pieg00ska
12.05.07, 08:17
Witajcie,
Podczytywałam czasami forum, tyle tu dobrych rad i pozytywnych mysli
A więc w skrócie opiszę mój problem.
Jestesmy małżeństwem od kilkunastu lat, mamy dwójkę dzieci- 6-latka i 5-
miesięczniaka.
Za nami poważny kryzys: mąż zdradził mnie (to był ponadpółroczny związek z
dawną miłością. Miało to miejsce 2 lata temu. Zanim to się stało oboje
popełniliśmy mnóstwo błędów, których jesteśmy swiadomi i nie wypieramy sie.
Postanowilismy jednak ratowac nasze małżeństwo.
I wydawało mi się, że się udało. Chodziliśmy do psychologa, dużo
rozmawialiśmy, urodził nam się drugi synek... Nie dalej jak dwa miesiące temu
poczułam, że coś jest nie tak. Mąż przestał się starac o nasz związek.
Przestał mówić, że mnie kocha, przestał przytulać, myślami był daleko.
Po wielogodzinnych rozmowach mąż wyznał, że się wypalił. Nie wrócił do tamtej
kobiety, to wiem. Prosiłam, żebyśmy spróbowali to posklejać. Mamy w końcu
dwójke dzieci, nie kłócimy się, nie walczymy ze sobą. Szanujemy się i staramy
sie być dla siebie wsparciem. Dobrze nam też układało się w sprawach łóżkowych
Mąż najpierw zgodził się, powiedział, że spróbuje zaangażowac się w nasz
związek i w jego ratowanie.
Po kilku dniach stwierdził jednak,że nie wierzy, że nam się uda. Że czuje, że
nie jest w stanie zaagazowac się w budowanie więzi między nami. Nawet nie
chce mu się starać, bo czuje, że to nie ma sensu.
Lepiej dla dobra wszystkich (mnie, jego i dzieci) rozstać się i ułożyć
życie na nowo (choć on twierdzi, że nie myśli o czymś takim, na dodatek nie
wie czy będzie w stanie zaangażować się w inny związek)
Udało mi się go namówić na spotkania małżeńskie, tylko to mi przyszło do
głowy. Też nie wierzy, że to przyniesie efekt. Ja prawdę mówiąc też
przestaję wierzyć. Takie spotkania są dla ludzi, którzy nie potrafią
rozmawiać, my jednak rozmawiamy.
On twierdzi, że widzi jak bardzo jestem zaangażowana w związek, ile dobrego
wydarzyło się przez ostatnie dwa lata. Dlatego właśnie uważa, że nic nie jest
w stanie zmienić tego, co czuje (a własciwie nie czuje). Uważa, że zostając
ze mną skrzywdzi mnie bardziej, bo nie da mi tego, czego potrzebuję. Ja
natomiast uważam, że gdyby chciał się zaangażować, możemy odbudować nasze
relacje, bo więcej nasz łączy niż dzieli.Dzieli nas właściwie tylko jego upór
i to, co sobie zafiksował w głowie.
Ja jednak proszę go, abyśmy wykorzystali wszystkie możliwości, bez tego będę
miała poczucie, że nie wzięliśmy pod uwagę wszystkich okoliczności,nie
wykorzystaliśmy szans.
Nie wiem jak zakończyć, chyba bardziej się zwierzyłam, niż pytam co robić, bo
Bóg mi świadkiem nie wiem co robić. Jak chcecie o coś dopytać, pytajcie
pozdrawiam
pieg00ska