Dodaj do ulubionych

zdeklarowana wierność

03.06.09, 11:36
Dziwnie się czuję pytać bliżej niezydentyfikowane grono, jednak sama odpowiedzieć sobie na pytania nie potrafię. Pytanie też rzuciłam na Psychologii ale tu jest przytulniej, więc zaryzykuję, choć temat na pograniczu tematycznym.
Znam mężczyznę, lubię, szanuję. No niestety, zawisło coś powietrzu. Żywioł w grę nie wchodzi. Facet od lat żonaty, dzieciaty, twierdzi, że żony nigdy nie zdradził i tu akurat mu wierzę, trochę szczerze rozmawialiśmy. Jak im się układa - nawet trudno mi powiedzieć, nie opowiada, wiem tylko, że pożycie jest - nie wiem jakiej jakości.:) Podobnie zresztą jest u mnie. Ale go ciągnie, wiecie, to się czuje, czasem patrzy tak, że aż czuje się nieswojo, lubi być blisko. Choć sprawa jest zbyt świeża by mówić o jakiejś głębszej fascynacji. Ja go nie zachęcam i nie odpycham, po prostu jestem gdzieś obok i nie uciekam.
Tylko nie wiem, czy to nie jest chodzenie po cienkiej linie. Na ile zasady w którymś momencie nie staną w konflikcie z pragnieniami.
Czy facet wierny swej kobiecie od lat może się zatracić i zrobić coś wbrew sobie i swemu małżeństwu. Co by musiało się stać, żeby do tego doszło. I co zrobić, żeby do tego nie doszło przy częstym widywaniu się (niezależne od nas).
O siebie nie pytam, bo co bym zrobiła to wiem (chyba). U mnie w związku uczuciowo deficytowo, seks do kapitalnego remontu, pewnie dlatego trochę nasiąkam, jak gąbka ale do zdrady mi daleko.
Obserwuj wątek
    • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 11:50
      I co zrobić,
      > żeby do tego nie doszło przy częstym widywaniu się (niezależne od
      nas).

      Nic się nie dzieje niezależnie od Was:) Oczywiście można stracić
      głowę jeśli znajdziemy się nadzy, w pokoju hotelowym z osobą, która
      silnie na nas działa, ale nim znajdziemy sie w takiej sytuacji na
      pewno można świadomie powiedzieć tak lub nie.
      • maracooja Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 12:04

        > Nic się nie dzieje niezależnie od Was:)

        To zrozumiałe.:) Seks w tym wypadku, o ile w ogóle, byłby jednak pochodną uczucia.
        Nosowo wyczuwam, ze da się to opanować. Z drugiej strony jednak wiem, że zdarza
        się uczucie tak silne, że żeby to przeciąć, to trzeba sobie wręcz lobotomię
        zafundować.
        • jesod Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:08
          maracooja napisała:

          > Z drugiej strony jednak wiem, że zdarza się uczucie tak silne, że
          żeby to przeciąć, to trzeba sobie wręcz lobotomię zafundować.

          Lobo, tak miauułło być!!! :-))))
    • marcelina.m Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:01
      Pytasz, czy mężczyzna wierny od lat swojej żonie może zdradzić?

      A pewnie, że może. Przyjdzie chwila słabości, jakiejś wzmożonej samotności,
      namiętność się między Wami bardziej rozpali i pewnego dnia może pęknąć. I to się
      stanie. Wylądujecie w łóżku.

      Szczerze mówiąc ubolewam bardzo nad tym, że instytucja legalnego
      kochanka/kochanki upadła.
      Dawniej, gdy małżeństwa były aranżowane przez rodziny, zdarzało się, że
      małżonkowie mieli "na boku" legalnych kochanków. I to moim zdaniem nie było
      takie złe.
      Rodzina była czymś w rodzaju wspólnego "przedsiębiorstwa", zaś sprawy uczuciowe
      ludzie załatwiali poza małżeństwem.

      I nie chodzi mi bynajmniej o to, że aranżowane małżeństwa powinny wrócić do
      łask, bo to zupełnie nie o to chodzi.
      Uważam, że to wspaniale, że ludzie wreszcie mogą wychodzić za mąż i żenić się z
      miłości.
      Tylko co tu zrobić, gdy nam się "przedsiębiorstwo" całkiem nieźle kręci, tzn.
      gdy mąż jest dobrym mężem i ojcem, solidny, uczciwy, angażuje się w sprawy
      rodziny, potrafi rodzinę utrzymać, zapewnić jej dostatni byt, ale za to w
      sprawach łóżkowych się jakoś nie sprawdza.
      A przecież gdy jest dobrym ojcem i mężem nie tak łatwo jest podjąć decyzję o
      rozstaniu.
      Z drugiej strony, sprawa naszego spełnienia i szczęścia w sprawach łóżkowych,
      intymnych, jest potrzebą niezmiernie ważną!
      Bez zaspokojenia tej potrzeby nie potrafimy czuć się szczęśliwi.

      I teraz rodzi się pytanie o moralność i o to, czy gdybyśmy się zdecydowali
      jawnie pozwolić sobie na wzajem na kochanka/kochankę, to było by aż takie złe?
      Moim zdaniem nie.
      Ale tu wchodzą w grę nasze zwyczaje kulturowe, społeczne, katolicka moralność itd.
      To jest trudne.
      Ja osobiście uważam, że jest to jednak znacznie lepsze rozwiązanie i bardziej
      moralne, gdy w takiej sytuacji jak Wasza nie decydujecie się na rozbicie rodzin,
      a właśnie na kogoś "na boku" kto tę potrzebę bliskości zaspokoi i zapełni pustkę
      w sercu.

      Można kochać przecież męża i kochanka jednocześnie. To się wcale nie musi ze
      sobą kłócić. Tylko męża kocha się wtedy za co innego, a kochanka za co innego.

      Uważam, że to bardzo źle, że w tak jednoznacznie negatywny sposób potępia się
      dzisiaj "instytucję" kochanka/kochanki.
      Nie powinno tak być.
      Przez to jednoznaczne potępienie dzieje się na świecie znacznie więcej złego,
      niż mogłoby się dziać, gdybyśmy pozwolili sobie na trochę więcej swobody w
      sprawach seksu i nie traktowali się na wzajem w małżeństwie jak niewolników. Jak
      swoją bezwzględną własność.
      Legalny kochanek/kochanka ma bardzo wiele zalet. jest to jedna, stała osoba (a
      nie co rusz inna panienki z burdelu), zdrowa, zadbana. Mąż żadnego świństwa do
      domu nie przyniesie.

      I nawet kiedyś z moim mężem rozmawiałam na ten temat. Powiedziałam mu, że gdyby
      kiedyś, w przyszłości wydarzyło się coś, co wyłączyło by mnie na dłużej ze
      współżycia (np. moja poważna choroba i długotrwały pobyt w szpitalu),
      chciałabym, by znalazł sobie kochankę. Aby dalej był ze mną, bo ja go przecież
      bardzo kocham, ale żeby nie cierpiał braku seksu z mojego powodu.
      On przemyślał i przyznał mi rację. Ja od niego również dostałam wolną rękę w
      takiej sytuacji. Pozwolił mi na legalnego kochanka.

      Wiem, że to, co napisałam, może się co poniektórym wydawać bardzo dziwne, ale
      uważam, że prawdziwa miłość to również wielka odpowiedzialność. Między innymi za
      szczęście i spełnienie partnera we wszystkich dziedzinach życia, również w
      sprawach seksu. Jeśli ja tych jego bardzo ważnych potrzeb nie byłabym z jakichś
      powodów w stanie zaspokoić, pozwoliłabym, aby zrobił to ktoś inny.
      Nie umiem być zaborcza i zachłanna. Uważam, że mimo podpisanego papierka w USC
      nie mam takiego prawa, by traktować swojego męża jako bezwzględną własność. W
      końcu on i tak oddaje mi siebie tylko w takim stopniu, w jakim chce. Na tyle, na
      ile jest gotów to zrobić. Nie jestem w stanie go do niczego zmusić.

      Jeśli będzie chciał zdradzić, to i tak zdradzi.
      Ja staram się ze swojej strony robić wszystko, żeby nie miał takiej potrzeby.
      Aby seksu mu nie brakowało. Faktem jest, że my się w łóżku dogadujemy świetnie.
      Ale gdyby (z jakiegoś powodu) było inaczej, pozwoliłabym mu na kochankę.
      Mój mąż jest wspaniałym mężczyzną, dobrym ojcem, bardzo się troszczy o nas,
      czyli swoją rodzinę. I choćby za to bardzo go kocham i chcę z nim być. Nawet,
      gdyby w łóżku nam się nie układało, pewnie i tak chciałabym z nim zostać. I
      pewnie w takiej sytuacji jak Twoja, zdecydowałabym się na to, by mieć kochanka.

      Swoją drogą... to doprawdy szalenie trudne. Dobrać się od każdym względem.
      Bo najczęściej jest tak, że jak facet przystojny, miły i świetnie nam z nim w
      łóżku, to albo ma dwie lewe ręce do roboty, albo za bardzo go ciągnie do
      kieliszka, albo ma pociąg do panienek, albo nie nadaje się na ojca z jakichś tam
      powodów, itd.
      Albo odwrotnie - jak jest świetnym ojcem i mężem, pracowitym, zaradnym, to znowu
      w łóżku się nie sprawdza.
      Trudno jest znaleźć ideał.
      Kogoś, kto odpowiadał by nam pod każdym względem.
      Może więc to jak najbardziej ma sens? Taki kochanek?

      Ja osobiście uważam, że znacznie mądrzej było by wziąć sobie dobrego,
      pracowitego i odpowiedzialnego człowieka na męża nawet wtedy, gdy seks nam
      średnio wychodzi i umówić się, że braki w seksie załatwiamy sobie poza
      małżeństwem, jednocześnie żyjąc ze sobą, szanując się i kochając, niż związać
      się z głupim, nieodpowiedzialnym nierobem, który jednak potrafi nam dogodzić w
      łóżku jak nikt.

      Tak, ja jestem zdecydowanie za tym, by instytucja legalnego kochanka/kochanki
      wróciła do łask.
      Pomyśl, czy to nie rozwiązało by takiej sytuacji, jak Twoja?
      Ja wiem, że to utopia. A szkoda.

      Maracooja, może prostu poczekaj na rozwój sytuacji. Może wszystko samo ucichnie,
      rozejdzie się po kościach. A może wręcz przeciwnie. Może wybuchnie nagle
      namiętnością tak wielką, że zatracicie się w tym bez reszty. Może być i tak.
      Ja w każdym razie nie potępiam ani Ciebie ani Jego.
      Bo ja po prostu nie potrafię postrzegać takiej zdrady małżeńskiej jako
      jednoznaczne zło.
      Złe jest natomiast to, że w tak radykalny sposób postrzegamy sprawy wierności
      małżeńskiej. Że traktujemy naszych współmałżonków i ich ciała jako naszą
      bezwzględną własność. To jest dla mnie chore.
      Znacznie bardziej odpowiedzialne jest jasne powiedzenie sobie - no cóż, mieliśmy
      pecha i pod względem seksu się nie dobraliśmy. Zamiast więc cierpieć po cichu, w
      samotności, dajmy sobie wolną rękę.
      Tylko, że to wymaga dużej dojrzałości emocjonalnej. Umiejętności dialogu,
      mówienia otwarcie o swoich uczuciach i potrzebach. Dania sobie prawa do tego, by
      nasze potrzeby seksualne były nie mniej ważne, niż wszystko inne. To może się
      wydawać szlachetne i chwalebne, że ktoś, kto ma rodzinę, żonę, dzieci, rezygnuje
      ze swoich potrzeb seksualnych, bo nie chce rodziny rozbijać.
      Ale takie życie jest okropne!
      Ludzie nie musieli by cierpieć i znosić tej straszliwej samotności, braku
      ciepła, dotyku, gdyby umieli kochać mniej egoistycznie, mniej zaborczo.
      Miłość ma bardzo różne oblicza.
      Wierność też.
      Warto się nad tym zastanowić głębiej, zanim się kogoś jednoznacznie oceni i potępi.

      A ciało, to tylko ciało. Wszystko zależy od tego, jaki mamy do niego stosunek.
      Gdy dusza zdradzi duszę, zdrada jest znacznie boleśniejsza.
      Gdy ciało zdradza ciało, to nie wydaje mi się takie złe.
      Można zdradzić ciałem, a być wiernym duszą.

      Wszystko jedno, czy mój mąż zdradzi mnie ciałem czy nie. Wiem, że duszą zawsze
      pozostanie mi wierny, bo mnie kocha. Tak naprawdę. I ja to czuję.
      To uczucie trwa już dobrych kilkanaście lat i jest niezmienne.
      On mi udowadnia swoją miłość do mnie każdego dnia. Tym jak na mnie patrzy, jak
      się zachowuje, jak dba o mnie i o naszego synka.

      Gdybyśmy jako społeczeństwo zmienili nasze podejście do tematu zdrady jako
      takiej, chyba wszystkim nam wyszłoby to na dobre. I było by nam łatwiej.
      Wam też :)

      Temat do przemyślenia.
      Maracooja! Cokolwiek się dalej wydarzy w Waszych relacjach, może po przeczytaniu
      tego, co napisała
      • marcelina.m Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:11
        -łam, będziesz miała choć trochę mniejsze wyrzuty sumienia. Bo wiem, że takowe masz.
        A wyrzuty sumienia to rzecz straszna.
        Masz je niepotrzebnie moim zdaniem.

        Jeśli chodzi o mnie, macie moje błogosławieństwo.
        • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:23
          > Jeśli chodzi o mnie, macie moje błogosławieństwo

          dobre:D
        • maracooja Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:33
          Marcelino, dziękuję, że tyle czasu i literek mi poświęciłaś.
          Nie wiem jednak, czy za Twoje błogosławieństwo Ci dziękować.:)

          Czas pokaże, co będzie dalej. Niewykluczone, że gdybym wysłała sygnał, on by się wycofał, z sobie tylko wiadomych przyczyn. Wiem, że miał podobną sytuację jakiś czas temu, chyba nawet poważniejszą i odciął się, nie chciał brnąć, zerwał kontakt, nie wiem tylko, czy przestraszył się siebie, czy jej.
          Dlatego pewnie nic nie zrobię w jego kierunku.
          • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:38
            Niewykluczone, że gdybym wysłała sygnał, on by si
            > ę wycofał, z sobie tylko wiadomych przyczyn

            Przyczyny są znane - facet nie zdradza żony. Widać i tacy panowie
            się zdarzają:)
            • maracooja Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:55
              Zdarzają się częściej, niż można przypuszczać. Albo po prostu miałam kontakt z
              grupą niereprezentatywną.
      • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:23
        > Szczerze mówiąc ubolewam bardzo nad tym, że instytucja legalnego
        > kochanka/kochanki upadła.
        > Dawniej, gdy małżeństwa były aranżowane przez rodziny, zdarzało
        się, że
        > małżonkowie mieli "na boku" legalnych kochanków. I to moim zdaniem
        nie było
        > takie złe.

        W czasach, za którymi tęsknisz, kochanka przysługiwała mężczyźnie,
        kobieta (żona, matka) raczej nie mogła liczyć na zrozumienie w tej
        kwestii. Współcześnie też można takie dysproporcje w ocenie zauważyć.

        > I nawet kiedyś z moim mężem rozmawiałam na ten temat. Powiedziałam
        mu, że gdyby
        > kiedyś, w przyszłości wydarzyło się coś, co wyłączyło by mnie na
        dłużej ze
        > współżycia (np. moja poważna choroba i długotrwały pobyt w
        szpitalu),
        > chciałabym, by znalazł sobie kochankę. Aby dalej był ze mną, bo ja
        go przecież
        > bardzo kocham, ale żeby nie cierpiał braku seksu z mojego powodu.
        > On przemyślał i przyznał mi rację. Ja od niego również dostałam
        wolną rękę w
        > takiej sytuacji. Pozwolił mi na legalnego kochanka.

        A co w sytuacji, gdy przedsiębiorstwo dobrze prosperuje, Ty jesteś
        oddana mężowi, ale on postanawia zrealizować Twoją zgodę na legalną
        kochankę? Jak potraktujesz dzieci Twojego M ze związku z kochanką
        (nieważne czy ciąża jest planowana czy nie)? Czy masz intercyzę na
        wypadek gdyby wypracowany przez Ciebie i męża majątek miał zostać
        dzielony pomiędzy dzieci małżeńskie i pozamałżeńskie? Z kim
        będziecie spędzać urlopy: raz z mężem, a potem z kochankiem, czy
        może wspólnie? Zdajesz sobie sprawę, że zaangażowanie w związek z
        legalną kochanką sprawi, że mąż dla Ciebie i Waszych dzieci będzie
        miał mniej czasu i środków?

        > Z drugiej strony, sprawa naszego spełnienia i szczęścia w sprawach
        łóżkowych,
        > intymnych, jest potrzebą niezmiernie ważną!
        > Bez zaspokojenia tej potrzeby nie potrafimy czuć się szczęśliwi.

        i jeszcze:

        > A ciało, to tylko ciało.

        Tu widzę sprzeczność: najpierw piszesz, że seks jest ważny (czy w
        takim razie można budować bliską relację bez zaspokojenia tej ważnej
        potrzeby), a z drugiej strony ciało to tylko ciało...
        • marcelina.m Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:26
          Kachna!
          Oczywiście można złośliwie i na zapartego udowadniać, że to chore i głupie. I
          można wymyślić sto powodów, by to udowodnić.
          Mniej czasu dla żony, dzieci, mniej pieniędzy, ryzyko ciąży, choroby itd.

          A nie przyszło Ci do głowy, że całe mnóstwo ludzi żyje z podwójną moralnością
          zdradzając współmałżonków. I oni ponoszą DOKŁADNIE to samo ryzyko?
          Tylko ich współmałżonkowie o niczym nie wiedzą?
          Mniej czasy dla żony i dzieci?
          Ci panowie (albo panie) potrafią znaleźć czas dla kochanki tak, by żona o tym
          nie wiedziała. Jeżdża w delegacje, zostają po godzinach w pracy itp. by w żaden
          sposób żona tego nie odczula. A więc ona generalnie nie ma poczucia
          jakiejkolwiek straty, bo nie wie.
          Wydanych przez męża pieniędzy na kochankę też zwykle nie jest świadoma, bo on
          potrafi to ukryć.
          Ryzyko niechcianej ciąży zdarza się zawsze, nawet, jak facet pójdzie do burdelu.
          Myślisz, że dziecku prostytutki nie będzie musiał płacić alimentów, jeśli ona
          udowodni, że to jego dziecko?
          Poza tym, z kochanką nie musi od razu zakładać drugiej rodziny i narobić jej
          dzieci. To może być osoba, która tak samo jak on jest w stalym związku (nie
          udanym łóżkowo na przyklad), mieć już swoje własne dzieci z mężem/żoną.
          Tej osobie też może bardzo zależeć, by nie zajść więcej w ciążę. Może jej też
          bardzo zależeć na tym, by nie podłapać jakiegoś choróbska itd.

          I sama, osobiście znam przypadek mężczyzny, który żyje w ten sposób.
          To w ogóle bardzo fajny, inteligentny facet.
          Zdradza żonę, którą zresztą bardzo kocha. Dba o nią, utrzymuje, mają dzieci. I
          twierdzi, że ona jest generalnie wspaniałą kobietą (bardzo dba o dom, jest
          świetną gospodynią, dobrą matką), tylko ma jedną wadę - znacznie mniejszy niż on
          temperament.
          Żona o kochance nie wie. Żyje w słodkiej nieświadomości.
          Za to facet żyje w permanentnym dołku, w strasznym poczuciu winy.
          Jak nie pójdzie do kochanki, to cierpi z powodu braku seksu.
          Jak go tak przyciśnie, że pójdzie, to potem wymyśla sobie od ostatnich kretynów,
          gnojów, wrednych świń. itd.
          To nie jest tak, że on zdradza żonę bez żadnych skrupułów, na zimno.
          On bardzo cierpi z tego powodu.

          Wszystko jest w zasadzie tak samo, czy zdrada jest legalna, za pozwoleniem czy bez.
          Różnica jest tylko taka, że ta druga strona nie ma świadomości. I poczucia straty.
          Pieniędzy ma dokladnie tyle samo, czasu z mężem spędza dokladnie tyle samo.
          Za to ten, kto zdradza bardzo często żyje w strasznym rozdarciu, z okropnym
          poczuciem winy.
          A można by tego uniknąć, gdyby druga strona po prostu wiedziała i pozwoliła.

          Oczywiście wszystko to kwestia wyczucia, dobrej woli i chęci.
          Tak sobie wszystko zorganizować, żeby ta druga osoba nie czuła się pokrzywdzona,
          mało ważna, zapomniana, na drugim miejscu, ale to się da osiągnąć.
          Zawsze można wypracować jakiś sensowny kompromis, umówić się co do pewnych rzeczy.
          Poza tym, jeśli dwie strony dają sobie wolną rękę (a tylko w takim układzie to
          jest sensowne i sprawiedliwe), to nikt nie jest pokrzywdzony.
          Zawsze można się dogadać, jeśli obu stronom zależy.
          A cierpienia jest zdecydowanie mniej.

          A wszystko, to tak naprawdę kwestia wdrukowanych nam przekonań.
          W kulturach, gdzie praktykowane było wielożeństwo, gdzie kobiety od początku
          były wychowywane w przekonaniu, że gdy mężczyzna ma drugą kobietę, to jest nic
          złego, kobiety nie miały tam poczucia krzywdy, że mąż ma drugą żonę. A więc to
          nie jest złe samo w sobie, a raczej my mamy pewien wyuczony, wdrukowany stosunek
          do tych spraw.
          A więc to jest wszystko kwestia umowna.
          Zależy to od przekonań społecznych, od wychowania.

          Posiadaniu legalnego kochanka czy kochanki przez współmałżonka nie musi wcale
          towarzyszyć poczucie straty.
          Wszystko zależy tylko od tego, jak rozumiemy pewne sprawy i pojęcia.
          Zależy jak się co do pewnych spraw umówimy.

          A tak a propos. Gdyby mój mąż był facetem, który nie licząc się z moimi
          uczuciami i mimo moich wysiłków puszczał się na lewo i prawo, w ogóle nie byłby
          moim mężem.
          Własnie dlatego, że jest człowiekiem uczciwym, odpowiedzialnym, właśnie dlatego,
          że się o mnie troszczy i mnie szanuje, pozwoliłam mu na kochankę.
          Tak, jak napisałam wcześniej - taki układ wymaga pewnej dojrzałości
          emocjonalnej. Mam do męża zaufanie. Wiem, że on nie będzie tego nadużywał tak,
          jak ja nie nadużyję tego.
          To musi wypływać z głębi serca i z poczucia, że oboje tego chcemy i jesteśmy na
          to gotowi.
          Inaczej to nie ma sensu po prostu.
          • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:43
            Odniosę się tylko do kilku fragmentów:

            > Kachna!
            > Oczywiście można złośliwie i na zapartego udowadniać, że to chore
            i głupie. I
            > można wymyślić sto powodów, by to udowodnić.
            > Mniej czasu dla żony, dzieci, mniej pieniędzy, ryzyko ciąży,
            choroby itd.

            Moje pytania nie były złośliwe. Po prostu byłam ciekawa czy
            rozważając kwestię legalnego kochanka wogóle zastanowiliście się nad
            konkretnymi konsekwencjami czy popływaliscie sobie na powierzchni
            problemu...

            > A nie przyszło Ci do głowy, że całe mnóstwo ludzi żyje z podwójną
            moralnością
            > zdradzając współmałżonków. I oni ponoszą DOKŁADNIE to samo ryzyko?

            Oczywiście, ale Ty sugerowałaś, że masz temat rozeznany i obgadany.
            Trudno wymagać od nieświadomego zdrady małżonka, że będzie o takich
            konsekwencjach myślał. Natomiast Twoja umowa z mężem powinna jakąś
            refleksję za sobą pociągnąć.

            > Mniej czasy dla żony i dzieci?
            > Ci panowie (albo panie) potrafią znaleźć czas dla kochanki tak, by
            żona o tym
            > nie wiedziała. Jeżdża w delegacje, zostają po godzinach w pracy
            itp. by w żaden
            > sposób żona tego nie odczula. A więc ona generalnie nie ma poczucia
            > jakiejkolwiek straty, bo nie wie.

            Oczywiście, że ma poczucie straty, bo mąż nie poświęca jej i
            dzieciom czasu - tyle, że okłamywana małżonka nie zna prawdziwych
            powodów nieobecności męża, a Ty będziesz ich świadoma.

            > Ryzyko niechcianej ciąży zdarza się zawsze, nawet, jak facet
            pójdzie do burdelu

            Oszczędźmy sobie truizmów - będzie krócej i bardziej strawnie.

            > Za to facet żyje w permanentnym dołku, w strasznym poczuciu winy.
            > Jak nie pójdzie do kochanki, to cierpi z powodu braku seksu.
            > Jak go tak przyciśnie, że pójdzie, to potem wymyśla sobie od
            ostatnich kretynów
            > ,
            > gnojów, wrednych świń. itd.
            > To nie jest tak, że on zdradza żonę bez żadnych skrupułów, na
            zimno.
            > On bardzo cierpi z tego powodu.

            I to jest to szczęście, którego nam życzysz?

            > Wszystko jest w zasadzie tak samo, czy zdrada jest legalna, za
            pozwoleniem czy
            > bez.
            > Różnica jest tylko taka, że ta druga strona nie ma świadomości. I
            poczucia stra
            > ty.
            > Pieniędzy ma dokladnie tyle samo, czasu z mężem spędza dokladnie
            tyle samo.
            > Za to ten, kto zdradza bardzo często żyje w strasznym rozdarciu, z
            okropnym
            > poczuciem winy.
            > A można by tego uniknąć, gdyby druga strona po prostu wiedziała i
            pozwoliła.

            Ale on ma wyrzuty sumienia, że zdradza czy, że zdradza bez wiedzy
            żony?

            > Mam do męża zaufanie. Wiem, że on nie będzie tego nadużywał tak,
            > jak ja nie nadużyję tego.

            Nie nadużywać to dość ogólne stwierdzenie:)
          • skarpetka_szara Re: zdeklarowana wierność 05.06.09, 17:01
            To nie spoleczenstwo musi sie dostosowac do Twoich filozofii,
            aczkolwiek cokolwiek TY wymyslisz - masz prawo to zrobic. Dla
            mnie, jezeli twoj maz o tym wie, to mozesz sie bzykac z listonoszem
            na dachu - mnie nic do tego. Mozesz rodzic rowniez listonosza
            dzieci a niech Twoj maz te dzieci wychowuje - nic mi do tego.
            Jezeli jestescie tego swiadomi to ten kraj was akceptuje. Jednak
            wiekszosc ludzi tak nie mysli i nie swiadczy to o ich zamknietosci
            w tych sprawach, ale o konkretnych powodach, o wiekowej filozofi i
            analizowanie wszystkich plusow i minusow i dojscie do tej wlasnie
            konkluzji.

            Zaraz pewnie powiesz ze to kosciol katolicki tego zakazal, ale to
            nie jest prawda. Przeciez nawet w Bibli w starym testamencie byly
            opisywane zwiazki mezczyzn z wieloma zonami, kochankami itd... To
            sie zmienilo wraz z evolucjia czlowieka. Czym wiecej praw mialy
            kobiety tym bardziej mogly wypowiadac sie co o tym mysla, a wielu
            mezczyzn tez chcialo tworzyc rodzine i jej sie tylko oddac.

            Dawniej w krajach europejskich gdzie tolerowane byly kochanki - nie
            mysle ze te zony lubily fakt ze ich mezowie noce spedzali u
            kochanki - one nie mialy wyboru a tylko akceptowac. Przeciez Zona
            byla traktowana prawie jak wlasnosc meza. Tkwily w zwiazku ktory
            byl zorganizowany przez rodzicow, nie miala nic do powiedzenia,
            odejsc nie mogla, wychodzic bez meza na imprezy i balowac tam z
            obcymi mezczyznami??? moralnie bylo to nie do pomyslenia. A maz to
            mogl zrobic.

            Ty tez opisujesz utopie, gdzie kobieta wyzbywa sie emocji na mysl
            ze maz jest teraz z kochanka. Z drugiej strony opisujesz meza
            ktory jest wierny i nie "naduzyje" twojej ufnosci. Czyli owierasz
            mu furtke ale oczekujesz ze nie przejdzie az stanie sie tragedia.
            Jest to banalne. Albo pozwalasz i gdyby teraz cie zdradzal nie
            czulabys zadnego zalu, albo tego nie chcesz. Nie tylko seks musi
            byc spelniany z kochanka. Bycie z kobieta kilkanascie lat tez moze
            mezczznie sie znudzic i dla odmiany przeciez fajnie jest poglaskac
            mlode cialko dwudziestolatki. Czy bylabys wyrozumiala dla takich
            potrzeb?

            Zreszta ilu na swiecie jest takich mezczyzn ktorzy by nie przeszli
            tej bramki (gdyby stala otwarta)? Sa pewne normy spoleczne aby
            ludzie mieli wyznaczniki i spokoj ducha.
            • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 08.06.09, 07:33
              monogamia wynika z reguły z pragmatycznych przyczyn, nie z jakiejś tam ideologii.
          • poitevin Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 14:45

            > Za to facet żyje w permanentnym dołku, w strasznym poczuciu winy.
            > Jak nie pójdzie do kochanki, to cierpi z powodu braku seksu.
            > Jak go tak przyciśnie, że pójdzie, to potem wymyśla sobie od
            ostatnich kretynów
            > ,
            > gnojów, wrednych świń. itd.
            > To nie jest tak, że on zdradza żonę bez żadnych skrupułów, na
            zimno.
            > On bardzo cierpi z tego powodu.

            Biedny miś:( Serce mu pęka, co? I zdecydowanie żona powinna się
            zgodzić na kochankę, wtedy facio by już tak nie cierpiał, prawda?
            Jakby się puszczal legalnie, to by nie miał wyrzutów sumienia?
            Wszystko pięknie, tylko nie bardzo rozumiem dlaczego żona ma mu
            ułatwiać; brać odpowiedzialność za zdradę męża na siebie i jeszcze
            przy tym sama cierpieć?

            > Zdradza żonę, którą zresztą bardzo kocha.

            A tu już spadłam z krzesła:P No ale ja taka prosta jestem, że dla
            mnie albo się kocha albo się zdradza.
            • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 15:13
              świat nie jest czarno-biały i prosty.
              • poitevin Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 15:17
                Bi, ja nie mówię, że świat jest prosty. Ja jestem prosta. Dla mnie
                taka zdrada wyklucza miłość. To nie znaczy, że gdybym była
                zdradzona, to od razu kop w doopę. Ale w miłośc na pewno bym
                zwątpiła.
                • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 15:30
                  ok, rozumiem :)
                  mam nadzieję [serio], że życie nie będzie przekorne.
                  • poitevin Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 21:02
                    Oj, życie już mnie nie raz w ciula zrobiło i musiałam głęboko
                    zreformować swoje poglądy:) Zdanie wyrażone powyżej jest tejże
                    reformy skutkiem.
                    Wiem, że twoim mottem jest "nigdy nie mów nigdy". Zgadzam się z nim
                    w 100%, ale to co napisałam opiera się na praktyce. W teorii byłabym
                    dużo bardziej radykalna;P
        • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 17:08
          kachna79 napisała:
          > W czasach, za którymi tęsknisz, kochanka przysługiwała mężczyźnie,
          > kobieta (żona, matka) raczej nie mogła liczyć na zrozumienie w tej
          > kwestii. Współcześnie też można takie dysproporcje w ocenie zauważyć.

          to nieprawda. kobiety również miały kochanków
          • kachna79 Re: zdeklarowana wierność 04.06.09, 08:16
            > to nieprawda. kobiety również miały kochanków

            Miały, ale nie propagowanych tutaj "legalnych kochanków". I nie
            piszę tutaj np. o carycy Katarzynie II, ale o rodzinach gdzie pan i
            władca zarabiał i miał władzę absolutną nad poddaną mu żoną.
            Choć w sumie przykład Katarzyny II też nie jest najlepszy...
            • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 04.06.09, 09:42
              często byli to kochankowie "legalni" w sensie, że pan mąż o tym wiedział. Ryzyko
              było tylko wtedy, jeśli zaszła z tym kochankiem w ciążę.
              • aandzia43 Re: zdeklarowana wierność 04.06.09, 11:52
                bi_chetny napisał:

                > często byli to kochankowie "legalni" w sensie, że pan mąż o tym
                wiedział. Ryzyk
                > o
                > było tylko wtedy, jeśli zaszła z tym kochankiem w ciążę.
                >

                W różnych epokach i w różnych sferach różnie z tym bywało. W
                większości epok i dla większości kobiet kochanek był zakazanym i
                bardzo ryzykownym rozwiązaniem problemu samotności w małżeństwie. A
                jeśli chodzi o ciążę... Chyba tylko dwoje z licznych pociech
                Izabelli Czartoryskiej poczęte zostało z jej ślubnym. Mąż się z tego
                powodu nie sraczkował. Takie były czasy, taka sfera i taki facet.
                Ale to raczej wyjątek (facet, nie prowadzenie sie małżonki;-). Druga
                połowa XVIII i początek XIX wieku to był akurat fajny okres dla
                bogatych pań lubiących seks. Potem się znowu zrobiło paskudnie. Nie
                odpowiada mi idea "wolnych związków", ale przyznam, że w sytuacji,
                gdy małżeństwo jest interesem dwóch rodzin, równość w kwestii
                zaspokajania swoich potrzeb emocjonalnych i seksualnych wydaje mi
                się rozwiązaniem sprawiedliwym.
        • rum-buraczek Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 14:23
          kachna79: rozumiesz poszczególne słowa, ale nie rozumiesz sensu, tego, co pisze marcelina.m. Odpowiadając, czepiasz się poszczególnych elementów, ale nie odnosisz się do całości, którą te elementy tworzą.

          Do tego, co pisze marcelina, dodam jeszcze, że presja na wyłączność w seksie bywa ignorowaniem rzeczywistości, a to się nigdy dobrze nie kończy.

          Ale takie swobodne podejście, w sprawach seksu wymaga dojrzałości, czyli także: dobrego znajomości i akceptacji 1) siebie samego 2)swojego partnera 3) relacji ze swoim partnerem.
          Z resztą, z takiej dojrzałości może wypłynąć także wniosek, że nie pozwalamy sobie wzajemnie na taką swobodę, bo wierność seksualna jest dla nas ważna i już.
          A najgorsze jest własnie zaprzeczanie sobie, swoim potrzebom oraz ignorowanie tego, czego oczekuje i co ważniejsze, potrzebuje partner.

          marcelina.m: dzięki za zwerbalizowanie w tak jasny i wyczerpujący sposób tego, co chodzi mi po głowie ;)

          rb
      • merlotka30 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:28
        a cha cha!
        Ktoś to przeczytał? Marcelina w longu ;-)
        Serio?


        "Diabel nie spi. Z byle kim."
      • bi_chetny Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 17:04
        chyba wydrukuję i przykleję na ścianie. Ciekawe, kiedy ktoś uzna cię za trolla :D
    • merlotka30 Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:26
      "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem" plus plątanie się obok, bez
      wyraźnego celu to często bywa:

      - doskonała kotwica, wbita w mózgoczaszkę pobliskiej kobiety.

      Sama widzisz, że Cie intryguje.
      Na tyle żeby pisać, pytać.
      Hmy... być pierwszą, dla której go poniosło...
      Plus posucha w związku.
      Krąg się zacieśnia.
      • maracooja Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 13:43
        :) Dzięki.
        Jednakowoż nie jest mym zamysłem oglądać motylka nabitego na szpilkę.
        Mogę sama zdrowo popłynąć a tego byśmy nie chcieli.
        • mantis_after_dinner Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:23

          "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem"

          Odwrocmy sytuacje i wyobraz sobie, ze wspomniany facet calkiem
          szczerze wyznaje Ci, ze zone zdradzil juz dwukrotnie. Co sobie teraz
          myslisz?

          "aha ... mam byc nastepna do kolekcji"
          "to warto w ogole w to wchodzic?"
          "albo cos nie gra w tym jego zwiazku albo on tak po prostu dla
          sportu - w obydwu przypadkach chyba niefajnie byc ta trzecia".

          Zgadlam?

          Tekst "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem" ma zatem dwie
          podstawowe zalety:
          a) jesli Wasza znajomosc sie rozwinie, pozwala poczuc Ci sie
          wyjatkowo (niewykluczone, ze tekst juz zostal rzucony po to, zebys
          poczula sie wyjatkowo - taki haczyk - chociaz nie znam goscia i nie
          wiem, czy posadzac go o takie celowe chwyty i wyrachowanie).

          b) informacja o tym, ile 'tych drugich' bylo przed Toba nie zostaje
          ujawniona - a ze ta informacja do bardzo bezpiecznych nie nalezy,
          wiec wszystko jest cool ;)

          Osobiscie nie spotkalam faceta, ktory szczerze przyznalby sie, ze
          zone zdradzil. Mysle ze oni raczej dziela sie na dwie podgrupy:
          - takich co to "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem"
          - i takich, co po prostu przemilczaja ten temat.

          A co bym zrobila na Twoim miejscu?
          (Oczywiscie zakladajac ze jestem Toba czyli jak rozumiem, nie chcesz
          goscia na siebie skusic:)).

          Jesli przy najblizszej okazji w jakis sposob nawiazalby do
          stwierdzenia "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem", po prostu
          rzucilabym: "I rozumiem, ze nadal zamierzasz sie trzymac tych zasad?"
          Moze jakimis bardziej wyrafinowanymi slowami (bo to powyzsze lotnym
          flirtem jednak nie jest ;)), ale bedzie musial cos na to
          odpowiedziec, a potem glupio mu bedzie tej odpowiedzi sie nie
          trzymac np. wysylajac jakies namietne sygnaly i dwuznaczne aluzje.

          Faceci jednak sa prosciej skonstruowani - z reguly mowia to co
          mysla, a potem wedlug tego postepuja. W dwuznacznosciach sie
          gubia ...



          • maracooja Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:33
            > Jesli przy najblizszej okazji w jakis sposob nawiazalby do
            > stwierdzenia "Ja żony nie zdradzam, nigdy nie zdradziłem", po prostu
            > rzucilabym: "I rozumiem, ze nadal zamierzasz sie trzymac tych zasad?"
            > Moze jakimis bardziej wyrafinowanymi slowami (bo to powyzsze lotnym
            > flirtem jednak nie jest ;)), ale bedzie musial cos na to
            > odpowiedziec, a potem glupio mu bedzie tej odpowiedzi sie nie
            > trzymac np. wysylajac jakies namietne sygnaly i dwuznaczne aluzje.

            Sygnał "na nie" poszedł. I teraz ja wiem, że on nie, on wie, że ja nie... no i co z tego.
            • mantis_after_dinner Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 14:38

              A jednoczesnie: "Ale go ciągnie, wiecie, to się czuje, czasem patrzy
              tak, że aż czuje się nieswojo, lubi być blisko."

              Ups ... nie doczytalam w takim badz razie ...
              Czyli pan wysyla sprzeczne sygnaly ...

              Coz - jesli rzeczywiscie nie chcesz sie w to pchac, to poczekalabym
              az wysle wyrazniejszy i wtedy pogadala na temat tych 'zasad'. Tylko
              chyba forma tej pogadanki moze byc nieco trudna ...

              Jesli nie da wyrazniejszego sygnalu, to predzej czy pozniej mu sie
              znudzi etap obecny.

              A zanim to wszystko nastapi, to chyba Ty sie przede wszystkim musisz
              dowiedziec czego chcesz.
              Bo jesli do takiej pogadanki przystapia dwie 'niewiedzace' osoby, to
              chyba dzisiaj mozna przewidziec wynik ;)
            • laflover Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 16:33
              maracooja napisała:


              > Sygnał "na nie" poszedł. I teraz ja wiem, że on nie, on wie, że ja nie... no i
              > co z tego.

              Pewnie koniec zabawy tym razem. Chociaż daj nam znać gdyby jednak to nie był
              koniec :)
              Właściwie to chyba czasem może tylko o sam flirt się komuś rozchodzić :)
          • laflover Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 16:30
            mantis_after_dinner napisała:

            > Faceci jednak sa prosciej skonstruowani - z reguly mowia to co
            > mysla, a potem wedlug tego postepuja. W dwuznacznosciach sie
            > gubia ...

            Taaa, więc mu tą dwuznacznością między oczy, tak za miłość do ojczyzny, niech
            ma!! I niech się zabije o własny krawat :P
            A potem jest płacz na forum i u psychologów: dlaczego to wszystko takie trudne i
            skomplikowane? Dlaczego życie jest trudne?
    • mantis_after_dinner I jeszcze jedno ... 03.06.09, 14:30

      Czy facet wierny swej kobiecie od lat może się zatracić i zrobić coś
      wbrew sobie i swemu małżeństwu.

      - facet wierny swej kobiecie od lat - a jakie to ma znaczenie?
      - moze - a czemu nie?
      - wbrew sobie? dlaczego uwazasz ze to jest wbrew sobie? przeciez do
      seksu z Toba chyba sie nie bedzie zmuszal, a jesli to zrobi to
      dlatego ze chcial.
      - wbrew malzenstwu? nieeee ... wbrew malzenstwu nic nie zrobi. Jak
      sie zorientuje, ze chodzi po cienkim lodzie, to grzecznie wroci na
      lono rodziny - tak jest bezpieczniej i wygodniej.
      • maracooja Re: I jeszcze jedno ... 03.06.09, 14:39
        > - wbrew sobie? dlaczego uwazasz ze to jest wbrew sobie? przeciez do
        > seksu z Toba chyba sie nie bedzie zmuszal, a jesli to zrobi to
        > dlatego ze chcial.

        Wbrew sobie znaczy tyle, co wbrew wyznawanym zasadom. Zderzenie wartości z samczym atawizmem.

        Wbrew małżeństwu, bo jeśli filarem jest wierność, to właśnie ten filar by podkopał. Że na łonie rodzinnym zostaje, to oczywiste.
        • laflover Re: I jeszcze jedno ... 03.06.09, 16:36
          maracooja napisała:

          > Wbrew małżeństwu, bo jeśli filarem jest wierność, to właśnie ten filar by podko

          Życie i historia uczy że każdy filar można podkopać i równie dobrze robią to
          kobiety jak i mężyczyźni.
    • lussbluss Re: zdeklarowana wierność 03.06.09, 16:38
      daj się ponieść emocjom, życie jest zbyt krótkie, żeby się wciąż zastanawiać i
      rozmyślać nad wszystkimi za i przeciw
      ten seks, albo będzie dla was niezobowiązującą przygodą, albo czymś więcej
      jeśli chcesz się z nim przespać po prostu mu to powiedź i od razu będziesz miała
      problem z głowy, jeśli nie chcesz z nim iść do łóżka, to też mu o tym powiedź,
      to "coś" przestanie wisieć między wami, bo postawisz sprawę jasno
      pozdrawiam,
      • mantis_after_dinner laflover i lussbluss 03.06.09, 17:07

        laflover - hi, hi zaczynaja mi sie podobac te Twoje komentarze ;)

        lussbluss
        "jeśli chcesz się z nim przespać po prostu mu to powiedź"
        a ile znasz lasek, ktore jakby ni bylo obcemu facetowi wywala prosto
        w oczy "bo w sumie to mialabym ochote Cie zerznac ..."

        Ja osobiscie tylko jedna ;)

        A tak BTW - zawsze mnie ciekawilo, co tez panowie sobie mysla,
        slyszac taki tekst ... no to? Panowie?
        • bi_chetny Re: laflover i lussbluss 03.06.09, 17:23
          to zależy od tego, kto to mówi :D
          • mantis_after_dinner zalozmy ze sytuacja jak wyzej 03.06.09, 17:28
        • laflover Re: laflover i lussbluss 03.06.09, 17:35
          mantis_after_dinner napisała:


          > laflover - hi, hi zaczynaja mi sie podobac te Twoje komentarze ;)

          na zdrowie ;)
          jestem tu nowy więc muszę chwilę pobłyszczeć ;-D

          > w oczy "bo w sumie to mialabym ochote Cie zerznac ..."
          > Ja osobiscie tylko jedna ;)

          A która to ? :D Mogłoby to być ciekawe przeżycie hehe.

          > A tak BTW - zawsze mnie ciekawilo, co tez panowie sobie mysla,
          > slyszac taki tekst ... no to? Panowie?

          Hmm, takiego nie słyszałem ale było coś w stylu: "Tak, miałabym ochotę się z
          Tobą bzyknąć". Wtedy na zewnątrz nie wiem co się działo bo było ciemno dość
          (samochód wieczorem) ale w środku zawrzało. Niestety chwila nie była adekwatna
          do realizacji, dopiero potem kiedyś się udało. Aaaa, co istotne to było pierwsze
          spotkanie oko w oko, znajomość z netu.

          Mogę sobie wyobrazić o ile bardziej gorąco by się robiło w luźniejszych
          sytuacjach bez ograniczeń czasu i miejsca :)

          Więc u mnie to działa, może dlatego że lubię gdy kobieta jest aktywna.
          • bi_chetny Re: laflover i lussbluss 04.06.09, 09:43
            jeśli kobieta mnie nie pociąga, raczej delikatne wycofanie się. Jeśli pociąga -
            działa mocno, uwielbiam coś takiego :)
          • mantis_after_dinner Re: laflover i lussbluss 04.06.09, 10:39

            A która to ? :D Mogłoby to być ciekawe przeżycie hehe.
            >>> Wiem, ale nie powiem ... :)
    • axio-mat Re: zdeklarowana wierność 10.06.09, 14:34
      Co zrobic? Przestac sie widywac i kusic faceta, ktory jak widac zony zdradzic
      nie chce. Mowi sie, ze faceci to swinie, ale kobiety pod pewnymi wzgledami tez
      nie sa slodkie, pchaja sie do wyra, a potem rozpaczaja, bo facet nie odejdzie od
      zony. Daj Ty mu kobieto swiety spokoj i zajmij sie swoim wytartym malzenstwem.
    • anais_nin666 Re: zdeklarowana wierność 13.06.09, 21:09
      W deklaracjach jest masa wiernych ludzi. Jednak gdy się wychodzi poza deklaracje
      wierność bywa bardzo złudna.
      Reasumując - spokojnie zdradzi zone z Tobą. Jesli tylko Ty tego zechcesz. A
      zechcesz. Niebawem. Bo wsiąkacie w siebie. I wsiakniecie.
      Chyba, że postanowicie na tym etapie powiedziec sobie - stop. Powiecie?
      Oczywiscie NIE. Romans przed Wami;)
      • efi-efi Re: zdeklarowana wierność 13.06.09, 22:42
        Nie wierzę, że jak się pcha do łóżka facetowi kobitka, która go kręci, ten
        będzie wierny swojej żonie.
        Nie wierzę, że np.mój mąż deklarujący miłość i wierność nie zdradzi mnie bo mu
        się nadarzy okazja z jakąś lecącą na niego panienką.

        Więc odpowiedź na Twoje pytanie jest :tak. Jak się dobrze zakręcisz, będziesz
        wystarczająco cierpliwa, zaaranżujesz "przypadkowe" sprzyjające okazje to
        wyhaczysz go na bank.

        Pytanie. I co dalej?
        Z tego co opisujesz , pan należy do gatunku "nie rozwodzących się".
        Możesz przeżyć z nim romans, ale chyba małe są szanse, że zostawi dla Ciebie
        albo Angeliny J.swoją osobistą ślubną.

        Faceci generalnie mają to do siebie, że nawet jak ich niespecjalnie kręci własna
        żona, wyżalają się na forach, że loda nie robi jak trzeba, albo się roztyła, do
        pracy iść nie chce w połogu będąc, dupy dawać nie chce codziennie, albo kupczy
        dupą za odkurzanie, to i tak instytucja żony to silna instytucja.
        A w opowieści faceta typu "ona mnie nie rozumie , wcale ze sobą nie śpią" nie
        wierzyłabym.
        Większość osób, niezależnie od płci jak zdradzi, albo ma ochotę to zrobić,
        dorabia sobie ideologię.

        Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście nie nadaję się na kochankę.
        Nie ekscytuje mnie ukrywanie się.
        Bycie numerem 2.
        Wchodzenie i wychodzenie kuchennymi drzwiami, a nie frontowymi.
        Od faceta , z którym jestem wymagam uwielbienia, jestem ja i tylko ja.
        W dupie mam czyjeś dzieci, żony, teściowe, rodzeństwa żony ,przyczajki i "daj
        spokój , jeszcze ktoś zobaczy".

        Ale to ja.

        • anais_nin666 Re: zdeklarowana wierność 13.06.09, 23:27
          Efi. Problem w tym, że jeśli faceta żona nie kręci w żaden sposob i chce ją
          zdradzić, to jesli żona będzie nadal wchodzic forntowymi drzwiami to tylko i
          wylacznie oficjalnie. Bo dla niego będzie gdzieś obok. Nie będzie się dla niej
          staral. Nie bedziesz Ty i tylko Ty. Ty będziesz tylko w domu. Ona bedzie stale w
          jego glowie, myślach.
          W tym przpadku sadze, ze wiecej staran dolozył ów facet niz autorka wątku. Ona
          ma jeszcze wątpliwości. On pewnie nie. Sygnaly daje dosc jednoznaczne. I tak
          naprawdę żonę ma w tyłku, choc żonie może sie wydawać inaczej, bo wchodzi
          frontowymi drzwiami.
          W takich przypadkach kobieta szczegolnie juz starac sie nie musi. Facet juz
          dawno wie co chce zrobic.
        • maracooja Re: zdeklarowana wierność 14.06.09, 00:10
          Efi,
          Kuchenne drzwi są dla pań na "k": kucharek, kochanek, kurewek, wedle uważania.
          Doskonale Cie rozumiem. Potrzeba bycia numero uno jest silniejsza niż chuć
          doraźna. I także ekscytacji nie widzę w pokątnym dupczeniu.
        • zakletawmarmur Re: zdeklarowana wierność 14.06.09, 01:08
          > Z tego co opisujesz , pan należy do gatunku "nie rozwodzących się".

          Tak na prawdę mało jest takich facetów... Większość byłaby w stanie
          się rozwieść, gdyby trafili na odpowiednią kochankę. Nawet jeśli
          facet z żoną nie jest szczęśliwy, to ciągle dużo go z nią łączy.
          Małżonka ma przewagę nad kochanką w postaci lenistwa męża:-)
          Rozwodząc się trzeba:
          - gdzieś i za coś zamieszkać (znamy ceny wynajmu mieszkań),
          zmniejsza się nasz standard życia,
          - bawić się w rozwodzenie (bieganie po sądach, kasa na adwokatów,
          podziały majątków), kto lubi latać po urzędach?
          - wszystkim powiedzieć, że się rozwiodło. Głupio nam przy ulubionej
          teściowej i zazdrosnej kuzynce, która będzie się cieszyć z naszego
          nieszczęścia,
          - zmagać się z społecznym "potępieniem", że się dobrą żonę z dziećmi
          zostawiło,
          - zmagać sie z wyrzutami sumienia, bo dzieci wychowywane bez ojca,
          będą do końca życia pokrzywdzone (tak nas poradniki przekonują),
          - bać się, że żona utrudni im kontakt z dziećmi i zabierze, w
          postaci alimentów, większość jego wypłaty,
          - bać się, że następnie zamieszka z bezrobotnym, który będzie mu
          syna bił a córkę obmacywał. Za jego wypłatę będzie pił browce i
          bzykał mu żonę,
          - kochanka za kilka lat, gdy emocje opadną może okazać się podobna
          do żony albo nawet gorsza,
          - żonę zna już dobrze, daje mu to poczucie bezpieczeństwa, ona zna
          jego wady, widziała go w chwilach słabości. Kochankę dopiero musi
          porozczarowywać od początku.

          Po za tym, żona może mieć jakieś inne zalety:-)

          Przewagą kochanki jest to, że jest nowa i przez to bardziej
          podniecająca.

          Jeśli kochanka nie wyda mu się dużo atrakcyjniejsza od żony (nie
          tylko fizycznie), to chęć bycia z nią, będzie mniejsza niż siła
          lenistwa:-) Chyba, że żona faktycznie bardzo go unieszczęśliwia,
          jednak z reguły chodzi o znudzenie. Myślę, że każdego faceta, który
          potrafiłby zdradzić (bzyknąć inną), można odbić. Kwestia tylko bycia
          odpowiednią osobą... Tylko, gdy sytuacja jest za trudna, większość
          kobiet rezygnuje. Mniejszym kosztem, mogą mieć faceta z tego samego
          lub nawet wyższego poziomu atrakcyjności:-) Rozwodzą sie więc
          przeważnie Ci, u których ogólna różnica poziomu atrakcyjności (w
          małżeństwie) jest zbyt duża na niekorzyść żony, gdy znajdą
          atrakcyjniejszą partnerkę...
          Jeśli atrakcyjność w małżeństwie jest podobna to:
          - podobnie atrakcyjna kochanka (i ta mniej atrakcyjna) jest za
          słabym bodźcem rozwodowym,
          - dużo bardziej atrakcyjna kobieta, zniechęci sie i poszuka kogoś
          atrakcyjniejszego.

          "Nie rozwodzący się facet" to więc facet, który znalazł sobie
          partnerkę o podobnej lub wyższej atrakcyjności.

          Jaki z tego wniosek? Każdy oczywiście go zna:-) Jeśli chcemy męża,
          który nigdy nas nie rzuci, dbajmy o swoją atrakcyjność, żeby inne
          były bez szans:-)
          • efi-efi Re: zdeklarowana wierność 14.06.09, 07:58
            >Małżonka ma przewagę nad kochanką w postaci lenistwa męża:-)

            - :)) pewnie
            Mam kolegę, który kilkanaście lat był żonaty z babą starszą o 8 lat, brzydką jak
            noc, on po studiach, ona nie, on właściciel doskonale prosperującej firmy, ona w
            budżetówce pracuje. Jedno dziecko. W życiu by jej nie zostawił dla żadnej
            kochanki bo mu się nie chciało.
            Pani przegięła dopuszczając męża do siebie dwa razy w roku :na święta
            Wielkanocne i w prezencie na Gwazdkę.
    • efi-efi Re: zdeklarowana wierność 14.06.09, 08:18
      Przypomniały mi się dwie podobne sytuacje.

      Mój wujek , facet z Twojego opisu, dawał wykłady i wpadła mu w oko pewna laska,
      a on jej. Zauroczenie trwało jakiś czas, zaprosił ją nawet do siebie do domu
      (wakacje były, moja ciotka wyjechała z dziećmi), pogadali, wypili po dwie lampki
      wina i całowali się namiętnie. Na więcej sobie nie pozwolił. Sytuację znam od
      laski, z którą los mnie zetknął parę lat później, opowiadała o nm jako o jedynym
      porządym facecie jakiego znała. KObitka wielkiej urody i zmysłowości.

      Moja koleżanka przez rok była w podobnej sytuacji jak Ty teraz. Facet zauroczony
      nią, ona oczarowana nim, iskrzyło. Zaczęli się spotykać na jakiś kawkach. Cały
      czas była przekonana, że facet nie idzie z nią do łóżka bo taki porządny.
      Po rocznych staraniach mojej koleżanki, wylądowali w łóżku.
      No i co? No i nic.
      Dobrze, że chociaż język miał :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka