15.06.10, 16:11
Jutro muszę zmierzyć się ze swoim strachem - ważnym zaliczeniem.
Uczę się, cholernie ciężko mi to idzie uncertain Leki? Poza tym od tygodnia ciężki
okres mam - kołatanie serca, drżenie, itp,itd. Noce są okropne. Kontaktowałam
się z moją psych i do czasu zakończenia tej katorgi (miejmy nadzieję, że
jutro)biorę doraźnie Cloranxen. Jutro przed egzaminem będę musiała go chyba
łyknąć, na poprzednim ważnym wyglądałam jak galareta. Wg. co niektórych
(mądrych uczących) to objaw niewiedzy. uncertain Wiem, że ludzie mają większe
kłopoty. Wiem. Tylko chciałabym mieć już z głowy te studia uncertain Samo nie
podejście do obrony już i tak mnie zdołowało.
Na dodatek ten człek nie pała do mnie miłością, czy chociażby sympatią. Gnoić
się nie dam. Dyskusje może się wywiązać delikatna, aczkolwiek nie chamska z
mojej strony - raczej pod włos, pod włos, żeby udobruchać, ale nie dać się
zeszmacić. Zgnojenie odchorowuję potem przez kilka tygodni.
Ten stres mnie niszczy już od jakiegoś czasu. Chcę już z nim skończyć. Mam
nadzieję (bo co mi zostało???), że jutro pójdzie pomyślnie i będzie z głowy.
Obserwuj wątek
    • kamyczek_0 Re: Bitwa 17.06.10, 21:51
      Do przodu uncertain Tak, mam krzywą minę, bo ewidentnie byłam zdeptana i upokorzona
      przy wszystkich ludzi, którzy mnie znają oraz tych, którzy wczoraj mnie poznali.
      Dodam tylko, że były tam dwie osoby z grona wykładowców - zupełnie nie zauważeni
      przez osobę, która mnie/nas egzaminowała. Sytuacja przed nim była dobitnym
      sposobem pokazania mi, że jestem inaczej traktowana (czytaj:gorzej) niż
      pozostali. Ocena jest śmieszna uncertain Ludzie się śmieją ze mnie i z samych siebie,
      że poszli "na żywioł" i dostali o dwie oceny wyżej niż ja wykuta na 10000000 %
      Dodam tylko, że moje wiadomości zostały sprawdzone przed egzaminem (nie
      oficjalnie) przez w/w dwie osoby. Nie powiem jak one skomentowały to jaką ocenę
      dostała i z jaką gadką egzaminatora. Czarno na białym pisze (mój długopis, imię,
      nazwisko.,itp) jakich udzieliłam odpowiedzi i jak bardzo je wyczerpałam. Do bólu
      i może "aż za bardzo" - nie moje słowa.

      Na dodatek powiem Wam, że prace do obrony pooddawało kilka kolejnych osób. Te
      prace to jest śmiech na sali. Fakt-mają lajtowego promotora, ale to nie zmienia
      faktu, że każdy z nas powinien mieć takie luzy.
      Z promotorem to strzeliłam sobie samobója. I powiem Wam coś jeszcze. Nie wiem
      czy oddam pracę we wrześniu. Widzę, że nie opłaca się samemu pisać, po drugie
      psychicznie jestem skopana i są pewnie ważniejsze problemy. Tylko te pierdol***e
      studia zrównały mnie z ziemią. Konkretnie to ostatnie półrocze. Czy warto było?
      Nie, nie warto. Gadkę typu: "robisz te studia dla siebie" można o kant dupy
      potłuc. Dla siebie? To świetnie, właśnie zafundowałam sobie tygodnie z mega
      dawkami leków, ostatni tydzień bezsennych nocy i Bóg wie ile jeszcze następnych
      cholernie złych dni teraz. sad
      Nikt mi nie wmówi, że warto było...warte jest ( bo przecież nie bronię pracy)
      uczyć się tego wszystkiego, czytać, rozumieć, znać,potrafić, umieć. Nic z tego
      nie mam. uncertain Nie mam nawet satysfakcji z zaliczonego roku. Głąby zaliczyły o
      wiele lepiej fuksem, zwykłym fuksem, na dodatek prace fuksem przeszły, bo
      pan/pani promotor po łebkach przejrzał, antyplagiat sprawdził i heja-czekać
      tylko na obronę. To mnie śmieszy, to mi pokazuje jakie to wszystko jest obłudne.
      To jest farsa proszę państwa!
      I ja w tym wszystkim biorę udział! Jestem jednym klockiem w tej układance
      studentów, wykładowców. Oni żyją w błogim przeświadczeniu o swojej wyższości,
      nieomylności, zaje**stości. I co? I ich pod górę ładują głąby-fuksiarze ciesząc
      się, że im się udało. Ja pracowałam ciężko te wszystkie lata i co mam teraz?
      Teraz mam niedopuszczoną pracę, zrównanie mnie z patałachami. A ja myślałam, że
      nie jestem głupia. Tymczasem jest głupsza od tych najsłabszych studentów sad

      I taka jest prawda moje drogie. Wiem, że raczej nie podejdę do obrony. Nie kupię
      pracy. Sama nie zmienię jej, bo nawet nie wiem jak i co - babka ma nalane, ona
      już żyje wakacjami. Nie będzie z nią kontaktu w celu zweryfikowania moich
      poprawek. Mam to w nosie. Nie warto zjechać sobie zdrowia. Przez te ostatnie
      tygodnie zrobiłam sobie więcej krzywdy psychicznie niż przez te wszystkie lata
      mojego życia. Cyrki się ze mną działy. Obżarte palce do krwi z nerwów, noce
      bezsenne, opieka nad dzieckiem scedowana na babcie, wątroba dostała swoje
      -koktajle niezłe (w porozumieniu z psych.). Ona sama do mnie dzwoni i pyta jak
      sesja, bo się martwi o mnie...o moją głowę!
      To jest CHOREEEEEEEEEEEEEEE ! Nie chcę sobie dłużej robić KRZYWDY. A tym stały
      się dla mnie te studia. Ja piątkowa studentka ze stypendium. Ja się do tego nie
      nadaję, nie nadaję się już do studiowania, do tych ciągłych niepewności, nerwów.
      Jestem teraz ich strzępkiem sad Nie potrafię normalnie funkcjonować! to jest
      tortura, to co teraz czuję, to co czuję od tych kilku tygodni.
      Tak, jestem tchórzem. Wolę zadbać o siebie niż brnąć w to dalej i znowu mieć TE
      myśli.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka