xymena72
27.05.07, 00:02
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Sex sprawiał nam wiele radości, kochaliśmy
się kilka razy w tygodniu. Nie brakowało nam chęci i temperamentu. Do czasu.
3 lata temu urodziam dziecko. Przez okes ciąży nie mogliśmy się kochać ze
wzgledu na zagrożenie ciąży. Potem pomalutku wróciliśmy do seksu. niestety
mam wrażenie, że od tej pory zazęło ukłądać nam się w tej sferze coraz
gorzej. głównie to ja inicjowałam coraz rzadsze stosunki. Ostatnio jest juz
tragicznie. Kiedy mówię wprost, że bardzo potrzebuję zostaję zbywana
obietnicami, że nie teraz ale na pewno jutro... i jutro nowa wymówka. Kurde,
w tym roku chuba raz się kochaliśmy. Powodowało to moją wściekłość, żal,
kłotnie, łzy...i nic. Brakowało mi tego jak cholera. Teraz czuję, że moje
libido opada. Mam dosyć proszenia. Przestaje o tym myśleć, odczuwać brak. Czy
możliwe jest odzwyczajenie się? Przystosowanie do ascezy? Czy wy też z czasem
coraz rzadziej o tym myslicie, pragniecie?