fangora
04.09.09, 15:31
Witajcie, wkleiłam link do wątku sprzed kilku miesięcy gdzie opisywałam mój
problem związany z reakcją mojego chłopaka na pekniętą gumkę.
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,94521486,94521486,Nieszczesna_gumka.html
Minęło trochę czasu i...wiele sie zmieniło.
Chyba przydarzyło mi się coś tak klasycznego, że aż nieznośnie banalnego, nie
wiem, smiać sie czy płakac :)
W końcu znalazłam pracę. Złapałam wiatr w żagle, praca bardzo interesująca, w
świetnym środowisku, zarobki ok, atmosfera też. W moim związku, mimo rozmów
dotyczacych podejścia do dziecka i odpowiedzialności...niewiele sie zmieniło.
Nadal nie biore pigułek. Ilekroć spóźniał mi sie okres sytuacja z blokadą u
mojego faceta powtarzała się. Ale tym razem nie wpadałam już w czarna rozpacz,
od razu mówiłam mu co o tym sądzę, a wkrótce...przestałam się tym w ogóle
zajmować...Bo... Poznałam innego faceta (to ten banał).
Już pierwszego dnia pracy zwrócilismy na siebie uwagę, od razu zaczęły sie
niekończące rozmowy na skypie, wspolne lunche, podwózki do domu...Przepadlismy
z kretesem. Zakochani po uszy. Niezwykła namiętność, super sex, porozumienie,
plany na przyszłosć pewnośc ze TO JEST TO. Spojrzałam na niego i pomyślałam:
chciałabym miec z nim dziecko :) I, co ciekawe, nigdy wcześniej o żadnym
facecie tak nie pomyslałam. Pomysł z dzieckiem w związku był długo
wypracowywany, raczej kierowany rozsądkiem w stylu: latka lecą, czas na dziecko.
No i wszytsko byłoby wspaniale gdyby nie to, że on także jest w kilkuletnim
związku, z którego trudno mu sie wyplątać. Wiem co napiszecie: jakby bardzo
chciał, to nie byłoby żadnych przeszkód. Ale widocznie się waha...Boje się, że
trochę odpowoada mu ciągnięcie dwóch srok za ogon. A ja, włąsciwie juz
podjęłam decyzję. Chcę odejśc od mojego faceta. Przy tym nowym mężczyźnie
poczułam coś, czego nie czułam od...10 lat? Zrozumiałam, że w moim związku
nigdy juz nie będzie dobrze, że nigdy nie doczekam się pewnych słów, gestów,
super sexu. Abstrahując juz od tego, że straciłam do niego zaufanie w temacie
dziecka.
I teraz pozostaje strach...Co będzie? Czuję się conajmniej kretyńsko czekając
az mój Kochanek podejmie decyzję. Boję sie samotnosci, zaczynania wszytskiego
od zera, jednocześnie wiem, że jeśli zostane z moim facetem, nie obiecuję, ze
będę mu wierna.
Czuję sie z tym strasznie. Zafundowałam sobie emocjonalną huśtawkę, ale...moge
powiedzieć, że żyję :)
To tyle. teraz czekam na lincz :)