Mam kłopot. Chyba. Jak tylko pojawiają się jakiekolwiek problemy, to moja
pierwsza reakcja, to pragnienie, żeby sięgnąć po butelkę. Kiedyś zatrzymałam
się w ostatnim momencie po 3-4 miesiącach codziennego picia i to "do lustra".
Teraz jak jest tylko jakaś impreza, albo okazja to zawsze urżnę się i to tak,
że w którymś momencie nie pamiętam co się dalej działo. W odpowiednim,
rówieśniczym towarzystwie oczywiście nie umiem odmówić.
No i tego się boję, jak na razie udaje mi się powstrzymać od picia bo mieszkam
z rodzicami, chociaż swego czasu i z nimi za ścianą zawsze miałam butelkę
żubrówki w szafce.
Chętnie bym pojechała teraz w niedzielę do E. na działkę, ale się wzdragam, bo
wiem jak to się skończy i wiem, że się nie powstrzymam.
Tak wiem, pewnie to wszystko kwestia silnej woli, ale jakoś, no właśnie jakoś
nie wychodzi
Martwi mnie ten odruch.