maracooja
03.06.09, 11:36
Dziwnie się czuję pytać bliżej niezydentyfikowane grono, jednak sama odpowiedzieć sobie na pytania nie potrafię. Pytanie też rzuciłam na Psychologii ale tu jest przytulniej, więc zaryzykuję, choć temat na pograniczu tematycznym.
Znam mężczyznę, lubię, szanuję. No niestety, zawisło coś powietrzu. Żywioł w grę nie wchodzi. Facet od lat żonaty, dzieciaty, twierdzi, że żony nigdy nie zdradził i tu akurat mu wierzę, trochę szczerze rozmawialiśmy. Jak im się układa - nawet trudno mi powiedzieć, nie opowiada, wiem tylko, że pożycie jest - nie wiem jakiej jakości.:) Podobnie zresztą jest u mnie. Ale go ciągnie, wiecie, to się czuje, czasem patrzy tak, że aż czuje się nieswojo, lubi być blisko. Choć sprawa jest zbyt świeża by mówić o jakiejś głębszej fascynacji. Ja go nie zachęcam i nie odpycham, po prostu jestem gdzieś obok i nie uciekam.
Tylko nie wiem, czy to nie jest chodzenie po cienkiej linie. Na ile zasady w którymś momencie nie staną w konflikcie z pragnieniami.
Czy facet wierny swej kobiecie od lat może się zatracić i zrobić coś wbrew sobie i swemu małżeństwu. Co by musiało się stać, żeby do tego doszło. I co zrobić, żeby do tego nie doszło przy częstym widywaniu się (niezależne od nas).
O siebie nie pytam, bo co bym zrobiła to wiem (chyba). U mnie w związku uczuciowo deficytowo, seks do kapitalnego remontu, pewnie dlatego trochę nasiąkam, jak gąbka ale do zdrady mi daleko.