amellka32
02.05.08, 08:30
Poradzcie mi prosze.
Wyszlam za maz niecale 2 lata temu po okolo 7 miesiecznej znajomosci.Obecnie
jestem w 7 miesiacu ciazy.Poznalismy sie gdy ja dochodzilam do siebie po
nieudanym dlugim zwiazku.BYlo cudownie,maz jest w ogole bardzo dobrym
czlowiekiem,ujal mnie swoja dobrocia i inymi zaletami,inteligencja,poczucie
humoru itd...Wszytsko bylo super,on sie bardzo staral,wciaz zapewnial mnie o
swoich uczuciach,wreszcie poczulam co to znaczy byc w prawdziwym
zwiazku.Oczywiscie od poczatku srednio wierzylam,ze mozna mnie kochac (jestem
DDA-wierzcie mi ze bywam trudna w zwiazkach).BYlo mi super z poczuciem,ze jemu
zalezy bardziej.
Od pewnego czasu mam wrazenie ze cos sie zmienilo.Maz nie okazuje mi tyle
uczuc co kiedys.Owszem,na pytanie,czy mnie kochasz? zapewnia ze
tak,oczywiscie,ale nie pisze mi tego w smsach ani nie mowi tak czesto jak
kiedys,nie caluje sie ze mna od jakiegos czasu (to akurat juz od dawna),po
prostu nie szaleje za mna tak jak na poczatku.
Poza tym na moje obrazanie sie o to,czy jakies sceny placzu-tylko sie
wkurza,nie chce rozmawiac ani sie klocic.Ja,gdy placzac wyrzucam z siebie
swoje jakies frustracje i tesknote za uczuciem,chce tylko zeby mnie przytulil
i powiedzial ze przeciez kocha naprawde.A on wted zamyka sie w sobie...
Nie wiem,ile jest w tym mojej winy (on twierdzi,ze ja sobie roje w glowie
jakies bzdury,ze to wszystko tylko mi sie wydaje) i ze takim zachowaniem
wszystko psuje.Ja jednak nie mam juz sily zeby to wszystko w sobie
tlumic,czesto placze (ostatnio glownie w poduszke).
Boje sie miec dziecko,boje sie ze wszystko jeszcze sie pogorszy gdy sie urodzi.
Na pewno nie ma nikogo na boku,choc obawiam sie,ze moze pewnego dnia zakocha
sie w kims milym, spokojnym,kto nie stwarza 1000 problemow...
Zarzuca mi rowniez,ze wciaz sie go czepiam,owszem,moze nie potrafie byc czula
i mila gdy czuje sie niekochana.
Wiem,ze go kocham,chce z nim byc,ale nie potrafie mu tez w tej chwili tego
okazywac bo czuje sie nieszczesliwa- wciaz mysle obsesyjnie,ze on juz mnie nie
kocha tak naprawde...
byc moze to przez ciaze,te wahania nastrojow itd...Moze faktycznie wszystko
sobie wymyslam (niestety,mam taka tenedencje do stwarzania niepotrzebnych
problemow-wszystko z mojej niepewnosci).
Nie wiem co mam robic,mecze sie barzo,nie potrafie sie tym nie przejmowac.
Poradzcie mi prosze co robic,moze powinnam sie z nim rozstac na jakis czas?I
tak mial do mnie duzo cierpliwosci,moze ja traci po prostu?
A moze sie pomalu odkochuje we mnie?Co mam zrobic?