Dodaj do ulubionych

Idę na dno...Tonę....

20.03.10, 20:54
Idę na dno...
Tonę....

Skierowanie do szpitala lezy w mojej kartotece

- w poniedziałek mogę po nie iść i zgłosić się do szpitala.

Jest we mnie taka niezwyczajna dla depresji nadzieja, że jeszcze jeden dzień i będzie lepiej, ze jeszcze odrobinkę wytrzymać...


W ten sposób można pójście do szpitala odwlekać w nieskończoność

W ogóle moja depresja wydaje mi się jakimś horrendalnym nieporozumieniem. Jest czymś kompletnie absurdalnym....

Tonę z całą świadomością tego faktu. Tonę....




Obserwuj wątek
    • 36.a Re: Idę na dno...Tonę.... 20.03.10, 21:19
      Nie wiem, co powiedzieć. Chyba tyle, że czytam co piszesz, że słyszę.
      Nigdy nie byłam hospitalizowana, czy to czasem nie optymalne
      wyjście? Ściskam.
    • skwr2 Re: Idę na dno...Tonę.... 20.03.10, 21:33
      Bardzo mi przykro, niezmiernie przykro.
    • chin_chilla Re: Idę na dno...Tonę.... 20.03.10, 21:38
      Awanturko to nadzieja nie pozwala ci zatonąć - ale to już pewnie wiesz. Jeśli
      czujesz, że przeżyjesz, że nie zagraża to twojemu życiu możesz odkładać pójście
      do szpitala. Jeśli stanowi taka decyzja śmiertelne zagrożenie - wybierz życie!
      Rozumiem to twoje tonięcie, aż za dobrze i współczuję.
      Ja jak tonęłam nie zgodziłam się na szpital. Ja mam szybką zmianę faz - szpital
      to dwa, trzy miesiące a poprawa po 2-3 tygodniach (taka poprawa, że z 10 piętra
      nie skoczę zbyt szybko). I tak było ostatnio - 3 tygodnie temu myślałam, że
      umrę, dzisiaj tylko bym chciała. Inny, lżejszy odcień depresji. Taki do
      przeżycia. (Jeśli nie pocieszyłam, to sorry, staram się jak mogę).
      Trzymaj się cieplutko i grzej przy tym płomyczku nadziei. Przytulam mocno.
    • drugikoniecswiata Re: Idę na dno...Tonę.... 20.03.10, 22:31
      Nie toń, trzymamy cię za (wirtualne) uszy
      Może zrób sobie bilans plusów i minusów opcji "szpital"?
      Poczujesz się tam bezpieczniej?

      Jeśli tak czy siak jesteś na granicy położenia się w szpitalu, to może trzeba
      dać sobie luz - np. na tydzień-dwa odpuścić zajęcia? Zająć się sobą, spokojnie
      poleżeć pod tą kołdrą tyle, ile potrzebujesz?
    • sensitilive Re: Idę na dno...Tonę.... 20.03.10, 22:43
      Skierowanie do szpitala to nie wyrok.Nie jest tam źle.
      Ale dzisiaj ja nie jestem obiektywna ;/
    • daikte Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 01:15
      Awanturko! Twoje posty dały mi dziś tyle otuchy i nadziei - naprawdę Cię
      podziwiam - jeśli będąc w stanie depresji, potrafiłaś napisać pracę magisterską,
      to myślę, że dasz sobie radę zawsze i wszędzie - i w szpitalu i poza nim.
      Niewiele wiem o tej chorobie, ale uważam podobnie jak drugikoniecświata -
      powinnaś rozważyć wszystkie za i przeciw szpitala i wybrać.
      Wszystko, co piszesz, brzmi tak racjonalnie, że jestem pewna, że podejmiesz
      dobrą decyzję.
      Trzymaj się!
    • lolinka2 Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 07:33
      awanturka, jeśli pójdziesz tam z własnej woli to i wyjdziesz kiedy
      się lepiej poczujesz, a nie gdy ktoś uzna że się lepiej poczułaś...
      to pierwsza z kwestii.

      dwa - czasem nie ma co marnować energii na walkę z wiatrakami... bo
      to nic nie daje. trzeba szukać rozwiązań poza standardowym
      portfolio...

      wiesz, poopóźniać pójście do szpitala można, byle nie w
      nieskończoność. Potrzebna jest taka niewielka doza uczciwości wobec
      samej siebie - i pokory zresztą też... nie jestem omnipotentna,
      próbowałam, nie udało się, trudno.... a może właśnie się uda...
      czasem taka nadzieja może być jakąś nikłą niteczką słońca
      przebijającego się przez chmury, którego stopniowo będzie coraz
      więcej... ?
    • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 09:31
      Dzięki wszystkim.

      decyzja - szpital na razie nie.

      Zawsze szłam do szpitala to było tak, że miałam mysli samobójcze, teraz nie mam więc jeszcze chyba nie czas.

      Co do szpitala w mojej sytuacje dwie funkcje
      pierwsza

      - wyłacza z życia, "urlop od zycia" - można przestać się szarpać

      i druga

      - chroni przed samobójstwem a nawet przed takimi myslami - (to w tych warunkach duzo, dużo trudniejsze więc takie pomysły człowiek sobie odpuszcza).

      Tym razem spełniałby tylko tą pierwszą.

      Co do leczenia to nie mam złudzeń - niewiele mi tam pomogą, te same leki są dostęone i tu i tam (no, może sobie tam odważniej z nimi poczynają)

      Idą święta.
      Ludzie się przygotowują.
      Moja siostra sprząta mieszkanie na błysk, wczoraj myła okna, wieszała firanki a ja...

      Tak bym chciała chociaż odrobinkę ogarnąć mieszkanie, chociaż baźki na stole, trzy jajeczka w koszyczku...

      To dużo?
      Nie będzie nawet tego?

      Może będzie.
      Mam męża, więc pewnie mąż jak go poproszę zadba o te baźki i jajeczka ...

      Dzisiaj przychodzi studentka.
      Pewnie zrobię to co zostało do zrobienia i jej wytłumaczę.
      I powiem, żeby na więcej nie liczyła - niech szuka czegoś innego.

      Poddaję się, próbuję uciec przed poczuciem przegranej, klęski.
      Przecież to tylko korepetycje.

      Znacie?

      "czcina nie daje się wiatrowi złamać bo potrafi ugiąć gdy na nią napiera". Uginam się.

      Lolinka (chyba ona) pisała coś o pokorze.
      Tak ...to lekcja pokory.
      Kolejna.
      Trzeba ją odrobić.

      Całe moje zycie to jedna wielka lekcja pokory...

      Przepraszam.
      Dzieki, ze mnie czytacie.
      Dobrze, że nie piszę w pustkę...
      • ergo_pl Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 13:04
        > Moja siostra sprząta mieszkanie na błysk, wczoraj myła okna, wieszała firanki a
        > ja...
        >
        > Tak bym chciała chociaż odrobinkę ogarnąć mieszkanie, chociaż baźki na stole,
        trzy jajeczka w koszyczku...
        >
        > To dużo?

        Awanturko, poczucie winy nie dało mi spokoju. Wczoraj ostatkami sił wpadłam do
        matki i ojca (ciężko mi napisać "rodziców" - co przeżywałam - domyśli się
        Lolinka). Starzy są. Odkurzyłam i posprzątałam zasyfioną kuchnię. Tak mnie nerw
        nakręcił, że po powrocie do siebie uprasowałam 2 firanki i je zawiesiłam (jedną
        zresztą na lewą stronę wink To było ponad moje siły Dziś zdycham.
        Dosłownie. Wstałam dopiero przed chwilą. Zaczynam uświadamiać sobie (sic), że
        jestem chora. Tak nie dam rady. Awanturko, nie rób nic ponad siły!!! Ryczę.
      • 36.a Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 13:44
        Mocny tekst, mokre oczy.

        Moja mama ostatnio "może wynajmiemy Ukrainkę do posprzątania?" (nie chodzi o narodowość, jestem przychylna właściwie ludziom ze Wschodu, jeden wszedł w rodzinę) - buuuunt. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś obcy kręcił się po domu. Umyję te okna sama.

        Trzcino, nie łam się.
        (olej, że poprawiłam, nieważne)

        Dla Ciebie, słowa:

        www.youtube.com/watch?v=HvJ0MzPrgg0

        Nie chcę się mądrzyć, ale może chodzi o odpuszczenie. Sobie. Właśnie teraz. I tak chyba robisz...
      • drugikoniecswiata Re: Idę na dno...Tonę.... 22.03.10, 16:24
        Nie mów studentce, że ma szukać kogo innego, tylko - że masz w tej chwili
        konkretne kłopoty ze zdrowiem i w związku z tym do świąt na pewno nie będziesz
        mogła pracować. Po świętach zobaczysz co i jak. Nie pal mostów, to logika
        "wszystko albo nic". Trzcina się ugina po to, by wiatr potem podniósł ją z
        powrotem.

        Myślę ciepło, bardzo ciepło. Zrób sobie na razie urlop od życia w domu - taki,
        jaki byś miała w szpitalu. Może to + leki wystarczy? Zatroszcz się o siebie tak,
        jakbyś się troszczyła o bliską osobę. I przyglądaj rozwojowi sytuacji.
        Uczciwość, rozsądek, pokora. I miłość.
        • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 13:15
          korepetycje..
          z częsci zrezygnowałam

          reszta?

          lawiruję od przeszło dwóch miesięcy
          przekładam, skracam, odwołuję

          rodzice zaniepokojeni
          pytają co się dzieje
          matura za pasem...

          psycholog, szpital, 20 lat temu -
          "zaopiekuj się sobą tak nieszczęśliwym przerażonym dzieckiem"
          zapadło w pamięć...
          pamiętam...

          Dzięki za wszystko.






          • drugikoniecswiata Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 14:43
            A co łykasz, jak długo i czemu nie chcesz / lekarz nie chce nic w tym zmieniać?
            Jeśli to trwa parę miesięcy, to chyba już dość długo...

            A z korkami to myślałam o tym, żebyś dała sobie do świąt dwa tygodnie wolnego.
            Po prostu wolnego. Tak żeby móc w tym szlafroku łazić przez cały dzień, jeśli
            będziesz potrzebowała. Nie wiem, czy u ciebie się sprawdzi, mi rok temu pomogło
            w paskudnym kryzysie.
            • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 15:01

              wszystko mi jedno co łykam.

              leki nie pomagają
              zawsze pomagał czas
              raz elektrowstrzasy

              dwa tygodnie wolnego...
              będę miała luz
              uczniowie przed i po świetach odwołują lekcje
              będą wyłacznie maturzysci - czterech

              ubrałam się, umyłam
              o 15 przychodzi uczennica

              ciuchy porozwalane na krzesłach przerzucone do innego pokoju
              przeczesałam włosy.
              czekam.








              • drugikoniecswiata Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 21:50
                awanturko, przepraszam, jeśli uraziłam; zastanawiałam się, czy bierzesz jakiś
                antydepresant, czy tylko stabilizatory. Ale to nieistotne, kwestię leczenia
                pewnie omawiasz z lekarzem i razem wiecie, co robić; byłam po prostu ciekawa.

                Czas na pewno pomoże, tylko to trudne, myślę ciepło. podziwiam cię, gdy mówisz o
                "tylko" 4 maturzystów - ja czasem nie jestem w stanie udźwignąć i tylu lekcji.
                Ale odpuszczanie ma swoje dobre i złe strony, sama na pewno wiesz, co dla ciebie
                najlepsze.

                PS Naczynia w zlewie są najmniej ważne, chyba, że porządek poprawia ci humor.
                Myślę ciepło. Ja też wciąż w niedobrej formie, ale najgorsze już chyba za.
                Wiosna jest trudna...
                • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 25.03.10, 12:28
                  nie uraziłaś
                  biorę lamitoginę i olanzazpinę oraz sertralinę (Zoloft)
                  na leki nie liczę
                  liczę na czas
                  • drugikoniecswiata Re: Idę na dno...Tonę.... 26.03.10, 00:49
                    To jeśli mogę jeszcze zapytać - czemu w takiej sytuacji nie modyfikujesz
                    antydepresanta (zmieniasz dawki/dorzucasz drugiego)? Zawsze myślałam, że jeśli
                    ktoś ma długie fazy depresji / manii, to pojawienie się kolejnej jest sygnałem
                    do modyfikacji leczenia? Czy źle myślę?

                    Czemu nie gmeram za dużo w lekach ja, to wiem - bo wciąż ich nie mogę ustawić
                    tak jak trza, a przy rapid cycling wyprowadzenie z pojedynczej depresji jest
                    sukcesem raczej znikomym. Więc zagryzam zęby, coś tam zmieniamy i przyglądamy
                    się, czy rolley coaster się zmniejsza, czy nie. Koktailu na wstępie ani mój dr
                    nie lubi serwować, ani ja łykać, więc idziemy po bożemu i tym sposobem pewnie w
                    końcu zawisnę na jakimś przydrożnym drzewie... eh.
                    • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 26.03.10, 05:17
                      Od około 1,5 roku amplituda wahań nastroju była duża - od dużej depresji do subdepresji albo chwilami (bardzo rzadko) -normy.

                      W tym czasie sie kilka kilkugodzinnych ledwie zauważalnych parogodzinnych hipomanii i stanów mieszanych (na zewnatrz nikt nic nie dostrzega - ja to "czuję w sobie"

                      Cykl trwał 7-15 dni. lekarz był zaniepokojony bardzo tymi wahaniami, mówił, że wygląda mu to na rapidcycling i bał się antydepresanta jak ognia.

                      W związku z tym zapisywał od czasu do czasu antydepresanta a potem się z niego wycofywał.

                      W zasadzie byłam bez - ostatnio na sertralinie bo długo nie było hipomanii a depresja była coraz dłuzsza i głębsza.

                      W swoim zyciu "przerabiam" już dokładnie wszystko (ma na myśli antydepresanty i stabilizatory) i to wielokrotnie. Przez 27 lat leczenia (z kilkuletnią przerwą) było na to dostatecznie duzo czasu.

                      Nigdy nie było ani cienia poprawy, którą mozna by przypisać braniu antydepresanta więc nie bardzo jest już czego próbować.

                      więc za wiele się po antydepresantach nie spodziewam (podobnie zresztą jak mój lekarz).

                      Do lekarza mam bezwzględne zaufanie.

                      Parę razy w zyciu leczyłam się u innych i nie ma porównania choćby w zrozumieniu tej choroby.
                      To nalepszy w województwie w którymm mieszkam specjalista od CHAD (profesor) i to się czuje.



    • singapurkaa Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 20:59
      Doskonale wiem jak to jest nie móc posprzątac mieszkania, ta obezwładniająca
      niemoc...

      Odprawisz studentkę z kwitkiem, ale to TYLKO korepetycje. Ja w depresji
      potrafiłam rzucic studia, pracę, zawalic wszystko - poczucie klęski było olbrzymie.

      Do szpitala skierowanie mogłam miec, lekarka pytała czy chcę, ale nie chciałam -
      wiedziałam, że innych leków mi tam nie zaaplikują, a w tej całej beznadziei
      wolałam wegetowac we własnych czterech kątach. Myśli samobójcze były, ale byłam
      pewna, że nic sobie nie zrobię.

      Akurat dla mnie opcja szpital jest niewyobrażalna, ale każdy sam podejmuje
      decyzję, zresztą już ją podjęłaś na nie.

      Mam nadzieję, że zwiększono Ci dawkę antydepresanta i jest mi tak bardzo po
      ludzku przykro, że osoba tak bardzo doświadczona przez wielokrotne depresje musi
      znów się z tym zmagac.
      Oby minęło jak najszybciej.

      Dbaj o siebie, wiesz, że depresja pójdzie tak jak przyszła, choc to taki
      banalny, wyświechtany tekst.
      • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 21:42
        Studentka była, jakoś poszło.
        Ale powiedziałam, zeby sobie poszukała kogoś innego.

        Gorzej z obiadem u rodziców - rodzice, siostra i szwagier z prawie dorosłym synem, teściowa siostry i ktoś tam jeszcze...

        Poszłam, nie powinnam siedzieć cały czas w domu, prawda?

        - jakoś było.

        wygłosiłam kilka kwestii przygotowanych na taką okoliczność do wypowiadania przy stole, zaserwowałam kilka wyuczonych uśmiechów...

        Chyba przekonująco wypadłam w tej roli...

        tylko siostra rzuciła uwagę, ze mogłam ubrać się lepiej, mama, ze czas najwyższy iść obciąć włosy...

        jest trochę lepiej niż wczoraj, może dlatego, że to wieczór.

        Perspektywa szpitala się oddala...
        a jutro?

        jutro - nie dać się wessać łózku...
        i nie łazić nieumyta w koszuli nocnej po mieszkaniu.

        taki mam ambitny plan.

        co będzie pojutrze - nie myślę.





    • poetkam Re: Idę na dno...Tonę.... 21.03.10, 21:13
      Tulę.. Obecnie nie potrafię skleić nawet kilku słów więcej.
      Trzymaj się...
    • greenmoito Re: Idę na dno...Tonę.... 22.03.10, 13:19
      Witaj
      Nie bój się nie utoniesz. Może to tylko reakcja na wiosnę.
      Nie znam cię ale widzę po innych postach że już pewnie nie raz przechodziłaś
      depresję. Z tej też wyjdziesz to tylko kwestia czasu. Daj trochę czasu lekom aż
      zaczną działać. 1 marca też pisałem ze jestem na dnie, dzisiaj już trochę lepiej.
      Ostatnio próbowałem zdrowej osobie wytłumaczyć na czym polega moja choroba (a
      dokładnie stan depresji), za nic nie mogła zrozumieć więc wytłumaczyłem na
      zasadzie przenośni:

      Jak zdrowa osoba siedzi w ciemnym pokoju i chce żeby było jasno to włącza
      światło. My chorzy nie wiemy że jest wogóle włącznik, którym te światło można
      włączyć.

      Pamiętaj że ten włącznik jest tylko go na razie nie widzisz ale go na pewno
      zobaczysz.
      A jak przetrwać do czasu poprawy, nie wiem, ja się gapię w telewizor i nie gadam
      prawie z nikim. Czytam to forum żeby zobaczyć że podobnych do mnie jest więcej
      (wiem że to może egoistycznie zabrzmiało ale tak jest).
      Czasem coś napiszę i jak ludzie okazują zrozumienie to mi lepiej. Wiedz że
      większość z nas na pewno cię rozumie i wspiera na tyle na ile da się wesprzeć
      kogoś przez internet.

      Trzymaj się
      Pozdrawiam
      • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 13:00
        Dzięki.

        greenmoito napisał:

        > Z tej też wyjdziesz to tylko kwestia czasu. Daj trochę czasu lekom aż> zaczną działać.

        leki...
        na nie nie liczę,
        nie biorę nic nowego

        czas...

        Tak, to kwestia czasu... wiem o tym..
        jakiego czasu?
        dni miesięcy lat...?

        4 lata...
        kiedyś tak było.
        na koniec przestałam czekać..
        chciałami to skończyć..

        teraz czekam.
        jeszcze czekam.

        to trudne...

        narzucam dyscyplinę:


        nie pytać ile?
        - to przeraża

        nie mysleć o tym.
        nie mysleć najlepiej w ogóle...


        skupiam się na tu i teraz
        to jedyny sposób by przeżyć

        chcę żyć...

        dziwne, prawda?



    • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 12:42
      relacja.

      wczoraj.

      rozpacz minęła.
      tylko otępienie i bezruch
      nie szarpię już się, tak mniej boli...


      do godz. 14.00
      łażę w szlafroku, ale się u umyłam - to jednak coś

      ubieram się.
      wychodzę na dwór..
      wszędzie piszą, że słonce pomaga, prawda?

      pierwsze oznaki wiosny
      wiosna...
      zamknij się! - krzyczy coś we mnie, w srodku

      słońce, wiosna i ja.
      kontrast.
      i znowu boli

      idę do rodziców...
      ojciec też w kiepskim stanie.

      siedzimy i milczymy - nie trzeba słow, wszystko jasne.

      po drodze kupuję płyn do naczyń.
      może umyję naczynia

      wieczorem trochę lepiej

      dzisiaj:

      znowu łażę po mieszkaniu w szlafroku,
      zbieram się w sobie
      ubiorę się, wyjdę....

      po południu korepetycje (2 szt.)
      - brak paniki, tylko płakać się chce...
      zmęczenie, znużenie, sama już nie wiem co.

      może uda się w końcu umyć te naczynia?





      • olga_w_ogrodzie Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 14:25
        Awanturko,
        czytam Cię i lubię.
        naprawdę.
        dzielna z Ciebie dziewczyna.
        szpital - ostateczność - lepiej umyj Ty choć jeden talerzyk - małe
        kroczki - sama wiesz - jest szansa rozkręcić mycia sprawę i na drugi
        talerzyk się zasadzić, a powolutku, może szklankę i garnek się uda
        umyć.

        a rodziny zazdroszę niezawistnie.
        chciałabym rodzinę mieć, choć czasem kłopot z widywaniem się, gdy
        źle się człowiek czuje.
        • majagor Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 15:53
          Awanturko - strasznie Cię podziwiam. Jesteś bardzo dzielna. Nie wiem czy
          potrafiłabym w takim stanie, jaki Ciebie owładnął ubrać się, umyć i do tego
          wyjść na zewnątrz. Strasznie dzielna jesteś.
          A naczynia.. nie zając nie uciekną.. więc wielce bym się tym nie przejmowała..

          Mocno Cię przytulam..!
          • chin_chilla Re: Idę na dno...Tonę.... 23.03.10, 20:00
            Awanturko, ja się przyłączam do reszty. Jesteś bardzo dzielna i uważam, że masz
            prawo pomimo wszystko być z siebie dumna. Trzymam za ciebie kciuki, żebyś
            dotrwała do chociaż niepełnej remisji a całkowitej ci z całego serca życzę.
            • 38takatam Re: Idę na dno...Tonę.... 24.03.10, 15:04
              Podziwiamsmileja sie izoluje nawet kiedy jest dobrze...
              Trzymam kciuki o lepsze jutro!
    • bar221 Re: Idę na dno...Tonę.... 24.03.10, 23:05
      J bylam na pobycie dziennym, w 1997 r. Mnie szpital postawil na
      nogi...Sprobuj na dziennym
    • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 25.03.10, 12:20
      byliście ze mną
      dziekujęi.
      od wczoraj lepiej. nie jest dobrze,
      ale lepiej. wczoraj myslałam - normalna poprawa wieczorna
      utrzymało się do tej pory.

      będzie lepiej.
      nadzieja.

      dziękuję
      • awanturka Re: Idę na dno...Tonę.... 26.03.10, 05:31
        jest jeszcze lepiej
        normalnie (prawie)

        to wróci
        niedługo wróci..

        wykorzystać ten czas, który dostałam..
        wykorzystam.
        ooo! tak, napewno


        nie, żeby ponadrabiać zaległości
        poprostu pożyć
        zwyczajnie pozyć

        korepetycje
        zakupy,
        spacer
        naczynia,
        podłoga...
        mogę!

        szczęście.
        dużo szczęścia

        co mogą wiedzieć o szczęści zdrowi???

        Jak dobrze...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka