kazia_gugu
16.04.09, 10:23
Witam (bedzie długo..)
Zastanawiałam się czy zacząc, jak zacząc aby Panstwa zainteresować
moim postem, wyszło jak wyszło (tytuł).
Obserwuje to forum od jakiegos czasu, podpatruje, szukam rozwiazan
do z pewnoscia znanej panstwu sytuacji.. stad tez tytuł - nic nowego.
Nie napisze nic nowego, czegoby tu jeszcze nie było, nie wiem
wlasciwie czemu ma to służyć, czy chce sie wyżalić czy szukać
porady, wsparcia, łotever.
Mam 30 lat, choc wygladam i myśle o sobie bardziej jak o
dziewczynie, niz kobiecie, ponoc momentami nie wygladam na
pełnoletnia bo sprzedawac mi papierosów nie chcą bez okazania
dokumentu tożsamosci :)
W lipcu wychodze za mąż za cudownego faceta, którego kocham, choć
czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Mój luby jest moim rowiesnikiem, jestesmy ze sobą od trzech lat z
polroczną przerwać. Tak tak z cała świadomościa weszłam drugi raz do
tej samej rzeki, czy jak to tam się zwie.
Ale do brzegu..
Mam dosyć spory temperament, lubie seks, sprawia mi przyjemność,
cieszy, sprawia, że czuje się fantastycznie.
Przez dobre dwa lata nie mieliśmy z lubym problemów w kwestiach
łóżkowych, był spontaniczny, satysfakcjonujący, dopełniający nasze
wspólne pożycie.
Od jakiegos roku cos się zaczeło kaszanić i przestaje sobie z tym
radzić, chodzę sfrustrowana, zła, rozczarowana.
Brak mi adoracji, inicjowania seksu.
Wpierw problemem było to, ze moj luby zatracał sie całkowicie w
grach, świat w okoł niego mogłby nie istnieć, choc wczesniej
reguralnie latał na siłownie, chciał podróżować, mieliśmy czeste
wyjścia do kina, czasem jakiś squash, salsa.
Przysiadł, przywdział kapcie i wołami nie dało się go odciągnać od
kompa. Moje groźby, prośby nie skutkowały - testowałam wszelkie
dostepne mozliwosci - wzbudzanie zazdrości, odpowiednia oprawa
wieczoru, prowokowanie, nawet sytuacje kiedy lądowałam ni stąd, ni
zowąd miedzy jego udami, szybka, namiętna laseczka, po czym wracałam
do swoich prac, licząc ze moze będzie chciał to kontynuować
(zazwyczaj wracał do gry) - z róznym skutkiem, ale co najbardziej
smutne - nie na długo.
Wychodziło na to że sypiamy ze soba raz na miesiąc, co dla mnie jest
stanowczo za rzadko.
Były rozmowy, były łzy, było też wzięcie go na przeczekanie - zero
reakcji.
Po jakims czasie przestał przesiadywać non stop kolor przed kompem,
ale i tak nie zmienilo się nic, przynajmniej na długo.
Kiedy staram się z nim o tym rozmawiać słysze przeróżne wymówki, a
to że nudzi go jego praca i czuje sie sfrustrowany, a to że jak
wróci na siłownie to bedzie miał wiecej energi, a to że jest śpiacy,
ze spie w spodniach od pizamy, i wiele róznych.
Pytałam tez wprost o romans. zaprzeczył.
Ostatnio wiosna na nowo wzbudziła we mnie frutracje, jest ciepło,
wiecej dnia, a u nas posucha.
Usiadłam wczoraj z moim lubym i probowałam dowiedzieć się czemu nie
ma ochoty? Czemu nie inicjuje seksu? Czy mu sie znudziłam? nie
podniecam go?
No i w koncu co moge zrobic aby to zmienic.
Migał się jak zwykle, słyszałam stare wymówki odnosnie braku ruchu,
zmeczenia, nudnej pracy ale dowiedziałam sie tez nowego.
Moj luby stwierdzil ze nie dbam o siebie i zrobilam sie szara mysza.
Kubeł zimnej wody.
Owszem jak kazda kobieta mam kompleksy, za duza pupa za male cycki,
na zime przybyło dwa kilo, nie latam w dopasowanej garsonce
bizneswoman, czy zwiewnych sukienkach, ale do jasnej anielki bez
przesady - w worach na kartofle nie latam! Zawsze mi powtarzał że
jestem dla niego seksowna, ze nie zmieniłby nic.
Uraziło mnie to okrutnie bo mimo własnych kompeksów i bycia dla
siebie surową w ocenie wiem że się podobam, budze zainteresowanie
mezczyzn, jestem zgrabna i filigranowa i zawsze byłam zapeniana
przez mojego lubego, ze bardzo mu sie podobam.
Przełknełam ta gorzka pigułke i starałam się dowiedziec co rozumie
przez dbanie o siebie - dowiedziałam sie ze za rzadko chodze na
fitness (choc zapewnia ze nie zmienilam sie fizycznie, waga tez
kurka wodna nie kłamie) i ze nie maluje sie (??)
Wydało mi sie to po prostu bzdura, bo nie wiem co zmieni fakt ze
bede czesciej biegac na aerobik, no i ja sie maluje - po prostu nie
wykonuje rano pełnego makijażu.
Powiedziałam mu że mnie to zabolało.
Mamy ciche dni, nie mam ochoty z nim rozmawiać.
i na koniec...
W ostatniej rozmowie spytałam sie kiedy ostatnio mu się zdarzyło
samemu sie zadawalac, dowiedziałam sie ze pare dni temu.
Zdebialam, bo wydawało mi sie ze po porstu nie ma potrzeby seksu.
Dobila mnie wiec nasuwajaca sie odpowiedz - moj facet nie kocha sie
ze mna ... z lenistwa.
I choc pytałam sie czy cos mu w naszym seksie nie odpowiada? czy
moze jestem za wymagajaca? (ale do cholery dla mnie gra wstepna moze
ograniczac sie do 2 minut figli, jestem wybitnie nieskomplikowana i
podniecam sie z predkościa błyskawicy) - nie potrafił mi udzielić
odpowiedzi twierdzącej, powiedział ze zadawala sie z przyzwyczajenia.
Do seksuologa nie chce isc, bo nawet to zasugerowałam.
Siedze wiec sobie nad druga kawa w pracy, i raz mi smutno raz jestem
wkurzona.
Wybaczcie ze dlugosc zali i marudzenia - musiałam to z siebie
wyrzucic i z jakis tylko sobie znanych powodow pomyslalam ze to
dobre miejsce..
Pozdrawiam
M.