytacie? 12.05.07, 10:16
        Zgadza się to co piszesz, wygląda że to ja ratowałam ten związek z całych sił.
        Traumatyczne przeżycia sprawiły, że odszukałam błędy jakie popełniłam. Kocham
        mojego męża, to dobry człowiek. Połączyła nas wielka miłośc, stąd wierzę, że
        nie wszystko stracone, nie wszystko się mogło tak po prostu skończyć.
        Co do dzieci, on wykazuje dużo dobrej woli. Mówi,że zawsze będzie się nimi
        opiekował, postara się, żeby nie cierpiały.

        Co do Twojego pomysłu, sama na niego wpadłam. Życie w rodzinie to niestety 90%
        obowiązków, a 10 % przyjemności. Pomysł jest po części niewykonalny, ponieważ
        karmię dziecko piersią i póki co jestem do niego "przypisana". Odejście z domu
        sprawi, że ucierpi najsłabszy.

        Chciałabym żeby porozmawiał z kimś mądrzejszym ode mnie, od niego, od nas
        razem... Jeśli można wyjść z cięższych opresji, to może i z tego się uda?

        nie myslałam, że wyląduję na tym forum szukając rady. Raczej czytałam szukając
        inspiracji do dalszych działań
        pozdr
        pieg00ska
    • pieg00ska a, i jeszcze jedno 12.05.07, 10:24
      Myślę że tamten związek zniszczył go emocjonalnie, wyprał z wszelkich emocji.
      Ostatni rok nie był miarodajny - dużo przezyć - najpierw poronienie, potem
      ciąża, poród, malutkie dziecko. Myslał o czymś innym, co inne zaprzatało mu
      głowę.
      A tewaz wszystko okrzepło i wyszło szydło z worka.
      pozdr
      pieg00ska
      • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 10:52
        Nikt nikogo na siłę przy sobie nie utrzyma. Zresztą, czy o to Ci chodzi? Jednak
        bycie razem to jedno, a opieka nad dziećmi to drugie. Jeśli tylko jedno bierze
        na swoje barki wychowywanie dzieci, to i tak dzieje się to z krzywdA dla nich.
        Zwłaszcza jak chłopcom brakuje ojca. Zawsze możesz odejść na jakiś czas z
        jednym dzieckiem, drugie pozostawiając do opieki mężowi. Wiem, że to
        rozwiązanie też jes złe, ale tu nie ma dobrych rozwiązań. Zawsze ktoś ucierpi.
        Jedyne co można, to minimalizować koszty.
        Myślisz, że ktoś mądrzejszy przekona Twojego męża? Zapomnij. Pewne rzeczy
        trzeba przetestować na własnej skórze.
        Dopóki jesteś w domu, postaraj się zostawiać swojego męża samego z dziećmi, tak
        często idługo, jak to tylko możliwe. I wyjaśnij, że nie zamierzasz sama ponosić
        wszystkich kosztów bycia rodzicem. To również jego dzieci. Jeśli Ciebie nie
        chce, to postarasz się spędzać czas tak jak lubisz i z tym z kim lubisz. Nie
        musi Tobie poświęcać swojego czasu. Ale czas poświęcony dzieciom, to żadna
        łaska, ale zakichany obowiązek. Nie jest wolny. Jak raz został rodzicem, to
        będzie nim już zawsze. Z Tobą, czy bez Ciebie.
        • azmb kici10 12.05.07, 11:25
          Nie mogę się oprzeć, żeby nie napisać komentarza do Twoich odpowiedzi zy tez
          rad. Masz wspaniałe podejście do zycia.Jesteś zapewne silną kobietą,
          rozwiązującą swoje problemy zdecydowanie. Mam cichą nadzieję, żę jestem podobna
          do Ciebie, bo zrobiłabym tak samo w opisywanej sytuacji. A możę nawet jeszcze
          radykalniej? Po jego zdradzie już nie chciałabym być z nim, ani cementować
          małżeństwa, szczególnie urodzeniem drugiego dziecka, bo to jest
          totalne "zawiązanie" sobie rąk. Przedcież to nie mąż naszj korespodentki weżmie
          dzieci i odejdzie w pięknym, honorowym stylu- czyli goło i boso. Podejrzewam,
          że tylko kobiety stac na taki wymowny, dumny ale niepraktyczny gest. Łatwiej
          było odejść z jednym dzieckiem... ale mówię to teraz, stara i doświadczona z
          dystansem do zycia, a szczególnie do facetów. Reasumując- kiciu, masz rację.
          Pozdrawiam
          • kici10 Re: kici10 12.05.07, 11:35
            Żeby mieć pewien dystans, trzeba swoje oberwać. Niestety, nikt się nigdy nie
            nauczył na cudzym przykładzie. Pozdrawiam.
        • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 11:25
          tez mam wrazenie, ze mąz nie bierze pod uwage dzieci. Moze za malo obowiązków
          odnosnie opieki nad nimi miał na swojej głowie? zostaw go kilka razy z
          dziecmi, wyjedz gdzies chocby na weekend, niech sie nimi opiekuje, niech
          zobaczy co to znaczy zostac z nimi samemu, a ty zajmij sie sobą, niech widzi ze
          nie tylko ty masz sie starac abu w rodzinie bylo dobrze, ze on tez ma tu swoją
          role od ktorej nie ma prawa sie wykręcić...
          • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 11:37
            To ja powiem jako tata-mama czyli chłop na którego zostały zwalone obowiązki
            utrzymania domu (bo pracuję i zarabiam zdecydowanie więcej niż moja ślubna)
            oraz zajmowania się dziećmi (małżonka ma taką pracę że wraca po 20-stej wolny
            dzień ma DWA RAZY na tydzień zarabiając śmieszne 600 zeta i co gorsze nie chce
            tego zmienić). Nie ma gorszego sposobu żeby partner cię znienawidził...

            Alleluja i do przodu...
            • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 11:38
              Przepraszam, oczywiście lepszego sposobu.

              Alleluja i do przodu...
            • ivone7 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 11:53
              czyli lepiej jest zwalic wszystko na zone....ty bylbys w bardziej komfortowej
              sytuacji, nie czulbys nienawisci do zony...jakie to typowo meskie..
              • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:11
                Ja myślałem raczej o partnerstwie... Ale jak można to osiągnąc jeżeli drugiej
                osoby nigdy nie ma ? Mam na myśli siedem dni tygodnia łącznie z sobotą i
                niedzielą. W zasadzie mógłbym być ojcem samotnie wychowującym dzieci. Nie
                bardzo różniło by to się od obecnej sytuacji. Tyle że przyjaciółka która ratuje
                mnie z seksem mogła by uzyskać dumne miano "konkubiny" :P

                Alleluja i do przodu...
            • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 11:58
              A co ma do stracenia? I tak jej już nie lubi. A tak przynajmniej będzie miała
              więcej czasu dla siebie i swoich przyjemności.
            • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:03
              a gdy ty jestes w pracy to przepraszam kto sie zajmuje dziecmi? chcesz
              powiedziec, ze wychodzicie do pracy razem o 7 rano, w tym czasie ty sie
              zajmujesz dziecmi(jakims cudem) a malzonka wraca dopiero po 11 godzinach?
              • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:16
                Akurat w tym tygodniu mam L4 bo jestem chory, tom sobie wypoczął hyhyhy :P
                Normalnie to rozwożę wszystkich po szkołach i przedszkolach po pracy zabieram
                karmię, poję, zabawiam i odrabiam zadania, a moja ślubna wraca sobie o ósmej i
                oczywiście jest zmęczona :P Dzisiaj też jej nie ma :) Zapewne znowu wróci
                zmordowana.

                Alleluja i do przodu...
                • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:19
                  Jako jeden z nielicznych znasz więc problem z drugiej strony. W zdecydowanej
                  większości przypadków sytuacja jest odwrotna. Wiesz więc jak to może być
                  frustrujące i niszczące.
                  • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:26
                    Mhmm... Biorąc pod uwagę że z trudem ale mógłbym utrzymać całą rodzinę, a mojej
                    ślubnej znajdowałem kilkakrotnie po znajomościach pracę za większą flotę i w
                    normalnych godzinach i że oferty te były odrzucane, to sytuacja robi sie coraz
                    bardziej klarowna.

                    Alleluja i do przodu...
                    • gardenersdog Do miedzianejkonefki - kultura dyskusji 12.05.07, 12:29
                      Czy to jest kulturalne rozwijać swój wątek obok czyjegoś, zresztą mało związany
                      z tematem?
                      Według mnie to lekceważące.
                      • miedzianakonefka Re: Do miedzianejkonefki - kultura dyskusji 12.05.07, 12:33
                        Panie napisały żeby wzmiankowanemu w temacie dać jak najwięcej zajęcia z
                        dziećmi. I w zasadzie do tego odnosiła się moja pierwsza odpowiedź. Później już
                        tylko odpowiadałem. W sumie niegdzecznie jest nie odpowiadać na pytania lub
                        zarzuty :)

                        Alleluja i do przodu...
                • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:25
                  pytanie- czy tak było od zawsze, czy moze to jej odpłata za lata gdy była po
                  drugiej stronie medalu zeby ci cos uswiadomic?
                  • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:30
                    No to właśnie sobie uświadomiłem i dlatego się niedługo wyprowadzam.
                    Jeżeli o to chodziło to jej się udało :P

                    Alleluja i do przodu...
                    • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:33
                      pieknie, wystarczy kazac ojcu byc ojcem, zeby sie wypiął na małżeństwo?
                      • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:36
                        Wystarczy kazać ojcu być ojcem i matką w jednym i wtedy może się wypiąć bo
                        wtedy już nie ma czegoś takiego jak małżeństwo.

                        Alleluja i do przodu...
                        • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:42
                          konczac twoj temat tutaj- zonie to powiedz, nie nam.
                          • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 14:51
                            Nie wiem skąd ta piana. Albo mi pralka przecieka albo przedpiśczyni się
                            zagotowała... :P Niestety, nie tędy wiedzie droga do wzajemnego porozumienia.

                            Alleluja i do przodu...
                            • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 12:23
                              nie wiem do czego nawiazujesz z ta piana?, mówie ci tylko, ze jesli w twojej
                              glowie rodzi sie pomysl na rozstanie z zona nalezaloby jej to uswiadomić-
                              spokojnie powiedziec, bo moze ta informacja wplynie na zmiane jej zachowania i
                              probe porozumienia.
                              chyba, ze decyzje o odejściu juz podjąłeś nieodwołalnie, zony nie kochasz, a z
                              odejsciem zwlekasz jeszcze szukając "dowodów" dla otoczenia i dla siebie
                              samego, ze "ten związek naprawde nie ma sensu bo zona jest straaasznie be".
                              zastanow sie.
                              • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 22.05.07, 18:29
                                To co bronimy "związku" za wszelką cenę ? Teraz Ty się zastanów.
                                Dlaczego nie możesz przyjąć że czasami kobieta też jest be ?
                                A tu wciąż tylko:
                                -samiec twój wróg! essa essa...
                                Apeluję o więcej rozwagi a nie tylko wspólnotę jajników.

                                Alleluja i do przodu...
                        • aga_i_kropki Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 19:41
                          Czyli jeśli matka jest matką i ojcem, to ok, ale jak tatuś musi coś z siebie
                          dać - to wyprowadzka?
                          A nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi - fakt, nie każdy ma DWA wolne dni w
                          tygodniu, niektórzy mają JEDEN.
                          Pozdrawiam, a
                          • miedzianakonefka Re: a, i jeszcze jedno 26.05.07, 14:37
                            Czy ja k...a nie mówiłem sto razy o partnerstwie czyli o równym (plus/minus)
                            dzieleniu obowiązków ? A tu wieczne zarzuty Czasami to sobie myślę że inni,
                            niektórzy to jakąś fobię mają czy coś. Aga fajnie by Ci było jakbym jako twój
                            mażonek poszedł sobie w pierony i zostawił Ci całą chałupę na głowie przez pięć
                            dni w tygodniu ? No sama powiedź czy to jest to co nazywamy dumnie dobrym
                            starym małżeństwem. Ja potrzebuję dla własnego dobrego samopoczucia i dzieci i
                            mażonki do której można się w sobotę rano przytulić i ukochać a nie żeby nawet
                            w weekend budzić sie jak ten palant w pustym wyrku.

                            Allaluja i do przodu...
            • pieg00ska do miedzianakonfetka 12.05.07, 17:37
              Wcale nie mam Tobie za złe, że wpisałeś się w mój watek :)
              Nasze małżeństwo było akurat dośc partnerskim związkiem
              Obydwoje pracowaliśmy, zarabialiśmy może nie tyle samo, ale na pewno moja
              pensja nie jest głodowa.
              Opieką nad dziecmi dzielimy się, maz zaprowadza do przedszkola, ja odbieram,
              mogę dzieciaki z czystym sumieniem zostawic w domu. Dodatkowo mamy opiekunke do
              wsparcia, zanim urodziłam drugiego synka, odbierała starszego z przedskola.
              Prace domowe też po równo (teraz jak jestem na macierzyńskim, ja trochę
              więcej), ja sprzatam, on odkurza, wynosi smieci. Ja gotuje on robi zakupy.
              Zawse staralismy się tez jak najszybciej wracać do domu, bo w robocie, jak to w
              robocie, mozna się zasiedzieć.
              To tyle...
              pozdr
              pieg00sek
        • marchewa888888 do autorki 22.05.07, 01:40
          Posluchaj, z reguly nie odpowiadam na forach, wydaje mi sie,ze wiekszosc ludzi
          udziela "rady cioci kloci" z nudow w biurze a naprawde maja gdzies Twoja
          sytuacje jednak to forum jest inne- jest tu sporo dobrych, zyczliwych ludzi.
          Tak wiec postaram Ci sie wyjasnic cos-moze mnie posluchasz moze nie...
          Tak mozliwe,ze Twoj maz kocha swoja ex, mozliwe,ze ciebie juz nie kocha czuje
          tylko obowiazek wobec dzieci.wszystkie scenariusze niestety sa mozliwe.
          Tylko problem jest taki,ze ludzie mysla troche kategoriami seriali gdzie
          wszystko musi sie opierac na stosunkach kobieta-mezczyzna
          Z wlasnego doswiadczenia powiem Ci,ze mozna byc tak wewnetrznie nieszczesliwym,
          miec taka depresje,ze nikogo do siebie nie dopuszczasz - z zewnatrz moze
          wygladac wszystko normalnie, czasem taka depresja przychodzi z nikad ( jak
          mialo to miejsce u mnie) nikt nic nie widzi a Ty umierasz w srodku i uwierz ,ze
          wtedy najmniej sie mysli o mezu/zonie niestety kiedy jest sie "chorym" staje
          sie egoista- mi akurat pomogly wtedy leki...Moze Twoj maz ma teraz taki okres w
          zyciu ,ze wszystko jest na nie, moze nawet mysli,ze Cie nie kocha, albo wrecz
          przeciwnie a uwaza ,ze jest takim dnem emocjonalnym,ze szczesliwsza bedziesz z
          kims innym- ja wtedy mialam tak,ze zamienilabym sie z kimkolwiek na zycie,
          uwazalam,ze moje jest beznadziejne, to trudno wyjasnic, ale jakby przestajesz
          wtedy "lubic" osoby ktore Cie kochaja, jakby obwiniasz je i starasz sie
          znienawidzic... Bardzo trudno jest mi Ci to wyjasnic, szczegolnie,ze jak juz
          pisalam nie znam Twojego meza i moze niepotrzebnie go bronie. Wiem jednak,ze ja
          jestem juz inna osoba tzn nauczylam sie tez darzyc innych uczucie,
          zaakceptowalam siebie...mysle,ze twoj maz moze miec tak jak ja wtedy. Uwazam,ze
          Twoim OBOWIAZKIEM jest teraz byc przy nim, starac sie jak najblizej ale
          zostawic mu pewna przestrzen, staraj sie jakby przeczekac ale tez okazujac mu
          mnostwo wsparcia, staraj sie nie byc przesadnie mila ( ale nie zbytnio bop
          zacznie Toba pomiatac) on musi czuc pewna stabilizacje i wtedy zobaczysz-albo
          da rade i wroci emocjonalnie do Ciebie albo go stracisz- goraco zycze Ci tego
          pierwszego.. nawet nie wiem czy to doczytalas bo napislam ten post strasznie
          haotycznie (to dla mnie trudny i osobisty temat) jednak zycze Ci wszystkiego
          najlepszego...
      • gardenersdog Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:26
        > Myślę że tamten związek zniszczył go emocjonalnie, wyprał z wszelkich emocji.
        > Ostatni rok nie był miarodajny - dużo przezyć - najpierw poronienie, potem
        > ciąża, poród, malutkie dziecko. Myslał o czymś innym, co inne zaprzatało mu
        > głowę.
        > A tewaz wszystko okrzepło i wyszło szydło z worka.

        Zastanów się, czy po równo dzielicie odpowiedzialność za związek. Bo na razie to
        chyba tylko ty to ciągniesz, a mąż stawia cię przed problemem, jakby w ogóle nie
        był jego częścią.
        Obwiniasz się za ciążę i poronienie, bo wpłynęły na odsunięcie się Twojego
        męża??? Brzmi tak, jakbyś miała poczucie, że przysparzasz mu kłopotów i cierpień.
        A gdzie ty w tym jesteś? Gdzie Twoje uczucia?
        Myślę, że jesteś w jakiś sposób współuzależniona, według mnie to toksyczna relacja.
        Czy decyzję o drugim dziecku podjęliście wspólnie? Czy może druga ciąża była
        reakcją na poprzednie poronienie?
        • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 12:41
          tez mam wrazenie, ze to bylo :
          ona "prosze cie zawalczmy o nas" - on "no dooobra niech ci bedzie"

          a bardziej oddajace prawdziwosc relacji byloby
          "czy bedziecie walczyc o ten zwiazek?"
          ona "tak" on "tak" - wtedy to ma sens.

          sama wózka nie uciągniesz, za ciezki moze sie okazac. tym bardziej jesli druga
          osoba nie zaprzęgła się do wózka tylko wygodnie w nim usiadła.
          • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 14:36
            oj ciężki, ciężki, ale było gożej i z tego wyszliśmy
        • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 14:35
          Decyzja o dziecku podjęła się sama. Wcześniej ponad 3 lata nie mogłam zajść w
          ciążę, bez przyczyn medycznych. Zabezpieczaliśmy się sporadycznie, ja właściwie
          porzuciłam marzenia a drugim dziecku. Widać odblokowałam się i zaskoczyło. I to
          dwa razy z rzędu, bo ciąże poroniłam w lutym, a w następnym cyklu już byłam w
          ciąży.
          Myślę, że to może być coś w rodzaju toksycznego związku. Nie obwiniam się za
          ciążę i poronienie.
          pozdr
          pieg00ska
          • zygzak60 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 15:41
            pieg00ska napisała:
            > Widać odblokowałam się i zaskoczyło.
            > Nie obwiniam się za
            > ciążę i poronienie.

            obawiam się, że nie mamy dostepu do informacji wystarczająco obiektywnych:
            tam sie więcej działo, znacznie więcej,
            ot chocby wspomniana wielka miłośc na początku,
            piegoosko ! poznaj punkt widzenia męża na tych spotkaniach małżeńskich, i ...
            może za dużo wiesz? może wszytko? i zawsze masz racje itd. ?
            wtedy daj sie mu wypowiadac bez ciągnięcia za język, przygotuj się nawet na to ,
            że nie masz 50% racji

            --
            ludzie, którzy wszystko dobrze wiedzą - tratują trawniki,
            • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 17:53
              Trudno napisac o wszystkim w w jednym poście.

              Jesteśmy małżeństwem dość długo, znam mojego męża dość dobrze.Wiem,że jak mówi
              kocha, znaczy że kocha. Pochodzi z domu, gdzie miłość i rodzina to wartości
              najważnijsze. Pewnie wczesniej nie wszystko dostrzegałam. Jak napisałam na
              początku była wielka miłość (4 lata razem), potem decyzja o slubie. Potem kilka
              lat wspaniałeo zycia, dziecko, mieszkanie, dobra praca. Psuć coś się zaczęło
              póxniej. Myslę że wtedy oboje się pogubiliśmy. Kłóciliśmy się o drobiazgi,
              krzykiem załatwialismy nasze problemy, nie mówilismy sobie dobrych słów, może
              trochę za dużo pracowaliśmy. Ta "pani" była dla niego antidotum na nasz
              związek. Też nieszcześliwa w małżeństwie, więc sie dogadali. Ale to się
              skończyło definitywnie. Wierzę w to co mówi, bo w coś muszę wierzyć.

              Właściwie mój mąż dopiero teraz się otworzył, mówiąc mi, że jest wypalony, że
              nie chce płasko żyć (ja też nie do jasnej cholery!), że nie chce mu się chcieć,
              że nie wierzy ani w pomoc innych, ani samemu sobie.
              Wcale nie uważam siebie za osobę, która wszystko wie co zrobić najlepiej. Wręcz
              przeciwnie, chciałabym, żeby to onmówił i coś zaproponował, wymyślił jak
              rozwiązać problem, a nie wycofywał się i siedział w skorupie.
              Cieszę się, ze zgodził się pojechać na te spotkania rodzinne
              dzięki
              pieg00ska
              • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 19:49
                nie chce płasko żyć

                To może dowiedz się, co to znaczy nie płasko żyć. Czy chodzi o jazdę na
                wrotkach, skoki ze spadochronem, podróż w nieznane, czy po prostu o inną
                kobietę.

                że nie wierzy ani w pomoc innych, ani samemu sobie.

                A w co wierzy? W pomoc sił nadprzyrodzonych? Czy może nie wierzy tylko w Was
                jako rodzinę?

                Piszesz, że zwrot nastąpił dwa miesiące temu, czyli dość nagle. Zwykle
                wypalenie jest jakimś procesem rozłożonym w czasie. A może taki nagły zwrot
                zawdzięczasz obecności osób trzecich?
                Przyznam, że jesteś osobą wyjątkową, z wiarą w prawdomówność partnera po
                półrocznym romansie.
                • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 21:48
                  A więc po kolei
                  - podejrzewam, ze chodzi o brak emocji w związku. Ale nie wyjasnił konkretnie
                  co ma na mysli. Z drugiej strony niewiele robi żeby realizowac swoje pasje i
                  postanowienia (siłownia, gitara, szachy,książki), niby brak czasu.

                  - dlatego że nie wierzy, nie chce brnąćw to dalej aby póxniej nie skrzywdzić
                  mnie, nas bardziej

                  - ten zwrot moim zdaniem wynika z unormowania się naszego zycia (jak pisałam
                  ubiegły rok obfitował w nietypowe wydarzenia, potem pojawił się w domu
                  noworodek. Raczej nie ma osób trzecich. Mówi też, że nie mysli o układaniu
                  sobie dalej życia, wręcz twierdzi, że nie wie czy będzie w stanie

                  - nie chcę wracać do tego romansu, ta zdarzyło się kiedyś,a teraz mamy to co
                  jest teraz, i przyszłość. Rzeczywiście wierzę, że wtedy skończył definitywnie.
                  Wiesz co Ci powiem? Zawsze myślałam, że w takiej sytuacji po prostu odwrócę się
                  na pięcie i pójde dalej w swoją stronę. Teraz myslę, że póki nie przezyjemy
                  sami, nie wiemy jak się zachoawmy w danej sytuacji

                  pozdr
                  pieg00ska

                  PS
                  dzisiaj widzę, że coś drgnęło. Jednak będzie się starał. Może coś dotarło? Może
                  chce wykorzystać wszystkie możliwości

          • zlotadusza Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 16:30
            piegoosko. Ja mam mniej więcej coś podobnego jak Twój maż, po prostu czuję i
            uparcie trwam przy tym, że moje małżeństwo jest klapą, związek nie istnieje i
            nie jestem w stanie budować relacji opartych na miłości z moim mężem. Jednakże
            całkiem nieźle potrafimy się porozumieć, nie ma miedzy nami jakiejś wrogości
            poza dość częstymi scysjami o jakies błahostki, o których szybko się zapomina.
            Z jedną różnicą. Mnie i męża nie połączyła miłość tylko to, że przez przypadek
            staliśmy się bliższymi "kumplami", on mnie dość często "molestował" i na
            początku mówił, że kocha, potem wpadka - ciaża = konieczność ślubu dla zasady.
            Ja już biorąc z nim ślub czułam, że to nie jest to. Ale liczyłam na to, że w
            sumie uda nam się tworzyć zgraną parę, dobrze współpracującą przy wychowaniu
            dzieci i że do tego nei potrzeba "wielkiej miłości". Niestety brak miłości
            okazał się istotną przyczyną mojej depresji, narastającej niechęci do męża i
            caraz czestszych myśli o rozwodzie. Chcę wolności, ale na razie nie możemy
            sobie na nia pozwolić, że względu na malutnie drugie już dziecko. Te dzieci
            wiem że mi były pisane i nie żałuję że je mam.
            • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 12.05.07, 22:29
              My też się dogadujemy.
              Szkopuł w tym, że on uznał,że skoro nie może mi dać tego, czego potrzebuję, to
              będę nieszczęśliwa do końca życia. On chyba też.
              pozdr
              pieg00ska
              • frida781 Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 00:17
                przepraszam, ale nie potrafie się powstrzymać... czytałam wszystkie Twoje
                odpowiedzi i mam wrażenie,że usprawiedliwiasz i tłumaczysz swego męża... ciężki
                rok, traumatyczne przeżycia itd. , a mi się wydaje,że poprostu jest juz
                znudzony życiem rodzinnym, pomimo swojej wielkiej miłości do dzieci... w to
                nie wątpie, przytłaczają go codzienne obowiązki, więc najlepiej
                stwierdzić "wypaliłem się", to jest Twoje życie, Twoja rodzina i chcesz ja
                ratować za wszelką cene, rozumiem! ale jeżeli juz raz zdradził... to nie
                byłabym tego taka pewna czy znowu tego nie zrobił... czy inna kobieta nie jest
                powodem "wypalenia" pozdrawiam
                • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 08:49
                  Prawdę mówiąc ten rok był ciąższy dla mnie.

                  Tez chyba dochodze do wniosku, że się mna po prostu znudził, a codzienność go
                  przytłacza.

                  Zdradzić, raczej nie zdradził. Pewnie poczekał by do czasu, kiedy odejdzie z
                  domu.

                  A, i jeszcze jedno, nie chcę go usprawiedliwiać, po prostu szukam wyjasnienia.
                  Wczoraj przemyslałam wszystko na spokojnie. Wiesz? To jest nienormalne. Facet
                  ma wszystko: dwójkę fantastycznych dzieciaków, kochającą żonę, która po dwóch
                  porodach wygląda lepiej niż niejedna nastolatka, supermieszkanie, dobrą pracę.
                  Ile osób o tym marzy? I nawet jeśli się wypalił, powinien szukać w sobie siły,
                  żeby ten płomień na nowo rozpalić, a nie odpuszczać sobie wszystko.
                  Wiesz? Ja po prostu tego nie rozumiem!!! I gdyby nie naprawdę wielka miłość,
                  która była między nami, chyba bym sobie odpuściła. Nie wierzę, że można ot tak
                  po prostu przestać kogoś kochać.
                  pozdr
                  pieg00ska

                  PS. No normalnie jestem wściekła, ale to chyba dobrze, bo wychodzę z dołka
              • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 00:27
                Nie może Ci dać szczęścia i dlatego odpuszcza sobie małżeństwo? I Ty to
                kupujesz? Bardzo piękne wytłumaczenie. Takie szlachetne.
                • pieg00ska Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 08:50
                  Masz rację...
                  • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 10:53
                    Jakoś mi to wszystko zaczyna przypominać wątek obok, faceta, który mając
                    wszystko, chce popróbować innych kobiet.
                    • kawitator Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 11:05
                      Facet pieprzy trzy po trzy. Chce się z twarzą i bez awantur wycofać z małżeństwa. Kurde "wypaliłem si"ę brzmi o wiele lepiej niz "mam dupę na boku" Jak sie zgodzisz to nastepnego dnia po rozwodzie pokaze sie z jakąś kobitką ktróą a własnie poznał wychodząc z sądu
                      Miał jeden romans treaz ma drugi tylko go lepiej maskuje
                      • angoisse Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 12:18
                        mnie to wyglada, że on już po tamtej zdradzie spasował w 90%, ale jeszcze
                        został "bo nie wypadało odchodzić w zdradzie" .
                        potem Autorka miała ciązki rok, poronienie, ciąza, - i znowu "nie wypadało"
                        odchodzić w takiej chwili. Teraz "wszystko" jest unormowane wiec "z czystym
                        sumieniem" moze sie z małżenstwa po cichu wypisac w aureoli "zrobiłem co mogłem-
                        to nie moja wina".
                        Rzadko sie zdarza, ze facet odchodzi w próżnię, chyba zeby mu było strasznie
                        źle. Z Twojego opisu wynika, ze zołzą nie jesteś wprost przeciwnie,
                        więc...
                        • kici10 Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 13:20
                          A może tamten romans nie wygasł, tylko się ciągnął przez ten cały czas?
                          A może się po cichu reaktywował? A teraz przyszedł moment na decyzje?
                          • glamourous Re: a, i jeszcze jedno 13.05.07, 17:14
                            Mialam kiedys podobna sytuacje. Moj eks zdradzal mnie po cichu przez kilka
                            miesiecy, wydalo sie, przez kilka dni byly wielkie awantury, w koncu wybaczylam.
                            Wszystko wrocilo do normy, a on mimo to po jakims czasie stwierdzil wlasnie, ze
                            sie "wypalilo" i ze" probowal, ale juz nie moze".

                            Oczywiscie zapewnial mnie, ze nikogo nie ma, ze chce po prostu odzyskac wolnosc.

                            No i rozstalismy sie, i co ciekawe - bardzo szybko okazalo sie ze w momencie
                            rozstania mial jednak kogos na boku. Akurat to nie byla ta z ktora mnie
                            wczesniej zdradzal, tylko nowa, poznana w miedzyczasie panienka.

                            To prawda, ze facet rzadko odchodzi "w proznie".

                            Mysle ze w przypadku piegooski wchodza w gre podobne okolicznosci. Ja radzilabym
                            szczerze faceta olac, bo wybaczanie, poblazanie i jednostronna walka o zwiazek
                            nie poplacaja w momencie, kiedy facet sie juz praktycznie odciął i jest "na wylocie"

                            A swoja droga to okropne. Kobieta rodzi w bolach dzieci, poswieca sie, wybacza
                            najgorsze rzeczy, a facet i tak sobie tak po prostu stwierdza, ze sie wypalil i
                            odchodzi. I zostawia kobiete z malutkimi dziecmi po to zeby sobie odleciec jak
                            motylek i spokojnie uwic nowe gniazdko. Ja o takiego kogos chyba bym nie walczyla.

                            Pozdrawiam piegooske, zycze duzo sily oraz spotkania wreszcie odpowiedzialnego
                            faceta na swojej drodze.
    • pieg00ska a więc jednak to prawda co piszecie w większości 13.05.07, 19:04
      Wyszłoo, że facet jednak nie odchodzi w próżnię...

      noż k**** mać co ci faceci mają w tych głowach?
      pozdr
      pieg00ska

      PS
      Będę się odzywać i pisać co się dzieje
      • misssaigon summa summarum 13.05.07, 19:48
        zgadzam sie z wiekszoscia przedmowców...:)) ja bym radziła "parktyczna ,
        konkretna" rozmowe:

        - kiedy sie wyprowadza
        - dokad (wynajete mieszkanie, kupione, jaki standard, w jakiej odleglosci od was)
        - co zabiera z domu (rzeczy, samochod, wartosciowe przedmioty)
        - wysokośc alimentów
        - uczestniczenie w obowiazkach domowych
        data zlozenia pozwu i wziecie winy na sibie za rozpad
        - sprecyzuj dokladnie swoje wymagania szczegolnie finansowe i niech one beda
        wysokie!!! - żadnego unoszenia sie honorem:))

        i na koniec - koniecznie zaproponuje, ze na czas kiedy odchowasz ,mlodsze do
        przedszkola musi zamieszkac ze starszym - gwarantowane, ze jesli zechce
        wyprowadzic sie do jakiejs panienki lub zamieszkac z kims - bedzie sie bronil
        rekami i nogami przed takim wariantem.

        Ustalenia spiszcie na kartce - i podpiszcie oboje a potem przypominaj o
        terminach realizacji poszczegolnych "etapow" rozstania

        gadanie to jedno a rzeczywiste odejscie to co innego - czesto to sie rozmija -
        moze taka twoja postawa otrzezwi troche malzonak i spojrzy on realnie na swoja
        sytuacje
        • kici10 Re: summa summarum 13.05.07, 19:57
          Podpisując się pod powyższym, dla porządku dodam tylko, że żądać należy
          conajmniej dwa razy tyle co się chce uzyskać.
        • piesogrodnika2 Re: summa summarum 13.05.07, 20:03
          Przeczytalem tylko pare pierwszych postow w tym watkow. Ja do sprawy podszedlbym
          tak. Nie musisz robic za "Matke Polke" ale masz 2 dzieci, ktore nie znajda
          oparcia w "wypalonym ojcu". Zanim zastanowisz sie jak rozgrywac sprawy ze swoim
          malzonkiem, zrob plan jak w nowej sytuacji wychowywac dzieci. Teraz bedziesz
          musiala zastapic im takze ojca. Nie licz na to, ze facet sie zlamie i wroci.
          Bedzie sie lamal i bedzie probowal powrotow do ciebie i do innych kobiet, ktore
          byly i i ktore sie pojawia. Potrzebujesz zabezpieczenia, wkrec w caly uklad
          tesciow i rodzicow jezeli sa w stanie pomoc. To co teraz zrobisz zaprocentuje
          dla twoich dzieci w przyszlosci. Ty sie nie liczysz, on sie nie liczy - licza
          sie tylko dzieci. Musialem wiele przezyc aby to zrozumiec. Moj ojciec umarl
          kiedy mialem niecale 7 lat i wychowywala mnie matka bez niczyjej pomocy.
          Przezyla ze mna pieklo. Jest osoba bardzo madra, odpowiedzialna i bardzo o mnie
          dbala. Nie przygotowala sie jednak do tego, ze mlodemu chlopakowi samotna matka
          nie jest w stanie zastapic calej rodziny. Pozwalajac odejsc mezowi a musisz to
          zrobic, bo nie masz innego wyjascia wchodzisz w stan totalnej wojny z calym
          swiatem. Zostaniesz sama, to znaczy zdana na siebie. Przygotuj sie tak aby ta
          wojne wygrac. Zycze ci powodzenia
      • sagittka Re: a więc jednak to prawda co piszecie w większo 14.05.07, 12:00
        > Wyszłoo, że facet jednak nie odchodzi w próżnię...
        >
        > noż k**** mać co ci faceci mają w tych głowach?

        W głowie ma juz nowe życie z nową kobietą. Interesujące, z fascynującym seksem,
        bez obowiązków rodzinnych. Oczywiście będzie odwiedzał dzieci, będzie ponosił
        koszty, ale to ty będziesz wstawać w nocy do chorych dzieci, ty będziesz
        odwalać codzienną robotę i ponosić całą odpowiedzialność.

        Ktoś sugerował, żeby zamieszkał ze starszym dzieckiem, ale ja chyba w podobnej
        sytuacji nie chciałabym tego, po pierwsze ty stracisz codzienny kontakt z
        synem, po drugie nie można dziecka wykorzystywac do rozgrywek między wami,
        zwłaszcza kiedy rodzice się rozchodzą, dziecko potrzebuje poczucie
        bezpieczeństwa i własnego domu.
        Przyznaję jednak, że jeśli musiałby zaopiekować się synem na codzień, to jego
        nowe życie jawiłoby się mniej interesująco, także dla jego nowej kobiety. Bo
        gdzie te romantyczne weekendy, wieczorne wyjścia, spontaniczny seks w kuchni
        przy śniadaniu? Romans nie byłby taki kolorowy. Może faktycznie mąż zrozumiałby
        że nie jest już człowiekiem wolnym, nawet jesli nie będzie z tobą.

        Piszesz, że ma dobrą pracę, mieszkanie, atrakcyjną żonę, udane dzieci. Dlaczego
        to odrzuca? Może to być coś w rodzaju kryzysu wieku średniego. Chęć zaszalenia,
        oderwania się od nudnego i stabilnego życia rodzinnego. Facetom bez ciekawego
        hobby najłatwiej to zrobić poprzez romanse.
    • pieg00ska A co powiecie na to? 14.05.07, 13:04
      Poradźcie co zrobić. Otóż powiedział, że z tamtym koniec. Zadzwonił do tej pani
      i powiedział że to nie ma sensu ponieważ nie może odejść z domu (to chyba efekt
      wielogodzinnych rozmów, m.in. troski o mnie i o dzieci, które tak naprawdę już
      zaczęły cierpieć)

      Na razie niczego nie poukładałam w głowie, nie wiem jak to będzie.
      Ale czy pozwolić mu spróbować? Jeśli tak, to co robić? Pomagać czy po prostu
      nie utrudniać?
      A jeśli nie, to czy nie będę żałować, że nie wykorzystałam szansy. Mam
      nadzieję, że widząc ile krzywdy mi wyrządził, jest w stanie opamiętać się i nie
      zafundować mi powtórki z rozrywki.
      Czy porozmawiać z tamtą kobietą? Powiedzieć, żeby odczepiła się od mojego męża,
      a zajęła własnym małżeństwem? Albo poszukała kogoś nieobarczonego rodziną?
      Co to za baba, ktora chce kosztem rozbijania dwóch rodzin budować nowe życie.
      Rozumiem, mogła się zakochać, zdarza się.

      Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że to koleżanka z pracy. Wcześniej
      była stara miłość. Czy może być coś bardziej banalnego???

      pozdr
      pieg00ska
      • angoisse Re: A co powiecie na to? 14.05.07, 14:23
        czyli to kolejna zdrada?

        przede wszystkim on ma się określić czy CHCE ratować wasze małżenstwo. bo z jego
        "musi zostać" to niech spada na drzewo zbierać banany.

        Zastanow się czego TY chcesz. Że w zdradach ma juz recydywę a nie "opamiętanie"
        to wiesz.
        A warunkow rozstania- (rozwodu?) postaw , tak jak ktos wyzej już wypunktował i
        nie popuszczaj jak zacznie cię milutko prosić lub niemiło szantażować.
        • pieg00ska Re: A co powiecie na to? 14.05.07, 14:41
          Zastanow się czego TY chcesz. Że w zdradach ma juz recydywę a nie "opamiętanie"


          Nie wiem, nie zdradziłam, to nie wiem jak to jest
          Prawde mówiąc jestem gotowa ratować nasze małżeństwo, chociaż boję się jak
          cholera. O wiele bardziej niż wtedy.
          I wiem, ze on też musi tego chcieć

          Co do warunków rozstania, myslę że od tej strony nie musze się martwić. Na
          razie zresztą nie to jest dla mnie najważniejsze.


          pozdr
          pieg00ska
          • misssaigon o naiwnosci... 14.05.07, 14:57
            piegusko - warunki rozstania to cos o co zawsze trzeb asie martwic...a rozmowa
            ma byc trzezwiaca dla twojego malzonka - a widac , ze tobie tez przydałoby sie
            otrzezwienie

            pytanie - czy chcesz zyc od jednej "pani" do nastepnej? - czy twoja milosc tylko
            utrzyma ten zwiazek? klej muis trzymac z obydwu stron...
            moze jest za wczesnie dla ciebie na realne spojrzenie ..ale pomysl jakie
            dziecinstwo fundujesz swemu dziecku? czy uwazasz, ze kolejne romanse twojego
            meza, jego "wypalenie" do waszego malzenstwa nie pozostana bez wplywu?
            pomysl o swojej psychice, chyba ze masz ambicje zyc w wiecznym trojkacie...

            znam dokonale te teksty "skonczone", "juz sie nie kontaktuje" itd itp- nie daj
            sie wplatac w te rozgrywke bo to wyniszcza psychicznie..
      • kici10 Re: A co powiecie na to? 14.05.07, 14:42
        Wiesz co, szlag mnie trafia. Nie na Twojego faceta, tylko na to co piszesz. To,
        że przyprawił Ci rogi po raz kolejny, było do przewidzenia. Natomiast Twoja
        reakcja bardzo mnie zaskoczyła. Wynika z tego, że jesteś urodzonym typem
        ofiary, i poza jojczenie nie wyjdziesz. Bedziesz się użalać i prosić go o
        miłosierdzie nad Tobą i dziećmi, nic poza tym. A on dalej będzie robił swoje,
        nie przejmując się Tobą, bo mu nic za to nie grozi.
        Ta druga kobieta jest tutaj najmniej istotna. Nic Ci nie obiecywała, więc może
        robić co chce.
        Ja wychodzę z założenia, że wybacza się raz. Ale to Twoja bajka.
        • niezapominajka333 Re: A co powiecie na to? 14.05.07, 15:17
          Piegusko, pytasz o rady i opinie, ale nie słuchasz. Oczekujesz cudownej
          recepty, której nie ma. Obawiam się, ze za jakis czas temat powróci. Na twoim
          miejscu dałabym mu wolną rękę. Ten typ chyba tak ma.
          • pieg00ska Re: A co powiecie na to? 14.05.07, 15:23
            No własnie ten typ tak nigdy nie miał.
            Ten typ tak nagle "zamiał"

            Nawet osoby, które go wychowywały (starsze siostry, które wiedzą o problemie;
            jego mamy nie chciałam angazować, poniewaz ma już 80 lat i bardzo sięo nią
            boję) sa w głębokim szoku
            pozdr
            pie00ska
        • pieg00ska Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 14.05.07, 15:20
          I te wcześniejsze, i te z ostatnich dwóch dni.
          Nie wiem jeszcze co zrobię, bo tak naprawdę to ja czuję się teraz wypalona. Mam
          mętlik w głowie.

          Szkoda że to nie jest zły sen, z którego można się obudzić, a słońce świeci
          dalej.
          Tak, to moja bajka, bajka na razie bez zakończenia

          Tak jak pisałam, jedziemy na te spotkania małżeńskie. I doprowadzę do tego, że
          decyzja o ewentualnym rozstaniu będzie moją decyzją.
          A wtedy na pewno nie zrobię z siebie ofiary, potrafię walczyć o swoje. Tak jak
          z determinacją walczyłam (walczę?) o moje małżeństwo, tak nie dopuszcze do
          tego, żeby ktośmoim kosztem budował sobie zycie. Mniej płaskie.
          pozdr
          pieg00ska

          • angoisse Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 14.05.07, 15:26
            > tak nie dopuszcze do
            > tego, żeby ktośmoim kosztem budował sobie zycie.

            jaki "ktośtam"? - jak na razie to twój mąż buduje sobie życie Twoim kosztem.
            mam wrażenie , że go z każdej strony usprawiedliwiasz. Przestań mu matkować- już
            się przyzwyczaił, że to TY wleczesz to małżenstwo na własnych plecach. ZMIEń
            SWOJE PODEJśCIE. daj mu szanse na odpowiedzialnosc za JEGO czyny (bo kochanki go
            na gwałt na pewno nie zmuszały)
          • kici10 Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 14.05.07, 15:49
            Czasami najlepszą walką jest zrezygnowanie z walki.
            Walka w Twoim stylu pokazuje Twojemu mężowi, że:
            1. może zrobić Ci wszystko, a Ty i tak wybaczysz
            2. może nie szanować Twoich granic
            3. nie dasz sobie bez niego rady
            4. jest osobą tak wyjątkową, że trudno z niej zrezygnować
            5. Ty jesteś osobą bezwartościową, skoro pozwalasz na takie rzeczy
            6. nie musi nic robić, wystarczy, że jest
            7. nie musi sie starać, bo i po co
            8. Ty musisz się starać, bo Ci zależy
            9. Ty musisz być grzeczna, bo może odejść itd.

            Jeśli kolejny raz wybaczysz, z biegiem czasu przestanie się kryć z kochankami.
            Będzie z nimi chadzał oficjalnie. Z czasem może je zacząć przyprowadzać do
            domu, dając rodzinie bilety do kina. Z czasem będziesz musiała wytłumaczyć
            dzieciom, kim są te panie. A następnie będziesz się musiała zmierzyć z brakiem
            szacunku własnych dzieci. Niestety, brak kary rozzuchwala.
            • marchewa888888 Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 01:42
              Posluchaj, z reguly nie odpowiadam na forach, wydaje mi sie,ze wiekszosc ludzi
              udziela "rady cioci kloci" z nudow w biurze a naprawde maja gdzies Twoja
              sytuacje jednak to forum jest inne- jest tu sporo dobrych, zyczliwych ludzi.
              Tak wiec postaram Ci sie wyjasnic cos-moze mnie posluchasz moze nie...
              Tak mozliwe,ze Twoj maz kocha swoja ex, mozliwe,ze ciebie juz nie kocha czuje
              tylko obowiazek wobec dzieci.wszystkie scenariusze niestety sa mozliwe.
              Tylko problem jest taki,ze ludzie mysla troche kategoriami seriali gdzie
              wszystko musi sie opierac na stosunkach kobieta-mezczyzna
              Z wlasnego doswiadczenia powiem Ci,ze mozna byc tak wewnetrznie nieszczesliwym,
              miec taka depresje,ze nikogo do siebie nie dopuszczasz - z zewnatrz moze
              wygladac wszystko normalnie, czasem taka depresja przychodzi z nikad ( jak
              mialo to miejsce u mnie) nikt nic nie widzi a Ty umierasz w srodku i uwierz ,ze
              wtedy najmniej sie mysli o mezu/zonie niestety kiedy jest sie "chorym" staje
              sie egoista- mi akurat pomogly wtedy leki...Moze Twoj maz ma teraz taki okres w
              zyciu ,ze wszystko jest na nie, moze nawet mysli,ze Cie nie kocha, albo wrecz
              przeciwnie a uwaza ,ze jest takim dnem emocjonalnym,ze szczesliwsza bedziesz z
              kims innym- ja wtedy mialam tak,ze zamienilabym sie z kimkolwiek na zycie,
              uwazalam,ze moje jest beznadziejne, to trudno wyjasnic, ale jakby przestajesz
              wtedy "lubic" osoby ktore Cie kochaja, jakby obwiniasz je i starasz sie
              znienawidzic... Bardzo trudno jest mi Ci to wyjasnic, szczegolnie,ze jak juz
              pisalam nie znam Twojego meza i moze niepotrzebnie go bronie. Wiem jednak,ze ja
              jestem juz inna osoba tzn nauczylam sie tez darzyc innych uczucie,
              zaakceptowalam siebie...mysle,ze twoj maz moze miec tak jak ja wtedy. Uwazam,ze
              Twoim OBOWIAZKIEM jest teraz byc przy nim, starac sie jak najblizej ale
              zostawic mu pewna przestrzen, staraj sie jakby przeczekac ale tez okazujac mu
              mnostwo wsparcia, staraj sie nie byc przesadnie mila ( ale nie zbytnio bop
              zacznie Toba pomiatac) on musi czuc pewna stabilizacje i wtedy zobaczysz-albo
              da rade i wroci emocjonalnie do Ciebie albo go stracisz- goraco zycze Ci tego
              pierwszego.. nawet nie wiem czy to doczytalas bo napislam ten post strasznie
              haotycznie (to dla mnie trudny i osobisty temat) jednak zycze Ci wszystkiego
              najlepszego...
              • glamourous Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 09:30
                Nie sadze, zeby w tym przypadku dalo sie wytlumaczyc kolejna juz przeciez zdrade
                depresja.

                Zdrada jest zdrada i nic tego nie usprawiedliwi. Jezeli dorosly facet czuje ze
                ma depresje, powinien udac sie do lekarza lub na terapie, a nie w ramiona
                kochanki. Tym bardziej, ze facet ma szczescie miec zone, ktora na pewno by mu
                pomogla wyjsc z dolka.

                A jego teksty "mam dosyc plaskiego zycia" sa typowymi wymowkami faceta, ktory ma
                dosyc rodzinnej monotonii, chce sie zabawic i szuka sam dla siebie
                usprawiedliwienia. To raczej nie jest wolanie o pomoc chorego czlowieka. To
                typowa postawa dosc niedojrzalego, konsumpcyjnie nastawionego do zycia faceta
                (czy on czasem nie jest wychowanym przez kobiety troszke rozpieszczonym
                maminsynkiem?)

                • czerwone_francuskie Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 10:01
                  hej, piszesz, ze Twoj maz ma wszystko. i to, moim zdaniem, jest problem.
                  wszystko jest proste, latwe i przyjemne. co za nudziarstwo potworne! lenistwo i
                  wygodnictwo!
                  nie powinnas ulatwiac mu wygodnego zycia...tak naprawde on nie musial nigdy
                  zawalczyc o rodzine ani o Ciebie...moze powinien? moze powinnas dac mu przedsmak
                  tego co moze stracic? Niech sie jak najszybciej wyprowadzi. odetnij go od
                  swojego zycia. daj mu mozliwosc poznania jak cudownie jest byc "wolnym".
                  obowiazki opieki nad dziecmi rozloz sprawiadliwie i nie wykorzystuj dzieci do
                  tej walki. jezeli zostanie tylko dla nich, to bedzie porazka. Bo chyba
                  wolalabys, zeby zostal w zwiazku, bo chce w nim byc dla Ciebie i dla waszych
                  wspolnych dzieci.
                  Nie przekonuj go, ze warto walczyc, do tego nie mozna przekonac.
                  Skoro "jest wypalony" pozwol mu odejsc. moze powstanie jak Feliks z popoiolow,
                  ocknie sie i zrozumie, ze zyc bez Ciebie nie moze, ze ma zbyt wiele do stracenia.
                  Nie pozwol mu wrocic dla jego wlasnej wygody...panienki wtedy moze zaliczac na
                  boku, dzicmi opiekowac sie jak sie zdarzy taka potrzeba, a zona u boku prowadzi
                  dom i zadba, zeby wszystko mial pod nosem.
                  Tu trzeba konkretnych dzialan, prostych komunikatow a nie biadolenia i jojczenia.
                  • woman-in-love Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 10:21
                    no to jeszcze ja dopowiem swoje: nie wydaje mi się, żebys posłuchała tutjszych
                    rad ( zwłaszcza znakomitego scenariusza Misssaigon) Być może ktoś, kto jest w
                    podobnej sytuacji przeczyta i skorzysta. Z Twoich postów , Piegusko, przebija
                    strach przed utratą męża (choć niewielka to strata) i jakaś taka psychiczna
                    słabośc, lęk, nie wiem co to jest. Brak odwagi. Miękkośc granicząca z głupotą.
                    Ten laluś mistrzowsko wykorzystuje Twoje słabości. Może zostałaś wychowana na
                    potulną ofiarę? Daj Boże, żebyś się porzadnie zakochała, a wtedy przegonisz
                    tego trutnia na cztery wiatry!
              • zlotadusza Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 11:21
                To co napisała marchewa o sobie jest bardzo bliskie tego jak sama się czuję,
                nie zawsze, bo czasami udaje mi się zapomnieć o tym jak mój związek jest
                nieudany skupiając sie na innych rzeczach. Coś bardzo podobnego mogłabym
                napisać o sobie.Ja również czuję pustkę emocjonalną, wiem że sama jestem sobie
                winna, że wybrałam na męża i ojca swoich dzieci takiego człowieka. Nie jest to
                człowiek zły, ale jest miedzy nami jakaś ogromna przepaść. Mój mąż po prostu
                zupełnie nie rozumie i nawet nie próbuje ze mną rozmawiać o tym co czuję. Brak
                więzi emocjonalnej pomiędzy nami powoduje, że również mogłabym określić nasze
                życie a raczej ten pseudozwiązek jako płytki. Ale nie jestem pewna, czy moja
                sytuacja rzeczywiście jest podobna do tych problemów jakie ma sam ze sobą mąż
                autorki postu. Czytając kolejne wypowiedzi autorki dochodze do wniosku, że
                facet po prostu miał za dobrze, za lekko, na wszystko znajdował zrozumienie i
                chęć pomocy ze strony żony. Podejrzewam, że to podejście autorki tylko
                utwierdzało jej męża w jego poczuciu nieszczęścia, niespełnienia w związku i
                potrzeby szukania szczęścia gdzieś indziej.
                U mnie sytuacja jest jednak nieco inna. Mój mąż nawet nie zamierza ze mną
                rozmawiać. w innym wątku ktoś się mnie pytał, o przybliżenie problemu jaki mam
                z mężem. Duzo by pisać, napewno wszystkiego tu nei opiszę. W skrócie tylko
                powiem, że powoli dochodzę do przekonania, że mój mąż cierpi na lekką odmianę
                autyzmu. Podejrzewam, że jako dziecko miał zespół Aspergera, ale kiedyś tego
                się nie diagnozowało.
                • lilyrush Re: Dziękuję za wszystkie odpowiedzi 22.05.07, 11:39
                  I teraz pozostaje pytanei czy checie w takim pseudo związku żyć czy ocś z tmy
                  zorbicie..
                  Może autorce watku jest dobrze z rolą tej wyrozumiełej wybaczajacej żony? Może
                  wiesz jak w ten sposób życ i postepować. A rozstanie oznacza nowy świat. nowe
                  zasady, nowe wyzwania. Może łatwiej jest przymknac oczy na kolejny skok w bok
                  męza niż cos aktywnie z tym zrobić...
                  Zlotadusza- mój mąż tez nie wiedział o co chodiz, dopóki nie powiedziałą, ze ja
                  juz podziekuje za ta nierówna walke i jak tylko bede miaął ieszaknie to sie
                  wyprowadzam. Wtedy jakos do niego dotarło. I dotarło do niego też, ze przez
                  ostatnie 2 lata tylko ja starałam sie utrzymac ten zwiazek. I na tyle to
                  wszytko zrozumiel, ze sam wyprowadził sie na troche ze swojego mieszkania,
                  zebym mogła odetchnac, popatrzyc na to z boku. I zebym chciał za chwle, zeby do
                  mnie wrócil.
    • pieg00ska myślałam, że watek umarł smiercią naturalną :) 22.05.07, 12:08
      raz jeszcze dziekuję za wszystkie odpowiedzi.

      Pewnie pomyślicie, że jestem naiwna, ale postanowilismy,że spróbujemy przez to
      razem przejść. On chce, ja też.
      Nie zdecydowałabym się na to, gdybym mojego męża nie znała tak długo (16 lat) i
      tak dobrze. Powtórzę, to dobry człowiek. Pogubił się w życiu, ale kocham go i
      chcę mu pomoc. Na pewno jednak nie wezmę tego sama na plecy. Mąż zmienia
      pracę, ja obiecałam, że nie zrobię niczego co mogłoby jej zaszkodzić (ani w
      pracy, ani w domu). Chociaż mam na to ochotę, bo uważam, że powinna ponieść
      konsekwencje. Może następnym razem zanim wskoczy do łóżka żonatego i
      dzieciatego faceta, zastanowi się 5 razy. Sama jest matką, ma dwójkę dzieci,
      więc tym bardziej trudno mi zrozumieć. A jej mąż chyba nie wie, pewnie coś
      podejrzewa.

      Ktoś w innym wątku napisał, że dzieci że sami sobie wybieramy ojców dzieci,
      więc powinniśmy ponosić konsekwencje. Otóż zapewniam, że ojca moich dzieci
      wybrałam w pełni świadomie, odpowiedzialnie, kierując się zarówno uczuciami,
      jak i rozsądkiem.

      Ktoś z Was także pisze, że mógł mieć w życiu za dobrze. Nuda, codzienność,
      stabilizacja... A w zasięgu ręki romans z dreszczykiem emocji, jakże przyjemny
      stan zakochania... Kto tego nie zna? Faktycznie, może po części odciążałam go z
      codziennych zadań - a to z racji tego, że jestem teraz w domu, dziecko
      wyjątkowo spokojne, więc zajmowałam się wszystkim.
      Teraz za to przerzuciłam większość obowiązków domowych, łącznie z nocnym
      karmieniem dziecka, na niego.

      Myślicie, że jest mi łatwo? Jest mi cholernie trudno. Jestem wewnętrznie
      potłuczona, fizycznie i psychicznie wykończona.

      Pozdr
      pieg00ska



      • ja.nika Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 22.05.07, 17:46
        Bardzo Cię proszę przeczytaj jeszcze raz dokładnie to co napisałaś.
        Twój mąż to taki biedny,dobry człowiek, który się w życiu pogubił. Ten dobry
        człowiek już dwukrotnie Cię zdradził.
        Dla odmiany "tą kobietę" powinno się ukarać, bo wskoczyła żonatemu facetowi do
        łóżka. To twój facet mając rodzinę już 2 razy wskoczył do łóżka innym kobietom.
        Masz jakąs dziwną tendencję do obwiniania tych niewiernych kobiet, a Twój
        mąż "tylko" się pogubił. A że już 2 raz to tylko szczegół. Kiedyś pogubi się
        trzeci raz i też mu wybaczysz.
        • pieg00ska Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 22.05.07, 20:12
          Ech, jestem wygłupiona. Przeczytałam, pewnie masz rację

          pozdr
          pieg00ska
        • notting_hill Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 22.05.07, 20:25
          Ja się zgadzam z ja.niką. Ze wszystkich Twoich postów przebija chęć ratowania
          małżeństwa i usprawiedliwiania męża. Jasne, masz do tego prawo. Dziwi mnie
          tylko, że nawet nie jesteś na niego wkurzona, tylko od razu lecisz ratować. I
          nie myśl, że to się tak łatwo mówi, bo wielu z nas przeszło przez piekło
          rozstania i doskonale wie jakie to trudne i bolesne.
          On jest odpowiedzialny za Wasz związek tak samo jak Ty, a najwyraźniej się do
          tego nie poczuwa. Bo i po co, skoro Tobie tak zależy.
          Może nawet i z Tobą zostanie, bo to dowartościowuje, że komuś tak bardzo na nim
          zależy. Tylko czy o to Ci chodzi?
          Po prostu zastanów się co sobie robisz własnymi rękami. Oczywiście, istnieje
          szansa, że Wasze małżeństwo po tych zawirowaniach wróci do sielanki sprzed i
          wróci dawne zaufanie i żar, i nie będziesz miała wątpliwości czy mąż znowu
          gdzieś nie realizuje swoich marzeń o mniej "płaskim" życiu. Może... Życzę Ci
          tego naprawdę bardzo mocno.
          Spójrz tylko na to realistycznie, i na Boga, nie oszukuj się!
          • pieg00ska Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 22.05.07, 20:54
            A kto powiedział, że nie jestem na niego wkurzona?
            jestem i on to odczuwa na własnej skórze


            pozdr
            pieg00ska
      • miedzianakonefka Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 22.05.07, 21:41
        Dziwne. Jak tak czytam sobie to panie w większości są za związkiem, za
        ratowaniem tegoż, a kumple z którymi chodzę czasem na piwo mówią: czas
        spie...alać , mam dość i znikam, wypie...lam z ego związku i nie widać żeby
        się przejmowali nawet mając dzieciaki. Chyba to prawda że faceci są z marsa a
        panie z wenus.

        Alleluja i do przodu...
        • kici10 Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 23.05.07, 00:58
          I tak sobie popieprzą przy tym piwku, a potem grzecznie wracają do domu.
          • miedzianakonefka Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 23.05.07, 13:03
            Ehhhh żeby tak było to by było nieźle. Ale trzech już się rozwiodło a czwarty w
            toku... W sumie to z całej grupy która się spotyka od czasu do czasu tylko ja
            jestem w małżeńskim stadle. Czasami czuję się jak jakiś dziwak :P
            Inna rzecz że to wszystko są muzycy i niespokojne duchy może dlatego nie byli
            wytrwali w związkach.

            Alleluja i do przodu...
        • marikka6 Re: myślałam, że watek umarł smiercią naturalną : 23.05.07, 14:33
          miedzianakonefka napisał:

          > panie w większości są za związkiem, za
          > ratowaniem tegoż, a kumple z którymi chodzę czasem na piwo mówią: czas
          > spie...alać , mam dość i znikam, wypie...lam z ego związku i nie widać żeby
          > się przejmowali nawet mając dzieciaki.

          facetowi łatwiej odejść. nie on będzie organizował nianię/przedszkole/wizyty u lekarza itp. wydaje mi się, że to dość istotna kwestia. on odchodzi i jest 'wolny', ona jest 'samotną matką'. pewnie dlatego częściej kobiety chcą ratować związek.
          • woman-in-love bykowe 23.05.07, 15:16
            dawniej kawaler po trzydziestce płacił specjalny podatek, tzw. "bykowe":-)))
            Moim zdaniem facet który odchodzi od rodziny powinien oprócz alimentów płacic
            zonie "bykowe" albo świadczyć usługi opiekuna własnych dzieci pół na pół z żoną
            w ich własnym domu, a nie gdzieś w obcym otoczeniu.
            • gomory Re: bykowe 23.05.07, 15:32
              No ba! Kiedys to byly czasy... Nie bylo emerytury wyplacanej przez panstwo. Mezczyzna musial tak wychowac dzieci, by one podjely sie opieki nad nim gdy on nie bedzie w stanie pracowac zarobkowo. Samotna kobieta byla nie dosc ze posmiewiskiem, to jeszcze miala male szanse na godziwe pod wzgledem ekonomicznym zycie. Samo zycie pilnowalo realizacji planu rodzinnego. A teraz panstwo swoja ingerencja rozsadzilo te wiezy wielkiej rodziny, dajac tak wielka swobode jej czlonkom. Normalnie lza sie w oku kreci za przeszloscia ;).
              • niezapominajka333 Re: bykowe 23.05.07, 15:45
                Rzeczywiście głównie na kobietę spada cięzar opieki nad dziecmi i często
                utrudnia jej ułożenie sobie potem zycia.
                Ale jakoś nie widac, żeby kobiety chętnie pozbywały sie tego ciężaru na korzyśc
                byłych mężów. Za to nader często dzieci są wykorzystywane do odgrywania się na
                byłym mężu....
              • woman-in-love Re: bykowe 23.05.07, 15:56
                no co Ty Gomory ja nie mówię o czasach feudalnych, ale powojennych :-)
            • glosatorr Krowie? 23.05.07, 15:57
              woman-in-love napisała:

              > dawniej kawaler po trzydziestce płacił specjalny podatek, tzw. "bykowe":-)))

              I uważasz to za dobre?
              Popatrz sobie na większość historii jakie rozwalają związki.
              Generalnie okazuje się, że Panowie, którzy nie wywiązują się ze swoich
              obowiązków, albo Panie, ktore cierpią z powodu złego doboru w parę -
              zakładali rodziny, żenili się, mieli dzieci kiedy wszyscy zaczynali
              swoje związki przed 30-stką albo w jej okolicach.
              A co to oznacza? Że ludzie dobierają się w pary i są do tego zupełnie
              nieprzygotowani albo totalnie niedojrzali.
              Więc czemu się żenią? Czemu sobie robią dzieci jesli nie są zdolni do
              macierzyństwa (narzekające na to, że mają dzieci mamy) lub ojcostwa (panowie
              mający gdzieś fakt, że mają dzieci?)?

              > Moim zdaniem facet który odchodzi od rodziny powinien oprócz alimentów płacic
              > zonie "bykowe" albo świadczyć usługi opiekuna własnych dzieci pół na pół z
              > żoną

              Czy ja kiedyś doczekam dnia, kiedy sądy rodzinne zostaną zaatakowane przez
              kobiety, które sprzeciwią się notorycznemu przyznawaniu im opieki nad dziećmi
              i oprotestują ignorowanie zupełnie faktu, że ojcowie bardzo chca zajmowac się
              swoimi dziećmi? :-)

              Kiedy tzw. biegli w końcu zasygnalizują Paniom sędzinom, że dzieci są przez
              rozwodzące się mamusie notorycznie używane do manipulowania ich ojcami?
              Jako np. element szantażu emocjonalnego? Jako ciekawostkę podam, że pomimo
              faktu, iż moja Ex teściowa powiedziała, że nie spotkała lepszego ojca niż ja,
              zaś sędzina ani razu się nie zająknęła, nawet jej przez głowę nie przyszło,
              żeby się nawet zapytać czy opiekę nad moim dzieckiem przyznać mnie, ojcu? :-)

              Drogie Panie, bardzo Wam współczuję, że w wyniku Waszych rozwodów obowiązek
              obieki nad dzieckiem zostaje przyznany Wam. Szkoda, że nie jesteście na pozycji
              większości ojców, którzy wbrew temu co tu piszecie, chcą i zajmują się i dają
              doskonale sobie radę z opieką nad swoim dzieckiem, ale uginają się pod
              naciskami Ex małżonek, bo żal im dzieci, które stają się narzedziem w ręku ich
              matek? Niestety nawet w wypowiedzi woman-in-love widać tę tendencję - "Poza
              alimentami, facet co odchodzi od kobiety powinien płacic" - Proszę mi uwierzyć -
              placimy cholernie dużo - a mówię w imieniu ojców, mężczyzn, którzy nie
              odpowiadają za rozpad małżeństwa, ale on zaistniał przy wybitnym wkładzie
              kobiet - że gdybyście dostawały Drogie Panie Dużo większe alimenty, tak, żeby
              było Was stac na opiekunki i dostatnie życie - to Waszymi dziećmi nie
              zajmowałybyście się Wy, ale wynajęte opiekunki, mamusie, babcie lub kolezanki :)
              A kiedy czytam relacje Pań, które cierpią z powodu tego, że wybrały złego
              partnera, który je zdradza, nie szanuje, olewa i w trakcie wpadają na
              pomysł "Może dziecko uratuje związek" - a gdy dziecko nie uratuje, bo to żaden
              plaster na rozkładające się "cialo związku" to wtedy użalają się nad ciężaem
              życia, mają dylematy, ale nie odejdą, nie rozwiodą się, "Bo co poczną same? Jak
              sobie damy radę? Jak będą musiały życie na nowo sobie układać - >>JAKO SAMOTNE
              MATKI<<" i ja się pytam, a myślicie, że facet, który pewnego dnia budzi się ze
              świadomością, że to co budowal cale swoje dorosłe życie, że to co planował, że
              ta, której oddał część swojego najlepszego zycia - legło w gruzach, to co? Ma
              lepiej? Nie zaczynają zycia od nowa z kilometrami długów po swoich ex,
              zszarpanych nerwach i świadomością, że ich ojcostwo zależy od widzimisie Ex
              małżonki i już na zawsze będą obiektem szantażu? Zaś prawa do dziecka zawsze
              będą mieli ograniczone, bo tak sąd w porozumieniu z mamusią zdecydował?

              Drogie Panie, to, że są faceci do dupy, których błędnie wybralyście na ojców
              swoich dzieci - niestety w konsekwncjach spada na Wybierających - czyli na Was.
              Ja nie ustyskuję, że 1/4 moich poborów daję na dziecko, a tak na prawdę
              utrzymuję moją Ex, jej faceta (bezrobotny) ich dziecko a moje dostaje z tego
              promile. Natomiast Wy drogie Panie? Jeśli facet ma gdzieś swoje dziecko, to
              czemu nie powiecie sobie - gdzie miałyśmy swoje oczy? Kiedy w końcu powiecie -
              mamy to co same sobie sprawilyśmy?

              Kiedy ja rozmawiam z moimi znajomymi samotnie wychowującymi dzieci matkami, to
              wiem - że one jeszcze przed zajściem w ciażę czeso miały obawy, podpowiadała im
              intuicja, że facet z którym szły do łózka nie był odpowiednią partią na ojca.
              Więc czemu to robiły?

              Bo macie jedną wielką wadę - niestety z przykrością to stwierdzam - myślicie
              życzeniowo. Jęsli coś się źle dzieje - to wierzycie, że to samo minie.
              Kierujecie się intuicją, ale jak intuicja podpowiada Wam nie po waszej myśli,
              to ją zagłuszacie. A potem cięzko wychowywać samotnie dzieci. Wiem....
              Ale każdy da radę, jeśli wie czego chce i dla kogo chce.

              Przecież każda z Was drogie Panie, może w sądzie powiedzieć: Wysoki sądzie,
              zgadzam się by opieka nad dzieckiem odbywała się tak i tak, albo proszę o
              orzeczenie, iż dzieckiem opiekuje się ojciec - czemu tego nie robicie?

              >
              > w ich własnym domu, a nie gdzieś w obcym otoczeniu.

              No właśnie!!!! - ich dom - jest tam gdzie jest matka a obce otoczenie to
              miejsce, gdzie mieszka ojciec?

              To jak jest na prawdę - ciężko Wam bo chcecie jak zwykle wszystkiego czy po
              prostu zdajcie sobie sprawę, że Wasze wspolne dzieci mają dwa domy - własne,
              tam gdzie jest tata i tam gdzie jest mama?
              :-)
              Milego popołudnia
              • lilyrush Re: Krowie? 23.05.07, 16:14
                Oj nie mozan sie z Tobą nei zgodzić. Faktem niezaprzeczalnym jest, ze ojciec w
                naszym kraju ma nikle szanse uzuskania opieki na dzieckiem w momencie rozwodu.
                musiałby bardzo udowadniac, ze kobieta jest zła matką.
                Wiesz jaki mam najwiekszy rozwdowy dylemat- własnei ten rozłaczenia dziecka z
                ojcem. niezaleznie od tego jak bardzo nie bede ograniczac ich kontaktu, to i
                tak wraz upływem czasu tego czasu spedzanego wspólnie z tatą Mały beidze miaąl
                mniej niż w "normalnej" rodiznie. Narazie moj maz che byc z dziekciem i stanowi
                właśnie taką "opikunkę", kiedy ja musze albo chce gdizes wyjsc. Spedzamy czas z
                Małym chyba po połowie. ale jak bedzie za kilka lat?
                Masz racje,ze więksozsć kobiet ma to, co chce. ja też- bo pamietam, jak 2 laat
                temu pisałam do koleżanki, ze albo sie rozwiodę albo bede miaął dziecko. wtedy
                dzeicko było prostszym wyjsicem. A teraz mam co chciałam...
                • glosatorr Re: Krowie? 23.05.07, 17:15
                  Lillyrush - ja miałem prostszą sytuację - po prostu moje dziecko wiedziało jak
                  jest i to ono zawsze dokonuje wyboru - gdzie i kiedy chce być. I ja i ex możemy
                  się tyko dostosować. A on chciał być ze swoim rodzeństwem - z drugiego związku
                  jego mamy. I sprawa jest prosta.
                  Natomiast tylko dodam jeszcze jedną rzecz, która mi się przypomniała w drodze do
                  domu - jeśli oboje rodziców kieruje się w swoich decyzjach co do dziecka -
                  prawdziwą miłością do dziecka - Jego dobrem - to nie ma takiej siły, by sobie z
                  problemem wychowania poradzić. Kiedy ludzie się rozstają - a to jest
                  sprawdzianem kultury i dojrzałości - zawsze można ustalić wszystko.
                  Można się dogadać, można nawet ustalić kto za co odpowiada - bez sądu... dla
                  dobra dziecka a nie swojej wygody. I to potem procentuje.
                  Tak więc zamiast jak to niektórzy tutaj mówią "biadolenia" nad wylanym mlekiem -
                  trzeba przypominać sobie o obowiązkach rodziców, bo one pozostają i nikt z nich
                  nie ma prawa zwolnić. A jeśli ktoś chce zaanektować dziecko tylko dla siebie -
                  popełnia dwa błędy: sobie komplikuje życie, a dziecku robi krzywdę.
                  Warto moim zdaniem o tym pamiętać.
                  • your_and Re: Krowie? (powinno być: jałówkowe) 23.05.07, 17:52
                    glosatorr napisał:

                    > A jeśli ktoś chce zaanektować dziecko tylko dla siebie -
                    > popełnia dwa błędy: sobie komplikuje życie, a dziecku robi krzywdę.
                    > Warto moim zdaniem o tym pamiętać.

                    Dziecko potrzebuje obojga rodziców przede wszystkim po to, żeby zyskać własną
                    tożsamość i identyfikację ze swoją rolą, ale też żeby mieć pojęcie o relacji
                    z osobą płci przeciwnej. Dziewczynce, która będzie słyszała wrogie słowa o
                    ojcu, trudno będzie wchodzić w relacje z chłopcami czy z mężczyznami.
                    Chłopiec zaś powinien mieć jakiegoś mężczyznę, z którym mógłby się
                    identyfikować (...) Kobieta, nawet porzucona, ma snuć nić relacji między ojcem
                    a dzieckiem (...) Jeżeli one to zrobią, dadzą radę, to później dostaną bardzo
                    wiele od dzieci. Te dzieci będą zdrowsze, spokojniejsze, bardziej zrównoważone.
                    Będą sobie lepiej radziły w życiu. Mogą być szczęśliwe.
                    eDziecko.pl > Rodzice > Głos autorytetu
                    www.edziecko.pl/rodzice/1,79362,3538597.html
                • woman-in-love Re: Krowie? 23.05.07, 22:46
                  ojcowie chcą sięzajmować dziećmi?? a to coś nowego ;-) ja przechodziłam przez
                  rozwód i użeranie się z "racjonalnym ojcostwem". Grosze jak jałmużna i ciągłe
                  pytania dzieci: dlaczego tata jest taki bogaty a my tacy biedni?
              • miedzianakonefka Re: Krowie? 23.05.07, 18:55
                Skracając ten bardzo logiczny wywód. Panie najpierw znajdują obiekt który im
                trochę pasuje potem łapią go na dziecko następnie próbują go zmienić i
                dopasować do własnego widzimisię a jak się to nie uda to znaczy że obiekt jest
                męskim szowinistą, ch...m i innym sku.....nem z którym należy się rozwieść przy
                okazji utrudniając kontakt z dziećmi bo "niech ma za swoje". A ja się pytam
                gdzie była ta przezorność i ten rozsądek kiedy się nie wołało o gumkę i nie
                używało tabletek ? Wtedy było oka a później tylko narzekania. Moja ślubna była
                zupełnie inna przed ślubem a teraz mam wrażenie że to jakiś inny człowiek, I
                czasami mam ochotę przyklasnąć gościom którzy twierdzą że wszystkie baby to h..e

                Alleluja i do przodu...
                • lilyrush Re: Krowie? 23.05.07, 22:40
                  Równie dobrze można to powiedziec o mażczyznach. mój maz sie zmienił- w sumie to
                  chyba normlane, zę ludzie sie zmieniaja. Ja też sie preciez zmieniłąm. Problem
                  jedynie w tym, że każde z nas zmieniło się w przeciwną strone. I co mi da teraz
                  narzekanie i rzucanie w tego człoweika błotem? Najwyżej sie wrzodów dorobie.
                  Dziecko zrobiliśym 100% świadomie- mogę Ci nawet podac date +/- 2 dni i to mąz
                  był tym, który chciał bardziej.
                  Pomyśl czy chesz do końca życia koncentrować sie na tym jaką krzywdę zrobiła Ci
                  twoja żona czy jednak moze cos z tym zrobisz i będiesz szczęśliwy...
                  • miedzianakonefka Re: Krowie? 23.05.07, 22:56
                    Już się pokajałem :) A co do zmienności to tłukłem przed ślubem mojej obecnej
                    ślubnej do głowy że sie nie zmienię i żeby poszukałą innego porządnego a
                    odpowiedż była jedna że się na wszystko godzi i chce byc ze mną. Zaraz po
                    ślubie zaczeły się próby zmieniania i pretensje. To chyba nie jest w porządku
                    nie ? Druga sprawa że przed było ciąganie do wyra i ochota na seksowanie
                    codziennie po kilka razy a po zajściu i papierku skończyło się na zrób to sam i
                    adam słodowy. I co ja mam myśleć ? Czy to nie jest zwykłe wykorzystywanie i
                    sku......stwo ?

                    Alleluja i do przodu...
                • miedzianakonefka Re: poprawiny. 23.05.07, 22:47
                  Przepraszam. Jak to pisałem to byłem akurat po kolejnym odsłuchaniu zdartej
                  płyty w wykonaniu mojej ślubnej i troche mi ciśnienie skoczyło.

                  Alleluja i do przodu...
                • misssaigon Re: Krowie? 24.05.07, 07:49
                  a konefka, tonie gumek tez zabraniali uzywac?
                  • miedzianakonefka Re: Krowie? 24.05.07, 08:43
                    Eh pijany byłem... I to całe dwa razy a efekty łażą po domu... Jak ci się to
                    podoba, bo mnie wcale.

                    Alleluja i do przodu...
                    • misssaigon Re: Krowie? 24.05.07, 09:18
                      to tylko dwa razy zdarzyła sie okazja do wypicia? to rzeczywiście marnie,
                      wspólczuje:D
                      • miedzianakonefka Re: Krowie? 24.05.07, 09:25
                        Dobra. Połapałem sie w tym :) Ale co mam zrobic jak tak było? Mam udawać że to
                        wielka miłość i inne duperele ?

                        Alleluja i do przodu...
              • misssaigon Re: Krowie? 24.05.07, 07:47
                eh..moze kobiety myslą zyczeniowa, ale skoro ty jestes takim relasta i
                pragmatykiem to dlaczego teraz utyskujesz na swoja ex? sam ja wybrales? czy cie
                zmuszono?
                za duzo goryczy i mizoginizmu...
                • misssaigon to było do glosatorra 24.05.07, 07:53
                  a tak na marginesie to smieszy mnie jak sie kobiety i mezczyzni licytuja komu
                  jest gorzej a komu lepiej i zaczyna sie odwieczna wojna plci, wyciaganie tych
                  samuch wyswiechtanych argumentow i wypinanie piersi po ordery z napisem
                  supermąz, superzona, superojciec i supermatka
                  • czerwone_francuskie Re: to było do glosatorra 24.05.07, 09:41
                    rece zalamuje. Panie wybieraja ojcow swoich dzieci, ciagna do lozka, potem lapia
                    na dzieciaka. Zalosne. A Panowie jak te bezwolne owieczki daja sie wpuscic w kanal.
                    W ktorym wieku my zyjemy?
                    Odpowiedzialnosc ponosza obie strony, bo do lozka idzie sie razem. Moja madra
                    babcia powiedziala mi kiedys: Pamietaj, ze kazdy facet, z ktorym sie
                    kochasz/idziesz do lozka to pontencjalny ojciec Twoich dzieci - nie ma srodkow
                    100%!!! Panowie, kazda kobieta, ktorej dajecie sie zaciagnac do wyrka, to
                    pontencjalna matka Waszych dzieci, przyszla zona i przyszla ex, na ktora trzeba
                    bedzie placic alimenty!
                    Kazda ze stron wypowiadajaca sie tutaj mowi przez pryzmat swoich przykrych
                    czesto przezyc. Nie mozna generalizowac, kazdy przypadek jest inny.
                    • miedzianakonefka Re: to było do glosatorra 24.05.07, 10:04
                      Nie pozostaje nic innego jak zostać gejem nie dość że modne to jeszcze sie
                      człowiek nie narazi na zachodzenie pod wpływem spojrzenia ;) A jeżeli chodzi o
                      wieki to nic się nie zmieniło zawsze jest część pań które pragna poprawić swoją
                      sytuację życiowa przy pomocy złapanego pana :) Żeby nie być gołosłownym to
                      rzucę pierwszy z brzegu przypadek pani która dumnie z mężem i wózkiem buja sie
                      po osiedlu a dwóch moich znajomych jak ich zobaczą to gratulują mężowi a potem
                      jak szczęśliwa para odejdzie to sprzeczaja sie do którego z nich mały jest
                      podobny.

                      Alleluja i do przodu...
                      • kici10 Re: to było do glosatorra 24.05.07, 23:26
                        Konefka, gdzie jest pies pogrzebany? Dla wielu facetów, masz sytuację
                        komfortową - rodzinę i kochankę na boku. Skąd więc ta gorycz?

                        Na porozumienie z żoną w trakcie trwającego romansu raczej nie licz. Fluidy
                        drugiej kobiety fruwają w powietrzu.
                    • miedzianakonefka Re: to było do glosatorra 26.05.07, 14:20
                      Ja bym sie tu zgodził w 100 procentach tyle że człowiek młody to nie myśli w
                      takich kategoriach. A potem jest smutno... Może jakieś nauczanie o związkach by
                      się przydało. Jakbym wiedział w okolicach dwudziestki to co teraz wiem to na
                      bank inaczej bym sobie to wszystko ułożył.

                      Alleluja i do przodu...
                • glosatorr Re: Krowie? 24.05.07, 12:37
                  misssaigon napisała:

                  > eh..moze kobiety myslą zyczeniowa, ale skoro ty jestes takim relasta i
                  > pragmatykiem to dlaczego teraz utyskujesz na swoja ex?

                  A gdzie ja utyskuję? Na swoją Ex? Że miałem oczy nie tam gdzie trzeba?
                  Ja głupi byłem to i trafilem na taką. Na szczęście potem zmądrzałem.
                  I tak mi już zostało. Ja się nie użalam - jeśli już to na Włądzę Sądowniczą.

                  > sam ja wybrales? czy cie
                  > zmuszono?

                  Pewnie że durna pała byłem i wybrałem. Dzisiaj to bym jeszcze kamieniem pognał
                  taką! ;-P

                  Ale przynajmniej wyciągnąłem wnioski z własnego błędu :)

                  > za duzo goryczy i mizoginizmu...

                  Gdzie Ty widzisz gorycz? Może z tego, że dbałem, walczyłem by nie stracić
                  rodziny i zmarnowałem na to parę lat? I że moje małżeństwo było fikcją, w którą
                  zakochany wierzyłem? Nie - już nie ma goryczy, żal tego czasu tylko, którego
                  już dozyskac się nie da.

                  A mizoginizm to już sobie dopisalaś :-)
    • pieg00ska proszę 24.05.07, 10:24
      Dyskusja rozwinęła się w kierunku nie mającym nic wspólnego z moją sprawą.

      Jako autorka proszę zatem o odrobinę szacunku. Dyskusje na temat osiedlowej
      pary i dwóch potencjalnych tatusiów, rozważania odnośnie łapania męża na ciążę,
      heroiczne poświęcenie tatusia, gdy mamusia idzie w długą z nowym panem, i tym
      podobne nie wnoszą do sprawy, przynajmniej mojej, nic nowego.

      Jeśli ktoś ma ochotę dodać coś nowego, albo zadać jakieś pytanie, bardzo
      proszę.

      pozdr
      pieg00ska
      • misssaigon pieguska prosze..:)) 24.05.07, 17:31
        a/ forum jest otwarte i dostepne dla wszystkich

        b/ watki nie sa wlasnoscia ich autorow i o ile wpisy nie naruszaja netetykiety
        to kazdy moze sobie pisac co mu sie zywnie podoba a moderatorzy ostatecznie to
        wytna lub nie

        c/ dygresje w watkach sa najciekawsze

        d/ zawsze mozesz poprosic o usuniecie swojego watku - ale to juz zalezy do
        "widzimisie" moderatorów :D
        • pieg00ska no OK, OK 24.05.07, 17:37
          Masz rację :)
          Nie piszę zbyt często na forach, stąd potraktowałam temat bardzo osobiście.

          Pozdr
          pieg00ska :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka