26.02.09, 19:18
Pogłębić zrozumienie zjawiska Miłości, co powiecie o Miłości?
(staram się tu zagaić możliwie otwracie, bez konkretnych np. pytań
prawda)
Obserwuj wątek
    • galaxyradio Re: Miłość 26.02.09, 19:21
      Wiem tylko,ze podobno milosc istnieje.
      • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:23
        ja słyszałem, że wszystko wybaczy, ale nie chciałem tego do
        zagajenia włączać, żeby nie zawężyć
        • anula36 Re: Miłość 26.02.09, 19:33
          ja optuje za pokochaniem sila woli:)
          • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:38

            a zatem trzeba tylko chcieć, by kochać?

            (tu nadmienię, że kochać jest nawet jeszcze fajniej niż być
            kochanym, paradoks Miłości prawda, bo przecież normalnie lepiej
            znaleźć 100zł niż stracić)
        • galaxyradio Re: Miłość 26.02.09, 19:36
          Czy milosc wszystko wybaczy?Tak ale wylacznie milosc
          macierzynska,bezwarunkowa,do dziecka.Inna milos wszystko wybacza
          tylko w piosence Ordonowny,nie w prawdziwym zyciu.
          Wiem jeszcze z wlasnego doswiadczenia,ze przegladanie sie w oczach
          osoby,ktora nas kocha i ktora my kochamy,jest uczuciem nie z tej
          ziemi.Wiecej nic nie wiem bo zamiast madrzec z wiekiem,mam wrazenie
          ze glupieje.
          • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:40
            A zatem masz w sercu swem doświadczenie Miłości i to nawet
            wzajemnej! (bo lękałem się po Twoim 1. poście - to "podobno" - że
            nie, że życie Twe było drogą przez pustynię...)
            • galaxyradio Re: Miłość 26.02.09, 19:44
              Nie,no co ty,bylo calkiem duzo sympatycznych oaz po drodze przez
              pustynie.W niektorych spedzilam calkiem sporo czasu.
              • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:44
                Rozumiem że wargi Twe mocno spierzchnięte?
                • galaxyradio Re: Miłość 26.02.09, 19:47
                  Nie wiem co napisac.Zglupialam :)
                  • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:51
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=91943925&a=91944086
                    :)
    • loppe Re: Miłość 26.02.09, 19:48
      W małżeństwie nie bądź mężem, ani żoną, bądź miłością łączącą tych
      dwoje... taką sugestię znalazłem tej zimy w lekturze swej
      • juzia214 Re: Miłość 26.02.09, 21:43
        a mozna wiedziec jakaz to lektura sugeruje tak zakodowane zachowania?
        • loppe Re: Miłość 03.03.09, 21:15
          Mądrość Wschodu, ja w ogóle o tych sprawach czytam głównie w
          literaturze Wschodu, wydaje mi się że akurat pod tym względem Zachód
          został daleko w tyle
    • kachna79 Re: Miłość 27.02.09, 09:33
      "Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty przenocujesz, tam ja
      przenocuję, twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg będzie moim
      Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam mnie pogrzebią..."

      Mam nadzieję, że to tekst o moim małżeństwie.

      P.S. Wiem, że to patetyczne, ale jak się zastanowić to jednak
      proste.
    • black-antoinette Re: Miłość 27.02.09, 21:00
      Nie mam pewności jej wieczności, choć żyję taka nadzieją. Tu i teraz jest siłą,
      która chroni nas przed światem. To ona jest ciepłem w którym się rozwijam. Czyni
      mnie bezbronną, bo darzę zaufaniem, ale jestem nim tez obdarzona. Skąd wiem, że
      to miłość, a nie zauroczenie? Kocham, choć nie zawsze jest łatwo i czuję, że
      jestem kochana - mimo wszystko. Teraz wydaje mi się, że jeśli ona by się
      skończyła to moje życie też... To bardzo silne emocje, trudne do wyrażenia
      słowami...
      • caline-czka78 Re: Miłość 27.02.09, 21:12
        a ja mysle ze nie da sie sprecyzowac milosci-bo jest ich wiele i kazda inna i
        zalezna-milosc matki do dzieci,milosc dzieci do matki,milosc do
        malzonka/zonki,milosc do boga,i niektorzy mowia ze oddanie sie w jakims celu np.
        pomoc innym to znaczy "kochac ludzi" itd.kazdy interpretuje milosc po
        swojemu.dla kazdego milosc moze oznaczac cos innego.jednego moge byc pewna-kazdy
        chce byc kochanym,myle sie?
        • kachna79 Re: Miłość 02.03.09, 07:33
          > a ja mysle ze nie da sie sprecyzowac milosci-bo jest ich wiele i
          kazda inna

          Dla mnie taką ogólną definicją jest stwierdzenie, że miłość
          to "bezinteresowny dar z siebie" - mąż, dziecko, przyjaciółka każdy
          potrzebuje od nas innego daru...
          • niezapominajka333 Re: Miłość 03.03.09, 21:22
            Miłość to chemicznie wywołany stan szaleństwa :)
            Coś w tym jest...
            • bi_chetny Re: Miłość 10.03.09, 16:18
              miłość jest ciężką chorobą psychiczną, z której na szczęście się wychodzi. I,
              moim zdaniem, lepiej być kochanym niż kochać. Mniej boli.
              • loppe Re: Miłość 17.03.09, 12:31

                Oddajmy więc głos wybitnemu teoretykowi miłości -


                7 form miłości wg Sternberga

                lubienie: intymność, ale bez zobowiązań czy namiętności.
                zadurzenie: namiętność bez zobowiązań czy intymności.
                pusta miłość: zobowiązanie bez namiętności czy intymności.
                romantyczna miłość: intymność i namiętność, ale bez zobowiązań.
                niedorzeczna miłość: zobowiązanie i namiętność, ale bez intymności.
                partnerska miłość: zobowiązanie i intymność, ale bez namiętności.
                miłość doskonała: zobowiązanie, intymność i namiętność.

                Poszczególne fazy związku wg Sternberga:

                1. Faza zakochania

                Zaczynają rozwijać się trzy składniki, przy czym najsilniej
                przybiera na sile namiętność. Pojawią się symptomy charakterystyczne
                dla miłości.

                2. Faza romantycznych początków

                Charakteryzuje się wzrostem intymności. Jest zazwyczaj krótkotrwała.
                Rozbudzeni namiętnością partnerzy zaczynają częściej się spotykać,
                rozmawiać o sobie, lepiej się poznawać, efektem tego jest wzrost
                intymności. Pojawia się także decyzja co do utrzymania związku i
                przechodzi on w fazę trzecią.

                3. Faza związku kompletnego

                Charakteryzuje się występowaniem wszystkich trzech składników. Wiąże
                się to zazwyczaj z podjęciem decyzji o ślubie, zamieszkaniu razem, a
                więc decyzji co do trwania danego związku. Jest to faza najbardziej
                zadowalająca dla partnerów, a także najbardziej nasycona emocjami.
                Osiągają oni najwyższy stopień intymności. Podobnie teraz ich
                zobowiązanie jest bardzo mocne. Koniec tej fazy jest jednoznaczny z
                nieuchronnym końcem namiętności. Nagłe osłabnięcie namiętności
                wyznacza wejście w fazę czwartą.

                4. Faza związku przyjacielskiego

                Jest pozbawiona składnika namiętności, który jeśli był utożsamiany z
                samą miłością, może oznaczać, że w danym związku miłość wypaliła
                się. Dla wielu ludzi wejście w fazę związku przyjacielskiego oznacza
                najbardziej satysfakcjonujący okres dla ich związku. Uwzględniając
                fakt, że w fazie tej dominuje zaangażowanie, które jest zależne od
                naszej woli, jak i intymność, która tylko po części także jest od
                niej zależna, możemy stwierdzić, że przedłużenie tej fazy jest
                zależne od woli obojga partnerów. Problemem może być dla nich
                podtrzymanie intymności na wysokim poziomie, a więc wzajemne
                zaufanie, lubienie się, chęć pomagania i otrzymywania pomocy. Jeśli
                nie uda się podtrzymać intymności, związek przechodzi w ostatnią z
                faz.

                5. Faza związku pustego

                Charakteryzuje się jedynie zaangażowaniem, które jest jedynym
                składnikiem podtrzymującym go. Diada taka jest jedynie pozostałością
                po miłości, gdyż opierając się na samym zaangażowaniu należy się
                liczyć z możliwością, że któryś z partnerów zapragnie zmiany i
                zrezygnuje z dalszego trwania takiego związku. Jest to faza, która
                nie musi pojawić się w związku, o ile partnerom uda się podtrzymać
                intymność. Jednak w momencie spadku intymności, zaangażowanie może
                również podtrzymywać dany związek z równie dobrym rezultatem. Jeżeli
                dochodzi do tej fazy najczęściej związek przechodzi w fazę szóstą.

                6. Rozpad związku

    • ollele Re: Miłość 10.03.09, 22:52
      miłość to poszanowanie drugiej osoby. a udany seks dopełnienie ;)
    • zakletawmarmur Prawdziwa miłość 11.03.09, 10:01

      Jest sobie wariat, żyje w swoim prywatnym świacie, w którym jest
      szczęśliwy. Ludzie nie potrafią go zrozumieć, jego pomysł na życie
      wydaje mi się absurdalny. Więc wariat błąka się samotnie po świecie.
      Niektórzy ludzie przystają na chwilę. Chcą mu pomóc wyjść na ludzi.
      Wariat próbuje żyć normalnie, jednak na dłuższą metę nie potrafi
      czerpać z takiego życia radości.
      W pewnym momencie zaczyna rozumieć, że jest samotny, zawsze...
      Zamieszkuje, więc w pustelni. I wtedy, gdy już jest pogodzony ze
      swoim losem, spotyka wariatkę. Okazuje się, że jego świat jest jej
      światem. Może dzielić się z nią tym wszystkim, co sprawia mu radość,
      bo jej to też się podoba. Są szczęśliwi na swój prywatny sposób,
      nieograniczony przez żadne normy świata.
      Wariat dalej jest wariatem, ludzie dalej się z niego wyśmiewają, ale
      nie jest już samotny. To właśnie jest prawdziwa miłość.
      • bi_chetny Re: Prawdziwa miłość 11.03.09, 12:09
        zakleta: ładnie to napisałaś. szkoda, że tak rzadko to się zdarza.
      • loppe Re: Prawdziwa miłość 11.03.09, 12:46
        Tekst tego songu wydaje się a propos' Twojego spojrzenia na sprawę -

        Whenever I'm alone with you
        You make me feel like I am home again
        Whenever I'm alone with you
        You make me feel like I am whole again


        Whenever I'm alone with you
        You make me feel like I am free again
        Whenever I'm alone with you
        You make me feel like I am clean again

        However far away
        I will always love you
        However long I stay
        I will always love you
        Whatever words I say
        I will always love you
        I will always love you


        • bi_chetny Re: Prawdziwa miłość 11.03.09, 14:13
          loppe: jedna z moich ulubionych o miłości.
    • stary.kawaler Re: Miłość 11.03.09, 10:34
      Zjawisko rzadko spotykane, nie do zastąpienia przez żaden substytut.
      Postać trwała trudna do utrzymania, bo istota zjawiska jest
      dynamiczna, zmienna w czasie i silnie podlegająca wpływom
      zewnętrznym, a także fizjologii...:)
      Charakteryzuje się równoczesnym w czasie, przestrzeni, w sferze
      emocji dawaniem i otrzymywaniem - poczucia bezpieczeństwa, przyjaźni,
      fascynacji erotycznej, wiary w druga osobę, bezwarunkowego wsparcia i
      akceptacji. Przedmiot natchnienia do twórczości niezliczonych tabunów
      artystów tworzywa wszelkiego :D
      Dla wielu ludzi jest celem życia, wartością nadrzędną. Upośledzenie
      ich życia w tym zakresie nieproporcjonalnie zaburza funkcjonowanie w
      innych sferach.
      :-)
    • zakletawmarmur Re: Miłość 11.03.09, 12:53

      Podobno "nie ma wolności bez prawdziwej miłości" a może jednak "nie
      ma miłości bez prawdziwej wolności"?
      • stary.kawaler Re: Miłość 11.03.09, 13:02
        Bajki...nie ma wolności bez "Solidarności" - to się zgodzę :DDD
        • zakletawmarmur Re: Miłość 11.03.09, 15:22
          > Bajki...

          Tylko pytanie czy bardziej o Roszpunce, czy Małym Księciu?
          :-)

          I kto tu jest bajkopisarzem? Czy to ja tworzę bajkę o samej sobie
          ograniczona jedynie zasobem słów?

          Zawsze mam przecież jakiś wybór... Zgoda na zniewolenie też jest
          formą wolności. Zawsze mogę przecież zaprotestować. Pozbyć się
          kajdan i jak pionier wyruszyć karczować lasy... Tylko po to, aby za
          kilkaset lat, banda ekologów znów zasadziła tam drzewka...

          A może to wszystko jest już jakoś zaplanowane. Taki stały porządek
          świata, w którym nie da się nic zmienić na stałe... Jedynie jesteśmy
          w stanie zainicjować następny etap, który prowadzi do kolejnego i
          jeszcze następnego, aż wracamy do punktu wyjścia. Taka "społeczna
          teoria Gai" (u Jamesa Lovelocka dotyczyła ziemi). Wszystko w jakiś
          sposób się samo reguluje, jesteśmy tylko częścią większej całości.
          Ale to właśnie my jesteśmy tą częścią większej całości, która, w
          wyniku różnych nachodzących na siebie mniejszych zdarzeń, została
          zaprogramowana, żeby dokonywać tego małego, niewidocznego gołym
          okiem kroczku w jedną stronę... Wtedy okazałoby się, że jednak
          jesteśmy niewolnikami i wszystkie nasze decyzje już w jakiś sposób
          są nieuniknione.

          Jeśli jesteśmy tylko niewolnikami to znaczy że nie ma miłości...
          Tylko czy w ogóle nie ma czy tylko w systemie zerojedynkowym?
          1. Nie ma wolności bez prawdziwej miłości.
          Im bardziej wartość miłości zmierza do 1 (prawdziwej miłości) tym
          mamy więcej wolności?
          2. Nie ma miłości bez prawdziwej wolności.
          Im bardziej jesteśmy wolni tym większa nas czeka miłość?
          Chyba wychodzi na to samo... wolność=miłość

          Jeśli nasza miłość jest słaba to oznacza, że jesteśmy bardziej
          zniewoleni?
          Czy gdy miłość zaczyna słabnąć stajemy się również większymi
          niewolnikami?
          A co gdy przestajemy kochać? Czy wtedy wpadamy w "zero" czyli
          totalnego zniewolenia?
          :-)
          • stary.kawaler Re: Miłość 11.03.09, 15:32
            > > Bajki...
            >
            > Tylko pytanie czy bardziej o Roszpunce, czy Małym Księciu?
            > :-)
            - :D żartowałem :))

            > I kto tu jest bajkopisarzem? Czy to ja tworzę bajkę o samej sobie
            > ograniczona jedynie zasobem słów?
            - nigdy nie ma pewności, czy się sami nie oszukujemy

            > Zawsze mam przecież jakiś wybór... Zgoda na zniewolenie też jest
            > formą wolności. Zawsze mogę przecież zaprotestować. Pozbyć się
            > kajdan i jak pionier wyruszyć karczować lasy... Tylko po to, aby za
            > kilkaset lat, banda ekologów znów zasadziła tam drzewka...
            >
            > A może to wszystko jest już jakoś zaplanowane. Taki stały porządek
            > świata, w którym nie da się nic zmienić na stałe... Jedynie
            jesteśmy
            > w stanie zainicjować następny etap, który prowadzi do kolejnego i
            > jeszcze następnego, aż wracamy do punktu wyjścia. Taka "społeczna
            > teoria Gai" (u Jamesa Lovelocka dotyczyła ziemi). Wszystko w jakiś
            > sposób się samo reguluje, jesteśmy tylko częścią większej całości.
            > Ale to właśnie my jesteśmy tą częścią większej całości, która, w
            > wyniku różnych nachodzących na siebie mniejszych zdarzeń, została
            > zaprogramowana, żeby dokonywać tego małego, niewidocznego gołym
            > okiem kroczku w jedną stronę... Wtedy okazałoby się, że jednak
            > jesteśmy niewolnikami i wszystkie nasze decyzje już w jakiś sposób
            > są nieuniknione.
            - bez wątpienia wszystkie nasze bolączki i radości były juz kiedyś
            czyimś udziałem, nie warto zatem nadawać im miana wyjątkowych. Sa
            nudne, aż do ... znudzenia :)
            > Jeśli jesteśmy tylko niewolnikami to znaczy że nie ma miłości...
            > Tylko czy w ogóle nie ma czy tylko w systemie zerojedynkowym?
            > 1. Nie ma wolności bez prawdziwej miłości.
            > Im bardziej wartość miłości zmierza do 1 (prawdziwej miłości) tym
            > mamy więcej wolności?
            > 2. Nie ma miłości bez prawdziwej wolności.
            > Im bardziej jesteśmy wolni tym większa nas czeka miłość?
            > Chyba wychodzi na to samo... wolność=miłość
            >
            > Jeśli nasza miłość jest słaba to oznacza, że jesteśmy bardziej
            > zniewoleni?
            > Czy gdy miłość zaczyna słabnąć stajemy się również większymi
            > niewolnikami?
            > A co gdy przestajemy kochać? Czy wtedy wpadamy w "zero" czyli
            > totalnego zniewolenia?
            > :-)
            - dobre pytania, nawiązują w pewien sposób, to przynależnego
            ludzkiej naturze konfliktu pomiędzy wolnością a pewnością, pomiędzy
            poczuciem bezpieczeństwa i poczuciem zniewolenia.
            Większość postów na tym forum dotyczy przytłoczenia poczuciem
            zniewolenia (np. sytuacją, która ciąży jak kajdany, podczas, gdy nasz
            dusza domaga się wolności).
            Konflikt jest istotą naszego bytowania, po przedłużeniu gatunku
            jedynie narasta, bo już funkcja biologiczna dopełniła się i pozostaje
            czekanie na Godota.
            Dlatego, mój pogląd ogólny jest taki, że owo czekanie należy sobie
            organizować w sposób godny, uczciwy, ciekawy, przyjemny. I pamiętać,
            że nasz partner/ka również tak to odczuwa, może nie wypowiada.
            W pewnym sensie nie ma celu ranienie partnera/ki kwestionowaniem jego
            wyboru lub braku wyboru w sferze seksu. Lepiej próbować się dogadać,
            nawet za wysoką cenę.
            jest to też kwestia asertywności - na ile jesteśmy w stanie uciec od
            walki o narzucenie swojego zdania partnerce/owi na rzecz wspólnego,
            kompromisowego rozwiązania.

            Reasumując....Ludzie, kochajcie się, bo wasze dni i tak odliczone
            :)))
            • zakletawmarmur Re: Miłość 11.03.09, 18:44
              > Większość postów na tym forum dotyczy przytłoczenia poczuciem
              > zniewolenia (np. sytuacją, która ciąży jak kajdany, podczas, gdy
              nasz
              > dusza domaga się wolności).
              > Konflikt jest istotą naszego bytowania, po przedłużeniu gatunku
              > jedynie narasta, bo już funkcja biologiczna dopełniła się i
              pozostaje
              > czekanie na Godota.
              > Dlatego, mój pogląd ogólny jest taki, że owo czekanie należy sobie
              > organizować w sposób godny, uczciwy, ciekawy, przyjemny. I
              pamiętać,
              > że nasz partner/ka również tak to odczuwa, może nie wypowiada.
              > W pewnym sensie nie ma celu ranienie partnera/ki kwestionowaniem
              jego
              > wyboru lub braku wyboru w sferze seksu. Lepiej próbować się
              dogadać,
              > nawet za wysoką cenę.
              > jest to też kwestia asertywności - na ile jesteśmy w stanie uciec
              od
              > walki o narzucenie swojego zdania partnerce/owi na rzecz
              wspólnego,
              > kompromisowego rozwiązania.

              Zwróć uwagę, że nie pisze nigdzie o mojej definicji prawdziwej
              wolności... Sama nie potrafię pojąć jej myślami. Prawdziwa wolność
              jest nieskończona a wszystko co znam, widzę i czuje jest skończone,
              tak jak mój mózg... Tak więc nie mogę odczuwać i prawdziwej miłości:-
              ) Co więc zrobić, żeby chociaż się zbliżyć do tej jedynki na tyle na
              ile mamy możliwości?
              Polecasz kompromis... Przypomina mi się wykład z zarządzania. Pan
              profesor pyta: żona chce nad morze, mąż w góry, rozważmy wszystkie
              możliwości...
              1. 2 tygodnie nad morzem żona zyskuje, mąż traci (1,-1)
              2. 2 tygodnie w górach (-1,1)
              3. Nigdzie, nad jeziorem (-1,-1)
              3. Tydzień tu i tydzień tu. Wszyscy myślą (0,0) a pan prof twierdzi,
              że jednak (-0.5,-0,5) Strata bardziej boli niż zysk cieszy. Więc
              przekonuje nas, że kompromis to najgorsze rozwiązanie:-)
              Wymyśliłam jeszcze jedno rozwiązanie góry nad morzem i nawet + za to
              dostałam;-)
              Tylko życie to nie wykład... Tu trudniej coś takiego wymyślić, żeby
              nikt nie tracił...
              • loppe Re: Miłość 18.03.09, 12:56
                Frank Sinatra kochał Avę Gardner być może bardziej niż większość
                kiedykolwiek kogokolwiek. Jeszcze długo po tym jak zrobiła go w
                trąbę, wł. do końca życia, obsypywał ją prezentami i ponownie prosił
                o rękę
                www.youtube.com/watch?v=11SJlgUFiG4
                • kachna79 Re: Miłość 18.03.09, 13:43
                  kochał Avę Gardner być może bardziej niż większość
                  > kiedykolwiek kogokolwiek.

                  Może po prostu gonił króliczka...
                • zakletawmarmur Re: Miłość 18.03.09, 20:15
                  Mnie się podoba historia tej miłości...

                  www.youtube.com/watch?v=2bNsI9eXpAc
                  • loppe Re: Miłość 18.03.09, 21:30
                    Frank i zwłaszcza Ava pili dużo alkoholu, ale Serge za tych dwoje by
                    wystarczył. Jego też ona-Jane zostawiła, jak Ava Franka, więc co to
                    za miłość? Miłość Franka do Avy to jest miłość - wiele lat po
                    rozwodzie, wciąż zabiegając o jej przyjaźń (chociaż), potrafił na
                    przykład udostępnić jej swój dom w Palm Springs mimo że jej
                    warunkiem było, że jego tam nie będzie.
                    Czy gonił króliczka? No ale on ją skonsumował, tak?, i to w
                    małżeństwie, więc to nie była jakieś gonienie za fantomem wyobraźni.
                    • zakletawmarmur Re: Miłość 19.03.09, 01:10

                      > wystarczył. Jego też ona-Jane zostawiła, jak Ava Franka, więc co
                      to
                      > za miłość?

                      To można było przewidzieć... Czy naprawdę chodzi o to, żeby kochać
                      wiecznie? Byli ze sobą 12 lat. Kurcze, jeszcze nie wiem, czy ja tyle
                      wytrzymam z jakimkolwiek facetem:-) Poza tym tacy ludzie jak Jane i
                      Serge żyją kilka razy szybciej. Dla nich 12 lat z jednym partnerem
                      to tak jak dla Kowalskich 40 lat:-)
                      Wg mnie ich miłość była wyjątkowa. Mieli siłę, żyć wg innych zasad,
                      niż nakazywały społeczne normy. Dzięki temu zmieniali te normy. Nie
                      dostosowali się do społeczeństwa, tylko społeczeństwo do nich.
                      Rozstali się... ale Jane dalej śpiewa ich wspólne piosenki.

                      Co do Franka... Może to potwierdzenie zasady "mężczyźni to
                      masochiści, im bardziej masz ich w d***e tym bardziej im na tobie
                      zależy"?
    • aandzia43 Re: Miłość 13.03.09, 14:08
      Maksymalna otwartość na bliźniego. Intensywne przeżywanie drugiego człowieka.
      Uruchomienie najgłębszych potencjałów i wykorzystywanie ich w relacji z tymże.
      Jednym słowem - Fromm.
      • loppe Re: Miłość 16.03.09, 08:52
        Fromm pozostawał pod wpływem Mądrości Wschodu i stąd psychologiczna
        głębia jego pism, tak rzadko osiągana przez zachodnich myślicieli.
        • cyklista6 Re: Miłość 17.03.09, 15:18
          Avide - czekam co napiszesz, na pewno nie ja jeden :-)
    • glamourous Re: Miłość 18.03.09, 15:09
      Milosc to chemia, zapierajaca dech hormonalna burza generowana przez
      maksymalna genetyczna kompatybilnosc. Po kilku latach chemia
      slabnie, ale przeradza sie w czule przywiazanie, przyjazn i glebokie
      porozumienie (poparte dobrym wieziotworczym seksem) i patrzenie
      wciaz na siebie z wielka zmyslowa przyjemnoscia. Oraz brak nudy i
      zrutynizowania partnera - wciaz odkrywamy go na nowo, bo przeciez
      caly czas stymuluje nas swiadomosc ze to "ten Graal".

      Tak to wyglada w moim odczuciu.
    • killarney5 Re: Miłość 18.03.09, 19:20
      Miłość to prywatny cud.

      Taką definicję gdzieś spotkałam - i sądzę, ze w zwięzłej formie zawiera ona
      wszystko, co różni prawdziwą miłość od innych uczuć.
    • urquhart Od strony technicznej - chemiczne uzależnienie 18.03.09, 20:54
      Uzależnienie od pewnych substancji chemicznych wywołujących uczucie przyjemności w mózgu, a zaburzających trzeźwą ocenę sytuacji.

      >>>

      To właśnie fenyloetyloamina jest tym związkiem chemicznym, który neurobiolodzy najczęściej kojarzą ze stanami emocjonalnymi określanymi jako miłość lub zakochanie. Od dawna było wiadomo, że PEA należy do grupy amfetamin (narkotyków) i że jej podwyższone stężenie w mózgu objawia się stanami podobnymi do tych, jakie odczuwają narkomani: euforią, bezsennością, uczuciem nieuzasadnionej radości, pewnością siebie, zaburzeniami łaknienia czy depresją na przemian z ożywieniem i brakiem koncentracji. Krótko mówiąc, zakochani są w stanie nieustannego amfetaminowego rauszu. Towarzyszy mu bezkrytyczne oczarowanie kochaną osobą.

      Reakcją na podniesienie poziomu PEA w mózgu jest zwiększone wydzielanie noradrenaliny - hormonu zwanego też substancją miłości. Nie znamy dokładnie jej działania, ale wiemy, że jej wysoki poziom w mózgu uwalnia wydzielanie innego związku - dopaminy.

      Dopamina, nazywana "cząsteczką szczęścia", odpowiada za chemiczne procesy w mózgu kontrolujące ruch i zdolność odczuwania przyjemności. Razem dopamina i PEA wywołują doznania, które ludzie odczuwają jako miłość. Poza tym dopamina w reakcji na zdarzenia lub zachowania wywołujące przyjemność, np. seks, pobudza obszar mózgu zwany "ścieżką nagrody".
      Zależności między PEA i dopaminą sprawiają, że przebywanie z kochaną osobą wywołuje takie same uczucia, jakie towarzyszą odbieraniu nagród i wyróżnień.

      Dopamina pobudza też produkcję innej ważnej substancji - oksytocyny. Hormon ten produkowany jest głównie w mózgu, ale także w jajnikach i w jądrach. Magia oksytocyny polega na tym, że działa ona w momentach niezwykle istotnych dla człowieka. Wywołuje skurcze macicy wypychające w trakcie porodu dziecko na świat. Przy orgazmie kobiety nasila uczucie rozkoszy. Odpowiada także za laktację w trakcie karmienia niemowlęcia.
      Wysoki poziom tego hormonu pobudza również uczucia macierzyńskie u matek nowo narodzonych dzieci. Szczurzyce, którym do mózgu wstrzykiwano substancję hamującą działanie oksytocyny, porzucały młode zaraz po urodzeniu.
      (...)
      Jak zgodnie twierdzą naukowcy, nasz organizm z czasem uodparnia się na jej działanie. Tolerancja na PEA pojawia się między 18. miesiącem a 4. rokiem trwania związku. Statystycznie miłość trwa zatem nie dłużej niż cztery lata. Zakończenie fazy fenyloetyloaminowej w miłości nie oznacza jednak, że ludzie muszą się rozstać. W większości wypadków tak nie jest. Do głosu dochodzą endorfiny, tłumione dotąd przez PEA.

      W swym "znieczulającym" działaniu podobne są do morfiny. Przynoszą spokój, przywiązanie, przyjaźń, harmonię, ale także bardzo często nudę. Jeżeli u obu partnerów procesy chemiczne związane z PEA i endorfinami zachodzą w tym samym czasie, związek pozostaje trwały. Jeśli jednak biochemiczne zegary mają inaczej ustawione wskazówki, pary zazwyczaj się rozstają.

      Miłość jest chemią. Naukowcy mają prawo opisywać ją jako ciąg skomplikowanych reakcji. Ale nie oznacza to, że traci ona magię, niepowtarzalne piękno i wzruszenia, jakie w nas wywołuje. Żadna reakcja chemiczna nigdy nie opisze uniesienia, jakiego doświadczymy, gdy ukochana osoba szepcze nam "kocham cię". I obojętne jest, czy szeptała to na pierwszej randce, będąc na fenyloetyloaminowym haju, czy w noc po srebrnych godach, pod wpływem oksytocyny wpływającej na harmonię i przywiązanie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka