Dodaj do ulubionych

problem z byciem blisko z innymi

12.07.10, 11:55
Muszę się przed Wami do czegoś przyznać. Otóż uświadomiłam sobie, że tak
kurczowo trzymam się relacji z moim terapeutą, że nie jestem w stanie dopuścić
do mojego życia żadnych innych ludzi.

Problem polega na tym, że terapii już nie mam od ponad pół roku. Właściwie
już, już byłam gotowa się rozstać w mojej głowie z nim i wszystko na to
wskazywało, że przebiega to w sposób naturalny, do momentu, gdy postanowiłam
się z nim spotkać, żeby się z nim pożegnać. (zostawiliśmy naszą relację
otwartą. W tym sensie, że gdybym chciała kiedyś coś, on jest do mojej dyspozycji).

Jak myślicie? Może powinnam sobie odpuścić, i zostawić to tak jak jest,
wiedząc, że on gdzieś tam jest i zawsze mogę na niego liczyć a jednocześnie
wychodzić do ludzi. Wpuszczać ich do mojego świata?

Tylko, że mi się wydaje, że jestem w środku taka jakaś nieufna i wrażliwa
(mimo swojej ekspresji i pozornej otwartości), że boję się, że jeśli kogoś
wpuszczę do mojego życia, to ten ktoś podepcze moja wrażliwość. Dlatego choć
dużo mówię o sobie, bo mam taki charakter to jednocześnie trzymam ludzi na
dystans. Nie mogę za bardzo zrozumieć tego dystansu. O co mi chodzi? Pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 12:07
      hmmmmmmm...... nie wiem. Autentycznie nie wiem.
      A terapii nie możesz kontynuować?

      Ja na ten przykład relację z moim terapeutą sobie cenię, ale zeby tak
      na wyłączność??? Nie.... szczególną osobą to ja mam być dla chłopa a
      chłop dla mnie, a nie dla terapeuty.... a może tu właśnie pies
      pogrzebany??
      • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 12:25
        Czytałam książkę o psychoterapii,i wydaje się że to dośc częste,że między
        pacjentem a psychoterapeutą powstaje silna więz,bo jest ona potrzebna do
        odreagowania pewnych braków.Myślę że to zależy też od potrzeby pacjenta.Każdy
        swoją relację z psychoterapeutą utożsamia inaczej,jeden rodzic-dziecko, ktoś
        inny partner-partnerka,a ktoś po prostu pan-pani.Zależy od tego w czym tkwi
        problem.Nie wiem czy dobrze piszę,ale tak sobie wywnioskowałam.
        • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 12:35
          A tak w ogóle to polecam właśnie książkę URATUJ MNIE autorstwa Rachel
          Reiland.Momentami wstrząsająca relacja z sesji terapeutycznych,która przedstawia
          fajny obraz relacji jakie powstają między pacjentem a terapeutą.Ma się
          rozumieć,z mojego punktu widzenia to był terapeuta doskonały.smile
      • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 22:15
        lolinka, bo jeszcze krótko!
        nie ta faza wink
    • kebli Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 12:37
      Ja przepraszam jeśli się mylę, ale jak ja to czytałam to miałam takie wrażenie
      jakbyś ty była w nim zakochana (wręcz jakbyś opisywała kochanka). Ale to moje
      wrażenie.
      Ja jakoś nigdy specjalnie się z terapeutami nie wiązałam emocjonalnie może
      dlatego tak to odbieram i może zwyczajnie czegoś nie rozumiem. Ale może jednak
      jest coś na rzeczy?
      • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 12:56
        A czy to nie jest tak że czasem przenosi się na terapeutę swoje emocjonalne
        problemy?Jeżeli jest to akurat miłość,najprawdopodobniej z tego powodu że
        terapeutą w jakiś sposób zaspokaja te emocjonalne potrzeby.to nie doszukiwałabym
        się w tym problemu,bo dobry terapeuta wie jaką postawę przybierać w danych
        sytuacjach i oczywiście nie wykorzystuje sytuacji. Ponadto,raz zaspokojona
        potrzeba,emocjonalna ma się rozumieć,może doprowadzić do wyzdrowienia.
        Jeżeli utożsamiamy terapeutę np. z ojcem,którego nie było bądz miało się z nim
        zły kontakt,i przenosimy te relację na terapeutę,i ta relacja wygląda tak
        dobrze,jak nigdy nie wyglądała w z ojcem,to chyba normalne że coś się do
        terapeuty czuje.Potem musi przyjść też moment dojrzewania i zrozumienia że
        terapeuta pozostaje jednak terapeutą.To jest chyba terapia.I każdy ma inne
        problemy więc także inne odczucia.
      • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 22:17
        Z tego co pamiętam chodziłaś na terapię poznawczo-behawioralną, która nie na tym
        polega. Natomiast w terapiach analitycznych więź z terapeutą i jej analiza jest
        głównym i podstawowym NARZĘDZIEM pracy.
    • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 13:21
      Już Wam mówię. Dla mnie ta relacja jest odzwierciedleniem wszelkich znaczących
      dla mnie kontaktów. Mój terapeuta był dla mnie, kumplem, przyjacielem, rodzicem,
      partnerem, terapeutą, mentorem. Mogłam realizować w kontakcie z nim wszystkie te
      znaczące dla mnie relacje.

      On widział mnie szczęśliwą i smutną, przerażoną, wystraszoną, lękliwą,
      nieporadną, zagubioną, zaburzoną, błyskotliwą, zabawną, mądrą, głupią, spokojną,
      pędzącą, wyciszoną, refleksyjną, bezrefleksyjną. Towarzyszył mi we wszystkich
      tych stanach. Oswoił mnie.

      Myślę, że to czego mi brak to jego akceptacji dla tej każdej mnie.
      Myślę, że wciąż nie mam w sobie zgody na bycie sobą. Brakuje mi tego
      potwierdzenia, że on rozumie, że wie i akceptuje to co przeżywam.
      Mnie się zdaje, że jest tak wiele mnie we mnie, że ludzie najczęściej widząc
      jedną moją twarz wkładają mnie do jakiejś szuflady. A mnie się nie da
      zaszufladkować. Jestem różna. Jestem zmienna. Chyba właściwie brakuje mi
      przyjaciela po prostu.

      A książkę uratuj mnie czytałam do połowy. Później stałam się zazdrosna o ich
      relację bo byłam przekonana, że moja relacja z moim terapeutą jest jedyna taka
      na świecie. Także odpuściłam ją sobie.
      • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 13:31
        Skoro tak wyglądała twoja relacja z terapeutą to nie widzę w tym nic dziwnego że
        odczuwasz tęsknotę.
        Terapia cię nauczyła jak wyglądają prawidłowe relacje z ludzmi,teraz pasowałoby
        spróbować wcielić to w życie rzeczywiste.Nie tylko terapeuta potrafi być
        przyjacielem.Może wydaję się lepszy,bo bardzo dużo wie o relacjach
        międzyludzkich z tytułu wykształcenia. Ale "zwykli" ludzie są tym cenniejsi że
        nie będziesz zmuszona kiedyś się z nimi rozstać i zaprzestać kontaktów.Mogą
        pozostać na zawsze obecni w twoim życiu.
        • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 13:56
          no właśnie moja znajoma, będąca terapeutką powiedziała, że to taka moja żałoba
          po stracie terapeuty i muszę to przejść, a ja do tej pory albo bulimicznie się
          nażerałam albo piłam. Teraz kiedy dopuściłam do siebie te emocje, przelewa się
          przeze mnie ogromna fala smutku. Dlatego piszę tu do Was chcąc jakoś o tym
          mówić, przeżywać. W mojej głowie zaraz po smutku rodzi się lęk, że w
          rzeczywistości nie znajdę ludzi, z którymi będzie mi po drodze. Jestem jakby
          wczepiona pazurami w tę relację, jak dziecko, które wpada w histerie, gdy rodzic
          zostawia je w przedszkolu, jak kochanka, która rzuca się na szyję kochankowi i
          nie pozwala mu odejść.
    • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 14:09
      No więc jak otworzyć się przed kimś z kim nie ma żadnej emocjonalnej więzi? A o
      to by relacje nie stał się zgubne musi chyba zadbać przede wszystkim
      terapeuta.Terapeuta powinien znać granicę bo pacjent może stracić nad sobą
      kontrolę o ilę ją w ogóle ma.
      • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 14:12
        Z psychoterapią to jest trochę tak jak z ginekologią,człowiek zagląda w
        najintymniejsze miejsca.O ile ginekolog widzi ciało,o tyle psychoterapeuta
        duszę.To drugie jest chyba jeszcze bardziej intymne.
      • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 14:30
        czubata napisała:

        > No więc jak otworzyć się przed kimś z kim nie ma żadnej emocjonalnej więzi? A o
        > to by relacje nie stał się zgubne musi chyba zadbać przede wszystkim
        > terapeuta.Terapeuta powinien znać granicę bo pacjent może stracić nad sobą
        > kontrolę o ilę ją w ogóle ma.

        Tak, pacjent często nie ma kontroli ale istnieje coś takiego jak etyka, gdzie
        kompetentny terapeuta nie przekracza granic.

        Zgodzę się z Tobą, że moim problemem jest to, że nie mając więzi z kimś nie
        potrafię się przed tym kimś otworzyć. On pracował dwa lata nad więzią, kolejne
        dwa przeżywałam różne stany, uzależnienia, zakochania, złości, nienawiści,
        buntu. Potem poczułam się bezpiecznie i zaczęłam korzystać z terapii. Myślę, że
        popełniam błąd nie korzystając z doświadczenia płynącego z naszej relacji, a
        chcę ją oprawić w ramkę, powiesić na ścianie i przyglądać się jej do końca
        życia, jaka to ona była niesamowita.

        Tak robią ludzie, którzy stracili kogoś ważnego w swoim życiu, chociażby w
        wyniku śmierci. Zarzekają się, że nigdy już nikogo nie pokochają, a utracony
        obiekt zostanie jeden jedyny na zawsze.

        Jednak często staje się tak, że czas przynosi nowe znajomości, nowych ludzi i
        wówczas jest szansa by się "rozstać ze swoja miłością". Ten kto to potrafi
        postępuje zdrowo, ten kto wybiera samotność powinien pomyśleć o terapii - tak myślę.

        Pytanie jak jest ze mną. Czy dam szanse temu komuś jeżeli się pojawi na mojej
        drodze, czy będę się trzymać wyidealizowanej nie mającej odzwierciedlenia w
        rzeczywistości relacji.

        • czubata Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 15:11
          Możesz dać szansę.Czy dasz szansę to już zależy od ciebie.
          Piszesz że dwa lata budowałaś relacje z terapeutą żeby móc się wreszcie
          leczyć.Prawdziwe dobre relacje buduje się latami.I weż pod uwagę że relacje z
          ludzmi będą w innych okolicznościach niż te z terapeutą.To będzie prawdziwe
          życie które będzie poddawało próbom.Ponadto z terapeutą człowiek jest nastawiony
          aby brać,a w relacjach z innymi ludzmi trzeba też dawać.
          • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 15:34
            czubata napisała:

            > Ponadto z terapeutą człowiek jest nastawiony
            > aby brać,a w relacjach z innymi ludzmi trzeba też dawać.

            Bardzo słusznie zauważyłaś. Tego dawania musiałam się nauczyć a dokładnie
            decydowania o tym komu daję a komu nie. Komu stawiam granice, bo w przeciwnym
            razie wszedłby mi na głowę.
    • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 14:16
      thousand.broken.mirrors napisała:

      > jest taka mozliwosc, ze nie trafi sie na bratnia dusze, ale w praktyce to malo
      > prawdopodone. tyyyyyle jest ludu, ale ktos znajdzie sie na pewno. niejednen,
      > niejedna, w najmniej spodziewanym momencie.

      Ja bym tylko chciała, żeby ten ktoś miał kontakt ze sobą i z rzeczywistością,
      lubił jazz i chillout, spacery, dobre kino, grę w scrable, jazdę rowerem. Żeby
      ten ktoś był otwarty na innych, uczciwy szczery i życzliwy, nie tylko dla mnie
      ale i dla innych. Żeby ten ktoś - ona/on był po prostu dobrym, ciekawym (w
      sensie bogatym ososbościowo) człowiekiem i był w zgodzie ze sobą. Żebym mogła od
      tego kogoś czegoś się nauczyć i żeby nie przekraczał moich granic i nie dawał
      przekroczyć swoich, no chyba, że sam świadomie, dobrowolnie się na to zgodzi.
      • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 22:25
        > Ja bym tylko chciała, żeby ten ktoś miał kontakt
        > ze sobą i z rzeczywistością, lubił jazz i chillout,
        > spacery, dobre kino, grę w scrable, jazdę rowerem.
        > Żeby ten ktoś był otwarty na innych, uczciwy szczery
        > i życzliwy, nie tylko dla mnie ale i dla innych.
        > Żeby ten ktoś - ona/on był po prostu dobrym, ciekawym
        > (w sensie bogatym ososbościowo) człowiekiem i był
        > w zgodzie ze sobą. Żebym mogła o dtego kogoś czegoś się
        > nauczyć i żeby nie przekraczał moich granic i nie dawał
        > przekroczyć swoich, no chyba, że sam świadomie,
        > dobrowolnie się na to zgodzi.

        a musi być facet? smile smile smile
        był taki wątek coming-outowy, ale nie pamiętam gdzie
        • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 09:07
          drugikoniecswiata napisała:

          > > Ja bym tylko chciała, żeby ten ktoś miał kontakt
          > > ze sobą i z rzeczywistością, lubił jazz i chillout,
          > > spacery, dobre kino, grę w scrable, jazdę rowerem.
          > > Żeby ten ktoś był otwarty na innych, uczciwy szczery
          > > i życzliwy, nie tylko dla mnie ale i dla innych.
          > > Żeby ten ktoś - ona/on był po prostu dobrym, ciekawym
          > > (w sensie bogatym ososbościowo) człowiekiem i był
          > > w zgodzie ze sobą. Żebym mogła o dtego kogoś czegoś się
          > > nauczyć i żeby nie przekraczał moich granic i nie dawał
          > > przekroczyć swoich, no chyba, że sam świadomie,
          > > dobrowolnie się na to zgodzi.

          > a musi być facet? smile smile smile
          > był taki wątek coming-outowy, ale nie pamiętam gdzie

          Jak napisałam wyżej, to może być ona lub on smile
    • skwr2 Re: problem z byciem blisko z innymi 12.07.10, 18:34
      perfekcjonizm napisała:

      > Muszę się przed Wami do czegoś przyznać. Otóż uświadomiłam sobie,
      że tak
      > kurczowo trzymam się relacji z moim terapeutą, że nie jestem w
      stanie dopuścić
      > do mojego życia żadnych innych ludzi.
      Nie mam zamiaru poddawać krytyce profesjonalizmu terapeuty, ale
      wydaje mi się, że nie dopracował się z Tobą umiejętności rozstania.
      Po dobrze przeprowadzonej terapii powinnaś poczuć się leciutko
      popchnięta w plecy w kierunku innych ludzi, a za plecami jeszcze
      przez jakiś czas odczuwać wspierającą obecność terapeuty.

      > Jak myślicie? Może powinnam sobie odpuścić, i zostawić to tak jak
      jest,
      > wiedząc, że on gdzieś tam jest i zawsze mogę na niego liczyć a
      jednocześnie
      > wychodzić do ludzi. Wpuszczać ich do mojego świata?
      Jak najbardziej. Terapeuta nie jest postacią z Twojej bajki. Są nimi
      ludzie wokół.

      > boję się, że jeśli kogoś
      > wpuszczę do mojego życia, to ten ktoś podepcze moja wrażliwość.
      Boisz się cierpienia związanego z odrzuceniem, wykorzystaniem,
      popełnieniem dużego błędu w ocenie danego człowieka. Taki lęk może
      paraliżować. Jeśli nie podejmiesz prób wchodzenia w bliskie związki,
      nigdy się w nich nie znajdziesz. Z rozsądkiem i rozwagą, bez serca
      na ręce dla pierwszej lepszej napotkanej osoby na pewno ograniczysz
      możliwość porażki. Jeśli nią poniesiesz, powiesz trudno: zdarza się.
      Musisz zaufać sobie, że zniesiesz cierpienie, jakiego Ci to
      przysporzy.
      • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 10:13
        skwr2 napisała:

        > Nie mam zamiaru poddawać krytyce profesjonalizmu terapeuty, ale
        > wydaje mi się, że nie dopracował się z Tobą umiejętności rozstania.
        > Po dobrze przeprowadzonej terapii powinnaś poczuć się leciutko
        > popchnięta w plecy w kierunku innych ludzi, a za plecami jeszcze
        > przez jakiś czas odczuwać wspierającą obecność terapeuty.

        Kiedy przyszłam do terapii byłam w strasznym stanie. Uwikłana w mnóstwo rzeczy.
        Skonfliktowana ze sobą, z otoczeniem. Nie umiejąca rozpoznawać w sobie uczuć.
        Wiele czasu w terapii poświęciliśmy na stworzenie więzi terapeutycznej, potem
        było załatwianie bieżących spraw, a było tego bez liku.

        Kiedy po raz kolejny postanowiłam odejść z terapii po czterech latach, tym razem
        terapeuta się zgodził, negocjowaliśmy jedynie termin zakończenia. Oboje
        wiedzieliśmy, że obszar, nad którym powinnam jeszcze popracować to relacje
        międzyludzkie. Ale ja bardzo chciałam po tych czterech latach pobyć sama, bez
        niego. Zobaczyć czy potrafię rozpoznawać swoje stany, opiekować się sobą.
        Chciałam się upewnić gdzie w moim życiu kończy się on a zaczynam się ja. Zdaje
        mi się, że to był naturalny proces separacji-indywiduacji.

        Zdaje mi się, że to się udało, ale jak mówił terapeuta, zawsze mogę wrócić i
        pracować nad innymi obszarami. Ale ja tak bardzo chcę być samodzielna. Wolę iść
        do ludzi, tak jak to do Was i pytać ich o zdanie, opinie, zestawiać to ze swoim
        osądem a następnie sama decydować co jest dla mnie dobre. Tego mi trzeba.

        Jestem rozbita między potrzebą samodzielnego funkcjonowania a samotnością,
        której odczuwanie właściwie sama powoduje.

        Pytanie czy to jest konflikt do rozwiązania w terapii, czy mając narzędzia
        jakimi dziś dysponuję będę mogła zaopiekować się odpowiednio sobą i nauczyć się
        relacji z innymi. Może to, że piszę tu do Was a nie lecę z płaczem do mojego
        terapeuty już jest jakimś postępem...

        > Boisz się cierpienia związanego z odrzuceniem, wykorzystaniem,
        > popełnieniem dużego błędu w ocenie danego człowieka. Taki lęk może
        > paraliżować. Jeśli nie podejmiesz prób wchodzenia w bliskie związki,
        > nigdy się w nich nie znajdziesz. Z rozsądkiem i rozwagą, bez serca
        > na ręce dla pierwszej lepszej napotkanej osoby na pewno ograniczysz
        > możliwość porażki. Jeśli nią poniesiesz, powiesz trudno: zdarza się.
        > Musisz zaufać sobie, że zniesiesz cierpienie, jakiego Ci to
        > przysporzy.

        Boję się... ale rzeczywiście w tym o czym piszesz jest coś na rzeczy.
        • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 12:40
          skwr2 napisała:
          "Jeśli nie podejmiesz prób wchodzenia w bliskie związki,
          nigdy się w nich nie znajdziesz. Z rozsądkiem i rozwagą, bez serca
          na ręce dla pierwszej lepszej napotkanej osoby na pewno ograniczysz
          możliwość porażki."


          Dodam jeszcze, że zdarzyć się może tak(jak darzyło się mnie),że możesz dostać
          kopa w to serce dla dłoni, od najbliższej Ci osoby.
          Dlatego "opancerz się" się troszkę, nabierz dystansu do siebie i do innych, i
          próbuj. Małe dziecko, nim nauczy się dobrze chodzić, przewróci się kilka razy,
          ale nie liczy siniakówsmilei stawia dalej dzielnie kroki...
          • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 13:19
            sapiencja napisała:

            > Dodam jeszcze, że zdarzyć się może tak(jak darzyło się mnie),że możesz dostać
            > kopa w to serce dla dłoni, od najbliższej Ci osoby.
            > Dlatego "opancerz się" się troszkę, nabierz dystansu do siebie i do innych, i
            > próbuj. Małe dziecko, nim nauczy się dobrze chodzić, przewróci się kilka razy,
            > ale nie liczy siniakówsmilei stawia dalej dzielnie kroki...

            Dziękuję Sapiencjo.

            Zobaczcie, tu znalazłam całkiem ciekawe myśli:
            www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/psychologia/18620-rola_percepcji_interpersonalnej_w_procesie_komunikacji_mi%C4%99dzyludzkiej.html
            • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 13:21
              Trzymaj się dzielniewink
              • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 13:28
                Cytat z tekstu linka, który zamieściłaś:

                "Goffman rozpatruje komunikację międzyludzką w kategorii spektaklu teatralnego,
                w którym rozmówcy są nieraz świadomi prowadzonej przez siebie gry, ale dzięki
                temu wiedzą, czego mogą się spodziewać po swoim rozmówcy."


                Nic dodać, nic ująć.
                Świat jest teatrem, aktorami ludzie. William Szekspirsmile
                • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 13:39
                  sapiencja napisała:

                  > Cytat z tekstu linka, który zamieściłaś:
                  >
                  > "Goffman rozpatruje komunikację międzyludzką w kategorii spektaklu teatralnego,
                  > w którym rozmówcy są nieraz świadomi prowadzonej przez siebie gry, ale dzięki
                  > temu wiedzą, czego mogą się spodziewać po swoim rozmówcy."

                  > Nic dodać, nic ująć.
                  > Świat jest teatrem, aktorami ludzie. William Szekspirsmile

                  Dokładnie, mnie też się spodobało to zdanie. To jest bardzo istotna wiedza.
                  Myślę, że sprawdza się ona w takich dalszych relacjach typu, pracownik -
                  przełożony, nauczyciel - uczeń, sąsiad - sąsiad itp. Natomiast w bliskich
                  kontaktach chciałabym unikać gry, ponieważ wówczas nie może być mowy o
                  stworzeniu zdrowej więzi.
                  • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:05
                    Tu są także ciekawe informacje, niby oczywiste ale jednak:
                    www.sciaga.pl/tekst/35424-36-bariery_w_procesie_komunikacji_interpersonalnej_i_sposoby_ich_pokonywanie
                    To jest myślę bardzo ważne:
                    "Percepcję poprawić możemy, gdy staramy się odróżnić fakty od wniosków, gdy
                    partnerzy procesu komunikowania się nie traktują swoich wniosków tak, jakby były
                    one faktami.
                    (...)
                    Nadawca powinien zadbać o precyzyjną i ekonomiczną w słowa wypowiedź, uciekając
                    się nawet do konieczności powtórzeń o bogactwo i precyzję środków wyrazu.
                    Ponadto powinien troszczyć się o umiejętność łączenia gestów i słów by swoją
                    wypowiedź uczynić bardziej wiarygodną, dającą pierwszeństwo faktom a nie opinią.
                    Najlepiej jest, będąc nadawcą, zachować obiektywność- powstrzymywać się o
                    osądzania, eliminować ewentualne uprzedzenia, umieć znaleźć się w sytuacji
                    drugiego człowieka, zgodzić się na możliwość innej wizji tego samego problemu.
                    Dobrze jest by nadawca wyraźnie określił swoją rolę w procesie komunikacji
                    określając cel, który zamierza osiągnąć oraz zdefiniować osobiście sytuację.
                    Braku barier podczas komunikowania sprzyjać mogą takie zachowania, które skłonią
                    odbiorcę do słuchania należy natomiast zrezygnować z takich zachowań, które
                    zmuszą go do natychmiastowej rezygnacji z rozmowy. Należy demonstrować swój
                    obiektywizm poglądów i unikać wartościowania wyrażanego za pomocą mimiki twarzy,
                    gestów, czy doboru słów. Nadawca ma orientować się w omawianym problemie,
                    dlatego też dodatkową zaletą będzie definiowanie i rozwiązywanie go wspólnie z
                    odbiorcą. Pożądane są spontaniczne zachowania partnerów procesu komunikowania
                    się, unikanie przez nich podstępu czy manipulacji, traktowanych jako swoistego
                    typu strategia.
                    Nadawca powinien przejawiać empatię i unikać obojętności czy chłodnej wymiany
                    zdań, oraz demonstrowania nadmiernej pewności siebie czy osoby
                    wszystkowiedzącej. Pokonywanie barier przez odbiorcę wymaga przede wszystkim od
                    niego przejawiania umiejętności słuchania i rozumienia nie tylko słów ale także
                    komunikatów niewerbalnych, rezygnowania ze swego punktu widzenia, jeśli wymaga
                    tego sytuacja oraz stawiania pytań, by ewentualnie pomóc nadawcy w sprecyzowaniu
                    myśli bądź by odpowiedzieć zgodnie z jego potrzebami i przedstawić rady
                    pożyteczne, z których rozmówca będzie mógł skorzystać.
                    Sposobem sprzyjającym rozumieniu nadawcy jest przejawianie przez odbiorcę
                    reakcji dopiero po zidentyfikowaniu uczuć partnera i po ponownym przedstawieniu
                    jego myśli."
                  • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:09

                    perfekcjonizm napisała:

                    "Natomiast w bliskich kontaktach chciałabym unikać gry, ponieważ wówczas nie
                    może być mowy o stworzeniu zdrowej więzi."


                    Hm... życie nauczyło mnie,że nawet w najbliższych kontaktach należy zachować
                    margines dla siebie. Choćby taki wąziuteńki, ale zachować.

                    Nie mówię tu o grze, ale o tym, że nie wolno tak do końca siebie obnażać ze
                    swoich słabości. Ludzie są tylko ludźmi, i nigdy nie wiemy, czy i kiedy
                    wykorzystają te nasze słabe punkty.

                    Grać kogoś innego, niż się jest, nie warto. Strasznie dużo energii na to idzie.
                    Mówię o grze. A nie o ukrywaniu. Np naszego stanu chorobowego.
                    To już inna para kaloszywink

                    • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:26
                      "Nadawca powinien przejawiać empatię i unikać obojętności czy chłodnej wymiany
                      zdań, oraz demonstrowania nadmiernej pewności siebie czy osoby wszystkowiedzącej."

                      Hmmm....Bardzo trudne, zwłaszcza, jeśli ma się przed sobą osobę wszystko wiedzącąsmile


                      "Pokonywanie barier przez odbiorcę wymaga przede wszystkim od
                      niego przejawiania umiejętności słuchania i rozumienia nie tylko słów ale także
                      komunikatów niewerbalnych, rezygnowania ze swego punktu widzenia, jeśli wymaga
                      tego sytuacja oraz stawiania pytań, by ewentualnie pomóc nadawcy w sprecyzowaniu
                      myśli bądź by odpowiedzieć zgodnie z jego potrzebami i przedstawić rady
                      pożyteczne, z których rozmówca będzie mógł skorzystać."

                      Hm...


                      "Sposobem sprzyjającym rozumieniu nadawcy jest przejawianie przez odbiorcę
                      reakcji dopiero po zidentyfikowaniu uczuć partnera i po ponownym przedstawieniu
                      jego myśli."

                      Hm...tak, ale nie każdy ma cierpliwość aby czekać na zidentyfikowanie.
                      I stąd może tyle nieporozumień w dogadaniu się...
                      • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:31
                        sapiencja napisała:

                        > "Nadawca powinien przejawiać empatię i unikać obojętności czy chłodnej
                        wymianyzdań, oraz demonstrowania nadmiernej pewności siebie czy osoby
                        wszystkowiedzącej."
                        >
                        > Hmmm....Bardzo trudne, zwłaszcza, jeśli ma się przed sobą osobę wszystko wiedzą
                        > cąsmile

                        Myślisz, że to mój problem?smile
                    • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:28
                      sapiencja napisała:

                      > Hm... życie nauczyło mnie,że nawet w najbliższych kontaktach należy zachować
                      > margines dla siebie. Choćby taki wąziuteńki, ale zachować.
                      >
                      > Nie mówię tu o grze, ale o tym, że nie wolno tak do końca siebie obnażać ze
                      swoich słabości. Ludzie są tylko ludźmi, i nigdy nie wiemy, czy i kiedy
                      wykorzystają te nasze słabe punkty.

                      Oczywiście, masz rację. Właściwie nie mam z tym problemu. Ja nawet dużo mówię o
                      sobie ale jestem do tego tak zdystansowana, że nawet jeśli ktoś coś powie to nie
                      szczególnie mnie to boli, bo ja właściwie z góry zakładam, że tak właśnie ktoś
                      może się zachować.

                      W sumie jak tu tak z Wami piszę to dochodzę do wniosku, że ja nie ufam ludziom i
                      tyle. Korzystam z tego co mogą mi dać. Wymieniam się z nimi poglądami,
                      spostrzeżeniami, czasem czymś co jest dla mnie jakoś intymne ale właściwie ich
                      reakcja mnie mało obchodzi. Jak ktoś będzie ok to fajnie ale jak nie będzie ok,
                      to trudno, niczym mnie nie zaskoczył.

                      Idąc dalej tym tropem coś mi się zdaje, że z góry zakładam, że wszyscy są
                      beznadziejni a to, że się przed nimi otwieram wynika z mojej chwilowej potrzeby
                      wygadania się komukolwiek, co nie oznacza, że osoba ta jest dla mnie kimś
                      ważnym. Po prostu korzystam z różnych właściwości innych ludzi, dla swoich
                      egoistycznych potrzeb.

                      • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:48
                        perfekcjonizm napisała:


                        sapiencja napisała:
                        "
                        >
                        > Hmmm....Bardzo trudne, zwłaszcza, jeśli ma się przed sobą osobę wszystko wiedzą
                        > cąsmile

                        Myślisz, że to mój problem?smile





                        Nieeee. Absolutnie to nie było do Ciebie. Powiedziałam to, mając na uwadze
                        ludzi, którym trudno cokolwiek wytłumaczyć, czy nawet porozmawiać z nimi, bo oni
                        wiedza lepiej, a może nawet najlepiej.

                        Hm...a, czy chciałabyś uważać siebie za osobę wszystko wiedzącaą?smile

                        Bo, ja siebie, nie.
                        • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 14:57
                          sapiencja napisała:

                          > Hm...a, czy chciałabyś uważać siebie za osobę wszystko wiedzącaą?smile
                          >
                          > Bo, ja siebie, nie.

                          Nie, na pewno nie, tylko czasem mi się zdaje, że ja próbuje wszystko zawsze
                          jakoś wytłumaczyć, znaleźć przyczynę. Może na niektóre kwestie nie ma
                          odpowiedzi. Coś jest bo jest, a ja muszę wszystko analizować.
                          • sapiencja Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 15:02
                            Perfekcjonizm napisała:
                            "... tylko czasem mi się zdaje, że ja próbuje wszystko zawsze
                            jakoś wytłumaczyć, znaleźć przyczynę. Może na niektóre kwestie nie ma
                            odpowiedzi. Coś jest bo jest, a ja muszę wszystko analizować. "

                            Nie przejmuj się tym. Po prostu masz naturę Sherlocka Holmes'a wink
                            Też fajniesmile
    • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 22:14
      Napiszę tylko szybko, przed przeczytaniem innych postów, że koniec terapii,
      nawet jeśli zamierzony, to jest STRATA bardzo ważnej relacji i tak jak każdą
      stratę w życiu należy to spokojnie przeżyć.

      Przecież po to tyle tam tuptałaś, by teraz potrafić się temu spokojnie i bez
      lęku przyglądać. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz i ucz się rozstawania,
      przyglądaj się temu, jak to u ciebie wygląda, obserwuj, po prostu. To jest
      lustro, tak jak zawsze.

      A żałoba nie będzie trwała wiecznie. Ale u jednych trwa krócej, u innych dłużej.
      Dziwne by było, gdybyś po kilku latach tak głębokiej relacji się rozstała ot-tak
      i nic ci to nie zrobiło, to by było bardziej niepokojące. Martwiłabym się po
      półtora roku, nie po pół.

      PS Piszesz, że jesteś w środku nieufna i wrażliwa. Podejrzewam, że zbudowanie
      relacji z terapeutą też zajęło ci trochę czasu, a teraz postrzegasz ją przez
      pryzmat jej późniejszej dojrzałości i głębi. Nie od razu Kraków zbudowano.
      • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 13.07.10, 22:15
        ...i może trochę pocieszy, że ja też w tym stanie...
        • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 09:08
          drugikoniecswiata napisała:

          > ...i może trochę pocieszy, że ja też w tym stanie...

          Napisz coś więcej.
          • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 13:21
            nie, tu nie chcę
            jeśli chcesz, odezwij się na mail
            limes KROPKA mundi MAŁPA gmail.com
            możemy pogadać przy scrabbelku wink
            • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 13:21
              ...bo próbowałam wysłać Ci na gazetę ale chyba nie używasz tak jak i ja,
              powiedziało, że account does not exist
            • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 14:03
              drugikoniecswiata napisała:

              > nie, tu nie chcę
              > jeśli chcesz, odezwij się na mail
              > limes KROPKA mundi MAŁPA gmail.com
              > możemy pogadać przy scrabbelku wink
              >
              bardzo chętnie, scrabelek mile widziany smile
      • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 09:18
        drugikoniecswiata napisała:

        > Napiszę tylko szybko, przed przeczytaniem innych postów, że koniec terapii,
        > nawet jeśli zamierzony, to jest STRATA bardzo ważnej relacji i tak jak każdą
        > stratę w życiu należy to spokojnie przeżyć.
        > Przecież po to tyle tam tuptałaś, by teraz potrafić się temu spokojnie i bez
        > lęku przyglądać. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz i ucz się rozstawania,
        > przyglądaj się temu, jak to u ciebie wygląda, obserwuj, po prostu. To jest
        > lustro, tak jak zawsze.
        >
        > A żałoba nie będzie trwała wiecznie. Ale u jednych trwa krócej, u innych dłużej
        > .
        > Dziwne by było, gdybyś po kilku latach tak głębokiej relacji się rozstała ot-ta
        > k
        > i nic ci to nie zrobiło, to by było bardziej niepokojące. Martwiłabym się po
        > półtora roku, nie po pół.
        >
        > PS Piszesz, że jesteś w środku nieufna i wrażliwa. Podejrzewam, że zbudowanie
        > relacji z terapeutą też zajęło ci trochę czasu, a teraz postrzegasz ją przez
        > pryzmat jej późniejszej dojrzałości i głębi. Nie od razu Kraków zbudowano.
        >

        Rzeczywiście chyba jest tak jak piszesz, Ja osobiście się z tym zgodzę. Tylko
        czemu tak trudno to utrwalić, zasymilować (wiem, trzeba czasu i pracy, oswojenia
        się). Jako wiedza jest to dla mnie czymś oczywistym. Rozumowo jest to na moim
        poziomie, ale emocjonalnie kołuję wokół starych, utartych schematów. Cierpię na
        duży lęk separacyjny i to on właśnie przejmuje kontrolę.
        • dr.zabba Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 09:57
          Wiesz, myślę, że ja zupełnie nie potrafię tworzyć relacji.
          • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 10:10
            dr.zabba napisała:

            > Wiesz, myślę, że ja zupełnie nie potrafię tworzyć relacji.

            Czy w związku z tym nie odczuwasz jakiejś pustki? Jakiegoś braku?
            • dr.zabba Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 10:50
              Mam realną relację z mężem, macierzyńskie relacje z dziećmi - czy
              prawdziwe? ( mam nadzieję, że tak )i pseudorelacje z rodzicami i
              siostrą. I jedną koleżankę.

              Odczuwam brak czegoś.
              Coś gdzieś jest nie tak.
              Może nie dotyczy to relacji, ale raczej tak.
              Nie wykluczam, że coś nie jest w porządku w relacji podstawowej,
              partnerskiej.
              Pisałam, że staram się nie jeść (żreć) wieczorami. Ty też napisałaś o
              napadach bulimii i o zapijaniu pustki. Jak piję alko to już do
              upadłego - żeby się upić. Ograniczam to wszystko. I zamiast tego
              czuję ogromny smutek. Wielki brak.
              2ndEnd napisze, że na to właśnie terapia jest potrzebna... Nie mam na
              nią pieniędzy, czasu i siły. Wydaje mi się, że nie w ciągu niej nie
              stanie się nic szybciej, niż jak pracuję nad tym sama... Dr mówi, że
              na terapię u mnie za wcześnie... Za mało jestem stabilna.
              Życie jest najlepszą terapią.

              Tam jest ogromny deficyt, tam gdzieś....
              • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 11:08
                dr.zabba napisała:

                "2ndEnd napisze, że na to właśnie terapia jest potrzebna... Nie mam na nią
                pieniędzy, czasu i siły. Wydaje mi się, że nie w ciągu niej nie stanie się nic
                szybciej, niż jak pracuję nad tym sama... Dr mówi, że na terapię u mnie za
                wcześnie... Za mało jestem stabilna.
                Życie jest najlepszą terapią.

                Tam jest ogromny deficyt, tam gdzieś...."

                Zgodzę się, że nie każdy nadaje się na terapię. Co do stabilności. Bardzo
                możliwe. Ja bardzo się właśnie ustabilizowałam w terapii, choć jak może
                pamiętacie, zdarzył mi się szpital psychiatryczny, właśnie dlatego, że nie
                uniosłam czegoś w terapii i uruchomiłam ucieczkę w chorobę. Być może Twój lekarz
                to ma na myśli.

                Ale okazało się, że szpital był potrzebny. Po szpitalu mogłam wrócić do terapii
                i wróciłam ale z tą myślą, że chcę ją zakończyć. Jak pisałam gdzieś wyżej,
                bardzo chciałam być samodzielna.

                Życie nie zawsze leczy. Nie zawsze jest terapeutyczne. Owszem, doświadczenia i
                doświadczanie różnych stanów i zjawisk jest bardzo pożyteczne pod warunkiem, że
                ma się jakiś stabilny obraz samego siebie i dystans do otaczającej
                rzeczywistości. Życie to ludzie. A ludzie są często tak samo zagubieni jak my. W
                rezultacie powielamy jakieś wzorce, odtwarzamy swoje bądź cudze schematy, gramy
                w gry rzadko dotykając rzeczywistości.
              • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 13:10
                2nd end nie ma siły apologizować, wiele razy o tym rozmawiałyśmy.

                Życie nie wyklucza terapii, a terapia życia, a ty rozumujesz tu w kategoriach
                albo-albo. Nie wiem czy byłoby szybciej, ale na pewno raźniej i lżej. Co
                sprawia, że łatwiej czyścić stare rany, a one oczyszczone szybciej i ładniej się
                goją. Co do rezultatu - dopóki nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała. Każda
                droga jest inna.

                Ja uważam to za najlepszą decyzję mojego życia i najważniejsze doświadczenie i
                znam wiele osób, które też tak sądzą - ale nie będę udawać, że frunęłam jak na
                skrzydłach i przekonana o sensowności. oczywiście, że nie. Byłam wściekła, nie
                miałam czasu, siły i pieniędzy. Bardzo nie miałam. Na całe szczęście się złamałam.
              • ergo_pl Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 14:07
                dr.zabba napisała:

                > Dr mówi, że
                > na terapię u mnie za wcześnie... Za mało jestem stabilna.

                Nie rozumiem. W jakim sensie?? Drugikoniec dobrze mówi, że póki nie spróbujesz, nie przekonasz się. Zabbo, są terapie niepłatne, na taką chodzę.

                > Życie jest najlepszą terapią.

                Życie nie jest terapią. Potrafi dać kopa. Terapia od tego,
                by go określić i rozbroić wink
                • perfekcjonizm Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 14:15
                  ergo_pl napisała:

                  > dr.zabba napisała:
                  >
                  > > Dr mówi, że
                  > > na terapię u mnie za wcześnie... Za mało jestem stabilna.
                  >
                  > Nie rozumiem. W jakim sensie?? Drugikoniec dobrze mówi, że póki nie spróbujesz,
                  > nie przekonasz się. Zabbo, są terapie niepłatne, na taką chodzę.

                  A ja bym tak nie pchała zabby pochopnie na terapię. Jeśli jej lekarz tak mówi,
                  to może akurat coś jest na rzeczy.
                  Może psychoedukacja tak. Jeśli ktoś jest niestabilny, może tylko pogrążyć się w
                  chorobie, zaostrzyć mechanizmy obronne (objawy).

                  Poza tym moim zdaniem płacenie za terapię to też często forma terapii.
                  • ergo_pl Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 14:34
                    perfekcjonizm napisała:

                    > Może psychoedukacja tak. Jeśli ktoś jest niestabilny, może tylko pogrążyć się w
                    > chorobie, zaostrzyć mechanizmy obronne (objawy).

                    To wszystko zależy, na jak mądrego terapeutę się trafi i co zastosuje po
                    "rozpoznaniu". Teraz, z perspektywy, mogę powiedzieć,
                    że byłam strasznie niestabilna, rozpoczynając terapię.
                    Wiem też, że moja zasady terapeutyczne powiedzmy "nagina"
                    do stanu pacjenta. No ale ja na szczęście tak trafiłam.

                    > Poza tym moim zdaniem płacenie za terapię to też często forma terapii.

                    No w moim przypadku nie byłoby formą terapii, a jednym wielkim powodem do
                    stresu. Zresztą co ja piszę - zacznijmy od tego, że gdyby była płatna, w ogóle
                    nie mogłabym jej rozpocząć.
        • drugikoniecswiata Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 13:00
          Bo mechanizmy, które budowało się przez powiedzmy 30 lat, trudno jest
          spacyfikować - nawet w 4. Ja to widzę tak, że terapia pokazuje kierunek,
          koryguje azymut, który gdzieś tam się zatracił. Dalej na ten mount everest czy
          choćby Rysy idziemy sami i domem jest droga, nie szczyt.

          Moja terapeutka zawsze powtarzała, że mechanizmy obronne nie wzięły się znikąd i
          jako takie nie są złe - na pewnym etapie pozwoliły przeżyć, może wtedy nie dało
          się inaczej. Teraz się da, ale zbudowanie zaufania - także do siebie, świata -
          musi trwać. Patrz również z wdzięcznością na to, co już masz, nie tylko ze
          złością na to, czego wciąż nie masz.

          Polecam bardzo M. Scotta Pecka "Drogę rzadziej wędrowaną".
          Tak dla odmiany, jakby ktoś jeszcze nie wiedział wink
    • 36.a Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 13:43
      relacji z terapeutą nie oceniam, bo nie rozumiem. korzystałam z własnej analizy na zasadzie: pomagasz mi - płacę Ci. tyle.

      problem zbliżenia się do innych i strach, że mogą podeptać to IMO problem nieumiejętności stawiania granic. to mogą być kordony: spadaj, chamie albo delikatne granice: nie, dzisiaj nie. zadzwoń jutro. i wtedy chronisz siebie.
      • lolinka2 Re: problem z byciem blisko z innymi 14.07.10, 14:18
        36.a napisała:


        > na zasadzie: pomagasz mi - płacę Ci. tyle.

        o, to moje klimaty smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka