Dodaj do ulubionych

no to koniec

22.07.07, 11:13
Dzisiaj jest 12 rocznica naszego ślubu. Własnie skończyła się burza - i
dosłownie, bo pioruny trzaskały jakby chciały rozwalić świat, i w przenośni,
bo mąż 2 dni temu wyprowadził się z domu. Wczoraj zdjęlam z palca obrączkę.
Choć to on zrobił ten krok, ja sama wiedziałam już, że nie da się uratować
naszego związku. Dwa ostatnie lata mojego życia poświęciłam desperacko na
ratowanie mojej rodziny. Było wszystko - i moja przemiana, i terapia
małżeńska i rekolekcje (spotkania małżeńskie). I tylko brak woli z jego
strony, co starał się ukrywać jak mógł.
Żyłam jak na sinusoidzie - raz mnie zapewniał, że wszystko się poukłada,że
zrobi wszystko, aby poskładać nasz związek, a potem teksty, że nie wie czego
w życiu chce, że myśli, że nie może być ze mną szczęśliwy, nie wie czy mnie
kocha. Wczoraj już powiedział, że nie. Że był ze mną dlatego, że sie o mnie
bał.
Teraz się staram podnieść. Już sama nie chciałam, żeby ze mną był, nie
zniosłabym po raz trzeci takiej jazdy (moje dwa wątki były na forum, kto
ciekawy, niech odszuka).
Zostałam w domu z dwójką dzieci (7 lat, 7 miesięcy). Co do spraw
materialnych, nie martwię się ponieważ wiem, że będzie płacił na dzieci i
spłacał ratę kredytu mieszkaniowego.
I tylko dlaczeo płaczę???
Żal,żal tych wszystkich lat, żal dzieciaków, strach o przyszłość emocjonalną
(nie chcę do końca życia być sama). Gdyby nie to, że mam drugiego cudownego
synka, najbardziej żałowałabym, że nie wyrzuciłam go z domu po pierwszej
zdradzie - odkrytej w maju 2 lata temu. Teraz mój starszy synek ma brata,
nie będzie sam, a ja mam więcej siły, żeby żyć dalej.

Chętnie pogadam z Wami, może być na gg (i tak bardzo się otworzyłam, a nie
jestem emocjonalną ekshibicjonistką, jeśli ktoś ma taką chęć na priva wyślę
numer.
pozdrawiam
pieg00ska
Obserwuj wątek
    • anais_nin666 Re: no to koniec 22.07.07, 11:43
      Pieg00sko... Powiem coś bardzo banalnego, ale strasznie prawdziwego. Daj sobie
      czas. Czas naprawdę leczy rany, choć teraz wydaje Ci sie to niemożliwe, a tego
      typu słowa jedynie wkurzają, bo nie stanowią żadnej pomocy.
      Minie sporo czasu nim dojdziesz do siebie, ale dojdziesz do siebie, a
      doświadczenia tego związku tylko Cie umocnią. Będziesz nie dośc, że silniejsza,
      to i mądrzejsza, mądrzejsza na tyle, by starać sie nie wmanewrowac drugo raz w
      związek z facetem niewartym Ciebie.
      Martwisz się, że nie będziesz juz z nikim..., ależ będziesz. Może nie za
      miesiąc, nie za dwa, ale nie wiesz co będzie za rok. Nie wiesz co los Ci szykuje.

      Jeśli masz mozliwość koniecznie idź do psychologa. Wygadaj sie specjaliście. On
      Ci pomoże wejrzeć w głąb siebie, pomoże na nowo nauczyć kochać samą siebie i żyć
      dla siebie, nie dla innych. Staraj sie spotykac z przyjaciółmi, znajomymi.
      Odśwież kontakty jeśli masz znajomych, których zaniedbałaś - przypomnij im o
      sobie. Na pewno znajdą się tacy, którzy zechcą użyczyc Ci rękawa do otarcia łez;)

      Domyślam się jak się czujesz, wiem jak cholernie Ci źle i jak życie wydaje Ci
      się do dupy (przechodze obecnie to samo, choć juz weszłam w etap mniej
      histeryczny)), ale też wiem, że szkoda łez na fiuta, który nie widzi w Tobie
      wartości. Sama ją dostrzeż. Myśl, że Twój mąz nie był Ciebie wart.
      Dowartościowuj się.

      I trzymaj się mocno!

      Przytulam jesli masz chęć:)

      Ps. U mnie też burza!


      -
      Jeżeli opuszczają mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.
      (Rilke)
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 11:53
        Dzięki za dobre słowo.
        Mam panią psycholog, ale ustaliłam z nią, że na razie radzę sobie sama.

        Znam swoją wartość, nie muszę na nowo siebie pokochać, bo gdybym się nie
        kochała, nie byłoby mnie. A ja chcę iść do przodu, tylko mi ciężko, bo to takie
        świeże.
        Za nic nie chciałabym "powtórki z rozrywki" z moim byłym. Nigdy nie miałabym do
        niego zaufania, nawet gdyby chciał wrócić. Już zawsze podejrzewałabym, że mnie
        oszukuje i stwarza pozory, że będzie nam kiedyś dobrze. Za późno. Dojrzałam w
        końcu do tego rozstania i cieszę się z tego.

        Mam wsparcie rodziny i wielu znajomych. Mam nadzieję, że są ze mną nie tylko
        teraz, ale że będą później.
        pozdr
        pieg00ska :)

        U mnie już po burzy i przebija słońce
        • anais_nin666 Re: no to koniec 22.07.07, 11:58
          Po tym co napisałaś czuję sie uspokojona! Bo coś tam wcześniej przebąkiwałaś, że
          nie chcę Ci się życ, a ... to jak wiesz zawsze brzmi dramatycznie...
          Tymczasem w poście nr 2 pokazałeś inną twarz - kobiety świadomej siebie, pewnej
          dokonanego wyboru, mądrej. Aż miło Cie czytać:)!!!

          A wizyta u psychologa - radzisz sobie czy nie - naprawdę się przyda...

          Pozdrawiam ciepło.
          • herbatka.jasminowa Re: no to koniec 22.07.07, 12:53
            Cześć piegoosko
            Ja niestety nie powiem, że wiem co czujesz, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale domyślam się, że DUSZA strasznie cię teraz boli.
            Ale wiesz jak jest, jak upadasz na kolana, to po to żeby sie podnieść i iść dalej. I ty pójdziesz, pewnie to potrwa, ale "to co nas nie zabije to nas wzmocni".
            Wcale się nie dziwię, że płaczesz. W końcu oprócz złych dni były też i dobre, miłe wspomnienia i chyba w takiej chwili właśnie tego najbardziej jest szkoda.
            Życzę szybkiego powrotu "do pionu", jest tyle fajnych rzeczy na tym świecie, masz dwóch synów - nie jestes sama, stwórz im fajny dom, mimoże bez ojca...(na razie)
            Powodzenia i trzymaj się dzielnie

            U was burze, a u mnie w okolicach trąba powietrzna i znowu wieje....
            Pozdrawiam

    • bigee Re: no to koniec 22.07.07, 13:17
      pieg00ska napisała:
      ........... Dwa ostatnie lata mojego życia poświęciłam desperacko na
      > ratowanie mojej rodziny. Było wszystko - i moja przemiana, i terapia
      > małżeńska i rekolekcje (spotkania małżeńskie)....................
      > Zostałam w domu z dwójką dzieci (7 lat, 7 miesięcy)..........
      > pieg00ska
      Współczuję Ci, ale może to i dobrze, tylko dlaczego tak późno!!
      Jeżeli ratowanie rodziny miało polegac na sprawieniu sobie nowego dzidziusia to js tego wogóle nie mogę zrozumieć. Skoro między Wami od dawna układało się niedobrze, to po co zdecydowałaś się na coś takiego? Udupiłaś się na cacy. Jesteś młoda (tak myślę) i wszystko jeszcze przed Tobą. Będę trzymał kciuki. Powodzenia.
      • bigee Re: no to koniec 22.07.07, 13:23
        bigee napisał:
        Jesteś młoda (tak myślę) i wszystko jeszcze przed Tobą. Będę trzymał kciuki. >Powodzenia.
        ... mówi pieg00ska, lat 36 niecałe :), kobieta po przejściach
        Czyli, dobrze myślałem :-)
      • crazyrabbit Re: no to koniec 22.07.07, 13:28
        > Współczuję Ci, ale może to i dobrze, tylko dlaczego tak późno!!

        U mnie trwało to chyba z pięć lat , zanim zdecydowałam się odejść , ciągle
        człowiek ma jakieś opory.

        > Jeżeli ratowanie rodziny miało polegac na sprawieniu sobie nowego dzidziusia
        to
        > js tego wogóle nie mogę zrozumieć. Skoro między Wami od dawna układało się nie
        > dobrze, to po co zdecydowałaś się na coś takiego? Udupiłaś się na cacy.

        I z tym się zgodzę , niestety. Ja tego też nie rozumiem , ale niektóre kobiety
        myślą , że nowy dzidziuś jest w stanie naprawić w cudowny sposób wzajemne
        relacje.

        PiegOOsko! Będzie dobrze , bo nie ma innej opcji po prostu.
        Pomyśl sobie , że to nie koniec , ale początek Twojego nowego życia.
        Wierz mi , życie po rozwodzie jest często lepsze , ciekawsze , tylko trzeba
        nauczyć się żyć na nowo. A na początku pokochać na nowo siebie i polubić
        samotność...
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 13:34
        Przez kilka lat nie mogłam zajść w ciążę mimo leczenia, wielu badań i braku
        przeciwskazań medycznych. Drugie dziecko było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

        I wiesz, czerpię z Niego siłę.

        I jeszcze jedno, gdyby nie to, że jest na świecie, najbardziej żałowałabym, że
        nie wyrzuciłam go z domu 2 lata temu. teraz mój starszy synek ma brata i nie
        będzie w życiu sam.

        Nie ratowałam małżeństwa zachodząc w ciążę.
        pozdr
        pieg00ska
        • bigee Re: no to koniec 22.07.07, 13:51
          pieg00ska napisała:
          ............ teraz mój starszy synek ma brata i nie
          > będzie w życiu sam.
          A Ty??
          • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 13:56
            ja tez nie chcę być sama :)
            dlaczego miałabym się zamknąc na caly świat?
            ja się podniosę.
            pozdr
            pieg00ska
            • bigee To nie koniec !! 22.07.07, 13:58
              I tak trzymaj :-)
              • pieg00ska Re: To nie koniec !! 22.07.07, 14:00
                chciałam napisac że to koniec mojego małżeństwa po prostu :) a nie koniec zycia
                • bigee Re: To nie koniec !! 22.07.07, 14:03
                  I tak pewnie wszyscy to zrozumieli
      • misssaigon Re: no to koniec 22.07.07, 14:56
        bigee - ciekawam, czy masz dzieci?

        dzieci to nie koniec świata, to nie same wyrzeczenia i martyrologia, jaka
        niektorzy dopisuja...(sorry za truizm) - dzieci potrafia dac motywacje, zeby w
        koncu madrze zarzadzic swoim zyciem - np rozstajac sie z toksycznym,
        unieszczesliwiajacym nas partnerem...

        zastanow sie co by bylo gdyby zamiast rozwodu piegooska zostala wdowa? -
        sytuacja niby taka sama - ale czy ktos by powiedzial "ale sie udupilas , nie
        trzeba bylo sie decydowac na drugie dzieci"

        gdybysmy wiedzieli co nas spotka - ale nie wiemy, a nawet jesli sa pewne
        symptomy, ze moze cos pojsc w innym kierunku - zawsze pozostaje nadzieja...
    • sagittka Re: no to koniec 22.07.07, 16:38
      Witaj pieg00sko, śledziłam wszystkie twoje wcześniejsze wątki na bieżąco i co
      mi się rzadko zdarza na tym forum, od początku wierzyłam, że to ty jesteś
      pozytywną i silniejszą strona tego małżeństwa.

      Piszesz:
      > Żyłam jak na sinusoidzie - raz mnie zapewniał, że wszystko się poukłada,że
      > zrobi wszystko, aby poskładać nasz związek, a potem teksty, że nie wie czego
      > w życiu chce, że myśli, że nie może być ze mną szczęśliwy, nie wie czy mnie
      > kocha.

      Ten fragment bardzo przypomina mi sytuację bliskiej mi osoby. Jej mąż także
      miał podobne wątpliwości, przeżywał ambiwalentne uczucia, potrzebował rodziny i
      stabilizacji, a z drugiej strony pragnął wolności, ekscytacji i konsumpcji
      życia. Sam się bardzo męczył, choć najbardziej cierpiała zona i dzieci.
      Psycholog pomógł mu ustalić priorytety, wskazał pułapki tzw. kryzysu wieku
      średniego i facet sam doszedł do wniosku, że romanse i łapczywe smakowanie
      życia pozarodzinnego wcale go nie uszczęśliwią, wręcz przeciwnie straci to co
      ważne, a potem może być już za późno na odzyskanie tego.
      Stąd moje pytanie, czy twój mąż jest kategorycznie przekonany, że nie chce być
      z tobą, czy jedynie nie potrafi zrezygnować z innych kobiet, ciągnie go
      kawalerskie życie. Może warto byłoby go przekonać do terapii, tak by miał
      pewność czego chce, zanim straci rodzinę?

      > I tylko dlaczeo płaczę???
      > Żal,żal tych wszystkich lat, żal dzieciaków, strach o przyszłość emocjonalną
      > (nie chcę do końca życia być sama).

      Ostatni dwa lata były trudne, ale wczesniej było inaczej. O ile dobrze
      pamiętam, to pisałaś, że łączyła was wielka miłość, więc nie żałuj tych lat.
      Pomyśl, że byłaś także dzięki niemu szcześliwa, tych lat nikt ci nie odbierze,
      a nie wszystko może trwać wiecznie.

      Byłam na podobnym zakręcie (jeszcze się nie wyprostowało), mój mąż także się
      zagubił, przez chwilę zapomniał czego zawsze pragnął w życiu, zrobił głupstwo,
      ale odnalazł się, ostrząsnał, bardzo stara się naprawić to co zepsuł, a ja mu
      nie utrudniam. Przez moment myślałam o rozwodzie i nawet wtedy nie
      przekreślałam tego co było dobre. Powiedziałam mu nawet, że dziękuję mu za te
      lata, kiedy byliśmy szczęśliwi i cieszę się, że mogłam przeżyć taką miłość,
      mimo tego, ze się skończyła. Okazało się jednak, ze nie wypaliła się do końca,
      więc mamy jeszcze szansę na ciąg dalszy, ale to już jest inna historia.

      Zrobiłaś już dużo, ale może uda ci się pomóc mężowi w podjęciu ostatecznej
      decyzji, skoro on tak się miota, może jest jedynie zaczarowany przez czarownicę
      (inna kobietę), a potem będzie żałował. Jeśli da sie go wysłać do terapeuty to
      spróbuj.
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 17:12
        Sagittko,
        Dziękuję za ciepłe słowa.

        Ale to już definitywnie koniec. Z pomocy psychologa już korzystał, byliśmy na
        terapii - po pierwszym "wyskoku", potem wszystko zdawało się być dobrze. Był
        czuły, dobry, opiekuńczy. Wydawało się wszystko OK, a w głowie siedziało co
        innego. Ja byłam bardzo czujna, a mimo to niczego nie zauważyłam przez kilka
        miesięcy. Gdy zorientowałam się, że jest coś nie tak, on już myślał o odejściu
        (mniej więcej w marcu), wtedy właśnie się zmienił. Potem było już tak jak
        pisałam - sinusoida. Był psycholog, spotkania małżeńskie, włączyła się rodzina.

        Jego decyzja jest ostateczna, wiesz, nawet nie chcę, aby było inaczej, bo nigdy
        nie będę w stanie mu zaufać.

        Co do "czarownicy" to wyobraź sobie, że zabrała swoje dzieci i pojechała za
        nami nad morze, dokładnie do tej samej miejscowości, tak więc jak widzisz po
        wykryciu zdrady nie złożyła broni i była do tego stopnia zdeterminowana, że
        naraziła się na spotkanie ze mną (znam ją, więc bez trudu bym rozpoznała)

        Pozdr
        pieg00ska
        • pieg00ska ... i jeszcze jedno 22.07.07, 17:16
          mówi, że się z nią tam nie spotkał, jest to prawdopodobne (aczkolwiek nie
          niemozliwe) ponieważ praktycznie cały czas był ze mną albo z którymś z
          chłopaków.
          Ale i takmu nie wierzę.
          pozdr
          pieg00ska
        • viviene Re: no to koniec 22.07.07, 17:19
          Zyczę szybkiego powrotu do równowagi,cięzko będzie ale cos muszi sie
          skonczyc,zeby na to miejsce weszło nowe.
          Z całego serca pozdrawiam
      • your_and Re: no to koniec 22.07.07, 22:05
        sagittka napisała:
        > nie utrudniam. Przez moment myślałam o rozwodzie i nawet wtedy nie
        > przekreślałam tego co było dobre. Powiedziałam mu nawet, że dziękuję mu za te
        > lata, kiedy byliśmy szczęśliwi i cieszę się, że mogłam przeżyć taką miłość,
        > mimo tego, ze się skończyła

        Jestem pod wrażeniem klasy i dojrzałości Twojej wypowiedzi.
        • sagittka Re: no to koniec 23.07.07, 10:14
          > Jestem pod wrażeniem klasy i dojrzałości Twojej wypowiedzi.

          Dziękuje, ale do takiej postawy musiałam dojrzeć, popracować nad sobą.

          Najpierw trudno mi było sie pogodzić z tym, że taka wspaniała i wyjątkowa
          miłość kończy się tak po prostu. Był żal, była rozpacz, była nienawiść i
          oskarżenia, że "on to zepsuł".
          Potem po raz drugi przeczytałam "Psychologię miłości" prof. Wojciszke (zresztą,
          pierwszy raz czytałam po twojej rekomendacji :)) i dotarło do mnie, że nawet
          najwspanialsze uczucie może zmierzać ku rozpadowi. Nie możemy o wszystko
          obwiniać siebie i partnera, bo nie mamy wpływu na pewne czynniki, a nawet jeśli
          się staramy w pewnych dziedzinach, to sukces wcale nie jest gwarantowany.

          Wtedy pogodziłam się wewnętrznie z tym, ze pewien etap się zakończył, ale nie
          wolno mi go przekreślać, bo przecież byłam szczęśliwa, także dzięki temu, ze
          związałam się z tym człowiekiem. To było nawet zabawne, że na progu rozstania,
          dziękowaliśmy sobie za przeszłość, prawiliśmy komplementy, doszliśmy do wniosku
          że byliśmy naprawdę fajną parą...
          i że warto znowu się postarać, bo jeszcze jest szansa na ciąg dalszy.



          Dojrzałość i mądrość życiowa przydałaby się od początku związku, ale tak już
          jest, że to przychodzi z czasem. I bywa, że za późno, ale zawsze można czerpać
          z tego w kolejnych związkach, bo przecież nawet ze stratą miłości (czyli części
          nas samych), nasze życie się nie kończy.
    • fedex2 Re: no to koniec 22.07.07, 21:09
      Piegooska kochana dziewczyno, mocno Cie przytulam i posylam cale mnowstwo
      energii - dobrej energii. To co bylo dobre ceń i nie wmawiaj sobie ze tak nie
      bylo...to co złe niech pozwoli Ci teraz odbić sie od dna i życ szczęsliwie.
      Będziesz szczęsliwa i zaznasz jeszcze milosci - dojrzalej, rozumnej,oddanej,
      wiedzacej na czym zwiazek dwoja ludzi polega. KOchana - powiedz mi, dlaczego
      mialoby tak nie byc !!!!! tak bedzie, mysl o tym, mysl o swoich synkach o tym ze
      zycie to księga w ktorej cale mnostwo rozdziałów..kolejne przed Tobą. Masz w
      sobie sile, nadzieje...
      Trzymaj się...w chwilach slabosci pomysl ze jestes wolna, nie trujesz sie
      myslami zadnymi. Otworz oczy - jestes silna i mądra kobieta

      pozdrawiam serdecznie - Joa
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 22:21
        Wierzę że tak będzie
        Dzięki za wsparcie.Jest mi potrzebne
        pozdr
        pieg00ska
    • lilyrush Re: no to koniec 22.07.07, 22:29
      Choć dziewczyno na forum rozowdowe to nie raz oplujesz monitor ze śmiechu albo
      rozlejesz coś na klawiaturę.
      Bardzo dobrze Cię rozumiem, a moje dziecię tez małe. I choć nie uratowało mojego
      małżeństwa to tylko dzięki niemu jeszcze tu jestem.
      Będzie lepiej, zobaczysz. W końcu keidys musi :-)))
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 22:31
        O, to daj mi linka
        Boże jak ja potrzebuję kontaktów z ludźmi
        pozdr
        pieg00ska
        • crazyrabbit Link :))) 22.07.07, 23:36
          Jako stały bywalec rzeczonego forum , zapraszam:

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
          • pieg00ska Re: Link :))) 23.07.07, 08:03
            wielkie dzięki
            już się tam odezwałam
            pozdr
            pieg00ska
    • kinematic1 Re: no to koniec 22.07.07, 22:31
      bolało Piegoosko, kiedy sie na bieżąco czytało Twoją historię widząc że dla
      naszej bohaterki nie może to się dobrze skończyć...Na pewno nie jest tak że
      byłaś naiwna walcząc o swoją miłość. Postępowałaś zgodnie ze sobą i tyle lub AŻ
      tyle, bo dla mnie to była po prostu piękna walka do końca..

      Dzieci teraz akurat Tobie Piegoosku pomogą- bedziesz mniej czasu miała na
      myślenie.

      Z konkretów to zadbaj o stronę prawną swojego rozstania z mężem. Oczywiście nie
      dzisiaj, nie jutro...ale końcem tygodnia bym się już za prawnikiem zaczął
      rozglądać aby Twój spokój co do płacenia świadczeń przez męża miał umocowanie
      prawne
      • pieg00ska Re: no to koniec 22.07.07, 22:54
        Wiesz, przynajmniej mam poczucie, że zrobiłam wszystko walcząc o moją rodzinę.

        A taka walka do końca była mi potrzebna, żeby dojrzeć do decyzji o rozstaniu.
        Dojrzałam dosłownie jeden dzień przed tym jak otrzymał słodkiego sms-a od tej
        mendy, z którą to niby skończył i na 2 dni przed jego decyzją o wyprowadzeniu
        się z domu.
        A więc zdążyłam w ostatniej chwili i nie jestem na dnie, tylko już się podnosze
        do życia na nowo.

        pozdr
        pieg00ska
        • karotelka Re: no to koniec 24.07.07, 13:36
          PiegOOsko, współczuję Ci bardzo, gdyż przezywam właśnie to samo, niedawno temu
          dowiedziałam się o zdradzie, kolejnej w naszym życiu. I już chyba nie mam sił
          aby walczyć.
          Ale zazdroszczę Ci, że już do siebie dochodzisz i stajesz na nogi, u mnie jest
          totalny dół, nie potrafię myśleć o rozstaniu, jest to dla mnie jakiś koszmar,
          też mamy 2-kę dzieci. Nie ma dnia, kiedy bym nie ryczała w samotności.
          Podtrzymują mnie jedynie spojrzenia moich dzieci, takie szczere i pełne miłości,
          od męża już tego nie otrzymuję...
          • pieg00ska Re: no to koniec 24.07.07, 17:18
            Witaj karotelko,

            Z tym dochodzeniem do siebie to nie jest tak prosto. Raz mam nastrój wręcz
            bojowy, na zasadzie "ja mu pokażę gdzie pieprz rośnie", a po chwili łzy mi się
            kręca w oczach. Trafnie rozwód porównywany jest do śmierci kogoś bliskiego.
            Moim zdaniem jeśli się kogoś kocha, łatwiej opłakać śmierć. A tu przychodzi zyć
            ze świadomością, że ot tak, po prostu dla uszczęśliwienia samego siebie,
            ukochana osoba porzuca rodzinę. Paląc za sobą wszystkie mosty.
            Znajomi mówią mi,że widać nie był wart moich uczuć. Ale przecież to ja
            najlepiej wiem jakim jest (był?)człowiekiem. A z drugiej strony zastanawiam
            się, co musiało w nim siedzieć, że zdecydował się na taki krok. Przecież po
            tylu latach małżeństwa trudno o jakieś niespodzianki, emocje, motyle w brzuchu
            itp. Ceni się dojrzałość, spokój, bezpieczeństwo, możliwość porozumienia, ale
            też sprawy intymne. Wszystko mieliśmy.
            Ech, chcę to jużmieć za sobą
            pozdr
            pieg00ska
            • karotelka Re: no to koniec 24.07.07, 19:05
              Ja też się zastanawiam, dlaczego? Ale częściowo znam odpowiedź. Było źle przez
              jakiś czas, to prawda, ale prawie rok temu powiedzieliśmy sobie, że naprawiamy
              swój związek i od tego czasu było naprawdę dobrze. Ja się bardzo starałam, on
              też i nagle coś walnęło.
              Dla mnie człowiek, który ma wszystko i rzuca rodzinę dla przeżycia znów pięknych
              emocji, oczarowania, czegoś nowego, jest skrajnym egoistą, dla mnie takie
              postępowanie nie jest do wybaczenia.
              • pieg00ska Re: no to koniec 24.07.07, 19:19
                Wiesz, jakbym widziała siebie :)
                U nas też najpierw super, potem źle, potem zdrada, potem pojednanie i
                naprawianie związku(jak się okazało tylko przeze mnie) i potem powtórka z
                rozrywki
                Może ten Twój znowu kogoś ma? U mnie objawy były identyczne.
                Tego nie da się ukryć na dłuższą mete
                Ja też mu mówię, że zachował się jak skrajny egoista, jakby kochał tylko siebie
                i miał w d**** cały świat łącznie z własnymi dziećmi.
                Pozdr
                pieg00ska
                • karotelka Re: no to koniec 24.07.07, 19:42
                  Jestem prawie pewna, że ma. Złapałam go kilka razy na kłamstwie, obiło mi się o
                  uszy kilka rozmów telefonicznych, zresztą zmienił nagle zachowanie wobec mnie,
                  unika mnie, a na pytania wprost, czy kogoś ma, reaguje agresywnie, kiedyś by się
                  z tego uśmiał , przytulił mnie i powiedział, że mnie kocha, a teraz to słowo nie
                  przechodzi mu przez gardło :(.
                  Widzę, że trudno mi będzie, ale pocieszam się - może trochę egoistycznie - że
                  nie jestem jedyna i że da się to jakoś przeżyć...
            • tamara76 Re: no to koniec 25.07.07, 11:16
              u mnie jest okropnie,stan psychiczny coraz to gorszy,zaczęło się od kłopotów z
              dziećmi , końcy myślą o rozwodzie. W tym czasie pojawił się "ten trzeci" ale
              bardziej jako przyjaciel choć w głębi czuje, że to coś głębszego. Nie
              chciałabym odejść do niego , mam dzieci , nie chciałabym zawieszać się na
              innym, chciałabym mieć pewność ze chce odejść dla siebie - dla Nas wszystkich.
              Męczę się w tym zwiazku wiele lat, czuje się samotna, nieszczęśliwa, wiele razy
              chciałam odejść ale brakowało siły i tej pewności. Wołałam los o pomoc, miałam
              nadzieję, ze to co złe minie i odejdzie w niepamięć i pozwoli mi go kochać by
              razem być szczęśliwimy ludzmi. CZekałam od zdarzenia do zdarzenia, że o tu za
              zakrętem wszystko sie wyjaśni, i nic rozczarowanie ... Teraz obwiniam siebie,
              że to ja zniszczyłam to co piękne, innym razem żałuje, że dałam tak się
              skrzywdzić. Okropny stan,cieżkie decyzje, za kilka dni czeka mnie powazna
              rozwowa z mężem , boje się jej bardzo.Mam też nadzieje, że emocje pokażą
              prawdziwe oblicze, nie dla kogoś , dla siebie podjać decyzję. Liczę na pomoc
              psychologa , chcę z kimś z boku o tym porozmawiać .
              • pieg00ska Re: no to koniec 25.07.07, 13:21
                Ja też czekałam, może to i dobrze, że się w końcu doczekałam. Inaczej
                wykończyłabym się. A po co? Dzieciaki podrosną, usamodzielnią się, życie będzie
                toczyć się dalej.
                Ale życze i Tobie i samej sobie dużo siły i wytrwałości.
                I odsunięcia emocji na bok
                pozdr
                pieg00ska
              • lilyrush Re: no to koniec 25.07.07, 13:48
                Przecież sama piszesz, ze sie juz dawno zastanawiałeś nad odejściem, meczysz
                sie i czułaś sie samotna. Wiec jeśli masz do kogo odejść to odchodź i nie
                czekaj, bo możesz zmarnować szanse. A poza tym odejście do kogoś wcale nie
                oznacza, ze będzie sie na kimś wieszać. Wieszać sie można zawsze, a można i
                nigdy. To jest raczej kwestia człowieka
                Widzisz...los Ci właśnie pomógł- pokazując kogoś, z kim masz szanse na
                szczęście.
    • grazyna510 Re: no to koniec 23.07.07, 00:00
      Dziewczyno ! zadbaj o prawne zabezpieczenia.Nie ufaj w zapewnienia
      o......"bede sie wami opiekowac".
      Naprawde jest to teraz najwazniejsza sprawa....dla Twoich synow.
      Emocje na bok , gdy idzie o przyszlosc Twoich dzieci !
      Zycze najlepszego
      :)
    • jpy1 Re: no to koniec 23.07.07, 14:09
      Zawsze podziwiam osoby które mają na tyle silne nerwy aby zrezygnować z czegoś
      co i tak nie ma przyszłości. Chwała Ci za to. Podjęłaś decyzję. I to jest teraz
      najważniejsze. A blizny zawsze jakieś zostaną. Ale wydaje mi się że na tym
      polega wielkość człowieka. Zawsze się podniesie. Z większym lub mniejszym
      bólem. Wszystkiego dobrego życzę.
    • gacusia1 Re: no to koniec 23.07.07, 16:58
      Trzymaj sie,Piegooska!Dasz sobie rade.Rozwiodlam sie 8 lat temu.Moja corka
      miala wtedy 4 latka.Powiem Ci,ze ciezko bylo podczas rozwodu bo moj ex to
      gnojek.Pozniej odzylam.Poczulam,ze moge "oddychac".Bedzie dobrze!
    • sagittka Re:piegoosko... 25.07.07, 18:13
      Chciałam ci napisać jeszcze kilka rzeczy, bo doskonale cię rozumiem. Już
      od pierwszych twoich postów jakiś czas temu, zwróciłam uwagę na ciebie i
      twój problem ze względu na wiele podobieństw, podobny wiek, staż, 2
      dzieci, a przede wszystkim sposób, w jaki opisywałaś swój związek.

      Już to pisałam, ale nie przekreślaj w sobie tego, ze to był wyjątkowy
      związek (choć tylko do czasu), że to była wielka miłość (choć się
      skończyła), że to był człowiek godny twojej miłości (choć już przestał
      być).

      Nie daj sobie tez wmówić, że byłaś naiwna, że widziały gały co brały, że
      nie znałaś go, że widocznie cię nie kochał. Czy można się zmienić tak,
      zeby z kochającego, dobrego człowieka przeistoczyć się w zdrajcę, który
      porzuca rodzinę? Można. Oczywiście są jeszcze zasady, lojalność i
      uczciwość, które powinny kierować ludżmi, ale ci najsłabsi ulegną.
      Pisałaś, ze to dobry człowiek, tylko się pogubił. Tak właśnie mogło być,
      że został zaczarowany, omamiony i stracił poczucie rzeczywistości, a
      kiedy już spróbował zakazanego, przejście na ciemną stronę mocy było
      łatwiejsze. Potem stał okrakiem po dwóch stronach, by w końcu zdecydować,
      że zostanie po tej drugiej. Tak będzie pewnie dla niego prościej i
      przyjemniej, bo powrót do ciebie wymagałby olbrzymiej pracy, bez
      gwarancji sukcesu, a on nie czuje sil do walki i nie widzi teraz wartości w
      waszym zwiazku. Nie widzi, nie dlatego ze jej nie ma, tylko że coś innego
      (nowego, silnego, fascynującego) przesłania mu was.

      Wierzę, że mąż cię kochał, że był dobrym mężem i towarzyszem życia, że to
      była wspaniała miłość, że wcale nie był typem babiarza. Tak samo
      opisałabym swoje małżeństwo. Mój związek był takze wyjątkowy, był
      przedmiotem podziwu i zazdrości innych, byliśmy kochankami i
      przyjaciółmi, partnerami i rodzicami. I ta wspaniała harmonia takze w
      końcu sie skończyła. Tylko, że mój mąż w porę sam się zorientował, ze
      przestaje być sobą, ze wpadł w wielką pułapkę nowej, silnej fascynacji,
      że to go wciąga i niszczy jak bagno i że popełnia wielki błąd. Dopiero
      gdy on sam dokonał wyboru i zaczął wielką naprawę tego co zepsuł, ja zaczęłam
      mu w tym pomagać. Po tym kryzysie zrozumiałam, że wątpliwości i błędy zdarzają
      sie nawet w najlepszych zwiazkach. Zdarzają się nawet dobrym, umiejącym
      kochać ludziom. Nie wszyscy sobie z tym radzą, niektórzy tracą przez to
      wiele.

      Twój mąż postąpił źle, krzywdząc przy tym swoją rodzinę i wcale nie musisz
      mu tego wybaczać, przynajmniej na razie. I nie myśl, że źle wybrałaś, źle
      ulokowałaś uczucia. Nie obwiniaj siebie. Myślę, że terapeuta najlepiej
      pomoże ci poukładać w sobie to wszystko tak, byś wyszła z tej sytuacji
      silna i przekonana o własnej wartości, a jednocześnie nie przekreślała
      ostatnich kilkunastu lat swojego życia, tylko dlatego, że dzieliłaś je z
      kimś kto na koniec cię zranił.
      • pieg00ska Re:piegoosko... 25.07.07, 20:21
        Hej sagittko
        Dzięki za mądre słowa :)
        Chciałabym, żebyś wiedziała, że się nie obwiniam. Choćby dlatego, że zrobiłam
        wszystko, co mogłam zrobić, do samego końca. I na pewno nie dam sobie wmówić
        że "widziały gały". Bo "gały" widziały dobrze. A że się posypało? no cóż, nie
        da się nikogo zatrzymac na siłę. Zresztą po co?
        pozdr
        pieg00ska
    • edi751 Re: no to koniec 25.07.07, 19:16
      czy ty ni wypowiadałas sie na forum cp
      • pieg00ska Re: no to koniec 25.07.07, 20:15
        nie, nie wiem nawet o jakim forum piszesz
        pozdr
        pieg00ska
    • luciii 4 dni temu zostałam z dwójką: 11latką i 11miesięcz 25.07.07, 21:32
      niakiem...
      mój były nie dorósł do robi męża i ojca

      porzucił rodzinę po raz kolejny, ale...
      OSTATNI

      nie dam sobie a szczególnie dzieciom zrobić więcej krzywdy! nie potrzeba mi
      niewychowanego wilekiego bachora, a dzieciom lenia i bąkozbijacza!
      czułam do niego odrazę i niechęć od dawien dawna


      dziś czuję ULGĘ

      nie mam różowo,ale mam to, co kocham > moje dzieci i to one są moją siłą
      napędową i wiem, ze dla nich i dzięki nim damy radę! tzn, ja oraz moja cudowna
      dwójka dzieciaczków!

      głowa do góry!
    • aga0801-35 Re: no to koniec 30.07.07, 11:02
      chętnie pogadam z tobą na gg,mam podobny problem,tez ciagle placze.
      przez mąża który zachowuje sie jak wolny człowiek i nic sobie z tego nie
      robi.dam ci nr gg-6755414 odpisz prosze ,pa
      • woman-in-love Re: no to koniec 30.07.07, 12:37
        z bardzo juz odległej perspektywy patrzę na rozwałkę swojego małżeństwa.
        Cierpienir, jakiego doznawałam bedąc młodą kobieta (kochająca męża) oraz matką
        dwójki małych dzieci było prawie nie do zniesienia. zastanawiam sie teraz,
        dlaczego. Otóż - za dużą wagę przywiązujemy do słowa "rozwód". Nasza kultura
        kwalifikuje go jako porazkę zyciową - w przypadku porzuconej kobiety - hańbe i
        wstyd. Równiez ruine finansową. Tymczasem jest to po prostu rozejscie sie dróg.
        Zawierajac związek małżeński nie spodziwamy sie, ze za kilka lat będzie on już
        tylko pustą formą. jednak po walkach i terapiach nie mamy innego wyjscia, jak
        zaakceptować sytuację. Drogo sie rozchodzą - i juz. Rodzice rozchodzą sie, ale
        nie przestaja byc rodzicami. Bywa, że ojciec zakochując sie w innej kobiecie -
        okazuje jej dzieciom wiecej serca, niz własnym. To boli, ale nic nie mozna na
        to poradzić. Kiedys zbierze tego owoce. Więc bez przesady z tym demonizowaniem
        rozwodów, zycie płynie naprzód i przynosi niowe miłości. Trzymaj sie,
        Piegooska, otrząśniesz się i poznasz co to miłość. ja Ci to mówię :-)))))
        • sagittka Re: no to koniec 30.07.07, 12:49
          > Zawierajac związek małżeński nie spodziwamy sie, ze za kilka lat będzie on
          już
          > tylko pustą formą. jednak po walkach i terapiach nie mamy innego wyjscia, jak
          > zaakceptować sytuację. Drogo sie rozchodzą - i juz.

          Nie spodziewamy się, bo myślimy, że to właśnie my jesteśmy wyjątkowi, nam się
          uda.
          Poza tym, ktoś podpowiada nam słowa słówa przysięgi miłości do grobowej deski,
          potem odprawia czary i myślimy naiwnie, że dostaliśmy coś raz na zawsze.
        • pieg00ska Re: no to koniec 30.07.07, 15:33
          woman, ja wiem, że się otrząsnę. Są chwile, gdy jest mi ciężko, walczę z
          emocjami. Ale się pozbieram. Wiem, bo sama znam siebie najlepiej.
          pozdr
          pieg00ska
    • nikola222 Re: no to koniec 19.09.07, 19:17
      Witam, ja jestem dwa lata po ślubie, moje małżeństwo to też
      sinusoida, mam 2 miesięczną córkę a mój mąż mnie straszy,że znajdzie
      sobie kochankę bo ja jestem do niczego, że albo dam z siebie więcej
      albo się rozstaniemy. Nie wiem co robić, z jednej strony wiem,że
      małżeństwo bez seksu nie istnieje z drugiej nie chcę się czuć jak
      maszyna zaspokajająca jego potrzeby.
      • lilyrush Re: no to koniec 20.09.07, 09:39
        nikola222 napisała:

        Nie wiem co robić, z jednej strony wiem,że
        > małżeństwo bez seksu nie istnieje z drugiej nie chcę się czuć jak
        > maszyna zaspokajająca jego potrzeby.


        A jesteś pena ze kochasz swojego meża?
        Bo dla mnie ktoś kto kocha nie napisałby takiego zdania o maszynie
        spełniajacej potrzeby. Seks jest nieodlaczna cześcia zwiazku kobiety
        i męzczyzny. Albo to rozumiesz i poniewaz jesteście małzeństwem i
        kochasz sowejgo męża to uprawicie seks, albo przestajecie być razem.
        Jest jeszcze opcja, ze jesteście razem z róznych idiotycznych powodó
        poza miłoscią i nie uprawiacie seksu bo Ty nie masz ochoty. Ale w
        tym układzie nie dziw sie, ze mąz znajdize sobie kochanke. I
        szczerze mówić nie bardoz masz prawo mieć o to do niego pretensje...
        • sagittka Re: no to koniec 20.09.07, 17:31
          Ale w
          > tym układzie nie dziw sie, ze mąz znajdize sobie kochanke. I
          > szczerze mówić nie bardoz masz prawo mieć o to do niego
          pretensje...
          >

          Dziewczyna niewiele napisała, więc nie wiemy, co to za układ i czy
          ona faktycznie nie ma podstaw żeby czuć się jak maszynka do seksu.
          Zauważ, ze 2 miesiące temu urodziła dziecko - to prawie jeszcze
          połóg!
      • sagittka Re: nikola222 20.09.07, 17:30
        Prośba do ciebie!
        Podpięłaś swój post pod wątek piegooski, który dotyczył zupełnie
        innej sytuacji. Załóż własny wątek, jesli masz taką potrzebę, żeby
        nie bałaganić na forum.
        • zamszowa Re: nikola222 21.09.07, 20:13
          odkryłas zdrade męża i pozniej zaszłaś z nim w drugą ciąże????moge
          zapytac po co? i na co liczyłaś?
          • sylwiamich Re: sagitka 22.09.07, 23:00
            jestem pełna podziwu dla Ciebie.Musisz bardzo kochać męża....kochać
            tak jak ja nigdy nie kochałam.Nie mogłabym żyć patrząc komuś na
            ręce.Ale wiem czym róznisz się odemnie i dlaczego Tobie się uda.Bo
            TY wierzysz że ta druga go zaczarowała.Więc to ona jesat winna.On
            się jedynie pogubił.Ciekawe pod względem psychologicznym.To się
            nazywa przeniesienie.
            • sagittka Re: sylwiamich 25.09.07, 13:57
              jestem pełna podziwu dla Ciebie.Musisz bardzo kochać męża....kochać
              > tak jak ja nigdy nie kochałam.

              Autentyczny podziw, czy cynizm?

              > Nie mogłabym żyć patrząc komuś na ręce.

              Ja też, dlatego staram się, a jeśli mi się nie uda, wspólne życie
              straci sens.


              > Ale wiem czym róznisz się odemnie i dlaczego Tobie się uda.Bo

              Skąd wiesz? Myśle, że aż tak dobrze się nie znamy, a sądzac po
              twoich postach, aż tak diametralnie się nie różnimy.
              Po pierwsze nigdzie nie opisałam całej swojej historii, więc nie
              masz możliwości pełnej oceny. W tym wątku jedynie wskazałam na pewne
              podobieństwa, ale moja sytuacja jest zupełnie inna niż piegooski.
              Mój mąż mnie nie zdradził, nie chciał odejść do innej kobiety, ja
              nie musiałam walczyć o niego wprost.
              Napisałam wyżej jedynie, ze:
              "mój mąż w porę sam się zorientował, ze przestaje być sobą, ze wpadł
              w wielką pułapkę nowej, silnej fascynacji, że to go wciąga i niszczy
              jak bagno i że popełnia wielki błąd. Dopiero gdy on sam dokonał
              wyboru i zaczął wielką naprawę tego co zepsuł, ja zaczęłam mu w tym
              pomagać. Po tym kryzysie zrozumiałam, że wątpliwości i błędy
              zdarzają sie nawet w najlepszych zwiazkach. Zdarzają się nawet
              dobrym, umiejącym kochać ludziom. Nie wszyscy sobie z tym radzą,
              niektórzy tracą przez to wiele".

              > TY wierzysz że ta druga go zaczarowała.Więc to ona jesat winna.On
              > się jedynie pogubił.Ciekawe pod względem psychologicznym.To się
              > nazywa przeniesienie.

              Nieprawda. Ja nie wmawiam sobie, że kobieta, która zrobiła na nim
              tak silne wrażenie jest winna, a on biedny miś się pogubił. Wprost
              przeciwnie, ona jest zupełnie niewinna (poza tym, że jest czarującą
              kobietą robiącą duże wrażenie na mężczyznach, lubi być adorowana,
              lubi flirty), ona nie uwodziła mojego męża, naprawdę obiektywnie nie
              mogę jej nic zarzucić. To mój mąż pozwolił sobie na więcej emocji
              niż wypadałoby, zafascynował się bardziej niż to było warte, a potem
              wpadł we własną pułapkę zauroczenia. Nie usprawiedliwiam go, ani nie
              stosuję "przeniesienia" na bogu ducha winną kobietę, która nawet nie
              za bardzo zdawała sobie sprawę z tego, że spodobała się tak bardzo.
              Po prostu uznaję to za błąd (oczywiście przykry dla mnie i
              wywołujący kryzys), który nie przekreśla człowieka, po pierwsze
              dlatego, ze wiem jak to działa (tylko, nie wchodząc w szczegóły,
              mnie nie zdarzyło się to do takiego stopnia), po drugie doceniam
              wysiłki męża żeby wyjść z tej sytuacji dla dobra naszego związku
              (który przez 15 lat był bardzo udany).
              Naprawdę nie chcę opisywać wszystkich aspektów tej sprawy, zwłaszcza
              w cudzym wątku, ale nie sądzę, żebym kochała męża, tak jak o tym
              myślisz w pierwszym zdaniu, bo są rzeczy, których nie potrafiłabym
              zaakceptować i po których nie chciałabym z nim być (i co
              najważniejsze, potrafiłabym odejść).
              Natomiast, nie upraszczam wszystkiego do kolorów czarno-białych,
              daję sobie i innym prawo do popełniania błędów (w akceptowalnych
              granicach!) i oceniam ludzi również po tym, jak radzą sobie z
              naprawianiem tych błędów.

              Równowagę pomaga mi zachować podejście, które opisywałam w innym
              wątku:
              "Może wchodząc w związek, biorąc ślub, nie powinniśmy myśleć, że to
              na zawsze? Z jednej strony byłaby motywacja do ciągłych starań, z
              drugiej psychiczny komfort, że to nie wyrok dożywocia.
              Niestety, to że pasowaliśmy do siebie świetnie jako
              dwudziestolatkowie, nie oznacza, ze równie dobrze będzie nam się
              wspólnie żyło po czterdziestce. Ludzie, będący blisko przez lata,
              dojrzewają również przez pryzmat związku, ale jednak każdy zmienia
              się inaczej, więc można "wyrosnąć" i potem jest za ciasno w tym
              układzie. Gdy rozjeżdżają sie oczekiwania i możliwości, wtedy
              rozchodzą się drogi.
              Trzeba chyba przyjąć, ze dotyczy to jakiejś części par i nie
              obarczać siebie, czy partnera winą, a związek udany do jakiegoś
              momentu, nie oceniać w kategorii porażki. Tak po prostu bywa"

              Wyszło długo, ale chciałam trochę sprostować, zwłaszcza ze nie
              jestem gotowa, by całą swoją historię poddać ocenie forumowiczów.
              Jesli się zdecyduję, to podam wszystkie aspekty, żeby nie było
              takich nietrafionych ocen jak twoja.
    • pieg00ska Re: no to koniec 27.09.07, 17:40
      Witajcie :)
      Skoro mój wątek został wygrzebany z odchłani, uznałam, że czas
      podzielić się z Wami tym, co dzieje się w moim życiu. Wprawdzie
      forum trochę nie pasuje, bo właściwie moje małżeństwo, mój związek
      już nie istnieje.
      Mieszkam sama z moimi dzieciakami od dwóch miesięcy, czekam na pozew
      rozwodowy.
      Podniosłam sie, co więcej jest mi całkiem dobrze, poza momentami,
      kiedy ogarnia mnie pustka emocjonalna i zaczynam się motać. Te
      chwile są najgorsze, ale na szczęście pojawiają się tylko od czasu
      do czasu. Coraz rzadziej.
      Paradoksalnie mam więcej czasu dla siebie, mimo że wróciłam do pracy
      po urlopie macierzyńskim.
      W pracy wszystko się poukładało, nawet dostałam większy zakres
      odpowiedzialności. Głowę mam więc cały czas zajętą czymś innym.
      Teraz odrabiam zaległości w zakresie kontaktów - starzy znajomi,
      nowi znajomi, plany na przyszłość...
      Starczy syn w szkole (pierwszak klasa) i to mi wyznacza rytm dnia i
      tygodnia. Młodszy z opiekunką, która jak na razie sprawdza się.

      Nasze rozstanie jest definitywne. Mąż bardzo angażuje się w opiekę
      nad dziećmi, finansowo wywiązuje się bez zarzutu. Tak więc mam
      nadzieję, że z czasem nasze nowe relacje okrzepną, staną się
      pozbawione emocji. Spodziewam się,że będzie mi łatwiej. I mam
      nadzieję, że moje zycie się poukłada na nowo.
      Póki co pozdrawiam Was serdecznie
      pieg00ska


      • green_land Re: no to koniec 28.09.07, 19:57
        Dzielna jesteś:)
        Trzymaj się cieplutko, nie patrz wstecz, oczekuj najlepszego:)
        • misssaigon Re: no to koniec 28.09.07, 21:33
          podpisuje sie..a jak beda jakies problemy to pisz szybciutko - wesprzemy:))
          • sylwiamich Re: no to koniec 28.09.07, 22:56
            Zapraszam na forum...tam się dowiesz że teraz juz tylko lepiej:))
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
            • pieg00ska Re: no to koniec 29.09.07, 13:04
              :)
              ja tam nawet popełniłam kilka postów
              pozdr
              pieg00ska
      • herbatka.jasminowa Re: no to koniec 29.09.07, 12:39
        jesteś bardzo odważną kobietą i życzę Ci wszystkiego dobrego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka