Dodaj do ulubionych

męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie macicą

18.07.09, 11:09
Zainspirowany wątkiem "to jakieś chore....." o rozczarowaniu wszystkimi facetami erotomanami...
Standardowy model mężczyzny jest tak przez Stwórcę zaprogramowany że myśli kutasem. I seks to najważniejszy dla niego z biologicznych instynków. Nie z jedną to z będzie szukać z inną (jeżeli ma tylko szanse).
Dla standartowego modelu kobiety seks nie jest najważniejszy bo mają silniejszy instynkt, zresztą jak u niemal wszystkich innych stworzeń samic: macierzyństwo. I wieź z partnerem nie ma w jakiejkolwiek konfrontacji szans z tą siłą. Dziecko jest najważniejsze.
Hormonalnie te zjawiska reguluje oczywiście hormon więzi: oksytocyna, dla mężczyzn wydzielany w seksie a u kobiet przy kontakcie z potomstwem i w mniejszej ilości w orgaźmie. Nie ma hormonu, nie odczuwa się długoterminowej więzi. Jedna więź jest silniejsza od innej zależnie od dawki oksytocyny.
Czy ślubne przekonanie, deklaracje że partner partnerka ma być odtąd BEZWARUNKOWO najważniejszą osobą w życiu i wieź się ślubuje, nie brzmią w tym kontekście naiwnie i śmiesznie?
Obserwuj wątek
    • possessive Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 13:01
      urquhart napisał:

      > Standardowy model mężczyzny jest tak przez Stwórcę zaprogramowany
      że myśli kuta
      > sem. I seks to najważniejszy dla niego z biologicznych instynków.
      Nie z jedną t
      > o z będzie szukać z inną (jeżeli ma tylko szanse).
      > Dla standartowego modelu kobiety seks nie jest najważniejszy bo
      mają silniejszy
      > instynkt, zresztą jak u niemal wszystkich innych stworzeń samic:
      macierzyństwo

      Protestuję przeciwko szufladkowani kogokolwiek ze względu na płeć,
      wolę Stwórcy czy instynkty biologiczne (!). Sam się wpisujesz w
      najbardziej obłudną część judeochrześcijańskiej kutltury(wypisując
      te bzdury) - twoje własne słowa. Ja jestem erotomanem (można jeść
      moim widelcem i potem dyskretnie pod stołem wytrzeć rękę w
      ściereczkę). I macierzyństwo w niczym nie osłabiło mojej seksualnej
      obsesji i wypraszam sobie Stwórcę.

      "Ktoś mnie obarczył jarzem win
      Zaszczepił pierworodny grzech
      Długi czas odczuwałem tylko wstyd
      Proszę by dobrze zrozumiano mnie
      By dobrze zrozumiano mnie

      Wypaczona wola,chory cel
      Poza moralnością księgi praw
      Na moją głowę święty gniew
      Proszę by dobrze zrozumiano mnie
      By dobrze zrozumiano mnie

      Wyczulony na piękno ze wzrokiem w noc
      Wyśniłem mój bluźnierczy sen
      Że nie czuję wstydu za mój los
      Proszę by dobrze zrozumiano mnie
      By dobrze zrozumiano mnie

      Rodzi się moc
      Oto rodzi się moc
      Czuję jak rodzi sie moc
      Czuję jak rodzi się
      Wola istnienia pod pojęciem "Człowiek""

      poczytaj sobie.
      • krzysztof-lis Re: Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 13:39
        > I macierzyństwo w niczym nie osłabiło mojej seksualnej obsesji i
        > wypraszam sobie Stwórcę.

        No tak
        • possessive Re: Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 13:58
          Słyszałeś o sile sugestii? Polecam Foucault "Historię seksualności".
          Jeśli chcesz dyskutować to dawaj tą statystykę. Gdzie masz tą
          reprezentatywność? Twoja żona? Może przy tobie i wulkan by
          zlodowaciał?
          • urquhart Re: Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 14:53
            > Jeśli chcesz dyskutować to dawaj tą statystykę. Gdzie masz tą
            > reprezentatywność? Twoja żona? Może przy tobie i wulkan by
            > zlodowaciał?

            Może :) Żeby odnaleźć odpowiedzi na takie pytania szukaliśmy pomocy specjalistów którzy generalnie nieźle pomogli nam wybrnąć z impasu.

            Znalazłem na szybko statystykę w formie manipulującej optymistycznie medialnie relacji, bo to temat niechciany i porusza się go raczej tylko w specjalistycznych pozycjach do których nie mam ochtoy wracać
            kobieta.interia.pl/news/libido-w-statystykach,1177288
            47% procent kobiet? a nie podali jak to wygląda z punku widzenia ich partnerów? Jak im nie zależy to przecież wszystko subiektywnie jest w porządku.
            Poczytaj po prostu wątki o seksie na reprezentatywnych liczebnie forumach emama etata a zobaczysz jaka jesteś wyjątkowa. Szczególnie zaś liczną zmianę nastawienia do kochanego męża o 180 stopni i liczne zachęty do kopnięcia w dupę, puszczenia w skarpetkach.
            • bigbadpig Re: Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 17:06
              urquhart napisał:

              > Poczytaj po prostu wątki o seksie na reprezentatywnych liczebnie forumach emam
              > a etata a zobaczysz jaka jesteś wyjątkowa.

              A czy wątki na tych forach zakłada ten sam procent ludzi z problemami, co tych u
              których wszystko ok? ["piszę do was bo nie mam problemu z żoną i nie potrzebuję
              pomocy"]
              Popraw mnie, bo ja rozumiem, że skoro korzystasz z tego argumentu to wg. Ciebie
              proporcje sytuacji opisywanych na forum są reprezentatywne dla rzeczywistych
              proporcji 'dobrze funkcjonujących par' vs 'par z opisanym problemem'?
              Co znaczy "reprezentatywnych liczebnie forach"?
              Każdy wątek w którym nie dotyka interesującego nas problemu zliczamy jako parę w
              której problem nie występuje i zestawiamy z ilością wątków które problemu dotyczą?
              Dopomóż jakąś dobrą metodologią do przeprowadzenia tej obserwacji
              potwierdzającej Twoje tezy jak już odsyłasz na fora.
            • possessive Re: Wola istnienia pod pojęciem "człowiek" 18.07.09, 18:40
              urquhart napisał:

              > Może :) Żeby odnaleźć odpowiedzi na takie pytania szukaliśmy
              pomocy specjalistó
              > w którzy generalnie nieźle pomogli nam wybrnąć z impasu.
              >
              > Znalazłem na szybko statystykę w formie manipulującej
              optymistycznie medialnie
              > relacji, bo to temat niechciany i porusza się go raczej tylko w
              specjalistyczny
              > ch pozycjach do których nie mam ochtoy wracać
              > kobieta.interia.pl/news/libido-w-statystykach,1177288
              > 47% procent kobiet? a nie podali jak to wygląda z punku widzenia
              ich partnerów?
              > Jak im nie zależy to przecież wszystko subiektywnie jest w
              porządku.
              > Poczytaj po prostu wątki o seksie na reprezentatywnych liczebnie
              forumach emam
              > a etata a zobaczysz jaka jesteś wyjątkowa. Szczególnie zaś liczną
              zmianę nastaw
              > ienia do kochanego męża o 180 stopni i liczne zachęty do kopnięcia
              w dupę, pusz
              > czenia w skarpetkach.

              Nie dziekuję, nie będę szukała reprezentatywności na forum. Nie wiem
              gdzie w artykule jest podane źródło badań, metodologia gdzie próba
              do jakiej zbiorowości?, zakładam że są to badania społeczne. Czyli
              badaniami społecznymi chcesz uzasadniać swoje teorie o
              uwarunkowaniach biologicznych. Dobre. czyli owa wartość procentowa
              wzięła się z odpowiedzi na pytanie o poziom libido? Pytam z jakiej
              próby, do jakiego okresu i u diabła dlaczego czujesz się uprawniony
              na podstawie braku seksu w małżeństwie w okresie połogu, wysnuwać
              wnioski o ogólnych uwarunkowaniach popędu płciowego u kobiet.
              Mówisz niby o fizjologii, zachaczasz o socjobiologię i kreacjonizm,
              a całość okraszasz pojęciami z psychoanalizy. To bzdura tekst
              kompletnie nie trzymający się kupy. Popęd? Wydzielanie hormonów
              gonadotropowych wpływa między innymi na poziom libido. U mężczyzn
              poziom FSH i LH teoretycznie jest na stałym poziomie, u kobiet
              zmienia się w cyklu miesięcznym. Brak powodów by twierdzić że libido
              kobiety od strony gotowości biologicznej organizmu jest jakkolwiek
              upośledzone w stosunku do mężczyzny.
              Ciąża, laktacja i połóg to kwestie na przestrzeni życia marginalne,
              kobiety dzisiaj nie rodzą 13rga dzieci. Nie wiem czy zdajesz sobie
              sprawę ale po tych wydarzeniach wraca menstruacja i owulacja.
              Kobieta po zakończeniu laktacji jest gotowa do współżycia, choć
              wiadomo, że większość współżyje już w trakcjie połogu. Nie ma więc
              historia macierzyństwa nic do rzeczy jeśli chodzi o poziom libido
              bardziej o kwestię percepcji. Seksuologia kliniczna ma pewnie wiele
              do powiedzenia w kwestii zaburzeń popędu płciowego lecz trzeba
              uczciwie przyznać że kobiety mają do tych zaburzeń więcej powodów.
              Żaden światły seksuolog nie potwierdz tezy że mężczyźni myślą
              kutasem, a kobiety macicą. Jeśli chodzi o cały arsenał przyczyn
              uwarunkowań kulturowych i społecznych możemy tu dyskutować ale te
              kwestie ulegają przemianom i może będziemy wkrótce mieli myślące
              kutasem kobiety. nie odnoszą się one jednak do twoich generalizacji
              i szympansów.
              Jeszcze oksytocyna. Tu już dałeś bzdurę. Nie jest tak że wywołuje
              jeden określony typ zachowań u kobiety lub u mężczyzny. U kobiety
              też może np. wywołać sympatię i większa chęć na seks. To zupełnie
              nie ta kategoria, nie można na podstawie hormonów wnioskować o
              zachowaniach kobiet i mężczyzn.
              "Naturalnie myślę o mężczyznach
              Ale teraz muszę jechać do Buenos Aires "
    • sagittka Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 13:09
      > Dla standartowego modelu kobiety seks nie jest najważniejszy bo
      mają silniejszy instynkt, zresztą jak u niemal wszystkich innych
      stworzeń samic: macierzyństwo. I wieź z partnerem nie ma w
      jakiejkolwiek konfrontacji szans z tą siłą. Dziecko jest
      najważniejsze.

      Czyli na naszym forum większość kobiet to jakieś niestandardowe
      modele :)

      Silny instynkt macierzyński działał na mnie przez kilka lat - tak
      mniej więcej od 27 do 32 roku życia. A jakoś przez 17 lat seks i
      więź z niego płynąca jest dla mnie priorytetem w moim związku. Stąd
      także kilka lat temu zagościłam na tym forum.
      • urquhart wyjątkowość forum 18.07.09, 14:31
        sagittka napisała:

        > Czyli na naszym forum większość kobiet to jakieś niestandardowe
        > modele :)

        No oczywiście i to jest absolutnie unikalne :)
        Większość mężczyzn też jest tu wyjątkowa zauważ, stara się zrozumieć
        i wypracować model satysfakcjonującego seksu w długotrwałych związkach naprawiać zamiast po prostu zmienić model na nowszy. Po cóż
        innego mieli by tu zaglądać :)
        Osobiście nie mam już żadnych problemów z satysfakcjonujący seksem
        związku i relacjami ale kosztował to masę pracy ta wyjątkość
        podejścia mnie tu przyciąga
    • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 13:50
      Najważniejszą osobą, powiadasz? Tak się nie od dziś zastanawiam, nad
      tym "najważniejsze" w kontekście wyboru między dzieckiem a mężem.
      Nie pierwszy raz panowie na forum kwiczą żałośnie, że nie są
      najważniejsi dla swoich kobiet. I dochodzę do wniosku, że nie ma
      czegoś takiego, jak "najważniejsze" po całosci. Jeśli mówimy o więzi
      miedzy dwojgiem równych sobie dorosłych ludzi, partnerów, więzi
      intelektualnej, emocjonalanej (w pewnych rejestrach), to oczywiste,
      że taką więź mogę mieć i rozwijac tylko ze swoim facetem. Więź z
      dizeckiem jest dla mnie więzią bardziej biologiczną, atawistyczną,
      nakierowaną na ochronę potomstwa. Więcej też w tej relacji poczucia
      koniecznosci, obowiązku i odpowiedzialności za sprowadzone na ten
      świat życie, niż w relacji z mężem. Mąż jest dorosły, silny i
      odpowiedzialny za siebie (przynajmniej w założeniu). Dopieszczanie
      go, jak dzidziusia byłoby chore i szkodliwe dla niego. Chociaż wielu
      niedojrzałych panów ma takie wymagania;-) Z kolei wieź ta wymaga
      inwestycji z mojej strony, jakich nei wymaga wieź z dzieckiem.
      Gdybym miała zdecydować, kogo bronić w sytuacji zagrożenia,
      broniłabym w pierwszej kolejności dziecko. I mam nadzieję, że mąż
      postąpiłby tak samo: najpierw dziecko, potem ja. Dziecko sie
      wychowuje, wprawadza w życie, uczy wielu rzeczy. To jest
      czasochłonne, wymaga ogromnego zaangażowania, nakładu sił fizycznych
      i emocji. Daje też zajebistą satysfakcję i rozwija. To jest jedna
      płaszczyzna życia. Druga to więź z dorosłym, równym sobie partnerem.
      Tez wymaga zaangażowania i pracy, ale głównie nad sobą. I wymagana
      wymagania od partnera.

      Nie ma czegoś takiego, jak wybór między dzieckiem a mężem. Jesli
      ktoś wymaga takiego jednoznacznego wyboru, to zachowuej się, jak
      niedojrzały, egoistyczny rodzic pytający dziecko: kogo wolisz,
      tatusia czy mamusię.
      Ślubne przekonanie, że partner ma być najważniejszym w naszym życiu
      dorosłym partnerem jest całkiem niegłupie. Rozwijające, nie powiem.
      Jeśli interpretować je jako wymaganie, by parter był bezwarunkowo
      najważniejszą osobą, to dla mnie jest głupie.
      Mamy kutasy, cipki i macice. I chociaż wpływ mają one na nas
      zasadniczy, nie na tym wpływie wszystko się kończy. Zaczyna się, ale
      nie kończy.
      • uczula Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 14:03
        kilka lat temu myslalam i napisalambym tak samo jak andzia.
        > Nie ma czegoś takiego, jak wybór między dzieckiem a mężem.

        ale..
        ale mam o jedno dziecko wiecej i o jednego partnera tez.
        i z wielu uwarnkowan w tej chwili zdalam sobie sprawe, ze faktycznie
        istnieje cos takiego jak wybor.
        i ze wlasciwym wyborem jest dziecko...ale czy tak do konca?
        no wlasnie, nie wiem.
        czasem mi sie wydaje, ze nie, bo to partner sprawia ze dziecko
        zaistnialo, bez niego slowo "my" nie istnieje.
        a ja i dziecko to jeszcze nie "my".


        z drugiej strony istnieja przeciez przypadki porzucenia przez matke
        dziecka i to w roznym wieku dziecka.
        dlatego sklaniam sie ku stwierdzeniu, ze macierzynstwo jest nam dane
        ale po to by w pelni zaistnialo potrzebny jest facet.
        jezeli w zwiazku wszystko jest oki to i dziecko jest szczesliwe.
        czyz nie?
        no i tak nam sie rozkwitlo wyjasnienie roli ojca
        :)
        przez przypadek.
        • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 14:26
          Chodziło mi o to, że nie ma czegoś takiego, jak "najważniejszy"
          człowiek w życiu. Wszystko zależy od sytuacji, momentu podejmowania
          decyzji i okoliczności. Od rzeczywistego (na tyle, na ile możemy to
          ocenić) dobra osób zainteresowanych. Ponieważ za dziecko ponosimy
          pełną opowiedzialność i ta odopwiedzialność siedzi nam na sumieniu,
          i długo zdane jest ono całkowicie tylko na nas, dorosłych,
          obowiązuje nas myślenie w pierwszej kolejności o jego
          bezpieczeństwie, warunkach do rozwoju, poczuciu bezpieczeństwa itd.
          Potem możemy myśleć o całej reszcie. Dziecko to obowiązek. I w tym
          ujęciu jest ono najważniejsze. Ale próby zrobienia z dziecka
          partnera i jedynej bliskiej emocjonalnie osoby w życiu są chore. Bo
          tu już najważniejszy być powinien drugi dorosły człowiek.
          • uczula tu tez sie nie zgodze 18.07.09, 21:09
            z toba andzia
            aandzia43 napisała:
            Dziecko to obowiązek. I w tym
            > ujęciu jest ono najważniejsze.

            gdybym tak myslala, to bym juz poszla sie ciac :)
            nigdy nigdy nie myslalam o tym jako o obowiazku.
            podtekstem wszystkich dzialan przy dziecku jest uczucie jakie do
            niego zywie.
            czerpie z tego radosc a nie obowiazek i powinnosci.
            z drugiej strony dzieck partnerem byc nie moze - nie jest mi
            rownorzedne.
            a to jest podstawa partnerstwa.
            Dziecko jest zalezne ode mnie - co tez przeczy partnerstwu.
            ale zdarza sie ze jest najwazniejsze. tak czasem tez bywa :D
            • aandzia43 Re: tu tez sie nie zgodze 18.07.09, 23:03
              > nigdy nigdy nie myslalam o tym jako o obowiazku.
              > podtekstem wszystkich dzialan przy dziecku jest uczucie jakie do
              > niego zywie.

              Oczywiście, ze ja też kocham moje dziecko z całą mocą mojej krwistej
              i gwałtownej natury:-) To był skrót myslowy. Chodziło mi o to, że
              więcej pewnego rodzaju (ochrona, czuwanie nad rozwojem itd.)
              obowiązków mamy wobec istoty bezbronnej i słabej, którą jeszcze w
              dodatku powołaliśmy na ten swiat nie pytając jej o zdanie.
            • sagittka Re: tu tez sie nie zgodze 19.07.09, 09:51
              > gdybym tak myslala, to bym juz poszla sie ciac :)
              > nigdy nigdy nie myslalam o tym jako o obowiazku.
              > podtekstem wszystkich dzialan przy dziecku jest uczucie jakie do
              > niego zywie.
              > czerpie z tego radosc a nie obowiazek i powinnosci.


              Podtekstem wszystkich działań jest uczucie???
              Jesteś świętą kobietą. Nie spotkałam jeszcze takiej w realu.

              Gdybym uwierzyła w twoje górnolotne zapewnienia, to sama bym się
              poszła ciąć, bo ja mimo starań bycia dobrą matką dla moich córek,
              wiele rzeczy robię z poczucia obowiązku.

              Owszem posiadanie dzieci było moim świadomym wyborem (i to okupionym
              wielkimi wyrzeczeniami, leczeniem, rezygnacją z kariery, itd.), ale
              już wiele powinności związanych z ich wychowywaniem jest
              konsekwencją tego wyboru i koniecznością. I nie ma to związku z
              miłością, raczej z poczuciem odpowiedzialności.

              PS.
              Bardzo proszę o nieskładanie mi wyrazów współczucia.

          • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 21:53
            > Chodziło mi o to, że nie ma czegoś takiego, jak "najważniejszy"
            > człowiek w życiu.

            Jak nie jak tak? Najważniejszy w moim życiu jestem JA. U Ciebie jest inaczej?

            To znaczy nie pytam, czy w Twoim życiu najważniejszy jestem ja
            • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 18.07.09, 22:59
              > Moja hierarchia jest prosta: JA, potem żona, potem dziecko. Bo
              rodzinę tworzymy
              > (w dłuższej perspektywie) ja i żona
            • claudel6 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 03:20
              no dobrze Krzysztofie, ale co powiesz na taki biologiczny fakt, że dzieci ma się
              na zawsze - są częścią nas - a żonę/męża/ partnera - nie wiadomo na ile.
              ludzie w dzisiejszych czasach bardzo rzadko są ze sobą na całe życie. więc siłą
              rzeczy to nie jest to samo - więź z dzieckiem a więź z partnerem.
              • laflover Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 14:43
                claudel6 napisała:

                > no dobrze Krzysztofie, ale co powiesz na taki biologiczny fakt, że dzieci ma si
                > ę
                > na zawsze - są częścią nas - a żonę/męża/ partnera - nie wiadomo na ile.

                A ja powiem np. że g. prawda ;)
                Znam przypadki kiedy dzieci przestały "mieć" rodziców (albo odwrotnie) natomiast
                małżonkowie byli "ciągle razem". Biologia po pewnym czasie nie ma już nic do rzeczy.
                • mujer_bonita Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 14:47
                  Wyjątek czyni regułę? Więzy krwi są silniejsze niż przysięga małżeńska - 1/3 małżeństw się rozpada (formalnie bo 'martwych małżeństw' nikt nie liczy).
                  • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 21:35
                    Ale "rozpada" się też tak z 95% związków rodziców z dziećmi
                    • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 22:40
                      krzysztof-lis napisał:

                      > Ale "rozpada" się też tak z 95% związków rodziców z dziećmi
                      • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 24.07.09, 21:28
                        > To nei jest rozpad związku. To jest przejście w nową fazę. Więzi
                        > nie zanikają. Niektóre rodzaje więzi między dorosłymi dziećmi a
                        > rodzicami słabną, wytwarzają się za to nowe. Generalnie
                        > intensywność się zmniejsza, to fakt.

                        Tak samo w nową fazę przechodzi związek dwojga ludzi, którzy rozstają się w
                        pokoju i pozostają przyjaciółmi.

                        Nowe więzi wcale nie muszą się wytworzyć
                        • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 24.07.09, 21:48
                          > Tak samo w nową fazę przechodzi związek dwojga ludzi, którzy
                          rozstają się w
                          > pokoju i pozostają przyjaciółmi.
                          >

                          Nie, to nie to samo.


                          > Nowe więzi wcale nie muszą się wytworzyć
            • kag73 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 13:33
              "Moja hierarchia jest prosta: JA, potem żona, potem dziecko. Bo
              rodzinę tworzymy
              (w dłuższej perspektywie) ja i żona
              • kag73 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 14:16
                A tak do tematu, matka jestem z wyboru i chetnie, ale seks nadal
                bardzo mnie kreci i nigdy nie chcialam byc tylko matka.
                Poza tym czasy sie zmieniaja, kiedys nie zajmowano sie kobieca
                seksualnoscia, jeszcze nasze babcie znaja czasy, ze "jak chlop
                chcial, to trzeba bylo dac", no, nie uwazal, osemka dzieci.
                Dziekuje, ktora kobieta by sie do seksu palila. I pewnie najczesciej
                jeszce oprocz dzieci niewiele z tego miala, no jakby nie bylo
                zaspokojonego faceta.
                Teraz kobiety najczesciej wiedza czego i jak chca, seks to
                przyjemnosc a nie tylko obowiazek. I jak widac, czesto nawet na tym
                forum, to mit, ze mezczyzni zawsze chca i moga.
                Zreszta ilez tego macierzynstwa, jak ktos ma dwojke dzieci to juz
                sporo.
              • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 19:59
                > I owszem gdyby ktos zmusil mnie do wyboru: maz czy dziecko,
                > wybralabym dziecko, bo pierwsze jestem z nie odpowiedzialna, po
                > drugie faceta moge znalezc na kazdym rogu, z dzieckiem to juz
                > trudniej.

                A to dziwne
                • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 20:29

                  > A skoro mówimy o samolotach
                  • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 23:07
                    > A tak poza tym, to nie sądzisz, że świadome powoływanie na świat
                    > człowieka i nie stawianie jego bezpieczeństwa i warunków do
                    > przyzwoitego rozwoju (i tylko tego, nie czepiać się za
                    > nadopiekuńczość) na pierwszym miejscu jest lekko nie fair?

                    Masz rację. I chodzi tylko o to, by kobieta nie przeginała w kierunku tego
                    bezpieczeństwa i przyzwoitego rozwoju, na zasadzie "siedzę w domu z dzieckiem
                    cały dzień, nie odstępuję go na krok, czasu na zrobienie niczego poza tym nie
                    mam, a tym bardziej czasu dla partnera".
                  • arronia Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 23:30
                    > Z tej przyczyny, że jak nie założysz maski sobie i zasłabniesz, to i
                    > dziecku (czy innej osobie będącej pod opieką) potem też nie
                    > założysz. Żadnej ideologii bym się tu nie doszukiwała.

                    Ja też nie. Jeśli spadnie poziom tlenu, po kilu sekundach bez maski się traci
                    przytomność. Za to odzyskuje się ją szybko, jeśli się maskę z tlenem nałoży.
                    Tylko musi ją mieć kto założyć. Dlatego opiekun zakłada sobie maskę najpierw,
                    ewentualna utrata przytomności przez podopiecznego jest mniej groźna w skutkach
                    (1 osoba traci przytomność i odzyskuje) niż utrata przytomności przez opiekuna
                    (2 osoby tracą przytomność i nie odzyskują). Żadnej ideologii.
                • kag73 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 21:36
                  "A to dziwne
                  • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 21:43
                    > "Jak sie zle wybierze partnera takie sa potem skutki..."
                    > Coz za naiwnosc. A o tym, ze ludzie sie zmieniaja, czasem z biegem
                    > lat od siebie oddalaja, w zyciu roznie bywa, juz kiedys slyszales?
                    > W wiekszosci przypadkow ludzie sa pewni, ze to tej/ta jedyna,
                    > dlatego sie z soba wiaza. A co przyniesie zycie jest wielka
                    zagadka
                    > i stuprocentowej recepy na szczescie nie ma.

                    Krzysztof młody i zarozumiały. Jak miałam 25 lat to chyba też taka
                    byłam:-)
                    • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 23:02
                      > Krzysztof młody i zarozumiały. Jak miałam 25 lat to chyba też taka
                      > byłam:-)

                      Nie przypuszczam, by miało mi to z czasem minąć.
                      • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 23:23
                        krzysztof-lis napisał:

                        > > Krzysztof młody i zarozumiały. Jak miałam 25 lat to chyba też
                        taka
                        > > byłam:-)
                        >
                        > Nie przypuszczam, by miało mi to z czasem minąć.

                        Bo co? Bo niby mnie nie minęło?;-D
                        • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 24.07.09, 21:29
                          > Bo co? Bo niby mnie nie minęło?;-D

                          No napisałaś, że Tobie minęło.

                          Mnie chyba nie minie
                  • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 23:04
                    > Bo Ty jestes samcem, plodzenie nic Cie nie kosztuje, przyjemna
                    > robota i nawet sie nie kurzy. Gdybys musial przez ponad 9 m-cy
                    > nosic w brzuchu, potem cierpiec, wstawac, karmic, to bys wiedzial
                    > co latwiej.

                    Pisząc "łatwiej" nie miałem, broń boże, na myśli trudności wiążących się z samą
                    czynnością
                    • kag73 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 00:15
                      "Pisząc "łatwiej" nie miałem, broń boże, na myśli trudności
                      wiążących się z samą
                      czynnością
                    • sagittka Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 13:06
                      > Pisząc "łatwiej" nie miałem, broń boże, na myśli trudności
                      wiążących się z samą
                      > czynnością
                      • krzysztof-lis Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 21:37
                        > W tym kontekście, spłodzenie dziecka powinno być konsekwencją
                        > znalezienia odpowiedniego partnera. Nie sztuka zrobić sobie dziecko
                        > z byle kim. Prokreacja z odpowiednim partnerem daje większe szanse
                        > także dla dziecka na optymalny rozwój, nawet gdy partnerzy się
                        > rozstaną.

                        Jeśli stracisz dziecko, łatwo jest spłodzić kolejne z tym samym partnerem
                        • sagittka Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 22:15
                          tak, właśnie o tym pisałam, że partner jest bazą do posiadania
                          dziecka
          • claudel6 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 03:10
            a ja, aandzia, choć bezdzietna, uważam, ze jest. ta hierarchia. są osoby w życiu
            (właściwie osoba), za które oddałabym życie bez ułamka sekundy wahania, i te,
            które kocham, ale...nie. nie wiem, czy bym potrafiła oddać życie (być może tak,
            ale tyle o sobie wiem, ile mnie sprawdzono).
            zostałam wychowana w poczuciu, że dla mojej mamy ja - i później również moja
            młodsza siostra - jesteśmy najważniejsze. to nie przeszkodziło jej spędzić 28
            lat szczęśliwych lat z jej mężem i nie wygląda na to, by to był koniec.
            jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, to chcę by się czuło, tak jak ja się
            czułam dzięki mojej mamie.

            i - jako że jestem bezdzietna - jedyną osobą, za którą byłabym gotowa oddać
            życie - jest moja siostra. a nie mój partner czy hipotetyczny mąż.
            to oczywiście siła genów. ale nie odczuwam tego jako obowiązku w żadnej mierze.
            ewolucja załatwiła to za mnie - odczuwam do niej miłość taką, która potrafi
            zagłuszyć moją wolę życia.
      • zakletawmarmur Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 09:16
        Dobrze napisane... Też tak to właśnie widzę.

        Dodam jeszcze tylko od siebie jedną rzecz... Zastanawiam się czy
        problem nie leży w tym przypadku w mężczyznach, którzy chcą
        rywalizować z dzieckiem o uczucia kobiety. Mnie to przypomina
        sytuacje z dzieciństwa, gdy z bratem testowaliśmy mamę "kogo
        bardziej kocha". Mój facet czasami stawia dziecko przede mną...
        Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby to w ogóle rozważać w
        kwestii "ważności". Jego miłość do mnie objawia sie między innymi
        tym, że ma kochać nasze dziecko.
        • urquhart kwestia ważności 20.07.09, 10:43
          zakletawmarmur napisała:
          > Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby to w ogóle rozważać w
          > kwestii "ważności".

          Zwróciłaś kiedyś uwagę jak nienawidzą teściowych i jakie mają poczucie krzywdy młode mężatki którym mężowie dają wyraźnie odczuć że są dla nich mniej ważne od własnej mamusi?
          Sama miłość do rodziców, dzieci jest naturalna i jednym z elementów związku ale kwestia ich "ważności" ma olbrzymie znaczenie
          • zakletawmarmur Re: kwestia ważności 20.07.09, 11:07

            Czyli generalnie nie przeszkadza wam fakt, że dla kobiety dziecko
            jest najważniejsze tylko, gdy za często jest najważniejsze, tak?

            IMO wszystko jest kwestią konkretnej sytuacji. Teraz dziecko jest w
            przedszkolu i szczerze to nie myśle o nim prawie wcale. Już częściej
            myślę o moim facecie i naszym związku.
            Wiem jednak, że gdybym miała wybierać (jak z opowieści mojej babci z
            czasów IIWŚ) to bez zawahania wybrałabym dziecko. To samo w
            sytuacji: Kogo ratować z płonącego autobusu- obce dziecko czy
            utytułowanego naukowca, który może się jeszcze ludzkości przydać,
            też wybrałabym dziecko...
            Może to wynika z faktu, że jestem kobietą, może dlatego, że dzieci
            budzą w człowieku taką naturalną potrzebę zaopiekowania się:-) Nie
            tylko "nasze". Pewien znajomy mojej mamy mawia "dzieci to taka
            podpucha cywilizacji. Tak je natura stworzyła, żeby budziły
            pozytywne uczucia". Szczenięta, źrebaczki, prosiaczki, pisklaczki,
            kocięta... Czy nie budzą takiej naturalnej potrzeby przytulenia,
            pogłaskania, nakarmienia? Czy na ich widok nie rozmiękają nawet
            najwięksi twardziele?

            Co w sytuacji, gdy facet przyjmuje rolę konkurenta a nie ojca? Czy
            kobieta naturalnie nie zaczyna wchodzić w rolę nadopiekuńczej
            mamusi, która nie dość, że musi dziecko przed tyloma rzeczami bronić
            to jeszcze przed własnym ojcem...
            • aandzia43 Re: kwestia ważności 20.07.09, 21:22
              > Co w sytuacji, gdy facet przyjmuje rolę konkurenta a nie ojca? Czy
              > kobieta naturalnie nie zaczyna wchodzić w rolę nadopiekuńczej
              > mamusi, która nie dość, że musi dziecko przed tyloma rzeczami
              bronić
              > to jeszcze przed własnym ojcem...
              >

              Zaklęta, tak się to właśnie odbywa. A w rolę konkurenta męzczyzna
              wchodzi wcale nei w ramach odzewu na odrącenie go po narodzinach
              potomka. Wchodzi, bo jest tak, a nie inaczej ukształtowany grubo
              przed poznaniem swojej kobiety. I do tego wcale nie przez
              nadpopiekuńczą matkę. Przyczyny braku więzi z żoną po pojawieniu się
              dziecka na świecie i więzi z własnym dzieckiem są różne. Kobiece
              hormonalne opętanie dzieckeim to tylko jedna z przyczyn. I
              niekoniecznie najczęstsza.
      • urquhart emocjonalnie ważniejszy niż związek 20.07.09, 10:58
        aandzia43 napisała:

        > Najważniejszą osobą, powiadasz? Tak się nie od dziś zastanawiam,
        nad
        > tym "najważniejsze" w kontekście wyboru między dzieckiem a mężem.
        > Nie pierwszy raz panowie na forum kwiczą żałośnie, że nie są
        > najważniejsi dla swoich kobiet.

        Odpowiem Ci o co mi chodzi słowami Milskiej:

        Bliskość jest zagrożona, jeśli jedno z partnerów włączy się w układ,
        który stanie się emocjonalnie ważniejszy niż związek. Konkurencyjną
        wobec małżeństwa podgrupę żona lub mąż może stworzyć z dzieckiem
        (zarówno niemowlęciem, jak nastolatkiem), ale też ze swoją rodziną,
        pracą lub choćby kolegami z boiska. Wtedy druga osoba czuje się
        zmarginalizowana, wykluczona ze świata partnera, a w końcu obca i
        zbędna.
        "Jak skutecznie zatruć związek? Jak rozbić małżeństwo?" Zofia Milska
        -Wrzosińska

        • aandzia43 Re: emocjonalnie ważniejszy niż związek 20.07.09, 21:59
          > Bliskość jest zagrożona, jeśli jedno z partnerów włączy się w
          układ,
          > który stanie się emocjonalnie ważniejszy niż związek.
          Konkurencyjną
          > wobec małżeństwa podgrupę żona lub mąż może stworzyć z dzieckiem
          > (zarówno niemowlęciem, jak nastolatkiem), ale też ze swoją
          rodziną,
          > pracą lub choćby kolegami z boiska. Wtedy druga osoba czuje się
          > zmarginalizowana, wykluczona ze świata partnera, a w końcu obca i
          > zbędna.


          Ładnie napisała Milska:-) Nie można się nie zgodzić.

          Ale podrążę trochę, bo bym sobą nie była;-) Ta bliskość może stać
          się bliskością zagrożoną, bo może okazać się bliskością
          niewystarczającą pierwszemu z partnerów. I to wcale nie dlatego, że
          dziecko, praca, rodzice nagle zastępują coś. Przyczyną może być
          niemożność przejścia tego drugiego partnera do następnej fazy
          związku, wynikająca z jakichś jego felerów rozwojowych. Facet może
          być kompletnie niedojrzały do odnalezienia się (emocjonalnie) w roli
          ojca i najnormalniejsza żona nie jest go w stanie uzdrowić. Co by
          nie zrobiła, będzie źle. Zadowolić jest go w stanie tylko
          traktowanie go jak najważniejsze w domu dziecko. Normalną kobietę
          taki układ odstręcza. Mąż zaczyna się jej jawić jako ktoś, z kim
          utrzymywanie więzi jest czymś obciążającym, niewystarczającym i
          niesatysfakcjonującym i cofającym w rozwoju. Po próbach dogadania
          się zrywa wieź. Przyczyną nie jest dziecko i jej "nadmierna" miłość
          do niego, tylko niechęć do tkwienia w chorym, obciążającym ją
          układzie i poczucie obowiązku wobec dziecka. Podtrzymywanie tej
          więzi byłoby uwstecznianiem się w rozwoju. Że niby widziały gały co
          brały? Tyle wiemy o innych, na ile się sprawdzą w różnych
          sytuacjach;-)
          Przykładów takiej bliskości zagrożonej, bo zagrażającej
          temu "normalniejszemu" partnerowi, można by znaleźć dużo. I nie
          wszystkie przykłady dotyczą tych "niedobrych" facetów;-) Czasem
          nawalającą stroną jest kobieta.
    • jaknietytokto Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 19:52
      Wreszcie ktoś nie bał się tego napisać!
      W tym całym pieprzeniu o wybranku chodzi, jak wiadomo, o bachory a nie o żadną miłość - "Normalne, zdrowe wychowanie dzieci powinno uczyć je zarówno czerpać, jak i wnosić". Dziecko (geny) ponad wszystko! Macice to wiedzą!
      To kobietom - wbrew powszechnym stereotypom - chodzi o seks i reprodukcję, kiedy ględzą o miłości, a mężczyznom o miłość, kiedy pieprzą o seksie (miłość jest ważna dla kobiety - podobnie jak cnota - dopóki nie umości się na jajach w gnieździe i nie znajdzie frajera, który na nią robi; później może zacząć szukać "wyzwolenia" z kochankami).
      • mujer_bonita Drogi Panie ;) 19.07.09, 21:26
        W kłamaniu na temat naszych intencji jesteśmy sobie idealnie równi. Jeszcze nie spotkałam mężczyzny, który określiłby wprost, że chce się z kobietą tylko przespać. Zawsze odbywa się to w oprawie ględzenia o 'pokrewieństwie dusz', 'najwspanialszej kobiecie na ziemi', 'zniewalającym uśmiechu', 'samotności' etc. A wszystko to ulatnia się po zaliczeniu panienki.
        • krzysztof-lis Re: Drogi Panie ;) 19.07.09, 23:03
          > W kłamaniu na temat naszych intencji jesteśmy sobie idealnie
          > równi. Jeszcze nie spotkałam mężczyzny, który określiłby wprost,
          > że chce się z kobietą tylko prze spać.

          No to już spotkałaś
        • laflover Re: Drogi Panie ;) 20.07.09, 15:07
          mujer_bonita napisała:

          > anialszej kobiecie na ziemi', 'zniewalającym uśmiechu', 'samotności' etc. A wsz
          > ystko to ulatnia się po zaliczeniu panienki.

          Ale nie oznacza to w każdym przypadku złej woli ;D
          • mujer_bonita Re: Drogi Panie ;) 20.07.09, 16:06
            laflover napisał:
            > Ale nie oznacza to w każdym przypadku złej woli ;D

            A w przypadku kobiet oznacza? Mimo wszystko sądzę, że więcej facetów 'bajeruje' świadomie dla seksu niż kobiet świadomie usidla faceta tylko dla dziecka.
        • kompresor666 Re: Drogi Panie ;) 20.07.09, 23:20
          mujer_bonita napisała:

          > Jeszcze nie spotkałam mężczyzny, który określiłby wprost, że chce
          > się z kobietą tylko przespać. Zawsze odbywa się to w oprawie
          > ględzenia o 'pokrewieństwie dusz', 'najwspanialszej kobiecie na
          > ziemi', 'zniewalającym uśmiechu', 'samotności' etc. A wszystko to
          > ulatnia się po zaliczeniu panienki.

          Pani chyba żartuje? W życiu nie wpadłbym na pomysł opowiadania takich bredni
          tylko w celu zamoczenia. Ale może zbyt prostolinijny jestem :)
          • zakletawmarmur Re: Drogi Panie ;) 21.07.09, 00:34
            > Pani chyba żartuje? W życiu nie wpadłbym na pomysł opowiadania
            takich bredni
            > tylko w celu zamoczenia. Ale może zbyt prostolinijny jestem :)

            A ja wiele razy byłam podrywana "na romantyka" przez kompletnie nie
            romantycznych facetów... Porażka... Facet nawet nie specjalnie
            słucha tego, co się do niego mówi. Wciska kobietom swoje stałe
            romantyczne teksty, czasami dłuższe opowiadanka. Gdy jednak mu się
            trochę przyglądasz w zwykłych życiowych sytuacjach, gdy poznajesz
            jego podejście do tych spraw niezwiązanych z miłością to bańka
            romantyzmu pryska... Okazuje się zwykłym cwaniakiem, którego uczucia
            innych ludzi specjalnie nie interesują. Nie wynika to z jego złej
            woli, jest po prostu tak bardzo ograniczony pod względem odczuwania.

            Zawsze bardzo ostrożnie podchodziłam do "romantyków". Nie lubie, gdy
            facet w ten sposób zaczyna mnie podrywać. Zauważyłam, że ci naprawdę
            uczuciowi goście tak nie robią. Często z pozoru wydają się twardzi,
            niedostępni uczuciowo... Dopiero, gdy pojawi się ta nić porozumienia
            stopniowo rozmiękają. Wcale nie muszą mówić przy tym słowa:-) Cali
            emanują wtedy taką niesamowitą aurą...

            Zdecydowanie wolałabym "konkretny" podryw niż na bzdety o "jedności
            dusz" przed pójściem do łóżka... Z takich tekstów to mogłabym już
            książkę napisać:-)
            • kompresor666 Re: Drogi Panie ;) 21.07.09, 00:48
              zakletawmarmur napisała:

              > Zawsze bardzo ostrożnie podchodziłam do "romantyków". Nie lubie,
              > gdy facet w ten sposób zaczyna mnie podrywać. Zauważyłam, że ci
              > naprawdę uczuciowi goście tak nie robią. Często z pozoru wydają
              > się twardzi, niedostępni uczuciowo... Dopiero, gdy pojawi się ta
              > nić porozumienia stopniowo rozmiękają. Wcale nie muszą mówić przy > tym
              słowa:-) Cali emanują wtedy taką niesamowitą aurą...

              myślę że masz sporo racji. Pierdolenie oklepanych frazesów musi być straszne. Ze
              też kobiety się na to łapią... Albo z braku laku wchodzą w ten układ?

              > Zdecydowanie wolałabym "konkretny" podryw niż na bzdety o
              > "jedności dusz" przed pójściem do łóżka... Z takich tekstów to
              > mogłabym już książkę napisać:-)

              jesteś kobietą z jajem i próba wyrwania Cię na 'zniewalający uśmiech' musi
              skończyć się sromotną porażką.
              • bi_chetny Re: Drogi Panie ;) 21.07.09, 13:31
                najgorsze jest udawanie kogoś innego. ja mam duszę romantyka, choć niestety
                teraz trochę zcyniczałą [tak się to odmienia? :)], ale nigdy nie zdarzyło mi się
                tego rodzaju podrywanie. jeśli mówiłem coś takiego, to najczęściej już w jakimś
                momencie znajomości, kiedy ta więź pojawiała się, kiedy ją czułem.
                • zakletawmarmur Re: Drogi Panie ;) 21.07.09, 13:55
                  To nie jest nawet udawanie... Oni właśnie tacy są:-)

                  Pół biedy, jeśli można taki tekst potraktować z przymrużeniem oka. W
                  sumie poczucie humoru to u faceta ważna cecha.

                  Kiedyś zaraz po przedstawieniu się koleś zapodał mi tekst:

                  "My się już znamy (oczywiście kompletnie gościa nie potrafiła sobie
                  przypomnieć ale wtedy to był standard)... No nie mów, że mnie nie
                  pamiętasz... 13 października około 20 mijaliśmy się tu i tu.
                  Wymieniliśmy się wtedy takim znaczącym spojrzeniem. Ja pamiętam to
                  do tej pory. Nie mów, że nie zwróciłaś na mnie uwagi bo Ci w to nie
                  uwierzę."

                  Poderwać mnie nie poderwał, nawet nie pamiętam jak wyglądał ale
                  tekst tak mnie rozbawił, że pamiętała go do tej pory:-)
                  • bi_chetny Re: Drogi Panie ;) 21.07.09, 14:17
                    to coś w stylu: podobasz mi się maleńka, tylko tego nie spier...l :D
      • kag73 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 21:39
        Jaknietytokoto, co za bzdury wypisujesz.
        Pewnie Cie jakas kobieta kiedys zranila i do teraz sie nie
        otrzasnoles.
      • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 19.07.09, 21:40
        > To kobietom - wbrew powszechnym stereotypom - chodzi o seks i
        reprodukcję, kied
        > y ględzą o miłości, a mężczyznom o miłość, kiedy pieprzą o seksie

        eeee...mężczyznom chodzi o miłość gdy pieprzą o seksie? Doprawdy,
        interesujące, interesujące... Jak sobie tirowcy ucinają pogaduchy
        o "pannach jagodziankach", co je często na swych szlakach dogłębnie
        poznają, to zapewne mamy traktować te buraczane dyskuśki jak dialogi
        o poszukiwaniu miłości? Hehehehehehe...mało mi laptop z brzucha nie
        spadł;-D
        • urquhart zaangażowanie intymność namiętność czyli... 20.07.09, 01:00
          aandzia43 napisała:
          > eeee...mężczyznom chodzi o miłość gdy pieprzą o seksie? Doprawdy,
          > interesujące, interesujące... Jak sobie tirowcy ucinają pogaduchy
          > o "pannach jagodziankach", co je często na swych szlakach dogłębnie
          > poznają, to zapewne mamy traktować te buraczane dyskuśki jak
          dialogi
          > o poszukiwaniu miłości? Hehehehehehe...mało mi laptop z brzucha nie
          > spadł;-D

          Andzia jak możesz patrzeć na stereotyp mężczyny przez pryzmat klienta
          prostytutek Czy to nie jawna mizoandria?
          Klienci prostytutek o ile pamiętam to ledwie 10-20% dorosłych
          mężczyzn (zależy od województwa). Pogadajmy o zachowaniach
          statystycznej większości populacji wierzącej niby w miłość.
          Parokrotnie czytałem statystyki że o ile w badaniach młodych dla
          bezdzietnych mężatek partner jest osobą najważniejszą potem dzieci
          rodzice, u o tyle badanych mężatek z dziećmi kolejność się zmienia i
          dzieci są już najważniejsze u miażdżącej większości. U mężczyzn zmian
          nie stwierdzono w badaniach, nieliczna część deklarująca że dzieci,
          rodzice (matka!) są ważniejsi jest podobna przed posiadaniem dzieci
          jak i będąc już ojcami.
          To niby oczywiście biologia ale ważniejsza inna więź implikuje brak
          czasu, chęci, ochoty na seks, deficyt uczuć dla parnera. A miłość to
          przecież zaangażowanie intymność namiętność. Nie jest jakiś stały
          stan duszy mimo ślubowań, przecież zarówno po prostu nie podsycany,
          albo zraniony zdradą wygasa!
          • aandzia43 Re: zaangażowanie intymność namiętność czyli... 20.07.09, 23:29
            > Andzia jak możesz patrzeć na stereotyp mężczyny przez pryzmat
            klienta
            > prostytutek Czy to nie jawna mizoandria?

            Oj no coś ty? ;-)To była tylko odpowiedź na post niejakiego
            Jaknietytokto. Dokładnie w tym klimacie. Pieprzenie o seksie, to
            pieprzenie o seksie i już. Dobrze wiemy, że ludzie, a faceci
            szczególnie, świetnie potrafią oddzielić seks o miłości. Więc jak
            ktoś pieprzy o seksie, to po prostu pieprzy o seksie i nie
            doszukujmy się drugiego dna.
            • kag73 Re: zaangażowanie intymność namiętność czyli... 21.07.09, 00:38
              Ale na dluzsza mete chca milosci z seksem a nie tylko seksu, z czego
              sami nie zdaja sobie sprawy. Chca byc przez kogos koachani, inaczej
              latwiej i czasem taniej byloby zaplacic prostytutce. To nie o to w
              tym chodzi, za proste by to bylo.
    • urquhart Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 00:27
      Z biologicznego punktu widzenia człowiek nie ma mechanizmów
      charakteryzujących gatunki monogamiczne. Oczywiście że musimy
      powściągać swoją biologię żeby tworzyć satysfakcjonujący zwiazek
      monogamiczny i jak pisze possesive to czyni nas świadomymi istotami
      ludzkimi. Z tym że o ile że mężczyźni powinni kontrolować myślenie
      kutasem by inna kobieta na jakiś ten moment w życiu nie była
      ważniejsza od żony bo oczywista oczywistość, to że kobieta powinna
      powściągnąć biologiczny imperatyw że mężczyzna staje się na jakiś
      czas nieważny już oczywiste nie jest a powszechnie tłumaczenie się
      "brakiem ochoty" na seks w tym czasie zabiera oksytocynę jedyny
      biologiczny wspomagacz poczucia więzi. Oczywiście że to z czasem mija
      jak i mężczyznom zauroczenie innymi kobietami ale jak po związku
      związku i unikalnym poczuciu miłości i bycia kochanym może nie być
      już śladu.

      Dla związku ważne jest, że ma pierwszeństwo przed byciem rodzicami,
      bowiem bycie rodzicami jest kontynuacją związku. Jeśli jakaś para ma
      trudności i prosi mnie o radę, wtedy często pytam: "Co ma dla was
      pierwszeństwo: bycie rodzicami, czy bycie parą?". Albowiem jeśli para
      ma dzieci, często bycie rodzicami zabiera całą energię i dla pary
      niewiele wówczas pozostaje. Miłość rodziców do dzieci karmi się
      miłością pary, jest jej kontynuacją. Jeśli więc relacja pary znów
      może zająć pierwsze miejsce, wtedy udaje się też lepiej bycie
      rodzicami. A przede wszystkim: dzieci, które widzą, że ich rodzice
      się kochają, czują się bardzo szczęśliwe. Bert Hellinger "Miłość
      szczęśliwa"
      • bi_chetny Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 20.07.09, 18:36
        przecież nie chodzi o to, że chcemy, żeby kobiety stawiały nas na pierwszym
        miejscu przed dzieckiem. Chodzi o emocjonalność, która znika wobec męża w
        przypadku pojawienia się dziecka i facet schodzi na plan dalszy. I, o ile trwa
        to krótko, jesteśmy w stanie się z tym pogodzić [w końcu to też nasze ukochane
        dziecko], o tyle uciekanie z małżeńskiego łóżka w celu spania z 8 letnim
        dzieckiem jest stawianiem właśnie relacji z dzieckiem nad relacją z mężem, która
        jest ogromnie istotna. O relacji seksualnej, która jest zastępowana relacją
        macierzyńską.
    • zakletawmarmur Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 08:34

      Tak się zastanawiam jak to do jest z tym "myśleniem macicą". Czego
      chce moja macica? Rodzić dzieci ale i przeżyć. Przecież setki
      tysięcy lat temu mężczyzna pełnił ważną rolę w życiu kobiety i jej
      dzieci. Bardzo często oznaczało to dla niej "być albo nie być"...
      Bardzo nie opłacalną taktyką musiało być więc odtrącanie tego samca
      i wręcz wypychanie go w ramiona innych kobiet...

      Pamiętam, że po porodzie czułam bardzo dużą potrzebę bliskości z
      moim mężczyzną. Oksytocyna nie ukierunkowała moich uczuć jedynie w
      stronę dziecka... Emocje były jak na początku związku... Nie
      ukrywam, że na początku dziecko faktycznie było najważniejsze (w
      sensie czasowo-finansowym dostosowywaliśmy się do niego) i
      rozpieszczaliśmy je do granic możliwości. Dla niego to było zresztą
      coś oczywistego. Myśle, że ta oksytocyna jeszcze nas przy sobie
      trzyma ale powoli jej zapasy się wykańczają:-)

      Z drugiej strony seks wtedy mieliśmy zajebisty, chyba lepszy niż
      kiedykolwiek. Jego ochota na mnie wcale nie zmalała, choć obiektywne
      rzecz biorąc wyglądałam wtedy najgorzej. Bzykaliśmy się, gdy tylko
      była okazja, bez większych ceregieli, jak para napalonych
      nastolatków:-) Teraz wyglądam o niebo lepiej a seksu jest dużo mniej.

      Może kobiety, tracą ochotę na seks, bo ich mężczyźni po urodzeniu
      dziecka zmieniają się w rozżalonych synalków. Pojawiają się
      nagle "oczekiwania", wyrzuty, że dziecku poświęca za dużo czasu...
      Może takie zachowanie nie jest sexy? Kobieta zaczyna widzieć w tym
      mężczyźnie synka (w dodatku nie jej), który chce od piersi odsunąć
      jej własne dziecko. Jej zachowanie zaostrza jego pretensje, jego
      pretensje potęgują jej zachowanie...
      • urquhart Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 11:00
        zakletawmarmur napisała:
        > Może kobiety, tracą ochotę na seks, bo ich mężczyźni po urodzeniu
        > dziecka zmieniają się w rozżalonych synalków. Pojawiają się
        > nagle "oczekiwania", wyrzuty, że dziecku poświęca za dużo czasu...
        > Może takie zachowanie nie jest sexy? Kobieta zaczyna widzieć w tym
        > mężczyźnie synka (w dodatku nie jej), który chce od piersi odsunąć
        > jej własne dziecko. Jej zachowanie zaostrza jego pretensje, jego
        > pretensje potęgują jej zachowanie...

        Na pewno jest spora rosnąca grupa mężczyzn o urzekającej osobowości Piotrusia
        Pana dla których ojcostwo, i związana z tym odpowiedzialność jest katastrofą,
        ale to można łatwo wcześniej przewidzieć i sprawdzić (nadopiekuńcza matka) i o
        tym rozpisuje się co drugi miesięcznik.

        Ale ogólne każda "prawdziwa miłość" (także macierzyńska!) psychicznie domaga się
        WYŁĄCZNOŚCI, i to dla tego kobiecie trudno kochać emocjonalne dalej partnera tak
        samo choćbyśmy rozumowo bardzo tego chciała w konkurencji z dzieckiem, a
        mężczyźnie przełknąć nagle emocjonalne oddalenie.(Rozdział:Kiedy troje zagraża
        dwojgu Inteligencja Erotyczna)

        Z drugiej strony czy dobrze pojmujesz role ojca, bo nie skupiamy się nad opieką
        nad nowonarodzonym niemowlęciem? Rolą ojca inna niż matki właśnie konstruktywne
        rozbijanie symbiotycznej więzi z matką która w nadmiarze i utrzymywana za długo
        powoduje szkody w rozwoju osobowości i autonomii dziecka (najczęściej piotruś
        pan chłopcy, a borderline dziewczęta). Nauka dziecka samodzielności, autonomii i
        niezależności.
        Ale jeśli kobieta zbyt wysoko ceni sobie tą więź z dzieckiem i pozwala jej
        poluzować, a relacje z partnerem odtrąca, facet nie ma szans wypełnić swojej
        roli i wycofuje się, albo w apatię albo do innego zwiazku. W patriarchacie nie
        mogła sobie na to pozwolić, teraz może.
        Społecznie i tak zawsze on będzie winny bo niedojrzały a jedynie ona dobrą
        matką, no może trochę za dobrą :)
        • zakletawmarmur Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 11:40
          > Ale ogólne każda "prawdziwa miłość" (także macierzyńska!)
          psychicznie domaga si
          > ę
          > WYŁĄCZNOŚCI,

          Nie zapominaj, że ojcowie też dzieci kochają:-) Czy ta miłość też
          domaga się wyłączności?

          > Z drugiej strony czy dobrze pojmujesz role ojca, bo nie skupiamy
          się nad opieką
          > nad nowonarodzonym niemowlęciem? Rolą ojca inna niż matki właśnie
          konstruktywne
          > rozbijanie symbiotycznej więzi z matką która w nadmiarze i
          utrzymywana za długo
          > powoduje szkody w rozwoju osobowości i autonomii dziecka
          (najczęściej piotruś
          > pan chłopcy, a borderline dziewczęta). Nauka dziecka
          samodzielności, autonomii
          > i
          > niezależności.

          IMO ojciec powinien aktywnie uczestniczyć w życiu dziecka od
          urodzenia. Ojciec dostarcza już wtedy dziecku innych bodźców np.
          dotykowych. Jest silniejszy, mniej delikatny a za razem pewniejszy.
          Zgadzam się, że powinien uczyć dziecko samodzielności w większym
          zakresie niż matka.

          Z tego co czytam w tym wątku, mam przed oczami obraz rodziny, gdzie
          biedny ojciec nie potrafi konkretnie przeciwstawić się kobiecie,
          tylko chodzi i marudzi. Jeśli nawet zdradzi to będzie srał w porty,
          czy żona się nie dowie, bo wtedy będzie skończony...
          Sorki, ale facet powinien mieć jaja i przynajmniej czasami z nich
          korzystać. Jeśli permanentnie zachowuje się jak zazdrosny,
          wymagający dzieciak to nie ma co liczyć na seks. Kto więc tu
          powinien się pierwszy zmienić?

          > Społecznie i tak zawsze on będzie winny bo niedojrzały a jedynie
          ona dobrą
          > matką, no może trochę za dobrą :)

          A kto tworzy normy społeczne jak nie on? Jeśli jakieś normy uważam
          za złe to nie przejmuje się nimi. Konformizm= brak jaj.
          • bi_chetny Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 13:37
            Rolą ojca jest dawanie samodzielności, wyrwanie spod skrzydeł matki.

            Rolą męża jest określenie podwójnej roli kobiety w rodzinie, zarówno matki jak i
            żony/kochanki.

            Rolą żony jest utrzymywanie więzi emocjonalno-seksualnej z mężem, znalezienie
            czasu również dla niego.

            W przypadku niedojrzałości psychicznej faceta oczywiste jest, że będzie patrzył
            na to inaczej. Ale nie zawsze spotyka to tych Piotrusiów Panów, jak mówicie.
            • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 14:15
              > W przypadku niedojrzałości psychicznej faceta oczywiste jest, że
              będzie patrzył
              > na to inaczej. Ale nie zawsze spotyka to tych Piotrusiów Panów,
              jak mówicie.
              >

              Oczywiście, że nie zawsze spotyka to Piotusiów. Tak jak nie zawsze
              powodem braku więzi między małżonkami, czy nie nawiązania kontaktu
              między ojcem a dzieckiem, jest modliszkowatość żony.
            • zakletawmarmur Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 14:40

              > na to inaczej. Ale nie zawsze spotyka to tych Piotrusiów Panów,
              jak mówicie

              Nie chodzi mi o kompleks Piotrusia Pana... Takich gości jest pewnie
              mało. Chodzi mi o taką zwykłą życiową dupowatość. Nieumiejętność
              wyartykułowania swoich myśli a nawet lęk przed gniewem żony...
              Założę się, że w pewnym momencie wybucha, robi scenę, wymusza,
              szantażuje ale bez większych efektów... Później dalej bawi się w
              pokornego synalka.
              To nie są cechy podniecające kobietę.
        • aandzia43 Re: męskie myślenie kutasem i kobiece myślenie ma 21.07.09, 14:33
          > Ale jeśli kobieta zbyt wysoko ceni sobie tą więź z dzieckiem i
          pozwala jej
          > poluzować, a relacje z partnerem odtrąca, facet nie ma szans
          wypełnić swojej
          > roli i wycofuje się, albo w apatię albo do innego zwiazku. W
          patriarchacie nie
          > mogła sobie na to pozwolić, teraz może.
          > Społecznie i tak zawsze on będzie winny bo niedojrzały a jedynie
          ona dobrą
          > matką, no może trochę za dobrą :)
          >

          W patriarchacie nie mogła sobie pozwolic na nieposłuszeństwo, to
          fakt. Co do więzi zaś, to wcale niekoniecznie obyczajowość wymagała
          od niej jakiejś więzi z mężem. NADOPIEKUŃCZA MATKA SYNA TO WYTWÓR
          PATRIARCHATU. Brak elementarnego szacunku dla młodej żony, jako
          nowego członka rodziny, dramatyczne przywiązanie matki do dorosłego
          syna, jako jedynego zabezpieczenia i sensu życia, brak szacunku do
          kobiet w ogóle, ciągły nadzór wielopokoleniowej rodziny, nei
          sprzyjają nawiazaniu głębszej więzi miedzy małzonkami. Kiedy młoda
          żona rodzi syna, to ona z kolei obdarowuje całymi swoimi zasobami
          energetycznymi to swoje zabezpieczenie na starosć i powód do dumy
          (jedyny). Mąż nie wymaga od niej zazwyczaj niczego, poza dupą,
          rodzeniem potomków i ciężka robotą. To kwilące w jej ramionach
          maleństwo z kutasikiem, to cała jej tożsamość i perspektywa godnego
          zycia. Że niby to dalego od nas? A włoska mamma? A poza tym nawet
          jeśli daleko, to na większej częsci naszej planety. Facetowska
          potrzeba kontrolowania i trzymania pod butem swoich samic sama
          ukręciła bat na ich ewentualne, przez niektórych przejawiane
          potrzeby "więzi".
    • urquhart 90 proc 24.07.09, 15:36
      Dla tych co ciągle twierdzą że to zjawisko marginalne "bo oni mieli inaczej" Może dlatego że wcześniej ich małżeństwo nie było idealne i
      nie było poczucia straty , a może to te nieliczne 10%... :)

      Dzieci niszczą małżeństwo

      Narodziny pierwszego dziecka poważnie zaburzają małżeńską sielankę.
      Do takich wniosków doszli amerykańscy z uniwersytetu w Denver, którzy
      przez 6 lat badali 218 par małżeńskich.

      Jak się okazało, aż 90 proc. z nich przeżyło poważne trudności, gdy
      na świecie pojawił się potomek. Paradoksalnie największy wstrząs
      przeżywały małżeństwa, które wcześniej były niemal idealne: nie
      kłóciły się, miały podobne poglądy i dzieliły zainteresowania. Dla
      nich nowy członek rodziny oznaczał gigantyczną zmiane w życiu.

      Naukowcy odkryli również, że na większy stres narażeni byli ci
      partnerzy, którzy mieszkali razem przed ślubem. Negatywne skutki
      powiększenia rodziny odczuli również partnerzy, którym dziecko
      urodziło się zaraz po ślubie i ci mniej zamożni.

      Naukowcy tłumaczą to tak: pojawienie się dziecka to ogromne wyzwanie
      i nowe doświadczenie dla obojga małżonków. Mężczyzna musi się
      pogodzić z tym, że już nie jest na pierwszym planie, bo żona swój
      czas i energię koncentruje na malcu. Żona z kolei musi się
      przystosować do tego, że spędza całe dnie w czterech ścianach domu,
      podczas gdy jej partner wychodzi do pracy, spotyka się z ludźmi, a
      czasem nawet idzie z kolegami na piwo.

      To wszystko powoduje, że małżonkowie częściej kłócą się, a nawet
      zaczynają kwestionować sens swego związku.

      Według naukowców to nowe zjawisko. Częściowo wynika z tego, że młodzi
      rodzice nie są wspierani, jak bywało dawniej, przez starszych
      członków rodziny.

      Naukowcy jednak pocieszają - związek, który przetrwał pierwszy rok z
      dzieckiem, staje się potem lepszy i trwalszy.

      www.livescience.com/culture/090408-kids-marriage.html
      • aandzia43 Re: 90 proc 24.07.09, 18:20
        > Dzieci niszczą małżeństwo

        Brzmi pompatycznie jak: przyswojenie umiejętności czytania i pisania niszczy
        dzieciństwo. Dzieciństwo trwa dalej wzbogacone o to, co niesie ze sobą lektura.
        Małżeństwo trwa dalej, tylko na wyższym szczeblu drabiny. No chyba, ze się
        spadnie z drabiny podczas tego wdrapywania się na nią.

        > Narodziny pierwszego dziecka poważnie zaburzają małżeńską >sielankę.

        To brzmi lepiej.

        > Naukowcy jednak pocieszają - związek, który przetrwał pierwszy rok z
        > dzieckiem, staje się potem lepszy i trwalszy.

        A to już całkiem dobrze:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka