Aż się pochwalić muszę, bo nadziwić się nie mogę

Moja Córa - lat 7,5, 1 klasa, do zerówki uczęszczała w ubiegłym roku
tejże szkoły. Wychowawczyni obawiała się, że Mała zostanie na drugi
rok, że klasa ją odrzuci, etc.
Mała robi coraz większe postępy. Na każdej wywiadówce jest chwalona.
Dziś wychowawczyni orzekła, że Małej przypadek wart jest opisania w
jakiejś książce o tematyce pedagogiczno-psychologicznej. Zaburzenia
emocjonalne (autoagresja - aż żal było patrzeć..., zaparcia na tle
psychicznym -brudzenie bielizny, kilkutygodniowe zaparcia, zmienne
nastroje-od euforii po płacz wielki). Opieka psychologiczna,
psychiatryczna, zajęcia pozalekcyjne, aranżowane i nie tylko
spotkania z dziećmi, etc., z mojej strony - szkoła dla rodziców,
opieka psychologiczna, psychiatryczna.
Wychowawczyni jednak orzekła, że największy wpływ terapeutyczny
miały (mają) na Małą dzieci z jej klasy. Nie dość, że nie odrzuciły
płaczka wielkiego, to jeszcze polubiły i zaakceptowały.
Oj, naprawdę ciężar wielki spadł mi z serca... Ja sama byłam
odrzucona od pierwszej klasy SP, odludek, szykanowana, wyśmiewana,
etc. Tak się bałam, że Mała tak samo... Ale uparłam się, że mała
będzie miała godne, spokojne życie. I kropka.