Dodaj do ulubionych

Po 17 latach ... moja historia

14.11.08, 21:22
Poznalismy sie w podstawowce, bylo bajecznie, pierwsza milosc,
pierwsze zblizenie po prostu bajka, ja mialam 16 on 18 lat.
Pierwsze 10 lat naszego zwiazku jakos zlecialy, czasem bylo dobrze a
czasem nie. Mialam 26 lat jak kupilam mieszkanie i podstawialma go
pod sciana ze ma mieszkac ze mna i wyprowadzic od mamusi. Kazde z
nas mialo dobrze platna prace , wiec zle nei mielismy. Pozniej byla
ciaza, slub , strata dziecka, rozpacz. No i sie zaczelo ... ja
wpadlam w wir planowania ciazy, kalendarzykow, gdy on przychodzil z
pracy czekalam na niego tak jak najbardziej lubial, ubrana w mini,
ponczochy i inne takie ... to tralo 2 lata. Zaszlam w kolejna ciaze
wysokiego ryzyka o sexie mozna bylo zapomniec, pozniej jak urodzialm
dziecko, nie tylko zmienilo sie moje cialo ale i ja bylam tak
zmeczona ze o sexie nei myslalam. Zauwazylam ze on on czasow mojej
ciazy inaczej na mnie patrzy, nie jak na kobiete ktora kocha,
pragnie, tylko jak na matke swojego dziecka, kobiete ktora poda
obiad jak wroci z pracy i zapyta ktora koszule ma wyprasowac na
nastepny dzien. Rozmawialam z nim o tym , twierdzi ze kocha mnie i
pragnie, potem przytulil, byl sex i znow to samo. Od 3 miesiecy od
momentu jak minelo 17 lat jak jestesmy razem nie zrobilam zadnego
ruchu (czytaj: nie ubralam sie jak lubi) nie przytulil mnie, nei
powiedzial ze kocha, nie szepnal czulego slowka, nie dal buzi na
dzien dobry czy dowidzenia. Zastanawiam sie czy nei trzyma nas
przyzwyczajenie - w koncu tyle lat, czy mnie nie trzyma jego kasa?
hmm prawde piszac chyba trzyma , ale ile mozna tak zyc?
Kiedys chodzilismy wspolnei na spacery a teraz, woli umowic sie z
kolega i jego zona i idziemy w 4+dzieci ze mna chyba nudno by bylo :/
imprezki, kino, teatr, wspolny film chocby na dvd - nie pamietam
kiedy wspolnei to robilismy. Nasz wieczor jak wyglada ? on siedzi
przed kompem a ja przed tv eehh ciezkie to zycie, a moje to ma
jeszcze takie zakrety bez znakow ze nei wiem gdzie skrecic :/
Pozdrawiam asiulka

Obserwuj wątek
    • femme.fatale1978 Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 21:56
      Nie wiesz gdzie skręcić? Przecież sama sobie jesteś sterem żeglarzem i okrętem.
      Życie to sztuka wyborów i kompromisów, czasami nieudanych, ale zawsze NASZYCH
      wyborów. Wybieraj.
    • mujer_bonita Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 22:05
      asiulka1976 napisała:
      > zakrety bez znakow ze nei wiem gdzie skrecic :/

      Drogowskaz: terapia?
      • asiulka1976 Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 22:26

        zastanawiałam sie nad terapia, problem z tym ze moj M jest az tak
        zapracowany ze zapewne nei bedzie mial na nia czasu, druga sprawa on
        napewno nei widzi problemu wiec na terapie go nie namowie, bo co mam
        zmusic ?? postawic na ostrzu noza terapia albo rozwod ??
        wlasnei problem w tym ze ja widze problem a on nie, dla niego jest
        fajnie, cieply obiad, koszula wyprasowana, piatki wieczor z kumplami
        dla odprezenia, a ja ?? ja z pracy do odmu, obiad, sprzatanie,
        dziecko i wieczorme nei mam sie do kogo przytulic bo go nie ma.
        • aandzia43 Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 23:23
          postawic na ostrzu noza terapia albo rozwod ??
          > wlasnei problem w tym ze ja widze problem a on nie, dla niego jest
          > fajnie, cieply obiad, koszula wyprasowana, piatki wieczor z kumplami
          > dla odprezenia, a ja ??

          Jeśli on nie widzi problemu, bo ma wszystko, czego potrzebuje do szczęścia, i
          nie zobaczy tego problemu po grzecznych rozmowach z tobą, to przestań dawać mu
          to, co dajesz. A co traktuje jako oczywistość. Skutkuje. To znaczy nadal nie
          widzą problemu, ale lecą na terapię, aż się kurzy. Tam go czasem dostrzegają.
          • mujer_bonita Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 23:32
            aandzia43 napisała:
            > Jeśli on nie widzi problemu, bo ma wszystko, czego potrzebuje do
            szczęścia, i
            > nie zobaczy tego problemu po grzecznych rozmowach z tobą, to
            przestań dawać mu
            > to, co dajesz. A co traktuje jako oczywistość. Skutkuje

            Popieram :) Czasami trzeba partnerowi pomóc postawić się w naszej
            sytuacji ;) Potrzeba za potrzebę, tak jest zdrowiej.
          • nomya aandzia43 bardzo słuszna rada 15.11.08, 00:16
            n/t
        • mujer_bonita Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 23:27
          Dlaczego od razu stawiać sprawy na ostrzu noża? Może najpierw
          zapytać, poprosić? Na ważne rzeczy czas się znajdzie. Jak macie czas
          posiedzieć przy kompie/tv to na 45 minut terapii też się znajdzie.

          W sumie to od dłuższego czasu zastanawia mnie jedna rzecz,
          przewijająca się w 80% wątków. 'On/Ona nie widzi problemu'. Jakiego
          probelmu?
          1. Braku seksu od kliku miesięcy?
          2. Braku rozmów, czułości, bliskości?
          3. Braku zaspokojenia potrzeb żony?

          Zastanawiam się jak musi zostać sforuowane pytanie, żeby otrzymać
          odpowiedź 'nie widzę w tym problemu'.
          • nomya . 15.11.08, 00:21
            "> Zastanawiam się jak musi zostać sforuowane pytanie, żeby otrzymać
            > odpowiedź 'nie widzę w tym problemu'."


            Ano wierz mi, że całkiem wprost. Niestety wygląda na to, że nasi mężczyźni
            zazwyczaj nie mają problemów z tym, z czym my- jako kobiety mamy w związku z
            pożyciem... Świadczy to nie wiem o czym, egoizmie? Kochance? Hmmm...
            • mujer_bonita Re: . 15.11.08, 11:49
              nomya napisała:
              > Ano wierz mi, że całkiem wprost. Niestety wygląda na to, że nasi
              mężczyźni
              > zazwyczaj nie mają problemów z tym, z czym my- jako kobiety mamy w
              związku z
              > pożyciem...

              To akurat rozumiem, że druga strona może nie widzieć problemu w
              seksie raz na 3 miesiące bo jej/jemu to odpowiada. Natoimast
              odpowiedź 'nie widzę w tym problemu' na sytuację nr 3 czyli kiedy
              partner mówi, że jego potrzeby są niezaspokojone to już dla mnie
              duży problem związku.

              Pytanie - czy w rozmowach mówimy otwarcie o naszych potrzebach czy
              ogólnie ględzimy o 'problemie'?
        • markos28mr Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 13:34
          Dokładnie jak TY mają Greczynki , mąż wieczorami do knajpy z
          kolegami , a żona w domu z dziećmi. I powiem Ci nie narzekają ,
          mężów szanują, nigdy nie zdradzają, jak idą razem to zawsze pół
          kroku za mężem, w autobusie ustepują miejsca swojemu mężowi, po
          prostu znają swoje miejsce w małżeństwie i jest im dobrze z tym. To
          co napisałem jest prawdą , mieszkałem,pracowałem i żyłem w Grecji 3
          lata , więc znam to z własnych obserwacji.A na dodatek jak mąż
          zejdzie z tego świata gdzieś koło czterdziestki to już do końca
          życia chodzą w żałobie ( ubrane na czarno bez względu na
          temperaturę ). Znam wiele krajów Europy i uważam że najgorszymi
          żonami (ale tylko dla Polaków) są Polki. Z czego to wynika , a
          mianowicie rozpieszczania Polek przez samych Polaków , całowania w
          rękę , przepuszczania w drzwiach , ustępowania miejsca w autobusie
          i.t.p. , a dzieje się to od wieków i przyniosło efekty , niestety
          Panowie opłakane dla Nas Polaków. Zaznaczę ,że Polki w kontaktach z
          obcokrajowcami są w porządku i nawet lepsze jako żony od tych
          miejscowych. Więc Panowie dalej całujcie swoje Polki po rękach ,
          przepuszczajcie w drzwiach, ustępujcie miejsca w autobusie , a
          efekty szybko się pojawią , będziecie lekceważeni , zdradzani (
          przyklad Wlk. Brytani , co tam wyrabiają Polki) i.t.d. Wiem ,że
          Panie które przeczytają ten wpis będa święcie oburzone , ale co
          mają potwierdzić ,że tak jest ? I jeszcze jedno, pewien Grek nie
          dawno w rozmowie ze mną stwierdził,że Polacy nie maja rozumu,
          właśnie dlatego ,że tak postepuja ze swoimi żonami jak opisałem
          powyżej.
          • mujer_bonita Żony?? 15.11.08, 13:56
            Żony czy niewolnice dbające o swojego pana/właścicela?
            • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 14:25
              Jeżeli lubią rolę niewolnic w małzeństwie i im to pasuje, szanując
              przy tym swoich mężów to myślę , że o to chodzi. A Polki chołubione
              w odwecie nie szanują swoich mężów, zdradzają , są dobre w łóżku ,
              ale z kochankiem to jest lepiej ?
              • mujer_bonita Re: Żony?? 15.11.08, 14:40
                markos28mr napisał:
                > Jeżeli lubią rolę niewolnic w małzeństwie i im to pasuje, szanując
                > przy tym swoich mężów to myślę , że o to chodzi.

                O tym czy coś pasuje czy nie można mówić jak ma się WYBÓR. Jak
                kultura narzuca tylko jeden słuszny model to można się tylko
                podporządkować.

                W polsce też są kobiety, którym odpowiada rola niewolnicy choć jest
                ich niewiele. Bo czemu ograniczać się do bycia dodatkiem do meża
                jeżeli można mieć własne, udane, satysfakcjonujące (o zgrozo) życie?

                Jasne - taki scenariusz jest gorszy dla facetów. Bo niewolnica jest
                własnością, nie będzie się skarżyć, nie ma gdzie odejść. Nie trzeba
                o nią specjalnie dbać. Natomiast z wolną kobietą jest tyle zachodu -
                dbać o nią trzeba, szanować, pomagać, wspierać, rozumieć. Istny
                koszmar ;)
                • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 14:50
                  Zapytam Cię tylko , jeżeli o Polki mężowie (Polacy) dbają ,
                  zabiegają , nadskakują im , a one nie są bynajmniej bardziej
                  szczęśliwe od Greczynek , a na dodatek są dużo gorszymi żonami dla
                  Polaków , to gdzie tu logika w Twojej wypowiedzi ?
                  • aandzia43 Re: Żony?? 15.11.08, 15:01
                    markos28mr napisał:

                    > Zapytam Cię tylko , jeżeli o Polki mężowie (Polacy) dbają ,
                    > zabiegają , nadskakują im , a one nie są bynajmniej bardziej
                    > szczęśliwe od Greczynek , a na dodatek są dużo gorszymi żonami dla
                    > Polaków , to gdzie tu logika w Twojej wypowiedzi ?

                    A kto ci powiedział, że Greczynki są szczęślisze od Polek? To tylko
                    twoje życzeniowe myślenie, bo podoba ci się wygodny i bezproblemowy
                    z punktu widzenia faceta model. Jak jest naprawdę, tego nie wiesz
                    ani ty, ani ja. A żona gorsza czy lepsza, to też kwestia upodobań.
                    Są faceci, których służące brzdzą i nudzą na dłuższą metę. Mów facet
                    za siebie.
                    • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 17:50
                      Nie spotkałem Greczynki, która skarżyłaby się na swój los, a tym
                      bardziej na męża , a w ciagu 3 lat tam pobytu spotykałem ich dużo i
                      w różnym wieku. Spodziewałem się , że Wam Kochane to się nie
                      spodoba, ale taka jest rzeczywistość.
                      • aandzia43 Re: Żony?? 15.11.08, 18:53
                        markos28mr napisał:

                        > Nie spotkałem Greczynki, która skarżyłaby się na swój los, a tym
                        > bardziej na męża , a w ciagu 3 lat tam pobytu spotykałem ich dużo
                        i
                        > w różnym wieku. Spodziewałem się , że Wam Kochane to się nie
                        > spodoba, ale taka jest rzeczywistość.

                        Nie, nam to zwisa.

                        A widziałeś psa, który skarży się na pana?
                        • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 19:03
                          Spodziewałem się tego , że wam to zwisa.Jakby Polacy przez 500lat
                          byli tak rozpieszani przez Polki, a po 500 latach jedna odważna by
                          się sprzeciwiła to też by nam zwisało.
                  • mujer_bonita Re: Żony?? 15.11.08, 15:12
                    markos28mr napisał:
                    > to gdzie tu logika w Twojej wypowiedzi ?

                    W pokazaniu, że porównujesz jabłka do marchewek ;)

                    Weźmy na przykład Afganki - mają wybór posiadanie pana/właściciela
                    (w postaci ojca, brata, męża, syna) lub śmierć głodowa. Tak - przy
                    takim wyborze bycie niewolnicą to prawdziwe szczęście ;) Szanują
                    swojego pana jako podstawę swojego istnienia.

                    Ale nie żyjemy w takim kraju. Tutaj kobiety mają wolny wybór,
                    dlatego faceci muszą się starać. Samo 'bycie żoną/niewolnicą' nie
                    jest dla kobiety atrakcyją alternatywą. To co proponujesz,
                    czyli 'nie starajcie się faceci' nie zadziała w Polsce. Dlaczego? Bo
                    kobiety mając do wyboru bycie niewolnicą a bycie singlem wybiorą
                    bycie singlem jako lepszą alternatywę ;) My mamy taki wybór.

                    Po drugie - co to znaczy 'Polki są złymi żonami?' bo ja się z tym
                    nie zgadzam. Żona to dla mnie coś innego niż kucharka, sprzątaczka,
                    niańka do dzieci. To towarzysz życia. A w związku, że żyjemy w kraju
                    wolnych ludzi na szacunek wolnego człowieka trzeba sobie zasłużyć.

                    Podsumowując - aby wprowadzić Twój tok rozumowania trzeba by Polki
                    ubezwłasnowolnić. Wtedy to miałoby sens bo szanowałyby swoich panów
                    jako podstawę ich bytu. A że to nierealne...


                    PS. Dam sobie rękę uciąć, że odsetek niezadowolonych z takiego życia
                    Greczynek nie jest niższy niż odsetek niezadowolonych ze swojego
                    życia Polek ;)
                    • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 18:12
                      Dla mnie również, a może przede wszystkim , żona nie powinna być
                      tylko kucharką , sprzątaczką i coś tam jeszcze. Powinna być przede
                      wszystkim partnerką do seksu, a reszta sama się doszlifuje. Ale
                      właśnie Polki mają z tym problem, może nie wszystkie , ale znaczna
                      większość, żeby po urodzeniu dziecka być dalej partnerką dla męża, a
                      nie tylko matką Polką dla dziecka.Jeżeli Ty jesteś inna to chwała Ci
                      za to , ale czy tak jest musi stwierdzić Twój mąż i to wtedy gdy
                      Ciebie przy tym nie ma.Ty zawsze będziesz twierdzić , że jesteś
                      ideałem dla męża , a on sam nie wie czego chce. Przykładem jest tu
                      niejaka eeela, która sama jest ideałem , ale tylko w jej oczach.
                      • mujer_bonita Re: Żony?? 15.11.08, 18:26
                        markos28mr napisał:
                        > Ty zawsze będziesz twierdzić , że jesteś
                        > ideałem dla męża , a on sam nie wie czego chce

                        Mój partner wie czego chce. I w żadnym wypadku nie uważa, że
                        żona 'Powinna być przede wszystkim partnerką do seksu, a reszta sama
                        się doszlifuje'. Doskonale zdaje sobie sprawę, że 'SAMO' nic się nie
                        stanie z związek to wspólna praca nad wspólnym szczęściem, jak
                        również, że seks jest SKUTKIEM nie przyczyną takiej a nie innej
                        sytuacji.

                        > Przykładem jest tu
                        > niejaka eeela, która sama jest ideałem , ale tylko w jej oczach.

                        Jakkolwiek często się eeelą spieram nie zauważyłam, żeby robiła się
                        tu na ideał. W sumie to wieszę jej przeprosiny za ciągnięcie
                        dyskusji :P

                        PS. Co do 'nieskarżących się' Greczynek. Afganki też się nie skarżą,
                        wiedzą, co im za to grozi.
                      • aandzia43 Re: Żony?? 15.11.08, 18:49
                        Ty zawsze będziesz twierdzić , że jesteś
                        > ideałem dla męża , a on sam nie wie czego chce.

                        Ojejku, a to nam się jasnowidz narodził! Ten facet siedzi w głowie
                        partnera Bonity;-D Bonita, pan ma przepis na twój szczęście w twoim
                        związku. Skorzystasz?
                        • mujer_bonita Re: Żony?? 15.11.08, 19:03
                          aandzia43 napisała:
                          > partnera Bonity;-D Bonita, pan ma przepis na twój szczęście w
                          twoim
                          > związku. Skorzystasz?

                          Neeee... nie podoba mi się ale może bym i skorzystała, jakby okazał
                          się skuteczny. Niestety zapytany partner kategorycznie zaoponował ;)
                          • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 19:07
                            A co zastraszony ?
                            • aandzia43 Re: Żony?? 15.11.08, 19:10
                              markos28mr napisał:

                              > A co zastraszony ?

                              Pewnie tak zastraszony i z wypranym mózgiem samo, jak kobiety twoich
                              marzeń.
                            • mujer_bonita Re: Żony?? 15.11.08, 19:14
                              markos28mr napisał:
                              > A co zastraszony ?

                              Wręcz przeciwnie. Nie boi się wyrażać własnych myśli. Na tym polega
                              związek partnerski. Widzisz, jemu się podoba, że jest z myślącą,
                              niezależną kobietą. I dlatego jest ze mną a nie z 'Greczynką' z
                              Twojej opowieści. Jest ze mną, bo mu dobrze właśnie dlatego, że nie
                              chodzę pół kroku za nim :)
                        • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 19:06
                          Ja również nie skorzystam z Twojego przepisu na szczęście , ani z
                          przepisu bonity, mam swój sposób na szczęście.
                          • aandzia43 Re: Żony?? 15.11.08, 19:09
                            markos28mr napisał:

                            > Ja również nie skorzystam z Twojego przepisu na szczęście , ani z
                            > przepisu bonity, mam swój sposób na szczęście.

                            Ależ Markosie nasz kochany, my nie twierdzimy, że znamy myśli twojej
                            partnerki, tak jak ty podobno znasz myśli partnera Bonity. I nie
                            dajemy ci żadnego przepisu na szczęście. Po prostu twoje życzenia
                            odnośnie płci żeńskiej NAS NIE INTERESUJĄ. Naprawdę, granice są
                            otwarte i zawsze możesz wyjechać sobie do jakiegoś Talibanu.
                      • bi_chetny Re: Żony?? 17.11.08, 13:46
                        markos - albo jesteś trollem, albo masz bardzo jednostronne spojrzenie.
                        większość kobiet wcale taka nie jest. Co gorsza, wiele kobiet w Polsce narzeka
                        właśnie na niedostatek seksu ze strony męża. Co ty na to ?
                    • markos28mr Re: Żony?? 15.11.08, 18:30
                      Greczynki też mają wybór , może większy niż Polki , bo Grecja jest w
                      unii 30 lat i jest bogatsza niż Polska, i pamiętają co przysięgały
                      przy ołtarzu mężowi. Polki pamiętają tylko do czasu urodzenia
                      dziecka , a później z każdym rokiem jest tylko gorzej. A nawiasem
                      mówiąc Grecja to nie Afganistan.
                      • kachna79 Re: Żony?? 17.11.08, 14:10
                        > i pamiętają co przysięgały przy ołtarzu mężowi

                        A o którą część przysięgi chodzi?
          • aandzia43 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 14:49
            > Panie które przeczytają ten wpis będa święcie oburzone , ale co
            > mają potwierdzić ,że tak jest ?

            Panie nie są święcie oburzone, panie serdecznie są ubawione;-)

            Co kraj, to obyczaj. Jak cię satysfakcjonuje obcowanie z kobietami
            służalczymi, to ożeń sie z Greczynką. Mnie osobiście nie pasi być
            samicą jakiegoś domowego kacyka chlejącego wińsko co wieczór w
            towarzystwie innych kacyków. Nikt cię tu na siłę nie trzyma.

            A na dodatek jak mąż
            > zejdzie z tego świata gdzieś koło czterdziestki to już do końca
            > życia chodzą w żałobie ( ubrane na czarno bez względu na
            > temperaturę ).

            To niech się dziewczyny cieszą, że nie muszą płonąć z mężami na
            stosach pogrzebowych, jak kiedyś Hinduski. A może sati, jako dowód
            psiej słuzalczoście ze stronu swojej samicy też ci się marzy, Greku
            Markosie?
            • eeela Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:38

              > Co kraj, to obyczaj. Jak cię satysfakcjonuje obcowanie z kobietami
              > służalczymi, to ożeń sie z Greczynką. Mnie osobiście nie pasi być
              > samicą jakiegoś domowego kacyka chlejącego wińsko co wieczór w
              > towarzystwie innych kacyków. Nikt cię tu na siłę nie trzyma.


              Przede wszystkim podejrzewam, że pan forumowicz nieco przesadza i prezentuje
              wyobrażenia o Greczynkach w wyniku myślenia życzeniowego :-) Mam wielu znajomych
              Greków. Kobiety u nich trzęsą domem i całą rodziną :-)
              • markos28mr Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:57
                Trzęsą, ale tylko do czasu dopóki pasuje to Grekowi.

                nikos
            • markos28mr Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:25
              Jesteś typowym przykladem tego ,że Polki są najgorszymi z możliwych
              żonami , ale zaznaczam dla Polaków. Wiedzą ,że z obcokrajowcem nie
              mogłyby sobie pozwolić na takie postępowanie jak z Polakami. Ale jak
              już wspomniałem sami jesteśmy sobie winni i to od stuleci.
              • mujer_bonita Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:40
                markos28mr napisał:
                > Wiedzą ,że z obcokrajowcem nie
                > mogłyby sobie pozwolić na takie postępowanie jak z Polakami.

                Ciekawy punkt widzenia.

                Eeelu, czy jako kobieta związana z obcokrajowcem i na codzień
                obserwująca kobiety (w tym Polki) mieszkające za granicą podzielasz
                spostrzeżenia tego pana?
                • eeela Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:47
                  Nie :-) Mam polskie koleżanki związane z Polakami, i mam te w związkach z
                  obcokrajowcami, i nie widzę specjalnych różnic.
                • markos28mr Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 19:39
                  Widzę, że dostałem sie do towarzystwa wzajemnej adoracji, a
                  dodatkowo dyskusja z wami jest naprawdę trudna, wasza zdolność do
                  dyskusji jest taka jak małp człekokształtnych, więc nie będę się
                  poniżał dalszą dyskusją z Wami. Żegnam bez wyrazów szacunku. Gdyby
                  przypadkiem małpy człekokształtne czytały to forum to je
                  przepraszam,że porównałem je do niejakiel eeeli, bonity czy andzi.
                  • eeela Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 19:44
                    Dzięki Bogu :-) Tylko nie zmieniaj zamiaru :-)
              • aandzia43 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:45
                Skoro już pojechaliśmy personalnie...
                Greku Markosie, twój a priori brak uznania dla mnie, jako żony, jest
                dla mnie komplementem. Gdybyś bowiem uznał mnie za dobry materiał na
                żonę, oznaczałoby to w moim pojęciu, że kompletnie zeszłam na psy
                ;-/// Innymi słowy: niechęć facetów pewnej kategorii oznacza, że
                trzymam pion.
            • markos28mr Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 18:39
              Jestem Polakiem nie Grekiem , bardziej podobają mi się Polki , ale
              tylko z wyglądu nie z charakteru i z ich postepowania z mężami ,
              którym w wielu wypadkach dużo zawdzięczają.
          • anais_nin666 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 15:11
            markos28mr napisał: Dokładnie jak TY mają Greczynki , mąż wieczorami do knajpy z
            > kolegami , a żona w domu z dziećmi. I powiem Ci nie narzekają ,
            > mężów szanują, nigdy nie zdradzają, jak idą razem to zawsze pół
            > kroku za mężem, w autobusie ustepują miejsca swojemu mężowi, po
            > prostu znają swoje miejsce w małżeństwie i jest im dobrze z tym. To
            > co napisałem jest prawdą , mieszkałem,pracowałem i żyłem w Grecji 3
            > lata , więc znam to z własnych obserwacji.A na dodatek jak mąż
            > zejdzie z tego świata gdzieś koło czterdziestki to już do końca
            > życia chodzą w żałobie

            Rozumiem, że piszesz o paniach z głębokiej prowincji, które urodziły się przed 2
            wojną swiatowa;)? Bo te młodsze zachowują się jak każda inna Europejka;)
      • kila-cherish Re: Po 17 latach ... moja historia 14.11.08, 22:45
        Asiu,to od Ciebie zależy jaką decyzję podejmiesz.
        Moim zdaniem,jeżeli nic poza kaską Cię przy nim nie trzyma,to po co
        się męczyć?
        Chyba,że ponarzekasz,ale gdzeiś tam w głębi serca nadal go kochasz.
        Często to kobieta w związku się stara,a jak przestaje to facet nie
        odczuwa potrzeby się starać i przechodzi nad zaistniałą sytuacją do
        porządku dziennego.
        Skoro szczera rozmowa nic nie dała,to chyba faktycznie trzeba się
        udać do specjalisty.
        • nomya Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 00:23
          "> Asiu,to od Ciebie zależy jaką decyzję podejmiesz.
          > Moim zdaniem,jeżeli nic poza kaską Cię przy nim nie trzyma,to po co
          > się męczyć?"

          Jasneee, najlepiej się rozstać, a jakże! Bardzo cenna rada, tyle, że
          nietrafiona... Sama się rozstań z mężem kochana, nie radź głupot. Terapia?
          Owszem, ale czy już TERAZ jest potrzebna? To pytanie musi sobie zadać autorka postu
    • nomya Asiulko 15.11.08, 00:15
      odsyłam Cię do wątku niejakiego Zdzisława- uważam, że jest genialny w swojej
      ocenie. Poczytaj i przemyśl swoje życie.
      Pozdrawiam
    • obywatel_piszczyk Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 00:26
      pierwsze 4 linijki:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=933&w=87012482&a=87149639
    • seth.destructor Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 03:55
      Jak przyjęłaś na siebie rolę gosposi, to facet zapomniał, co to żona.


      nie przytulil mnie, nei
      > powiedzial ze kocha, nie szepnal czulego slowka, nie dal buzi na
      > dzien dobry czy dowidzenia.

      Dlaczego?

      Od 3 miesiecy od
      > momentu jak minelo 17 lat jak jestesmy razem nie zrobilam zadnego
      > ruchu (czytaj: nie ubralam sie jak lubi) .


      Terapia to należy się tylko tobie.
      • murakami2 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 12:26
        Na terapię małżeńską chodzą pary.
      • aandzia43 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 14:58
        > Od 3 miesiecy od
        > > momentu jak minelo 17 lat jak jestesmy razem nie zrobilam
        zadnego
        > > ruchu (czytaj: nie ubralam sie jak lubi) .
        >
        >
        > Terapia to należy się tylko tobie.

        Tobie zaś należy się kurs logicznego myślenia.
        Wiesz dlaczego nie zrobiła żadnego ruchu? Bo wcześniej tych ruchów
        wykonała tysiące i nie dały żadnego rezultatu. Znasz taką żelazną
        zasadę dotycząca relacji międzyludzkich: Jak jakaś metoda nie
        przynosi skutku, to jej zaniechaj i zmień na inną? Po kiego grzyba
        tracić energię na czynności nie przynoszące efektu? Nie sądzisz, że
        to rozsądne?
    • nawrocona5 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 11:08
      ja
      > wpadlam w wir planowania ciazy, kalendarzykow, gdy on przychodzil z
      > pracy czekalam na niego tak jak najbardziej lubial, ubrana w mini,
      > ponczochy i inne takie ... to tralo 2 lata. Zaszlam w kolejna ciaze
      > wysokiego ryzyka o sexie mozna bylo zapomniec, pozniej jak urodzialm
      > dziecko, nie tylko zmienilo sie moje cialo ale i ja bylam tak
      > zmeczona ze o sexie nei myslalam.

      Nie jestem pewna, czy w przypadku opisywanego związku obecne problemy mozna
      całkowicie zwalić na faceta.
      Wyglada na to, że nie miał lekko.
      Mieliście ciężkie przejścia, ty asiulko przeżywałaś na pewno dramatyczne chwile,
      a wasze zycie seksualne podporządkowane było przez dłuższy czas prokreacji.
      Jak piszesz, była to niezła hustawka - najpierw w domu czekała zona w
      ponczoszkach maniacko pragnąca dziecka ( a więc częstego seksu), potem ciąża
      uniemozliwiająca seks, potem ty byłaś zmęczona i seks nie był ci potrzebny.
      Byc może u twojego męża w okresie przymusowego postu nastąpiło "wygaszenie
      potrzeb". Być może widzi w tobie tylko zonę i matkę, ale to ty sama kazałaś mu
      przez jakis czas tak się traktować.

      Pożądanie to nie jest coś, co na gwizdek można włączać i wyłączać.
      Ani nie samochód, który rusza, jak zapali się zielone światło. Twój facet długo
      stał na czerwonym i teraz ruszyć nie może, jak widać.

      Wydaje mi się, że powinnaś mu pomagac, ile sił :))
      Nie twierdzę, że nie masz prawa po 17 latach oczekiwać wyznań miłosnych. Ale
      trzeba przyznać, że wysoko zawiesiłaś poprzeczkę.
      • asiulka1976 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 14:25

        nawrocona5 dzieki :) innym rowniez :)
        nie napisalam ze wina jest tylko z jego strony, wiem ze moze tu ja
        zawinilam, lecz probowalam rozmawiac, przytulac, wysylas sms,
        proponowac kino, wyjscie do pubu i nic to nie poskutkowalo. Rozmowa
        konczyla sie tym ze mowil ze mnie rozumie i 2 dni bylo super a
        pozniej znow sie oddalal, czesto gesto jak mowie do niego to siedzi
        wpatrzony monitor i nawet nei spojrzy na mnei wiec gadam do jego
        plecow ! wyjscie do knajpy owszem czemu nie od razu dzwoni po
        kolegow (z zonami), nawet na wakacje pojechalismy z jedna para i ich
        dziecmi. Od momentu jak stanelam na nogi po ciazy , no moze od 1,5
        roku walczylam , robilam pierwsze kroki i niestety nie bylo efektow.
        Teraz zyje sobie i on sobie (3 mies), czekam , czy przytuli, czy
        zaprosi do kina , i czekam, i czekam ....

        wiecie co tak najbardziej mnei boli, nie brak sexu, tylko rozmow, my
        wogole nie rozmawiamy, na pytanei co tam w pracy ? odpowiada "jak
        zwykle, i tak nie kumasz tych klimatow", nigdy nei zapytal jak mi
        minal dzien w pracy. Zdaje sobie sprawe ze po tylu latach nei bedzie
        jak na poczatku, ale co bedzie za kolejne 15 czy 20 ?? albo dzieko
        odejdzie do swojej drugiej polowy ?? o czym bedziemy rozmawiac hhmm
        to mnie wlasnei dreczy, co bedzie na starosc.
        • nomya Powiedz mu to, co napisałaś tutaj 15.11.08, 15:05
          a po drugie napisz czego Ty nie robisz i robisz, oprócz tego, że masz pretensje.
          Ten opis jest baaardzo jednostronny
    • ulka_x Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 15:49
      Asiulka
      naprawdę nie przyszło Ci do głowy,że mąż ma dość roli samca rozpłodowego?
      na innym forum natknęłam się na Twoje posty,z których wynika że jakieś 1,5 roku
      temu zapragnęłaś drugiego dziecka.To stąd Twoje chęci na seks?
      Będąc na miejscu Twojego męża tak właśnie bym się czuła.
      • asiulka1976 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:06
        Ulka owszem chcialam drugiego dziecka, przez moment, musi sie jednak
        ustabilizowac nasza sytuacja, nie chce zostac samotna matka z 2
        dzieci. Od poltora roku walcze o malzenstwo i mowilam jemu co czuje,
        rozmawialam, nie tylko o tym co tu pisze. On nic nie mowi, nie widzi
        problemu, gdyby byl problem w/g niego chyba by powiedzial jak sie
        czuje- czy nie ??
        • ulka_x Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:19
          Nie wiem Asiulka.Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.Może jest skryty?

          Przychodzi mi tylko do głowy,że po tych wszystkich latach posuchy i seksu na
          żądanie jest już za późno na zmiany.
        • niezapominajka333 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:20
          Wiesz co, Asiulko, wydaje mi się, ze twój mąż nie ma ochoty być z
          tobą sam. Brak rozmów, bliskości, pozwolę sobie zapytać, a co on
          robi przy tym komputerze? Na jakie strony wchodzi? Czym sie zajmuje?
    • ewolwenta Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:31
      > pragnie, potem przytulil, byl sex i znow to samo. Od 3 miesiecy od
      > momentu jak minelo 17 lat jak jestesmy razem nie zrobilam zadnego
      > ruchu (czytaj: nie ubralam sie jak lubi) nie przytulil mnie, nei

      Ale po co to zrobiłaś?
      Asiulka a może czas troszeczkę zmniejszyć koncentracje na związku a
      pobyć trochę sobą? Poszukać swoich pasji i spraw. Sama ustawiłaś się
      w roli żony i matki i zaniechałaś innych ról.
      Kochanka jest tajemnicza, kochanka ma swoje życie. Żeby żona
      pozostała kochanką po tak wielu latach musi budzić podziw. A
      pragniemy tego, co nie jest tak oczywiście, dostępne jak żona.
      • niezapominajka333 Re: Po 17 latach ... moja historia 15.11.08, 16:54
        Evo
        Zajrzyj proszę na pocztę. :)
        • bi_chetny Re: Po 17 latach ... moja historia 17.11.08, 14:10
          czy nie jest to też kwestia twojej chęci posiadania dziecka, której może on nie
          podziela ? Przeżyliście ciężkie chwile, potem wyścig prokreacyjny [który zabija
          spontan jak cholera]. On może nie chcieć już dziecka i podświadomie odsuwa się
          od ciebie, odsuwa zagrożenie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka