Dodaj do ulubionych

Ona i my dwaj czy on i ja z nią?

08.09.07, 15:01
Sprawa jest trudna, choć jak myślę to Forum jest wypełnione właśnie takimi
zapytaniami. Chciałbym poznać Wasze opinie.
Sprawa wygląda tak:
Zawsze zdawało mi się i nadal jestem przekonany, iż jestem heteroseksualny,
nigdy nie pociągali mnie faceci i nigdy też nie próbowałem z nimi seksu.
Miałem w swym życiu cała masę kobiet, często były to przelotne związki. Dziś
straciłem zainteresowanie seksem, uprawiam go naprawdę sporadycznie, sytuację
osobisto- rodzinną mam stabilną i nijaką zarazem. Ale wydaje mi się, że
romanse, uniesienia, miłości i miłostki, mam już za sobą.
No właśnie, wydawało mi się, bo pojawił się on, taki magiczny, skrótowy,
romantyczny. Pisze wiersze, jest domatorem, umie gotować, dba o siebie. Chodzi
do solarium, kosmetyczki i lubi spokój. Zna się na rzeczach, o których nie mam
bladego pojęcia, takich jak: tarot, wróżby, co czyni go takim demonicznym.
Lubi astronomię i obrazy Beksińskiego. W sumie nie wiem nawet jak wygląda, ale
widziałem fotografie jego kolekcji noży i filiżanki z przyrządzoną przez niego
kawą. Jest zupełnym moim przeciwieństwem, spokojny, bardzo dystyngowany i typ
domatora.
Nie wiem, czy to normalne, ale chciałbym się do niego zbliżyć, właśnie w
sensie erotycznym. Ale nie do końca tak, jak to bywa. Chciałbym zrobić to z
nim i z kobietą. Ona jako ta trzecia. Albo pierwsza. Problem w tym, że nasze
partnerki w żadnym razie nie poszłyby na ten układ, a ona…ona musiałaby być
nam obu bliska, zaufana.
Oczywiście tak sobie gdybam, bo nawet z nim o tym nie rozmawiałem i nie wiem,
czy by na cos takiego poszedł, tak tylko teoretyzuję.
Myślicie, że ze mną wszystko jest w porządku? Czy to nie jest jakaś chora
perwersja, a może wręcz zboczenie?
No i gdybym mu zaproponował, a on się zgodził, czy nie byłoby to
wykorzystaniem kobiety jako narzędzia? Myślałem o kobiecie z agencji
towarzyskiej, na jakieś party, ale to nie to. To byłoby smutne i byle jakie.
Myślę o tym trójkątnym związku, który miałby w sobie coś ponad erotykę, coś z
uczucia, ciepła.
Czy po tym nie czułbym się źle, głupio? Nie wiem. Może ktoś ma jakieś
doświadczenia w tej materii?
Nie jestem jakimś zblazowanym erotomanem, znudzonym dziwkarzem czy żadnym
wrażeń seksualnym eksperymentatorem. To nie jakiś erotyczny poker, po prostu
chcę spróbować, żeby wiedzieć jak to jest. Może nawet tego pragnę…?
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 15:13
      proces sloneczko - piekna pogoda jest - idz na spacer, zamiast puszczac tu takie
      zenujace podpuchy lepiej puszczaj kaczki na stawie...
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 15:19
        Wybacz, ale nie jest to wypowiedź na temat. Nie jestem Twoim "słoneczkiem". Daj
        się wypowiedzieć innym i nie przeszkadzaj.
        • misssaigon Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 15:49
          wypowiedz jest na temat w tym takze na twoj i powstala w oparciu o twoj
          "imponujacy" dorobek na róznych forach GW
          • ewolwenta Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 00:08
            Też mi się dziwnie ten nick kojarzy
            A swoją drogą co to ma do seksu w małżeństwie ?

            • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 01:37
              ewolwenta napisała:

              > Też mi się dziwnie ten nick kojarzy

              Może masz tę przypadłość, jak taki jeden żołnierz? Też mu sie wszystko dziwnie
              kojarzyło. Nawet biała chusteczka. Tylko z jednym mu sie kojarzyło.

              > A swoją drogą co to ma do seksu w małżeństwie ?

              Oto jest pytanie. Czy seks pozamałżeński należy do tematyki tego forum? Bo jeśli
              nie, to nie powinniście tu pisać o zdradzie.
            • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 02:44
              ewolwenta napisała:

              > A swoją drogą co to ma do seksu w małżeństwie ?

              Może nie czytasz nagłówków forów, ale ja tak:
              "Forum o problemach z seksem w długich związkach - niekoniecznie małżeńskich[...]"
              Teoretycznie mógłbym pod ową problematykę podciągnąć problemy seksu w byłym
              Związku Radzieckim. Był długi? Uprawiano w nim seks?
              • ewolwenta Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 19:46
                > Może nie czytasz nagłówków forów, ale ja tak:

                zapewniam, że czytam :)))))))

                > Teoretycznie mógłbym pod ową problematykę podciągnąć

                podciągnąć to dobre słowo:)
    • gomory Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 15:21
      Sprawa jest trudna dla Ciebie, bo nie dla nikogo z tego forum ;).
      Trudno zgadnac, ani nic o Tobie nie wiem, ani ze mnie zaden seksuolog. Na pierwszy rzut oka moznaby stwierdzic, ze masz skrywane ciagotki homoerotyczne/biseksualne. Poniewaz je jednak wypierasz jako "nienormalne", to chowasz sie za fasada kobiety ktora moglaby byc odgromnikiem faktu, ze nie jestes pogodzony ze swoimi preferencjami.
      Dla Ciebie samego szkoda, ze nie dokonales takich eksperymentow z diabolicznym trzecim bokiem zanim poznales zone.
      • zlosnica100 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 12.09.07, 10:30
        Trzecim bokiem, okiem czy zbokiem...? kurcze bo analizuje i nie
        wiem :))))
        • gomory Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 12.09.07, 12:29
          Bokiem - mialem na mysli trzeci bok uczuciowego trojkata.
    • syriana Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 17:43
      a cóż w tym perwersyjnego czy zboczonego?

      ot, "chcesz spróbować, żeby wiedzieć jak jest", jakieś homoseksualne ciągotki
      (które wszyscy ponoć mamy) wychodzą z Ciebie teraz akurat gdy wszystko już
      widziałeś i nic zaskakującego nie ma do zdobycia

      w czym problem?
      każdy jakieś bziki swoje ma, troskliwie hodując i dopieszczając je w głowie

      Twój jak najbardziej może z głowy wyjść, bo jest do zrealizowania
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 02:56
        Widzisz, ja próbowałem seksu z dwoma kobietami, nawet z trzema. I to nie jest
        tak, że przyjemność mnoży się razy dwa albo trzy. Jest inaczej, nie lepiej czy
        gorzej.
        Nigdy tak wprost, w sensie ścisłym, nie dzieliłem się kobietą podczas seksu.
    • glosatorr A ja sobie myślę i myślę... 08.09.07, 20:09
      Cześć proces (masz śliczny taki nick, że hey :-)

      Ja dostałem taki list:

      proces7 napisał:

      > Sprawa jest trudna, choć jak myślę to Forum jest wypełnione właśnie takimi
      > zapytaniami.

      Chłopie co Ty gadasz. Te Forum jest wypełnione dwoma kategoriami pytań. Pierwsza
      kategoria to pytania pań zastanawiających się czemu ich faceci mają problem a
      druga kategoria to listy panów zastanawiających się czemu ich Panie mają
      problem. Także tu generalnie można spotkać wyłacznie problemy dotyczące pani i
      pana - w różnych konfiguracjach.
      Twój problem, o ile mnie pamięć nie myli - nie był poruszany.
      A jak brzmi Twój problem?

      "Dziś straciłem zainteresowanie seksem, uprawiam go naprawdę sporadycznie" -
      kiedy czytałem ponownie Twój mail zastanawiałem się - z kim uprawiasz ten seks
      (sporadycznie) w końcu kapnąłem się, że masz kobietę. Czyli masz tam jakąś żonę.
      Związek jest nijaki - jak to ująłeś. I jesteś heteroseksualny. A tu nagle srrrrru!
      Wpadł Ci w oko facet - "taki magiczny" - normalnie przysiadłem. Już siebie
      wyobraziłem w sytuacji, gdzie mam normalną rodzinę, żonę - a nagle w oko mi
      wpada chłopak "magiczny" - i mnie zemdliło. Sorry - ale ja jestem
      heteroseksualny i mnie zemdliło. Jak sobie wyobraziłem, że "to" robi facet z
      facetem - to mnie pokrzywiło. I od razu mówię - nie mam nic do homoseksualistów
      - słowo. Ale mnie zemdliło.
      Bo jestem heteroseksualny.
      No i tu się pojawił Pan, który oczarowany jest innym "magicznym" Panem.
      No i ja się zapytałem (mdliło mnie, ale się zapytałem) - no to co go
      powstrzymuje? Podoba mu się facet? Podoba - no to do dzieła panie Proces -
      zaczynaj ten proces zdobywania "magicznego gościa".
      I tu nagle mnie coś zastanowiło: pomijając opis "magicznego chłopca", który jest
      typowo geyowski (proszę przeczytać uważnie) padło pytanie:
      " Nie wiem, czy to normalne, ale chciałbym się do niego zbliżyć, właśnie w
      sensie erotycznym.". Po Twoim opisie tego "magic boya" nie miałem wątpliwości,
      że nie chcesz z nim iść na piwo, czy łowić ryby, ale zgodnie z zasadą: "by mieć
      zawsze smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek" - chodzi Ci o to by "magic"
      chłopa przelecieć. To nie jest normalne u "heteroseksualnego" faceta, ale co tam
      - pomyślałem - świat od dawna oszalał, ludzie chcą doświadczyć nawet kochania
      się na dachu pędzącego pociągu - to czemu mu tego bronić?! Niech go bzyknie!
      Ale nie potafiłem powiedzieć, że to jest normalne. Dla gaya - to jest normalne.
      Ostatnio nawet pewien artysta muzyk się do mnie przystawiał na pewnej imprezie
      Multi-kulti, ale ja mu wyjaśniłem, że ja nie z tych, że ja kocham ale wyłacznie
      Panie, a nie Panów - bo jestem hetero. I zostaliśmy kumplami - ale by "To" robić
      z facetem (znowu mnie mdli).

      No i Proces zamiast się pytać, to wciągnąć tego "magickmana" do łóżka i go
      lubieżnie wyłomotać wpadł na pomysł, jak z internetowego pornola.
      "Chciałbym zrobić to z nim i z kobietą. Ona jako ta trzecia. Albo pierwsza.
      Problem w tym, że nasze partnerki w żadnym razie nie poszłyby na ten układ"

      No i tu mnie szlak trafił. Ja rozumiem, że facetowi może coś pyknąć pod sufitem.
      Zdarza się - np. po kilku głębszych, potrafi się obudzić , nago, przytulony do
      kilku nagich kolegów. Ale wtedy jak już mu przejdzie pierwsza w miarę trzeźwa
      myśl, że to, co mu się wydaje jest niemożliwe do zaistnienia i pyta się kumpla:
      "Zdzichu, czy myśmy to po pijaku zrobili?" - Każdy skacowany Zdzich powie:
      "Mietek, to niemożliwe".
      Ale by po trzeźwemu, dwóch facetów - bo ten drugi też hetero - mieliby to robić
      sami ze sobą i to jeszcze na oczach swoich partnerek i to na trzeźwo - to mi się
      wydaje, że trzeba się mocno narąbać, by odwalać taką perwerę!
      Ich dziewczyny, żony, konkubentki są normalne - jak to stwierdził Pan proces.
      Panie proces - powiem szczerze - jeśli chcesz Pan bzyknąć innego faceta - to
      najpierw Pan pójdź i sam na sam się go zapytaj - tak w cztery oczy. Jeśli nie
      zarobisz od tego "magic chłopa" w szczenę, to dziękuj szczęściu i umówcie się na
      wspólne migdalenie się. Ale nie mówicie o tym swoim Paniom - bo jeśli one są
      normalne, to obu Was wykopią na zbite pyski i gadanie, o "spokojnym, rodzinnym,
      sporadycznie" seksie - odejdzie do lamusa. Jeśli te Wasze Panie są normalne, jak
      twierdzisz, to popatrzą na wasze tete a tete jak na homoseksualną zdradę i bye
      bye - spokojnie, szare życie.
      Może z Magickboyem założycie nieformalny, geyowski związek - ale nie wróże wam
      długiego pożycia.
      No... a teraz odpowiem na Twoje pytania:

      Ja myślę, że masz mocno narąbane w tej swojej łepetynie. Nie powiem więcej, bo
      się obrazisz.

      > Czy to nie jest jakaś chora perwersja, a może wręcz zboczenie?

      To nie jest perwersja, to mocny odchył od normy - zboczenie, to za duże słowo -
      ja bym zastosował słowo "aberracja"
      Takie przeskoczenie iskry na synapsach, jak ktoś za dużo pornoli sobie z nudów
      obejrzy i potem mu głupie myśli po głowie chodzą.

      > nie byłoby to wykorzystaniem kobiety jako narzędzia?

      Oczywiście - byłoby to zdradą i upokorzeniem.
      Zresztą - zakładając, że de gustibus... może jej by się to spodobało?
      Ale może nie znam życia - a może znam, ale poza widokiem, wpychającego sobie do
      tyłków fallusa facetów, może je zarajcuje? Ale czy się spodoba? Śmiem wątpić.

      > Myślałem o kobiecie z agencji
      > towarzyskiej, na jakieś party, ale to nie to.

      Czemu nie to? Chłopie - od razu 10 panienek, niech Was otoczą śpiewając
      marsyliankę, trzymając w dłoniach płonące pochodnie a Ty z Magicmanem
      rozpoczynacie grę pt: byk i jałówka! Idź na całość!

      > To byłoby smutne i byle jakie.

      Smutne jest to wszystko co piszesz, ale co tam - raz się żyje - weź Magicka na róg!

      O "uczuciach i cieple" zapomnij, raczej pomyśl, jak Cię potem może tyłek
      boleć!~- ale w w tym co by Ciebie lub/i Magicka czeka uczucia nie ma za grosz. O
      cieple nie wspominając.

      > Czy po tym nie czułbym się źle, głupio? Nie wiem.

      Nieee - czułbyś się zapewne obolały. Ale co tam dużo myślisz - Ty już chcesz,
      więc do boju! Nabij Magicka na lancę! Doświadcz nieznanego!
      ;)

      Wątpię, byś tutaj znalazł takiego z takimi jak Twoje marzenia doświadczeniami.
      Ja znam tylko jednego, który chciał posmakować takich wrażeń i zaprosił z
      jednego portalu randkowego parkę. Chcieli zrobić czworokącik. No i wszystko było
      cacy do chwili, kiedy koleś wszedł w zaproszoną panienkę, nagle kątem oka
      zobaczył swoją małżonkę powstrzymującą wymioty i jak mu tyłek nie rozerwie
      potok bólu!
      Jak wrzasną i wyrwał swój korzeń z zaproszonej Pani, jak o mało nie stracił
      głosu od tego ryku, gdy zrozumiał, że pan będący z tą zaproszoną Panią, nie był
      wogóle zainteresowany jego żoną, ale mężem tej żony a dokładnie jego pupą! Do
      dzisiaj przestał mieć erotyczne marzenia i docenia, że żona z nim została. Tylko
      denerwuje go czasami, jak stęknie w sraczyku: wtedy słyszy rechot żony. Bardzo
      go do dzisiaj to drażni.

      > chcę spróbować, żeby wiedzieć jak to jest.

      Pewna mądra koleżanka napisała tutaj - że czasami nasze pragnienia i marzenia
      lepiej niech zostaną w fazie pragnień i marzeń bo ich materializacja może wyjść
      zupełnie poza ramy wyobraźni...
      • proces7 Re: A ja sobie myślę i myślę... 09.09.07, 02:49
        glosatorr napisał:


        > Pewna mądra koleżanka napisała tutaj - że czasami nasze pragnienia i marzenia
        > lepiej niech zostaną w fazie pragnień i marzeń

        Jest takie przysłowie, mniej więcej brzmi tak: Gdyby Bóg chciał Cię ukarać,
        spełniłby Twoje marzenia.
        Ciekawy list, dzięki Glosatorr.
    • substantiv Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 08.09.07, 20:26
      tobie chyba brakuje meskiej przyjazni, w chasach fobi homosealnej o
      taka nie latwo.

      jednak dziwne jest to twoj niby brak zainteresowania sexem, a tu
      nagle taka jazda. przyznasz chyba, ze brzmi to malo spojnie...

      + + +
      Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
      ♫
    • b_masztalska Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 11:41
      proces7 napisał:
      > Myślicie, że ze mną wszystko jest w porządku? Czy to nie jest jakaś chora
      > perwersja, a może wręcz zboczenie?

      Absolutnie nie! Nie wpadaj w kompleksy.
      Taki list może napisać tylko bardzo wrażliwy człowiek. Czuję romantyczną duszę.
      Chyba Twoja żona, to straszna nudziara. Przepraszam, ale chyba nie docenia
      Ciebie. Musi być oszczędna. Szkoda jej na świeczki i na 0,5kg łososia na kolację?
      Myślę, że jesteś nieśmiały. Bardzo. A liczba kobiet, które przewinęły się w
      Twoim życiu, tego wcale nie wyklucza. Jesienny smutek i melancholia, wewnętrzny
      ból, a nawet i wyzuty sumienia- taką melodię usłyszałam, czytając Ciebie.
      Właśnie Twój list zatrzymał mnie na dłużej w tym dziwnym miejscu. Bo jest białym
      krukiem. Wiesz, pasujesz do wierszy Byrona, tego Napoleona poezji XIX wieku.

      > Miałem w swym życiu cała masę kobiet, często były to przelotne związki. Dziś
      straciłem zainteresowanie seksem, uprawiam go naprawdę sporadycznie, sytuację
      osobisto- rodzinną mam stabilną i nijaką zarazem.
      Rutyna życia domowego nie jednego sprowadziła na manowce. Chociaż Twoje marzenia
      mają wg mnie przyzwoite zabarwienie.
      Musisz mieć dobry gust. Chyba zawsze kupujesz to co najlepsze i w najwyższym
      gatunku. Widzisz, buduję Twój portret psychologiczny. :)
      Skoro istnieją na świecie haremy, to dlaczego kobieta nie mogłaby mieć kilku
      mężów na raz? Nie byłaby to zdrada. Wszystko byłoby wtedy uczciwe. W każdym z
      partnerów taka wierna żona kochałaby coś innego. W połączeniu w trójkątną całość
      mógł to być związek idealny.
      Twój list sprawił, że mam w głowie karuzelę myśli. Obudziłeś we mnie wspomnienia
      z przeszłości. Ale to zbyt osobiste. Nie wiem, czy się zdobędę na odwagę napisać
      o tym. Ale jak już, to napiszę o tym w Twoim wątku.
      Nie potępiam Twoich marzeń. Chciałabym podnieść na duchu chociażby tym listem.
      Dobrego dnia, Child-Haroldzie.:)
      Pozdrawiam, Bronisława
      • animari Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 12:17
        Na mnie także ten list wywarł ogromne wrażenie. Myślę, że całkiem fajnie byłoby
        tak z dwoma jednocześnie. Nie każdy układ i sytuacja by mi odpowiadała
        oczywiście. Ale założywszy, że obaj by mnie pociągali i obaj stali się dla mnie
        bliscy to myślę, że trudno by mi było oprzeć się takiej propozycji, złożonej
        przez taką parę.
        Perwersja ? Zboczenie ?
        A ja myślę, że wiele osób po prostu żyje w zakłamaniu i boi się napisać co
        naprawdę myśli. Trzeba mieć odwagę przyznać się, a może i próbować swoje
        pragnienia realizować. Oczywiście nie na siłę i nie robiąc z kogoś trzeciego
        elementu układanki, to już lepiej jak dwóch panów tylko się spotka.
        Prawdę mówiąc ja też się wstydzę napisać na swoim stałym loginie to co tutaj
        zamieściłam powyżej.
        Pozdrawiam.

        • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 13:41
          animari napisała:

          > Na mnie także ten list wywarł ogromne wrażenie.

          Bez przesady, ja tu przyszedłem z problemem, może dla Was śmiesznym, ale dla
          mnie poważnym.
          • animari Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 14:47
            Nie śmiałabym się nigdy z takiego tematu. Poruszyłeś nim moje serce i może marzenia.
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 13:39
        b_masztalska napisała:


        > Skoro istnieją na świecie haremy, to dlaczego kobieta nie mogłaby mieć kilku
        > mężów na raz?

        Dzięki Ci Bronisławo, tak mi się wydaje, że jestem feministą. Ty pomogłaś mi
        odkryć w sobie ten zakamuflowany feminizm. A popatrz, a tylu ludzi posądza mnie
        o mizoginię.
    • 1.bazyl Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 09.09.07, 14:07
      "W sumie nie wiem nawet jak wygląda, ale
      widziałem fotografie jego kolekcji noży i filiżanki z przyrządzoną
      przez niego
      kawą."

      Powiem szczerze - to jedno zdanie zwalilo mnie z nog. Chlopie, nie
      wiesz nawet jak wyglada obiekt Twoich marzen erotycznych! Nie
      wyobrazam sobie, zebym mogla poczuc jakis nieodparty pociag do kogos
      na podstawie fotografii kolekcji jego nozy! No chyba ze to taki
      smaczek sado-maso dodatkowo ma byc...?

      Jak dla mnie, to jest to marzenie faceta, ktory "chcialby, ale boi
      sie" sprobowac, jak moze byc inaczej. A obecnosc zony odbieram
      raczej jako potrzebe takiego wentyla bezpieczenstwa...

      Zastanow sie, zanim spotkasz sie z Twoim Wymarzonym (czy wziales pod
      uwage ze moze to byc staruszek pamietajacy czasy wojny japonsko-
      rosyjskiej i gubiacy szczeke w zupie?), jak zmieni to Twoje zycie -
      czy rzeczywiscie w pozadany przez ciebie sposob...
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 09:52
        1.bazyl napisała:

        > Powiem szczerze - to jedno zdanie zwalilo mnie z nog. Chlopie, nie
        > wiesz nawet jak wyglada obiekt Twoich marzen erotycznych!

        Mało tego, on wcale najprawdopodobniej nie jest mną zainteresowany.
        Zainteresowany w "ten" sposób.
        Masz rację.
        • zlosnica100 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 12.09.07, 10:54
          Ten "mag" zadziałal jak "wyzwalacz" nieuswiadominych pragnień;
          mrocznego, wysubliomowanego seksu...pełnego ładunku erotycznego i
          tyle.
          Osoba Pana jako Pana jest nieistotna-fascynacja zrodzila sie ze
          skojarzeń w tym też np; zapachu kawy znad tych filizanek :)
          Rozumiem to troche.Powiew 19-tego wieku :)
          • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 12.09.07, 18:28
            zlosnica100 napisała:

            > Osoba Pana jako Pana jest nieistotna

            No właśnie, przecież tu nie chodzi o mnie, a o spojrzenie i zapach. No ale jeśli
            ktoś pozbawiony jest estetycznych zmysłów, to czepia się do zestawu znaków,
            które tworzą pseudonim.
    • b_masztalska Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 01:06
      proces7 napisał:
      >Chciałbym zrobić to z nim i z kobietą. Ona jako ta trzecia. Albo >pierwsza.
      …ona musiałaby być nam obu bliska, zaufana.

      Nie mogę spać. Ta sprawa nie daje mi spokoju. Nie spotkałam się wcześniej z taka
      szczerością i z takim wewnętrznym bólem.
      Tarota nie znam, ale wróżyć potrafię. Mam karty- spadek po babci.
      Miałam włączony komputer i post Procesa, dla lepszej akumulacji pól
      energetycznych. Karty- krzyżem maltańskim przed klawiaturą.
      Co wyszło? Nie uwierzycie, ale jednak!!!
      Dwa Króla i pośrodku Dama. Ale jaka.:( Dama pikowa, niech ją szlag trafi.
      Procesie, wniosek jednoznaczny- nadziei nie tracić, ale na Damy uważać i być
      czujnym. Mówię poważnie. Moje wróżby zawsze się sprawdzają. Wszystkie koleżanki
      z pracy do mnie przychodzą, jak mają problemy. Mam na koncie 2 skojarzone
      małżeństwa, a propos.
      Jutro pokombinuję z wahadełkiem, o co z tą Damą chodzi. Ale mam przeczucia, ze
      to nimfomanka. Bez pośpiechu, Procesie.:)
      Cierpliwości, a... wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń.
      Uszy do go góry.:)
      Pozdrawiam ciepło, Bronisława.


      • ewolwenta Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 09:22
        b_masztalska mam nadzieję że się nabijasz?
        • b_masztalska Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 09:50
          Nie, nie nabijam się. Jestem poważna osobą. Nie rozumiem pytania,
          prawdę mówiąc. Nie wierzysz we wrózby?
          • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 09:54
            b_masztalska napisała:

            > Nie wierzysz we wrózby?

            Prawdę mówiąc, to ja też absolutnie nie wierzę.
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 09:50
        Dziękuję Ci Bronisławo, dziś żałuję, że to napisałem. Miło mi było przeczytać tu
        słowa ludzi, którzy próbowali coś wyjaśnić bądź wyrazić opinię, która mogłaby mi
        pomóc. Niemniej jednak nie powinienem był o tym pisać. Z pewnymi problemami żyje
        się samotnie i w milczeniu czekając na upływ czasu.
        • b_masztalska Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 11:27
          proces7 napisał:

          > Dziękuję Ci Bronisławo, dziś żałuję, że to napisałem.
          Z pewnymi problemami żyje się samotnie i w milczeniu czekając na upływ czasu.

          Procesie, mam wątpliwości, czy powinnam była pisać wczoraj o wróżbach.
          Niektórzy wzięli to za nabijanie się. Przykro by mi było, jakby i Ty podobnie
          potraktował mój post. Nie wzięłam pod uwagę, że to Forum jest o seksie i jego
          braku, a nie o magii. Ale kierowały mną emocję.
          Czasami w miejscach bardzo odbiegających od magii i czarów można niespodziewanie
          spotkać listy, które posiadają w sobie dziwny urok i wywołują w różne uczucia:
          próbę zrozumienia, współczucie, zachwyt, podziw, lub gniew i złość.
          Tak wyszło i z Twoim listem, Procesie.
          Marzenia, ktore praktycznie nie mają szans na spełnienie, pozostają
          najpiękniejsze i warto takie marzenia posiadać. Oczywiście takie, ktore nie
          krzywdzą innych.
          Ja jednak nie zdobyłam się na odwagę i przemilczę moja historię.

          Z wyrazami szacunku, Bronisława.
    • zu_zhan Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 11:09
      jesteś ofiarą niespełnionych uczuć proces bardzo ci współczuje :-(

      Znam parę takich małżeństw, w których żony wiedzą, domyślają się,
      przeczuwają, że ich mężczyzna jest gejem. Przebywają w
      homoseksualnych oparach, bo wokół męża wciąż kręcą się jacyś
      chłopcy, mężczyźni, ale nie chcą z tego wyciągnąć wniosków. Czasem
      hipokryzja jest tak daleko posunięta, że mężczyzna pozwala sobie na
      pokazanie prawdziwej natury tylko w agencjach towarzyskich albo z
      dala od domu, kiedy żona nie widzi. Na zasadzie szybkiego
      wyładowania seksualnego. To jest najgorsze
      --
      • wiktoriada111 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 12:27
        Wiem,że mój post nie wniesie niczego do dyskusji, ale powtórzę za
        misssaigon... paskudna, mdląca, wymyślona prowokacja trolla. Fuuu!
        Szyta grubymi nićmi, nie trzymająca się kupy!! I akurat zamieszczona
        na tym forum... szkoda mi czasu na dalsze klikanie, życzę miłego
        dnia wszystkim!
        Glosator, piękna wypowiedź, jak zawze...ale nie szkoda Ci bylo czasu?
        • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 12:56
          wiktoriada111 napisała:

          > Wiem,że mój post nie wniesie niczego do dyskusji,

          To po co go piszesz?

          > ale powtórzę za misssaigon...

          Powtarzanie za innymi, to bardziej chyba podchodzi pod trolling czy spam, hę?
          Wiesz, że post nic nie wniesie i wiesz, że powtarzasz. Może po prostu pomyśl?
          • wiktoriada111 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 15:05
            No właśnie proces,na zasadzie "uderz w stół"... tylko czekałam na
            Twoją odpowiedź... tak zaciekle się bronisz i odszczekujesz na każdą
            krytyczną uwagę,że az mi się sama buzia cieszy... ale troluj na
            zdrwowie, przynajmniej mi się nie nudzi... tylko wybieraj inne fora,
            bo na tym ludzie naprawdę oczekują pomocy i rady.
            • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 15:23
              wiktoriada111 napisała:

              > bo na tym ludzie naprawdę oczekują pomocy i rady.

              A ja nie jestem człowiekiem i nie potrzebuję pomocy i rady? Poza tym, dziwi mnie
              Twoje nastawienie do mnie. Pierwszy raz w życiu z Tobą rozmawiam, a od razu się
              mnie uczepiłaś.
              Ani Cię znam, ani poznać nie chcę.
      • proces7 Re: Ona i my dwaj czy on i ja z nią? 10.09.07, 12:59
        zu_zhan napisała:

        > pokazanie prawdziwej natury tylko w agencjach towarzyskich

        Nie słyszałem w Polsce o agencjach towarzyskich dla gejów. Owszem, możliwe, że
        takie są, ale nigdy się z tym nie zetknąłem, w mediach czy reklamie.
    • b_masztalska Moja historia, ich historia... 11.09.07, 18:21
      Sprawa stara, bo ma już 5 lat. Po tej sprawie w spadku otrzymałam moich
      aniołków- Aurorę i Bruno. Urocze bliźniaki stanowią teraz mój jedyny sens życia.
      Ich matka, a moja siostra nie żyje. Zginęła wraz z moim mężem, a ojcem
      chrzestnym bliźniaków, w wypadku samochodowym.
      I tu przechodzę do sedna tej tragedii.
      Świętej pamięci mąż 7 lat temu pracował na kontrakcie w Puerto Rico. Był
      utalentowanym inżynierem budowlanym. Po dwóch latach wrócił, ale nie sam. Na
      urlop do Polski przyjechał jego znajomy. Diego był miłym i niezwykle
      atrakcyjnym mężczyzną. Wszyscy się nim zachwycali, a on był zachwycony Polską.
      Poznałam jego z moją siostrą. Coś między nimi zaiskrzyło. Diego przeprowadził
      się do niej i w duchu niezwykle byłam ucieszona, że moja siostra, która miała
      już 30-kę na karku, ułoży sobie życie. I tak się stało. Nie wyjechali do Puerto
      Rico. Byłam podwójnie szczęśliwa. Mąż załatwił Diego prace w tej samej
      korporacji, gdzie i sam pracował. Siostra urodziła bliźniaki, chłopca i
      dziewczynkę- Bruno i Aurorę.Głupie imiona, jak na mnie, ale Diego tak sobie
      zażyczył. Pamiętam, jak dziś, tamten feralny poniedziałek. Zadzwoniła strasznie
      spanikowana siostra, bliźniaki dostały jakieś tam wysypki i gorączki. Ona
      mieszkała na drugim końcu Warszawy. Zdesperowana poszłam do garażu i wzięłam
      samochód męża. Jechałam na złamanie karku. Żółte ...może zdążę?. Czerwone ...
      ostre hamowanie. Schowek się otworzył, a jego zawartość wylądowała na dywaniku
      przy siedzeniu. Zaczęłam zbierać rozsypany plik zdjęć. I wtedy.... zablokowałam
      drogę. Osłupiałam. Nie miałam siły się ruszyć, nacisnąć na gaz. Włączyłam
      postojowe i siedziałam, patrząc tępo na te zdjęcia. Był na nich Diego i mój mąż.
      W niedwuznacznej sytuacji.. Nigdy wcześniej nie widziałam, jak geje to robią. To
      nie był przyjemny widok. Nie pojechałam do siostry, nie wróciłam do domu.
      Pojechałam do ciotki, która mieszkała pod Warszawą. Mąż zaczął mnie szukać.
      Dzwonił do siostry i do rodziny. Wytropił mnie. Chyba domyślił się przyczyny.
      Tchórz. Bał się jechać sam. Nie wiem, w jaki sposób przekonał moją siostrę, żeby
      pojechała z nim razem do ciotki. I już nigdy się nie dowiem. Poślizg i czołowe
      zderzenie z tirem...
      Diego wrócił do Puerto Rico. Na szczęście nie chciał zabrać tam dzieci. Teraz
      mają mnie, a ja mam dla kogo żyć.
      Mam jeszcze komputer i moje wróżby. I żadnego mężczyzny... żadnego! Wystarczy
      mi tego, co już mam, miałam...
      Nieszczęścia przyczyniają się do tego, ze potrafimy bardziej współczuć i
      rozumieć innych ludzi.
      Mój mąż nie był zły, Diego też nie. Byli po prostu inni...
      • herbatka.jasminowa Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 19:29
        Piękne to i wzruszające zarazem


        jaki wesoły początek wieczorku po nudnej wywiadówce..
      • proces7 Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 19:39
        Wzruszające.
        • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 19:42
          Tak, bardzo wzruszające.
          • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 09:41
            Nadziejkaa, Proces7- dziękuję. :)
            Wasze słowa tylko potwierdzają tezę, że
            >nieszczęścia przyczyniają się do tego, ze potrafimy bardziej
            współczuć i rozumieć innych ludzi.
      • druginudziarz Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 21:03
        b_masztalska napisała:

        > Sprawa stara, bo ma już 5 lat. Po tej sprawie w spadku otrzymałam moich
        > aniołków- Aurorę i Bruno. Urocze bliźniaki stanowią teraz mój jedyny sens życia
        > .
        [ciach]

        ;)
        hue hue hue
        Unikam wątków z trolem w roli głównej ale tym razem warto było, choć oczywiście
        nie przeczytałem nawet ćwierci.
        • prosto_mary Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 23:46
          druginudziarz napisał:

          > Unikam wątków z trolem w roli głównej ale tym razem warto było, choć oczywiście
          > nie przeczytałem nawet ćwierci.

          Ja przeczytałam 45% i [ciach]
          Do dupy. Niektóre baby są durne, albo udają idiotek.
          Masztalska- Święta Matka Teresa. Już wierzę.
        • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 09:44
          druginudziarz napisał:

          > Unikam wątków z trolem w roli głównej ale tym razem warto było,
          choć oczywiście
          > nie przeczytałem nawet ćwierci.

          Ja się tylko zastanawiam, dlaczego jak piszemy o sobie prawdę, to
          nikt (prawie) nie daje temu wiary, a ładne kłamstewko każdy kupuję?:(
          • glosatorr Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 10:24
            b_masztalska napisała:

            > druginudziarz napisał:
            >
            > > Unikam wątków z trolem w roli głównej ale tym razem warto było,
            > choć oczywiście
            > > nie przeczytałem nawet ćwierci.
            >
            > Ja się tylko zastanawiam, dlaczego jak piszemy o sobie prawdę, to
            > nikt (prawie) nie daje temu wiary, a ładne kłamstewko każdy
            kupuję?:(

            Może dlatego, że tutaj większość ludzi to nie nastolatki, ale Ci,
            którzy jednak trochę znają zycie?
            Nie ukrywam, że ja przeczytałem Twoją historię i mam też koleżankę,
            która odkryła, iż jej mąż jest kryptogeyem. O mało go za to nie
            zabiła. Tak więc czytając o tym jak kobieta jedzie samochodem i
            opisuje szok widząc fotografie pozostawione przez męża geya - wybacz
            a potem chlipie nad jego grobem - u mnie przynajmniej pachnie
            nędznym Harlequinem. I nie powinnaś się gniewać, iż ludzie w takie
            bajki nie wierzą.
            • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 11:24
              glosatorr napisał:
              > a potem chlipie nad jego grobem - u mnie przynajmniej pachnie
              > nędznym Harlequinem. I nie powinnaś się gniewać, iż ludzie w takie
              > bajki nie wierzą.

              Ja się nie gniewam, ale też nie chciałam pisać tu długiej powieści.
              Być może stąd i pewne nieścisłości, które wywołały taką, a nie inną
              reakcję. Nie jestem pisarka, tylko zwykłą kobietą, która zdobyła się
              na odwagę i opowiedziała swoją historię na tym Forum.
              Myślę, że ludzie nie wierzą, bo zbyt powierzchownie odbierają
              włożony w słowa sens.
              Napisałam prawdę, tak, jak było i co czułam. A czy każda ludzka
              reakcją powinna iść udeptanym torem? Czas też leczy rany, a z
              perspektywy lat oceniamy wiele rzeczy inaczej.
              Czy miałam napisać, że mój maż był zły, jak nie był? Dbał o dom, nie
              uderzył, nie podniósł głosu. Niczego mi nie brakowało. W
              seksie...też nie było złe. Teraz obwiniam siebie, że być może to ja
              nie potrafiłam dać mężowi tego, czego pragnął,a czego mu brakowało w
              łóżku. A on nie potrafił mi o swoich pragnieniach powiedzieć.
              Kochałam mojego męża. Miłością wielka, czystą i prawdziwą. I nic na
              to nie poradzę, że często wspominam nasze wspólne chwile, mimo
              odkrytej niemilej dla mnie prawdy o nim.
              Dziwne i rodem z Harlequina? Wydaję mi się, że jednak nie!

              Dziękuję za życzliwy komentarz, Glosatorr
              Trochę mnie podniósł na duchu, bo nie ukrywam, zrobiło mi się gorzko
              w ustach.
              Pozdrawiam, Bronisława
              • glosatorr Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 14:21
                b_masztalska napisała:

                > Ja się nie gniewam, ale też nie chciałam pisać tu długiej powieści.

                Nie chciałbym, byś się przejmowała tymi komentarzami. Twoja historia
                jednym wyciśnie łzy innych pobudzi do smiechu. Ludzie są różni.
                Róznie odbierają wszystko. Patrząc przez pryzmat własnych
                doświadczeń, dla kogoś błachy problem, dla innego może być nie do
                udźwignięcia.

                > zdobyła się
                > na odwagę i opowiedziała swoją historię na tym Forum.

                No i pisząc na Forum publicznym, gdzie poza fajnymi ludźmi może się
                pojawić ktoś, kto oceni daną wypowiedź źle, albo niewłaściwie - jest
                dosyć duża. Dlatego są ludzie, ktorzy opowiadają swoje historie - ja
                też to zrobiłem - i mogą usłyszeć komentarz: "No nieeee, to
                niemożliwe".
                Ktoś inny zastanowi się nad nią, jeszcze ktoś innych dostrzeże w
                opowieści swoje problemy, a wielu przeczyta i nie napisze nic - bo
                nie chca, aby ktokolwiek oceniał, osądzał czy komentował rzeczy dla
                nich ważne. Jeśli ma się świadomość tego co napisałem wyżej -
                naprawdę pisanie na Forum może dawać wiele ciekawych doświadczeń.

                > Myślę, że ludzie nie wierzą, bo zbyt powierzchownie odbierają
                > włożony w słowa sens.

                I dokładnie tak jest! Ludzie nie mają szansy dogłębnie
                przeanalizować "przypadek" albo umieszczony "przykład". To mogą
                zrobić wyłacznie aktorzy "na scenie" - czyli uczestnicy tej historii.
                Szansa na zrozumienie jest - ale zależy od osobistych doświadczeń i
                przypadków Czytelników.
                Jeśli ktoś wejdżie i napisze, że w czasie seksu lewituje - każdy
                mający jakąś tam wiedzę powie, że to niemożliwe. Ale z drugiej
                strony ktoś, kto poznał pewne doświadczenia tantryczne, ktoś kto
                widział lewitających mnichów, może nawet z lekkim przymróżeniem oka
                powiedzieć, że w sumie czemu nie?

                > Napisałam prawdę, tak, jak było i co czułam. A czy każda ludzka
                > reakcją powinna iść udeptanym torem?

                Nie - ale np. w miejscu, gdzie zebrali sie ludzie, ktorzy czasami
                latami czekają aż ukochany/a poświęcą im więcej czasy, przytulą,
                będą się kochac, porozmawiają, wysłuchają etc - znajdą opis, że np.
                ktoś nie wie jak uprawia się seks, albo czyta Twóją historię, to
                znając już trochę życia, mają wątpliwości.
                Ja sam mógłbym opisać coś ze swojego życia, w co by nikt nie
                uwierzył. Ale nie widzę sensu pisać o tym, bo po co?

                > Czy miałam napisać, że mój maż był zły, jak nie był?

                Jeśli podejść w ten sposób - bezsensem jest mówienie o kimś, że jest
                zły. Bo to jakieś postawienie się w sytuacji moralnego sędziego,
                który ocenia postępowanie innego człowieka i wydaje sąd nie o
                czynach ale o człowieku. Bezsens!
                Można powiedzieć, że Twój mąż postąpił źle - ale że jest zły? No nie!
                Nikt nie jest doskonały. W sumie Twój mąż mógł powiedzieć prawdę.
                Mógł zrobić wiele rzeczy, które pokazałyby go w lepszym świetle. Nie
                chcę gdybać - bo po co? Na pewno zależało mu, byś Ty nie wiedziała
                wielu rzeczy. Ale czy kierował się tym, że Ty go znienawidzisz jak
                poznasz prawdę, albo go nie zrozumiesz? Nie oznacza, że ktoś jest
                zły. Można powiedzieć, że był głupi, że był tchórzem, że postąpił
                niegodnie. Ale że był zły? Byloby to niesprawiedliwe. I niesłuszne.

                > Kochałam mojego męża.

                Ale chciałbym, byś zwróciła uwagę na czas przeszły - kochałaś go.
                Czy do tego czasu, kiedy odkryłaś prawdę? Czy przestałaś kochac, gdy
                zginął?
                Tu sama możesz sobie odpowiedzieć na pytanie. Myślę, że nadal go
                kochasz.

                > Miłością wielka, czystą i prawdziwą.

                Z tego co piszesz wynika, że byłaś naprawdę zakochana i uczciwa.
                I to pokazuje na autentyczność uczuć. Twóich.

                > I nic na
                > to nie poradzę, że często wspominam nasze wspólne chwile, mimo
                > odkrytej niemilej dla mnie prawdy o nim.

                I pamiętaj te miłe chwile - bo przecież ludzie powinni o nich
                wspominac i w nich szukac chociażby natchnienia, by te chwile
                powtórzyć - ale już z kims innym :))

                > Trochę mnie podniósł na duchu, bo nie ukrywam, zrobiło mi się
                gorzko
                > w ustach.

                Głowa do gory - czy ta historia dla jednych będzie prawdziwa, dla
                innych nieprawdziwa, to dla wielu będzie tak czy siak dowodem, że
                nikt - czy ten kto tu pisze czy czyta tylko - nie może być pewien,
                że w życiu nie spotka go coś takiego o czym ani ucho nie słyszało
                ani oko nie widziało :) Świat ludzkich historii jest naprawdę bardzo
                kolorowy i zaskakujący.

                > Pozdrawiam, Bronisława
                Miłego dnia.
                • prosto_mary Come Undone.... 13.09.07, 01:03
                  glosatorr napisał:

                  > b_masztalska napisała:
                  >
                  > > Ja się nie gniewam, ale też nie chciałam pisać tu długiej powieści.
                  >
                  > Nie chciałbym, byś się przejmowała tymi komentarzami. Twoja historia
                  > jednym wyciśnie łzy innych pobudzi do smiechu. Ludzie są różni.
                  > Róznie odbierają wszystko.

                  Czuję się odrobinę usprawiedliwiona powyższym postem glosatorra. Ale... skąd mam
                  ten niesmak do siebie samej? Chodzi o moje ironiczne komentarze.
                  Czy nie wyciągnęłam pochopnych wniosków, przeczytawszy 45% historii o życiu
                  Bronisławy? Czuję się tak, jakby skrzywdziłam bezbronne dziecko, chociaż
                  b_masztalską trudno by dzieckiem nazwać.
                  Ja miałam wczoraj ciężki dzień. Obarczona złośliwością jednych, nie poskąpiłam
                  jej dla drugich. W takie dni nie warto wchodzić do sieci.:(
                  Zastanawiam się, jak wygląda życie kobiety, która samotnie wychowuje dzieci? Jak
                  wygląda życie b_masztalskiej w przekroju jej urazu? Czy miała odwagę powiedzieć
                  o wstydliwej tajemnicy znajomym, rodzinie? Prawdopodobnie nie miała. Ale trafiła
                  w to miejsce, na to Forum, zahaczyła się o wątek Procesa i wreszcie wyrzuciła z
                  siebie swój ciężar. I została potraktowana prawie, jak Troll. Bynajmniej przeze
                  mnie.
                  I tak od seksu przechodzimy do rozważań życiowych- o sumieniu, o prawdzie, o
                  człowieczeństwu i znowu, wzbogaceni i oczyszczeni, wracamy do spraw seksu. I
                  dlatego powstają posty takie, jak napisał Proces, jak napisała Bronisława. Dwie
                  bardzo różne historie.
                  Podstawą jednej są wewnętrzne duchowe rozterki, podstawą drugiej- trauma i
                  przebaczenie. Niektóre rzeczy trudno zaakceptować, tym bardziej odpuścić,
                  zapomnieć. Jednak, jak widać, jest to możliwe.
                  Napisałam kiedyś watek "Czy można przedawkować prawdę?"
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=47148&w=67949048
                  Myślę, że te dwie historii nadawały by się jako świetna ilustracja do tematu.
                  Przypomniała mi się piosenka, którą chciałabym zadedykować Bronisławie wraz z
                  przeprosinami
                  www.youtube.com/watch?v=SFbDhbl3QPY
                  Uf, czy Wy wiecie, jak mi ulżyło?:)
                  • b_masztalska Re: Come Undone.... 13.09.07, 17:35
                    Mary, dzięki za piosenkę i przestań zadręczać sumienie.
                    W moją historię trudno uwierzyć nawet mnie samej. Nie wpadam w świadomą amnezję
                    tylko z powodu dzieciaków.
                    Dziękuję za piosenkę. To pierwsza piosenka, którą otrzymałam na forum.
                • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 17:30
                  glosatorr napisał:
                  Świat ludzkich historii jest naprawdę bardzo kolorowy i zaskakujący.
                  >Pozdrawiam, Bronisława
                  > Miłego dnia.

                  Mój świat, po przeczytaniu tego komentarza też się zrobił kolorowy.:)
                  Jak mało potrzebujemy, żeby poczuć się CZŁOWIEKIEM. Mną ostatnio nikt nie
                  interesował, tzn tym, co i jak czuję, odbieram. Dzieci małe, rodzice już nie żyją.
                  Niby słowa... Uśmiechnęłam się do nich, glosatorr:)
                  Pozdrawiam i życzę dobrego dnia.
                  Bronisława
            • proces7 Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 18:24
              glosatorr napisał:

              > Może dlatego, że tutaj większość ludzi to nie nastolatki, ale Ci,
              > którzy jednak trochę znają zycie?

              Empatia:). Widzisz, to nie ma znaczenia, czy opowiadane historie przez ludzi są
              prawdziwe czy nie. Nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować i dobrze.
              Jeśli nawet założymy, że są prawdziwe, to z cała pewnością obarczone ładunkiem
              subiektywizmu, hindsight bias, teorii perspektywy i temu podobnych rzeczy.
              Bronisława opowiedziała historię, która być może się zdarzyła, być może nie, ale
              jest prawdopodobna. I z perspektywy czytelnika nie ma znaczenia fakt, czy taki a
              nie inny ciąg zdarzeń i konsekwencji nastąpił, ma znaczenie to, czy jest
              prawdopodobny.
              Czy prawdopodobieństwo opowieści Bronisławy albo mojej wynosi 0 (zero)? Ja nie
              jestem w stanie określić poziomu możliwości zaistnienia tego zdarzenia.
              Natomiast wystąpiło w tym wątku parę pseudonimów, które potrafiły określić je
              jako _zdarzenia losowe niemożliwe_.
              • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 17:52
                proces7 napisał:
                > Natomiast wystąpiło w tym wątku parę pseudonimów, które potrafiły określić je
                > jako _zdarzenia losowe niemożliwe_.

                Oby tym ludziom życie nie umożliwiło doświadczyć "zdarzeń losowych".

                Proces7 czytam Twój blog. :)
      • prosto_mary Re: Moja historia, ich historia... 11.09.07, 23:47
        Masztalska, połoz się krzyżem maltańskim na klawiaturze i nie pisz więcej.
        Lepiej wróż.
        • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 19:13
          prosto_mary napisała:

          > Masztalska, połoz się krzyżem maltańskim na klawiaturze i nie pisz
          więcej. Lepiej wróż.

          Skąd taka wrogość? Nie rozumiem.
          • proces7 Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 19:24
            nadziejkaa napisała:

            > Skąd taka wrogość? Nie rozumiem.

            Na tym Forum to częste zjawisko, ale tematyka tego miejsca stanowi, moim
            zdaniem, usprawiedliwienie dla nieuzasadnionych aktów agresji.
            • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 19:25
              proces7 napisał:

              > Na tym Forum to częste zjawisko, ale tematyka tego miejsca
              stanowi, moim zdaniem, usprawiedliwienie dla nieuzasadnionych aktów
              agresji.

              Znaczy, że co? Że wszelkie niepowodzenia w łóżku najłatwiej
              wyładować tutaj, na biednych loginach?
              • proces7 Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 19:27
                nadziejkaa napisała:

                > Znaczy, że co? Że wszelkie niepowodzenia w łóżku najłatwiej
                > wyładować tutaj, na biednych loginach?

                A co lepiej na klientach, pacjentach, dzieciach czy choćby zwierzętach domowych?
                • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 19:29
                  proces7 napisał:


                  > A co lepiej na klientach, pacjentach, dzieciach czy choćby
                  zwierzętach domowych?

                  Może na swoich partnerach? W końcu to przez nich tu są.
                  • prosto_mary Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 20:22
                    nadziejkaa napisała:
                    >Może na swoich partnerach? W końcu to przez nich tu są.

                    Lub i z ich braku. ;)
                    • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 12.09.07, 20:25
                      prosto_mary napisała:

                      > Lub i z ich braku. ;)

                      O to, to ;)
                      • b_masztalska Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 17:40
                        No racja, o to, to.
                        Mam chęć do żartów;)
                        • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 18:26
                          b_masztalska napisała:

                          > Mam chęć do żartów;)

                          Sprośnych? ;)
                          • glosatorr Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 18:42
                            nadziejkaa napisała:

                            > b_masztalska napisała:
                            >
                            > > Mam chęć do żartów;)
                            >
                            > Sprośnych? ;)

                            Od sprośności to jestem tutaj ja :)))
                            • nadziejkaa Re: Moja historia, ich historia... 13.09.07, 19:46
                              glosatorr napisał:

                              > Od sprośności to jestem tutaj ja :)))

                              Tak? O, to dobrze wiedzieć. Jak coś, to udam się prosto do Ciebie ;)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka