Dodaj do ulubionych

...........koniec romansu :(

13.02.08, 21:01
Po kilku miesiącach romansu,zostałam sama,zakomunikował mi,że
poprawiły mu się relacje z żoną i nie potrafi już na dwa fronty.Nie
mam komu tego powiedzieć a muszę wyrzucić to z siebie więc piszę do
Was,nie oczekuję tu morałów bo dobrze wiedziałam w jaki pcham się
układ,a refleksji od osób,które to mają za sobą,jak sobie
pomóc "po",kiedy staje się znów na nogi bo pierwszy raz przez to
przechodzę.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: ...........koniec romansu :( 13.02.08, 21:15

      myślę że ta piosenka z refrenem "on nie kochał żadnej z nas" mogłaby
      byc niezłym poczatkiem kuracji
    • sylwiamich Re: ...........koniec romansu :( 13.02.08, 21:26
      Dominika..mi pomagało że ja mam szansę na coś fajnego.I mam to:)))
    • life_ever Re: ...........koniec romansu :( 13.02.08, 21:28
      Znajdź sobie jakieś dodatkowe zajęcie, przynajmniej na początek.
      Może fitness kilka razy w tygodniu, może basen lub inny sport- coś na pewno
      lubisz a być może nie miałaś czasu.:) Wyjdź z koleżankami na babską imprezę,
      zobaczysz, że nie tylko Ty masz jakiś problem.
      Idź między ludzi, nie izoluj się, staraj się nie rozpamiętywać i dobijać się
      rozbieraniem byłego już związku na czynniki pierwsze.
      Wiem, że może brzmi to jak banał, ale na zawiedzione uczucia nie ma skutecznego
      i natychmiastowego lekarstwa.
      Lekarstwem jest czas. Jak go dobrze zagospodarujesz, wykorzystasz, podniesiesz
      się silniejsza.
      I poznasz kogoś, kto będzie Ciebie wart. Kogoś, kim nie będziesz się musiała
      dzielić z inną kobietą. :)

    • zipka Re: ...........koniec romansu :( 13.02.08, 22:00
      znajdz sobie szybko nowego frajera
    • out23 Re: za mało jest o Tobie :( 13.02.08, 22:25
      To nie sprowokuje pełnego zestawu dobrych i złych rad...
      Ogólnie wiadomo,ze zagrozony partner/ka, robi wtedy wszystko jak mu
      zalezy..
      ale musi poczuc , co traci..
      Ona poczuła..
      Dlaczego miałas romans z zonatym mężczyzą... takim ,
      trzeba sie długo przygladać zanim powie sie tak....czy tak..
      W tej sytuacji nie zalecem hi,hi :) odrobina ironii... zbyt szybkich
      kontaktów erotycznych...
      Nie wiem: który to Twój partner..
      czy są testy na profil..erotyczny..czy wskakujecie i kopulecie,
      bo przyjemnie....,
      no to skończyły sie przyjemności..
      co wiesz o sobie swojej emocjonalności...
      No skad sie biora porażki w związkach..
      Oj, mozna by długo..
      Facet był dłuzej umocowany w tamtym zwiazku i nie odszedł...
      czy powiedzmy z wygodnictwa.. ,
      czy liczył,ze własnie tak zagra aby uratować związek....
      Nie, no mozna wierzyc ludziom :), to sie często nazywa naiwność..
    • glosatorr O naiwności... 13.02.08, 23:31
      dominika1975 napisała:

      > Po kilku miesiącach romansu,zostałam sama,

      To jak - uwierzyłaś żonatemu, że będzie inaczej?
      Że po kilku miesiącach zostawi żonę? I będzie z Tobą?
      O naiwności ludzka!

      > zakomunikował mi,że
      > poprawiły mu się relacje z żoną i nie potrafi już na dwa fronty.

      Czasami zastanawiam się, czemu ludzie sa tacy naiwni. Oto widzą samca, żonatego samca. Ma żonę - wciska głodne kawałki jaką ta "żona" złą kobietą jest, jaka jest do d...y, że jest z nią dla dzieci, albo że mają wspólne zobowiązania i to wszystko nie przeszkadza im się bzykać.Bzykają się a kochanek lub kochanka myślą cały czas, że oni są najważniejsi niż ślubny kochanka. Niż ta żona lub ten mąż.
      Wielka wiara oparta na czym? Na rozsądku?
      Rozsądek powinien powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze - jeśli żona jest tą "złą kobietą" to czemu się nie wyprowadza od niej? Ok - facet by sobie pobzykać, wciska kit taki, że pełny odlot to jeszcze mało. Facet dla możliwości zamoczenia fallusa w świeżym pączusiu, zamieni się w represjonowanego działacza podziemnych struktur organizacji, będzie tajnym agentem w sekretnej misji, udowodni, że żona czyha na jego życie i wogóle stworzy niesamowite historie by li tylko sobie pociupciać. Ba - nawet będzie mówił "Kocham Cię" tak jak Ty pewnie co chwila klniesz w żywego trupa, albo zamiast kropki mówisz "k...wa".
      Rozsądek, podpowiada - jak zdradza żonę, to może i Ciebie kiedyś zdradzić. Rozsądek podpowiada - czy jemu nie chodzi tylko o seks? Teraz ma fajny seks z fajną d.....ą a do domu wraca by udawać tatusia i mężusia. Rozsądek podpowiada - robisz sobie kuku dziewucho. Więc jeśli ten rozsądek pognałaś - to ja Ci nie współczuję, od razu mówię - że za głupotę się płaci i teraz dzięki temu, że cię boli - będziesz o wiele mądrzejsza i to jest wielki plus Twojej historii.
      A jeśli nie miałaś głosów rozsądku i naiwnie myslałaś, że Ty zajmiesz miejsce ślubnej - to za głupotę się płaci. PayBack day właśnie nadszedł i teraz zwraca Ci los z nawiązką.

      >Nie
      > mam komu tego powiedzieć a muszę wyrzucić to z siebie

      Aha - i musisz pochlipać publicznie, a zaraz znajdzie się ktoś, kto łzę Ci otrze? No to ja Ci powiem, że jeśli z tego co przeszłaś - nie wyciągniesz dobrych wniosków, to za jakiś czas poznasz następnego palanta i znowu będziesz chlipać.

      > więc piszę do
      > Was,nie oczekuję tu morałów bo dobrze wiedziałam w jaki pcham się
      > układ,

      Naprawdę? No to ja Ci nie współczuję.

      >a refleksji od osób,które to mają za sobą,jak sobie
      > pomóc "po",kiedy staje się znów na nogi bo pierwszy raz przez to
      > przechodzę.

      Na to jest jeden jedyny sposób - powiedzieć sobie: "Ale ja głupia pipa byłam!" - sama sobie zmarnowałam szmat czasu?! Na co ja liczyłam? Na to, że facet zdradzający żonę wybierze mnie? I pewnie na to liczyłam, że mnie zdradzać nie będzie?! O ja głupia byłam! Ale teraz już nigdy nie dam się nabrać. I nawet jak mi facet przyniesie papier rozwodowy, to go prześwietlę na maksa! Nigdy więcej byciem darmową waginą!

      O tak jak wyciągniesz wnioski - to ta cała historia nie poszła na marne.
      Ale jeśli płaczesz nad własną głupotą? To płacz - może na starość zrozumiesz, że wchodzenie jako ten trzeci/a - w trwający związek, źle się kończy dla wchodzącego/ą. Zawsze. A wyjątki tylko potwierdzają regułę.
      • marek_kolomanski E tam od razu palanta:) 14.02.08, 10:22
        Nie oceniaj pochopnie faceta określając go palantem :) Może jego żona
        zasługiwała na to aby facet miał kochankę? Może odmawiała seksu? Nie znasz
        szczegółów to nie oceniaj:)
        • glosatorr Re: E tam od razu palanta:) 14.02.08, 22:06
          Sorry Winetou! Jest palantem i nie boję się go nazwać.
          Mam wymieniać powody? Po pierwsze - zdradzał żonę - robią to tylko palanci (Obrażeni tymi słowami zdradzający żony Panowie - nie obruszajcie się - facet mający jaja dba o rodzinę a jak ma problemy, to je rozwiązuje. Jak nie jest w stanie rozwiązać problemów - odchodzi a nie tkwi przy ślubnej udając mężusia wiernego, a na boku ciupcia jakąś panienkę - te kobiety, kochanki są ranione czy są mądre czy głupie a odpowiedzialny mężczyzna to wie)
          Po drugie - wracał od kochanki do żony. Powiedzmy Marku, że jego żona mu nie dawała. Ok - "złą kobietą była" - mnie zawsze dziwi, czemu facet nie pomyśli i nie przemyśli wszystkich możliwości czyli przyczyn "niedawania" za to na chybcika łapie sobie panienę na boku. Ok - zakładam, że ta żona faktycznie "złą kobietą była" - to czemu nie odszedł? No palant jeden! Głupek jakich mało! Być z kimś, kto dla nas jest zły? Gdzie tu rozsądek? Dla dzieci pewnie był - już pisałem, że to najbardziej durne alibi - bo w tym momencie kaleczy się dzieci trzymając je w załganej i niezdrowej atmosferze pozbawionej uczuć wyższych. Dla mnie to palant.
          Po trzecie - wrócił do złej kobiety. Powiedzmy, że w pierwszych dwóch przypadkach to ja jestem palant. Ok - no to po znowu - jeśli żona jest taka cacy i wraca do niej, to po ch....ę ten cały cyrk? Znowu będzie udawał, że kocha żonę? Wrócił bo miał interes albo kochanka mu się znudziła - no to palant do kwadratu. Mareczku, jak żona zasługiwała na to by miał kochankę, ba! Nawet powiedziała mu pomiędzy jedną a drugą awanturą o brak seksu - to ja bym taką za drzwi wystawił albo i sam bym się spakował. Taka baba to balast! To wrzód na d...e! No palant do sześcianu. Mareczku - ja oceniam i nie zamierzam się w tej materii zmieniać. :-)
      • out23 Re: O naiwności...mhm 14.02.08, 17:44
        Glosatorr wyjątkowo dobrze to ująłeś..no moze troszkę cynizmem
        powiało ale życiowo to wietrzysko trafności:)
    • yoric Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 00:44
      >myślę że ta piosenka z refrenem "on nie kochał żadnej z nas" mogłaby
      byc niezłym poczatkiem kuracji

      Eeee, ta jest lepsza:

      "To już koniec, baby - skończyło się love story - Jestem już zmęczony - wracam
      dziś do żony" :)

      Pozdr
      • woman-in-love poprawiło się z żoną... 14.02.08, 12:17
        ...dzięki kochance oczywiście. Jak się znowu popsuje ( czyli wróci do normy)
        znajdzie się następna "dawczyni". Podreperuje Pana seksualnie - i sie masz halo.
        I tak do emerytury.
        • marjot40 Re: poprawiło się z żoną... 14.02.08, 13:55
          Czasami już tak jest, że kobieta nam (mężczyznom) znudzi się... I na
          pewno w drugą stronę też to działa...
          Pewnie są gdzieś tacy wierni do grobowej deski, ale mało ich,
          naprawdę :).
          Mariusz
          • kropeczka-b Re: poprawiło się z żoną... 14.02.08, 15:55
            marjot40 napisał:

            > Czasami już tak jest, że kobieta nam (mężczyznom) znudzi się... I
            na
            > pewno w drugą stronę też to działa...
            > Pewnie są gdzieś tacy wierni do grobowej deski, ale mało ich,
            > naprawdę :). Mariusz

            # Czyli Ty z góry zakładasz, że wierny nie będziesz i Twoja
            partnerka za pewne też? Ciekawe, czy o takim podejściu do związku
            informujesz wcześniej swoją towarzyszkę, czy zakładasz też z góry,
            że ona jest tego świadoma? I mam też rozumieć, że Ci zdrada(
            obustronna) nie przeszkadza w dalszym szczęśliwym bzykaniu?
            # Podejrzewam też, że nie tylko z kobietami tak jest, że potrafią
            się znudzić. Ciekawe czy masz dzieci? One też już się znudziły, czy
            jeszcze nie?
            Pozdrawiam.

            • marjot40 Re: poprawiło się z żoną... 15.02.08, 07:29
              Nie, ja nic z góry nie zakładam. Poprostu tego nie wiem co bedzie za
              5, 15 czy 20 lat. Nikt tego nie wie. I nie chodzi tu tylko o zdradę
              fizyczną. Przecież moja wyśniona moze poczuć sie czymś większym niż
              tylko ,,krową cielną", gdy na swej drodze spotka kogoś innego :)). I
              ma do tego prawo...
              Uśmiechu
              M
              • kropeczka-b Re: poprawiło się z żoną... 15.02.08, 09:50
                marjot40 napisał:

                >Przecież moja wyśniona moze poczuć sie czymś większym niż
                > tylko ,,krową cielną",
                # Pewnie, może się poczuć „słonicą rozpłodową”

                >Nie, ja nic z góry nie zakładam. Poprostu tego nie wiem co bedzie
                za 5, 15 czy 20 lat
                … gdy na swej drodze spotka kogoś innego :)). Ima do tego prawo...
                # Nie wiem, czy o zauważasz, ale jednak w tym, co piszesz
                dopuszczasz jednak zdradę, obustronną. Ja wiążąc się z kimś nie
                przewiduję, że mi się odwidzi, że z „krowy cielnej” zamienię się w
                słonicę. Pewnie, że wszystko się może zdarzyć, ale tu nie chodzi o
                to, kogo spotkam na swej drodze, jak się zmienię, tylko, czy
                kochając kogoś daje sobie możliwość, że może mi się odwidzieć, czyli
                zamiennie sobie na lepszy model. Pewnie, że wiele rzeczy zależy od
                dwóch stron, obie muszą tak samo dbać o związek. Ale w związku nie
                ma, że mi się odwidziało, że spotkałam innego atrakcyjniejszego
                palanta na swojej drodze, zawsze taki się może pojawić. Tu chodzi o
                wzajemny szacunek, uczucie, uczciwość. Jeśli mi się z krowy cielnej
                odwidzi na słonicę, to mój partner zacznie trąbić jak słoń, bo
                będzie mu zależało na mnie, a mi na nim. A jak nie będzie potrafił
                to pomyślimy razem, może zabawimy się razem w dinozaury, które są
                sobie wierne, nie, dlatego, że tak sobie ubzdurały, tylko, dlatego,
                że się kiedyś pokochały i chcą być razem nie na DOBRE, ale na DOBRE
                I ZŁE
                Pozdrawiam
                • marjot40 Re: poprawiło się z żoną... 15.02.08, 11:22
                  Dla większości ludzi kochanie jednej osoby nie jest stanem wiecznym.
                  Gdyby tak było nie byłoby tego forum i tych nieszczęśliwców. To są
                  fakty.
                  Tak ,,krowa" to cytat z Ciebie K.b:))
                  Ja nie oceniam ludzi, nie jestem frustratem. Staram się ich
                  zrozmieć. Dinozaury to nie jest dobry przykład....Nic nie jest
                  czarne albo białe. Życie to paleta barw.
                  Kiedyś też miałem 20 lat i od kogoś też słyszałem, że zawsze i na
                  dobre i na złe....
                  Mariusz
                  • kropeczka-b Re: poprawiło się z żoną... 15.02.08, 12:00
                    marjot40 napisał:

                    > Dla większości ludzi kochanie jednej osoby nie jest stanem
                    wiecznym.
                    # Większość ludzi myli miłość z fascynacją, z zakochaniem, z parciem
                    społeczno-rozinnym, z tykaniem zegara biologicznego, ze strachem
                    przed samotnością i z wiele innymi rzeczami.

                    > Gdyby tak było nie byłoby tego forum i tych nieszczęśliwców. To
                    są fakty.
                    # To są właśnie fakty świadczące o tym, że tak naprawdę mało, kto
                    wie, co to jest prawdziwa miłość i mało, kto tego faktycznie
                    doświadczył. I fakty te mówią o małej dojrzałości wielu( nie
                    wszystkich, ale wielu) forumowiczów.

                    > Tak ,,krowa" to cytat z Ciebie K.b:))
                    # Uważasz mnie za mało inteligentną i w dodatku za sklerotyczkę;)).
                    Wiem, o czym piszę i rozumiem to, co czytam u innych. Jak nie,to się
                    dopytuję:)

                    > Ja nie oceniam ludzi,
                    # Ja również nikogo nie oceniałam, wyrażam jedynie swoje patrzenie
                    na pewne sprawy. W mojej wypowiedzi nie było oceny, nie napisałam,
                    że ktoś jest bee, czy, że kogoś potępiam. Ale że inaczej podchodzę
                    do tej sprawy:).

                    >nie jestem frustratem.
                    # Gratuluję:)). Ja nie jestem frustratką i nie widzę też związku
                    oceniania kogoś i bycia lub nie jednocześnie sfrustrowanym:). To
                    jedno z drugim występuje nierozdzielnie, jedno warunkuje drugie?

                    > Staram się ich zrozmieć.
                    # Ok. ja też, ale to nie znaczy, że podzielam ich punkt patrzenia.

                    > Dinozaury to nie jest dobry przykład...
                    # Dinozaury Ci się nie podobają?:). Mi bardzo, dlatego udaje czasami
                    w łóżku pterodaktyla a mój partner tyrozaurusa;) .Ale jedno drugiego
                    nie oszukuje i mówi, że ma teraz ochotę pobyć świętą krową;))

                    .Nic nie jest czarne albo białe. Życie to paleta barw.
                    # Toć to tak oczywiste jak to, że żyjemy i kiedyś umrzemy;) Ale
                    zdrada jest zdradą, a że ma różne odcienie, motywy, okoliczności
                    itd. to są właśnie te barwy życia.

                    > Kiedyś też miałem 20 lat i od kogoś też słyszałem, że zawsze i na
                    > dobre i na złe....
                    # Ja też miałam kiedyś 20 lat, i to dość dawno temu. I też słyszałam
                    wiele rzeczy. Ale to nie znaczy, że wszystkie były szczere i
                    prawdziwe i to nie znaczy, że wszyscy w taki sposób wypowiadają
                    swoje słowa. Ja wyciągam wnioski a życia, a Ty?
                    Pozdrawiam

                    • marjot40 Re 15.02.08, 12:42
                      Dinozaury? Przecież one nie istnieją. Chociaż jednego mogę
                      poczytać:))) i to nawet z przyjemnością...
                      Napisz mi co to prawdziwa miłość :)))
                      Zeby wyciągnąć wnioski konieczne jest doświadczenie... Czasem nawet
                      te nieprzyjemne....M
                      PS. marjot40@gazeta.pl Może tu nastałaby dalsza polemika...:)))
                      • kropeczka-b Re: Re 15.02.08, 13:06
                        marjot40 napisał:
                        > Zeby wyciągnąć wnioski konieczne jest doświadczenie... Czasem
                        nawet te nieprzyjemne....
                        # Tak, potrzebne jest doświadczenie własne, ale i innych też jest
                        przydatne. Ale potrzebna też jest umiejętność myślenia, wyciągania
                        wniosków, bo samo doświadczenie na nic się nie zda, jeśli koś dalej
                        popełnia te same błędy i niczego się nie nauczył:)
                        Pozdrawam

                        • marjot40 Do dinozaura :))) 15.02.08, 14:03
                          Poczta ok.
                          Mariusz
      • loppe Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 15:33

        a w dniu dzisiejszym "To all the girls I loved before" on nuci, a my
        z nim:)
    • anais_nin666 Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 14:43
      Dominiko, myślę, że nie ma lekarstwa na smutek. Daj sobie czas i nie rozmyślaj o
      tym jak bywało fajnie, bo co tu ukrywać, byłaś tylko lekiem na chwilowe zło;).
      Powodzenia w odnajdywaniu się w świecie facetów bez żon. Tak bezpieczniej. I
      szczęsliwiej.
    • dominika1975 Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 15:27
      Proszę mi wierzyć (Ty glossatorze też),że przed jak i teraz po,nigdy
      w życiu nie weszłabym w taki układ,nie jestem ani naiwna ani
      głupia,doskonale wiedziałam,że nie zostawi dla mnie żony,nie
      odejdzie,nigdy nawet tego nie deklarował.Byliśmy a raczej bywaliśmy
      ze sobą na takie 100% i dlatego rozum i logiczne myślenie zostało
      uśpione,wyparte na rzecz bardzo mocnych emocji.Nie zatrzymałam się
      przed pierwszym krokiem na początku znajomości i to był mój błąd.
      • t1000m Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 15:56
        nie napisze chyba nic nowego, ale sprobuj
        poprostu zyc tu i teraz... docenic to co mialas
        i miec nadzieje w przyszlosci... z wiekiem
        coraz bardziej odchodze od slow "nigdy" i "na zawsze"
        nic nie jest na zawsze - mlodosc, zycie itd
        biez zycie jak jest, innego nie ma
        niczego nie zaluj, idz dalej :)
      • glosatorr Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 21:52
        No to teraz Dominiko za niego płacisz. Dałaś się wykorzystać, coś wzięłaś dla
        siebie i to Ci musi wystarczyć. Byłaś niestety tylko poczekalnią. Dałaś się
        wykorzystać - dlatego teraz cierpiąc wbij sobie do głowy bardzo mocno te
        doświadczenia, naucz się na nich, wyciągnij wnioski i powtarzaj jak mantrę:
        "Nigdy więcej nie dam się wykorzystać" - "Nigdy więcej z żonatymi" - "Nigdy
        więcej nie będę kochanką" - bo inaczej któregoś dnia obudzisz się sama i
        poczujesz, że zmarnowałaś swoje życie. Powtarzaj w/w mantrę i ... wybacz sobie.
        • your_and forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 09:34
          glosatorr napisał:
          > "Nigdy więcej nie dam się wykorzystać" - "Nigdy więcej z
          żonatymi" - "Nigdy

          forumowe moralizatorstwo
          Co czwarta para się rozwodzi. W dużych miastach co druga. Średnio po
          13 latach. Najczęstszymi podawanymi powodami jest zanik więzi
          seksualnej i trwały związek uczuciowy z inną osobą. Rzadko kto
          odchodzi w nicość. Z reguły rozwodzi się dlatego że ma pokazała się
          lepsza alternatywa (wyłączając patologie jak alkoholizm).
          To po prostu wtórny rynek rozczarowanych.
          Wszyscy terapeuci rodzinni wspominają że drugi trwały związek jest
          trwalszy i bardziej harmonijny niż pierwszy bo obie strony widzą
          czego oczekują, na co są uczulone i nie oczekują że ich partnerzy
          się tego domyślą tylko od początku to egzekwują (czyli na przykład
          seks w małżeństwie).
          Tak wiec piękne idee "Nigdy więcej z żonatymi" sobie, a życie sobie.
          Dla wielu kobiet to szansa na satysfakcjonujący związek, bo wolni
          starzy kawalerowie maminsynkowie to niestety towar czerstwy i
          niechodliwy.
          • kropeczka-b Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 10:02
            > Tak wiec piękne idee "Nigdy więcej z żonatymi" sobie, a życie
            sobie.
            > Dla wielu kobiet to szansa na satysfakcjonujący związek, bo wolni
            > starzy kawalerowie maminsynkowie to niestety towar czerstwy i
            > niechodliwy.
            # Są jeszcze rozwiedzeni, w separacji i wdowcy:)I myślę, że popadasz
            w stereotyp myślowy: jak kawaler, to na mamusi garnuszku dupa
            wołowa z niego a nie facet. A może to jedyny normalny mężczyzna,
            który nie pcha trąb w pierwsze lepsze otwarte wrota, bo nie chce
            skończyć jak co czwarte, albo i co drugie małżeństwo.
            Podrawiam

            • your_and Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 11:12
              eczka-b napisała:
              > A może to jedyny normalny mężczyzna,
              > który nie pcha trąb w pierwsze lepsze otwarte wrota, bo nie chce
              > skończyć jak co czwarte, albo i co drugie małżeństwo.

              Rusz głową. Ci wolni rozwiedzeni i separacji to starystycznie tacy
              których partnerki znalazły sobie lepszą alternatywę bo byli
              utracjuszami alkoholikami, albo nie angażowali sie w związek...
              Ci inni to rozwodzą sie bo włąśnie są zaagażoawani w inny zwiazek po
              którym obiecują sobie wiecej niż po tym z którego wychodzą.
              Ci samotni podstarzali kawalerowie nie mają wielkich potrzeb bo by
              sami długo nie wytrzymali wiec nie można oczekiwać po nich nagłego
              zaangażowania i rezygnacji za to co dostaną w związku.
              Zostają jeszcze ci którzy chcą się bzykać uwodzić ale nie wiążać. Ci
              to najmniejsza nadzieja na zaangażowanie w satysfakcjonujący
              związek.
              • kropeczka-b Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:05
                your_and napisał:
                > Rusz głową. Ci wolni rozwiedzeni i separacji to starystycznie tacy
                > których partnerki znalazły sobie lepszą alternatywę bo byli
                > utracjuszami alkoholikami, albo nie angażowali sie w związek...
                > Ci inni to rozwodzą sie bo włąśnie są zaagażoawani w inny zwiazek
                po
                > którym obiecują sobie wiecej niż po tym z którego wychodzą.
                > Ci samotni podstarzali kawalerowie nie mają wielkich potrzeb bo by
                > sami długo nie wytrzymali wiec nie można oczekiwać po nich nagłego
                > zaangażowania i rezygnacji za to co dostaną w związku.
                > Zostają jeszcze ci którzy chcą się bzykać uwodzić ale nie wiążać.
                Ci
                > to najmniejsza nadzieja na zaangażowanie w satysfakcjonujący
                > związek.
                # To tylko sobie w łęp strzelić jak się nie znalazło odpowiednio
                wcześnie właściwego palanta? Pozwolisz, że zostanę przy swoim
                sposobie spostrzegania ludzi i nie wrzucam ich do jednego worka ze
                śmieciami.:)Ciekawe jaki masz podział samotnych pań?
                Pozdrawiam

                • aandzia43 Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:31
                  Podzielam zniecierpliwienie Youra patetycznym, forumowym
                  moralizatorstwem. Jest niestrawne.
                  Podział na typy panów jest trafiony, choć nieco cyniczny. Ale
                  podział, jak to podział, jest schematem. Poza głównymi kolorami są
                  jeszcze oddcinie. Zwracajmy na nie uwagę, nie tracąc jednak z pola
                  widzenia schematu.

                  Swoją drogą ciekawa jestem tego podziału samotnych pań;-)
                  • kropeczka-b Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:39
                    aandzia43 napisała:


                    > Podział na typy panów jest trafiony, choć nieco cyniczny. Ale
                    > podział, jak to podział, jest schematem. Poza głównymi kolorami są
                    > jeszcze oddcinie. Zwracajmy na nie uwagę, nie tracąc jednak z pola
                    > widzenia schematu.
                    # Mam rozumieć, że zalecasz podchodzenia do każdego „worka ze
                    śmieciami”( 1 worek rozwodników, 2worek w separacji, 3 worek wdowcy,
                    4 worek podstarzali kawalerowie) z pogrzebaczem i rozgarniania
                    śmieci i może coś jednak strawnego się znajdzie? Chyba nie
                    skorzystam z takiej rady;). Jak Ty traktujesz innych, tak inni
                    traktuję Ciebie;)
                    Pozdrawiam


                    • aandzia43 Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:48
                      Nie denerwuj się, Kropeczka;-) Zasada ograniczonego zaufania (jak
                      przy prowadzeniu samochodu) to jeszcze nie wrzucanie ludzi do worka
                      na śmieci. Daleka jestem od tego. To również nie paranoniczne
                      węszenie niebezpieczeństwa tam, gdzie go nie ma. To tylko maleńka
                      lampeczka z tyłu głowy. Wiedza o schemacie nie warunkuje sztywnego
                      trzymania się go.
                      • your_and Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:54
                        Z drugiej strony przywiązywanie się do wyidealizowanego obrazu
                        swojego partnera jest bardzo niebezpieczne, a nie do realnego
                        człowieka z krwi i kości z wadami.
                        • aandzia43 Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 13:46
                          Ta lampeczka między innymi po to, by nie snuć idelizujących wizji:-)
                          I tak każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu zyje fikcją,
                          chodzi tylko o to by ta fikcja choć trochę przystawała do realu. Bez
                          tego ciężko. Szczególnie innym wytrzymać z nami.
                      • kropeczka-b Re: forumowe moralizatorstwo 15.02.08, 12:59
                        aandzia43 napisała:
                        > Nie denerwuj się, Kropeczka;-)
                        # Daleka jestem od zdenerwowania się;)).Relaksuję się w wannie i
                        muszę uważać, by mój laptop nie wpad do wody, bo jeszcze mnie o coś
                        oskarżą;)).
                        > Wiedza o schemacie nie warunkuje sztywnego trzymania się go.
                        # I bez tej wiedzy posługujemy się schematami:). Ale wiedza pozwala
                        nam unikać tego, czego nie chcielibyśmy w odniesieniu do siebie,
                        czyli szufladkowania, workowania itd:))To ze śmieciami, to taki
                        skrót myślowy;)
                        Pozdrawiam
        • anais_nin666 Re: ...........koniec romansu :( 15.02.08, 10:28
          glosatorr napisał:

          > No to teraz Dominiko za niego płacisz. Dałaś się wykorzystać, coś wzięłaś dla
          > siebie i to Ci musi wystarczyć. Byłaś niestety tylko poczekalnią.

          Myślę, że to działało w obie strony. Ona była poczekalnią. On czymś tymczasowym,
          miłym, kochanym, ale na chwilę. Ona wzięła, on wziął. Problem w tym, że to ona
          wcześniej zdążył dojrzeć do powiedzenia "koniec" niż ona. Gdyby to ona go
          pożegnała być może on by tu się żalił.

          "Nigdy więcej nie dam się wykorzystać" - "Nigdy więcej z żonatymi" - "Nigdy
          więcej nie będę kochanką" - bo inaczej któregoś dnia obudzisz się sama i
          poczujesz, że zmarnowałaś swoje życie. Powtarzaj w/w mantrę i ... wybacz sobie.

          Życie bez mężczyzny to jeszcze nie jest życie samotne. Sama w sensie bez faceta?
          Może, ale to akurat nie największa tragedia;) A myśl o zmarnowaniu zycia może
          sie pojawić i owszem jesli dzieczyna uzna, że wszystkie te doświadczenia były
          psu na bude. NIczego jej nie dały. A sądze, że jednak dały.
          Ma sobie wybaczyć? Taaa. I jeszcze zadać pokutę.
          Dziewczyna ma się podnieśc po szybkim końcu miłości i iść dalej bez
          samobiczowania. Ma się nauczyc kochac przede wszystkim siebie. Gdy nauczy się
          tej trudnej sztuki każda kolejna nieudana milosc bedzie latwiejsza do przelkniecia.
          Oczywiscie przyznaje, ze latwiej jej bedzie w zwiazku z facetem bez zobowiazan,
          ale to jej zycie, jej wybory. Skoro lubi pocierpiec;)
    • krissdevalnor100 Re: ...........koniec romansu :( 14.02.08, 16:44
      Może Cię pocieszy, że w naprawdę gów**nej sytuacji jest jego żona:
      to ona zostaje z debilem.
      • woman-in-love zaraz z "debilem" 14.02.08, 17:03

        • krissdevalnor100 kulturalnie ;) 14.02.08, 17:07
          "Z mezczyzną nie do końca zdolnym zaspokoić wysublimowane potrzeby
          kobiecej psychiki z powodu naturalnej skłonności do tworzenia
          iluzji układów międzyludzkich opartych na nieparalelnym odniesieniu
          do istniejących w zwiazku zależnosci oraz nastawionym na
          niezbilansowany przepływ energii pomiędzy zaangażowanymi osobami z
          wyraźnym przesunięciem w stronę własnej osoby generującym straty po
          stronie osoby uwikłanej z nim z zależność emocjonalną"...

          • murakami2 Re: kulturalnie ;) 14.02.08, 22:54
            Och mein gott, powiało fachurą, kriss :)
            Ja tam uważam, że gość jest zwykłym, przeciętnym do bólu typem szkodliwym. Za
            najstraszliwsze uważam, że ten gatunek nie wymiera, zatem w jakiś tajemniczy
            sposób pewnie wpływamy na jego "podtrzymanie w naturze"...
        • loppe Re: zaraz z "debilem" 14.02.08, 18:16
          otóż to, historia zna także przypadki pań poszukujących pełni - w
          ramionach więcej niż 1 partnera (jednocześnie byłoby nieprecyzyjne:)
          • loppe Re: zaraz z "debilem" 14.02.08, 18:17
            jednotygodniowo powiedzmy
        • anais_nin666 Re: zaraz z "debilem" 15.02.08, 10:33
          Żyjących sławnych z dwoma kobietami jednocześnie znacznie więcej. Często nawet
          za zgoda zainteresowanych. Dodajmy H. Millera, dodajmy Saint-Exupery, dodajmy
          kobiety, kt. zyly z 2, a nawe 3 facetami jednoczesnie, chocby taka Anias Nin lub
          jedynie;) z 2 zdaje się S. Plath.
          O nich wiemy, bo sławni, a ilu mamy takich za ścianą;)?
    • alicja_z Przesadziłeś glosatorr 15.02.08, 09:22
      Jestem pod wrażeniem pewności z jaką piszesz i wyroków, które
      wydajesz. To, że przeważnie masz rację i w większości przypadków
      trudno się z Tobą nie zgodzić nie oznacza, że …jesteś nieomylny i na
      swój sposób nie błądzisz !

      Nie odnoszę się tu do sytuacji Dominiki – podała zbyt mało danych do
      jakiejkolwiek diagnozy.

      Nie ukrywam, że tym razem się zagalopowałeś i słowo wyprzedziło
      myśl. Wracam do Twojego jednoznacznego negatywnego określenia zdrady
      i faceta, który zdradza (palant, bez jaj itp.). Mogę domniemywać, że
      ocena sytuacji odwrotnej – ona zdradza – byłaby identyczna.. no może
      z dokładnością do tych jaj ... ;-) Gdyby nie – wykazałbyś
      niekonsekwencję i stronniczość ... o co Cię nie podejrzewam.

      Wróćmy jednak do naszego męskiego palanta. To co piszesz o zdradzie
      jest piękne, wzruszające i budujące. I bardzo teoretyczne. Bardzo
      jednostronne. I bardzo czarno-białe. Upraszczasz do bólu. To co
      piszesz dobrze brzmi, tak jak mają brzmieć przykazania.

      Nie piszę o sytuacjach, gdzie facet rzeczywiście cynicznie
      wykorzystuje sytuację i łata sobie panienką problemy psychiczne i
      fizjologiczne. Jest w tej sytuacji nawet więcej niż palantem,
      skłaniałabym się nawet do określenia na ch... Wrzucasz jednak do
      jednego worka sytuacje gdy w grę wchodzą uczucia i zaangażowanie.
      Dalej będę pisała o hipotetycznej zdradzie ale tylko z gatunku ,
      gdzie w grę wchodzi coś znacznie więcej niż bzykanko na boku.

      Stawiasz tezę – wg. mnie fałszywą (!), że uczucia typu miłość może
      być skierowana w jednym czasie wyłącznie do jednej osoby tzn. możesz
      mieć kochankę ale wtedy natychmiast wyłączasz uczucia skierowane do
      ślubnej żony i oczywiście (najlepiej) się od niej wyprowadzasz.
      Życie jest bogatsze i zapewniam, że sytuacje miotania się w
      uczuciach między dwoma osobami istnieją i tragedia polega na tym, że
      nie chcesz skrzywdzić żadnej z nich. Żeby nie było nieporozumień –
      nie neguję określenia "głupoty" i nieodpowiedzialności przy
      początkowej fazie zaangażowania się w proces zdrady ale ... z
      zastrzeżeniami, o których dalej. Czy nie sądzisz, że każdy ma prawo
      do szczęścia ? W tym do seksu – jeśli ten jest dla kogoś ważny.
      Jeśli związek tego nie daje i nie daje naprawdę z obiektywnej winy,
      upośledzenia czy niedostosowania jednego z partnerów to ... jest
      problem (patrz to forum) to dla mnie angażowanie się w związek na
      boku jest bardziej wynikiem desperacji niż głupoty. To jest ta
      sytuacja, gdzie epitet palantowości jest kompletnie nieuczciwy i
      nieuprawniony... Prowadzi to faktycznie do emocjonalnych konfliktów
      i konieczności wyborów rozwiązań spośród złych lub bardzo złych.

      Szermujesz prostymi i książkowymi rozwiązaniami – zła,
      niedostosowana (seks) żona/mąż – rozwód, rozstanie i po bólu. Facet
      musi wybrać albo/albo. Jakie to proste ? ;-) Rzadko sytuacje są
      krańcowe gdzie łatwo podjąć decyzję. Szczególnie dla kobiety wymaga
      to dużo odwagi. To ryzyko. Dodaj do tego problem dzieci, mieszkania
      i różnych przyziemnych życiowych spraw, które kompletnie ignorujesz.
      Nie tak łatwo zaczynać życie od nowa. Naprawdę nie w każdej sytuacji
      można potępić partnera z łatwością z jaką to robisz

      Na marginesie - dlaczego uważasz i piszesz, że jeśli osobnik ( w
      miarę normalny ani playboy ani psychopata)zdradza (żonę) to może
      zdradzać (i kochankę)?. Może. Tylko co z tego wynika? Na tej
      zasadzie złodzieja powinno się skazywać na dożywocie ...bo będzie
      dalej kradł. Zdrada to nie choroba ani zaraza, że jak się raz
      zdradzi to już potem łatwiej.. Jak nie zdradza tez może zdradzić,
      jak zdradzi – może być wierny..

      Kończąc krótko – nie każdy, kto zdradza jest palantem... wielu
      palantów nie zdradza żon a generalizowanie przeszkadza w ocenie
      Pozdr
      • kroni Re: Przesadziłeś glosatorr 15.02.08, 11:27
        zgadzam się z Tobą Alicjo, nie zawsze wszystko jest tylko czarne lub
        białe... jest cholernie duzo odcieni szarości.....
        pozdrawiam
      • glosatorr Re: Przesadziłeś glosatorr 15.02.08, 21:29
        alicja_z napisała:

        > w większości przypadków
        > trudno się z Tobą nie zgodzić nie oznacza, że …jesteś nieomylny i na
        > swój sposób nie błądzisz !
        >
        Ależ ja nigdzie ani ie powiedziałem ani nigdzie tak nie twierdzę, że jestem nieomylny. Twierdzą tak niektórzy o mnie - ale ja temu stanowczo zaprzeczam. Jestem omylny. Natomiast teraz? Po latach popełniania większych i mniejszych błędów, po okresie długotrwałego i intensywnego uczenia się - popełniam coraz mniej błędów.


        > Mogę domniemywać, że
        > ocena sytuacji odwrotnej – ona zdradza – byłaby identyczna..

        Możliwe - jak trafię na konkretną sytuację - tutaj na Forum może być tak, że dziewczynie powiem, że jest głupią lafiryndą, albo nieszczęśliwą kobietą. Wbrew temu co zakładasz w domyśle, czytając tutaj każdą historię traktuję osobno, zastanawiam się nad tym co piszę i piszę. Nie stosuję sztampy.

        > To co
        > piszesz dobrze brzmi, tak jak mają brzmieć przykazania.

        Możliwe - możesz to tak oczywiście odbierać. Dla jednych dekalog, to zbór zakazów i nakazów dla kogoś innego dobre rady. Niestety pomimo usilnych prób wmawiania mi - patrzę na to nie z punktu widzenia teorii ale praktyki - czyli konkretu. Za to dostrzegam coś ciekawego, o czym napiszę później.
        >
        > Wrzucasz jednak do
        > jednego worka sytuacje gdy w grę wchodzą uczucia i zaangażowanie.

        A z czyjej strony - tego palanta czy dominiki?


        > Stawiasz tezę – wg. mnie fałszywą (!), że uczucia typu miłość może
        > być skierowana w jednym czasie wyłącznie do jednej osoby

        Uczucia? Jakie? Można lubić miliony! Można kogoś lubić bardziej lub mniej. Można nienawidzić. Ale kochać - można tylko jedną kobietę. Jeśli ktoś twierdzi, że można np. kochać dwóch mężczyzn albo dwie i więcej kobiet - nie wie czym jest Miłość. Nie doświadczył jej, nie przeżył i po prostu gada bez sensu.

        >
        > Życie jest bogatsze

        Kocham te stwierdzenia zwolenników teorii, że wszystko można rozmydlić przez co sens wypowiedzi staje się taka miła i przyjemna.
        Życie jest bogatsze od czego?

        > i zapewniam, że sytuacje miotania się w
        > uczuciach między dwoma osobami istnieją

        Ależ ja to wiem. I uwierz mi, że nie musisz mi tłumaczyć, bo ja dziecko nie jestem. Problem w tym, że ludzie czasami nazywają słowami uczucia, które do siebie zupełnie nie pasują. Albo są nieadekwatne. Dla Ciebie, Kowalskiej spod 14-ki, Ździśka spod budki z piwem, Matki Teresy, i tysiąca innych ludzi - słowo Kochać - może mieć tysiące znaczeń. Dla kogoś Kochać - może oznaczać to samo co np. dla Pana Łyżwińskiego. Co wcale nie znaczy, że nagle słowo Miłość traci znaczenie. Uczucia są różne. Wiesz, że odczucie wielkiego gorąca i wielkiego zimna są takie same? I wywołują ten sam skutek? Oparzenie?
        To samo możemy mówić o uczuciach. Problem w tym, że kiedy mamy takie same uczucia, albo tak samo je odczuwamy - nie oznacza, że coś występuje tak samo.

        > i tragedia polega na tym, że
        > nie chcesz skrzywdzić żadnej z nich.

        Jeśli ktoś się miota - np. sypiając z dwoma facetami, albo dwoma kobietami wyznając im miłość - to krzywdzi obie i zwykle jak znam życie, oszukuje siebie i innych.

        > Czy nie sądzisz, że każdy ma prawo
        > do szczęścia ? W tym do seksu

        Nie - zaskoczona? Nie. Są ludzie którzy są zdolni do dawania szczęścia innym i są tacy, którzy nie są do tego zdolni.
        Najlepszym przykładem są opisy związków prezentowane na tym Forum: dla jednego gościa szczęście jest wtedy, kiedy żona posprząta, wykarmi i wykąpie dzieci, potem wypierze majtki i skarpetki mężowi i nim zaśnie jeszcze będzie uśmiechnięta i szczęśliwa i w takim stanie zrobi mężusiowi loda - tak dla przykładu. Taki facet jest wtedy najszczęśliwszy i on do tego dąży. Czy uważasz, że on ma prawo do takiego szczęścia? Albo np. kobieta - jest szczęśliwa kiedy kolejny facet rzuca się z okna. Rozkochuje jednego za drugim i kiedy już facet jest gotów pokonać dla niej oddział straży pożarnej z motopompą - zostawia go na pożarcie "lwom". I wtedy jest cała happy. Są ludzie czerpiący szczęście, euforię z nieszczęścia innych. Np. psychopaci. pedofile - mają prawo do takiego szczęścia? Nie mają!
        I dlatego ja w odróżnieniu od Ciebie mam inną opinię. W zależności jakiego szczęścia ludzie pragną - mają do niego prawo albo nie.


        Można stworzyć hipotetyczny przypadek, gdzie nawet Bóg w niebiesiech krzyknie "Go Forest, Go!" zachęcając do zdrady. Wszystko jest możliwe, przecież nieprawda? problem w tym, że ja w tym wątku nazwałem palantem gościa, który pozwolił sobie na romans na boku, wracał do żony, pozwolił kochance się zakochać i na końcu wrócił na łono rodziny pewnie jakby nic się nie zdarzyło. Żona pewnie wybaczyła mężowi zdradę (też głupia pipa) i teraz tam pewnie kwitnie sielanka (na jakiś czas). Tak postępują palanci. I zdania nie zmienię.

        > konieczności wyborów rozwiązań spośród złych lub bardzo złych.
        >
        Oczywiście, iż są takie wybory - zgoda. Problem w tym, że w tym przypadku - co podkreślam, okazało się, coś innego.

        > Szermujesz prostymi i książkowymi rozwiązaniami – zła,
        > niedostosowana (seks) żona/mąż – rozwód, rozstanie i po bólu.

        A skąd żeś to wytrzasnęła? Nic podobnego. Tu Pani Dominika opisała swój przypadek - i ja obracam się wokół tego samego przypadku a nie tworzę zasady dotyczącej wszystkich facetów zdradzających swoje ślubne. Na moim blogu poświęciłem dwa obszerne artykuły określające przyczyny zdrady. Osobno wyszczególniłem kwestię - czemu zdradzają kobiety i czemu zdradzają mężczyźni. Oto linki:
        Jak zdradzają faceci:
        mezczyzna.eblog.pl/comment.php?id_notki=867548
        mezczyzna.eblog.pl/comment.php?id_notki=866814
        Jak zdradzają kobiety:
        mezczyzna.eblog.pl/comment.php?id_notki=862892
        mezczyzna.eblog.pl/comment.php?id_notki=862903
        > Facet
        > musi wybrać albo/albo. Jakie to proste ? ;-)

        Każdy wybór jest prosty - samo dokonanie wyboru proste już nie jest.

        > Dodaj do tego problem dzieci, mieszkania
        > i różnych przyziemnych życiowych spraw, które kompletnie ignorujesz.

        Czego Ty nie powiesz? Znajdź sobie inne moje wypowiedzi, w których odnoszę się do kwestii dzieci - Dziecko jako alibi - dla przykładu.
        Nie obruszaj się. W tym wątku wypowiadam się li tylko do przykładu Pani Dominiki i jej kochanka. A to, że jej kochanek był palantem - zdania nie zmienię.

        > Nie tak łatwo zaczynać życie od nowa.

        Doskonale to wiem - bo ja zaczynałem życie od nowa. I to nie raz ;)
        Praktyka czyni mistrza ;)) Tak więc nie musisz mi tłumaczyć co i jak. I właśnie z tego powodu ciągle zaznaczam - czytając mnie kiedy komuś odpisuję - proszę nie odrywać moich wypowiedzi od kontekstu historii w jakiej swoją odpowiedź umieszczam.

        > Naprawdę nie w każdej sytuacji
        > można potępić partnera z łatwością z jaką to robisz

        Partnera? Tzn. kogo? Żonę kochanka Pani dominiki? Czy Palanta, który był jej kochankiem? mam swoje zdanie - nie trzeba sie z nim zgadzać.
        Natomiast bardzo proszę - nie lituj się nad tym palantem. Są kobiety, które mają tak wielkie serca, że wybaczyły by każdemu. Dziwne - że gdyby jednak postawiły się w np. sytuacji żony tego palanta - to już inaczej by myślały, prawda?

        >
        > Na marginesie - dlaczego uważasz i piszesz, że jeśli osobnik ( w
        > miarę normalny ani playboy ani psychopata)zdradza (żonę) to może
        > zdradzać (i kochankę)?.

        Jak klikniesz na w/w linki znajdziesz odpowiedź. Ja to nazywam zasadą
        "lwa ludożercy" - w skrócie - jeśli ktoś poczuje smak w zdradzie, jeśli zaczyna widzieć w zdradzie plusy - w przypadku problemów, nudy, tego co nazyw
        • glosatorr Re: Przesadziłeś glosatorr cd 15.02.08, 21:45
          alicja_z napisała:


          >
          > Na marginesie - dlaczego uważasz i piszesz, że jeśli osobnik ( w
          > miarę normalny ani playboy ani psychopata)zdradza (żonę) to może
          > zdradzać (i kochankę)?.

          Jak klikniesz na w/w linki znajdziesz odpowiedź. Ja to nazywam zasadą
          "lwa ludożercy" - w skrócie - jeśli ktoś poczuje smak w zdradzie, jeśli zaczyna widzieć w zdradzie plusy - w przypadku problemów, nudy, tego co nazywa się prozą życia - będzie bardziej skłonny do zdrady i chętnie po nią sięgnie dla rozwiązania swoich problemów niż ten, który wie czym jest zdrada i że nie jest rozwiązaniem tylko mnoży problemy i krzywdzi innych

          >Jak nie zdradza tez może zdradzić,
          > jak zdradzi – może być wierny..
          >
          Może? Jak? Jak już nie był? - czy Ty też swoje życie ustawiasz na gdybaniu? Może!? Wiesz, można wejść na pole minowe i może idąc, może nic nie wybuchnie :) Ja tam na słowie "może" odradzam budowanie przyszłości. Jest to grzecznie mówiąc wielce nierozsądne. Ja bym to nazwał durne - ale widzę, że niektóre słowa rażą swoją jednoznacznością.
          :-)

          > generalizowanie przeszkadza w ocenie

          Mi nie przeszkadza. Bo nie generalizuję, ale odnajduję prawidłowości. Powtarzające się. :)
          • alicja_z No i dalej przesadzasz ;) 18.02.08, 10:14
            Widzę, że rozebrałeś mnie dość szczegółowo...;-). Wybacz, że nie
            ustosunkuję się do każdego z Twoich akapitów i nie rozbiorę Cię w
            rewanżu do rosołu..Nie każdy facet bez gatek dobrze wygląda, a nie
            wiem do której kategorii się zaliczasz :-). Jeśli czujesz się
            zmiękczony - czytaj dalej:

            > Ależ ja nigdzie ani ie powiedziałem ani nigdzie tak nie twierdzę,
            > że jestem nieomylny. Twierdzą tak niektórzy o mnie - ale ja temu
            > stanowczo zaprzeczam. Jestem omylny

            Uwielbiam taką kokieterię w męskim wydaniu ! :-). Tak, wiem, że
            jesteś omylny... co jednak nie przeszkadza Ci bronić swoich racji
            (i nieomylności) jak niepodległości w odniesieniu do każdego mojego
            argumentu !

            > Ale kochać - można tylko jedną kobietę. Jeśli ktoś twierdzi, że
            > można np. kochać dwóch mężczyzn albo dwie i więcej kobiet - nie
            > wie czym jest Miłość. Nie doświadczył jej, nie przeżył i po prostu
            > gada bez sensu.

            Widzisz, tej kwestii nie rozstrzygniemy... niezależnie od tego
            jakich zapewnień i argumentów użyjesz. Sam zresztą o tym piszesz.
            Właśnie dlatego, że pojęcie miłości nie jest zdefiniowane tak dobrze
            jak np. wzorzec metra. Dla każdego z nasz pojęcie miłości jest nieco
            inne, dużo w tym intuicji i emocji – nie rozumu. Więcej - moje
            rozumienie a właściwie czucie miłości może odbiegać od Twojego. Mam
            takie prawo !. A Ty nie możesz komukolwiek odbierać tego rozumienia.
            Tylko nie pisz o zboczeńcach, pedofilach itp... - poruszajmy się na
            gruncie ludzi tzw. normalnych !
            Sam piszesz o różnicy w nazywaniu uczuć a równocześnie uzurpujesz
            sobie prawo do oceny co jest miłością. Czy nie uważasz że schemat
            1+1 wynika bardziej z naszej kultury, religii, ekonomii
            i ...schematów myślowych ugruntowanych przez tysiąclecia. Czy
            uważasz że w społeczeństwach poligamicznych mąż nie kocha swoich dwu
            czy trzech żon ?
            Ale nawet przyjmując roboczo i na chwilę, że "miłość - jaka jest
            każdy widzi" popełniasz logiczny błąd w rozumowaniu. Uważasz, że
            prawdziwą miłością można kochać jednego partnera. To znaczy, że
            jeden osobnik w jednym życiu dysponuje możliwością jednej miłości ?
            To znaczy, jak nieodpowiedzialnie zakochał się jako nastolatek
            prawdziwą miłością, to jako osoba dojrzała już nie ma takiej opcji z
            innym partnerem ?. Jeśli kochał miłością prawdziwą, która ...po
            prostu się skończyła – to znaczy wg. Ciebie, że ma sobie palnąć w
            łeb "bo prawdziwa Miłość jest jedna..." i nic go w życiu nie czeka ?
            Czyli każdy ma bon na miłość o nominale = 1 ? Rozumiem, że to jest
            tak duża bzdura, że zaraz wyjaśnisz, że chodziło Ci o sytuację
            kochania prawdziwa miłością "w jednym czasie" jednego partnera. Ale
            jeśli z tym się zgodzisz ...to zbliżasz się do możliwości darzenia
            uczuciem dwóch partnerów. A jeśli jedna prawdziwa miłość wygasa a
            druga się rodzi ? Czy to nie może być w tym samym czasie ?

            Paradoksalnie – moje prywatne rozumienie miłości jest podobne do
            Twojego tzn. wyjątkowego i jednostkowego. Co nas różni ? Moja pokora
            a Twoja pycha w formułowaniu opinii ! Ja dopuszczam, że może istnieć
            Miłość skierowana równocześnie do dwu osób tak jak dopuszczam np. że
            nie tylko na Ziemi istnieje życie. Dopuszczam i potrafię to
            zrozumieć. To, że czegoś Ty nie pojmujesz albo nie przeżyłeś albo
            nie potrafisz sobie wyobrazić - nie oznacza że tego "obiektywnie"
            nie ma :-)

            > problem w tym, że ja w tym wątku nazwałem palantem gościa, który
            > pozwolił sobie na romans na boku, wracał do żony, pozwolił
            > kochance się zakochać i na końcu wrócił na łono rodziny pewnie
            > jakby nic się nie zdarzyło. Żona pewnie wybaczyła mężowi zdradę
            >(też głupia pipa) i teraz tam pewnie kwitnie sielanka (na jakiś
            > czas). Tak postępują palanci. I zdania nie zmienię.

            Wróćmy więc na chwilę do konkretnej sytuacji i do naszej Dominiki –
            Dominiko, nie obraź się, to nic personalnego !. Wszelkie rozważane
            niżej sytuacje z Twoim udziałem są czysto hipotetyczne... ;-)
            Otóż w tej sprawie postawiłeś dość jednoznaczną i jednostronną
            diagnozę - jak zwykle ;-).
            Ja twierdzę tylko, co z dużą swobodą pominąłeś, że zdiagnozowanie
            każdego (lub w większości) zdradzającego faceta jako palanta jest
            totalnym uproszczeniem a przez to tezą zgoła fałszywą. Niewiele
            wiesz o kochanku i sytuacji autorki.
            Wyobraź sobie następujący scenariusz Dominika ma problemy
            małżeńskie, brak seksu itp. znajduje faceta, który jej się podoba i
            działa na nią jak para na gwizdek . Facet ma żonę poświęconej
            robieniem kariery więc obie strony znajdują wspólny temat i pole do
            komunikacji. Nie włączają ostrzegawczych hamulców – naturalnych w
            szczęśliwych związkach, nie wystawiają znaków "do not touch". Ale
            to Dominika jest stroną aktywną to ona jest myśliwym. Jest w tym
            dobra i umie to robić, a że ma warunki, to ....Wiadomo, co się
            święci, ale facet (nie palant) uprzedza, że niezależnie od rozwoju
            sytuacji – żony nie opuści. Bez zobowiązań. Wchodzisz w to
            Dominiko ? Oczywiście. Następuje najlepszy okres u kochanków,
            gejzery, namiętność, motylki, orgazmy życia. Odpowiednie warunki,
            trochę przypadku a trochę premedytacji. Przemycanie się do pokoju
            hotelowego... Łóżko. Seks i orgazmy życia. Potem proza życia,
            wyhamowanie. Albo ze strony faceta wygasa namiętność, albo
            zadziałały inne mechanizmy obronne . Rozstanie ... Czy taki facet
            jest palantem ? Nigdy w życiu ... Możliwy scenariusz ? Nie wiem czy
            w tym przypadku tak było – ale tak MOŻE być. Żeby uprzedzić , że to
            nie gdybanie choć sam też gdybasz w najlepsze (patrz liczba
            wyrazów "pewnie" i "może" w powyższym Twoim akapicie...)! ;), W
            opisany wyżej sposób poznałam mojego ... przyjaciela. Palanta ? ;-)

            Swoją drogą Twoje określenie "pozwolił się kochance zakochać" jest
            dość absurdalne. Ciekawe jak miał jej tego zabraniać ? Rozumiem, że
            gdyby jej powtarzał jak mantrę "nie zakochuj się we mnie.." byłby
            tylko półpalantem ? ;-).
            Może to Dominika go wykorzystała, może facet poczuł, że to oscyluje
            w kierunku właśnie miłości ? I uratował (paradoksalnie)
            dziewczynę ? Nie wiem. Można snuć dziesiątki scenariuszy. W wielu z
            nich nadużyciem byłoby określenie słowa palant ! I o takie
            generalizowanie i nadużycie mam do Ciebie pretensję . Swoją drogą
            świat staje na głowie, żeby kobieta broniła facetów....
            Dla równowagi - nazwałeś żonę faceta "głupią pipą"...bo
            przebaczyła ! czym mi dodatkowo podpadłes ;-).Zbierasz punkty
            karne.... Mam duży szacunek do kobiet, które potrafią przebaczać !
            To niełatwe, wymaga odwagi i bardzo często /autentycznie/ ratuje
            ludzkie życia i ludzkie szczęścia.

            > Ja to nazywam zasadą lwa ludożercy" - w skrócie - jeśli ktoś
            > poczuje smak w zdradzie, jeśli zaczyna widzieć w zdradzie plusy -
            > w przypadku problemów, nudy, tego co nazywa się prozą życia -
            > będzie bardziej skłonny do zdrady i chętnie po nią sięgnie dla
            > rozwiązania swoich problemów niż ten, który wie czym jest zdrada i
            > że nie jest rozwiązaniem tylko mnoży problemy i krzywdzi innych

            To jedynie Twoja hipoteza. Zapewne w gronie osobników-palantów (o
            których nie pisałam !), których motywem zdrady jest przeżycie
            przyjemności, dobrego seksu itp. to prawdopodobne. W gronie
            osobników, których do zdrady pchnęły inne motywy mogę wprowadzić
            równie dobrze moją zasadę nazwaną roboczo zasadą "porażenia prądem".
            Oznacza ona tyle, że partner, który na własnej skórze przekona się
            jakie konsekwencje (negatywne) mogą wynikać ze zdrady – ma nauczkę i
            nigdy więcej w życiu nie powtórzy tego błędu !

            Konkluzja ? Zachęcam jedynie do ostrożności w ferowaniu wyroków.
            Oczywiście jaskrawość poglądów wywołuje polemikę i może właśnie o to
            Ci chodzi ? ;-)
            Pozdrawiam
            • your_and potrzeba wiary w czarno biały świat i jej prorok 18.02.08, 12:40
              Ludzie prości mają potrzebę posiadania prostego czarno-białego
              obrazu świata. Ta wiara ma swojego proroka na tym forum.
              Porównajmy co o zdradzie i kochaniu dwu kobiet mowią dwa
              niekwestionowane autorytety: forumowy glossator w powyższej dyskusji
              i Prof. Bogdan Wojciszke.

              Cheri: Kocham, a nie potrafię wybaczyć. Czy to jest sprzeczne z
              psychologią (istotą) miłości, czy dowód, że po prostu nie kocham?
              Prof. Bogdan Wojciszke: To jest dowód na to, że siebie kochasz
              bardziej.
              (...)
              Gravis: Jak się ma miłość do osób trzecich? Czy miłość do innej
              osoby trzeciej jest skutkiem utraty miłości do osoby "wcześniejszej"
              czy po prostu można kochać np. 2 kobiety?
              Prof. Bogdan Wojciszke: Można kochać dwie kobiety, chociaż trudno
              liczyć na to, że one uznają to za miłość.

              rozmowy.onet.pl/2,artykul.html?ITEM=1122603&OS=56179

              • alicja_z rózne bywaja autorytety 18.02.08, 13:09
                W wymiarze praktycznym seksu jeszcze lepszym autorytetem może być
                hydraulik albo operator...młota pneumatycznego ;-)
      • krissdevalnor100 Re: Przesadziłeś glosatorr 15.02.08, 23:15
        Hmmm, ja może bardziej teoretycznie w temacie "szarości" niż
        odnosząc sie do polemiki z glosatorem (aby być dobrze rozumianą),
        ale:
        filozofowanie, ze życie "nie jest takie proste", "bywa
        różne", "szare jest a nie czarno-białe" prowadzić ma w założeniu do
        lepszego zrozumienia złożonych sytuacji oraz do lepszej tolerancji
        (ludzkich ułomności chyba). Tylko, że u niektórych prowadzi
        dodatkowo do relatywizowania faktów i ubarwiania świństw, jakie
        ludzie sobie robią. "Kochanie dwóch osób" jest dla mnie ksiazkowym
        tego przykładem, kiedy przywiązanie, litość, rutynę (żyję tak już
        tyle lat...), egoizm, wygodnictwo, materializm, łotewer nazywamy
        miłością. Nazywamy tak również własne "Dobre Chęci", którymi to, jak
        wiadomo, piekło jest wybrukowane. I które są często głównie szczerą
        chęcią zachowania dobrego mniemania o samym sobie. Człowiek źle,
        baaardzo źle znosi świadomość, ze jest świnią. Ciągnąc podwójne
        n.i.e.u.c.z.c.i.w.e (to jest tu słowo-klucz) układy woli myśleć, że
        kogoś chroni i kocha.
        Pozdrawiam.
    • a.b1 Re: ...........koniec romansu :( 15.02.08, 10:47
      tylko czas i nie rozpamiętuj...
      i nie pchaj się już nigdy więcej w coś podobnego...
      wiem z doświadczenia...
      chwilę będzie bardzo trudno, potem tylko trudno, na szczęście za
      chwilkę wiosna
    • misssaigon Re: ...........koniec romansu :( 16.02.08, 13:52
      dobre romanse to krotkie romanse - ten, widac, trwal za dlugo...
      • yadrall Re: ...........koniec romansu :( 16.02.08, 19:09
        Jezeli chodzi o romanse to wtrace swoje trzy grosze. Z zycia wzete
        trzy grosze...

        Jako bardzo mloda dziewczyna zwiazalam sie z zonatym facetem. Dlugo
        nie wiedzialam,ze ma zone i dwojke dzieci (wtedy dzieci mialy po 3 i
        4 latka). Jak juz w to wlazlam to bylo za pozno-zakochalam sie bez
        pamieci i stracilam rozum (mialam niecale 18 lat,a on byl 10 lat
        starszy). Romans trwal... Na poczatku facet traktowal mnie jak
        odskocznie od zony,ale z czasem sie zakochal i obiecal rozwod. I to
        zrobil. Niestety to byla chyba jedyna rzecz,ktora obiecal i tak
        naprawde zrobil. Nasz zwiazek trwal kilka lat. Potem sie
        rozstalismy,a po jakims czasie ja poznalam mojego obecnego meza. On
        jesz sam... Niedlugo po rozwodzie jego zone pozbawiono praw do
        dzieci (zaniedbywala je-nie probowala nawet sie bronic przed
        odebraniem dzieci) i on przeja opieke nad dziecmi. Dzis jest
        samotnym ojcem prawie doroslych dzieci i ... nadal mnie kocha. Wiem
        o tym, nadal mamy kontakt (tylko przez internet,ale pomimo to wiem
        co u niego slychac) i wiem,ze gdyby on byl inny to bysmy byli razem.

        Niemniej nie kazda kochanka to dziwka co ukradla meza innej, nie
        kazdy zdradzajacy to palant i nie kazda zona to chodzacy ideal...
    • glamourous Re: ...........koniec romansu :( 18.02.08, 12:13
      No coz, forumowe polajanki i moralizowanie w stylu "niemadra
      dziewczyna, wpakowala sie w romans z zonatym, czy ona naiwnie
      liczyla ze on odejdzie od zony???" sa smieszne. Przeciez wszyscy
      doskonale wiemy, ze istnieje calkiem sluszny odestek mezczyzn,
      ktorzy jednak zostawiaja zony i dzieci dla kochanek. Wchodza w nowe
      zwiazki z wiekszymi lub mniejszymi skrupulami, z mniejsza lub
      wieksza latwoscia - ale zjawisko jest bardzo powszechne. Sama znam
      kilka takich przypadkow. Wiec zupelnie naturalne i zrozumiale jest,
      ze mloda kobieta, lowiac zonatego faceta, jakos tam w glebi duszy
      liczy jednak na to ze rozkocha go w sobie tak, ze on zostawi dla
      niej zone i bedzie inwestowal swoje zasoby wlasnie w nia (i nie
      mowie tu tylko o zasobach materialnych). Uzasadnione biologicznie i
      stare jak swiat. Samo zycie. Wiec nie ma co moralizowac i zarzucac
      Dominice naiwnosci. Inna sprawa, ze uwodzenie zonatego jest moralnie
      naganne, ale coz... Biologia rzadko jest politycznie poprawna, jak
      to zyczylby sobie kolega Glossator - bo tez, parafrazujac Woltera,
      nie zyjemy niestety w najlepszym ze swiatow :-)

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka