Dodaj do ulubionych

Nie kocha?

02.05.08, 08:30
Poradzcie mi prosze.
Wyszlam za maz niecale 2 lata temu po okolo 7 miesiecznej znajomosci.Obecnie
jestem w 7 miesiacu ciazy.Poznalismy sie gdy ja dochodzilam do siebie po
nieudanym dlugim zwiazku.BYlo cudownie,maz jest w ogole bardzo dobrym
czlowiekiem,ujal mnie swoja dobrocia i inymi zaletami,inteligencja,poczucie
humoru itd...Wszytsko bylo super,on sie bardzo staral,wciaz zapewnial mnie o
swoich uczuciach,wreszcie poczulam co to znaczy byc w prawdziwym
zwiazku.Oczywiscie od poczatku srednio wierzylam,ze mozna mnie kochac (jestem
DDA-wierzcie mi ze bywam trudna w zwiazkach).BYlo mi super z poczuciem,ze jemu
zalezy bardziej.
Od pewnego czasu mam wrazenie ze cos sie zmienilo.Maz nie okazuje mi tyle
uczuc co kiedys.Owszem,na pytanie,czy mnie kochasz? zapewnia ze
tak,oczywiscie,ale nie pisze mi tego w smsach ani nie mowi tak czesto jak
kiedys,nie caluje sie ze mna od jakiegos czasu (to akurat juz od dawna),po
prostu nie szaleje za mna tak jak na poczatku.
Poza tym na moje obrazanie sie o to,czy jakies sceny placzu-tylko sie
wkurza,nie chce rozmawiac ani sie klocic.Ja,gdy placzac wyrzucam z siebie
swoje jakies frustracje i tesknote za uczuciem,chce tylko zeby mnie przytulil
i powiedzial ze przeciez kocha naprawde.A on wted zamyka sie w sobie...
Nie wiem,ile jest w tym mojej winy (on twierdzi,ze ja sobie roje w glowie
jakies bzdury,ze to wszystko tylko mi sie wydaje) i ze takim zachowaniem
wszystko psuje.Ja jednak nie mam juz sily zeby to wszystko w sobie
tlumic,czesto placze (ostatnio glownie w poduszke).
Boje sie miec dziecko,boje sie ze wszystko jeszcze sie pogorszy gdy sie urodzi.
Na pewno nie ma nikogo na boku,choc obawiam sie,ze moze pewnego dnia zakocha
sie w kims milym, spokojnym,kto nie stwarza 1000 problemow...
Zarzuca mi rowniez,ze wciaz sie go czepiam,owszem,moze nie potrafie byc czula
i mila gdy czuje sie niekochana.
Wiem,ze go kocham,chce z nim byc,ale nie potrafie mu tez w tej chwili tego
okazywac bo czuje sie nieszczesliwa- wciaz mysle obsesyjnie,ze on juz mnie nie
kocha tak naprawde...
byc moze to przez ciaze,te wahania nastrojow itd...Moze faktycznie wszystko
sobie wymyslam (niestety,mam taka tenedencje do stwarzania niepotrzebnych
problemow-wszystko z mojej niepewnosci).
Nie wiem co mam robic,mecze sie barzo,nie potrafie sie tym nie przejmowac.
Poradzcie mi prosze co robic,moze powinnam sie z nim rozstac na jakis czas?I
tak mial do mnie duzo cierpliwosci,moze ja traci po prostu?
A moze sie pomalu odkochuje we mnie?Co mam zrobic?
Obserwuj wątek
    • zlosnica100 Re: Nie kocha? 02.05.08, 09:07
      Iść na terapie dla DDA.

      Ja od razu mowie ze bym z tobą nie wytrzymała.I kwestia terapii byłaby warunkiem
      trwania związku.
      • avide Re: Nie kocha? 17.05.08, 01:28
        Ależ ja Cię lubię Złośnica za te Twoje bezpardonowe wpisy i podejście do
        niektórych problemów ;-))))))))
        Poważnie.

        Patelnią przez głowę, pięścią między oczy, tak bez znaków ostrzegawczych, taka
        prawdziwa terapia szokowa :-))))).
        Żeby życie jeszcze było takie proste... ech.... ;-)))
        Zazdroszczę ludziom takiej łatwości i tego sposobu podejścia do różnych tematów.
        To ułatwia wieeeeele spraw w życiu.

        Pzdr.
        Avide
      • miedzianakonefka Re: Nie kocha? 19.05.08, 08:17
        Musi że chłop kocha bo po opisie sądząc to ja bym dawno spier...ał :P A jak
        kocha to jest z górki zresztą autorka sama wytyka sobie błędy wiec może nawet
        bez terapii by się obeszło tylko popracować nad sobą.

        Alleluja i do przodu...
    • glamourous Re: Nie kocha? 02.05.08, 11:50
      Mysle, ze u Twojego meza nastapilo naturalne w takiej
      sytuacji "zmeczenie materialu". Na poczatku znajomosci - na etapie
      zakochania, buzujacych hormonow i motylkow mozna jeszcze w miare
      stoicko znosic czyjes fochy, ale po dwoch latach takiej emocjonalnej
      hustawki nawet aniol mialby dosc. Zwlaszcza, ze maz ma teraz
      swiadomosc ze jestescie zwiazani nierozerwalnie (dziecko). Mysle, ze
      on zwyczajnie teskni za swietym spokojem, za domowym odpoczynkiem w
      ramionach zony - a Ty fundujesz mu jedynie stres i nerwowke.
      Przypuszczam, ze on wyczajnie nie ma juz ochoty nianczyc cie
      emocjonalnie, bo malo kto by cos takiego wytrzymal na dluzsza mete.
      Na razie chowa w sobie emocje, ale jesli nadal bedziesz ciosala mu
      kolki na glowie, przyjdze dzien ze powie Ci "mam dosc".

      Bez terapii DDA sie chyba nie obejdzie. Pomysl o tym, bo szkoda
      rodziny.
      • amellka32 Re: Nie kocha? 02.05.08, 12:31
        tak wiem,ze to w zasadzie jedyne wyjscie z tej sytuacji.nie chce go
        skrzywdzic,ani tym bardziej dziecka.
        tylko co mam zrobic doraznie?wyprowadzic sie?dac mu troche odpoczac od
        siebie?nawet nie kloce sie z nim,staram sie nie czepiac,rezultat jest taki ze na
        zewnatrz jest spokoj i "zgodne"malzenstwo,a tak naprawde jestesmy daleko od
        siebie jak nigdy.
        odkad sie poznalismy (juz ponad 2 lata,caly czas prawie jestesmy razem,poza
        wyjazdami sluzbowymi).wole jednak teraz pracowac lub robic cokolwiek byle dalej
        od niego i by w spokoju moc poplakac...sadze,ze on tez ucieka w prace.nie dziwie
        mu sie,ale teraz jestem tak naladowana emocjonalnie,ze czuje,ze nie powinnam
        wracac na noc do domu.
        • glamourous Re: Nie kocha? 02.05.08, 13:22
          Po co sie zaraz rozstawac, wyprowadzac i robic cyrki - wystarczy
          poszukac dobrego psychologa i porozmawiac z nim o terapii - juz sama
          taka wizyta powinna uswiadomic Ci pewne sprawy i troche Cie
          uspokoic...

          Twoj glod milosci i atencji jest typowy dla DDA, ale nie jest
          normalny - i to Ty masz problem stale wymagajac emocjonalnego
          nianczenia, a nie maz ktory rzekomo "juz nie kocha". Niestety,
          zwiazek z biegiem czasu ulega pewnym nieuchronnym transformacjom i
          musisz pogodzic sie z mysla, ze nie da sie cale zycie patrzec w
          swoja kobiete jak w obrazek odgadujac jej mysli, zachcianki i
          potrzeby - bo po pewnym czasie nastepuje naturalne wyhamowanie
          poczatkowego hormonalnego i afektywnego nabuzowania. Wspolne zycie
          po prostu toczy sie dalej juz bez tych poczatkowych permanentnych
          uniesien - i ta zmiana jest tak naturalna jak nastepowanie po sobie
          por roku.

          Z drugiej strony kobieta w ciazy jak nikt potrzebuje wyjatkowego
          uczuciowego bezpieczenstwa, poczucia ze wszystko jest OK oraz ze
          partner ja chroni. Twoj maz powinien rozumiec, ze to szczegolny
          okres i ze rozne hustawki nastrojow moga kobieta miotac. W
          normalnych warunkach mysle ze stac byloby go na wyrozumialosc,
          jednak Ty juz chyba wczesniej powaznie nadwyrezylas jego zapasy
          cierpliwosci do Ciebie. Oboje jestescie zwyczajnie zmeczeni.
          Powinniscie wybrac sie do jakiegos porzadnego psychologa - najlepiej
          RAZEM. I to szybko.
      • czerwone_francuskie Re: Nie kocha? 02.05.08, 13:22
        trudno jest wciąż dawać i dawać...związek to co prawda nie jest kasa fiskalna,
        ale gdzieś te rachunki muszą się zgadzać...Twój mąż po 2 latach jest zmęczony
        ciągłym szantażem emocjonalnym, ileż można...teraz potrzeba mu usłyszeć, że jest
        wspaniały, że go kochasz...nie bądź emocjonalną pijwką, daj z siebie też choć
        trochę uczucia, pokaż, że kochasz, że Ci zależy....
        • amellka32 Re: Nie kocha? 02.05.08, 13:42
          dzieki za odpowiedzi,to dla mnie wazne ze moglam komus o tym powiedziec...
          musze zrobic powazny remont w swoim zwiazku.i to jak najszybciej,zanim urodzi
          sie dziecko.
          chce jednak,zeby odpoczal ode mnie,zeby pobyl troche sam.mysle ze jest nam
          obojgu to potrzebne teraz.
          myslicie,ze pewne rzeczy da sie naprawic?a jesli on faktycznie juz sie
          odkochal?jesli nie zapomni pewnych rzeczy?
    • san1 Re: Nie kocha? 02.05.08, 14:45
      amelka ja wiem co to żyć z dda i rozumiem twojego męża ,ja wytrzymałem 16 lat
      /sam nie wiem jak/ ciągłe dawanie i zgadywanie jest bardzo ciężkie ,a tak
      naprawdę nie wiedziałem co jest grane .Pozdrawia, wiem jedno jeżeli chcecie być
      razem to bez terapii sie nie obejdzie
      • amellka32 do san 03.05.08, 13:02
        to opowiedz cos wiecej o swoi dlugoletnim zwiazku,jak to wygladalo i jak sie
        skonczylo.ku przestrodze:(
        • minka-minka.32 Re: do san 03.05.08, 18:29
          Amelko, sama jesteś kowalem swojego losu. Psycholog jest Ci bardzo potrzebny bo
          jesteś wręcz okrutnie emocjonalna. Rozumiem, że masz huśtawki nastrojów, hormony
          buzują bo ciąża. Ale bądź dorosła, weź odpowiedzialność za swoje czyny i
          zachowanie. Nie dręcz męża pytaniami tylko zaakceptuj obecną sytuację i postaraj
          się dawać, dawać i jeszcze raz dawać siebie swoją miłość, dobroć,
          zainteresowanie jego sprawami etc. Jeśli masz coś palnąć ugryź się w język.
          Mężowi daj odpocząć emocjonalnie ale się nie odsuwaj bądź przy nim, niech on
          czuje, że TOBIE na NIM zależy. On musi wiedzieć, że jesteś pewna Waszego
          związku, że może Ci zaufać, że jesteś jego partnerką w życiu a nie rozchwianą
          emocjonalnie dziewczynką, która sama nie wie czego chce.
          • amellka32 Re: do san 03.05.08, 20:20
            Minko,masz absolutna racje...
            dobrze,ze w ogole napisalam na tym forum.
            odkrylam w nim wrecz skarbnice zyciowej wiedzy.zeby jeszcze tylko umiec
            wyciagnac wnioski i zastosowac rady praktyce.
            co do mojej sytuacji to zamierzam probowac.kiedys myslalam,ze wystarczy
            tylko,zeby ktos mnie kochal a reszta przyjdzie sama.szkoda,ze zapomnialam,ze ja
            musze tez z siebie dawac,nie bac sie okazywania uczuc,pracowac nad soba i nad
            zwiazkiem.nie chce stracic mego meza.obsesyjnie sie boje
            porzucenia,samotnosci.mam nadzieje ze nie jest jeszcze za pozno.
    • amellka32 Re: Nie kocha? 04.05.08, 11:34
      no i nie wiem co dalej,probuje,ale mi nie wychodzi:(frustruje mnie,ze maz nie
      okazuje mi uczuc,staram sie naprawde dac mu spokoj,ale w glebi meczy mnie to
      bardzo.dzis efekt byl taki,ze rozplakalam sie gdy zwrocil mi uwage o jakies
      glupstwo.dopowiedzialam sobie w myslach cala reszte- gdyby mnie kochal
      przytulilby mnie i byloby po sprawie.tymczasem on pojechal cos zalatwic,a ja
      poprosilam go by pobyl dluzej poza domem.on nie chce sie ze mna klocic,ja tez
      nie,ale jakos musimy w koncu porozmawiac...nie wiem co robic,chyba naprawde
      powinnismy sie rozstac na tydzien lub chociaz kilka dni...
      • kajda28 Re: Nie kocha? 04.05.08, 12:00
        amelka ja powtórzę co wcześniej było napisane, terapia DDA, albo nawet tylko
        zwykły psycholog- b. często już po pierwszych spotkaniach widać rezultaty,
        będziesz spokojniejsza, bardziej pewna siebie.
        Pozdrawiam.:)))
      • szklany_klosz Re: Nie kocha? 04.05.08, 15:08
        amellko, podpisuję się pod tymi radami, których udzielono Ci powyżej. I jeszcze
        jedno, nie oczekuj cudów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, daj sobie i
        mężowi trochę czasu.Nie da się się wszystkiego zmienić z dnia na dzień. Nie
        załamuj się tym, że wczoraj udzielone rady nie sprawdziły sie dzień później.
        Terapia i wychodzenie z kryzysu to proces. Trzymaj się ciepło!
        • amellka32 Re: Nie kocha? 04.05.08, 16:14
          dzieki za odpowiedzi i slowa otuchy.
          myslicie,ze nie jest za pozno?a jesli pewnych rzeczy nie da sie cofnac?nie mozna
          nikogo zmusic do milosci.gdy nie ma uczuc,nie pomoze nawet najlepsza
          psychoterpia czy psycholog...
          chyba,ze jeszcze ma te uczucia w stosunku do mnie,wtedy zrobie wszystko zeby sie
          udalo.tylko w tej swojej chorej wyobrazni,trudno mi uwierzyc,ze jeszcze mnie
          kocha...
    • trzydziestoletnia Re: Nie kocha? 04.05.08, 17:23
      Błędna koło - ty nie chcesz okazyac uczyc, bo nie potrafisz, kiedy on nie okazuje - on nie okazuje, bo nastapilo "zmeczenie materialu" albo wyczerpala mu sie bateryjka do okazywania uczuć. Nadskakiwał, starał się, a tu wciąż "1000 problemów", płacze i frustracje. Dodatkowo twoj stan może mieć ogromny wpływ na huśtawkę nastrojów, skłonność do płaczu i ogólne rozchwianie hormonalne.
      • amellka32 Re: Nie kocha? 04.05.08, 18:32
        dokladnie tak jest-bledne kolo,dzis juz tak ryczalam,ze chyba bardziej sie nie
        dalo...ze mna faktycznie jest cos mocno nie tak.
        piszecie,ze psychoterapia pomoze,ale blagam,niech to tez napisze ktos kto mial
        takie doswiadczenia!
        poza tym,powiedzcie mi,jak Wy dajecie sobie rade z zaakceptowaniem tego,ze
        uczucie powszednieje?czy w ogole powszednieje w waszych zwiazkach?
        • juzia214 Re: Nie kocha? 04.05.08, 19:49
          Amelko miła czy czekasz az ktos Ci powie:tak stara ale z Twojego męża wał.?
          no to się raczej nie doczekasz.
          facet jest nor-mal-ny.
          i zachowuje się jak każdy facet,który czuje,ze zrobił wszystko i juz więcej
          zrobić nie moze.
          a Ty jestes w ciązy i zachowujesz się dziwacznie-to tez jest nor-mal-ne.
          to te pokopane hormony tak działają.
          pamietaj o tym,ze jeśli czegos od faceta chcesz to musisz mu to powiedzieć.
          nie pomyslec.powiedziec.
          terapia czyli grupa pomaga.bardzo.i grup DDA jest sporo.
          a tak doraznie radziłabym Ci poszukać sobie kogos do poplakania w rękaw,jakiegos
          forum dla mam,albo kobiet w ciązy,albo jakieś psiapsiółki.
          żeby ten Twój mąż nieszczęsny zobaczył,ze Ty nie tylko ryczysz ale tez się
          usmiechasz.
          acha i w związu jest to normalne ,ze od czasu do pory trzeba sobie przypomniec
          czemu własnie ta osobę sobie wybrałam/łem na partnera zyciowego.
          i to,ze nie tylko zyciem uczuciowym człowiek zyje,ale ma tez problemy np.w
          robocie i nie ma ochoty domyslać sie co ta druga osoba akurat czuje (smutek) tez
          jest normalne. :D ;)


        • archiwalda Re: Nie kocha? 23.06.08, 11:16
          Kobieto opamietaj się!!!

          TAK W KAZDYM ZWIĄZKU UCZUCIE POWSZEDNIEJE!!!!!
          WSZYSTKO CO MASZ W ZYCIU NA STAŁE POWSZEDNIEJE!!!!

          twój mąz jest święty, że to wszystko znosi, a ty dziękuj Bogu, że
          ciagle jest koło ciebie, a nie wymyślaj rozstania dwa miesiące pzred
          porodem. A poza tym zastanów sie dobrze zanim powiesz to
          sakramentalne musimy od siebie odpocząć. Możesz byc niemile
          zaskoczona jak skwapliwie na to przystanie i będziesz jeszcze
          bardziej nieszczęśliwa tym razem na temat jak on mógł się zgodzic na
          rozstanie i zostawic mnie samą w ciązy przed porodem. jak nie kijem
          go to pała

    • victta Re: Nie kocha? 04.05.08, 20:18
      Amelko,jesli nie pojdziesz zaraz na psychoterapie,Twoj maz cie zostawi.Masz to
      jak w banku.Wtedy popelnisz samobojstwo lub wpadniesz w jakis destrukcyjny nalog
      lub zawleczesz sie na psychoterapie.Wiec moze isc juz teraz poki nie jest za
      pozno .I nie dla meza-DLA SIEBIE!
    • krissdevalnor100 Re: Nie kocha? 04.05.08, 21:11
      Żaden facet nie będzie przez 40 lat zaglądal w oczki, SMSował o
      swoim gorącym uczuciu i śpiewał serenad. Nawet jesli przez pierwszy
      rok, przed, uwaga, ślubem i ciąża, zapewniał, że tak będzie.
      Przejdź sie na terapię, bo rozpaczliwa potrzeba uczucia, którą ja
      akurat świetnie rozumiem, wykończy Ciebie i Twoje małzeństwo (trudno
      przewidzieć kolejność) i z pewnością zahaczy o dziecko. Absolutne
      minimum to samodzielna praca u podstaw po oczytaniu się literatury.
      Ale to trudniejsze niż dobra sesja terapeutyczna.

      I weź pod uwagę, że ten dobry, starający się się i ciepły mąż moze
      sam mieć niezłe deficyty i głębszą traumę. A to ciepło i zalewanie
      uczuciuem to sposób na ukrywanie i walkę z własnymi problemami. Ja
      się na takie coś naciełam. Kilka lat podgrzewania moich bólów
      egzystencjonalnych później musiałam odpracować:)))). Minus- od
      cholery pracy nad związkiem po obu stronach. Plus- jak oboje są
      podobnie rąbnięci to się w gruncie rzeczy rozumieją jak mało kto.
      Jeśli tak jest u was to nie przegap.

      Acha: dziecko już macie, więc na banie się nie jest dobry moment;)
      • amellka32 Re: Nie kocha? 04.05.08, 23:13
        jakby nie bylo macie racje
        Joziu,fora dla mam sa fajne,ale wiesz w zakresie- hm,czy pora juz szykowac i
        prac ubranka dla dzidzi,jaki kupic wozek i inne pierdoly,bardzo zreszta
        przydatne,ale na tym koniec.
        tak naprawde musze sama w swojej chorej glowie przemyslec to wszystko,o czym
        rowniez piszecie
        co do meza,to jak juz wspominalam,chyba mu sie wyczerpala "maszynka do
        swirkania" o uczuciach˙.ale swietnie odgadlas Krissdevalnor,ze tez musi miec
        problemy emocjonalne,bo tak doskonale nad nimi niby panuje ze mozna dostac
        pier...czasem
        i masz racje,myslalam glupia,ze bedzie tak zawsze mowil i pisal i zapewnial o
        uczuciach.i rozmawiam z moimi znacznie starszymi kolezankami,ktore probuja mi
        uswiadomic jak wyglada udane malzenstwo po 20 latach bycia razem.i probuje to
        zaakceptowac jako naturalna kolej rzeczy.kiepsko mi to idzie.


        • sunrise2006 Re: Nie kocha? 05.05.08, 09:39
          schemat moja droga kogoś z syndromem DDA. ja już rozwaliłam swoje
          jdno małzeństwo, teraz jestem w innym związku, też nierz rozwalam,
          mimo że się już staramni pracuję nad sobą. Ale tu mam mniej oporów,
          bo ten facet nie jest tak fajny jak poprzedni. Ale tamtego już nie
          zawróce :(
          jak będziesz chciała pogadać pisz na maila. i naprawdę idź na
          terpaię, wszyscy ci dobrze radza, ja ci mogę powiedzieć, ze u mnie
          dużo zmieniła.
          • amellka32 Re: Nie kocha? 05.05.08, 18:27
            Sunrise,powiedz mi jak dlugo trwala ta terapia?bylas wtedy w zwiazku?jak u
            Ciebie wygladalo malzenstwo,ktore sie rozpadlo?mozesz cos wiecej opowiedziec please
    • juzia214 Re: Nie kocha? 05.05.08, 20:02
      >>Sunrise,powiedz mi jak dlugo trwala ta terapia?bylas wtedy w zwiazku?jak u
      Ciebie wygladalo malzenstwo,ktore sie rozpadlo?mozesz cos wiecej opowiedziec
      please<<
      Mała czy Ty uwazasz ,że ktos Ci da gotowa recepte na wyzdrowienie,ze ktos za
      Ciebie przezyje to co Ty masz przezyc, przemyslec,przegryżć?
      przeciez wiesz ,ze tak sie nie da.
      • amellka32 Re: Nie kocha? 05.05.08, 20:54
        oczywiscie,ze nie.chce przykladow,ze jest to MOZLIWE,chce w to wierzyc
        • zlosnica100 Re: Nie kocha? 05.05.08, 21:24
          Maz nie jest po to by wypełnić deficyt uczuć z dzieciństwa.
          Ty nakładasz na niego olbrzymie brzemię.

          A co ty mu dajesz?

          Dajesz tolerancje, zrozumienie, kochasz go za to jaki jest?

          Czy chcesz by był ci matka, ojcem, kochankiem, mężem i opiekunem?
          Tak sie nie da.On nie jest wash and go.
          On tez ma potrzeby jak kazdy.Zwiazal sie z kobieta, dorosla osoba, a nie
          plączącym dzieckiem.
          Uważam ze cię kocha./Inaczej dawno spakowałby manatki/.

          Pytasz czy kocha..no tak, ale czy Ty kochasz jego czy tylko go potrzebujesz by
          potwierdził ze jest ktoś dla kogo jesteś warta miłości...

          Jesli kochasz idz na terapie, nie za miesiac, tydzien idz zaraz, zadzwoń jutro i
          sie umów i mu o tym powiedz.

          Powiedz ze go kochasz i chcesz pomoc wam obojgu, a wkrótce trojgu.
          • gaapa Re: Nie kocha? 05.05.08, 22:44
            umowilam sie na pierwsza wizyte na pojutrze.
            dzieki za posty tak w ogole
            nie ma obok mnie nikogo,kto uswiadomilby mi,ze to wszystko moja wina.potrafie
            swietnie udawac przed znajomymi,w pracy.pewnie wielu osobom byloby trudno
            uwierzyc jaka potrafie byc naprawde,w napadach zlosci czy histerii.
            mam nadzieje ze do porodu zdaze czegokolwiek sie nauczyc.
    • hradok Re: Nie kocha? 06.05.08, 17:02
      Kobieta bardzo potrzebuje potwierdzenia, że mąż ją kocha. Tylko czy słowa to
      wszystko. czasem wystarczy spojrzenie. Nie jesteśmy codziennie na wakacjach,
      często trzeba rozwiązywać różne problemy, wykonywać różne zadania. Mamy przecież
      obowiązek utrzymać rodzinę..i czasem ucieka nam uwadze, że nasze najbliższe
      osoby czekają na ciągłe potwierdzanie tego, że ich kochamy. góral by ci tak
      powiedział " nie przybieraj sobie dziewcze do głowy".
    • amellka32 Re: Nie kocha? 06.05.08, 23:08
      wlasnie rozmawialam z mezem.on naprawde jest ze mna nieszczesliwy:( wszystko mi
      dokladnie powiedzial,jak sie zachowuje itd...mimo wszystko wierzylam,ze nie jest
      ze mna az tak zle.ale jest.
      ide jutro do psychologa.boje sie tylko,ze moze on po prostu bedzie chcial
      odejsc,albo ze pewnych rzeczy nie da sie juz odwrocic.jestem cholernie zdolowana:(
      • juzia214 Re: Nie kocha? 06.05.08, 23:15
        NARESZCIE!
        byc moze teraz nie bedzie idealnie,gładko,ba bedzie zupelnie inaczej czasem
        strasznie(ratunku cos trzeba zmienic!).
        trzymam mooocno kciuki za powodzenie.
        mądra,madra dziewczynka. ;)
      • szklany_klosz Re: Nie kocha? 07.05.08, 09:34
        Teraz może być już tylko lepiej. Powoli, małymi kroczkami, ale do przodu :-).
        • amellka32 Re: Nie kocha? 09.05.08, 23:37
          jestem po pierwszej wizycie u psychologa.jak na razie moze przez chwile mialam
          lepszy nastroj i wiare ze bedzie ok.
          ja jednak wciaz widze,ze jemu juz tak nie zalezy.nie umiem przerwac tego
          blednego kola.jak na dzien dzisiejszy oczywiscie.nie umiem mu nie zarzucac,ze
          pisze za malo albo ze nie mowi o uczuciach.wszystko jest do dupy...
          • amellka32 Re: Nie kocha? 16.05.08, 22:34
            to znow ja.bylam juz na 2 wizytach u psychologa,niby sie staram,ale wciaz
            wszystko sie pieprzy...
            moj maz jest juz chyba uprzedzony do mnie na tyle,ze prawie wszytko co mowie
            interpretuje jako czepianie sie..ja nakrecam sie i panikuje jeszcze bardziej,z
            dnia na dzien jest coraz gorzej,glownie ze mna.
            teraz juz sam nie wie,czy tak naprawde mu zalezy,zreszta nie dziwie mu
            sie,doprowadzilam go sama do tego.
            nie sadzilam,ze to takie trudne...
            tak w ogole to co dzien czytam,to co napisaliscie w moim watku...w jakis sposob
            powstrzymuje mnie to przed dokonywaniem kolejnych glupstw...
            • witold71 Re: Nie kocha? 17.05.08, 05:01
              No to teraz być może potrzebujecie terapii oboje ( może go namówisz
              na taką dla pary przed pojawieniem się dziecka ? to zawsze coś ).
              Pytałaś wcześniej o czas - licz się z tym, że to będzie jak
              cukrzyca : konieczność spotkań z psychoterapeutą do końca życia (
              aby utrzymać równowagę ). Ponadto - przy dziecku oboje musicie tyrać
              równo - dziecko wyczuje wszelkie negatywne nastroje, i efektem może
              być ciężkie ADHD ). Gdybyś nie była w ciąży zaproponowałbym lekką
              gandzię cobyście się pośmiali I W KOŃCU WYLUZOWALI !!!
              I jeszcze jedno - jeśli facet poczuje się w potrzasku (
              niezrównoważona żona + dziecko = BEZNADZIEJA DO KOŃCA ŻYCIA )
              zacznie pić bardziej, niż normalnie a z tego mogą być tylko kolejne
              poważne problemy ( na razie jak rozumiem gosć jest raczej bierny )
              TY MUSISZ SIĘ STARAĆ I BIORĄC DZIECKO JAKO PRETEKST MUSISZ JAKOŚ GO
              PRZEKONAĆ, ABY ON STARAŁ SIĘ RAZEM Z TOBĄ.
    • amellka32 Re: Nie kocha? 19.05.08, 07:55
      to znowu ja,niestety:(
      wciaz jest bardzo zle,weekend byl przeokropny.myslalam ze jakos peklo w nim
      cos,te wszystkie emocje puscily,ale nie...mimo,ze od soboty wieczor go juz nie
      bylo w domu i ze mial sobie wszytsko przemyslec stoi to nadal w martwym
      punkcie.wyznalam mu jak bardzo go kocham i jak bardzo mi zalezy na naszym
      zwiazku,ale on jest juz tak zamkniety w sobie,tak mam wrazenie nieszczesliwy,ze
      tylko mnie od siebie "odtraca"...
      a ja oczywiscie wciaz sie nakrecam i nie moge sie uspokoic...
      nie wiem czy nie zakonczymy tego zwiazku po prostu...on tego wyraznie
      chce,przynajmniej na dzien dzisiejszy twierdzi ze nie chce ze mna byc tak jak
      jest teraz.
      i co dalej?znow ide do psychologa,ale nie wiem czy to ma sens,skoro on juz nie
      chce byc ze mna:(
      • krissdevalnor100 Re: Nie kocha? 19.05.08, 08:48
        Amelka, nie popadnij w drugą skrajność i nie czołgaj sie teraz za
        nim wśród łkań. Niech wie, ze go kochasz, niech widzi, że sie
        starasz. Ale Ty musisz znaleźć jakiś zrównowazony punkt (mam na
        myśli stan psychiczny) i tego punktu się trzymać. Inaczej to
        wszystko będzie wyglądało jak miotanie się histeryczki. Facet, sam
        mając deficyty, NIEKONIECZNIE zatrzyma się w rozsądnym punkcie ze
        swoim "odbieraniem" tego, czego mu, jak rozumiem przez dłuższy czas
        nie dawałaś (znów w sensie emocjonalnym). Ludzkim odruchem (i moze i
        uzasadnionym) jest "odebranie sobie" i "odbicie" na partnerze tego,
        czego mi nie zapewniał przez długi czas. Partner który czuje sie
        skrzywdzony (a Twój rozumiem właśnie sie czuje) będzie chciał poczuc
        sie lepiej i wydrenować z drugiej strony uczucia których tak mu było
        brak. Jesteś osobą, która z "regulacja przepływu uczuć" ma
        drastyczne problemy, więc widzę Cię (moze się mylę oczywiscie) jako
        super-kandydata na wydrenowanie całkowite, skoro już masz te wyrzutu
        sumienia. a, przepraszam za bezpośredni wtręt, DDA mają sporą
        tendencję do wpychania partnerów na pozycję wampirów emocjonalnych,
        samym sobie robiąc krzywdę.

        Spokojnie. Spokojnie, spokojnie, spokojnie. Wszystko wymaga CZASU.
        Nie rób nerwowych ruchów. Co ma być to będzie. Mężowi też musisz dać
        czas. NIE PANIKUJ. Myśl, gdzie ten środek i jego się trzymaj.
        • amellka32 Re: Nie kocha? 19.05.08, 13:31
          dzieki Krissdevalnor.wiem ze musze wziac sie w garsc.cholernie to
          trudne...strasznie bym chciala nabrac dystansu do calej tej sytuacji i sie nie
          przejmowac tym w tej chwili.ale nie moge.zreszta,niegdy go nie widzialam w takim
          stanie,widac ze jest bardzo nieszczesliwy.powiedzial mi tez,ze nie czuje zebym
          go kochala,ze jestem z nim bo nie potrafie byc sama...to fakt,panicznie boje sie
          zostac sama,ten lek przed porzuceniem tkwi we mnie juz od dziecinstwa chyba.
          postaram sie na to wszystko spojrzec z boku,na te moje zalosne histerie i
          zebranie o uczucie..zachowuje sie zalosnie po prostu,co zreszta wywoluje
          przeciwny efekt do zamierzonego.
          ale musze dac sobie rade.jeszcze raz dzieki
          • amellka32 Re: Nie kocha? 19.05.08, 14:00
            dodam jeszcze,ze maz pochodzi z rozbitej rodziny,niewatpliwie ma deficyty
            uczuc.sam tez przyznaje,ze to nie byla w tym wszystkim moja wina,ale tez i jego
            (ja to oczywiscie interpretuje,ze uczucie sie ulotnilo tak latwo,jak latwo mu
            przyszlo zakochac sie we mnie).przeciez tak czasem jest,gdy czlowiek sie
            odkochuje,wszystko zaczyna ci w nim przeszkadzac.po prostu...nie ma uczucia-nie
            ma nic,zadnych staran,zadnych czulych gestow.moze po prostu obie sprawy nalozyly
            sie na siebie i tyle.nie mozna sprawic zeby ktos nas pokochal.niestety.
            • amellka32 Re: Nie kocha? 20.05.08, 04:05
              no coz...i wszystko jasne.scenariusz,ktorego nigdy po nim bym sie nie
              spodziewala- ma kogos od kilku miesiecy,romans w pracy.
              i co Wy na to?
              nie wiem jak dalej zyc,caly swiat mi sie zawalil
              • sunrise2006 Re: Nie kocha? 20.05.08, 10:48
                o rany!!!!!!! ae skąd wiesz????? to potwierdzone???
              • krissdevalnor100 Re: Nie kocha? 20.05.08, 10:58
                To zmienia postać rzeczy.
                Nie rezygnuj z terapeuty!!!
                Trzymam mocno za Ciebie kciuki.
                • amellka32 Re: Nie kocha? 20.05.08, 11:27
                  powiedzial mi.i co teraz?:(
                  • niezapominajka333 Re: Nie kocha? 20.05.08, 14:21
                    I teraz przynajmniej wiesz, że jego ochłodzenie jest efektem
                    romansu, a nie twojej zachłanności na okazywanie uczuć.

                    Kombinował jak łysy koń pod górę, żeby utrzymać cię w
                    nieświadomości, więc co się stało, że ci powiedział?

                    • krissdevalnor100 Re: Nie kocha? 20.05.08, 18:02
                      On jej teraz powie/da do zrozumienia/powie że nie ale z nawału
                      zarzutów wyniknie jasno odwrotne przesłanie,że:
                      to wszystko jej wina, bo była TAKA. Albo juz powiedział, mozemy
                      robić zakłady;)

                      Amelko, ochłoń. Narazie tylko to i nic wiecej.
                      Za kila dni zastanowisz się, co tak naprawdę TY o tym myslisz. Bywa
                      różnie. Czasem ludzie idą na wojnę, czasem się pakuja i bez słowa
                      znikają, czasem wypruwają flaki żeby odzyskać małżonka, czasem
                      jeszcze coś. Z każdej opcji mozna być zadowolonym, byle wybrać to,
                      czego nam tak naprawdę potrzeba. Da się to zrobic.
                  • szklany_klosz Re: Nie kocha? 20.05.08, 18:20
                    Amellko, mądrze Ci tu poradzono. Nie zapomnij o terapii. Teraz możesz w
                    dwójnasób jej potrzebować. Sprawy miedzy Tobą a mężem jakoś się ułożą, czy się
                    rozstaniecie, czy zostaniecie ze sobą, a wasze dziecko będzie potrzebować
                    miłości i już teraz liczy na nią ze strony obojga rodziców. Nie podejmuj
                    pochopnych decyzji. Musisz rozmawiać z mężem. Tak poważnych rozstrzygnięć, jak
                    te, które są przed Wami, nie da się podjąć w jeden wieczór. Trzymam za Ciebie
                    kciuki.
                    • amellka32 Re: Nie kocha? 20.05.08, 18:34
                      dlugo sie wahal,czy mi to powiedziec.duzo go to kosztowalo wszystkol,ale w koncu
                      zdobyl sie na odwage i mi powiedzial.ze to wszystko jego wina i ze on to
                      spieprzyl,nie szukal winy we mnie,no moze w tym ze kiedy sie to zaczelo bylo
                      miedzy nami zle.przeplakalismy prawie cala noc,wzielam wolne i probuje dojsc do
                      siebie.jego poprosilam zeby na razie sie gdzies wyniosl,chociaz na troche.pewnie
                      rozwod bedzie najprostszym wyjsciem.kocham go,on pewnie mnie tez w jakis sposob...
                      ale nie wiem czy bedziemy umieli zyc razem,ja ze swiadomoscia ze on mnie
                      zdradzil,a on bo to wszystko zaszlo tak daleko...
                      boje sie ze wykoncze sie psychicznie
                      • tanahoe Re: Nie kocha? 21.05.08, 14:47
                        Przeżyjesz tyle Ci powiem.
                        Wiem, że w tej chwili jest źle.
                        Myśl o sobie. Ja też tak robię. Nie zaglądałam tu już dawno a jak byłam tu
                        ostatnio to też tak biadoliłam mimo, że nigdy nie złapałam go za rękę z
                        kochanką. A teraz we mnie się wszystko zmieniło. To moje życie i żyję dla
                        siebie. Mimo, że jesteśmy małżeństwem to stałam się asertywna i przynajmniej mi
                        jest tak lepiej. Nie szukaj winy w sobie bo to nie Ty jesteś winna. Może się
                        pogodzicie a może nie tego nikt nie przewidzi.Jedno o czym możesz w tej chwili
                        myśleć to o zabezpieczeniu finansowym siebie i dziecka. Jeśli rozwód to z
                        orzeczeniem o jego winie. Wiem, że to strasznie brzmi:( Czas leczy rany to
                        slogan ale bardzo prawdziwy.
                        • sunrise2006 Re: Nie kocha? 23.05.08, 09:48
                          Amelko ja oststanio rzadko wchodzę do netu, bo mam kupę pracy. Ale
                          wiedz, że trzymam za ciebie ciuki!!! żebyś się z tego podniosła.
                          Wiesz, sama wiem- jestem DDA, jak trudno jest takim ludziom komuś
                          zaufać, nasycyć si tym, co nam daje. Ale zdrada to dla takiego
                          człowieka tak ogromny cios - bo to wątłe zaufanie które tak
                          pieczołowicie DDA próbują budować znowu zostało obalone i co od
                          nowa?? Nie wiem, jaką decyzję podejmiesz. Ale wiedz jedno - ta
                          decyzja jest twoja, nie twojego męża. On już zrobił to na co miał
                          pomysł jak mieliście kryzys. Teraz karty w Twoim ręku. Wiesz są rżne
                          osoby, ja bym zdrady wybaczyć nie umiała, jestem zbyt wątła
                          psychicznie na takie rzeczy. Ale ile osób, tyle rozwiązań. Mogę ci
                          powiedzieć jedno, mimo że może nie powinnam - ale jest to tylko moja
                          ocena sytuacji zupełnie subiektywna, ten twój facet to wcale e nie
                          jest dobry facet, żeby zdradzić swoją kobiete, która jest w ciąży.
                          To jest największe ch....stwo. Przepraszam za słowo. Ja jestem w
                          szoku. Zrobił to teraz w takiej sytuacji, czy będzxiesz mu w stanie
                          zaufać. Oj, no wiele jest pytań na które musisz sobie teraz
                          odpowiedzieć. Pisz tu na forum, wiesz,.. to pomaga... ja też
                          wielokrotnie to wykorzystywałam
                          • amellka32 Re: Nie kocha? 23.05.08, 14:07
                            na razie sie rozstalismy,nie dalo sie wytrzymac obok siebie...
                            staram sie zrozumiec to wszystko,nie jest latwo.boli,mam wiele zalu do
                            niego.jednoczesnie wciaz go ocham.nie wiem czy bede umiala z nim byc.na razie
                            cchemy sobie to wszystko przemyslec.na spokojnie.
                            a potem trzeba bedzie jakos sprobowac sobie to wszystko poukladac...
                  • fabiolalast Re: Nie kocha? 22.06.08, 12:52
                    może stało się tak jak pisałaś wyżej... czyli nie wytrzymał presji i
                    poszukał "spokoju"?
    • rarely mam dla ciebie trzy wiadomosci 23.05.08, 15:50
      wszystkie zle
      pierwsza bez terapi nie utrzymasz małżenstwa albo je utzrzymasz ale bedzie to
      meczarnia

      druga
      terapia jest takim momentem ze w zwiazku moze byc jescze gorzej niz przed ale
      daje niewielka szanse

      ze po jakims czasie bedzie lepiej i tego nalezy sie trzymac

      jezeli nie przeleczysz sie z DDA to jest duza szansa ze twoje dzieci przejma
      twoje toksyczne zachowania i beda tak samo cierpialy jak ty
      wiazaly sie z dziwnymi czesto uzależnionymi ludźmi

      i łancuszek bedzie trwał
    • bibe08 Re: Nie kocha? 23.05.08, 21:20
      możeby tak terapię grupową DDA
    • zola Re: Nie kocha? 03.06.08, 11:10
      jeju jakbym siebie widziala...
      ja tez nie jestem latwa
      jestesmy razem ponad 7 lat
      ponad dwa trwa malzenstwo, synek ma 1,5...
      i bylo ok
      choc on twierdzi ze do roku dusi w sobie to ze go odrzucam i nie
      jest dla mnie atrakcyjny i nie ma na seks czasu
      a wczesniej przeszedl ze mna pieklo bo go meczylam o jego byle
      trwalo to tez rok
      wytrzymal nie zniechecil sie
      bylo ok
      i znowu przeze mnie bach
      i tez sie boje najgorszego
      jest moim pierwszym i nie chce innego
      kurcze musze pracowac
      powodzenia
    • zola Re: Nie kocha? 03.06.08, 12:10
      bardzo mi cie zal
      zycze ci jak najlepiej
      sama mam problem
      i chce lepszego zakonczenia
      trzym sie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka