biglibido
26.11.08, 03:10
Witam!
Po przeczytaniu "kilku" wątków zastanawiam się, czy ja jestem jakiś inny? Czy wszystkie te wątki to "podpucha" a jakiś bajkopisarz na potrzeby portalu wymyśla wszystkie te historie aby zachęcić ludzi do dyskusji...? Mniejsza z tym. Nie to jest tematem mojego wątku.
Zauważyłem, że wiele kobiet pisze o problemach z partnerami - on nie chce, albo chce ale rzadko, woli oglądać modelki na komputerze itp. itd. Do rzeczy.
Jestem w związku (niemałżeńskim ale tak go traktuję) około cztery lata. Mam 27 lat, partnerka podobnie - NIEWIELKA różnica. Czy jestem atrakcyjny? Brad Pitt to może nie jestem ale nie jest najgorzej. Myślę, że mojej partnerce też NIC nie brakuje - chociaż Ona jest bardziej krytyczna (jak chyba każda kobieta w kwestii swojego wyglądu)... Chodzi mi o naszkicowanie pewnego obrazu i „problemu”.
Otóż w moim związku występuje podobny „problem” do tego, który opisują owe Panie, z tą różnicą, że to ja zawsze mam ochotę a moja partnerka niestety nie. Ja mam ochotę na zbliżenie o każdej porze dnia i nocy – zwłaszcza rano, kiedy Ona nigdy.
Swoją drogą, czy nie uważacie, że dzień po porannym seksie i porannej kąpieli jest przyjemniejszy? W nocy „robimy swoje”, idziemy spać a rano po przebudzeniu ta wspaniała chwila jest tylko rozmytym wspomnieniem, prawie snem.
Wracając do tematu – mogę być zmęczony, niewyspany, chory, głodny, najedzony, smutny, wesoły, w domu, w drodze – zawsze mam ochotę! Mogę to robić prawie codziennie. U Niej wygląda to nieco inaczej. Raz na dwa tygodnie, czasami rzadziej, czasami częściej – ale raczej rzadziej. Nawet jeżeli kochamy się częściej to i tak wydaje mi się, że między zbliżeniami mijają wieki… Kurde przecież jesteśmy młodzi! To kiedy jak nie teraz? Po 50-ce? Jak nie będzie na czym oka zawiesić?
„Trochę” mnie to męczy. Co mam zrobić z nadwyżką ENERGII? Nie wiem gdzie jest przyczyna i będę starał się poruszać z Nią te tematy aby coś zmienić. Raczej rzadko rozmawiamy o naszej sferze intymnej. Czasami wyjaśniamy sobie różne sprawy, niemniej jednak chyba za rzadko.
Nie uważam, że to Jej wina. Wiadomo, mężczyźni bardzo różnią się od kobiet. Dwa różne światy. Ja, jak każdy facet, jestem wzrokowcem. Wystarczy jedno spojrzenie żeby się nakręcić. Kobiety natomiast reagują na to co się do Nich mówi i jak się mówi, jakim tonem itd itp. Może to jest przyczyna. Ja nie jestem poetą, nie jestem typem błyskotliwego mena na wysoki połysk, twardziela, gościa w którego objęciach miękną nogi. Jak pisałem wyżej – nie jest też najgorzej ale nie mnie to oceniać. Może to we mnie tkwi przyczyna. Jednak przez te lata zauważyłem, że Ona chyba też nie jest do końca dojrzała seksualnie. Nigdy nie kupiła jakiegoś sexi ciuszka – tak dla podkręcenia atmosfery. Zawsze te same pozycje – rutyna. Zawsze się bała o ewentualną ciążę – teraz już nie (raczej mi ufa). Do tego NIGDY nie spędziliśmy wspólnej, namiętnej nocy. Zawsze „numerek” i spać. Tak to nazywam bo ja po chwili mam już naładowane baterie a Ją albo boli, albo nie ma ochoty na więcej. Kiedyś nawet mieliśmy 3 tygodniową przerwę z powodu wyjazdu i nawet po tak długim rozstaniu wystarczył jeden numerek na następne dwa tygodnie. Fakt, że najczęściej „dostaję” przed Nią ale jak pisałem wcześniej – chwila i baterie naładowane. Przecież na jednym wytrysku seks się nie kończy. Nie wiem czy Ona myśli inaczej? Zapytam. Zawsze staram się nie zaniedbywać Jej pragnień. Tak było od początku naszego związku. Bywało nawet tak, że Ją zaspokajałem a sam nie brałem w zamian nic – bo już taka zmęczona była!!! Czasami pytam czy chciałaby spróbować czegoś innego, czy może robię coś źle itd., na co odpowiada – nie. Zapomniałem dodać, że dziewictwo straciliśmy ze sobą więc nie jest to raczej kwestia złych wspomnień! No chyba, że ze mną.
Rozpisałem się trochę ale chciałem uniknąć odpowiedzi w stylu "podałeś za mało szczegółów żeby Ci pomóc".
Drogie Panie – bardzo proszę o komentarze.